Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Opuszczony amfiteatr

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6
AutorWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Opuszczony amfiteatr - Page 6 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Opuszczony amfiteatr - Page 6 Empty
PisanieTemat: Opuszczony amfiteatr   Opuszczony amfiteatr - Page 6 I_icon_minitime08.05.16 0:55

First topic message reminder :

Opuszczony amfiteatr

Ostatnie przedstawienie w tym amfiteatrze odbyło się tak dawno, że nie pozostali już żadni żywi, którzy byliby w stanie je pamiętać. Niektórzy szczęśliwcy mogą jednak na którejś z licznych ławek dostrzec jasną poświatę, która po przyjrzeniu okazuje się duchem młodego, przystojnego mężczyzny. Z chęcią opowiada on historię teatru, który spłonął w trakcie jednego z przedstawień, a ogień zabił całą obsadę i połowę widowni. Wkrótce to miejsce zostało zapomniane i przypomina teraz cmentarzysko Melpomene; widownia porosła kępami wysokich traw, po ścianach garderoby pną się winorośla, a pojedyncze i przepiękne, nieprzeżarte zębem czasu rekwizyty ukryte wśród chwastów przypominają o chwilach świetności opuszczonego amfiteatru.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Percival Blake
Percival Blake

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1517-percival-nott https://www.morsmordre.net/t1542-tatsu https://www.morsmordre.net/t1531-percy https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t3560-skrytka-bankowa-nr-416#62942 https://www.morsmordre.net/t1602-percival-nott
Zawód : dowódca grupy smoczych łowców w peak district
Wiek : 33
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler

are we destined
to burn
or will we last the night?

OPCM : 34
UROKI : 42
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Opuszczony amfiteatr - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Opuszczony amfiteatr   Opuszczony amfiteatr - Page 6 I_icon_minitime02.09.19 20:27

Nie potrafił jej rozgryźć. Zdawała zachowywać się swobodnie – nie umknął mu niknący pośród świstu wiatru śmiech, zauważał też wargi raz po raz rozciągające się w uśmiechu – a z drugiej strony nie mógł oprzeć się wrażeniu, że każdemu jej gestowi towarzyszyła ostrożność; zauważył, że ani na moment nie odwróciła się do niego plecami, klucząc tak, by zawsze mieć go przed sobą – i zastanawiał się mimowolnie, ile było w tym dzieła przypadku, a ile niewypowiedzianych podejrzeń. Czy spodziewała się, że mimo wszystko ich zdradzi – rzucając tym samym na szalę własne życie, na zawsze związane już przysięgą z Zakonem? Kiedy ją obserwował, rzucającą raz po raz to samo zaklęcie, w myślach bezwiednie składał wszystkie informacje, jakie miał na jej temat; była kiedyś uzdrowicielką – lub ratowniczką, Ben wspomniał, że leczyła ludzi, ale z tego, co wywnioskował, porzuciła to zajęcie na rzecz aurorstwa. Był ciekaw, czy skłoniła ją do tego wojna; jeśli tak – to być może mieli ze sobą więcej wspólnego niż na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, oboje podejmując decyzję o porzuceniu starannie ułożonego życia w imię walki; czy o to samo?
Póki co nie znajdował odpowiedzi na wypowiadane w myślach pytania, rozproszony znajomo brzmiącą inkantacją – niespodziewanie wyciągającą na wierzch wspomnienie z łąki pamięci, Bena z wyciągniętą różdżką, w ostatniej chwili rezygnującego z ataku – i zamiast tego rozciągającego wokół nich szczelną barierę niewidzialności, za którą poczuł się na tyle bezpiecznie, by odrzucić od siebie wszystko, co owe bezpieczeństwo mogło mu zapewnić.
Potrząsnął głową, to nie był czas ani miejsce na mentalne tarzanie się w przeszłości; tej nie mógł zresztą cofnąć, a nawet gdyby mógł – na pewno by tego nie zrobił. W żadnym punkcie, wszystkie błędy i potknięcia doprowadziły go tutaj: do miejsca, do którego dotarł drogą tak krętą i kamienistą, jak tylko się dało, ale w którym koniec końców być powinien. – Myślałem, że Grindelwald zniknął – odpowiedział, prawie wchodząc w jej słowo. To od niego wszystko się zaczęło – od przeklętego Grindelwalda, odpowiedzialnego za tragedię na zeszłorocznym sabacie; tę samą, która popchnęła go prosto w szeregi Rycerzy Walpurgii, w idiotycznej nadziei na to, że uda mu się powstrzymać zagrażającą jego rodzinie siłę. Jak mógł tak bardzo się pomylić? – Żywego? – powtórzył, marszcząc brwi i przypominając sobie swoje wcześniejsze starcia ze źródłami niestabilnej mocy; czasami, oplatając szczelnie przestrzeń, rzeczywiście przypominały żywą tkankę, uparcie opierającą się jego działaniom; nigdy jednak nie poszedłby w swoich skojarzeniach tak daleko, by uznać ją za prawdziwy organizm. – Co to oznacza? Porozumiewają się ze sobą? Myślą? – Zawahał się. – Czują? – Nie mieściło mu się to w głowie – i właściwie nie starał się objąć tego umysłem, świadomy, że nie posiadał odpowiedniej wiedzy; był pewien, że nawet wprawieni w sztuce numerologii badacze głowili się nad zrozumieniem istoty anomalii – gdyby było inaczej, już dawno udałoby się je powstrzymać. – Czego potrzeba, by pokonać to największe? – Nie był pewien, na ile z tych pytań była w stanie mu odpowiedzieć – ale skoro pozwoliła mu je zadawać, miał zamiar skorzystać z tej możliwości.
Słysząc jej następne słowa kiwnął głową – by sekundę później zmarszczyć brwi w wyrazie niezrozumienia. Gotowy – na co? Opuścił spojrzenie niżej, na ściskaną w szczupłych palcach różdżkę, by ponownie unieść ją ku jej twarzy; na jego własnej musiała malować się dezorientacja. – Tak myślę, tylko – co właściwie robimy? – zapytał, po raz pierwszy czując się zwyczajnie głupio. – To znaczy, nie potrzebujemy do tego anomalii? – Czy planowała w jakiś sposób ją wywołać? Przyjął czujną postawę, czekając na jakikolwiek ruch z jej strony.





as my story came to a close I realized
I was the villain all along
Powrót do góry Go down
Justine Tonks
Justine Tonks

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
Zawód : jednoosobowy SOR Farleya, partyzantka Longbottoma
Wiek : 28
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women. Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 55
UROKI : 36
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Opuszczony amfiteatr - Page 6 Ba42463619f73ef27e8166e2c747f00d

Opuszczony amfiteatr - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Opuszczony amfiteatr   Opuszczony amfiteatr - Page 6 I_icon_minitime12.09.19 18:26

Obcy. Właśnie taki był. Gdyby spotkała go na ulicy, w barze, jednym ze sklepów, pewnie zawiesiłąby na nim na kilka chwil ciekawe spojrzenie. Spokojna, nawet przyjazna twarz i oczy, które skrywała tak wiele sekretów o których w tamtych miejscach nigdy by się nie dowiedziała. Teraz jednak sprawy miały się inaczej. Poznać, zbadać, możliwe że zrozumieć. Wykonać polecenie Skamandera i… co dalej? Nie miała zielonego pojęcia, ale nie widziała problemów by rozmowa nie mogła dać jej kilku innych odpowiedzi. Wzrok lustrował dokładnie sylwetkę mężczyzny który stał przed nią. Nie umiała nie zadawać sobie kolejnych pytań. Tych, które oscylowały wokół niego i wyborów które podjął, ale i wokół niej samej. Czy gdyby ona wybrała choć raz inaczej stałaby właśnie tutaj? Czy może jednak wszystkie drogi prowadziły ją tylko w jedną i tą samą stronę. Widziała potrząśnięcie głową, a kolejne pytanie sprawiło że zmarszczyła lekko brwi i wydęła usta biorąc wdech w płuca.
- Zniknął. Właściwie na dobre. Z naszych informacji wynika, że zginął z rąk Voldemorta. - badawcze spojrzenie prześlizgnęło się po Percivalu. Nie wiedział o tym? Tą informację przekazał im Brendan jeszcze w październiku. Kolejne pytania sprawiły, że zmarszczka na jej czole pogłębiła się bardziej. Dłoń uniosła się i założyła za uszy kosmyki jasnych włosów. Charakterystyczny nawyk, który powtarzała nawet wtedy kiedy włosy znajdowały się już za uszami. - Zadajesz trudne pytania. - stwierdziła ze spokojem nie przestając marszczyć brwi, zbierając słowa by odpowiedzieć na pytania, na które mogła i była w stanie. - Anomalie są ze sobą połączone. Choć nie jestem pewna, czy mogą się ze sobą porozumiewać i myśleć. - wzruszyła lekko ramionami. Nie miała umysłu tak wielkiego jak ludzie z ich jednostki badawczej. Zawierzała ich osądom. - To niszczycielska siła i właśnie to jest jej głównym celem - zniszczenie. - nigdy nie zastanawiała się nad tym dokładniej - co czuły i co potrafiły. Teraz wiedzieli już, że te posiadają nośnik. I tak długo, jak on będzie istniał, tak długo nie pokonają anomalii. Przestąpiła, ściągając ciężar z nogi do której przyczepioną miała protezę. Jasne spojrzenie prześlizgnęła się po otoczeniu sprawdzając czy widok na horyzoncie przypadkiem się nie zmienił. - Sposobu, wytrwałości, siły i odpowiednich przygotowań. - wzrok na powrót powrócił do niego. Zmarszczka zniknęła z czoła, a dłonie wydały cichy dźwięk świadczący o jej zadowoleniu. Szybkie potwierdzenie po której nastąpiły kolejne pytania sprawiły że kąciki jej ust uniosły się do góry, a ona zaśmiała się lekko przez kilka krótkich chwil.
- Możemy to nazwać treningiem, możemy sprawdzianem. Wybór pozostawiam tylko tobie. - zastrzegła już ze spokojem wzruszając ramionami.. Uśmiech z jej twarzy znikł całkowicie. Bystre spojrzenie na kilka chwil opuściło się na białą różdżkę, a później uniosło ku górze znów na niego. - Nie ufam ci. - stwierdziła prostolinijnie nie uciekając błękitnymi tęczówkami w bok. - Choć zdaje sobie sprawę, że po części jest to irracjonalne przez przysięgę. - kolejne wzruszenie ramion, poruszyło krótkimi dziś, jasnymi włosami. Nie ufała i nie zamierzała udawać, że jest inaczej. - Chcę zobaczyć na własne oczy co potrafisz. - nie na słowa wypowiadane z innych ust, przekazywane dalej. Na jej własne. Należące tylko do niej. Przekonać się, o sile. Bo jeszcze nie o powodach. Te wyjawił wcześniej, choć Just nie umiała po prostu przejść nad tym, co niósł ze sobą. Uniosła płaszcz, pokazując pas w który wetknięte były eliksiry. Nabytek, bez którego właściwie nie ruszała się z domu. - Oczywiście możesz odmówić. - dodała na sam koniec zastygając w oczekiwaniu na odpowiedź.





The devil whispered in my ear, 'You're not strong enough to withstand the storm. ' Today I whispered in the devil's ear:
I am the storm.
Powrót do góry Go down
Percival Blake
Percival Blake

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1517-percival-nott https://www.morsmordre.net/t1542-tatsu https://www.morsmordre.net/t1531-percy https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t3560-skrytka-bankowa-nr-416#62942 https://www.morsmordre.net/t1602-percival-nott
Zawód : dowódca grupy smoczych łowców w peak district
Wiek : 33
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler

are we destined
to burn
or will we last the night?

OPCM : 34
UROKI : 42
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Opuszczony amfiteatr - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Opuszczony amfiteatr   Opuszczony amfiteatr - Page 6 I_icon_minitime13.09.19 1:22

Nie potrafił oprzeć się wrażeniu, że – choć oboje niemal nieruchomi – poruszali się powoli po szerokim okręgu, lustrując się nawzajem uważnymi spojrzeniami i wsłuchując w każde wypowiadane słowo. Niby swobodni, ale jednak czujni, z wysoko podniesionymi barierami, utkanymi z dystansu i wcześniejszych doświadczeń, a być może i z odzywającego się echem cierpienia. Zaczynał rozumieć: że zupełnie się nie znali, wychowani w zupełnie odmiennych światach i przeciwstawnych wartościach, zmuszeni do zmagania się z innymi przeciwnościami, do niedawna rozdzieleni pozornie nieprzekraczalną barykadą, krwawo wzrastającą coraz wyżej i wyżej, zbudowaną z martwych ciał tych, którzy na niej polegli. Łatwo było mówić o współpracy z bezpiecznego oddalenia, z pachnącego rumiankiem zacisza przytulnej kuchni; znacznie trudniej przychodziło wprowadzenie jej w życie, gdy po drugiej stronie miało się człowieka z krwi i kości, posiadającego nieznaną przeszłość i kompletnie niedostępną teraźniejszość.
Momentami miał ochotę się poddać, wycofać, wrócić do działania w pojedynkę – ale nie mógł i tak naprawdę nie chciał, słuchał więc uważnie, kiwając głową, kiedy potwierdziła zniknięcie Grindelwalda. Nie wiedział o tym – ostatnią styczność z Rycerzami Walpurgii miał w lipcu, kiedy jeszcze czarnoksiężnik pozostawał nieuchwytny – ale z jakiegoś powodu nie odczuł wcale oczekiwanej długo ulgi. – Nie zdawałem sobie sprawy – powiedział, odpowiadając na niewypowiedziane pytanie, które jednak zdawało się zawisnąć w powietrzu. – Musiało się to stać później. – Po jego rozmowie z Benem; po tym, gdy już zdecydował się rzucić wszystko na jedną szalę. Zabawne; zdawałoby się, że to powinna być najtrudniejsza decyzja w jego życiu, ale gdy myślał o tym teraz, dochodził do wniosku, że trudno byłoby o łatwiejszą. To udawanie było trudne, przywdziewanie każdego dnia tej samej, niepasującej maski, działanie wbrew sobie – odrzucenie tego wszystkiego w porównaniu przypominało zaczerpnięcie oddechu po bardzo długim przebywaniu pod wodą.
Uśmiechnął się krzywo, podciągając wyżej kącik ust. – Na te łatwiejsze na ogół odpowiadam sobie sam – mruknął z przekąsem, ale bez złośliwości, po chwili ponownie poważniejąc. Justine mówiła o rzeczach ważnych, i robiła to bardziej otwarcie niż się tego spodziewał, choć nie umknęło mu, że jej odpowiedź na ostatnie pytanie raczej pozbawiona była konkretów. Być może ze względu na niewiedzę – lub tajemnicę, której była strażniczką, a której nie mogła wyjawić komuś niezaufanemu.
Bo w gruncie rzeczy przez cały czas właśnie o zaufanie tu chodziło – nawet pomimo rozlegającego się w amfiteatrze śmiechu, niosącego się echem po ławach; żadne z nich nie ufało drugiemu, Tonks przyznawała to otwarcie, darując mu szczerość, którą doceniał. W i tak już kruchym sojuszu nie było miejsca na niedopowiedzenia i nieporozumienia, i on również nie planował się za nimi chować, zamiast tego wychodząc jej wreszcie naprzeciw – nie mogli tańczyć wokół siebie w nieskończoność. – To nie jest ani trochę irracjonalne – zaprzeczył, kręcąc lekko głową. Nie wiedział, co zrobić z rękami, zaplótł je więc na klatce piersiowej, mimowolnie nadając swojej postawie dystansu. Pozornego, w jego głosie próżno było szukać chłodu czy wyższości, mówił spokojnie i prosto, tonem podobnym do tego, którego użyła Justine, mówiąc, że mu nie ufa. – Wprost przeciwnie, zdziwiłbym się, gdyby było inaczej. Zaufanie to przywilej, na który trzeba zapracować, i to nie w pojedynkę – nie można nim nikogo magicznie obdarować ani zastąpić sztucznym substytutem. – Przysięga na pewno stanowiła dla Zakonu Feniksa niezbędny bufor bezpieczeństwa, ale wątpił, by była czymś więcej. Nie chciał, by była czymś więcej, droga przebyta na skróty nie stanowiłaby dla niego żadnej wartości. – Jeśli pies ugryzie cię w rękę i uwiążesz go na łańcuchu, to czy ufasz psu, wierząc, że cię nie zaatakuje – czy temu, że łańcuch powstrzyma go, nim zdąży to zrobić? – Zamilkł na chwilę, pozwalając, by jego słowa wybrzmiały. Nie przychodziły mu łatwo, czuł jednak, że przyjść musiały; jeśli nie dla niej, to dla niego. – Rozumiem twoją – waszą – ostrożność. I też ci nie ufam, chciałbym jednak spróbować. – Bo komuś musiał, bo nie mógł pozwolić sobie na stawianie czoła wrogom samotnie; bo nie chciał w ten sposób umrzeć, a wiedział, że nie pozostało mu już dużo czasu.
Rozprostował ramiona, unosząc wyżej brew. – Nie znasz mnie jeszcze, nie wiesz więc, że nigdy nie odmawiam takim wyzwaniom – powiedział, uśmiechając się lekko. Perspektywa pojedynku przemawiała do niego znacznie trafniej niż konieczność przeprowadzenia trudnej rozmowy, pojedynkowanie się było czymś, co znał i rozumiał, i w czym czuł się zwyczajnie dobrze, nawet jeśli akurat wgniatano go brutalnie w ziemię. Sięgnął za pazuchę, z wewnętrznej kieszeni płaszcza wyciągając wysłużoną różdżkę z palisandrowego drewna, nie unosząc jej jednak jeszcze. – Zasady? – zapytał; znajdowali się z dala od kontrolowanych warunków Domu Pojedynków, wolał więc zawczasu nakreślić, jak daleko zamierzali się posunąć. Sądząc po tkwiących za pasem Tonks eliksirach – daleko.





as my story came to a close I realized
I was the villain all along
Powrót do góry Go down
Justine Tonks
Justine Tonks

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
Zawód : jednoosobowy SOR Farleya, partyzantka Longbottoma
Wiek : 28
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women. Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 55
UROKI : 36
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Opuszczony amfiteatr - Page 6 Ba42463619f73ef27e8166e2c747f00d

Opuszczony amfiteatr - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Opuszczony amfiteatr   Opuszczony amfiteatr - Page 6 I_icon_minitime24.09.19 0:19

Rozchwiana, nadal taka była i całkowicie nie potrafiła tego przełknąć. Wcześniej lubiła własne nieścisłości, niedopowiedzenia. Sprawiały, że świat był ciekawszy w tym i jej relacje. Jednak im mocniej jej kostki zatapiały się w bagniskach wojny, tym trudniej było jej powrócić do siebie z tamtego czasu. Nauczyła się ostrożności - choć może nie wagi niektórych słów. Nadal prowokowała - jednocześnie wynikało to z jej natury, ale i przekonania, że ludzie wzburzeni popełniają błędy. Pamiętała dokładnie co odpowiedziała Ramsyowi, gdy zagroził jej że wydłubie jej oczy. I zdawała sobie sprawę, że mówił poważnie. A jednak język świerzbił i powiedziała więcej. Rzuciła propozycją, która unosiła później brwi każdemu, któremu relacjonowała zdarzenie. Tutaj, z nim, wszystko jednak zdawało się inne. Wiele go krępowało przez przysięgę, którą złożył. I choć próbowała, naprawdę nie potrafiła zaufać tylko jej. Pamiętała przecież jeszcze żywo relację, która nie miała bytu a w której sama była częścią. Macnaira z dawnych lat, jeszcze niedoświadczonych i głupich. Czy teraz dałaby mu szansę? Nie. Nie po tym, jak w tym samym miejscu po raz pierwszy użył wobec niej czarnej magii. Nie, gdy miał na rękach krew. Nie, gdy nie widział w tym nic złego. Nie, gdy jego poglądy się nie zmieniały, jedynie dla niej robiąc wyjątek. Jej błękitne ślepia zawieszały się na nim spokojnie. Nie rozumiała szwajcarskiego podejścia Alexandra, nie rozumiała Foxa i Bena. Ale postanowiła spróbować. Nie dlatego, że oni tego chcieli, ale że on związał się z nimi dobrowolnie mogąc odmówić. Należało mu się chociaż to - szansa. Była nieufna. Niepewna. W ciągłej gotowości. Skinęła lekko głową na jego słowa. Pokazując, że je przyjmuje do wiadomości, nie znaczyło to jednak, że ufa im całkowicie. Zaufanie jednak, mimo wszystko było kluczem.
- Cóż, raz na jakiś czas ponoć wskazane jest porozmawiać z kimś inteligentnym. - mruknęła uśmiechając się półgębkiem. Badali się w każdej mijającej sekundzie. Poznawali, próbowali wybadać siebie wzajemnie. To było jak kroczenie po lodzie, jednak zdawała sobie sprawę, że bardziej dla niego, niż dla niej. Kiedy zaprzeczył jej brew pomknęła ku górze zawieszając się tam na chwilę, którą podtrzymały kolejne słowa.
- Wcześniej ufałam psu. - odpowiedziała wprost. Wcześniej - wcale nie tak dawno temu, choć teraz zdawało się, jakby to było całkiem inne życie. Odległe, istniejące już tylko w jej własnych wspomnieniach. Choć czasem zastanawiała się, czy ono kiedykolwiek istniało. Przesiąknęła wojną, stała się jej nieodłączną częścią i przysięgła walczyć tak długo, jak tylko świat będzie tego potrzebował, a jej serce pompować będzie krew. Skinęła lekko głową na kolejne słowa. I on pozostawał nieufny. Dobrze, nie mieli żadnych powodów, by ufać sobie wzajemnie. Je, wypracowywać się latami.
Uśmiech, leniwy, przypominający zadowolonego kocura, wpełzł na wąskie usta i rozciągnął je na twarzy. Liczyła na to, że nie odmówi. Nie spodziewała się jednak, że jej propozycje przyjmie w ten sposób. Spodziewała się bardziej zgody wymuszonej potrzebą akceptacji, nie zaś przyjemności. Pokręciła przecząco głową.
- Nie. - odrzekła od razu, to nie był Klub Pojedynków. Życie też nim nie było. Na polu walki, wszystkie chwyty były dozwolone. Ograniczenia nie były potrzebne. Cofnęła się jeszcze kilka kroków, mierząc odległość spojrzeniem. Horatio bywało przydatne - pokazał jej to Bertie - jednak nie chciała, by zepsuło im zbyt szybko zabawę, a wiedziała, że jego działanie ma ograniczony czas. - Ale radziłabym nie pozbawiać mnie całkowicie przytomności, jeśli nie wiesz jak dawkować eliksiry. - poradziła racjonalnie, uśmiech zszedł z jej twarzy. Wzrok lustrował spokojnie sylwetkę. Dłoń zacisnęła się mocniej na białej różdżce. - Mogę się okazać naszym jedynym ratunkiem. - przyznała wprost. Miała eliksiry lecznicze i patronusy, które również potrafiły uzdrawiać. Jeśli nie znał magii leczniczej i nie wiedział jak dawkować eliksiry prawdziwie mogła być ich jedyną szansą w tym miejscu. - Zaczynasz. - poleciła rozstawiając się szerzej na nogach w oczekiwaniu, na pierwszy atak, po który sięgnie.

idziemy do szafki





The devil whispered in my ear, 'You're not strong enough to withstand the storm. ' Today I whispered in the devil's ear:
I am the storm.
Powrót do góry Go down
Justine Tonks
Justine Tonks

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
Zawód : jednoosobowy SOR Farleya, partyzantka Longbottoma
Wiek : 28
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women. Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 55
UROKI : 36
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Opuszczony amfiteatr - Page 6 Ba42463619f73ef27e8166e2c747f00d

Opuszczony amfiteatr - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Opuszczony amfiteatr   Opuszczony amfiteatr - Page 6 I_icon_minitime28.09.19 18:26

wracamy z szafki

Wybrała zaklęcie, po raz kolejny nie przebierając w środkach. W momencie pełnej żywotności, bez innych czynników wpływających na zdarzenia, mogła pozwolić sobie na czysty atak, bez większych rozmyślań taktycznych. Nawet z nimi - był on najlepszą opcją, zwłaszcza, gdy zrozumiała, że wystarczył jeden odpowiednio silny atak, zdolny przebić się przez jego obronę. I tak stało się i tym razem, gdy tarcza choć pojawiła się przed nim rozmyła się, pozwalając by jej zaklęcie dotarło do celu. Nie sprawiało jej to przyjemności. Patrzenie jak uroki trafiają w niego, jak wykrwawia się. Nadal postrzegała go bardziej w kategorii wroga, niźli sojusznika, ale podjęli decyzję wspólnie i ona sama na nią przystała. Nie rozumiała czym przekonał do siebie Bena, nie rozumiała czy Foxa czy Alexandra. Ne potrafiła tego dostrzec, a może zasłaniaj jej to własny osąd. Z zaciśniętymi wargami obserwowała jak jej urok posyła go na kolana. Ile razy, ona sama wcześniej znalazła się na swoich? Ile razy wcześniej podnosiła się by iść dalej? Nie była w stanie już zliczyć. Każde doświadczenie przyniosło jej wiedzę, której nie posiadała wcześniej. Stawała się silniejsza, choć cena za to była równie wysoka. Gdy z jego ust wypadło pytanie, zrozumiała, że to koniec pojedynku. Wygrała po raz kolejny. Choć tym razem pokazał, że rzeczywiście potrafił sięgnąć po trudne uroki. Fluguro udawało jej się niezwykle rzadko. Więc wiedziała, jak trudnym jest to urok. Schowała różdżkę w rękaw, odsuwając materiał płaszcza. Pochyliła się nad fiolkami przesuwając po nich spojrzeniem. W końcu zatrzymała palce na jednej z nich, wyciągając z kieszonki. Ruszyła w kierunku mężczyzny. Wzruszyła lekko ramionami.
- Od ratowników wymagano nie tylko magii leczniczej, ale i ochronnej. Jedna z zasad która nami kierowała polegała na tym, żeby zawsze sprawdzić, czy miejsce interwencji jest bezpieczne. - zaczęła odpowiedź, chociaż nie była pewna, czy to to. - Po przesłuchaniach mugolaków w kwietniu, po tym co zobaczyłam w Złotej Wieży zrozumiałam, że będę walczyć. Stanie z boku, nie było dla mnie. - kolejny krok w jego kierunku. Zimny wiatr barwił policzki, ale nie zmieniał poważnego wyrazu twarzy -  Ale walczyć, nauczyłam się głównie praktykując z twoimi byłymi znajomymi. - jasne oczy obserwowały go uważnie. Sprawdzając reakcje i zachowania. - Mulciber obiecał, że wydłubie mi oczy i pozbawi wszystkich kończyn. I próbował, - uśmiechnęła się drapieżnie, krzywo. - ale to Rookwood pozbawiła mnie nogi. - przyznała bez ogródek wskazując na protezę. - Choć sądzę, że ich uwaga głównie teraz skupi się na tobie. Nie pozwolą ci żyć. - stwierdziła ponuro znajdując się prawie przed nim. Zginie, jeśli w konfrontacji z którym z nich, będzie miał takie luki w obronie. Wyciągnęła dłoń w jego kierunku z buteleczką eliksiru. - Złoty eliksir, wypij całość. - poleciła z pewnością. - Normalnie sięgnęłabym po różdżkę, ale przy anomaliach bezpieczniej jest korzystać z nich. - zawyrokowała unosząc na niego spojrzenie jasnych oczu.





The devil whispered in my ear, 'You're not strong enough to withstand the storm. ' Today I whispered in the devil's ear:
I am the storm.
Powrót do góry Go down
Percival Blake
Percival Blake

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1517-percival-nott https://www.morsmordre.net/t1542-tatsu https://www.morsmordre.net/t1531-percy https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t3560-skrytka-bankowa-nr-416#62942 https://www.morsmordre.net/t1602-percival-nott
Zawód : dowódca grupy smoczych łowców w peak district
Wiek : 33
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler

are we destined
to burn
or will we last the night?

OPCM : 34
UROKI : 42
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Opuszczony amfiteatr - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Opuszczony amfiteatr   Opuszczony amfiteatr - Page 6 I_icon_minitime08.10.19 21:29

Nie był dumny z tego pojedynku, zdecydowanie nie należał w jego wykonaniu do tych lepszych – pozwolił sobie na rozproszenia, popełniał błędy, umysł, wykończony dobrowolnie przyjmowanymi atakami, zbyt często pogrążał się w chaosie – ale też nie rozpaczał; nie znosił przegrywać, powoli uczył się jednak przyjmować porażki z pokorą, szukając w nich okazji do czerpania wiedzy i doświadczeń. Nie było to łatwe, arystokratyczne wychowanie nie przygotowało go na konieczność schylania głowy i przyjmowania brutalnie szczerej krytyki, choć zrobiły to ostatnie wydarzenia, przeciągając go bez litości przez metaforyczne błoto, którym prawie się udusił – ale z którego finalnie się podniósł. Tak, jak teraz podnosił się z kolan, drżąc na ciele (osłabione utratą krwi zdawało się mieć problem z przeciwstawieniem się chłodnym podmuchom), chowając za szczelną ścianą niedojrzały gniew i frustrację, które zazwyczaj wywoływała u niego przegrana. Nie okazał ani jednego ani drugiego, nie był już rozpieszczonym chłopcem ze złością rozrzucającym pionki po szachownicy, ani młodzieńcem odrzucającym miotłę w trawę po przegranym meczu, chcąc jak najszybciej wyprzeć go z pamięci. Wprost przeciwnie, czekając, aż Justine się do niego zbliży, starał się zapamiętać każdą minutę minionej walki, żeby później, gdy już wróci do ciszy i spokoju domu w Sennen, zrobić samemu sobie skrupulatny rachunek sumienia.
Kiwnął głową, słuchając jej odpowiedzi, no tak – zdarzyło mu się już wcześniej współpracować z ratownikami medycznymi, pojawiali się w rezerwacie niejednokrotnie, wzywani do nagłych wypadków, z którymi nie był w stanie poradzić sobie stacjonujący na miejscu uzdrowiciel. Kolejne słowa stanowiły zaskoczenie, nie komentował ich jednak, nie wiedząc do końca, co mógłby powiedzieć. Nie znali się na tyle, by jakikolwiek żal i współczucie zabrzmiały szczerze, zresztą – wątpił, by oczekiwała tego akurat od niego. Wszystkiego, o czym mówiła, gróźb i utraty nogi, zastąpionej zwracającą uwagę protezą, na pewien sposób był współwinny; nie potrzebowali festiwalu hipokryzji – nie miało znaczenia, że to nie on podniósł na nią różdżkę. Robił to przeciwko innym, być może jej znajomym i przyjaciołom, może rodzinie; oboje o tym wiedzieli. – Ich uwaga jest raczej podzielna – odpowiedział cicho, cierpko; jego zdrada z całą pewnością umieściła go na celowniku, to nie oznaczało jednak, że Rycerze Walpurgii przestaną nagle z godną podziwu zaciekłością tropić członków Zakonu Feniksa. – Ale – wiem. Od początku o tym wiedziałem – dodał, unosząc na nią spojrzenie. Nie miał złudzeń wstając z kamiennej ławy w Stonehenge, nie miał ich też wtedy, kiedy na łące pamięci zgadzał się porzucić szeregi popleczników Czarnego Pana; jakiekolwiek resztki wątpliwości skutecznie rozwiały słowa Tristana, wypowiedziane wyraźnie w obecności całej arystokracji; wiesz, co to oznacza, Percivalu. Wiedział.
A jednak, z jakiegoś powodu, uznał, że było warto.
Wyciągnął dłoń po eliksir z wdzięcznością, nim jednak wychylił buteleczkę, zawahał się na moment. – Jesteś pewna? Zawsze mogę to rozchodzić – zapytał, pozwalając, by między ostatnie sylaby wkradły się nuty rozbawienia. Nie był, głębokie rany po utkanych z magii ostrzach nadal krwawiły i z całą pewnością goiłyby się paskudnie – ale gdyby został do tego zmuszony, poradziłby sobie na własną rękę. Eliksiry były cenne, zwłaszcza w trakcie wojny, kiedy liczyła się każda, nawet najmniejsza przewaga – dlatego zaczekał na potwierdzenie, nim wypił miksturę do dna. – Dzięki – powiedział, czując, jak powoli zaczynają powracać mu siły. – Nie tylko za eliksir – dodał po sekundowej chwili milczenia, na myśli mając oczywiście pojedynek.





as my story came to a close I realized
I was the villain all along
Powrót do góry Go down
Justine Tonks
Justine Tonks

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
Zawód : jednoosobowy SOR Farleya, partyzantka Longbottoma
Wiek : 28
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women. Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 55
UROKI : 36
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Opuszczony amfiteatr - Page 6 Ba42463619f73ef27e8166e2c747f00d

Opuszczony amfiteatr - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Opuszczony amfiteatr   Opuszczony amfiteatr - Page 6 I_icon_minitime14.10.19 23:03

Wygrała, ale też nie o to chodziło w tym pojedynku. Wiedziała, że jej zdolności magiczne wystrzeliły jeszcze mocniej, po tym, jak rozpoczęła wyczerpujące ćwiczenia na kursie aurorskim. Nie było łatwo, ale efekty były wręcz namacalne. Uroki, o których wcześniej nawet by nie pomyślała znalazły się w jej zasięgu, a nawet zaczęły - z większym lub mniejszym sukcesem - wychodzić. Stawała się coraz lepsza, całkowicie poddała się rwącemu wirowi przygotowań i działań. Nie bała się zmierzyć z kimś na różdżki. Ale pierwszy z pojedynków ją rozczarował. A może nawet bardziej rozzłościł. Wszelkie zapewnienia o wsparciu, które mógł zagwarantować nagle stały się niczym więcej niźli tylko słowami. Ale była wyrozumiała - a przynajmniej starała się być. Tylko dlatego otrzymał drugą szansę. Odpowiedziała mu więc, prawdziwie, bo pierwsze starcia podejmowała jeszcze jako ratowniczka. Zbliżała się nieśpiesznie, wiedząc, że niezmiennie oddziela ich bariera przed niepożądanymi spojrzeniami. Mimo wszystko jednak jasne spojrzenie zlustrowało zniszczony amfiteatr. Czujna, zdolna zareagować w każdym momencie. Zaczynała się to przyzwyczajać i rozumieć.
Zwróciła spojrzenie na jego twarz, łagodną - zdawać by się mogło. Ale diabeł potrafił zachwycać pięknym obliczem. Nadal nie rozumiała, ale podjęła decyzję razem z nim, postanowili wspólnie. Choć to spotkanie nadal wracała ku niej, napełniając ją mieszanką różnorakich odczuć. Westchnęła lekko na wypowiedziane przez niego słowa.
- Niestety. - zgodziła się niechętnie z jego słowami. Byłoby zdecydowanie prościej, gdyby rzeczywiście zajęli się poszukiwaniem Percivala. Ich spojrzenia spotkały się. Przez chwilę spoglądała na niego dokładnie go lustrując, zadzierając lekko brodę do góry. W końcu skinęła głową. Wyciągnęła dłoń sięgając do pasa z eliksirami, tylko na chwilę spoglądając na niego, by w końcu wysunąć eliksir, który skierowała w jego stronę. Odebrał go, już miała się cofnąć i ruszyć po miotłę, którą zostawiła kawałek dalej, kiedy zatrzymały ją wypowiedziane słowa. Uniosła brwi, a później zaśmiała się krótko.
- Jestem. I nie możesz. Ale ciekawym byłoby zobaczyć jak próbujesz, więc nie kuś. - mruknęła, unosząc dłonie, żeby założyć za uszy kosmyki włosów, które niestrudzenie wyciągał zza nich wiatr. Ale nie przeszkadzało jej to. Wykonywała ten gest niemal mechanicznie, czasem nawet wtedy, gdy nie było ku niemu potrzeby. Uniosła różdżkę i machnęła nią kilka razy, przerywając postawione wcześniej bariery. Ruszyła w kierunku miotły a gdy schylała się po nią, do jej uszu dotarł kolejne słowa. Zamarła na chwilę, spoglądając w jego kierunku. Złapała za miotłę i wyprostowała się powoli, spoglądając na niego. - Gdyby nie drugie podejście, byłabym całkowicie rozczarowana. - powiedziała wprost, nie ściągając z niego spojrzenia. - Jeśli nie zadbasz o obronę, ktoś będzie musiał dbać o nią za ciebie. - ułożyła lewą dłoń na biodrze jasne tęczówki zdawały się czyste. Łatwiej było, polegać na sobie wzajemnie. Prościej też planować kolejne działania. Stojąc blisko, można było wspomagać się wzajemnie i zyskiwać atak. Problem zaczynał się, gdy trzeba było zacząć działać oddzielnie. Miał pomóc im w walce, poza tym, musiał zapracować na swoje uznanie. Na razie był i pokazał, że potrafi rzucić skomplikowane czary. To był jakiś początek. Przełożyła nogę nad trzonkiem miotły. - Do następnego. - wsadziła różdżkę w kieszeń płaszcza i objęła obiema dłońmi trzonek. Odbiła się nogami i wystartowała zostawiając go za sobą.
Miała chyba jeszcze więcej pytań niż odpowiedzi.

| zt :pwease:





The devil whispered in my ear, 'You're not strong enough to withstand the storm. ' Today I whispered in the devil's ear:
I am the storm.
Powrót do góry Go down
Maeve Clearwater
Maeve Clearwater

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6468-maeve-clearwater https://www.morsmordre.net/t6481-artemizja#165435 https://www.morsmordre.net/t6475-maeve#165296 https://www.morsmordre.net/f267-cockerell-road-3-14 https://www.morsmordre.net/t6969-skrytka-bankowa-nr-1629#183139 https://www.morsmordre.net/t6512-maeve-clearwater
Zawód : Włóczykij
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna

Siedzę w słońcu, mierzę świat
Karkołomnym pędem lat
W ustach krąży dymu smak
Ja płonę

OPCM : 15
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Metamorfomag

Opuszczony amfiteatr - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Opuszczony amfiteatr   Opuszczony amfiteatr - Page 6 I_icon_minitime05.01.20 12:56

| 29 grudnia

Gdy tylko Maeve przebudziła się za sprawą gradu bezlitośnie atakującego parapet i, leżąc jeszcze w łóżku, skierowała wzrok ku pobliskiemu oknu, z pewnym zaskoczeniem dojrzała jaśniejsze, choć poznaczone niewyraźnymi strugami deszczu niebo. Czarne, złowróżbne chmury, które spowijały Londyn od Nocy Duchów w końcu zniknęły – lecz co to znaczyło i czym dokładnie została zapoczątkowana ta zmiana, nie miała najmniejszego pojęcia. Ciekawość wzięła górę nad słodkim lenistwem, chęcią nakrycia się kołdrą i ponownego zapadnięcia w pozbawiony koszmarów sen, dlatego też powoli, wciąż nie mogąc otworzyć do końca oczu, wstała i podeszła bliżej szyby nie tylko z zamiarem zerknięcia na rozciągającej się za nią ulicę, ale i uspokojenia wyraźnie poruszonej, miotającej się w swej klatce Artemizji.
Niewiele później, po założeniu na siebie wystarczająco ciepłych ubrań i nakarmieniu sówki, postanowiła wyjść przed kamienicę a w końcu – wybrać się na spacer, niewiele robiąc sobie z dość silnych opadów deszczu, śniegu i gradu. Nieśpiesznie przemierzała uliczki London Borough of Waltham Forest, co chwila poprawiając zsuwający się z głowy kaptur, wciskając dłonie w kieszenie płaszcza; nie zastanawiała się, gdzie idzie, bez większego zastanowienia wybierając kolejne zakręty. Niezależnie od tego, gdzie się znalazła, zalegające na chodnikach fragmenty lodu przyciągały wzrok, mieniąc się błękitnym blaskiem, roztaczając wokół siebie aurę... spokoju? Dopiero, gdy dotarła do opuszczonego amfiteatru, postanowiła przykucnąć i chwycić jeden z takich odłamków w dłoń, lekceważąc ewentualne zagrożenia; pragnienie, by bliżej mu się przyjrzeć, było zbyt silne. Jak mogłaby zignorować coś takiego, coś tak niezwykłego, gdy całe jej życie krążyło wokół tego, by wiedzieć? Bezwiednie rozchyliła wargi i uniosła wyżej brwi, gdy lód po zetknięciu ze skórą przemienił się w kryształ – twardy, o określonym kształcie, który nie powinien ulec zmianie po zabraniu go do domu – a zamiast niepożądanych skutków ubocznych poczuła w klatce piersiowej przyjemne ciepło, które stamtąd rozlało się po całym ciele falą ulgi. Przez krótką chwilę nie wątpiła, że kolejny rok będzie lepszy.
Nie została tam długo. Po dość dokładnych oględzinach znaleziska schowała je do kieszeni, powoli rozglądając się dookoła, a kąciki ust wzniosła w niewielkim uśmiechu. Następnie nieśpiesznie ruszyła w drogę powrotną. Musiała napisać kilka listów. Dowiedzieć się, co inni myślą na temat tej niespodziewanej zmiany pogody.

| zt




summertime sadness
Powrót do góry Go down
 

Opuszczony amfiteatr

Powrót do góry 
Strona 6 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: London Borough of Waltham Forest-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-20