Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

  Trujące świece Tallowa i Hempa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Trujące świece Tallowa i Hempa   26.03.15 20:17

First topic message reminder :

Trujące świece Tallowa i Hempa

Na Nokturnie znajduje się również mały, niepozorny sklepik o wystawie zastawionej licznymi świecami różnych kształtów i kolorów. Dopiero po doczytaniu wytartych liter szyldu można zrozumieć, jaka drzemie w nich siła. Niektóre ze świec niepokoją już samym wyglądem, czarne i powyginane, z wyżłobionymi runami, inne zaś - pękate, barwne, o zapachu kwiatów - nie wyróżniają się spośród grona tych zwykłych, całkowicie niegroźnych, tym samym nie wzbudzając podejrzeń potencjalnej ofiary. Wszystkie wyroby Tallowa i Hempa łączy jedno - trujące opary, które roznoszą się w trakcie spalania świecy. Idealny prezent dla znienawidzonej narzeczonej lub niezbyt lubianego kolegi z pracy.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Charlotte Moore
avatar

Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t3142-charlotte-moore-budowa https://www.morsmordre.net/t3147-poe#51864 https://www.morsmordre.net/t3146-char#51861 https://www.morsmordre.net/f287-smiertelny-nokturn-13-12 https://www.morsmordre.net/t3187-charlotte-moore#53052
Zawód : Pracownica sklepu ze zwierzętami
Wiek : 16
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Altruiści i idioci umierają młodo.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Charłak

PisanieTemat: Re: Trujące świece Tallowa i Hempa   05.07.16 23:43

- Coś w sensie pasożyta? Czy urazu?
Spytała, przyglądając mu się uważnie. Prawdopodobnie dopiero po chwili uświadomiła sobie, że Barry nie ma skąd tego wiedzieć - w końcu nie rozkroił swojego zwierzaka w poszukiwaniu tego paskudztwa, które mu dolega -bo po prostu wzruszyła ramionami.
- Daj znać, jak będziesz wiedział. - póki co starała się zbytnio nie przejmować, choć i tak można było dostrzec, że się zmartwiła. Zdecydowanie bardziej, niż jakimkolwiek innym wydarzeniem ostatnich dni.
W końcu odłożyła kolejną świeczkę, jaką dziś oglądała, tym razem nawet nie czytając opisu. Barry skutecznie oderwał ją od nieprzyjemnych myśli i poprawił jej humor nawet mimo informacji o zwierzaku - to w końcu może okazać się nic poważnego, prawda? Char nie była typem człowieka, który martwiłby się wiele na zapas.
- Masz jakieś świąteczne plany? - była w sumie ciekawa, czy Barry odwiedzi rodzinę. - Jeśli nie, możemy się wprosić do Cass, albo Rity. Jeśli i one nie będą czymś zajęte. - jeśli Lotta usłyszy, że do kogokolwiek ktoś przychodzi, już nie chciałaby się wpraszać. Ale może akurat? Trochę w to nie wierzyła, ale też nie zależało jej mocno. Nie była jakoś wybitnie do jakichkolwiek świąt przywiązana.




One day
the Grave-Digger had been approached by the stranger, who asked the way to town. He seemed strangely familiar, although they had never met.
Powrót do góry Go down
Barry Weasley
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 https://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli https://www.morsmordre.net/t1143p9-barry-weasley#7772 https://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 https://www.morsmordre.net/t3342-skrytka-bankowa-nr-330#56362 https://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
Zawód : sprzedawca u Ollivandera
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
OPCM : 6
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Trujące świece Tallowa i Hempa   06.07.16 10:20

- Nie wiem.- odrzekł tylko tyle, bo gdyby wiedział, co jemu dolega, to przecież by powiedział uzdrowicielowi i szybko jego Cezar zostałby wyleczony. W końcu dbał na tyle, ile mógł o swojego podopiecznego. Sam go uratował kiedyś z objęć śmierci.
- Jasne.- odpowiedział tylko tyle. Jeśli nie zapomni, to powie jej, czy się polepszyło, czy pogorszyło. O ile dostanie wcześniej jakąś wiadomość od Samuela, lecz on pewnie jest pochłonięty swoją pracą, to może po nowym roku się jemu po prostu przypomni.
Zaraz jednak z jej pytaniem rudzielec poczuł się w dosyć niekomfortowej sytuacji. Każdy, z kim rozmawia, pyta się o święta, o nowy rok i zaprasza go na święta. A co, jeśli Barry chciał spędzić te święta samemu?
- Wiesz co, gdybym mógł, to bym wstąpił do Cass na święta, lecz tegoroczne spędzę z rodziną mojej narzeczonej, sama rozumiesz. Ale myślę, że one będą zachwycone, jeśli się u nich zjawisz. One to raczej wspólnie spędzą święta, tak sądzę.- powiedział spokojnie przepraszając ją, że w tym roku nie spędzi z nią świąt. Ma swoje obowiązki, których chcąc nie chcąc, musi przestrzegać. A Cass i Rita, Barry raczej myśli, że one razem spędzą święta w babskim towarzystwie, może jeszcze Octa przygarną, którego zmienią w Świętego Mikołaja dla małej Lyski.
- Może pójdziemy do nich teraz, co ty na to? Do Cassandry może lepiej, od razu się spytamy, czy coś robi na święta. Co ty na to?- rudzielec zaraz zaproponował w miarę rozsądne rozwiązanie. W końcu pewność uzyska, kiedy się spyta, a jak pójdzie z Barrym, to może znajdzie w sobie po prostu więcej odwagi. Uśmiechnął się do niej pogodnie spoglądając pobieżnie na świecie, których nie miał zamiaru kupić.





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean
     the­re is a light shi­ning so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
Charlotte Moore
avatar

Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t3142-charlotte-moore-budowa https://www.morsmordre.net/t3147-poe#51864 https://www.morsmordre.net/t3146-char#51861 https://www.morsmordre.net/f287-smiertelny-nokturn-13-12 https://www.morsmordre.net/t3187-charlotte-moore#53052
Zawód : Pracownica sklepu ze zwierzętami
Wiek : 16
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Altruiści i idioci umierają młodo.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Charłak

PisanieTemat: Re: Trujące świece Tallowa i Hempa   06.07.16 23:06

- Rozumiem. - informacja o rodzinnych świętach Barry'ego wywołała na twarzy rudej małolaty lekki uśmiech. Trudno jej było go sobie wyobrazić przy stole z eleganckimi przyszłymi teściami. Była ciekawa, jak to wszystko będzie wyglądało. Pewnie później przy jakiejś okazji trochę go powypytuje.
- Nie zależy mi jakoś szczególnie, żeby się gdzieś wciskać. Ale może akurat wyjdzie. - przyznała. Nie umiałaby się wpraszać, pewnie źle by się czuła. Ale to wydawało jej się inną sytuacją. Była prawie pewna, że Rita będzie po prostu chciała spędzić z nią święta. Jeśli w ogóle coś robią, oczywiście. Jeśli ruda się myli, po prostu usłyszy, że robią coś w mniejszym gronie i tyle.
- Można iść w sumie.
Skinęła głową. Nie spieszyła się zbytnio do domu - jak zwykle z resztą. Poprawiła swój płaszcz i patrząc w okno usiłowała zebrać siłę, by po prostu wyjść na ten mróz.
- Zima byłaby dużo piękniejsza, gdyby nie była mroźna. - stwierdziła, dopiero po chwili ruszając do drzwi.

zt x 2




One day
the Grave-Digger had been approached by the stranger, who asked the way to town. He seemed strangely familiar, although they had never met.
Powrót do góry Go down
Eir Goyle
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4853-eir-goyle https://www.morsmordre.net/t5088-do-eir https://www.morsmordre.net/t4873-eir#105642 https://www.morsmordre.net/f329-grimmauld-place-4-2 https://www.morsmordre.net/t4874-skrytka-bankowa-nr-1246#105646 https://www.morsmordre.net/t5386-eir-goyle
Zawód : trucicielka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
nierozumni
niestali
bez serca
bez litości
OPCM : 1
UROKI : 1
ELIKSIRY : 31
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Trujące świece Tallowa i Hempa   26.06.17 15:56

| któryś dzień kwietnia, piątek

Listy docierające do domu Goyle’ów o świcie nigdy nie zwiastowały niczego dobrego. Wlatująca przez otwarte okno sowa zdawała się być tak samo mocno zaspana, jak sama Eir, która odczepiała od jej nóżki zwinięty rulonik razem z malutką sakiewką. W podzięce podarowała jej kawałek pieczeni z wczorajszego obiadu i ptak odleciał, pozostawiając za sobą tylko zagubione pióro i hałaśliwy trzepot skrzydeł. Odruchowo zerknęła w stronę korytarza pomiędzy kuchnią a pokojem Hjalla, ale odetchnęła, nie widząc w nim małego chłopca. Jeszcze tego jej brakowało, żeby poranna przesyłka zakłóciła tak pielęgnowany od lat spokój ich rodziny. Niepełnej. Tylko w tej chwili.
Tym razem jednak, jak szybko się zorientowała, napisane kobiecą dłonią słowa nie niosły za sobą przepowiedni bliskiej lub jeszcze świeżej katastrofy.
„Droga Eir”, rozpoznała w niej pismo swojej dobrej przyjaciółki jeszcze z czasów, gdy razem uczęszczały do Durmstrangu. Mila wyszła za mąż niecały rok po niej i osadziła się bodajże w południowej Irlandii. „Spodziewam się, że moja sowa dotrze do Ciebie późnym wieczorem albo wczesnym rankiem, zważając na to, jak duży dystans ma do pokonania. Na wymianę serdeczności przyjdzie czas w innym liście, teraz jednak pozwól, bym wyłuszczyła Ci swój problem. Joseph zagnieździł się w Londynie i nie wraca do domu od kilku miesięcy. Wiesz dobrze, że jego życie nie związane jest z kręgami na wodzie, jak to jest z Cadanem, zajmuje się przecież wtłaczaniem magii w drewniane przedmioty. Nigdy nie miałam pretensji do tego, czym się parał, najważniejsze było to, że mieliśmy za co jeść. Nie piszę do Ciebie z powodu zmartwień, jakie być może w innym przypadku tłukłyby się w mojej głowie, ale z powodu jego wykroczeń przeciwko mnie. Mój dobry przyjaciel potwierdził, że Joseph ułożył sobie życie z inną. Z listu wynika, że jest brzemienna. Nie zależy mi na jego śmierci, jeśli wiem, że pozbawię opierunku kobietę. Dobrze wiesz, że nie jestem bezlitosna. Proszę Cię tylko, byś jak najszybciej zrzuciła na niego brzemię obrzydliwych koszmarów. Długotrwałych, po których noce staną się dla niego królestwem bez dna, bez ratunku. Dołączam do listu drobną zaliczkę. Gotowy eliksir podaruj Robertowi Ballery. Spotkasz go zawsze w piątkowe wieczory na ulicy Śmiertelnego Nokturnu, w Trujących Świecach Tallowa i Hempa. Mila”
Złożyła spokojnie pergamin, ale nie odłożyła go, wciąż szukając kontaktu z szorstkim papierem, na którym wypisane było zlecenie. Starała się nie dopatrywać w każdym z nich ludzkich odczuć i motywacji, chociaż w tym przypadku były one wypisane czarno na białym, starała się nie patrzeć na cele w ten ludzki sposób, a czysto przedmiotowy. Została poproszona o zesłanie koszmarów na niewiernego męża – w porządku. Eliksir senności, jeśli tylko zostanie podany doustnie, rozcieńczony przy jak najmniejszej ilości płynów, spełni się w tej roli doskonale.
Zabrała list, malutki mieszek i zagubione sowie pióro do pracowni, po drodze tylko zaglądając ostrożnie do pokoju syna, żeby sprawdzić, czy wciąż spał. Uspokojona, cicho zamknęła za sobą drzwi. Zapaliła pod miedzianym kociołkiem płomyk zalewając go wcześniej odpowiednią mieszanką, która od zawsze towarzyszyła jej w czasie tworzenia nowych mikstur. Zwinięty pergamin wylądował na sekretarzyku Cadana, w tej chwili wszystkie jego narzędzia pochowane były w szafkach, więc blat był pusty, a sama Eir zajęła się kompletowaniem odpowiednich ingrediencji. Alfabetycznie ustawione na półkach słoje ułatwiały jej organizację.
Sercem miały być jaja popiełka. Zamrożone, uwalniały swoją purpurową esencję, gdy w kociołku już wrzało. Pozostałe części eliksiru dobierała według swoich własnych upodobań i potrzeb danego klienta. Sowie pióro miało pójść jako pierwsze, gdy woda w kociołku powoli nabierała gęstości, grało rolę posłannika między Milą, jej mężem a samą Goyle. Jedno pióro powinno wystarczyć. Trzy karaluchy jako pożywka dla ptaka, zapewniające wyjątkowo koszmarne sny, zdolne pochłonąć nawet najmężniejszego z ludzi. Korzeń waleriany miał za zadanie uspokoić i utulić do snu, mieszanki grzybów, niekoniecznie tych rosnących miękko pod sosnami i roztaczającymi w czasie suszenia przyjemny aromat lasu, potęgowały efekt nocnych mar.
Kociołek zapełniał się kolejnymi składnikami, a woda zmieniała barwę stopniowo, wypadając z ciemnych, ciężkich odcieni brązów, przywdziewając jaśniejsze, nieco mleczne poświaty lawendy i różu. Pozory grały tu wielką rolę. Eliksir senności mógł być wszak lekiem, którego jasne opary pozwalały ukołysać bliskich do snu, nie bojąc się, że ich niekontrolowane dawkowanie sprowadzi na nich niechciane efekty. Podany doustnie, był niemalże jak klątwa.
Eir warzyła miksturę przez całe popołudnie. Zostawiła kociołek na delikatnie skrzącym się ogniu, by ingrediencje mogły przesiąknąć sobą nie tylko ciecz, w której pływały, ale również przetkać swoimi aromatami siebie nawzajem. Doglądała ich co godzinę, za punkt kontrolny stawiając sobie zmieniający swoje położenia promień światła znajdujący zawsze ujście w szparze między ciemną zasłoną a framugą. Mogła zająć się tym w nocy, oczywiście, ale widziała, że problem Mili był palący i czekanie kolejnego tygodnia do właściwej fazy księżyca, kiedy eliksir nabrałby odpowiednio wielkiej mocy, nie był jej na rękę. Starała się, żeby Hjall rzadko wchodził do pracowni. Nie chciała, żeby jego dziecinna ciekawość zwyciężyła i przez przypadek zogniskowała swoją siłę na porzuconym na ziemi składniku, który najpewniej by mu zaszkodził. Każdego dnia sprzątała cały pokój, by zmniejszyć prawdopodobieństwo do minimum, ale jednocześnie miała świadomość, że nie była w stanie zajrzeć w każdy kąt, a dzieci, cóż, taką moc niejako zdobywały same z siebie.
Wieczorem, być może około siedemnastej, zostawiła Hjalmara w jego pokoju i sama wróciła do pracowni, by upewnić się, że z warzoną przez nią miksturą jest wszystko w porządku. Od progu założyła na usta i nos chustę, bo unoszące się nad miedzianym kociołkiem opary nie zagroziła noszonemu pod sercem dziecku. Teraz, zwłaszcza gdy wyszła już z bolesnego pierwszego trymestru, i czuła się nieco pewniej, stąpając po domu, musiała uważać. Wciąż zagrażały jej niepowołane produkty uboczne, które uwalniały się podczas praktykowania alchemicznej sztuki. Senne opary, niewidoczne gołym okiem prochy mielonych ingrediencji, ostre zapachy ciętych na ćwiartki części zwierzęcego ciała. Miała świadomość zagrożenia płynącego z każdego kolejnego dnia spędzonego nad kociołkiem, ale wiedziała też, że jeśli będzie odpowiednio się zabezpieczała, dziecko urodzi się zdrowe. Tylko tego chciała.
Ostrożnie przelała dwie porcje eliksiru do kryształowych fiolek, które przygotowała już wcześniej, gdy po raz kolejny zaglądała do wnętrza garnca, zostawiając na chwilę swojego syna w samotności. Zapieczętowała je odpowiednio i kilka razy poprzechylała, sprawdzając, czy konsystencja cieczy jest taka, jaka być powinna. Delikatnie gęsta, ale z łatwością przepływająca miedzy ściankami. Gdy była już przygotowana, poprosiła, by pani Higgins, czystokrwista, starsza czarownica, zajęła się na chwilę Hjallem. W związku z tym, że była samotna od kiedy umarł jej mąż, nigdy nie oponowała.

Nokturn przywitał ją, jak zawsze zresztą witał swoich gości, aurą niepokoju. Gdy przekraczasz próg tej niespokojnej, pokrytej cieniem ulicy, włączasz wszystkie zmysły na najwyższy stopień czujności. Atak może przyjść zewsząd – zwłaszcza od tyłu, gdy wydajesz się być najbardziej bezbronną istotą. Gdy szła szybkim krokiem między budynkami, z głową skrytą pod szerokim kapturem czarnego płaszcza, różdżkę trzymała blisko siebie, zaciskając na niej palce niemal pobielałe od wysiłku. Wzrokiem szukała tylko znajomych kantów i zapachu wosku przesiąkniętego aromatem jałowca. Charakterystyczna, gryząca w nos woń na szczęście w takiej formie jeszcze nie truła.
Niski, ciężki dźwięk dzwonka przetoczył się po sklepie, a chudy, wysoki czarodziej, który przy blacie strzygł pod odpowiednim kątem jedną ze świec, podniósł wzrok na skąpaną w czerni sylwetkę. Eir zdjęła z głowy kaptur, nie musząc nawet szukać kontaktu wzrokowego ze sprzedawcą.
- Robert Ballery? – jej głos, choć chłodny, pytał uprzejmie.
Skinął głową, wstając z krzesła, a świecę odkładając na blat. Woskowe wióry muśnięte były zielenią, którą mimowolnie Eir skojarzyła z jadem toksyczka. Podeszła bliżej, na blat kładąc dwie fiolki z ładnym, lawendowym płynem w środku. Na pieczęci, drobnym pismem, wypisana była nazwa eliksiru. Mężczyzna wyciągnął zza kontuaru sakiewkę. Tym razem większą, zapełnioną monetami aż po samo wiązanie.
- Rozumiem, że ty mu go podasz? – spytała, wpatrując się w niego bez strachu, choć w jej wzroku nie można było wyczuć ani grama presji.
To były interesy, a ona tych interesów nie miała w zwyczaju załatwiać siłą i przemocą. Jeżeli ktoś chciał od niej kupić eliksir, musiał być świadomy konsekwencji. Ona za to nie odpowiadała.
- Dolany do alkoholu, nie zmieni jego barwy, ale musisz wiedzieć, że im bardziej będzie rozcieńczony, tym mniejsze będzie miał działanie. Połowa fiolki na to, co zalega na dnie kufla. Jeśli nie podziała, wlać kolejne pół. Drugą fiolkę należy podać za kilka dni. Efekt będzie wtedy trwalszy.
Robert znów pokiwał głową. Zaczęła się zastanawiać, czy nie obcięli mu czasami kiedyś języka. Ruchy jego gardła, choć delikatne, zdawały być nieco za bardzo niekontrolowane.
Nie przejmowała się już nim jednak. Schowała sakiewkę do swojej torby i wyszła z lokalu, szukając jak najszybszej drogi do domu.

| zt




Powiedz ty mi, kości biała,
Kto cię więził w mrokach ciała,
Kto swój los na tobie wspierał,


Kiedy żył i jak umierał?

Powrót do góry Go down
Esther Trelawney
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6445-esther-trelawney https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6460-glory-and-gore https://www.morsmordre.net/
Zawód : aspirująca nauczycielka wróżbiarstwa
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
but in all chaos, there is calculation
OPCM : 19
UROKI : 9
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 7
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Trujące świece Tallowa i Hempa   24.09.18 20:51

20 sierpnia

Sklepowa wystawa odbijała od siebie światło słonecznego popołudnia, które zdawało się zupełnie nie pasować do Śmiertelnego Nokturnu. Z jakiegoś powodu, jako dla osoby, która nie miała okazji wychowywać się pośród zakamarków londyńskich ulic oraz czarodziejskich dzielnic, miejsce to kojarzyło się z mrokiem. Niestety jednak, sierpniowe słońce wciąż docierało na owianą niezbyt pozytywną renomą ulicę, kontrastując wyraźnie z podupadłym stanem niektórych budynków oraz krzywością ulic. Kobieca sylwetka również zdawała wyraźnie wybijać się z otoczenia; otulona przewiewnym szalem, z burzą ciemnych, kręconych włosów opadających na twarz przyglądała się uważnie ustawionym w nieładzie świecom, z których dla kilku z pewnością potrafiłaby znaleźć użytek.
Wciąż uczyła się lawirować w nieznanym sobie mieście; Anglia, a w szczególności Londyn, były miejscami, których w przeciwieństwie do niektórych czarodziejów nie znała za dobrze. Minęło kilka lat, odkąd powróciła do swojej ojczyzny, jednak od tamtej pory to Szkocja była jej domem. Znała dokładnie jej klify, które podczas sztormów stawały się ofiarami gwałtownych uderzeń wzburzonych morskich fal. Jej stopy wydeptywały szlaki wzdłuż piaszczystych plaż czy gęstych, ciemnych lasów, które odstraszały nawet najstarszych mieszkańców okolicznych miasteczek. Czuła się związana z tamtym regionem; jego dzikością, której nie potrafiła dostrzec w stolicy Anglii, mieście wypełnionym ludźmi różnego pokroju, od mugoli przez czarodziei. Za każdym razem, gdy jej stopa stawała na wyłożonych kamieniem ulicach, czuła się niemalże przytłoczona ustawionymi wzdłuż dróg chodnikami czy unoszącymi się z kominów obłokami dymu, które czasem niosły ze sobą wizje, których czasem wolałaby naprawdę nie widzieć.
Tęskniła za naturą – ciszą i spokojem, które przerywane były jedynie świergotaniem ptaków czy szelestem wiatru w koronach drzew. Jej dusza uciekała w stronę tego, co najbardziej pierwotne i cieszyła się, gdy tylko kobieta miała okazję powrócić do domu. Nawet pomimo obecności męża – zapracowanego i domagającego się jej ciągłej uwagi, pragnącego uczucia, którego po kilku latach małżeństwa Esther wciąż nie umiała mu przecież okazać, oraz syna, którego płacz niósł się wzdłuż ścian ich domu tak głośny, iż kobieta zaciskała ze złości wargi w wąską linię, nie potrafiąc wykrzesać z siebie chociażby krzty współczucia dla niewinnego dziecka, Szkocja była miejscem, do którego chciała wracać, wiedząc, że tak naprawdę nie istnieje nic innego na ziemi, gdzie znalazłaby pełen spokój.
Kiedyś to Francja była tym właśnie miejscem – ściany Akademii Magii kryły w sobie historie, które być może nigdy nie zostaną opowiedziane. Tajemnice, które wyniosła ze sobą ze szkoły, nie tylko te związane z nauką i magią, ale również z poznanymi tam osobami oraz doświadczonymi uczuciami, ukształtowały w nią osobę, którą była teraz. Silną i niezależną, po trupach dążąca do celu i nie bojącą się stanąć twarzą w twarz z niebezpieczeństwem.
Być może kryła się w niej pewna naiwność – nie była w końcu niepokonana i część jej była świadoma, iż jest jedynie pionkiem w grze losu; jej wizje były przecież najlepszym potwierdzeniem tego, że tak naprawdę nikt nie miał kontroli nad własnym przeznaczeniem, nawet ona, potrafiąca spojrzeć w przyszłość i odkryć to, co kryło się w nieopowiedzianych jeszcze przez życie historiach. Z jakiegoś powodu czuła jednak w sobie siłę; nawet jeśli obecność w mieście wysysała z niej wszelką energię, a część świadomości wciąż tęskniła za tym, co już dawno pozostawiła za sobą, miała poczucie tego, iż właśnie teraz stanowiła najlepszą wersję samej siebie.
Obecność na tej ulicy nie była przypadkowa; choć do sklepu z trującymi świecami przyciągnęła ją fascynacja wszystkim, co nosiło na sobie chociażby delikatne znamię czarnej magii, Esther wierzyła, że pobyt w Londynie pomoże jej zdobyć to, czego potrzebowała, by zapewnić sobie pozycję nauczyciela wróżbiarstwa. Nigdy nie przypuszczała, że kiedykolwiek znajdzie się w tym miejscu – gdyby gwiazdy przepowiedziały jej właśnie taką przyszłość, zapewne byłaby w stanie zwątpić w ich wiarygodność. Ostatnimi czasy tęskniła jednak do przeszłości, i choć wiedziała, że Hogwart znacznie różnił się od Beauxbatons, pobyt wśród murów, gdzie młode umysły nabywały zupełnie nową wiedzę, pełniąc rolę osoby, która kiedyś znaczyła dla niej wszystko, były jedynym, co w danej chwili mogło naprawdę zbliżyć ją do tego, czego tak bardzo jej brakowało.


Powrót do góry Go down
 

Trujące świece Tallowa i Hempa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Śmiertelnego Nokturnu-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18