Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Ulica

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Ulica   10.03.12 22:57

First topic message reminder :

Ulica

Śmiertelny Nokturn ściśle sąsiaduje z ulicą Pokątną, przecinając się z nią opodal banku Gringotta. Z początku wąska, klaustrofobiczna, kamienna uliczka, z wieloma odnogami i ślepymi zaułkami, z pustostanami i zabitymi deskami oknami; dalej rozszerzająca się, skupiająca więcej czarnomagicznych sklepów, lokali wątpliwej jakości - ciągle jednak tak samo przygnębiająca, przerażająca i zapuszczona. Mało nań latarni czy umocowanych ścian budynków lamp, jeszcze mniej działających. Niewielu również przechodniów.
Śmiertelny Nokturn to nie tylko ulica; to serce nielegalnego półświatka, ostoja życiowych wykolejeńców. To prawdziwe życie.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ulica   21.02.17 22:54

The member 'Bonnie Carter' has done the following action : rzut kością


'Nokturn' :


Powrót do góry Go down
Charlotte Moore
avatar

Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t3142-charlotte-moore-budowa https://www.morsmordre.net/t3147-poe#51864 https://www.morsmordre.net/t3146-char#51861 https://www.morsmordre.net/f287-smiertelny-nokturn-13-12 https://www.morsmordre.net/t3187-charlotte-moore#53052
Pracownica sklepu ze zwierzętami
16
Szlachetna
Panna
Altruiści i idioci umierają młodo.
0
0
0
0
0
0
6
0
Charłak

PisanieTemat: Re: Ulica   23.02.17 1:11

Na Nokturnie czuła się najlepiej. To może dziwne, może nienormalne. To miejsce jest jednak takie... proste. Jego zasady są łatwe do przyswojenia i oczywiste, prostolinijne w swojej brutalności. Choć co tu porównywać brutalność. Tutaj oberwać może szlachcic i mugolak, gnijące zwłoki w jednym z pierwszych zakamarków ulicy okrytej złą sławą mogły należeć do zwykłego człowieka, wilkołaka, szmuglera, szlachcica, kogokolwiek, tu wszyscy są równi, równi także w swojej pogardzie dla Ministerstwa. Hierarchia buduje się siłą, umiejętnością zdobywania cennych znajomości. To wszystko jest proste, szczególnie dla osoby, która nie ma ambicji pięcia się po tej drabinie, której dobrze w skórze niedostrzeganej na codzień dziewczynki, która raczej nikomu nie przeszkadza i wie gdzie uciekać jeśli trafi na kogoś, komu przeszkadza.
Na zewnątrz? Na zewnątrz jest chaos, a wszystko z każdym dniem mocniej się komplikuje, świat na zewnątrz pęcznieje od szlamu jaki ma w sobie, puchnie ale nie pęka, jedynie jakby się rozrastał. A może to ona jest coraz mniejsza w swojej bezsilności?
Nie miała różdżki, a jednak nie szłaby tędy bez noża w kieszeni. Nigdy nie zrobiła nim nikomu prawdziwej krzywdy, jednak sam fakt posiadania go dodawał jej pewności. Szła do jednego ze sklepów w okolicy w poszukiwaniu czegoś do jedzenia. Nie ma tu wielu miejsc z czymś nie-trującym, lub nie-ziejącym-grozą, jednak da się trafić, w końcu są tu osoby które z ważniejszych przyczyn niż ona nie chcą opuszczać Nokturnu. Bonnie to ostatnia osoba, którą spodziewała się tu zobaczyć. W dodatku blada i w wyraźnym szoku, a u jej stóp? U jej stup trup.
Pewnie pierwszy jakiego widziała. Charlie żyła tu od dawna, a jednak nie zdążyła się w pełni odwrażliwić na podobne widoki, teraz jednak podeszła i przygarnęła przyjaciółkę do siebie.
- Spokojnie, po prostu nie patrz. Wdech, wydech. Co tu robiłaś, głupia? - burknęła odrobinę nerwowo, ale od razu ruszyła pewnym krokiem w kierunku mieszkania w którym spędziła ostatnio najwięcej czasu. Tam jest bliżej niż na Pokątną, a ona musi posiedzieć z Bonnie i ją opieprzyć za wchodzenie tu. I... jeszcze nie chce wychodzić.

zt x 2




One day
the Grave-Digger had been approached by the stranger, who asked the way to town. He seemed strangely familiar, although they had never met.
Powrót do góry Go down
Daphne Rowle
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t652-daphne-rowle https://www.morsmordre.net/t707-safona#2367 https://www.morsmordre.net/t706-daphne-rowle https://www.morsmordre.net/f222-cheshire-zamek-beeston https://www.morsmordre.net/t4308-daphne-h-rowle#90966
Niewymowna, alchemiczka i trucicielka
28
Szlachetna
Panna
jeśli przeżyje choć jeden wilk,
owce nigdy nie będą bezpieczne
5
1
19
1
0
11
2
1
Czarownica
królowa zimy

PisanieTemat: Re: Ulica   19.03.17 19:56

Wykluczenie ją z grona Rycerzy było dlań szokiem.
Oczywiście, postąpiła nie rozsądnie. Nie powinna opuszczać Wysp samowolnie, bez zgody i wiedzy Czarnego Pana, zadziałała jednak instynktownie. To miało być jedynie kilka tygodni, miesiąc, może dwa. Przeciągało się to w nieskończoność, nie chciała jednak wracać z pustymi rękoma – wtedy zasłużyłaby na karę, na wykluczenie, na pewno.
Rozumiała jednak dlaczego. Sama zapewne byłaby pierwszą, która krzyczałaby o wyrzucenie osoby, która zniknęła nagle i bez słowa.
Ciężko było Daphne pogodzić się jednak z podobnym stanem rzeczy. Z Rycerzami wiązała swą przyszłość, swe działania – Czarny Pan był dlań kimś więcej niż autorytetem. Był jej nauczycielem, mistrzem, kimś przed kim bez wstydu chyliła głowę i mogłaby błagać, by przyjąć ją z powrotem w swe szeregi.
Tristan powtarzał jej jednak, by uzbroiła się w cierpliwość. Zaczekaj, Daphne, powtarzał aż do znudzenia poirytowany zachowaniem panny Rowle. Alchemiczka bowiem zdawała się być do siebie zupełnie niepodobna – była zestresowana, przerażona i zniecierpliwiona jednocześnie. Kiedy tylko pomyślała, że została odsunięta już na zawsze serce niemal wyskakiwało jej z piersi, miała wówczas ochotę walić głową w ścianę.
Wolała nawet nie myśleć co byłoby, gdyby ten czarny scenariusz się spełnił.
Nadszedł jednak moment, a dzięki Rosierowi mogła go wykorzystać. Pełna nadziei i z drżącymi z emocji dłońmi zjawiła się na Nokturnie, u progu Białej Wywerny.
Drzwi były jednak zamknięte. Wypuściła cicho powietrze, naciągnęła mocniej kaptur. Jej smukłą sylwetkę skrywał ciężki, długi płaszcz z czarnego weluru. Uniosła dłoń i zapukała mocno. Miała nadzieję, że Tristan ostrzegł kogoś… kogolwiek.




here in the forest, dark and deep,
I offer you eternal sleep

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ulica   19.03.17 19:56

The member 'Daphne Rowle' has done the following action : rzut kością


'Nokturn' :


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ulica   19.03.17 20:27

Zanim Daphne zdążyła zapukać do drzwi wejściowych Białej Wywerny, ktoś ją dopadł - trzy obce, przerażające postury obezwładniły kobietę i, po przeszukaniu pustych kieszeni, pozostawiły ją samą w nocnej ciszy. Przełamane drewno różdżki leżało tuż obok niej, gdy Daphne nie mogła nawet wydobyć z siebie głosu; pozostało jej czekać na to, aż zaklęcie przestanie działać - i mieć nadzieję, że jeżeli w pobliżu ktoś się pojawi, to po to, by jej pomóc, a nie skrzywdzić bądź wykorzystać.

| Daphne, twoja różdżka została złamana (tracisz ją z ekwipunku), leżysz półprzytomna na bruku, jesteś unieruchomiona zaklęciem - nie możesz się poruszać. Nie możesz kontynuować rozgrywki przez następne 6 godzin (realnych) - po upływie tego czasu możesz dalej próbować dostać się do Wywerny bądź zaniechać prób i opuścić Nokturn.

Jeżeli drzwi przybytku zostaną otwarte, powiadomi cię o tym w tym temacie mistrz gry.


Powrót do góry Go down
Daphne Rowle
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t652-daphne-rowle https://www.morsmordre.net/t707-safona#2367 https://www.morsmordre.net/t706-daphne-rowle https://www.morsmordre.net/f222-cheshire-zamek-beeston https://www.morsmordre.net/t4308-daphne-h-rowle#90966
Niewymowna, alchemiczka i trucicielka
28
Szlachetna
Panna
jeśli przeżyje choć jeden wilk,
owce nigdy nie będą bezpieczne
5
1
19
1
0
11
2
1
Czarownica
królowa zimy

PisanieTemat: Re: Ulica   20.03.17 17:02

Drżały jej dłonie.
Na salonach mówiono o niej królowa lodu, nikt bowiem nie widywał jej wytrąconej z równowagi. Ani radosnej, ani rozjuszonej – zawsze przywodziła na myśl rzeźbę wykutą z lodu, białą zjawę bez uczuć, przesiąkniętą do cna obojętnością.
Co powiedzieliby teraz na widok alchemiczki?
Drżała jak nastoletnia dziewucha, zlękniona, że tyle lat jej życia pójdzie na marne. Musieli jedynie otworzyć te cholerne drzwi. Czy Rosier nie powiedział innym, że się zjawi? Nie mogli wszak o niej zapomnieć, jak wygląda, jej sylwetki – Rowle była nieobecna na Wyspach zaledwie przez kilka miesięcy. Chciała zapukać raz jeszcze, tym razem mocniej, jednakże kątem oka dostrzegła jakichś obcych, usłyszała ledwie słyszalny szelest ich szat…
Zadziała instynktownie, porywczo. Wciąż drżały jej dłonie, a ona cicho wypowiedziała słowa inkantacji unosząc różdżkę, jednakże….
Chybiła.
Jak to możliwe?
Alchemiczka poczuła jak sztywnieje każdy członek jej ciała, każda najmniejsza komórka. Padła jak długa na ziemię, boleśnie obijając plecy. Ciało skutecznie ignorowało nakazy umysłu, nie mogła ruszyć choć palcem. Wszystko widziała, słyszała i czuła. Niestety. Może gdyby i przytomność straciła, łatwiej byłoby pogodzić się jej z goryczą porażki.
Zawyła w duchu z upokorzenia, gdy dryblas złamał jej różdżkę, przedłużenie jej dłoni, symbol przynależności do rasy wyższej niźli głupi mugole. Była wściekła, rozjuszona i zawstydzona jednocześnie. Nie dbała o to, że ich lepkie ręce dobrały się do jej kieszeni, a jedynie zamartwiała się w myślach… co powiedzą inni, gdy zjawi się u nich bez różdżki?
Gdyby mogła, zawyłaby jak ranny wilk.
Sprawcy całego zajścia oddalili się, a Daphne przysięgła w duchu, że odnajdzie ich i zabije, wyrwie każdemu z nich serce i spali w kominku. Upłynęła chwila, dwie.
Chyba stara wiedźma, która wchodziła do sklepu naprzeciwko, nie chcąc żadnych kłopotów, które przyciągnęłyby niepotrzebną uwagę do jej przybytku, ściągnęła z niej klątwę.
Daphne zerwała się z miejsca, z bólem skrywając pozostałości po różdżce w kieszeni płaszcza. Zapukała po raz wtóry, zarówno drzwi, jak i w okno, by ktokolwiek zwrócił nań uwagę.




here in the forest, dark and deep,
I offer you eternal sleep

Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ulica   24.03.17 0:46

Po dłuższej chwili drzwi do Białej Wywerny stanęły otworem.

| Możesz kontynuować wątek tutaj.


Powrót do góry Go down
Salome Despiau
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4348-salome-minerva-despiau https://www.morsmordre.net/t4367-sir-lancelot https://www.morsmordre.net/t4366-niosl-wilk-razy-kilka https://www.morsmordre.net/t5031-s-m-despiau
Magizoolog stacjonarny, pretendentka do nagrody Darwina
25
Czysta
Panna
When I walking brother don't you forget
It ain't often you'll ever find a friend
6
19
1
0
5
0
0
4
Czarodziej
 mine

PisanieTemat: Re: Ulica   05.04.17 0:25

Było ciepło, choć pochmurnie.
Pogoda nie sprzyjała lenistwu, toteż z braku bardziej pożytecznego zadania trzeba było wyjść, rozprostować kości i zaznać słynnej gościnności londyńskich ulic. O ile obieganie wciąż na nowo tych samych, poznanych już alejek mugolskiego świata nie napawało ekscytacją, wciąż jeszcze pozostało wiele do poznania – wiele do zobaczenia. Doświadczenie kształtowane każdorazowym wypadem tworzyło w umyśle Salome mapę miejsc wartych zapamiętania i zakątków, których unikanie powinno wejść jej w krew jak poranne śniadania. Gotowała się na to nie krócej niż na wypad do galerii. Przemyślała sobie wszystkie możliwe konsekwencje, by uniknąć sposobności naprzykrzenia się podejrzanym indywiduom, jak to zrobiła ostatnim razem, błądząc po ulicach w poszukiwaniu szczęścia. Nie chciała przykrych niespodzianek, jakkolwiek mocno nie ubarwiały one szarej rzeczywistości kobiety. Nieznane wzbudzało strach, ten zaś kształtował furtkę do przeszłości, przed którą uciekała jak przed poltergeistem. Nie pragnęła jednak jeszcze stateczności. Była na to zbyt młoda, zbyt ciekawa i wciąż zbyt nieroztropna.
Dlatego właśnie najwłaściwszym rozwiązaniem było sięgnięcie po sakiewkę, przyodzianie ładnych butów i poczynienie pierwszego tego dnia kroku poza dom Greybacków, w którym chwilowo się zakotwiczyła. Dobrze skomunikowana sieć Fiuu ukróciła męczarnię wielogodzinnego spaceru i potrzeby sięgania do bardziej męczących sposobów komunikacji, toteż Salome nie zajęło wiele znalezienie się w Dziurawym Kotle skąd, taką miała nadzieję, zacznie się jej mała przygoda.
Nie obrała kierunku licząc na szczęśliwy palec opatrzności. Wędrowała powoli, spokojnie, nieśpiesznie przyglądając się wystawom i ulicznym kramom. Mijała ludzi bacząc na ich ponure twarze pełne dziwnego napięcia i wrogości. Mało kto uśmiechał się, im bardziej brnęła na tyły Pokątnej. Napotykała na swojej drodze za to coraz więcej grupek, zupełnie jakby nieoficjalne zrzeszenia magiczne potrajały zniżki na utensylia niewiadomego pochodzenia, które coraz sposobniej było dostrzec pomiędzy pucharkami i rękawiczkami. Przystanęła na dłużej przy niewielkim, granatowym wózku z wilkołaczymi kłami, jak to je zachwalała wiedźma w ogromnym, postrzępionym kapeluszu, uwieszonymi na lnianych sznurkach i rzemieniach. Jako pomniejszy znawca tematu relatywnie szybko zorientowała się, że z wisiorki z wilkiem miały najwięcej wspólnego gdy przechodził obok nich ktoś z Menażerii, jednak musiała przyznać, że przez dobrą chwilę dała się oszukać niby dziecko. Krzywizny i odcień były perfekcyjne. Wielkość nieco odstawała od normy, jednak nie była rażąca. Decydującym czynnikiem był jednak brak jakichkolwiek śladów zużycia, który dyskwalifikował je z konkursu na autentyczność. Wilkołak bowiem nie żywił się słonecznymi promieniami i harmonią w naturze, z czym zdążyła zapoznać się dzięki rozlicznym rozprawom i godzinom spędzonym nad spisanymi wykładami. Ruszyła dalej, zaszczycając kobietę promiennym uśmiechem i uciekającym spojrzeniem, gdy ta zaproponowała jej „niewielki rabacik”.
Minięcie kramu rozpoczynało nowy etap jej podróży. O ile Pokątna była stosunkowo zaludniona, Śmiertelny Nokturn zdawał się być jak ubogi krewny ze wsi. Chmury na niebie zagęściły się, złowróżąc zmianę pogody zupełnie jakby skupisko szemranych wiedźm i czarnoksiężników spędzało ciężką aurę na miejsce. Salome otuliła się ciaśniej lekką szatą miętoląc kieszeń, w której spoczywała bezpiecznie różdżka. Nie czuła się zagrożona bardziej niż wcześniej, nie widząc nic niestosownego w swojej wędrówce. Była na tyle dużą dziewczynką, by móc zapuszczać się w niebezpieczne rejony powiązane z jej pracą, toteż co tam Nokturn.




make me
believe
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ulica   05.04.17 0:25

The member 'Salome Despiau' has done the following action : rzut kością


'Nokturn' :


Powrót do góry Go down
Salome Despiau
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4348-salome-minerva-despiau https://www.morsmordre.net/t4367-sir-lancelot https://www.morsmordre.net/t4366-niosl-wilk-razy-kilka https://www.morsmordre.net/t5031-s-m-despiau
Magizoolog stacjonarny, pretendentka do nagrody Darwina
25
Czysta
Panna
When I walking brother don't you forget
It ain't often you'll ever find a friend
6
19
1
0
5
0
0
4
Czarodziej
 mine

PisanieTemat: Re: Ulica   05.04.17 0:39

Napięte jak struna nerwy rozedrgały się w nieregularnym takcie gdy postąpiła kroku. Przełknęła ślinę, zacisnęła dłonie na szacie i poczęła rozglądać się niepewnie, poszukując niebezpieczeństwa czającego się w półmroku. Gdyby nie świadomość że jest relatywnie wcześnie, mogłaby się kłócić o wieczorową porę ogarniającą całe jej otoczenie. Było ponuro, szaro i brudno. Pomniejsze witryny przyciągały wzrok nie tylko wystawką, ale i chmarą chitynowych pancerzyków uwieszonych na pajęczynach niby świąteczne girlandy. O ile wcześniej pełna była werwy i wiary we własne możliwości, teraz napadło ją przekonanie o niesłuszności podjętych kroków. Ujadanie kundla spowodowało nagły wystrzał adrenaliny i nerwowy podskok w miejscu. Ruszyła przed siebie ufając zmysłowi słuchu – starała się oddalić, bo chociaż ufała swojej magizoologicznej wiedzy, nie miała większej ochoty na spotkanie z psimi zębami. Nie w miejscu, gdzie higiena jest pojęciem względnym, a sposobność na złapanie infekcji wzrasta z każdą sekundą. Parła przed siebie niby tłuczek, ocierając się rękawem o kamienne ściany i oglądając się za siebie w poszukiwaniu „pogoni”. Nawet nie zauważyła gdy zbliżyła się do nieznanej jej czarownicy. Podskoczyła po raz drugi i zmieniła kierunek. Chwilowo nie chciała być nagabywana, toteż zwarła usta w wąską linię i skręciła tam gdzie, jak jej się zdawało, ulice były szersze, zaś wystawy bardziej zachęcające.
Zajrzała przez zakurzoną szybę, za którą na wiśniowych regałach pyszniły się spięte grubymi łańcuchami księgi. Płomienie świec rozlokowanych na stolikach przy drzwiach i kontuarze dygotały spokojnie, zaś skryta w cieniu sylwetka sprzedawcy nie zwracała większej uwagi. Wpadające przez świetlik nadprogowy światło dzienne całe spływało na regał wystawowy, gdzie złoto-czarne tłoczenia na purpurowej skórze dumnie traktowały o „Pożogach XIII wieku”, „Przyczynkach do zaniku sabatów”, czy „Morderstwach wciąż nierozwikłanych, a ujmujących brutalnością”. Niepewnie przystanęła skuszona perspektywą odnalezienia czarnomagicznego bestiariusza z 1802 roku, który to spodziewała się znaleźć na półkach, zdawałoby się, dobrze wyposażonego lokum, zagryzła jednak wargę i postawiła na łut szczęścia. Nie planowała wracać przed osiemnastą, a było dopiero świeżo po popołudniu. Nie mogła zatem przerwać wycieczki i radować się czymś, co mogła znaleźć każdego innego dnia.

/zt




make me
believe
Powrót do góry Go down
Matthew Bott
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Wolny strzelec
26
Półkrwi
Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
15
5
0
0
0
1
10/26
22/38
Wilkołak

PisanieTemat: Re: Ulica   14.04.17 19:45

|kwiecień

- Bott? Co ty tam odwalasz? Pożyczasz sobie, hehe, kolejną błyskotkę? - jego irytujący głos bez problemu dotarł do moich uszu, choć sam właściciel stał podparty o ścianę korytarza, gdy ja grzebałem jeszcze na zapleczu.
- Żart ciągle się cie trzyma, co, Joe? - burknąłem, kiedy to po raz trzeci upewniałem się, że w skrzyni po która zostałem wysłany znajduje się to co miało się znajdować faktycznie się znajdowało i magicznym sposobem się do mnie nie przykleiło - to tak, jak gdyby ktokolwiek wątpił w to, że momentami zdarzało mi się uczyć na błędach. Samo zadanie nie nastręczyło większych problemów tym bardziej, że miałem za towarzystwo Joego umiejącego poruszać się po grocie przemytników tak by nie zwracać uwagi ludzi lubiących utrudniać życie innych. W końcu odebranie zamówienia od umówionego szmuglera było jedynie częścią sukcesu. Potem jeszcze należało wynieść i donieść towar nie dając się okraść, zabić czy złapać. Joe jednak znał się na rzeczy. Siedział w interesie dość głęboko, a przynajmniej do momentu w którym nie dorobił się długu. Jak nie trudno się domyślić dług wykupił Burke i cóż...tak to się kręciła moja współpraca i znajomość z Joe, który ciągle sporo wiedział. Czasami aż za dużo.
- I mówi to ktoś, kto dzieli się swoimi kuponami do Tower z Burkiem. Nie żebym mu zazdrościł ale wiesz...myślałem, że jesteśmy kumplami
- Prezentuje się bardziej wyjściowo - uciąłem żartobliwie, złośliwie i co najważniejsze - ostatecznie dusząc zapał Joego, który nosił na twarzy nauczkę za młodzieńczych lat w postaci wyłupanego oka okraszonego obrzydliwym oparzeniem prawej części twarzy. Wtedy jeszcze nie wiedział, że szmuglerzy nie mają wspólników którym ufają...
- Dobra, zabieramy się stąd - zarządziłem po upewnieniu się, że czarno magiczny artefakt ciągle leżał na stosie drewnianych wiórów. Zamknąłem wieko skrzyni i wraz z Joem wyleźliśmy ze sklepu tylnym wyjściem, zamykając go. Do świtu brakowało jeszcze godziny, może dwóch. O tej porze szło znaleźć jeszcze jakiś pub w tej kloace, który serwowałby jeszcze coś pijalnego. Sam Joe zresztą proponował coś na rozerwanie. Odmówiłem mu jednak żegnając go i znikając w jednej z wielu wąskich uliczek. Miałem jeszcze coś do załatwienia...
Gdy przekroczyłem próg mieszkania poczułem, jak zaczyna ogarniać mnie znużenie. Nie poddałem się mu jednak i zamiast w stronę materaca swoje kroki skierowałem do stolika na którym leżał przygotowany prze zemnie dnia poprzedniego worek z mugolskimi ubraniami. Były związane ze zleceniem, które dostałem w zeszłym tygodniu od czarownicy, która chciałaby odwiedzić świat mugoli. To co było w nim jednak nietypowego to to, że zależało jej to na tym by w tym mugolskim świecie. To trochę wszystko komplikowało... Początkowo chciałem odmówić przez wzgląd na czasochłonność przygotowań, jak i fakt, że chcąc nie chcąc musiałem nawiązać kilka kontaktów co samo w sobie było upierdliwe, lecz ostatecznie skusiła mnie wizja odpowiedniego wynagrodzenia. Potrzebowałem zastrzyku galeonów.
W momencie w którym kończyłem dopalać papierosa usłyszałem charakterystyczny dźwięk szurającego po szybie ptasiego dzioba. Jak w zegarku. Odebrałem od burawej sowy skrawek pergaminu mającym być potwierdzeniem, że czekają. Moment... Zmrużyłem oczy. Czemu czekają, a nie czeka? Mowa była o jednej osobie.
- Fantastycznie... - sarknąłem z niezadowoleniem, odrzucając wiadomość na ziemię. Bo przecież to by było zbyt piękne, gdyby wszystko miało potoczyć się bez niespodzianek, prawda? Postanowiłem się jednak jeszcze specjalnie nie denerwować. W utrzymaniu spokoju pomogły mi kolejne trzy wypalone w drodze papierosy. Poprawiłem naciągnięty na głowę kaptur płaszcza, przygotowując jednocześnie galeona - przekazałem go człowiekowi podpierającego framugę drzwi. Mając walutę w rękach z pomrukiem ustąpił mi przejścia umożliwiając mi skorzystanie z nierejestrowanego świstoklika. Bez większych problemów w jednej chwili zostawiłem za sobą Nokturn i znalazłem się na obrzeżach jednego z magicznych miasteczek. Przekląłem kilka raz z niezadowoleniem zmagając się z konsekwencjami takiego, a nie innego środka transportu z pewną ulgą częstując się świeżym powietrzem nie ciążących tak w płucach jak to Nokturnoe. Przeszedłem potem kilka kolejnych przecznic co zajęło mi dodatkowe trzy papierosy i znalazłem się w umówionym miejscu. Ona już tam czekała i widząc mnie odetchnęła z ulgą. Nie było w niej nic nadzwyczajnego. Nie zachwycała wyglądem, lecz również nie odpychała. Nosiła średniej jakości pelerynę. Była typowa, normalna.
- Nie tak szybko. Pisałaś czekamy. Jakie czekamy. Jakie my? - rzuciłem do niej oskarżycielsko nie kryjąc niezadowolenia. Kobieta zrobiła krok w tył dystansując się i płosząc. Przez twarz przebiegł jej strach, zwątpienie, zakłopotanie. Zebrała jednak w sobie coś na wzór determinacji i przesunęła się ukazując skrywaną za sobą sylwetkę drobnej, dziecięcej sylwetki.
- To mój syn..
- Acha, fajnie, przyszedł cie odprowadzić?
- Idzie ze mną - oznajmiła głosem nie uznającym sprzeciwu, choć ten wyraźnie drżał. Ja sam parsknąłem pod nosem, choć sytuacja wcale mnie nie bawiła. Przetarłem dłonią zmęczoną twarz.
- Słuchaj... - zacząłem się do niej zbliżać - Od tygodnia gadamy o jednej osobie, zapłaciłaś za jedną osobę, znalazłem pieprzone miejsce dla jednej osoby, wszystko jest dograne dla jednej osoby więc leję na to, że nagle sobie przypomniałaś o posiadaniu gówniarza - Stanąłem na przeciwko niej pozostając nieugiętym. Tu nie chodziło o to czy rozumiałem jej sytuację, o jakąś empatię tylko o zasady. Nie mogłem tak po prostu machnąć ręką, wzruszyć ramionami i pójść jej na rękę. Tego brakowało bym sobie dał wejść na głowie, uległ, a potem poszło to pocztą pantoflową dalej. Wszystko wszystko, lecz nie miałem zamiaru być dymany jak byle kurtyzana. I nie, wcale nie zmieniłem nastawienia widząc, jak coś w kobiecie pęka i zalewa się łzami. Przycisnęła do siebie chłopca, jakby zamierzała go wchłonąć.
- Proszę. dwa tygodnie temu miał dziesiąte urodziny. List nie przyszedł. Nie może tu zostać. Nie zgodziłbyś się gdybyś wiedział... - zaczynała łkać ze spuszczoną głową, głaskając uspokajająco dzieciaka. Mnie zaś wcale to czego słuchałem nie przyprawiało o optymizm. Cała podróż miała zostać w jednej chwili utrudniona, wszystko co załatwiłem w tym momencie można byłoby poddawać w wątpliwość. Skrzywiłem się.
- Nic mi po twoich lamentach. Galeony. Drugie tyle - Podsumowałem wszystko dość sucho. Komplikacje kosztowały. Zawsze.
- Nie mam tyle przy sobie
- Więc będziesz miała za trzy miesiące. Jeśli do tego czasu nie uskrobiesz to przyjdę po dzieciaka. To wydaje się być fair, prawda? Tylko nie próbuj się ukrywać. To bezsensu. Jeśli będę chciał to i tak cie znajdę - wystosowałem pewien impas. Mi nie uśmiechało się mimo wszystko rezygnować z zarobku, nie miałem zamiaru też robić charytatywnie. Co prawda układ był dalej bardziej korzystny dla mnie biorąc pod uwagę, że kobieta była w tym momencie przyciśnięta do ściany. Wiedziałem więc, że się zgodzi. Za bardzo zależało jej na tym by zniknąć z magicznego świata.
Ostatecznie zgodnie z przewidywaniami pokiwała potakująco głową.
- Nie traćmy czasu. Zaraz wszędzie będzie tłoczno, a tego chcemy uniknąć - wysunąłem się na przód, prowadząc kobietę za sobą. Dostanie się do jednego z większych niemagicznych miast Anglii nie stanowiło większego wyzwania. Przynajmniej jeśli się znało odpowiednich ludzi mogących zapewnić odpowiednie, niezarejestrowane kominki. Potem jednak zaczynały się schody. Miasteczko które było celem było małe i pozbawione magicznych usprawnień związanych z transportem. Teleportacja była wykluczona przez wzgląd na dzieciaka. Pozostawał tylko transport mugolski. Wiedziałem już, że będzie wesoło - kobieta szła sztywno, a jej wielkie oczy z pewną trwogą i niepewnością rozglądały się po budzącym się do życia mieście. Dzieciak to już w ogóle - zdawał się stać częścią maminej spódnicy. Wziąłem ją pod ramie i poczułem jak spina się jeszcze bardziej, nie mogłem powstrzymać rozbawienia.
- Uspokój się. Dziwnie wyglądasz jak się tak rozglądasz. Wpadniesz zaraz na kogoś lub coś. Swoją drogą mówiłaś, że byłaś już w mugolskim świecie - więc skąd ta nerwowość
- Ach, tak...to było raz, w szóstej klasie. Było to wieczorem i było...bardziej pusto
- Rozluźnij się. Mam wrażenie jakbym szedł ze szpadlem przytroczonym do ramienia - powtórzyłem, a ona tylko rzuciła mi pytające spojrzenie próbujące rozgryźć czym jest szpadel. O rety... Przemilczałem sprawę, skupiając się na tym by w miarę bezpieczny sposób przetransportować ich na dworzec. Oczywiście nie obyło się bez szybkiego kursu nie wpadania w panikę przy przejściu. Na szczęście dość szybko pojęła, że samochody to nie są zwierzęta. Potem nie było dużo łatwiej. Wiele rzeczy ją rozpraszało, była nieobecna do tego stopnia, że w kolejce po bilet ustąpiono mi miejsca z powodu chorej małżonki. Tak więc, dobrze, że jednak miała ambicję rozpocząć swoje nowe życie od totalnego wygwizdowa.
Sama podróż pociągiem minęła we względnym spokoju. Choć ja sam musiałem walczyć ze zmęczeniem przez co podróż okropnie mi się dłużyła. Gdzieś w połowie kobieta zaczęła się przełamywać i przyzwyczajać do mojej obecności na tyle, że zaczęła zadawać pytania które jej się namnożyły pod głową dotyczące mugolskich zwyczajów i tego, jak będzie wyglądało jej życie. Chętnie podjąłem rozmowę, bo ta jednak jakoś utrzymywała mnie przy rzeczywistości. Jakoś ten czas zleciał.
Po wyjściu z pociągu czekał na nas mój mugolski przyjaciel, który miał już zająć się sprawą dalej. Wiedział o magicznym świecie. Zdziwił się jednak, że kobieta nie była sama.
- Nawet mnie nie denerwuj...Doślę ci kasę za młodego. Są kompletnie zieloni, lecz kobiecie zdaje się zależeć na sprawie. Pewnie przez dzieciaka. Jest charłakiem. - mówiłem, mojemu wąsatemu przyjacielowi, sięgając po papierosa, a on chłoną te informacje ze stoickim spokojem. Patrząc jak wiedźma niepewnie wchodziła do samochodu tuląc z jednej strony dzieciaka, a z drugiej wór mugolskich ubrań. Leon cmoknął, co w jego wykonaniu znaczyło swoiste "jakoś to będzie". Musiało. Na odchodne dał mi jeszcze zapieczętowaną kopertę.
- Jak będziesz już w tym swoim magicznym barłogu to przekaż to Olivii jak ją spotkasz. - mruknąłem potakująco, chowając korespondencję za pazuchę - ...i zrób coś z sobą, wyglądasz jak ścierwo - dodał poklepując mnie po ramieniu, a potem zostawiając i odjeżdżając. Tak, to był ciężki dzień.
-




Do you wanna stick around to see

How bad can I be?

Powrót do góry Go down
Drew Macnair
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4375-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw
29
Czysta
Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
5
10
0
0
4
18
4
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Ulica   20.08.17 0:37

| 12.05.56’

Księżyc upił noc, zaspał dzień.

Myśl o nadchodzącym jutrze pozbawiała uroku nocy, która jak każda inna mogła być tą dającą ostatni głęboki oddech.  Zwykła loteria, w której los rozdający karty nie dbał o czystość krwi, ciężkość sakiewki, rachunek sumienia tudzież ilość altruistycznych uczynków stanowiących wedle społecznemu przekonaniu synonim dobra. Macnair nie należał do skrajnych epikurejczyków, albowiem głoszone przez nich teorie hamowała druga, empiryczna strona, jednak mimo to często szedł z wiatrem widząc sens tylko w tym, co sprawiało mu przyjemność. Żył pracą, miał plany, skrupulatnie trzymał się wyznaczonych obowiązków, ale nie zapominał przy tym o czasie, który wykorzystywał na własne, mocno przyziemne pragnienia. Zarobek był podstawą w ludzkiej codzienności, a oszczędności świadczyły o odpowiedzialności, jednak szatyn nie przywykł do odkładania galeonów do Gringotta, by później móc chełpić się trudnością ze zliczeniem pozostawionych kosztowności. Był rozrzutny przepijając większość w podmiejskich barach, ulicznych pubach i przegrywając w zakładach, które z góry skazane były na niepowodzenie; oczywiście wcześniej aranżował niezbędne procenty w misje, jakich się podjął, albowiem wbrew pozorom to praca była u niego zawsze na pierwszym miejscu. Kac nigdy nie był linią obrony.
Zatrzymawszy się we wskazanym miejscu wcale nie zdziwił go widok pustej uliczki. Jeszcze przed wyjazdem do Rosji był zdania, iż Anglicy byli wyjątkowo flegmatyczni, choć tłumaczyli to brakiem gorączkowania się i biegnięcia na złamanie karku. Rzekomo pośpiechem nie mogli zbawić świata, ale on był przeciwnego zdania – mozolność i ruchy przypominające starego, zużytego mugola (traktował ich bardzo przedmiotowo) przyniosły wiele nieszczęść, ponieważ czas, nie będąc łaskawy, nigdy nie zatrzymywał swego biegu. Westchnąwszy pod nosem oparł plecy o zimne, brudne od pyłu cegły wysokiego budynku i rozglądając się po sąsiednich fasadach wysunął z paczki papierosa, którego kraniec rozbłysnął tuż przed jego wargami. Skoro miał już czekać to nie w samotności, a towarzystwie swego drugiego, najwierniejszego kompana – nikotyny.
Czarna mgła śmignęła mu przed tęczówkami, by po chwili ulec zmaterializowaniu ukazując swe prawdziwe oblicze. Witający go ponury wyraz twarzy przypominał bardziej cmentarną hienę, jak żywego człowieka, ale nieszczególnie go to zaskoczyło. Odkąd pamiętał Mulciber patrzył na ludzi, jakoby gdzieś z tyłu głowy przypominał sobie idealne do tortur klątwy i dopasowywał je do osobnika względem tylko sobie znanych preferencji. Ten idiota to zabije go mądrością, ten chudy to zabije go łakomstwem, ten silny to zabije go achillesową piętą? Mógł zdradzić choć rąbek tajemnicy.
Skarcił się w myślach na zupełnie mimowolną próbę analizy psychiki towarzysza, albowiem niejednokrotnie przekonał się, iż szybciej przyjdzie mu rozrysować tor lotu złotego znicza jeszcze przed pierwszym gwizdkiem. Łeb tego bydlaka był na tyle skomplikowany i inteligentny, że każdy mający choć trochę szacunku wobec własnego czasu odpuszczał na samym początku. -Anomalie poraziły Ci nerwy twarzowe? Umarł domowy skrzat, czy bahanki pokąsały w tyłek?- uniósł brew odrzucając na wpół spalonego papierosa i krzyżując ręce na piersi nie spuszczał z niego wzroku. -Mieliśmy dzisiaj sprawy do załatwienia, ale jak widzę twoją grobową minę, to sam mam ochotę wyprawić sobie stypę.- przewrócił oczami, a następnie wysunął w jego kierunku dłoń w geście przywitania. Dalej miał mu wiele za złe, ale nie był szczególnie pamiętliwy w kwestii osób, do których żywił szacunek, więc postanowił, iż pewna robota… może poczekać. -Jestem rad, że ubrałeś wyjściowe trzewiki, choć obawiam się, że i one nie pomogą utrzymać cię w pionie.






The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Niewymowny
30
Czysta
Kawaler
When I hear that trumpet sound I'm gonna rise right
out of the ground.
There ain't no grave can hold my body down.
20
20
0
0
0
43
5
3
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Ulica   09.09.17 16:44

Przy odrobinie szczęścia jutro nie nadejdzie nigdy.
Olbrzymia nawałnica, która przetoczyła się przez Londyn pozostawiła po sobie wiele szkód, lecz świat wokół i tak nieustannie stawał w płomieniach, znikał pod lodowatym płaszczem wydobywających się z Tamizy fal. Po pierwszym maja wiele miejsc przestało przypominać to, czym było jeszcze w kwietniu, wiele z miejsc, które znał, przestały istnieć lub nie nadawały się do użytku, zabezpieczone; zapieczętowane przez ministerialne służby, czekające na czyjąś interwencje. Każda wypowiadana inkantacja niosła ze sobą trudne do przewidzenia konsekwencje. Wizje nawiedzały go częściej niż kiedykolwiek wcześniej, wiele z nich nie miało najmniejszego znaczenia. Widział przed oczami zarówno czarodziejów, jak i mugoli, widział ich w najzwyklejszej prozie życia codziennego, bez wyjątkowych znaczeń, istotnych zdarzeń, bez podpowiedzi, które mogły okazać się przydatne. I wystarczył najdrobniejszy bodziec, by na chwilę przenieść go na chwiejny pomost pomiędzy przyszłością, a teraźniejszością, skąd patrzył w dół, na to co się wydarzy. Chciał, by po tych bezsensownych treściach nie pozostał nawet ślad, ale nie potrafił tego wszystkiego wyrzucić z głowy. A powinna być teraz pusta, skoncentrowana na planie, wydarzeniach, które lada moment będą miały miejsce; które zmienią ten świat raz na zawsze.
Zwykle się spóźniał i nigdy się tym nie przejmował, zakładając, że otaczają go ludzie inteligentni, zdający sobie sprawę, że kłopoty organizacyjne nie wynikają z braku szacunku, a wielu równie istotnych zajęć. Nie znał smaku bezczynności i nudy. Wciąż pozostawało wiele woluminów do przejrzenia, wiele ludzi do spotkania, mnóstwo tajemnic do odkrycia, gwiazd do obejrzenia. Chciał to wszystko osiągnąć, pragnął zdążyć; czas uciekał przez palce, nie pozostało mu go zbyt wiele. Sięgnął po zegarek już po tym, gdy upłynęła wyznaczona godzina spotkania. Przez chwilę obserwował uciekające cienkie wskazówki, wiedząc, że nie zdoła odwrócić tej szaleńczej gonitwy donikąd. Obserwował, jak mkną, wiedząc, że gdzieś tam w ciemnych zaułkach Nokturnu ktoś na niego czeka.
Bez materialnej formy, bez kształtu, własnego zapachu, zupełnie jakby nie istniał naprawdę, mknął nad dachami kamienic, przedzierając się przez zawisłe nad miastem chmurzyska, gęste dymy z kominów i śmierdzące opary, gdy tylko z Pokątnej przedarł się na Ulicę Śmiertelnego Nokturnu. Zmaterializował się tuż przed nim, od razu napotykając na swej drodze jego oceniające, chłodne spojrzenie; nie był jednak w stanie stwierdzić o czym myślał. Był typem czarodzieja, którego trudno było przejrzeć; który pod szelmowskim uśmiechem, schodzącym tylko kiedy przyjmował doustnie ognistą krył całą prawdę o sobie. Szaleńczo pewny siebie, ambitny, sprytny. Myślał szybko, kalkulował ryzyko bezbłędnie i lubił je podejmować, nie obawiając się konsekwencji — jakby zupełnie nie miał nic do stracenia, żadna rzecz nie była dla niego wystarczająco ważna, aby chciał ją zachować. Dlatego tak często igrał z ogniem, dlatego nie wycofał się ze swą drwiną, kiedy rozprawiali o potędze Czarnego Pana. Był pewien, że przez wiele kolejnych dni przeklinał go w myślach i pluł, każdorazowo, gdy przypomniało mu się jego nazwisko. Z pewnością odczuwał też skutki okrutnej klątwy, jej znamion nie można się pozbyć od razu. Dlatego, kiedy zjawił się przed nim, patrząc mu w oczy zastanawiał się, czy zmądrzał na tyle, by nie podejmować zbyt pochopnej decyzji o zemście; nie miał wątpliwości, że pojął jak silną mocą dysponuje Czarny Pan po tym jak plotki o nim rozniosły się nie tylko po Nokturnie, ale i całym Londynie i jego obrzeżach. Szef biura aurorów nie stanowił dla niego żadnego wyzwania, a teraz już wszyscy mogli się o tym przekonać. Może na chłodno zdołał też pojąć, że gdyby nie był wystarczająco dobry i potrzebny nikt nie zawracałby sobie nim głowy. Był im potrzebny, jego umiejętności miały okazać się w przyszłości nieocenione.
— Widok twojej gęby sprawia mi wielką przykrość, widocznie nie potrafię tego ukryć — odparł, wyciągając rękę w jego stronę. Patrzył na niego wciąż uważnie, doszukując w jego zachowaniu podstępu. Teraz stali po tej samej stronie, oficjalnie — został jednym z nich. Po ostatnim spotkaniu na pewno zrozumiał, jak ważna jest dla nich wszystkich lojalność i co może grozić za jej brak. Nie byli bandą dzieciaków, które spotykają się w ogrodzie, by pokopać kilka dziur w ziemi. — Nie mam nic przeciwko. O wiele lepiej bawię się na pogrzebach niż weselach, więc masz szansę mnie rozbawić. Lepiej prezentowałbyś się jako nieboszczyk niż błazen, przemyśl to — zaproponował mu, na zakończenie przywitania klepiąc go jeszcze po przyjacielsku w ramię. Szczerze sądził, że znów mogliby się lubić. Zupełnie jak dawniej, w szkole, kiedy mieli wspólne cele.
Obejrzał się za siebie, zachowawczo. Byli sami.
— Zwykle ubieram je na pogrzeby — te buty; dobrze się więc składa. — Jeśli zamierzasz się dziś urżnąć, nic nie wyjdzie z załatwienia tych spraw.— Zmierzył go krytycznym wzrokiem i dodał:— Ale zaryzykujmy. Czeka na nas robota, po Wywernie zostały zgliszcza, więc jeśli nie masz ze sobą piersiówki zahaczymy po drodze o Mantrykorę.





Not a spell gonna be broken with a potion or a priest. When you're cursed, you're always hoping that a prophet would be grieved. When the fires, when the fires have surrounded you. With the hounds of hell coming after you. I've got blood. I've got blood on my name

Powrót do góry Go down
Drew Macnair
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4375-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw
29
Czysta
Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
5
10
0
0
4
18
4
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Ulica   19.09.17 17:38

Nawet głupiec wiedział, że coś pękło. Nawet zwykły, nic nie warty czarodziej, którego codzienność opierała się o jeden cel – egzystencję, zaobserwował incydenty na zawsze mające zmienić bieg wydarzeń, mimo iż były mu one zupełnie obojętne. Tajemnicze sytuacje, niewytłumaczalne epizody, jakie miały miejsce, tyczyły się każdego bez względu na status, wiek, czy magiczne umiejętności. Los wybrał wystawiając na próbę wszelkie elementy hierarchii wartości, których weryfikacja mogła okazać się kluczem już nie tylko do władzy, a przede wszystkim przetrwania.
Macnair miał inne podejście do kwestii czasu. Wiedząc jak niezwykle istotny był on dla niego samego, nie narażał towarzyszów na jego marnowanie wskutek musu oczekiwania po umówionej godzinie. Kolejny wypalany papieros przypominał mu tylko o rzeczach, które mógł załatwić, miejscach jakie mógł odwiedzić, zamiast bezczynnie stać opartym o zimny mur zniszczonego budynku. Pozornie przypominał kąpanego w gorącej wodzie, ale zawód jakim się trudził nauczył go cierpliwości i wytrwania w sytuacjach, na które nie miało się większego wpływu. Oczywiście – ta względnie szybko mu się kończyła, kiedy zawinił człowiek, a nie przypadek, jednakże zaznając już angielską niechlujność mniej radyklanie podchodził do pewnych sytuacji zwyczajnie nie chcąc psuć sobie dobrego nastroju. Przebywając na wschodnich ziemiach nie stosował taryfy ulgowej często znikając w chwili, gdy dłuższa wskazówka zegara przekroczyła ustaloną cyfrę.
Pojawienie się mgły, paskudnego chłodu mierzwiącego odsłonięte przedramiona oraz dłonie nie sprawiło, że ulica stała się weselsza i bardziej tłoczna. Czarna magia unosząca się nisko nad głowami przynosiła smutek, bezlitosną rozpacz pragnącą wedrzeć się do niewinnego ciała, by na wskroś przeciąć otuloną dobrem duszę. Tutaj na Nokturnie było to codziennością. Zaklęcia, które prawnie nie powinny ujrzeć światła dziennego atakowały bezbronnych zajmując ich umysły i serca, wskutek czego względnie tłumnie oblegane przecznice wydawały się puste, pozbawione wrzawy i londyńskiej serdeczności. Nawet w ciągu dnia panowała mroczna, niebezpieczna noc, która zabiła już wszelkie nadzieje na nowe, lepsze jutro – to Macnair uwielbiał najbardziej.
Nie do końca wiedział, czego mógł się spodziewać. W jego głowie nadal pojawiał się obraz szaleńczych, maniakalnych oczu Mulcibera, który bez krzty wyrzutów i pohamowań wymierzył w niego różdżkę z niewybaczalnymi słowami na ustach. Czuł tego skutki: palący ból głowy, który najczęściej pojawiał się podczas snu, dlatego też starał się go dostatecznie zagłuszać pokaźnymi ilościami lepszego sposobu na poranny ucisk w okolicach skroni.
Nie oceniał jego czynów podobnie jak nie oczekiwał na dogłębne opinie o swoich własnych, jednakże próba zrozumienia tego wszystkiego, poskładania małych, paskudnych puzzli wymagała czasu oraz woli, której często Macnairowi brakowało. Wydarzenia na cmentarzu zapoczątkowały lawinę, przed którą pozostało mu już tylko zwinnie umykać, bądź zatrzymać się i zginąć zepchniętym w otchłań niespełnionych celów, i aspiracji. Na drugą opcję był zbyt dumny, był zdecydowanie zbyt pewny siebie. Szatyn zawsze spadał na cztery łapy, a kiedy ów upadek nader mocno go uszkodził… zmieniał twarz, do tego się szkolił. Nie znał sytuacji bez wyjścia.
-W twoich ustach brzmi to jak komplement.- uniósł brew nie ukrywając pewnego zadowolenia, że ich różdżki nadal spoczywały w kieszeni długich szat i teoretycznie nie planowały zbyt szybko ich opuścić. Wzmianka o nowej przynależności, grupie ludzi, którą przyszło mu poznać sprawiła, iż skinął głową w niemym znaku zgody, jaka nie przeszłaby mu przez gardło. Znajome twarze nieco ostudziły jego pragnienie zemsty i sprawiły, że słowa Mulcibera – jak bardzo nie byłby szalone – zostały przeanalizowane na nowo, a dzięki temu zrozumiane, choć jeszcze nie do końca przyswojone. Nie kłamał, nie sfiksował, tego był pewny – a to była istotna świadomość.
-Nawet robaki przy twym truchle umarłyby z nudów, przemyśl to.- rzucił w odwet wywracając oczami w ten swój charakterystyczny sposób. Jego podejście, sposób wysławiania i samo zachowanie na pewno wzbudzało wiele kontrowersji i niesmaku wyższych sfer, ale dla szatyna nie miało to żadnego znaczenia. Miotłę zwykł trzymać między nogami, nie w dupie.
Szkoła była tematem tak odległym, jakoby fikcyjnym. Obydwoje się zmienili, obydwoje byli innymi ludźmi, jednak los ponownie sprawił, że spotkali się na swych drogach. Może miała być ona usłana tarczami przeciwników, nie krwią?
Uśmiechnąwszy się na jego słowa ruszył w kierunku Białej Wywerny wciskając towarzyszowi w dłonie małych rozmiarów piersiówkę. Była na wpół pusta, toteż uzupełnienie jej z pewnością było dobrym pomysłem. -Po kilku głębszych łatwiej z Tobą wytrzymać, więc nie dziw się, że zrzeszasz tylko tych pod wpływem.- westchnął przeciągle wsuwając dłonie w kieszenie przetartych spodni. Od początku zdawał sobie sprawę, że czeka ich robota, więc mogli chociaż połączyć przyjemne z pożytecznym. -Idąc na spotkanie z Tobą człowiek ma wrażenie, że idzie na strawę z ojcem niewiasty, któremu musi przyznać, że przeleciał jego córkę.- zerknął na niego wyginając wargi w ironicznym uśmiechu. -Nie wiesz czy Ci odetnie łapy, czy je uściśnie.

/zt x2 ----> klik






The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#110829
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
26
18
5/22
8/40
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ulica   12.12.17 18:19

23 czerwca, wieczór
Odurzająca woń lili wciąż trwała we wnętrzu Yaxley's Hall, chociaż wesele skończyło się już jakiś czas temu. Prócz nich na korytarzach posiadłości panował względny spokój zakłócany jedynie przez dalekie brzmienie starego zegara, który wybijał godzinę za godziną, niezależnie od pory dni i nocy. Morgoth rozejrzał się jeszcze nim zdecydował się przenieść w okolice Ulicy Pokątnej, by następnie przejść do wspomnianej przez Ignotusa karczmy, mieszczącej się na Nokturnie. Nie zamierzał przyciągać tym uwagi mieszkańców rodowej od niedawna siedziby, dlatego też wybrał wieczór na odpowiednią porę do wybrania się w to miejsce. Zresztą była to najrozsądniejsza pora, by przyuważyć pijących kolejne już piwo mętów zbierających się w Mantykorze. Na spotkanie dziwaka z listu Mulcibera nie liczył, chociaż nie wykluczał takiej możliwości. Z tego jednak co wnioskował po wiadomości nie miał go zaszczycić żadną nową wiedzą. To reszta podejrzanych typów miała go tak interesować. Gdy zmaterializował się w pustej uliczce, zaczął padać zimny deszcz, a latarnie wyglądały na brudne i niewyraźne - ich kontury rozmywały się w mgle spowijającej miasto. Yaxleyowi zdawało się, że pogoda z Fenland przeniosła się do stolicy. Słyszał dochodzące z przeróżnych stron głosy, jednak żaden nie dobiegał z alejki, w której się znajdował. Nasunął więc mocniej kaptur na głowę, chowając się w jego cieniu. Czarny, poobdzierany w niektórych miejscach płaszcz nasiąknął wilgocią już w Yaxley's Hall, gdzie wisiał przy wejściu dla służby. Ubrany w znoszone ubrania szlachcic przypominał bardziej chłopca portowego, który dość szybkim krokiem kierował się w stronę Ulicy Śmiertelnego Nokturnu. O tej porze zdecydowanie mniej osób pojawiało się na Pokątnej, gdzie czaili się gdzieniegdzie pracownicy Ministerstwa Magii i zgarniali każdych natrętów kręcących się przy objętych kwarantanną miejscach. Wkraczając w ciemne, wąskie przejście Morgoth słyszał za plecami jakiś okropny śmiech, ale gdy się odwrócił, nikogo nie dostrzegł. Razem z pojawieniem się na Nokturnie wylęgali jak spod ziemi pijani mieszkańcy, kłócący się o coś mężczyźni. Idąc dalej, słyszał też wyzwiska padające z pootwieranych okien kamieni. To tutaj istniały nory dla palaczy opium, gdzie można  było kupić zapomnienie i dobrowolnie oddawało się swoje trzeźwe, zdrowe zmysły na otępienie. Głuchy gwar Londynu unoszący się ponad tym wszystkim przypominał głębokie tony dalekich organów. Lampy mające oświetlać mu drogę przez tę dzicz, stawały się coraz rzadsze, a ulice z każdą chwilą węższe i ciemniejsze. Raz po raz wchodził w czarne jak krew kałuże, aż poczuł jak w butach zaczęła chlupać mu woda. I tak było mu wszystko jedno - deszcz się nasilał, a cały płaszcz zaczął ciążyć mu na plecach. Na szczęście znajdował się już niedaleko miejsca docelowego. Nie zabrał nic prócz różdżki, magicznego kompasu i kilku knutów na podrzędny bimber, który zapewne musiał nabyć, skoro zamierzał podpytać kilku przemytników o cel swojej nieprzyjemnej wizyty.





You collect scars because you want proof that you are paying for whatever sins you've committed
Powrót do góry Go down
 

Ulica

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

 Similar topics

-
» Kawiarenka Starbucks - Ulica Nankińska
» Główna ulica
» Ulica czerwonych latarni
» Główna ulica
» Ulica

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Śmiertelnego Nokturnu-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18