Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Gabinet Giovanny Borgii
AutorWiadomość
Gabinet Giovanny Borgii [odnośnik]24.04.16 23:56
First topic message reminder :

Gabinet Giovanny Borgii

★★★★
Gabinet Giovanny kolorystyką i wystrojem nie odbiega od standardów przyjętych w innych częściach Wenus. Królują tu biel i złoto, gdzie nie gdzie poprzetykane błękitnym elementami. W pomieszczeniu nie brakuje również włoskich akcentów: na masywnej komódce z stoi rzeźba toskańskiego koguta, zaraz obok maleńkiego drzewka oliwkowego. To tutaj najczęściej można znaleźć zarządcę przybytku, jeżeli nie widać jej nigdzie na sali restauracyjnej.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 20:50, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Gabinet Giovanny Borgii - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Gabinet Giovanny Borgii [odnośnik]24.07.20 21:21
Konkretny uścisk dłoni zapowiadał, że może w końcu spotka się dziś tu z kimś, kto nie będzie zamieniał się w plotącego trzy po trzy półgłówka chcącego jej się przypodobać. Albo plotącego trzy po trzy, bo rozpraszały go jej kobiece atrybuty – to jednak była jeszcze w stanie do pewnego stopnia znosić, tak długo jak nie plątało się to w żadne konkretne interesy.
Owszem, nie każdy może liczyć na takie przywileje – odparła, uśmiechając się nieznacznie, jednak nie był to wyraz jej domniemanej wyższości, a raczej uprzejmego dodatku do tego wstępu do ich dzisiejszego spotkania. Borgia wiedziała, że protekcja Francisa względem jej osoby dawała wiele możliwości, z których starała się racjonalnie korzystać.
Na wspomnienie Nokturnu na moment zamyśliła się, prędko kalkulując sobie, że nie było to miejsce, w które aktualnie chciałaby się udać. – Wątpię, by istniała taka potrzeba – delikatnie machnęła ręką, siadając za biurkiem. Bennett w liście wspominał, że jego współpracownik jest wystarczająco kompetentny i Borgia miała nadzieję, że tak właśnie było. Nie zawiodła się wcześniej na ich dilerze i wierzyła, że nie będzie tak też i tym razem. Nie była pewna, czy Bruno ryzykowałby tak lukratywną dla niego współpracę z Francisem i Giovanna przysyłając jej jakiegoś knypka bez głowy na karku – wciąż pozwalała sobie jednak na pewien margines niepewności, mając zamiar wybadać teren, po jakim przyszło jej stąpać.
Prostolinijność siedzącego przed nią czarodzieja była całkiem miłą odmianą od przewijających się przez jej gabinet wypachnionych modnisiów – z Wrońskim będącym równie interesującym odstępstwem od normy.
W porządku – odparła, całkowicie już w biznesowym tonie. Uwaga Matthew spotkała się z jej skinięciem głową i spojrzeniem posłanym w kierunku Dmitrija. Ochroniarz znał sposób, w jaki działał ten przybytek i w jaki miał dbać o bezpieczeństwo Borgii, toteż bez słowa opuścił pomieszczenie, by czekać na zewnątrz.
Jak najbardziej, dlatego się tu spotykamy – powiedziała, gdy zostali sami. Było to najbezpieczniejsze pomieszczenie w całym budynku, na równi z gabinetem Francisa; ten detal pozostawiła jednak tylko do swojej wiedzy. – Proszę mi pokazać, z czym pan dziś do mnie przyszedł – powiedziała, gestem dłoni wskazując mu powierzchnię mahoniowego blatu biurka. Scena należała do niego: jeżeli da jej wystarczająco interesujący spektakl będzie mógł liczyć na owację.


wszystkie jej słowa są żartem
jak już balować, to z czartem,

bardzo by kochał ją Makbet

Giovanna Borgia
Zawód : zarządzam Wenus, zaklinam
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

no one calls you honey
when you're sitting on a throne

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7919-giovanna-maddalena-borgia#225181 https://www.morsmordre.net/t7933-listy-do-g#226041 https://www.morsmordre.net/t7932-mow-mi-dobrze#226038 https://www.morsmordre.net/f248-pokatna-37-2 https://www.morsmordre.net/t7934-skrytka-nr-1917#226043 https://www.morsmordre.net/t7931-g-m-borgia#226024
Re: Gabinet Giovanny Borgii [odnośnik]25.07.20 18:35
Bott, to pułapka - powtarzałem sobie w myślach za każdym razem kiedy czułem ciągotkę coby sobie odbyć naoczną podróż po wzniesieniach tworzących dekoltową dolinę. Materiał sukienki opinał szczupłe ramiona dając mi mgliste wyobrażenie o tym co zmuszone są podtrzymywać i o tym, jak to ja bym, hehe, dopomógł sprawie. Byłem tu jednak z ramienia przyjaciela, który to wierzył że ogarnę dla niego interes i nie ważne jak pedalsko by to nie brzmiało - dla niego byłem gotowy zgrywać niedostępnego dla jakiejkolwiek pusi. A przynajmniej się starać.
- Tak więc wychodzi na to, że będziemy się widywali częściej - zawyrokowałem ze spokojem poprawiając kołnierz koszuli i pozwalając sobie sprawy pchnąć dalej. Potrzebowałem zacząć rozmowę o interesach bo takie wzroczenie się nawzajem w dziwnej ciszy i ukraińskim(?) gorylem za plecami zaczynało wprawiać mnie w niezręczność. Szczęśliwie ten trzeci pierwiastek dziwności został oddelegowany, ja sam jeszcze z uwagą obiegłem pomieszczenie starając się wypatrzyć nieistniejącą parę dodatkowych uszu. Oczywiście bezskutecznie. Skupiłem się potem na kobiecie pochylając
- Na start zacznijmy od omawiania tego co w ogóle jest obecnie dostępne bo rynek się trochę popierdolił. Diable ziele i rybka jak zwykle dostępne w każdej ilości. Tęgoskór dostępny jedynie w piędziesięciu uncjach i tylko do najbliższego wtorku - jest to rezerwa którą Bennett wywalczył i zawiesił w obrocie specjalnie z myślą o... tym miejscu. Producenci tych specjałów nie ulegli zmianie, jakość również. Bruno w dalszym ciągu jest bezpośrednim pośrednikiem dostaw - to było istotne. To, że nie była to zabawa w tym, że dostawca odsprzedawał dostawcy bo im więcej takich przekładanek tym więcej dziwnych rzeczy mogło się dziać z towarem. Nie musiało tak być, lecz tak przeważnie było - O pyle na razie można pomarzyć, chyba, że ktoś z odpowiednimi wpływami znalazłby miejsce w porcie dla francuskiego statku, który ma zamiar przepływać w okolicy pierwszego dnia lata... - zacząłem nieśpiesznie bo sprawa była trochę bardziej skomplikowana niż się początkowo mogło wydawać.


I'll survive
somehow i always do


Matthew Bott
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Wilkołak

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Re: Gabinet Giovanny Borgii [odnośnik]12.08.20 13:14
Ze swoim biznesowo uprzejmym wyrazem twarzy skinęła głową raz, krótko, potwierdzając wnioski wysnute przez Matthew. Tak, jeżeli tak się sprawy przedstawiały to najwyraźniej został jej nowym pośrednikiem, czy też Merkurym, jak zwykła ich nazywać. Pośrednicy, handlowe figury na szachownicy, posłańcy, ale też i niejednokrotnie złodzieje. Dlatego musiała mimo wszystko pozostawać czujna.
Borgia usiadła wygodnie w swoim fotelu i splotła razem szczupłe palce na krawędzi biurka, uważne spojrzenie kładąc na jegomościu przed sobą. Jej umysł pędził w kalkulacjach: nie musiała sprawdzać własnych zapisków, doskonale znała stan swojego zaplecza. Wiedziała ile czego posiadają i ile czego potrzebują, a także co będzie najszybciej schodzić. Znali upodobania swoich klientów nie tylko w sferze seksualnej: wielu z nich nawet nie zdawało sobie sprawy z tego, jak wiele własnych słabości i czułych punktów odsłaniali w zamian za kilka chwil rozkoszy i zapomnienia w tajemnej odskoczni kryjącej się za wykwintną restauracją i wiszącym na jej tyłach portretem Wenus.
Bruno zdobył jej szacunek ze względu na to, że jeszcze nie udało mu się zawieść jej oczekiwań w czasie ich długiej już współpracy. Ale wiedziała, że czarodziej miał również pewne oczekiwania co do niej w tej biznesowej wymianie: w ten sposób zabezpieczała dla siebie najlepszy, najczystszy towar. Dlatego z lekką satysfakcją skinęła głową na informację, że w ich dostawczym łańcuszku nic się nie pozmieniało. Zachowała nieprzenikniony wyraz twarzy kiedy Matthew wykładał jej to, jak się sprawy mają. Na komentarz pozwoliła sobie dopiero wtedy, kiedy czarodziej zamilknął.
Hm – mruknęła, przebiegając raz palcami op krawędzi biurka, wzrok przenosząc niby w zamyśleniu na złocone zdobienie biegnące wzdłuż krawędzi sufitu. – Bruno zawsze szczycił się swoim wróżkowym pyłem. Z tego co wiem to zdobył mu wielu wiernych klientów – oznajmiła, zerkając na Flume'a. – Jestem pewna, że gdyby ktoś zdecydował się mu pomóc to byłby wdzięczny – uśmiechnęła się w idealnie wyważonym geście. – Na pewno nie zapomniałby się odwdzięczyć, prawda? – zapytała, prostując się i opierając się nieco o biurko, przez co dekolt jej sukni stał się nieco bardziej widoczny. – Czysto hipotetycznie zakładając, panie Flume, że znałabym taką wpływową osobę, co dalej by się działo? – zapytała równie nieśpiesznie, przypatrując się swojemu rozmówcy z niewielką dozą zainteresowania w oczach.


wszystkie jej słowa są żartem
jak już balować, to z czartem,

bardzo by kochał ją Makbet

Giovanna Borgia
Zawód : zarządzam Wenus, zaklinam
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

no one calls you honey
when you're sitting on a throne

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7919-giovanna-maddalena-borgia#225181 https://www.morsmordre.net/t7933-listy-do-g#226041 https://www.morsmordre.net/t7932-mow-mi-dobrze#226038 https://www.morsmordre.net/f248-pokatna-37-2 https://www.morsmordre.net/t7934-skrytka-nr-1917#226043 https://www.morsmordre.net/t7931-g-m-borgia#226024
Re: Gabinet Giovanny Borgii [odnośnik]12.08.20 21:32
Nie byłem rekinem biznesu ale papugą - jedną z lepszych. Miałem w końcu nie małe doświadczenie w temacie, a że z Brunem trzymaliśmy sztamę od małolata ten nie musiał srać po gaciach, że spróbuję go wyrolować lub poprzekręcać jego słowa. Miało być jak chciał - tego się trzymałem nie zamierzając brylować jakąś własną inicjatywa czy czymkolwiek. Coś takiego jeżeli nie zabijało to wciskało w ciasne, ciemne pomieszczenie w Tower. Nikt z nas tego nie chciał - ani ja, ani on, ani też zapewne Borgia. Chociaż jej z nas wszystkich najmniej to groziło.
Podrapałem się pod brodą czekając aż się namyśli lub tez coś wymyśli - Ano, racja... - przyznaję jej w sumie od tak dla podtrzymania rozmowy przelewając leniwie głowę z lewa na prawo. Uniosłem nieco wyżej brew starając się jakoś poukładać do czego dążyła ale niestety byłem słaby w puzzle, a co gorsze byłem strasznie upodlonym sobą dlatego kiedy jej dwa bąbelki badały swoją siłę wyporu w sposób wyjątkowo niebezpieczny na materiale sukni tak jakoś przestałem cokolwiek kalkulować - Eeee....ahm, tak, jak pani zauważyła to ten - towar faktycznie jest piersiej klasy - ehm, tak, Bott, super ci idzie, pełna profeska - ...więc tak właściwie mój szef z góry przewidział tu pole do współpracy - kontynuowałem jednak mimo wszystko dalej bez większej spiny bo powiedzmy sobie wprost - oboje wiedzieliśmy że mnie molestowała i jeżeli miało ją cieszyć to, że mnie portki gniotą to chuj z tym, czego się nie robi dla uśmiechu wspólnika mojego wspólnika. Nie miało to mieć jednak wpływu na jakieś ustalenia bo ja nie byłem osobą decydująca o czymkolwiek -  Em, tak więc jedna trzecia załadunku należałby do was. Byłaby po cenie producenta plus jedna trzecia kosztu transportu czyli jakieś tam grosze już. Reszta byłaby Bruna z czego odprowadziłby pięć procent z zysku jeżeli statek będzie mógł bezpiecznie zacumować i nikt nie będzie się interesował jego istnieniem, tym co wiezie, a na trasie rozładunku nie pojawią się niepotrzebne patrole.


I'll survive
somehow i always do


Matthew Bott
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Wilkołak

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Re: Gabinet Giovanny Borgii [odnośnik]12.08.20 22:50
A jednak, typ drugi, pomyślała kiedy Flume zaczął nieco potykać się na swoich słowach. Wydawało się jednak, że miał nieco więcej kontroli nad samym sobą niż wielu innych przed nim: w końcu dalej był w stanie formułować składne zdania i przedstawić jej resztę planu Bennetta.
A pomysł ten był niezwykle klasycznym przykładem targu, którego chciałby ubić Bruno. Jego oferta była hojna, lecz jak zwykle było tu jeszcze nieco do ugrania. Wiedziała jak ważny jest dla interesu czarodzieja taki przemyt i była w stanie prędko skalkulować, jak duży zysk mu przyniesie.
Przyjmuję jedną trzecią załadunku, zgadzam się na opłatę w wysokości trzeciej części kosztów – przystała, lecz każde z nich wiedziało, co nastąpi za chwilę. – Ale – zaczęła, opierając się znów o oparcie fotela i nie pochylając się dalej lekko nad blatem – dobrze wiemy, że pięć procent to najlepszy dla Bruna scenariusz, a najgorszy dla mnie. Załatwienie glejtu na cumowanie, ominięcie kontroli celnej, cichy transport pod wskazany adres – to bardzo wiele zachodu. Wiadomo, jak teraz Ministerstwo jest wyczulone na wszelkie statki cumujące w Londynie. Powiem panu, panie Flume, jak to będzie teraz wyglądało – oznajmiła, spoglądając na czarodzieja bez cienia humoru. – Oboje wiemy, że o trzynastu procentach które bym rzuciła w próbie targowania się mogę pomarzyć. Zbije mnie pan do sześciu, może sześciu i pół, na co ja zacznę wymieniać wszelkie trudności z załatwieniem cumowania w całkowicie legalny sposób. Zaczniemy się przebijać pomiędzy jedenastoma a siedmioma. Bruno na pewno pana ostrzegł i wie, że mam prawo zażądać dziewięciu za tę współpracę, ale jako że żadne z nas nie chce stracić swojej sympatii to przedłużę mu ważność glejtu ze standardowych dwóch dni do tygodnia, dzięki czemu zmieści w okienku jeszcze jedną dostawę tego, co ma kolejne w kalendarzu, strzelam w widły i służący za przykrywkę propeller – powiedziała, nie spuszczając spojrzenia z Matthew i krzyżując ręce na piersi. – Z tej drugiej dostawy interesuje mnie tylko możliwość uszczknięcia towaru jako pierwsza – postawiła ostatni warunek i zamilknęła, pozwalając przeanalizować rozmówcy informacje, które na niego zrzuciła. Poświęciła przy tym chwilę milczenia na przyjrzenie się raz jeszcze mężczyźnie. Znów przez myśl jej przeszło, że musiało mu być nieco niewygodnie w tej szacie. Uśmiechnęła się w myślach do samej siebie: mogła mu oczywiście polecić dobrego krawca i zapomnieć o całej sprawie. Ale w sumie to mogła też mieć z tego trochę frajdy. Bruno pewnie znów by sobie ponarzekał, że demoralizuje mu jeszcze bardziej już i tak zdemoralizowanych wspólników... ach, decyzje, decyzje.


wszystkie jej słowa są żartem
jak już balować, to z czartem,

bardzo by kochał ją Makbet

Giovanna Borgia
Zawód : zarządzam Wenus, zaklinam
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

no one calls you honey
when you're sitting on a throne

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7919-giovanna-maddalena-borgia#225181 https://www.morsmordre.net/t7933-listy-do-g#226041 https://www.morsmordre.net/t7932-mow-mi-dobrze#226038 https://www.morsmordre.net/f248-pokatna-37-2 https://www.morsmordre.net/t7934-skrytka-nr-1917#226043 https://www.morsmordre.net/t7931-g-m-borgia#226024
Re: Gabinet Giovanny Borgii [odnośnik]13.08.20 17:47
Nie miałem w sobie za dużo samokontroli z czym wcale się nie kryłem, a raczej - z czym nie potrafiłem się kryć. Kiedy podsuwano mi pod nos szczodry półmisek (a nawet dwa..) deseru to się zwyczajnie śliniłem i momentalnie robiłem się głodny. Co zrobić. Z taką ułomnością się już urodziłem. Tak właściwie powoli zaczynałem przeczuwać, że nie bez pozoru Bruno wysłał akurat mnie, a odświętne szaty nie bez powodu okazały się szyte na kogoś węższego w barkach. Jakoś jednak starałem się udawać że nadążam za tym potokiem słów i rozważań którym zaczynała mnie zalewać. Podniosłem ręce wyżej tak, jakbym chciał zatrzymać pędzącą na przeciwnie ścianę rozdziczałych jednorożców.
- Hola, hola, hola księżniczko... Wydaje mi się, że nieco przeceniasz moją rolę w tym wszystkim. Ja tu nie przyszedłem w roli mediatora i nie mam zamiaru targować jakichkolwiek stawek, a nawet nie mogę bo lubię swoją głowę. Jak mówiłem, jestem tylko pośrednikiem, możesz mnie traktować jak memortka - powtarzam to co usłyszałem i nic więcej - przypomniałem wzruszając ramionami nie chcąc by dodawała mi więcej władzy niż miałem w rzeczywistości. Byłem chłopcem na posyłki i taką też tylko nosiłem odpowiedzialność - A zasłyszałem, że niekoniecznie to dla ciebie taki najgorszy interes. Bo nie jest to jedyny port w całej Anglii. Równie dobrze może coś się znajdzie na drugim krańcu kraju, być może transport do centrum okaże się bardziej kosztowny, pewnie też dłuższy, pewnie trzeba będzie opłacić pracę większej ilości ludzi, zorganizować większy budżet na łapówki bo nazwisko Bruna otwiera nieco furtek, lecz nie tyle co Lestange... - Wymieniam na palcach jednej ręki po tym jak nachyliłem się nieco w tym fotelu - I to nie jest tak, że pani ingerencja w sprawę jest potrzebna. Jest jeżeli życzy pani sobie dostać to co chce po cenie producenta, a więc po cenie która nie zapewni mojemu szefowi ani knuta zysku. Bez niej i tak dostanie pani to co chce za dwa lub trzy tygodnie już jednak z odpowiednią marża która zrówna komplikacje i nadmiar zmartwień. Proszę się jeszcze zastanowić i powiedzieć mi co mam mu przekazać ale podpowiem że znam go na tyle długo, że może uznać to za dość... bandycką ofertę - przymknąłem jedno oko robiąc nieco kwaśną minę. Nie groziłem, nie próbowałem przekonywać od tak starałem się jej doradzić by przypadkiem nie kursować w tą i z powrotem dziesięć razy. A może wynagrodzić widoki. Kto wie - Ma pani i tak pierwszeństwo, brak marży do jednej trzeciej załadunku pier...super jakości - uśmiechnąłem się szerzej ale kontynuowałem - on sam w geście uznania chce zrzec się kawałka swojego tortu, który będzie lepił przez najbliższe miesiące, a tu tak jeszcze wychylać się z żądaniem dokładki. Trochę wątpię, że przyjmie taki układ jako wyraz sympatii...


I'll survive
somehow i always do


Matthew Bott
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Wilkołak

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Re: Gabinet Giovanny Borgii [odnośnik]16.08.20 12:43
Jeżeli chwilę wcześniej Borgia rozważała czy by nie dopomóc jej rozmówcy z jego nieco zbyt ciasną szatą to kiedy się odezwał wszelkie takie myśli wyleciały z jej głowy niczym łaknące wolności ptaki przez otwarte okno. Włoszka obserwowała teraz czarodzieja z zupełnie innym rodzajem kalkulacji w spojrzeniu. Nie była pewna, z czym tak właściwie ma do czynienia: czy był to specjalny wybieg stosowany przez Bruno, który wytresował Flume'a według swojej całej wiedzy posiadanej o niej samej, czy też czarodziej przed nią był naprawdę wybitnym manipulatorem. Choć tak właściwie mogła to też nie być żadna z powyższych opcji. Mogła mieć przed sobą po prostu człowieka z głową na karku.
Oczywiście, mogła powiedzieć mu – w odpowiednio elegancki sposób – aby się gonił, ale byłoby to całkowicie nieopłacalne. Oczywiście mogliby spróbować wejść na wojenną ścieżkę, zniszczyć Bennetta i jego narkotykowe imperium, ale czy by im się to opłacało? Właśnie nie. Bruno był sprawdzony. Dopóki nie sprawiał im kłopotów należało więc dopilnować, aby zostało to wszystko tak, jak było ułożone od długiego czasu.
Dobrze więc – powiedziała, poprawiając obszyte czarną koronką mankiety. – Opłacenie trzeciej części transportu, trzecia część załadunku po koszcie producenta, pięć procent zysku z reszty. Transport na mieście pójdzie na mnie. Bennett dostanie pozwolenie na cumowanie na okaziciela, ważne tydzień. Oczywiście sprawdzimy towar przed ubiciem targu, a przy najbliższych dostawach chcę wiedzieć jako pierwsza – oznajmiła, po czym wstała. Był to niewątpliwie znak na koniec rozmowy. Wyciągnęła znów rękę do Matthew, lecz tym razem nie puściła jej od razu, zaciskając palce mocniej i przytrzymując go w miejscu. Uśmiechnęła się do niego, lecz pociągnięte czerwoną szminką usta nie wyglądały całkowicie przyjaźnie. W czekoladowych oczach Giovanny coś błysnęło.
Niech pan jednak pamięta, panie Flume, że zwykłam prosić o coś tylko raz – zaczęła, cicho i powoli. – I proszę, żeby nie nazywał mnie pan księżniczką, bo nią nie jestem. Żadna księżniczka nie zapracowała sama na to, co ma – powiedziała, po czym puściła rękę czarodzieja. W tej samej chwili drzwi gabinetu otworzyły się, a ochroniarz gestem zachęcił mężczyznę do opuszczenia pokoju.

| zt x2


wszystkie jej słowa są żartem
jak już balować, to z czartem,

bardzo by kochał ją Makbet

Giovanna Borgia
Zawód : zarządzam Wenus, zaklinam
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

no one calls you honey
when you're sitting on a throne

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7919-giovanna-maddalena-borgia#225181 https://www.morsmordre.net/t7933-listy-do-g#226041 https://www.morsmordre.net/t7932-mow-mi-dobrze#226038 https://www.morsmordre.net/f248-pokatna-37-2 https://www.morsmordre.net/t7934-skrytka-nr-1917#226043 https://www.morsmordre.net/t7931-g-m-borgia#226024
Re: Gabinet Giovanny Borgii [odnośnik]16.12.20 13:53
11.08

Już nieco podpity zjawiam się u drogiego kuzyna. Nie spodziewał się mnie, czy z jakiegoś innego powodu zamiast do swojego gabinetu, prowadzi mnie do innych drzwi? Znam to miejsce, ale nie na wylot. Byłem tu może kilka razy, jednak prawie zawsze upieram się, żeby nie jeść na sali, ale w gabinecie Francisa. Musi mnie mieć za szczególnego dziwaka, ale Merlin mi świadkiem, że nie znoszę, kiedy czuję wzrok obcych ludzi na sobie. A kiedy bywam w Londynie (a jest to baardzo rzadko), to prawie ciągle mam wrażenie, że ludzie się mi przyglądają. To znikanie jeszcze większej dodaje mi tajemniczości, a owa pracuje na wzrost mojej popularności. Mawia się w Londynie, że wstydzę się pokazywać, bo moja twarz zdobywa serca tak wielu dam, a ja nie mam natury łamacza serc - dbając więc o ich samopoczucie, wolę usunąć się w cień. Inna plotka głosi, że nie jestem wcale przystojny, a wręcz jestem odrażający, dlatego nie pokazuję się publicznie, by nikt nie musiał obserwować mego zdeformowanego oblicza. Podobno mam nałożone zaklęcie, które działa tylko przez pierwsze piętnaście minut spotkania, więc zawsze dbam o to, żeby nie spędzać z ludźmi więcej niż kwadrans. Jest jeszcze przypuszczenie, że Lord Carrow już dawno nie żyje, a ja jestem jego sobowtórem, zatrudnionym przez nestora rodu, który chce ukryć, że zabił swego krewnego. Podobno prawdziwy Lord Carrow miał garba i pierwsze siwe włosy, so tego kuleje na lewą nogę, albo ma niesprawną rękę. Plotki lubią tajemnicze persony, a ja dbam o swoją prywatność. Niestety, żadna z powyższych plotek nie jest prawdziwa, no może prócz tej o siwiźnie (którą postanowiłem usunąć wycinając siwe włosy), a co za tym idzie pozostaje wyjaśnić po co ta cała zabawa? Otóż, rzecz nieco wstydliwa, ale ja się po prostu nie czuję najlepiej w grupie ludzi. Miałem swój okres brylowania na salonach, miałem też czas wypraw zamorskich, ale odkąd osiadłem w Anglii uczucie niepokoju powróciło i staram się uczestniczyć w najmniejszej możliwej ilości spotkań towarzyskich.
Sama obecność w Londynie w dniu dzisiejszym to jakie trochę wydarzenie miesiąca dla mnie. Miałem dzień zajęty od bladego świtu aż po późne popołudnie, bo specjalnie tak sobie ustawiłem wszystkie spotkania, żeby załatwić sprawy szybko i nie musieć wracać do stolicy w najbliższym czasie. Ucieszyło mnie, że udało mi się zakończyć ostatnie spotkanie przed godzinką, bo dzięki temu miałem możliwość odwiedzenia mego drogiego kuzyna. Z Lestrangami byłem chyba najbliżej, bo przez to, że moja matka, która należała do tego rodu, umarła przy porodzie szukałem w kuzynostwie śladu charakteru rodzicielki. Z Evandrą kontakt miałem przedni, ale wiadomo, że nie rozumiałem jej tak dobrze jak drugiego chłopaka - Francisa. Przy Evandrze kładzenie nóg na stole było już okazaniem wygody, natomiast z Francisem wygodą było picie ognistej na czas. Zupełnie inna dynamika, zupełnie.
Przechodzimy korytarzem restauracji Wenus, zwyczajem lordowskim nie patrzę w twarze obsługi, ale wydaje mi się (co odkrywam ze zgorszeniem wymierzonym w siebie samego), że rozpoznaję co drugą panienkę (i to tylko po sylwetkach). Czy one wszystkie zmieściły się w moim ponurym skrzydle Sandal Castle za jednym razem, czy to może efekt zamawiania "na wynos" przez ostatnie dwa lata? Daniel mi załatwiał różne panie, żebym się nie nudził, albo żebym poprawił sobie humor, ale teraz mam wrażenie, że miał chyba tylko jedno miejsce w którym je znajdował. Dobrze, że są wychowane i żadna z nich nie postanowiła wstać od gościa swojego i pójść za mną spytać się dlaczego już jej nie zapraszam.
W końcu dochodzimy do tego gabinetu na którym ewidentnie nie ma napisu do kogo należy, ale kiedy tylko weszliśmy, to perfumy Madamm Borgii zaraz uderzają w moje nozdrza. Ją poznałem tylko dwa razy. Za pierwszym razem była przyjemniutka, dbała o to, żeby wszystko było jak należy. Za drugim coś mi się w niej nie spodobało, może to, że pokazała, że ma charakter? Była niezadowolona z tego, że wywożę jej dziewczynki poza Wenus i obiecała, że jeżeli cokolwiek się z nimi stanie, to ja za to zapłacę. Nie wiem czy to miała być groźba, ale dalej zamawiałem panie do Yorku. Wolę grać na moim terenie.
- No nie mów mi, że uznaliście, że będzie wam wygodniej w jednym gabinecie? Czy ta kobieta może jeszcze bardziej owinąć cie sobie wokół palca? - parsknąłem śmiechem, a że jestem po całym dniu spotkań biznesowych, to miałem już mglisty od alkoholu wzrok, a myśli konkretne i czepliwe. Obkręciłem się wokół własnej osi i uznałem, że najlepszym miejscem na spoczecie będzie złota kanapa. Zanim jednak do niej dotarłem, zatrzymuję się przy rzeźbie koguta. - To jest COŚ, załatwisz mi takie coś?
Ares Carrow
Zawód : biznesman, zarządca w stajniach
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Hard work and ambition are vulgar.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8988-ares-carrow https://www.morsmordre.net/t9000-cooper#270633 https://www.morsmordre.net/t9001-ares#270653 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9139-skrytka-nr-2118#276166 https://www.morsmordre.net/t9066-a-carrow#319475
Re: Gabinet Giovanny Borgii [odnośnik]17.12.20 11:55
Intensywnie myślę o moim pomarańczowym soku. Przez bite trzy godziny sączę szklankę za szklanką, powoli, lecz nieustannie. Cztery, tyle wypiłem, czyli łącznie około litr soku, który tak naprawdę do końca mi nie smakuje. Coś jest z nim nie tak, lecz dalej nie potrafię dociec powodu, który sprawia, że wcale nie pożądam następnego, kojącego łyku. Znajome jest dla was uczucie, kiedy zdyszani wbiegacie na n-te piętro, przypadacie do butli wody, czy kielicha schłodzonego wina, wychylacie go duszkiem do dna, a po wszystkim ocieracie usta z ostatnich kropel i łapiecie zgubiony oddech? Tego chciałbym właśnie doświadczyć: pełnej satysfakcji z mojego napoju. Tymczasem, jest dobry i nic więcej. Żadnych fajerwerków w gardle, żadnej ekstazy płynącej w dół przełykiem. Nie rozumiem. Przecież wcześniej był idealny, a wyciskają go te same ręce. Zero cukru, słodzików, barwników, zero miąższu. Specjalnie dla mnie odsączają go ze wszelkich farfocli. Irytuje mnie rozwarstwiające się jedzenie - włókniste szparagi, fasola z łykiem, biedne kawałki owoców w jogurtach, ugh, nie mogę ich znieść. Może to zatem inna odmiana pomarańczy? Skąd my je bierzemy w ogóle? Tu wiarę pokładam absolutnie w Ginnie, sam mogę zamawiać wino i zaopatrzenie na nasze tematyczne karty, ale zabawę z pastą, burratą i całym tym włoskim sajgonem zostawiam jej. Litr wypitego soku w każdym razie - jak było to do przewidzenia - wzmaga moje parcie na pęcherz. Chwała Merlinowi prywatnym łazienkom w naszych gabinetach, bo ktoś czekając na swoją kolej, mógłby się zniecierpliwić. Leję naprawdę długooooo, aż sam się dziwię, bo oddaję chyba nawet więcej, niż przyjąłem. Czy to w ogóle możliwe? Czy z moim organizmem coś jest nie tak? Jezu. Blednę, bo przypomina mi się o kontroli u uzdrowiciela, na którą oczywiście NIE poszedłem. Tabletki, tabletkami, ale co, jak dziad mi powie, że zaszły już nieodwracalne zmiany i powiedzmy, niedowład prawej ręki to pewnik? Chyba czas mi już do grobu i umierać, kiedy, jak nie teraz, może dadzą mi łatkę bohatera narodowego albo zrobią ze mnie męczennika. Niby fajnie, lecz z drugiej strony: przeraża mnie, że samą tylko śmiercią przysłużyłbym się propagandzie.
I to bardziej, niż gdybym był cały, zdrowy i zaangażowany.
W dywersję, co nie.
Ale tylko się droczę, no time to die, po prostu okazjonalnie lubię sobie pocierpieć, powzruszać się i poględzić. Medytując nad pieprzonym sokiem pomarańczowym o zmienionym składzie, jakby nie piętrzyły się nade mną inne problemy. Czasami, gdy wyobraźnia ucieka mi za daleko, wyobrażam sobie, że jestem Atlasem, ale na moich ramionach prócz globu, kiwa się cała sterta pudeł. Najgorsze, że nie są posortowane wielkością, więc duże chwieją się na małych i czasem taki karton po butach utrzymuje na sobie taki po szafie. Andrzej, to jebnie. Nie wiem, skąd w tych fantazjach pojawia się nasz cieć, ale przynajmniej będzie raźniej. Na razie wychodzi mi to balansowanie, ale jeszcze trochę, a cały ciężar z moich barków posypie się, jak spadające małpki. Póki co, jedyne co mi spada, to cukier - po tej całej fruktozie? Dziwne. Zaczynam czuć senność, ale wtem z marazmu wyrywa mnie kierujący służbą Giovanni, anonsując przybycie mego kuzyna. Niech się dzieje wola nieba, muszę stawić czoła temu bykowi. Witam się z nim uściskiem dłoni i prowadzę go za sobą, drogą odmienną, niż zazwyczaj, wiedząc, że nie warto mu proponować stolika w głównej sali. Skoro Ares woli spożywać posiłki samotnie, bez dodatkowych atrakcji jak orkiestra i elegancka obsługa, jego wola. Zresztą - z naszych szczenięcych lat pamiętałem, że jadał dość nieestetycznie, choć równie dobrze mogła to być czysta pokazówka przed starymi. Znam te sztuczki, ale niestety mój ojciec prędko się na nich poznał. I częściej, niż odsyłany do jedzenia ze służbą, odsyłano mnie do pokoju. Na głodniaka. Niezbyt zdrowa dieta dla dorastającego chłopca, lecz przecież później i tak większą część roku spędzałem w Hogwarcie.
-Giovanna ma dziś wychodne, a ja w swoim gabinecie testowałem najnowsze łajnobomby. Nie chciałbyś tam teraz wejść, uwierz mi. Generalne wietrzenie, służba też uwija się jak może, ale nadal: śmierdzi tam straszliwie - wyjaśniam uprzejmie kuzynowi, niewiele sobie robiąc z jego zaczepki. Prawdziwej, w istocie, jestem miękki, a przy Ginnie to topnieję w zupełności, jak masełko rozpuszczane na patelni. Daję jej nosić spodnie, bo na co dzień nie może, a mi to nie przeszkadza - właściwie, w spódnicach wyglądam całkiem-całkiem. Tylko do tego mu się nie przyznam.
-Na twoim miejscu bym tego nie ruszał - ostrzegam Aresa - Giovanna zna się na klątwach i bardzo nie lubi, kiedy się dotyka jej... jej rzeczy bez pytania - kontynuuję, uśmiechając się lekko - co cię sprowadza? Wino i papierosy, czy potrzebujesz dziwki? - pytam, wyciągając kopyta na obitym perkalem podnóżki - mówisz-masz - dodaję ciszej, ale wciąż - by usłyszał. Przekąs działa, jak zimny prysznic. Trzyma na powierzchni.


Tak, możesz zapalić znicz
Chociaż wiem, że już nic
Mnie nie czyni człowiekiem
Morgan Szalbierz
Zawód : staram się
Wiek : 32
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
I Tend The Light
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Duch
Gabinet Giovanny Borgii - Page 2 0a8b1-img_1302
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7974-francis-m-lestrange https://www.morsmordre.net/t8044-don-juan https://www.morsmordre.net/t7982-zaciekaw-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7980-skrytka-bankowa-nr-1928 https://www.morsmordre.net/t8093-fransua-lestrange
Re: Gabinet Giovanny Borgii [odnośnik]20.12.20 20:50
- Pomyślałby kto, że skoro masz biznes do zarządzenia, to nie będziesz zachowywał się jak piętnastolatek, a jednak jest inaczej - zakpiłem, na wieść o łajnobombach. Tak, dobrze, że nie chciał poakzywać mi gabinetu po wybuchu owych, chociaż przychodzi zastanowić się, czy nie oszukuje mnie z powodem? Moja romantyczna część duszy pragnie wierzyć, że nie pokazał mi wnętrza gabinetu, bo skrywa tam swoją kochankę. Moja obojętna część duszy jest zaś przekonana, że Francis nie ma nic do ukrycia, a nawet jeżeli ma, to ma do tego całkowite prawo i wcale mnie nie interesuje co tam ukrywa.
Albo kogo.
Obserwuje oddanego w kamieniu koguta. Jego pióra sterczą na wszystkie możliwe strony, a ich krawędzi przypominają sztylety. Kogut, jak na magiczną rzeźbę przystało, nie stoi nieruchomo. Widzę jak odwraca łeb w moją stronę i bacznie spogląda to jednym, to znów drugim okiem. Piękna robota.
- A im w twarz też mówisz, że są dziwkami? - zastanawiam się, to nawet fascynujące, ten cały styl życia według Giovanny i Francisa. Jak przekonać młodą zgrabną dziewczynę, żeby pracowała dla burdelu i jednocześnie nie obrazić jej oceną, że na nic więcej jej nie stać. Przecież nie jest warta nawet tych galeonów, które zostawiają klienci. Dom bierze połowę, a może i więcej. Ja nie wiem, mnie nie pytajcie. Nawet mnie za bardzo nie poruszają losy tych dziewcząt. Zastanawiam się raczej nad tym, jak trzeba być uczonym w sztuce manipulacji, żeby doprowadzić do tego, że dziewczęta oddaja ci pieniądze za to, ze pracują ciałem dla ciebie. Trochę podziwiam w tym mego kuzyna. Ja, mimo, że buzie mam przyjemną, ciało bardzo atrakcyjne, a zasoby portfela powalają, nie umiem "poderwać" dziewczyny. Daniel zajmuje się wskazywaniem dziewczetom moich drzwi, odkąd na piątym roku potrzebowałem partnerki na bal zimowy. One się pojawiają, już wiedząc, że spytam je czy będą moimi partnerkami, ale tylko jeżeli mają odpowiedzieć tak. Dlatego też te dziwki Lestrange'a przyjeżdżają w określonym celu prosto pod moje drzwi.
Otrzepałem ręce i nie dotykam już koguta, chociaż wiem, jak bardzo pasowałby mi do toalety. Taki dostojny, idealny na długie siedzenie na tronie. Mógłbym dumać, patrząc na znamienity jego kształt.
- Droczę się. Kuzynie, nalej mi mocnego drinka, jestem w odwiedzinach w Londynie i zapragnąłem cię zobaczyć. Powiedz mi jak się trzymasz, jak idzie biznes i czy masz godną konkurencję? - zastanawiam się czy po wyludnieniu z mugoli całego Londynu Francis ma więcej czy mniej gości. Może ktoś uznał, że założy podróbę Wenus w miejscu, gdzie niegdyś mugole mieli swoje... magazyny... nie wiem co robią tacy mugole w czasie wolnym, ale na pewno opuścili wiele nieruchomości, które dziś mogłyby zamienić się chociażby na burdele.
Odwracam się do niego i pokazuję mu dłonią, żeby siedział, za to ja idę nam nalać. Już jestem po kilku wstępnych, więc wcale nie zważam na żadne konwenanse. A te dziwiki, hm, no tak, w sumie mogłyby one nam zrobić drinki.
Ares Carrow
Zawód : biznesman, zarządca w stajniach
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Hard work and ambition are vulgar.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8988-ares-carrow https://www.morsmordre.net/t9000-cooper#270633 https://www.morsmordre.net/t9001-ares#270653 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9139-skrytka-nr-2118#276166 https://www.morsmordre.net/t9066-a-carrow#319475
Re: Gabinet Giovanny Borgii [odnośnik]21.12.20 20:29
-A co ma jedno do drugiego - prycham, rozwalając się wygodniej na fotelu. Przerobiłem już chyba wszelkie pozycje i nadal nie potrafię znaleźć tej jednej, idealnej, która powstrzyma mnie przed nieustannym kręceniem. Robaki w dupie, tak mówiła panna O'Mackey, kiedy widziała, że nie mogę usiedzieć przy stole. Była straszna, miała wąsa i przed nikim nie czułem takiego respektu, jak przed nią. Ojcu się to nie podobało, więc ją odprawił. Jestem jednak pewny, że sowicie ją opłacał i że przez te wszystkie lata słała mu listami instrukcję mojej obsługi - wiesz, po co pracuję? - rzucam mu brzoskwinię ze srebrnej misy z owocami stojącej przede mną. Odkąd braknie mango, musiałem przerzucić się na coś innego - żeby żyło mi się przyjemnie. Tym procentuje praca, wiesz, obradza w reputację, kapitał, którym można obrócić, wymienić go na jakieś dobra i tak dalej - robię kuzynowi wykład z podstaw ekonomii dla opornych, chociaż jest w niej równie biegły, co i ja. Drobna satysfakcja cieknie mi z kącika ust, kiedy tak się na nim wyzłośliwiam, na jego własne życzenie - nakręcam biznes, on robi na mnie, nie ja na niego. I dlatego, jeśli życzę sobie na przykład, beztroski, sprawiam ją sobie w dokładni taki sposób, na jaki mam ochotę, korzystając z środków, które posiadam. Tak robią dorośli. Żaden piętnastolatek nie weźmie pod uwagę zmiennych - tłumaczę fundamentalne różnice, między nastoletnim chłystkiem, a mną. Kurwa, wszystkich tak samo bawią żarty o pierdach i kutasach, tylko że jak masz trzydzieści lat, to nagle zakazują opowiadać ich przy stole, więc chichramy sobie z nich, jak te hieny, ale po kątach. Przynajmniej on, ten szakal - słucha mnie i zostawia biednego koguta w spokoju. Nie wiem na pewno, czy ciąży na nim jakieś paskudne przekleństwo, ale wiem, do czego zdolna jest Giovanna i jej drobne dłonie. Oblizuję się, cóż, teraz jej nie ma, więc musimy radzić sobie sami.
-Nacechowanie słowa jest mocno uzależnione od intencji. Na przykład, ja nie uważam, by sposób, w jaki moje pracownice zarabiają na życie był dla nich w jakiś sposób degradacją. One wiedzą, że je szanuję, więc nie przeszkadza im, kiedy używam wyrażenia w powszechnym mniemaniu pejoratywnego - dziwka, rzeczownik w liczbie pojedynczej, rodzaj żeński. Oznacza kobietę, która uprawia seks za pieniądze - nie ja zrobiłem je ofensywnym, ale możemy spróbować tego z jakimś innym, na przykład... - urywam na moment, zastanawiając się intensywnie nad wystarczająco dobrym przykładem - nazwać cię parówą - no olśniło mnie - parówa - syczę z lubością, z pogardą, którą podkręcam to określenie, by wykrzesać zeń maksymalnie dużo złego - i już się robi nieprzyjemnie - taki wysuwam wniosek, wsuwając sobie do ust zaczarowanego papierosa. Skończyły mi się akurat moje, ale na szczęście faje Ginnie trzyma na wierzchu.
-Chcesz jednego? - pytam przez zęby, mało w nich tytoniu, kopcę dla samego kopcenia i trzymania czegoś między wargami. Gdy fajka się żarzy, na nasze perfumy nakłada się ciężki zapach piżma, który mnie doprowadza do ataku kaszlu. Amatorszczyzna.
-Whisky? Zielona Wróżka? Zdążyłeś się już znudzić Toujours Pur? Tutaj zamawiają go tylko największe snoby - zdradzam mu wieść zza kulis, gdy nikt nie patrzy, szlachta wali to samo, co plebs. Ile tej pieprzonej nalewki trzeba wypić, żeby się nawalić? I to jeszcze: na czysto, to jest zabawne tylko wówczas, gdy obserwuje się siedemnastolatków, przekonanych, że właśnie posmakują ambrozji. Tak kurwa, z zatopionym wężem w środku - wojna jest męcząca Ares i chciałabym, żeby już się skończyła - wzdycham, bo to mnie marnuje, waga mi skacze jak szalona, skóra szarzeje, a starczy trochę poczekać i wraz z rozumem, stracę też rodzinę - ciebie też tak dojeżdża, co? - skoro wpadłeś, zapewne, wyciągam rękę za oparcie fotela i ciągnę za szarfę za sobą. Srebrne dzwoneczki dzwonią, a z korytarza rozlegają się kroki - jak nie chcesz się całować, to mogą ci robić za stolik pod kieliszek - mówię, leniwym machnięciem różdżki otwierając drzwi, gdy rozlega się pukanie. Stadko dziewcząt jest wdzięczniejsze niż zwykle. Podłe zdrajczynie. Ciekawe, czy u niego żyłoby się im tak dobrze, jak u mnie.


Tak, możesz zapalić znicz
Chociaż wiem, że już nic
Mnie nie czyni człowiekiem
Morgan Szalbierz
Zawód : staram się
Wiek : 32
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
I Tend The Light
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Duch
Gabinet Giovanny Borgii - Page 2 0a8b1-img_1302
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7974-francis-m-lestrange https://www.morsmordre.net/t8044-don-juan https://www.morsmordre.net/t7982-zaciekaw-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7980-skrytka-bankowa-nr-1928 https://www.morsmordre.net/t8093-fransua-lestrange
Re: Gabinet Giovanny Borgii [odnośnik]11.01.21 21:02
Łapię brzoskwinię w dłoń. Jest wyjątkowo dojrzała i to mi nawet przez chwilę przypomina obleśnie brzmiącą historię, którą zasłyszałem od pewnego koelgi, kiedy miałem ledwo ponad 19 lat i wyjechałem na swoją pierwszą prawdziwą podróż zagraniczną. Kolega twierdził, że jeżeli chcę poczuć największą rozkosz, jaką mogę sobie zapewnić w samotności pokoju, to muszę koniecznie zaprzyjaźnić się z owocami. W tym momencie mógł zgubić me zainteresowanie i mało brakowało, a wcale bym nie dosłyszał tej historii do końca. Nie brzoskwinia padła wyborem mojego kolegi, ale wielki dojrzały melon. Z rozbrajającą obrazowością, opowiadał mi kolega jak owy melon oraz widok na przebierającą się z drugiej strony ulicy sprzątaczkę, doprowadził go do wielkiej ekstazy. Gdyby ktoś mnie wtedy zobaczył! Czerwień uszu dochodziła do purpury, kiedy starałem się oddychać spokojnie słuchając i jednocześnie jasna sprawa wyobrażając sobie, jak słodkie musiało być to przeżycie. Od tamtego pamiętnego popołudnia, zacząłem zupełnie inaczej spoglądać na owoce. Na kobiety też. Na to, jak noszą koszule, jak odpinają odpowiednie guziczki, żeby zachęcić młodzieńczy wzrok do pójścia kuszącą ścieżką. Zacząłem też pojmować, że specjalnie zostawiają uchylone drzwi, zapalają nocą światło w pokoju, kiedy się przebierają. Kobiety kochały to uczucie, kiedy podziwia się ich ciało. Myśląc kobiety, nie miałem w głowie żadnej z angielskich cnotek, ale prawdziwie ognistokrwiste damy południa, które uśmiechem i błyskiem w oku, witają cudzoziemca. Takich dam obraz mam w głowie za każdym razem, kiedy już bez melonów, ale dogadzam sobie w samotności. I chociaż bez owoców, to słodki smak w ustach pojawia się przypadkiem. Takich kobiet też udało mi się zasmakować do tej pory. Przebiegłych w swej sztuce urodzenia, podatnych na me amory (których przejawem jest tylko zimne, władcze spojrzenie, nie jestem bowiem bogiem słowa). Jestem przekonany, że innych kobiet smak mnie nie interesuje, dlatego też kiedy później pojawią się w gabinecie im podobne, ucieszę się, nagle zapominając że chciałem wziąć sobie na wynos dania.
Póki co trzymam brzoskwinię, ściskam lekko i czując jak skórka pęka, biorę sobie gryza. Przy słodyczy owoca przychodzi mi się delektować również wykładem kuzyna. Unoszę lekko brew zadowolony chyba z odpowiedzi, a kiedy kończy, ja też przełykam i podsumowuje:
- Tylko pozazdrościć takiej pracy, kuzynie, chociaż nie zamydlisz mi oczu, podejrzewam że mimo tego co mówisz, nie jest to tak przyjemne jak byś chciał utrzymywać. Weźmy na przykład panie -chyba odpadł by mi język, jakbym nazwał je dziwkami, skoro nagle są dla mnie paniami . Panie nie zwykły robić tego, co oferują te od Lestrange'a. - Zawsze zastanawiałem się, czy dama serwująca herbatę cały dzień, pija ją w domu. Albo czy ty... Francisie. Czy ciebie jeszcze podniecają kobiety?
Ciekawy byłem też tego, czy na przykład nie miałby ochoty czasami spróbować chłopca. Tak, tak, wynaturzenie, blabla. Moje pytania czasami są może zbyt bezpośrednie, ale to ja - który wystraszyłem na sabacie podsuwaną mi panienkę pytaniem, czy miałaby coś przeciwko, gdybym miał kochankę na boku. Tak się oburzyła, że zaraz wzięła ślub z lordem... a nie pamiętam nawet jego nazwiska. Zadowolony z siebie, jem brzoskwinię, kiedy jednak zostałem ochrzczony parówą, ciskam mokrą pestką w kuzyna, tym samym odpłacając mu się za głupie żarty. Gdybym miał charyzmę porównywalną z takim Skamandrem (moim byłym kolegą z Hogwartu), odpowiedziałbym teraz kuzynowi równie wulgarnie, mówiąc mu, że jest złamasem, ogórem, śmierdzącą skarpetą, albo że jest pończochą ciotki Ginevry (obleśna myśl dla obu z nas). Ale nie mam tej umiejętności, a nim wymyślę odpowiednią odzywkę, pewnie minie kilka minut, albo przypomnę sobie o niej jutro rano w wannie, kiedy będę zażywał trzeźwiącego rytułału po całonocnym picu. Niech więc Francis oczekuje odemnie sowy, w której będzie tylko jedno słowo: kupojad .
Czasami jesteśmy tylko młodymi mężczyznami.
- A co palisz? Ja mój drogi nie mam dziś zamiaru przesadzać, odrazu cię uprzedzam, że jeden drink i jadę do domu. - powtarzam gadkę starą jak świat, chociaż pierwsze pytanie zadałem z nadzieją, że mi drogi kuzyn da zapalić czegoś co mnie bardziej rozluźni od Ognistej czy nawet Toujours Pur. Swoją drogą, podzielałem jego opinię. Zbyt dużo w życiu wypiliśmy, by wciąż rozkoszować się alkoholem jak za czasów pierwszego zarostu. Lekko się śmieje pod nosem, a ręką pokazuje, żeby lał cokolwiek.
- Przecież wiesz, że nie jestem wybredny, a za największą jakość w alkoholu cenię to, jak mocno kopie - zaśmiewam się lekko i wzdycham zadowolony z tego co mi dał, bo już pierwszy łyk to była połowa szklanki. - Przypomniało mi się, jak odkryłem, że w takich słuchaj krajach arabskich wcale nie ma tak szeroko dostępnego alkoholu. Byłem tym oburzony, bo jak niby miałem wytrzymać tam cały miesiąc. A mieliśmy dopilnować pewnej transakcji, co nie było takie proste, bo nasi inwestorzy... - machnąłem ręką, wcale to nie było ważne. - Tak czy inaczej, zero procentów, kopletne null. I wtedy mój drogi, odkryłem czym oni się znieczulają... jedno słowo Lestrangne - tu się uśmiecham, jakbym sobie przypomniał to uczucie. - Smoczy Pazur
Jasne, że opowiadanie o moich zamorskich wyprawach w takim duchu było niegodne, ale jeżeli chodziło o kuzyna Francisa, nie widziałem problemu. Przecież łączyło nas coś więcej niż powierzchowna znajomosć salonowa. Przecież był mi prawie jak brat. Ten od uciech.. no i właśnie mi te uciechy sprezentował, pociągając za szarfę.
Nie, nie chciałem. Ale skoro nalegał. Przez chwilę nie panowałem nad uśmiechem, który naklejony na twarz, musiał zmylić drogie panie, które przywykły chyba do mojego chmurnego oblicza. Opanowuję minę wraz z tym kto wchodzi do pokoju. Co kolejna, to piękniejsza. Wypatrywałem jednej, ale na szczęście chyba dziś jej nie było. To dobrze, bo mógłbym stracić wątek. I tak było trudno kontynuować rozmowę, kiedy otaczają nas tak urocze panienki.
- Tak, tak, wojna to przykry orzech do zgryzienia dla każdego z nas - potwierdzam, ale patrze już na rudą niby aktorkę, której spojrzenie każe mi gonić za nią, aż nie usiadła na podłodze przedemną. Rzucam spojrzenie Lestrangowi, chyba czuję się nieco zakłopotany tymi ekscesami, a przecież nic się jeszcze nie wydarzyło. Panna tylko opiera ramie o moje kolano i chyba chce słuchać, chociaż kto tam wie, co się czai w tym uśmieszku.
- No taaak... chodzi o to, że ja muszę szukać poza krajem, a też nie wiem nawet, czy zaraz rząd nie padnie znów i nagle zablokują mi jakiś transport. Już mieliśmy problemy na granicy, trzeba teraz wszytko podpisywać nazwisiem, a wiesz... to nie jest wcale takie dobre. Czasami wolałbym być inkognito. - teraz jeszcze obserwuje dwie dziewczyny, które dolewają nam drinków. - Ale nie powiesz mi, że u ciebie biznes nie kwitnie. Przecież każdy z nas chcę na chwile odetchnąć i zapomnieć
Ares Carrow
Zawód : biznesman, zarządca w stajniach
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Hard work and ambition are vulgar.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8988-ares-carrow https://www.morsmordre.net/t9000-cooper#270633 https://www.morsmordre.net/t9001-ares#270653 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9139-skrytka-nr-2118#276166 https://www.morsmordre.net/t9066-a-carrow#319475
Re: Gabinet Giovanny Borgii [odnośnik]18.01.21 9:17
Groszek - za nim właściwie już tęsknię. Wczesny, jeszcze majowy i nieco późniejszy czerwcowy, smakuje mi najbardziej. Soczysty i słodki, pachnie wiosną no i ogrodem, wszystkimi warzywami, jakie zasiano w ziemi, by rosły razem z nim. Żadne inne znane mi rośliny nie dają poznać się tak intensywnie po samej tylko woni. Rozgryzione, żadne nie puszczają tak cukrowego soku, który ścieka równo po brodzie, jeśli nie nadążę z akcją ratunkową. Zwykle żałuję na to chustek, kąciki ust ocieram serwetką z haftowanymi inicjałami jedynie, gdy moja matka siedzi naprzeciw mnie i mrozi wzrokiem. Ona jest prawdziwą królową śniegu i jak Boga kocham, ale raz sprawiła, że wszystkie plony z całorocznej szklarni diabli wzięli. Zamarzły na kość, byłem wtedy tylko dzieckiem, ale to popołudnie wryło mi się w pamięć ze wszystkimi detalami. Poszliśmy na przechadzkę, ojciec, matka, ja, nawet mała Evandra w wózeczku, pchanym przez bliską służkę lady Lestrange. Zima, plusowe temperatury, deszcze; Wielka Brytania jak zwykle w swej ponurej klimatycznej formie. Na nogach miałem trzewiki ze sprzączkami, a aksamitną szatę haftowaną w hipokampusy spiąłem broszą w kształcie kelpi, którą dostałem od pradziadka. Wandzia mocno płakała, bo akurat zaczynała ząbkować. Ojciec zostawił okulary na kredensie w korytarzu i narzekał, a matka się zirytowała. Nerwy puściły jej po całości, z tym że zamiast podgrzać atmosferę, jak to wile mają w zwyczaju, nagle wszystko dosłownie zamarzło. Urządziła nam pieprzony Sybir, może bazując na opowieściach własnej matki, a może tylko na impulsie. Wąsy ojca zesztywniały i zawisły na nich sople, ale to i tak nic - szklarnię dosłownie zmiotło, a wszystko, co w niej rosło, zmieniło się w rzeźby. Ogrodnicy przychodzili i do lata muskali te lodowe bloki, dbając, by krzaki całorocznych pomidorów wyglądały odpowiednio naturalnie, choć obleczone cienką warstwą śnieżnej skorupy, kompletnie nie nadawały się do jedzenia. Matka miała się przez długi czas za dekoratorkę, ale to był pic na wodę, wracamy do tego przy wspominkach po latach i po jednym, drugim, trzecim kieliszku wina, przyznaje, że nie miała z tym absolutnie nic wspólnego, a przynajmniej, nie wie, jak to się stało. Przychodzi mi do głowy - również po czasie - że być może to moja siostra zrobiła, pierwszy pokaz dziecięcej magii. Z jednej strony, do Wandzi to pasuje, cała ta aura, pogodzenie rodziny nad ogrodem lodowych dziwów, z drugiej, nie widzi mi się marnotrawstwo tego jedzenia, to do niej tak niepodobne. W tamtym roku nie było świeżego groszku, a ja grymasiłem przy obiadach częściej, niż zwykle.
Muszę zająć czymś dłonie, więc wybieram z misy garść włoskich orzechów; robię się niespokojny patrząc na palce Aresa, napastujące jędrną skórkę brzoskwini. Poczęstunek nigdy nie jest przypadkowy, mamy tu brzoskwinie i ananasy, banany z czarną skórką, wszystko słodkie i odpowiednio sugestywne. Mój apetyt się wzmaga, gdy specjalnymi kleszczami łupię orzechy, wydobywając z nich idealne połówki.
-Powiedzmy, że czuję się spełniony - odpieram go miękko, zmieniając ułożenie nóg na pufie. Wrzucam garść orzechów do ust, następną partię podsuwam  jemu, kogut z Toskanii - bladego pojęcie nie mam, jak mówi na niego Ginnie, ale kiedy nie słyszy, nazywam go Dick the Cock - przechadza się po gzymsie, stukając weń porcelanowymi pazurami - podniecają, co więcej, nigdy nie przestały - odpowiadam, nieco ożywiony, ściągam stopy z podnóżka i nachylam się do kuzyna - to było najgorsze - wyznaję mu poufale, moje czarne dni - albo mogłem rżnąć całą noc, ale nie dochodziłem, albo mi nie stawał, chociaż w kurwę chciałem - opowiadam bez zbędnej krępacji i zmartwień, że moje życie seksualne i problemy z potencją znajdą się nagle na ustach całego Londynu. Mężczyźni chcą być mężczyznami tak bardzo, ale przyznać się do tego nie potrafią. Ja to dźwigam, wstyd, zmieszanie, frustrację, w tych ścianach, obok grzebiącego pazurami koguta, też stosunkowo łatwo mi mówić - za dużo jechania na ręcznym. W szczycie, nawet kilkanaście razy dziennie - krzywię się, bo to dla mnie złe rewiry. Lepiej, niech nie próbuje tego, zwłaszcza na własnej skórze.
-Sprawdzasz granice, Ares? Moje, czy swoje? - pytam, niespecjalnie kryjąc się z tym, że go podpuszczam. Znam smak ust chłopców, ich języki są bardziej szorstkie, a ocieranie się o ich szczękę powoduje podrażnienia na mojej własnej. Nie mogą być krótko obcięci, to zabiera część przyjemności.
Pochłonięty wyobrażeniami odrastającej szczeciny, ledwo zważam na jego. Uchylam się przed pestką, co leci w moją stronę, ale niezbyt wprawnie, zbyt późno. Rozleniwiłem się, dostaję nią w brzuch i na samym środku koszuli rośnie owocowa, klejąca plama. Wilgotna - kurwa, serio gderam, zbierając pestkę z koszuli i rzucając ją na popas Dickowi. Może ją rozłupie i odkryjemy, co siedziało w jej sercu.
-To Giovanny, swoje gdzieś posiałem - wyjaśniam, przesuwając po blacie paczkę papierosów, może się skusi, może dla niego to żadna ujma palić damskie szlugi. Poza tym, że się po nich tak nie rzęzi, nie ma za czym tęsknić.
Kiwam łbem, zbieram tyłek do barku, ale przypominam sobie, że jesteśmy u Ginnie, a u niej to znajdziemy jedynie wińsko i inne luksusy. Jakoś brak mi dziś serca do Zielonej Wróżki, więc gdy pojawiają się moje skarby, jedną z nich, ciemnoskórą Aiki, proszę, by skoczyła nam po skrzynkę browarów. Ares jedno gada, drugie robi, a nie chcę, żeby dziewczyna latała w tę i we w tę, jak kuguchar z pęchrzem. Z piwskiem w dłoni - pozwoliłem sobie czynić honory i otworzyć je samodzielnie, bez otwieracza. Kapslem o kapsel i już, cyk, browar gazuje i daje zapachem słodu i drożdży. To umiejętność, z której jestem kurwa dumny, nie ma warunków, żebym piwa nie otworzył, no chyba, że mam jedną butelkę i dookoła same powierzchnie płaskie. Swoje zęby jeszcze szanuję. Właśnie, dzięki temu mogę przez nie zagwizdać.
-No ale chyba nie ładowaliście codziennie, co? - unoszę z zaskoczeniem brew - zresztą, to wszystko gówno prawda, że dragsów lepiej z alkoholem nie łączyć. Znaczy, pewnie ci to rozpierdala wszystko w środku, ale co to ma za znaczenie - krzywię się, mocniej zaciskając ręce na butelce. Ares pije w szklance, też zawsze był oryginałem, a te kontrasty podbijają to lepiej, niż moja całkowita chłopomania - ja to się w ogóle nie powstrzymuję - mówię, wzruszając ramionami. Kiwam na Iris, by przysiadła się do mnie, chwytam ją za rękę. Muszę się ogrzać, butelki są w kurwę zimne, a ich ręce zawsze miękkie i ciepłe - masz ochotę na coś specjalnego, Carrow? Tylko wiesz, możesz być potem nie do użytku, tak na kilka godzin. Z moich doświadczeń, to koło dwunastogodzinna wycieczka - potem kolejne pół dnia na pozbieranie się do kupy, co nie zmienia faktu, że jak brać urlop na dwa dni, to nie ma lepszego tripu niż na grzyby(ach).
-Podoba ci się? Możesz ją sobie wziąć - mówię o Poli, jakby nie mogła nas usłyszeć, a ona tylko się uśmiecha pełnymi ustami, paznokciami zahaczając o kolano Carrowa.
-Na której granicy? - pytam, odstawiając piwo na stolik, odbija mi się lekko, co ignoruję, pochłonięty wieściami ważnymi. Problemy na granicy to zawsze zły znak. Czasami to przez podrobione dokumenty, czasami podejrzenia o handel ludźmi, a czasami znaki grubsze, świadczące na przykład, o sankcjach - weź wymyśl sobie pachołka, woź ze sobą zalakowany list od samego siebie z własną pieczęcią itede. Dopilnujesz interesów sam, a jak ktoś nigdy twojego ryjca nie widział, to się nie połapie - radzę mu dość mętnie i głupio, arena międzynarodowa to jednak nie miejsce na takie cyrki, ale ja zawsze lubiłem jazdę po bandzie. Chwytam drugie piwo, prawą rękę wsuwając we włosy Iris i ostrożnie rozplątując finezyjnego warkocza. Lubię burzyć jej upięcia, a ona lubi czułostki, które nie kończą się ciągnięciem jej za loki.
-Jest nieźle, ale ciężko powiedzieć, na jak długo. Wkrótce konie będą cenniejsze od nich - Iris wsuwa mi nogi na kolana i zrzuca szpilki, a ja zaczynam masować je stopy. Te, dla odmiany, ma zmarznięte.


Tak, możesz zapalić znicz
Chociaż wiem, że już nic
Mnie nie czyni człowiekiem
Morgan Szalbierz
Zawód : staram się
Wiek : 32
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
I Tend The Light
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Duch
Gabinet Giovanny Borgii - Page 2 0a8b1-img_1302
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7974-francis-m-lestrange https://www.morsmordre.net/t8044-don-juan https://www.morsmordre.net/t7982-zaciekaw-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7980-skrytka-bankowa-nr-1928 https://www.morsmordre.net/t8093-fransua-lestrange
Re: Gabinet Giovanny Borgii [odnośnik]18.01.21 21:31
Tym razem patrzę prosto w tę czerwoną twarz kuzyna, starając się połapać w słowach, które wyrzuca z siebie. Tak, Francis to lord trochę inny niż zwykle. Przekroczył granice dobrego smaku już dawno, dla mnie najlepszym tego okazem jest jego praca w (co by tu nie mówić) burdelu. Zwykle staram się nie wywyższać ponad kuzynów, traktować ich z należytym szacunkiem, ale prawda jest taka, że uważałem zajęcie Lestrange za nieco zbyt mało... dostojne. Sam miałem za uszami swoje, ale czy przy nim nie wychodziłem na świętoszka? Weźmy na przykład ten browar. Ja nim pozwoliłem sobie na nalanie go do szklanki, obejrzałem butelkę i oceniłem, czy chcę pić go, czy może inną odmianę z innego browaru. On miał już pół butelki wypitej, kiedy ja przelewałem sobie do swojej, dbając o to, by pianka spieniała się odpowiednio mocno. Powstawała również kwestia słownictwa, które rzeczywiście sprawiało, że nieco się gubiłem w kontekście.
Z tego co zrozumiałem, mój kuzyn przeżywał właśnie to, co zdarzyło mi się raz na zagraczniczych wojażach, chociaż... w nieco bardziej ekstremalnej formie. Uśmiecham się jednak, widząc jego entuzjazm, podniecenie w samych ustach, kiedy mówi o tym co go trapi. Moja słabość do prostych i zdegenerowanych umysłów kiedyś mnie zgubi.
- Podejrzewam Francis, że to nie była kwestia niczego poza Wróżkowym Pyłem - zadecydowałem, obarczając winą za wszystkie te wizje wprost z rozpustnych snów, narkotyk, który jak sądzę zastępuje mojemu kuzynowi jeden z posiłków. Stawiam na śniadanie.
Wystarczyło tylko jego pytanie, bym znów skupił się na kuzynie. Bawię się zapalniczką, którą zostawiła na stole jakaś osoba. Czy to moje czy jego granice chce zbadać? Nic nie wiem o jego wyczynach z chłopcami, ale po tym jak usłyszałem co mówi o kobietach, może będzie bardziej otwarty niż ktokolwiek inny na sprawę pociągu do mężczyzn? A to niekiedy powracało do mojej głowy, tylko nigdy nie miałem z kim o tym porozmawiać. Francis, wydawał się, jakby to powiedzieć, uszyty do tej roli.
- Zastanawiam się - przeciągam jeszcze spojrzeniem po stole, na którym zaraz odbijać się będą twarze zbyt wielu kobiet. - Z czego może pojawić się w człowieku ta właśnie potrzeba szukania nowych uciech. Czy może, kiedy spróbuje się już każdej rasy dziewczęcia, nie zasługuje się na... no powiedzmy, małą odmianę? Ostatnio odkryłem, że jestem coraz bardziej wybredny i już zaszły nachodzić mnie wątpliwości czy to nie kwestia znudzenia tematem. Jeżeli wiesz o czym mówie - chciałbym mówić z Francisem o tych rzeczach bez krępacji, ale niestety ciąży na mnie ta wpojona społecznie niezdolność do tego. Dlatego, chociaż zwykle wydaje się ordynarny, nagle zamieniłem się w cnotliwą szlachciankę, która nie ma śmiałości pytać kuzyna o to, czy jak się zapina kolegę to jest lepiej z poślizgiem czy na ostro.
Kręcę głową, znów sięgamy pamięcią do moich podróży za granicę.
- Nieee, nie ma mowy. Zdajesz sobie sprawę co takie codzienne używanie może zrobić z człowiekiem? Słyszałem okropne historie. No i widziałem też na oczy jednego takiego delikwenta, który - tu zrobiłem dźwięk ustami i pokazałem rękami, że wybuchł. Kręcę głową jeszcze raz. - Poza tym, to nie chodzi o to, czy można czy nie można, tylko o to, że oni tam wcale nie mają tyle rodzajów ognistych co my. To kwestia kulturowa - wymądrzam się i zapijam to jeszcze jednym łykiem piwka. - Zresztą, ja cię tylko informuje, żebyś pamiętał, jak kiedyś się wyrwiesz z Londynu i trochę świata postanowisz zwiedzić - niby jestem te dwa lata młodszy od Francisa, ale wydaje się, jakbym się przy nim puszył jak stary dziad. Niestety też równie poważnie co dziad spojrzałem na kuzyna, kiedy zaoferował mi te pazury tu w Londynie, w Anglii, na Wyspach. Tak niedaleko od mojego nestora.
- Ty to masz tutaj ? - aż mi prawie oczy z orbit nie wyszły, ale jestem poważny i siedze jak na kiju od szczotki. - Weź nie żartuj sobie, jakby ktoś się dowiedział... - już wyobrażałem sobie, jak Lord Nestor Aaron wchodzi do Wenus, kopiąc drzwi i staje nademną, a później mając przy głowie pioruny mówi dudniącym głosem, że wypisuje mnie z rodziny i że dość tego dobrego. Ja wiem, że i tak wiele mi wolno, a przede wszystkim, to się bawię, kiedy ludzi mordują, ale wiedziałem, ze jestem na warunkowym u Nestora. Po tym jak mnie zawołał do Yorkhire z zza granicy...
A może spiąłem się tak, bo Pola mi pod nogami siedzi i chociażbym nie chciał, to bardziej niż na te jej usta, to na piersi patrze. Zawieszam się, wiedząc, że dziś chyba nici z Poli, ale jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że dziewczyna jest nieziemsko piękna.
- Może... może później pójdziemy na spacer - np do Yorku, tam mam całkiem wygodny pokój, na pewno się dziewczynie spodoba.
- Na francuskiej, a na jakiej - ja, w odróżnieniu do niektórych anglików, wciąż nie jestem fanem naszych francuskich sąsiadów. Od czternastego wieku nic się nie zmieniło i nie zamierzam im ufać. Jasne, podobno się dogadują z rządem, jasne, niektórzy wielcy lordowie mają z nimi dobre układy. A ja jednak pozostaje wierny zasadzie na której moi przodkowie wybudowali potegę: nie ufaj francuzikom. Tutaj pewnie mnie zaraz kuzyn o francuskim nazwisku wyśmieje, albo powie, że sobie znów wymyślam, ale ja wiem swoje!
Nie chcę być niegrzeczny, więc nie mówię przy paniach, że już dawno przestały być tak cenne jak konie, szczególnie, że Pola znów się nie może powstrzymać i uśmiech a się jakby pytała, dlaczego ona nie siedzi mi jeszcze na kolanach.
- Chodzi o to, że nie chcesz być powiązany z pewnymi transportami, to gdzie ja będę im swoje nazwisko dawał!!! - wyjaśniam jeszcze raz, bo wyraźnie kuzyn nie załapał.
Ares Carrow
Zawód : biznesman, zarządca w stajniach
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Hard work and ambition are vulgar.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8988-ares-carrow https://www.morsmordre.net/t9000-cooper#270633 https://www.morsmordre.net/t9001-ares#270653 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9139-skrytka-nr-2118#276166 https://www.morsmordre.net/t9066-a-carrow#319475
Re: Gabinet Giovanny Borgii [odnośnik]20.01.21 0:32
Usprawiedliwia mnie.
A to dobre. Dla kogo? Dla siebie, czy dla mnie robi, czyje sumienie karmi tą papką dla niemowląt? Jeśli jest tak wielkoduszny, że czyni to w imię moje, to bardzo dziękuję. Żaden wróżkowy pył, kłopoty z erekcją powiązane z narkotykami to zupełnie inna bajka.
Rozdział jedenasty w tej samej książce i okropny wstyd, gdy panna ssała mi w kiblu, licząc na to, że później ją wezmę, a ja po minucie zapinałem spodnie, bo już wiedziałem, że nic z tego nie będzie. Sorry,  jestem zbyt naćpany, tak mówiłem i jeśli chciała, to robiłem jej dobrze ręką albo palcami. Historia lubi się powtarzać i ta też zatoczyła sporawe koło, kilkunastu londyńskich lokali i jednej wymówki.
Wtedy odstawiłem na rok i czułem się jak nowonarodzony. A potem znowu zatęskniłem za dobrą zabawą i rozgrzaniem lewej dziurki, wiec wróciłem, jak syn marnotrawny. I co z wchodzeniem dwa razy do tej samej rzeki? Jebać, tamta kąpiel po dwunastomiesięcznej czystości była nirvaną, o jakiej nie śniło się żadnemu brudnemu punkowi. Chcę zaprzeczyć kuzynowi, ale jak tak łypię na jego buziunię, to se myślę, że taki bezduszny, to jednak nie jestem. Niech będzie, że to wszystko wina furania. Niesłusznie zgarnia burę za moje nieumiarkowanie, które przeskakuje z jedzenia i picia na trzecią lokatę z piątej (dobrze liczę?). Czy kiedyś się dowiem, co było w tym pudełku?
-Tak, czy inaczej, bywałem do niczego - podkreślam, wzruszając ramionami. Podrygują gwałtownie, aż coś mi strzyka, więc podnoszę dupę z fotela i zaczynam swoją serię ćwiczeń rozciągających. W codziennym stroju niezbyt to wygodne muszę przyznać, więc zdejmuję marynarę i niedbale rzucam ją na wersalkę. Nie trafiam, ubranie ześlizguje się po polerowanej poręczy na ziemię i wygląda jak zwykła szmata. Taka droga w dół, dumam, no i perspektywa. Jak źle upadnę, a ktoś spojrzy pod niekorzystnym kątem, też mnie takiego zobaczą.
-Uciechy teraz są kaprysami, a tak naprawdę, to przecież tylko styl życia. Nie jesteśmy jedyni, ani tym bardziej pierwsi, Ares - odpowiadam mu, kręcąc głową i siłując się z wyjątkowo upartym orzechem. Ten łatwo się nie da i na dwie połowy też nie pęknie - wiesz, co wyróżnia nas, w biegłości zaspokajania swoich namiętności? - zagaduję, popijając to bezduszne piwo i żałując, że nie raczę się jednak czymś innym. Słodszym, nie tak gorzkim i kleistym - wyobraźnia - odpowiadam mu, obchodząc jego krzesło i stając za nim. Po paru powtórzeniach ćwiczeń rozciągających nieco czuć ode mnie potem - możesz zrobić dokładnie wszystko to, co potrafisz sobie wyobrazić - ciągnę, to moja francuska krew i geny przodków libertynów, zakonserwowanych przez sto pięćdziesiąt lat - a zmiana to właśnie to, co najbardziej pobudza lubieżność - snuję wątek z przekonaniem, bo rypanie damy po ciemku i na misjonarza przez kolejne noce z rzędu aż do zapłodnienia zamiast podręcznikowej radości świeżo upieczonego tatusia, przynosi napięcie i chrapkę na coś innego, niż sen obok żony i przytulanie się do jej pleców z twardym penisem przyklejonym do jej pośladków - niewielka jest szansa, że zrozumiesz człowieka i dlatego rozsądniej jest go po prostu pieprzyć - stwierdzam, dotykając jego ramienia, po czym sadowię się znów na swoim miejscu. Jeżeli chce trzech dziewczyn, niech je sobie weźmie, jeżeli chce chłopaczka, niech mrugnie trzy razy. Wenus dba o swoje tajemnice, a ja, chociaż tyłka bym nie nadstawił, nie czuję obrzydzenia do oranego pola.
-Ale że o tak? - naśladuję gest kuzyna, słyszałem o tym, ale do tej pory uważałem to za kity wciskane naiwniakom, coś jak te brednie o szkodliwości palenia. Papierosa Ginnie obracam między palcami i tak się zastanawiam, czy doliczy tych brakujących. Niezła z niej przekupa, więc pewnie już na progu gabinetu będzie wiedzieć, że sadzałem cztery litery za jej biurkiem. Może chodząc do pracy przestanę się perfumować, to zdejmie przynajmniej jeden z tropów - co to za kultura - prycham, zabierając się za drugą butelkę dobrego Starego Sue. Nastrój się spopielił i już płynie idealnie siermiężny, gdzie znowu browar robi idealnie - jak Allah patrzy, to wystarczy wejść pod daszek, zamknąć drzwi i już nie będzie widział - dogaduję mu, na podstawie tego, co wyczytałem, bo sto lat minęło od mojej wizyty na Półwyspie; wiele się tam musiało zmienić, pewnie już obalili kult tego całego Allaha.
-Pazur akurat wyszedł, ale grzyby też ci zapodadzą tęgiego kopa - mruczę w odpowiedzi, raczej go nie słuchając. Z kieszeni wyjmuję jedwabny woreczek, a z niego - na porcelanowe talerzyki, usłużnie podsunięte przez zorientowaną w sytuacji Iris, dwa dorodne grzyby - pogryź, zanim użrą cię w język - radzę, oferując poczęstunek kuzynowi, oczywiście for free - to co? - kurwa, on serio z tą zakłopotaną miną? - dziś niedziela, jutro urządzisz sobie lazy monday i tyle - uspokajam Aresa i zabieram się na powrót za Iris, znaczy, przeprowadzam zabieg pielęgnacyjny na jej twarzy masażerem z jadeitu - o ile będziecie w stanie - dopowiadam pod nosem, bo jak Carrow nażre się grzybów, to zaraz tu legnie brzuchem do góry, zacznie zwiedzać jaskinie w Nepalu, a w Botticellim widzieć surrealizm i płonące zegary.
-To czemu nie dasz w łapę komu trzeba i nie zorganizujesz przerzutu? Alphard Black ma dobre zagraniczne koneksje, choć przede wszystkim z Hiszpanią. Parę naszych pensjonarek załapało się na bite dokumenty - trochę mi to zajmuje, ale dociera do mnie, jaki Ares ma problem. Żaden, którego nie rozwiązuje złoto, ale jeżeli nie chce nim świecić, to bardzo ładnie, niech w zamian pan poświeci nad jego duszą.


Tak, możesz zapalić znicz
Chociaż wiem, że już nic
Mnie nie czyni człowiekiem
Morgan Szalbierz
Zawód : staram się
Wiek : 32
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
I Tend The Light
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Duch
Gabinet Giovanny Borgii - Page 2 0a8b1-img_1302
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7974-francis-m-lestrange https://www.morsmordre.net/t8044-don-juan https://www.morsmordre.net/t7982-zaciekaw-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7980-skrytka-bankowa-nr-1928 https://www.morsmordre.net/t8093-fransua-lestrange

Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Gabinet Giovanny Borgii
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach