Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
[sen] 1980 Marseet
AutorWiadomość
[sen] 1980 Marseet [odnośnik]17.04.16 22:27
Mały Oktavian zaciskał rączkę wokół jej palców. Wraz z nią wpatrywał się otwartą trumną. -Kiedy tatuś się obudzi?- wciąż pytał i pytał a ona nie mogła wydusić słowa. Z drugiej strony katafalku pojawił się Herakles. Poczerwieniałe od spożytego alkoholu oczy przenosił to na martwą twarz to na matkę. To wszystko moja wina – i zatrzasnął wieko trumny. Rączka, która ściskała jej dłoń zaczęła rosnąć a u jej boku stała postać Lycusa. Wpatrywał się w nią pustymi oczami mocno zaciskając na jej skórze lodowate palce. - Mamo, boję się- tak bardzo chciała go dotknąć, przytulić i zapewnić że wszystko będzie dobrze. Gdy już otwarła usta w nadziei, że zdoła wydobyć z siebie choć kilka dźwięków z cienia wyłoniła się postać jej ojca. Rozerwał ich uścisk ciągnąc chłopaka w swoją stronę - Niebądź tchórzem dziecko!- warczał zmuszając Lycusa do wejścia w ciemność. Chciała za nim pobiec ale coś blokowało jej ruchu. Odgłos wystrzału, zapach prochu, stróżka krwi wyciekająca z zamkniętej trumny. - Zabił się bo sam nie mógł sobie poradzić z tym co zrobił. Powinien umrzeć, ale nie tak- - Herakles zaciskał pięści na wieku trumny. Przytrzymywał je by jego brat nie mógł się wydostać. Słyszała jak znajomy dziecięcy głos woła o pomoc, woła o nią. W końcu mogła się ruszyć. Odepchnęła Heraklesa a gdy ujrzała martwe ciało pierworodnego syna…otwierała oczy.
Podnosiła się z łóżka i robiła kilka kroków w stronę barku. Wypijała jednego drinka i wracała ponownie na posłanie. Już nie mogła zasnąć, nie zamykała nawet oczu. Czekała aż nastanie nowy dzień mając przy tym nadzieję, że więcej nie będzie musiała oglądać blasku słońca. Od trzech dni wszystko wyglądało w ten sam sposób. Scarlett wchodziła do sypialni, którą przeznaczyła dla matki i sama pomagała jej się ubrać. Sprowadzała ją na dół próbując nakłonić do zjedzenia czegokolwiek. Nie otrzymawszy choćby jednego spojrzenia ze strony własnej rodzicielki prowadziła ją do salonu gdzie miała spędzić resztę dnia. Zanim Megara zobaczyła zwłoki swojego pierworodnego syna nie mogła uwierzyć w jego śmierć. Żądała wyjaśnień ale nikt tak naprawdę nie umiał ich udzielić. W końcu zabrano ją do dworu Lycusa. Jej piękny chłopiec leżący w przeklętym drewnianym pudle Podeszła w jego stronę, uniosła bezwładną głowę i przytuliła do piersi. Później wszystko przestało mieć dla niej znaczenia. Ludzie, twarze, głosy nawet jej pozostałe dzieci. Dumnie trzymająca się Scarlett, Herkales i jego pijackie wyznania, Byron i te wiecznie przeszklone oczy. Nie potrafiła rozpoznać ich twarzy w gronie wszystkich innych. Wydawała się już tylko skorupą, na próżno można było szukać życia w jej błękitnych oczach. Umarła wraz z synem. Ale nie płakała. Żadnych łez, żadnego choćby najmniejszego dźwięku przez całe trzy dni. Gdy nadszedł dzień pogrzebu ktoś wciąż był przy niej. Czyjeś ramiona prowadziły ją do rodzinnego mauzoleum, miejsca ostatniego spoczynku ukochanego dziecka. Mogła myśleć jedynie o tym, że ona do niego nie dołączy. Znów będzie sam. Jej biedny Lycus nie może zostać sam. W momencie w którym trumna miała zostać włożona do krypy chciała zerwać się z miejsca. Krzyczeć, błagać by oddano jej dziecko. Czyjaś dłoń chwyciła ją w ostatnim momencie. Spojrzenie przed chwilą pełne wściekłości i rozpaczy znów było puste. Kroki gości i najbliższych krewnych zwróciły się w stronę dworu zmarłego. Przez chwilę nikt jej nie pilnował. Mogła odejść, znaleźć kryjówkę i tam poczekać na moment aż w końcu znów będzie mogła ucałować twarz chłopca, którego jeszcze tak niedawno tuliła na rękach. Niewiadomo co właściwie kierowało jej czynami ale znalazła się w Marseet. Pusta, ciemna, zakurzona posiadłość. Pełna wspomnień, których teraz nie miała siły przywoływać. Weszła po schodach zostawiając na zakurzonej posadzce drobne ślady. Stanęła przed drzwiami do pokoju zmarłego syna. Zaciskając palce na klamce miała wrażenie, że słyszy jego słodki śmiech. Jednak gdy je uchyliła nie zobaczyła swojego małego aniołka. Tylko kurz i meble pokryte białymi narzutami. Weszła do środka rozglądając się wokół siebie. Przeszłość wróciła, zacisnęła swoje szpony na jej ledwie bijącym sercu. Pokazała tak wiele scen z życia, które już przeminęło. Ugięła się w pół czując jak wspomnienia miażdżą jej ciało. Podtrzymała się na ramie łóżka by nie upaść na ziemie. Nie mogła ustać na nogach. Ostatnią resztką sił odsłoniła pokrowiec z łóżka. Jakby to miało sprawić, że znajdzie się choć odrobinę bliżej Lycusa. Usiadła a gdy na jej dłonie zaczęły spadać pojedyncze krople nie wiedziała co się dzieje. Płakała, w końcu dała upust nastającemu żalowi. Płakała, coraz rzewniej i głośniej. Wydawało się, że nigdy nie przestanie.
Megara Carrow
Zawód : stażystka w ministerstwie
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Once upon a time...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t634-megara-malfoy https://www.morsmordre.net/t663-mieta https://www.morsmordre.net/t662-megara https://www.morsmordre.net/f218-yorkshire-dworek-w-ravenscar https://www.morsmordre.net/t1706-megara-malfoy#18560
Re: [sen] 1980 Marseet [odnośnik]18.04.16 9:33
Kiedy dowiedział się o tym, że pierwszy z jego synów się zabił, zrobiło mu się jakoś lżej. Bo może to przewidywał. Może nie zdziwiło go to ani trochę, bo sam również myślał niejednokrotnie o podobnym końcu. Szczególnie w ostatnich dniach. Owa lekkość przeminęła jednak równie prędko jak się pojawiła, a zastąpił ją ogromny ciężar. Który pozostawał w płucach, a może nawet trochę niżej. I utrudniał oddychanie do tego stopnia, że Deimos prawie dostał zawału. Na całe szczęście (?) był blisko niego partner Inary (bizensowy, czy miłosny trudno stwierdzić), który znał się na medycynie i powstrzymał serce Deimosa przed zatrzymaniem się. Czy to dobrze, czy to źle.
Wszyscy pojawiają się w domu Lycusa, a Deimos chce wiedzieć tylko, czy jest tu już jego matka. Żona Heraklesa kiwa głową, widać że to nie był jej najlepszy czas, dopiero co powiła bliźniaki, nie sypiała dobrze, a jej mąż nadużywał alkoholu. Nagle jakby wyraźniejsze są dla lorda Carrow te wszystkie niuanse, które dotychczas ignorował. Sądził, że to normalne, że to wcale nie była jego wina, że jego dzieci są tak nieszczęśliwe. Dlatego może lepiej już żyć mu w owej ciężkości, przynajmniej jest szansa, że pojmie wszystko to, czego nie rozumiał przez tyle lat. Słysząc, że Megara jest w środku, uznał, że powinien dać jej trochę czasu. Zresztą sam nie był gotowy na to spotkanie, po ostatnim doprowadzał się do porządku przez kilka dni. Musiał się uspokajać wszelkimi ziółkami, które podstawiały mu magomedyczki, inaczej zaraz pojechałby do Waszyngotnu i
Nie chciał jej krzyczeć w twarz, że to dlatego, że wyjechała i zostawiła ich samych sobie. Ona dobrze wiedziała, jak wielki wpływ miało to na całokształt. Ale to nie była jedyna rzecz, która przeświadczyła o podobnej tragedii. Deimos siedzi w gabinecie obok i zadumany patrzy w jedno miejsce. Cygaro nie jest ani odrobinkę potrzebne do skupienia, ale zapalił je by mieć się czym wymówić przed ewentualnym pytaniem dlaczego jeszcze nie ma go w pokoju. Myślał o wielu rzeczach. O przeszłości głównie. O wszystkich błędach, które popełnił, o tym jak nie słuchał Megary chociaż dobrze zdawał sobie sprawę, że miała rację. Lycus był zupełnie inny od reszty Carrowów, ale to nie znaczyło, że można było się go wyrzec. Nie w ten sposób co jego imiennika, drogiego Frederica Foxa, ale w sposób absolutnie różny i chyba równie zły. Bo nieakceptowanie go takim jakim był.. było bestialstwem. Może źle, że nadali mu takie imie, może powinni nazwać go Fobosem, Maksymilianem, Gregiem, Heathem. Może nikomu wcale nie uświęcili pamięci, ale skazali własne dziecko na tragiczny los?
A przecież był tak wspaniałym synem. Pierwszym, najmądrzejszym. Jego książki nie były aż takie złe, a przecież to on podarował mu pierwszą maszynę do pisania. I wtedy wcale nie zamierzał ganić go za fanaberie jakimi były te jego opowieści.
Od tamtych radosnych dni minęło już kilka lat, dziś ich się nie wspomina. A Deimos boi się, że spomiędzy różnych wspomnień uda mu się wygrzebać te najbardziej go oskarżające, te które poświadczyłyby o jego winie, te które on starał się zapomnieć, a Megara jako jedyne zachowała. Siedząc więc w fotelu, za ścianą ma martwego syna, słyszy jak ktoś krzyczy, ale nie jest to krzyk jego byłej żony. To krzyk byłej żony Lycusa, biedaczkę wyprowadzają, bo płacz zaczyna słabnąć.
Czy będzie musiał ponownie zastanawiać się nad testamentem. Czy Lycus zadbał o to, by zabezieczyć swoje dzieci. Trzeba się będzie tym zająć, tylko z kim ma o tym dyskutować. Megara była nieuchwytna, a Herakles sam nie wiedział co jest w życiu ważne. Więc należy to tylko i wyłącznie do jego obowiązku.
Wstaje w końcu, kiedy zaczynało zmierzchać. Wchodzi do pokoju w której leży trumna a wszystkie wnuki zaglądają do niej jak do wiadra ze słodyczami. Jeden podpuszcza drugiego, żeby dotknął bladej twarzy Lycusa. Mają nieszczęście, że dojrzał ich dziadek. Uciekają spod jego groźnego spojrzenia, chociaż wcale nie jest na nich zły. Nawet rozczulające były te eksperymenty pięciolatków. Szkoda, ze na kimś, kto był jego synem.
Wyglądał dokładnie tak, jakim nigdy nie powinien oglądać go ojciec. I znów ciężar w piersi się powiększył, a Deimos opiera się odruchowi i po prostu odwraca się i wychodzi. Chciał sięgnąć po dłoń swego syna, ale nie mógł.
Na pogrzebie leżał pomiędzy nimi. Megara stała z drugiej strony katafalku, ale starał się na nią nie spoglądać. W jej oczach zobaczyłby tylko oskarżenia, a przecież wystarczająco już się głowił nad tym i wie, że to właściwie w osiemdziesięciu procentach jego wina. To wszystko. Bo miał wybór, mógł przecież odmówić małżeństwa, powiedzieć że woli inną. Ale egoizm mu na to nie pozwolił.
Po pogrzebie w końcu ma chwilę, by pobyć sam na sam ze swoim zmarłym dzieckiem. Scarlett prosi go, żeby pryprowadził matkę, przecież poszła do mauzoleum. Ale nie ma jej tam, nie ma jej także na stypie. To wcale Deimosa nie dziwi, ani odrobinę. Nie chce jej szukać, ale zarazem nie umie podziać się na przyjęciu, zostawia alkohol i stwierdza, że wychodzi bo nie może tu wytrzymać. Więc wychodzi. I już ma wracać do domu, kiedy zmienia zdanie i pojawia się przed posiadłością Marseet. Pięknie obrośnięta w bluszcz fasada nigdy nie wyglądala tak nieadekwatnie radośnie. Zwykle była raczej posępnym miejscem, a dziś - w jedyny dzień, w który przyroda powinna uszanować smutek Carrowów, światło świeci mocno i rozpromienia zieleń liści. Z domostwa wychodzi pilnujący, mówi że przyjechała pani Megara, że cos się stało, nawet się nie przywitała, odrazu weszła po schodach. Deimos kręci głową i odprawia go. Głupiec. Nie wie, że nie powinno się przeszkadzać ludziom, którzy są bliscy zwariowania.
Więc wspina się na pierwsze piętro i kieruje do pokoju zza drzwi którego słychać płacz. Która to już godzina, Megaro? Stoi przed drzwiami, bojąc sie, że jeżeli wejdzie, okaże się to być tylko jego imaginacją. A Megary wcale tam nie ma. Mija piętnasta minuta, a od dalej stoi pod drzwiami. Trzydziesta, łkanie ustaje. W końcu jednak otwiera drzwi, może dlatego, że przestał słyszeć płacz. Megara zasnęła, nie ma sił już na płacz. Zagląda do środka i widzi ta opiera głowe o materac jego łóżka i ma zamknięte oczy, ale cała się trzęsie. Czuje się niczym intruz, a przecież i on ma prawo tu być. Podchodzi do niej, kuca obok i sięga do jej policzka. Zaraz jednak dłonie znajdują jej ciało i Deimos podnosi Megarę do góry, by zamiast siedzieć na ziemi, siedziała na łóżku. Najchętniej zabrałby ją stąd, musi jednak sprawdzić, w jakim jest stanie.
Deimos Carrow
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
Re: [sen] 1980 Marseet [odnośnik]18.04.16 12:35
Nie mogła myśleć. Nie mogła bo gdyby zaczęła się zastanawiać jak do tego doszło, dla czego do tego doszło poszłaby w ślady syna i  przebiła swoje serce ołowianą kulą. Nie umiałaby obarczyć nikogo winą. Nawet Deimosa, który wiecznie był tym który sprowadzał na nią i na jej dzieci niekończące się cierpienia. Nie mogła teraz o nim myśleć. Nie chciała widzieć jego bólu czy też co gorsza jego braku. Tylko raz przez krótką chwilę chciała się z nim zobaczyć. Bo tylko on z tych wszystkich przeklętych ludzi, którzy torturowali ją swoimi kondolencjami rzeczywiście mógł ją zrozumieć. Bez względu na to co zaszło między nimi w przeszłości. Nie ważne czy nienawidził Lycusa czy nim gardził. Był przecież jego ojcem.  Ale sama ledwie potrafiła stać. Samo oddychanie zrobiło się nagle przeraźliwie bolesne.  Miałaby pretensje tylko i wyłącznie do siebie. Bo to ona powinna wyczuć, że coś jest nie ta. Powinna przyjechać gdy listy Lycusa zaczęły wzbudzać jej niepokój. Powinna toczyć za niego wszystkie walki tak by mógł być bezpieczny i szczęśliwy.  Miał żyć wiecznie. Jego książki miały dotrzeć do serc milionów. Miał trzymać ją za rękę gdy sama będzie odchodzić z tego świata. Przyglądać się jak jego dzieci dorastają, zakładają rodziny. Przytulić do serca pierwszego wnuka a może i prawnuka. Tak wiele było jeszcze przed nim. Więc dla czego to zrobił? Dla czego odebrał sobie życie? Nikt nie umiał jej wytłumaczyć, albo może ona nie chciała tego słuchać.  I mogła tylko siedzieć w otoczeniu wspomnień i łez. Słuchać jak powraca do niej echo własnego płaczu. Błagać los by w końcu zakończył to cierpienie. Wysłuchał, dał krótką chwilę odpoczynku. Po tak długim czasie nieustannego łkania pozwolił zamknąć jej oczy. Odgonił koszmary a dał jej wspomnienie. Jednak, tak szczęśliwe, tak nierealne. Lycus miał pięć lat, Scarlett siedem a Herakles cztery. Biegali pomiędzy klombami kwiatów  trzymając w dłoniach drewniane  miecze. Ich wesoły śmiech wydawał się roznosić po całym Yorkshire. Gdy w ogrodach pojawił się ojciec nie przerwali zabawy. Nie przybrali póz małych lordów dygając przed swoim stwórcą. Rzucili się w jego stronę krzycząc by się przed nimi bronił. Nie zostali zrugani czy zbesztani. Dołączył do zabawy a gdy w końcu trzy pary małych rączek oplotły jego twarz i ramiona wydawał się być naprawdę szczęśliwy. Czy to możliwe? Czy to stało się naprawdę? Może to tylko jej wyobraźnia. Naprawdę istniał moment w którym wszyscy byli szczęśliwi?  
Nie doszedł do niej dźwięk otwieranych drzwi. Nie usłyszała kroków zbliżających się w jej stronę. Dotyk był czymś nowym i niespodziewanym ale mogła się tylko wzdrygnąć czego i tak nie dało się dostrzec patrząc na to roztrzęsione ciało.  Poczuła, że się unosi. Czyżby los była jednak tak łaskawy i zabrał ją z tego okrutnego świata? Będzie mogła zobaczyć twarz Lycusa, i wszystkich tych których kochała? Nie, poczuła pod sobą podłoże tym razem dużo miększe. Co więc się stało? Rozerwała pospiesznie mocno opuchnięte powieki. Ktoś siedział obok niej ale ona nie mogła rozpoznać jego twarzy. Wzięła go za ducha, który przyszedł prześladować ją za wszystkie grzechy, których się dopuściła.  Przestraszona cofnęła się w głąb łóżka. Rozedrganymi dłońmi objęła  kolana znów zanosząc się płaczem. Nie patrzyła na tą dziwną istotę w nadziei, że odejdzie. Podniosła na chwilę głowę  sprawdzając czy owa zjawa zniknęła. Wówczas spod cieni otaczających twarz Deimosa zaczęły wyłaniać się jego oczy. Ich błękit przyciągają ją do siebie. Lycus miał takie same. Jedna z taki niewielu rzeczy, którą w pełni dzielił z ojcem. Megara przysunęła się ponownie w jego stronę. Położyła dłoń na policzkach. Opuszkami palców dotykała skóry wokół oczy, delikatnie gładziła powieki i brwi. Sieć zmarszczek rozsiana wokół w niczym jej nie przeszkadzała. Była święcie przekonana, że miała przed sobą postać syna. Nawet znajomy zapach cygar nie mógł jej odwieść od tej myśli. Świat dał jej szansę by mogła porozmawiać z synem ten jeden ostatni raz. Nie mogła się do niego uśmiechnąć. Te kilka ostatnich dni nadwyrężyły ją do tego stopnia, że teraz mogła już tylko płakać. Uczepiła się jego koszuli  próbując go powstrzymać przed odejściem po czym przyłożyła głowę do jego ramienia. Kolejne fala łez zaczęła zostawiać ślady na  ubraniu Deimosa. - Przepraszam - wydusiła z siebie w końcu. Pierwsze słowo wypowiedziane od kilku dni brzmiało chrapliwie i niewyraźnie. - Przepraszam - powtórzyła już wyraźniej. - Zostałeś sam - przerwała na chwilę próbując zapanować  nad łkaniem. - Nie zostawię cię tam. Obiecuje - jej słowa nie były skierowane Deimosa. Wciąż była przekonana, że ma przy sobie ukochane dziecko. - To wszystko moja wina - powtórzyła kilka razy czując jak jej ciałem wzdryga fala cierpienia. Majaczenia człowieka chorego z rozpaczy. - Mój biedny chłopiec- - objęła go za szyje wtulając się  jego ciało.  Wydawało się, że to nigdy się nie skończy. Mogła tak płakać do końca swoich dni. Widzieć Lycusa w choćby najmniejszej rzeczy.  Czy obłęd już ją ogarnął? Za grzechy  które popełnia, za zaniedbania których się dopuściła przyjdzie jej spędzić resztę życia w pokoju bez klamek? Chwila ciszy przerywana cichym łkaniem - Ojciec- - zacisnęła palce na ubraniu Demiosa. - Musisz się z nim zobaczyć. Obiecaj mi to - znów przeniosła wzrok na ten piękny błękit. - Na pewno cierpi i ukrywa to w sobie. Nie pozwoli sobie pomóc - czyżby pierwszy przebłysk świadomości? Nie, wciąż mówi do dziecka spoczywającego w drewnianej trumnie. - Ja nie mogę do niego iść- chciała powiedzieć, że nie będzie wstanie spojrzeć mu w oczy ale nie była wstanie z siebie tego wydusić. - Pożegnaj się z nim, proszę - cichy, błagalny głos wydobył się z jej gardła. - To wszystko moja wina. Przepraszam - powtarzała bez ustanku. Nie płakała, nie miała już sił.
Megara Carrow
Zawód : stażystka w ministerstwie
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Once upon a time...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t634-megara-malfoy https://www.morsmordre.net/t663-mieta https://www.morsmordre.net/t662-megara https://www.morsmordre.net/f218-yorkshire-dworek-w-ravenscar https://www.morsmordre.net/t1706-megara-malfoy#18560
Re: [sen] 1980 Marseet [odnośnik]20.04.16 20:53
Jak się okazuje, nie jest w najlepszym stanie. Odsuwa się od niego, jakby uczynił jej wielką krzywdę. Znalazła się w kącie i sprawiając wrażenie jakby chciałaby tam zostać już na dobre. Ten widok powiększa cierpienie, które trzyma się Deimosa od kilku dni. Sądził, że przynajmniej w obliczu tak wielkiej tragedii, Megara się otrząśnie i pozwoli sobie na chwilę pozbawioną honoru, na chwilę wspomnień z Deimosem u boku. Czyżby jednak jego nadzieje musiały zostać tak brutalnie zniszczone? Wycofuje się ona, a on już nie wyciąga do niej dłoni. Lecz spogląda na ten obraz okropny. Miał wstać i oddalić się, dać jej przestrzeń nową i wolną od niego.
I przez chwilę już uważał, że bezsensowne były te wszystkie walki, które toczył ze sobą od ostatnich świąt. Pisanie do niej listów, których nigdy nie wysyłał, teraz gonienie za nią przez pół Yorku, by zobaczyć to. Jej niechęć. Nie chce przeżyć z nim tej żałoby, odsunięta daje jasny przekaz. Nie może się jej dziwić, wszak tyle lat przysparzał jej samych cierpień. Przecież dobrze wiedział, że wystarczyło wyciągnąć do niej rękę w odpowiedniej chwili. Ale nie robił tego, nigdy nie zdobył się na ten gest. Nie powiedział, żeby wróciła do domu, a kiedy wracała obdarzał ją obrażonym spojrzeniem. Nie mógł jej wybaczyć, lecz w obliczu tej tragedii, która ich spotkała... nie widział już tamtego problemu. Bo on przestał mieć dla niego znaczenie.
Nagle Megara znajduje się blisko. Bierze jego twarz w swoje dłonie, bada. Jej spojrzenie jest spojrzeniem szalonej kobiety. Mówi słowa, których nie może wziąć za adresowane do siebie... chociaż z początku wziął. Dopiero, kiedy mówi o chłopcu, Deimos wie już, że to nie były słowa do niego. Nigdy nie nazywała go chłopcem, bo nigdy nie poznała go jako chłopca. Racja, widziała go na pewno jak był młody, ale czym są dziś wspomnienia sprzed pół wiecza. Deimos nie jest już nawet pewny, czy kiedykolwiek znał Milburgę. Czy tamto życie było prawdziwe.
Jego oczy wyrażają tak wiele, boi się jej odpowiedzieć. Nie chce niszczyć jej wizji, bo chyba raduje ją myśl, że może jeszcze przez chwile patrzeć na syna. Lecz z jakiego względu wzięła go za niego? Czy aż tak bardzo byli podobni? Jego młoda przystojna twarz i twarz ojca, wokół której pojawiły się już siwe włosy. I te zmarszczki, których on prawie nie zauważa, bo ciężko byłoby mu zwracać uwagę na wygląd, podczas kiedy w jego nowym domu prawie nie ma luster. Czy wygląda na zaniedbanego? Wychudł na pewno i jego cera nieco poszarzała. Skutkiem wieloletniego palenia papierosów (a Cynthia mówiła!) i tego, że już prawie nic nie jada. Jedynie wtedy, kiedy Humphrey przyjeżdża na weekendy. A tak nie ma ochoty jeść, po prostu nie jest głodny.
Uczepiona jego koszuli, pomoczyła mu ją. Uczepiona jego koszuli wtula się w niego, a on nagle pojmuje, jak bardzo mu jej brakowało. Przecież pasuje idealnie do jego ciała jej ciało, jak mogli tak długo pozostawiać daleko od siebie?
- Możesz - zapewnia ją w końcu słysząc, że ona nie może iść do niego. Przecież może, musi, powinna. Wzruszające jest w sumie to jak prosi swego syna, by pamiętał także o ojcu. Deimos przesuwa ręką po jej głowe, pomiędzy włosami. Chce ją obiąć może bardziej zdecydowanie, ochronnie. By uspokoiła się i przejżała na oczy. Nawet jeżeli go wtedy odepchnie i ucieknie znów, ale nie może być egoistą i jej na to nie pozwolić.
- Spokojnie Megara, to ja - poruszają się usta przy jej uchu, a on sam wdycha zapach jej włosów. I chociaż łez potok już zmoczył mu koszule, czuje się w odpowiednim stanie wreszcie, by teraz siedzieć w nieskończoność z nią w swoich ramionach.
- Nie twoja wina
Teraz będą kłócić się czyja wina, ale obarczać nie siebie nawzajem, tylko siebie samych.

Deimos Carrow
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
Re: [sen] 1980 Marseet [odnośnik]20.04.16 22:28
Jej łkanie, słowa pełne skruchy i cierpienia przerywają inne dźwięki. Głos, który przecież znała tak dobrze. To w niego wsłuchiwała się w ostatnie dwa dziesięciolecia. Głos pełen miłości i ciepła, pełen nienawiści i wzgardy.  Dla czego teraz nie mogła go rozpoznać. Ciało wiedziało kto jest przy niej. Czyje ramiona próbują ją objąć. Po czyjej skórze błądzili drżące palce. Ale jej duch, jej umysł potrafił dostrzec tylko jedno. Wciąż istniał, wciąż pracował tylko dzięki jednemu słowu Lycus .  Odsunęła się na chwilę od niego by móc jeszcze raz na niego spojrzeć. Pokręciła przecząco głową nie zwracając uwagi na kosmyki jasna włosów wysuwające z uczesania. Jaki sens był teraz przejmować się wyglądem skoro cały świat przestał istnieć? - Nie mogę - powtórzyła własne słowa. - Nie zniosę jego oskarżeń - zasłoniła oczy dłońmi. Tkwiła w tej pozie kilka chwil po czym opuściła je na kolana. - Ale będzie miał racje. - czyżby bali się tego samego?  Oskarżeń? Potwierdzenia ich najgorszych obaw? Przyczynili się do upadku pierworodnego syna, mogli mu zapobiec gdy był jeszcze czas. Kogo zniszczą jako następnego? Byrona wiecznie rozdartego pomiędzy matką a resztą rodziny? Heraklesa, który mimo tak młoda wieku od kilku dni praktycznie nie rozstaje się z butelką? Może Scarlett, który nigdy się na nic nie skarży choć to tylko dzięki niej tę garstkę ludzi wciąż można było nazwać rodziną?  Tak wiele cierpienia, tak wiele bólu. Trzeba było tragedii by mogli przejrzeć na oczy. Jednak wciąż pozostaje jedno pytanie: co dalej? . Słowa  uspokojenia do niej nie docierają. Zamazują się, zanikają za nim jeszcze może je przetrwożyć. Nie może, nie chce nawet próbować. Bo co jeśli otworzy oczy i zda sobie sprawę, że syna nie ma przy niej? Da sobie radę bo przecież jest silna. Da sobie radę bo ma jeszcze troję dzieci dla, których powinna żyć  Nie da sobie rady bo nie będzie nawet próbowała walczyć. Po prostu nie.  Wysunęła się z jego objęć biorąc jedną z jego dłoni między swoje.- Jesteś taki dobry Gładził ją ostrożnie  i delikatnie wciąż nie przyswajając informacji przekazywanych przez zmysły. - Zostawiłam cię, zostawiłam was- na jej twarzy pojawiło się co  można byłoby wziąć za smutny uśmiech. - Nigdy nie powinnam wyjeżdżać. Jest tak wiele sprawy, których żałuje. Wybacz mi - ostatnie łzy spłynęły po jej policzkach. Chwilę później podniosła się z miejsca. Gdyby nie to, że opierała się dłonią o łóżka można było być pewnym, że zaraz się przewróci. - Jakoś to naprawię.  Jakoś to wszystko naprawię - z fałdów sukni wyciągnęła swoją różdżkę. - Naprawię. - jej uśmiech stawał się wyraźniejszy i żywszy - Dadzą sobie radę. Ja nie- - usiadła ponownie na łóżku ani na chwilę nie spuszczając wzrok z twarzy Deimosa. -A ty już nigdy nie będziesz sam - po raz ostatni dotknęła jego twarzy. Podjęła już decyzję - Nie zrozumieją. Ale kiedyś  po nich przyjdziemy i znowu będziemy rodziną. Ty ,ja, ojciec, Scarlett i twoi bracia - wzięła głęboki wdech zastanawiając się nad dołożeniem kolejnej osoby do listy. - i Humprey- z jej gardła wydobyło się coś na kształt śmiechu. - Tylko nie mów tego ojcu. Będzie mi wiecznie wypominał, że nazwałam chłopca po imieniu - nie czekając już na nic przyłożyła różdżkę do nadgarstka. Delikatny ruch dłoni, syk bólu i pierwsze krople purpurowej krwi opadające na materac. Nie spodziewała się, że to będzie tak bolało.  Dwa cięcia i miało być po wszystkim. Miała oddać ostatnie tchnienie otoczona królewską czerwienią - Nie możesz zostać sam - powtórzyła kilka razy ale w jej głosie nie było słychać tej samej pewności siebie. To był strach. Organizm nie wytrzymał dodatkowego obciążenia. Mimo, że nie zdążyła wykonać pełnego cięcia różdżka sama wysunęła się z jej dłoni. Deimos to miała być jej ostatnia myśl zanim miała stracić przytomność.  Żegnaj okrutny świecie, pozwól by już nigdy nie musiała cię oglądać. Szła do syna by już nigdy nie musiał być sam.
Megara Carrow
Zawód : stażystka w ministerstwie
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Once upon a time...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t634-megara-malfoy https://www.morsmordre.net/t663-mieta https://www.morsmordre.net/t662-megara https://www.morsmordre.net/f218-yorkshire-dworek-w-ravenscar https://www.morsmordre.net/t1706-megara-malfoy#18560
Re: [sen] 1980 Marseet [odnośnik]21.04.16 21:38
Przed chwilą tulił ją w ramionach, a teraz patrzy z niedowierzaniem na każdy jej kolejny ruch. Nie jest w stanie jej powstrzymać nawet teraz, nawet jeżeli robi to na jego oczach. Który to już raz. Bo przecież nie pierwszy. I za tym pierwszym myślał, że gdyby tylko wiedział wcześniej... Cóż, teraz ma jak na dłoni jej ręce całe pokrwawione, widzi jak robi to pod jego nosem. Przesuwa różdżką tnącą jak brzytwa po swoich bladych i pięknych przedramionach.
A on patrzy. Zahipnotyzowany. I pierwsze krople krwi, i potok krwi płynie z jej rąk. Deimos nagle ocknął się. Wytrąca jej różdżkę z rąk i zaciska swoje dłonie na tych Megarowych przegubach.
- Ty idiotko - warczy, ale ona nie słyszy, bo straciła przytomność.

I w jakiś niewyjaśniony sposób udało mu się ją odratować. Już za kilka chwil była wyratowywana przez najlepszych medyków. Ale nie obudziła się. Ani pierwszego dnia, ani żadnego z kolejnych dwóch. Leży z nadgarstkami owiniętymi bandażami, przytwierdzona na stałe do łóżka magicznym zaklęciem. Nie wolno jej wstawać, ale ona nawet nie chce wstawać.
A Deimos trwa przy jej boku i ze złości czoło ma zmarszczone, już skamieniało i pozostanie w takim stanie chyba na zawsze. Dwa pogrzeby w przeciągu tygodnia, o tego jeszcze nie było w rodzinie Carrowów. I on nie zamierzał pozwolić na to, by się zdarzyło. Dlatego mimo wszystko, mimo tego, że pewnie byłoby im łatwiej, gdyby ona odeszła... nie, wcale nie było by łatwiej. Jak mógłby żyć, mając świadomość, że jej już nie ma. Nawet jeżeli nie mieszkali już ze sobą, świadomość tego, że Megara ma się dobrze musiała być co jakiś czas potwierdzana przez słowa kochanej Scarlett. Córka nie szczędziła Deimosowi miłości i nie musiał nawet pytać, sama dobrze wiedziała, że powinna dawać mu znać. Jednak on jej nie powiedział, że z jej matką nie jest dobrze. Narazie wiedział tylko on, medycy, nazywani lekarzami, oraz sama Megara, która... no cóż, wciąż się nie budziła.

Deimos Carrow
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
Re: [sen] 1980 Marseet [odnośnik]23.04.16 17:42
Twój syn nie żyje.  Jestem w ciąży. Twój syn nie żyje. Jesteś taka żałosna. To dziewczynka. Nienawidzę go. Wynoś się. On nie żyje. Mamo. Walcz. Nie możesz ich tak zostawić. Trzeci syn. Wiesz, że on cię kocha. Twój syn nie żyje. Wyjechałaś.Nie możesz się podać…

Tysiące głosów, tysiące słów.  Twarze żywych i zmarłych, przyjaciół i wrogów. Krążyli wokół niej wykrzykując słowa z przeszłości. Warknięcia, błagania, prośby, zawodzenia i tak w kółko i w kółko. Czy to był jej czyściec? Tak miała spędzić resztę swojego istnienia? Przecież umarła. Widziała jak krew spływa po jej palcach. Musiała odejść a świat mścił się na niej, że śmiała sama o tym zdecydować. Przecież umarła…miała mieć już spokój. Tym razem musiało się udać. Przychodził taki moment w którym twarze znikały i pojawiała się inna postać. Jej własne odbicie sprzed kilkudziesięciu lat. Gdy umysł zaprzątały wizje lepszego piękniejszego świata. Patrzyła się wtedy na nią z dziką wściekłością, oskarżała  o to, że zniweczyła wszystkie szanse jakie dostała od losu. Miały być wielkimi wynalazcami. Tworzyć zaklęcia  i eliksiry o których nikt nawet nie śnił. Miały być wielkie!  Znosiła pokornie wszystkie oskarżenia. W milczeniu wpatrywała się w okalające ją cienie. Odbicie znikało i wracało tysiące twarzy. Pętla się zamyka. I tylko raz podniosła oczy na swoją własną twarz. Zagryzła mocniej szczęki próbując powstrzymać potok słów, który cisnął się jej na usta. Nie wytrzymała. Stanęła do walki z samą sobą. Krzyczała  o tym wszystkim czego udało się jej dokonać. Ludziach, których udało jej się uratować, zażegnanych konfliktach, wprowadzonych zmianach, dzieciach i o chwilach dla których warto było żyć.  Odbicie uśmiechnęła się od ucha do ucha. –Jeszcze nie skończyłaś- i pchnęła ją w tył. Zmusiła do upadku, do niekończącego się lotu w dół.  Na końcu nie czekał na nią bolesne zetknięcie się z podłożem. Tylko światło, przeklęte światło próbujące wedrzeć się pod lekko uchylone powieki.
To było irytujące, ta niemożność dostrzeżenia tego, co dzieję się wokół ciebie. Czy już wiedziała, że żyje? Tak, chyba tak. Nie wiedziała tylko jakim cudem. Kto ją znalazł i kiedy. Czy naprawdę nie mogli dać jej spokoju? Z ogólnie panującej jasności zaczęła wyłaniać się pewna postać. Minęło kilka chwil zanim zdążyła otworzyć oczy na taką szerokość by móc się lepiej przyjrzeć. Wydobyła z siebie cichy, chrapliwy dźwięk który brzmiał jak imię jej byłego męża. Zbliżył się w jej stronę a ona już dokładnie widziała tą wychudzoną, zapadniętą twarz. To nie jego spodziewała się tu zobaczyć. Powinien pić whyski w swoim salonie lub dobijać targu z kolejnym klientem. Nie ważna to co ich kiedyś łączyło. Nieważne słowa, którymi ją pożegna, gdy ostatni raz się widzieli. Tyle innych osób powinno być w tej chwili przy niej. Chociaż z drugiej strony…poczuła się dziwnie spokojna. Co mu się stało? spytała samą siebie, ale nie uzyskała odpowiedzi. Ruszyła nogami próbując się podnieść jednak, gdy to samo próbowała zrobić z dłońmi coś blokowało jej ruchy. W niebieskich oczach teraz już otwartych na pełną szerokość widać było strach. Szarpnęła kilka razy za niewidzialne kajdany. - Co - zaczęła powoli. Musiała przełknąć ślinę by zwilżyć gardło. - Co - zaczęła ponownie - Co się stało? - wydusiła z siebie w końcu.  Pamiętała każdą chwilę, każde wypowiedziane przez siebie słowo. Wciąż wierzyła, że rozmawiała wówczas  z synem i nie da sobie tego odebrać. Chciała tylko wiedzieć, jaka jest oficjalna wersja Gdzie? - spytała nie mogąc sformułować całego zdania. Miała nadzieje, że zrozumie o co jej chodzi. Chciała wiedzieć gdzie jest. To był św: Mung to oczywiste. Tylko czy…które to było piętro? Zamknęli ją na oddziale dla obłąkanych? Nie! Znów próbowała się podnieść z miejsca.  Przerażona spojrzenie zaczęło błądzić po pokoju w którym ją umieszono. - Muszę wrócić do domu - to nie był ten sam rodzaj obłędu, który towarzyszył jej w Marseet. Bała się, po prostu się bała. Zdrowy rozsądek, który powoli budził się do życia jasno wskazywał na to, że mieli prawo umieścić ją na oddziale zamkniętym. To nie był pierwszy raz…zresztą jeśli ktoś usłyszał jej rozmowę z Lycusem mógł pomyśleć, że oszalała. Jednak nie mogli jej uratować tylko po to by do końca życia siedziała czerech śnicach.  Nikt nie mógł być aż tak okrutny. Wciąż poruszając palcami w końcu udało się jej chwycić Deimosa. - Proszę cię. - błagała nie mając nawet pojęcia, że pod słowem dom może kryć się przecież tak wiele miejsc. Próbowała się uśmiechnąć ale był to raczej smutny widok. -  Już nigdy więcej tego nie zrobię - obiecała nie ustając w próbach podniesienia się z miejsca. - Tylko mnie tu nie zostawiaj - z całą zawziętością na jaką była wstanie się zdobyć wpatrywała się w jego oczy. Próbując wymusić na nim obietnice wypuszczenia jej. Chciała tylko stąd wyjść.
Megara Carrow
Zawód : stażystka w ministerstwie
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Once upon a time...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t634-megara-malfoy https://www.morsmordre.net/t663-mieta https://www.morsmordre.net/t662-megara https://www.morsmordre.net/f218-yorkshire-dworek-w-ravenscar https://www.morsmordre.net/t1706-megara-malfoy#18560
Re: [sen] 1980 Marseet [odnośnik]27.04.16 18:17
Siedząc przy jej łóżku myśli o słowach, które wypowiadała. I tym tonie w którym przypominała sobie o jego istnieniu, kiedy w ostatnich chwilach które sobie na życie wybrała, stwierdziła, że jednak może myśleć o byłym mężu a nwet jego dziecku, które ma z inną kobietą. To na pewno go poruszyło, lecz dopiero później zdał sobie z tego sprawę. Nie było nic głęboko przemyślanego w odruchu, który kazał mu podjąć decyzję, że w związku z tym będzie teraz znów z Megarą. Naturalnie brzmi to okropnie absurdalnie, bowiem u nich to nie może być aż tak proste. Ale skoro była w stanie zaakceptować Humphreya, to już nie widział przeciwskazań. Przecież to nie tak, że nienawidził z nią żyć. Prawdę mówiąc, całkiem mu odpowiadała ta ciężka droga pod górkę która razem szli od pierwszego dnia małżeństwa.
Nagle ona się budzi, a on dostrzega to dopiero po chwili. Przysuwa się do łóżka w naturalnym odruchu i jakiś ciężar spada mu z serca. To uczucie ulgi umożliwia patrzenie na nią w tym dziwnym wyrazie, jakby chciał jej powiedzieć coś ważnego, ale po prostu patrzy.
Najbardziej kuszące wydawałoby się to, co w grę nie wchodziło - czyli pozostawienie jej tutaj na pastwę losu lekarzy. Mógłby wrócić do domu i cieszyć sie spokojem, wiedząc, że i ona jest pod dobrą opieką.
Nie był chyba potworem, bo zamiast sięz nią droczyć i zmanipulować ją do tego stopnia, żeby błagała go jeszcze dosłowniej o wypuszczenie, po prostu zapewnił ją: - Nie zostawię cię - i jakby dopowiedział że tu to wyszłoby zupełnie inne coś niż to co właśnie jej powiedział. Bo on nie zamierza jej jedynie tutaj pilnować, zamierza ją wziąć do swojej posiadłości i trzymać w swoim małym pokoiku, który skrzaty i lokaj Alfred ogarniają w pół godziny co dwa dni. Niezbyt często, lecz starsi ludzie wcale nie potrzebują aż takiej atencji, szczególnie, jeżeli ich jedynym zajęciem jest już tylko wyhylanie whiski i doglądanie atenonanów.
- To co zrobiłaś było okropne - oświadcza oszczędzając jej wzroku, który powinien poruszyć jej serce. - Chciałaś, żebym pochował dwie osoby w jeden tydzień, nie mam pojęcia co sobie myślałaś. Jak miałbym sobie z tym poradzić - ciska oskarżeniami, korzystając z tej przewagi, że nigdzie nie odejdzie przytwierdzona do łóżka. Pragnie obudzić w niej wyrzuty sumienia, by przestała być chociaż na kilka sekund egoistką, która podcina sobie żyły.
Deimos Carrow
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
Re: [sen] 1980 Marseet [odnośnik]27.04.16 21:31
Przestała się wyrywać, strach gdzieś przepadł i mogła już tylko wpatrywać się  w jedną przyjazną jej postać. Gdy jak się jej zdawało wymogła na nim tą obietnicę odetchnęła z ulgą. Mogłaby się nawet uśmiechnąć i podziękować ale w jego głosie słyszała coś jeszcze.  Na chwilę uciekła gdzieś spojrzeniem nie chcąc się nawet na tym zastanawiać. Nie teraz! Najważniejszy był przecie powrót do domu…bez względu na to gdzie tak właściwie był. Nie miała siły by znów mierzyć się  przeszłością, łudzić resztkami nadziei. Pamiętała co powiedziała. Pamiętała strach i cierpienie, które towarzyszyło jej przy każdej myśli, że nie będzie wstanie odegnać bólu Deimosa, że po raz kolejny wypomni jej wszystkie grzechy. Nigdy więcej miała go już nie zobaczyć a wszystkie zbrodnie jakie kiedyś mu zarzucała nagle przestały mieć znaczenie.  Sam przecież nigdy miał się nie dowiedzieć o tamtych chwilach. Miały być jej tajemnicą, kolejnym powodem by nie odbudować już dawno spalonych mostów. Gdyby mogła, gdyby nie  ręce przymocowane do ram łóżka pewnie teraz kuliłaby się w jakimś koncie ukrywając twarz w dłoniach i warcząc by zostawił ja w spokoju.  Tak mogła tylko słuchać jego oskarżeń. Na jedną chwilę tylko spojrzała na jego twarz od razu tego żałując. Wzrok Deimosa sprawiał jej niemal fizyczny ból. Czuła jak wkręca się w jej umysł, dusze, serce. Pewnie chciał od niej usłyszeć przeprosiny, kolejne zapewnienia i nowe obietnice. Odwracając twarz w przeciwną stronę zagryzła mocno szczęki. - Przestań - szepnęła w końcu. Gniew i smutek mieszał się w tych kilku dźwiękach, które z siebie wydobyła. - Byłam zmęczona - zmusiła się do tego by jej głos nabrał silniejszego i zdecydowanego tonu. Podświadomie wywoływała kolejną kłótnie. Może lepiej byłoby gdyby jednak wyszedł i zostawił ją samą.  Nie torturował byłej żony w tak bezwzględny sposób. Już dość wycierpiała Dałbyś sobie radę. Jak zawsze. Od dawna nie jestem…wam do niczego potrzebna - gdyby nie miejsce w którym się znajdowali, gdyby nie pochowali syna zaledwie kilka dni wcześniej może zdobyłaby się na ironiczny uśmiech choćby na teatralne westchnięcie. Mogła jedynie wciąż próbować unikać jego wzroku. Osłabić jakoś przewagę którą nad nią zyskał. - To tyko chowanie chciała pod marmurową płytą- wzdrygnęła się gdy tylko te słowa opuściły jej usta. Poczuła obrzydzenie do samej siebie. Jak mogła powiedzieć coś tak okropnego gdy wspomnienie pogrzebu Lycusa było wciąż  żywe. Mogła już teraz wytknąć, że przecież  nic dla siebie nie znaczą. Od tak dawna wiedli osobne życia.  Nie miał prawa o nic jej oskarżać. Nie miał prawa żądać wyjaśnień. Ale to byłoby za dużo. Nigdy by nie wrócił a ona wciąż nie mogła się zdecydować czy wolałaby go mieć przy sobie czy patrzeć jak trzaska drzwiami. Skuliła się na łóżku. - Nie powinnam była  tego mówić - dodała pół szeptem.
Megara Carrow
Zawód : stażystka w ministerstwie
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Once upon a time...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t634-megara-malfoy https://www.morsmordre.net/t663-mieta https://www.morsmordre.net/t662-megara https://www.morsmordre.net/f218-yorkshire-dworek-w-ravenscar https://www.morsmordre.net/t1706-megara-malfoy#18560
Re: [sen] 1980 Marseet [odnośnik]27.04.16 22:52
Megara nie zmieniła się nic a nic przez te kilka lat. Wciąż jej jedynym zajęciem w życiu jest autodestrukcja. Nie pozwala sobie na szczęście i jest na wszystkich obrażona, że wcale szczęśliwa nie jest. Może gdyby przestała aż tyle myśleć, a spróbowała być autentyczna... może wtedy zrozumiałaby, że wszyscy dookoła niej chcą dla niej jak najlepiej.
Jej słowa są absurdem, który denerwuje Deimosa.
Jak za dawnych czasów!
- Doskonale zdajesz sobie sprawę, że bym nie dał. My musimy być razem, rozumiesz. W takich chwilach jak te, szczególnie - zapędził się, uniósł nawet nieco głos, ale kiedy dotarło do niego, że stara się jej przetłumaczyć jak wielkim cięzarem na jego duszy i ciele odbiła się śmierć pierworodnego syna, uznał, że to przesada. Czy ona nie ma pojęcia?
- Puszczę to mimo uszu - i dobrze, że się zreflektowała zaraz. Wielkoduszny Deimos też nie komentował już tego jej bezmyślnego gadania. Zachowywała się jakby znów miała osiemnaście lat i nie żyła przez ostatnią dekadę czy dwie, życiem swoich dzieci. W ciszy przesiedzieli kolejne kilka minut, które miały uspokoić ich nastroje.
Prowadzenie rozmowy z otumanioną lekami kobietą, która niedawno próbowała popełnić samobójstwo powinno odbyć się na pewno w innych okolicznościach, ale Deimos czekał już zbyt długo, by powiedzieć to czym ją nagle zaatakował:
- Chciałbym, żebyś wróciła do domu, mojego, naszego. Proponowałem ci to pół roku temu, ale teraz wszystko się zmieniło i mam nadzieję że twoja decyzja również - słowa, słowa, które nie pasowały mu właściwie ani trochę do tego, co powinien był jej powiedzieć. Powinien spytać, czy nie chce się czegoś napić. I czy może poprawić jej poduszkę. Przecież to już nie leżało w jej gestii, on nie da znów się odprawić z kwitkiem. Zamieszkają razem i basta!
Deimos Carrow
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
Re: [sen] 1980 Marseet [odnośnik]28.04.16 0:38
Kolejna próba wyrwania się ładnie ozdobiona warknięciami i krzykiem czy może po prostu schować się pod kołdrą i udawać, że cały świat nie istnieje? Trzecia opcja nie wchodziła w grę. Nie chciała z nim rozmawiać.  Miała problemy ze sklejeniem w całość jednej myśli a on zmuszał ją do ciągłe pracy. Przetwarzania i analizowania jego słów, tworzenia projekcji przyszłości która nigdy nie nadejdzie.  W pewnym momencie pozwoliła sobie na cichy jęk będący oznaką fizycznego bólu. Zniknięcie pod pościelą wydawało się teraz tak kuszącym rozwiązaniem. Deimos znów się odezwał a ona zamiast przewrócić oczami czy wymyślić jakąś ironiczną odzywkę wyprostowała się ile tylko mogła. Znów wpatrywała się w te jednocześnie tak znajomą i tak obcą twarz.  Zanim się spostrzegła z jej ust wypływały kolejne zdania. Chciała go dotknąć, poczuć jego oddech, znów posmakować jego ust.  Ponownie stała się tamtą młodą dziewczyną która zdawała się marzyć tylko o tym by być z ukochanym mężczyzną i żeby cały świat przestał ją w końcu dręczyć.- Nie musisz mi niczego udowadniać - wiedziała co mogły oznaczać jego słowa. Mimo przyćmionego umysłu o prostu wiedziała. Stracili pierworodnego syna. - Będę blisko tak długo jak będzie trzeba -obietnica przecząca wszystkich dotychczas wypowiedzianym słowom i założeniom.  Bez względu na wszystko nie mogła postąpić inaczej.  Milczenie trwało strasznie długo. Ona wciąż leżała w jednej pozycji przyglądając się jego postaci.  Zamknęła oczy mając nadzieję, że uda się jej uciec w objęcia Morfeusza. Uniknie rozmowy, uniknie cierpienia , uniknie niszczenia skrawków serce.  Nic z tego.  Jej oczy otwierają się gdy tylko Deimos ponownie się odzywa. Nie rozumie, nie chce rozumieć Patrzy na niego z jawnym niedowierzaniem, nie potrafi odpowiedzieć I w pewnej chwili wydaje się, że się z godzi. W głowie rozbrzmiewają jej własne słowa  o potrzebie powrotu do domu. - Jesteśmy już starzy ale nigdy nie wyrośniemy z wojen i sporów- uniosła lekko głowę by móc go lepiej widzieć a na jej twarzy pojawił się uśmiech pełen melancholii. - Wrócę do Yorkshire  ale nie by być z tobą. Te twoje przeklęte bagna i kamieniste plaże są i moim domem- wzięła głęboki oddech. - Ravenscar, chce znów zobaczyć te stary dwór. Nasze schronienie przed złym i niedobrym światem - uśmiechnęła się po raz kolejny pozwalając by zawładnęły nią wspomnienia. - Bądź moim przyjacielem Deimos, tak jak będę twoim - wyciągnęła palce w jego stronę. Miała nadzieję, że ją dotknie, zgodzi się i da się jej schować wśród fal i gór.
Megara Carrow
Zawód : stażystka w ministerstwie
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Once upon a time...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t634-megara-malfoy https://www.morsmordre.net/t663-mieta https://www.morsmordre.net/t662-megara https://www.morsmordre.net/f218-yorkshire-dworek-w-ravenscar https://www.morsmordre.net/t1706-megara-malfoy#18560
Re: [sen] 1980 Marseet [odnośnik]30.04.16 17:42
Na potwierdzenie tej ulgi, która spłynęła po karku Deimosa, niewypowiedziana wdzięczność wyrażona w dłoni, która sięga po dłoń Megary. Teraz już na prawdę zdają się być cierpiętnikami, kiedy ona leży na wznak, a on trzyma ją za rękę. I wygląda to tak, jakgdyby on miał jej w czymś pomagać, lecz prawda wygląda zgoła inaczej i to ona jest jego ratunkiem. W każdym razie w zaistniałej sytuacji, kiedy to, że jeszcze oddycha i żyje, jego samego przy życiu trzyma. Tak więc spędzając czas w szpitalu Deimos jednocześnie poreperowywal własne zdrowie, które jak mu się wydawało, nieco zniszczyło się w ostatnich dni.
A później Megara oferuje, że zamieszka z nim w Ravenscar. Wspomnienie miejsca w którym rzeczywiście mogli się w końcu poznać, niezależnie od wszystkich innych, spędzali czas tak, jakby wszystko co było przed i wsyzstko co mogło zdarzyć się po - że to nie istniało.
- Wyjedźmy więc tam - zgadza się odrazu, wszystko bowiem co mówiła obok słów o Ravenscar nie miało żadnego znaczenia. Najwazniejsze było to, że się zgodziła wyjechać z własnej woli.
Niedługo później Deimos i Megarka przeprowadzili się do Ravenscar, gdzie wcale nie było im łatwiej niż dotychczas.

koniec
Deimos Carrow
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
[sen] 1980 Marseet
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach