Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Zaplecze sklepu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Zaplecze sklepu   14.04.16 14:18

Zaplecze sklepu

Wiecznie zawalone setkami, jeśli nie tysiącami przeróżnych książek zaplecze stanowi dość niebezpieczne miejsce dla osób, które nie pracują w Esach. Jeden zły krok i możesz skończyć z ugryzieniem w łydkę albo z ręką zakleszczoną między okładkami wyjątkowo złośliwej książki. Tylna część zaplecza mieści dwa fotele i długi stół pokryty pergaminami, szczypcami i różnymi odczynnikami, za pomocą których pracownicy sklepu badają nowe książki, które przynoszą im niekiedy klienci niemający co z nimi zrobić. Zaplecze służy również jako specyficzny punkt wypoczynkowy dla pracowników, którzy mogą tutaj odsapnąć po sprzeczce z jakimś upierdliwym klientem, porozmawiać ze sobą we względnym spokoju albo uciec od nawału obowiązków, jeśli właściciel przez chwilę nie patrzy im na ręce. Lepiej jednak nie poruszać się tu w kilka osób - potrącenie jednej książki może zakończyć się upadkiem wielotomowej piramidy. Prosto na nieszczęśnika, który wykonał nieostrożny ruch.


Powrót do góry Go down
Colin Fawley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://morsmordre.forumpolish.com/t592-colin-fawley http://morsmordre.forumpolish.com/t1184-poczta-kociarza-colina https://www.morsmordre.net/t2648-ten-smaczniejszy-wafelek http://morsmordre.forumpolish.com/f123-inverness-stuart-street http://morsmordre.forumpolish.com/t1185-colin-fawley
Właściciel Esów&Floresów i własnej sieci ksiegarni
36
Szlachetna
Kawaler
Zasada pierwsza: nie angażować się
9
9
0
0
1
2
0
5
Czarodziej
A co, jeśli wszyscy żyjemy w świecie, który nie ma końca?

PisanieTemat: Re: Zaplecze sklepu   17.04.16 19:49

12 listopada

Dzień dostawy był zawsze najstraszniejszym dniem w danym tygodniu, dniem istnej apokalipsy i armagedonu, gdy na ograniczonej powierzchni, jaką zajmowały Esy i Floresy, przybywało nagle jeszcze w i ę c e j książek. Colin spoglądał teraz rozpaczliwie na stos pudeł zapakowanych byle jak, z których połowa była już porządnie podarta, a przez dziury i zadrapania wystawały złociste brzegi ksiąg. Pierwsza dostawa najnowszego wydania Rodów Krwi Szlachetnej powiększonego o wydawniczy dodatek w postaci mapki i spisu członków aktualnie żyjących rodów wraz z ich krótką notką biograficzną. Nie miał zamiaru nawet zaglądać pod literę F, odszukać swojego imienia i przeczytać, jak wielką zakałą rodziny go przedstawiono. Miał zdecydowanie zbyt wiele pracy, by zajmować się takimi bredniami. Niewątpliwie jednak inwestycja była trafionym pomysłem; na wielkim stole mieszczącym się w tylnej części zaplecza spoczywało już co najmniej pięćdziesiąt listowych zamówień od szlachciców i szlachcianek. A drugie tyle zapewne wyśle do Esów swoje skrzaty, aby ozdobić biblioteczne półki kolejnymi księgami, do których zajrzą tylko raz w życiu.
Przewrócił oczami i zaklęciem przeniósł pierwsze dwa pudła na stół, ratując przy okazji chwiejną piramidę przed widowiskowym zawaleniem się prosto na niego. Śmierć pod dwustu trzydziestoma pięcioma tomami Rodów... z pewnością nie należałaby do zbyt chwalebnych. Powoli manewrował różdżką, aż pudła bezpiecznie spoczęły na blacie, po czym wyjął pierwsze trzy egzemplarze w połyskliwie złotych okładkach. Cóż, za taką elegancję trzeba będzie trochę podnieść cenę. Spojrzał na zegarek. Tkwił tu już ponad trzy minuty, więc chyba zasługiwał na przerwę? Zerkając na kolejne nierozpakowane pudła uznał, że owszem, z d e c y d o w a n i e zasługiwał na przerwę. Usiadł więc na jednym z wolnych krzeseł i sięgnął po książkę, otwierając ją na losowej stronie, prosto na historii rodu Rowle. Ugh, ci to dopiero mieli wzięcie w swojej rodzinie.
Odłożył książkę, niechętnie przyciągając do siebie pudło i wypakowując kolejne złociste tomy, które układał w równy stosik obok pustego pergaminu i pióra zanurzonego w kałamarzu. Odliczył równo pięćdziesiąt sztuk, po czym zaczął porównywać nazwiska z listy zamówień z nazwiskami z listą już opłaconych książek. Niestety miał dość negatywne doświadczenia z klientami, którzy migali się od zapłat - stąd od kilku tygodni zamówienia wysyłane były dopiero po przedpłacie. Skreślał kolejne nazwiska, zaznaczając kolejne książki inicjałami i numerem zamówienia, odkładając je na drugą kupkę. Trzydzieści siedem egzemplarzy sprzedanych w... zerknął na zegarek po raz drugi, niecałe piętnaście minut. Całkiem dobry wynik. Gorzej, że rozpakowanie pozostałych pudeł zajmie zdecydowanie więcej czasu.
- Moore! - krzyknął nagle, przypominając sobie, że przecież nie jest byle robolem, ale właścicielem księgarni i, do diabła, od brudnej roboty ma ludzi. Rozparł się wygodnie z nogami na blacie stołu i sięgnął po arkusze pergaminów z zestawieniami z ostatniego tygodnia. Właśnie w takiej pozycji zastała go krucha dziewczyna, która minutę później wpełzła na zaplecze, spoglądając na niego pytającym tonem. Wskazał kciukiem górę pudeł i uśmiechnął się drwiąco. - Zrób coś z tym, bo jestem strasznie zajęty - po czym ostentacyjnie zanurzył się w dokumenty trzymane w dłoni, zupełnie jakby skrywały jakąś szalenie ważną tajemnicę, a nie słupki i tabelki pokazujące zyski i straty z ostatnich tygodni. Skrzywił się kwaśno, gdy jego wzrok padł na jedną z pozycji. Kolejny nietrafiony zakup, ale skąd mógł się spodziewać, że magiczne powieści kryminalne nie będą się cieszyły aż takim wzięciem? Magiczna zagadka Herlocka Solmesa okazała się nie trafiać w gusta jego klientów. Na szczęście zwrotów nie było aż tak wiele, by nadwyrężyło to budżet księgarni, ale i tak widok kilkuset galeonów na minusie sprawił, że Colin zatrząsł się z irytacji.
- Możesz być ciszej? - warknął, gdy dźwięk rozdzieranego kartonu rozległ się na zapleczu. - Niektórzy próbują tu pracować - dodał niewiele milszym tonem, dłonią przerzucając ciążące mu karty pergaminu i ignorując pot spływający po czole dziewczyny, gdy mocowała się z kolejnym pudłem. Prychnął tylko, zanurzając pióro w kałamarzu i dopisując coś na marginesie zestawienia. Będzie musiał porozmawiać jeszcze raz z zarządcą sklepu; jego ostatnia wpadka najwyraźniej niczego go nie nauczyła i Colin nie widział innego wyjścia, jak tylko zwolnić go z marszu. W końcu to należało do obowiązków właściciela księgarni. Przeglądanie papierów i reagowanie, gdy coś szło nie tak. W każdym jednak razie babranie się z książkami w ciężkich pudłach. Przygryzł pióro, zerkając na Keirę z lekkim rozmarzeniem i zastanawiając się nad czymś; dopiero po chwili uświadomił sobie, że memle w ustach jego chorągiewkę. Wypluł ją natychmiast, z obrzydzeniem ściągając z języka pozostałości pióra. Tak to jest, gdy prawie sypia się ze swoją pracownicą. Można się udusić własnym piórem.
Westchnął i zdjął nogi z blatu, przyciągając do siebie kolejną stertę papierzysk. Powinien je wypełniać właściwie w swoim gabinecie, gdzie miał dostęp do całego archiwum i w każdej chwili mógł sprawdzić zestawienia z ostatnich miesięcy... ale jakoś dziwnie wygodnie było mu w tym ciasnawym zapleczu. Poukładał pergaminy wedle stopnia ważności, sięgając po ten, który wyliczał dokładnie ilość książek sprzedanych w ostatnim tygodniu wraz z ich tytułami. Jak mógł się spodziewać, bestsellerem okazał się Pamiętnik Merlina, zawierający zbiór niepublikowanych dotąd zapisków czarodzieja. Trzynaście sposobów na pecha również cieszyło się dużym zainteresowaniem i jeden z pracowników dopisał wręcz, że przydałoby się zrobienie zamówienia uzupełniającego. Colin porównał stan sprzedaży, zerknął do zestawień magazynowych i uznał, że zamówienie dziesięciu kolejnych książek raczej nie zaszkodzi. A jeśli, to jego pracownik będzie miał w swojej domowej kolekcji dziesięć nowych egzemplarzy.
Ślęczał jeszcze chwilę nad pergaminami, próbując rozszyfrować całe rzędy cyfr i znaleźć jakiś złoty środek na zwiększenie sprzedaży, ale listopad nie należał do zbyt atrakcyjnych finansowo miesięcy. Nie było okazji, aby kupować książki, a sporadyczne premiery nowych dzieł... cóż, z ubolewaniem przyznawał, że rynek czytelniczy nie jest już taki jak jeszcze dziesięć czy osiem lat temu. Coraz częściej musiał szukać nowych sposobów na przyciągnięcie klientów - a jednym z nich były spotkania ze sławnymi autorami. Wzrok Colina padł na grubą, czerwonawą książkę, która leżała po drugiej stronie stołu. Marvick Whistom, jej autor, miał pojutrze zaszczycić progi księgarni i to na Colina spadł obowiązek przygotowania spotkania z fanami. Wolał zrobić to samodzielnie, niż oddać w ręce kogoś, kto mógłby wszystko zepsuć; Whistom był młodym, ale dobrze rokującym pisarzem i Colinowi zależało na tym, aby mieć z nim dobre stosunki.
- Trzeba wystawić książki Whistoma na główną witrynę - zakomenderował Keirze, gdy ta tylko uporała się z pudłami, a złociste okładki Rodów... leżały w miarę równych kupkach na podłodze obok stołu. W rezultacie na zapleczu zrobiło się jeszcze mniej miejsca, ale co go to obchodziło, skoro miał własny, przestronny gabinet? - No, rusz się - popędził ją niecierpliwie, gdy dziewczyna przez dwie sekundy nie ruszała się z mniejsza. Spojrzała na niego z wyrzutem, ale tylko wzruszył ramionami. W końcu to on był tu szefem, nie? Podniósł książkę w czerwonej okładce tylko po to, by chwilę później poderwać się gwałtownie z miejsca. Tuż za nią, ukryta pod stosem czystych pergaminów, leżała inna książka, wytrzeszczając na niego swoje wielkie oczy. Colin spojrzał na nią z niedowierzaniem, a ona odwzajemniła jego spojrzenie, co siłą rzeczy wyglądało dość strasznie (a trzeba pamiętać, że widział już naprawdę straszne rzeczy). Zmrużył oczy. Książka zrobiła to samo. Mrugnął. Książka też mrugnęła. Podskoczył i zrobił pajacyka. Książka spojrzała na niego jak na kretyna.
- A ty czym jesteś - mruknął, dźgając książkę wierzchem porwanej ze stołu księgi rodowej. Obrócił oczkowego potworka i przeczytał tytuł wydrążony w skórzanej oprawie. Jasnowidztwo - przekleństwo czy błogosławieństwo? autorstwa niejakiej Vanessy Borm. Sądząc po imieniu, rzadko spotykanym w Anglii, musiała to być jakaś Amerykanka. Strasznie nie lubił Amerykanek. A już w szczególności tych, które przysyłały mu bez ostrzeżenia swoje książki. Nie miał bowiem wątpliwości co do tego, że to kolejna przesyłka od zdesperowanej autorki, która wydała książkę, ale nikt nie chciał jej sprzedawać. A skoro nawet w Stanach nie znalazła się księgarnia gotowa wystawić ją na swoich półkach, Colin doskonale wiedział, że tym bardziej nie znajdzie chętnych w o wiele mądrzejszym, brytyjskim społeczeństwie. Bez najmniejszych skrupułów wcisnął książkę znów pod stos pergaminów, dla pewności przygwoździł ją jeszcze pięcioma tomami Rodów Krwi Szlachetnej i dopiero wtedy z czystym sumieniem wyszedł z zaplecza.

z/t


Powrót do góry Go down
Colin Fawley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://morsmordre.forumpolish.com/t592-colin-fawley http://morsmordre.forumpolish.com/t1184-poczta-kociarza-colina https://www.morsmordre.net/t2648-ten-smaczniejszy-wafelek http://morsmordre.forumpolish.com/f123-inverness-stuart-street http://morsmordre.forumpolish.com/t1185-colin-fawley
Właściciel Esów&Floresów i własnej sieci ksiegarni
36
Szlachetna
Kawaler
Zasada pierwsza: nie angażować się
9
9
0
0
1
2
0
5
Czarodziej
A co, jeśli wszyscy żyjemy w świecie, który nie ma końca?

PisanieTemat: Re: Zaplecze sklepu   28.05.16 21:09

20 grudnia

W życiu każdego księgarza nadchodził taki dzień, gdy pragnął rzucić wszystko w cholerę i wyjechać do Szkocji, chroniąc się w niedostępnej krainie jezior, gdzie nawet sam Merlin bałby się zapuścić. W życiu Colina takim dniem był dzień przedświątecznej wyprzedaży, kiedy liczba klientów na metr kwadratowy Esów i Floresów przekraczała zdecydowanie dopuszczalne maksimum, a powietrza brakowało nawet sprzedawcom, którzy jak w ukropie uwijali się za ladami, otoczeni tłumem wściekłych, zirytowanych i zniecierpliwionych klientów oczekujących na swoją kolej przy kasie. Widząc ten istny koniec świata Colinowi nie pozostawało nic innego, jak schronić się na zapleczu i udać, że nie ma z Esami nic wspólnego i znalazł się tu zupełnie przypadkiem. Mięciutkie serduszko Colina nie wytrzymało jednak długo i po pięciu minutach wychylił się zza drzwi, wciągnął głęboko powietrze w płuca i ruszył na odsiecz swoim pracownikom, stając razem z nimi za ladą jak ostatni robol i uprzejmie pakując kolejne książki, albumy i poradniki do ozdobnych toreb, które odpowiednio złożone, wygrywały świąteczne melodie. Podejrzewał zresztą, że większość klientów przyszła tu właśnie po te torby, a nie po zakup książki - zwłaszcza że niektórzy wyglądali tak, jakby się zgubili.
- Szesnaście galeonów i osiem synki, płatność na miejscu czy sową? - zapytał po setny w ciągu ostatnich sześćdziesięciu minut, mając przed oczami kolejne zamglone twarze, nieznane osoby i zirytowanych klientów, rzucających mu na blat złote, srebrne i brązowe monety bez najmniejszego szacunku. Większość z nich go nie rozpoznawała, traktując go jak zwykłego sprzedawcę, którego psim obowiązkiem było stać tu i cierpliwie oczekiwać, aż jaśnie klient wygrzebie drobniaki z dziurawych kieszeni. Niekiedy miał ochotę miotnąć w nich klątwą, widząc jak traktują jego pracowników, z drugiej jednak strony za bardzo dbał o pijar swojej ukochanej księgarni, aby ryzykować niezadowolonego klienta. Stara zasada powiadała przecież, że zły klient powie dziesięciu innym osobom, aby nie kupowały w danym miejscu; dziesięciu zadowolonych klientów poleci zaś dany sklep tylko jednej. - Zapakować w ozdobny papier, torbę czy zostawić bez opakowania? - kolejne morze klientów i twarzy, kolejne wymuszone uśmiechy, kolejne rozzłoszczone spojrzenia kierowane w jego stronę z zazdrością, że ma nieco więcej miejsca niż tłocząca się po drugiej strony lady tłuszcza. Naprawdę miał ochotę zdezerterować, ale po raz pierwszy od dawna czuł coś na wzór solidarności ze swoimi pracownikami, a ucieczka - mimo że miał do niej pełne prawo - wydawała mu się zupełnie nie na miejscu. - Mamy dzisiaj w promocji magiczne kolorowanki z reniferami, idealne dla dzieci - wskazał ręką na wielki stojak za swoimi plecami, gdzie z okładek uśmiechały się czarno-białe zwierzęta zaprzężone w sanie. Mugolska wizja świąt i gwiazdki okazała się dość atrakcyjna dla klientów, a kolorowani schodziły jak ciepłe bułeczki. - Trzydzieści osiem różnych obrazków i wzorów do pokolorowania, pomagają w psychorozwoju dziecka, bawią i uczą. Jeśli dziecko dobierze niewłaściwy kolor, kolorowanka sama mu o tym powie, a nos renifera zaświeci się na czerwono - recytował z pamięci, chociaż nigdy do żadnej z nich nie zajrzał. Zdecydowanie już dawno temu wyrósł z kolorowania czegokolwiek, a ponura rzeczywistość, w jakiej przyszło mu żyć przez ostatnie tygodnie, nie zachęcała do zabarwienia jej na żółto i na niebiesko.
Przyciągnął do siebie kolejne książki wyłożone na blat i mechanicznym ruchem opakował je w papier, machnął na wierzchu wielką zieloną wstążkę, dołączył do książek dmuchanego balona, który sam napełniał się powietrzem (specjalny bonus dla klientów przekraczających próg stu galeonów), życzył miłego dnia i przeszedł do kolejnego klienta. Żmudna, nudna, ale przede wszystkim wyczerpująca praca, którą musiał jednak jakoś przeżyć, boleśnie świadom faktu, że nie ma nikogo, kto mógłby go zastąpić. Jak zawsze w okresie świątecznym kilku pracowników magiczne chorowało, rozwalając grafik pracy i doprowadzając swoich pracujących kolegów do szewskiej pasji. Colin zacierał tylko ręce na myśl, z jaką rozkoszą wlepi tym leniwym bułom wypowiedzenia, gdy tylko stawią się znów w Esach po tych swoich wyimaginowanych urlopach. O, nie, zdecydowanie nie z nim te numery. Po dwóch godzinach ciężkiej harówki, gdy klientów wcale nie ubywało, ale zdawało się jeszcze przybywać - bo to przecież oczywiste, że świąteczne zakupy prezentów odkłada się na ostatnią chwilę, a książka była prezentem na tyle uniwersalnym, że kupowało się ją najczęściej wtedy, gdy żaden inny prezent nie przychodził na myśl - miał już jednak tego serdecznie dość.
Samo pakowanie było męczące i bolały go dłonie, a palce miał boleśnie pocięte o ostry papier, zupełnie jakby bawił się z Potworną Księgą Potworów a nie niewinnymi poradnikami dla gospodyń domowych, ale o wiele bardziej wkurzające było zachowanie klientów. Roszczeniowe, chamskie i prostackie, jakby to winą sprzedawców było to, że klient nie potrafił znaleźć książki - której tytułu nie znał, autora nie kojarzył, a jedyną wskazówką była "ciemna okładka". Colin widział zdesperowane, błagalne spojrzenie jednego z pracowników, który miał nieszczęście obsługiwać tego klienta i widział stosik książek z ciemnymi okładkami, które piętrzyły się na ladzie, uparcie odrzucane przez klienta.
- Słuchaj pan - podszedł do nich, wpatrując się w niego zdegustowanym spojrzeniem. - Bierz pan, cokolwiek i wynocha, bo blokujesz kolejkę i wkurzasz ludzi, którzy wiedzą, po co tu przyszli - warknął, sięgając po pierwszą z brzegu książkę i  wcisnął ją w ramiona klienta, który w pierwszym odruchu szoku złapał ją automatycznie. - Na koszt firmy, tylko się stąd w końcu zmyj - dodał jeszcze, odwracając się do niego placami i klepiąc pracownika po ramieniu. - Zszokowany kbudził się dopiero po chwili, wykrzykując coś o kierowniku i o tym, że Colin już tu nie pracuje, że zniszczy całą księgarnię i że smoki spopielą jego matkę, ale księgarz nawet go nie słuchał, jednym ruchem dłoni wskazując swoim pracownikom, aby wyprowadzili roszczeniowego plującego jadem klienta jak najszybciej z księgarni. Zebrane wokół osoby uśmiechały się z zadowoleniem, że kolejka w końcu ruszy, a dwie młode czarownice wskazywały sobie Colina chichocząc coś pod nosem. Niewiele go to jednak obchodziło, gdy szedł między alejki, próbując się uspokoić i na chwilę odetchnąć z ulgą. Już dawno się nie zdarzyło, aby potraktował w podobny sposób jakiegokolwiek klienta; nauczony był do nich szacunku jeszcze w czasach, gdy pracował jako subiekt, stawiając swoje pierwsze kroki w handlu i wydawało mu się, że nawet pozycja księgarskiego monopolisty nic w nim pod tym względem nie zrobiła.
Wystarczyła jednak jedna sytuacja, trochę zirytowania i złości, proszące spojrzenie pracownika, a Colinowi puściły nerwy. O ile jednak obawiał się, jakie to może mieć konsekwencje, póki co nie chciał o tym myśleć. Przeciskał się między klientami buszującymi w alejkach i podnosił porozrzucane po podłodze książki (bestialstwo, niestety nikogo nie złapał za rękę) i odnosił je na właściwe półki. Zadziwiające, jaki chlew potrafią zrobić klienci, którzy nagle się rozmyślili i zrezygnowali z zakupu; skoro tak ciężko było im odnieść książki na miejsce, mogli je zostawić u sprzedawcy, a nie na siłę wciskać na półki poświęcone zupełnie innym dziedzinom. Wyciągnął z westchnieniem pogięty egzemplarz Świątecznych anegdot, który wyglądał jakby przeżył obie wojny światowe, wciśnięty pomiędzy Dziesięć potraw zaręczynowych oraz Przydatne wskazówki dla przyszłego małżonka, odsyłając je jednym zaklęciem na zaplecze, gdzie jutro albo najpewniej pojutrze, zajmie się nimi jeden z pracowników. Colin z przyjemnością zrobiłby to sam, ale był teraz zbyt wściekły, aby skupić się na czymkolwiek poza typowo mechanicznymi i wyuczonymi czynnościami.
Wyminął jeszcze kilka kolejnych osób, chociaż wydawało mu się, że były to tysiące ludzi, kierując się w stronę schodów prowadzących na galerię i do jego gabinetu, który był teraz chyba jedynym spokojnym miejscem w całej księgarni. Czuł się zmęczony i zirytowany, a na domiar wszystkiego czekało go jeszcze mnóstwo papierkowej roboty, z którą już dawno by się uporał, gdyby tylko nie pomagał swoim pracownikom. Teraz spędzi kolejne godziny na analizowaniu sprawozdań, zestawień i tabel sprzedaży, a więc na zadaniu o wiele mniej męczącym fizycznie, ale za to wykańczającym umysłowo. Miał już stawiać stopę na stopniu schodów, gdy dojrzał tuż przy drzwiach dziecko. Małe, zagubione i niestety aż za dobrze mu znane. Rozejrzał się jednak z ciekawością, szukając gdzieś jego matki, ale nie mógł jej nigdzie dostrzec, co w sumie wyjaśniało wyraz zagubienia na twarzy malucha. Podszedł do niego, nerwowo przyczesując włosy.
- Zgubiłeś się, maluszku? - zapytał, nie zadając sobie jednak trudu, aby przy nim klęknąć, bo gdyby to zrobił, zapewne już po chwili zostałby razem z nim stratowany przez tłum napierających ludzi.


Powrót do góry Go down
Charles Lovegood
avatar

Nieaktywne dzieci
Nieaktywne dzieci
https://www.morsmordre.net/t1833-charles-seth-naifeh#23978 https://www.morsmordre.net/t2031-smocza-skrzynka#30186 https://www.morsmordre.net/t1867-slodki-smoczek#25036
buntownik z powołania
5
Półkrwi
Kawaler
Chcę jeść!
0
0
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zaplecze sklepu   28.05.16 21:47

Miało być fajnie. Jak zwykle z resztą. Ubrany elegancko jak i ciepło przez obecną pogodę, dzięki której widzę biel za oknem. Lubię zimę, a szczególnie śnieg, bo wtedy można ulepić sobie bałwana, zrobić sobie zamek i bawić się z wymyślonymi kumplami w wojnę śnieżną, choć czasem i mamę namawiam do tej zabawy. Albo robi się takie ludzki - aniołki bodajże. Tak czy siak dziś nie było tyle śniegu, bym mógł pobawić się ochoczo, a mama chciała udać się na jakieś zakupy na Pokątną. Nie chciałem znów zostawać w domu, więc z nią się udałem i nawet gdy weszliśmy do apteki, to byłem przy ladzie i obserwowałem jakieś ciekawe jak i dziwne rzeczy. Nie umiałem tego nazwać, a mama była pochłonięta krótką rozmową, więc odpuściłem pytania na inną porę. Potem udaliśmy się do księgarni, na której widok zaraz się uśmiechnąłem. Czy pamiętam naszą poprzednią wizytę? No oczywiście! Przecież tutaj mama kupiła mi super książkę o smokach. Rozejrzałem się wchodząc do środka szukając wzrokiem mężczyznę o tłustych, albo może już i czystych włosach - kto wie czy może już zaczął je myć na zimę. Zaraz gdy sobie stanąłem przy jednym regale przypomniałem o dziwnej książce... jak to było... z dziewicami? Zerknąłem na mamę, która oglądała sobie jakąś książkę i chwilę później zniknąłem między regałami strącając może kilka książek z niższej półki i stanąłem przy tym samym dziale, przy którym były poszukiwania książek. Niestety byłem za nisko, by zobaczyć tytuł i pomyślałem, ze może poszukam jakichś innych książek, póki mama była zajęta czym innym. Powędrowałem między regałami, aż w końcu nie wiem gdzie wylądowałem. Lecz za to było nieco książek w jakimś kartonie, to zaraz wyjąłem je, lecz nie było obrazków w nich, więc od razu wrzuciłem do środka i odwróciłem się wokół siebie. Nie wiedziałem, jak tu się znalazłem, a przecież chwilę temu przyszedłem... no właśnie, z jakiej strony? Poczułem się nieco zagubiony w tej całej przestrzeni i już chciałem na siłę poszukać jakichś tajemnych wyjść na Pokątną, gdy ujrzałem znajomą mi twarzyczkę - pana księgarza.
- Szukałem psze pana książek i nagle droga mi się zgubiła.- powiedziałem grzecznie uśmiechając się nieco nerwowo do niego, bo jednak chciałem odzyskać drogę do mamy, bo pewnie ona już się niepokoiła i mnie szukała. - W ogóle może ma Pan jeszcze tę książkę z tymi dziewicami gdzieś w niższej półce? Chciałbym pooglądać obrazki, jeśli ma.- dodałem zaraz nieco odzyskując swą odwagę i lekko uśmiechnąłem się w jego stronę. Jeśli nie pamięta, o jakiej książce mówię, to mogę mu zaraz pokazać. To nie ma dla mnie najmniejszego problemu. Po prostu chciałem sobie pooglądać tamtejsze obrazki! To chyba nie jest nic złego, prawda?





being human is complicated, time to be a dragon


Powrót do góry Go down
Colin Fawley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://morsmordre.forumpolish.com/t592-colin-fawley http://morsmordre.forumpolish.com/t1184-poczta-kociarza-colina https://www.morsmordre.net/t2648-ten-smaczniejszy-wafelek http://morsmordre.forumpolish.com/f123-inverness-stuart-street http://morsmordre.forumpolish.com/t1185-colin-fawley
Właściciel Esów&Floresów i własnej sieci ksiegarni
36
Szlachetna
Kawaler
Zasada pierwsza: nie angażować się
9
9
0
0
1
2
0
5
Czarodziej
A co, jeśli wszyscy żyjemy w świecie, który nie ma końca?

PisanieTemat: Re: Zaplecze sklepu   29.05.16 10:25

A to ci niespodzianka, szukał książek w księgarni, totalne zaskoczenie. Na szczęście Colin mimo podniesionego ciśnienia, bojowego nastroju i złośliwości, która skapywała z niego całymi litrami, okazał się na tyle rozsądny, aby nie wyżywać się na Merlina ducha winnym dziecku. Z drugiej strony o ile pamiętał ich ostatnie spotkanie, dzieciak wcale nie był taki niewinny i nieźle zalazł mu za skórę (i miał szczęście, że Colin nie umiał mu czytać w myślach, bo inaczej sprałby mu dupsko na oczach własnej matki). Zerknął tylko na niego z góry, ani trochę nierozczulony zgubioną drogą i ani trochę współczujący berbeciowi, którego miejsce było zdecydowanie gdzie indziej. Zapewne gdyby l u b i ł dzieci, zachowałby się inaczej, wziął go za rękę lub na ręce, zaprowadził na górę na galerię i tam szukał w tłumie pani Lovegood. Ponieważ jednak o wiele bardziej od dzieci wolał kelpie, stał dalej jak słup soli, unosząc tylko lekko brew, gdy malec wspomniał o książce.
- Niestety już ją sprzedałem - powiedział, próbując sobie przypomnieć, o jakiej książce mowa. Nie pamiętał, aby pokazywał komukolwiek jakieś dzieło o dziewicach, nie mówiąc już o kilkuletnich maluchach i chwilę mu zajęło, zanim zrozumiał, o co mu chodzi. Och, smoki. Zerknął na zatłoczoną alejkę, w której znajdowały się półki zastawione interesującymi tomami. Nie, nie było opcji, aby przepchnął się tam sam, a co dopiero z dzieckiem. W dodatku jak by to wyglądało, gdyby właściciel księgarni tachał na rękach obce dziecko? - Ale mam inne, które są pełne obrazków - ściągnął z półki przy sklepowej witrynie pierwsze z brzegu książki przeznaczone dla dzieci. - O proszę, ilustrowane Baśnie Barda Beedle'a, najnowsze wydanie, każda bajka opatrzona kilkoma obrazkami... Albo Magiczne legendy Szkocji, jest tu ciekawy rozdział poświęcony Nessie z Loch Ness z całkiem ładnymi fotografiami. - Wręczył dwie książki malcowi i sięgnął po kolejne, każdą następną składając na małe rączki dziecka. - Co my tu jeszcze mamy? Hm, Smocze opowieści z Zasiedmiogórogrodu, dość realistyczne opisy zjadania mugoli, ale niestety bez obrazków... Moje pierwsze tortury, pamiętnik Tomása de Torquemady, mugolskiego inkwizytora - kolejna książka dołączyła do stosiku, a Colin nawet się nie zastanawiał, co ponury tomik robi w dziale dziecięcym.


Powrót do góry Go down
Charles Lovegood
avatar

Nieaktywne dzieci
Nieaktywne dzieci
https://www.morsmordre.net/t1833-charles-seth-naifeh#23978 https://www.morsmordre.net/t2031-smocza-skrzynka#30186 https://www.morsmordre.net/t1867-slodki-smoczek#25036
buntownik z powołania
5
Półkrwi
Kawaler
Chcę jeść!
0
0
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zaplecze sklepu   29.05.16 13:05

Gdy usłyszałem, że już poszła na sprzedaż książka, nieco zesmutniałem. Chciałem pooglądać obrazki w niej, lecz teraz chyba poszło to w nici przestrzeni. Spojrzałem w bok nieco smęcąc przez chwilę, lecz zaraz odwróciłem się w stronę księgarza, który zaczął mówić interesujące rzeczy. Wziąłem do ręki pierwszą książkę i ledwo zdążyłem zerknąć na okładkę, zaraz została zasłonięta, więc co chwila dochodziło jeszcze z parę książek, aż powoli robiło mi się za ciężko. Ile tego było! Chyba nie dam rady sam tego udźwignąć, lecz postaram się. Jak poprzednie trzy tytuły nie zwróciły mi uwagi na dziwaczne słownictwo, tak ostatnia książka o torturach [cooooo] zdziwiła mnie totalnie.
- Inwkyti... kto to jest? I w ogóle tortury to nie są czymś złym? - zwróciłem uwagę panu księgarzowi, gdyż szczerze zaintrygował mnie ową książką. Nie to, że chciałbym ją wziąć, bo wiem że mama jej na pewno nie kupi. Ale czy to było normalne, że taka książka tutaj była? A może chodziło o jakieś inne tortury, o których nie wiem? Może księgarz rozjaśni mój brak wiedzy? Z powodu ciężaru na moich rękach odłożyłem stosik książek na podłogę i sięgnąłem po książkę z brzegu - tą o torturach. Otworzyłem na którejś stronie i ujrzałem dziwny obrazek. Chyba brutalny, jak by to mama nazwała. Ja tam nie wiem. Zaraz ją zamknąłem i zerknąłem na księgarza w oczekiwaniu odpowiedzi.





being human is complicated, time to be a dragon


Powrót do góry Go down
Colin Fawley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://morsmordre.forumpolish.com/t592-colin-fawley http://morsmordre.forumpolish.com/t1184-poczta-kociarza-colina https://www.morsmordre.net/t2648-ten-smaczniejszy-wafelek http://morsmordre.forumpolish.com/f123-inverness-stuart-street http://morsmordre.forumpolish.com/t1185-colin-fawley
Właściciel Esów&Floresów i własnej sieci ksiegarni
36
Szlachetna
Kawaler
Zasada pierwsza: nie angażować się
9
9
0
0
1
2
0
5
Czarodziej
A co, jeśli wszyscy żyjemy w świecie, który nie ma końca?

PisanieTemat: Re: Zaplecze sklepu   29.05.16 17:07

Zrozumiał swój błąd dopiero w chwili, gdy nieszczęsna książka wylądowała w dłoniach dziecka i gdy to dziecko otworzyło ją na losowej stronie, wpatrując się w dość oczywiste ryciny i zadając całkiem zasadne pytanie. W pierwszej chwili Colin miał ochotę zaprzeczyć, że w ogóle wspomniał o jakichkolwiek torturach, ale miał dziwne przeczucie, że jego niespełna metrowy klient będzie i tak uparcie drążył temat, póki wszystkiego się nie dowie. Wyjął więc książkę z dziecięcych rąk i odesłał ją zaklęciem w cholerę, mając nadzieję, że któryś z pracowników wkrótce ogarnie ten burdel. Był pewien, że to któryś z klientów postanowił nie odkładać książki na miejsce, bo był zwykłą leniwą gnidą; zapewne czekało go jeszcze więcej takich niespodzianek.
- Tortury są bardzo złe i nigdy nie powinieneś robić tego w domu - zaznaczył, grożąc mu palcem i powoli popychając go w stronę schodów, drzwi prowadzących na zaplecze, gdzie było trochę więcej miejsca. I powietrza. Mógłby odstawić tam malca, a potem zlecić jakiemuś pracownikowi znalezienie jego matki, oczywiście o ile jakiś nieszczęsny pracownik by się napatoczył. Pozostawanie tutaj, w jednym miejscu, gdzie dookoła przepychali się ludzie, było dość niekomfortowe. - To coś takiego jak hm... wyobraź sobie, że strasznie chcesz iść do rezerwatu zobaczyć smoki, a mama ci tego zabrania. Prawda, że sama myśl boli? - był szalenie dumny ze znalezionego porównania; najwyraźniej nie był kompletnym trepem, jeśli chodzi o podejście do dzieci. Których przecież nie rozumiał, nie znał i właściwie to nawet niespecjalne je lubił. Były jednak niezbędnymi pasożytami, które zapewniały przetrwanie rodu i przeniesienie nazwiska na kolejne pokolenia. Być może właśnie dlatego tak wiele osób szalało na ich punkcie, a na widok dziecka w wózku dostawało nagłego otumanienia.
- Gdzie ostatni raz widziałeś mamę? - zapytał po chwili, gdy dotarli do drzwi zaplecza, a chłodne powietrze owiało ich twarze, pozwalając nieco mocniej odetchnąć.


Powrót do góry Go down
Charles Lovegood
avatar

Nieaktywne dzieci
Nieaktywne dzieci
https://www.morsmordre.net/t1833-charles-seth-naifeh#23978 https://www.morsmordre.net/t2031-smocza-skrzynka#30186 https://www.morsmordre.net/t1867-slodki-smoczek#25036
buntownik z powołania
5
Półkrwi
Kawaler
Chcę jeść!
0
0
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zaplecze sklepu   29.05.16 17:34

Z jednej strony odetchnąłem, gdy księga wyfrunęła z moich dłoni i opuściła mój zasięg ciekawskiego wzroku, lecz z drugiej strony jakaś dziecięca ciekawość chciała, bym przejrzał te nieprzyzwoite strony. Podążyłem przez chwilę wzrokiem za oddalającą książkę, lecz na słowa księgarza zaraz znów wróciłem wzrokiem na niego i nieco cofnąłem się odruchowo widząc merdający przede mną palec. Musiałem nieco utrzymać równowagi, gdyż byłem nieco popychany w storn schodów. No nie będę robić żadnych tortur w domu. Nawet nie wiem, jak je się robi. Także nie musi się martwić o to. -Yhym.- przytaknąłem głową jednocześnie idąc do przodu, w stronę drzwi które się zaraz otworzyły. Nie podoba mi się to ani trochę. Nawet zaczynam z lekka się bać, bo przecież mama jest gdzieś z przodu, nie za tymi drzwiami. A może jest inaczej? Lecz dlatego czuję zimniejsze powietrze i zaczynam się nieco bać? Nie trzęsę się niczym galareta, aż takim boi dudkiem nie jestem.
- Mama gdzieś z przodu oglądała regały. Mogę do niej iść?- zapytałem się chcąc jak najprędzej jednak do niej dotrzeć. Co z tego, że byli ludzie, jestem mały i chudy, przeniknę przez nich i dotrę do mamy. Już nawet nie zważałem na formy grzecznościowe, chociaż i tak byłem uprzejmy, nieprawdaż? Bo jednak znów nie chcę być popychany do pomieszczenia z zimnym powietrzem, które co prawda dawało mi więcej tlenu do oddychania, to po tej książce o torturach miałem dziwne wrażenie, że może księgarz chce mi pokazać tortury. Tak bardzo tego nie chciałem przeżyć na własnej skórze. Obróciłem się wokół siebie i ujrzałem kolejne krocie książek. Nieco to mnie uspokoiło, lecz i tak już chciałem wrócić do mamy.





being human is complicated, time to be a dragon


Powrót do góry Go down
Colin Fawley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://morsmordre.forumpolish.com/t592-colin-fawley http://morsmordre.forumpolish.com/t1184-poczta-kociarza-colina https://www.morsmordre.net/t2648-ten-smaczniejszy-wafelek http://morsmordre.forumpolish.com/f123-inverness-stuart-street http://morsmordre.forumpolish.com/t1185-colin-fawley
Właściciel Esów&Floresów i własnej sieci ksiegarni
36
Szlachetna
Kawaler
Zasada pierwsza: nie angażować się
9
9
0
0
1
2
0
5
Czarodziej
A co, jeśli wszyscy żyjemy w świecie, który nie ma końca?

PisanieTemat: Re: Zaplecze sklepu   29.05.16 18:22

Colin naprawdę miał przynajmniej kilka innych rzeczy do zrobienia, zamiast opiekowania się zagubionymi chłopcami, których matki szwędały się pewnie w dziale gospodyń domowych, kompletnie zapominając o swoich dzieciach. Z powodzeniem mógłby również i teraz przekazać chłopca pod opiekę jednego z pracowników, a samemu skryć się w swoim gabinecie, ale poczuł coś na kształt jakiejś głupiej odpowiedzialności. Za dzieciaka, którego widział właściwie raz w życiu i który raczej nie darzył go jakimś szczególnym szacunkiem. Było to uczucie tak dziwne i zaskakujące, że w pierwszym odruchu Colin poddał mu się bez wahania, prowadząc chłopca na zaplecze, sadzając go za wielkim stołem i przypatrując mu się z zaciekawieniem, dopiero po chwili uświadamiając sobie, że zachowuje się cokolwiek irracjonalnie. Odwrócił się, próbując wyłowić wzrokiem jakiegoś pracownika, ale póki co żaden nie pojawił się w polu widzenia, co zresztą niezbyt Colina zdziwiło - przy takim tłoku nawet przerwa na toaletę była czymś niemożliwym.
- Zobacz, jaki jest tu tłok, poczekajmy lepiej, aż się przerzedzi i pozwólmy twojej mamie spokojnie przejrzeć książki - zaproponował, przysiadając się do stołu i zawieszając spojrzenie na chłopcu. Nie pamiętał, kiedy przebywał z jakimś dzieckiem sam na sam. Właściwie to... chyba nigdy nie przebywał. Z drugiej strony otwarte drzwi zaplecza sprawiały, że nie byli aż tacy odseparowani i przez to Colin poczuł się nieco lepiej. Mniej zdenerwowany, zaniepokojony i... nieśmiały, bo choć ciężko było mu się przyznać do tego przed sobą samym, obecność tego małego chłopca go onieśmielała. Nie miał przecież żadnego doświadczenia z dziećmi, traktując je jak zło konieczne, a nie bezpośredniego partnera do rozmowy. - A za parę minut wejdziemy na galerię i poszukamy twojej mamy z góry. Na pewno szybciej ją wtedy znajdziemy niż przeciskając się przez tłum - dodał jeszcze, zanim wpadł na kolejny pomysł. Dzieci ponoć zawsze mówią prawdę. I są wygadane. I znają największe sekrety swoich rodziców, którzy często traktują ich jako pobieżnych obserwatorów, którzy na nic nie zwracają uwagi. A dzieci widzą... i zapamiętują.
- Twoja mama zaprosiła mnie na kolację. - Oświadczył na wypadek, gdyby dzieciak nie był w tej materii poinformowany. - Mieszkacie sami? - niefrasobliwie rzucone pytanie wydarło się z ust Colina, a jego oczy wbiły się w chłopca, oczekując natychmiastowej, profesjonalnej odpowiedzi.


Powrót do góry Go down
Charles Lovegood
avatar

Nieaktywne dzieci
Nieaktywne dzieci
https://www.morsmordre.net/t1833-charles-seth-naifeh#23978 https://www.morsmordre.net/t2031-smocza-skrzynka#30186 https://www.morsmordre.net/t1867-slodki-smoczek#25036
buntownik z powołania
5
Półkrwi
Kawaler
Chcę jeść!
0
0
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zaplecze sklepu   29.05.16 18:44

Nie chciałem tu dłużej przebywać, niż to było konieczne. Wolałem wrócić do swego pokoiku, gdzie bym na nowo narysował smoka na lewej ręce i bym udawał, że znów zionie ogniem. Nie siedziałbym teraz na jakimś stołku, z którego przyglądam się badawczo nieznajomemu. Przytaknąłem głowę rozumiejąc jego słowa, choć ten wewnętrzny lęk nie znikł. I co zrobi do tej pory? Nie mogę zeskoczyć ze stołka, bo pokażę jakim jestem tchórzem, a też nie chciałem tutaj być z nim. Sam na sam. Dlatego nieco zdziwiłem się na jego następne zdanie, czy raczej informacji o kolacji. Że niby on i mama...? Nie, nie widzę tego. Bo jeśli mama zaprosiła jego na kolację, to chyba musi być coś poważnego, prawda? Tak mi się przynajmniej zdaje.
- Tak, odkąd tata nie żyje mieszkała z nami jeszcze moja niania, lecz ona wzięła ślub z lordem...ekhm... lordem Averym - o - i teraz mieszkamy sami we dwójkę, psze pana.- odpowiedziałem zgodnie z prawdą zerkając na niego swoimi czekoladowymi jak i ciekawskimi oczami. - Można wiedzieć, kim pan jest, skoro mama już zaprosiła pana na kolację?- zadałem zaraz pytanie grzecznym tonem. Normalnie bym o to mamy się zapytał, ale skoro jej tu nie ma, to muszę się jego pytać, jak się nazywa. Pytanie, co odpowie i czy mnie zje za zadanie takiego pytania. Lepiej mi się chyba zapamiętywało osoby po imionach,, by nie zrobić jakiejś głupiej wpadki przy mamie podczas owej kolacji. Może dam jemu szansę? Żeby uszczęśliwił moją mamę chociaż na ten wieczór. Bo w innym przypadku chyba wiem, do kogo będę pisać po pomoc.





being human is complicated, time to be a dragon


Powrót do góry Go down
Colin Fawley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://morsmordre.forumpolish.com/t592-colin-fawley http://morsmordre.forumpolish.com/t1184-poczta-kociarza-colina https://www.morsmordre.net/t2648-ten-smaczniejszy-wafelek http://morsmordre.forumpolish.com/f123-inverness-stuart-street http://morsmordre.forumpolish.com/t1185-colin-fawley
Właściciel Esów&Floresów i własnej sieci ksiegarni
36
Szlachetna
Kawaler
Zasada pierwsza: nie angażować się
9
9
0
0
1
2
0
5
Czarodziej
A co, jeśli wszyscy żyjemy w świecie, który nie ma końca?

PisanieTemat: Re: Zaplecze sklepu   30.05.16 13:59

Myśli Colina podążały gdzieś własnymi drogami, niewiele czasu poświęcając chłopcu, którego dziwne reakcje i dziwne spojrzenia rzucane na drzwi umknęły uwadze księgarza. Skupił się tylko na tym, jak wyciągnąć z niego jak najwięcej informacji o pani Lovegood, nie wzbudzając tym samym większych podejrzeń. Niektóre rzeczy zresztą powinien znać - jeśli przyjdzie na kolację bez żadnego prezentu, a okaże się, że kobieta nie mieszka sama, ale ze swoimi rodzicami, siostrami czy innymi ludźmi, którzy również będą wcinali przepiórki, Colin popełniłby dość poważny błąd towarzyski. Dlatego też odpowiedź chłopca wprawiła księgarza w dość dobry humor, przynajmniej do momentu, gdy nie padło nazwisko Avery'ego. Jakie istniało prawdopodobieństwo, że nie chodzi o Samaela, skoro był jedynym Averym, który w ostatnim czasie wziął ślub? Dłonie Colina zacisnęły się w pięści, a oczy niebezpiecznie zmrużyły, ale szybko się opanował.
- Zaprosiła mnie z twojego powodu, urwisie - odpowiedział znów zgodnie z prawdą, skoro nie było powodu jej ukrywania. - Wasza ostatnia wizyta w księgarni sprawiła, że twoja mama poczuła się winna i chciała się jakoś odwdzięczyć. - Co swoją drogą, przyznawał to dopiero teraz, było dość zaskakujące. W końcu ile kobiet tak z marszu zaprasza nieznanych sobie szlachciców na kolację? W dodatku kobiet świeżo owdowiałych, dzieciatych i pogrążonych w żałobie? Nie zastanawiał się jednak nad tym zbyt długo, kategorycznie odrzucając myśl o Harriett Lovegood jako wytrawnej łowczyni majątków, która jednego męża chciała jak najszybciej zamienić na drugiego.
- I nikt was nie odwiedza? Żaden hm... zaginiony wujek? Przyjaciel mamy? - pytał dalej, pozwalając znów swoim myślom dryfować gdzieś daleko i kreować mu najdziwniejsze z możliwych wizji. A jeśli zachowanie chłopca było ściśle zaplanowane? Jeśli jego brak wychowania wynikał z faktu, że urocza kobietka właśnie w ten sposób zarzucała sieci na niczego nieświadomych mężczyzn? Ilu szczęśliwców dostało już zaproszenie na przepiórki?


Powrót do góry Go down
Charles Lovegood
avatar

Nieaktywne dzieci
Nieaktywne dzieci
https://www.morsmordre.net/t1833-charles-seth-naifeh#23978 https://www.morsmordre.net/t2031-smocza-skrzynka#30186 https://www.morsmordre.net/t1867-slodki-smoczek#25036
buntownik z powołania
5
Półkrwi
Kawaler
Chcę jeść!
0
0
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zaplecze sklepu   30.05.16 18:51

Nie wiedziałem, dlaczego z mojego powodu mama zaprosiła tego faceta, lecz niech im tam będzie. Mamie jak i jemu. Nawet jeśli mówi, ze mama poczuła się winna, to ja całkowicie nie wiem, czemu była winna. Przecież nic się wtedy nie stało. Tak ja przynajmniej to wszystko interpretuję. Wzruszyłem bezradnie ramionami próbując tą zagadkę rozwiązać w milczeniu, bo jednak nie wiedziałem, czy pójdzie szukać mojej mamy, czy nadal będzie o coś pytać. Jakby no nie wiem, jakiś mi wywiad czy coś robił. Chyba powiem o tym mamie, aby wiedziała, że ten pan pytał o nią. Bo normalnie on przecież powinien z moją mamą na osobności pomówić, nieprawdaż?
- Od śmierci taty mało osób nas odwiedza. Wcześniej ciągle ktoś przychodził, a teraz przychodzą, by wyrwać mamę ze smutku, lecz ostatnio przyszedł do nas wujek Ben. Kłócił się o coś z mamą, lecz ja się tym nie przejmuję, bo wujek Ben na fajne smoki i już dwa razy byłem u niego. Lecz jednak o wiele ładniejsze smoki ma wujek Tristan, do którego z mamą poszliśmy zobaczyć smoki. Lubi pan może smoki?- powiedziałem zaczynając od spokojnego tomu, przechodząc w bardziej energiczny, wręcz żywiołowy. Jakbym odzyskał moc mówienia i zadawania pytań, lecz jak widzę, o jest dopiero początek. Tak, teraz się rozkręcam. W końcu ma przyjść do nas a kolację, więc powinienem chociaż takie podstawowe rzeczy wiedzieć. Abym potem gafy nie zrobić przy stole. Zamachałem wesoło nóżkami pod stołem wpatrując się intensywnie w pana księgarza.





being human is complicated, time to be a dragon


Powrót do góry Go down
Colin Fawley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://morsmordre.forumpolish.com/t592-colin-fawley http://morsmordre.forumpolish.com/t1184-poczta-kociarza-colina https://www.morsmordre.net/t2648-ten-smaczniejszy-wafelek http://morsmordre.forumpolish.com/f123-inverness-stuart-street http://morsmordre.forumpolish.com/t1185-colin-fawley
Właściciel Esów&Floresów i własnej sieci ksiegarni
36
Szlachetna
Kawaler
Zasada pierwsza: nie angażować się
9
9
0
0
1
2
0
5
Czarodziej
A co, jeśli wszyscy żyjemy w świecie, który nie ma końca?

PisanieTemat: Re: Zaplecze sklepu   02.06.16 18:39

Mało brakowało, a Colin podskoczyłby z radości, nieco tłumionej wciąż obecnymi podejrzeniami, ale nadal radości, że jednak nie jest tylko jednym z wielu nieszczęśliwców, którym przydarzyło się wpaść w ostre szpon harpii. A przecież nieskromnie musiał przyznać, że w jego przypadku było co rozrywać, od seksownego ciałka, niespełna trzydziestopięcioletniego, po pokaźną złotą fortunę spoczywającą bezpiecznie w banku na Pokątnej. Byłoby mu zresztą szalenie przykro, gdyby ta urocza pani wila, półwila czy ćwierćwila okazała się wyłącznie łowczynią majątków, przecież rozmawiało im się całkiem przyjemnie. Oczywiście nie licząc upierdliwego towarzystwa małej przyzwoitki, której Colin miał nadzieję nie spotkać na wspomnianej kolacji. Pani Lovegood na pewno znajdzie jakiś sposób, aby pozbyć się syna i pobyć z uroczym księgarzem sam na sam.
- Smoki mi nie przeszkadzają, chociaż niespecjalnie jestem do nich przekonany. Zieją ogniem i w ogóle - wzruszył ramionami, rzucając chłopcu przelotne spojrzenie i na powrót zanurzając się we własnych myślach. Powinien przyjść z winem, to oczywiste, ale czy ma też kupić coś tej małej gadatliwej maszynce? Jakiegoś pluszowego smoka, który będzie robił ROAR, za każdym razem, gdy dzieciak go przytuli. Nie, nie, nie, to by wyglądało tak, jakby Colin chciał się za wszelką cenę wkupić w łaski chłopca, a przecież ten go mało co obchodził. Był dzieckiem, a te z reguły oznaczały wyłącznie problemy. Z drugiej strony, gdyby zaplusował u dzieciaka, może i pani Lovegood spojrzałaby na niego przychylniej?
Klepnął się nagle w kolano, jakby sobie coś uświadomił. P o c o miałby się w ogóle zastanawiać nad tym, co sprawi przyjemność tej kobiecie? Był zaproszony na kolację, nie na randkę i nawet nie powinien myśleć o tym w podobnych kategoriach. Najwidoczniej wciąż nie mógł się pogodzić z ostatnimi uczuciowymi porażkami swojego życia i nadal boleśnie je przeżywał, a jego podświadomość nie spała.
- A mama skąd zna wujka Bena? - zapytał nagle, dochodząc do wniosku, że byłoby lepiej wypytać o każdych wujków w życiu Harriett Lovegood. Tak na wszelki wypadek, gdyby się okazało, że kiedyś Colin z jakimś sypiał. Wtedy mogłoby być cokolwiek niezręcznie, a niezręczności księgarz miał ostatnio po dziurki w nosie.


Powrót do góry Go down
Charles Lovegood
avatar

Nieaktywne dzieci
Nieaktywne dzieci
https://www.morsmordre.net/t1833-charles-seth-naifeh#23978 https://www.morsmordre.net/t2031-smocza-skrzynka#30186 https://www.morsmordre.net/t1867-slodki-smoczek#25036
buntownik z powołania
5
Półkrwi
Kawaler
Chcę jeść!
0
0
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zaplecze sklepu   03.06.16 20:01

Czy ten pan naprawdę musi mnie wypytywać o mamę? Czemu nie poszuka jej i nie zada jej tych pytań? Przecież powiedziałaby to samo, albo z pewnością ładniej ode mnie. Ale no cóż, chyba nie chciał przestać zadawać kolejnych pytań odnośnie mamy, więc siedziałem grzecznie na stole i zerkałem na księgarza z miną bez emocji. Bo ani smutno, ani wesoło mi było. Takie... no widać.
- Ogień jest fajny, lecz faktycznie, przy nich nie powinno się mieć książek, bo raz jak dostałem figurkę Ogniomiota i przy nim rysowałem małe smoczki, to zaraz Julek spalił mi kartkę z małymi smokami.- powiedziałem, jakbym mówił jak jakiś minister z wielkim doświadczeniem, czy raczej jako opiekun znający się na swoich dzieciach. Bo smoki dla smoczych opiekunów są dziećmi, prawda? Prawda? Więc z tego wynika, że dzieci są nieśmiertelne, nawet taka smocza babcia, ona na zawsze zostanie dzieckiem, tak jak ja. Może gdy ktoś mnie nauczy smoczej mowy, porozmawiam ze smokami i dowiem się, jak zostać smokiem, takim z krwi i kości. Siebie jak i mamę przemienię w ogromne smoki, byśmy mogli razem poznawać świat i być na zawsze dziećmi. Piękna wizja, o tak. Akceptuję to, aż po powrocie do domu pomyślę, od czego by tu zacząć, bo aktualnie z rozmyśleń o zrodzeniu się w smoka wyrwało nie uderzenie. Dobrze widzę, że ów księgarz klepnął siebie w kolano? Jakiś dziwny jest, serio. Ze zdziwieniem spojrzałem na niego, które przeistoczyło się w zamyślenie, bo zadane pytanie było z początku bardzo skomplikowane. Jak to się zaczęło? Chwila, mama mówiła, że tata chodził do szkoły z Benem, może byli przyjaciółmi? Może mama przyjaźniła się z Benem? Bo na pewno nie była jego siostrą, chociaż miałem ochotę to powiedzieć księgarzowi. Nie chcę rozmawiać o nich, tylko wrócić do mamy, czy to nie jest proste? A może coś innego powiedzieć księgarzowi? Tylko na co on by stwierdził, że może pójdzie poszukać mamy? Może mama się nie obrazi, bądź się nie dowie... Hmm.....
Hmm....
Hmm....
Hmm....
- Ben jest bratem taty czy jego przyrodnim bratem, nie wiem, nie znam się na tym. Wiem, że wpierw mama była z Benem, a teraz była z tatą... możemy już iść do mamy, prze pana? Jestem głodny.- powiedziałem niezwykle spokojnie pierwszą część opowieści nieco też wzruszając ramionami niekiedy, jakbym mówić prawdę. A tak naprawdę to zgadywałem. No dobra, Ben nie należał do rodziny, a przynajmniej mi nic o tym nie wiadomo, lecz nie powinien być na mnie zły. Ja po prostu chcę wrócić do mamy, skończyć te całe przesłuchanie i coś zjeść, bo faktycznie zaczynałem się robić głodny. Nie głodny kolejnych pytań księgarza, bo jeśli chce coś więcej wiedzieć o mamie, to powinien z nią porozmawiać. Może teraz tak zrobi? Zeskoczyłem ze stołu zerkając na bruneta z oczekiwaniem. Idziemy do mamy?





being human is complicated, time to be a dragon


Powrót do góry Go down
Colin Fawley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://morsmordre.forumpolish.com/t592-colin-fawley http://morsmordre.forumpolish.com/t1184-poczta-kociarza-colina https://www.morsmordre.net/t2648-ten-smaczniejszy-wafelek http://morsmordre.forumpolish.com/f123-inverness-stuart-street http://morsmordre.forumpolish.com/t1185-colin-fawley
Właściciel Esów&Floresów i własnej sieci ksiegarni
36
Szlachetna
Kawaler
Zasada pierwsza: nie angażować się
9
9
0
0
1
2
0
5
Czarodziej
A co, jeśli wszyscy żyjemy w świecie, który nie ma końca?

PisanieTemat: Re: Zaplecze sklepu   03.06.16 20:44

Może mu się wydawało, że dzieciak coraz bardziej się niecierpliwił? Chyba faktycznie powinien go już wypuścić, a nie trzymać na zapleczu jak jakiego zakładnika, ale niestety przez ostatnie minuty żaden z pracowników nie pokazał się w pobliżu, aby przejąć odpowiedzialność za dziecko. Miał jednak wrażenie, że tłum za otwartymi drzwiami trochę zmalał, istniała więc całkiem duża szansa, że za chwilę ktoś się pojawi na zapleczu i Colin z czystym sercem będzie mógł mu powierzyć pod opiekę zagubionego chłopca. Jak w jakiejś mugolskiej Nibylandii, przy czym to on oczywiście był wspaniałym Kapitanem Hakiem.
- Znam jednego Benjamina, ale to chyba tylko zbieżność imion - powiedział w zamyśleniu, kompletnie ignorując całą chłopięcą gadkę o smokach, która niespecjalnie go interesowała, zresztą jak sam chłopiec. Póki jednak był cennym źródłem informacji, Colin postanowił nie zrażać go do siebie bardziej, niż to potrzebne. Dzieci bywają naiwne, ale i nieświadomie złośliwe; był prawie pewien, że po powrocie do domu dzieciak od razu zda Harriett relację z tego, co robił przez cały ten czas.
- Dowiem się reszty od twojej mamy, synku - powiedział na koniec, wyciągając rękę, by posmyrać go po czuprynie, po czym wstał ze swojego krzesła i wskazał mu drzwi. Tuż za nimi krył się świat bez dzieci, które patrzyły na niego wyczekująco. - A teraz chodź, faktycznie pora jej poszukać. Na pewno wybrała już książki i teraz cię szuka - westchnął głęboko, że to jednak jemu przypadnie obowiązek odstawienia chłopca na miejsce. Dlatego, gdy po wyjściu z zaplecza dostrzegł w pobliżu jednego z pracowników, od razu zrzucił na niego ten obowiązek, samemu uciekając do swojego gabinetu. O tak, nie mógł się doczekać spotkania z panią Lovegood.

z/t x2


Powrót do góry Go down
 

Zaplecze sklepu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next

 Similar topics

-
» Piwnica sklepu magicznego
» Wnętrze sklepu
» Wnętrze sklepu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna :: Sklepy, restauracje i lokale :: Księgarnia Esy i Floresy-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18