Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Hyde Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Hyde Park   08.05.16 0:29

First topic message reminder :

Hyde Park

Hyde Park tętni życiem od świtu do późnego wieczoru, a czasem i dłużej, niezależnie od pory roku. To jeden z najbardziej znanych parków w Londynie zarówno wśród mugoli, jak i czarodziejów, między innymi z powodu regularnie organizowanych w nim koncertów czy też innych wydarzeń kulturalnych. Wiele osób właśnie tutaj spędza przerwę na lunch wraz ze znajomymi, a w wolne popołudnia dla relaksu poświęca się różnorakiej aktywności fizycznej. W Hyde Parku z łatwością można wdać się w niezobowiązującą dyskusję z osobą, z którą dzieli się ławkę, wypoczywa na zielonych połaciach soczyście zielonej trawy - w końcu to doskonałe miejsce do przypadkowych spotkań na świeżym powietrzu. Jednak na co dzień przez park tłumy londyńczyków zmierzają pośpiesznym krokiem do pracy, lub pragną jak najszybciej dostać się do domów po skończonej zmianie.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Sophia Carter
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3633-sophia-carter https://www.morsmordre.net/t3648-listy-do-sophii https://www.morsmordre.net/t3643-sophia https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3647-sophia-carter
Auror
24
Półkrwi
Panna
Świat nie jest czarno-biały. Jest szary i pomieszany.
29
20
0
1
0
0
6
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Hyde Park   08.06.17 12:08

Sophia doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że jej przyjaciel był bardzo zajęty zarówno pracą, jak i wychowywaniem siostrzenicy. Z tego powodu często musiał odwoływać spotkania lub zabierać małą ze sobą. Rozumiała to i nie wymagała, żeby rzucał wszystko dla spotkania z nią. Kiedy nie miała pracy, była gotowa sama go odwiedzić i niekiedy nawet zostać trochę z małą, żeby mógł odetchnąć. Zajmowanie się małymi dziećmi było niełatwym zajęciem i dopiero po latach zrozumiała, jak wymagającym dla jej matki było zajmowanie się takim żywym srebrem, jakim była ona. Marlene Carter musiała poświęcić się zajmowaniu się domem i dziećmi, podczas gdy ojciec pracował i utrzymywał rodzinę. Stanowili niemal podręcznikowy przykład dobrej, zżytej i pełnej rodziny. Nie wiadomo, czy będzie to dane Sophii, skoro po Jamesie nikt inny się w jej życiu nie pojawił, zresztą nie szukała nikogo na jego miejsce. Żyła z dnia na dzień, zbyt mocno skupiona na pracy i innych sprawach. Związki nie były dla niej priorytetem, może tylko czasami myślała tęsknie o Jamesie i o rodzinie, którą mogli razem stworzyć. Posiadanie dzieci póki co było dla niej abstrakcją, chociaż wielu jej rówieśników założyło już rodziny. No, ale większość z nich nie była aurorami ze skłonnościami do pracoholizmu. Chociaż gdyby James żył, być może byłaby dziś zupełnie inną osobą z innym życiem.
- Nie będziesz się narzucać. Wspólnie wybierzemy taki czas, żeby pasował nam wszystkim, zwłaszcza że każdy z nas potrzebuje czasami trochę przerwy od innych obowiązków – powiedziała, choć też zastanawiała się nad reakcją brata. Oczywiście sporo opowiadała o nim Aldrichowi, a Raidenowi wspominała o swoim przyjacielu, ale do tej pory nie mieli okazji poznać się bliżej. Mimo wszystko trochę się obawiała, jak zareaguje Raiden i czy będzie miły dla Ala. Tak to już było ze starszymi braćmi, że przejmowali się swoimi siostrami i dbali o to, by nie kręcił się wokół nich nikt nieodpowiedni.
- Tak... Jakoś dam radę. Zawsze daję – powiedziała. Było jej ciężko, ale życie toczyło się dalej, a o pamięć bliskich mogła zadbać najlepiej poprzez jak najlepsze wykonywanie swoich obowiązków. Zapewne taką chcieliby ją widzieć. – Nie mogłabym ich zawieść. – Właśnie w tym momencie poczuła dłoń Aldricha zaciskającą się wokół jej chłodnych palców. Nie spodziewała się tego, ale mimo wszystko gest sprawił jej przyjemność i przyniósł krótkie poczucie ciepła w sercu, świadomości, że nie była sama. Spojrzała na niego ukradkiem; oczy barwy płynnego złota na moment napotkały jego zielone tęczówki, ale potem umknęła spojrzeniem. James także miał zielone oczy.
Umilkła na dłuższy moment, rozmyślając intensywnie. Dopiero później wyrwała ją z tej zadumy rozmowa na temat dziecięcej magii i latania. Mimowolnie parsknęła śmiechem na jego kolejne słowa; najwyraźniej sporo przegapił podczas zaszywania się w pokoju wspólnym i nieoglądania meczów.
- Ja? Ależ skąd, uwielbiałam latać i prawdę mówiąc, wciąż lubię, choć rzadko mam ku temu okazję odkąd skończyłam Hogwart – przyznała. – Mimo to dobrze wspominam lata w drużynie Hufflepuffu. Do tej pory nie mogę zrozumieć, dlaczego nie chciałeś patrzeć, jak ucieram nosa tym ślizgońskim bufonom. – Sophia grała w quidditcha od trzeciego roku nauki, a punkty zdobywane na bramkach Ślizgonów zawsze sprawiały jej największą satysfakcję. Jej przyjaciel nie podzielał jednak jej zainteresowania quidditchem; czasami, gdy Sophia akurat nie grała, bo w danym dniu mierzyły się inne domy, zdarzało jej się z nim zostawać. – A dziecięca miotełka to był chyba mój ulubiony prezent, jaki kiedykolwiek otrzymałam w pierwszych latach dzieciństwa. Chociaż mama czasami żałowała, że pozwoliła na taki podarunek dla mnie, bo rozbiłam jej kilka bibelotów, a sobie nabiłam mnóstwo siniaków.
Znowu spojrzała na małą, która wyraźnie się ożywiła podczas rozmowy o dziecięcych miotełkach. Nie umknęło jej spojrzeniu również wyjątkowe przewrażliwienie Ala na punkcie jej zdrowia; cóż, był w końcu uzdrowicielem, i nawet jeśli czarodzieje byli dużo bardziej niż mugole odporni na zwykłe pozamagiczne choroby, mógł być przewrażliwiony.
- Myślę, że to tylko kwestia czasu. Gdy nadejdzie odpowiedni moment, jej magia sama się ujawni i chyba nie musisz jeszcze się przesadnie martwić – powiedziała; raczej nie powinien się obawiać, charłaki zdarzały się bardzo rzadko, a wiele dzieci ujawniało czarodziejskość właśnie w tym wieku.
Zdawała sobie sprawę, że Al nie mógł poświęcić jej bardzo wiele czasu; i tak cieszyła się, że znalazł go trochę na ten spacer i dał radę oderwać się od pracy, do której niedługo będzie musiał powrócić.
- Z przyjemnością. W taki dzień jak dzisiaj bardzo chętnie napiję się czekolady. Jak za dawnych dobrych czasów, prawda? – zaakceptowała jego pomysł, im wszystkim przyda się coś ciepłego i słodkiego po spacerze w deszczu i po przykrych tematach, które poruszali.





Ne­ver fear
sha­dows, for
sha­dows on­ly
mean the­re is
a light shi­ning
so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
Aldrich McKinnon
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4821-aldrich-mckinnon https://www.morsmordre.net/t5110-poczta-aldricha https://www.morsmordre.net/t4830-al-mckinnon https://www.morsmordre.net/
uzdrowiciel
27
Półkrwi
Kawaler
I am and always will be the optimist. The hoper of far-flung hopes and the dreamer of improbable dreams.
8
3
0
19
0
0
2
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Hyde Park   09.06.17 18:05

- Dobrze. – przystał tylko na jej propozycję. Całej trójce bardzo trudno pewnie będzie skoordynować się i znaleźć odpowiednią datę i gdyby ta perspektywa nie przyprawiała go o ponure myśli, Aldrich zażartowałby, że prędzej przypadkowo wszyscy naraz znajdą się w Mungu niż uda im się spotkanie przy placku z rabarbarem. Nie zawsze dni będą takie jak ten, pozornie perfekcyjne; rzadko będzie im dane wejść do domu pachnącego piernikiem i czystością wprost w ramiona czekającej na nich ukochanej osoby.
Aldrich był sam z wyboru, nie dlatego, by zrobić z siebie ofiarę losu w oczach znajomych (zwłaszcza tych, z którymi nie był szczególnie blisko), lecz by nikogo nie obciążać. Do opieki nad chrześnicą zatrudniał w końcu opiekunkę, a ze znajomością zaklęć sprzątających prowadzenie domu też nie było utrapieniem. Zresztą nie chciał myśleć o zawarciu z kimś związku w kategoriach ekonomii, wygody i odpoczynku. Przeciwnie, zakładał, że jeśli znajdzie kogoś dla siebie, kobieta okaże się uzdrowicielką i oboje będą bardzo zajęci; w takim układzie może nawet czułby się dobrze, gdyż nie ma doświadczenia w związkach. Spotykał się z jedną dziewczyną w ostatniej klasie i na pierwszym roku stażu, potem jednak rozstali się, a Aldrich… nie miał czasu? Wmawiał sobie, że go nie ma, skupiając się na nauce? Pewnie tak, chociaż nie stworzono go do samotności. Gdyby nie miał przy sobie chrześnicy, dawno odszedłby od zmysłów. Dlatego tak trudno było mu zrozumieć decyzję matki o przeprowadzce tak daleko od resztek rodziny. Przez jakiś czas obawiał się nawet, że zapomniała o nich, znienawidziła go za to, że przeżył już dwadzieścia siedem lat i przypominał jej o straconej córce. Może irytowałyby ją próby zachowania pogody ducha, które Al wciąż podejmował i nie mogłaby znieść uśmiechów, tak chętnie kiedyś odwzajemnianych. Była artystką; nie wystarczyło jej leczenie traumy krwi, by poczuła się lepiej. Wrażliwe serce narażone na taki ubytek zapewne nigdy nie miało już się zagoić, pozostawiając Aldricha w niepewności i tej samej obawie, którą odczuwała Sophia. Nie mógł zapewnić jej w zastępstwie rodziców, że są z niej dumni, choć był przekonany, że tak właśnie było. Nawet mimo reguły mówiącej, że rodzice nigdy nie cieszą się ze świadomości, że ich dziecko się naraża, choćby i w słusznej sprawie.
- Rzeczywiście, wybacz. Zawsze jakoś chyba wolałem myśleć, że jest inaczej. – może pomyliło mu się po tylu latach. Może niektóre jego wspomnienia z Hogwartu dotyczące wspólnie spędzonego czasu (a także tego, który minął im osobno) różnią się od wspomnień Sophii; próbując zaprzeczyć zmianom, które zaszły w funkcjonowaniu Hogwartu, gdy Grindelwald objął nad nim kontrolę, pozmieniał podświadomie część zapamiętanych wydarzeń, by rekompensowały te, które przypominał sobie z niechęcią. – Może wobec tego przyjmiesz zaszczytną rolę nauczycielki latania, gdy obecne tu maleństwo jeszcze trochę podrośnie? Chyba nie masz zbyt wielu okazji do rozegrania prawdziwego meczu…?
Chyba że w Biurze Aurorów w wolnych chwilach urządzają sobie małą ligę. Sprawność fizyczna to chyba ważny element tego zawodu. Al, pochylając się nad stołem operacyjnym lub leżącymi pacjentami coraz częściej narzekał, że strzyka mu w nierozruszanych kościach. Zbyt długi czas minął odkąd chociażby zimą wybrał się na lodowisko i odświeżył pamięć do łyżwiarstwa.
- Myślę, że kilka bibelotów to niewielka cena za obserwowanie, jak dziecko świetnie się bawi. - taki widok miał, a Al mówił z doświadczenia, niemalże terapeutyczny wpływ na człowieka, podobnie jak widok na jezioro albo góry. Trudno uwierzyć, by można było czerpać spokój z tak dynamicznego obrazu, lecz nie zamierzał przeczyć empirycznym dowodom.
- Chodźmy więc, jest tu niedaleko nasza ulubiona cukiernia. – jak za starych, dobrych czasów. W szkolnych czasach, kiedy zdarzało im się być razem w Hogsmeade, nawet gdy znaleźli się przez przypadek na głównej ulicy dotarłszy do wioski w innym towarzystwie, wspólnie odwiedzali herbaciarnię, Trzy Miotły, lub po prostu kupowali sobie coś w Miodowym Królestwie i ze smakołykami szli dalej do miejsc, gdzie drobne uczniowskie sprawy czekały na pozałatwianie.


Powrót do góry Go down
Sophia Carter
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3633-sophia-carter https://www.morsmordre.net/t3648-listy-do-sophii https://www.morsmordre.net/t3643-sophia https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3647-sophia-carter
Auror
24
Półkrwi
Panna
Świat nie jest czarno-biały. Jest szary i pomieszany.
29
20
0
1
0
0
6
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Hyde Park   09.06.17 19:55

Sophia nie miała pojęcia, że pierwsze spotkanie w trójkę rzeczywiście miało mieć miejsce w Mungu. Nie wiedziała, co wydarzy się już za kilka dni, że zarówno ona, jak i jej brat znajdą się w niebezpieczeństwie. Żyła w cudownej nieświadomości; owszem, wiedziała że wokół dzieje się źle, świat stawał na głowie a aurorzy mieli dużo pracy, ale nie myślała o tym, że coś może wydarzyć się konkretnie jej lub komuś jej bliskiego. Czy nie za dużo nieszczęść dotknęło jej rodzinę w ostatnich miesiącach?
Poza Jamesem w życiu Sophii nigdy nie było innego obiektu uczuć. W czasach szkolnych była niesforną chłopczycą traktującą kolegów wyłącznie jako kumpli go gry w quidditcha, pojedynków czy potajemnych nocnych eskapad na korytarze Hogwartu. Nie interesowały ją głupiutkie miłostki ani dziewczyńskie sprawy; dopiero poznanie Jamesa zmieniło jej pogląd na niektóre sprawy. Czuli się ze sobą naprawdę dobrze i mieli nawet się pobrać, ale gdy umarł, wróciła ta dawna Sophia, mająca zupełnie inne priorytety niż szukanie nowej miłości. W jej rozumieniu związki trochę kłóciły się z byciem aurorem, skazywały drugą osobę na cierpienie w razie gdyby zginęła lub została ranna podczas wykonywania zawodu. Można było więc powiedzieć, że też była samotna z wyboru, ale póki co nie cierpiała z tego powodu. Na ten moment wyglądało raczej, że to jej brat szybciej się ustatkuje i stworzy rodzinę niż ona, jakkolwiek dziwnie to brzmiało. Na pewno jednak ucieszyłaby się z jego szczęścia.
Uśmiechnęła się lekko na jego kolejne słowa.
- Cóż, jeśli tak uparcie omijałeś mecze, to mogłeś przegapić, że udało mi się dostać do naszej domowej drużyny – rzekła, rozbawiona jego roztargnieniem, ale i nagle czując pewną tęsknotę za doznaniami, których dostarczała jej gra w quidditcha, a nawet samo latanie. – Oczywiście, bardzo chętnie się tego podejmę, bo rzeczywiście odkąd skończyłam Hogwart nie mam zbyt wielu okazji, by dosiąść miotły, o grze w quidditcha nie wspominając. Trochę mi tego brakuje. – Po prostu nie było ku temu zbyt wielu okazji, choć miesiąc z kawałkiem temu udało jej się zgłosić do amatorskiego wiosennego meczu, a trzy tygodnie temu, pracując dla Biura Aurorów pod przykrywką, wzięła udział w nielegalnym wyścigu, na którym miała za zadanie odnaleźć pewnego podejrzanego w jednej ze spraw, ale całe przedsięwzięcie skończyło się kompletną klapą, o której dziś myślała bardzo niechętnie.
- Myślę, że moja mama pewnie by się z tobą zgodziła. – Ostatecznie Marlene Carter nigdy nie potrafiła gniewać się na swoje dzieci na poważnie, nawet jeśli niektóre ich wybryki kwitowała dezaprobatą. Sophia znowu za nią zatęskniła i na moment odwróciła spojrzenie, wracając do rzeczywistości chwilę później, gdy Aldrich przypomniał jej o cukierni. – Tak... Chodźmy – przytaknęła i ruszyli dalej, w stronę wyjścia z parku i pobliskiej uliczki, gdzie znajdowała się przytulna cukiernia, w której mogli napić się gorącej czekolady i zjeść po ciastku zanim Al będzie musiał wrócić do pracy.

| zt. x 2





Ne­ver fear
sha­dows, for
sha­dows on­ly
mean the­re is
a light shi­ning
so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
Apollinare Sauveterre
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4149-apollinare-sauveterre https://www.morsmordre.net/t4299-rembrandt#90382 https://www.morsmordre.net/t4232-powidoki https://www.morsmordre.net/f208-horizont-alley-21-3 https://www.morsmordre.net/t4236-apollinare-sauveterre#86874
artysta, krytyk, dyrektor Galerii Sztuki
27
Czysta
Kawaler
Sztuka zawsze, nieustannie zajmuje się dwiema sprawami: wiecznie rozmyśla o śmierci i dzięki temu wiecznie tworzy życie.
5
18
0
0
0
18
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Hyde Park   14.08.17 17:05

stąd

-Zawsze możesz powziąć jakieś nowe plany. - wzruszyłem lekko ramionami, nie odpowiadając na resztę, rozglądając się po dworcu, magia zdecydowanie robiła tutaj widoczne straty. Wszystko kurczyło się z każdą chwilą, prawdopodobnym było, że niedługo każda jedna rzecz na dworcu będzie wielkości ziarenka piasku.
Zgodziłem się na wyruszyć z Macnairem, jednak coś musiało nie do końca zgrzytać w jego trybikach, skoro wybrał miejsce które trzeba było powiększać. Lubiłem go, ale czasem pomysły miał doprawdy bzdurne. Jednak słowo się rzekło i gdy unosiłem różdżkę miałem nadzieję, że posłucha mnie bez większych problemów - trochę się przeliczyłem, przez chwilę nie działo się nic, a już za chwilę moja różdżka zmniejszyła się. Uniosłem głowę po słowach, które padły przez usta mojego znajomego.
Jedna brew powędrowała ku górze a usta wykrzywiły się w grymasie który łączył odrobinę złości i uśmiechu.
- Nadal większe od twojego rozumu. - odciąłem się nie mogąc pozostać dłużnym. Znajomość z Macnairem była dziwaczna, ale na swój sposób przyjemna. Grająca gdzieś na dwóch frontach wzajemnego szacunku, jak i jednoczesnej chęci podkopania pod drugim możliwe jak największego doła, do którego ten mógłby wpaść. Od długiego czasu balansowaliśmy na równi, czekając, aż któryś pierwszy się potknie, podstawiając się drugiemu.
Zniknęliśmy z dworca nie czekając dłużej, według zapisków nie było już szansy, by udało nam się naprawić magię w tym miejscu. Znaleźliśmy się w Hyde Parku, musiałem powiększyć moją różdżkę w jej obecnej wielkości wątpliwym było, by udało mi się jakiekolwiek z zaklęć.
- Co cię przekonało? - zapytałem gdy wędrowaliśmy uliczką w parku, nawiązując oczywiście do przystąpienia do Rycerzy, byłem ciekaw, czy kierowały nim te same pobudki co mną, czy może było to coś całkiem innego? Może zwykła ciekawość, chęć zbadania i poznania niezbadanego. W końcu jako poszukiwacz na pewno wykształcił swoje rodzaju własny głód, inny niż mój, ale równie żarłoczny.
- Mogę liczyć na twoją pomoc, jeśli samemu nie podołam? - upewniłam się spoglądać na przyjaciela, zatrzymując się przy dorodnym dębie. - Engiorgio - wypowiedziałem po raz drugi dzisiejszego dnia, mając nadzieję, że tym razem odniosę lepsze skutki.

mam -20, więc st 75




I won't compromise. I won't live a life on my knees.
You think I am

nothing.



Ostatnio zmieniony przez Apollinare Sauveterre dnia 14.08.17 17:06, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Hyde Park   14.08.17 17:05

The member 'Apollinare Sauveterre' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 59

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
Drew Macnair
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4375-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw
29
Czysta
Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
5
10
0
0
4
18
4
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Hyde Park   18.08.17 0:16

Macnair wybrał ów lokację przez indywidualne pobudki, albowiem zdarzało mu się podróżować pociągami, gdy wyjeżdżał do dalekiej Rosji. Anomalie sprawiły, iż stało się to niemożliwe i dlatego dzięki odpowiednim wskazówkom zamierzał zająć się tym osobiście, aby nikt inny nie spaprał roboty. Pech chciał, że i on nawalił, toteż wówczas mógł już liczyć tylko na wiedzę i umiejętności śmiałków, którzy zapragną wziąć sprawy w swoje ręce. W teorii nie było to trudne, jednak szalejąca magia sprawiła, że praktyka okazała się iście złośliwa i paskudna do okiełznania.
Zaśmiał się kpiąco na jego słowa wcale nie zamierzając zakańczać słownej przepychanki. Apo był przyjemnym towarzystwem, bo mimo powagi bijącej z mimiki twarzy miał w sobie ziarno humoru, które szatyn tak cenił. -Wyostrzył Ci się dowcip, Sauveterre. Czyżbyś czytał więcej nekrologów w Proroku Codziennym?- zagaił z dozą ironii pełzającą po ustach niczym paskudna klątwa. W zasadzie ten durny uśmieszek wcale nie schodził z jego twarzy, nawet gdy uciekali po schrzanionej robocie.
Zatrzymawszy się pod wysokim, starym dębem wsunął dłonie w kieszenie szaty opierając plecy o szeroki pień. Obserwował poczynania towarzysza wcale nie zamierzając pchać się przed szereg i proponować pomocy w naprawie zmniejszonej różdżki. W takowym stanie nie nadawała się zupełnie do niczego – miał ów świadomość – jednak złość na twarzy mężczyzny naprawdę go bawiła. Nieporadność spowodowana anomaliami doprowadzała do szału nawet tych najbardziej zrównoważonych i cierpliwych, toteż nie mógł sobie odpuścić drobnej uszczypliwości, która pewnie wróci do niego szybciej niżeli mu się wydawało. Magia szalała i strach było pomyśleć, czym owe wariactwo planowało się zakończyć. -Sam nie wiem, co mnie przekonało, żeby zaproponować Ci wspólną fuchę.- rzucił wiedząc, że wcale nie o to pytał. Temat jednak był trudniejszy i zdecydowanie wymagający odpowiedniej dawki ognistej, by w ogóle przeszedł przez gardło.
Kolejne nieudane zaklęcie sprawiło, że szatyn ściągnął brwi nieco poważniejąc. Oczywiście mógł stroić sobie żarty i naigrywać się ze słabszej dyspozycji kolegi, jednakże znając go tyle lat nigdy podobna sytuacja nie miała miejsca. Szkarłatny płyn pojawiający się w okolicy jego nosa tylko pogłębił obawy i upewnił, że czas na humor dobiegł końca – to już nie był tylko wypadek przy pracy.
-Engiorgio- wypowiedziawszy głośno i wyraźnie czar skierował swą różdżkę na tę trzymaną przez kompana, by zaraz potem upewnić się, czy wszystko z nim dobrze.






The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Hyde Park   18.08.17 0:16

The member 'Drew Macnair' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 51

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
Apollinare Sauveterre
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4149-apollinare-sauveterre https://www.morsmordre.net/t4299-rembrandt#90382 https://www.morsmordre.net/t4232-powidoki https://www.morsmordre.net/f208-horizont-alley-21-3 https://www.morsmordre.net/t4236-apollinare-sauveterre#86874
artysta, krytyk, dyrektor Galerii Sztuki
27
Czysta
Kawaler
Sztuka zawsze, nieustannie zajmuje się dwiema sprawami: wiecznie rozmyśla o śmierci i dzięki temu wiecznie tworzy życie.
5
18
0
0
0
18
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Hyde Park   27.11.17 18:41

Nie miałem problemu z tym, że ktoś inny podejmował decyzję – gdyby nie były zgodne z moimi własnymi planami, prawdopodobnie nie zgodziłbym się wykonać czegoś. Jednak tak długo, jak decyzje innych, pokrywały się z moimi własnymi planami... cóż, można było to spokojnie nazwać dobrym i odpowiednim układem, który funkcjonował na dobrze i odpowiednio, że nie potrzebował żadnych większych, czy mniejszych, poprawek.
Niestety tym razem mimo – jak się zdawało – dobrego planu, i jeszcze większych chęci nie udało nam się wykonać zadania, które zlecił nam Czarny Pan. I to zdawało mi się dość upierdliwe, bowiem dotkliwie podkopywało moje ego, które już poszukiwało usprawiedliwień na naszą porażkę. A nie lubiłem szukać dla siebie wymówek. Na całe szczęście miałem obok Macnaira, jego cięty dowcip i równie ostre odezwy zawsze zapewniały niezapomnianą rozrywkę.
Uniosłem lekko brew, do której leniwie dołączył kącik ust który powędrował swobodnie ku górze, gdy błękitne spojrzenie zawiesiło się na stojącym obok mężczyźnie.
- Przeglądam je od czasu do czasu w nadziei, że nie trafię na twój. - odpowiedziałem wyginając usta w drugą ze stron imitując wielki żal, choć wszystko wyszło wyśmiewczo. - Kto wie, jaka cholera ściągnie cię z tego świata, ale z pewnością Prorok poświęci temu całe ćwierć strony. - dodałem ruszając przed siebie, nie było sensu stać i moknąć na środku miasta, skoro o ile lepiej i ciekawiej było odnaleźć najbliższy bar i w nim spędzić resztę wieczoru.
- Do tego przekonała cię wizja późniejszego zanurzenia ust w alkoholu. - odpowiedziałem odwracając się w jego kierunku, przystając i wzrokiem ponaglając, by ruszył za nim. Wszak oboje doskonale zdawali sobie sprawę, że ten wieczór nie mógł się skończyć inaczej. I choć naprawianie magii w tym miejscu im nie wyszło, to przecież istniały kolejne miejsca i kolejne dni w czasie których mogli spróbować swoich sił. - Rusz się Macnair. - dodałem jeszcze, unosząc dłonie i stawiając sobie kołnierz. Wzdrygnąłem się lekko, czując ciężkie, zimne krople na karku. Londyńska pogoda była kapryśna i choć nigdy nic przeciw niej nie miałem, to stanie w ulewie nie należało do szerokiego spectrum moich hobby. - I odpowiedz, bo doskonale wiesz, o co pytam. - dodałem już nie czekając, tylko ruszając i licząc na to, że przyjaciel podąży za mną. Był całkiem inny, w porównaniu ze mną może nawet wręcz niecodzienny, ale chyba dlatego tak dobrze się rozumieliśmy. Gdybyśmy byli tacy sami szybko byśmy się sobą nudzili. A tak, każda chwila zdawała się być jedną wielką niewiadomą - głównie dzięki Macnairowi, ja uważałem siebie za względnie stałego w reakcjach i zachowaniach.




I won't compromise. I won't live a life on my knees.
You think I am

nothing.

Powrót do góry Go down
Drew Macnair
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4375-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw
29
Czysta
Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
5
10
0
0
4
18
4
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Hyde Park   21.12.17 0:34

Przez moment był zły, że cały misterny plan poszedł w pizdu, ale szybko zreflektował się, iż właściwie ów nerwy były zupełnie zbędne. Faktycznie nie spełnili oczekiwań, Czarny Pan mógł zawieść się na braku podstawowego wyszkolenia i zachowania równowagi w kryzysowej sytuacji, jednakże było jeszcze wiele opcji, aby się zrewanżować i zmyć stare winy. Po majowych anomaliach ogrom rzeczy pozostało do naprawy, tysiące miejsc uległo zniszczeniu i właściwie cały czarodziejski świat został wywrócony do góry nogami – nie mogli sami poradzić sobie z tym wszystkim, ale nadmiar obowiązków sprawiał, iż jedna wpadka nie mogła ich deprymować. Nieustannie działali starając się przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę, odnawiali to, co inni pozostawili w totalnym rozgardiaszu i podnosili mosty, które reszta zburzyła. Nikt nie był idealny i nieomylny.
Widząc sarkastyczny wyraz twarzy towarzysza nawet przez moment nie pozostawał mu dłużny. Wsuwając nonszalancko dłonie w kieszenie długiej szaty sprawiał wrażenie zupełnie niezainteresowanego jego osobą, choć w zasadzie było zupełnie inaczej. Cieszył się, że po tych wszystkich latach nadal mogli spieprzyć robotę i skończyć na kilku głębszych kolejkach w obskurnym barze, a nie pięściami na szczękach. -Myślałem, że szukasz kochanków swojej żony, żeby móc w następstwie mieć wymówkę dla swojego pijaństwa - uniósł brew mozolnie obracając się w kierunku, którym zamierzali podążyć. -Złego diabli nie biorą, dlatego jeszcze żyjesz.- poklepał go po ramieniu w braterskim geście, a następnie wsunął dłoń do wewnętrznej kieszeni szaty, by po chwili ukazać jego oczom srebrną piersiówkę wypełnioną po brzegi ognistą. Nie kwapił się na grzeczności tylko przechylił zawartość w kierunku ust.
Zmierzywszy go wzrokiem rzucił zakręcony przed momentem pojemnik w wyraźnym geście, że już po pracy i mogą pozwolić sobie na rozpoczęcie ciekawego wieczoru. -Późniejszy zamieńmy w teraźniejszy. Musisz się rozluźnić jak mamy iść do kobiet, bo znów jedyne co uda nam się poznać to barmankę skorą do podrywu mocą pozostawionych na barze knutów.- zakpił ruszając wolno przed siebie we wskazanym przez towarzysza kierunku.
Nim odpowiedział na jego pytanie upił kilkukrotnie whisky znacznie zmniejszając jej ilość w piersiówce. Powodem tego nie była niechęć rozmowy, pewien strach, czy niepewność, lecz sposób w jaki dostał się w szeregi rycerzy. Doskonale wiedział, że własna inicjatywa, powielanie pewnych poglądów i działań wiązało się ze znacznie większą aprobatą – on sporo z takowych faktycznie posiadał, ale nie wszystkie. -Co Cię zmusiło zabrzmi bardziej realistycznie.- rzucił krótko licząc, że ten nie rozwinie tematu, ale z drugiej strony nie miał co się oszukiwać – Sauveterre cenił informacje, szanował wiedzę. -To długi temat. Znasz mnie i doskonale wiesz, że teoretycznie wpasowuje się w szablon - jeśli szablonowi być mamy.






The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Powrót do góry Go down
Apollinare Sauveterre
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4149-apollinare-sauveterre https://www.morsmordre.net/t4299-rembrandt#90382 https://www.morsmordre.net/t4232-powidoki https://www.morsmordre.net/f208-horizont-alley-21-3 https://www.morsmordre.net/t4236-apollinare-sauveterre#86874
artysta, krytyk, dyrektor Galerii Sztuki
27
Czysta
Kawaler
Sztuka zawsze, nieustannie zajmuje się dwiema sprawami: wiecznie rozmyśla o śmierci i dzięki temu wiecznie tworzy życie.
5
18
0
0
0
18
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Hyde Park   12.04.18 20:41

Nie byłem zły - złość nigdy nie rwała się u mnie by zagrać na pierwszych skrzypcach. Raczej czekała cicho w tyle, by pojawić się wtedy gdy była potrzebna lub skuteczna. Nieskuteczna i tak nie była w stanie nic zdziałać, lepiej więc gdy wtedy siedziała cicho. Teraz zwyczajnie trwał obserwując jak szalejące anomalie niczą miasto wokół. Próbował je naprawiać, ale widocznie nie był ku temu stworzony - to już druga próba, która kończyła się niepowodzeniem i nie był pewien, czy podejdzie do kolejnej próby naprawienia magii w jakiejś lokacji.
Właściwie nigdy nie przestawali - komentarz za komentarz, zdanie za zdanie. Tak już funkcjonowała nasza znajomość i nie miałem nic przeciw temu. Potrafiliśmy odłożyć na chwilę zbędne komentarze by zając się zadaniem, by zaraz po nim powrócić do nich jak gdybyśmy nie przerywali ich nawet na moment.
Stawiałem kolejne kroki prosto w kierunku przybytku w którym z pewnością spędzimy jeszcze trochę czasu. Zaśmiałem się szczerze na słowa, które padły z ust Macnaira. - Najpierw musiałabym ją posiadać. - odpowiedziałem spokojnie wzruszając ramionami. - A pomijając ten niewielki problem szczerze wątpię, by o takich ekscesach pisali w Proroku. - dodałem jeszcze, zaśmiewając się z wizji nagłówka, która pojawiła się w mojej głowie. Pokręciłem rozbawiony głową.
- Jeśli to powiedzenie jest zgodne z prawdą, całe szczęście że tyczy się nas obu. - skomentowałem spokojnie wzruszając lekko ramionami. Nie uważałem się za złego - ale byłem pewien, że dobry też nie byłem. Lawirowałem gdzieś pomiędzy, pośrodku, w tak zwanej szarej strefie, jednak moje dusza już dawno obrała drogę. Odebrałem naczynie od przyjaciela pociągając z niego łyk, czując jak alkohol rozgrzewa mnie od środka.
- Zabawne. - skomentowałem kwaśno przypominając sobie jedną z ostatnich sytuacji, zdecydowanie zgodnych z prawdą, jednak niekoniecznie taką, którą chciałbyś wiecznie wspominać - byłem jednak pewien, że Drew nie pozwoli mi o tym szybko zapomnieć.
- Zmusiło, hm? - zapytałem popychając drzwi do lokalu do którego w końcu udało nam się dotrzeć. Zawiesiłem spojrzenie na mężczyźnie mrużąc lekko oczy. - Mulciber. - stwierdziłem, a może pytałem? Może robiłem obie te rzeczy jednocześnie, nie myślałem jednak nad tym.




I won't compromise. I won't live a life on my knees.
You think I am

nothing.

Powrót do góry Go down
 

Hyde Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6

 Similar topics

-
» Miejski park
» Park Promnitz
» Planten un Blomen
» Bryant Park
» Park Tiergarten

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18