Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Tamiza [czerwiec 1950]
AutorWiadomość
Tamiza [czerwiec 1950] [odnośnik]21.04.16 8:03
First topic message reminder :


28 czerwca 1950r.
Brzeg Tamizy


Śmierć. Czym jest? Zastanawiałaś się kiedyś? Jest jedną chwilą spośród wielu. Krótkim momentem, który odbiera Ci dech. Najdroższym tańcem pośród obcych gwiazd, za który przyjdzie Ci słono zapłacić. Jest zielonym światłem szeptanego Avada Kedavra, które zamiera w Twoich ustach. Czy to boli? Czy to się pamięta? Zapytaj mnie jak to jest zabić, a ja spytam jak jest umierać. Podzielmy się doświadczeniami, podzielmy się wspomnieniami z tamtych dni.
Śmierć Isobelle nie obeszła go zupełnie, trudno jednak aby było inaczej, skoro sam świadomie i celowo stał się przyczyną jej odejścia. Miała długie blond włosy, puszyste pukle dziewczęcia, które ledwie przekroczyło próg dorosłości, duże piwne oczy, nieco pyzate, rumiane lica, choć sama była chuda i drobna. Pamiętał ją dobrze, tak samo jak z łatwością przypominał sobie jej ostatni krzyk, kiedy to szlamowaty czarodziej odbierał jej oddech. Nie myślał o tym jednak. Pogrzeb odbył się kilka dni temu, było smętnie — jak zwykle. Pocieszano jej rodzinę i jego, żałując, że do ślubu nie doszło. Jakaż to zbrodnia odebrać życie tak niewinnej istocie. Jej morderca gnił już w Azkabanie, nie wiadomo, czy przetrzymał spotkanie z dementorami. W końcu może wpadł w obłęd, wszystko jedno. Pojawił się na nim bo musiał zgrywać młodego żałobnika, który utracił swoją młodą, wspaniałą narzeczoną. Nie to jednak spędzało sen z jego powiek... Były sprawy o wiele istotniejsze.
Zmienił nazwisko. Dopiero co, tuż przed pogrzebem, niewiele osób o tym wiedziało. Dowiedziawszy się prawdy o swoim ojcu, a może człowieku za niego uchodzącym miał krwawe myśli. Był głodny, żądny krwi, żądny zemsty za te wszystkie kłamstwa, choć sam nie do końca wiedział skąd brał się żal. Uchybił jego inteligencji, przez tyle lat wpajając mu najbrudniejsze z kłamstw? A może naiwnie wierzył, że człowiek, który o wychowywał żywił wobec niego nadzieje ojca do syna, a nie czarodzieja do swojego tworu, który kreował na wzór niespełnionych pragnień.
Napisanie do Tristana listu było jednym ze sposobów na utrzymywanie swoich nerwów w ryzach. Potrzebował hamulcowego, potrzebował sierpowego aby zacząć trzeźwo myśleć, kiedy stał na granicy dylematu, czy winien go zabić z własnych pobudek, czy oszczędzić przez wzgląd na młodych Rosierów, którzy przez tyle lat byli jak... kuzyni.
Nie miał pojęcia, że mała Darcy przechwyci list, a Trisu może nigdy go nie przeczyta. Nie było tam zbyt wiele, raczej strzępki słów, wiele pokreślonych zdań. Hasła, komendy, propozycje, dylematy — pojedyncze wyrazy zaskrobane w chaosie człowieka, który mierzył się z rzeczywistością, stając... kimś innym, jakby rodził się na nowo.
Nie usiedział na ławce, stanął więc przy barierce, nerwowo zaciskając na niej palce i patrząc jak woda powoli płynie. I płynie, płynie. A czas się ciągnie i dłuży. Zbierało się na deszcz. Ciężkie późno wiosenne chmury zdawały się ciemnieć i pęcznieć od nagromadzonego w nich deszczu i gradu. Wszystko wisiało na włosku, on sam wisiał na włosku, utrzymując rozkołatane serce w piersi. Emocje były złym doradcą, był tego świadom. Brakowało mu jednak twardego dowodu na to, co winien zrobić — wizje, to za mało, a przynajmniej tak sobie tłumaczył. Tego ranka, widział siebie nieco starszego, poważniejszego, bardziej chłodnego cedzącego twarde "obliviate" do swojego ojca, gdy w końcu stracił cierpliwość po wielu latach milczenia. Cóż więc miało się wydarzyć, że nie zabił go w furii?



pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Ramsey Mulciber
Zawód : Niewymowny
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler

Świat smakuje jak machora
a machora jak ten świat,
kiedy przyjdzie na mnie pora
sam wyostrzę czarny bat.
OPCM : 40
UROKI : 20 +2
ALCHEMIA : 0 +3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +7
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5 +3
Genetyka : Jasnowidz
Tamiza [czerwiec 1950] - Page 2 BfgY2uH
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-ursus#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber

Re: Tamiza [czerwiec 1950] [odnośnik]05.05.16 23:11
Zignorowała jego komplement, bo tak było o prostu wygodniej, zamiast zastanawiać się co za nim się ukrywało. Na pewno nigdy nie patrzył na nią jak na kobietę. Zbyt dużo czasu spędził z nią w dzieciństwie i rozstawali się na zbyt krótkie okresy czasu, żeby mógł tak po prostu wyzbyć się jej obrazu dziecka z głowy. Wiedziała to, bo powoli już inni mężczyźni, którzy nie znali jej wcześniej, zaczynali dostrzegać w niej kobiece walory. Rozpoznawała te spojrzenia, wahające się pomiędzy niewypowiedzianym pożądaniem, a troską o jej dziewczęcą stronę. Ramsey nie okazywał żadnego z tych spojrzeń. Wystarczyło, ze kontrolnie wyłapała jego wzrok, żeby być tego pewną. Wróciła do przymykania oczu, słysząc skrzypnięcie desek. Z początku wydawało jej się, ze mężczyzna zmierza w górę, ale kiedy pokonał kilka stopni, dźwięk zdawał się być bliżej. Uchyliła jednak powieki, zastając go przed sobą. Miała coś powiedzieć, ale nie zdążyła. Złapał ją w pół, wyrywając z jej gardła tylko krótkie, zaskoczone: „arghgh!” z którego brzmienia dało się wyczytać też i rozdrażnienie.
Nie bądź dzieckiem. Skoro nie potrafisz mnie przekonać siłą argumentu może po prostu odpuść? Nie zawsze musisz postawić na swoim.
Ależ oczywiście, że musiał. Odetchnęła sfrustrowana. Mogła mu tak psioczyć i jeszcze dłużej. Zresztą, spróbowała, marudząc mu całą drogę, z początku też i się wierciła, ale im wyżej byli tym bardziej realnie czuła niebezpieczeństwo stracenia równowagi i sturlania się ze stopni na sam dół. Postawiona na ziemi przed nim w pierwszym odruchu miała go uderzyć za naruszanie jej przestrzeni, której nie powinien był łamać. Uniosła nawet dłoń, łapiąc się jednak na tym, że dałaby mu tylko pławić się w tryumfie. Dlatego zatrzymała ją przy jego podbródku i jedynie zacisnęła na nim na chwilę palce, odwracając jego głowę w bok, próbując się pozbyć tego perfidnego, bardzo teraz nie na miejscu wzroku, skierowanego w jej stronę, który tak mocno ją drażnił.
Masz rację. Nie mam pojęcia. Dałeś mi poznać tylko troglodytę — mruknęła, nie przejmując się wcale tym, że właśnie przeszedł z nią na ramieniu niezliczoną ilość schodów, poświęcając temu swoją silę i oddech. Ze szczególnym wyrachowaniem nie zerknęła nigdzie indziej, przez okiennice na rozciągający się z wieży widok. Fakt, że pominęła go, był wykalkulowanym lekceważeniem z jej strony bo zaraz później zaczęła schodzić po schodach, z twarzą skierowaną na barierkę. Będzie podziwiał ten widok sam.
Skoro nic szczególnego, to chyba nie ma nic co miałoby mnie tu trzymać, prawda? — zatrzymała się kilka stopni niżej, spoglądając na niego przez ramię — szkoda na to mojej energii — ostatnie słowo wymówiła z nadzwyczajną perfidią. Nie żeby jakąś wybitnie dużą ją włożyła w to, żeby się tu znaleźć na samej górze. Jego wysiłku wcale nie było jej szkoda. Wręcz pokazowo postanowiła go zbyć.
Chodź, sapiesz jak mugolski parowiec. Ale z tymi Mulciberami to juz chyba tak jest, ze spowinowacają się i upodabniają z wątpliwą krwią.


Persuasion is often more effectual than force.


Darcy Rosier
Zawód : hipnotyzerka w rodowym rezerwacie w Kent
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Jeśli ktoś uprawia ze znawstwem sztukę perswazji, powinien wpierw wzbudzić ciekawość, później połechtać próżność, by wreszcie odwołać się do sumienia lub dobroci.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t2082-darcy-rosier https://www.morsmordre.net/t2119-arcobaleno#31733 https://www.morsmordre.net/t2120-no-mercy#31734 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t3412-skrytka-bankowa-nr-594#59045 https://www.morsmordre.net/t2125-darcy-s-rosier#31823
Re: Tamiza [czerwiec 1950] [odnośnik]06.05.16 12:27
Czy mając szesnaście lat w oczach przeszło dwudziestolatka nie była jedynie dzieckiem? Małą Darcy, do której od zawsze miał mieszane uczucia. Nie, to do wszystkich miał mieszane uczucia, a mówił, że nie ma ich wcale. Mężczyźni młodsi i starsi podziwiali jej urodę, oglądali się za nią, bo imponowała wdziękiem i czarowała spojrzeniem. Ale znał ją zbyt dobrze, aby ulegać jej fizyczności, która z każdym dniem zmieniała się, zmierzając ku tej kobiecej, wyśnionej. Ciągnęło go do niej coś innego, choć jako młodzieniec nie lekceważył jej atutów. To jednak sposób w jaki opanowywał sztukę kurtuazji dzięki niej, do niego przemawiał. A to wszystko sprowadzało się do tego, że liczył się z jej zdaniem. Nawet jeśli nigdy by się do tego nie przyznał.
— Nie lubię kompromisów — odpowiedział jej jeszcze zaczepnie, ignorując to, że wierzgała nogami i nie chciała tkwić spokojnie na jego ramieniu. Mógł ją wziąć na ręce w bardziej cywilizowany sposób, lecz zdarzało mu się popełniać błędy, a może zrobił to dlatego, że skazałby ich na zbyt dużą intymność.
Włożył sporo energii w to, aby ją doprowadzić na szczyt, ale pchnęła go do tego jakaś chłopięca świeżość, dziwna siła, jakby bawił się przednio i chciał aby ona bawiła się razem z nim. Nie ma nic gorszego niż radość w pojedynkę. Dlatego postawił ją już delikatnie i uśmiechał się szeroko, za co mógł oberwać. Czy oddałby jej? Czy uniósłby na nią rękę? Możliwe. Ale nie musiała wcale go bić, aby zmazać mu ten przeklęty uśmiech z twarzy. Wystarczyło, że się odezwała, a potem poruszyła, pozostawiając go w jakiejś pustce.
— Nie histeryzuj, Darcy — mruknął i przewrócił oczami. — Wyjdziesz za Księcia z Bajki, ale twoje życie byłoby żałośnie nudne bez takiego troglodyty .
Odwrócił wzrok na okiennice, ale tylko przelotnie, bo jej decyzja nie pozwalała mu cieszyć się świeżym powietrzem i uczuciem lekkości nawet przez moment. Oderwał się od barierki, zatrzymując na środku schodów i popatrzył za nią z lekko rozłożonymi na boki rękami.Rozchylił usta w niewypowiedzianym pytaniu, nie kryjąc, nawet nie starając się ukryć zdziwienia jakie w niego wstąpiło. Nie chodziło nawet o to, że namęczył się, aby ją tu wciągnąć, ale o to, że najzwyczajniej wyśmiała jego wysiłek i jakiekolwiek próby pojednania. To nie było ważne. Nigdy. Nie powinno go to więc szokować. Ani jej kpina, ani pogarda, w końcu to właśnie takie zachowania hartowały jego charakter, kreowały go, rzeźbiły jak jeszcze dość wilgotną glinę, którą można było zniekształcić.
Zreflektował się po chwili, jakby sam musiał spuścić na siebie wiadro zimnej wody. Zmarszczył brwi i podszedł do okiennicy, zaciskając szczękę.
— Świetnie. Idź sobie — powiedział głośno i wyciągał z kieszeni paczkę papierosów. Nie potrzebował jej towarzystwa. Nie potrzebował jej wcale. Zignorował też jej dalsze uwagi, szczerze mówiąc nawet ich nie słyszał. W głowie szumiało mu przez chwilę od myśli, a nikotynowy dym, który po chwili wypełnił jego płuca pozwalał mu je wyciszyć i poukładać. Patrzył przez lukę na panoramę Londynu, dmuchał w jej stronę raczej dla zabawy niż z poczucia, że przepływ powietrza był stosunkowo niewielki i szybko głowa mu utknie w szarej chmurze.
Chwila nieuwagi zrobiła z niego głupca.
Już nigdy nie będzie głupcem.



pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Ramsey Mulciber
Zawód : Niewymowny
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler

Świat smakuje jak machora
a machora jak ten świat,
kiedy przyjdzie na mnie pora
sam wyostrzę czarny bat.
OPCM : 40
UROKI : 20 +2
ALCHEMIA : 0 +3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +7
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5 +3
Genetyka : Jasnowidz
Tamiza [czerwiec 1950] - Page 2 BfgY2uH
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-ursus#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Re: Tamiza [czerwiec 1950] [odnośnik]06.05.16 14:01
Stanęła również, obracając się do niego przodem, kiedy on zatrzymał się na schodach, patrząc na nią z czymś na rodzaj niezrozumienia, ale każdy taki gest z jego strony zwykle kończył się trochę bardziej tragicznie w skutkach dla ludzi będących świadkiem takich jego zachowań. Już teraz była pewna, że zaraz mężczyzna zrobi coś, co wybitnie mogło jej się nie spodobać. Dlatego splotła ręce na piersi, wpatrując się w jego tęczówki oczu z koncentracją, jakby chciała coś z nich wyczytać, chociaż oczywiście było to niemożliwe.
Wybacz, że postanowiłam Ci za to nie dziękować — mruknęła jeszcze, już mniej chłodno niż wcześniej, śledząc jak mężczyzna obraca się do niej plecami. Obraził się. Cokolwiek by sobie nie wmawiał, jego reakcja wyraźnie na to wskazywała. Uniosła nieznacznie brwi, bo w żadnym momencie to nie był jej cel. Ramsey mógł sobie tłumaczyć, ze to było bardzo godne zachowanie, że ją lekceważył, ale prawda była taka, że wyglądał teraz jak urażony dzieciak. Darcy nie mogąc się powstrzymać, zaśmiała się, szczerze rozbawiona, zapominając już nawet, że miała zejść na dół, zapominając też co chciała mu udowodnić. W tym momencie zmieniła zdanie. Patrzenie na takiego Mulcibera, choć najpewniej sama teraz nie zachowywała odpowiedniej ostrożności, wprawiało ją w lepszy nastrój. Podeszła do niego, wpatrując się w tył jego pleców. Chociaż powinna się nad swoimi ruchami zastanowić, przysunęła się do niego, obejmując go od tyłu, podbródek układając na jego barku.
Przepraszam — rzuciła mu do ucha, a słowa, wyjątkowo, brzmiały szczerze. Podniosła lekko głowę wpatrując się w jego profil, kiedy akurat zaciągał się papierosem. Dla bezpieczeństwa dłonie, którymi obejmowała go w pasie, przeniosła trochę wyżej, pod jego ramiona, jedną z nich kładąc na jego piersi, jakby wyczuwając jego rytm bicia, chciała ewentualnie mieć na uwadze ewentualne ostrzeżenie, gdyby miał zareagować na ta pozycję źle. Drugą ręką chwyciła lekko jego ramię. Trochę instynktownie chroniąc się ewentualnie od dostania z łokcia. Z Ramseyem nigdy nic nie było wiadomo. Wolała działać ostrożnie, zabezpieczyć się przed wszelkimi zagrożeniami. Nie sądziła, żeby miał jakieś opory przed „ukaraniem” jej zachowanie z przed chwili.
Nie bądź zły. Sam zacząłeś.
Ale lubił zaczynać i kończyć. Powinna była wiedzieć.


Persuasion is often more effectual than force.


Darcy Rosier
Zawód : hipnotyzerka w rodowym rezerwacie w Kent
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Jeśli ktoś uprawia ze znawstwem sztukę perswazji, powinien wpierw wzbudzić ciekawość, później połechtać próżność, by wreszcie odwołać się do sumienia lub dobroci.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t2082-darcy-rosier https://www.morsmordre.net/t2119-arcobaleno#31733 https://www.morsmordre.net/t2120-no-mercy#31734 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t3412-skrytka-bankowa-nr-594#59045 https://www.morsmordre.net/t2125-darcy-s-rosier#31823
Re: Tamiza [czerwiec 1950] [odnośnik]07.05.16 21:39
Nie patrzył na nią więcej i nie słuchał jej już. Trawił własną irytację z powodu jej zachowania. A może swojego własnego? Bo co właściwie sobie myślał, na co się porwał i dlaczego? Zrobił to, co chciał, nie licząc się z konsekwencjami, które wcale mu nie przypadły do gustu i teraz musiał przełknąć gulę goryczy, która utknęła mu w gardle. Patrzył przez okiennicę na coraz bardziej mokry Londyn i zaciągał się powoli nikotyną. Spokój. Przynosiła mu błogi spokój. Oddychał więc wolniej, głębiej, próbując odszukać znajomych miejsc poprzez szarą mgłę rzęsistego deszczu. Robił to bez celu, dla zabicia czasu i zapomnienia o dziewczynie, która stała na schodach. A może schodziła w dół? Nie słyszał jej. Nie widział.
To zadziwiające co potrafiła czynić psychika Ramsey'a. Wystarczyło aby wmówił sobie coś, choć nawet nie wymagało to od niego wiele wysiłku. I tak po prostu było, a jego zmysły przestały zauważać obrazy niewygodne, a on przestawał odczuwać to, co niemiłe. Czy gdyby wmówił sobie, że jej tam nie ma i spojrzał w jej stronę, nie dostrzegłby nic? Być może.
Zauważył ją dopiero, gdy coś zachwiało nim lekko i subtelnie, przywierając krępo do jego pleców wzdłuż całej długości. Zamrugał więc, otrząsając się z własnego świata, w którym przez moment tkwił i ponownie przyłożył bibułkę do swoich warg, by opleść ją lekko i zwilżyć w mozolnym pociągnięciu.
— No i co?— odpowiedział przekornie, tonem rozkapryszonego dzieciaka, któremu coś się nie podoba. To ona miała szesnaście lat, nie on, ale jak widać... mężczyźni pozostają dziećmi przez całe swoje życie.
Uniósł brwi i mruknął krótkie, lecz wyczekujące "hm" w jej stronę, odwracając głowę w bok, przez co może mógł kątem oka na nią spojrzeć, a już na pewno ona miała go bliżej.
— Chciałaś iść do domu. Nie wiem na co czekasz — mruknął markotnie opuszczając rękę z papierosem. Wydostał się spod jej uścisku, zsuwając z siebie jej dłoń i minął ją tylko po to, by ruszyć schodami w dół. Tak jak sobie życzyła. Zamierzał odholować ją do domu. Nie chciał z nią gadać. Nie chciał żeby się przytulała, żeby tym cielęcym spojrzeniem zmiękczyła jego silną wolę.



pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Ramsey Mulciber
Zawód : Niewymowny
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler

Świat smakuje jak machora
a machora jak ten świat,
kiedy przyjdzie na mnie pora
sam wyostrzę czarny bat.
OPCM : 40
UROKI : 20 +2
ALCHEMIA : 0 +3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +7
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5 +3
Genetyka : Jasnowidz
Tamiza [czerwiec 1950] - Page 2 BfgY2uH
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-ursus#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Re: Tamiza [czerwiec 1950] [odnośnik]08.05.16 10:32
Ignorowała papierosowy dym, który z tej pozycji docierał zarówno do jego, jak i do jej płuc. Nad tym przykrym faktem postanowiła rozwodzić się później. Tymczasem, z początku nie zauważając żadnej reakcji ze stron mężczyzny , zastukała paznokciami o jego ramię, a że się nie odezwał, w odpowiedzi zaciągając się jedynie zwiniętym tytoniem, którego fenomenu Darcy nigdy nie zrozumie, oparła się na powrót podbródkiem na jego ramieniu.
Co dalej, to zależy tylko od Ciebie — mruknęła, nie zrażając się jego suchym tonem. Dobry nastrój dalej się jej trzymał odkąd miała w pamięci jego bardzo pokazową obrazę majestatu. Gdyby był to jeszcze rosie rowski majestat, na pewno efekt byłby bardziej dostrzegalny, tym czasem, mulciberowskiej obrazy nie mogła potraktować poważnie, a jednocześnie właśnie ta niepowaga zmusiła ją do ludzkich przeprosin. Nie mógł zepsuć tego stanu nawet swoją obecną pasywną agresją. Przechyliła lekko głowę na bok, czując napięcie się jego skóry na szyi i właśnie w tym momencie wyłapała jeszcze jego spojrzenie zanim mężczyzna wyminął ją, schodząc w dół. Wygięła ciało w lekki łuk, podążając za nim tym wzrokiem i przymknęła oczy na chwilę tylko, wypuszczając powietrze przez usta. To był już poważniejszy stan poruszenia, skoro Ramsey zdecydował się na postąpienie według tego, co sama wcześniej chciała. Po krótkim motywowaniu siebie w końcu ruszyła się z miejsca. Był już dobre kilkanaście schodków przed nią, więc naturalnie przyśpieszyła kroku. Upatrzyła już sobie jego ramię, zdecydowana, ze właśnie za nie powinna chwycić, wbrew temu, ze wyczuwała wokół aurę nietykalności Ramseya, a może właśnie dlatego, chcąc mu zrobić na przekór.
Przypomniała sobie, dlaczego długie spódnice, czy suknie nie były przeznaczone do takich nieprzemyślanych ruchów. To, czego uczono ją w Beauxbatons, gracji i elegancji, teraz uleciało gdzieś w przestrzeń, kiedy Rosier potknęła się o rąbek spódnicy, wpadając na plecy Mulcibera – szczęśliwie,jego powabności nikt nie uczył, liczyła więc na to, ze nie bacząc na wszelkie niezdarności, zdąży złapać ich równowagę, za ich oboje, bo runęła razem z nim w dół schodów. Przypomnijmy. Jej rola to było dobrze wyglądać. Jego zadaniem był ratunek. Nie był może jej księciem z bajki, ale czarnym rycerzem… już niedługo. Powinien się więc zacząć przyzwyczajać do zakresu obowiązków.


Persuasion is often more effectual than force.


Darcy Rosier
Zawód : hipnotyzerka w rodowym rezerwacie w Kent
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Jeśli ktoś uprawia ze znawstwem sztukę perswazji, powinien wpierw wzbudzić ciekawość, później połechtać próżność, by wreszcie odwołać się do sumienia lub dobroci.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t2082-darcy-rosier https://www.morsmordre.net/t2119-arcobaleno#31733 https://www.morsmordre.net/t2120-no-mercy#31734 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t3412-skrytka-bankowa-nr-594#59045 https://www.morsmordre.net/t2125-darcy-s-rosier#31823
Re: Tamiza [czerwiec 1950] [odnośnik]09.05.16 23:23
Nauczył się ignorować wszystko, co było niewygodne i co przeszkadzało mu wystarczająco mocno. Udawał więc, że nie czuje jej zniecierpliwienia i próby zmuszenia go do zareagowania w jakiś (jakikolwiek) sposób. Wiedział, że ją to zirytuje prędzej czy później, a jego wrodzona złośliwość aż trawiła go w tej chwili od środka. Nie chciał się czuć tak, jak się czuł. Chciał za to aby ona przestała się uśmiechać i czarować go w ten filuterny sposób robiąc w rzeczywistości tak niewiele. Jakby wystarczyło tylko jedno spojrzenie.
Dlatego nie patrzył na nią.
Schodził w dół, pewnie robiąc jej tym na złość, bo kiedy ona wróciła aby złagodzić jego irytację, on zrobił to, co sama chciała, a czemu oponował. Po prostu chciał się jej wymknąć, uciec od jej bliskości, obecności. Był sfrustrowany i chciał taki pozostać. Chciał, aby to paliło go od środka, aby pamiętał, jak głupio i bezmyślnie się zachował. Był lekkomyślny, nieco zbyt lekko podchodząc do chwili i szybko pokazała mu, że się pomylił.
Nie odszedł daleko, kiedy się potknęła, ale umknął mu ten sygnał. Dopiero jej zduszony odgłos(jęk może?) wzbudził jego czujność, intuicyjnie odwracając się do tyłu. Cudem uniknęła spotkania z jego łokciem, który prawie dotknął jej twarzy, ale w naturalnym od ruchu, gdy się odwracał, od razu jego lewa ręka zmierzała do góry, jakby przeczuwał, że ma ją złapać. Był w końcu jasnowidzem — i choć żadna wizja mu nie dopomogła, przeczucie go nie zmyliło. Złapał ją w objęcia, chroniąc przed przykrym uderzeniem o posadzki i szczęśliwie zaparty na dwóch różnych stopniach utrzymał równowagę. Choć nie, to trwało tylko przez chwilę, w pierwszej fali. Zaraz po tym runął na schody wraz z nią, na swój kręgosłup, czując jak przy tym upadku odbiły mu się płuca, a każdy z dysków ułożył się pod innym kątem...
Nic ci się nie stało?, pomyślał.
— Coś ty sobie pomyślała...— mruknął, choć jego słowa oscylowały na granicy jęku i nerwowego prychnięcia. — Darcy...
Spojrzał na nią ze zmarszczonymi brwiami i podparł się ręką o stopień. Szybko otaksował ją wzrokiem, aby ocenić jej szkody. Siniak? Może dwa? na pewno nogi nie złamała, zresztą Tristan za to porachowałby mu kości.
Kto by pomyślał, że by się tym przejął.



pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Ramsey Mulciber
Zawód : Niewymowny
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler

Świat smakuje jak machora
a machora jak ten świat,
kiedy przyjdzie na mnie pora
sam wyostrzę czarny bat.
OPCM : 40
UROKI : 20 +2
ALCHEMIA : 0 +3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +7
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5 +3
Genetyka : Jasnowidz
Tamiza [czerwiec 1950] - Page 2 BfgY2uH
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-ursus#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Re: Tamiza [czerwiec 1950] [odnośnik]11.05.16 15:34
Zanim wpadła w jego objęcia, jej umysł odnotował jeszcze wąskie okienko, a za nim krajobraz Londynu z góry. To uświadomiło jej jak wysoko się znajdują, a przede wszystkim, jak wiele schodów dzieli ich od podnóża wieży. O wiele za dużo. Taki był jej ogólny wniosek, kiedy stracił kontrolę nad swoim ciałem. Chciałaby nim pokierować. Chwycić się czegoś, czegokolwiek, zdążyć wyciągnąć różdżkę, ale jedyny obiekt jaki miała przed sobą to w tym momencie Ramsey. Palce instynktownie zacisnęła na jego koszuli, prawdopodobnie twarzą lądując w jego piersi. Przez chwilę miała wrażenie, że mężczyzna opanował sytuację, ale nie próbowała się od niego oderwać próbując to sprawdzić. Słusznie, bo już w moment później poczuła bardzo nieprzyjemny łupiący ból w kolanie i w łokciu, chociaż w większym stopniu zamortyzowany przez ciało mężczyzny pod sobą. Być może, że krzyknęła krótko, zaskoczona, ale nie była do końca pewna czy ten okrzyk brzmiał tylko w jej głowie, czy odbił się echem od ścian wieży. Zsunęli się po kilku schodkach zanim zatrzymali się w miejscu, a Darcy w tym momencie obawiała się podnosić. Po pierwsze, w obawie przed tym, ze uszkodziła sobie coś, co nie zdradzało się dopóki pozostawała nieruchoma, a po drugie, chyba bardziej możliwe, miała wrażenie, że każdym ruchem mogła docisnąć ofiarę swojej niezdarności do stopni. Już teraz słyszała jego trochę stłumiony ton przy uchu. W końcu poruszyła jedną ręką, za przykładem mężczyzny, podpierając się na niej, kiedy uniosła się w górę. Czuła nieprzyjemne mrowienie i pieczenie na ręce, ale jej nie stało się wiele. Natomiast co do Ramseya nie była tego już taka pewna.
Nie zdążyłam… nic pomyśleć — mruknęła niezadowolona, że mógłby zakładać, że zrobiła to specjalnie. Dłoń instynktownie podniosła do jego policzka, opierając ją na nim, wpatrując się w jego tęczówki. Nie był chyba zły, ale w jego postawie dało się wyczuć wyraźnie tłumiony ból.
To twoja wina —mówiła jedno, ale wzrok powędrował od jego policzka w dół. Szukała oczywistych obrażeń, a chociaż na pierwszy rzut oka ich nie widziała, zmarszczyła brwi, wracając spojrzeniem do jego oczu, cofając dłoń od jego twarzy.
Możesz się ruszać? — z nią na piersi pewnie nie, ale nie była magomedykiem. Nie miała pojęcia czy lepiej go odciążyć czy nie zmieniać swojej pozycji.


Persuasion is often more effectual than force.


Darcy Rosier
Zawód : hipnotyzerka w rodowym rezerwacie w Kent
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Jeśli ktoś uprawia ze znawstwem sztukę perswazji, powinien wpierw wzbudzić ciekawość, później połechtać próżność, by wreszcie odwołać się do sumienia lub dobroci.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t2082-darcy-rosier https://www.morsmordre.net/t2119-arcobaleno#31733 https://www.morsmordre.net/t2120-no-mercy#31734 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t3412-skrytka-bankowa-nr-594#59045 https://www.morsmordre.net/t2125-darcy-s-rosier#31823
Re: Tamiza [czerwiec 1950] [odnośnik]11.05.16 23:46
Nieważne, czy zrobiła to specjalnie czy nie — dla niego liczył się skutek, a ponieważ był w stanie sobie wpoić każda myśl i przypuszczenie był zirytowany tym wszystkim. Tym, że go zgasiła, tym, że była taka niezdarna, tym, ze była tak blisko, tym, że tak bezceremonialnie sobie na nim leżała i pytała czy nic mu nie jest. W myślach miał najgorsze przekleństwa, ale miał w sobie jeszcze pozostałości nienagannego wychowania Rosierów, toteż przełknął gorzkie słowa. Zacisnął tylko zęby, skupiając się na sprawdzeniu, czy poza obitym kręgosłupem i żebrami ma w ogóle czucie w czymkolwiek.
— Kto by pomyślał, że Rosierówna może okazać się taką niezdarą. Twoje siostry mają więcej gracji od Ciebie — syknął, poruszając się pod nią nerwowo, a kiedy dotknęła jego policzka dłonią, z taką dziwną troską i przejęciem, na chwilę zastygł w bezruchu, patrząc jej w oczy. Chwycił jedną ręką za nadgarstek i zacisnął na nim smukłe palce, aby powstrzymać ją przed czarami jakie na niego rzucała. — Moja wina? Może narzuciłem zbyt szybkie tempo? Daj spokój, Darcy, sama chciałaś stąd iść. Nie wmówisz mi, że w jakikolwiek sposób się do tego przyczyniłem. Zawsze jedyne co robisz to zwalasz winę nad innych. Twoja bezkrytyczna osobowość nie zniosłaby takiej goryczy — powiedział sucho, patrząc jej prosto w oczy. Jakby jego osobowość była inna, a przecież robił dokładnie w ten sam sposób. Byli wiec zamknięci w układzie zbyt dużych zależności i podobieństw, drobnych różnic, które jednak okazywały się zbyt znaczące, aby mogli się dogadać. — Mogę. Ale nie licz na to, że zniosę Cię na dół tak samo jak wniosłem na górę. Teraz już wiem, dlaczego wolisz mieć sypialnie na parterze — dodał jeszcze z zacięciem. Chciał wstać, ale tkwiła na nim w takiej pozycji, że musiałby ją zrzucić z siebie, aby mu się to udało. A jakby miał ją zrzucić to tylko tak, żeby nie słyszeć jej biadolenia, a przerzucenie jej przez barierkę z tak niskiego poziomu graniczyło z cudem. — Potłukłaś sobie coś?— spytał, krzyżując z nią spojrzenie ponownie, licząc, że powie mu prawdę. A po chwili położył się ponownie w tej pozycji, w której wylądował, bo nie było mu wygodnie. Co prawa głowę miał stopień niżej, skierowaną w dół, a spływająca krew przyprawiła go o ból głowy, ale lepsze to niż wiercenie się, kiedy kant schodów wbijał mu się w lędźwie.
Zamknął oczy.
I pobył martwy przez chwilę.



pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Ramsey Mulciber
Zawód : Niewymowny
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler

Świat smakuje jak machora
a machora jak ten świat,
kiedy przyjdzie na mnie pora
sam wyostrzę czarny bat.
OPCM : 40
UROKI : 20 +2
ALCHEMIA : 0 +3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +7
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5 +3
Genetyka : Jasnowidz
Tamiza [czerwiec 1950] - Page 2 BfgY2uH
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-ursus#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Re: Tamiza [czerwiec 1950] [odnośnik]12.05.16 0:02
Jego prowokacja wcale na nią nie zadziałała. Wzruszyła bezradnie ramionami, wpatrując się w jego twarz, pozornie tylko po to, żeby nie przegapić żadnej jego reakcji, ale jednak, mimo wszystko, mimo pozy, przejmował ją jego stan. Nie odpowiedział jej, więc sama musiała wyciągnąć swoje wnioski.
A mimo to spędzasz swój wolny czas ze mną, a nie z nimi — słowa były być może butne, ale prawdziwe. Nie mówiła o dzisiaj. Dzisiejszy dzień zainicjowała trochę przypadkiem, a trochę podstępem. Prawda była jednak taka, że jeśli chodziło o Rosierów, z czasem, jaki spędzała z Ramseyem mógł konkurować jedynie Tristan. Uśmiechnęła się dlatego do niego kątem ust, podnosząc się trochę wyżej, upewniając się, czy nie spotyka się to z jego strony ze zbyt intensywną reakcją. Zamiast tego miała do czynienia z całą gamą słów, które spływały z jego warg, w tym momencie wykrzywiających się w bardzo satysfakcjonującym oburzeniu.
Skoro zbiera Ci się na cięte słówka to chyba wszystko z Tobą w porządku, Mulciber? — mruknęła nie komentując nawet jego prób wytrącenia jej z równowagi. Jeśli coś zaburzało jej spokój to tylko to, czego nie mówiła głośno i czego nie dawała po sobie poznać. Wielka niewiadoma, co do tego, czy coś mu się stało. Uspokoił ją dopiero jego pretensjonalny ton. Skoro miał siłę się rzucać i walczyć o wygrywanie słownych wojen między nimi, czy cokolwiek to dla niego było, to chyba rzeczywiście nie było z nim aż tak źle.
Jak ty się o mnie troszczysz — rzuciła przesłodzonym tonem utrzymując jego wzrok, ale nie odpowiedziała mu. Pokręciła tylko twierdząco głową. Coś tam sobie potłukła, ale to przecież było do przewidzenia. Nawet z najlepszą amortyzacją nie można było uniknąć kilku siniaków czy obdarć. W jakiś sposób pozostawała jednak podejrzanie usatysfakcjonowana tym położeniem. Kiedy mężczyzna opadł znów na schody, w końcu zsunęła się z niego, pochylając się w jednym ruchu w przód. Złożyła na jego czole krótki pocałunek, mrucząc:
Jesteś kochany, Ramsey — powiedziała to w sposób nieszczędzący ironii, chociaż prawdą było, ze dokładnie to samo w tym momencie pomyślała.
Ale nie za wygodnie Ci? — dodała siadając na schodach obok niego, dając mu kuksańca pod żebra. Niby niewinnie. Nie chciał jej powiedzieć, czy coś go boli to ona mogła to sprawdzić w praktyce.


Persuasion is often more effectual than force.


Darcy Rosier
Zawód : hipnotyzerka w rodowym rezerwacie w Kent
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Jeśli ktoś uprawia ze znawstwem sztukę perswazji, powinien wpierw wzbudzić ciekawość, później połechtać próżność, by wreszcie odwołać się do sumienia lub dobroci.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t2082-darcy-rosier https://www.morsmordre.net/t2119-arcobaleno#31733 https://www.morsmordre.net/t2120-no-mercy#31734 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t3412-skrytka-bankowa-nr-594#59045 https://www.morsmordre.net/t2125-darcy-s-rosier#31823
Re: Tamiza [czerwiec 1950] [odnośnik]12.05.16 7:41
Jakimś cudem przestał ją drażnić, ale miał wrażenie, ze to działało zawsze na odwrót. Gdy on bawił się w najlepsze, strojąc sobie z niej lekkomyślne żarty i uśmiechając się zupełnie niewzruszony, irytowała się i odwracała z wielką obrazą majestatu. Może właśnie dlatego pomimo różnicy wieku przez większość czasu jaki spędzała w Londynie byli na siebie skazani — żadne z nich w chwili najwyższego stadium dobrego humoru nie chciało odpuścić drugiemu i pozwolić mu na odejście, jakby to wiązałoby się z postawieniem grubej kreski podsumowującej ich relacje.
— Właśnie sam zastanawiam się dlaczego — mruknął pod nosem, raczej do siebie niż do niej i wygiął kręgosłup w łuk, odrywając go od schodów, które zdążyły się już wyraźnie odcisnąć na jego skórze pod ubraniami.
Nie zastanawiał się jednak nad tym zagadnieniem, nie chcąc trwonić czasu na zbędne szukanie zależności przyczynowo-skutkowych. Mógłby jeszcze się posądzić o jakąś słabość do siostry swojego niegdyś kuzyna. Głupotą byłoby też zrzucanie winy na parszywy los (może nie taki parszywy wcale?), łączący ich ścieżki. Po prostu zwykle działo się tak, że lądowali gdzieś razem, choćby tak jak eraz, na brudnej i zakurzonej ziemi. Kurz z pewnością pokrył piękną suknię Darcy, która przez większość czasu walczyła o to, by wyglądać nienagannie i odświętnie. Nie można jej było tego zarzucić, zawsze godnie reprezentowała siebie i swoją rodzinę. Była prawdziwą damą, już od najmłodszych lat, jakby to miała we krwi. Być może właśnie stąd wynikały drobne uszczypliwości Mulcibera.
— Ze mną zawsze jest wszystko w porządku. Miałaś do tego jakiekolwiek wątpliwości? Nic mi nie jest — odparł trochę na odczepne, bo irytowała go nawet ta sztuczna troska z jej strony. Przywykł do tego, że całe życie nikt nigdy go nie traktował w ten sposób, a ze wszystkim musiał sobie radzić sam, bo stary Rosier biorąc go pod swoje skrzydła najwyraźniej zapomniał, ze brak mu młodzieńczego wigoru i cierpliwości do opieki nad dzieckiem. — C...— Co. No najwyraźniej miało być "co", ale w całości, nawet jak na tak krótki wyraz, jedną sylabę nie wydostało się spomiędzy jego warg. Zacisnął je szybko, marszcząc brwi, bo najlepiej było ignorować jej zachowanie. Postanowił więc szybko zlekceważyć jej gest i tylko zmierzyć ją wrogim spojrzeniem, jakby właśnie wbiła mu nóż w plecy, a nie złożyła subtelny pocałunek.
— Prawdę powiedziawszy jest mi niezmiernie wygodnie, zupełnie jak w domu — rzucił lekkim tonem, kiedy oddychał już głęboko, leżąc z zamkniętymi oczami na schodach. Kiedy je otworzy zobaczył sufit. Wysoko, wysoko nad nim, w krzyżowym sklepieniu budowli. Deszcz chyba też przestał padać, bo wszystko ucichło. Wszystko, poza oddechem Darcy, która musiała o sobie przypomnieć. Zerknął na nią i chwilę tak popatrzył. Bez żadnej miny, bez wyrazu. Tak po prostu. I dopiero po chwili się podniósł, palcami przesuwając po żebrach, w miejscu, które dźgnęła, co odbiło się lekkim łaskotaniem.
— Niecierpliwa jesteś. Dobrze wiesz, że jak chcesz możesz iść — odpowiedział leniwie, zmieniając pozycję na stopniu tak, aby już nie tkwił plecami w dół, a siedział obok niej. Wydawała się przy nim drobna, choć wcale nie była mała, czy niska. — Nikt Cię tu nie trzyma, milady — odparł, podkreślając jej status i spojrzał na nią, uśmiechając się kącikowo, nieco sardonicznie.



pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Ramsey Mulciber
Zawód : Niewymowny
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler

Świat smakuje jak machora
a machora jak ten świat,
kiedy przyjdzie na mnie pora
sam wyostrzę czarny bat.
OPCM : 40
UROKI : 20 +2
ALCHEMIA : 0 +3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +7
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5 +3
Genetyka : Jasnowidz
Tamiza [czerwiec 1950] - Page 2 BfgY2uH
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-ursus#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Re: Tamiza [czerwiec 1950] [odnośnik]12.05.16 12:41
Widziała jego ostrzegawcze spojrzenie, ale z dużą precyzją postanowiła udać, że wcale go nie odnotowała. Pochylona lekko do przodu otrzepywała materiał z kurzu. Nie mogła używać czarów poza szkolą, dlatego musiała się tym zająć w ten bardzo prymitywny sposób. Wygładziła suknię, wnikliwiej przyglądając się otarciom na materiale i oparła się na jednej ręce z tyłu, wyginając się lekko w jego stronę.
Masz różdżkę? — wiedziała, że miał. Który czarodziej poruszał się bez niej? Pytanie zadała we wstępie, całkowicie nie komentując i tak bardzo retorycznego pytania zadanego przez Mulcibera. — Jak już zauważysz przykre niedogodności tych domowych warunków, jak brud, chłód i surowość stopni… mógłbyś?
Po tym, jak podniosła się, opierając się swobodnie ręką na jego kolanie, kiedy już siadł obok niej, stanęła przed nim, kilka stopni niżej, wskazując mu konkretne rozdarcie na sukni. Reparo powinno zadziałać. Co prawda nie doprowadzi sukni do tego samego idealnego stanu, co wcześniej, ale zatuszuje bardzo niekorzystną dziurę w materiale. Dopiero kiedy wstała poczuła wyraźniej, że nie tylko suknię sobie obdarła, ból w nodze upominał się o sobie, ale zgadywała, że Ramsey odczuwał go dotkliwiej na całym ciele. Nie było więc sensu żalić się z tego powodu głośno. Za to zanim zdążył jej odpowiedzieć, przesunęła się do ściany, opierając się o zimny mur plecami i dłońmi. Chłód przenikał przez nie tak bardzo grube warstwy materiału i docierał do jej skóry. Ona spoglądała na zewnątrz, zainspirowana jego wypowiedzią. Nie zauważyła tego, ale miał rację. Przestało padać. Jak tylko odnotowała ten istotny fakt, wróciła wzrokiem do niego.
Kto jak nie ja zadba o Twoją kulturę? Obiecałeś mnie odprowadzić do domu, panie Mulciber, a słowa danego damie – milady czy nie – należy dotrzymywać — zauważyła przejmując formalny ton wypowiedzi skoro Ramsey postanowił podkreślać statusy. To był dobry moment na opuszczenie wieży. Robiło się tu duszno, a wilgotne szaty czy włosy, po całej tej eskapadzie nie dość, że lepiły się do twarzy, to jeszcze pozostawały w lekkim nieładzie. Mimo wilgotności powietrza, lekko przemoknięte ubrania obniżały temperaturę ciała. Należałoby się rozgrzać, ruszyć gdzieś poza chłodne mury wieży.
Mi się nigdzie nie śpieszy, ale Tristan czekający na mnie w domu może być trochę innego zdania — mruknęła powołując się na brata tylko dlatego, że w tym momencie po raz pierwszy przypomniała sobie, że faktycznie wychodząc z domu zapewniała go, że nie będzie się długo szlajać sama po Londynie, co zresztą nie wypadało damie, a chociaż nie była sama, nie sądziła, żeby obecność Ramseya miała Tristana uspokoić.


Persuasion is often more effectual than force.


Darcy Rosier
Zawód : hipnotyzerka w rodowym rezerwacie w Kent
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Jeśli ktoś uprawia ze znawstwem sztukę perswazji, powinien wpierw wzbudzić ciekawość, później połechtać próżność, by wreszcie odwołać się do sumienia lub dobroci.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t2082-darcy-rosier https://www.morsmordre.net/t2119-arcobaleno#31733 https://www.morsmordre.net/t2120-no-mercy#31734 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t3412-skrytka-bankowa-nr-594#59045 https://www.morsmordre.net/t2125-darcy-s-rosier#31823
Re: Tamiza [czerwiec 1950] [odnośnik]16.05.16 19:48
Z reguły przyswajała tylko to, na co miała ochotę, więc ignorowanie jego ostrzegawczego spojrzenia nie była niczym nowym. Wydawało się, że igrała z ogniem i prowokowała go wtedy, gdy najbardziej chciał zachować dystans. On zaś wtedy przyglądał jej się beznamiętnie, a przynajmniej dużą dozą obojętności, kiedy otrzepywała się z kurzu i doprowadzała do porządku. Usiłowała, wyjaśnijmy sobie. Obrócił głowę nieco w bok i westchnął cicho, gdy tylko się odezwała.
— Mhm...— mruknął twierdząco, ze spokojem wyciągając różdżkę, by po chwili rzucić reparo na jej zniszczoną suknię i to tylko dlatego, żeby Tristan nie miał do niego pretensji o to, że zrzucił jego najdroższą siostrę ze schodów. Był przewrażliwiony na jej punkcie i łatwo mógłby nadinterpretować niektóre fakty,a  tego wolał uniknąć, szczególnie wtedy, gdy jego samopoczucie dalekie było od beztroskiego rozbawienia. Kurzem nie zamierzał się zajmować. Suknia i tak nadawała się do wyrzucenia, musiała więc zwalić to wszystko na pogodę i brud Londynu.
Przelotnie zerknął na jej dłoń, która zdecydowanie nie powinna się tam znaleźć. Szczęśliwie jemu to nie przeszkadzało. Bliskość fizyczna nigdy nie była dla niego problemem, na czym zawsze łapał się w kontaktach wyższych sfer.
Sam już zapomniał o łupaniu w kręgosłupie, choć pewnie szybko da mu się to we znaki gdy ponownie się położy. Jego postura raczej nie pozwalała na komfortowe upadki ze schodów. I rzeczywiście, wstał w końcu i przeciągnął się leniwie, jakby musiał wszystkie swoje kości i kręgi poustawiać właściwie. Dopiero po tym jego różdżka zniknęła za pazuchą, a on powoli, krok po kroku kontynuował zejście na dół. Nie było sensu zwlekać, skoro ona chciała wrócić do domu, a on znów miał wisielczy humor, zupełnie tak jak przed tym, gdy pojawiła się na brzegu Tamizy. Zagwizdał melancholijnie jakąś melodię, pewnie tylko znaną jemu samemu i zatrzymał się kilka stopni niżej, by wolno zwrócić twarz w jej stronę.
— Powinienem na Ciebie poczekać, czy będziesz patrzeć pod nogi, milady?— spytał, unosząc brew i otaksował ją spojrzeniem z góry do dołu. — Wolałbym nie złamać danej obietnicy, tym bardziej, że jesteś damą. A tym winien się szacunek oczywiście — mruknął z typowym dla siebie przekąsem, kiedy wchodził na ten temat i uśmiechnął się kącikowo, lekko, subtelnie.
Zeszli na dół i opuścili wieżę zegarową, by udać się do Dover, czyli tam, gdzie miał odholować lady Rosier.

/zt



pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Ramsey Mulciber
Zawód : Niewymowny
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler

Świat smakuje jak machora
a machora jak ten świat,
kiedy przyjdzie na mnie pora
sam wyostrzę czarny bat.
OPCM : 40
UROKI : 20 +2
ALCHEMIA : 0 +3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +7
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5 +3
Genetyka : Jasnowidz
Tamiza [czerwiec 1950] - Page 2 BfgY2uH
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-ursus#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Tamiza [czerwiec 1950]
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach