Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Opuszczone muzeum
AutorWiadomość
Opuszczone muzeum [odnośnik]28.04.16 12:53
First topic message reminder :

Opuszczone muzeum

Tower of London niegdyś tętniło życiem – zabytkowe budynki, wcześniej pełniące funkcję mugolskiego więzienia, po przekształceniu na muzeum stanowiły atrakcję turystyczną, przez którą codziennie przelewały się tłumy odwiedzających Londyn ludzi. Po Bezksiężycowej Nocy i zamknięciu miasta dla niemagicznych, sytuacja jednak drastycznie się zmieniła: wieże, dziedzińce i budowle opustoszały, wypełnione jedynie rozlegającym się od czasu do czasu echem kroków oraz krakaniem kruków. Część zabudowań została zajęta przez czarodziejów i przerobiona na użytek magicznego więzienia, główny gmach muzeum pozostał jednak pusty, a strażnicy – z powodów znanych wyłącznie im – omijają go szerokim łukiem.

[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 04.11.20 12:39, w całości zmieniany 2 razy
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Opuszczone muzeum - Page 15 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Opuszczone muzeum [odnośnik]14.12.20 20:33
Uniosłem lewe przedramię w okolice nosa, chcąc stworzyć prowizoryczny filtr przez kurzem, który tańczył w powietrzu. Niecelne zaklęcie tylko pogorszyło sprawę, ale po chwili zupełnie przestałem się tym przejmować. Kiedy tylko kropelka złotego płynu rozlała się na moim języku poczułem przyjemne ciepło, nagły zastrzyk endorfin - i poczucie, że mogę wszystko. Słyszałem padające inkantacje, w głowie bez trudu narysowałem sobie położenie zarówno strażników, jak i Anthony’ego - Maeve musiała rzucić się do ucieczki, ktoś wydał za nią pościg. Tym razem nie obawiałem się jednak, że za chwilę zostanie złapana - miałem w sobie tyle energii, że byłem przekonany, iż ktokolwiek nie stanie teraz na mojej drodze - naszej drodze - skończy źle. I jak za skinieniem różdżki zmaterializowała się przede mną para ciekawskich oczu, na widok której nie zawahałem się ani przez sekundę. - Lamino Glacio - Ślina sama przyniosła inkantację na język, jak nigdy wcześniej czułem, że zaklęcie będzie celne i zabójcze. Ból kolana zniknął, ciało odzyskało gibkość, a magia eliksiru sama prowadziła mnie do kolejnych działań. Ingisson dokonał niemożliwego. Eliksir, który wyszedł spod jego kociołka, zdjął z moich barków cały ciężar odpowiedzialności, przypominając, do czego jestem zdolny. Tej euforii nie dało porównać się z żadnym innym uczuciem - po prostu wiedziałem. Działałem intuicyjnie, ale miałem pewność. Przecisnąłem się więc przez wyrwę, kierując się w część korytarza, z której wcześniej dochodził mnie głos Thony’ego - szybko go zlokalizowałem, głowa bacznie obserwowała na przemian to kierunek przyspieszonego marszu, to strażników. Musiałem wpierw znaleźć się w lepszej taktycznie pozycji - i, o dziwo, wcale nie uważałem, aby nasza sytuacja była beznadziejna.

to jest koniec mojej tury, wykonuję tylko jedną z trzech akcji+rzut na obrażenia


Kundle, odmieńcy, śmieci, wariaci,
obywatele degeneraci,
ej, duszy podpalacze,
Róbmy dym
Frederick Fox
Zawód : Rebeliant
Wiek : 33 (36)
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
fire is catching
and if we burn
you burn with us
OPCM : 51
UROKI : 35
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag
Opuszczone muzeum - Page 15 Giphy
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t2155-frederick-fox#32552 https://www.morsmordre.net/t2178-poczta-fryderyka#33148 https://www.morsmordre.net/t2176-fantastic-mr-fox#33126 https://www.morsmordre.net/f413-devon-lisia-nora https://www.morsmordre.net/t3769-skrytka-bankowa-nr-605#69393 https://www.morsmordre.net/t2332-freddie-fox#35856
Re: Opuszczone muzeum [odnośnik]14.12.20 20:33
The member 'Frederick Fox' has done the following action : Rzut kością


'k8' : 1, 6, 1, 4, 1, 1
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Opuszczone muzeum - Page 15 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Opuszczone muzeum [odnośnik]17.12.20 1:30
Walka, którą toczyliście, od samego początku nie była równa – waszych wrogów było więcej, byliście ranni, uwięzieni pomiędzy strażnikami a rumowiskiem – ale wyglądało na to, że dzięki tymczasowemu oślepieniu części przeciwników, udało się wam poruszyć szalę, na której ważyły się losy misji. Nie wiedzieliście, na jak długo, zdezorientowani strażnicy musieli już powoli odzyskiwać wzrok, niektórzy próbowali uchylać powieki, przegrupowywali się, ustawiając ponownie w zwartą grupę, ale jeszcze nie atakowali.

Anthony, mierząc się już teraz głównie ze stojącym przed nim naczelnikiem więzienia, sięgnął po silne zaklęcie tarczy, ból w boku nie pozwalał mu jednak reagować tak szybko, jak zazwyczaj; świetlista powierzchnia oddzieliła go na moment od atakującego go czarodzieja, ale rozprysnęła się niemal natychmiast, gdy uderzyło w nią zaklęcie. Powietrze dookoła aurora zadrżało, nie poczuł on jednak nic więcej, magia jeszcze nie gęstniała w otaczającej go przestrzeni, nic nie uniemożliwiało mu poruszania się; nie mógł być jednak pewny, czy nie stanie się to za parę sekund, i być może to właśnie podsycona tą niepewnością adrenalina pozwoliła mu na sięgnięcie po przyćmione bólem siły. Inkantacja, której użył, należała do tych brutalniejszych, śmiercionośnych – ale gdy skierował różdżkę w stronę naczelnika, próżno było szukać w jego ruchach zawahania. Wiedział, że stał przed nim człowiek odpowiedzialny za śmierć Edith Bones; człowiek, który od wielu miesięcy służył nowej władzy, sprawując pieczę nad czarodziejskim więzieniem, prawdopodobnie będąc też pomysłodawcą scenografii, której świadkami byliście na dziedzińcu. Czarodziej biegły w białej magii, o czym świadczyło posłane w stronę Anthony’ego zaklęcie – ale nie nieomylny. – Protego horribilis! – wykrzyknął błyskawicznie, pewnie, unosząc różdżkę, żeby obronić się przed atakiem – ale, zmuszony do posiłkowania się jedynie pojedynczym, wyczarowanym okiem, spóźniając się o ułamek sekundy. Ostre lodowe sople błysnęły w oświetlonym słabo korytarzu, żeby zaraz potem wbić się w plecy mężczyzny, który wydał z siebie zduszony okrzyk; różdżka wysunęła mu się spomiędzy palców, podczas gdy spiczaste końce sopli wysunęły się z jego klatki piersiowej, pokryte świeżą krwią, szybko plamiącą przód rozdartej szaty. Edward Murphy, naczelnik więzienia, zatoczył się chwiejnie, po czym upadł na kolana; jego oczy, choć szeroko otwarte, wciąż wydawały się niewidzące. – Pojmać ich. Nie pozwólcie im się wydostać – rzucił, wydając rozkaz strażnikom, po czym zakasłał, opluwając brodę i posadzkę szkarłatnymi kroplami; sople zniknęły, pozostawiając po sobie otwarte rany. – Myślisz, że to coś zmieni, Skamander? – zapytał czarodziej, tym razem zwracając się bezpośrednio do Anthony’ego. – Wasze głowy i tak skończą na placu, a ci, których ukrywacie, będą was pilnować. Justine Tonks już o to zadbała – powiedział. Jego głos słabł z każdą chwilą, a jednak wydawał się pewny swoich słów. Nie rzucił się też do ucieczki, nie skulił przed kolejnym atakiem, choć z pewnością zdawał sobie sprawę, że nadejdzie; ręką sięgnął w dół, szukając na posadzce upuszczonej różdżki, przesuwając poplamionymi czerwienią palcami po podłodze, teraz brudnej nie tylko od pyłu, ale i krwi.

Frederick również nie próbował nawet ograniczać się do półśrodków – napędzany płynnym, krążącym wartko w jego żyłach szczęściem, skierował różdżkę w stronę strażnika natychmiast, gdy ten pojawił się w wyrwie. Tym razem nie chybił, jego zaklęcie, silne i celne, jasną wiązką pomknęło prosto do celu, a chociaż mężczyzna miał różdżkę wyciągniętą przed sobą, to Fox miał po swojej stronie element zaskoczenia. – Protego max… – zaczął czarodziej, ale tylko tyle zdążył wypowiedzieć; reszta inkantacji zginęła w zduszonym okrzyku bólu. Frederick, jeszcze w tamtym momencie przykucając przy prześwicie, nie widział sopli wbijających się w plecy strażnika (choć doskonały widok miał na nie Anthony), ale bez trudu dostrzegł, jak ten upada, jakby przygnieciony do ziemi, a później próbuje się odczołgać, nieruchomiejąc po paru metrach, zapewniając jednak aurorowi wystarczająco dużo miejsca, by wysunąć się z wyrwy. Niestabilnej, zbudowanej z luźnych, przesuwających się pod wpływem dotyku kamieni, jednak szczęśliwie nie zawalającej mu się na głowę – a chwilę później pozostającej już za jego plecami. Frederick, znalazłszy się z powrotem w korytarzu, zdołał stanąć na nogach, a choć ta lewa ugięła się nieco pod jego ciężarem, to zbawienne działanie eliksiru pozwalało mu tymczasowo ignorować ból. Przed sobą ujrzał Anthony’ego, z różdżką skierowaną w stronę chwiejącego się na klęczkach mężczyzny z charakterystycznym melonikiem na głowie i krwawiącymi mocno ranami na plecach i klatce piersiowej; za jego plecami, a po lewej stronie od miejsca, w którym stał Fox, w szereg formowało się właśnie pięciu strażników, póki co żaden z nich jednak nie atakował. Szósty, ten, którego powalił, leżał rozciągnięty na brzuchu na posadzce, w rozrastającej się z każdą sekundą kałuży szkarłatu; pozostałych nie widział – ale po prawej, prawdopodobnie tuż za załamaniem korytarza, słyszał głosy należące do Maeve i kilku mężczyzn, a także świsty towarzyszące rzucaniu zaklęć. Anthony również bez trudu zauważył wysuwającego się spod gruzowiska Foxa, choć na pierwszy rzut oka trudno go było poznać – Zakonnik był od stóp do głów pokryty szarym pyłem, a spodnie w okolicy kolana miał rozdarte i przesiąknięte krzepnącą już krwią; stał nieco krzywo, jakby instynktownie przenosząc ciężar ciała na zdrową nogę.

Maeve, choć znajdowała się najbliżej ewentualnej drogi ucieczki, z każdą sekundą wydawała się być w coraz trudniejszej sytuacji, samodzielnie mierząc się z trójką strażników. Co prawda jeden z nich, pozbawiony wzroku, wciąż zajęty był szukaniem po omacku upuszczonej różdżki, lecz pozostałych dwóch znajdowało się w pełnej gotowości – i nie mieli zamiaru dać Zakonniczce wytchnienia. Wzniesiona przez nią tarcza okazała się zbyt słaba, a może to ona zwyczajnie zareagowała za późno – ból promieniujący od bezwładnej ręki ją osłabiał, w głowie narastał cichy, ale uporczywy pisk, skutecznie ją rozpraszając. Różdżka, obca, nie słuchająca jej tak, jak powinna, szarpnęła się ostro, wysuwając spomiędzy palców i upadając na posadzkę, wiedźmia strażniczka nie schyliła się jednak, żeby ją podnieść, zamiast tego sięgając po jeden z eliksirów zabranych jeszcze z Oazy. Fiolka odebrana strażnikom opadła miękko na miejsce tej wyciągniętej, a chociaż Maeve nie miała wiele czasu, zdołała sprawnie odkorkować maleńkie naczynie i wypić jego zawartość. Ciecz była chłodna, pozbawiona smaku, a sama czarownica początkowo nie poczuła żadnej zmiany – mogła jednak mieć nadzieję, że mikstura zadziała dokładnie tak, jak powinna. I prawdopodobnie miała również mieć okazję to sprawdzić, bo jeden ze strażników nie przestawał celować w jej stronę, dodatkowo zmotywowany rozkazem, który padł zza załamania korytarza – Maeve słyszała głos naczelnika, wydał jej się słabszy, dobiegający jakby z oddali. – Esposas! – wykrzyknął strażnik, a promień zaklęcia pomknął ku Zakonniczce. W tej samej chwili drugi, dostrzegając upadającą różdżkę, rzucił się w jej kierunku, zapewne chcąc ją uchwycić, nim zrobi to Maeve.
Żaden ze strażników nie odpowiedział na jej słowa, a kobieta wzywająca pomocy również się już nie odezwała – choć zza góry gruzów rozległ się kaszel, najpierw intensywny, a później słabnący, przeistaczający się w niewyraźne rzężenie. Kimkolwiek była ranna czarownica, wyglądało na to, że to Maeve pozostawała priorytetem pracowników więzienia – a może zwyczajnie nie mieli oni zamiaru sprzeciwić się otrzymanym rozkazom.

Trwa 12 tura, na odpis macie 48 godzin. Mistrz gry przeprasza za opóźnienie, w ramach rekompensaty wszyscy otrzymujecie w tej turze +5 do rzutów.

Rzuty: protego horribilis, protego maxima, zwinność, esposas

Maeve, żeby uchwycić różdżkę przed strażnikiem, musisz pokonać test sporny na zwinność. Strażnik wyrzucił 59 oczek, ma zwinność równą 5, ST wynosi: 59+2*5=69. Do rzutu dolicza się podwojoną zwinność.

Frederick, eliksir Felix Felicis pozwala ci na wykonanie 3 akcji zakończonych krytycznym sukcesem - nie musisz rzucać na nie kością. Możesz rozłożyć je na 3 lub 2 tury.

Aktywne zaklęcia i eliksiry:
Venenifer Captiona (Frederick)
Caeco (naczelnik + 5 z 8 strażników) - 3/3 tury
Oculus (naczelnik) - 3/3 tury; 10/10 PŻ
Felix Felicis (Frederick) - 1/3 akcje
Smocza łza (Maeve) - 1/2 tury

Maeve znajduje się pod przemienioną postacią.

Frederick - 174/278 (-15) (44 - psychiczne; 20 - rana tłuczona głowy; 10 - stłuczenia pleców; 30 - rana tłuczona lewego kolana, noga unieruchomiona od kolana w dół)
Anthony - 155/249 (-15) (44 - psychiczne; 40 - rana kłuta klatki piersiowej, poniżej żeber, możliwe obrażenia wewnętrzne; 10 - rany tłuczone żeber)
Maeve - 116/210 (-20) (44 - psychiczne; 20 - rana tłuczona głowy; 20 - wybicie lewego barku ze stawu; 10 - rany tłuczone żeber)


ekwipunki:

W razie pytań zapraszam. <3
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Opuszczone muzeum - Page 15 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Opuszczone muzeum [odnośnik]18.12.20 8:32
Słyszała inkantacje niepokojących, brutalnych zaklęć – lecz wśród hałasów, którymi rozbrzmiewały korytarze, nie była już pewna, czy wypowiedział je znajomy głos Skamandera, czy raczej te obce, groźne, należące do strażników. Nadal nie wiedziała też, co stało się z Foxem, gdzie wyrzucił go niespodziewany wybuch i czy w ogóle jeszcze żył, chciała jednak wierzyć w szczęśliwe zakończenie. Musiała w nie wierzyć, jeśli nie zamierzała pozwolić panice przejąć nad sobą kontroli. Wystarczy, że patrzyła na trzech znajdujących się coraz bliżej sługusów Ministra, że słyszała krzyki – i rozkazy – przewodzącego im naczelnika. Czy to możliwe, by został rażony urokiem? By to on zwijał się z bólu…? Nim zdążyliby ją czymkolwiek zaatakować, prędko, krzywiąc się z bólu, sięgnęła do kieszeni płaszcza, by dokonać wprawnej zamiany eliksirów. Oby ten, który odkorkowała, wychyliła do dna, zadziałał jak obiecywano. Chłodny płyn spłynął w dół przełyku, a później do żołądka, mimo to nie odczuła żadnej, choćby najdrobniejszej, zmiany. Nigdy wcześniej nie korzystała ze Smoczej Łzy, nie podejrzewała nawet, czego powinna się spodziewać – brak wyczuwalnego efektu wzmógł jednak strach. Może to nie to? Może wypiła inną miksturę? Pamięć ją zawiodła, błędnie łącząc akurat tę buteleczkę z pożądanym specyfikiem…? Biurokrata z melonikiem dalej żył, obiecywał im cierpienia, a także zmuszał swych podwładnych do wytrwalszych wysiłków – brzmiał jednak słabiej, ciszej. Dojrzała mknący ku niej promień zaklęcia, jeśli Esposas zadziała, to już koniec, nie ucieknie im, zrobią z nią, co tylko będą chcieli... Wymieniła ze stojącym najbliżej mężczyzną krótkie, badawcze spojrzenie, musieli pomyśleć o tym samym i to w tej samej chwili. Rzuciła się na kolana, jęcząc przy tym cicho; promieniująca bólem ręka dała o sobie znać, narastający w uszach pisk podsycał odczuwane irytację i strach. Próbowała podnieść z zasypanej pyłem i gruzem posadzki różdżkę, którą dopiero co jej wytrącili, zdążyć przed ścigającym się z nią agresorem, okazała się jednak zbyt wolna, drewienko wymknęło się poza zasięg jej palców. Wybałuszyła oczy, wznosząc przepełniony paniką wzrok na odcinających drogę ucieczki mężczyzn; była jak zagonione w kąt zwierzę, myślące już tylko o tym, by wyrwać się na wolność.
Spróbowała zwrócić ich uwagę na dramatyczne nawoływania rannej kobiety, pewnie potrzebowała pomocy, pewnie przygniatały ją ciężkie kamienne odłamki tego, co jeszcze do niedawna było jedną ze ścian więziennego korytarza, jednak nawet nie spojrzeli w tamtym kierunku. Zwyrodnialcy. Potwory. Chciałaby ich obudzić, siłą zmusić, by przejrzeli na oczy – jednak była na to zbyt słaba. Odruchowo zaczęła przesuwać się w tył, w stronę zawalonej części przejścia, rozpaczliwie poszukując w kieszeni fiolki, którą dopiero co tam wsadziła. Przechwycony od służb porządkowych eliksir był jej jedyną, ostatnią, nadzieją. – Nie zbliżajcie się! – krzyknęła ochryple, na tyle głośno, na ile jeszcze potrafiła. Wiedziała, że nie ma szans w starciu bezpośrednim, że nie wyrwie mu już różdżki, że nie doskoczy do wciąż poszukującego swego oręża, oślepionego strażnika; a jeśli znajdzie się w zasięgu rąk czarodziejów, będzie skazana na porażkę, zbyt obolała i wątła, by stawić jakikolwiek opór. – Nie zbliżajcie się, bo wszyscy znajdziemy się pod gruzami! Zginiecie razem z nami! – wypluła z siebie, kątem oka spoglądając w kierunku wąskiego, niepewnego przesmyku w ruinie. Może nie powinna dłużej czekać. A może naprawdę najlepszym rozwiązaniem byłoby z tym wszystkim skończyć, nim zostaną zabrani na tortury.

| tu rzucałam na zwinność, ale mi nie wyszło, więc znów sięgam po przechwycony eliksir


It is not our enemies that defeat us. It is our fear.
Maeve Clearwater
Zawód : Rebeliant, wywiadowca
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
The moments of peace that we find sometimes, they aren't anything but warfare, thinly disguised.
OPCM : 23
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Metamorfomag

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6468-maeve-clearwater https://www.morsmordre.net/t6481-artemizja#165435 https://www.morsmordre.net/t6475-maeve#165296 https://www.morsmordre.net/t10356-sypialnia-maeve#312817 https://www.morsmordre.net/t6969-skrytka-bankowa-nr-1629#183139 https://www.morsmordre.net/t6512-maeve-clearwater
Re: Opuszczone muzeum [odnośnik]18.12.20 13:37
Tarcza którą wzniósł oparła się atakowi, lecz na krótką chwilę - pod naporem białej magii skruszyła się, rozpadła. Magia wokół zadrżała, lecz nic poza tym. Nie czuł by moc zaklęcia zaczęła oddziaływać na przestrzeń wokół. Nie wiedział czy jego obrona rozproszyła moc zaklęcia magicznego więzienia na długo. Nie wiedział, jak dużo miał czasu. Przyjemny dreszcz adrenaliny smagnął go biczem po plecach, szyi. Wyciągnął rękę ku Naczelnikowi wypowiadając formułę zaklęci noży bez wahania. Doskonale zdawał sobie sprawę z sytuacji w której się znalazł. W której się znaleźli. Wiedział kogo miał przed sobą. Nie mógł sobie pozwolić na krztę zawahania, niepotrzebnej nerwowości jeżeli miał przełamać jego linię obrony. A kiedy to mu się udało - nie zamierzał zachłysnąć się powodzeniem. Walka nie dobiegła końca. Czarodziej padł na kolana, różdżka wypadła mu z dłoni, lecz wciąż miał siłę by jej szukać, by mówić - Drętwota - poszedł natychmiast za ciosem, kierując kolejny urok w stronę naczelnika. Skamander był skupiony na celu nie pozwalając na to by rzucone na wiatr słowa mąciły myśli, wzburzały obawy których nie posiadał. Z powodu skupienia, nie poświęcił większej uwagi temu, że pojawił się Fox, który również nie spoczywał na laurach.

|akcja 1/2


Find your wings


Anthony Skamander
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You don't need a weapon when you were born one
OPCM : 25
UROKI : 50
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/f256-bexley-high-street-27-4 https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933
Re: Opuszczone muzeum [odnośnik]18.12.20 13:37
The member 'Anthony Skamander' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 81

--------------------------------

#2 'k8' : 4, 1, 6, 7, 8, 8, 5, 5, 8
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Opuszczone muzeum - Page 15 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Opuszczone muzeum [odnośnik]18.12.20 15:55
Nie jedno, a dwa skuteczne zaklęcia przecięły powietrze, by następnie przebić strażników. Z każdym krokiem, który przybliżał mnie do Skamandera, miałem coraz szerszy obraz sytuacji. Lodowe sople przebiły strażnika zgodnie z moją wolą, ale na posadzce zwijał się też pan lakierowany bucik - nie wiedziałem do końca jak istotną rolę pełnił w tej wojnie, ale po jego szatach i słowach, a także wściekłości, jaka malowała się na twarzy Thony'ego, numerologia była bardzo zerojedynkowa. Wnioski nazuwały się same; przez moment zawahałem się, czy powinienem był sięgnąć po różdżkę, która wypadła mężczyźnie z dłoni, czy pobiec za Maeve; słyszałem kolejne inkantacje, które padały z ust strażników znajdujących się za rogiem korytarza. Prowadzony płynnym szczęściem minąłem Skamandera, stając na załamaniu korytarza, skąd miałem idealne pole do celowania w obie grupy strażników. Różdżkę skierowałem jednak przeciwko tym, którzy biegli za Maeve. Było ich trzech, jeden jednak wydawał się szukać czegoś na ziemi - i tylko ten fakt uchronił go przed śmiercionośną inkantacją. Chwilowo. - Lamino Glacio - Wypowiedziałem chłodno, bez zająknięcia. - Lamino Glacio - Powtórzyłem, celując w drugiego. Nie miałem dla nich litości; nie byli tutaj z przypadku. Wiedzieli, po jakiej stronie konfliktu opowiedzieli się do walki. Oszczędzanie ich byłoby zbyteczną łaską. - Odpuśćcie, albo wszyscy zginiecie. - Zawyrokowałem, nie opuszczając różdżki. Musiałem wyglądać jak zjawa, cały w białym pyle; wyeliminowanie całej trójki poprawiłoby naszą pozycję, pozwoliło na odważniejsze zagrania taktyczne. Pole walki było jedynym, co zajmowało moje myśli - i choć ostatnie pół roku spędziłem nie inaczej, adrenalina rozlewająca się ciepłem po moim ciele była nieporównywalna z tą, która towarzyszyła mi za oceanem. Byłem w domu - i w końcu czułem, że to, co robię, jest ważne. Nadal chciałem uwolnić więźniów, nie zamierzałem porzucać tego planu - i liczyłem, że może się to udać. Być może wątpliwości odpuściły dzięki eliksirowi, a być może szansa na zyskanie przewagi była silniejsza niż działanie złotego płynu.


Kundle, odmieńcy, śmieci, wariaci,
obywatele degeneraci,
ej, duszy podpalacze,
Róbmy dym
Frederick Fox
Zawód : Rebeliant
Wiek : 33 (36)
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
fire is catching
and if we burn
you burn with us
OPCM : 51
UROKI : 35
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag
Opuszczone muzeum - Page 15 Giphy
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t2155-frederick-fox#32552 https://www.morsmordre.net/t2178-poczta-fryderyka#33148 https://www.morsmordre.net/t2176-fantastic-mr-fox#33126 https://www.morsmordre.net/f413-devon-lisia-nora https://www.morsmordre.net/t3769-skrytka-bankowa-nr-605#69393 https://www.morsmordre.net/t2332-freddie-fox#35856
Re: Opuszczone muzeum [odnośnik]18.12.20 15:55
The member 'Frederick Fox' has done the following action : Rzut kością


#1 'k8' : 4, 6, 8, 4, 6, 2

--------------------------------

#2 'k8' : 3, 5, 2, 4, 6, 7
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Opuszczone muzeum - Page 15 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Opuszczone muzeum [odnośnik]19.12.20 0:19
Pole walki nigdy nie było dobrym miejscem do szastania emocjami, do wdawania się w słowne potyczki, które w takich okolicznościach stawały się kolejnym orężem mającym wytrącić przeciwnika z równowagi, rytmu. Skamander był nieczuły na podobne zabiegi. Zachowując trzeźwość myśli wypowiedział inkantację, a po niej usłyszał dwie kolejne - wypowiadane przez Foxa. Kątem oka pozwolił sobie teraz zlustrować jego stan - był w stanie stać i poruszać różdżką. Napawało to jakimś optymizmem, któremu Skamander nie był skory zanadto zawierzać. Ich sytuacja ciągle była zła.
Trudno mu było określić w którym momencie zaklęcie, którego nie udało mu się odeprzeć wykluczy go z walki - Mico - wypowiedział więc chcąc być gotowym na więcej, na to by zrobić więcej, szybciej...

|akcja 2/2


Find your wings


Anthony Skamander
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You don't need a weapon when you were born one
OPCM : 25
UROKI : 50
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/f256-bexley-high-street-27-4 https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933
Re: Opuszczone muzeum [odnośnik]19.12.20 0:19
The member 'Anthony Skamander' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 56
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Opuszczone muzeum - Page 15 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Opuszczone muzeum [odnośnik]19.12.20 23:00
Dostrzegając nagły ruch strażnika, Maeve rzuciła się na posadzkę, żeby odzyskać upuszczoną różdżkę, jednak stan, w jakim się znajdowała, znacznie ją spowolnił – gwałtowny ruch spowodował falę ostrego, rozlewającego się po żebrach bólu, sprawiającego, że trudno było jej zaczerpnąć powietrza; uporczywe dzwonienie w uszach nasiliło się, przed jej oczami zatańczyły kolorowe, jaskrawe plamki, na moment zasnuwając obraz – i sprawiając, że jej wyciągnięte dłonie, zamiast na różdżce, wylądowały na pokrytej pyłem i drobnymi odłamkami posadzce. Wiedźmia strażniczka na moment straciła równowagę, przechylając się do przodu i wspierając na ramionach; to lewe, zranione, niemal ugięło się pod nią, udało jej się jednak nie upaść, ale żeby nie krzyknąć z bólu, musiała zagryźć zęby. Strażnik, który podniósł różdżkę, zaśmiał się pogardliwie, wycofując się razem z nią o kilka kroków, wyglądało jednak na to, że Maeve nie miała poddać się tak łatwo – przesunąwszy się bliżej niższej części rumowiska, wyciągnęła z kieszeni fiolkę, której zawartość wciąż pozostawała dla niej tajemnicą – prawdopodobnie licząc na to, że jej zawartości nie znali również strażnicy. Gdy krzyknęła, jej głos był zachrypnięty, poniósł się jednak po korytarzu wyraźnie; stojący przed nią mężczyźni nie opuścili różdżek, ale widocznie się zawahali, spoglądając to na Maeve, to na fiolkę, którą trzymała w dłoni. Trudno było stwierdzić, czy przekonała ją pobrzmiewająca w głosie czarownicy desperacja, czy uznali, że mają do czynienia z osobą szaloną, ale nie zaatakowali od razu, zwlekając przez kilka dodatkowych sekund – i to wystarczyło, by przechylić szalę.

Nie będziemy z wami neg… – zaczął mężczyzna stojący najbliżej, ten, który odebrał Maeve różdżkę, ale nim zdążyłby dokończyć zdanie, kilka rzeczy stało się jednocześnie. Najpierw posłane w stronę czarownicy esposas uderzyło w jej klatkę piersiową, ale zamiast jej obezwładnić, odbiło się, nie czyniąc jej żadnej krzywdy i mknąc prosto w stronę, z której nadleciało; ułamek sekundy później za plecami wiedźmiej strażniczki, nieco stłumione przez piętrzące się za nią gruzy, rozległy się kroki – co najmniej kilka par – po czym ucichły gwałtownie (czarownica odniosła wrażenie, że brzmiały dziwnie – bez pogłosu charakterystycznego dla podbitych ciężko butów, bardziej przypominające dźwięk rozlegający się, gdy ktoś biegł bez nich). – Hej! Tutaj! – krzyknął głos za rumowiskiem, męski, niski. – Lancea! – wypowiedział pewnie, a zaraz potem zawtórowały mu dwa inne – jeden również należący do mężczyzny, a drugi do kobiety. – Lancea! Lancea! – Świsnęły zaklęcia; jedno musiało uderzyć w pozostałości zawalonej ściany, bo Maeve usłyszała za sobą huk, a następnie deszcz drobnych odłamków i pyłu posypał jej się na głowę. Dwie pozostałe wiązki przemknęły na drugą stronę, przecinając powietrze w tym samym czasie, w którym zza załamania korytarza wyłonił się Frederick, posyłając dwa śmiercionośne zaklęcia w stronę strażników. Ci unieśli różdżki, nie byli jednak w stanie bronić się z dwóch stron jednocześnie, a Fox nie był do końca pewien, czy był to zbieg okoliczności, czy może łut napędzającego go pewnością siebie szczęścia. W każdym razie – dwaj strażnicy krzyknęli krótko, a ich ciała jednocześnie przebiły lodowe sople i świetliste włócznie. Krew trysnęła z głębokich ran, częściowo plamiąc ściany, częściowo posadzkę – a częściowo opryskując twarz i przód szaty Maeve, wciąż pozostającej blisko jednego ze strażników. Widziała, z przerażającą dokładnością, jak jego oczy wywracają się na drugą stronę, różdżka wysuwa się spomiędzy palców, a on sam upada – najpierw na kolana, a później osuwając się na ziemię, rozciągnięty w nienaturalnej pozycji. Jeszcze się ruszał – dłoń na oślep szukała różdżki, starając się ją odnaleźć, ale palce błądziły zbyt daleko, by chociaż się do niej zbliżyć. Trzeci ze strażników, wreszcie odzyskawszy wzrok, uchwycił różdżkę, ale gdy tylko rozejrzał się wokół siebie, dostrzegając dogorywającego dowódcę i dwóch kompanów, którzy upadali na ziemię, zraszając ją krwią, niemal od razu ją odrzucił. Uniósł dłonie wyżej, przenosząc spojrzenie pomiędzy Frederickiem, od góry do dołu pokrytym pyłem, a Maeve, wciąż dzierżącą w dłoni fiolkę. – Zostawcie mnie! Błagam – wykrzyknął; w jego głosie nie było słychać blefu, zdawał się za to podszyty paniką.

W tym samym czasie Anthony pozostał w drugiej części korytarza sam – stojąc naprzeciwko klęczącego naczelnika więzienia oraz pięciu strażników, którzy zdawali się powoli odzyskiwać wzrok, bo gdy unieśli różdżki, w sposobie, jaki celowali, dało się dostrzec precyzję; część z nich została wymierzona w samego Anthony’ego, część we Fredericka, który – znajdując się dokładnie w rogu – miał widok na całość rozgrywającej się sceny. Skamander, nie chcąc pozostawić niczego przypadkowi, w pierwszej kolejności skierował różdżkę ku Edwardowi Murphy’emu, choć ten nie wyglądał, jakby był w stanie ruszyć ponownie do walki; słaniał się na boki, a krew coraz intensywniej plamiła przód jego szaty, zbierając się w rosnącą plamę na posadzce. Zaklęcie posłane przez aurora trafiło w niego w momencie, w którym zakrwawione palce zacisnęły się na różdżce, lecz nie zdołał unieść jej w próbie obrony; ugodzony silną drętwotą znieruchomiał, jego oczy rozszerzyły się, ciało zesztywniało; przez sekundę kołysał się jeszcze, balansując w tej nietypowej pozycji, a później upadł na podłogę, z szeroko otwartymi oczami bezwiednie wpatrzonymi w częściowo zawalony sufit.
Na twarzach strażników dało się dostrzec popłoch, sytuacja widocznie obracała się przeciwko nim, nie rzucili się jednak do ucieczki. Powietrze przecięły inkantacje, za którymi podążyły wiązki zaklęć. Petrificus totalus, lamino i ignitio jednocześnie pomknęły w stronę Anthony’ego, ale nim zdążyłyby go ugodzić, zadziałało zaklęcie rzucone na niego wcześniej przez naczelnika; powietrze wokół niego zgęstniało, a z posadzki wystrzeliły pnącza, splatając się wokół czarodzieja niczym klatka. Promienie zaklęć zatrzymały się na niej i rozprysnęły, Skamander mógł więc podejrzewać, że próba rzucenia czegokolwiek z wnętrza pułapki również nie zadziała, ale widział też, że sam był w stanie bez problemu ją opuścić – magiczne pręty rozstawione były rzadziej niż miało to zwykle miejsce, przywołane przez niego protego maxima musiało rozproszyć część tworzącej je energii – Anthony mógł się przez nie przecisnąć.
Pozostałych dwóch strażników skierowało swoje różdżki przeciwko Frederickowi. – Drętwota! Glacius! – wykrzyknęli, a oba zaklęcia ze świstem minęły Anthony’ego, mknąc prosto do celu, jasnym blaskiem rozświetlając korytarz. Sam Frederick dokładnie w tym momencie poczuł, jak euforycznie działająca na niego moc eliksiru mija, pozostawiając go samemu sobie i znów dopuszczając do głosu ból, który zalał go gwałtowną falą, promieniując z okolic lewego kolana. Zachwiał się, miał wrażenie, że noga ledwie utrzymuje jego wagę; mógł się też domyślać, że przemieszczanie się mogło okazać się trudne. Zaklęcie, po które sięgnął Anthony, zadziałało tak, jak się tego spodziewał – spowalaniające reakcje otumanienie na chwilę się rozproszyło, dodając mu sił i sprawiając, że był w stanie poruszać się szybciej.

Gdy część strażników została unieszkodliwiona, zza gruzowiska ponownie dało się słyszeć męski głos. – Kim wy, do cholery, jesteście?Maeve słyszała go najlepiej, rozlegał się tuż nad nią, musiał dobiegać przez prześwit w najniższym miejscu gruzowiska. Trzymając się nisko przy ziemi, póki co pozostawała niewidoczna, ale mężczyzna, który się odezwał, musiał znajdować się na tyle blisko, że jeśliby stanęła, znalazłaby się z nim oko w oko. Częściowo jego sylwetkę widział Frederick, wydawało mu się, że czarodziej nie nosił czarnego munduru, ale żeby przyjrzeć mu się dokładniej, musiałby podejść bliżej – a to aktualnie uniemożliwiały mu lecące w niego zaklęcia.

Trwa 13 tura, na odpis macie 48 godzin.

Rzuty: klik

Anthony, z otaczającej cię pułapki możesz wydostać się bez rzutu kością, musisz jednak poświęcić na to akcję.

We Fredericka leci udane zaklęcie Glacius oraz zaklęcie Drętwota rzucone z mocą ponad 100 oczek.

Aktywne zaklęcia i eliksiry:
Venenifer Captiona (Frederick)
Smocza łza (Maeve) - 2/2 tury
Mico (Anthony)

Maeve znajduje się pod przemienioną postacią.

Frederick - 174/278 (-15) (44 - psychiczne; 20 - rana tłuczona głowy; 10 - stłuczenia pleców; 30 - rana tłuczona lewego kolana, noga unieruchomiona od kolana w dół)
Anthony - 155/249 (-15) (44 - psychiczne; 40 - rana kłuta klatki piersiowej, poniżej żeber, możliwe obrażenia wewnętrzne; 10 - rany tłuczone żeber)
Maeve - 116/210 (-20) (44 - psychiczne; 20 - rana tłuczona głowy; 20 - wybicie lewego barku ze stawu; 10 - rany tłuczone żeber)


ekwipunki:

W razie pytań zapraszam. <3
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Opuszczone muzeum - Page 15 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Opuszczone muzeum [odnośnik]20.12.20 18:44
Rzucenie się po wypuszczoną z dłoni różdżkę kosztowało ją więcej niż z początku mogłaby przypuszczać. Krążąca w krwioobiegu adrenalina motywowała do podejmowania kolejnych wysiłków, do zdecydowania się na beznadziejną próbę ścigania się ze stojącym obok strażnikiem – na próżno. Jęknęła cicho, gdy żebra zalała fala utrudniającego oddychanie bólu, pisk niewiadomego pochodzenia przybrał na sile, a obraz naznaczyły dziwne, wielobarwne plamki. Przegrała, nie potrafiąc odnaleźć obcego, zagrabionego z trupa drewienka, zamiast tego napotykając palcami na kolejne odłamki kamiennych ruin. Zachwiała się, odruchowo wspierając ciężar na obu ramionach – czego zaraz pożałowała, uraz lewej ręki był poważny, na tyle poważny, że krzyk sam cisnął się na usta, wyrywał z gardła. Ostatkiem siły woli zacisnęła zęby, byle sobie na to nie pozwolić, a jej twarz wykrzywił paskudny grymas. Na moment, ledwie mgnienie, zapomniała, że otaczają ją bezlitośni strażnicy, że zaraz zrobią jej dużo gorsze rzeczy, zbyt skupiona na paraliżującej, odbierającym zdolność logicznego rozumowania udręce. Zaraz jednak wzięła się w garść – przynajmniej na tyle, by odsunąć się od stojącego najbliżej mężczyzny, tego, który zaśmiał się pogardliwie, znów odnaleźć przechwyconą fiolkę i wrócić do tej samej śpiewki, co w trakcie konfrontacji z naczelnikiem. Grała na czas, choć nie mogła wiedzieć, czy ma to najmniejszy sens. Nie widziała Skamandera, nie miała bladego pojęcia na temat tego, w jakiej sytuacji się znajdował i czy kolejna inkantacja zaklęcia, którą usłyszy, nie będzie jego ostatnią.
Wtedy też czar, którym próbowali ją spętać, a który skutecznie przyśpieszał bicie serca widmem niesionych ze sobą konsekwencji, odbił się, pomknął w kierunku rzucającego go czarodzieja. Czyli eliksir zadziałał, nie pomyliła go z żadnym innym – odczuła cień ulgi, choć przecież niczego to nie przesądzało, wystarczy, że poczekają chwilę, dwie, nim znów zaczną atakować… Spoglądała na tego, z którym przegrała wyścig o różdżkę, z nieskrywaną niechęcią; próbowała sprawiać wrażenie pewnej swego, wystarczająco zdeterminowanej, by dopełnić roztaczanego przed strażnikami scenariusza, musiała jednak wyglądać doprawdy żałośnie – zakrwawiona, zagoniona pod usypaną z gruzów przeszkodę, opierająca cały swój plan na ściskanej w dłoni buteleczce. Usłyszała kroki, nie dobiegały one jednak od strony korytarza, z którego uciekła, a zza pleców, z drugiej strony rumowiska. Brzmiały inaczej niż te stawiane przez umundurowanych strażników więzienia, bardziej miękko, głucho – to jednak mogło być tylko złudzenie. Kto inny mógłby poruszać się po Tower? Czy wybuch zniszczył też część cel, uwolnił więźniów…? Coś huknęło; wiedziona odruchem osłoniła głowę przed lecącymi z góry kamieniami, pyłem. Przez wyrwę przedostały się dwie świetliste włócznie, włócznie, które pomknęły wprost w zagrażających jej mężczyzn – lecz jednocześnie ktoś, majacząca przy zakręcie zjawa o znajomym głosie, również zaatakował i to silnymi, bezlitosnymi urokami, bez choćby cienia zawahania. Zamrugała gwałtownie, nim jednak zdążyłaby ją zalać fala ulgi na widok Foxa, żył, nie wyzionął ducha pod ciężarem gruzów, strażnicy ryknęli dziko, dając zaskoczyć się niespodziewanej odsieczy. I ona im zawtórowała, jednak krzycząc nie z bólem, a ze strachem, nim głos ugrzązł jej w gardle, odmówił posłuszeństwa. Powinna odwrócić wzrok, dla własnego dobra, lecz nie mogła – z szeroko otwartymi oczami, blada jak ściana, obserwowała okaleczane, dziurawione świetlistymi promieniami i ostrymi soplami lodu ciała, ochlapywana krwią zabijanych bez najmniejszych oporów ludzi. Rejestrowała wszystkie przerażające detale; spojrzenie, które przestawało widzieć, brunatne, stale zwiększające swe rozmiary plamy okalające rany, ostatnie, dramatyczne podrygi kończyn… Leżący zaraz obok czarodziej szukał różdżki, gdy uchodziło z niego życie.
Dopiero wtedy, słysząc błagania trzeciego ze strażników, widząc jak ten odrzuca oręż, unosi ręce w wyrazie kapitulacji, spróbowała podchwycić spojrzenie Fredericka. – Nie…Nie zabijaj go, zdawała się prosić łamiącym się głosem. Kręciła głową, zbyt długo, wciąż będąc w szoku, przeżywając tragedię, której była świadkiem. Nie chciała, by umierał ktokolwiek więcej. Nie tak miało to wyglądać. I choć pamiętała o nabitych na pale głowach, o więzionych w murach Tower duchach, o egzekucji i jej okropnych następstwach, nie potrafiła sprowadzić tej walki do prostej zasady oko za oko. Z otępienia wyrwał ją męski, obcy głos, jego właściciel znajdował się gdzieś za nią, za stworzoną przez wybuch przeszkodą. Kim wy, do cholery, jesteście? Drgnęła, powoli dźwigając się na nogi, uważając przy tym, by nie urazić lewej ręki, oszczędzać wciąż obolałe żebra. Nie myślała wiele, chciała spróbować dojrzeć jego twarz, ubiór, zrozumieć, z kim mają do czynienia. Czy ich też powinni się bać? – Nie jesteśmy strażnikami. Próbujemy stąd uciec – odezwała się cicho, słabo, mając nadzieję, że nie zemdleje zaraz czy to z bólu, czy z nadmiaru bodźców; nie chciała o tym wszystkim pamiętać, nie chciała czuć na twarzy krwi dogorywającego u jej stóp mężczyzny. – A wy? I czy jest tam kobieta, ranna kobieta? – dodała jeszcze. Zaraz jednak znów zanurkowała, z płaczliwym grymasem zaczęła zbierać porzucone różdżki – tę, którą jej zebrali, te, które należały do zabitych dopiero co mundurowych. Na koniec dotarła do ostatniej, odrzuconej dobrowolnie. Ją też podniosła, po czym schowała do kieszeni, wznosząc wzrok wyżej, na twarz proszącego o łaskę czarodzieja. – Nie skrzywdzę cię. Drętwota – spróbowała, chcąc go jedynie unieruchomić, upewnić się, że nie zrobi niczego głupiego, uchronić przed brutalniejszym czarem, który mógł nadlecieć w każdej chwili czy to od strony wyrwy, czy korytarza z resztą agresorów.

| zbieram różdżki (zostawiam sobie tę, którą posługiwałam się wcześniej), resztę upycham po kieszeniach - jeśli to możliwe; próbuję rzucić Drętwotę w strażnika, który się poddał; gdyby akcji - wraz z mówieniem do nieznajomych - było za dużo, to prosiłabym o zignorowanie zaklęcia


It is not our enemies that defeat us. It is our fear.
Maeve Clearwater
Zawód : Rebeliant, wywiadowca
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
The moments of peace that we find sometimes, they aren't anything but warfare, thinly disguised.
OPCM : 23
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Metamorfomag

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6468-maeve-clearwater https://www.morsmordre.net/t6481-artemizja#165435 https://www.morsmordre.net/t6475-maeve#165296 https://www.morsmordre.net/t10356-sypialnia-maeve#312817 https://www.morsmordre.net/t6969-skrytka-bankowa-nr-1629#183139 https://www.morsmordre.net/t6512-maeve-clearwater
Re: Opuszczone muzeum [odnośnik]20.12.20 18:44
The member 'Maeve Clearwater' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 43

--------------------------------

#2 'k8' : 6, 1, 5, 6, 8, 8
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Opuszczone muzeum - Page 15 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Opuszczone muzeum [odnośnik]21.12.20 12:48
Dopóki Murphy był wstanie podnosić głos, sięgać po różdżkę to tak długo Skamander nie zamierzał bagatelizować czarodzieja. Pozycja którą posiadał nie była czymś, co można było znaleźć w opakowaniu czekoladowych żab. Bez wątpienia posiadał umiejętności czyniącymi go groźnym. Jednak w tym momencie nie inkantacji obawiał się Anthony, a zwykłych rozkazów, jadowitego, podstępnego języka, którym naczelnik więzienia się posługiwał.
Zaklęcie, które przywołał dobyło celu i powaliło na więzienną posadzkę wykrwawiającego się dowodzącego więzieniem. Piątką strażników wstrząsnął widok, lecz nie na tyle by to ostudziło ich wolę w dopełnieniu ostatniego rozkazu - wszyscy wznieśli różdżki i posłali szereg zaklęć.
Skamander podniósł różdżkę w obronnym geście, kiedy to jednocześnie z ziemi wzbiły się magiczne więzy przeistaczające się w pręty zaklętego więzienia. Do ostatniej chwili nie miał pewności w jakiej formie i kiedy objawi się muscipulia. Jak na ironię, szczęśliwie dla niego, wyrosła w ostatniej chwili - uroki zaczynały rozbijać się o powierzchnię. Zmrużył powieki chcąc chronić je przed nadmierną kaskadą błysków i sięgnął po eliksir smoczej łzy. Nie mógł tkwić w magicznej celi. Zauważył też, że pręty magicznego więzienia są rozstawione rzadziej niż zwykle. Zdawał sobie jednak sprawę z tego, że w tym momencie był najbliższym celem dla zgromadzonych strażników. Wypił więc zawartość fiolki, a gdy wszystkie zaklęcia rozbiły się o więzienie spróbował przecisnąć się przez znaczącą szparę. Lewą ręką przyłożył do rany pod żebrami. Warknął z bólu i popędliwości. Nie miał dużo czasu - wiedział, że czarodzieje zaraz na nowo w niego wycelują. Miał zamiar zrobić to samo.
- Drętwota - wypowiedział, jak tylko zaczerpnął tchu, nakierowując różdżkę w stronę jednego z pięciu strażników, najbliższego - Lamino Glacio - wypowiedział zaraz później, celując w następnego z kolei

|Akcje: 1 piję smoczą łzę, 2 - wychodzę z magicznego więzienia, 3 drętwota w jednego strażnika, 4 - glacio w drugiego


Find your wings


Anthony Skamander
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You don't need a weapon when you were born one
OPCM : 25
UROKI : 50
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/f256-bexley-high-street-27-4 https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933
Re: Opuszczone muzeum [odnośnik]21.12.20 12:48
The member 'Anthony Skamander' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 49

--------------------------------

#2 'k8' : 4, 7, 6, 3, 1, 4, 7, 7, 5

--------------------------------

#3 'k100' : 7

--------------------------------

#4 'k8' : 4, 7, 3, 4, 8, 8, 5, 3, 4
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Opuszczone muzeum - Page 15 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Strona 15 z 17 Previous  1 ... 9 ... 14, 15, 16, 17  Next

Opuszczone muzeum
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach