Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Kawiarenka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Kawiarenka   28.04.16 21:48

First topic message reminder :

Kawiarenka

Kawiarenka przeznaczona zarówno dla pracowników, jak i dla gości, serwuje wyśmienitą kawę z fusami, z których można wróżyć. Rzędy półokrągłych stolików przeznaczonych dla gości otoczone są miękkimi pufami - wystrój, pełen wielobarwnych zasłonek i gobelinów z gwiezdnymi motywami, przywodzi na myśl gabinet wróżki. Ponoć przyjmują tutaj czasem prorokowie imion, częstokroć da się spotkać rzekomych jasnowidzów, a w sklepie da się zakupić opracowane przez tutejszych astrologów horoskopy.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Solene Baudelaire
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 https://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 https://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate https://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow https://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
projektantka, malarka
25 lat
Czysta
Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
0
10
2
5
3
0
6
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Kawiarenka   01.03.18 22:54

Nie skomentowała słów lorda, posyłając mu jedynie zrezygnowane spojrzenie, sugerujące jednocześnie, że nie jest w nastroju do jakichkolwiek żartów. W milczeniu poczekała również, aż pracowniczka odejdzie od ich stolika, a gdy tak się stało, mimowolnie rozglądnęła się wokół. O tej porze dnia mało kto odwiedzał to miejsce, więc poza nimi w pomieszczeniu znajdowały się może dwie, trzy zagubione dusze, niesprawiające wrażenia zainteresowanych otoczeniem i - na szczęście - ukrywającą się za oparciem fotela potomkinią.
- Wygląda na to, że tym razem nie ominie mnie składanie zeznań i długotrwałe zastanawianie się, czy złapano handlarzy. - Odparła spokojnie, przesuwając opuszkiem palca po rancie porcelanowej filiżanki z przestudzoną już kawą. - Wprawdzie jak na razie dobrze mi idzie udawanie, że wezwania do mnie nie docierają. Podejrzewam jednak, że wkrótce moja dobra passa się skończy. - Odwróciwszy wzrok na rzuconą kopertę, westchnęła ciężko, jakby na jej klatce piersiowej spoczywał ciężki głaz utrudniający swobodne oddychanie - i w istocie tak też było: świadomość, że pracownik jednostki publicznej, notabene strzegącej porządku, był świadkiem i jednocześnie postanowił poprowadzić tę sprawę wcale nie napawała jasnowłosej optymizmem i spokojem, którego pragnęła w życiu w pierwszej kolejności. Chociaż nie posądzała Anthony'ego o nieprzemyślane posunięcia, jak na przykład wysłanie pod jej drzwi delegacji z kwatery głównej, czy dyscyplinarne zamknięcie w Tower za utrudnianie śledztwa, obawiała się, że nie da jej zapomnieć o tej sytuacji jeszcze długo. Wyglądał na osobę, która stawiała na swoim, jeśli nie po dobroci, to innymi środkami, a to z kolei był wystarczający powód, by unikać go jak ognia.
- Tym razem nie mogę uciec ani zapomnieć o tej próbie porwania. - Prostując się, ujęła w dłoń filiżankę, by po chwili skosztować w miarę pobudzającej, aromatycznej kawy. Ale i ta dzisiaj jej nie smakowała wcale, chociaż nie miała zamiaru przyznać się sama przed sobą, że wczorajszy incydent nieco podkopał jej pewność siebie i rozbił psychicznie. Znacznie prościej przyszło wypowiedzenie jednej z myśli na głos, nim zdążyła zastanowić się, czy powinna zaprzątać głowę komukolwiek swoimi problemami i jeśli tak, to czy osoba siedząca naprzeciwko była do tego odpowiednia. - Nie wiem co robić. - Pierwszy raz od dawna pożałowała kilku podjętych na przestrzeni ostatnich lat decyzji i równie po raz pierwszy nie wiedziała co dalej, ukazując wreszcie swoją kruchą stronę, przeważnie skrywaną pod gruboskórną maską wyuczonych uśmiechów, z którymi żyło się zdecydowanie prościej, o ile wszystko układało się tak, jak należy.




Do you want the truth or something beautiful? I am happy to deceive you.

Powrót do góry Go down
Rameses Shafiq
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5780-rameses-shafiq https://www.morsmordre.net/t5788-seth#136750 https://www.morsmordre.net/t5791-basnie-tysiaca-i-jednej-nocy#136755 https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5792-rameses-shafiq#136756
Łamacz klątw
40
Szlachetna
Wdowiec
i will burn your world to
the ground
if you try to conquer
mine
16
13
0
0
1
5
7
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kawiarenka   02.03.18 22:54

Właściwie Rameses, podobnie jak zresztą większość członków swojej rodziny, miast tytułu lorda znacznie bardziej preferowałby swojskiego "szejka". Przywykł jednak do tej europejskiej nomenklatury i nie zamierzał z nią dyskutować, strzępiąc sobie język. Zdawał się nie dostrzegać zrezygnowanego spojrzenia Solene; stety bądź niestety szkoda było mu czasu na bycie zasępionym i to samo polecał innym. Nie sądził jednak, by taka rada obecnie w czymkolwiek pomogła Solene, postanowił zatem dyplomatycznie przemilczeć grymas na jej ślicznej buzi.
— Z pewnością. Nasi urzędniczy przyjaciele zdecydowanie nie odpuszczają tak łatwo. Nie w obliczu tego, co dzieje się wkoło — odparł niedbale, łapiąc przyniesioną mu filiżankę za ucho i obracając nią na spodku w zamyśleniu. Ciężko było powiedzieć, czy to nonszalanckie zachowanie bierze się stąd, że ma wszystko za nic, czy taką postawą próbuje wpłynąć również na samopoczucie panny Baudelaire, próbując jej uświadomić, że przejmowaniem się i tak nic nie wskóra.
— Podejrzliwi twierdzą, że świat się kończy. Ja wolę chyba określenie, że to jakiś rodzaj selekcji naturalnej — rzekł, pozwalając sobie na tę leniwą dygresję dotyczącą anomalii. Ciężko było określić, skąd się wzięła, po co i przede wszystkim: dlaczego. Postanowił jednak znaleźć odpowiedź. W końcu cóż innego mu pozostało? Poza tym łatwo było mu oceniać sytuację w ten sposób, gdy anomalie dość łagodnie obeszły ich rodzinę. Inaczej by śpiewał, gdyby to ich siedzibę obrócono w perzynę.
— Każda dobra passa kiedyś się kończy — odparował, podnosząc ciemny, pusty wzrok znad filiżanki, która stała przed nim. Jakoś niezbyt kwapił się do picia tego naparu. Być może zabrzmiało to nieco cynicznie; czy można jednak było stwierdzić, że się mylił? Był święcie przekonany, że nic nie trwa wiecznie. Przyglądał się blondynce intensywnie, właściwie trochę rozbawiony jej niepohamowaną tendencją do wpadania w prawdziwe bagno. Tym razem jednak i on musiał przyznać, że trochę przesadziła ze swoim pechem.
— Kto i po co? — Zapytał krótko. Proste pytanie, prosta odpowiedź, przynajmniej pozornie. Mogła nie znać sprawcy ani jego motywów, to oczywiste. Musiała mieć jednak jakieś podejrzenia, choćby ich zarys. Z pewnością nie znał wszystkich jej sekretów, jednakże nie wydawała się kimś szemranym, kto mógłby niechybnie wplątać się w coś większego, chyba, że przypadkiem. Być może się mylił. Tego nigdy nie można było wykluczyć.
— A o tej pierwszej zapomniałaś? — Zapytał, błyskając zębami w uśmiechu, jakby poddając w wątpliwość to, czy na pewno tak się stało. Na jego nieszczęście, nikt nigdy nie próbował go porwać, stąd ciężko było mu sobie wyobrazić, jak miałoby to wyglądać w praktyce. Pytanie to, mimo, że mogło się zdawać drwiące, wcale takim nie było. Po prostu był ciekaw, czy istotnie tak łatwo zapomnieć o czymś, co przynajmniej w teorii jawi się jako traumatyczne.
Spoważniał nieznacznie, z większą mocą zdając sobie sprawę, że tutaj niewiele jest w stanie zdziałać.
— A co właściwie powstrzymuje cię przed tym, by pójść i złożyć zeznania? Nie chcesz, żeby złapano sprawcę? — Zapytał, mrużąc oczy, wbite w Solene niczym dwa sztylety. Nie oceniał podjętych przez nią decyzji, raczej starał się zrozumieć, co kieruje tą młodą dziewczyną. Pozornie wyglądało, jakby próbowała sobie bardziej skomplikować życie, zatem chciał ją powstrzymać przed dodatkowym umartwianiem się, jeśli nie było ku temu potrzeby.
Głównie pytał, taki już był. Stosunkowo niewiele mówił o tym, co u niego, skupiając się raczej na zdobywaniu informacji i obserwowaniu otaczającego go świata.





I tried to be someone
else but nothing seemed
to change
Powrót do góry Go down
Solene Baudelaire
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 https://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 https://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate https://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow https://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
projektantka, malarka
25 lat
Czysta
Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
0
10
2
5
3
0
6
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Kawiarenka   03.03.18 1:34

Nieważne, czy kończył się świat, czy dokonywała się ciężka selekcja naturalna, eliminująca słabe jednostki: Solene nie zamierzała dać za wygraną, a przynajmniej nie planowała oddać się bez walki, nie po tym, jak od dziecka wyrabiała w sobie waleczny i silny charakter, stawiający zawsze na swoim. Miała plany, dopiero po realizacji których i stwierdzeniu, że niczego nie żałuje mogła odpuścić. To jednak nieprędko miało nastać. Darowała sobie komentarz o ministerstwie, którego nie była zwolennikiem, wiedząc, że ściany mają oczy i uszy, szczególnie jeśli chodziło o takich przyjaciół, a w ostatnim czasie miała za dużo problemów, by wpadać w kolejne.
Proste pytanie wcale nie było proste, a odpowiedź na nie tym bardziej nie należała do banalnych. Wzruszyła ramionami, uśmiechając się dziwnie, kpiąco i z lekkim powątpiewaniem. Bo skąd to mogła wiedzieć? Do tej pory żyła w poczuciu, jakże naiwnym, że nie ma wrogów i jest nietykalna, co też powiedziała Skamanderowi, gdy zadał podobne pytanie.
- Nie znam ich. Nie byli doświadczonymi porywaczami, jeden od razu uległ urokowi. Przypuszczam, że próbowali szczęścia i nikt ich nie nasłał. - Twarze tych dwóch jeszcze nie śniły jej się po nocach, jednak uczucie bycia obserwowaną wcale jej nie opuściło. Dlatego ponownie, mimowolnie, wychyliła się zza fotela, pod pretekstem zerknięcia na piękny obraz wiszący koło wyjścia z kawiarni i w końcu znowu zerknęła na siedzącego naprzeciwko mężczyznę. Z każdą kolejną chwilą czuła się coraz bardziej senna, co nie było niczym zaskakującym po nieprzespanej nocy. - Pominę fakt, że podejrzanym jest młody Bullstrode, z którym widziałam się chwilę wcześniej, jak i głupie pytanie, czy mógł zdawać sobie sprawę z moich korzeni. - Dodała niemal szeptem, nazwisko lorda ledwo co wypowiadając; nie chciała mieć problemów ani nie chciała, by on je miał, bo nie sądziła, by w jakikolwiek sposób był zamieszany w sprawę. W tej kwestii jednak pozostawała jej wiara w umiejętności aurorskie i dochowywanie tajemnicy. Kolejne pytanie spowodowało z kolei, że zamilkła na dłużej, taksując Ramesesa na wpół obecnym tu i teraz spojrzeniem. Mógł się domyślić, że powróciła myślą do tamtego dnia, choć bardziej niż próbę porwania rozpamiętywała śmierć niewinnego młodzieńca, która nieprzerwanie śniła jej się od kilku lat, w ostatnim czasie coraz marniej tłumiona ziołowymi eliksirami nasennymi.
- Częściowo, tak. - Pamiętała tego drugiego, rudego chłopca, który ją uratował i szybką wyprowadzkę do stolicy Anglii, a przede wszystkim ogarniającą ją bezradność, kiedy nie mogła pomóc tamtemu biedakowi. Czuła się winna, podobne wyrzuty odczuwając przy manipulowaniu jednym z porywaczy i zmuszaniem go słodkim tonem głosu do przyjmowania kierowanych w jej stronę zaklęć. Do teraz nie rozumiała jak je przeżył.
Później znowu zamilkła, łapiąc się za nasadę nosa pomiędzy brwiami, co czyniła często, gdy napotykała na problem ze skupieniem się. Dylemat jasnowłosej o złożeniu zeznań był całkiem prosty, a niechęć nie wynikała z powodu strachu, czy podobnych pobudek. Oczywiście chciała, by złapano sprawców, co tylko minimalnie poprawiłoby jej bezpieczeństwo, ale nie chciała, żeby ktokolwiek dowiedział się o zajściu w magicznej wiosce.
- Mam dziwne przeczucie, że zmuszą mnie do mówienia o Hogsmeade, a wolałabym tego uniknąć. Nie chcę słuchać, że powinnam to zgłosić, nie zatajać, że to było nierozsądne i że przeze mnie zginął ktoś niewinny. Nie umiem aż tak dobrze kłamać i kontrolować swoich słów, szczególnie, że ten auror już się czegoś domyśla. To chyba wystarczający powód, żeby tam nie iść. Drugim jest to, że nienawidzę publicznych placówek, a trzecim fakt, że moje zeznania nic nie wnoszą, skoro on tam był od początku. - A może jednak się myliła? - Sama nie wiem. Już nic nie wiem. Wolałabym przeczekać kolejny miesiąc gdzieś daleko stąd. - Dodała wnet, rozkładając bezradnie ręce.




Do you want the truth or something beautiful? I am happy to deceive you.

Powrót do góry Go down
Rameses Shafiq
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5780-rameses-shafiq https://www.morsmordre.net/t5788-seth#136750 https://www.morsmordre.net/t5791-basnie-tysiaca-i-jednej-nocy#136755 https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5792-rameses-shafiq#136756
Łamacz klątw
40
Szlachetna
Wdowiec
i will burn your world to
the ground
if you try to conquer
mine
16
13
0
0
1
5
7
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kawiarenka   05.03.18 10:52

To wszystko nadal nie zmieniało faktu, że brak motywu i podejrzeń co do niego, samo w sobie było dość zastanawiające. Czy Solene nie zastanawiała się, po co właściwie ktoś mógłby chcieć ją porwać? Bo przecież nie dla samego aktu porwania, jak sądził, choć nie wykluczał pomyłki. Tak naprawdę ciężko było jednak spodziewać się po nim dużego zaangażowania w sprawę, gdy obecnie sam próbował łapać kilka srok na ogon. Trudno rozważać hipotetyczne powody porwania znajomej, kiedy jego rodzony brat zaginął bez śladu i nic nie zapowiadało, by miał się w najbliższym czasie odnaleźć. Co zaś tyczy się oczu i uszu w ścianach, był tego równie świadomy, co Solene. Głównie z tego też powodu nie pozwolił sobie na bardziej zuchwałe sformułowanie, nawet jeżeli cisnęło mu się na usta. Nie lubił przebierać w słowach, zwłaszcza, gdy nie otaczali go inni szlachcice, w których szeregach wciąż zatrważająco wielu łykała kij, ilekroć tylko wypływał niewygodny temat. Ramesesowi było chyba pod tym względem łatwiej, bo choć z grzeczności i poczucia obowiązku przestrzegał prawa, wiedział, że to nie jego rząd i nie jego kraj.
— Wątpię — rzucił, a choć lekceważąco bawił się filiżanką, na granicy rozlania gorącego napoju, jego bystre, czarne spojrzenie wciąż intensywnie wpatrywało się w Solene. — Jak sobie to wyobrażasz? Idzie sobie dwóch czarodziejów ulicą, widzą ładną, samotną dziewczynę i postanawiają ją porwać? Przecież taką akcję trzeba zaplanować. Chyba, że byli po prostu bardzo, bardzo głupi albo równie zuchwali — urwał, puszczając naczynie i opierając dłoń o stół. Zabębnił palcami w blat, jakby nie potrafił przez kilkanaście sekund usiedzieć w bezruchu. Zamyślił się przez moment, jakby rozważając słowa panny Baudelaire, niedbale przejeżdżając ręką nad płomieniem świecy. Mógł sobie obecnie jedynie dywagować, wszak nie znał całej sprawy, faktem było jednak, że śmierdziała potwornie. W czasach, w jakich przyszło im żyć, porywanie przypadkowej osoby bardzo szybko mogło się zakończyć porwaniem członka rodziny szlacheckiej, albo szanowanej czystokrwistej, to z kolei prowadziło do otwartego konfliktu. Niezależnie od tego, kto się tego dopuścił, albo miał plan na szerzej zakrojoną skalę, albo był zbyt głupi, by dostrzegać to zagrożenie.
— To poważne oskarżenie — rzucił, znowu wbijając w nią badawczy, pusty wzrok. Ciężko było coś wyczytać z jego twarzy, jak zresztą zwykle, kiedy nie gościło tam nic tak oczywistego, jak gniew. Po chwili spojrzenie mu złagodniało. — Choć jak sądzę, to nie twój pomysł — przekrzywił głowę, aż coś w szyi nieprzyjemnie chrupnęło. Nie byli w ustronnym miejscu, powstrzymał się zatem od dalszych komentarzy na ten temat.
Są takie aspekty życiorysu, które najchętniej by się z niego w taki czy inny sposób wycięło. W przypadku Solene były to wyrzuty sumienia, wywołane nieumyślnym przyłożeniem się do cudzej śmierci. Pod tym względem Rameses powinien ją przynajmniej w teorii rozumieć, przecież sam doświadczył czegoś podobnego. Różnica była taka, że śmierć poniósł ktoś mu bardzo drogi, a mając wybór niechybnie sam bez zastanowienia wolałby zginąć, niż godzić się z późniejszymi konsekwencjami. Nie myślał o tym jednak teraz, już nie. To była prosta droga do obłędu, a na ten Rameses nie miał czasu. Gdyby podzieliła się z nim swoimi wątpliwościami, pewnie powiedziałby jej, że to nie umarłych powinna żałować, bo im jest już wszystko jedno. Mimo to milczał.
— Nawet jeśli przeczekasz, to po powrocie i tak do tego wrócą. Nie mnie oceniać ile w tym sensu, skoro był inny świadek, ale takie są procedury. Odbębnij to i miej z głowy, chyba, że nie chcesz żeby ich złapano — wzruszył ramionami, koniec wypowiedzi okraszając na poły ironicznym uśmieszkiem. Był zwolennikiem prostych rozwiązań i nie komplikowania sobie życia, bo rozkopywanie z uporem maniaka nawet najdrobniejszych jego aspektów odbierało już i tak nikłe przyjemności z niego płynące.





I tried to be someone
else but nothing seemed
to change
Powrót do góry Go down
Solene Baudelaire
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 https://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 https://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate https://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow https://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
projektantka, malarka
25 lat
Czysta
Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
0
10
2
5
3
0
6
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Kawiarenka   12.03.18 20:00

Poruszony przezeń temat z każdą kolejną chwilą zaczynał robić się męczący i sprawiał, że zaczynała się wycofywać, uciekając myślami w krainę marzeń i projektów, niż skupiając się na słowach swojego towarzysza. Wiedziała, że nie dojdą do żadnych wniosków, bo mieli najwidoczniej odmienne zdanie w kwestii i sprawców, i tego, co powinna zrobić, chociaż udzieloną przez Ramesesa poradę wzięła sobie do serca. Mogła obiecać, że weźmie pod uwagę jego słowa, gdy dostanie kolejny list z jednostki, ale jak na razie miała zamiar iść w zaparte; dopóki żaden auror nie stanął przed jej drzwiami, nie zamierzała się przejmować, wykorzystując fakt, że była przecież ofiarą i jej krucha psychika źle to zniosła, nawet jeśli było to zwyczajne kłamstwo. O tym jednak nikt nie wiedział.
- Nie rozmawiajmy już o tym, proszę. - Jęknęła wreszcie z słyszalną w głosie rezygnacją, nie wiedząc jakich argumentów mogłaby jeszcze użyć w tej dyskusji i pożałowała zresztą, że w ogóle się jej podjęła. Mogli przecież wypić kawę w spokoju, porozmawiać o pogodzie, a ona udawałaby, że wszystko jest w porządku, tak, jak udawała przez znaczną część swojego życia. - Ostatnio stało się dużo złego, doceńmy fakt, że pijemy kawę w ciszy, spokoju i w ładnym miejscu. - W minionych dniach szczęście prawie wcale nie miało ochoty się jej trzymać i nie rozumiała, czym sobie zawiniła. Nie zrobiła nikomu krzywdy, być może wiodła zbyt spokojne życie, które teraz postanowiło dostarczyć jej rozrywki; resztką optymizmu doszukiwała się w niektórych wydarzeniach wzmocnienia charakteru, jak i tego, że na jedną osobę chyba przypadała określona liczba złych rzeczy. Ona wyczerpała chyba wszystkie możliwości - teraz powinno być tylko lepiej. Podobno.
- Porozmawiajmy o tobie. - Podjęła kolejną próbę wypicia kawy, chociaż ta, maksymalnie przestudzona, smakowała jeszcze gorzej. Odsunęła więc filiżankę wgłąb stolika, opuszkiem palca przesuwając po pozłacanych wzorach na porcelanie. Wzrok utkwiła w męskiej twarzy. - To prawda, że w waszym kraju jest najlepsza kawa? - Aromatyczna, mocna, parzona z odpowiednimi przyprawami, nie umywająca się do tego, co serwowano z chłodnej Anglii. Potrzebowała rozmowy o niczym, a przynajmniej o niczym związanym z ostatnimi problemami w ich świecie - poruszenie kwestii kawy było do tego najlepszym punktem wyjścia.




Do you want the truth or something beautiful? I am happy to deceive you.

Powrót do góry Go down
Rameses Shafiq
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5780-rameses-shafiq https://www.morsmordre.net/t5788-seth#136750 https://www.morsmordre.net/t5791-basnie-tysiaca-i-jednej-nocy#136755 https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5792-rameses-shafiq#136756
Łamacz klątw
40
Szlachetna
Wdowiec
i will burn your world to
the ground
if you try to conquer
mine
16
13
0
0
1
5
7
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kawiarenka   14.03.18 12:01

Rameses podjął temat w sposób tak drobiazgowy w zasadzie tylko i wyłącznie ze względu na to, że Solene sama go zaczęła. W przeciwnym wypadku bynajmniej by nie naciskał, nie uważając, by była to jego sprawa. Swoje zdanie na ten temat przedstawił, być może sugerując się bardzo krótkowzrocznym osądem i powierzchowną logiką. Ciężko było mu jednak oceniać sytuację jako osobie postronnej i w żaden sposób z nią przecież niezwiązanej, równie ciężko byłoby zatem oczekiwać od niego zaangażowania. Znał urywki przeszłości dziewczyny i dostrzegał, że część jej aspektów lubiła najwyraźniej się powtarzać, ale to już od niej zależało, jak do tego podejdzie.
Sama zaczęłaś — odparł jedynie, uśmiechając się chytrze, podnosząc ręce do góry w geście, który mógłby przywodzić na myśl obronny, gdyby nie nonszalancki sposób, w jaki siedział. Za długo pozostawał jednak w bezruchu, więc poruszył się, siadając prosto i opierając jednym łokciem o blat stołu.
Dyskutowałbym z tym spokojem — mruknął, chwilowo przenosząc czerń spojrzenia z czarownicy, by powieść nim z leniwą manierą po pomieszczeniu. Co jakiś czas tak robił, jakby czegoś wypatrywał, albo wyczekiwał. Wrażenie to było jednak całkowicie złudne. Zawiesił wzrok na jednej z zasłon, zastanawiając się, co chcieli imitować wystrojem tego wnętrza, choć zwykle nie przywiązywał wagi do takich detali. Ciężko było mu też pochylić się nad kawą, która niezbyt mu smakowała, choć nawet jej jeszcze nie spróbował. Stygła sobie w najlepsze, ale nie kwapił się do jej picia.
Na miejscu Solene nie byłby taki prędki w osądach, czy wyczerpała limity nieprzyjemnych wydarzeń. Te, zupełnie paradoksalnie, im więcej ich było, tym bardziej lubiły się mnożyć. Dlatego też zwykle z niebywałą ostrożnością podchodził do sformułowania, że gorzej już być nie może. Zawsze może.
A o czym tu mówić? — Zapytał, uśmiechając się niejednoznacznie i odwzajemniając spojrzenie blondynki niemal natarczywie. Nie było łatwo jej zniechęcić czy zawstydzić, była na to zbyt bezpośrednia, więc nie na taki efekt liczył. W jego słowach nie było też fałszywej skromności. Mógł rozmawiać o wielu rzeczach, od pogody po zwyczaje w jego rodzinnym kraju, ale tematy dotyczące go bezpośrednio, kłębiły mu się w głowie i to tam miały pozostać, pieczołowicie ukryte przed światem.
Pytasz nieuleczalnego patrioty, czy coś w jego kraju jest najlepsze? Mam nadzieję, że nie liczysz na obiektywizm — błysnął w uśmiechu zębami, dając do zrozumienia, że żartuje, choć tylko połowicznie. Nigdy nie krył się z poglądem, że gdyby nie okoliczności, to zdecydowanie wolałby przebywać w Egipcie, niż tutaj. Początkowe zainteresowanie obcą kulturą w końcu mu spowszedniało, a psia pogoda i dziwne podejście do polityki i zabawy Anglików go zmęczyło. Nie miał jednak wielkiego wyboru. Amun zniknął, ktoś musiał wesprzeć ojca. Skończył się tym samym okres jego, może nie tyle hulaszczego, ile z pewnością znacznie bardziej beztroskiego żywota, pełnego zachowywania się w sposób, który mu odpowiadał, choć nie przynosił hańby rodzinie. A jeśli już to tak, by nigdy nie doszło to do czyichkolwiek uszu.
Od nas się całe to kawowe szaleństwo zaczęło, więc pewnie tak. Chociaż kwestia gustu i regionu. — W kawiarni zrobiło się nienaturalnie cicho i głośna rozmowa odbijała się od ścian pomieszczenia, sprawiając wrażenie hałaśliwszej, niż była w rzeczywistości. Oparł się zatem o blat, pochylając w stronę Solene i zniżył głos o kilka oktaw, zupełnie jakby ta błaha rozmowa przybrała nagle niezwykłej wagi i poufności. Przesunął na bok świecę, żeby mieć lepszy widok na blondynkę. Przez chwilę utkwił w niej spojrzenie, ciemne, zupełnie niczym rzeczona kawa. — Gorąca, słodka, aromatyczna — dorzucił. Czy aby na pewno mówił jednak o kawie? Można było zwątpić pod naporem jego oczu, w których odbijał się płomień świecy. Zaraz jednak z powrotem opadł na oparcie, choć wzroku nie odwrócił.
Powinnaś kiedyś spróbować. Anglicy przodują w herbacie, ale nie potrafią parzyć dobrej kawy — zawyrokował.





I tried to be someone
else but nothing seemed
to change
Powrót do góry Go down
Solene Baudelaire
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 https://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 https://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate https://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow https://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
projektantka, malarka
25 lat
Czysta
Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
0
10
2
5
3
0
6
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Kawiarenka   16.03.18 1:16

Rameses zawsze był dla niej zagadką, ale właśnie przez to dostrzegała między nimi podobieństwa; rzadko kiedy byli wylewni, mówiąc tyle, ile potrzeba i nigdy ponad to a mimo wszystko czuła się w jego towarzystwie dosyć swobodnie. Mimo to, zdarzało się, że zastanawiała się, czy ich znajomość jest dobrze postrzegana wśród innych klientów, wszak mniej więcej orientowała się w relacjach panujących pomiędzy rodami - i podobnie było teraz, gdy bez większego powodu, poddała w wątpliwość spokój w wieży i to, czy ich dzisiejsze, przypadkowe, spotkanie nie stanie się tematem plotek, podobnie jak ślub Odette z lordem Parkinsonem.
Uśmiechnęła się szczerze, widząc, że nie tylko ona miała tendencje do porównywania Anglii do swojego rodzinnego kraju. Chociaż nieszczególnie skarżyła się na swój los w tym miejscu, tak dalej dostrzegała wiele jego wad. Gdyby nie sytuacja w domu, która była bardzo napięta i nie pozostawiała jej innej możliwości, prawdopodobnie nigdy nie opuściłaby Francji, która wydawała się być zdecydowanie bardziej pobłażliwa wobec zasad, niż konserwatywne wyspy. Widziała, jak wiele różni ją od osób, w których żyłach płynęło angielskie wychowanie i świadomość, że nie jest w stanie dojść do porozumienia z każdym, jak miało to miejsce we Francji, czasami ją dołowała. W zamian za to stała się mistrzynią w wyznaczaniu rytmu dnia co do minuty i dotrzymywaniu terminów, zapomniała co to słodkie lenistwo wśród pięknych ogrodów, niespecjalnie również do tego tęskniąc. Powiodła spojrzeniem w kierunku okna; pogoda dzisiejszego dnia znowu nie sprzyjała, po raz kolejny oferując im chłód i deszcz, a co za tym szło: ponury krajobraz - to chyba smuciło ją najbardziej.
- Nawet nieuleczalny patriota jest w stanie dostrzec wady swojego kraju. - Odparła, podrzucając mu tę kwestię pod rozwagę i chociaż nie liczyła na pociągnięcie tego wątku, podejrzewała, że do niego powrócą.
Podłapała dwuznaczność słów Ramesesa, przez krótki moment wpatrując się w ciemne tęczówki mężczyzny w skonsternowanym milczeniu. Nie była w szczególnym nastroju do podobnych sugestii i kontynuowania rozmowy w podobny sposób, patrząc na wydarzenia zaledwie sprzed jednego dnia, gdy ledwo co wyszła cało z opresji, z drugiej strony jednak przez myśl przemknęło jej to, że może chociaż w ten sposób odwróciłaby myśli od minionego wieczoru. A może jednak jej się wydawało i bezsenna noc płatała jej figle, odbierając zdolność do racjonalnego myślenia? Po chwili nachyliła się w jego stronę ze słabym uśmiechem, pozbawionym naturalnego blasku, ale wciąż zaciekawionym.
- Brzmi obiecująco. - Rzekła krótko, a wreszcie podniosła się ze swojego miejsca. Musiała się zdrzemnąć, ledwo stojąc o własnych siłach na nogach; piękny wygląd, niezależnie od sytuacji i zdrowia, maskował jednak oznaki zmęczenia, chociaż brak skoncentrowania na czymkolwiek mówił sam za siebie. - Uznaję to za propozycję. - Pożegnawszy się tymi słowami, z gracją baletnicy zrobiła zwrot i skierowała się do wyjścia z wieży. Zetknięcie ze świeżym powietrzem poza budynkiem ocuciło Francuzkę na tyle, by była w stanie wrócić cało do swojego pokoju i przy pomocy ziołowych specyfików pozbyć się natrętnych rozważań, popadających w skrajności.

zt (oboje?)




Do you want the truth or something beautiful? I am happy to deceive you.

Powrót do góry Go down
 

Kawiarenka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Kawiarenka Babuni
» Kawiarenka pani Imbryk~
» Kawiarenka Starbucks - Ulica Nankińska

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Okolice :: Wieża astrologów-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18