Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Paliczki

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Paliczki   26.03.15 20:18

First topic message reminder :

Paliczki


(W TEJ LOKACJI NIE ZNAJDUJE SIĘ KOMINEK PODŁĄCZONY DO SIECI FIUU.)

Sklep ten znajduje się w głębi Nokturnu, dalej od schodów prowadzących na Pokątną. Jego lokalizacja nie jest bez znaczenia, gdyż wystawę Paliczków zdobią ogromne, nieco upiorne szkielety zwierząt, w tym również mugoli, które niechybnie nie spodobałyby się mundurowym z Czarodziejskiej Policji. Złote napisy zdobiące podniszczone już szyldy głoszą, że dostać tu można wszelkie skamieliny, szpony, czy kości, a również wykonane z nich meble.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Megara Carrow
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t634-megara-malfoy https://www.morsmordre.net/t663-mieta https://www.morsmordre.net/t662-megara https://www.morsmordre.net/f218-yorkshire-dworek-w-ravenscar https://www.morsmordre.net/t1706-megara-malfoy#18560
Zawód : stażystka w ministerstwie
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Once upon a time...
OPCM : 5
UROKI : 8
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Paliczki   09.01.16 14:25

Ciężko było się zgodzić z podobnym stwierdzeniem.  W końcu im byłeś młodszy tym stanowiłeś łatwiejszy cel  dla ludzi, którzy nie mieli nic ciekawszego do roboty niż cię okraść i ewentualnie trochę poturbować. Już chciałam się odezwać gdy moją uwagę przykuło jej zachowanie. Zapałki? To coś nowego w moim świecie to była wyjątkowa rzadko. Tak, stoję w ciemnej ulicy z obcą kobietą i zachwycał się pudełkiem drewnianych patyczków zakończonych kolorowymi kulkami. Bardzo mądrze. Na szczęście nie musiałam mówić tego na głos. Moja towarzyszka zrobiła to sama choć w trochę innej formie niż ja bym to zrobiła.  Kiwnęłam potakująco głową. - Potężna rodzina dopełniłaby cały obrazek.  Jeszcze tylko skłonności masochistyczne i wszystko robi się  przejrzyste. - dodałam całkiem swobodnie jakby właśnie nie mówiła o sobie. Co ta adrenalina robi z człowiekiem? Tak, zwalmy wszystko na adrenalinę, która wciąż krążyła w moich żyłach.  - A mimo to wciąż pytasz i wciąż zadajesz pytania- uśmiechnęłam się przyjaźnie w zasadzie nie widząc w tym nic złego. To był objaw troski. Czy mogłam być zła, że ktoś nie chce żebym się zmieniła w element wystawy Paliczków? - Nie tutaj –- pokręciłam przecząco głową choć do końca nie było do zgodne z prawą. Ale najwyraźniej to był zły dzień by krążyć po Nokturnie i najlepiej będzie jeśli wróci do domu. Eliksir przecież nie może czekać. - Może odprowadzisz mnie do wyjścia na pokątną? - spytałam dość bezpretensjonalnie. - Będziesz spokojniejsza a ja bezpieczniejsza - uśmiechnęłam się po raz drugi zmierzając we wspomnianym kierunku.
 

/zt
Wybacz, że to tyle trwało ale zupełnie zapomniałam o naszej grze. Bardzo cię przepraszam i może następnym razem pójdzie lepiej.


Powrót do góry Go down
Cornelia Mulciber
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1919-cornelia-mulciber https://www.morsmordre.net/t1944-odyseusz#27509 https://www.morsmordre.net/t1943-cornelia-aka-psyche https://www.morsmordre.net/f132-harley-street-10-4 https://www.morsmordre.net/t1945-cornelia-mulciber#27510
Zawód : aktorka
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
Someday I'll wish upon a star,
wake up where the clouds are far behind me
Where troubles melts like lemon drops, high above the chimney top
That's where you'll find me
OPCM : 8
UROKI : 7
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Czarodziej
another story

PisanieTemat: Re: Paliczki   09.01.16 18:51

Cornelia uniosła brew w geście uprzejmego zdziwienia. Ta dzisiejsza młodzież, taka szalona i żartobliwa! - Tak, wszystko jasne. - stwierdziła z tonem obojętnym, lecz podszytym cichą sympatią. Dlaczego? Przecież nie było żadnego powodu, by nie być obojętnym na tę pannicę, która pakowała się w kłopoty i świeciła na prawo i lewo twarzą szlachcianki.
- Każdy ma jakieś wady. - zauważyła. Kto ma miękkie serce musi mieć twardy tyłek, nieprawdaż? A pakowanie się w dziwne sytuacje pod Paliczkami i przeciwstawianie się grupie pijanych typów spod ciemnej gwiazdy było zupełnie jasnym przykładem  i r r a c j o n a l n i e  miękkiego serca. Obserwowała jeszcze moment twarz dziewczyny, czystą, niewinną (na pewno?), nieskażoną wszechobecnym na Nokturnie zepsuciem i zgnilizną. Dlaczego się tutaj znalazła? Desperacja, ciekawość, głupota, chore zapędy? Pytania kłębiły się w głowie Cornelii, ale nie znalazły ujścia w wypowiedzianych słowach. Skinęła głową, strzepnęła odrobinę popiołu z papierosa. - Załóżmy, że idę w tym samym kierunku. - Uśmiechnęła się nieco krzywo, szybko dopaliła papierosa (nie cierpiała nigdy chodzić po ulicy z fajką w dłoni, to było absurdalnie  n i e e s t e t y c z n e), dłonie schowała w przepastnych kieszeniach mało wyjściowej szaty i ruszyła w stronę Pokątnej.
Wciąż łamiąc głowę nad celowością obecności blondynki w tym miejscu. Ale nie miała poznać rozwiązania tej zagadki - a przynajmniej nie teraz.

[zt]

[bylobrzydkobedzieladnie]


Powrót do góry Go down
Perseus Avery
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1103-perseus-julius-avery https://www.morsmordre.net/t1235-persowa-poczta#9205 https://www.morsmordre.net/t1120-cry-me-a-river#7293 https://www.morsmordre.net/f177-shropshire-dwor-averych https://www.morsmordre.net/t2783-skrytka-bankowa-nr-318#44957 https://www.morsmordre.net/t1181-perseus-avery#8549
Zawód : wiedźmia straż
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
vicious
vengeful
victorious
OPCM : 6
UROKI : 19
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 32
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
nothing good ever stays with me

PisanieTemat: Re: Paliczki   16.07.16 23:55

| 25 listopada

Deszcz padał nieprzerwanie już szósty dzień z rzędu, gdy Avery o poranku opuścił swoje mieszkanie przy Kensington Palace Gardens, by w białej jak mleko mgle przemierzać londyńskie ulice sprężystym krokiem. Nie spał ostatnio zbyt wiele, lecz to nigdy nie było jego zmartwieniem - lata niekończących się szkoleń, kursów, ciężkiej pracy i bezustannego dążenia do perfekcji na każdej płaszczyźnie życia wyrżnęły w jego życiorysie twardą rutynę, a w tej nie pozostawało zbyt wiele czasu na marnotrawstwo, jakim była każda kolejna godzina snu ponad wymaganym absolutnym minimum. Tego ranka odczuwał przypływ nowej energii, gdy na horyzoncie zaświtały nowe możliwości, a nitki pajęczej sieci, którą tkał tak mozolnie i wytrwale, nareszcie zaczynały się ze sobą łączyć w nowy, dotąd niezbadany sposób.
Żadną tajemnicą nie było to, że w dziedzinie specjalizacji Perseusa należało być kimś w rodzaju wizjonera, by odnieść sukces i chociaż sam zwyczajowo podchodził ze znacznym dystansem do zaślepiającego entuzjazmu, tylko czekającego na to, by podstępnie rozlać się po całym ciele ciepłą falą i obezwładnić na wystarczającą ilość czasu, by przeoczyć coś, czego przeoczyć nie wypadało, spartolić całą robotę w parę chwil i zepchnąć człowieka ze szczytu na samo dno, tak teraz nie był w stanie całkowicie odciąć się od umiejscawiającego się gdzieś w okolicy trzewi przeczucia, że to właśnie to. Może jeszcze nie był to ten przełomowy moment, może jeszcze nie był na tropie największej akcji w całej swojej karierze, dotychczasowej oraz przyszłej, ale to był dobry krok. Intuicja nie zwykła go zwodzić na manowce.
Ledwie zauważył, że pogrążony w rozmyślaniach i wybiegających wprzód planów dotarł już na miejsce. Nie był fanem gmachu Ministerstwa, które szczególnie ostatnimi czasy kojarzyło mu się głównie z papierologią, która w większym stopniu szkodziła niż pomagała komukolwiek, lecz wątpliwości nie unikało to, że właśnie od biura powinien zacząć dzisiejszą trasę. Wymijając zachwyconych Fontanną Magicznego Braterstwa petentów, przebił się przez atrium, by jedną z wind dotrzeć na drugie piętro, do Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Skinieniem głowy przywitał młodziutką stażystkę, która miała w zwyczaju tylko plątać się pod nogami i zadawać masę zbędnych pytań, po czym pomknął w linii prostej do gabinetu Parkinsona, od wejścia obwieszczając, że nie ma czasu do stracenia. Nim młody szlachcic znalazł się ponownie w typowo londyńskiej mgle, tym razem już nie w odosobnieniu, Alfred został zaznajomiony ze wszystkimi szczegółami planowanego wywiadu środowiskowego.
Kamień milowy na drodze do rozpracowania jednej z najprężniej działających w ostatnich latach szajki handlarzy śnieżką. Handlarzy wilami, żywymi i martwymi, w dowolnej, przerobionej lub nie, formie. Nie dalej jak tydzień wcześniej Avery wpadł na trop niejakiego Dirka Waldena, który po nagłym zastrzyku gotówki, teraz już wiadomego pochodzenia, postanowił sobie pofolgować w lokalu o wątpliwej renomie, zwracając na siebie uwagę nie tylko brzęczącymi, złotymi monetami, ale i barwnymi przechwałkami, z pozoru niewiarygodnymi - ale tylko dla laika. Uczony doświadczeniem Perseus wiedział już, że każdą poszlakę należy sprawdzać, a to, że natknął się na przypadek niemalże podręcznikowy tylko nadawało wszystkiemu smaku. Walden wpadł jak śliwka w kompot. Wystarczyło wyśledzić miejsce jego zamieszkania poprzez podążanie za jego zygzakowatym krokiem, pokopać trochę w jego historii, by zgromadzić obszerną ilość dowodów na szemrane interesy i nie do końca legalną działalność związaną z przemytem czarnomagicznych artefaktów i zakazanych substancji, a potem już tylko popis retoryki w trakcie spotkania z odpowiednim urzędnikiem, który po zapoznaniu się z dokumentacją podpisał pergamin w odpowiednim miejscu, zamrażając tym samym aktywa Dirka. Jeszcze tego samego wieczoru w ciemnym zaułku odbyło się jego spotkanie ze zgrają opłaconych zbirów, a kolejnego dnia już żaden ze znajomych nie chciał mieć nic do czynienia z Waldenem, który zaledwie w ciągu doby doszedł do wyjątkowo pochopnych wniosków. Do wniosków, do których miał dojść według planu Avery’ego - to jego współpracownicy wyeliminowali go z biznesu, by dostęp do żyły złota miała jak najmniejsza ilość osób, nikt przecież nie lubił się dzielić. Nie było na tym świecie ludzi łatwiejszych do zwerbowania, niż ci, którzy święcie wierzyli w to, że zostali na lodzie sami - właśnie oni byli najbardziej skłonni do zwrócenia się przeciwko swoim wspólnikom, do wydania wszystkich sekretów, do przyczynienia się do pogrążenia ich w czymś w rodzaju marnej vendetty. W tym prostym mechanizmie równie prostych ludzi nie było miejsca na chociażby strzęp moralności; całość sprowadzała się do stwierdzenia głodny pies nie jest lojalny. A Perseus potrafił głodzić cudze psy, by potem samodzielnie je nakarmić.
Razem z Parkinsonem aportowali się na zacienionym dziedzińcu Śmiertelnego Nokturnu - czy to nie była już aż do ból wyświechtana lokalizacja na działalność przestępczą? Jedyną nowością w tym zawodzie było to, że tym razem działali w biały dzień, a nie pod osłoną nocy. Punkt dla handlarzy za wyłamanie się ze schematu! Nim agenci Wiedźmiej Straży podążyli w dół ulicy w kierunku wskazanego miejsca spotkania, o którym tak chętnie wyśpiewywał Dirk, ukryli swoją obecność zaklęciem kameleona, a brunet powstrzymał odruchową chęć wzdrygnięcia się, gdy obejmujący go łapczywie urok przyprawił go o uczucie, jakby rozlewała się po nim obrzydliwa maź, wciąż nie mógł się przyzwyczaić do zakameleonowania. Poruszali się bezszelestnie, przemykając pomiędzy kolejnymi plugawymi przechodniami i komunikując się bez słów, wyłącznie gestami i wymownymi spojrzeniami. Avery wysoko cenił sobie możliwość współpracy z Parkinsonem, który nie tylko był bardziej doświadczonym kolegą po fachu, który pomagał mu rozwijać skrzydła na coraz to ambitniejszych misjach, ale i przyjacielem, z którym potrafił porozumiewać się niemalże jednomyślnie, osiągając tym samym jak najlepsze efekty w sytuacjach takich jak ta, gdy jeden po drugim wślizgnęli się do wnętrza lokalu tuż przed zamknięciem drzwi, na których pojawiła się tabliczka z napisem „zamknięte”. Zamaskowany zaklęciem kameleona Perseus przesunął się wzdłuż zastawionej obrzydliwymi eksponatami ściany, by zbliżyć się do zaplecza, gdzie odbywało się spotkanie i przystanął w miejscu. Adrenalina huczała mu w żyłach, całe przedsięwzięcie było jednym z najbardziej ryzykownych, jakich kiedykolwiek się podjął, lecz wspólnie z Alfredem zgodzili się co do tego, że tak należało postąpić, by dokonać przełomu. Oddychał więc bezgłośnie, czujnym spojrzeniem przesuwając po twarzach zebranych, by zapamiętać jak najwięcej szczegółów ich fizjonomii, przysłuchiwał się ustaleniom, odnotowując w pamięci wszystkie padające nazwiska, daty i adresy, chociaż ten jeden adres, na którym zależało mu najbardziej, wciąż nie wypływał w wymianie zdań pomiędzy handlarzami. Zacisnął usta w wąską linię, a knykcie palców trzymających różdżkę pobielały - ta część pracy zawsze denerwowała go najbardziej, ta konieczność pozostania biernym obserwatorem i słuchaczem, zaledwie gromadzącym informacje, a nie mającym uprawnień do zmotywowania co poniektórych do powiedzenia o wiele więcej. Niespalona przykrywka była jednak wszystkim.
Nie czekali do oficjalnego zakończenia spotkania. Gdy tylko mężczyźni płynnie przeszli do prywatnych rozmów i omawiania objętości biustu najnowszej barmanki w Mantykorze, Avery wycofał się bezszelestnie, uważając na to, by nie wpaść na nic po drodze. Wyślizgnął się na zewnątrz, rzucając niewerbalnie zaklęcie Porta Creare w miejscu niewidocznym z zaplecza, po czym pewny, że Parkinson podążył jego śladem, zawędrował wgłąb ulicy za rogiem tego pożal się Merlinie przybytku. Przerwali zaklęcie uroków maskujących, by deportować się w pobliże Ministerstwa, do którego udali się powolnym spacerem spożytkowanym na wymienienie się obserwacjami i zaplanowanie dalszej akcji. Chociaż przybyło im wiele elementów układanki, która w szerszej perspektywie miała stać się pętlą na szyję dla całej siatki handlarzy śnieżką, Avery musiał zdusić w sobie narastające rozczarowanie - to jednak nie był przełom, na który liczył. Nim powrócili do biura, by wypełnić szczegółowy raport z obserwacji i rozpocząć szeroko zakrojony wywiad obejmujący wszystkie zgromadzone nazwiska i adresy, wypalili jeszcze po jednym papierosie, konwersując o sprawach dalekich od służbowych.
Jeszcze nie wiedział, że był to ostatni z ich wspólnie wypalonych papierosów.
Jeszcze nie wiedział, że zaledwie tydzień później Parkinsona pochłoną płomienie.

| zt




stars, hide your fires:
  let not light see my black and deep desires.
 
Powrót do góry Go down
Ignotus Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1112-ignotus-mulciber https://www.morsmordre.net/t1438-listy-ignacego-vitkowskiego#12506 https://www.morsmordre.net/t1377-ignasiowo-vitkowe#10929 https://www.morsmordre.net/f272-smiertelny-nokturn-34-2 https://www.morsmordre.net/t4270-skrytka-bankowa-nr-324 https://www.morsmordre.net/t4143-ignotus-mulciber#82512
Zawód : pośrednik nielegalnych transakcji
Wiek : 51
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You’ll find my crown on the head of a creature
And my name on the lips of the dead
OPCM : 14
UROKI : 16
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
pozdrawiam i wielbię mój wiek, mego stwórcę i mistrza

PisanieTemat: Re: Paliczki   17.06.17 22:20

|16 kwietnia

Odkąd Wielka Brytania wyszła z Międzynarodowej Konfederacji Czarodziejów, przemyt nielegalnych przedmiotów znacząco się wzmógł. Minister Magii nie była specjalnie chętna, by dyskutować z przedstawicielami obcych państw warunki odejścia od organizacji. Stąd też bardzo zmienił się stosunek służb brytyjskich, a także innych krajów do przestępstw popełnianych na gruncie międzynarodowym. Bez odpowiednich umów współpraca organów ścigania była znacznie utrudniona, co znacznie zwiększało skalę i częstotliwość przemytu. Zabierali się za niego nawet ludzie, którzy nigdy wcześniej nie mieli z nim żadnego doświadczenia. Co z kolei zupełnie nie odpowiadało ludziom zajmującym się tym od dłuższego czasu. I nie chodziło tu za bardzo o konkurencję. W gruncie rzeczy ktoś, kto nie miał świadomości, jak działa półświatek nie miał za bardzo szans na rynku. Prędzej czy później starzy wyjadacze się go pozbędą. W końcu tam, gdzie nie obowiązują żadne przepisy, liczy się tylko prawo silniejszego. I tak po wykorzystaniu naiwności ludzi, którzy nie znają się na rzeczy, można było z czystym sumieniem zostawić ich na pastwę tym, którym nieświadomie nacisnęli na odcisk. Jeżeli któryś się uchowa, to nie przez przypadek. Przemytnicy zazdrośnie strzegli swoich interesów i niechętnie dopuszczali do nich kogoś obcego. Szczególnie, gdy ten ktoś nie miał żadnych przyjaciół, którzy mogliby za niego poręczyć. Każda nowa osoba była zagrożeniem dla nietrwałej i chybotliwej harmonii jaka panowała w półświatku. Jedni tolerowali się bardziej, inni mniej, ale jasno określone granice pozwalały uniknąć walki o większe wpływy. Naruszenie ich zaś prowadziło do znacznie poważniejszych starć, z których każdy chciał wyciągnąć coś dla siebie. Oczywiście, to się działo nieustannie. Ostatni jednak napływ nowych śmiałków chcących spróbować swoich sił w nielegalnym obrocie powodował głównie irytację i niechęć ze strony starych wyjadaczy. Nikt w końcu nie śpi dobrze cały czas musząc ze wzmożoną czujnością doglądać swoich interesów i upewniać się, że nie znalazł się nikt na tyle głupi, by spróbować w nie ingerować. Sam przekonałem się o tym na własnej skórze, kiedy na początku kwietnia udałem się do Paliczków, by dowiedzieć się, skąd odebrać regularną dostawę ususzonych, afrykańskich główek. Ze względu na bezpieczeństwo, miejsce transakcji co jakiś czas się zmieniało. O tym, gdzie ma nastąpić przekazanie towaru wiedzieli nieliczni.
- Co znaczy komuś innemu? - Zapytałem zimnym głosem wpatrując się w stojącego za ladą sprzedawcę, nad którym górowałem wzrostem. Mężczyzna wyraźnie nie był zadowolony z tego, że to jemu przyszło ze mną rozmawiać. Unikał mojego wzroku i co jakiś czas błagalnie spoglądał na drzwi licząc na to, że szczęśliwym zrządzeniem losu ktoś wejdzie do sklepu.
- Co znaczy komuś innemu? - Powtórzyłem pytanie tym razem przez zaciśnięte zęby sięgając po różdżkę. Chłopak przełknął nerwowo ślinę, gdy rozpoznał dość naturalny wśród czarodziejów gest.
- Mamy nowego pośrednika - tak jak myślałem, lekka groźba natychmiast rozwiązała mu język. - Właściciel tak zdecydował - dodał bardziej zdecydowanie, odzyskując nieco rezon. Jakbym nie wiedział, że niewiele miał tu do powiedzenia. Skoro jednak najwyraźniej nie zdawał sobie sprawy z tego, że nie planuję jego rozliczać z tej decyzji, nie zamierzałem wyprowadzać go z błędu. Niepewny i czujący respekt odpowiadał mi znacznie bardziej niż taki, jakiego próbował udawać, gdy wszedłem do sklepu - zbyt śmiały.
- Kogo? - Wpatrywałem się w niego ze znużeniem. Niespecjalnie uśmiechało mi się uganianie za kimś, kto próbował wypchnąć mnie z obiegu. Dość czasu poświęciłem na budowanie swojej reputacji i znajdowanie sobie miejsca na Nokturnie, żeby byle szczyl mógł myśleć, że może mi bezkarnie rozpychać się tam, gdzie nie było dla niego miejsca.
- Nie wiem, nie znam i się nie interesuję - sprzedawca zdecydowanie odzyskiwał pewność siebie, gdy skupiałem się na czymś innym niż na nim. Było to irytujące.
- A więc sprawdź - uśmiechnąłem się mrużąc przy tym oczy i podchodząc jeszcze bliżej. Sądząc po reakcji zadziałało, bo zdecydowanie natychmiast z niego wyparowało i zanurkował pod ladę szukając informacji o nowym pośredniku przy okazji się tłumacząc. Dowiedziałem się dzięki temu, że go nie widział, ale to ponoć jakiś młody chłopak. Podał fałszywe imię, ale nikogo to specjalnie nie obchodziło, nikt też go nie znał, niedawno pojawił się na Nokturnie, sądząc po akcencie pochodzi z daleka. Ale to wszystko były jedynie informacje z drugiej, a czasem i trzeciej ręki. Niestety były jedynymi, jakie udało mi się uzyskać. Żadnych informacji pod ladą nie było, rysopisu nie dostałem, adresu również. Skoro jednak był nowy na Nokturnie, z pewnością znajdzie się ktoś, kto będzie go kojarzył. Szczególnie, jeśli miał nietypowy akcent. Wbrew pozorom trudno było tu pozostać anonimowym. Każda nieznajoma twarz natychmiast wzbudzała zainteresowanie tych, którzy byli stałymi bywalcami. Znałem wystarczająco dużo ludzi, by znaleźć złodzieja, który w tak nonszalancki sposób przywłaszczył sobie moją pracę. Dlatego zdziwiło mnie, kiedy okazało się, że na następny dzień wiedziałem o nim już całkiem sporo, ale ciągle nie to, gdzie go znajdę. Zapadł się pod ziemię i nikt od jakiegoś czasu nie widział go w okolicy. Rozmowa z kilkoma odpowiednimi osobami jednak i ognista postawiona właściwym ludziom i otrzymałem potwierdzenie, że jak tylko czegoś się dowiedzą, zostanę poinformowany. Tyle musiało mi póki co wystarczyć. Chodząc po Nokturnie przy okazji rozpytywałem się o chłopaka. Cały czas jednak jego miejsce pobytu pozostawało dla mnie niewiadomą.
Dzwonek przy drzwiach zadzwonił, kiedy otworzyłem drzwi Paliczków widząc przy kontuarze tego samego młodzieńca, którego nastraszyłem kilka dni temu. Oprócz niego w sklepie znajdował się właściciel, który zajęty był właśnie przeklinaniem pod nosem. Postawiłem przed nim worek, w którym zagrzechotały kości.
- Z lecznicy - mruknąłem tylko zamiast powitania. Znacznie bardziej od kurtuazji, właściciela Paliczków obchodziło pochodzenie przynoszonych towarów. - Oczyszczone i niepogryzione przez trolla.
Mężczyzna obrzucił mnie spojrzeniem, z którego niewiele mogłem wyczytać i zajrzał do worka. Przejrzał jego zawartość kiwając przy tym głową. Wyjął pięć galeonów i z grymasem niezadowolenia wręczył mi pieniądze.
- Wiesz coś o naszym pośredniku? - Warknął dość niechętnie, kiedy otworzyłem drzwi. Chwilę zaledwie zajęło mi połączenie faktów.
- Czyżby rozpłynął się w powietrzu z towarem? - Odwróciłem się rozbawiony spoglądając na kipiącego od słabo ukrywanej złości mężczyznę.
- Jeżeli coś mu zrobiłeś Karkarow...
- To co? - Wszedłem mu w słowo doskonale wiedząc, że niewiele może mi zrobić. Jego groźby nie robiły na mnie wrażenia teraz, kiedy nie mógł nawet użyć argumentu ekonomicznego. W końcu nie wykonywałem dla Paliczków żadnych zleceń od mojej ostatniej wizyty, przy której poinformowano mnie, że znaleziono dla mnie zastępstwo. Jeśli zaś chodziło o inne groźby... Niespecjalnie mógł podnieść na mnie rękę w tym momencie. Na Nokturnie każdy wiedział, że jestem jednym z podwładnych Czarnego Pana, a to wystarczało, by mieć zapewnioną nietykalność. Do tego dochodziło oczywiście jeszcze to, że nawet bez wstawiennictwa potrafiłem radzić sobie z moimi problemami i dbałem o to, by nikomu nie było po drodze ze mną zadzierać.
- Nie widziałem go na oczy.
- To szkoda - jego nieprzyjemny głos ponownie powstrzymał mnie przed wyjściem. - Szlami syn ukradł mi towar.
Na mojej twarzy pojawił się pełen satysfakcji uśmiech, kiedy właściciel potwierdził moje przypuszczenia.
- Bardzo mi z tego powodu przykro - zakpiłem wywołując u mężczyzny kolejny grymas wściekłości. Przełknął jednak niemiłe słowa, którymi chciał mnie poczęstować, a te, których zamiast tego użył brzmiały, mogę pokusić się o stwierdzenie, miło.
- Jeśli odzyskasz dla mnie ten towar, zapłacę.
Popatrzyłem na niego ciągle uśmiechając się kpiąco. Czekałem w milczeniu.
- No chyba nie czekasz aż poproszę - warknął.
Uniosłem ponaglająco brwi, rękę trzymając ciągle na klamce.
- Chyba sobie żartujesz. Znajdę kogoś innego.
- Nie znajdziesz, ale pójdę ci na rękę. Wystarczy, że do normalnej zapłaty dorzucisz sto galeonów.
Znałem go na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że uniesie się honorem.
- Siedemdziesiąt - warknął po raz kolejny obrzucając mnie niechętnym spojrzeniem. Jego grymasy jednak wprowadzały mnie tylko w coraz lepszy nastrój. Satysfakcja płynąca ze świadomości, że próba zastąpienia mnie skończyła się tak bolesną porażką była ogromna. Tym przyjemniejsza, że nie musiałem się nawet starać, żeby do tego doprowadzić. W zasadzie nie zdążyłem zrobić jeszcze nic. Ale oczywiście nie zamierzałem tego zostawić. Na przyszłość muszę wyraźnie dać do zrozumienia, że nie warto stawać mi na drodze.
- Zgoda - nie spodziewałem się nawet że pójdzie aż tak łatwo. Chłopak musiał zajść mężczyźnie za skórę wyjątkowo mocno. - Ale płacisz z góry.
Podszedłem do kontuaru wyciągając rękę po pieniądze.
- Nie rzucaj swoich gróźb na wiatr - uprzedziłem go widząc jak nabiera powietrze, żeby się sprzeciwić. - Gdybyś mógł poprosić kogoś innego, już byś to zrobił. Więc płacisz z góry albo i tak znajdę ten towar i zrobię z nim, co uznam za słuszne.
Moje słowa wywarły zamierzony efekt. Po chwili wyszedłem z Paliczków bogatszy i w wyśmienitym humorze.

/zt




Opadły kraty na jasne okno
cień na kamienie rzucając długi.
"Cieniu, ach cieniu, na co Ty, po co,
gdy nie należysz do ludzi?"

W nocy po ścianie wędrują upiory,
umysłu widma, co na świat wypłyną,
niematerialne i straszne zmory,
co tylko w słońcu giną.


Powrót do góry Go down
 

Paliczki

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Śmiertelnego Nokturnu-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18