Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Rezerwat znikaczy
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Rezerwat Znikaczy im. M. Rabnott

Park znajdujący się na południu Somerset, na włościach należących do rodu Abbottów jest pierwszym i jednocześnie największym rezerwatem znikaczy w całej Anglii. Ptaki te, ze względu na ich niewielki rozmiar i niezwykłą szybkość przed wiekami wykorzystywano zamiast zniczy podczas rozgrywek Quidditcha. Dopiero Modesta Rabnott jako pierwsza czarownica zwróciła uwagę na ochronę praw zwierząt i obroniła znikacza wypuszczonego podczas jednego z meczy w 1269 roku. Dziś wielohektarowy park zamieszkują dziesiątki albo nawet setki tych maleńkich stworzeń, błyszczących pomiędzy gałęziami drzew niczym krople żywicy. Pomiędzy drzewami wiją się żwirowe ścieżki, z których można z bliska obserwować niezwykle szybkie stworzenia. Jednak przez wzgląd na ścisłą ochronę ptaków, na teren rezerwatu mogą wejść tylko pracownicy przeszkoleni w opiece, a także członkowie rodu Abbott i ich goście. Co jest oczywiste, zakłócanie spokoju ptaków, próby łapania czy krzywdzenia są surowo zakazane; panujące zasady są ściśle przestrzegane przez wyczulonych na wszelkie odchylenia pracowników.

W tej lokacji obowiązuje bonus do rzutu kością w wysokości +5 dla Zakonników i +10 dla Gwardzistów.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 21.06.18 18:52, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Rezerwat znikaczy - Page 7 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down


Wbijamy się i kończymy!

Jako ekspertka od jedzenia oraz gotowania, Florence nie mogła nie zauważyć, że łakocie znalezione w dyni, były naprawdę wyjątkowej jakości. Jeszcze gdy Anglia prosperowała i wszyscy żyli w spokoju, Florence rzadko miała okazję by pozwolić sobie na takie frykasy. Alkohol również wyglądał na bardzo kosztowny. Przez chwilę przez jej głowę przeszła więc nawet myśl, że być może Anthony był sprawcą tej całej niespodzianki. No bo jak można inaczej wytłumaczyć pojawienie się tajemniczego warzywa? Może pierwotnym celem było, aby dynia zaśpiewała im piękną, miłosną balladę? Ktoś jednak postanowił sprawić arystokracie psikusa, więc zamiast tego warzywo wymyśliło kiepską rymowankę? I do tego fałszowało? Florence nie wyraziła co prawda swoich myśli na głos, ale utwierdziła się w przekonaniu, że tak właśnie było. Anthony musiał się tak postarać, a ktoś zniweczył jego plany! Biedactwo. Ale ona i tak potrafiła docenić jego starania. Szczególnie, że był tak uroczy i kochany, gdy się peszył!
Nakarmiwszy Anthony'ego ananasem uniosła rękę do ust, aby oblizać palce z soku. Pokrojone plastry były niezwykle soczyste i pachniały tak słodko - nie dane jej było jednak poznać smaku owocu w ten sposób. Bo oto w końcu się udało. Jej niewieście serce zadrżało z czystej ekscytacji, policzki oblały się czerwienią niczym u niedoświadczonej, wstydliwej panny. Smakował słodko - nie tylko z powodu ananasa. Zachłysnęła się tą chwilą, instynktownie starając się odwzajemnić ten krótki - zdecydowanie zbyt krótki! - pocałunek. Była dość nieporadna, była samotna tak długo, że zupełnie wyszła z wprawy. Miała tylko nadzieję, że Anthony nie wyśmieje jej braku umiejętności... Bo Anthony całował niesamowicie. W tej krótkiej chwili zrobiło jej się niesamowicie gorąco. Przymknęła oczy - i otworzyła je powoli dopiero wtedy, gdy z ust arystokraty padło pytanie. Przez chwilę jeszcze patrzyła na niego rozmarzonym wzrokiem, dopiero wtedy odpowiedziała: - Tak. Właśnie tak...
Pozwoliła sobie znów złączyć ich usta - było to zaledwie muśnięcie, delikatne niczym dotknięcie skrzydeł motyla - decydując się na moment zapomnieć o odpowiednim zachowaniu i wykazać się śmiałością. Zaraz potem oparła głowę na jego piersi, odwracając się tak, by móc wpatrywać się w gwiazdy. Słyszała wyraźnie bicie jego serca - i był to prawdziwie cudowny i uspokajający dźwięk. Każdy, kto znał Florence, wiedział, że od od pewnego czasu kobieta była bardzo nerwowa, spięta, wiecznie wypatrująca zagrożenia. Tym razem jednak była spokojna. Nad rezerwatem znikaczy rozciągało się niebo upstrzone gwiazdami połyskującymi niczym diamenty, a ona leżała u boku swojego ukochanego. Jak mogłaby pragnąć od życia czegoś więcej?

zt


What is my life?
Am I doing this right?
I just realized that I might

Not know what the hell is going on!

Florence Fortescue
Zawód : Bezrobotna
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
If you can't see anything beautiful about yourself...
Get a better mirror!
Look a little closer!
Stare a little longer!
THEY WERE WRONG
OPCM : 4
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 10
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica
Rezerwat znikaczy - Page 7 Tumblr_p0ebmcr3Ki1wbxqk4o1_540
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3964-florence-fortescue https://www.morsmordre.net/t3969-hiacynt#76587 https://www.morsmordre.net/t3968-florkowe-o-smaku-czekolady#76586 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t3970-florence-fortescue#76622

Powrót do góry Go down

Prawdopodobnie był szalony. Zupełnie szalony, bo przecież spotykał się w nietypowym miejscu, o nietypowej porze z zupełnie obcą mu kobietą, w której nagle się zakochał. W normalnej sytuacji zapytałby samego siebie czy aby na pewno było z nim wszystko w porządku. Przecież nigdy tak by nie zrobił. Bo jak nagle mógłby zmienić swój obiekt uczuć? On, osoba, która była naprawdę wierna? Ale kto by się nie oparł tej nieznanej piękności, jaką była panna Fortesque? Przyjemnie tak było razem wpatrywać się w niebo, obserwować znikacza i duchy. A gdy magiczna dynia została pokonana i można było korzystać z jej zawartości – było tym przyjemniej. Zapomniał o żonie, o problemach, o wszystkim co go dotychczas kłopotało, a takich spraw było wiele, szczególnie teraz, w czasie wojny.
Choć niedawno czuł się onieśmielony obecnością czarownicy, tak teraz zwyczajnie korzystał z tego przyjemnego czasu, jednocześnie będąc nieświadomym, że to uczucie wcale nie będzie trwać wiecznośc. Jego pocałunek także nie był wieczny (a szkoda, jak sobie pomyślał chwilę później), ale dla niego co najmniej wystarczający na początek. Miał dziwne przeczucie, że będzie miał wystarczająco czasu na to, żeby zbliżyć się jeszcze bardziej. Nie chciał się śpieszyć. Wszystko powinno pójść na spokojnie, w swoim czasie.
Nie potrafił zapanować nad swoim głupkowatym uśmiechem. Zupełnie jak gdyby wrócił się do czasów szkoły, gdzie ciągle się uśmiechał. Wciąż był podekscytowany, szczególnie kiedy usłyszał pozytywną odpowiedź ze strony swojej randki.
A potem zwyczajnie położył się na trawie, nie przejmując się chłodną atmosferą późnego października. Położył ręce na klatce piersiowej i zaczął się bawić palcami, zadowolony z samego siebie.
Nawet nie spodziewałem się tego, ile radości może przynieść jedna talaretka – zaczął nagle, uznając że przecież nie zamierza milczeć przez całą noc. Bo przecież nie zamierzała go tak szybko opuścić, prawda?
Wciąż pamięta korzenny zapach ciasta… szkoda tylko, że nie zdołał jej zjeść. Za to teraz mógł się rozkoszować innymi przekąskami. Zajadał się jak dziecko kolejnymi korzennymi ciasteczkami. Te, ku zaskoczeniu, działały dziwnie pobudzająco. Oczywiście, popijał też miodówkę, bo przecież może jakiś abstynent by jej nie spróbował, ale on? Musiał, żeby zobaczyć czy alkohol był dobry, a przy tym ewentualnie ostrzec pannę Fortesque, gdyby nie był.


|zt


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 31/32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Обійми мене, обійми мене, обійми
Так лагідно і не пускай,
Обійми мене, обійми мене, обійми
Твоя весна прийде нехай
OPCM : 18
UROKI : 25
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Rezerwat znikaczy - Page 7 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan

Powrót do góry Go down

| w odpowiedzi na post Livii

Chciałby, aby młodzieniec przeznaczony jego córce charakteryzował się szacunkiem do świata, aby miał dobre serce i stanowił opokę miłości oraz bezpieczeństwa, mogąc chronić damę przed wszystkim, co jej zagrażało. Każdym złem – nawet własnym, albowiem pohamowanie gniewu, ogłada i spokój cechowały najszlachetniejsze serca, w to wierzył. Nie zniósłby wieści o zamążpójściu za kogoś, kto, choć broniłby dziewczę od świata, tak doprowadzałby również samym sobą do płaczu. Nie godziłby się na to, dlatego był równie wybredny w kwestii możliwych kandydatów, a przeszło mu przez myśl kilku. Nie mógł jednak przecież zapomnieć o obowiązku szlacheckim, albowiem małżeństwo mogło również stanowić intratną ofertę polepszenia stosunków między rodami. Tylko… w obecnej sytuacji krąg zawęził się, bo nawet po wojnie, gdyby wygrali, wówczas nie wyobrażał sobie oddawać córki w ręce nikogo, kto poparł plugawego czarnoksiężnika, a przecież doskonale wiedział, kto to uczynił.
Słysząc o księciu, zaśmiał się cicho i pokręcił głową. – Jeśli czeka, zamiast działać, to nie jest odpowiednim księciem – zauważył, dając tym samym znać, że przyszły mąż nie mógł być opieszały w swych czynach. Chociaż sam dokładnie zbyt długo zwlekał w młodości, licząc, że to nestor zajmie się jego małżeństwem, wyznaczając odpowiednie panny. Wówczas nie rozumiał, jak wiele szczęścia zyskał, otrzymując wolną rękę w tejże kwestii… Niemniej jednak, po odpowiednich rozmowach, los zadał o odpowiednie okazje, zaś on nie powstrzymywał się przed adoracją pewnej Prewettówny.
Przytaknął niemo, pozwalając jej na płacz. Nie była mężczyzną, nie musiała powstrzymywać się od tego naturalnego odruchu emocji. Gdy usta dotknęły skóry na dłoni, mimowolnie ścisnął palce młodej damy nieco mocniej, okazując tym samym wsparcie. Będzie dobrą żoną, podobnie, jak była wspaniałą córką i przedstawicielką swojego rodu. Duma rozpierała pierś, a serce zadrżało delikatnie poruszone pięknymi słowami wypowiedzianymi przed lady Abbott.
Rozumiała. Uśmiech zrosił jego usta, na słowa córki – tak piękne i oddane, nie wiedział, czym sobie zasłużył na taką radość z pociechy. Wiedział, że nie wszystkie damy w ten sposób się zachowywały, zaś Livia postępowała zgodnie z tradycją, piastowała rodzinne wartości, idąc za duchem wychowawczym własnej matuli. Dobrze ją wspólnie wychowali, wierzył w to dzięki słowom uciekającym z ust rudowłosego dziewczęcia, dzięki jej gestom, tak szlachetnym i delikatnym. Młode serce zaangażowane w ważkie sprawy z należytą dozą wstrzemięźliwości odpowiednią arystokratycznej damie. – Oczywiście, Kwiatuszku. Pojedziesz na Libercie, a ja zapytam w budynku zarządcy o miotłę, dobrze? – zapytał, chociaż to było oczywiste, że dama zgodzi się na taki układ. Była już prawie dorosła, nie przystawało, aby jeździli wspólnie na jednym koniu, chociaż była tak drobna i delikatna, że nie stanowiłaby żadnego ciężaru dla klaczy. Uśmiechnął się delikatnie, a następnie wstał, wzdychając ciężko i zacmokał do konia, starając się być ostrożnym względem drobnych ptaszków, sączących nektar z kwiatów. Chociaż zostawił łodyżki, tak nie chciał spłoszyć żółtych znikaczy gwałtownymi ruchami. Po kilku minutach klacz stała osiodłana, a lord pomógł damie dosiąść Liberty. – Poczekaj na mnie przy bramie – poprosił, po czym prędkim krokiem skierował się do budynku, gdzie zamierzał znaleźć miotłę. Kilkakrotnie zerknął również za siebie, czując dziwny niepokój gdy miał zostawić ją samą, a przecież w rezerwacie nic jej nie zagrażało.


Kto zatem czyni postępy?
Ten z was, kto machnąwszy z pogardą ręką na rzeczy zewnętrze, wszelkim staraniem otacza swą wolną wolę, tak ją zaprawia, tak ją hartuje i w rezultacie doprowadza ją do stanu takiej doskonałości, iż jest ona zgodna z naturą, prawdziwie wzniosła, wolna, niezależna od wszelkich trudności i przeszkód, wierna i skromna.


Romulus Abbott
Zawód : Radca prawny
Wiek : 39
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
sprawiedliwości musi się stać zadość, choćby niebo miało runąć
OPCM : 26
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t9935-romulus-abbott#300392 https://www.morsmordre.net/t9965-minerva#301345 https://www.morsmordre.net/t9966-quo-vadis#301348 https://www.morsmordre.net/f204-dolina-godryka-norton-avenue-dunster-castle https://www.morsmordre.net/t9968-skrytka-bankowa-nr-2258#301376 https://www.morsmordre.net/t9969-romulus-abbott#301428

Powrót do góry Go down

Na młodym licu niewyraźnie rozbłysł grymas rozczarowania. Skoro takie słowa padały z ust jej mądrego pana ojca, musiało to oznaczać, że żaden kawaler nie starał się jeszcze o jej dłoń - tak przynajmniej pojmowała to Livia, w myślach dopowiadając, że za takowym stanem rzeczy stała jej niedość interesująca osobowość. Pewnie i nieidealna aparycja. Choć starała się bardzo, kroki w życiowym tańcu wciąż miała niedoskonałe, nieopierzeni książęta musieli to dostrzegać, musieli przez to właśnie rezygnować... Dziewczynka westchnęła smutno, lecz nie kontynuowała tematu z rodzicem, niechętna mocniej podburzać fundamentów swojej wrażliwej samooceny. Łzy popłyną tego wieczora, to pewne, ale nie tu, a w zaciszu jej komnaty, gdy Poppy ułoży ją wreszcie do snu i oddali się, by pozwolić szlachciance odpocząć; znikną w miękkim atłasie poszwy poduszki, nad ranem zapomniane nawet przez nią. Ile przeznaczenie rozkaże jej czekać na męża, którego serce pokocha miłością szczerą i piękną - odwzajemnioną?
Wreszcie otarła gorące kropelki wzruszenia nad posępnym losem świata, z rumianych policzków pokrytych gęstym piegiem ścierając ich lawirujące ścieżki. Uspokoiła się, wylała to, co weń zostało skumulowane, by odetchnąć potem z ulgą, uśmiechnąć się także do lorda Romulusa na znak tego, że było jej już lepiej. Raz jeszcze ścisnęła ojcowską dłoń, po czym dokończyła karmienie znikaczy, resztę kwiatów umieszczając w eleganckim wiklinowym koszu, który zabrała ze sobą, gdy podnieśli się z kamiennych siedzisk pod altaną.
- Dziękuję - odpowiedziała gładko i skinęła głową, po drodze do bram wręczając także jednemu z pracowników pozostałą część roślin do rozdysponowania pomiędzy złote ptaszyny. - Mam nadzieję, że Liberta nie będzie miała mi za złe braku twojej obecności. Cassius jednak na pewno będzie zazdrosny - uśmiechnęła się nieco szerzej, po czym dygnęła z gracją, kiedy arystokrata oddalił się w stronę budynku. Ona natomiast podeszła do klaczy, dumnej, dostojnej, dłonią owiniętą w rękawiczkę gładząc jej szyję; lord podsadził swą córę który do siodła, a potem oddalił się we wskazanym kierunku po miotłę - zaś gdy ona samotnie już usadowiła się na drogiej skórze, coś przebiegło nagle pomiędzy nogami Liberty, płosząc ją skutecznie. Ruda kita, jedna, druga, trzecia - masywne choć smukłe ciało klaczy poderwało się do góry kiedy stawała dęba, ledwie pozwoliwszy zdezorientowanej Livii na pochwycenie lejców i przylgnięcie do jej grzbietu. Echem poniosło się niezadowolone rżenie wierzchowca.
- Lisy, to lisy! Nie powinno ich tu być, złapcie je! - zawołała do pracowników rezerwatu Abbottówna. Musiały przemknąć przez ogrodzenie, ale dlaczego podróżowały w małym stadzie? Czyżby zwęszyły słodką woń ledwie dorosłych piskląt znikaczy, wyczekując momentu, gdy któryś z nich polegnie przy próbie prawdziwego samodzielnego lotu? - Nie krzywdźcie ich, niech wrócą do lasu - mówiła poruszona Livia, oddychając z przestrachem w siodle Liberty, która cofnęła się jakby z niesmakiem, wszystkie cztery kopyta trzymając już na podłożu, na szczęście. W rezerwacie natomiast zapanowało pewne poruszenie; z różdżkami w dłoniach pracownicy rzucili się w pogoń za rudymi stworzeniami.


slipping out of notice,
the beats of the heart chime, they are unmistakeably a sign of life. painted as far as the heavens reach, the sky is tinted in a shade of blue. endlessly it repeats itself, almost as if it were atop a boxed garden.
Livia Abbott
Zawód : działaczka na rzecz rezerwatu znikaczy, młoda dama
Wiek : 16
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
So I won't testify the crimes you're keeping score of. Why don't you throw me to the wolves? I thought you were one.
OPCM : 10
UROKI : 2
ALCHEMIA : 12
UZDRAWIANIE : 3
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Zwierzęcousty

Nieaktywne dzieci
Nieaktywne dzieci
https://www.morsmordre.net/t9963-livia-abbott#301228 https://www.morsmordre.net/t9971-wenus#301492 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/f204-dolina-godryka-norton-avenue-dunster-castle https://www.morsmordre.net/t9973-skrytka-nr-2260#301500 https://www.morsmordre.net/t9972-livia-abbott#301494

Powrót do góry Go down

Zwierzę było zaledwie zwierzęciem, w dodatku na tyle przyzwyczajonym do rodziny, że wątpił, by faktycznie mogło mieć za złe jego nieobecność. – To duża dama, poradzi sobie – zażartował w kierunku córki. Zatrzymał na dłużej spojrzenie, gdzieś w okolicach policzków córki, a następnie przeniósł je na oczy, tak podobne do matczynych. – A Cassius… – pauza była wymowna, podobnie, jak niski śmiech szlachcica, który wydobył nie na wspomnienie syna. Młody i butny, szczególnie gdy przychodziło do jedzenia brukselki, brokułów lub jakichkolwiek warzyw. Nie pojmował skąd w chłopcu taka nienawiść do zieleniny, niemniej jednak sam był uczulony na świńskie mięso, więc może o to się rozchodziło? Uśmiechnął się pozostawiając już słowa bez komentarza.
W budynku zarządcy rezerwatu spotkał się z ciepłym przyjęciem pracowników, wówczas pobieżnie również zerknął na papiery, jakie napłynęły z Ministerstwa Magii. Obiecawszy zająć się wszystkim nazajutrz, schował koperty w kieszeni jeździeckiego płaszcza i wybierając jedną z najzwyklejszych mioteł, udał się w kierunku bramy, gdzie po drodze zdążył również minąć grupę czarodziejów goniących… no właśnie, co? Nie było go przy tym gdy lisy spłoszyły klacz, ani nie słyszał również dyspozycji wydanych przez lady Abbott. Zawisnął w powietrzu, dopytując jednego z mężczyzn, co się wydarzyło, a na wieść o lisach rozkazał złapanie nieproszonych gości i wypuszczenie zwierząt z dala od rezerwatu, zgadzając się w pierwszej chwili z decyzją córki. Chociaż po głowie przeszła mu myśl wykorzystania lisiego futra dla potrzebujących, którzy mogli zostać narażeni na srogi dotyk chłodu w nadchodzącą zimę. Inną myślą było zaś to, że drapieżniki skoro włamały się do rezerwatu, tak równie dobrze, mogły zrobić to samo w mugolskim kurniku czy zwykłym gospodarstwie zabijając cenne ptactwo. – Nie... Odstrzelcie je. Futro i mięso przekażcie potrzebującym. To szkodniki, wypuszczone mogą włamać się do gospodarstw i przysporzyć znacznie więcej problemów, a tych mieszkańcy Somerset mają już nazbyt wiele – zarządził, a potem poleciał w kierunku bramy, gdzie zobaczywszy córkę, uśmiechnął się, pozbawiając powagi, jaka chwilę temu mu towarzyszyła. Wierzył, że Livia nie słyszała jego słów, chociaż wydawała się niebywale poruszona. – Ruszajmy, Livio – skinął do damy głową, a następnie udali się w powrotną drogę do Dunster Castle.

| zt x 2


Kto zatem czyni postępy?
Ten z was, kto machnąwszy z pogardą ręką na rzeczy zewnętrze, wszelkim staraniem otacza swą wolną wolę, tak ją zaprawia, tak ją hartuje i w rezultacie doprowadza ją do stanu takiej doskonałości, iż jest ona zgodna z naturą, prawdziwie wzniosła, wolna, niezależna od wszelkich trudności i przeszkód, wierna i skromna.


Romulus Abbott
Zawód : Radca prawny
Wiek : 39
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
sprawiedliwości musi się stać zadość, choćby niebo miało runąć
OPCM : 26
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t9935-romulus-abbott#300392 https://www.morsmordre.net/t9965-minerva#301345 https://www.morsmordre.net/t9966-quo-vadis#301348 https://www.morsmordre.net/f204-dolina-godryka-norton-avenue-dunster-castle https://www.morsmordre.net/t9968-skrytka-bankowa-nr-2258#301376 https://www.morsmordre.net/t9969-romulus-abbott#301428

Powrót do góry Go down

Strona 7 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7

Rezerwat znikaczy

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach