Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

  Przystań

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3 ... 10, 11, 12  Next
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Przystań   26.03.15 20:20

Przystań

Niewielka przystań miesząca się w miasteczku portowym to główne miejsce spacerów mieszkańców. Można tu wynająć drewnianą łódkę ze sternikiem, ale marynarze niechętnie wpuszczają na swoje wody żółtodzioby. Najpiękniejsze są tu wschody oraz zachody słońca. Miejsce dostępne również dla mugoli, co widać po pomoście, na którym czas chętnie  spędzają rodziny z małym dziećmi, urządzając małe pikniki. Nie wolno jednak się tu kąpać, a nad porządkiem czuwa wilk morski.  Prawdziwy odpoczynek można poczuć na jednej z ławek, znajdujących się nieznaczny kawałek od brzegu. Kilka z nich skryte są w cieniu, chroniąc najwrażliwsze ciała przed ostrym słońcem. Zieleń oraz szum wody odpręży nawet najbardziej zestresowanego człowieka. W oddali można obserwować statki towarowe kursujące między Anglią a innymi krajami.

W tej lokacji obowiązuje bonus do rzutu kością w wysokości +5 dla Rycerzy Walpurgii i +10 dla Śmierciożerców.

[bylobrzydkobedzieladnie]


Powrót do góry Go down
Mathilda Wroński
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t1619-mathilda-wronski https://www.morsmordre.net/t2026-sowa#30026 https://www.morsmordre.net/t1622-this-is-for-matilda#16765 https://www.morsmordre.net/t1698-mathilda-wronski#18244
Zawód : malarka
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
Deszczowe wtorki, które przyjdą po niedzielach
Kropelka żalu, której winien jesteś ty
Nieprawda że tak miało być
Że warto w byle pustkę iść
To wciąż za mało, moje serce, żeby żyć
OPCM : 0
UROKI : 14
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Przystań   20.03.16 18:20

Eklektycznych myśli masa wiruje ci w głowie. Czujesz ciężkość przytłaczającą mięśnie. Ledwo stoisz, trochę chcesz się cofnąć, trochę chcesz iść wprzód. Wywiało cię aż do Dover. Do miejsca w którym podobno mieszkał Ignatius, gdzie się podział, dlaczego cię zostawił. Jak każdy inny, taki bowiem jest już twój los.
Dlaczego nie w Londynie? Bo uciekłaś.
Niedaleko, tylko do samego końca państwa. Samuel nawet nie zauważy, jest w pracy. Zwykł odwiedzać cię o ustalonej godzinie. Nie trzyma cię na sznurku, wie, że któregoś dnia i tak znikniesz. Może nie chcieć się z tym pogodzić, ale tak będzie. Nie jest gotowy, a ty nie umiesz przetłumaczyć mu, że nie ma dla was już czasu. Bo mijacie się, miniecie się. Kiedyś. Dziś nie masz odwagi przyznać, że wiesz coś więcej. Zachłannie chcesz brać to co ci daje. Póki jeszcze chce ci cokolwiek dawać.
Stoisz więc na koncu państwa, w Dover pachnącym rybami, morzem, Ignatiusem i wstydem.
Obejmując chude ramiona zbliżasz się do przystani w porcie Dover. Miałaś iść nad klify i tam w samotności słuchać śpiewu morza, ale na nic dziś zdadzą się te szekspirowskie dyrymały. Marzeniami wracasz do najważniejszego w swoim życiu mężczyzny, do Lewisa. Z jakiegoś niewyjaśnionego powodu czujesz jego obecność. Czy to zasługa łódek leniwie kołyszących się w porcie, czy zapachu wody morskiej, nie wiesz. Całą swoją wolą oddalasz to wspomnienie, nie, nie chcesz go teraz, nie teraz, kiedy finalnie masz mozliwość przeżycia czegoś pięknego z miłością ze szkoły. Zaciśnięte dłonie rozluźniają się, wdychasz czyste powietrze.
Wiatr rozwiał ci włosy, czujesz jak ktoś zbliża się i staje zaraz obok siebie. Zwracasz swoją twarz w jego stronę i uśmiechem witasz zbłąkanego. Czy też nie wie co tu robi? Powiedz mu.
- Czekałam na ciebie
Chociaż go nie znasz, ale wiedziałaś że przyjdzie.




If there is a past, i have
forgotten it
Powrót do góry Go down
Alan Bennett
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1283-alan-bennett https://www.morsmordre.net/t1333-poczta-alana https://www.morsmordre.net/t1336-alan-bennett#10315 https://www.morsmordre.net/f182-harley-street-11-3 https://www.morsmordre.net/t4011-skrytka-bankowa-nr-373 https://www.morsmordre.net/t1511-alan-bennett
Zawód : Uzdrowiciel - specjalista od chorób genetycznych
Wiek : 28 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Mądrego los prowadzi, głupiego - popycha.
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 3
LECZENIE : 22
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Przystań   21.03.16 20:48

Co on tu robił? Sam nie był pewien. Potrzebował chyba chwili wytchnienia, możliwości złapania świeżego powietrza, innego niż te, które czekało go w Mungu, w mieszkaniu, czy w ogóle w Londynie. Wracał właśnie z odwiedzin u matki, której stan pogarszał się z chwili na chwilę. Nie potrafił zbyt długo patrzeć. Jego serce krwawiło, kiedy tylko myślał o tej niewielkiej ilości czasu, jaka jej pozostała. A im pozostała jeszcze mniejsza, ponieważ Elizabeth większość czasu pozostawała nieprzytomna. Nie chciał by odchodziła. Czuł się niczym trzyletnie dziecko, którego matka chciała odejść, a ono bało się, bo miało tylko ją. Nie miał tylko jej, ale była dla niego najważniejsza, była dla niego całym światem. Nie radził sobie z myślą, że mogłoby jej zabraknąć.
Aby pozbierać myśli, aby uspokoić się choć trochę, potrzebował czasu, świeżego powietrza i... czegoś jeszcze. Nie wiedział czym to jest, ale w poszukiwaniu ów rzeczy postanowił odwiedzić kilka miejsc bliskich jego sercu. Piękne, nostalgiczne widoki rzeczywiście koiły ból, jednak w stopniu, który go nie zadowalał. Nie wiedział, czy cokolwiek było w stanie osiągnąć efekt taki, jakiego oczekiwał. Jednak nie rezygnował ze swojej małej wyprawy. Nigdzie mu się nie spieszyło, a ów podróż pomagała mu zająć myśli czymś innym niż nieszczęścia, które ostatnimi czasy zdarzały się w jego życiu.
W ten właśnie sposób dotarł tutaj. Pamiętał bardzo wyraźnie dzień, w którym matka zabrała go tutaj, aby pokazać łódki i śliczne widoki. Był wtedy dzieckiem, toteż widok ten wywarł na nim znacznie większe wrażenie, niż wywierał na dorosłym człowieku. W jego oczach wszystko lśniło, wszystko było nowe, wspaniałe. Teraz, gdy zbliżał się do przystani, pamiętał bardzo wyraźnie swoją ekscytacje, oraz uśmiech matki. Same wspomnienia napełniały jego serce uczuciem przyjemnego ciepła. Nie zwracał uwagi na nic i na nikogo, kiedy powoli zbliżał się do swojego celu. Gdzieś tam kątem oka dostrzegł tajemniczą postać kobiety, której włosy tańczyły na wietrze niczym małe, niesforne chochliki. Dopiero gdy podszedł bliżej, spojrzenie jego tęczówek zatrzymało się na niej. Sylwetka zdała się znajoma, choć nie do końca mógł sobie przypomnieć skąd ją znał. Patrzył jak zwracała się w jego kierunku i uśmiechała się do niego, podczas gdy jego umysł pracował na najwyższych obrotach.
- Mathilda, prawda? - Spytał w końcu, po chwili zastanowienia. Była siostrą Józka, a przynajmniej tak mu się wydawało. Miał nadzieję, że się nie wygłupi, że nie popełnił jakiejś okrutnej pomyłki. Ale co miały znaczyć jej słowa? Posłał jej pytające spojrzenie.
- Czekałaś na mnie? - Powtórzył niepewnie, nie bardzo rozumiejąc jak powinien rozumieć jej słowa. Wiedziała, że tu będzie? Kto jej powiedział i, w takim razie, czego od niego chciała?


Powrót do góry Go down
Mathilda Wroński
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t1619-mathilda-wronski https://www.morsmordre.net/t2026-sowa#30026 https://www.morsmordre.net/t1622-this-is-for-matilda#16765 https://www.morsmordre.net/t1698-mathilda-wronski#18244
Zawód : malarka
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
Deszczowe wtorki, które przyjdą po niedzielach
Kropelka żalu, której winien jesteś ty
Nieprawda że tak miało być
Że warto w byle pustkę iść
To wciąż za mało, moje serce, żeby żyć
OPCM : 0
UROKI : 14
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Przystań   06.04.16 11:48

- To ja - uśmiech pojawia się, ale jest niestosowny. Wolisz go jednak utrzymywać, nim nie pojmie jakiego typu słowa masz mu do przekazania. Dlatego uśmiechasz się powoli zbliżasz w jego stronę. Jest taki silny i mądry, da radę. Ocenie twoich oczu nie umyka również jego aparycja. Idealnie odzwierciedlają te cechy charakteru szerokie ramiona i mądre oczy.
- Mam ci coś ważnego do powiedzenia - odwracasz spojrzenie od jego twarzy przystojnej w stronę wody, łódki kołysały się spokojnie w rytm fal delikatnych. Szkoda, że w porcie czy nawet na przystani, nie a wiekszych fal. Zawsze chciałaś przepowiedzieć komuś przyszłość w burzę wielką i gromowładną. - Przejdziemy się? - proponujesz po chwili zadumy i zeskakujesz na chodnik, który jest niżej. Alanie pójdź za Matyldą, nie bój się nic. Ona cie nie zje, nie zamieni w ropuchę, nie zrobi ci żadnej krzywdy - chociaż na pewno będziesz cierpiał. Mocno. Po jej słowach. Ale to nie są słowa, które wypływają z jej serca, ale słowa, które przez nie przepowiednia opowiada. Ona jest tylko medium. Po kilku krokach staje i spogląda przez ramię. Alan, Alan, pójdź za syrenią aurą tej dziewczyny, daj się jemu omotać, a będzie znieczuleniem odpowiednim.
- Jesteś oddanym synem, kochającym bardzo matkę - oświadczasz powoli i robisz krok w tył, by poszedł za tobą dalej i dalej - Jesteś dla niej bardzo ważny
Jak powiedzieć w takiej sytuacji coś co złamie mu serce? Matyldo, zastanów się czy umiesz to zrobić.




If there is a past, i have
forgotten it
Powrót do góry Go down
Alan Bennett
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1283-alan-bennett https://www.morsmordre.net/t1333-poczta-alana https://www.morsmordre.net/t1336-alan-bennett#10315 https://www.morsmordre.net/f182-harley-street-11-3 https://www.morsmordre.net/t4011-skrytka-bankowa-nr-373 https://www.morsmordre.net/t1511-alan-bennett
Zawód : Uzdrowiciel - specjalista od chorób genetycznych
Wiek : 28 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Mądrego los prowadzi, głupiego - popycha.
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 3
LECZENIE : 22
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Przystań   13.04.16 21:45

A więc dobrze ją kojarzył. Siostra Józka, którego miał okazję parę razy składać, po zbytnich szaleństwach na miotle. Dobry, ciekawy chłopak. Jego siostry Alan nie miał okazji zbyt dobrze poznać. Widywał ją jedynie przelotnie, czasem słyszał również jakieś opowieści na jej temat od jej brata. Wydawało się, że są dobrym rodzeństwem. Czy on i Elsie również będą? Ta myśl przemknęła przez jego głowę. Mignęła i zaraz znikła, bowiem liczyło się tu i teraz. A ów tu i teraz było dość niecodzienne. Sam nie wiedział czemu nogi poniosły go akurat tu. Był też mocno skołowany, kiedy spotkał tu Mathildę, która, jak twierdziła, czekała na niego. Nie bardzo wiedział co się dzieje. Ale wkrótce miał się dowiedzieć.
- Tak? - Mruknął z niepewnością w głosie, gdy oświadczyła, że ma mu coś do powiedzenia. Czekał. Czekał na dalsze słowa, na wyjaśnienia, które jednak nie nadeszły. Zamiast tego chciała, by się przeszli. Czuł ciągłe napięcie, wywołane niepewnością i niecodziennością tej sytuacji. Co miał zrobić innego, jak nie ruszyć za nią? Bez słowa zrównał z nią krok i czekał. Ciągle czekał na jakieś wyjaśnienia. Niepokoił się, denerwował. Czy wiedziała to, wyczuwała, widziała? Nie był tego pewien.
- Skąd to wiesz? Znasz moją matkę? - Zapytał, nadal nie rozumiejąc. A przecież odpowiedź była tak prosta, tak bliska! Mimo, że jeszcze jej nie uchwycił, czuł wzrastający niepokój. Czemu mówiła o jego matce? Czemu mówiła takim tonem? Serce przyspieszyło tempo swego bicia, a krew zaczęła szybciej krążyć w jego żyłach. Martwił się. Temat matki w ostatnim czasie był dla niego dość trudny. Wiedział, że jest z nią źle. Przecież odwiedzał ją i od jakiegoś czasu był owładnięty szaleńczymi wręcz próbami odnalezienia leku na jej chorobę. Nie wiedział, że los już zadecydował.


Powrót do góry Go down
Czara Ognia
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
https://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153 https://www.morsmordre.net/u731contact https://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153 https://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153 https://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153
Zawód : n/d
Wiek : 0
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Przystań   29.05.16 11:52

Para nr 5

Przeprawa do Dover w tak zimny poranek była złym pomysłem. Miał być to z tych najbardziej obiecujących dni w jego karierze. Leonard otrzymał bowiem wiadomość, że jeden z bogaczy jest w stanie udostępnić mu swój ogród do namalowania paproci – symbolu rodowego Prewettów. Miał się spotkać z nim na przystani w Dover i uzgodnić więcej szczegółów. Jednakże bogacz zapomniał o spotkaniu, więc nie czekał na malarza. Jedyną osobą znajdującą się w tym miejscu okazał się Tristan Rosier. Leonard wziął go więc za bogacza i miał zamiar ustalić z nim datę, kiedy będzie mógł namalować „jego” najpiękniejsze, rodowe paprocie.

Datę spotkania możecie założyć sami. O skończonym wątku z rozwiązaną sytuacją możecie poinformować w doświadczeniu. Czara Ognia nie kontynuuje z Wami rozgrywki. Wszystko jest w Waszych rękach.
Miłej zabawy! :love:



[bylobrzydkobedzieladnie]


Powrót do góry Go down
Leonard Mastrangelo
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t1754-leonard-mastrangelo https://www.morsmordre.net/t1897-andromeda#26044 https://www.morsmordre.net/t1898-mow-mi-leonardo https://www.morsmordre.net/f138-pensford-avenue-31 https://www.morsmordre.net/t1929-leonard-mastrangelo
Zawód : malarz, brygadzista
Wiek : 35
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
a dumb screenshot of youth
watch how a cold broken teen
will desperately lean on a superglued human of proof
OPCM : 8
UROKI : 15
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
 I czemu to takie nic jest właśnie czymś dla mnie?

PisanieTemat: Re: Przystań   29.05.16 21:32

Malowanie dla pieniędzy to zawsze złe malowanie. Przekonywałem się o tym z minuty na minutę coraz bardziej. Wstanie z samego rana w celu punktualnego dotarcia na miejsce okazało się katorgą dla kogoś, kto od dłuższego czasu ma mocne problemy ze snem. Jednak pieniądze w sakwie, nawet mało eksploatowane kurczyły się z dnia na dzień, a z czegoś trzeba być, za coś muszę kupować farby, pędzle czy płótna. Namalowanie tych paproci miało być łatwym sposobem na zarobienie paru groszy. Co prawda nie jest to mój konik, ale zdarzało mi się malować naturę. W końcu ostatnio nawet spod mojego pędzla wyszła ta przeklęta róża. Nie byłem więc wybredny i zgodziłem się ze sobą, że warto podjąć się tego zlecenia. Niestety nie wiem co podkusiło tego paniczyka, aby umówić się o tak wczesnej porze. Czy szlachcice nie wylegują się czasem w swoich mięciutkich pierzynach do południa odsypiając wczorajsze bale? W dodatku kto wybiera takie miejsca? Przystań w Dover była wręcz przerażająco pusta, cisza dzwoniłaby w uszach gdyby nie jednostajny szum morza. Ludzie uwijali się gdzieś w oddali na wodzie, ale ich głosy nikły w powietrzu, nie docierały do miejsca, w którym się znalazłem. Mimo tego, że miejsce byłe urzekające, a światło wschodzącego słońca tworzyło doprawdy magiczny klimat to nie mogłem się w pełni tym cieszyć. Zima była zimą, co za tym idzie nie używała półśrodków. Mróz był siarczysty nawet tutaj, obecność wody tym razem nie łagodziła go ani trochę. Owinąłem się mocniej płaszczem, ale niewiele to pomogło. Cholerna jasna, szlag by to, nawet nie wiedziałem jak ten cały Prewett wygląda. Byłem bliski odwrócenia się na pięcie i wrócenia do ciepłego domu, ale wtedy zauważyłem czyjąś sylwetkę na horyzoncie. Świetnie, może szczęście jeszcze mnie nie opuściło. Ruszam dziarskim krokiem w jego stronę, bo skoro to szlachcic to może nie należeć do najcierpliwszych osób.
- Dzień dobry - wołam pokonując ostatnie dzielące nas metry. Nie wiem jak powinienem się do niego zwrócić, żeby nie popełnić jakiejś gafy i nie stracić zamówienia, więc nie mówię nic więcej.




so i tried to erase it but the ink bled right through almost drove myself crazy when these words 

led to you


Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
OPCM : 40
UROKI : 30
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 52
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Przystań   01.06.16 3:24

Enjolras, milczący czarny chart Tristana, równie wysoko urodzony, co jego pan, rzucił pod jego stopy gruby patyk; czarodziej nachylił się, żeby go uchwycić i cisnął ponownie wzdłuż pobliskiego brzegu. Lubił obserwować tego psa w biegu, żadna inna rasa nie wydawała mu się wówczas równie dostojna. Poranek nie był jego porą, Tristan nie lubił wcześnie wstawać. W rezerwacie wolał pojawiać się na noc, a jego zamiłowanie do alkoholu nastręczało mu zwykle dużo trudności w zerwaniu się z łóżka wraz ze wschodem słońca. Dziś nie trapiło go ani jedno, ani drugie, im bliżej rodzinnych świąt, tym wyraźniej majaczyła w jego wspomnieniach twarz martwej siostry. Im bliżej końca roku, noworocznego Sabatu. Marie uwielbiała grudzień, a biel śniegu pięknie kontrastowała z jej włosami. Nie spał w nocy. Szukał zajęcia, które choć na chwilę skupiłoby jego myśli. Strój Tristana niewątpliwie wskazywał na jego status majątkowy, był ubrany w czarną czarodziejską szatę, idealnie skrojoną, podszytą szkarłatnym haftem, z miękkim francuskim fularem chroniącym szyję przed mrozem. Na nogach miał skórzane buty, wysokie, ze skóry wysokiej jakości. Postawa wyrażała coś aroganckiego, butnego i dumnego, a gdyby w Leonardzie pozostały jeszcze wątpliwości odnośnie pochodzenia czarodzieja, rozwiać powinien je wielkopański krok, jakim pozornie bez zainteresowania ruszył dalej przed siebie, nie zajmując się spuszczonym ze smyczy chartem nie odstępującym go o krok, wciąż z okazałym kawałem drewna między zębami. W lewej ręce trzymał papierosa, który tlił się delikatnym żarem, w prawej ściskał pas skórzanej smyczy.
Dostrzegł Loenarda, choć nijak go nie rozpoznał, jego twarz była mu całkowicie obca. Początkowo zdawało mu się, że obcy chce go jedynie wyminąć, ten jednak wyraźnie szedł w jego stronę, a rzucone słowa powitania, zważywszy na wszechobecną pustkę, nie mogły zostać rzucone do nikogo innego. Przystanął, z rękoma skrytymi w kieszeniach przed grudniowym mrozem, nie wiedząc, czy człowiek ten w istocie czegoś od niego chce, czy może - przeciwnie - mija go jako turysta urzeczony doprawdy pięknym widokiem wybrzeża. Wbił weń spojrzenie ciemnych oczu - wyczekujące - choć pies wyraźnie usiłował odwrócić jego uwagę, łaknąc dalszej zabawy.





the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns
outgrown
Powrót do góry Go down
Leonard Mastrangelo
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t1754-leonard-mastrangelo https://www.morsmordre.net/t1897-andromeda#26044 https://www.morsmordre.net/t1898-mow-mi-leonardo https://www.morsmordre.net/f138-pensford-avenue-31 https://www.morsmordre.net/t1929-leonard-mastrangelo
Zawód : malarz, brygadzista
Wiek : 35
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
a dumb screenshot of youth
watch how a cold broken teen
will desperately lean on a superglued human of proof
OPCM : 8
UROKI : 15
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
 I czemu to takie nic jest właśnie czymś dla mnie?

PisanieTemat: Re: Przystań   05.06.16 21:59

Nie jestem typem człowieka obracającego się w towarzystwie szlachciców. Nigdy ich nie lubiłem. Od kiedy dane było mi poznać ojca byłem do nich negatywnie nastawiony. Zostało to we mnie, bo każdy kolejny arystokrata okazywał się bardzo podobny. Zadufany w sobie, przekonany o swojej wyjątkowości płynącej z faktu, na który nawet nie zapracował. Śmieszne. Znam swoje miejsce w ich hierarchii. Nie przeszkadza mi to, że znajduję się w niej na szarym końcu. Tak długo jak ja nie wchodzę w drogę im, a oni mnie wszystko jest w porządku. Nie potrzebuję ich do szczęścia. To selekcjonerskie podejście do magii co najwyżej wywołuje we mnie rozbawienie. Gdyby te całe wyższe siły nie chciały, żeby nikt poza szlachetnymi czarodziejami nie czarował to by na to nie pozwoliły. Proste jak dwa plus dwa, nie ma co się oszukiwać. Chociaż to przecież jest ich specjalnością.
Niestety zdarzają się sytuacje, w których ma się związane ręce. Dokładnie tak jak teraz. W społeczeństwie trzeba koegzystować z innymi ludźmi, nie można tego uniknąć. Arystokracja może mi pozwolić zarobić, naprawdę dobrze zarobić. W końcu ich skarbce pełne są cennych monet, które prędzej zgniją niż zostaną w całości wykorzystane. Nikt tak nie strzeże swoich majątków jak oni. Dlaczego więc nie dać zarobić nam? Tej biednej warstwie społecznej nadającej się co najwyżej do sprzątania ich pięknych dworów i czyszczenia rodowych sreber.
Odrzucam te myśli. Przynajmniej próbuję. Nie chcę się czuć w ten sposób, jeśli mam stawić czoła temu człowiekowi. To nie jest najłatwiejsze zadanie. Nie znam dokładnie całej tej ich etykiety, bo liznąłem zaledwie podstaw. Zresztą pamiętam ze szkoły, że niezwykle łatwo ich urazić. To nie będzie łatwe. Udało mi się chyba przykuć jego uwagę. Nie wiem, czy swoim wyglądem, czy tym, że miałem czelność się odezwać, ale to nieistotne. Muskam spojrzeniem wdzięczne zwierzę u jego boku, jest naprawdę pięknym psem. O wiele bardziej wartym umieszczenia na płótnie niż jakieś paproci. Nie komentuję jednak tego faktu, nie mnie wybierać obiekt, ja tylko maluję. Muszę tak myśleć, bo jeśli wdam się w jakąś pyskówkę to po mnie. Błagam się, aby z niewyspania nie wypłynęło ze mnie podejście podpatrzone przez lata u przyjaciela.
- Dzień dobry - powtarzam jeszcze raz. - Byliśmy umówieni, sir - mówię zatrzymując się przed nim na stosowną odległość. Mam nadzieję, że nie spuści mnie na drzewo. - Leonard Mastrangelo - przedstawiam się, chociaż skoro moje nazwisko nie brzmi szlachetnie zapewne zaraz zostanie zapomniane. Cóż, bywa.




so i tried to erase it but the ink bled right through almost drove myself crazy when these words 

led to you


Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
OPCM : 40
UROKI : 30
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 52
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Przystań   15.06.16 2:17

Nie odpowiedział również na powtórzone dzień dobry. Dla kogo dobry, dla tego dobry. Jeśli komuś trudno było powstrzymać niechęć do bufoniastej arystokracji, Tristan z całą pewnością nie ułatwiał tego zadania; ani swoją pozą - nazbyt przepełnioną pewnością siebie, znajdował się wszak na swoich włościach, gdzie, zgodnie z jego przekonaniem, a niekoniecznie z przekonaniem powszechnym, ludzie winni kłaniać mu się w pas. Na jego twarzy błądziło coś pomiędzy arogancją a nonszalancją, wyraz typowy dla młodych ludzi, którzy wierzą, że świat należy do nich. W źrenicy błysnęło coś jeszcze - może to była złość, a może lęk.
Nie wiedział, kim był ten człowiek, w pierwszym odruchu chciał sięgnąć po różdżkę; powstrzymał jednak dłoń, nie zdradzając się z tą słabością. Czy nie byłoby to podejrzane? A jednak, Tristan nie potrafił odpędzić się od wrażenia, że ktoś mógłby chcieć go śledzić, że ktoś mógłby chcieć go odnaleźć, że ktoś mógłby na Merlina wiedzieć o wszystkim, czego dopuścił się w przeciągu ostatnich miesięcy. Tutaj, za tym wzgórzem, Dover nie jest duże, znajdowały się te chrzanione podziemia. Wciąż pamiętał mugolskich strażników strzegących wejścia - i pamiętał to, co z nich zostało, nim utopili ich w szumiącym nad brzegiem miasteczka morzem. Nie był przyzwyczajony do noszenia przy sercu tak wielu sekretów.
- Czyżby? - zapytał właściwie bez względnego zainteresowania, a jednak z niekrytą nutą niechęci. To zawsze mogła być gra, niezależnie od tego jak bardzo irracjonalne były podejrzenia Tristana, czarodziej dobrze wiedział, że jeśli istniał choć cień szansy na to, aby się spełniły, musiał na nie uważać. Schylił się, biorąc do ręki gałąź rzuconą mu pod nogi przez psa i cisnął ją w kierunku opustoszałej części cichej o tej porze dnia przystani. Charty pięknie wyglądały w biegu. - Obawiam się, że musi mi pan odświeżyć pamięć - odparł, dopiero teraz odwracając się w jego stronę. - Pana nazwisko powinno mi coś mówić? - Bo, prawdę mówiąc, zbyt wiele nie mówiło. A ludźmi o takich nazwiskach Tristan nie zwykł zawracać sobie głowy dłużej niż było to konieczne, trwając w głębokim, naiwnym, choć szczęśliwym przekonaniu, że z jakiegoś powodu jest od nich lepszy. I nigdy tego nie ukrywał. Pozostawał w czujności, dłoń znów skryta przed chłodem w kieszeniach czarnego płaszcza odnajdywała palcami różdżkę, a czarne źrenice wciąż wyczekująco spoglądały na obcego mężczyznę. Nie pamiętał, by spotkał go kiedykolwiek wcześniej, podczas gdy pierwsze wrażenie, jakie na nim wywarł, nie dawało mu żadnych wskazówek odnośnie jego personaliów.





the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns
outgrown
Powrót do góry Go down
Leonard Mastrangelo
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t1754-leonard-mastrangelo https://www.morsmordre.net/t1897-andromeda#26044 https://www.morsmordre.net/t1898-mow-mi-leonardo https://www.morsmordre.net/f138-pensford-avenue-31 https://www.morsmordre.net/t1929-leonard-mastrangelo
Zawód : malarz, brygadzista
Wiek : 35
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
a dumb screenshot of youth
watch how a cold broken teen
will desperately lean on a superglued human of proof
OPCM : 8
UROKI : 15
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
 I czemu to takie nic jest właśnie czymś dla mnie?

PisanieTemat: Re: Przystań   22.06.16 12:26

Podobno nienaganne wychowanie to domena wyróżniająca szlachtę spośród innych warstw społecznych. Niestety bardzo prawdopodobne, że używają oni tych umiejętności tylko we własnym gronie. Już w szkole zauważyłem jak wyżej urodzeni zachowują się w stosunku do niższych klas. Gdybym zapomniał jak to wygląda to mam teraz na to doskonały przykład. Przyglądam się owemu lordowi rejestrując różne cechy w samej jego postawie wskazujące, że czuje się lepszym ode mnie. Nie chodzi o to, czy czuje się dobrze we własnej skórze, ale na pewno świetnie odnajduje się w swojej pozycji. Zabawnym jest to, że stojący przede mną mężczyzna jest widocznie młodszy ode mnie. Trochę już chodzę po tym świecie, umiem to rozpoznać. A przecież podobno w takim wypadku należy mi się szacunek, pierwszy powinien się do mnie odezwać, przedstawić. Na szczęście nie parskam śmiechem na głos, bo pewnie jego pogarda przeniknęłaby mnie bardziej niż panujący w przystani ziąb. Starczy mi, że mnie nie lubi, to wystarczająca trudność w ubiciu interesu. Niestety z minuty na minutę mam wrażenie, że stoi przede mną zły człowiek. Wyobrażałem sobie tego całego Prewetta jako dziarskiego człowieka koło czterdziestki, wyjątkowo serdecznego, który tak bardzo kocha rodowe paproci, że chce uwiecznić je na płótnie. Tymczasem stał przed nim dosyć sztucznie uprzejmy młodzian, w dodatku niewyglądający jakby na kogoś czekał. Zresztą miałby pojawić się tutaj pierwszy? To nie pasowałoby do szlachcica.
- Jeśli to z lordem byłem umówiony to prawdopodobnie powinien je lord kojarzyć. - Nie używałem zazwyczaj tej formułki. Wrzuciłem ją w tak daleki kąt umysłu, że wypowiadana przynosiła mi na język kurz. Jeśli jednak chciałem zrobić jakikolwiek interes to musiałem wykazać się chociaż odrobiną uprzejmości. Nie miałem zamiaru się przed nim płaszczyć, nie jestem tego typu człowiekiem i nie zrobiłbym tego nawet, jeśli głód zaglądałby mi w oczy. Prędzej pójdę pożyczyć pieniądze od Wrighta, o ile on jakiekolwiek posiada. - Mieliśmy doprecyzować szczegóły namalowania pańskich rodowych kwiatów - precyzuję, licząc, że odświeży mu to pamięć. Sam doskonale wiem, że chodziło o paprocie, ale skoro nie mam pewności, z kim rozmawiam (bo nie raczył się przedstawić) to lepiej nie ryzykować. Z tego co wiem szlachta jest przewrażliwiona na punkcie swoich rodów, herbów i innych tego typu rzeczy, o których nigdy mi się nie śniło. Lepiej mimo wszystko nie tracić punktów na starcie.




so i tried to erase it but the ink bled right through almost drove myself crazy when these words 

led to you


Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
OPCM : 40
UROKI : 30
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 52
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Przystań   09.07.16 3:31

Tristan bez wątpienia należał do butnych gniewnych młodzieńców, którym nie przyszedłby do głowy szacunek wobec starszych - naturalnie, zależy jakich; rodowych nestorów, ojca, darzył zawsze najlepszym słowem, do savoir-vivre'u stosował się bowiem zawsze, a przynajmniej zawsze wtedy, kiedy mu było wygodnie: a ten od wieków przyznawał pierwszeństwo wyższości klasowej. Pospólstwo, z jakim nie zwykł się jednak bratać, traktował zawsze równorzędnie; jako gorsze od siebie, wszawe towarzystwo zbyt mało ciekawe, by się nim bardziej zainteresować - to wszystko dało się z jego spojrzenia wyczytać. I on jednak patrzył na Leonarda, być może zaciekawiony jego, dziwacznym, trzeba przyznać, pojawieniem się w Dover i zagajeniem, jakoby mieli być umówieni. Nie byli, pamiętałby. Prawdopodobnie. Tak naprawdę o wielu rzeczach zapominał. Coś było w tej gębie, co mu się nie podobało, może to zmęczenie - życiem jakby - może coś zupełnie innego, mimo to podobała mu się jego powściągliwość; zachowywał się jak człowiek, który zna swoje miejsce w szeregu. Jego oko leniwie spełzło na patyk rzucony mu u stóp, z ociąganiem pochylił się, aby go uchwycić i cisnąć gdzieś w bok, chart wystrzelił w powietrze jak czarny diabeł. Nie zrobił tego, żeby uradować psa, chciał zyskać na czasie, poszukując w odmętach swojej pamięci wspomnianego przez Loenarda nazwiska, lecz nic, ale to nic mu nie światło. Co dziwne - bo przecież bywał na londyńskich wernisażach artystycznych regularnie. Ktoś zatrudniony przez Rosierów musiał być wybitnej sławy.
- Gdzie ostatnio można było oglądać pana wystawę? - dopytał bez wyrazu, dając tym samym szeroki wachlarz intencji kryjących się za tym pytaniem, nie próbował go zdeprymować, raczej szukał punktu zaczepienia, czegoś, co mogłoby mu przypomnieć o tym... malarzu. Jego większą pasją zawsze była raczej muzyka, nazwisko malarza mogło zwyczajnie wylecieć mu z głowy. Bo same szczegóły zamówienia... były mu obce. Portret róż - co za dziwactwo - wszyscy wiedzieli, że najpiękniejsze były świeże, żywe, rosnące w ogrodach; ich piękna i tak nie dało się przelać na płótno w sposób tak wyjątkowy, jak na to zasługiwały. Nie dało, lecz podobny kaprys nie mógł zostać wykluczony - czy to nie mógł być pomysł jego matki? Skinął ze zrozumieniem głową, jakby składając sens zdarzenia w całość, jego matka mogła chcieć, żeby się dogadał z tym malarzem. A on mógł o tym zapomnieć. - To zapewne pomysł mojej rodzicielki - przyznał w głos, zwracając się do Leonarda. - Nasze róże kwitną w naszych ogrodach. Tam będzie pan pracował. Jak sądzę, najlepiej w słoneczny dzień. Pańskiego honorarium nie ustalimy z góry. - Ton jego głosu mógł zdać się nieco ostrzejszy, ta kwestia nie podlegała dyskusji. - Proszę być pewnym, że moja rodzina nie szczędzi pieniędzy sztuce, ale tylko tej, która na to miano rzeczywiście zasługuje. Zobaczymy efekty, porozmawiamy o galeonach. Trzeba panu wiedzieć coś jeszcze? - Nonszalancko strzepał popiół z papierosa, chwilę potem mocno zaciągając się tytoniem.





the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns
outgrown
Powrót do góry Go down
Leonard Mastrangelo
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t1754-leonard-mastrangelo https://www.morsmordre.net/t1897-andromeda#26044 https://www.morsmordre.net/t1898-mow-mi-leonardo https://www.morsmordre.net/f138-pensford-avenue-31 https://www.morsmordre.net/t1929-leonard-mastrangelo
Zawód : malarz, brygadzista
Wiek : 35
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
a dumb screenshot of youth
watch how a cold broken teen
will desperately lean on a superglued human of proof
OPCM : 8
UROKI : 15
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
 I czemu to takie nic jest właśnie czymś dla mnie?

PisanieTemat: Re: Przystań   09.07.16 13:33

Nie było potrzeby spinania się. Nie miałem zamiaru płaszczyć się przed tym czarodziejem, aby zdobyć to zamówienie. Jego gniew czy aprobata obchodziły mnie tyle, co śnieg, który leżał w Dover rok temu. Byłem po prostu uprzejmy, tak jak nauczyła mnie tego matka. Moje maniery nie miały podziału na lepszych i gorszych, do każdego zwracałem się tak samo jak on do mnie. Podobno karma wraca. Coś jednak zwraca moją uwagę. Zgrabny pies, który towarzyszy młodemu lordowi. Mam wrażenie, że to jedyne stworzenie, jakie darzy uczuciem. Cóż, to częste u ludzi.
- Piękny chart – rzucam mimowolnie, patrząc jak pies rzuca się w pogoni za kijem. – To niezwykle dostojna rasa. Warto byłoby go uchwycić na płótnie podczas jednego z susów – mówię już bardziej do siebie niż do niego, ale nic nie mogę na to poradzić. Fascynacja różnymi rzeczami jest częścią mnie od zawsze. Już w szkole potrafiłem siedzieć zapatrzony w jeden punkt i potem nie mieć pojęcia, o czym była dana lekcja, ale w dormitorium bez problemu odwzorowywałem rzecz, która wpadła mi w pamięć. Mam nadzieję, że nie poczyta mi tego wtrącenia za nietakt. W końcu pochwaliłem jego psa, jego własność.
Chociaż nie mogę nic poradzić na to, że bezwiednie spinam się na usłyszane pytanie. Nie dlatego, że podkopuje ono moją pozycję znanego malarza, bo przecież nigdy się za takowego nie uważałem. Po prostu łączy się to z wydarzeniem, które mocno na mnie wpłynęło, które sprawiło, że na najdłuższy w życiu czas odłożyłem pędzel. Nie mam jednak zamiaru uciekać przed odpowiedzią, czy wymyślać jakieś zapychające kłamstewko. Jeśli nie będzie chciał mnie zatrudnić to jakoś to przeżyję. Nadejdzie przecież wkrótce kolejna pełnia i zarobię.
- Ostatnia wystawa miała miejsce jakieś dwa lata temu. Z przyczyn prywatnych nie byłem w stanie zorganizować nowej – odpowiadam patrząc na niego. Mówię szczerze i jestem trochę ciekaw jak zareaguje na fakt, że malarz znikąd chce malować jego drogocenne kwiaty. Róże jak się w końcu dowiaduję. To wprawia w ruch wszystkie trybiki w moim umyśle. Domeną jakiego rodu są róże? Wspaniałe kwiaty, trochę trudne jak na angielski klimat, ale w końcu mam do czynienia z magią. Słucham jednocześnie kwestii zapłaty, która z jednej strony niezbyt mi się uśmiecha, ale w tym fachu jest to raczej normalne. Kiwam więc głową w zrozumieniu.
- W porządku, również jestem zdania, że nie da się wycenić obrazu przed jego powstaniem. Chciałbym orientacyjnie wiedzieć, kiedy będę mógł przystąpić do pracy. Muszę wcześniej zagruntować płótna oraz ustalić grafik z resztą brygadzistów. – Rosierowie, przypominam sobie w końcu, ale na szczęście nie muszę znów używać jego tytułu. Krzyżuję ręce na piersi i czekam, chciałbym już wrócić do domu.




so i tried to erase it but the ink bled right through almost drove myself crazy when these words 

led to you


Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
OPCM : 40
UROKI : 30
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 52
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Przystań   09.07.16 22:12

Pochlebstwo zawsze było w cenie, zwłaszcza wtedy, kiedy było szczere - a pochwały jego psa takimi być musiały, Enjolras kosztował fontannę złota i miał rodowód może nie aż tak stary, jak jego pan, ale wystarczająco dawny, by mógł konkurować z młodszymi rodzinami. Zamyślił się nad słowami malarza, jego sus na płótnie rzeczywiście prezentowałby się doskonale, ale wymagałoby to niebagatelnych zdolności malarskich, dokładne zarysowanie smukłych mięśni, lśniącej sierści, mądrości płonącej w oczach - czy ten mężczyzna mógł takowe posiadać? Wyglądał jak artysta, do tego doświadczony - pierwszą młodość miał za sobą - a jego matka musiała mieć powód, dla którego go zatrudniła, a poprzez zwrócenie uwagi na dostojny skok ogara Leonard zdobył przychylność Tristana. Chart rzeczywiście był dla niego bardzo ważny.
- Zobaczymy - odparł więc, podobnie ani to do niego, ani do siebie, bo jeśli artysta spisze się dobrze podczas malowania kwiatów, dlaczego nie wykorzystać jego zdolności bardziej? Może znajdziesz niemal stałą pracę, Mastrangelo. Spojrzał na nim z lekkim zaskoczeniem, kiedy przyznał, że po raz ostatni wystawiał prace dwa lata temu, mnóstwo czasu - naprawdę?
- Przychodzi pan więc... z polecenia lady Avery? - Bo jeśli nie od niej, to skąd? Wolał dopytać, choć tak naprawdę nie miało to dla niego żadnego znaczenia, nie mógł - tudzież nie miał odwagi ani właściwie powodów - sprzeciwić się matczynej, jak wciąż domniemywał, woli. Zastanawiało go jednak, skąd wzięła kontakt do tego człowieka - przecież nie zgarnęła go tak po prostu z ulicy, nie wzięła go też z ogłoszenia w prasie, nie wyglądał również na kogoś, z kim można by się było skontaktować po znajomości innej niż ciotka będąca wybitną mecenaską. Leniwie podążał wzrokiem za psem gnającym z powrotem z obgryzionym już kawałkiem drewna. Żądania tego człowieka były rozsądne, być może nawet jego praca okaże się wartościowa. - Właściwie to nieistotne - przyznał po chwili zawahania, po cóż się bawić w zgadywanki, kiedy tak naprawdę to jego rodzicielka miała decydujący głos. Nawet, jeśli zgarnęła go z ulicy, to tak naprawdę wcale nie była jego sprawa. - Proszę przyjść na początku przyszłego tygodnia. Jeśli pogoda dopisze, zacznie pan od razu. - Dopiero teraz, jakby przytomniejąc, dosłyszał, że malarz wspomniał o brygadzistach, mimowolnie uśmiechnął się półgębkiem. Od kilku lat wilkołaki były tym, czego nienawidził najmocniej. - Stąd zainteresowanie psami? - Przeniósł spojrzenie na niego, usiłując uchwycić jego wzrok własnym. - Muszę przyznać, że to ciekawe... a przy tym raczej niecodzienne połączenie, odławianie wściekłych psów i malarstwo. Ciekaw jestem efektów pana pracy, panie Mastrangelo. - Sam wciąż się nie przedstawił, ale jeśli Leonard był z nim umówiony, z pewnością doskonale wiedział, z kim rozmawia.





the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns
outgrown
Powrót do góry Go down
Leonard Mastrangelo
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t1754-leonard-mastrangelo https://www.morsmordre.net/t1897-andromeda#26044 https://www.morsmordre.net/t1898-mow-mi-leonardo https://www.morsmordre.net/f138-pensford-avenue-31 https://www.morsmordre.net/t1929-leonard-mastrangelo
Zawód : malarz, brygadzista
Wiek : 35
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
a dumb screenshot of youth
watch how a cold broken teen
will desperately lean on a superglued human of proof
OPCM : 8
UROKI : 15
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
 I czemu to takie nic jest właśnie czymś dla mnie?

PisanieTemat: Re: Przystań   10.07.16 0:19

Chyba nie palnąłem gafy. Nie wpatruję się z drżeniem w szlachcica obok mnie, ale poczytuję sobie jego milczenie za dobrą kartę. Przyglądam się temu wspaniałemu zwierzęciu i zastanawiam się bezwiednie, czy gdyby nie miało takiego rodowodu, jakim zapewne szczyci się jego właściciel, byłoby tak samo przez niego lubiane. Bardzo prawdopodobne, że nie. Nie poruszam jednak tej kwestii tak jak wielu innych. Nie mam ochoty na kłótnie poglądowe z kimś, kto na pewno jest niezaprzeczalnie pewien swoich racji. Nauczyłem się już, że szkoda marnować energię na walki z wiatrakami. W tej chwili tak naprawdę jedyne, na co mam ochotę to duży kubek czarnej jak smoła kawy. Nie mogę jednak od tak pójść sobie w siną dal, trwam więc obok młodego lorda i czekam aż skończy kontemplować moje słowa. Niestety końcowa reakcja nie mówi mi za wiele, ale chyba lepsza taka niż oburzenie, czy coś gorszego.
O wiele bardziej działa na mnie jego pytanie. Lady Avery? Czy to ta szacowna dama, która opiekuj się galerią, w której odbył się wernisaż, na jaki zabrała mnie Harriett? Bardzo prawdopodobne. Nie pamiętam dokładnie nazwiska, ale wydaje mi się, że nie ma wielu takich mecenasów sztuki. Niestety nie jestem pod jej pieczą. Czy automatycznie skreśla mnie to z listy wartych uwagi? Mam dosyć nieufne podejście do właścicieli galerii, bo córka ostatniego zniszczyła mi życie. Próbuję to jakoś względnie dobrze wyartykułować, gdy ten nagle zbywa całą sprawę. Cóż więc mi pozostaje? Niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba. Wzruszam więc też ramionami, jak gdyby ta cała sprawa nie była jakaś istotna. Kiwam głową, gdy wyznacza mi termin.
- Oczywiście. W razie, gdyby u lorda zaszły jakieś zmiany proszę wysłać sowę - odpowiadam spokojnie. Jestem zadowolony. Mamy termin, a to już coś oznacza. Co prawda istnieje jeszcze opcja, że mnie nie wpuszczą. Tym bardziej, jeśli odkryją, że na początku chciałem malować paproci, a nie róże. Jednak tylko głupiec nie skorzystałby z takiej okazji. Kto nie ryzykuje ten nie zyskuje.
Nie dziwię się, że podchwycił temat. To zazwyczaj zaskoczenie, że ktoś zajmujący się malarstwem zawodowo odławia wilkołaki. Tak samo, gdy mówię o trudnieniu się w przeszłości boksem. Człowieka nie powinno się oceniać po okładce. W żadną stronę.
- Niekoniecznie. Zostałem brygadzistą, bo lubię pracę siłową, a w starciu z wściekłymi psami nie zawsze wystarczą same zaklęcia. - Spoglądam krótką chwilę w twarz swojego rozmówcy. Wydaje mi się, że wszystko sobie wyjaśniliśmy. - Mam nadzieję, że będzie lord zadowolony. Udanego dnia, lordzie Rosier - mówię pewnie, chociaż gdzieś w środku czuję drobne ukłucie niepokoju. Nigdy nie można być do końca pewnym, bo to może zgubić człowieka.




so i tried to erase it but the ink bled right through almost drove myself crazy when these words 

led to you


Powrót do góry Go down
 

Przystań

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 12Idź do strony : 1, 2, 3 ... 10, 11, 12  Next

 Similar topics

-
» Nabrzeże/przystań/keja.
» Przystań

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Kent, Dover-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18