Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Ogrody Preen Manor
AutorWiadomość
Ogrody Preen Manor [odnośnik]08.05.16 23:52
First topic message reminder :

Ogrody Preen Manor

W obrośniętych prastarym lasem, położonych wysoko nad poziomem morza terenach kryje się okoliczna perła, najstarszy w Europie cis. Według mugolskich podań, został on posadzony w dwunastym wieku przez kluniackich mnichów, lecz czarodziejskie legendy nazywają Preen Manor lokalnym miejscem kultu, którego sercem było ponoć wiekowe drzewo. Cis objęty jest przez ród Averych ścisłą ochroną, jednak raz na jakiś czas któryś z brytyjskich różdżkarzy dostaje zezwolenie na pozyskanie odrobiny drewna do produkcji różdżek. Dookoła odrestaurowanych i udostępnionych do zwiedzania ruin klasztoru, w których mieści się również mała kawiarnia, utworzony został ogród, uformowany w osiemnaście odrębnych stylem części, przechodzących jedna w drugą i skupiający w sobie wyjątkowe rośliny z całego kontynentu - uzdolnieni zielarze z pewnością znajdą tu kilka rzadkich okazów. Z trawiastych tarasów, w które wkomponowane zostały ogrody wodne, rozciąga się świetny widok na Wenlock Edge.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Ogrody Preen Manor - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Ogrody Preen Manor [odnośnik]21.09.18 7:59
Westchnęłaby cicho, wywróciłaby oczami i uśmiechnęłaby się z politowaniem - gdyby tylko była normalną kobietą, reagującą w ten sposób na farmazony wypowiadane przez niezorientowanego w podejściu do dzieci mężczyznę. Sama nie przepadała za najmłodszymi, unikała kontaktów z nimi, nie posiadała też instynktu macierzyńskiego, ale wychowanie dziewczynek mimo wszystko kładło nacisk na pewną wrażliwość. Spostrzegawczość, obserwację tego, jak latorośle krewnych się bawią, co lubią, czego się boją. Początkowo gardziła tą słabością, żałując, że nie potrafi całkiem zobojętnieć na spojrzenia wielkich oczu w pulchnych buziach, ale z czasem zaczęła doceniać rodzącą się mimochodem empatię. Nic nie wzruszało bardziej niż kobieta z dzieckiem, wykorzystywała to nieraz w swoich rozpaczliwych kłamstewkach w Wenus, nie tylko obdarowywana dodatkowymi galeonami, ale i unikająca przykrego losu zbyt agresywnego klienta. Z dzieci zaś wyrastali przecież dorośli, świadomość całego procesu i zakorzenionych od najmłodszych lat lęków i pragnień, pozwalała lepiej manipulować ich dorosłymi wersjami. Ramsey nie doceniał przeciwnika, ale nie zamierzała ciosać mu o to różdżki na głowie. To on tu rządził, dosłownie i w przenośni, a ona służyła mu radą. - Nie o to chodzi - zaprzeczyła więc po prostu, swobodnie, bez krytyki, ale i bez przejęcia rodzicielską ignorancją. - Oprócz bezpiecznej osoby potrzebują także bezpiecznego miejsca, choćby i zbudowanego z koców, by mogły tam zregenerować swoją moc. I intensywniej nad nią nie panować, gdy przyjdzie odpowiedni moment - wyjaśniła cierpliwie, nie drążąc już tego tematu. Jeśli Mulciber uzna jej sugestie za sensowne, wykorzysta je. Strzępienie języka na próżno nie było w jej stylu, zwłaszcza w kryzysowej sytuacji. Nie dość, że przestali twardo stąpać po ziemi, to jeszcze magia wokół nich została zaburzona na tyle, by poważnie oddziaływać na ich ciała. W pierwszej chwili Deirdre uznała, że to chwilowa słabość, krwawienie z nosa, zdarzające się ostatnio nagminnie nawet przy używaniu różdżki do banalnych zaklęć; zawroty głowy wywołane frunięciem w powietrzu. Sekundę później już wiedziała, że to coś znacznie gorszego, pulsujący ból żył, krew ściekająca nawet z kącików ust. Otarła twarz rękawem szaty: musieli jak najszybciej ewakuować się z tego miejsca, spetryfikowana Julie widocznie dalej oddziaływała na otoczenie. - Myślisz, że jej choroba może intensyfikować anomalie? - spytała, zaciekawiona pomimo osłabienia, po czym kiwnęła głową na niewerbalną sugestię udania się jak najszybciej do Gwiezdnego Proroka. Rozmyta grawitacja pomagała w szybszym poruszaniu się: ponownie odbiła się od gałęzi i nakierowana przez Ramseya, pofrunęła wraz z nim w bok, w odpowiednim kierunku.


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
no way you'll see me crawl
like a shark I'll be ripping you apart and celebrate
with lots of champagne

OPCM : 37 +3
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +5
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Re: Ogrody Preen Manor [odnośnik]21.09.18 7:59
The member 'Deirdre Tsagairt' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - DN' :
Ogrody Preen Manor - Page 2 6joQUZP
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Ogrody Preen Manor - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Ogrody Preen Manor [odnośnik]23.09.18 21:07
Dzieci, które pozostawały zamknięte w piwnisach Gwiezdnego Proroka miały nigdy nie wyrosnąć na silnych i potężnych czarodziejów. Ich psychika nie wymagała lat pracy — tak sądził, skrupulatny plan badań, który tworzył sukcesywnie w swojej głowie zakładał szybkie, bo kilkuletnie przejawy zamierzonych skutków. Obskurodziciele, który dorastali wieku młodzieńczego lub dorosłego, nie zdarzali się, a nawet jeśli historia odnotowywała takie przypadki, były wyjątkami, które mógł brać pod uwagę, lecz których odsetek był wciąż tak niewielki, że mieściły się w granicach dopuszczalnego badawczego błędu. Umysły dzieci wydawały mu się mniej skomplikowane — nie chciał, by dorastały, by stawały się silne, oporne, by za dziesięć, piętnaście lat wyhodowały sobie trujące ziarno żądzy zemsty za to, co im zrobił. Nie dożyją, powtarzał w myślach, w ciszy spoglądając na lewitującą tuż za nim, pomiędzy gałęziami Deirdre. Przypominała dzikiego kota, który wspina się po wysokich drzewach, przeskakuje z jednego na drugie, depcząc mu po piętach. Jej jasna skóra kontrastowała z zielenią liści i czernią szat, które miała na sobie.
— Dobrze. Zapewnij im wszystko, czego według ciebie potrzebują — odpowiedział jej, nie chcąc podważać jej zdania. Nie mylił się; nigdy, lecz jeśli miało to przynieść jej większą satysfakcję, a wiara w uczynienie wszystkiego co niezbędne w celu stworzenia odpowiedniego środowiska dla obiektów badawczych, mógł jej na to pozwolić.
Przetarł twarz dłonią, rozmazując sobie krew pod nosem, na górnej wardze, pod uszami. Westchnął ciężko, wciąż trzymając się blisko lewitującej, spetryfikowanej Julienne. Las powoli się kończył, zaraz powinni dotrzeć do miasta. Może trafią do Błędnego Rycerza, a może zaryzykują użyciem kominka, pomimo świadomości, że od wyprawy do Azkabanu nie działały jak należy.
— Jeśli posiada defekt również w magicznym kodzie, to kto wie. To prawdopodobne — odpowiedział jej, nie spoglądając już przez ramię. Odepchnął się nieco od ostatniej gałęzi i razem z dziewczynką ruszył w kierunku pobliskich dachów. Nie wiedzieli jak długo będzie ich nękał — lub wspomagał — kłopot z grawitacją. Musieli znaleźć bezpieczne miejsce. Mała lady Avery zetknęła się lekko z kominem. Chwycił ją i podążył po rynnie na skraj dachu. Słabość nie opuszczała go, wręcz przeciwnie. Z każdą chwilą się nasilała. Obraz zaczął się rozmywać, mdłości ustały, a on, utracił świadomość, bezwładnie unosząc się przy ceglanej dachówce.



0/211 Sad (psychiczne)



pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Ramsey Mulciber
Zawód : Niewymowny
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler

Świat smakuje jak machora
a machora jak ten świat,
kiedy przyjdzie na mnie pora
sam wyostrzę czarny bat.
OPCM : 40
UROKI : 20 +2
ALCHEMIA : 0 +3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +7
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5 +3
Genetyka : Jasnowidz
Ogrody Preen Manor - Page 2 BfgY2uH
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-ursus#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Re: Ogrody Preen Manor [odnośnik]23.09.18 21:07
The member 'Ramsey Mulciber' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - DN' :
Ogrody Preen Manor - Page 2 N2btFvL
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Ogrody Preen Manor - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Ogrody Preen Manor [odnośnik]27.09.18 10:39
Nie wyczuwała w głosie Ramseya znużenia czy też odpowiedzi wymuszonej jej przesadną troską - uspokoiła się, słysząc, że pozostawiał opiekę nad dziećmi w gestii Deirdre. I nawet jeśli było to podyktowane jedynie chęcią świętego spokoju, to i tak uznała to za partnerski, równościowy gest. Mężczyźni zazwyczaj negowali jej propozycje, niezależnie, czy były rozsądne czy też nie: zaprzeczanie weszło im w krew, zwłaszcza wobec sugestii kobiety, odgórnie uznanej za słabszą i głupszą. Mulciber miał wszelkie prawo - także to wynikające z dominacji w hierarchii Rycerzy Walpurgii - by zbyć Tsagairt pogardliwym prychnięciem, ale nie robił tego. Doceniała te małe, niewidoczne dla innych gesty, umacniając się w przekonaniu, że posiada w Ramseyu jeśli nie przyjaciela, to doskonałego sojusznika, partnera w trudnej sztuce wychowania nabuzowanych mroczną mocą dzieciątek.
Nie odpowiedziała, po prostu koncentrując się na tym, by pochwycić się kolejnych gałęzi drzew a później - by sprawnie lewitować pomiędzy kominami i dachami, nie dając porwać się wiatrowi. Współpracowali razem w tej powietrznej przepychance, wkrótce znajdując się już blisko docelowego miejsca. Mulciber umiejętnie manewrował bezwładnym ciałkiem Julienne, dbając o to, by nie uderzała w gzymsy i gargulce zdobiące dachy starych kamienic. Skupienie się na drodze uniemożliwiało konwersację, dlatego Deirdre milczała.
- Czujesz to? - spytała po dłuższym czasie, orientując się, że fruną coraz niżej, że grawitacja zdaje się wracać na swe naturalne tory, ściągając ich na ziemię w jakimś zaułku, niedaleko Gwiezdnego Proroka. Chciała wykorzystać jak najwięcej lekkości anomalii, ale już po kilku sekundach jej buty dotknęły ziemi a obok niej wylądował Ramsey. - Co... - zaczęła, odwracając się w jego stronę, ale Mulciber padł na ziemię. Bez czucia, bez jęku, wypuszczając z rąk drobne ciałko upośledzonej dziewczynki. Twarz mężczyzny była blada - anomalia, kolejna, tym razem naprawdę paskudna. Tsagairt westchnęła, rozglądając się dookoła. Nie zdołałaby zaciągnąć mężczyzny do nowego przedszkola, musiała go więc tutaj zostawić. Zamierzała wezwać Cassandrę, rozważała nawet przekazanie tej informacji nieprzytomnemu niewymownemu, ale wątpiła, by coś trafiło do jego umysłu. Z trudem podniosła dziewczynkę. Ze względu na swoją chorobę ważyła niewiele, Deirdre była więc w stanie donieść ją do Gwiezdnego Proroka a później zawiadomić Vablatsky o miejscu przebywania nieprzytomnego Ramseya.

| ztx2


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
no way you'll see me crawl
like a shark I'll be ripping you apart and celebrate
with lots of champagne

OPCM : 37 +3
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +5
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Re: Ogrody Preen Manor [odnośnik]15.04.20 11:51
12.04.1957r.

Gdzie mogła czuć się bezpiecznie, jeśli nie u siebie, nawet jeśli to u siebie w tym przypadku trzeba byłoby interpretować dość szczodrze i szeroko? Zresztą, mimo upływających lat, mimo zebranych doświadczeń wciąż nie potrafiła pogodzić własnej natury z chłodną, racjonalną ostrożnością, w stronę której pchał ją rozum. Co innego, jeśli chodziło o komfort. Jak na kogoś charakteryzującego się ponadprzeciętnym głodem nowych przeżyć, bardzo łatwo przychodziło Elaine zrezygnować ze starań w tym kierunku na rzecz cieszenia się wygodą przynależną jej statusowi. Nie inaczej stało się w jej własne urodziny, które ostatecznie zdecydowała się spędzić stosunkowo skromnie, ale przede wszystkim - do bólu nie ekstrawagancko; na terenach strzeżonych przez Avery, z własnym bratem. Z drugiej strony, czy w jej wieku było jeszcze miejsce na wielkie celebracje? Mogła jednak pozwolić sobie na prezent, a spędzenia czasu z dawno niewidzianym bratem było jednym z cenniejszych, na jakie mogła sobie pozwolić.
Pogoda była dość łaskawa; wszelkie ślady po przelotnym deszczu poprzedniego wieczora zniknęły bez śladu dzięki bezchmurnej pierwszej połowie dnia. Spacer był kuszącą perspektywą, póki co jednak Elaine zadowoliła się krótką przechadzką do kawiarni, by zająć ostatecznie miejsce przy jednym z zewnętrznych stolików w najlepszym widokiem na otaczające lokal ogrody. Nie potrafiłaby rozpoznać i nazwać większości rosnących tu roślin, nie przeszkadzało jej to jednak cieszyć się ich widokiem.
Kojący spokój tego otoczenia udzielił się i jej. Przymykając oczy wystawiła twarz do słońca, chłonąc ciepło jego promieni, na jakiś czas zapominając o zagrożeniu pojawienia się kolejnych piegów na jej permanentnie bladej cerze i… cokolwiek poważniejszych zagrożeniach też. Dźwięk ptaków, pszczół, zapach kwiatów z okolicy mieszającym się z zapachem kwiatów i ciast dochodzących z wnętrza kawiarni bardzo ułatwiały odcięcie się od problemów dnia codziennego. Nabrała nawet ochotę, rzecz w jej przypadku wyjątkowo rzadka, żeby zjeść coś grzesznie słodkiego. Z tym jednak zamierzała się jeszcze wstrzymać, ostatecznie oczekiwała towarzystwa i nie miała wątpliwości, że pojawi się ono wkrótce. Byłoby niegrzecznie nie poczekać z zamówieniem, odprawiła więc kelnerkę, która z dużą dozą niepewności z jednej strony, a niezbyt dobrze odegraną służalczością z drugiej podeszła do jej stolika, z miejsca i z pośpiechem proponując różne specjały.


It goes on, this world
Stupid and brutal
But I do not
I do not
Elaine Avery
Zawód : strażniczka pamięci
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
jestem z wieczoru,
który nie chce usnąć
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
in all chaos, there is calculation
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6750-elaine-avery#176175 https://www.morsmordre.net/t6767-appenine https://www.morsmordre.net/t6764-my-heart-is-made-from-gold#176786 https://www.morsmordre.net/f230-shropshire-ludlow-castle https://www.morsmordre.net/t6766-skrytka-bankowa-nr-1694 https://www.morsmordre.net/t6765-e-avery
Re: Ogrody Preen Manor [odnośnik]18.04.20 15:32
12/04


Wiosenne powietrze przepełnione słodyczą budzącej się do życia przyrody drażniło nozdrza Eddarda. W całej scenerii był jedynym niewpasowującym się elementem w otaczający go krajobraz. Z naturalną bladością na twarzy, podkreślaną przez kruczoczarne włosy zaczesane elegancko do tyłu. Wargi wyginały się w bladym półuśmiechu, wszakże jego oblicze nie powinno być spowite całunem ponurości, która ostatnio stawała się coraz częstym gościem i towarzyszką lorda Nott. Jednakże wraz z początkiem kwietnia przyszła nowa nadzieja; minister postanowił jawnie wystąpić przeciwko tym, którzy plugawili londyńskie ulice. Czyż to nie był czas triumfu? Uspokajało to nieco Eddarda, który do tej pory z każdym dniem zdawał się być coraz bardziej przepełniony irracjonalną złością.
Jednakże nie przyszedł tu spowiadać się ze swoich bolączek, nie wybaczyłby sobie także, gdyby jego posępność zmazała uśmiech z twarzy najdroższej siostry, która miała być dzisiaj w centrum jego uwagi. Być może byli i zbyt starzy na to, aby hucznie celebrować kolejne urodziny, ale każdy zasługiwał na chwilę uwagi w tym dniu. Eddard zawsze robił się nieco nostalgiczny, myślami wracał do wydarzeń z ubiegłego roku, analizował i zastanawiał się, czy zrobił wszystko co zrobić powinien. Jednakże dzisiaj to Elaine musiała dokonać swoistego rachunku sumienia i odpowiedzieć sobie na pytanie, czy wykorzystała ten rok w pełni.
Zerknął na tarczę kieszonkowego zegara, który po chwili wsunął do małej kieszonki. Wyjątkowo odstąpił dzisiaj od czerni, którą tak chętnie przywdziewał. Dzisiejszy strój zdominowany był przez rodowe barwy, które łagodziły nieco surowe oblicze lorda. Uśmiechnął się nieco szerzej, gdy po wejściu do kawiarni spojrzenie jego czarnych niczym węgiel oczu odnalazło lady Avery. Jego słodką Elaine. Energicznym, a jednocześnie nie pozbawionym wrodzonej, lwiej dumy krokiem zbliżył się do niej. - Witaj, Ellie - przywitał się z nią, a na jego słowach zatańczyła czułość, o którą niewielu mogłoby go posądzić. Zamknął ją w krótkim uścisku. Nawet nie wiedział, jak bardzo potrzebował tego spotkania, dopóki nie znalazł się u jej boku. - Wszystkiego najlepszego, najdroższa siostro. Abyś nie żałowała żadnej z podjętych decyzji - odparł, po czym z kieszeni wyciągnął skromny podarek. Były to egipskie perfumy zrobione na bazie olejów, dużo trwalsze od tych o alkoholowej podstawie.
Eddard Nott
Zawód : quia nominor leo
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
So crawl on my belly 'til the sun goes down
I'll never wear your broken crown
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6094-eddard-nott https://www.morsmordre.net/t6134-icarus https://www.morsmordre.net/t6133-you-can-t-be-trusted-around-me https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t6135-eddard-nott
Re: Ogrody Preen Manor [odnośnik]26.04.20 22:16
Pośród wszystkich wydarzeń, które miały miejsce w ciągu dwunastu miesięcy od jej ostatnich urodzin, one same zupełnie ginęły w tle. Miały jednak swoją wagę; a przynajmniej – mogłyby ją mieć, gdyby traktować je jako pretekst do rozliczenia się z samą sobą. Nieszczególnie pociągało to Elaine. Kiedy zdrowie zupełnie ją zawiodło, otarła się mimowolnie o refleksję nad tym, na ile spełnione było jej dotychczasowe życie. Na ile ona czuła się w nim spełniona. Od tego czasu skrzętnie omijała wszelkie myśli o podsumowaniach. Wystarczyło jej postanowienie, by wydobrzeć. By nabrać sił i zacząć działać. Tragedie już jej nie pochłaniały; myśl o tryumfie – owszem. Tego dnia nie to jednak było dla niej najważniejsze. Nawet nie urodziny, nawet nie ona w tym wszystkim.
- Ned…! - nie miała w zwyczaju podnosić głosu, ale nawet w charakterystycznym dla niej półszepcie z łatwością dało się usłyszeć radość z widoku brata. Kiedy tylko ich spojrzenia się spotkały, na jej twarzy zagościł równie szeroki uśmiech, co jego. Energię jego kroków oddała w szybkim poderwaniu się z miejsca, by odwzajemnić uścisk. W jednej sekundzie lady Avery stała się panienką Nott, młodszą siostrzyczką w ramionach starszego brata. Dzień zrobił się jakby cieplejszy, bardziej słoneczny, bardziej wiosenny. Jakby skrzyżowany z dziecięcymi wspomnieniami, zupełnie daleki od scenerii ich nowej codzienności.
- To życzenia, czy wyzwanie? - Rzuciła z nutą rozbawienia w głosie, a zarazem z odrobiną roztargnienia, bo jej uwagę mocno przykuł podarunek, któremu towarzyszyły te słowa. Nie dlatego, że nie były ważne. Bardziej dlatego właśnie, że były śmiertelnie poważne, a ona uparcie chciała wydrzeć losowi jeszcze choćby chwilę beztroski. Rozkosznej lekkości bytu. A przy tym prezent naprawdę był trafiony; elegancki i egzotyczny zarazem. Interesujący. - Dziękuję. Na pewno są zachwycające.
Gustu nie można było Eddardowi odmówić. Cecha oczywiście rodzinna; widoczna nawet przy doborze stroju (nie przypadkiem we wdowią czerń wplecione były bardzo delikatne, roślinne motywy w barwach nottowskich). Odkładając ciekawość dość dosłownie na bok, dokładniejsze badanie nowych perfum wypadało zostawić na później. Zajmując z powrotem swoje miejsce przy stoliku, Elaine wsunęła je ostrożnie do swojej niewielkiej torebki. Przez krótką chwilę wzrokiem szukała kelnerki, ta jednak zniknęła, najpewniej w środku lokalu. Cóż, wyczucie chwili ewidentnie nie było jej mocną stroną.
- No dobrze, drogi braciszku. Zanim zdecyduję, czy liczymy dziś czas w kieliszkach, czy karafkach, przyznaj się – ile go mamy?


It goes on, this world
Stupid and brutal
But I do not
I do not
Elaine Avery
Zawód : strażniczka pamięci
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
jestem z wieczoru,
który nie chce usnąć
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
in all chaos, there is calculation
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6750-elaine-avery#176175 https://www.morsmordre.net/t6767-appenine https://www.morsmordre.net/t6764-my-heart-is-made-from-gold#176786 https://www.morsmordre.net/f230-shropshire-ludlow-castle https://www.morsmordre.net/t6766-skrytka-bankowa-nr-1694 https://www.morsmordre.net/t6765-e-avery
Re: Ogrody Preen Manor [odnośnik]02.05.20 21:05
Minione miesiące nie stały pod szczęśliwą gwiazdą, nie dla rodzeństwa Nott. Mimowolnie Eddard zaczął się zastanawiać kiedy ich liczna, zjednoczona rodzina stała się tak podzielona? Najstarszy z nich był już blednącym powoli obrazem we wspomnieniach rodziny, natomiast chociażby najmniejsza wzmianka o Percivalu wywoływała złość i bolesne wspomnienia wydarzeń ze szczytu. A słodka Elaine? Kolej rzeczy nakazywała, że najpiękniejsza lady Nott została oddana w ręce Averych. I został jedynie on, oraz młodszy brat z całej piątki. Czy życie musiało obejść się z nimi tak okrutnie? Takie refleksje pojawiały się w jego głowie na chwilę przed opuszczeniem dworu Nottów. Kiedy ostatecznie pojawił się na miejscu, nie chciał, aby ponure myśli wpłynęły negatywnie na dzisiejsze spotkanie.
Tym bardziej, że widok Elaine w lepszym zdrowiu sprawił iż na jego twarzy pojawił się szczery i od dawna nieoglądany przez świat uśmiech. Zawsze potrafiła wyciągnąć z niego wszystko co najlepsze. Dlatego już nie trapiło go wspomnienie ostatniego, przypadkowego spotkania z bratem. Z wnętrza jego klatki piersiowej wydobył się krótki śmiech. - Pobożnym życzeniem - mruknął z rozbawieniem jeszcze pobrzmiewającym w głosie. Miał nadzieję, że prezent jej się spodoba. Sam Eddard uznał zapach za dosyć zachęcający i gdy podczas jednej z ostatnich wypraw w Egipcie dotarł do jego nozdrzy, od razu skojarzył go z Elaine. I cóż, raczej nie zdarzało mu się robić nietrafionych prezentów, a jeżeli tak było to Ellie potrafiła naprawdę dobrze to przed nim ukrywać. Spojrzał na nią i uniósł jedną brew ku górze. - Najdroższa siostro, czy naprawdę sądzisz, że popełniłbym takie faux pas i nie zarezerwował dla ciebie czasu do końca dzisiejszego dnia? - rzucił, a na jego twarzy zamajaczył ten lekko zadziorny, pewny siebie uśmieszek, którym chętnie rzucał podczas salonowych wojaży, sprawiając, że pannom uginały się kolana i wydawało się, że w sali bankietowej robiło się jakoś cieplej. - Zatem sprawdźmy, co godnego jubilatki możemy dzisiaj zamówić - dodał jeszcze, a długie, blade palce powędrowały w stronę karty przedstawiającej asortyment lokalu znajdującego się wśród pięknych ogrodów Preen Manor.
Eddard Nott
Zawód : quia nominor leo
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
So crawl on my belly 'til the sun goes down
I'll never wear your broken crown
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6094-eddard-nott https://www.morsmordre.net/t6134-icarus https://www.morsmordre.net/t6133-you-can-t-be-trusted-around-me https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t6135-eddard-nott
Re: Ogrody Preen Manor [odnośnik]03.06.20 11:58
Chociaż swoją – ich – rodzinę uważała mimo sporów i utarczek, nieodzownych przecież w przypadku dość licznego rodzeństwa o silnych charakterach za zjednoczoną i silnie przynależną do reszty rodu Nottów, a dopiero wydarzenia ubiegłego roku na zawsze pogrzebało tą wizję, ją samą doświadczenie już dawno nauczyło żyć w rozdarciu. Bez mrugnięcia okiem rozczłonkowywać własną duszę. Nie było w tym czarnej magii powiązanej z pogonią za wiecznością, jedynie próba przeżycia w świecie, który szczególnie od kobiety jej stanu wymagał niekończących się wyrzeczeń cząstek siebie; cząstek, których ona sama nie potrafiła zupełnie zniszczyć. A może po prostu – wcale nie chciała? Może gdyby nie zaznała dość swobody w dzieciństwie, nie żyłaby później podobnymi dylematami. Miała jednak to szczęście i dopiero gdy milowymi krokami zbliżały się dorosłość, małżeństwo, macierzyństwo, musiała nabrać ostrożności. Pozwalała jednak nadal swoim wadom istnieć, cichutko, tuż pod powierzchnią, poza krótkimi, coraz mniej licznymi momentami zapomnienia. Tyle mogła, kiedy żyła jeszcze w cieniu i pod opieką ojca, braci, męża. Te dni też były jednak policzone. Wreszcie mogła stanowić o sobie; sobie i swoim synu. W ramach konwenansów, oczywiście.  A to znaczyło też, że była całkiem odsłonięta. Nieuchronnie zbliżał się czas decyzji bez odwrotu. Choć Elaine jedynie to przeczuwała, Eddard wiedział o tym więcej, niż większość. On już się zadeklarował.
- Skoro tak, pierwszy toast wypijmy za życie bez żalu. – Odparła ugodowo, choć nie bez rozbawienia. Nie miała najmniejszego zamiaru rozwodzić się nad tym, jak wiele powodów każde z nich miało, by go odczuwać. Przez chwilę jeszcze pozwoliła sobie na rozkojarzenie spowodowane prezentem, po czym całość uwagi przekierowała na starszego brata. Jak w lustrzanym odbiciu, jedna z jej brwi również powędrowała ku górze. - Drogi braciszku, doskonale zdaję sobie sprawę z tego, jak cenny jest twój czas. Dlatego tylko pozwoliłam sobie na moment zwątpienia.
Na wpół udana, niewinna mina nijak nie pozwalała ukryć, że Elaine otwarcie przedrzeźniała Eddarda. Cóż, niektóre przywileje młodszej siostry nie mają daty ważności. Nie chodziło oczywiście o to, że towarzystwo brata nie było jej drogie; ale ten uśmiech! Takim Nott nigdy nie powinien traktować drugiego Notta. - Kieliszek szampana to oczywista sprawa, ale domagam się również białego wina. I czegoś… - nie dokończyła, studiując kartę, ze szczególną uwagą przeglądając ofertę sezonową. Wiosna była w rozkwicie, a w raz z nią oferta kawiarenki wzbogaciła się o kilka finezyjnych specjałów wykorzystujących pierwsze sezonowe owoce i… kwiaty. – smacznego.


It goes on, this world
Stupid and brutal
But I do not
I do not
Elaine Avery
Zawód : strażniczka pamięci
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
jestem z wieczoru,
który nie chce usnąć
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
in all chaos, there is calculation
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6750-elaine-avery#176175 https://www.morsmordre.net/t6767-appenine https://www.morsmordre.net/t6764-my-heart-is-made-from-gold#176786 https://www.morsmordre.net/f230-shropshire-ludlow-castle https://www.morsmordre.net/t6766-skrytka-bankowa-nr-1694 https://www.morsmordre.net/t6765-e-avery
Re: Ogrody Preen Manor [odnośnik]26.12.21 17:05
3 marca 1958


Ostatni raz była w Shropshire na początku stycznia; żegnała się wylewnie ze starą matką, gdy bracia pomagali w przenoszeniu ostatnich mebli potrzebnych do przeprowadzki. Gdy powracała do Wielkiej Brytanii po latach spędzonych na obczyźnie, odniosła wrażenie, że w rodzinnych stronach absolutnie nic się nie zmieniło. Zupełnie tak, jakby przestrzeń, wśród której wyrośli i żyli przez lata, zatrzymała się w czasie. Zmiany odbijały się jednak na ludziach — widziała, jak czas odkładał się w płytkich zmarszczkach pojawiających się na twarzy matki, jak wyziębiał jej szczupłe dłonie. Jak pierwsze pasma siwizny pojawiały się w jasnych włosach jednego z najmłodszych braci, jak skóra marszczyła się przy oczach kolejnego z nich, gdy uśmiechał się szeroko do zabawiającej go siostrzenicy. Vanity Palace pozostało nietknięte pomimo niemalże dekady dzielącej wyjazd i przyjazd Valerie.
Nie miała jednak okazji do zwiedzania — inne myśli zajmowały jej główkę, zresztą pogoda nie stanowiła dobrego sojusznika. Z początkiem marca miała nadzieję, że sytuacja delikatnie się poprawi. Śnieżnobiałe Shropshire było jedyną lepszą alternatywą od towarzyszącej im zewsząd szarości hrabstwa.
— Nawet o tej porze roku jest zachwycająco... — szepnęła, a jej ciepły oddech rozlał się w powietrzu mleczną mgiełką. Białe zęby błysnęły w uśmiechu spomiędzy warg potraktowanych szminką w kolorze zgaszonego różu. Przyjemna odmiana od karminu, który zwykł towarzyszyć jej na scenie. Dzięki temu, wraz z pojawiającymi się w uśmiechu dołeczkami w policzkach, wydawała się wyglądać nawet odrobinę niewinnie. Zupełnie tak, jakby kilka miesięcy wcześniej pan Sallow nie był osobiście odpowiedzialny za skropienie jej dłoni krwią Franza Kruegera. Ciężkie powietrze sierpniowej nocy wydawało się być tak odległe, jak tylko być mogło. Okrutne Shropshire nie zostało obojętne na nowe perspektywy, o których opowiadał jej rzecznik ministerstwa tamtej pamiętnej nocy.
W inauguracji nowego porządku brał udział jej dumny narzeczony. Jeżeli mówił, że było bezpiecznie, Valerie nie miała powodu, by mu nie wierzyć.
— Widziałeś tutejsze wodne ogrody? Jak myślisz, zamarzły? — przechyliła głowę w kierunku ramienia narzeczonego, przez moment opierając ją o nie. W jej głosie pobrzękiwała szczera ciekawość — możliwość spędzenia kolejnego dnia z człowiekiem, którego darzyła równie ciepłymi uczuciami, stanowiła wyjątkowo przyjemną okoliczność. Śnieg chrzęścił pod nogami, gdy przechodzili niedaleko słynnego drzewa. Valerie dała do zrozumienia — delikatnie i nienachalnie — że chciałaby przystanąć przy nim na dłużej. — Czy twoi przodkowie nie otaczali podobną opieką własnych lasów? — zapytała cicho, zsuwając dłoń dotychczas spoczywającą bezpiecznie na ramieniu mężczyzny w dół, aby spleść razem ich palce. Jasnoniebieskie spojrzenie odruchowo odszukało to drugie, zielone. — Gdy byłam młodsza, słyszałam kiedyś taką historię. Nie pamiętam już szczegółów, ani tego, kto dokładnie mi o tym powiedział... Rozmawiałeś kiedyś z Septimusem na ten temat? — tylko dlaczego nagle umysł śpiewaczki skupił się na starej rozmowie o lesie?


you tried to change, didn't you?
closed your mouth more, tried to be softer, prettier, less volatile, less awake. you can't make homes out of human beings. someone should have already told you that.
Valerie Sallow
Zawód : Celebrytka, śpiewaczka
Wiek : 29/30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
delicate in every way but one
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t10881-valerie-vanity#331558 https://www.morsmordre.net/t10918-andante#332758 https://www.morsmordre.net/t10920-tell-me-i-m-your-midnight-muse#332762 https://www.morsmordre.net/f408-kensington-harley-gardens-10 https://www.morsmordre.net/t10921-skrytka-bankowa-nr-2362#332773 https://www.morsmordre.net/t10919-v-vanity#332759
Re: Ogrody Preen Manor [odnośnik]27.12.21 22:14
3.03

Okropne mrozy wreszcie zelżały, temperatura oscylowała wokół zera, ale śnieg wciąż leżał na ziemi i skrzył się w nieśmiałych promieniach popołudniowego słońca. To ledwo przebijało się przez ciężkie, szare chmury, ale - jak na Shropshire - pogoda była całkiem udana. O wiele lepsza od magicznej burzy, która zaskoczyła Corneliusa w zeszłym tygodniu. Od Walentynek zwlekał z zabraniem narzeczonej do rodzinnego hrabstwa. Choć sympozjum przebiegło w spokojnej atmosferze, doniesienia o kryjówce rebeliantów nad rzeką Severn spędzały Corneliusowi sen z powiek. Nie, żeby bezpieczeństwo jednej lokacji mogło zagrozić stabilności całego hrabstwa - to trzymało się mocno po słusznej stronie konfliktu, będąc konserwatywną ostoją od wieków dzięki żelaznemu uściskowi Averych i srebrnej mowie Sallowów. Chodziło jednak o honor, o bezczelność, o fakt, że Zakon Feniksa śmiał zagnieździć się tak jawnie w rodzinnych stronach Corneliusa. Był rad, że Rycerze Walpurgii pomogli mu w oczyszczeniu Shropshire, a dzięki postawionym przy rzece zabezpieczeniom, rebelianci nieprędko powrócą w to miejsce. Taka okazja wymagała celebracji - niedawno przyszedł pochwalny list od pani matki, Valerie pięknie uśmiechała się gdy kilka dni temu opowiadał jej o zwycięstwie, nadeszła pora na wspólną wycieczkę.
Wciągnął do płuc powietrze - świeże, zimne, inne od londyńskiej wilgoci. Zanieczyszczenia zniknęły z miasta wraz z mugolskimi pojazdami, ale i tak czuł się tutaj jakoś zdrowiej.
A pomyśleć, że jako młodzieniec tak desperacko pragnął się stąd wyrwać, że obskurne dzielnice Londynu wydawały mu się atrakcyjniejsze od posępnych wnętrz rodzinnego domu. Najwyraźniej dopiero z wiekiem doceniał to, co naprawdę piękne.
-Stęskniłaś się? - uśmiechnął się blado. W zimowym słońcu, w zaśnieżonych ogrodach, wyglądała naprawdę pięknie. Nie powinien tak o niej myśleć, nie powinien komplikować tego narzeczeństwa z rozsądku - ale musiał przed sobą przyznać, że była naprawdę pociągającą kobietą. Choć nie ogłosili jeszcze zaręczyn publicznie, to cieszył się, że uzyskał jej zgodę zanim tym diamentem zainteresował się ktokolwiek inny.
-Lód może już powoli topnieć, ale i tak piękniejsze będą wiosną. Jako chłopiec próbowałem jeździć tam na łyżwach. - Solas próbował, tak odważne łamanie zasad zwiedzania ogrodów było w jego stylu. Cornelius dał się namówić, jak zawsze. Był wpatrzony w starszego brata, zrobiłby dla niego wszystko.
Przystanął przy prastarym drzewie i zacisnął palce wokół dłoni Valerie - podświadomie sprawdzając, czy nie zmarzła zanadto.
-Wiesz, że cisy są trujące? Ten tutaj pochodzi z czasów średniowiecza, ale druidzi z mojej rodziny już w starożytności używali ich do podtruwania Rzymian. Najwprawniejsi potrafili rozpylić toksynę w powietrzu. - zauważył mimochodem. Nie tylko Rzymian, opowieści niespisane w rodzinnych kronikach opowiadały też o zdradzie, o sprzymierzeniu się z dawnym wrogiem i wytruciu brytyjskiej wioski. To wtedy zaczęli przybierać rzymskie imiona, stając się ich lojalnymi doradcami - tak jak później Normanów i Averych.
Uśmiechnął się szerzej i uniósł głowę wyżej, słysząc zainteresowanie historią rodziny.
-Drzewo niesmagane wiatrem rzadko kiedy wyrasta silne i zdrowe, to nasze rodzinne motto. Już niedługo również twoje, Valerie. - zacytował, nachylając lekko głowę w jej stronę. -Ale nie, nie byliśmy... opiekunami lasów w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Zawsze interesowała nas magia natury, nie jej piękno. Magia, którą można było powielić w każdym miejscu i w każdym lesie. Tak uczyniliśmy dom ze Shropshire, po opuszczeniu walijskiej wyspy z której się wywodzimy. I tak zaczarowaliśmy las Birnam, gdy nasi lordowie wsparli w szkockiej wojnie swoich przyjaciół z północy. Nawet w Berlinie wystawiają Makbeta, prawda? - lewą ręką wciąż trzymał dłoń Valerie, zaś prawą sięgnął po różdżkę i nakierował ją na cis. -Panno. - szepnął. -Panno. - powtórzył od razu, z irytacją zauważając, że obecność narzeczonej nieco go rozprasza. Jak zawsze, przekuł złość w silniejsze wyładowanie magii niż zwykle - cis zmaterializował się przed cisem, równie realny jak prawdziwy krzew. Cornelius machnął lekko różdżką, a wyczarowana iluzja przesunęła się do przodu, jak chodzące drzewa, które przed wiekami tak przeraziły Makbeta. Dzisiaj jednak nie działo się nic przerażającego - chyba. Wojna sięgała nawet do Shropshire, nawet w tych ogrodach nie byli przecież równie bezpieczni jak w odnowionej stolicy. Chaos ogarniał cały kraj, ale Cornelius był gotów się z tym pogodzić - kochał porządek, ale to bałagan stwarzał nowe możliwości dla ambitnych czarodziejów.



rzut
rzucam za Valerie z jej wyboru, mamy zarejestrowane różdżki (dementory nie powinny nas atakować)



I watched with glee

While your kings and queens
Fought for ten decades
For the gods they made

Cornelius Sallow
Zawód : Rzecznik Ministerstwa Magii, propagandzista
Wiek : 44
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
I'm a man of wealth and taste
And I lay traps for troubadours
OPCM : 5
UROKI : 35 +5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Ogrody Preen Manor - Page 2 Tumblr_p5310i9EoI1v05izqo1_500
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8992-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/t9022-gaius https://www.morsmordre.net/t9023-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/f146-chelsea-mallord-street-31 https://www.morsmordre.net/t9021-skrytka-bankowa-nr-2119#271390 https://www.morsmordre.net/t9123-cornelius-sallow#275155
Re: Ogrody Preen Manor [odnośnik]27.12.21 22:14
The member 'Cornelius Sallow' has done the following action : Rzut kością


'Zdarzenia' :
Ogrody Preen Manor - Page 2 TjjTc9e
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Ogrody Preen Manor - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Ogrody Preen Manor [odnośnik]29.12.21 0:12
Skinęła głową w odpowiedzi na pytanie. W Preen Manor bywała często w wieku dziecięcym — jej matka uważała to miejsce za odpowiednie dla panny z dobrej, szanującej się rodziny, toteż wraz z tutorką odwiedzały to miejsce często, zwłaszcza latem, oddając się nie tylko uczcie dla oka i podziwianiu niezaprzeczalnego piękna okolicy (powracając do tych wspomnień, wsparta o bezpieczne ramię narzeczonego pozwoliła wykiełkować myśli, która próbowała znaleźć swój wyraz już od kilku lat — miejsca takie jak to nie pasowały do obrazu rodzinnych stron, które zapamiętała jako miejsce surowe i przez to rodzące ludzi o charakterze podobnym stali), ale także przeznaczając czas na ćwiczenia fizyczne, których Valerie nie mogła porzucić również w wieku dorosłym. Najlepszym dowodem było jej ciało; Cornelius musiał ograniczyć się jednak do obserwowania go przez materiał, lecz nawet ta obserwacja mogła upewnić go, że jego wybranka znajdowała się w dobrej kondycji fizycznej.
— Bywały takie lata, że odwiedzałam to miejsce co tydzień. Moja tutorka mówiła, że nie ma czystszego powietrza w Shropshire od tego tutaj — uśmiechnęła się nieco szerzej, choć jej spojrzenie zniżyło się nieco, w próbie przywołania jednego z odleglejszych wspomnień. Wyprostowała się jeszcze mocniej, ściągnęła łopatki do środka i uniosła wyżej podbródek. Lubiła wymagać od siebie nienagannej postawy, na scenie była konieczna.
— Doprawdy? — oczy Vanity rozbłysły nowoodkrytą ciekawością, a melodia jej głosu prędko przybrała ciepłe tony wiosny. Wiosny, która zbliżała się do nich wielkimi krokami, choć śnieg ustępował powoli, pozwalając im cieszyć się tym dziwnym okresem przejściowym, groteskowo pięknym w tym miejscu na mapie Anglii, które z pięknem miało wspólnego chyba najmniej. — Potrafiłbyś dziś utrzymać się na ostrzach? Gdybym zechciała nauczyć się jeździć... Pomógłbyś mi, najdroższy? — najdroższy. Nawet w chłodnej surowości głosek akcentu z domu słowo to brzmiało słodko niczym miód. Czy to wina samej wypowiadającej, a może tego, że splecione razem dłonie (delikatnie tylko zimne) uniosła wyżej, przykładając do swej piersi, tuż przy sercu? A może winę za to ponosiły jej oczy w barwie jasnego nieba, którymi raz za razem szukała jego aprobaty i choć cienia uśmiechu? Gdzieś podskórnie chciała, by był równie szczęśliwy, jak ona. By nie czuł się zawiedziony jej towarzystwem.
Gdy raczył ją ciekawostkami o cisach i rodzinnych podaniach wydawało się jej, że cały świat przestał istnieć. Na jej twarzy odmalował się natomiast wyraz szczerego zainteresowania, wzmocniony dodatkowo uniesieniem brwi. Pozwoliła mu mówić — tak długo, jak tylko chciał; widziała, że tym drobnym gestem sprawiła mu przyjemność, lecz przed wstąpieniem do rodziny Sallow chciała zapoznać się z ich historią oraz tradycjami. Nie mogła polegać tylko na plotkach zasłyszanych po drodze do Sallow Manor, ani na zakonserwowanych w czasie głosach skupiających się głównie na starożytnych korzeniach tej rodziny. Gdy mówił o drzewach smaganych wiatrem, uśmiechnęła się skromnie, jakby właśnie trafiała do niej pewna alegoria. Starożytne korzenie, starożytne drzewa, całkiem przyjemny motyw do zawarcia w kolejnej piosence.
Niedługo również twoje, Valerie.
Jak proste słowa potrafiły zalać klatkę piersiową kobiety wyjątkowo przyjemnym ciepłem...
Drzewo niesmagane wiatrem rzadko kiedy wyrasta silne i zdrowe powtórzyła za nim szeptem, chcąc na zawsze zapamiętać dewizę swej przyszłej rodziny. Słów, którymi kreowali się Kruegerowie umyślnie nie pamiętała. Tam, gdzie zawodzą słowa, tam przemawia muzyka Vanity komponowało się za to ślicznie z drugą, złotoustą naturą potomków druidów. — Jakie wiatry smagały cię, Corneliusie? — spytała, a korzystając z tego, że nachylił się bliżej niej, stanęła na palcach, by ustami sięgnąć jego ucha. Ciepły, słodki oddech towarzyszący szeptowi owiał ucho rzecznika, bo pytanie było zbyt delikatne, zbyt intymne by mogło wybrzmieć w innych okolicznościach. Po chwili jednak powróciła do wcześniejszej pozycji, z uznaniem obserwując iluzję wyczarowaną przez Corneliusa i w odmętach pamięci historię lasu Birnam. Powoli opuszczała ich splecione dłonie, aż powróciły do pozycji wyjściowej. Delikatnie wzmocniła uścisk, choć nie było to szczególnie odczuwalne. Pomna na urazy z dzieciństwa ceniła sobie bezpieczeństwo własnych palców.
— Może to wcześnie, ale... Chciałabym poznać wasze... — krótki, może nieco onieśmielony uśmiech zbiegł się w czasie z ponownym opuszczeniem wzroku. — Nasze zwyczaje — poprawiła się, ponownie unosząc wzrok na narzeczonego. — Chciałabym, by nasz ślub również odbył się w tradycyjnej formie. Takiej, jakiej twoi przodkowie brali swoje branki. Oczywiście, jeżeli taka będzie twoja wola.
Nie mogła narzucać mu niczego, tylko sugerować własny pogląd, czy też zdanie. Zapatrzona w bruneta Vanity nie zorientowała się także, że prędko przestali cieszyć się świętą samotnością. Z przeciwległej strony ogrodów zmierzali ku nim dwaj mężczyźni. Rozmawiali między sobą ściszonymi głosami, choć spojrzenia wlepione w postać drobnej kobiety nie pozostawiały wątpliwości, o kim była to rozmowa. Cornelius mógł dostrzec podejrzaną dwójkę znad głowy narzeczonej, lecz ci nie czekali szczególnie z zaanonsowaniem swej obecności.
— Szanowna pani zgodzi się chyba z nami, że za takie piękne widoki trzeba płacić, prawda?! — zawołał jeden z nich, przyspieszając kroku. Drugi z mężczyzn nie zamierzał zostawać w tyle.
— Dziś mamy promocję, zabierzemy tylko sakiewkę i rozejdziemy się do domów, żeby nie kłopotać i szanownego pana — wyszczerzył zęby w uśmiechu, od razu sięgając w kierunku jednej z kieszeni płaszcza Valerie, która odruchowo postanowiła przylgnąć do Corneliusa mocniej, wsuwając jednocześnie dłoń do drugiej z kieszeni, w której skryta była różdżka.
Ale nie była przecież dzikuską! Nie zamierzała rujnować tak pięknego dnia walką z obcymi bandziorami!
— Corneliusie... — szepnęła więc błagalnie, przez zaciśnięte gardło. Był przecież cenionym człowiekiem, znanym nie tylko w Shropshire, ale i w całym kraju! Musiał coś na to zaradzić!


you tried to change, didn't you?
closed your mouth more, tried to be softer, prettier, less volatile, less awake. you can't make homes out of human beings. someone should have already told you that.
Valerie Sallow
Zawód : Celebrytka, śpiewaczka
Wiek : 29/30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
delicate in every way but one
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t10881-valerie-vanity#331558 https://www.morsmordre.net/t10918-andante#332758 https://www.morsmordre.net/t10920-tell-me-i-m-your-midnight-muse#332762 https://www.morsmordre.net/f408-kensington-harley-gardens-10 https://www.morsmordre.net/t10921-skrytka-bankowa-nr-2362#332773 https://www.morsmordre.net/t10919-v-vanity#332759
Re: Ogrody Preen Manor [odnośnik]07.01.22 18:03
-Teraz też możesz odwiedzać je często. A gdy wygramy wojnę, może wreszcie znikną ograniczenia teleportacyjne. - uśmiechnął się z nadzieją. Choć sam lobbował za blokadą Londynu, bywała niezmiernie uciążliwa, gdy mieszkało się w centrum. Wielu czarodziejów docierało na obrzeża stolicy na miotłach, ale jemu przecież nie wypadało.
Uniósł lekko brew, słysząc propozycję jazdy na łyżwach. Nie przyzna się przecież narzeczonej, że nie potrafił na nich jeździć, lubił być ekspertem w każdej dziedzinie.
-Nie w marcu, najdroższa. Zima stulecia już mija, lód może okazać się za słaby. To niebezpieczne. - obwieścił z pełnym przekonaniem, choć nie znał się na lodzie ani na łyżwach, a pogoda interesowała go jedynie pod kątem dobrania szaty do okazji.
Mocniej ścisnął jej dłoń, słysząc rodzinne motto. Przymknął oczy, wiatr nagle wydał się chłodniejszy. Jakie wiatry go ukształtowały?
Straciłem brata, każdą kobietę do której coś czułem, syna i własne sumienie.
-Straciłem brata. - wychrypiał, dzieląc się częściową prawdą z dna serca. -Nagle i niesprawiedliwie. Przetrwaliśmy to z ojcem, przetrwała nawet Jade - widziałem ją ostatnio na sympozjum naukowym, jakby nigdy nic... - w tonie wybrzmiały gromy, w oczach rozbłysły iskry. -Ale nasza matka nie jest Sallow, krew Crabbe'ów okazała się zbyt słaba. Nie doszła już do siebie. Czasem pyta mnie, co u niego, a ja w listach zapewniam, że eksploruje ruiny w Ameryce Południowej, z żoną i dziećmi. - wygiął usta w gorzkim uśmiechu. Zrobiło się zimniej, ale słowa Valerie nagle ociepliły atmosferę.
-Tego byś pragnęła? Druidzkiego ślubu? - podniósł dłoń do jej policzka, uśmiechając się jakoś tkliwie. -To byłoby... piękne. I symboliczne. - uśmiech zbladł, gdy spojrzał gdzieś ponad ramieniem narzeczonej. Opuścił dłoń, instynktownie sięgnął do kieszeni płaszcza, po różdżkę. Niegdyś nie miał tego odruchu wyćwiczonego tak automatycznie, zaciskał palce na drewnie pau ferro tylko gdy ciekawiły go czyjeś emocje - teraz robił tak w każdej chwili niepewności, w poczuciu zagrożenia.
Spiorunował mężczyzn wzrokiem - mężczyzn skupionych na Valerie, wszak była śliczna. Postąpił o krok do przodu, wychodząc z cienia majestatycznego cisu i własnej iluzji.
Uniósł brew, przypisując twarze do nazwisk. Jednego z mężczyzn, tego młodszego, nie kojarzył - ale drugi przywoływał wspomnienia z wizyt w zamożniejszych domach Shropshire. Jego ojciec, zubożały, był chyba lokalem w jednej z bogatszych rodzin.
-Twoja żona wie, że z takim zapałem komplementujesz narzeczoną Rzecznika Ministra Magii, Bagnold? - wycedził, z satysfakcją przypominając sobie zarówno nazwisko, jak i małżonkę tego człowieka, pomagała czasem jego matce. Shropshire nie było aż tak wielkie - nie dla czarodzieja, który spędził tu całe życie, którego rodzina trwała u boku Averych od pokoleń. Porzucił miękki, londyński akcent, słowa wybrzmiały szorstko i wyraźnie.
-Co... - odezwał się ten drugi, młodszy, wlepiając zdziwione spojrzenie w Corneliusa. Sallow z satysfakcją zauważył, jak zmienia się wyraz jego twarzy, jak w oczach błyska rozpoznanie. Na pewno kojarzyli go z gazet, a Bagnold z dawnych czasów.
-Pan Sallow? Ja... my... - wymamrotał Bagnold, wyraźnie nie wiedząc, co powiedzieć.
-Wy nie okradacie chyba uczciwych obywateli i urzędników państwowych, prawda? Żaden pies nie kąsa ręki, która go karmi. - warknął Sallow, nie bawiąc się w sentymenty. Valerie była przestraszona, nie wybaczy im tego przez kilka minut. -A wy nie jesteście psami, tylko starymi znajomymi z czystokrwistych rodzin. Rad jestem was spotkać w tak piękny dzień, panowie. Porozmawiajmy. - może jedynie przez kilkanaście sekund, z doświadczenia wiedział, że w jednej rozmowie można być zarówno złym, jak i dobrym policjantem. Ton złagodniał, a usta rozciągnęły się w uprzejmym uśmiechu - tylko oczy pozostały niepokojąco zimne, aż grabieżcy zerknęli po sobie z konsternacją.

perswazja III




I watched with glee

While your kings and queens
Fought for ten decades
For the gods they made

Cornelius Sallow
Zawód : Rzecznik Ministerstwa Magii, propagandzista
Wiek : 44
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
I'm a man of wealth and taste
And I lay traps for troubadours
OPCM : 5
UROKI : 35 +5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Ogrody Preen Manor - Page 2 Tumblr_p5310i9EoI1v05izqo1_500
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8992-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/t9022-gaius https://www.morsmordre.net/t9023-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/f146-chelsea-mallord-street-31 https://www.morsmordre.net/t9021-skrytka-bankowa-nr-2119#271390 https://www.morsmordre.net/t9123-cornelius-sallow#275155

Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Ogrody Preen Manor
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach