Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Warownia w Dover
AutorWiadomość
Warownia w Dover [odnośnik]26.03.15 20:22
First topic message reminder :

Warownia w Dover

Wzniesiony niemal dwa tysiące lat temu na wzgórzu Zamek w Dover góruje nad miastem oraz portem. Warownia obronna znajduje się w strategicznej pozycji, w przeszłości bowiem miała strzec najkrótszej drogi morskiej prowadzącej od Francji do Anglii. Dziś, nieco podupadła, jest jedynie atrakcją turystyczną. Budynek nie jest jednak przeobrażony w muzeum, a kamienne komnaty nie są strzeżone - do środka może wejść każdy, kto nie obawia się potencjalnie zalęgniętych wewnątrz magicznych i niemagicznych szkodników. Olbrzymia fortyfikacja obejmuje nieczynną już latarnię, z której balkonu jest doskonały widok na morze. Atrakcyjne są także otaczające warownię lasy, choć mówi się, że pozostało w nich wiele pamiątek z mugolskich utarczek.

Rzuć kością k100:

1-10: znajdujesz pozostałości po starej bombie. Jeśli...
- nie posiadasz biegłości mugoloznastwa: bomba wybucha jak zaklęcie bombarda maxima;
- posiadasz biegłość mugoloznastwa na I poziomie: instynktownie zdajesz sobie sprawę z tego, że nie powinieneś dotykać dziwnego przedmiotu, choć nie wiesz, czym on jest;
- posiadasz biegłość mugoloznastwa na przynajmniej II poziomie, jesteś w stanie rozpoznać naturę przedmiotu i wiesz, że nie powinieneś go dotykać;
- posiadasz przynajmniej III poziom biegłości mugoloznastwa, możesz podjąć się próby rozrojenia bomby - ST wynosi 60 (rzut na zręczne ręce). W przypadku nieudanej próby, bomba wybucha jak zaklęcie bombarda maxima.
11-30: znajdujesz poniemiecki hełm z czasów II wojny światowej;
31-50: znajdujesz starą, zardzewiałą mizerykordię z czasów II wojny światowej;
51-70: znajdujesz porośniętą mchem czaszkę;
71-100: znajdujesz karabin typu mauser; jest pozbawiony amunicji, zardzewiały i niezdatny do użytku.
Lokacja zawiera kości
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Warownia w Dover - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Warownia w Dover [odnośnik]04.03.16 20:28
Jakichkolwiek, już odpowiadał w myślach, wpatrywał się w kuzynkę z arogancką bezczelnością, zapewne wcale nie dostrzegając jej zmęczenia; ufał sobie na tyle mocno że choć wyczuwał jej napięte mięśnie, wiedział, że nie musi ich wcale używać. Była drobna, delikatna i lekka, mógł podtrzymywać ją w ten sposób jeszcze dłuższy czas – ale być może widząc jej zniecierpliwienie a być może chcąc rzeczywiście przyuczyć ją do jutrzejszego polowania, nie ciągnął tego dłużej. Sądził, że będzie to dla niej wystarczająca nauczka – srogo się jednak pomylił – że sprowadzona do ostateczności pojmie jego przewagę i przestanie się tak bezsensownie opierać, Darcy jednak nie była byle kim. Była Rosierem – w jej żyłach płynęła szlachetnie błękitna, właściwie królewska krew, nic dziwnego, że rzeczywiście zachowywała się jak królowa. Rozkapryszona, rozpieszczona i niezwykle irytująca, ale wciąż – królowa. Czuł się przy niej – może niezbyt grzeczne porównanie – jak przy krnąbrnym wierzchowcu, niby pokonywany, a jednak wciąż pewien swoich umiejętności i pewien tego, że prędzej czy później – będzie górą. Jej przytyki były celne, zawstydzały, przypominając mu o jej kobiecej subtelności i wyniosłości, którą uraził, porównując do parobka. Nie udało mu się wzbudzić w niej kobiecego strachu, nie udało mu się sprawić, by przylgnęła do niego mocniej, miast tego – cisnęła na niego kolejne gromy, a Thibaud sam się sobie dziwił, że dotykają go one aż tak. Czyżby go obchodziło, co sądzi o nim ta jednak-już-nie-taka-mała małolata? Nie, ganienie za maniery nie obeszło go mocno, byli przecież tutaj tylko we dwoje – on i ona – w sytuacji bynajmniej nie formalnej, nawet jeśli nie widzieli się całe lata. Jest mi cię szkoda, Thibaud zacisnął zęby, żałując, że nie miał w sobie na tyle odwagi, by wspomnieć kiedyś ciotce, że jak na młodą pannę Darcy jest zdecydowanie zbyt rozpieszczona. Z drugiej strony – pewnie i tak było już na to za późno. Ktoś powinien na to zwrócić uwagę przynajmniej dekadę temu.
- Proszę, proszę... – mruknął pod nosem, niby do siebie, na tyle jednak jednak głośno, żeby mogła to bardzo dokładnie usłyszeć. I nabrał ochoty zapalić papierosa. - Szczebiocze jak młoda przepiórka, a wypomina mi brak obycia. – Lecz umilkł bardzo szybko, kiedy położyła palce na jego podbródku, kciukiem muskając jego usta; mogła wówczas poczuć, że uścisk Thibauda zwolnił się momentalnie, nie przekonały go co prawda jej słowa – których sensu do końca nie wyłapał, tracąc wątek mniej więcej w momencie, kiedy zetknęły się ich spojrzenia – prawdopodobnie nawet nie dosłyszawszy nawet obelgi odnośnie tego, czy używa, czy nie używa swojej głowy. Zmieniła się i teraz dotarło to do niego jeszcze mocniej, niż wcześniej. Dorosła. Dorosła z klasą, temperamentem i arogancją nierozłącznymi z ich krwią. Imponowała mu tym spojrzeniem, a on – podjął rękawicę, odwdzięczając się tym samym: wzrokiem nieustępliwym, przenikliwym i przepełnionym wyższością. Coś w nim drgnęło. I choć nie miał zamiaru ustępować, choć dobrze wiedział, że tylko jedno z nich w tej wojnie mogło być górą, to zapatrzył się w te oczy na tyle, że nie zorientował się nawet, kiedy wyciągnęła różdżkę. Usłyszał tylko zaklęcie – cokolwiek próbowała zrobić, najwyraźniej nie wyszło.
Reducto prawdopodobnie wycelowane w jego siodło świsnęło w koński zad, koń Thibauda zarżał głośno i stanął dęba, podczas gdy jego jeździec przeklął szpetnie i głośno po raz kolejny tego dnia; uwiesił się końskiej szyi, w duchu pocieszając się, że może ta okropna dziewucha przynajmniej obejrzy, jak należy sobie radzić w podobnej sytuacji. Ale usłyszał tętent kopyt – zdenerwowana klacz kuzynki najwyraźniej straciła cierpliwość i spłoszona poniosła przed siebie na oślep, Thibaud nie widział momentu, w którym sama ją do tego zachęciła.
- Świetnie... – wymamrotał tylko, kiedy koń ciężko opadł na przednie nogi, szybko zbierając wodze i bez zbędnej zwłoki gnając w pościg za Darcy. Z czasem się jeszcze nie ścigał – a zdawało mu się, że pozostawało jedynie kwestią czasu, zanim ona zleci z tego pieprzonego siodła. - W LEWO!!! – ryknął za nią, ze złudną nadzieją, że wysłucha go choć raz, skręt zmniejszy tempo konia. - Trzymaj się grzywy! - I nie szarp jej, dodał błagalnie w myślach. Po prawej piętrzyły krzaki, cholera wie, co wystraszy tę kobyłę, kiedy była już tak mocno zestresowana, równie dobrze mogła zrzucić tę dziewczynę z grzbietu na sam ich widok - przez moment pożałował, że nie zaproponował jej drugiego kierunku, pewien, że w swojej głupocie na przekór zachowa się inaczej.
I gnał, gnał usiłując ją dogonić.
Gość
Anonymous
Gość
Re: Warownia w Dover [odnośnik]18.03.16 21:19
Pożałowała od razu, ze w swojej dumie większym priorytetem było dla niej zrobienie na złość Thibaudowi, niż utrzymanie przezorności w zajmowanej pozycji na koniu. Ledwie się uwolniła z zadowoleniem zaczesując pasmo włosów wpadających jej do oczu, a już jej złośliwość wzięła góre. Wyciągnięcie różdżki to był jej pierwszy błąd, skorzystanie z niej, następny popełniła źle stosując zaklęcie. Mogła się tego domyślić, ale umysł przyćmiło jej droczenie się z Rosierem. Coś było takiego, co pozostawało w rodzinie, że charakter wzmagał się przy osobach, które jako członków tej rodziny mogła określić, a Thibaud był najbliższym kuzynem. Zdązyła jedynie zacisnąć dłonie na wodzach, nie pamiętając już co jej o tych lejcach mówił? Powinna je ściągnąć? Nie słuchała go wtedy. Więc skróciła je… teraz wiedząc, ze zdecydowanie, jeśli znał się na koniach, wcześniej jej tego nie radził. Koń prawie stanął dęba, wyszarpując jej wodze. Gdzieś z tyłu słyszała jego krzyk. Miała się złapać grzywy. Jasne, to tylko prosto brzmiało. Próbowała ją chwycić, ale podskakiwała na koniu tak feralnie, że zanim udało jej się pochylić do odpowiedniej pozycji, była już prawie pewna, że spadnie. Wszystkie odgłosy z zewnątrz zdawały się teraz przyciszyć, łyszała go jak przez mgłę, tak mocno szumiało jej w głowie w obawie, że zaraz nie tylko spadnie z konia, ale ucierpi jej kręgosłup moralny, a zwłaszcza jego niski odcinek przy kości ogonowej, kiedy wyryje mało szlacheckiego orła przed oczami Thibauda. Może to były dziwne obawy, bo mogła się przejmować stratowaniem przez konia, połamaniem rąk, skręceniem karku, wylewem do głowy, a zamiast tego… ją obchodził tylko jej tyłek i godność, którą mogła w tym momencie szybko stracić. Szarpnęła oczywiście koniem w całym tym ferworze walki w prawo, a nie w lewo, ale nie było w tym żadnej złośliwości, czysty przypadek, że po prostu zarzuciło ją w tamtym kierunku. Nie doceniła gestu. Koń może zwolnił, ale wylądowała na jego szyi, a od tego już niewiele brakowało, żeby zsunąć się z grzbietu.
Thibaaaaud —jego imię wypowiedziała inaczej, pierwszy raz ufając jego kompetencjom i wierząc, że bądź co bądź byli rodziną. To był jego kurewski obowiązek, żeby jej pomóc, żeby nie powiedzieć, że powinna to być dla niego przyjemność. Nie każdy miał okazję ratować Darcy z tak poważnych opresji. — Ona rwie łbem! — rzuciła bez sensu, bo powoli traciła czucie w palcach chwytając się tej grzywy kurczowo, walcząc z koniem, żeby nie zwalił jej z wierzchu. Przymknęła powieki, nie chcąc widzieć przelotu wszystkich barw dookoła, mieszającej się góry z dołem, kiedy fiknie z tego konia wprost na ziemię. — Zrób coś! — cała wina i odpowiedzialność jak zawsze musiała spaść nie na nią. W końcu była damą. Nie można jej było mówić wprost, ze się pomyliła, a jej nie można było wprost tego przyznawać. Zwłaszcza przed koniem.


Persuasion is often more effectual than force.


Darcy Rosier
Zawód : hipnotyzerka w rodowym rezerwacie w Kent
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Jeśli ktoś uprawia ze znawstwem sztukę perswazji, powinien wpierw wzbudzić ciekawość, później połechtać próżność, by wreszcie odwołać się do sumienia lub dobroci.
OPCM : 8
UROKI : 17
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 7
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t2082-darcy-rosier https://www.morsmordre.net/t2119-arcobaleno#31733 https://www.morsmordre.net/t2120-no-mercy#31734 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t3412-skrytka-bankowa-nr-594#59045 https://www.morsmordre.net/t2125-darcy-s-rosier#31823
Re: Warownia w Dover [odnośnik]25.03.16 4:20
A mógł krzyczeć w prawo – mógł, pewien był, że kierowała nią wyłącznie przekora, której nie potrafiła się wyzbyć nawet w takiej sytuacji. Przeklął pod nosem siarczyście, korzystając z tego, że wicher wzniecony szybkim cwałem zagłuszy te słowa, obserwował jej pokraczne akrobacje, właściwie odliczając do chwili, w której, w końcu, zleci, połamie się, zabije, a jej matka zabije jego – nie był to naturalnie jedyny bodziec, który zmuszał go do troski o Darcy, była przecież jego kuzynką, a rodzina była dla Thibauda ważna, teraz jednak widział w niej głównie damę – damę w opresji, nawet, jeśli miała tę opresję na własne życzenie i nawet, jeśli miała nadzieję, że ich role będą wyglądały odwrotnie.
W prawo czy w lewo, skręciła, koń nie zwolnił, nabrał tempa, ale skrócił dystans, na którym musiał go dogonić – teraz uciekał w bok, nie przed siebie. Mocno przyłożył swojemu koniowi łydki, pędząc go prawdopodobnie do prędkości bliskiej szczytom jego możliwości i przebiegł im drogę, chcąc zdezorientować zdziczałego wierzchowca zanim ten natrafi na linię krzewów. Nie był pewien, jak to się skończy, czy koń znów się szarpnie, czy na oślep wbiegnie na niego i go stratuje, ale musiał zaryzykować. Mógł krzyczeć jej dalej, że musi się trzymać, bo koń zaraz się zmęczy, mógł krzyczeć, żeby skakała, kiedy będą nad miękką trawą i mieć nadzieję, że nie uderzy o nic głową – mógł, ale przecież był mężczyzną. Jeśli pomagać, to efektownie i na całego. Thibaud przez lata spędzone w siodle na morderczych wyścigach i gonitwach najróżniejszego rodzaju, czuł się w siodle na tyle pewnie, że lekceważył właściwie każde zagrożenie. Był też na tyle pewien swoich umiejętności, by nie obawiać się najwyższego ryzyka.
Wyciągnął rękę, chwytając ogłowie pędzącego wprost na niego konia Darcy, szarpiąc jego pysk w bok, za sobą, przed siebie, zmuszając ją do gwałtownego skrętu zanim ten wbiegnie w zdradzieckie krzaki. Konie miały silnie rozwinięty instynkt stadny, kiedy zmusi tę klacz, by biegła za nim, powinien już łatwo nad nią zapanować.
- Też byś rwała łbem, gdyby ktoś zrzucił ci na szyję worek kartofli – krzyknął, bo pędzili zbyt szybko, by mógł tylko mówić, stopniowo acz zdecydowanie zwalniając, nie chcąc robić tego nagle- wtedy zleciałaby na pewno. I nie puścił ogłowia, nawet kiedy konie przeszły już do żwawego stępu. - Będziemy wracać - zadecydował, dość wrażeń jak na jeden dzień. A Darcy najlepiej zrobiłaby, gdyby odpuściła sobie jutrzejsze polowanie. Ciotka z kolei mogłaby spróbować oddalić ambitne plany nauczenia jej czegokolwiek. - Ale najpierw oddasz mi różdżkę. Zanim znowu zrobisz sobie krzywdę. - Nie prosił, stwierdzał fakt - wciąż przecież trzymał tego konia i wciąż mógł go puścić. - Zsiadaj, drogę powrotną pojedziemy razem. Wyjątkowo pojętna z ciebie uczennica, ale czuję, że więcej wiedzy już dzisiaj nie przyswoisz. - Ani jutro. Ani pojutrze. Z jakiegoś powodu nie wróżył jej wielkiej kariery jeździeckiej, gdyby nagle o niej zamarzyła.
Gość
Anonymous
Gość
Re: Warownia w Dover [odnośnik]25.03.16 10:34
Porównywanie jej do worka kartofli nawet w tym momencie wydawało jej się mocno nietrafione, a chociaż nie pomyślała o tym w pierwszej chwili, kiedy pęd konia dopiero zwalniał, to znacznie później, gdy już mogła wypuścić wstrzymywane w płucach powietrze spiorunowała go zimnym spojrzeniem niebieskich oczu, próbując znaleźć jakąkolwiek prawidłowość według, której przypisał jej niezbyt dumny tytuł pyry. Chociaż jego pomoc powinna przemawiać na korzyść jego osoby, każde słowo, które spływało z jego warg godziło w jej dumę na tyle mocno, żeby mogła ignorować jego dobre intencje i skupiać się na tych złych, zapominając, ze gdyby nie on dzisiejszy dzień mógłby się dla niej skończyć mniej szczęśliwie.
Ja-nie-jestem-workiem-kartofli — warknęła pod nosem wdzięczna, że prawdopodobnie świst powietrza zagłuszył jej wręcz dziecięce rozdrażnienie. — Nie wiem, jak w Marsylii, ale w Anglii porównywanie kobiety do bulwy ziemniaka nie cieszy się dużą popularnością — dodała już głośniej, z mniejszym rozdrażnieniem, a większą dawką sarkazmu, czyli i w zamiarze z większym opanowaniem, choć nie zdziwiłaby się, gdyby jej głos zabrzmiał w powietrzu bardziej niespokojnie niż to sobie zaplanowała. Stres wywołany położeniem w jakim jeszcze przed chwilą się znajdowała wyraźnie dał się we znaki w sposobie jej zachowania, czy nawet jej pozie. Mięśnie miała spięte, nad głosem musiała panować, żeby nie drżał jej z rozemocjonowania, z tego samego powodu dłonie zaciskała na lejcach. Mimo wszystko była kobietą. Upartą, zdecydowaną i hardą, ale kobietą, tym bardziej musiała nałożyć wszelkich starań, żeby ze swoją wrażliwością odegnać od siebie złe emocje, dekoncentrujące ją i zmieniające jej pozę. Wypuściła powoli powietrze z płuc, rozluźniła ucisk palców na lejcach, spróbowała to samo zrobić z napiętymi mięśniami, prostując się w siodle, kiedy kazał jej oddać różdżkę. Bez niej czułaby się, jak bez ręki. Dlatego schowała ją za pas sukni jeździeckiej, z nieugięciem wpatrując się w tęczówki oczu mężczyzny.
Przynajmniej w jednej kwestii się ze sobą zgadzamy — przyznała mu rację, że na dziś zdecydowanie koniec nauki. Jednak wcale nie zeszła z konia. Wpatrywała się w mężczyznę w oczekiwaniu, wywierając swoim przewiercającym go spojrzeniem dziwną presję. Miał przed sobą damę. Jeśli o nią chodziło, mogła tu siedzieć do jutra i czekać aż pomoże jej zejść z konia. Przynajmniej pomogłoby jej to przegapić piekielne polowanie. Dlatego nie uginała się, cały czas taksując mężczyznę wzrokiem, dopóki rzeczywiście by nie zlazł ze swojego wierzchowca czyniąc honory dżentelmena.
Dopiero kiedy chwycił ją w pasie i pomógł jej zsunąć się z grzbietu wierzchowca i lekko wylądować na ziemi, zadarła głowę do jego twarzy, wbrew okolicznościom nie wahając się nawet momentu, zanim wspięła się na palce, sugestywnym dotykiem palców na jego karku zmuszając go do obniżenia głowy, żeby mogła złożyć wdzięczny pocałunek na jego policzku, w wątpliwej być może dla niego nagrodzie za jego ratunek, ale nie miała wątpliwości, ze nie jednemu mężczyźnie ten drobny gest wynagrodziłby wszystkie inne trudy. Chwilę później stało się coś jeszcze mniej przewidywalnego niż ten rodzaj okazywania wdzięczności. Okaz frustracji. Na tym samym policzku, na którym wcześniej złożyła pocałunek, odbił się teraz ślad jej dłoni, kiedy już z pełnym opanowaniem dodała:
Worek kartofli, tak?
Wypowiedź ta mimo spokojnego tonu pełna była kąśliwości. Chwilę później wyminęła mężczyznę, stając obok jego wierzchowca w kolejnym oczekiwaniu. Było do przewidzenia, że czekała aż uczyni jej tą uprzejmość i pomoże jej teraz dosiąść kolejnego grzbietu konia. Choćby ze zwykłej powinności, jak nie chęci pomocy.

| zt


Persuasion is often more effectual than force.


Darcy Rosier
Zawód : hipnotyzerka w rodowym rezerwacie w Kent
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Jeśli ktoś uprawia ze znawstwem sztukę perswazji, powinien wpierw wzbudzić ciekawość, później połechtać próżność, by wreszcie odwołać się do sumienia lub dobroci.
OPCM : 8
UROKI : 17
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 7
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t2082-darcy-rosier https://www.morsmordre.net/t2119-arcobaleno#31733 https://www.morsmordre.net/t2120-no-mercy#31734 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t3412-skrytka-bankowa-nr-594#59045 https://www.morsmordre.net/t2125-darcy-s-rosier#31823
Re: Warownia w Dover [odnośnik]20.04.16 3:43
 Westchnął ciężko i boleśnie nad kobiecą upartością, kiedy Darcy z nieugiętością schowała różdżkę za pas, żywiąc głęboką nadzieję, że tym razem panienka raczy nie straszyć koni, za drugim razem mógłby nie zdołać ocalić jej delikatnego szlachetnego tyłka, nieświadome najwyraźniej tego, że pozostawała panią ich ziem. Jeden fałszywy ruch, Darcy, przestrzegł ją równie nieustępliwym spojrzeniem, podejmując rzuconą mu rękawicę. Doprawdy, odrobina w d zi ę c z n o ś c i wcale by nie zaszkodziła, i, czego na głos nie powiedział, a co przez myśl przeszło mu z goryczą, w Marsylii o tym pamiętamy. Tyle dobrego, że młoda lady nie miała ochoty kontynuować wycieczki krajoznawczej, może lepiej dla niej, a może – dla tej biednej klaczy, która bez wątpienia na długo zapamięta ten dzień.
Nie wahając się zaskoczył z siodła, kątem oka wychwytując współczujące – był tego pewien, było współczujące – spojrzenie swojego rumaka, by zbliżyć się do kuzynki. Zaplótł końskie wodze we własne ramię i oplótł talię Darcy, przy okazji tego ruchu niepostrzeżenie wyjmując zza jej pasa różdżkę i wrzucając ją do kieszeni własnej szaty. Tak będzie bezpieczniej dla nas obojga, droga Darcy. Widać bliskość mężczyzny i postawienie się w roli prawdziwej damy wzbudziło w niej minimalne poczucie przyzwoitości, bowiem wreszcie postanowiła jednak podziękować. Pod naporem jej palców Thibaud pochylił głowę, a kwiatowy zapach jej perfum bezlitośnie otulił jego zmysły; pocałunek był tylko symbolem, rycerskim, adekwatnym do chwili, a muśnięcie jej delikatnych ust sprawiło, że mimowolnie jego usta wygięły się w lekkim grymasie zadowolenia, pełnym przekonania, że Darcy wreszcie pojęła, gdzie jej miejsce. Na dłużej, niż było to konieczne, zatrzymał dłoń na jej talii, kiedy ni stąd ni zowąd, dostał w pysk. Policzek zapiekł – choć nie tak mocno, jak męska duma.
Nie, musiał przyznać się przed sobą, że nie do końca za nic, nawet jeśli Darcy ostatecznie wyartykułowała to wprost. Nie był to pierwszy raz, kiedy dostał od kobiety w twarz i z całą pewnością nie był to również ostatni taki raz. A zamiast urazy, wykiełkowało w nim coś pomiędzy niedowierzaniem a zaskoczeniem z wolna przeobrażającego się w coś na kształt podziwu. Lubił charakterne kobiety. I lubił wyzwania. Claire też miała charakter.
Odruchowo przylgnął dłonią do policzka, kiedy dziewczyna już go wyminęła i krótko po niej podążył jej śladem, już bez słowa pomagając wejść jej w siodło, a potem – wskakując w nie samemu, tuż za Darcy, choć trudno powiedzieć, czy z troski o nią, czy o konia, od tyłu łatwiej było okopać nerki. Chwycił wodze, siłą rzeczy otulając ramionami Darcy i, wciąż prowadząc również klacz Darcy, żwawym stępem ruszyli w drogę powrotną.
- Zupełnie jakby mi ktoś przywalił workiem kartofli – burknął refleksyjnie nad jej uchem, kiedy jego usta wygięły się w uśmiechu, którego jego towarzyszka nie mogła już dostrzec.
/zt
Gość
Anonymous
Gość
Re: Warownia w Dover [odnośnik]14.06.21 21:03
| 20/12/1957

Dzień egzekucji był zwieńczeniem wielu tygodni intensywnego planowania i działań, które prowadziły prosto do celu. Nie mógł zignorować plotek, które docierały do niego z początkiem października, a wiązały się bezpośrednio z funkcjonowaniem Rezerwatu Albionów Czarnookich i sytuacją polityczną w Kent. Ich zadanie było jasne i klarowne, dążyli do obranego celu i musieli trzymać się założeń, aby wszystko przebiegało pomyślne. Nie mogli dopuścić do rozplenienia się kłamców i krzywoprzysięzców po ich ziemiach. Stanowili poważne zagrożenie dla nich wszystkich. Cieszył się, że z pomocą zaufanych ludzi, zasilających szeregi Rycerzy Walpurgii lub będących ich sojusznikami mógł osiągnąć swój cel. Zdobyte przez Friedricha informacje były dla niego niezwykle cenne i pozwoliły na stawienie czoła ruchowi oporu, zagrażającego ziemiom Kentu. Wraz z Elvirą udało mu się odnaleźć dwójkę ludzi, kryjących się w podziemiach w Dover, którzy doprowadzili ich do mężczyzn, których nazwiska zdążyli poznać już w pierwszej fazie. Wsparcie Xaviera, wieloletniego przyjaciela pozwoliło mu dopaść pozostałą dwójkę, w tym kobietę, która nadzorowała ich działania. Niestety, po wnikliwym przesłuchaniu i wydobyciu informacji z zatrzymanych nie udało im się ustalić, kim była osoba nakłaniająca ich do tych działań. Niemniej jednak, ku przestrodze dla innych, musieli zostać straceni, aby innym nie przyszło do głowy występowanie przeciwko Rosierom i aktualnej polityce.
Przygotował się odpowiednio. Przestudiował zapiski Balthazara, zgodnie z propozycją Tristana. Wyciągnął wnioski z płomiennych przemów własnego przodka, aby móc być gotowym na ten dzień. Nigdy wcześniej nie przemawiał, ale tym razem nie zamierzał chować się za plecami brata i grać drugie skrzypce. Całe zadanie wykonał z należytą uwagą, skupiając się na szczegółach i to wszystko było efektem jego działań. Nadzorował przebieg każdej czynności i wiedział już, co powinien zrobić. Najłatwiej było uczyć się na działaniach innych osób. Przemowa Deirdre na Connaught Square była ciekawą inspiracją i zapadła w jego pamięci. Każde słowo zapisane w dziennikach Balthazara również dało mu cenną lekcję, podobnie jak każda porada Tristana, który był dla niego wzorem od wielu, wielu lat.
Grudniowy dzień był chłodny, wiał północny wiatr, kiedy Mathieu przemierzał brukowaną drogę w stronę placu egzekucyjnego w Warowni Dover. Nie było innego, bardziej odpowiedniego i klimatycznego miejsca, które swoim urokiem działało na wyobraźnię. Normański zamek był wspaniałą lokalizacją, a ludzie bardzo chętnie zjawili się na widowisku, aby móc oglądać tych, którzy winni dbać o ich bezpieczeństwo i troszczyć się o każdy szczegół, jeśli chodziło o ziemie przynależne. Hrabstwo musiało pozostać bezpiecznym, a oni w każdym szczególe musieli dbać o to, aby ludność pozostawała lojalna i wierna ich przekonaniom. Wszyscy zapewne spodziewali się przemowy Tristana, w końcu to on był głową rodu Rosier, ale sama jego obecność w Warowni była dla Mathieu odpowiednim wsparciem. Nie mógł zawieść, musiał wszystkich przekonać, że jako ten drugi Rosier, również ma coś do powiedzenia.
Kwadrans przed południem na drewniany podest zostali wprowadzeni jeńcy. James Lynch, przemycający szlamy do Francji. Louis Summers, największe wsparcie tego pierwszego, pracujący w dokach Dover. Mark Landshaw, były dostawca świeżego mięsa do Rezerwatu Albionów Czarnookich, bezpośrednio współpracujący z odpowiedzialną za cały bunt kobietą. Dwóch mężczyzn, których wraz z Elvirą pojął w Podziemiach Kent, a których byli jedynie pionkami na planszy. I ona, Lydia Bishop, która nakłoniona przez zupełnie nieznaną sobie osobę wszczęła cały bunt. Wykorzystano jej naiwność i ból po stracie męża, który jawnie występował przeciwko nim. Wszyscy byli odpowiedzialni za działania przeciwko Czarnemu Panu na terenach przynależnych do Rosierów i musieli spotkać się z jasną odpowiedzią. Za takie występki mogło spotkać ich tylko jedno – śmierć.
Rosier odziany w wyjściową szatę stanął na drewnianym podeście, wzrokiem ignorując jeńców. Nie żałował ich, dostawali to, na co w pełni zasłużyli.
- Czarownice i czarodzieje, mieszkańcy Kentu. – zaczął, nagłaśniając swój głos przy pomocy magii. – Czyny zasługujące na największe potępienie, zawsze napotykają na swej drodze odpowiedź, napotkają sprawiedliwość, której dziś będziecie świadkami. – dobór odpowiednich słów był dla niego zadaniem niewątpliwie trudnym. Od lat borykał się z tego typu problemami, a dzisiejsze przemówienie pisał wielokrotnie, wyrzucając kolejne wersje zapisane na pergaminie prosto w ogień. Był jednak przygotowany, teraz nie było już odwrotu, kiedy wzrok wszystkich ludzi zebranych na placu Warowni skierowany był w jego stronę.
- Konieczność obrony reprezentowanych wartości jest celem nadrzędnym, chroniącym Was, lojalnych, oddanych i uczciwych mieszkańców hrabstwa Kent, którzy swoją ciężką pracą dążą do osiągnięcia powierzonych im zadań. Trudne czasy wojny zmuszają do podejmowania restrykcyjnych kroków, aby zapewnić bezpieczeństwo i porządek na ziemiach, nad którymi my, Lordowie Kent, sprawujemy opiekę. Czynności, których dopuścili się zdrajcy, mogły doprowadzić do destabilizacji sytuacji w hrabstwie i negatywnie wpłynąć na życie każdego z Was. Stworzyli zagrożenie, którego stłumienie stało się naszym obowiązkiem. – powiedział słowami wstępu, zanim płynnie przeszedł do aktu oskarżenia. – James Lynch, Louis Summers, Mark Landshaw, Simon Walsh, Peter Watson oraz Lydia Bishop zostają oskarżeni o krzywoprzysięstwo, działalność na szkodę hrabstwa Kent, wspieranie działalności Zakonu Feniksa, nielegalny przemyt, kolaborację i zostają skazani na śmierć. Krzywdy, które wymierzyliście w kierunku swych rodzin, bliskich, przyjaciół i mieszkańców Kent pozostawiam Waszemu sumieniu.  – wystosował w słowach akt oskarżenia, kierując spojrzenie po zgromadzonych. Nie analizował ich nastrojów, patrzyli z niechęcią na zdrajców klęczących na drewnianym podeście. Zmęczonych, wyczerpanych wielogodzinnymi torturami. Musieli poczuć na własnej skórze, jak to jest wystąpić przeciwko Rosierom i próbować wszczynać bunt na ziemiach przynależnych do ich Rodu. Nie mógłby postąpić w inny sposób, ten był jedynym słusznym i sprawiedliwym. Prawo i porządek istniały po to, aby ich przestrzegać.
- Każde działanie przeciwko prawu napotka na swej drodze odpowiedź z naszej strony. Doceniamy lojalność i wsparcie, trud drogi, którą pokonuje tak wielu, aby otaczający nas świat był zgodny i bezpieczny. Lepsze jutro kraju leży w naszych rękach, a tylko odpowiedzialność czynów, oddanie sprawie i wytrwałe dążenie do stawianych sobie celów doprowadzi nas do wspólnej, wspaniałej przyszłości. – zakończył tymi słowami, odsuwając od siebie głośnię. Przesunął wzrok na skazańców, którzy doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że śmierć niemal stoi za ich plecami. Wiatr wzmógł się, płatki śniegu opadały na zebranych na placu ludzi. Nie miał im więcej do powiedzenia, w swoich słowach starał się zawrzeć wszystko to, co leżało mu na sercu. Ich działalność przeciwko Kent była czynem haniebnym, oskarżał ich o wszystko, co związane było ze wzmaganiem buntu. Nie mogli sobie pozwolić na taką działalność. Nie na ich ziemiach…
- Wyrok wykonać. – zwrócił się krótko w stronę strażników, którzy znajdowali się na drewnianym podeście. Trwało to chwilę, oskarżeni zostali ścięci w akcie miłosierdzia. Sześć głów ze stukotem opadło na deski, a krew rozlała się z otwartych żył, brudząc jasne śnieg zalegający pod nimi. Nie było innej możliwości, niżeli dokonanie ich żywota, nie było innej odpowiedzi na ich działanie i wszyscy zebrani na placu powinni wiedzieć, że Rosierowie w każdy możliwy sposób będą bronili własnych ziem przed zgubnym wpływem buntowników i Zakonu Feniksa.
Zszedł z podestu, nie odwracając głowy w stronę skazańców, a raczej ich martwych ciał. Byli dla niego nikim, truchłem, które nie zasługiwało na żadne wyrazy szacunku. Popełnili błąd, występując przeciwko nim. Popełnili błąd, zagrażając Rezerwatowi, zagrażając hrabstwu i jego mieszkańcom. Tłum powoli opuszczał teren Warowni, miał nadzieję, że przemyślą słowa skierowane w ich stronę, że będą pamiętać przez długi czas, z jaką dbałością Rosierowie troszczą się o własne ziemie, a każdy objaw buntu będzie stłumiony w zalążku. Tak jak ten. I choć miał nadzieję, że nikomu więcej nie przyjdzie do głowy planowanie rebelii w hrabstwie Kent, nie mógł być pewien, co przyniosą kolejne dni. Wojna nie dobiegła jeszcze końca, musieli być gotowi na wszystko.
Opuścił kamienny plac Warowni w Dover jako ostatni, długo po tym jak truchło zdrajców zostało zabrane z publicznego widoku. Wpatrywał się przez chwilę w krew odznaczającą się wyraźnie na bieli śniegu. Zrobił coś, czego nigdy wcześniej nie dokonał i wiedział, że to dopiero początek jego drogi.

ZT



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Warownia w Dover
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach