Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Salon
AutorWiadomość
Salon [odnośnik]12.06.16 19:02
First topic message reminder :

Salon

Pomimo odbudowy starej chaty niektóre rzeczy się nie zmieniły: znajdujący się w kwaterze salon nie należy do największych, nie odznacza się też przepychem. Jego wystrój jest skromny, choć przytulny; przywodzi na myśl coś związanego z domem, daje poczucie bezpieczeństwa. Jedną z pokrytych kremową tapetą ścian zajmuje stary zegar, a dookoła niego i na pozostałych ścianach wiszą kolorowe puste ramki, przygotowane do tego, aby zakonnicy włożyli do nich swoje zdjęcia.
W salonie znajdują się dwie sporych rozmiarów brązowe kanapy, do których przystawiony jest niewysoki stolik wykonany z ciemnego dębowego drewna, na którym spoczywa błękitna serweta. Na nim, a także na wszystkich innych powierzchniach w pomieszczeniu, pełno jest przeróżnych drobiazgów, które nie wiadomo kto tu zostawił i które nie wiadomo do czego służą. Koloru pomieszczeniu nadają różnobarwne poduszki i duża, pomarańczowa szafa oraz firany w oknach, których barwa co jakiś czas ulega zmianie. Również tutaj, jak w prawie że całej chacie, można spotkać małe, świetliste leśne stworzonka przypominające patronusy - niewątpliwie ktoś zakupił je na Festiwalu Lata i postanowił wypuścić w kwaterze Zakonu.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Salon - Page 21 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Salon [odnośnik]03.04.19 12:50
Z ciekawością przyglądała się obcym twarzom, które pojawiły się wśród nich po raz pierwszy. Kim byli, czym się zajmowali i czy aby na pewno wiedzieli dlaczego się tutaj znaleźli? Starała uśmiechać się pokrzepiająco, jednakże miała na barkach tyle trosk i zmartwień, że uśmiech ten był blady i wręcz nienaturalny. Nie mogła wykrzesać z siebie radości na myśl wiedząc, że nie spotkali się tutaj towarzysko, a po to, aby dalej zaplanować wyprawę do Azkabanu - wyprawę podczas której mieli zaprowadzić dzieci na śmierć. To konieczność, nie było innego wyjścia, tak sobie to tłumaczyła, wciąż jednak było jej z tym bardzo źle na duchu i czuła uścisk na żołądku.
Nie zaangażowała się w rozmowy, tym bardziej prywatne potyczki słowne, czekała aż któryś z Gwardzistów zajmie głos, tak jak to miało miejsce podczas dwóch spotkań w Gospodzie pod Świńskim Łbem, w których brała dotąd udział; poczuła się zaskoczona, gdy pojawiła się sama profesor Bagshot oraz... mężczyzna, w którym rozpoznała twarz byłego Ministra Magii, Harolda Longbottoma. Nigdy dotąd nie widziała go na żywo, czytała jednak regularnie Proroka Codziennego. Nie potrafiła powstrzymać uniesienia brwi.
Szczerze mówiąc - nie sądziła, że uda się Zakonnikom przekonać samego Ministra Magii, aby zaangażował się w działalność nielegalnej, opozycyjnej organizacji. Czekała z niecierpliwością na wyjaśnienie.
Profesor Bagshot, zabrała głos, rozpoczynając spotkanie; Desmond zmartwiła jej wyraźnie słaba kondycja, pozbawione blasku oczy. Czy chorowała, czy to troski odcisnęły na niej tak mocno swoje piętno? Wypowiedziała kilka słów przywitania bardzo cicho, po czym zamilkła - niewiele mogła powiedzieć o nieobecnych. Miała nadzieję, że inni będą potrafili to wyjaśnić i odjąć im trochę trosk.
Pierwszym nowym członkiem Zakonu Feniksa, który zajął głos był Harold Longbottom; Maxine wysłuchała go z uwagą, nie odwracała spojrzenia od jego twarzy. Takich słów, takiej postawy spodziewała się i oczekiwała po Ministrze Magii, aurorze, mężczyźnie. Kącik ust drgnął lekko. - Dobrze, że jest pan z nami, panie ministrze - wyrzekła cicho, nie wiedząc co mogłaby powiedzieć więcej. Przeniosła spojrzenie na brunetkę, przedstawiającą się jako Caileen Findlay oraz.. królowa Argyll. Desmond stłumiła parsknięcie śmiechem kaszlnięciem. To nie był czas, ani miejsce na konfabulacje o własnej koronacji. Zwątpienie wzbudziła w niej wieść, że dziewczyna jest śpiewaczką, ale jeśli miała także wykształcenie alchemiczne - mogła im się przydać. Wyglądała niepozornie, jednakże utalentowanych czarodziejów, którzy wspomogą ich wytworami swoich kociołków nigdy dość. Wysłuchała także Roselyn Wright i niejakiej Elyon Meadowes. Ich słowa o powodach, dla których się tu znalazły, były wzniosłe i piękne, lecz czy były naprawdę gotowe na okropności, których członkowie Zakonu Feniksa musieli się podejmować? Maxine przypomniała sobie własne początki, nie były łatwe.
- To bardzo dobry pomysł, Sue. Powinniśmy przy każdym nazwisku zawiesić zdjęcie, jeśli to możliwe. Przejrzyjmy szkolne kroniki, zdjęcia z gazet, może coś się znajdzie. Wszyscy powinniśmy wiedzieć na kogo zwracać uwagę - skomentowała słowa panny Lovegood. - Skoro mowa o kalendarium, to od razu można wpisać datę dwunastego października... ja i Jessa zostałyśmy wtedy zaatakowane przez dwóch mężczyzn przy sklepie z kociołkami na obrzeżach Londynu. Od razu sięgnęli po czarną magię. Jeden z nich nosił maskę i potrafił zmienić się w kłąb czarnej mgły. Cóż, nie był zbyt odważny, od razu opuścił swojego towarzysza... Niestety obu udało się zbiec, nim poznałyśmy ich tożsamość. Tyle dobrego, że anomalię udało nam się poskromić z sukcesem... - opowiedziała Maxine, korzystając z okazji, której udzieliła profesor Bagshot.
Przeniosła spojrzenie na Lorraine Prewett, nie potrafiąc ukryć zaskoczenia na wieść, że Mulciber mógłby być jasnowidzem. Aż się wzdrygnęła na myśl, że mógłby przewidzieć ich następny ruch - to jednak sprowokowało Desmond do zadania pytania.
- Jeśli potrafisz wróżyć, to... czy sama, no wiesz, nie potrafiłabyś zajrzeć do kryształowej kuli, czy coś i spróbować przewidzieć ich następny ruch? - spytała, wiedząc, że może zabrzmieć głupio, ale nie miała pojęcia o wróżbiarstwie i możliwościach jasnowidzów.



That girl with pearls in her hair
is she real or just made of air?

Maxine Desmond
Zawód : Szukająca Harpii z Holyhead
Wiek : 25 lat
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna

she's mad, but she's magic
there's no lie
in her fire

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
mad max
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5560-maxine-desmond https://www.morsmordre.net/t5599-leopoldina#130569 https://www.morsmordre.net/t5602-mad-max https://www.morsmordre.net/f103-swansea-st-helen-avenue-7 https://www.morsmordre.net/t5601-skrytka-bankowa-nr-1376#130573 https://www.morsmordre.net/t5600-maxine-desmond#130571
Re: Salon [odnośnik]03.04.19 14:30
Trzaski i dziwnie ciężkie stukania sprawiły, że Anthony przez chwilę się zmartwił, a nawet był gotów sięgnąć po swoją różdżkę. Dziwna ostrożność w połączeniu z mniejszymi, ale wciąż obecnymi napadami paniki (co było efektem klątwy niewybaczalnej) sprawiała, że był zbyt wrażliwy na otoczenie. Jednak, w momencie, kiedy w drzwiach pojawił się Benjamin, jego ostrożność i gotowość do działania odpłynęły, a w ich miejsce pojawiło się krótkie zdziwienie, zaraz po tym skromny, choć ciepły uśmiech.
- I ciebie - odpowiedział Wrightowi na powitanie. Grymas radości szybko jednak zniknął, a Anthony wrócił do swojej dziwnie posępnej miny. Widząc za przyjecielem jego siostrę, Hannah, kiwnął jej głową, co miało być formą powitania. Tak zresztą miał wkrótce powitać większość członków Zakonu (pomijając tych, którym albo uścisnął dłoń, albo poklepał po ramieniu). Nie spodziewał się zresztą zobaczyć aż tyle znanych mu twarzy w jednym miejscu i to w dodatku w formie konspiracji.  
Jego skupienie jednak utkwiło na znacznie dłużej na twarzy jednego z członków Zakonu. Tak samo jak Anthony Skamander spoglądał w jego stronę, tak i Macmillan przez pewien czas spoglądał w jego. Wciąż miał w pamięci to, co się działo ponad dwa miesiące temu. Miał także dziwne wrażenie, że niektórzy nieprzyjemnie na niego spoglądają, jak na przykład Lucan. Stąd może wpierw zaniepokoił się spojrzeniem jednego ze Skamanderów. Potem spojrzenie zatrzymało się na Arturze, któremu także skinął głową, ale nie zamierzał go zamęczać swoją osobą, będąc przekonanym (słusznie lub nie), że prawdopodobnie nie powinien nadwyrężać zaufania, które i tak przekroczył narażając życie lady Longbottom. Wrażenie dziwnej nieprzyjemności spowodowanej braniem udziału w spotkaniu było duże, choć wina nie leżała po stronie innych, a po stronie samego Macmillana. W jego myślach ponownie rozpoczynała się walka pomiędzy poczuciem winy a chęcią zrobienia czegoś dobrego dla swojego otoczenia i rodziny.
Dopiero obecnośc Archibalda, a właściwie gest z jego strony, trochę podniosła go na duchu. Był przekonany, że pomimo ciepłych słów, lord nestor Prewettów będzie się złościć. Jego gest jednak wskazywał na chęć dodania otuchy, która całkiem dobrze podziałała. Szczególnie, gdy wkrótce pojawiła się Ria i podobnie jak Archibald, stanęła w jego pobliżu. Martwił się o nią, ale z drugiej strony cieszył się, że przynajmniej odnaleźli się po tej samej stronie. Nie mój jednak powstrzymać jej przed dokonywaniem pewnych decyzji. Gdyby nie zdrowie, a właściwie brak pewności siebie jeżeli chodziło o swój stan psychiczny, pewnie sam by się zgłosił. Nie chciał jednak narażać innych.
Zamiast wysilać się na słowne powitanie ze swoją narzeczoną, jedynie poklepał ją po ramieniu, a następnie cmoknął w policzek. Nie chciał być zbyt wylewny przy wszystkich członkach Zakonu, a przy tym i zawstydzać Weasleyównę swoim zachowaniem. Szybko zresztą sam się zawstydził, kiedy usłyszał głos panny Leighton. Wciąż pamiętał ich spotkanie, którego prowodyrem był skrzat... w dodatku teraz był w towarzystwie Rii, której nigdy nie powiedział o tym, co wydarzyło się piątego października między nim a Charlene.
- Panna Leighton - przywitał ją tym samym sposobem, który ona  wykorzystała. Ich znajomość naprawdę kierowała się w stronę dziwnych i niekontrolowanych i w połowie pechowych spotkań. Tu jednak znowu pojawił się kolejny krewny, który otrząsnął go z zamyślena, mianowicie Alexander. Anthony uśmiechnął się i także poklepał go po ramieniu. Widząc w pobliżu Archibalda jego żonę, znowu jednak się zawstydził. Miał nadzieję, że Lorraine nie chowa do niego uraz sprzed lat. Na samym końcu, jak mu się zdawało, dostrzegł Brendana. Od razu na niego spojrzał i kiwnął mu głową, gdy ten natomiast podszedł do Rii, a przy tym i bliżej do niego samego, wyciągnął w jego stronę dłoń i poklepał go po ramieniu.
Zdawało mu się, że od tego momentu nikt więcej nie przyszedł, poza Bathildą Bagshot i lordem Longbottomem. Na powitanie pani profesor, natychmiast kiwnął głową.. To było pierwsze spotkanie, podczas którego mógł dobrze przyjrzeć się jej osobie. Nie spodziewał się jednak, że jednym z pierwszych pytań miało być pytanie o czyjejś nieobecności. Ku zaskoczeniu rozejrzał się uważnie po wszystkich zgromadzonych jeszcze raz, a potem z zainteresowaniem wysłuchał kogo brakuje, gdy kolejni członkowie podawali imiona i nazwiska. Z podanych imion kojarzył Margaux, ale nie potrafił przypomnieć sobie, gdzie ją spotkał i kiedy z nią rozmawiał.
Prośba profesor trochę go zakłopotała. Nie chciał zwracać na siebie uwagi, szczególnie po tym, co zrobił w ostatnim czasie. Nie mógł jednak nie ominąć swojej prezentacji. Cieszył się jednak, że został de facto na końcu, a przy tym miał czas na wymyślenie najkrótszego możliwego sposobu.
- Anthony Macmillan - podał wpierw swoje imię i nazwisko. - Gdyby nie kuzyn - tu spojrzał na Brendana - pewnie nigdy nie usłyszałbym o Zakonie. Chcę jedynie bronić swoją rodzinę, bliskich i innych przed tymi zdrajcami i szaleńcami, którzy ujawnili się podczas spotkania w Stonehenge; zwrócić przy tym honor odebrany rodzinie z której pochodzi moja matka - tu spojrzał w stronę Artura, a następnie w stronę Ministra. - Zbyt długo byłem bezczynny. 
Po swojej prezentacji zamilknął, a potem spojrzał w stronę Rii, gdy profesor wspomniała o drodze do Azkabanu. Zmartwienie ponownie się w nim odezwało.  Zamiast tego spróbował jednak powstrzymać się od powstrzymywania Weasleyówny, a skupił się na słowach panny Lovegood (której nie znał). Najchętniej już teraz podszedłby do tablicy. Nie chciał jednak zwracać na siebie uwagi, a przy tym wyjśc na kogoś, kto nie słucha innych. Spojrzał przy tym na zdjęcie, które przemknęło obok niego, a na którym znajdował się całkiem znany mu mężczyzna, choć starszy. Twarz Ramseya kojarzył jedynie ze szkolnych czasów, ale poza tym nie mógł o nim powiedzieć nic więcej. Mulciber wtedy w ogóle go nie interesował i chyba z wzajemnością (choć obecnie żałował, że przez to nie mógł podać więcej informacji z nim związanych). Zdjęcie podał dalej.
- Wybaczcie, że się wtrącam, ale nie chcę teraz powodować zamieszania przy tablicy, a skoro już... panna Sue? - nie był pewny imienia czarownicy, ale wyłapał jej imię od koleżanki Rii - zaczęła ten temat... Co ze szlachcicami, którzy otwarcie poparli Sami-Wiecie-Kogo podczas spotkania w Stonehenge? Znajdują się na niej, znaczy tablicy, ich nazwiska? Mam na myśli, na przykład Traversów, Blacków... i tak dalej. Niestety nie widzę z tej odległości - Zapytał dość nieśmiało, a naprawdę nie chciał jako jedyny czytać tablicę i to podczas spotkania.


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Обійми мене, обійми мене, обійми
Так лагідно і не пускай,
Обійми мене, обійми мене, обійми
Твоя весна прийде нехай
OPCM : 17 +1
UROKI : 21 +4
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Salon - Page 21 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan
Re: Salon [odnośnik]03.04.19 15:02
Cierpliwie czekając na przyjście Bathildy Bagshot Archibald zauważył, że po jego ręku wspina się niewielka wiewiórka. Wyglądała dokładnie tak samo jak figurki sprzedawane podczas festiwalu lata. Świeciła się podobnie do patronusa, tylko nie latała. Jeszcze. Sam nie był pewny na jakiej zasadzie działały, ale tak naprawdę w ogóle go to nie interesowało - strzepnął ją z ramienia, wówczas zauważając na swojej stopie śpiącego migocącego się jeża. - Skąd to się tu wzięło? - Rzucił do zebranych, jeża również się pozbywając. Jeszcze zoo tutaj brakowało! Miał nadzieję, że ktoś pozbędzie się stąd tych figurek, bo naprawdę oszaleje z jakimiś zaczarowanymi ptakami latającymi obok ucha.
Przyjście Ulyssesa nie było dla niego niespodzianką, chociaż spodziewał się oznak zdziwienia na twarzach pozostałych. Jak widać na załączonym obrazku, czasem nie da się pozostać neutralnym. Przywitał się z nim zwyczajowym skinieniem głowy, odruchowo spoglądając na swoją siostrę. W tym momencie powinien skupić się na większych problemach, ale nic nie mógł poradzić na to, że właśnie ta konkretna kwestia ciągle zaprzątała jego głowę. Naprawdę trudno było rozdzielić poszczególne role jakie przyszło mu pełnić.
Wreszcie do pomieszczenia weszła Bathilda Bagshot. Nie prezentowała się dobrze. Przywodziła mu na myśl wuja Eddarda - wyraźnie było widać na ich twarzach wiek i ogromne zmęczenie. Jednak to mężczyzna, który wszedł za nią, zrobił na nim większe wrażenie. Harold Longbottom, sam Minister Magii. Odprowadził go wzrokiem, przypominając sobie jak bohatersko zachował się na szczycie w Stonehenge. Taki sojusznik to skarb. - Witamy, lordzie Longbottom. Pańska różdżka to nieoceniona pomoc - stwierdził, witając się z nowym członkiem Zakonu. Jego obecność z pewnością była promykiem nadziei w tych ciężkich czasach.
Uważnie słuchał witających się osób - wszyscy byli naprawdę młodzi, z pewnością młodsi od niego. Mimo wszystko dobrze, że decydowali się na walkę w ich szeregach, bo w obecnych czasach potrzebowali każdej pomocnej dłoni. Przeniósł wzrok na Poppy, kiedy zaczęła mówić o eliksirze, i kiwał lekko głową przy każdym jej słowie. - Miałem przyjemność uczestniczyć przy testowaniu tego eliksiru i jego działanie faktycznie jest zachwycające - nie mógł się powstrzymać przed dorzuceniem swoich trzech knutów, wszak ten wynalazek był niesamowicie pomysłowy!
Taka tablica podejrzanych powinna powstać już dawno. Spojrzał na nią z zainteresowaniem, próbując nie spoglądać na imię Garretta, zauważając za to puste miejsca przy niedawnym szczycie. Westchnął cicho, spoglądając kątem oka na sąsiadującego Anthony'ego. Parę osób widziało co się tam działo, z Haroldem Longbottomem na czele. Nie mógł za bardzo pomóc przy Rycerzach Walpurgii - niby większość z nich pochodziła ze szlacheckich rodów, ale i tak nie miał nigdy okazji żeby bliżej ich poznać. Mimo wszystko pochwycił myśl Macmillana. - Traversowie, Blackowie, Burke'owie, Rosierowie, Yaxley'owie, Nottowie, Crouchowie... Równie dobrze można tam wpisać pół Skorowidzu - westchnął z niechęcią, niestety przypominając sobie również o Selwynach, jakby nie było, jego najbliższej rodzinie. - Chociaż faktycznie byli tam czarodzieje, którzy osobiście oddali mu cześć. Oczywiście Tristan Rosier, Morgoth Yaxley i Edgar Burke. Magnus Rowle, Eddard Nott... Na pewno było ich o wiele więcej, ale nie udało mi się wszystkich zapamiętać - zbyt wiele uwagi ściągał na siebie samozwańczy lord Voldemort; aż przeszył go dreszcz na samo wspomnienie jego przeszywającego spojrzenia.

[bylobrzydkobedzieladnie]


Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning



Ostatnio zmieniony przez Archibald Prewett dnia 03.04.19 15:47, w całości zmieniany 1 raz
Archibald Prewett
Zawód : nestor toksykolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Britannia,
You’re so vane
You’ve gone insane
OPCM : 7 +3
UROKI : 0
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 29 +6
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett https://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 https://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 https://www.morsmordre.net/f77-weymouth-siedziba-rodu-prewett https://www.morsmordre.net/t4910-skrytka-bankowa-nr-1115#106844 https://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
Re: Salon [odnośnik]03.04.19 15:38
Wokół gromadziło się coraz więcej znajomych twarzy. Większość członków Zakonu znała – czy to z pracy, z lat szkolnych lub innych okoliczności, czy to z poprzednich spotkań. Dostrzegła Rię, do której się uśmiechnęła, Alexandra z którym zmagała się z anomalią w starym warsztacie, Samuela, Susanne, Poppy opowiadającą o stworzonym przez siebie eliksirze i wielu, wielu innych gromadzących się coraz liczniej. Były też nowe twarze, których na poprzednim spotkaniu nie było, między innymi Caileen i Tuilelaith, które najwyraźniej dopiero teraz dowiedziały się nawzajem o swojej przynależności. Sophia wychodziła jednak z założenia, że każdy miał swój rozum i samodzielnie decydował o tym, czy angażować się w walkę o lepsze jutro czy też nie.
Siedziała w ciszy, od czasu do czasu odruchowo sięgając dłonią do włosów, choć już przywykła do tego, że są krótkie i nie przeszkadzają. Po ich utracie przez anomalię, która w listopadzie spaliła znaczną część jej kosmyków, nie skorzystała z eliksiru na ich porost z kilku powodów, jednym z nich była wygoda i praktyczność, a innym pewna buńczuczna, przekorna złośliwość wobec wszystkich, którzy uparcie chcieli w niej widzieć kobietę i uważali, że powinna chcieć być atrakcyjna i wpasowywać się w męskie gusta. A ona nie chciała i nie miała takiego obowiązku. Była przede wszystkim aurorem, oddanym pracy i Zakonowi, a dziś wyruszała na niebezpieczną, zagrażającą życiu misję, więc chęć spełniania czyichkolwiek, a zwłaszcza męskich oczekiwań zajmowała na jej liście priorytetów ostatnie miejsce. Jej myśli aktualnie krążyły przede wszystkim wokół misji i nie wybiegały o wiele dalej w przyszłość.
W salonie starej chaty pojawiły się po chwili dwie sylwetki; coraz mocniej pochylona pod ciężarem sędziwego wieku profesor Bagshot, a także minister Longbottom we własnej osobie, którego widziała na początku listopada podczas potajemnego spotkania z nim i szefową Biura Aurorów. Ucieszyła ją wieść o jego poparciu dla sprawy Zakonu, potrzebowali po swojej stronie ludzi takich jak on, mógł być niezwykle cennym sojusznikiem. Po jego przemowie Carter spojrzała na niego z aprobatą.
Staruszka zauważyła braki i najwyraźniej się zmartwiła, w tych czasach mogło stać się z nieobecnymi dosłownie wszystko. Sophia również dostrzegła brak kilku osób, między innymi Margaux i Aldricha, nie było także Adriena Carrowa z jednostki badawczej. Nie wiedziała niestety co mogło się z nimi dziać, nawet z przyjacielem od pewnego czasu nie miała kontaktu, choć dawniej byli ze sobą blisko, jednak zrzucała to na karb tego, że oboje mieli naprawdę dużo pracy i w obliczu obecnych wydarzeń trudno było przedłożyć prywatne zachcianki nad poważne sprawy. Miała jednak nadzieję, że może ktoś inny coś wie, a sama poczuła wyrzuty sumienia, że przez te problemy z anomaliami, a potem z pracą i ministerstwem zawładniętym przez fanatyków nie zainteresowała się nim pierwsza. Nie odezwała się więc w jego sprawie, nie chcąc przyznawać się do tego, jak beznadziejną była przyjaciółką.
Wysłuchała nowych Zakonników, którzy przedstawili się pokrótce. Uniosła lekko brwi, słysząc jak Caileen przedstawia się jako Królowa Argyll, choć większość obecnych pewnie nawet nie kojarzyło tego przydomku. Niemniej jednak pamiętała ją z Hogwartu i znała ją jako porządną dziewczynę z sercem po dobrej stronie, mogła jeszcze w przyszłości się wykazać, choć jej obecna naiwność pewnie jeszcze nie raz przeżyje poważny kryzys, bo działalność Zakonu to nie było tylko śpiewanie i pocieszanie, a faktyczne działanie i ryzykowanie w imię lepszego jutra. Także Sophia, niegdyś nieco naiwna idealistka, przekonała się, że wojna jest faktem i że trzeba podejmować naprawdę trudne decyzje. Dziś też z pewnością niejedną podejmą, choć i jej nie napawała radością myśl o poświęceniu dzieci. Musieli jednak zaryzykować – dla wyższego dobra.
Zainteresowała się także tablicą zaprezentowaną przez Susanne.
- Jeśli chodzi o Magnusa Rowle i Edgara Burke, napadli nas osiemnastego sierpnia w Dziurawym Kotle, a potem ukryli się w szafie i zniknęli – uzupełniła, widząc brak daty. Większości nazwisk jednak nie kojarzyła, poza tymi osobami z którymi mogła się zetknąć w szkole czy później, choć zapoznała się z dostępnymi materiałami. – Dwudziestego piątego października ja i Samuel, zamierzając wykonać misję dla Zakonu, zostaliśmy natomiast zaatakowani przez dwójkę czarnoksiężników nad brzegiem rzeki Wensum niedaleko Norwich. Jeden z nich władał bardzo potężną czarną magią i potrafił zmieniać się w mgłę, co świadczy o jego powiązaniach z rycerzami Walpurgii. Wyczarował bardzo silne zaklęcie Viento Somnia, czarnomagiczne węże niezwykłych rozmiarów, a także Malerusitio i na koniec próbował rzucić na mnie klątwę Imperius. Drugi przez większość pojedynku leżał spetryfikowany, więc trudno mi powiedzieć coś więcej o jego możliwościach – mimo późniejszego ukąszenia przez węża i znalezienia się w stanie krytycznym pamiętała to, i wiedziała, jak wiele miała szczęścia że nie skończyła pod imperiusem albo martwa. Później jednak ukąsił ją gigantyczny wąż o niezwykle silnym jadzie, który natychmiast pozbawił ją przytomności, ponieśli z Samuelem porażkę, o której myśl nadal napawała ją wstydem. Zawiedli, a Sophia nienawidziła zawodzić. – Z kolei ostatniego października mnie i Artura zaatakowali inni mężczyźni przy anomalii w domu Petriego. Jeden z nich miał na twarzy maskę. I oni rzucali czarną magią, ale nie wiadomo, jak to by się potoczyło dalej, bo coś dziwnego działo się z magią i wybuch anomalii teleportował nas stamtąd w trakcie pojedynku – dodała jeszcze. Tamtego dnia z magią naprawdę działo się coś bardzo dziwnego, Sophię różdżka zawodziła na każdym kroku, nie udało jej się nawet rzucić najzwyklejszego protego i oberwała własnym odbitym zaklęciem, do czego nie zamierzała się przyznawać. Potrafiła się bronić, ale wtedy magia ją zawiodła.



Ne­ver fear
sha­dows, for
sha­dows on­ly
mean the­re is
a light shi­ning
so­mewhe­re near by.

Sophia Carter
Zawód : Auror
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Świat nie jest czarno-biały. Jest szary i pomieszany.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3633-sophia-carter https://www.morsmordre.net/t3648-listy-do-sophii https://www.morsmordre.net/t3643-sophia https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3765-skrytka-bankowa-nr-925 https://www.morsmordre.net/t3647-sophia-carter
Re: Salon [odnośnik]03.04.19 16:39
Ludzi pojawiło się coraz więcej co sprawiało, że z jednej strony Marcella odetchnęła z ulgą, jednak z drugiej czuła nieznaczny niepokój. Coraz więcej z jej znajomych, których nie chciała w to mieszać się pojawiało. Poczuła na sobie wzrok Caileen, jednak nic nie powiedziała na ten temat, ta z resztą nawet nie podeszła. Nie musiała się tłumaczyć ze swoich spraw. Jak na razie wśród nich była tu najdłużej.  
Przywitała Lucindę lekkim uśmiechem. - Co? Oczywiście, że tak... - Zareagowała z lekkim opóźnieniem na to pytanie, ale szybko przybrała taki wyraz twarzy, by nie rzucać podejrzeń na to jak trudny był dla niej ostatni czas. Nie chciała się nad sobą użalać, mimo iż kilka spraw odbiło się na jej podejściu. Wiedziała, że byli tu ludzie, którzy przeszli dużo, dużo więcej. Gdy Randall przywitał się z nią po czym rzucił ten tekst... Spojrzała znacząco na stojącą przy niej Selwyn i w końcu parsknęła śmiechem cichutko, powstrzymując się, by nie zwrócić na siebie większej uwagi. - Nie, niezbyt często. Nie spodziewałam się ciebie tutaj. - Przyznała się szczerze. Nie mieli jednak zbyt wiele czasu na pogaduchy. Zaraz do pomieszczenia weszła pani Bathilda... Wyglądała nie najlepiej, jednak jak na swój wiek... Pewnie wielu chciałoby mieć taką kondycję. Gdy zaś zobaczyła Ministra Magii, Longbottoma, uśmiechnęła się pod nosem. Od czasu spotkania w Szkocji z nim oraz Edith Bones chodziło jej po głowie to, czy nie zapytać o jego kandydaturę w Zakonie Feniksa. Najwyraźniej ktoś wpadł na to przed nią i wykonał naprawdę wspaniałą robotę.
- Dobrze pana widzieć, sir. - mruknęła. Nie była pewna czy w ogóle będzie skojarzona. Gdy Sue wstała, by pokazać innym tablicę, Marcella przeszła w jej okolice, żeby na wszelki wypadek dopisać szybciej rzeczy, które uznałaby za najważniejsze, by o nich nie zapomnieć. Gdy Anthony zabrał głos, kiwnęła głową z uznaniem. - To świetny pomysł. Wprawdzie łatwiej byłoby wypisać rody, które nie poparły... Proponuję więc wpisać tylko te, w których chociaż jeden czarodziej jest znanym nam podejrzanym. Byłabym wdzięczna, by pomogły w tym osoby obecne tego dnia w Stonehenge. - Tu zerknęła na Archibalda. Prewettowie pokazali odpowiednią klasę, ale o Macmillanach to nawet nie będzie wspominała. Pamiętała jak pięknie obsmarował ich Walczący Mag, prawie jakby czytała powieść komediową. Zapisała wszystkie wspominane przez Archibalda rody na tablicy, przy wypadku w Stonehenge. - Nie będzie problemu ze znalezieniem zdjęć większości przedstawicieli wysokich rodów w gazetach. Myślę, że trzeba przejrzeć kilka ostatnich wydań. Mogę zająć się Czarownicą i Prorokiem Codziennym, ale prosiłabym kogoś o udostępnienie ostatnich egzemplarzy Walczącego Maga... - mruknęła pod nosem. Czytała wszystkie, oczywiście, ale jakoś tak przypadkiem później wpadały jej do kominka. Po prostu ręce aż słabły jak czytała te bzdury. - Jeśli wiecie cokolwiek na temat któregoś z wymienionych mężczyzn poprosiłabym o wykonanie notatki na kartce, tablica została zaczarowana tak, by składała je przy odpowiednim nazwisku. - Poinformowała jeszcze.
- Proponuję, żeby wspomnienia o wszystkich podejrzanych, których nie znamy nazwisk przejrzeć w myślodsiewni. Może ktoś znałby te osoby choćby z widzenia. Zajmie to dużo czasu, jednak jeśli odkryjemy kolejne nazwisko będzie nam dużo łatwiej.


nim w popiół się zmienię, będę wielkim
płomieniem
Marcella Figg
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
porysował czas ramiona
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6925-marcella-figg#181615 https://www.morsmordre.net/t6971-arkady#183169 https://www.morsmordre.net/t6970-lelolelo-bagiety-jado#183167 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t6991-skrytka-nr-1723#183527 https://www.morsmordre.net/t6972-marcella-figg#183216
Re: Salon [odnośnik]03.04.19 17:09
Uprzejmie, skinięciem głowy, witał wszystkich pojawiających się w salonie starej chaty, czynił to jednak z zamyślonym opóźnieniem, niezbyt wylewnie. Nie było to spotkanie towarzyskie, Zakon Feniksa już dawno przestał być małą organizacją złożoną z przyjaciół, próbujących przy butelce ognistej whisky ułożyć plan uratowania świata przed czarnomagiczną pożogą. Podejrzewał, że niestety nie wszyscy zdawali sobie z tego sprawę, ale na razie zachowywał swe wątpliwości dla siebie, czekając, aż w pomieszczeniu znajdą się wszyscy, którzy znaleźć się tu powinni. Od razu zauważył, że brakuje kilku osób, kilku zaufanych, ważnych osób - czyżby znowu mieli z żalem i bólem żegnać swych towarzyszy? Czy Rycerze Walpurgii zaatakowali kolejnych Zakonników, próbując wydrzeć z nich ważne tajemnice? Wolał nie snuć najgorszych domysłów, w milczeniu spoglądał więc na puste krzesła, a później - przeniósł wzrok na przekraczającą próg Bathildę.
Nie była sama i tym razem nie towarzyszył jej puchaty, biały kotek, którego zdołał uratować podczas wesołej zabawy ze smokiem, ale - sam minister magii. Prawdziwy, nie uzurpowany Minister, sam Harold Longbottom. Na zmęczonej twarzy Benjamina zabłysnęło zdziwienie, szybko zastąpione szacunkiem i zainteresowaniem. Nie komentował wypowiedzi mężczyzny, właściwie wątpił, by ten musiał się przedstawiać: jego obecność w Zakonie znaczyła bardzo wiele, był niezmiernie utalentowanym czarodziejem, co ważniejsze - znającym doskonale wewnętrzne sposoby działania rządu oraz posiadającym niezbędne, wciąż istniejące, koneksje. - Walka ramię ramię z tobą, Haroldzie, będzie dla mnie zaszczytem - powiedział tylko szczerze, niemalże po aurorsku i żołniersku, bez przypodobania się. Później zerknął na przedstawiające się Zakonniczki. Zakaszlał gwałtownie słysząc o królowej i obrzucił Caileen zdezorientowanym spojrzeniem. Uniósł brwi także na zachowanie siedzącej obok kobiety. Nie mógł już powstrzymać westchnięcia. - Wybaczcie konkretne pytanie i brak powitalnych ukłonów, ale jakie jest wasze doświadczenie bojowe? W walce? Lub jak wiele wiecie o eliksirach, magicznych stworzeniach, numerologii - i tym podobnych, niezwykle przydatnych kwestiach? - zwracał się głównie do Caileen, której pierwsze słowa brzmiały dość egoistycznie lub wręcz schizofrenicznie, ale i do reszty świeżynek. Wright był prostym czarodziejem, przyziemnym, nie rozumiał, dlaczego sprowadzono do Zakonu kogoś, kto szczycił się śpiewem - ale może miał do czynienia z niezwykle szanowaną alchemiczką o wielkiej wiedzy z zakresu astronomii lub zielarstwa. Wolał się w tym upewnić, nie mówił więc agresywnie, raczej z rysującym się na jego twarzy zmęczeniem. - Chciałbym też przypomnieć, że nie jest to spotkanie towarzyskie ani okazja do rozwiązywania prywatnych problemów - na naszych barkach spoczywa potężna odpowiedzialność. I każdemu z nas grozi wielkie ryzyko - jak widzimy, niestety, po licznych zaginięciach i nieobecnościach - zwrócił się do reszty Zakonników, którzy wypowiadali się o osobach nieobecnych. Martwiła go każda brakująca twarz, tracili wielu cennych czarodziejów. Wsunąl ręce głębiej w kieszenie skórzanej kurtki, trochę pochmurny, trochę - po prostu smutny. Nie spodziewał się tutaj Anthony'ego, ale nie dosiadał się do niego z hukiem ani nie miażdżył Ollivanderowi szczęki. Przynajmniej - tutaj.
Wysłuchał pomysłu Sue i pokiwał z uwagą głową. - Świetny pomysł. Bardzo pomoże nam w komunikacji. Myślę, że Gwardziści - zerknął głową na obecnych - także będą mogli na tablicy pozostawiać ważne notatki lub ustalenia, z którymi powinni zapoznać się wszyscy Zakonnicy - A później znów zamilkł, słuchając wypowiedzi poszczególnych osób. Dopiero, gdy na moment zapadła cisza, postanowił odpowiedzieć na pytanie Bathildy Bagshot, podejrzewając, co jego słowa mogą wywołać. Przestał się jednak przejmować, walczyli o to, co najważniejsze, a jeśli ktoś będzie pragnął powodu do kłótni - znajdzie go wszędzie. - Tak, profesor Bagshot - powiedział i wyprostował się nieco, spoglądając kątem oka na stojącą obok Hannah. Obecność siostry dodawała mu otuchy. - Percival niegdyś zwany Nottem, należący do Rycerzy Walpurgii, przeszedł na naszą stronę - wygłosił spokojnie, spoglądając także na Brendana. Jego sroga mina paradoksalnie także sprawiała, że czuł się pewniej. - Został przesłuchany pod działaniem eliksiru Veritaserum - a później złożył Wieczystą Przysięgę, która chroni nas przed ewentualnymi, szkodliwymi konsekwencjami. Po zakończeniu wojny, dobrowolnie odda się w ręce sprawiedliwego Wizengamotu - tutaj przesunął wzrok na Harolda Longbottoma. - Posiada wiele informacji o Rycerzach Walpurgii, sądzę więc, że uzupełni nasze notatki o szczegóły, które mogą kilkorgu z nas uratować życie - ciągnął dalej, nie dająć na razie wejść sobie w słowo ewentualnym lamentom. - Jego nawrócenie jest szczere, a talenty magiczne - niezwykle przydatne. To doświadczony smokolog, biegły w urokach czarodziej, co udowodnił w Klubie Pojedynków. Nie zapominamy o jego przeszłości, nie przymykamy na nią oka, ale zdecydowaliśmy, że pozwolimy mu walczyć w naszej sprawie. Może krew którą przeleje, lub życie, które odda, zdoła naprawić choć część jego błędów - zatrzymał się na moment, nie mogąc pozbyć się nieprzyjemnego zgrzytu; w salonie zasiadały śpiewaczki znikąd a to Percival musiał udowadniać swoją wagę dla Zakonu. - Nie zna żadnych sekretów Zakonu, nie zna miejsca starej chaty, nie zna na razie żadnych szczegółów - będzie jednak pomagał przy anomaliach. Może także pomóc w doszkalaniu uroków i treningach pojedynkowych. Zna słabe i mocne punkty Rycerzy Walpurgii, więc to nieocenione źródło informacji. Gdyby ktokolwiek potrzebował jego wsparcia, kontaktujcie się z nim, ze mną lub z którymś z Gwardzistów - zakończył, ponownie opierając się plecami o parapet, po czym spojrzał trochę pytająco na Bathildę i Brendana, jakby oczekiwał, że bardziej doświadczeni w przemowach osobnicy ocenią jego przemowę.


Make my messes matter, make this chaos count.
Benjamin Wright
Zawód : eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
Wiek : 33
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
may the bridges I burn
light the way
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Salon - Page 21 2548bf6970f74d0d9594e17b72bc2037
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright https://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 https://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t4339-skrytka-bankowa-nr-178#92647 https://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
Re: Salon [odnośnik]03.04.19 19:06
Byłem zaskoczony towarzystwem, które zebrało się w starej chacie - wiele twarzy widziałem po raz pierwszy, choć może nie powinno mnie to dziwić. Stonehenge było mydlana bańka, która w końcu pękła. Istnienie Rycerzy Walpurgii przestało być tajemnicą, podobnie jak tożsamość samego Voldemorta. Gdy do pokoju weszła profesor Bagshot w towarzystwie Longbottma, obojgu skinąłem głową w geście powitania; staruszka nie wyglądała dobrze, choć znając jej charakter, gdybym tylko zapytał, co było powodem zmiany w jej wyglądzie, zbyłaby mnie uśmiechem i zapewniła, że wszystko jest w porządku.
- Dobra robota - skwitowałem pracę Poppy, a także Sue i Marcelli - tablice mogły przydać się nie tylko członkom Zakonu, ale i aurorom. A dzięki przesłuchaniu Notta mogliśmy ją wzbogacić o wiele cennych informacji. - Już od dłuższego czasu nie widziałem Minnie. - Przepadła bez śladu - a najbardziej dręczył mnie fakt, że wszelkie zaginienia pozostawały dla nas niewiadomą. Celowo pominąłem Osę, choć doskonale znałem jej los. Samo jej wspomnienie wywoływało u mnie złość, irytację i żal. I wydobyło z najdalszych czeluści pamięci wszystko, o czym chciałem zapomnieć.
- Potrzebujemy w naszych szeregach badaczy - wsparłem zdanie Benjamina, w lot łapiąc sens jego słów - wyjątkowo uważnie dobranych. Żywot gwardzisty nie tylko odcisnął na nim piętno, ale i załatwił bilet do dojrzałości. Niepokojąca była wieść, że wszyscy - poza Poppy - zniknęli. Nie mogliśmy zabronić nikomu czynnego udziału w walce, jednak wiele osób, które dołączały w szeregi Zakonu, zdawało się czynić to w nieświadomości czekającego ich zagrożenia. A każda grupa był tak silna jak jej najsłabsze ogniwo. - Rycerze Walpurgii także zrzeszają grupę bystrych umysłów - wiedzieliśmy o tym dzięki Percivalowi - a jak niektórzy z was zdołali się przekonać, słudzy Voldemorta potrafią zamieniać się w kłąb czarnej magii. - Sam ją widziałem - a może wyśniłem? Burke zmieniający się w smolisty dym wydawał się jednak zbyt realny, by mogła utkać go moja podświadomość. - Nadal nie wiemy jak z nim walczyć, jak go powstrzymać. - Byłem skłonny pomóc od strony znajomości białej magii - ale przede wszystkim potrzebowaliśmy kogoś biegłego w numerologii. - A walka na nas czeka. Będzie ciężka. I nie mam na myśli tylko tego, że nasi wrogowie posługują się czarną magią. - Kontynuowałem, swoje słowa kierując do tych, którzy pojawili się tutaj po raz pierwszy. Każdego z osobna obdarzyłem wnikliwym spojrzeniem - nie chłodnym, lecz pełnym powagi. - Trudne czasy wymagają od nas trudnych decyzji i bezwzględnych środków. Każdy z nas został wychowany w innym domu i pojawił się tutaj z różnym bagażem doświadczeń, z różnym progiem moralności. Zgadza się, jesteśmy jednostką, której przyświeca jeden cel - przywrócenie równości wszystkim czarodziejom oraz wymierzenie sprawiedliwości wobec tych, którzy nie znajdują poszanowania dla życia innych ludzi, siejąc śmierć i poprzez manipulacje budując lepszy świat. Ale bądźcie gotowi na to, że osiągnięcie tych celów może wymagać od was poświęcenia, którego nie jesteście jeszcze świadomi. Walki z samym sobą. - Mój głos brzmiał dobitnie, acz spokojnie - nie pouczająco. Nie wątpiłem, że każdy, kto postanowił dołożyć swoją różdżkę, szczerze pragnął wesprzeć działania Zakonu Feniksa. Dotychczasowe spotkania dowiodły jednak, że nawet ci, z którymi walczyliśmy u jednego boku już od dłuższego czasu, nie zawsze byli przekonani co do słuszności obieranych metod. Nie obwiniałem ich - ale i nie zamierzałem zmienić swojego stanowiska, wróg był zbyt silny. Nie mogliśmy dopuścić do tego, aby nas ignorował. Aby nie widział w nas zagrożenia.  
Przynależność Eddarda Notta do świty Czarnego Pana nie była już dla mnie niewiadomą, a jednak świadomość, że miał poślubić Callisto sprawiała, że skręcały mi się wszystkie wnętrzności.
I był to kolejny powód, dla którego musiałem powrócić z Azkabanu.
- Pożar w Białej Wywernie nie mógł być przypadkiem. Tam spotykają się poplecznicy Voldemorta. Lokal został odbudowany - w tym czasie Rycerze Walpurgii gromadzili się w Fantasmagorii. - Zakomunikowałem na wspomnienie nazwisk Goshawk oraz Burke. - Maski noszą Śmierciożercy, czyli najbliżsi słudzy Czarnego Pana. Ci, którzy otrzymali tatuaż przedstawiający mroczny znak - taki sam jak u Burke'a. Tylko oni kontaktują się z nim bezpośrednio, oni wydają rozkazy. I tylko oni znają inkantację zaklęcia, która pozostawia mroczny znak na niebie. To wszystko wyznał nam Percival. - Wyjaśniłem Zakonnikom, zauważając adnotację na tablicy. - Istnieje prawdopodobieństwo, że Sigrun Rokwood jest metamorfomagiem. - Przypomniałem sobie, gdy Lorraine zwróciła uwagę na fakt, iż Mulciber mógł być jasnowidzem. Mój wzrok powędrował w kierunku Samuela i Jackie; nasz wspólny sen nie był do końca snem, część z tych wydarzeń naprawdę miała miejsce. Uwaga Skamandera o prawdziwej tożsamości wykrytej pod wpływem veritas claro mimowolnie pokierowała moje myśli w kierunku szczególnych zdolności, które sam posiadałem. - Lub po prostu używa fałszywej tożsamości Nem, ciemnowłosej, młodej kobiety. Jest to tylko przypuszczenie poparte zmianą wizerunku, która mogła być wywołana czymś innym. - Istniały różne sposoby - eliksir wieloskowy miał jednak ograniczone działanie, mogła nosić amulet - nie należało wykluczać żadnej z tych opcji.


Kundle, odmieńcy, śmieci, wariaci,
obywatele degeneraci,
ej, duszy podpalacze,
Róbmy dym
Frederick Fox
Zawód : Rebeliant
Wiek : 33 (36)
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
fire is catching
and if we burn
you burn with us
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Salon - Page 21 Giphy
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t2155-frederick-fox#32552 https://www.morsmordre.net/t2178-poczta-fryderyka#33148 https://www.morsmordre.net/t2176-fantastic-mr-fox#33126 https://www.morsmordre.net/f413-devon-lisia-nora https://www.morsmordre.net/t3769-skrytka-bankowa-nr-605#69393 https://www.morsmordre.net/t2332-freddie-fox#35856
Re: Salon [odnośnik]03.04.19 20:28
Milczała z przymkniętymi powiekami i odchyloną lekko głową. Dopiero, gdy wyczuła poruszenie uchyliła powieki ogniskując je na wchodzącej do środka Bathildzie i towarzyszącym jej Longbottomowi, którego dane było jej już poznać. Milczała słuchając najpierw słów wypowiadanych przez kobietę, a później zawiesiła błękitne spojrzenie na Ministrze, który zabrał głos. Zyskali potężnego sojusznika, wszyscy zdawali sobie z tego sprawę. Ostatnie ze zdań skierowane było do nich i Just przesunęła spojrzeniem po Gwardzistach finalnie lokując je w Benjaminie. Podjęli decyzję wspólnie i mogłaby zabrać głos jako pierwsza jednak sądziła, że to Wright powinien to zrobić. Nim jednak zabrał głos odezwali się inni, jako pierwsza kobieta, która zdążyła przykuć już jej spojrzenie. Uniosła brew ku górze, zastanawiając się czym do cholery jest królowa Argyll. Ale nie odezwała się pozostawiając tą kwestię poza sobą.
- Oh, dobra robota, Poppy. - pochwaliła spokojnie pielęgniarkę.
Nieobecność Dunkana przyniosła zmarszczenie brwi. Od zawsze był wolnym duchem, czasem milczał zbyt długo, tylko co powinno to lekceważyć tym razem?
Na dłużej jej wzrok zawisł na Susanne.
Wzrok przesunął się po Roselyn i zatrzymał na Lorrain - Mulciber jasnowidzem? To mogło tłumaczyć słowa, które wypowiedział w lesie. Ale znów, może również udało im się znaleźć informatora. Miał Alexa, któremu wyczyścił pamięć, a Anthony sam wyznał im w kuchni, że Voldemort dostał się do jego głowy. Wzrok powędrował do Maxine, a później zatrzymał się na Atnhonym i powędrował do Archibalda, by zatrzymać się na Macerlli. W końcu głos zabrał Ben i jej tęczówki powróciły do niego.
Kiedy tak dorósł? A może bardziej spoważniał, bo wielki był od zawsze. Niemniej miał rację, to nie spotkanie towarzyskie i nie okazja do rozwiązywania prywatnych problemów.Po nim zabrał głos Fred.
- Zastanawiałam się nad tym, Fred. Czy to nie musi być jakiś rodzaj transmutacji? Tak jak my korzystamy z niej w jakimś stopniu by zmienić ciało? - rzuciła pytanie w przestrzeń pomiędzy ludzi wśród których znajdowali się też ci, którzy z tą dziedziną zaznajomieni byli bardziej niż ona. Ale to co o niej wiedziała wychodziło na jeden prosty skrót myślowy - transmutacja, najzwyczajniej w świecie pozwalała coś transmutować.
- Bądźcie ostrożni i uważni. Zaufanie w tych czasach jest towarem luksusowym, więc czas na nieroztropność skończył się już dawno. Co do samej Rookwood, miałam okazję spotkać się z nią. Wypiła coś na samym początku, nie mam pojęcia czym to było. Ale była w stanie rzucić tak potężne zaklęcie jak Horatio. Pozbawiła mnie nogi i próbowała spętać umysł Imperio. Próbowała, bo udało mi się jej wyrwać. Co ważniejsze, nigdy ich nie lekceważcie. Nie wiem, czy to ją wspomogło, czy zdołała rozwinąć się na tyle w takim krótkim czasie. Pamiętajcie, że wiedzą jak naprawiać anomalie i są w stanie sięgnąć po najcięższe z zaklęć. - mówiła spokojnie, nie podnosząc głosu, skupiając na sobie spojrzenia, ale jakoś dziwnie w tym momencie jej to nie przeszkadzało. Przesuwała ostre spojrzenie po zakonnikach, chcąc by zrozumieli powagę tego, co działo się już teraz.
- Przesłuchania mugolaków były 24 kwietnia. - powiedziała, przenosząc spojrzenie najpierw na Marcella, by zawiesić je znów na Sussane. -  Susanne, Marcello, chciałabym żebyście znalazły miejsce dla myślodsiewni, może też jakąś gablotę obok niej na wspomnienia, niech wam ktoś z nią pomoże - Elyon? Dobrze, żeby wszystko znajdowało się niedaleko siebie. - zwróciła się do przyjaciółki przenosząc na nią na krótką chwilę spojrzenie. - Dzisiaj przyniosłam pięć swoich: ze spotkania z Mulciberem na moście, z pobytu w Złotej Wieży, to z Rookwood o którym przed chwilą mówiłam i z piętnastego października, gdzie znów natrafiłam na Mulcibera. Do tego wspomnienie  spotkania z Macnairem. Co do listy popleczników Voldemorta została uzupełniona przez wspomnianego przez Bena mężczyznę. - powiedziała przesuwając spojrzeniem po zebranych zakonnikach, pamiętała dokładnie jak żywe reakcje ta wiadomość wywołała ostatnio. -   Percival powie nam najwięcej o osobach, które wspierają Voldemorta. Do śmierciożerców należą: Tristan Rosier. Ramsey i Ignotus Mulciberowie. Deirdre Tsagairt. Morgoth Yaxley. Magnus Rowle. Craig Burke. - wymieniła powoli, łamiąc język na obco brzmiącym nazwisku kobiety. Pamiętała je dokładnie, większość z tych nazwisk przewijała się już w ich rozmowach, ale to nadal nie były wszystkie.  Wzięła wdech, zabierając się do dalszego wymieniania. - Travers Slazar, Vane Thomas, Goyle’owie - mężczyźni mają imiona podobne imiona, wspomniania Rookwood. Lyanna Zabini, Antonia Borgin, Savatare, Crouch, Marianna Goshawk. Black Cygnus i Lupus, Yaxley Cyneric, Burke - Edgar i Quentin, Eddard Nott. Dolohov i Cassandra Vabltsky. Drew Macnair - ten ostatni jest matamorfomagiem. - wzięła wdech pozwalając by na chwilę zawisła w pokoju cisza. - Wszystkich gromadzi ta sama idea i każdy z nich z pewnością jest niebezpieczny. Potrafią działać podstępem, także nie pozwólcie się podejść. Przypomnę, że tak jak i my znamy ich, tak i oni mają swoje źródła i możliwości zdobywania informacji. - zamilkła wyciągając dłonie z kieszeni i splatając je na piersi. - Decyzja co do Percivala została podjęta i pozostanie ona niezmienna. Zdajemy sobie sprawę z tego, co zrobił i do czego się przyczynił. Nie prosimy, żebyście o tym zapomnieli - on sam, jak powiedział Ben, odpowie za wszystkie swoje czyny. Jednak by mógł działać wraz z nami sprawnie, musimy mu pozwolić na zapracowanie na nasze zaufanie. - przesunęła spojrzeniem po zgromadzonych raz jeszcze na kilka chwil zawieszając spojrzenie na Haroldzie i Bathildzie. Tak, podjęli decyzje i to oni za nią mieli odpowiedzieć jeśli była tą złą. Żadne protesty, czy groźby nie były w stanie jej zmienić.



And oh, stupid things I do. I'm far from good, it's true. But still, I find you
next to me.


Ostatnio zmieniony przez Justine Tonks dnia 03.04.19 21:01, w całości zmieniany 1 raz
Justine Tonks
Zawód : auror, rebeliant
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women.
Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 58 +3
UROKI : 36 +6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 7 +3
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Salon - Page 21 Atomic-blonde-ice-bath
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks
Re: Salon [odnośnik]03.04.19 20:56
Na powitanie kuzyna odpowiedziała uśmiechem i oderwała wreszcie wzrok od pustych ramek. Salon zapełniał się powoli, więc znalezienie sobie miejsca na jednej z kanap nie było już takie proste, a mimo to Jessa wcisnęła swoje cztery litery i oczekiwała oficjalnego rozpoczęcia zebrania, błędnie zakładając, że to Gwardziści jako pierwsi zabiorą głos. Gdy próg pomieszczenia przekroczyła profesor Bagshot, rudowłosa natychmiast poderwała głowę by spojrzeć w jej kierunku; kroczący za nią Harold Longbottom wywołał niemniejsze zdziwienie.
Starsza czarownica odziana była oczywiście w purpurę, a z jej twarzy nie znikał strwożony grymas; wyglądała na schorowaną, a Diggory nie mogła oprzeć się wrażeniu, że stan Bathildy niewiele miał wspólnego z jej wiekiem. Westchnęła cicho, gdy staruszka zaczęła się z nimi witać; głos pani profesor był słaby, zbyt słaby, by nie zasiać wątpliwości odnośnie jej stanu. Nikt jednak nie zamierzał o nim dyskutować, gdyż w mig padły pierwsze pytania oraz doszło do krótkiego przedstawienia i wymiany zdań.
Jeszcze niedawno Jessa sama miała wątpliwości odnośnie tego, czy przyda się Zakonowi Feniksa nie mając wielkiego doświadczenia, umiejętności aurora czy wiedzy badacza, czas pokazał jednak, że zaangażowanie robiło swoje. Diggory nie zamierzała wiec odbierać prawa do dołączenia do organizacji osobom, które na co dzień trudniły się aktywnościami mającymi niewiele wspólnego z ideałami Zakonu, lecz nie mogła nie uznać zasłyszanej wymiany zdań za niefortunną i w myślach przyznała rację Benjaminowi. Być może popisała się w tym momencie hipokryzją, lecz wystarczyło spojrzeć po zebranych by szybko odróżnić starszych stażem od świeżynek – uśmiechy tych pierwszych były naprawdę nikłe.
Wysłuchała oficjalnego stanowiska Longbottoma, lecz nie zamierzała klepać Ministra po plecach, dlatego milczała. Czyny, nie słowa, mogły udowodnić wszystkim, że polityk nadaje się do ruchu oporu, jaki tworzyli zebrani w starej chacie.
Pomysł z tablicą bardzo jej się spodobał, lecz skoro Maxine i Sophia zabrały już głos w sprawie anomalii, w których okiełznywaniu również Jessa brała udział, czarownica nie zamierzała dokładać trzech knutów do tej kwestii; wierzyła, że przyjaciółki dokonają stosownych zmian i uaktualnią przewinienia Rycerzy, których napotkały na swojej drodze. Odezwała się dopiero wtedy, gdy padły słowa o eliksirze.
- Gratulacje, Poppy – posłała czarownicy łagodny, lecz całkowicie szczery uśmiech; nie było pośród nich już wielu badaczy, tym bardziej doceniała więc gesty tych, którzy pozostali.
Ktoś wspomniał Aldricha, poczuła się więc w obowiązku przemówić i wyjaśnić decyzję kuzyna, która na nią samą spadła jak grom z jasnego nieba.
- Aldrich opuścił Anglię przez wzgląd na dobro swojej małej siostrzenicy – wyjaśniła, próbując go usprawiedliwić; dzieci i anomalie nigdy nie szły w parze – Jest bezpieczny – dodała jeszcze, ganiąc się w myślach, że nie zabrała ze sobą listu, który jej napisał.
Słysząc o Percivalu, nie mogła nie pomyśleć o kimś, kogo rodowód spełniał wszelkie przesłanki ku popieraniu Voldemorta; a jednak jego nazwiska jeszcze nie było na tablicy, choć padło już z ust przemawiających wcześniej. Rudowłosa westchnęła, przeczekując słowa Foxa, po czym dopytała o kwestię, która nurtowała ją już od jakiegoś czasu.
- Czy Percival opowiedział wam coś więcej o tych przemianach w kłąb czarnej magii? Jeden z naszych przeciwników posiadał tę umiejętność, inny nie, czy jest to kwestia umiejętności, a może hierarchii? Cholernie dobrze byłoby obmyślić jakiś sposób, żeby powstrzymać takie ucieczki – żałowała, że nie posiadała tak tęgiego umysłu, jak niektórzy tu obecni, lecz gdyby potrzebowano królika doświadczalnego w tej sprawie, bardzo poważnie rozważyłaby zgłoszenie się.
Słysząc opowieść Justine, nie mogła powstrzymać ciekawości i ukradkiem zerknęła na jej nogę, za co szybko skarciła się w myślach; to nie była przecież żadna sensacja, a wojenne realia.

| info skonsultowane z Aldrichem


when the river's running red and we begin to falter, we'll hang on to the edge...come hell or high water

Jessa Diggory
Zawód : łowczyni talentów
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
when it all goes
up in flames
we'll be
the last ones
s t a n d i n g
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Salon - Page 21 Ce647ec3fe24bd170c32be56a874bb97
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5833-jessa-diggory https://www.morsmordre.net/t5851-krasna#138351 https://www.morsmordre.net/t5847-she-s-whiskey-in-a-teacup#138218 https://www.morsmordre.net/f146-devon-otterton-dom-diggorych https://www.morsmordre.net/t5856-skrytka-bankowa-nr-1442#138516 https://www.morsmordre.net/t5854-jessa-diggory#138467
Re: Salon [odnośnik]03.04.19 21:11
Nieliczne rozmowy ucichły, rezerwując dźwięki dla wejścia dwójki czarodziejów - obserwował ich ze spokojem, nie potrafiąc ocenić, jak długo starsza czarownica była w tak kiepskim stanie - prędki przeskok po reakcjach, malujących się na twarzach Zakonników, dał Ulyssesowi jasną odpowiedź. Obecność Ministra nie była dla niego zaskoczeniem. Wysłuchał krótkiego przemówienia, jakim ich przywitał. Nie porywał się na odpowiedź. Dał odezwać się innym, nim sam zabrał głos - nie oceniał, nie wnikał w motywacje oraz umiejętności innych osób, był jednak niezmiernie ciekaw, jak zareagują na bezpośrednie słowa Benjamina.
- Ulysses Ollivander - rzekł konkretnie tuż po tym, jak wyprostował się nieco, zabrawszy łokcie z kolan, na których wspierał się przez ostatnie parę chwil, wsłuchując w kolejne słowa.  - Różdżkarz - uzupełnił z tą samą wylewnością, głos jak zwykle naznaczając absolutnym opanowaniem. - Różdżki tworzę, dobieram oraz identyfikuję. Niektórzy z was zdążyli już zweryfikować moje umiejętności - zerknął krótko na Gabriela oraz - ponownie - Kierana, obydwu obdarzając krótkim skinieniem. Uprzejmy, aczkolwiek oszczędny uśmiech posłał także Marcelli. - Powoli zapoznaję się z numerologią, ale jak sądzę, mamy tu większych specjalistów owej sztuki - przyznał bez bólu, dzieląc się tylko tym, co uznał za istotne i w czym rzeczywiście planował rozwijać się bardzo intensywnie. Nie wiedział o tych ludziach wiele. - Sprowadził mnie Frederick - zakończył przedstawienie, uznawszy, że powiedział o sobie aż nadto - nie lubił tego robić. Pominął fakt, że do walki stawał okazjonalnie, obracając się raczej w sferze szczegółów i logicznego myślenia. Mimo tego, zdarzało mu się wyrwać z bezpiecznych komnat, choć w wojnie nie wziął jeszcze zbyt czynnego udziału, nie licząc ostatnich wypraw do miejsc naznaczonych silniejszymi anomaliami.  
Po fali wyznań o sobie, nadszedł czas na konkrety - z zainteresowaniem zerknął na pannę Pomfrey, której nie znał, lecz po podjętej przez nią kwestii podejrzewał, że należała do jednostki badawczej. Wiedział, że grupa nie jest duża, przynajmniej oficjalnie - zdążył wypytać Foxa o ten drobny szczegół. Nie odezwał się jednak, nie mając zielonego pojęcia o eliksirach - działanie tego konkretnego brzmiało znakomicie. Wzrok Ulyssesa zatrzymał się dłużej na tablicy, a słowa dziewczyny, która kojarzyła mu się z pracownicą lecznicy Julii, zwróciły jego uwagę - na szybko przewertował ostatnie wspomnienia. Miał opór przed dzieleniem się z resztą dokładną identyfikacją różdżek (ot, przyzwyczajenie, którego najwyraźniej musiał się wyzbyć), lecz dwie - Mulcibera oraz Edgara Burke, natychmiast wyłoniły się ze świadomości. Zerknął krótko na zdjęcie Ramseya, podając je zaraz dalej.
- Jego różdżka potwierdza parszywy charakter - stwierdził krótko, niewiele wnosząc, raczej komentując w ten sposób wypowiedź Lorraine, na którą spojrzał - stłumił w sobie złość, wzbierającą na wyobrażenie tej sytuacji. - Drewno wężowe, jad bazyliszka - czy ktokolwiek potrzebował szczegółów przy tak wymownych specyfikacjach?
- Salazar Travers - uzupełnił spokojnie słowa Prewetta, gdy ten mówił o Stonehenge. Zapamiętał arystokratę bardzo wyraźnie. - Szybko i dobitnie przyznał się do swoich poglądów, deklarując poparcie dla Voldemorta - w imieniu całego rodu, nim jego pan się ujawnił - objaśnił krótko, nim wskazał kolejne nazwiska. Co, jak co, ale pamięć miał dobrą - zwłaszcza, gdy skupiał się na obserwacji, a to właśnie robił podczas tych komicznych obrad. - Amadeus Crouch, Lupus Black, Cyneric Yaxley, Alphard Black - zmarszczył lekko brwi, w skupieniu wertując nazwiska, które spisał w myślach dla własnej wiedzy. Poza tymi, które podał Fluvius - były to wszystkie, jakie zwróciły uwagę Ollivandera.
Czujne spojrzenie drgnęło, gdy brwi zbiegły się na krótki moment podczas uważnego wychwytywania słów, wypowiadanych przez Bena - zerknął wtedy na Fredericka, nie szukając u niego odpowiedzi, lecz potwierdzenia - przez moment nie był w stanie uwierzyć, że Percival zbłądził tak bardzo. Sprawy i zdarzenia jeszcze przenikały się w świadomości, próbując ułożyć na właściwych miejscach - pamiętał, jak Voldemort na dłuższą chwilę obdarzył przyjaciela spojrzeniem - przyswojenie wielu informacji i wydarzeń w takiej ilości nie było proste nawet dla wprawionych w tym umysłów. Ollivander przez parę sekund zatrzymał opanowany wzrok na swoich dłoniach, uniósł go dopiero na słowa Foxa, uważnie słuchając także Justine, która w roli Gwardzistki była dla niego zaskoczeniem - którego, rzecz jasna, nie zdradził.


psithurism (n.)
the sound of rustling leaves or wind in the trees
Ulysses Ollivander
Zawód : mistrz różdżkarstwa, numerolog
Wiek : 33
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler

and somehow
the solitude just found me there

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Salon - Page 21 49ef0cf60175f20be70ba8f5ceb218e8
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4227-skrytka-bankowa-nr-1059#86421 https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
Re: Salon [odnośnik]03.04.19 22:07
Cieszyła się, widząc zbierających się Zakonników, ale i martwiła o tych, którzy powinni tu być, a ich nie było. Co się z nimi stało? Czy po prostu wypadło im coś ważnego? Czy może wyjechali? A może zaginęli jak jej siostra? Witała się jednak z tymi, których znała. Elyon, Poppy, Caileen, Susanne, a także Ria i Anthony, do których podeszła. Uśmiechnęła się do nich ciepło, ale nie zamierzała przy Rii wywlekać wspomnienia tamtego dnia, a już na pewno nie tutaj, na spotkaniu Zakonu. Ono nie służyło do rozwiązywania prywatnych problemów, wszyscy byli tutaj w jednym celu, by omówić ostatnie wydarzenia, posłuchać relacji innych i przygotować się na to, co niosła przyszłość. Chwilę później pojawiła się obok niej także Roselyn. Charlie przywitała kuzynkę i ścisnęła lekko jej dłoń, po czym pokręciła lekko głową, sygnalizując cicho, że Vera nie wróciła. Po spotkaniu mogły jednak porozmawiać.
Niedługo później, kiedy Zakonnicy umiejscowili się już w salonie, do pomieszczenia wkroczyła Bathilda Bagshot, a także mężczyzna, którego nigdy nie widziała na żywo, ale w gazetach owszem: Harold Longbottom, prawowity minister magii. Jego obecność zaciekawiła ją, ale i ucieszyła, potrzebowali takiego sojusznika. Jej spojrzenie na dłużej zatrzymało się jednak na profesor Bagshot, która wyglądała znacznie gorzej niż wtedy, kiedy Charlie widziała ją po raz ostatni, jakby ciężar wieku, a także niedawnych wydarzeń naprawdę ją przytłoczyły. Mimowolnie się zmartwiła, widząc jak niezgrabnie poruszała się staruszka, ale jej umysł mimo słabości ciała najwyraźniej wciąż pozostawał ostry.
Słysząc pytanie o nieobecnych poczuła gulę w gardle i jeszcze silniej uzmysłowiła sobie brak siostry, która powinna teraz siedzieć obok niej.
- Moja siostra, Vera – odpowiedziała cicho, czując się bardzo nieprzyjemnie, zupełnie jakby powiedzenie tego na głos czyniło jej nieobecność jeszcze bardziej namacalną i rzeczywistą. – Zniknęła w połowie października i od tamtego czasu nie daje znaku życia.
Mówiąc to, znów lekko ścisnęła dłoń siedzącej obok niej Rose. Nadal nie wiedziała, co z Verą, gdzie była i czy w ogóle żyła, ale musiała o niej powiedzieć, nawet jeśli jej zniknięcie nie miało nic wspólnego z Zakonem. Ci którzy byli na poprzednim spotkaniu mogli ją pamiętać. Niestety Vera nie była jedyną nieobecną. Co z innymi? Charlie niestety nic na ten temat nie wiedziała. Dawno nie widziała nawet członków grupy badawczej poza Poppy.
Wysłuchała słów ministra Longbottoma, a potem nowych członków Zakonu, którzy przedstawili się reszcie. Uśmiechnęła się pokrzepiająco do Caileen, która była w ich gronie zupełnie nowa. Charlie ucieszyła się na jej widok, chociaż trochę się o nią martwiła. Nie zamierzała jednak negować jej motywacji, sama także czasem miała wątpliwości co do tego, czy na pewno była dla Zakonu równie przydatna jak inni, skoro tylko warzyła eliksiry i nie potrafiła tego, co na przykład aurorzy. Wierzyła, że potrzebowali każdej dobrej duszy, która nie chciała godzić się na zło i niesprawiedliwość.
- Potwierdzam, eliksir Poppy działa dobrze i ma naprawdę interesujące właściwości, uczestniczyłam w badaniach – odezwała się po słowach uzdrowicielki, uśmiechając się do niej szeroko, wciąż dumna z tego, co osiągnęła panna Pomfrey, a także z własnego udziału w jej badaniach. Poppy jak najbardziej zasługiwała na zauważenie i docenienie, bo wykonała kawał bardzo dobrej pracy, tworząc coś z niczego.
Zainteresowała się też tablicą, którą przedstawiła Susanne. Choć sama (na szczęście) nie spotkała się ze zwolennikami przeciwnej strony, im więcej wiedzieli o możliwym zagrożeniu, tym lepiej. Tym bardziej, że kolejne osoby również opowiadały o spotkaniach z osobnikami władającymi czarną magią, zmieniającymi się w mgłę i noszącymi maski.
- Dobra robota, Sue! – pochwaliła ją cicho, zapoznając się z udostępnionymi materiałami, kiedy przyszła jej kolej możliwości rzucenia okiem. Jednocześnie kątem oka dostrzegła siedzącego na kanapie za jej ramieniem błyszczącego ptaszka przypominającego nieco patronusa i uśmiechnęła się lekko.
- Miałam okazję naprawić dwie anomalie. Jedną w łazience na trzecim piętrze szpitala świętego Munga wraz z Rią, drugą w Wieży Astrologów z Susanne – powiedziała po chwili, lekko się rumieniąc, ale była naprawdę dumna, że mimo skromnych umiejętności podołała zadaniu, choć nie zrobiła tego samotnie, bo miała u swego boku utalentowane towarzyszki. Poza tym czuła się nieco lepiej z myślą, że oprócz warzenia eliksirów zrobiła coś więcej, że choć w minimalnym stopniu przyłożyła rękę do tego, by Londyn stawał się bezpieczniejszy.
Ale potem odezwał się Ben, i Charlie spojrzała na niego z uwagą, kiedy zaczął mówić o Percivalu Nottcie. Alchemiczka sama miała okazję poznać tego mężczyznę, ale nie miała pojęcia, że rozmawiała z rycerzem Walpurgii, nawet jeśli nawróconym. Zdała sobie sprawę, że naprawdę była naiwna i jak łatwo było ją podejść – ale Percival naprawdę wywarł na niej bardzo dobre wrażenie, był miły i inteligentny, a Charlie wykonała dla niego zamówienie na eliksiry. Domyśliła się też, że to jej veritaserum najprawdopodobniej posłużyło do przesłuchania, bo jakiś czas temu Samuel poprosił ją o fiolkę; tak czy inaczej, jeśli Gwardziści ręczyli za niego, a Percival złożył przysięgę i był gotowy przejść na ich stronę, Charlie nie miała powodu, by to negować. Ufała ocenie Bena i innych Gwardzistów, a informacje Percivala mogły okazać się nieocenione. Zdawała sobie sprawę, jak wiele musiał poświęcić w imię swojego nawrócenia, kiedy został wyklęty przez własną rodzinę, a i rycerze Walpurgii z pewnością nie wybaczyliby mu zdrady. Czy narażałby się w taki sposób i czy zgodziłby się złożyć Wieczystą Przysięgę, gdyby nie chciał naprawdę przeciwstawić się zgubnym ideom pobratymców?
Zdała sobie też sprawę, że skoro Percival był rycerzem, to jak często mijała ich na swojej drodze w pracy czy w innych okolicznościach?
Zapamiętywała jednak inne ważne informacje, które padały. Odnośnie nazwisk, które wypowiedziała Justine, Charlie skojarzyła jedno.
- Lupus Black jest uzdrowicielem w Mungu, pracuje na oddziale pozaklęciowym. Niezbyt przyjemny, wyniosły typ – powiedziała, chcąc uzupełnić informację o tej osobie, którą miała (nie)przyjemność poznać. Lupus Black oskarżył ją kiedyś o zaniedbanie, którego dopuścili się inni, ale dla niego nie miało to znaczenia.
Odniosła się także do innych słów Gwardzistki.
- Mówisz, że ta Rookwood coś wypiła na samym początku? – zapytała, słysząc opis rzucanych z sukcesem bardzo trudnych zaklęć. Owszem, istnieli potężni czarnoksiężnicy, ale co, jeśli ta kobieta po prostu skorzystała z czegoś, co znacząco wzmocniło jej zdolności? Zawahała się, intensywnie nad czymś myśląc, po czym sięgnęła do torby z eliksirami, ostrożnie wyciągając jedną fiolkę Felix Felicis. – Czy to mogło być coś takiego? – spytała, unosząc fiolkę tak, by Justine mogła ją zobaczyć. To był pierwszy eliksir, który nasunął jej się na myśl, jeśli chodzi o znaczące wzmocnienie umiejętności i sprawienie, że nawet rzucenie najtrudniejszych zaklęć stawało się łatwością. A tamci też na pewno mieli po swojej stronie alchemików, więc całkiem prawdopodobne było, że posiadali i Felixy. – Nie wiem, jak wyglądała tamta walka, ale z tego co mówisz o tym, że była zdolna do rzucenia bardzo silnych zaklęć, a wcześniej coś wypiła... To nie można wykluczyć opcji, że tamci mają dostęp do tego eliksiru. To Felix Felicis, eliksir szczęścia, bardzo potężna mikstura, która przez pewien czas zapewnia pełne powodzenie wykonywanych akcji, i nawet trudne zaklęcia stają się w zasięgu możliwości. – Pod warunkiem, że w ogóle potrafiło się daną magią władać. – Oczywiście mogli też mieć w zanadrzu coś innego, może mają własnych badaczy tworzących nowe receptury, ale z tych eliksirów, które znam, w pierwszej chwili pomyślałam o tym.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Charlene Leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 24/25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-alchemiczka-kocia-mama https://www.morsmordre.net/f173-oaza-chata-nr-88 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Re: Salon [odnośnik]03.04.19 22:31
Do środka weszła Bathilda, widać było, że niesie na swoich barkach wielki ciężar. Nie trzeba było być wielce spostrzegawczym, aby to dostrzec. Miłym zaskoczeniem było także ujrzenie jej towarzysza - po raz kolejny miał przyjemność spotkania ministra Longbottoma, którego darzył głębokim szacunkiem. Pozwolił spotkaniu toczyć się własnym rytmem, nie chcąc się zbytnio wychylać, póki nie było to koniecznie. Skakał wzrokiem z jednego Zakonnika na drugiego. Z uznaniem skinął głową w stronę Poppy, czując dumę z powodu brania udziału w badaniach, które prowadziła. Od tego czasu przełknął wstyd festiwalowego spotkania i bez skrępowania niewerbalnie przekazał jej swoje najszczersze uznanie. Poznawał nowe twarze i oswajał się z nimi. Najdłużej swój wzrok zatrzymał na Elyon, której posłał coś na kształt pokrzepiającego uśmiechu. Owszem, członkostwo Meadowes w Zakonie oznaczało o jedno zmartwienie więcej, ale czy i tak już nie powinien się o nią martwić? Dlatego nie negował podjętej przez niej decyzji, która w istocie była jej decyzją. Również skinięciem odpowiedział Ulyssesowi, który skromnym zdaniem Tonksa był bezcennym nabytkiem dla jednostki badawczej Zakonu Feniksa. Także świetnie wykonanym zadaniem mogła pochwalić się Susanne. Tablica niewątpliwie miała pomóc im w usystematyzowaniu i zebraniu wszystkich informacji. Dzięki temu zmniejszali ryzyko przeoczenia czegoś, wszakże byli jedynie ludźmi, prawda?Skoro już Charlene wspomniała o anomaliach to on także mógł nadmienić o tych dwóch miejscach, które udało mu się wspólnie z pomocą innych Zakonników naprawić. - Co do anomalii, to razem z Kieranem udało nam się uspokoić magię w Zakazanym Lesie, a kilka dni później wraz z lordem Abbott ustabilizowaliśmy magię przy stoisku z balonami w wesołym miasteczku - przedstawił pokrótce o swoich dokonaniach z sprzed kilku miesięcy, o których jeszcze nie zdążyli najwyraźniej donieść z powodu zmiany terminu spotkania.
Właściwie sam nie wiedział, czemu nie zapałał do wcześniej wspomnianego Percivala nienawiścią, a raczej przywołanie jego sylwetki przywołało w nim uczucia, można powiedzieć współczucia. Nieufność ze strony Zakonników, widmo zemsty Rycerzy i kompletne zagubienie w szarej rzeczywistości, realiach codzienności czarodzieja bez tytułu szlacheckiego. Owszem, nawrócenie się nie zmazywało wszystkich jego win, ale z drugiej strony Gabriel zastanawiał się nad tym jak bardzo musiało zaboleć go sumienie, skoro zdecydował się wyrwać z tak zastygłego społeczeństwa. I pomyśleć, że osąd Gabriela mógłby być zupełnie inny, gdyby wiedział, że to z właśnie z Percivalem miał przyjemność się spotkać. A może nie zmieniłby się on aż tak bardzo? W takim razie należałoby postawić pytanie czy Tonks jest na tyle naiwny, a może wykazywał się ponadprzeciętną empatią? Cóż, są to rozważania na zupełnie inną okazję. Ale skoro Gwardziści za niego ręczyli...- Czy mieliście sposobność podczas przesłuchania skonfrontować Percivala z sytuacjami, w których nie wiadomo, który rycerz stanął nam na przeciw? Być może jego wiedza pozwoliłaby na zidentyfikowanie chociażby tej dwójki, z którą wraz z Susanne spotkaliśmy się przy anomalii w zaułku - skąd mógł wiedzieć ile Gwardziści wyciągnęli z byłego lorda?
Gabriel X. Tonks
Zawód : zagubiony w wojennej zawierusze
Wiek : 30
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
I've got a message that you can't ignore
Maybe I'm just not the man I was before
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6145-gabriel-tonks https://www.morsmordre.net/t6193-gabrysiowe-listy https://www.morsmordre.net/t6192-ja-nie-mam-recepty-na-szczescie https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t6795-skrytka-bankowa-nr-1529 https://www.morsmordre.net/t6194-gabriel-tonks
Re: Salon [odnośnik]04.04.19 4:17
Gdy w pokoju pojawiła się Bathilda przeniósł na nią swoją uwagę. Dziś po raz pierwszy widział ją jako liderkę, czy też patronkę Zakonu Feniksa. Wyglądała wyjątkowo mizernie, chorowicie. Jak stara kobieta, która mogła nie dożyć wiosny. Mając to na uwadze - tym bardziej nie potrzebował z jej strony troski. Nie od starej, umęczonej kobiety, która potrzebowała jej zdecydowanie bardziej. Nie na tym jednak należało się skupić. Wszyscy tu zebrani zgromadzili się w końcu służbowo.
Słuchał o nieobecnych, słuchał również o nowych. Nieco zmieszała go obecność Caileen, jednak nie dał tego po sobie poznać w jakikolwiek sposób traktując ją w tym momencie na równi z innymi tu zgromadzonymi. tu była tylko i wyłącznie jego sojuszniczką. Nie krewniaczką. To samo tyczyło się minionej już bliskości, która niegdyś łączyła go z Roselyn. Nie okazał im żadnym gestem wsparcia. Słuchał o ich motywacjach niepokojąc się tym, że zakon stawał się swego rodzaju azylem dla starych panien, które się nudziły i chciały robić coś dobrego, lecz nie do końca wiedziały co i jak. Być może był zbyt krytyczny, jednak nie potrafił podejść do sprawy inaczej.
- Susanne, nie jestem przekonany co do kalendarium, a konkretnie tego, że każdy miałby do niego  wgląd. O ile z upublicznienie profili wrogów jest czymś potrzebnym, o tyle to pierwsze - nie. Tym bardziej, że nasi przeciwnicy są potężni i nie przebierają w środkach by zdobywać wiedzę o nas, tak jak my o nich. Sprawienie, że pochwycenie kogokolwiek da im dostęp do całej historii działalności, kiedy akurat Malfoy jest u władzy...to jak wciskanie złodziejowi wytrychów w ręce - jego zdaniem to było nie rozsądne. tym bardziej, że pomimo liczebności lwia część zakonników nie posiadała siły bojowej. To była jednak jego opinia. Co zrobi z nią dowództwo nie leżało w jego gestii.
- To świetny pomysł
- Nie, to głupi pomysł. Prewett ma rację: równie dobrze można tam wpisać pół Skorowidzu - wtrącił się w słowo przytakującej Macmilanowi Figg - Nie ma sensu skupiać się na takich wielkich ogólnikach jak nieprzychylne mugolom rody szlacheckie. Nie mamy na to siły ani środków. Na to by walczyć z całymi rodami wypchanymi pachołkami. Ryba psuje się od głowy i to ją trzeba urżnąć - podkreślił - Znamy nazwiska części czarodziei, którzy wspierali sprawę Sami-Wiecie-Kogo od początku, sprzed jego wyjawienia się. Są to prawdopodobniej jego najbardziej zaufani poplecznicy, mający największe wpływy. To na nich należy się skupić. Na konkretnych nazwiskach i imionach - które zaraz popłynęły lawiną z ust Archibalda, Justine, Ulyssesa - Jeżeli ktoś ma ochotę złożyć któremuś niezapowiedzianą wizytę - może mieć we mnie wsparcie. Proponuję zabrać się za tych których nie chroni tytuł - oświadczył zdając sobie sprawę, że zapowiedź ta nie jest wcale taką oczywistą. w końcu mieli do wykonania na razie ważniejsze zadanie od którego zależało to, czy będzie istniało dla Anglii jakieś jutro.
Słuchał również innych informacji, przestróg. Raportów. Informacja o wrogu, który chciał przejść na ich stronę go zaintrygowała. Właściwie nie wiedział co o tym myśleć po tym, jak zdał sobie sprawę, że miał z nim styczność pod koniec października i nie sprawiał wrażenia kogoś komu można było ufać więc pomimo zapewnień tego zamierzał nie robić. Ostrożnie podchodził do relacji z połową zakonników. ostatecznie sprawy nie skomentował zdając się na słuszność osądu dowództwa w tej sprawie.
- Ollivander, jesteś w stanie powiedzieć coś o czarnej różdżce...? Istnieje jakiś sposób by ją osłabić? - skierował pytanie do nowo nabytego zakonnego różdżkarza zdając sobie sprawę, że jego wiedza w tym momencie mogłaby ich nakierować na to, jak osłabić Voldemorta. czy w ogóle istniał na to sposób.


Find your wings


Anthony Skamander
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You don't need a weapon when you were born one
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/f256-bexley-high-street-27-4 https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933
Re: Salon [odnośnik]04.04.19 11:48
Dla Selwyn to był dobry znak, że tak wiele ludzi opowiedziało się po ich stronie i wybrało Zakon Feniksa. Potrzebowali przede wszystkim ludzi, których różdżka w walce nie zawodziła, ale uzdrowiciele i badacze byli również nieocenieni i bez nich walczyłoby się im na froncie o wiele trudniej. Dobrym znakiem było też to, że w nowych twarzach członków Zakonu Feniksa rozpoznała dobrych znajomych, przyjaciół lub rodzinę. W ostatnim czasie nikogo nie była już pewna, a jak już ufała to ludziom, którym nigdy zaufać nie powinna. To był paradoks i próba dostosowania się do świata, który zmieniał się z dnia na dzień w sposób ciężki do opisania.
Lucinda skinęła głową słysząc odpowiedź z ust przyjaciółki. Potrafiła rozpoznać kiedy coś ją trapi, ale wiedziała, że dopóki ta nie zechce poruszyć tematu to ten po prostu nie istniał. Nie miała zamiaru drążyć, a już na pewno nie tutaj i nie w takim miejscu. Blondynka posłała Figg znaczące spojrzenie kiedy ta spojrzała na nią w odpowiedzi na zaczepkę mężczyzny.
Zebranie zaczęło się wraz z pojawieniem się Bathildy wraz z byłym Ministrem Magii Longbottomem i Selwyn jeszcze bardziej się spięła wyczekując tego co przyjdzie im usłyszeć. To, że Longbottom postanowił do nich dołączyć nie było dla Lucindy żadnym zaskoczeniem. Po tym wszystkim co wydarzyło się na szczycie każdy kto otwarcie widział i zmierzył się z mocą Voldemorta nie mógł pozostać obojętny. Każdy opowiedział się po jakiejś ze stron.
Blondynka wsłuchała się w słowa Wright i drgnęła na imię i nazwisko swojego kuzyna. Oczywiście już wcześniej kiedy jego nazwisko padało na spotkaniach Zakonu domyślała się, że znajdują się po dwóch różnych stronach barykady, ale to, że poddał się Zakonowi i wypił veritaserum by opowiedzieć im o wszystkich szczegółach związanych z Rycerzami było dla blondynki zaskoczeniem. Mając w pamięci ich ostatnią wymianę listów rozumiała. Teraz wszystkie jego słowa były dla Lucindy jasne i rozumiała już cenę, którą przyjdzie mu za to zapłacić. - Znam Perciego – zaczęła spoglądając na Bena – Możecie mu nie ufać, ale jeżeli opowiedział się po naszej stronie, to zrobi to co do niego należy. Zresztą nie słyszałam o przypadku by ktoś oszukał działanie wieczystej przysięgi, jest to w ogóle możliwe? Sami-Wiecie-Kto wie, że Nott przeszedł na stronę Zakonu? - zapytała ciekawa jak to wszystko się potoczyło. Bo gdyby wiedział to czy od razu nie wysłałby swoich popleczników by uciszyć Perciego? To było miejsce na rozwiewanie podobnych wątpliwości.
Szlachcianka skupiła się na słowach kolejnych członków organizacji, ale dopiero na Justine zatrzymała swój wzrok nieco dłużej. Jak to się działo, że wszystkie złe rzeczy spotykały właśnie ją? Rycerze widocznie znaleźli swoją ulubienice właśnie w Tonks, a ta uparcie im się wymykała. Lucinda miała wrażenie, że to już jakiś rodzaj chorej gry by wykończyć człowieka i fizycznie i psychicznie. Słysząc znajome imiona wcale nie była zaskoczona. Ci wszyscy ludzie już wcześniej byli na ich liście ostrzegawczej. Dopiero słysząc nazwisko Drew drgnęła. Oczywiście co do niego także miała przepuszczenia, ale dała mu o wiele większe pokłady zaufania niż by się tego kiedykolwiek spodziewała. Wiedziała, że to musiało się skończyć. Koniec z domysłami i koniec z usprawiedliwianiem go we własnej głowie. - Chce zobaczyć te wspomnienia – powiedziała spoglądając na Justine. Twarde dowody były tym czego potrzebowała by podnieść w jego kierunku różdżkę.
- Pięknie to wszystko wygląda... – zaczęła spoglądając na tablice. - … ale chyba także byłabym za tym, żeby nie brudzić jej nazwiskami rodów, które opowiedziały się za Voldemortem. Jeżeli zaczniemy wrzucać wszystkich do jednego worka to się w tym pogubimy. Ja jestem Selwynem, a jak widać nie popieram w żadnym stopniu tego co zrobiła głowa mojej rodziny. - mówiąc to skrzywiła się, bo na samą myśl o tej kobiecie z sygnetem na ręku robiło się jej niedobrze. - Skupmy się na nazwiskach, które już znamy, a wtedy może uda nam się dodać kolejne. - to była tylko jej propozycja, ale chyba o to tu chodziło. Lucinda zatrzymała na chwile spojrzenie na Alexie, który wyglądał dokładnie tak jak się spodziewała, że wyglądać będzie. Wojna dotykała każdego i to nazbyt mocno.


Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Lucinda Hensley
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 28
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Panna
hope for the best, but prepare for the worst
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Salon - Page 21 Tumblr_on19yxR5PA1tj4hhyo2_500
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-selwyn https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
Re: Salon [odnośnik]04.04.19 12:43
Koniecznie musiałem złapać Elyon po spotkaniu i zamienić z nią kilka słów. Byłem strasznie ciekawy co się u niej teraz dzieje - nie rozmawialiśmy chyba wieczność, o ile nie jeszcze dłużej. Poza tym byłem ciekawy kiedy się zrekrutowała i w ogóle jak się jej wiedzie. Frances na pewno mi wybaczy parę minut spóźnienia, w końcu nie codziennie człowiek dowiaduje się, że twoja stara znajoma dołącza do tajnej organizacji.
Pani profesor Bathilda Bagshot jak zwykle wywołała we mnie zachwyt. Odkąd dołączyłem do Zakonu miałem ogromną ochotę z nią porozmawiać, zamienić chociażby parę słów, ale nie powiązanych z działalnością Zakonu. Chciałem zapytać ją o parę historycznych zagwozdek albo o rzeczy doskonale znane, ale niedookreślone. Czy wie coś ciekawego o paleniu czarownic? Na pewno wie o wiele więcej o paleniu czarownic niż ja. Może nawet spotkała więcej świadków tych wydarzeń, ja po swojej stronie miałem jedynie Czarnooką Hesper. Co i tak uważałem za cud, niełatwo spotkać duchy z tego okresu, a zaprzyjaźnienie się z nimi to w ogóle trudne zadanie. Cóż, może kiedyś moje marzenie się spełni, chociaż na razie pani profesor miała ważniejsze rzeczy na głowie niż rozmowy z ludźmi takimi jak ja. Na przykład rekrutowanie do organizacji samego Ministra Magii. Spoglądałem na niego zafascynowany, dziwiąc się, że tak wiele osób zareagowało na jego obecność tak... normalnie. Przecież to Harold Longbottom! Czytałem kiedyś o nim w gazecie, niezwykle ciekawy życiorys, a jego osoba jest pewnie jeszcze dziesięć razy ciekawsza. Zerknąłem na Frances, w tym krótkim spojrzeniu przekazując jej całe zdziwienie i fascynację, jakie właśnie odczuwałem. Słuchałem słów lorda Longbottoma z uwagą, kiwając co i rusz głową. Był świetnym mówcą. Chciałem coś powiedzieć na koniec, ale głos uwiązł mi w gardle, bo co ja takiego mogłem teraz powiedzieć. Byłem tylko szeregowym Zakonnikiem, który wiele nie zrobił w poprzednim miesiącu, co właśnie teraz boleśnie sobie uświadomiłem. To znaczy, intensywnie się szkoliłem, ale to było trochę samolubne.
Moją uwagę przykuła tablica Sue. Pomysł zrobienia czegoś takiego przecież jest tak prosty, a genialny zarazem. - To raczej nie jest szczególnie ważna informacja, ale Magnus Rowle dobrze zna się na historii magii - teraz, po czasie, robiło mi się gorąco na wspomnienie naszego spotkania. Piłem piwo i dyskutowałem z wrogiem, który w innej sytuacji bez mrugnięcia okiem próbowałby mnie zabić. Odetchnąłem głęboko, próbując nie wracać do tego wspomnienia. - Pracowałem też z Louvelem Rowlem w Wydziale Duchów, nieszczególnie miły typ, ale nie wiem jak blisko są ze sobą spokrewnieni - dodałem, wzruszywszy ramionami, ale wolałem podzielić się całą wiedzą - każdy nieistotny szczegół mógł w którymś momencie okazać się kluczowy do połączenia faktów.
Mimo wszystko największe wrażenie zrobiły na mnie słowa Justine Tonks. Ucięto jej nogę, nie byłem w stanie tej informacji przetrawić, przecież to jest już barbarzyństwo, to nie są ludzie, to psychopaci! Bardzo dobrze, że znalazł się jeden człowiek, który postanowił przejść na naszą stronę - Gwardziści na pewno byli ostrożni, a jego informacje mogły okazać się na wagę złota.


not a perfect soldier
but a good man

Florean Fortescue
Zawód : bezrobotny
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
OPCM : 34 +2
UROKI : 6 +4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Salon - Page 21 E89bda95c5344104e5639bbb0172ffa8
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue https://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 https://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t4591-skrytka-bankowa-nr-854 https://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674

Strona 21 z 47 Previous  1 ... 12 ... 20, 21, 22 ... 34 ... 47  Next

Salon
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach