Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Sala Planet
AutorWiadomość
Sala Planet [odnośnik]28.04.16 21:48
First topic message reminder :

Sala Planet

Nazwana tak nieco na wyrost, prawdziwa Sala Planet jest tylko jedna i mieści się w Departamencie Tajemnic Ministerstwa Magii. W Wieży Astrologów znajduje się jednak miniaturowe muzeum powiązane z dziedziną kosmosu, w którym można podziwiać drobne eksponaty dotyczące globu ziemskiego - i nie tylko. Choć krążą wśród nich głównie zwiedzający, od komnaty prowadzą również korytarze wiodące do bardziej prywatnych komnat pracowników obserwatorium.
W tej lokacji obowiązuje bonus do rzutu kością w wysokości +5 dla Rycerzy i +10 dla Śmierciożerców.


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 01.09.18 18:48, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Sala Planet - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Sala Planet [odnośnik]16.08.18 11:43
Słysząc słowa Bertiego, uśmiechnął się i pokręcił lekko głową.
-Gapiłem się w gwiazdy jeszcze zanim Ty zdążyłeś się nauczyć, że zdecydowanie nie należy pchać się do klatki pełnej słoni- Nawet, jeśli tamtego dnia w cyrku serce niemalże rozsadziło mu żebra w ataku paniki, kiedy bohatersko próbował uchronić pulchnego berbecia przed wyjątkowo bolesnym spotkaniem z kilkutonowym zwierzęciem, teraz wspomnienie ich pierwszego spotkania było miłym. Jedno z tych, które lubił przywoływać bezwiednie w straszne, ogarnięte wojną wieczory, aby przegonić ich mrok, rozproszyć go tym małym, maleńkim promykiem radości. Byli wtedy tacy młodzi. Tacy beztroscy. Słodki urywek dzieciństwa, żółknąca kalka z dwójką uśmiechniętych chłopców- wtedy nie wiedział jeszcze, nie mógł wiedzieć, że ze wszystkich wspaniałych rzeczy, jakie mogły go spotkać w dorosłym życiu, czeka go zostanie częścią magicznego świata. A teraz tkwił tutaj, w samym epicentrum magii, rozszalałej, niebezpiecznej, dzikiej; ale wciąż jego. Dlatego, paradoksalnie, nie czuł strachu- być może głupio i niemądrze, w końcu tkwił tu zamknięty, uwięziony pomiędzy wirującymi odłamkami wszechświata, między wycelowanymi w jego głowę pociskami planet i ostrymi dyskami księżyców. Ale magia, nawet ta nieujarzmiona, naznaczona anomaliami, była w końcu nieodłączną częścią jego samego. Nie mógł się jej bać.
-Nie mam najmniejszego zamiaru. Mój nos jest już wystarczająco krzywy- Próbował zachować optymizm do końca; nawet, jeśli oboje wiedzieli, że w przypadku niepowodzenia złamany nos byłby prawdopodobnie najmniejszym z jego zmartwień. Nie tracił jednak czasu na zastanowienie. Przymknął oczy, na chwilę niechętnie odrywając się od urzekającego widoku wirujących planet, i wyciągnął różdżkę. Ponownie powoli, ostrożnie spróbował wyczuć niespokojny, galopujący puls otaczającej ich magii, i zanurzyć się w nim całkowicie, płynąć z jego prądem, wierząc, że był w stanie go ujarzmić. Nie mógł naprawić całego świata, niezależnie od tego, jak bardzo tego pragnął- mógł jednak spróbować naprawić chociaż tą część wszechświata, wirującą bezładnie poza bezpieczną, właściwą orbitą.


intertwined
I've pinned each and every hope on you
I hope that you don't bleed with me



Duncan Beckett
Zawód : pracownik Niewidzialnego Oddziału Zadaniowego
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
spare me your judgements and spare me your dreams,
don't cover yourself with thistle and weeds
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 xxx
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3098-duncan-beckett#50701 https://www.morsmordre.net/t3184-to-do-pana-panie-beckett#52861 https://www.morsmordre.net/t3139-duny#51645 https://www.morsmordre.net/f312-pokatna-8-5 https://www.morsmordre.net/t3185-duncan-beckett
Re: Sala Planet [odnośnik]16.08.18 11:43
The member 'Duncan Beckett' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 73
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Sala Planet - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Sala Planet [odnośnik]16.08.18 12:31
Słysząc słowa Duncana, uniósł brwi trochę w wyrazie zdziwienia, trochę oburzenia, jakby ten mówił o czymś, co nie miało prawa nigdy mieć miejsca.
- Ale jak to nie należy?
Uśmiechnął się po chwili. Lubił pozwalać się odciągać miłym czy zabawnym myślom, kiedy dookoła działy się rzeczy złe. To sposób na to, by pamiętać że człowiek ma o co walczyć. O ten świat który kiedyś był dokładnie taki jak powinien. I jeszcze będzie, tylko się o to trochę postarają.
- Swoją drogą jesteś kłamcą. Myślałeś, że zapomnę te wszystkie obietnice o latających dywanach i pustyniach? - dodał cicho, gdy szli ku górze. No, lata później Duncan mu zapewnił pustynię w gardle pewnego poranka, a później kilka innych, jednak raczej nie to miał na myśli kilkuletni chłopiec ratujący obcego przed zmiażdżeniem pod wielką łapą słonia.
W końcu jednak trzeba było przerwać, a przerwała im dziwnie zachowująca się magia. Wspólnie dostali się we właściwe miejsce i wspólnym działaniem... uspokoili ją? Dziwne, nienaturalne i może i trochę miłe, jednak wiążące się z niebezpieczeństwem poczucie lekkości zniknęło, przedmioty opadły na podłogę, czy stoły. Planety, gwiazdy czy cokolwiek - eh, Bertie na prawdę spał na tych zajęciach, były to sny miłe ale raczej nie związane z podniebnymi planetami - dookoła Słońca zaczęły się poruszać jakoś tak bardziej naturalnie.
- Udało się? - spojrzał na przyjaciela, patrząc ku górze. - Dziwnie to wygląda.
Dodał. Więcej nie mógł stwierdzić, nie wiedział o kosmosie za wiele, jeśli Duncan mu powie, że wszystko jest w porządku to on tylko pokiwa głową, skoro Beckett coś więcej wie. Sam Bott potrzebowałby nieludzkiego szczęścia i kilku dobrych chwil z podręcznikiem by zrozumieć, co może być nie tak, a ani podręcznika ani tych chwil nie miał, a swojego szczęścia na szczęście nie musiał testować będąc tu z kimś kto trochę więcej o wszechświecie wiedział od niego. Na szczęście.
Póki co patrzył na przyjaciela i starał się powstrzymywać szybką radość.



Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Bertie Bott
Zawód : Pracownik w Urzędzie Patentów Absurdalnych, wlaściciel Cukierni Wszystkich Smaków
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Sala Planet - Page 3 Giphy
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3537-skrytka-bankowa-nr-844 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Re: Sala Planet [odnośnik]17.08.18 10:18
-Latające planety Ci nie wystarczą?- Zapytał z autentycznym rozbawieniem w odpowiedzi na słowa Bertiego. Latające dywany z pewnością były czymś, co mogło zachwycić nie tylko dorastającego chłopca; sam Duncan zresztą wciąż czuł się tym samym chłopcem, który opowiadał małemu Bottowi bajki przy cyrkowej klatce. Świat widziany z góry, z bezpiecznej perspektywy czegoś znacznie bardziej miękkiego i stabilnego niż lakierowane drewno miotły, musiał być piękny. Jednakże ten świat- ogarnięty rozszalałą magią, błyskający kuszącą feerią barw, wirujący w tańcu do nieistniejącej muzyki- też miał w sobie swoisty rodzaj piękna. Duncan dostrzegał je zresztą wszędzie. Czasem przychodziło mu to prosto; życie w końcu samo z ochotą podsuwało mu to piękno pod sam piegowaty nos, w postaci garści przebiśniegów wyrastających na parapecie za kuchennym oknem albo ciepłej jeszcze i rozkosznie pachnącej jesienią dyniowej babeczki w witrynie mijanej cukierni. To były te proste okruchy piękna, które zbierał już niemalże odruchowo. Czasem przychodziło mu to z większym trudem; musiał włożyć odrobinę wysiłku, odrobinę dobrej woli w to, aby dostrzec coś cudownego w listopadowej dżdżystej pogodzie albo drewnianym stropie własnego pokoju, który coraz silniej pochylał się niebezpiecznie, nasiąkając wilgocią i paskudnie murszejąc. Jednak zawsze próbował, z tą samą dziecinną, niestrudzoną nadzieją i tym samym entuzjazmem, który pozwalał mu zachować część beztroskiego dzieciństwa nawet mimo zbliżania się do magicznej granicy trzydziestu lat.
Drgnął nagle pod wpływem dziwnej zmiany, która zdawała się zajść w powietrzu, które nagle stało się jakby... lżejsze. Spokojniejsze. Odruchowo poderwał głowę do góry, z niemym zachwytem obserwując, jak wirujące planety zwalniają wdzięcznie szalony rytm i łagodnymi posunięciami wracają na orbity.
-Zrobiliśmy to- Wymamrotał, czując, jak usta rozszerzają mu się w pełnym zachwytu uśmiechu. Ten sam uśmiech zbladł jednak odrobinę, kiedy Duny natknął się wzrokiem na gromadę srebrnych księżyców, zawieszonych bezładnie w przestrzeni lazurowej planety.- Prawie to zrobiliśmy. No już, przyjaciele, wracajcie na swoje miejsca.
Długie godziny wpatrywania się w nieboskłon, przez większość przyjaciół z Hogwartu pobłażliwie traktowanych za żmudne marnowanie czasu, wreszcie wydawało się wydawać owoce. Duny uśmiechnął się lekko, pełen nadziei, po czym delikatnie machnął różdżką, próbując przywrócić wszechświatowi utracony przezeń ład.

+ tutaj wrzucam przerzuconą kostkę Bertiego z II etapu!


intertwined
I've pinned each and every hope on you
I hope that you don't bleed with me



Duncan Beckett
Zawód : pracownik Niewidzialnego Oddziału Zadaniowego
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
spare me your judgements and spare me your dreams,
don't cover yourself with thistle and weeds
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 xxx
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3098-duncan-beckett#50701 https://www.morsmordre.net/t3184-to-do-pana-panie-beckett#52861 https://www.morsmordre.net/t3139-duny#51645 https://www.morsmordre.net/f312-pokatna-8-5 https://www.morsmordre.net/t3185-duncan-beckett
Re: Sala Planet [odnośnik]17.08.18 10:18
The member 'Duncan Beckett' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 37
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Sala Planet - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Sala Planet [odnośnik]17.08.18 10:38
Zrobiliśmy to. Udało się. Doszli do momentu którego do tej pory Bertiemu nie udało się osiągnąć. Magia się uspokoiła, a wszystko zdawało się wracać do normy. Dali radę zrobić coś, czego Bertie dokonać się nie spodziewał. Patrzył jednak w górę, obserwował jak Duncan przestawia kilka planet, jednak nadal mu coś nie pasowało. Mijał czas, a niepokojące drganie w powietrzu wprawiło go w tym większe zaniepokojenie. Coś jest nie tak.
Podpowiadała mu to raczej intuicja niż wiedza, jednak i sam Beckett nie wydawał się w stu procentach przekonany do swojego dzieła. W końcu młody Bott postanowił się przyłączyć czując, że nie mają za wiele czasu, korzystał bardziej ze swojego głupiego szczęścia, czasem pytając Duncana co sądzi, czy może nie tak, nie zmieniał wiele, tyko to co wydawało mu się jakoś mocno nie na swoim miejscu. Pamiętał że nie ma wiedzy, jednak Duncan też wydawał się być w tym momencie dość zagubiony. I cholera, to egzamin pod dużą presją więc nawet się go Bott jakoś nie czepiał.
- Coś jest nie tak.
Nie tylko on to czuł, zajmowało im to za dużo czasu. Starał się nie ruszać wiele, jednak kiedy Duncan zdawał się kończyć, a dookoła na nowo robiło się niespokojnie, młody Bott musiał chociaż spróbować. Obrócić jakąś planetę z inną, gdzieś coś przesunąć, coś lekko odsunąć, cholera COKOLWIEK. Z odrobiną paniki starał się, tak bardzo chcąc żeby ich dotychczasowe starania nie poszły na marne teraz, kiedy już tak wiele zdołali osiągnąć!
Stanął w końcu ponownie się rozglądając. Cholera, nie miał pojęcia jak to powinno wyglądać. Astrologia była dla niego wiedzą tajemną, jedną z tych których istnienie ignorował przez cały Hogwart, jedną z tych do których podejście wydawało mu się wybitnie mało kuszące w perspektywie innych zajęć.
- Nie ma wiele czasu...
Obaj to czuli. Spojrzał na Becketta w nadziei, że ten znajdzie jeszcze cokolwiek, jeszcze im się uda.

||muszę wyrzucić 100 na k100 ale jak tu nie spróbować... na pewno się uda!



Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Bertie Bott
Zawód : Pracownik w Urzędzie Patentów Absurdalnych, wlaściciel Cukierni Wszystkich Smaków
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Sala Planet - Page 3 Giphy
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3537-skrytka-bankowa-nr-844 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Re: Sala Planet [odnośnik]17.08.18 10:38
The member 'Bertie Bott' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 63
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Sala Planet - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Sala Planet [odnośnik]19.08.18 14:48
Był pewny. Absolutnie pewny; i być może to właśnie ta pewność poprowadziła go, i ich oboje, do zguby.
W momencie, w którym wszystko wydawało się zmierzać ku najlepszemu, powróciło dziwaczne uczucie, które towarzyszyło mu na początku- specyficzny rodzaj pulsowania w powietrzu, który powodował, że w czubkach palcach i płatkach uszu czuł wyraźne, nieprzyjemne mrowienie. Atmosfera zgęstniała nagle, napięcie wzrosło gwałtownie i zawisło ciężko w powietrzu jak ostrzeżenie; ale Duncan nie chciał uciekać. Jeszcze nie. Nie, kiedy byli tak blisko, kiedy zagubione planety zdawały się ponownie powoli odnajdować w uporządkowanej przestrzeni, którą stworzyli dla nich wspólnymi siłami. Zdecydowanie nie była to przestrzeń idealna; wyniósł z czasów nauki w Hogwarcie dostateczną ilość wiedzy o astronomii, aby zorientować się, że układ srebrzystych księżyców i intensywnie pomarańczowych ciał niebieskich dość drastycznie odbiegał od naukowego modelu. Jednak byli przecież blisko. Tuż, tuż przed ułożeniem świata od nowa jak mugolskie puzzle, tak, żeby każdy element znów idealnie pasował do całej reszty, tworząc perfekcyjny w swoim chaosie wszechświat. Posiadali wszakże zarówno zapał, jak i chęci, jak i całą masę dobrej woli- w idealnym świecie bajek to było całkowicie wystarczającym warunkiem do odniesienia zwycięstwa w każdej powziętej misji.
Jednakże to nie był taki świat.
-Uważaj!- Zawołał ostro, czując dziwny ucisk w okolicy przepony; jednakże spóźnił się o pół oddechu. To była też ostatnia rzecz, której mógł być pewien; chwilę później całkowicie stracił z oczu sylwetkę Bertiego, poderwany nagle do góry ogromną, nieznaną siłą, która bez żadnego trudu cisnęła go w gęstniejące powietrze jak szmacianą lalkę. Zamachał bezradnie rękoma, czując, jak gwałtowny wyrzut adrenaliny pospiesza rytm jego serca do szaleńczego galopu. Pospiesznie rozejrzał się dookoła, próbując dostrzec przyjaciela za ścianą miniaturowych planet i słońc, który z impetem wypadły ze swoich orbit i poczynały wirować szaleńczo wokół własnej osi tuż przed jego nosem. Absurd sytuacji na chwilę całkowicie wybił go z rytmu- i ta chwila wystarczyła, aby przeważyć o jego porażce.
-Bertie?- Zawołał zaniepokojonym głosem, po czym gwałtowny pęd wycisnął mu z płuc resztę powietrza. Nagłemu upadkowi na posadzkę towarzyszył ohydny odgłos, przypominający nieco miażdżenie glinianych skorup, i Duncan mógł jedynie domyślać się, że tak właśnie brzmiały łamane kości. Przez chwilę tkwił na ziemi w całkowitym bezruchu, usilnie próbując zaczerpnąć powietrza do gwałtownie domagających się go płuc. Przenikliwy ból zdawał się pulsować w każdej części ciała, kiedy zdołał zebrać wystarczająco wiele sił, aby przetoczyć się na bok i odnaleźć równie poszkodowanego Botta. Wspomnienie niewprawnej ucieczki z na nowo ogarniętej rozszalałą magią sali pozostawało zamglonym jeszcze na długo po tym, jak ocknął się pod wpływem rzuconego wprawną dłonią zaklęcia leczniczego.

| zt x 2!


intertwined
I've pinned each and every hope on you
I hope that you don't bleed with me



Duncan Beckett
Zawód : pracownik Niewidzialnego Oddziału Zadaniowego
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
spare me your judgements and spare me your dreams,
don't cover yourself with thistle and weeds
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 xxx
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3098-duncan-beckett#50701 https://www.morsmordre.net/t3184-to-do-pana-panie-beckett#52861 https://www.morsmordre.net/t3139-duny#51645 https://www.morsmordre.net/f312-pokatna-8-5 https://www.morsmordre.net/t3185-duncan-beckett
Re: Sala Planet [odnośnik]21.08.18 23:23
koniec sierpnia

Sierpień dobiegał już końca, a wraz z nim więdło i lato, choć nie zdążyło na dobre i w pełni rozkwitnąć. Zimowy i biały czerwiec, bardzo zimny i mglisty lipiec nie pozwoliły nacieszyć się wyczekiwaną porą; Festiwal Lata przyniósł pewne wytchnienie, stanowił ucieczkę od trosk, lecz te kilka dni minęły szybciej, niż przyjemny sen. Trzeba było powrócić do szarej i trudnej rzeczywistości, która komplikowała się coraz mocniej. Nadzieje na lepsze jutro rozpływały się coraz bardziej w zimnej mgle, znikały za horyzontem i Maxine bała się, że znikały tam bezpowrotnie. Ogłoszenie stanu wojennego nie wprawiło ją w osłupienie tak ogromne jak mogłaby się tego spodziewać; już z początkiem lipca spotkanie Zakonu Feniksa uświadomiło ją, że wojna nie nadchodzi - wojna już tu jest. Czytając specjalne wydanie Proroka Codziennego zaciskała usta w wąską kreskę; miała mętlik w głowie, lecz coś podpowiadało jej, że to słuszny krok. Że może Ministerstwo Magii pod wodzą Longbottoma w końcu się ocknie. Martwiło ją jednak - co teraz z quidditchem? Klubami sportowymi? Stan wojenny nie sprzyjał imprezom sportowym, raczej je wykluczał, a ona... Cóż. Żyła z tego. Żyła ze sportu, splendoru i błysku fleszy, które temu towarzyszyły. Nie chciała stracić źródła utrzymania, trenować miały nadal, lecz najbliższy mecz stał pod znakiem zapytania.
Z drugiej jednak strony - żaden mecz się nie odbędzie, jeśli świat pogrąży się w ciemności bezpowrotnie.
Nie zaniedbywała więc tego, czego się podjęła; nieustannie szlifowała swoje umiejętności obronne, przypominała sobie dawno zapomniane zaklęcia, ćwiczyła z bardziej utalentowaną w tej dziedzinie Jean, wracała do książek. Nie chciała marnować czasu. W pamięci wciąż miała porażki, które odniosły z Tonks w czerwcową noc podczas prób ujarzmienia magii. Tej nocy - miało być inaczej, tym razem miało być lepiej. Maxine wierzyła, że obie były dużo lepiej przygotowane na to spotkanie i tym razem anomalia nie wyślizgnie im się z rąk. Kilka tygodni wcześniej towarzyszyła Brendanowi Weasley i sporo się od niego nauczyła, zapamiętała wskazówki, których udzielił jej Gwardzista i miała nadzieję je dziś wykorzystać.
- Trzymasz się? Wyglądasz jak śmierć, Just, martwię się po prostu - spytała z troską, spoglądając na zmęczoną twarz towarzyszki, gdy już wypuściła szczupłą sylwetkę przyszłej aurorki po krótkim uścisku na przywitanie. Razem przekroczyły próg Wieży Astrologów, choć nie miały do tego prawa; włamały się jednak do redakcji proroka codziennego, na stadion Os, zrobią to także i teraz - w imię większego dobra. Przemierzały w cicho korytarze, próbując odnaleźć Salę Planet, Maxine była w tym miejscu raz, albo dwa - zaciągnęła ją rozmiłowana w ciałach niebieskich młodsza siostra, lecz niewiele z tej wizyty zapamiętała.
- Czujesz to? - mruknęła, gdy na korytarzu zrobiło się dziwnie cicho. Uczyniła kilka kroków w powietrze i nieświadomie wkroczyła w sferę działania anomalii - i niedziałania siły grawitacyjnej. Ciało Maxine poderwało się do góry, jakby nie ważyło nic, zawisło w powietrzu; uczucie nieważkości było nawet przyjemne, lecz nie ufała magii anomalii - musiała się wydostać z tego obszaru. Wycelowała różdżką w podłogę pod drzwiami, które prowadziły do sali planet i wyrzekła z mocą: - Ascendio!



That girl with pearls in her hair
is she real or just made of air?

Maxine Desmond
Zawód : Szukająca Harpii z Holyhead
Wiek : 25 lat
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna

she's mad, but she's magic
there's no lie
in her fire

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
mad max
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5560-maxine-desmond https://www.morsmordre.net/t5599-leopoldina#130569 https://www.morsmordre.net/t5602-mad-max https://www.morsmordre.net/f103-swansea-st-helen-avenue-7 https://www.morsmordre.net/t5601-skrytka-bankowa-nr-1376#130573 https://www.morsmordre.net/t5600-maxine-desmond#130571
Re: Sala Planet [odnośnik]21.08.18 23:23
The member 'Maxine Desmond' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 88

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :
Sala Planet - Page 3 HXm0sNX
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Sala Planet - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Sala Planet [odnośnik]22.08.18 12:50
Czuła się okropnie. Dziwne otępienie nie odstępowało jej na krok wraz z pustką, która zalegała boleśnie w sercu. Jedynie ból kroczył wraz z nią. Pamiętała spotkanie z Vance po próbie. Nie potrafiła się powstrzymać. Łzy pociekły po jej policzkach, straszliwie bolesne jak i pełne ulgi trudnej do opanowania. Żyła.
Ale to znaczyło też coś innego. Coś, co wbijało się wielkim cierniem w głucho bijące się między żebrami serce. W tej realności nie było jej dzieci, nie było jej męża, nie było jej domu. A to sprawiało, że nie potrafiła powstrzymać wodospadów wydobywających się z jej oczu. Cieszyła się, że postanowiła pójść do niej. Nikt inny niebyłyby równie odpowiedni. Skamander byłby zły – pewnie nadal będzie. A jego widok jedynie otworzy mocniej wszystkie rany z których nadal krwawiła. Vance nie zapytała – choć musiała się domyślać – i była jej wdzięczna za to. Za to i za ciche piękne opowieści, które rozbrzmiewały, nim puściła przytomność, której trzymała się tak długo. Sen miała niespokojny, pełen cierpienia i bólu, martwych twarzy przyjaciół, pięknych dzieci, które płakały rozpaczliwie. Obudziła się koło południa. Pokrywały ją  opatrunki, które pachniały ziołami. Zniknęła jednak szybko, ciesząc się, że na nikogo nie natknęła się wychodząc.
Miała wiele spraw, które musiała załatwić. Ale tylko jedna zdawała się ważniejsza niż one wszystkie i tylko jedna mogła odciągnąć ją od uporczywego rozmyślania. Działanie. Tak, tylko to mogło pomóc.
Nie drgnęła, gdy ramiona Maxine owijały się wokół niej. Bała się poruszyć. Bała się, że każdy odrobinę mocniejszy przyniesie jej ból. Zdawało jej się, że nawet podmuch wiatru go przynosił. Nawet lekki dotyk przypomniał o obtłuczeniach i ranach na ciele. Jednak mimo wszystko nie chciała i nie mogła odpuszczać. Tak długo jak mogła stać na nogach, tak długo była w stanie próbować.
- Niepotrzebnie, Maxine. – odpowiedziała jej spokojnie. Martwienie się o nią nie mogło nic przynieść. Już nie. Martwienie się o nią nie było odpowiednie, bowiem zgodziła się ryzykować życiem i oddać je, jeśli zajdzie taka potrzeba. Martwienie się o nią musiałoby więc być ciągłe i nieskończone, dodatkowo, nie posiadało żadnych wartości – poza tymi, które budowały znajomość. Uśmiechnęła się krzywo. – Chodźmy. – zawyrokowała razem z nią przekraczając próg, chwilę później wędrowała przodem z uniesioną białą różdżką.
- Tak. – zgodziła się a jej głos zabrzmiał nienaturalnie głośno w dziwacznie cichym pomieszczeniu. Obserwowała jak Maxina szybuje ku górze. Grawitacja, tak, słyszała o niej już wcześniej. Rozejrzała się, szybko układając fakty. Jedynym sposobem dostania się do sali było Ascendio, które rzuciła Maxina dochodząc widocznie do jednakich z jej wniosków.
- Ascendio. – wybrała więc też, różdżką wskazując miejsce do którego chciała się dostać. Miała jedynie nadzieję, że zmęczenie i osłabienie nie wpłynie na wynik jej czaru.



And oh, stupid things I do. I'm far from good, it's true. But still, I find you
next to me.
Justine Tonks
Zawód : auror, rebeliant
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women.
Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 58 +3
UROKI : 36 +6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 7 +3
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Sala Planet - Page 3 Atomic-blonde-ice-bath
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks
Re: Sala Planet [odnośnik]22.08.18 12:50
The member 'Justine Tonks' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 65

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :
Sala Planet - Page 3 HXm0sNX
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Sala Planet - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Sala Planet [odnośnik]23.08.18 13:34
- Może niepotrzebnie - przytaknęła Maxine; niepotrzebnie nie dlatego, że nie zależało jej na dobru Tonks, nie darzyły się serdeczną przyjaźnią aż po grób, lecz życzyła jej dobrze, tak jak każdemu z Zakonu Feniksa; niepotrzebnie dlatego, że miała przed sobą niezwykle silną kobietę, która choć centymetrów wzrostu miała niewiele, to ducha z pewnością większego od najwyższego szczytu w Himalajach. - Ale to mimowolne - mruknęła usprawiedliwiająco, uśmiechając się blado; nie mogła przecież powstrzymać ludzkich odczuć, które tliły się w jej sercu, zwłaszcza teraz - w tak ponurych czas w jakich przyszło im żyć. Ciemnych chmur na angielskim niebie zamiast być coraz mniej, to kłębiło się wciąż więcej i więcej - coraz ciemniejsze i groźniejsze.
Skinęła głową i podążyła za Justine. Gdy wkroczyła na teren objęty anomalią jej niewysokie, acz gibkie ciało poszybowało do góry; czuła się lekka jak nigdy, uczucie nieważkości było nawet przyjemne, lecz... czuła wciąż niebezpieczne wibrowanie powietrza, gęstego od czarnej magii. Nie powinna była zbyt długo tu zostać, musiała się wydostać - jak najszybciej. Inkantację zaklęcia wypowiedziała poprawnie, ruch nadgarstka był pewny, błysnęło więc zaklęcie, a jej różdżka z czerwonego dębu pociągnęła ją ku Sali Planet z wielką mocą. Po chwili wylądowała już na ziemi pewnie obiema stopami, czując pod nimi stały grunt, a jednocześnie coraz mocniej drgające powietrze. W chwili, gdy obejrzała się za siebie - Tonks lądowała już obok niej. Uśmiechnęła się blado, aby im obu dodać otuchy i odwagi, choć czuła się niepewnie i uśmiech ten nie sięgał oczu.
Pchnęły drzwi do Sali Planet i wkroczyły do niej z uniesionymi różdżkami: Maxine wiedziała, że były już bardzo blisko. Zbliżyła się do ognisk anomalii już kilkukrotnie, lecz tylko raz udało się jej ją poskromić, dzięki towarzystwu Weasleya; miała nadzieję, że jego nauka nie pójdzie w las. Zarówno ona, jak i Justine, były teraz silniejsze. Nie marnowały czasu; pożytkowały go na naukę. Wierzyła, że tym razem im się uda.
Spojrzała na Tonks, która w Zakonie Feniksa była zdecydowanie dłużej, do niej więc należało podejmowanie decyzji; gdy dała jej znak, wyciągnęła różdżke przed siebie i przystąpiła do próby naprawy, postępując według instrukcji, które zostały im przekazane przez profesor Bagshot. Starała się skupić swą moc na ujarzmieniu magii, okiełznaniu jej, a jednocześnie zsynchronizować z magią Justine - razem mogły więcej.


| naprawiamy metodą Zakonu Feniksa



That girl with pearls in her hair
is she real or just made of air?

Maxine Desmond
Zawód : Szukająca Harpii z Holyhead
Wiek : 25 lat
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna

she's mad, but she's magic
there's no lie
in her fire

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
mad max
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5560-maxine-desmond https://www.morsmordre.net/t5599-leopoldina#130569 https://www.morsmordre.net/t5602-mad-max https://www.morsmordre.net/f103-swansea-st-helen-avenue-7 https://www.morsmordre.net/t5601-skrytka-bankowa-nr-1376#130573 https://www.morsmordre.net/t5600-maxine-desmond#130571
Re: Sala Planet [odnośnik]23.08.18 13:34
The member 'Maxine Desmond' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 32
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Sala Planet - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Sala Planet [odnośnik]24.08.18 13:05
Zerknęła w stronę Maxine, gdy z jej ust padły słowa. Skinęła jedynie głowa. Nie martwić się – jak to łatwo powiedzieć, czyż nie? Ale czy prawdziwie dało się tego nie robić? Czasem wiara potrafiła lekko przyćmić krążące w głowie wątpliwości. Ale jeśli komuś zależało, nie był w stanie chyba całkowicie pozbyć się uczuć, które nadchodziły wraz z oswojeniem czyjejś obecności. Nie odpowiedziała jednak nic. Nie posiadała słów, którymi mogłaby ją w jakiś sposób pocieszyć, lub podbudować. Nie mogła zabronić jej zamartwiania się. A ona sama miała jeszcze nie raz stanąć w obliczu niebezpieczeństwa. Nie była w stanie też zapewnić jej, że wszystko będzie dobrze. Bo przyszłość była mętna i znało ją tylko niewielu, i równie niewielu mogło ją zmienić, czy też ukształtować. A ona podjęła się walki, samotnej tułaczki w celu obronienia świata, który znały. Może to nie był idealny świat, może posiadał wady. Ale miał też piękne miejsca i momenty, chwile które zapierały dech w piersi. Chwile, które nie powinny być nigdy okupione cierpieniem, stratą, poświęceniem tak wielkim, jakiego niektórzy z nich dokonali. Skrzywiła się lekko, gdy jej ręka rozpromieniowała bólem, jakby przypominając o wszystkim. Nadal czuła słabość i ból, który zdawał się jej nieodłącznym towarzyszem, ale sprawa była ważniejsza niż jej odczucia. Musiała nauczyć się funkcjonować cała obolała i pusta, choć na razie jeszcze nie wiedziała jak. Weszły do Sali Planet przez drzwi, które same sobie otworzyły. Tonks mrużyła lekko oczy, jakby pomagało jej to rozeznawać się w otoczeniu i nie tracić skupienia.
Czuła ją, anomalię. Od maja zdążyła już nauczyć się ją rozpoznawać, zresztą, trudno było przegapić silne skupisko magii, które wprawiało w drganie powietrze wokół. Zacisnęła mocniej dłoń na białym drewnie. I skinieniem głowy pozwoliła Maxine zacząć, samej dołączając się chwilę później.
- Trzymaj ją, delikatnie. – szepnęła do kobiety obok, czując lekkie drganie i niepewność. Sama nie zawsze była w stanie zmierzyć się z anomalią, niektórych moc przekraczała jej umiejętności. Ale podczas tych kilkunastu prób wiedziała już, że nie można działać zbyt mocno i szybko. Lepiej sprawdzało się powolne przejmowanie kontroli, delikatne jak dotyk piórka. Nie czekała też długo, nim dołączyła do niej, wchodząc w kontakt z magią, chcąc ją nakłonić do poddania się i ustabilizowania. Miała nadzieję, że mimo osłabienia, jest na tyle silna.

| 140 - 32 - 19 - 30 = 29 do rzucenia



And oh, stupid things I do. I'm far from good, it's true. But still, I find you
next to me.
Justine Tonks
Zawód : auror, rebeliant
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women.
Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 58 +3
UROKI : 36 +6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 7 +3
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Sala Planet - Page 3 Atomic-blonde-ice-bath
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks

Strona 3 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Sala Planet
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach