Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Salon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3 ... 9 ... 17  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Salon   12.06.16 19:02

Salon

Pomimo odbudowy starej chaty niektóre rzeczy się nie zmieniły: znajdujący się w kwaterze salon nie należy do największych, nie odznacza się też przepychem. Jego wystrój jest skromny, choć przytulny; przywodzi na myśl coś związanego z domem, daje poczucie bezpieczeństwa. Jedną z pokrytych kremową tapetą ścian zajmuje stary zegar, a dookoła niego i na pozostałych ścianach wiszą kolorowe puste ramki, przygotowane do tego, aby zakonnicy włożyli do nich swoje zdjęcia.
W salonie znajdują się dwie sporych rozmiarów brązowe kanapy, do których przystawiony jest niewysoki stolik wykonany z ciemnego dębowego drewna, na którym spoczywa błękitna serweta. Na nim, a także na wszystkich innych powierzchniach w pomieszczeniu, pełno jest przeróżnych drobiazgów, które nie wiadomo kto tu zostawił i które nie wiadomo do czego służą. Koloru pomieszczeniu nadają różnobarwne poduszki i duża, pomarańczowa szafa oraz firany w oknach, których barwa co jakiś czas ulega zmianie. Również tutaj, jak w prawie że całej chacie, można spotkać małe, świetliste leśne stworzonka przypominające patronusy - niewątpliwie ktoś zakupił je na Festiwalu Lata i postanowił wypuścić w kwaterze Zakonu.


Powrót do góry Go down
Lilith Greengrass
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1807-lilith-black https://www.morsmordre.net/t2158-sow#32631 https://www.morsmordre.net/t2157-liliy#32628 https://www.morsmordre.net/f177-shropshire-dwor-averych https://www.morsmordre.net/t2288-lilith-greengrass
Zawód : Auror
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Don't mistake my kindness for weakness,
I'll choke you with the same hands I fed you with.
OPCM : 6
UROKI : 12
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Metamorfomag
Find someone who knows how to calm your storms.

PisanieTemat: Re: Salon   20.06.16 16:23

| 19 grudnia - bardzo późny wieczór, po złapaniu Melanie Karkarov

Było już późno. Późno, ciemno i zimno. Typowa grudniowa pogoda nie zachęcała do wychylania nosa za próg domu a co dopiero do późnych nocnych eskapad, jednak tym razem była ona bardziej niż konieczna. Aportowałam się mniej więcej na środku salonu, przez chwilę chwiejąc się w miejscu a następnie siląc się na złapanie równowagi.
- Cholerna teleportacja. - Mruknęłam pod nosem, wyciągając z kieszeni ciemnej szaty różdżkę a jej koniec kierując w stronę kominka. Przyda się tu nieco ciepła... i światła. Zerknęłam na duży zegar, wiszący na jednej ze ścian po czym nerwowym krokiem zaczęłam przemierzać długość pokoju w niecierpliwości oczekując na przybycie Garretta. Czy naprawdę mogliśmy odkryć z Smuelem drugą siłę a której wspomnieli nam przy wcieleniu do Zakonu? Merlinie...






And on purpose,
I choose you.

.
Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley https://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 https://www.morsmordre.net/t630-garrett https://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 https://www.morsmordre.net/t2785-skrytka-bankowa-nr-122#44963 https://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
Zawód : auror
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
OPCM : 41
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   20.06.16 16:50

Zaniepokoił go ten list.
Nie chciał nawet myśleć, co mogło być jego przyczyną - zamiast prowadzić destrukcyjne rozważania wolał się więc po prostu dowiedzieć. Sowę otrzymał dosłownie chwilę po tym, jak odwiesił przyprószony śniegiem płaszcz na hak wieszaka we własnym mieszkaniu; w ten oto sposób zaraz ponownie zarzucał na plecy płaszcz, a potem rzucił Lyrze pierwsze lepsze wytłumaczenie nagłego wyjścia (nawet nie był do końca pewien, co mówił - coś o nagłym wypadku w pracy i wyjątkowo niespodziewanym wezwaniu od szefa?). Nieważne - i tak nie czekał na odpowiedź, tylko po krótkim, przepraszającym uśmiechu deportował się z przedpokoju, nie chcąc marnować nawet ulotnych chwil na pospieszne opuszczenie mieszkania.
Przeniósł się do ogrodu rozpościerającego się za kwaterą. Było naprawdę późno - panowała nieprzerywana odgłosami miejskiego życia cisza, a z ciemnego nieba sypał gęsty śnieg oświetlony snopem słabego światła rzucanego przez pojedynczą latarnię, ale nie tracił czasu na kontemplację zimowych widoków. Zmarszczył lekko brwi, szczelniej otulił się płaszczem i ruszył w kierunku wejściowych drzwi kwatery; pozostawiane przez niego ślady w śniegu nie stanowiły zagrożenia, w końcu i tak za chwilę zasypie je gruba warstwa świeżego puchu.
Do środka wszedł z impetem; przemierzał niedługi hol przyspieszonym krokiem, jednocześnie ściągając z siebie płaszcz. Czysto profilaktycznie wyjął różdżkę - w końcu spodziewał się już wszystkiego, bo zazwyczaj tak niewylewne oraz tajemnicze listy nie zwiastowały niczego dobrego.
Szybko dotarł do salonu. Dostrzegając Lilith całą i zdrową, niemalże odetchnął z ulgą, choć wciąż zdawał się trzymać rękę na pulsie. Nie chował różdżki, nawet rozejrzał się przelotnie po pomieszczeniu, być może oczekując, że coś nagle zeskoczy na nich z sufitu, ale w końcu ostatecznie wbił pytające, lecz ciepłe spojrzenie w młodą aurorkę.
- Wszystko w porządku? - spytał, bo w danej chwili to było dla niego najważniejsze; przerażała go myśl, że znowu komuś bliskiemu mogła stać się krzywda.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Lilith Greengrass
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1807-lilith-black https://www.morsmordre.net/t2158-sow#32631 https://www.morsmordre.net/t2157-liliy#32628 https://www.morsmordre.net/f177-shropshire-dwor-averych https://www.morsmordre.net/t2288-lilith-greengrass
Zawód : Auror
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Don't mistake my kindness for weakness,
I'll choke you with the same hands I fed you with.
OPCM : 6
UROKI : 12
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Metamorfomag
Find someone who knows how to calm your storms.

PisanieTemat: Re: Salon   20.06.16 17:33

Cisza panująca w pomieszczeniu zdawała się być przerywana jedynie skrzypieniem podłogi, uginającej się pod moimi nerwowymi krokami, trzaskami dobiegającymi z kominka i tykaniem wskazówek zegara. Miałam wrażenie, że krążę po tym pomieszczeniu już pół nocy, kiedy to w rzeczywistości zdążyło upłynąć zaledwie kilka minut. Nagle drzwi do domku otworzyły się z hukiem, zwiastując przybycie - miejmy nadzieję - Garretta. Zacisnęłam palce na różdżce, by w razie potrzeby szybko i sprawnie jej użyć. Po chwili jednak zza drzwi wyłoniła się miedziana czupryna a ja mogłam odetchnąć z ulgą.
- Garrett... - Zdołało mi się wyrwać, zanim wstrzymywane do tej pory powietrze zdało wydostać z moich płuc. Utkwiłam w nim swoje pełne zniecierpliwienia i przejęcia spojrzenie. - No właśnie problem w tym, że chyba nie. - Odpowiedziałam, lecz zauważając jego przejętą minę szybko sprostowałam. - Nikomu nic się nie stało. Chodzi o coś innego. - Zaczęłam, zastanawiając się jak ubrać w słowa te wszystkie myśli, tak chaotycznie wijące się po mojej głowie. - Samuel zabrał mnie dzisiaj na misje, mieliśmy wyśledzić i przy odrobinie szczęścia złapać mordercę Wooda - Melanie Karkarov. Wydaje mi się, że znasz tą sprawę - Przerwałam, by upewnić się, ze mężczyzna wie o czym mówię. - No więc udało nam się ale przy tym dowiedzieliśmy się czegoś, co z całą pewnością jest istotne dla samego Zakonu. - Przerwałam grzebiąc w kieszeni płaszcza, w poszukiwaniu ów jednego z listów adresowanych do czarownicy. - Pamiętasz jak na wprowadzeniu mówiłeś o drugiej sile? Że sam Dumbledore tak powiedział? - Spytałam dość retorycznie, podając mu kawałek pomiętego pergaminu, opieczętowanego tajemniczym znakiem węża wypełzającego z czaszki oraz lakonicznym podpisem Sam wiesz kto. Treść listu zapraszała na spotkanie w białej Wywernie, mające miejsce zaledwie parę godzin temu. Posłałam mu znaczące spojrzenie i odczekałam chwilę, by dać mu możliwość przyswojenia informacji. - To znaleźliśmy w jednej ze skrytek w mieszkaniu na Nokturnie, w którym przebywała Melanie. Sama również przyznała się, że pracuje dla jak to nazwała Czarnego Pana. Miała obserwować, zbierać informacje i donosić mu o wszystkim... - Urwałam, próbując przypomnieć sobie czegoś więcej z bełkotu Karkarov. - Kiedy zapytaliśmy się jej co to za człowiek, odparła jedynie, że zrobi on porządek z "plugastwem", że nie będzie ono już więcej psuło czystej krwi. A kiedy zagroziłam jej pocałunkiem dementora, oświadczyła że będzie on wybawieniem w porównaniu z tym co jej zrobi Czarny Pan... - Po tych słowach, przez moje ciało przeszedł zimny dreszcz a usta wygięły się w kwaśnym grymasie. - Z początku myślałam, że to zwykłe bujdy, nie brałam poważnie tego co mówi, jednak kiedy się zastanowiłam... Myślisz, że to może być to? Że to właśnie o tym wspomniał Dumbledore zanim umarł? - Spytałam, skacząc wzrokiem po jego tęczówkach; jednocześnie zaciskając palce na swoich smukłych ramionach.






And on purpose,
I choose you.

.
Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley https://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 https://www.morsmordre.net/t630-garrett https://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 https://www.morsmordre.net/t2785-skrytka-bankowa-nr-122#44963 https://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
Zawód : auror
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
OPCM : 41
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   20.06.16 21:30

Oddychał zaskakująco spokojnie jak na fakt, że bał się słów, które miał zaraz usłyszeć; nie wiedział kompletnie, czego się spodziewać, ale musiała być to sytuacja nagła, bardzo ważna i prawdopodobnie niebezpieczna. Taka, która nie mogła poczekać do następnego spotkania Zakonu Feniksa w pełnym gronie.
Zawiesił mokry płaszcz na oparciu jednego z foteli, ale nawet na czas wykonywania tej czynności nie śmiał odwracać spojrzenia od Lilith. Poświęcał jej pełną uwagę, śledził każde słowo, póki co wybierając jednak milczenie.
Oczywiście, że słyszał o sprawie Melanie Karkorov; jako że nieświadomie w całe to zamieszanie została wciągnięta jego siostra, nie mógł pozostać obojętny na losy tej czarownicy. Na jego czole uwydatniła się zmarszczka, gdy padło nazwisko kobiety, która spędziła mu sen z powiek w trakcie wielu nocy.
Skinął głową w odpowiedzi na retoryczne pytanie, by dać Lilith znać, że słucha i rozumie każdą przekazaną przez nią informację. Nawet nie zauważył, w którym momencie zaczął bezwiednie krążyć po pokoju, starając się posegregować i uporządkować rozszalałe myśli.
Przyjął opieczętowany list i przyjrzał mu się krytycznym wzrokiem, ale wciąż nie odezwał się nawet słowem. Słuchał. Słuchał bardzo uważnie, łączył fakty, starał się nie wpadać w panikę - chyba nie miał wyboru, kiedy przyjmował rolę osoby, która musi zachować stalowe nerwy, aby inni mogli pławić się w niepokoju.
Gdy skończyła mówić, przez chwilę dalej milczał.
- Sam wiesz kto - odczytał lekko zachrypniętym głosem podpis przy liście, wciąż zachowując pełne skupienie. - Czarny pan - mówił dalej, starając sobie to wszystko poukładać, ważyć informacje, zapamiętać jak najwięcej. - Plugastwo, czysta krew... Nie wiem, Lily, szczerze nie mam pojęcia - przyznał, wreszcie uciekając od niej wzrokiem i wbijając go w ogień tańczący po palącym się drewnie w kominku. - Ale na pewno nie możemy tego tak zostawić, trzeba to sprawdzić; zbyt wiele elementów układa się w pasującą do siebie całość. Złożyliście już raport w Biurze Aurorów? Bez wstawiennictwa Rogersa raczej niewiele zdziałamy. - Choć to zaskakujące, wśród całego absurdu, jakim okazywało się aktualnie Ministerstwo, nawet na chwilę nie przestał ufać swojemu szefowi. Choć wiadomo - każde zaufanie ma swoje granice. Są sekrety, którymi nie powinno się dzielić nawet z najbardziej honorowymi ludźmi. Tak zapobiegawczo. - Tylko kim może być ten Czarny Pan? Bo zgaduję, że nie mowa o Grindelwaldzie. - Chociaż prawdopodobnie nie powinien zakładać już niczego.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Lilith Greengrass
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1807-lilith-black https://www.morsmordre.net/t2158-sow#32631 https://www.morsmordre.net/t2157-liliy#32628 https://www.morsmordre.net/f177-shropshire-dwor-averych https://www.morsmordre.net/t2288-lilith-greengrass
Zawód : Auror
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Don't mistake my kindness for weakness,
I'll choke you with the same hands I fed you with.
OPCM : 6
UROKI : 12
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Metamorfomag
Find someone who knows how to calm your storms.

PisanieTemat: Re: Salon   20.06.16 22:22

Pokiwałam głową, w odpowiedzi na pytanie aurora. - Po całym zajściu, wysłałam patronusa z wiadomością o złapaniu Karkarov do Ministerstwa a następnie odstawiłam ją razem z Samuelem i Elizabeth do Tower. Tam czeka na dalsze postępowanie w jej sprawie, przesłuchania a następnie wyrok. Zaraz potem Sam pognał do Rogersa a ja do Ciebie. Oboje uznaliśmy, że musisz wiedzieć, skoro istnieje możliwość, że sprawa może dotyczyć również zakonu. - Zawiesiłam na chwilę głos, wyraźnie nad czymś się zastanawiając. Nie mogłam się pozbyć przeczucia, że to wszystko odbije się nam jeszcze potężną czkawką. W końcu sami nie mieliśmy do końca pojęcia w co tak dokładnie się pakowaliśmy, to jednak nie zmieniało faktu, że pakowaliśmy się w to z pełną świadomością i zaangażowaniem. Oderwałam wzrok od tańczących płomieni, przerzucając go na Garretta.
- Grindelwad.. - Powtórzyłam za nim jak echo, ściągając przy tym nieco brwi, by następnie pokręcić przecząco głową. - Nie to chyba nie on... Po co miałby nadawać sobie nowy tytuł skoro i tak większość czarodziei drży przed jego obecnym nazwiskiem? - Jedna z brwi powędrowała ku górze. Jednak ani ja ani Garrett takiej pewności nie mieliśmy, nie powinniśmy więc całkowicie skreślać tego ogłupiałego mężczyzny z listy podejrzanych. - Może jakiś jego wyznawca? Uczeń? Nie wiem... Kolejny chory fanatyk czystej krwi? - Wyrzuciłam z siebie niemal jednym tchem, nie kryjąc swojego zdenerwowania. Nie wiedzieliśmy kim był Czarny Pan. Ilu ludzi miał przy lub pod sobą. Nie mieliśmy nawet pewności, że Melanie mówi prawdę... Chociaż każdy kto byłby wtedy w pokoju numer jeden i widział malujące się w jej oczach przerażenie - z pewnością wziąłby słowa czarownicy za prawdziwe.
- Musimy zacząć od punktu wyjścia - Melanie. Wprawdzie obiecała wszystko wyjawić w zamian za nie wydanie jej. Przed przeniesieniem do Tower, bełkotała jeszcze coś o następnym spotkaniu ale w końcu zamilkła, grożąc że już nic więcej nie powie. - Przerwałam na chwilę, na mojej twarzy pojawił się kolejny kwaśny grymas. - Powinniśmy ją przesłuchać. - I choć z chęcią zobaczyłabym jak wije się z bólu po podłodze o wiele rozsądniejszym rozwiązaniem będzie jeśli... - Podamy jej serum prawdy, wtedy wyśpiewa nam wszystko co wie... Co Ty na to? Może wtedy to wszystko stanie się choć odrobinę jaśniejsze. - Posłałam mu pytające spojrzenie. Sama nie wiem czego tak właściwie od niego oczekiwałam, wsparcia? Trzeźwości myślenia i zbierania nas do kupy po każdym następnym, wymierzonym w nas ciosie? Przecież i on miał swoje granice. Dodatkowo jak na złość sprawa ta musiała również dotyczyć jego siostry.






And on purpose,
I choose you.

.


Ostatnio zmieniony przez Lilith Greengrass dnia 21.06.16 21:05, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley https://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 https://www.morsmordre.net/t630-garrett https://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 https://www.morsmordre.net/t2785-skrytka-bankowa-nr-122#44963 https://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
Zawód : auror
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
OPCM : 41
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   21.06.16 15:44

Ogień nieprzerwanie trawił drewno w kominku. Garrett przyglądał mu się w dużym zamyśleniu; nie podobało mu się to, co słyszał. Dawne słowa Dumbledore'a nie nastrajały optymistycznie, ale odwlekały w czasie zło koniecznie - trzecia siła miała się narodzić, miała zagrażać porządkowi na świecie, ale do tej pory nie przewidywał nawet w najgorszych wizjach, że stanie się to tak szybko. Byli przecież w rozsypce; po akcji w Tower morale zdecydowanie opadły, a choć przestali już opłakiwać bezsensowne śmierci bliskich, nic nie było w stanie załatać dziur ziejących w sercach i palących wyrzutów sumienia.
- To dobrze - skinął lekko głową, mając nadzieję, że Rogers zareaguje odpowiednio szybko. Bez niego nie mogli zadziałać zbyt wiele, potrzebowali wykwalifikowanych ludzi, siły, by poznać tę bliżej nieokreśloną organizację i zdusić ją w samym zarodku.
Zdawał sobie jednak sprawę, że nie może być to tak proste, jak teraz brzmi. W innym wypadku nie ostrzegłby go przed tym sam Dumbledore.
- I dziękuję ci, Lilith, że od razu mnie poinformowałaś. To wiele dla mnie znaczy - rzucił zaraz, wysyłając w jej stronę przyjazny uśmiech, który może nie do końca pasował do wagi wypowiedzianej przez niej słów. Nie wiedział jednak, w jaki inny sposób mógłby na ten moment wyrazić wdzięczność.
Jego uśmiech przerodził się w słabszy, może nieco gorzki.
- Nie mam pojęcia, ale ten człowiek jest nieprzewidywalny - podsumował Grindelwalda, choć też zdawało mu się, że sprawy były bardziej skomplikowane; coś podpowiadało mu, że powinien pamiętać o słowach protoplasty Zakonu, że nadszedł czas, o którym wspominał w lipcu w trakcie stypy.
Widmo wojny już dawno nie było tak wyraźne, tak namacalne, tak przerażające.
- Czarny Pan brzmi zbyt... chwalebnie. Nie mogę być pewien, ale wydaje mi się, że gdyby ktoś próbował się tak wywyższyć, a Grindelwald by o tym wiedział, wytępiłby go. To tyran. Despota. Dyktator. Jest na tyle potężny, że mógłby zmieść całą konkurencję jednym spojrzeniem - w tym nas, cały Zakon Feniksa, wszystkich naszych najbliższych; raz a dobrze pozbyłby się dręczącego go problemu i dążyłby do swojego kolejnego celu, jakkolwiek okrutny i bezwzględny by on był. Nie patrzyłby na środki.
- Tak, trzeba ją przesłuchać - potwierdził krótkim, rzeczowym skinięciem głowy, na nowo skupiając wzrok na Lilith. - Problem z tym, że Veritaserum nie jest legalne podczas przesłuchań, musiałaby wyrazić na to zgodę, a niewielu zatrzymanych to robi - zauważył, znów pogrążając w rozmyślaniach. - Mówiłaś coś o następnym spotkaniu? Podawała termin, miejsce? Jakieś nazwiska? - ciągnął, a w jego głosie wreszcie zabrzmiało coś na kształt niepokoju, który do tej pory dobrze skrywał. - I musimy się dowiedzieć, kim jest ten cały Czarny Pan. Trzeba przekazać reszcie Zakonu, żeby mieli oczy i uszy szeroko otwarte.
Tak, to wszystko rysowało się zbyt wyraźnie, by okazać się wyłącznie błędną poszlaką. Nie był jednak pewien, czy cieszył się z tego, czy wręcz przeciwnie.
- I... Lilith - rzucił nagle zupełnie innym głosem, na powrót ciepłym, na swój sposób braterskim. - Świetnie się spisaliście.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Lilith Greengrass
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1807-lilith-black https://www.morsmordre.net/t2158-sow#32631 https://www.morsmordre.net/t2157-liliy#32628 https://www.morsmordre.net/f177-shropshire-dwor-averych https://www.morsmordre.net/t2288-lilith-greengrass
Zawód : Auror
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Don't mistake my kindness for weakness,
I'll choke you with the same hands I fed you with.
OPCM : 6
UROKI : 12
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Metamorfomag
Find someone who knows how to calm your storms.

PisanieTemat: Re: Salon   21.06.16 21:42

Grzeczne uśmiechy pomiędzy naszą dwójką, zdawały się jedynie formalnością, gestem czynionym z powinności... a przynajmniej tak opisałby je widz, obserwujący jak powoli nasz świat pogrąża się w chaosie, pociągając za sobą coraz to nowsze ofiary. Dla mnie jednak znaczyły coś o wiele więcej, niż czyniony z powinności gest, mający na calu jedynie pozorne pocieszenie czy wsparcie w danej sytuacji. Pomimo faktu, że nie znaliśmy się jakoś szalenie dobrze a zaufania wobec siebie nie budowaliśmy na podstawie wieloletniej relacji - czułam z nim dużo szczerszą i głębszą więź niż z niejedną osobą mogącą pochwalić się o wiele większym stażem znajomości z moją osobą. Może było to spowodowane wspólnym celem, jaki łączył nas wszystkich a może po prostu gdzieś w środku każdy z nas dla każdego stanowił pokrewną duszę. W końcu piórka nie wytypowały nas bezpodstawnie. Każdy z nas wyznawał podobne wartości.
Z rozmyśleń wyrwał mnie jednak głos Garretta.
- Szczerze? Czułam się w obowiązku poinformowania Cię o tym wszystkim. Nie chodzi tu już o fakt, że w tym całym zamieszaniu brała udział Twoja siostra, tak wiem też i o tym, ani fakt, że stałeś się swego rodzaju przywódcą Zakonu... - Mruknęłam nieco ściszonym głosem, nie chciałam stawiać go w niekomfortowej sytuacji. Świadomość, że jego rodzona siostra zupełnie przypadkiem została wplątana w tą niebezpieczną sprawę czy fakt, że nagle na jego barki spadła tak wielka odpowiedzialność jaką było kierowanie Zakonem... szczególnie teraz.... kiedy Luno... Ktoś kto miał go w tym wszystkim wspierać - nie żyje... musiała ciążyć mu ogromnym brzemieniem. Nie powinien dźwigać go samemu a ja z pewnością nie chciałam Ci dokładać kolejnej cegiełki do tego wszystkiego . - Po prostu, chcę żebyś wiedział, że jesteśmy w tym razem. - Powiedziałam, posyłając mu znaczące spojrzenie. - Co dotyczy zakonu, dotyczy każdego z nas z osobna. - Odrapałam zdawkowo, próbując nie przelewać na słowa goryczy, zalewającej ostatnio zarówno mój umysł jaki i ciało. Ostatnie wydarzenia odcisnęły się bolesnym śladem, w każdym z nas. - Ale wracając do tematu... Co jeśli ten ktoś jest porównywalny do Grindelwalda? Jeśli posiada podobne umiejętności? - Zapytałam, wzdrygając się przy tym lekko. - Może to ktoś kto mógłby się z nim równać ale wtedy... - Urwałam na wpół zdania, zakrywając dłonią usta. Nie chciałam nawet kończyć zdania. To byłoby zbyt wiele. Czy zwykli czarodzieje, daliby sobie radę z czymś podobnym?
W następnym geście jedynie pokręciłam głową na boki. - Niestety. Nic więcej nie powiedziała. Datę i miejsce spotkania trzeba będzie z niej jakoś wyciągnąć... I jeśli nie zgodzi się na serum prawdy, trzeba będzie spróbować nieco innych, może mnie przyjemnych sposobów... - Powiedziałam cicho, wlepiając swoje ciemne tęczówki w twarz aurora. Nie musiałam precyzować, zapewne doskonale wiedział o co mi chodzi.
Następnie na mojej twarzy zagościł już tylko gorzki uśmiech, jedyna odpowiedź na słowa uznania(?) Garretta, na jaką zdołałam się zdobyć.
- Poinformuję kogo się da, wszyscy powinniśmy się mieć teraz na baczności. - Skwitowałam, siląc się na spokojny ton. Bałam się. Bałam się jak cholera. Nieznanego, które nadchodziło z impetem, z pewnością nie szykując dla nas żadnych taryf ulgowych.






And on purpose,
I choose you.

.
Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley https://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 https://www.morsmordre.net/t630-garrett https://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 https://www.morsmordre.net/t2785-skrytka-bankowa-nr-122#44963 https://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
Zawód : auror
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
OPCM : 41
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   22.06.16 13:46

Wysłał jej kolejny z całej kolekcji uśmiechów; tym razem jakby smutniejszy, wypełniający oczy Garry'ego czymś balansującym na pograniczu troski i melancholii. Miał ochotę pokręcić głową, zaprzeczyć jej słowom - nigdy nie czuł się przywódcą, nigdy też nie chciał nim zostać. Nieco przerażała go wizja, że inni mogą dostrzegać w nim osobę, którą nigdy nie był; dana chwila nie stanowiła jednak najlepszego momentu na dywagacje o tym, że Zakon miała charakteryzować równość. Jedność. Brak jakiejkolwiek hierarchii.
Mylisz przywództwo z próbą powstrzymania wszystkiego przed pokruszeniem się na drobiny - chciał powiedzieć, ale zamiast tego po prostu odwrócił spojrzenie. Przełknął myśli, zanim te zdążyły wpłynąć mu na język. To naprawdę nie była na to dobra chwila.
- Owszem, dotyczy - powiedział za to, stając za oparciem jednego z foteli i wbijając w niego palce. - Dlatego pozostali powinni dowiedzieć się jak najszybciej. Ale nie listownie, to zbyt niebezpieczne. Jeśli będziesz miała z kimś kontakt, przekaż mu, a niech on poda to dalej. Tak będzie chyba najprościej i najrozsądniej, chyba że masz lepszy pomysł.
Bo on nie miał; nie do końca wierzył aktualnie w tajemnicę korespondencji, bo skoro Ministerstwo z taką łatwością aresztowało ludzi za dekrety wprowadzone dosłownie przed paroma godzinami, nic nie stało na drodze, aby przechwytywano także prywatne sowy.
Ta kontrola i uczucie zagrożenia towarzyszące na każdym kroku zakrawały już o absurd.
- Nie wiem - powtórzył się; przytłaczała go ilość niewiadomych, sekretów, tajemnic, domysłów. A każdy był gorszy od poprzedniego. - Dowiemy się - choć może łatwiej byłoby nie zdawać sobie sprawy z niebezpieczeństwa - najszybciej jak się da. - Co do tego nie miał wątpliwości; ich zaangażowanie nie mogło przejść bez echa.
Spojrzał na Lilith, przyjrzał się jej przejęciu i dłoni, która zawędrowała, by zasłonić usta. Odszedł od fotela; nie mógł stać w miejscu, więc ruszył w stronę okna i oparł się plecami o parapet. Potrącił przy tym doniczkę z paprotką, która, gdyby nie jego refleks, najpewniej spadłaby i roztrzaskała się o posadzkę. Czysto profilaktycznie odstawił ją tuż pod szybę.
- Może sama powie, kiedy dostanie gwarancję łagodniejszego traktowania - którego szczerze nie znosił, bo jak można łagodniej traktować osobę, która próbowała skrzywdzić jego siostrę? Która zabiła człowieka? Wooda, aurora, z którym zdarzało mu się współpracować? Powinna do końca swoich dni gnić w Azkabanie. A być może ta kara była dla niej zbyt łaskawa. - Zobaczymy, co na to Rogers. Jeżeli nie będzie gotowy na brutalniejsze rozwiązania... trudno, jestem gotów zrobić to nawet sam, nie pierwszy raz w życiu złamię prawo. - Choć ostatnim razem zakończyło się to tragicznie. Ale tym razem się nie wahał, bo targała nim złość, chęć... zemsty? Smakowała dziwnie gorzko, a przy tym była spokojniejsza, wyważona. Nie spieszył się. Nie wiedział, co chce zrobić, ale nie chciał robić tego natychmiast. Starał się nie myśleć o tym, jakim człowiekiem próbuje się stać - i szło mu to bardzo dobrze, bo oklumencja pozwalała odciąć się od niechcianych emocji. W innym wypadku nie mógłby stać tak niewzruszenie, gdy gotowała mu się krew. - Musimy dowiedzieć się wszystkiego. I zareagować. - Nie bacząc na środki.
Skinął jej głową, a w jego spojrzeniu czaiła się wdzięczność.
- Też odezwę się do paru osób. Im sprawniej i dyskretniej to zrobimy, tym lepiej - podsumował ciszej, zachowując już pełny spokój i odwodząc od siebie destrukcyjne myśli.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Lilith Greengrass
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1807-lilith-black https://www.morsmordre.net/t2158-sow#32631 https://www.morsmordre.net/t2157-liliy#32628 https://www.morsmordre.net/f177-shropshire-dwor-averych https://www.morsmordre.net/t2288-lilith-greengrass
Zawód : Auror
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Don't mistake my kindness for weakness,
I'll choke you with the same hands I fed you with.
OPCM : 6
UROKI : 12
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Metamorfomag
Find someone who knows how to calm your storms.

PisanieTemat: Re: Salon   22.06.16 20:53

- Dowiedzą się, poinformujemy wszystkich. - Przytaknęłam mu, siląc się na pokrzepiający uśmiech lub przynajmniej taki, który nie sugerował rozmówcy, że cierpię męczarnie a strach odebrał mi zdolność panowania nad grymasami tworzącymi się na mojej twarzy. - I masz rację, biorąc pod uwagę ten iście szalony okres - Tu przerwałam by wydobyć z siebie jakże dorosłe i wymowne fuknięcie. - wysyłanie listów z tego typu informacjami prawdopodobnie okazałby się opłakany w skutkach. Nie możemy ryzykować bezpieczeństwa któregokolwiek z członków zakonu a już tym bardziej ich rodzin. Merlin jeden wie, kto i co tak naprawdę kryje się pod tym lakonicznym podpisem - Rzuciłam wymowne spojrzenie w stronę pomiętego pergaminu. - o pomysłach samej Pani Minister już nawet nie wspomnę. - Nie wiedzieć skąd, nagle poczułam chęć do działania. Strach, choć ciągle obecny zdawał się ustępować złości i goryczy, które niczym dwie niemogące zlać się z sobą substancje, przelewały się po moim ciele. Gdyby nie te cholerne dekrety, Luno, Cressida i Roger ciągle by żyli. Zacisnęłam dłoń w pięść, na chwilę dając się ponieść emocjom i pozwalając by kosmyki moich włosów zatańczyły w barwach soczystej czerwieni. Nie musiałam znać ich dobrze, by ich żałować, by wiedzieć że nie powinni umierać z powodu upustu złości i arogancji jakim wykazali się przedstawiciele organów ścigania. Nie w brudnej celi, nawet nie w szpitalu. Nie powinni byli płacić aż tak wysokiej ceny, żadne z nich.
- Jeśli nie zgodzi się na współpracę nie pozostawi nam innego wyboru. - Odpowiedziałam, celowo kładąc nacisk na słowo 'nam'. Byliśmy w tym wszystkim razem, nikt nie działał już w pojedynkę. Zjednoczyliśmy się w jednym celu, dopisywały nam jasne wartości i jedyne słuszności. Czasem cel uświęca środki... Czy i teraz tak będzie to musiało wyglądać? Zobaczymy.
Moją twarz na powrót spowił grymas.
- Musimy się również przygotować na tylko i wyłącznie samodzielne działanie. Nie mam już bowiem pewności, czy tak zwane prawo dalej działa po naszej stronie Garrecie. - Rzuciłam beznamiętnie, po raz kolejny krzyżując nasze spojrzenia. Nasz świat pogrążał się w chaosie, po prostu nie każdy jeszcze jest zdolny by to zobaczyć.






And on purpose,
I choose you.

.
Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley https://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 https://www.morsmordre.net/t630-garrett https://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 https://www.morsmordre.net/t2785-skrytka-bankowa-nr-122#44963 https://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
Zawód : auror
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
OPCM : 41
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   23.06.16 0:22

I kolejny raz skinął powoli głową; zaraz potem odwrócił spojrzenie i wyjrzał przez spore okno prowadzące na podwórze. Zmarzniętą szybę kąsał szron, w powietrzu rzeczywiście wirowały płatki śniegu, a blady, słaby blask księżyca zaczarowywał puch leżący na trawie, powodując, że błyskał niemalże magicznie - życie toczyło się dalej swoim standardowym, zaskakująco spokojnym tempem. Garry nie ukrywał, że zdawało mu się to nieco abstrakcyjne.
Że jakiekolwiek tragedie nie miałyby miejsca, świat nie zwalnia. Nie daje czasu na oddech.
- Masz rację - odparł, starając się po sobie nie pokazać, jak bardzo ukłuło go wspomnienie o Minister Magii i jej szalonych dekretach, które okazały się pretekstem do więzieniu wielu Merlinowi ducha winnych czarodziejów; jego siostry (ponownie wplątanej w coś, z czym nie powinna mieć w ogóle do czynienia), potem nawet Cressidy i Luno, dla których okazało się to wyrokiem śmierci.
Psidwacza mać, a przecież pracował dla Ministerstwa, od wielu już lat wykonywał odgórne polecenia; czy będzie w stanie robić to dalej, wiedząc już, jakim niezrównoważeniem psychicznym i nieprzewidywalnością charakteryzują się osoby zajmujące w nim najwyższe stanowiska? Czy będzie potrafił podpisać się pod ich chorą, niezrozumiałą działalnością własnym nazwiskiem, czy przyłoży rękę do tego nonsensu?
Ale nie powiedział nic, bo nie miał ani siły, ani ochoty drążyć tematu coraz bzdurniejszej władzy. Nie chciał wylewać lekkomyślnie słów, bo przecież i tak niczego nie zmienią, a nie są przygotowani do jakiegokolwiek działania. Stanie pod Ministerstwem z transparentami zakrawa o śmieszność, nie zaatakują też grupą niespełna dwudziestu osób budynku publicznego, by potem... co? Wspiąć się na podest i krzyknąć, jak niesprawiedliwe jest ustanawiane aktualnie prawo?
Świetny plan, Garrett. Najwspanialszy.
- Sprawie Ministerstwa też będziemy musieli się przyjrzeć - powiedział jednak w końcu, nie potrafiąc powstrzymać gorzkich słów przed wpłynięciem na język. - Ale wszystko w swoim czasie. - Nie mogą zajmować się przecież wszystkim na raz, nie dadzą rady ani fizycznie, ani psychicznie.
Znów wygiął usta w słabym uśmiechu, gdy dostrzegł odcienie czerwieni tańczące w kosmykach włosów Lilith. Metamorfomagia. Niezwykły dar, do którego przywykł prawdopodobnie wyłącznie dlatego, że został nim obdarzony bliski członek jego rodziny; nie zmienia to faktu, że zawsze zastanawiała go magia autotransmutacji, której nie stymulowało żadne zaklęcie. Wiedział, że interesował się tym Barty - tknięty nagłym impulsem postanowił, że będzie musiał dopytać się go o badania nad genezą tego daru.
Nie chcę nikogo z was do czegokolwiek zmuszać, a już na pewno nie do działania wbrew sumieniu - znowu prawie wypadło mu z ust, ale nie powiedział tego na głos, tym razem też postanawiając, że nie była to na to najodpowiedniejsza chwila.
- I tak spróbujmy najpierw porozmawiać z Rogersem - ale ufam mu nie przeszło Garrettowi przez gardło, bo gdy powiedział to ostatni raz, tragicznie się pomylił - i powiedzieć mu wszystko. No dobra, nie wszystko - dodał po chwili, patrząc najpierw na Lilith, a potem wędrując spojrzeniem po wnętrzu kwatery, by dać jej znać, że tematu Zakonu... lepiej nie poruszać.
Przyjrzał się ponownie dziewczynie, dopiero teraz uświadamiając sobie, jak wiele musiała wcześniej tego dnia przejść.
- Wróć do domu, Lilith, odpocznij i staraj się już dzisiaj o tym nie myśleć - uśmiechnął się do niej, odchodząc od okna, by wziąć własny płaszcz z oparcia wysokiego fotela. - Należy ci się to - tak jak spokój, którego nie otrzymasz, odkąd zaplątałaś się w wojnę, która dopiero kwitnie, a jej koniec pozostaje poza zasięgiem wzroku.
Wszyscy zasługiwali na to, żeby móc bez obaw mrużyć w nocy powieki i nie martwić się o koszmary, stres, niepokój, strach, poczucie winy, które trawiło ich wszystkich. Ktoś jednak musiał nieść to brzemię; zrządzenie losu sprawiło, że trafiło właśnie na nich. A oni nie potrafili ani nie chcieli zrezygnować z odpowiedzialności.
Zanim deportował się z powrotem do mieszkania, wyszedł na chwilę na dwór, by uspokoić lekkie poddenerwowanie. Padające płatki śniegu kąsały go w policzki, stanowiąc niejako kotwicę, która trzymała go jeszcze w teraźniejszości. Z samego rana odezwie się do Zakonników. Trzeba jak najszybciej przekazać im przerażające wieści.

| zt x2 <3




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Salon   25.06.16 18:10

W całej kwaterze dało się odczuć atmosferę świąt. Za oknem prószył śnieg, powietrze pachniało symfonią bożonarodzeniowych aromatów, a na twarzach Zakonników rozkwitały radosne uśmiechy. Przygotowania do świętowania trwały w najlepsze; wszystkich do pracy motywowała myśl, że im sprawniej zostaną wykonane obowiązki, tym szybciej rozpocznie się zabawa.

W tym temacie, po uprzednim rzucie kością na powodzenie wykonania swojego zadania, swoje świąteczne obowiązki powinni opisać:

❤ przygotowanie dekoracji świątecznych i ubranie choinki - Minnie + Fred
❤ zaczarowanie instrumentów, żeby grały kolędy - Alex + Barty
❤ przygotowanie i rozwieszenie skarpet na prezenty - Cornelia + Frederick




I show not your face but your heart's desire
Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Salon   03.07.16 0:55

Na niebie zajaśniała pierwsza gwiazdka, sygnalizując, że czas zacząć zabawę - zanim jednak na dobre rozpoczną się wesołe rozmowy przeprowadzane przy przepysznej wieczerzy (między innymi przy udanych babeczkach i nieco mniej udanych indykach), Zakonnicy obdarowali się losowo wybranymi spod choinki prezentami.

prezent dla Alexa:
 
prezent dla Bena:
 
prezent dla Cassiana:
 
prezent dla Charlusa:
 
prezent dla Cornelii:
 
prezent dla Cynthii:
 
prezent dla Flo:
 
prezent dla Freda:
 
prezent dla Garretta:
 
prezent dla Gwen:
 
prezent dla Herewarda:
 
prezent dla Katyi:
 
prezent dla Leo:
 
prezent dla Magrit:
 
prezent dla Margaux:
 
prezent dla Michaela:
 
prezent dla Minnie:
 
prezent dla Roberta:
 
prezent dla Samuela:
 

Zachęcamy do opisania reakcji postaci na otrzymany prezent. Próbujcie też zgadnąć, od kogo go otrzymaliście!




I show not your face but your heart's desire
Powrót do góry Go down
Benjamin Wright
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright https://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 https://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t4339-skrytka-bankowa-nr-178#92647 https://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
Zawód : eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
Wiek : 32
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
may the bridges I burn
light the way
OPCM : 41
UROKI : 24
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 40
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   03.07.16 15:25

| z ogrodu przed domem

Benjamin wtoczył się do starej chaty z niezwykłą dumą, rosnącą tylko, gdy już wspaniała choinka została postawiona na drewnianym podeście. Siekierkę założył sobie na plecy i obserwował krzątaninę reszty Zakonników, oczekując dobrej strawy i jeszcze lepszej Ognistej. Co jak co, ale zdobycie tak potężnego drzewka wymęczyło go niezmiernie (to nic, że zamachnął się jeden, jedyny raz i jak się okazało o jeden raz za dużo) a chłodny, zimowy wiatr wyziębił umięśnione ciało pomimo płaszczyka, którego Wright jeszcze nie zdjął, chcąc pokazać swój materiałowy szacunek do współbiesiadników i całego rodzinnego święta. Po drodze do salonu poczochrał bujną czuprynę Lycusa a także puścił więcej niż dwuznaczne oczko Minnie i dopiero po tych przypadkowych oznakach czułości znalazł się przy suto (jak na kawalerskie standardy) zastawionym stole, zasiadając na wolnym krześle najbliżej choinki. Może mógłby okazać się równie eleganckim, co narzucony na grzbiet płaszcz, ale niestety samcze instynkty pokierowały jego działaniem mocniej niż chęć zgrywania dżentelmena i Wright już po sekundzie sięgał pod zachwycające drzewko, wyciągając spod niego prezent. Ben otworzył go z chłopięcą radością i w pełnym podekscytowaniu obserwował...ruszającego się Ciastka. Człowieczek przedefilował przez cały stół, wprowadzając jeszcze weselszą i świąteczną atmosferę a Wright w zadumie obserwował tor jego chodu, zerkając na wchodzącą właśnie do pomieszczenia Margaux.
- Mała, siadaj tutaj - rzucił radośnie, odsuwając krzesło tuż obok siebie a gdy jasnowłosa zaszczyciła go bliższą obecnością, obdarzył ją bardzo kłującym, brodatym i niechlujnym pocałunkiem w policzek, wyciągając spod choinki prezent jej przeznaczony. - Może dostaniesz rudowłosego Ciastka do kompletu. Ewentualnie mapę do podziemnych labiryntów- zażartował z cichym rechocikiem, czekając aż na stole pojawi się Ognista i coś ciepłego do jedzenia, co zapewne wsunie za jednym zamachem wielkich, białych zębisk.




Make my messes matter, make this chaos count.
Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley https://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 https://www.morsmordre.net/t630-garrett https://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 https://www.morsmordre.net/t2785-skrytka-bankowa-nr-122#44963 https://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
Zawód : auror
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
OPCM : 41
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   03.07.16 18:07

Choinka stała prawie stabilnie, ozdoby rozwieszono prawie dokładnie i równomiernie, potrawy pachniały prawie tak, jak powinny; mimo przejściowych porażek i potknięć na każdym kroku świąteczna atmosfera zdawała się... prawie idealna.
I to właśnie ta nieidealność czyniła ją najwspanialszą.
Delektował się tą rodzinnością wypełniającą całe powietrze wraz z unoszącymi się aromatami - wonią piernikowych wypieków, iglastego drzewka stojącego w kącie, upieczonego mięsa. I nawet jeżeli zaczarowane instrumenty rzępoliły melodię, która nie przypominała nawet kolęd, a stół nie był zaopatrzony w taką ilość alkoholu, jaką powinien (fakt, także z jego winy), czuł się jak w domu.
- Barty, rozchmurz się - rzucił w stronę przyjaciela, co w ustach wiecznie frasobliwego i werterowskiego Garretta mogło brzmieć dość niecodziennie, ale dziś przytłaczała go własna radość oraz beztroska i wprost musiał podzielić się nią ze światem. - Samuel - zaczął, podchodząc do kręcącego się nieopodal mężczyzny - jak poszła wam walka z drewnem i siekierami? - bo jemu i Benowi, jak widać, raczej nie najlepiej; karłowata choineczka przekrzywiała się na boki, balansując na krawędzi potencjalnego upadku.
Zanim usiadł (na wybranym miejscu nieopodal samotnej butelki Ognistej - spojrzał na nią, potem z nie do końca poważnym uśmiechem na Alexa, a potem znowu na szkło, sugerując, że może powinni spocząć przy nim razem), podszedł do choinki, by wyjąć spod niej przeznaczony dla siebie prezent. Niby przelotem zerknął na Bena, wysyłając mu spojrzenie ni to ostrzegawcze, ni to mordercze (choć bardziej to drugie), potem popatrzył na Margie już znacznie łagodniej, ale nie powiedział nic; zamiast tego ścisnął w dłoni wybrany podarunek i usiadł trochę dalej przy stole, koło swojej wybranki.
Koło Ognistej, oczywiście.
- Trochę się boję, co jest w środku - mruknął w stronę Alexa, po chwili ociągania wreszcie decydując się rozerwać papier. Nie spodziewał się ujrzeć takiej zawartości pudełka; spojrzał z rozczuleniem na materiałowego króliczka, po czym z dumą usadowił go na stole tuż obok własnego talerza. - Chyba nawet wiem, od kogo ten prezent - powiedział już trochę głośniej, przyglądając się podarunkowi. - Znam tylko jedną taką, co wyczarowuje najpiękniejsze króliki. Dziękuję, Minnie - rzucił ciepło, po czym wysłał dziewczynie najserdeczniejszy z uśmiechów.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
 

Salon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 17Idź do strony : 1, 2, 3 ... 9 ... 17  Next

 Similar topics

-
» Salon
» Salon
» Salon pianistki
» Salon wspólny
» Salon

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Okolice :: Stara chata-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18