Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Świat Dyni

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6
AutorWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Świat Dyni   29.04.16 12:26

First topic message reminder :

Świat Dyni

Do budynku prowadzi spokojna wiejska dróżka zaczarowana magią, która odstrasza mugoli. Trudno pomylić go z jakimkolwiek innym, już na zewnątrz da się zauważyć olbrzymie zapasy wielkich pękatych dyni.
Wewnątrz restauracji można dostać właściwie wszystko, co można zrobić z dynią: od ponczu, poprzez ciasto i smakołyki, na zupach i wykwintnych daniach skończywszy. Dania z dyni cieszą się niesłabnącą popularnością wśród czarodziejów, a co ważne - oprócz restauracji w Świecie Dyni znajduje się również sklep, w którym można zakupić dla siebie nie tylko słodycze oraz konfitury, ale nawet ozdoby wykonane z tego wyjątkowego dla czarodziejów owocu.
Szczególnie tłoczno jest tutaj w okolicach Nocy Duchów, ale dyniowe smakołyki smakują równie dobrze przez cały rok.
Wnętrze utrzymane jest w schludnej estetyce przydrożnej gospody, a choć ceny nie należą do najniższych, ruch nie słabnie już od niemal stu lat istnienia tego miejsca.
W tej lokacji obowiązuje bonus do rzutu kością w wysokości +5 dla Zakonników i +10 dla Gwardzistów.


[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 28.08.18 20:17, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Jackie Rineheart
Jackie Rineheart

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5414-jackie-rineheart#122455 https://www.morsmordre.net/t5418-kluska-jackie https://www.morsmordre.net/t5419-jackie-boy https://www.morsmordre.net/f101-hartlake-road-18-9 https://www.morsmordre.net/t5423-skrytka-bankowa-nr-1349 https://www.morsmordre.net/t5424-jackie-rineheart
Zawód : auror
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Do not go gentle into that good night
Old age should burn and rave at close of day
Rage, rage against the
dying of the light
OPCM : 26
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Świat Dyni   11.12.18 21:24

Miał rację – powinni szukać w ich decyzjach i ich ruchach czegoś, co pozwoliłoby im choć przez chwilę czuć się bliżej nich. Bliżej Rycerzy Walpurgii, bliżej wroga – dokładnie tak, jak mówiło słynne w wielu kręgach powiedzenie. Nie musiała zastanawiać się nad jego słowami długo, żeby wiedzieć, jak wiele dla niej znaczyły. Rozmowy z nim, dokładnie jak rozmowy z ojcem, odkrywały te rejony jej samej, których nigdy nie poznała. Albo których poznać nie chciała. Przyklejali jej świadomość wprost do ciała, sprawiali, że wiedziała więcej, czuła więcej. Była gotowa na więcej.
Kochała ich obu. Nie wiedziała nic o romantycznej miłości, nic o uczuciach wywołujących efekty uboczne znane z głupich opowieści młodych panienek. Ale czy tylko taka istniała na świecie pełnym dziwów?
Stały wyraz twarzy i zamknięty umysł były mieszanką, która pozwalała jej nigdy nie zdradzać swoich przemyśleń, tych najbardziej intymnych i tych całkiem trywialnych. Mówiła tylko o tym, o czym mówić chciała – z własnej woli.
Oprócz wiary pozostaje nam działanie. I dobrze, że nie siedzimy biernie w miejscu. Jak niektórzy – niemal prychnęła pod nosem, przypominając sobie ostatnie spotkanie i jedną ofiarę, którą to spotkanie miało. Nie degustowała dalej ciasta. Miała nadzieję, że kiedy pracownicy tu wrócą, coś z nim zrobią. Niekoniecznie nową dostawę dyniowych placków. – Nikt. Nawet mój ojciec, nie mówiłam mu, kiedy wychodzę spotkać się z Selwynem. Ale wiedział, gdzie będziemy. Kamień musiał mieścić się w dłoni. Znasz historię o Trzech Braciach Barda Beedle’a?
Wierzyła w to, że wszystkie opowieści miały w sobie ziarno prawdy. Poprzednie myśli uleciały z jej umysłu jak przestraszone myszy. Zdradzony. Wystarczyło to jedno słowo. To jedno zdanie. Zakon został zdradzony.
Jak to się stało? I kiedy? – spytała głośniej niż zamierzała, żywo pokazując wzbierający się w niej nie tylko zaczątek gniewu, ale przede wszystkim niepokój, który chciała nim zatuszować. Pytań tłukło jej się po głowie znacznie więcej. Jakie informacje wyciekły? Były ofiary? W jakich okolicznościach to nastąpiło?
Pokręciła głową. Misja w Nurmengardzie była omawiana tylko przez nią i Selwyna, nikt o niej nie wiedział, z nikim nie dzieliła się szczegółami, przeświadczona o tym, że im więcej osób wiedziało, tym większy sztuczny tłum się robił. Nie potrzebowali udziału osób trzecich. Znali cel – był jasny i klarowny. Gdyby nie przeciwności, gdyby nie Rycerze, jak śmieli się nazywać, wyszliby stamtąd z okruchem kamienia w dłoni.
Chciała się stąd wydostać, więc podjęła krok w stronę wyjścia. Mogli teraz zostawić to miejsce w spokoju, niech nabierze spokoju, nabierze starej siły, równowagi. Magia przestała mu doskwierać. Nawet dyniom. Palce nieco mocniej zacisnęły się na różdżce, a brwi drgnęły ku mostkowi nosa, kiedy tak jawnie zapytał o Vincenta. Czuła się, jakby właśnie w tym jednym momencie rozwarł jej powłoki skórne, dotarł do mięśni, do kości, rozpłatał ją całą tylko po to, żeby pokazać światłu dziennemu, co w sobie skrywała. Ten jeden drobny element, jedną składową całości.
Człowiekiem – odparła. Czarodziejem, sobą. To jedno słowo tak doskonale go opisywało. Był taki jak ona, jak Brendan, jak każdy inny. – Tchórzem, owszem, kiedyś, tak go oceniałam, kiedy zostawiał mnie na pastwę starszych drani z naszego podwórka. Potem był już człowiekiem. Dzisiaj wiem, że uciekał od ojca, od jego ręki. Nie demonizuję go, ale sam wiesz, jaki jest. Vincent nie był kimś, kto był w stanie wytrzymać taką presję. Więc uciekł, żeby się ratować. Teraz go rozumiem.
Bo przecież sama niedawno uciekłam.
Spojrzała na niego, wcześniej jakby celowo unikając jego wzroku. Lepiej mówiło jej się, kiedy nie widziała przed sobą nikogo. Lżejsze tematy sprawiały, że szukała nie tyle jego uwagi, co obecności. Na jej usta również wpełzł uśmiech, tak niezwyczajny dla siebie, mało tego, nawet się zaśmiała. Kobieco, dziwnie obco. Nic nie zmieniło się w jej męskim obyciu, ale zawsze jej powtarzano, że śmiech miała po matce.
Więc nie musisz się o nią bać. Doskonale sobie radzi – odparła, wskazując mu drogę. Obejrzała się jeszcze za siebie, na miejsce, które całkiem niedawno było istnym polem bitwy. Zostawiali Świat Dyni w dobrym akcencie. Czystym. – Chodźmy stąd, zanim ktoś nas oskarży o sianie porządku w Londynie.
Uśmiech zbladł, było jednak coś zmienionego w jej oczach. Coś dobrego, jasny ognik, roziskrzone pstryknięcie krzesiwem. I choć ten jasny płomień miał niedługo zgasnąć, za takimi chwilami tęskniło się potem całe życie.

| zt





wre we destined to burn or will we
last the night?

Powrót do góry Go down
Brendan Weasley
Brendan Weasley

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t3635-brendan-weasley https://www.morsmordre.net/t3926-victoria#74245 https://www.morsmordre.net/t3921-zmykaj-stad-bo-bede-gryzl#74154 https://www.morsmordre.net/f153-chancery-lane-13-21 https://www.morsmordre.net/t3924-skrytka-nr-786#74241 https://www.morsmordre.net/t3925-brendan-weasley#74242
Zawód : auror, szkoleniowiec
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
by krew bohaterów bohaterów obmyła do czysta ten kraj
OPCM : 31
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 25
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Świat Dyni   27.12.18 21:16

Cicho westchnął, słysząc jej prychnięcie; zasadniczo na ostatnim spotkaniu to jemu zarzucono bezczynność  - mniej więcej kilka chwil po tym, jak Jayden wyszedł, wyzywając go od morderców. Żałował, że to tak wyglądało - że więcej pomiędzy nimi było nienawiści niż chęci walki i solidarności. Że budowały się radujące wroga podziały. Że tracili ludzi. Dezercja zawsze była przejawem tchórzostwa, nie inaczej tym razem - Zakon zrzeszał czarodziejów, pośród których wielu nigdy nie walczyło  pośród których wielu się do tej walki nie nadawało. To był najlepszy czas, żeby się ich pozbyć, odsiać ziarno od plewy i zostawić przy sobie tych, którzy na pewno - i naprawdę - chcieli. Skinął głową, naturalnie znał tę baśń - ale nie mogli wiedzieć, ile było w niej prawdy ani które z informacji można było przekuć w prawdę.
- Nie wierzę w zbiegi okoliczności - jeśli szukali kamienia podobnie jak oni, mieli na to mniej więcej tyle samo miesięcy. Jeśli w istocie kamień powiązany był z anomaliami, mogli szukać go aż od początku maja - tymczasem znaleźli się w Numergardzie tego samego dnia i o tej same porze, co rycerze. Było to bardziej niż podejrzane. - Jesteś pewna, ze nikt was nie śledził? - Nigdy nie można było być tego pewnym. Można było mieć oczy dookoła głowy i poruszać się bezszelestnym kocim krokiem, kilka wygłuszających zaklęć i więcej niż jedno zaklęcie kamuflujące mogło uczynić czarodzieja całkowicie nienanoszalnym. - Ciebie albo Alexa - Ten drugi był łatwiejszym celem. Odkąd stracił pamięć bez wątpienia był bardziej zagubiony, nie rozpoznawał twarzy, które przed paroma tygodniami mogły mu się wydawać oczywiste. Dezorientacja sprzyjała otępieniu zmysłów, zranionego wroga prościej było podejść. Banały, ich nieprzyjaciel zdawał sobie z nich sprawę.
- Na samym początku - kontynuował myśl, sądząc, że Jackie znała tę historię; nie było go wtedy pośród Zakonników, ale Garrett zdążył opowiedzieć mu tę historię - kiedy jeszcze był. - Jeden pośród trójki założycieli zaufał Avery'emu - Te słowa wydawały się absurdalne z poziomu przyszłości, ale być może w czasach, kiedy to się działo, aż tak absurdalnymi nie było. Pomiędzy nimi przebywał Carrow, któremu nie mogli odmówić lojalności ani rozsądku. - Krwi nie oszukasz, wydał ich rycerzom - Nie ufał arystokratom - nie tych o jasno określonej, niechlubnej historii. Nie tych, którzy pławili się w sławie tych, którzy rozlewali mugolską krew. Być może sami zasłużyli sobie na tę zdradę własną głupotą, ale to jedynie pokazywało, że wciąż się tą głupotą kierowali. - To dlatego Samantha nas wtedy zaatakowała - Kuzynka, do mordu na której się przyznał, nie szukała jego, szukała Garretta; nie mogła wiedzieć o nim, który minął się z Perseusem u progu Zakonu. Ale nie wszyscy wtedy przeżyli.
Wysłuchał jej opowieści o bracie w zaklętym milczeniu, nikt nie mógł mieć wątpliwości co do tego, że nie każdy się do walki nadawał. Próba przeobrażenia z wrażliwej miernoty skutecznego brygadzisty w jakiejkolwiek jednostce nie mogła skończyć się sukcesem. Kieran próbował ratować swoje dziedzictwo - nie dziwił się temu - córka nigdy nie była dla ojca tym, co syn, nawet jeśli Jackie zastępowała go całkowicie odwagą, brawurą i walecznością. Nie skomentował jej słów, nie był dobry w pocieszaniu - słuchał jej z pełną uwagą, skinąwszy głową, ale nie potrafił znaleźć w ustach słów, które mogłyby dać jej pocieszenia. Nie sądził zresztą, by takie istniały. Skinął jej głową, leniwie zsuwając się z taboretu i nieśpiesznym krokiem ruszając za nią ku wyjściu z pubu; nie śpieszył się, anomalia mogła jeszcze dać o sobie znać - a on chciał mieć pewność, że w tym miejscu miał już zapanować spokój. Skwitował jej słowa lekkim uśmiechem - tak, był pewien, że Neala da sobie radę. Pomimo sennej wizji, która towarzyszyła mu w trakcie próby - a w której musiał ją ukarać za to, że radziła sobie nawet zbyt dobrze. Ale przysięgła. Przysięgła na wszystkie sasanki świata. Tacy jak oni nie krzywoprzysiężyli - nigdy. Miała naprawdę ładny śmiech - patrzył na nią, kiedy rozchyliła usta. Perlisty, tak dziwnie kontrastujący z jej zachowaniem, a tak mocno podkreślający fakt, że była córką, nie synem.
Przepuścił Jackie przodem, wychodząc z pubu tuż za nią - w milczeniu obserwując jej sylwetkę; wspomnienie próby postawiło przed nim więcej niż jedną wątpliwość - jego losy splotły się z losami tych, którzy stawali do walki wraz z nim; zaczynał się nimi przejmować, martwić, lękać. Emocje nie były przyjaciółmi podczas wojny, ale ich brak czynił z ludzi to, czym byli ich wrogowie: potworów.
- Bywaj, Jackie - powiedział cicho, kiedy jej sylwetka ginęła już pośród pobliskich drzew, za gęstą mgłą, która osadziła się nad krajobrazem wraz ze zmierzchającym zmrokiem. Nie miał do domu daleko, poprawił kołnierz i włożywszy dłonie do kieszeni, spacerem ruszył ku zabudowom miasta.

/zt




Hey you, don't help them to bury the light,
Don't give in without a fight.

Powrót do góry Go down
 

Świat Dyni

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Okolice-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19