Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Salon
AutorWiadomość
Salon [odnośnik]12.06.16 19:02
First topic message reminder :

Salon

Pomimo odbudowy starej chaty niektóre rzeczy się nie zmieniły: znajdujący się w kwaterze salon nie należy do największych, nie odznacza się też przepychem. Jego wystrój jest skromny, choć przytulny; przywodzi na myśl coś związanego z domem, daje poczucie bezpieczeństwa. Jedną z pokrytych kremową tapetą ścian zajmuje stary zegar, a dookoła niego i na pozostałych ścianach wiszą kolorowe puste ramki, przygotowane do tego, aby zakonnicy włożyli do nich swoje zdjęcia.
W salonie znajdują się dwie sporych rozmiarów brązowe kanapy, do których przystawiony jest niewysoki stolik wykonany z ciemnego dębowego drewna, na którym spoczywa błękitna serweta. Na nim, a także na wszystkich innych powierzchniach w pomieszczeniu, pełno jest przeróżnych drobiazgów, które nie wiadomo kto tu zostawił i które nie wiadomo do czego służą. Koloru pomieszczeniu nadają różnobarwne poduszki i duża, pomarańczowa szafa oraz firany w oknach, których barwa co jakiś czas ulega zmianie. Również tutaj, jak w prawie że całej chacie, można spotkać małe, świetliste leśne stworzonka przypominające patronusy - niewątpliwie ktoś zakupił je na Festiwalu Lata i postanowił wypuścić w kwaterze Zakonu.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Salon - Page 46 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Salon [odnośnik]21.10.20 20:34
Lucinda doskonale rozumiała istotę problemu. W swoim życiu spotkała już kilku wilkołaków. Była w końcu łamaczem klątw, a dotknięci tą klątwą czarodzieje, bardzo często chcieli się ów przekleństwa pozbyć. Nie uważała, żeby pozbawianie ich człowieczeństwa lub wkładanie ich do jednego worka wraz ze zwierzętami było słusznym ruchem. Z drugiej strony też zastanawiała się czy Oaza byłaby odpowiednim miejscem. Wilkołaki podczas pełni nie były w stanie się kontrolować. Nie mogli mieć im tego za złe. Każdy z nich mógł paść ofiarą podobnej klątwy. Należało nauczyć się z tym żyć – nie znała chyba innego rozwiązania. W Oazie mieszkało zbyt wiele ludzi, a spory procent stanowili mugole, którzy nawet nie mieli szans na obronę. Nawet dla czarodziei byłoby to trudne. – Z jednej strony z jakiegoś powodu postanowili się nie opowiadać po żadnej ze stron. Wybrali odludne miejsca. Mamy wspólny cel i chyba właśnie to należałoby im uświadomić. Nawet jeśli nie będziemy za sobą przepadać, nawet jeśli będą mieli żal do Zakonu, że nigdy wcześniej nie wyciągnęli do nich ręki to jednak oddanie Wielkiej Brytanii Malfoyowi, a co za tym idzie Voledmortowi nie może leżeć w ich interesie. Jeśli byli prześladowani wcześniej to sprawa tylko ulegnie pogorszeniu. To jest wspólny mianownik, który może zadziałać na naszą korzyść podczas rozmów. – odparła kierując spojrzenie na Tonksa. On sam doskonale wiedział jak wygląda życie wilkołaka. Miał wsparcie w rodzinie i w przyjaciołach. Może było to dla niego trochę ważniejsze. Wszyscy jednak powinni pamiętać, że ta klątwa łączy się także z samotnością. Czasami był to ich samodzielny wybór, a czasami przymus. – Znalezienie im odpowiedniego lokum, założenie zaklęć ochronnych i pomoc w kontrolowaniu ich zachowań podczas pełni jest możliwe. Myśląc logicznie nie uważam by tak nieroztropne wpuszczanie innych do Oazy było słuszne. Nigdy nie wiemy jakie są zamiary drugiej strony. Nie chce działać stereotypowo, to nie dotyczy tylko czarodziei dotkniętych klątwą wilkołactwa, ale ogólnie potrzebujących. Rozumiem, że na szerszy wywiad nie mamy czasu w krytycznych sytuacjach, ale idąc za przykładem olbrzymów skąd wiemy, że Rycerze nie dotrą do wilkołaków jako pierwsi? Co jeśli liczą na właśnie takich ruch z naszej strony? Skoro my wiemy, że oni przeciągnęli na swoją stronę Olbrzymy to oni także wiedzą, że my podjęliśmy ku temu próbę. – dodała jeszcze w zamyśleniu spoglądając na swoje dłonie.
Lucinda wsłuchała się w to co powiedziała Tonks o ich ostatniej wyprawie na plac. Nadal czuła, że coś tam poszło bardzo nie w porządku. Wydawało się, że są na ostatniej prostej do wygrania tego pojedynku. – Następnym razem – skomentowała tylko spoglądając najpierw na blondynkę, a po chwili przenosząc spojrzenie na Blake’a.
Kiedy Marcella streściła ich akcję pod Big Benem skinęła głową. Nadal, gdy o tym myślała czuła ucisk w klatce spowodowany unoszącym się nad wieżą dymem. – Akcja sabotażowa przebiegła prawidłowo i widocznie miałyśmy pecha, że trafiłyśmy na patrolujących czarnoksiężników. Byłam zmuszona rzucić Arresto Momentum na wieżę, bo inaczej skończyłoby się to wielką tragedią. Pożoga została ugaszona, ale oni uciekli niczym tchórze. Miałam wrażenie, że sami nie spodziewali się, że ich zaklęcie wywrze taki efekt. Kto na plakat posyła tak niszczące zaklęcie? Chcieli spalić stolicę, którą okupują? Nie chce szukać logiki w ich zachowaniu, ale to było dosłownie szalone. – odparła ze wzruszeniem ramion. Nie ukrywała, że takie zachowanie ją zaskoczyło. Z drugiej strony cieszyła się, że udało im się to powstrzymać. Rzucający zaklęcie mężczyźni nawet się ku temu nie kwapili.


Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Lucinda Hensley
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 28
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Panna
hope for the best, but prepare for the worst
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Salon - Page 46 Tumblr_on19yxR5PA1tj4hhyo2_500
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-selwyn https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
Re: Salon [odnośnik]21.10.20 23:45
Wysłuchał wszystkich z dużym spokojem, ani razu nie uciekając się do przerwania komukolwiek wypowiedzi. Starał się zrozumieć różne perspektywy, jakie zostały zaprezentowane, jak również podejść do konkretnych propozycji z chłodną głową. Rację mieli Skamander i Dearborn, nie da się z dnia na dzień zignorować uprzedzeń, współpraca z wilkołakami musiała być obwarowana pewnymi regulacjami. Ale również lord Prewett przemówił sensownie, nie mogli oczekiwać od kogoś pomocy i jednocześnie ukazywać pogardy.
Wilkołaki to także ludzie. To czarodzieje zdolni w większym lub mniejszym stopniu zadbać o siebie, mogący pochwalić się wiedzą w różnych zakresach i różnymi umiejętnościami, ale wciąż stanowiący zagrożenie dla innych podczas pełni – podsumował to, co powiedzieli już inni, łącząc naukowe fakty i uzasadnione obawy w jedno. – Tak jak my muszą uciekać przed reżimem chorej władzy i to łączy nas bardziej, niż dzielą uprzedzenia – skinął głową w stronę Lucindy, bo to właśnie ona jasno wskazała sens ich działań. – Jeśli zechcą dołączyć do walki po naszej stronie, będą musieli przestrzegać takich samych zasad jak wszyscy. Jeśli będą szukać u nas pomocy, zapewnimy ją w granicach zdrowego rozsądku. Musimy mieć na względzie dobro ogółu, ale nie możemy rezygnować z indywidualnego podejścia do każdej osoby żyjącej z klątwą likantropii – jego spojrzenie przesunęło się po wszystkich, by na koniec zatrzymać się na sylwetce Tonksa. – Tak jak nie każdy czarodziej budzi w nas na tyle zaufania, aby zapewnić mu od razu schronienie w Oazie, to samo tyczy się wilkołaków. Wszystko zależy od tego z kim mamy do czynienia. Na chwilę obecną rozpatrujemy miejsca poza wyspą. Anthony, Cedricu, Percivalu, szkockie i irlandzkie lasy to dobry pomysł, zwłaszcza jeśli macie już w nich rozeznanie, Kornwalia też brzmi obiecująco. Mamy w Zakonie osoby zdolne w różnych dziedzinach magii, aby móc zapewnić solidne wsparcie przy nakładaniu zabezpieczeń na domostwa.
Sprawę uważał za rozstrzygniętą, a wypowiedziane przez niego wytyczne były całkiem solidnym kompromisem. Kieran był zdania, że jeśli ktoś miał jeszcze jakieś wątpliwości, powinien już rozważyć je w zaciszu własnych myśli, ponieważ po wspólnej dyskusji, jakiej nie dało się uniknąć, wypracowali klarowne stanowisko. Taka postawa miała w sobie dużo władczości, ale czuł, że tego było Zakonowi trzeba. Nie mogli ciągnąć tematu sojuszu z wilkołakami aż do samego końca spotkania, wciąż jeszcze pozostawało do omówienia kilka kwestii, wcale nie mniej ważnych. – Alex i Justine już o tym wspomnieli, ale powtórzę, naszym głównym celem jest odciągnięcie wilkołaków od drugiej strony konfliktu. Nawet jeśli nie zechcą nas aktywnie wesprzeć, to nie mogą opowiedzieć się po drugiej stronie. Z powodu dysproporcji sił skupiamy się na osłabieniu wroga.
Nie bez powodu padło pytanie o ich dotychczasowe działania, szczególnie te podjęte w Londynie. Gdy inni zdawali relacje ze swoich poczynań, Kieran stuknął krańcem różdżki w mapę i z każdym kolejnym świstem drewna na rozłożonym na stole materiale powstawał kolejny jasny punkt ukazujący wspomniane przez innych miejsca. Szpital Świętego Munga, Bedford Square, Big Ben, przejście przy lesie pod Londynem, apteka Sluga i Jiggersa, oraz London of Tower. – Pod koniec czerwca zabezpieczyliśmy z Justine i Alexem Bramę Zdrajców, przez którą niektórzy więźniowie uciekają z Tower.
Słowa Michaela dały mu dużo do myślenia. Zwyrodnialcy skłonni byli działać wszędzie. Lucinda także wspomniała o nielogicznych działaniach Rycerzy. Czy naprawdę ich umysłu zostały już tak mocno przeżarte przez czarną magię, że byli skłonni spopielić cały Londyn? – Wiemy już, że Rycerze działają poza Londynem, skoro ruszyli ku olbrzymom, jednak do starć między nami dochodzi głównie w stolicy. Dalej musimy zatrzymać uwagę wroga na mieście, bo nie damy rady prowadzić działań na szerszą skalę, nie mamy na to sił i środków. Powinniśmy skupić się na szlakach komunikacyjnych, przejmować ważne transporty, atakować znienacka w strategiczne punkty. Proszę was, abyście dokładnie planowali gdzie zamierzacie uderzyć i w jaki sposób.
Ich działania nie mogły być rozproszone, Gwardia powinna nie tylko wiedzieć o wszystkich ruchach, ale przede wszystkim koordynować poczynania Zakonu. W tej wojnie zostali zepchnięci do roli partyzantki, dlatego musieli mierzyć siły na zamiary. Dodatkowo organizacja była odpowiedzialna za wiele istnień, które wzięli pod swoje skrzydła, zapewniając schronienia na ukrytej wyspie. – Trzeba pomyśleć także o naszych zapasach. Dzięki nawiązanej współpracy z tartakami Oaza stale jest zaopatrywana w drewno i narzędzia – zerknął na Percivala, nie zapominając o jego roli, jak i o zasługach Hani. – Potrzebujemy żywności. Liczba mieszkańców wzrosła i tendencja wzrostowa raczej się utrzyma, choć już nie tak gwałtowna, do tego mamy już lipiec, na rozpoczęcie niektórych upraw jest za późno. Zwierząt hodowlanych nie ma w Oazie za wiele, a nie wszystkie przeznaczymy od razu na ubój – spojrzał po wszystkich z nadzieją, że ponownie padną jakieś propozycje. Być może ktoś miał jakieś kontakty mogące przydać się do zakupu upraw różnego rodzaju od rolników. Kieran nie bardzo też wiedział, czy wyspiarski teren nadaje się pod uprawy.
Nie zważał na przemieszczanie się poszczególnych osób przy stole. Zmarszczył brwi, rozmyślając nad jeszcze jedną sprawą, która została poruszona przez Cedrica.
Obawiam się, że ujawnienie szczegółów wojny w innych krajach wcale nie pomoże nam odnaleźć sojuszników, lecz ściągnie nam na głowę kolejnych ekstremistów z różnych zakątków świata – podzielił się swoją mało optymistyczną opinią, z otchłani pamięci przywołując wiedzę na temat wojen, do których swoje trzy knuty dorzucały nagle strony niezaangażowane bezpośrednio w konflikt. Co będzie, jeśli odwołując się do moralności innych czarodziejskich społeczności zamiast współczucia rozbudzą niechęć? Wiele się nasłuchał od swojego dziadka jak podczas irlandzkich wojen do miejsc kolejnych starć przybywali coraz to bardziej wojowniczo nastawieni partyzanci. – Nawet jeśli inne ministerstwa potępią działania Malfoya, to nie wyślą swoich ludzi na cudzą wojnę. Ta cała dyplomacja jest mi obca, trudno cokolwiek przypuszczać. Za to coś już wiem o ludzkiej naturze i naprawdę nieliczni zaryzykują własne bezpieczeństwo w obronie innych, kiedy nie są naocznymi świadkami cudzego cierpienia.



There’s a storm inside of us. A burning. A river. A drive. An unrelenting desire to push yourself harder and further than anyone could think possible. Pushing ourselves into those cold, dark corners where the bad things live, where the bad things fight. We wanted that fight at the highest volume. A loud fight. The loudest, coldest, hottest, most unpleasant of the unpleasant fights.
Kieran Rineheart
Zawód : Rebeliant
Wiek : 53
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
I have a very particular set of skills, skills I have acquired over a very long career. Skills that make me a nightmare for people like you.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
when we all fall asleep where do we go
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5879-kieran-rineheart https://www.morsmordre.net/t5890-aedus#139383 https://www.morsmordre.net/t5891-aurorskie-sprawki#139384 https://www.morsmordre.net/f205-opoka-przy-rzece-wye-walia https://www.morsmordre.net/t5895-skrytka-bankowa-nr-1467 https://www.morsmordre.net/t5907-k-rineheart#139780
Re: Salon [odnośnik]25.10.20 22:27
Wypowiedziane przez Percivala zobaczymy przywołało nikły uśmiech na twarz Norwega. Wciąż nie pozwalał sobie na zbyt wiele nadziei, ale miło było usłyszeć o czyjejś dobrej chęci.
Uśmiech jednak znikał prędko z ust alchemika. Ingissonowi nieco dziwnie było z toczącą się właśnie dyskusją. Od lat jego siostra zmagała się z likantropią i zdążył przekonać się o tym, jak skomplikowana to była przypadłość. Nie tylko ze względu na Astę jednak. Poznał dostatecznie wiele osób cierpiących na tę chorobę – jakoś w jego głowie to zawsze była choroba, a nie klątwa – żeby zrozumieć, że właściwie to nie było o czym dyskutować. Spojrzał na siedzącego przy stole Tonksa i tym bardziej utwierdzał się w swoim przekonaniu. Czy wilkołaki miały wpływ na to, że się przemieniały? Nie. Czy można było nienawidzić czy czuć do nich niechęć za coś, na co nie miały wpływu? No pewnie, że nie, bo to po prostu bez sensu. Dla Norwega generalna wrogość wobec likantropów była jakaś dziwna. To jakby tak trochę nienawidzić wszystkich ludzi przez to, że znalazło się wśród nich paru takich zwyrodnialców jak Rycerze Walpurgii.
Nie wtrącał się jednak, wiedząc, że nie najlepiej sobie radzi ze słowami. Może powinien coś z tym zrobić, ale jeszcze nie teraz. Małe kroczki, wszystko po kolei i tak dalej. Zresztą, sprawa została poruszona z obu jej stron. Wtrącenie swoich trzech knutów i tak by niewiele dało, bo nim wymiana zdań zdążyłaby się przemienić w coś ostrzejszego temat został postawiony jasno przez Rinehearta. Alchemik pokiwał głową na znak zgody z nim, opadając wygodniej na oparcie krzesła. Słuchał dalej o tym, jak radzili sobie w Londynie, samemu czując dziwną mieszankę emocji kiedy tak chłonął opowieści. Znał w końcu parę sposobów na to, jak przy pomocy eliksirów zabezpieczyć teren. Zerknął nieznacznie na siedzących dookoła niego Zakonników zastanawiając się, czy któryś zaryzykowałby zabranie nie do końca skutecznego w walce alchemika na niewielki wypad w teren.


Asbjorn Ingisson
Zawód : Alchemik na oddziale zatruć w św. Mungu, eks-truciciel
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler

Wiem dokładnie, Odynie
gdzieś ukrył swe oko

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5694-asbjrn-thorvald-ingisson#133833 https://www.morsmordre.net/t5741-juhani#135532 https://www.morsmordre.net/t5740-norweskie-slowko-dnia-to#135522 https://www.morsmordre.net/f138-little-kingshill-hare-lane-end https://www.morsmordre.net/t5742-skrytka-nr-1399#135537 https://www.morsmordre.net/t5743-a-t-ingisson#135543
Re: Salon [odnośnik]25.10.20 22:39
Farley śledził uważnie rozmowę toczącą się o wilkołakach, jednak po zabraniu w niej głosu nie udzielał się ponownie. Wiedział, że próba nawiązania porozumienia z wilkołakami będzie wiązała się z trudnościami, a tych spodziewał się nie tylko w samych czarodziejach, do których chcieli dotrzeć, ale także i tych, którzy zasiadali przy stole w sali obrad Zakonu. Wiedział, że decyzja o zwróceniu się w stronę likantropów wywoła raczej podzielone zdania, jednak miał też przeświadczenie o tym, że dojdą do porozumienia. Zresztą, powoli kończyły im się opcje. Nie nazwałby ich działań desperacją, lecz zapytany o to jeszcze w zeszłym roku nie powiedziałby, że w takim miejscu będą się dziś znajdować. Nie odezwał sie także, gdy temat zgrabnie podsumował Kieran.
Wilkołaki nie były bowiem końcem ich dzisiejszego spotkania. Zerknął z ukosa na Rinehearta, kiedy Tonks oznajmiła o dołączeniu syna aurora do sojuszników – był zadowolony, że w tym przypadku jabłko nie padło daleko od jabłoni, choć sam Alexander przykładem tego powiedzenia nie był. Z nieznacznym uśmiechem na ustach skinął głową Billy'emu, kiedy ten przedstawił zebranym informację o wcieleniu swojej siostry. Z uwagą słuchał raportujących Zakonników, choć gdy Skamander mówiąc przechodził mu za plecami Farley musiał powstrzymać się przed obróceniem głowy i zerknięciem na niego. Nie czuł się najlepiej nie wiedząc, co robi Anthony, jednak wziął spokojny oddech i z pomocą wciąż działającego efektu zaklęcia Tonks odepchnął paranoje na bok. Słuchał kolejnych raportów, spojrzeniem śledząc każdy punkt nanoszony na mapę przez Rinehearta. Było całkiem stabilnie: mieli pod swoją kontrolą wystarczająco wiele miejsc, żeby móc stwierdzić, że mają bazę. Teraz trzeba było ją wykorzystać. Kiedy jednak odezwała się Marcella to Alexander momentalnie spojrzał na Figg, a w miarę tego jak opowiadała jego brwi wędrowały po czole coraz wyżej. W ogóle nie krył już swojego uznania gdy Lucinda powiedziała dlaczego Big Ben lewituje.
Zawiesiłaś w powietrzu całą wieżę jednym zaklęciem? – zapytał, lekko kręcąc głową w niedowierzaniu, kiedy na jego usta wkradł się nieznaczny uśmiech. – Nie wiem co oni mają z tą pożogą, ale rzucają ją na prawo i lewo. A co do tego, że tak generalnie są niespełna rozumu to chyba zgadzamy się wszyscy – westchnął, w myślach dodając kilka epitetów pod adresem Rycerzy. Zaraz jednak powiódł spojrzeniem po wszystkich i skinął im głową.Dobra robota. Trzymajmy tak dalej, a będziemy mieć w posiadaniu wystarczająco wiele miejsc w Londynie, by spróbować zacząć ich stamtąd wypierać – powiedział. Był to co prawda plan długoterminowy, lecz fakt, że pomimo utraty sojuszu z olbrzymami posiadali stałą obecność w Londynie znaczył naprawdę wiele.
Zerknął w zamyśleniu na Cedrica, gdy ten proponował zwrócenie się do innych państw o pomoc. Odpowiedź pozostawił jednak Kieranowi, który powiedział właściwie wystarczająco, jednak Farley w tym przypadku zdecydował się odezwać. Jego myśli dokładnie wiedziały, jak się ułożyć i zdawał sobie sprawę z tego, co to oznacza. Coś, czego nauczył się przed utratą pamięci wracało do niego, tak jak wtedy gdy po raz pierwszy w zeszłym roku użył magii leczniczej lub kiedy usiadł nad klawiaturą fortepianu.
Z dyplomacją jest ten problem, że każdy chce w niej zyskać coś dla siebie. A w tej chwili prawda jest taka, że inne państwa bardziej zainteresowane będą tymi, którzy mogą im zaoferować jak największe zyski i jak najszybciej. Tymi, którzy mają władzę. Ludzie idą za władzą: dopóki nie będziemy mieli jej w naszych rękach lub nie będziemy w stanie wiarygodnie  stwarzać pozorów, że ją mamy, będziemy skazani na porażkę. Dlatego arystokracja poszła za zbrodniczym reżimem Voldemorta i inni też za nim pójdą. Będzie tak dopóty z ruchu oporu nie staniemy się rewolucją,  a na to jeszcze musimy zebrać siły – powiedział, burzowymi oczami wiodąc po zebranych.
Poza Londynem musimy skupić się też na Oazie, to nasze największe i najistotniejsze zaplecze. Dlatego chcemy dziś do was zaapelować – spojrzał na Kierana oraz Justine nim nie zwrócił się ponownie do pozostałych – żebyście zwracali uwagę na to, kogo do Oazy wprowadzacie oraz kontaktowali się z kimś z Gwardii przed wtajemniczeniem kogoś na naszego sojusznika, samego wtajemniczenia dokonując po otrzymaniu odpowiedzi – oznajmił, pozwalając na krótki moment wybrzmieć swoim słowom nim nie kontynuował wątku dalej.
Zarówno mieszkańcy jak i sojusznicy nie powinni wiedzieć gdzie dokładnie portal na wyspę się znajduje, ani tym bardziej poznać metody na jego otworzenie. Wątpliwym jest, żeby bez umiejętności zyskanych w Zakonie byli w stanie otworzyć przejście, lecz lepiej dmuchać na zimne, ponieważ nie możemy pozwolić sobie na zdradzenie tej tajemnicy – byłoby to opłakane w skutkach. Każdy, kto oficjalnie nie został przyjęty jako Zakonnik musi być w razie potrzeby wyprowadzony i wprowadzony do Oazy tak, aby tych sekretów przypadkiem mu nie zdradzić – ciągnął dalej, uczulając wszystkich na najważniejsze kwestie w tym temacie. – Chcielibyśmy także, aby do momentu ukończenia przez Ulyssesa bariery ukrywającej działanie przejścia ktoś go pilnował. Czy to przez wystawianie warty, czy też poprzez czuwanie przy pomocy zaklęcia Cave Inimicum roztoczonego na odpowiednio szerokim terenie dookoła portalu. Zaklęcie dobrze byłoby zmieniać, tak żeby o ewentualnych intruzach była informowana osoba, która znajduje się jak najbliżej – powiedział. – Właśnie, czy ktoś ma informacje na temat tego, jak Ollivanderowi idą prace? – zapytał, wzrok zawieszając na Lucindzie, która jak pamiętał odzywała się przy poruszaniu tej kwestii na poprzednim spotkaniu. Wziął następnie do ręki list, który podsunął im w międzyczasie Anthony Macmillan. Farley przeczytał go prędko, po czym pokazał pergamin Kieranowi i Justine. Uśmiechnął się szeroko do Macmillana, po czym spojrzał na pozostałych. – Z dodatkowym wsparciem Macmillanów będziemy w stanie przyspieszyć rozbudowę Oazy. Jest ciągła potrzeba na stawianie schronień, niestety nasze konstrukcje ulegają też nieustającym usterkom, które trzeba naprawiać. Porozmawiam też z Ulyssesem, czy jako nowy nestor Ollivanderów będzie w stanie wspomóc nas w większym wymiarze w pozyskiwaniu drewna – zasugerował tę możliwość, po czym ponownie zwrócił się do pozostałych. – Czy pojawiły się u was jakieś spostrzeżenia co do tego, jak idą prace? Co waszym zdaniem potrzebuje najwięcej uwagi? Czego jeszcze brakuje, a co jest w zakresie naszych możliwości? Skąd moglibyśmy pozyskać kolejne źródła surowców i towarów? – pytał, wierząc w to, że nie odpowie mu cisza.

| Czas na odpis: 72h.


Alexander Farley
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 22
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Zaręczony

Alex, you gotta fend for yourself

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Salon - Page 46 9545390201fd274c78230f47f1eea823
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-farley https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f223-dolina-godryka-kurnik https://www.morsmordre.net/t3768-skrytka-bankowa-nr-277 https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Re: Salon [odnośnik]26.10.20 18:28
Skinął lekko głową Kieranowi, wdzięczny obojgu Gwardzistom - i wszystkim zgromadzonym - za taktowne i sensowne podejście do tematu wilkołaków. Sam, choć robił dziś za reprezentanta tej grupy, nie idealizował przecież likantropów. Niepogodzony z własną przypadłością, sam lękał się tych, którzy zaakceptowali potworną stronę swojej natury. Tym sensowniejsze było indywidualne podejście. Gorąco liczył na to, że niektórzy (choćby znany mu Ethan Podmore) czynnie poprą ich sprawę, ale odciągnięcie wilkołaków od Rycerzy było równie dobrym i realistycznym celem. Z mieszaniną ciekawości i wdzięczności spojrzał też na Percivala, żałując trochę, że nie mieli okazji porozmawiać o likantropii wcześniej. Blake wydawał się sporo wiedzieć, sporo rozumieć - a Tonks nie rozumiał wielu rzeczy nawet w swoim własnym ciele i psychice. Może roztropnie byłoby porozmawiać z Percivalem dłużej, sam na sam...?
Przeszli do kolejnych tematów, a Michael z niedowierzaniem uniósł brwi na słowa Lucindy. Rzucili pożogę w Londynie?
-Czy jacykolwiek świadkowie poza Zakonnikami mogli rozpoznać w nich Rycerzy? Pożogę na Big Benie można by wykorzystać do naszej kontrpropagandy, ludzie powinni o tym wiedzieć. - zasugerował, nieco niepewnie, bo nie znał się na dziennikarstwie i szerzeniu informacji. Zerknął jednak na Alexa, który - wraz z nieobecnym dziś Keatonem - poruszał temat propagandy na ostatnim spotkaniu.
Na dyplomacji również się nie znał, ale trafiły do niego słowa o rewolucji, o zbieraniu sił. Chciał poruszyć pewien temat, ale najpierw odczekał aż Alex dokończy swoją myśl i z entuzjazmem pokiwał głową na słowa o zabezpieczeniu Oazy. Przedstawione słowa uznał za doskonały pomysł, ale to chyba nie wymagało komentarza.
-Podejmę się patroli przed portalem. - zapewnił od razu, łapiąc kontakt wzrokowy z Kieranem. Rineheart wiedział, że Michael patroluje też Londyn jako auror, był w końcu jego szefem. Pilnowanie portalu nie było jednak tak wyczerpujące ani ryzykowne, więc Tonks zakładał, że dadzą radę dodać to do jego obowiązków zakonno-zawodowych.
Czego jeszcze brakuje w Oazie?
-Jeśli mamy pozyskać coraz większe wsparcie dla swojej sprawy, można by zająć się trenowaniem sojuszników. - odezwał się. Treningi samych kursantów z Biura nie wymagały komentarza, ale oprócz nich w Oazie znajdowało się też sporo młodzieńców, zwykłych mugolaków, uciekinierów, niektórych rwących się do działania. Posłanie ich do walki teraz byłoby nierozsądne, brakowało im doświadczenia w boju - ale gdyby tak ich wyszkolić... -Trudno prowadzić treningi na wyspie, wśród ludzkich siedzib, ale jeśli znajdziemy jakieś miejsce - mógłbym i chciałbym podjąć się szkolenia nowych ochotników. A poza samą Oazą, w lasach, mógłbym podszkolić z magii obronnej choćby likantropów, jeśli niektórzy zdecydują się wesprzeć naszą sprawę. - zaproponował. Jego pierwszą myślą byli ludzie znajdujący się w Oazie, ale w duchu snuł śmiałe marzenia dotyczące rewolucji. Nie wierzył, by rządy Malfoya służyły komukolwiek oprócz fanatyków i bogatych. Liczył, że po umocnieniu wpływów w Londynie, dołączą do nich też czarodzieje spoza Oazy.


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 42 +4
UROKI : 34 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Wilkołak
Salon - Page 46 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Salon [odnośnik]27.10.20 3:55
Przeniósł spojrzenie na pana Rinehearta, gdy Gwardzista ponownie zabrał głos, podsumowując kwestię wilkołaków w sposób, który raczej nie pozostawiał miejsca na snucie kolejnych wątpliwości. Te, nawet jeśli istniały, musiały zostać odłożone na bok – wciąż obecne, skłaniające do wzmożonej przezorności i ostrożności, ale jednocześnie nie na tyle przytłaczające, by powstrzymać ich przed działaniem. Bo działać musieli – co do tego nie miał żadnych złudzeń, ani kiedy przekraczał próg starej chaty, ani tym bardziej teraz; słuchając stanowczych słów Kierana, skinął więc po prostu głową, bardziej sam do siebie niż do kogokolwiek innego – miał pójść tam, gdzie go poślą. Gdziekolwiek by to nie było, do wilkołaków czy do Londynu – w tym ostatnim i tak w końcu bywał.
Chociaż przez większość spotkania milczał, poruszenie tematu Oazy sprawiło, że widocznie się ożywił, podciągając się wyżej na krześle. Ta kwestia była mu wyjątkowo bliska – odkąd po półrocznej nieobecności wrócił do kraju, chroniona tajemniczą magią wyspa stała się jego domem, a przede wszystkim – stała się schronieniem dla jego córki; z ulgą i aprobatą przyjął więc apel o uważne sprawdzanie każdego, kto otrzyma pozwolenie, by przejść przez portal. Po tym, jak był zmuszony opuścić poprzednie mieszkanie w Londynie, nie wyobrażał sobie szukania kryjówki po raz kolejny, nie ze względu na siebie, a Amelię; ile razy w ciągu zaledwie kilkuletniego życia można było zaczynać od nowa? – Mieszkam w Oazie – odezwał się, gdy zapadła cisza na tyle długa, że był w stanie wtrącić kilka słów. – Trzymanie w-wa-warty przy portalu nie będzie więc dla mnie p-p-problemem – zaoferował; otworzenie przejścia za pomocą patronusa nie należało do rzeczy łatwych, potrafił już jednak to zrobić.
Zamilkł na moment, zastanawiając się nad doborem właściwych słów, powstrzymując się, by na pytanie Alexandra o to, czego jeszcze w Oazie brakowało, nie odpowiedzieć: wszystkiego. – Przede wszystkim p-p-powinniśmy zbudować jak najwięcej schronień przed zimą – odezwał się ponownie, spoglądając najpierw w stronę Gwardii, a później przesuwając spojrzeniem po reszcie członków Zakonu Feniksa. Przez ostatnie miesiące uczestniczył w rozbudowie Oazy, starając się wykorzystać swoje umiejętności wszędzie tam, gdzie się dało – ale to wciąż było za mało. – Sporo mieszkańców n-n-nadal na nie czeka, a może być ich jeszcze w-w-więcej, skoro olbrzymy stanęły w szeregach Rycerzy. – Ile miało minąć czasu, nim potężne istoty zaczną niszczyć mugolskie wioski? – Jeśli nie zdążymy, trzeba ich b-b-będzie domeldować do już istniejących chat, więc w ciągu najbliższych t-t-tygodni każda para rąk do pracy będzie na w-w-wagę złota. – Wiedział, że członkowie Zakonu Feniksa już i tak mieli pełne ręce roboty, ale jeśli ktokolwiek mógł pomóc – zrobiłoby to ogromną różnicę. – A skoro już m-m-mówimy o żywności, przydałoby się też miejsce do jej p-p-przechowywania, i jadłodajnia, która mogłaby wydawać gorące posiłki. – W trakcie chłodniejszych miesięcy mogło to być szczególnie istotne. – Nie znam się na up-p-prawach, ale skoro Oaza to wyspa, to może otaczające ją wody nadają się do p-p-połowu ryb? – zasugerował; sam nie był w stanie ocenić, czy to, co pływało wokół skalistych brzegów było jadalne, ale być może byli wśród nich tacy, którzy się na tym znali.
Nie planował zabierać głosu na dłużej, każde wypowiedziane przed szerszym gronem osób zdanie i tak kosztowało go sporo (nie potrafił przestać zastanawiać się, czy w kierujących się na niego spojrzeniach nie było przypadkiem starannie skrytego zniecierpliwienia i poirytowania; nie znosił przemawiać publicznie), ale gdy Michael podjął temat treningów i miejsca do nich potrzebnego, uznał, że nie wypadało mu milczeć. Odchrząknął cicho, przez sekundę jeszcze zbierając się na odwagę – póki co nie podzielił się swoim pomysłem z nikim oprócz Hannah – po czym uniósł trochę niezręcznie rękę, starając się zwrócić na siebie uwagę. – Jeśli m-m-mógłbym coś dodać, to takie miejsce już w Oazie powstaje. P-p-parę dni temu zająłem się projektem budowy b-b-boiska do Quidditcha – w założeniu chodzi o to, żeby mogły korzystać z n-n-niego tamtejsze dzieciaki, ale to duża przestrzeń, po nałożeniu ochronnych z-z-zaklęć spokojnie mogłaby służyć też za t-t-teren do ćwiczeń. Wymaga jeszcze pracy, ale j-j-jeśli ktoś z was byłby w stanie pomóc… – Zawiesił głos, wbijając wzrok w nieokreślony punkt na stole, bojąc się go podnieść – w obawie, że zobaczy szereg wypełnionych powątpiewaniem spojrzeń. Uniósł dłoń, żeby – bezwiednie – podrapać się po karku. – Ze swojej strony m-m-mogę pomóc w treningach fizycznych, jeśli będzie taka p-p-potrzeba. W pobliżu jest zbiornik wodny, okolica nadaje się t-t-też na biegi przełajowe. – Odchrząknął. – Cały p-p-projekt mogę dostarczyć na pergaminie, bo p-p-podejrzewam, że większość chciałaby wrócić do domu przed świtem – dodał jeszcze, trochę przepraszająco, trochę żartobliwie – trudno było ukryć, że złożenie w całość zdania zabierało mu trochę czasu.

| Billy mówi w poście o tym projekcie, prace nad nim jeszcze nie ruszyły, więc wszelkie sugestie i propozycje zaangażowania będą mile widziane <3




bo to była życia nieśmiałość,
a odwaga – gdy śmiercią niosło;
umrzeć przyjdzie, gdy się kochało
wielkie sprawy głupią miłością

William Moore
Zawód : lotnik w oddziale łączności, szkoleniowiec
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
jeno odmień czas kaleki,
zakryj groby płaszczem rzeki,
zetrzyj z włosów pył bitewny,
tych lat gniewnych
czarny pył
OPCM : 25 +5
UROKI : 12
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 22
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5432-william-moore https://www.morsmordre.net/t5459-bursztyn https://www.morsmordre.net/t5433-b-b-b-billy https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t5461-skrytka-bankowa-nr-1345 https://www.morsmordre.net/t5460-billy-moore
Re: Salon [odnośnik]27.10.20 9:08
Na dłuższą chwilę zawiesił spojrzenie na Lucindzie, z uwagą i spokojem wysłuchując jej słów - wyjątkowo trafnych; nie wiedział, czy Rycerze Walpurgii zdecydują się zwrócić w stronę wilkołaków, ale jeśli tak - to z pewnością nie po to, by traktować ich jak równych sobie. Pamiętał jeszcze czasy, gdy w szeregach organizacji działała dotknięta klątwą likantropii Samantha - i pamiętał, w jaki sposób na nią spoglądano. Nie zabrał już jednak głosu w tym temacie, uznając, że nie było to potrzebne, zresztą - chwilę później dyskusja została podsumowana i zamknięta, gdy Kieran spokojnie (choć stanowczo) przesunął ciężar rozmowy w innym kierunku. Percival musiał przyznać, że było w tym coś podnoszącego na duchu; nie zapomniał jeszcze poprzedniego spotkania ani panującego na nim chaosu, wyglądało jednak na to, że wnioski z tamtego dnia zostały wyciągnięte, a prowadzący obrady Gwardzista świetnie radził sobie z utrzymaniem w ryzach towarzyszących podejmowanym tematom emocji - szczęśliwie bez ściągania w dół pozostałych członków organizacji. Skinął ku niemu głową, gdy ten odezwał się bezpośrednio do niego, tym samym podtrzymując wcześniejszą deklarację przeszukania szkockich, odludnych terenów pod kątem bezpiecznych kryjówek.
Do streszczenia sytuacji, która miała miejsce na Connaught Square, nie dokładał już swoich pięciu knutów, jedynie raz jeszcze przenosząc spojrzenie na kuzynkę. - Następnym razem - powtórzył cicho, mając nadzieję, że kotłująca się za jego mostkiem gorycz nie przelewała się między głoskami. Przełknął ją - nie było sensu w rozpamiętywaniu porażek w nieskończoność, należało wyciągnąć z nich niezbędną lekcję i pójść dalej - po czym zmarszczył brwi, słuchając o tym, co miało miejsce pod Big Benem. - Udało wam się ugasić Szatańską Pożogę? - zdziwił się. W jego głosie nie było powątpiewania, raczej niedowierzanie i podziw - dla ich umiejętności, i dla łutu szczęścia, który musiał im przy tym towarzyszyć; wiedział doskonale, jak potężna i niszcząca była siła utkanego z czarnej magii ognia, i jak trudno było tę siłę okiełznać.
- W kwestii Londynu - podjął po chwili, kiedy Kieran po raz ostatni stuknął w rozłożoną przed nim mapę, jaśniejszym punktem oznaczając miejsce, gdzie ponad Tamizą górowało Tower - zacząłem prowadzić badania, które - jak sądzę - będą mogły pomóc nam w swobodniejszym i bezpieczniejszym poruszaniu się po mieście. Nie chcę niepotrzebnie przedłużać i zanudzać was szczegółami, zwłaszcza, że do wysnucia ostatecznych wniosków jeszcze sporo materiału mi brakuje, ale zająłem się studiowaniem wpływu, jaki na magiczne i niemagiczne stworzenia miały czarnomagiczne anomalie. Wierzę, że zarówno jedne i drugie da się wytresować tak, by wyczuwały i ostrzegały właściciela przed pojawieniem się w okolicy źródła czarnej magii - dementorów, magicznej pułapki, przedmiotu lub miejsca obłożonego klątwą - powiedział, przy tym ostatnim zerkając przelotnie w kierunku Alexandra; czy to nie o nim Justine przed chwilą powiedziała, że cierpiał na powikłania po klątwie? Odchrząknął, zbierając myśli. - Krótko mówiąc, chodzi o działanie podobne do Festivo, tylko bez konieczności rzucania zaklęcia po przebyciu każdych pięciu metrów. Zwierzę oczywiście nie poinformuje was, jaki dokładnie charakter ma wykryte źródło czarnej magii, ale będzie w stanie zaalarmować o jego obecności z wyprzedzeniem i wskazać przybliżoną lokalizację, a to już powinno wystarczyć, żeby nie wejść w zasadzkę przez przypadek - dodał, poprawiając się dyskretnie na krześle - musiał stłumić grymas bólu, gdy potłuczone żebra odezwały się w proteście - po czym ostatni raz przesunął spojrzeniem po twarzach pozostałych Zakonników, żeby na powrót skupić się na prowadzących obrady.
Na pytanie o Oazę początkowo nie odpowiedział, nie do końca wiedząc, co właściwie mógłby wnieść w dyskusję; wstyd było mu to przyznać, ale kwestia radzenia sobie z problemami tak przyziemnymi jak dach nad głową czy pusta spiżarnia, wciąż była dla niego stosunkowo nowa - sam wciąż uczył się funkcjonowania w świecie, w którym wszystko, co do życia było mu potrzebne, nie pojawiało się na skinienie dłoni. Nie potrafił ugotować nic poza najprostszymi posiłkami, nie wiedział też, jak samodzielnie wznieść budynek tak, by nie uległ wspomnianym przez Alexandra usterkom; być może była jednak jedna rzecz, na której właściwie się znał. - Jeśli już planujemy wyprawę w szkockie góry - odezwał się, odnosząc się do ustalonych już poszukiwań schronień dla wilkołaków - mógłbym rozejrzeć się za żyjącą w tamtejszych lasach zwierzyną łowną. Skoro zwierząt w Oazie jest niewiele, myślę, że warto poszukać ich poza nią. - Z pewnością nie miało to wystarczyć do wyżywienia wszystkich mieszkańców magicznej wioski, ale odpowiednio przygotowane mięso można było długo przechowywać - co, biorąc pod uwagę nadchodzącą zimę, stanowiło rzecz raczej istotną.


but the blood on my hands
scares me to
death

Percival Blake
Zawód : dowódca grupy smoczych łowców w peak district
Wiek : 34
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler

are we destined
to burn
or will we last the night?


OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1517-percival-nott https://www.morsmordre.net/t1542-tatsu https://www.morsmordre.net/t1531-percy https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t3560-skrytka-bankowa-nr-416#62942 https://www.morsmordre.net/t1602-percival-nott
Re: Salon [odnośnik]27.10.20 13:14
Był uprzedzony do wilkołaków, lecz potrafił postrzegać te istoty w kategoriach zasobu, który był im potrzebny, a który nie mógł trafić w ręce wroga. Pragmatyczny umysł aurora poradził sobie właśnie w ten sposób z niechęcią, poszukując rozwiązania ich osiedlenia. Cieszyło go to, że gwardziści popierali jego opinie w tej kwestii. Nie miał żadnych trudności z tym by podjąć się poszukiwań schronień. Po części, zależało mu na tym by wiedzieć i mieć wpływ na to gdzie będą się się znajdowały chronione przez nich wilkołaki. Nawet jeżeli nie uda im się ich do siebie przekonać to odnalezione kryjówki mogły przysłużyć się i samemu Zakonowi. Skinieniem głowy przytaknął więc Alexandrowi krzyżując spojrzenie z Cedriciem. Z uwagą przyjął też deklarację Tonksa, jak i Notta. Decyzja więc zapadła.
O samych wilkołakach i sposobach ich przekabacania słowem już się nie wypowiedział. Uważał, że to bez celowe skoro te były indywiduami. Zamyśli się nad tym, kiedy uda mu się dotrzeć do konkretnego przypadku. Wówczas oceni czy słowa, czy może jednak zapewnienia okażą się bardziej użyteczne w pertraktacji.
Słuchał rewelacji dotyczących przejęć strategicznych punktów w Londynie. O jednych słyszał z pierwszej ręki, o innych nie. Koniec końców wychodziło na to, że jakieś wpływy na sytuację w Londynie ciągle mieli. Było to pocieszające.
- Wspominane zostało, że w Oazie potrzebne są nowe miejsca, oraz konieczność powstania magazynów na żywność czy pomieszczeń socjalnych, jak wspominana jadalnia -  zaczął zerkając na Moora, a zaraz na Farleya - Może można byłoby zaoszczędzić czasu i materiałów na budowę nowych budynków od zera wykorzystując tą Przybrzeżną Grotę na wyspie lub wykorzystując ostałe fundamenty po dawnym Azkabanie? - napomkną, kierując myśl do każdego i do nikogo konkretnego jednocześnie. Nie znał się za bardzo na budownictwie, jednak powietrze w grocie było cieplejsze niż to na zewnątrz, a ruiny dawnego więzienia mogły stanowić podstawę do wzniesienia kolejnych budynków. Wszystko to brzmiało jak oszczędność czasu i surowców, lecz nie był pewien jak w praktyce miałoby wyglądać przystosowanie tych miejsc do zamieszkania i czy w ogóle było to możliwe. Pozostawił to do osądzenia innym.
- Wspominałem na ostatnim spotkaniu o tym, że podjąłem się zorganizowania wyprawy dotyczącej Elijaha Bagmana, więźnia odbitego przez Rycerzy Walpurgii z Azkabanu. W chwili obecnej, przy wsparciu Lucindy, jak i jednej z naszych sojuszniczek udało nam się ustalić koordynaty wyspy. Nie ukrywam, że wyprawa będzie kosztowna bo w chwili obecnej wydostanie się poza granice Anglii jest w cenie, a trzeba będzie zapłacić jeszcze komuś kto zgodzi się przetransportować chętnych bezpośrednio na wyspę. Szacunkowy koszt na chwilę obecną to około dwieście galeonów od osoby. - zamilkł znacząco - Każdy kto jest zainteresowany wyprawą, chciałby poznać jej szczegóły, jest w stanie pomóc lub zna kogoś kto jest w stanie, może się do mnie zgłosić po spotkaniu. W przeciągu najbliższych dni chciałbym zgromadzić chętnych w celu omówienia szczegółów przedsięwzięcia i tego, kiedy moglibyśmy je zrealizować - zapowiedział bo przecież to była wyprawa nie na kilka dni, a tydzień, może nawet dwa. Trzeba było zaplanować to tak, by nie gryzło się to z rebelianckimi działaniami na terenie Londynu.

zbieram chętnych do etapu II


Find your wings


Anthony Skamander
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You don't need a weapon when you were born one
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/f256-bexley-high-street-27-4 https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933
Re: Salon [odnośnik]27.10.20 20:30
To co wydarzyło się przy Big Benie jeszcze bardziej utwierdziło ją w przekonaniu, że należy mierzyć siły na zamiary. Szły tam z misją sabotażową i tak naprawdę, gdyby nie umiejętności i dopisujące im tego dnia szczęście prawdopodobnie wszystko skończyłoby się wielką tragedią. Nie wiedziała dlaczego Rycerze zdecydowali się na tak silne zaklęcie. Nie wiedziała czy mieli na to jakiś plan czy po prostu nie obchodzi ich to co stanie się ze stolicą. Tak czy tak, Lucinda była wdzięczna losowi, że udało im się zatrzymać lawinę, która tamtego dnia runęła. Była wdzięczna, że nikt nie zginął. Na pytanie Alexa odetchnęła głębiej. Dla niej samej było to nieprawdopodobne. Skinęła głową, a kącik ust uniosła w uśmiechu przepełnionym ulgą. Miała jedynie nadzieje, że ludzie nie obrali sobie lewitującej wieży za punkt spacerowy. Nie wiedziała na ile trwałe było to zaklęcie.
Nie skomentowała już szaleńczych pomysłów Rycerzy. Postanowiła jednak odpowiedzieć na pytanie zadane przez Tonks’a.Nawet jeśli ktoś z mieszkających w okolicy byłby w stanie rozpoznać czarnoksiężników to wątpię by powiedział o tym głośno. Aby ugasić Pożogę potrzebowałyśmy wsparcia innych czarodziei. Marcy próbowała nakłonić gapiów do pomocy, ale nie było to wcale takie proste. Finalnie udało nam się ugasić ogień, ale wątpię by ktoś głośno przyznał się do tego, że nam pomógł. Podpisuje się pod tym co powiedział Alex – ludzie idą za władzą. Dodatkowo kieruje nimi strach. Niektórzy ich wspierają, niektórzy po prostu się boją. – odparła. Chociaż była fanką akcji sabotażowych to jednak wiedziała, że nie powinni liczyć na innych. Mieszkańcy Londynu stanowili dość szczególną grupę. Część z nich chowała się po prostu przed reżimem, druga część popierała to co robili okupanci.
Zgadzała się z tym, że wejście do Oazy powinno być chronione. Miejsce to miało być schronieniem dla potrzebujących czarodziei, ale to wszystko musiało funkcjonować z rozwagą. Nie mogli sobie pozwolić teraz na stratę Oazy. Na Merlina – nawet nie chciała myśleć o tym co będzie jeśli coś pójdzie nie tak. Na pytanie dotyczące bariery od razu odpowiedziała – Zaczęliśmy już pracę nad barierą – zaczęła spoglądając na Ingissona. – Razem z Ulyssesem, Asbjornem i Steffenem ustaliliśmy podstawowe kwestie. Obecnie czekam na szczegółowe wyniki, dopiero po ich otrzymaniu zajmę się dopasowywaniem run. – dodała jeszcze przenosząc spojrzenie na Alexa. To była kwestia czasu zanim ktoś zainteresuje się skupiskiem magii na wyspie. Miała nadzieje, że do tego czasu uda im się skończyć prowadzone badania.
Lucinda nie znała się na uprawach. Nie wiedziała też jak odróżnić ryby jadalne od niejadalnych. Chciała jednak pomóc. – A co ze sklepami na Pokątnej? Nie znamy kogoś kto nadal tam pracuje i byłby w stanie nam pomóc? Zaopatrzyć chociaż w jakimś procencie? A może moglibyśmy skontaktować się z konkretnymi dostawcami? – zapytała. O wiele lepiej czuła się w tego typu misjach. Nie potrafiła gotować, nie potrafiła uprawiać, nie znała się na zwierzętach. Znała się jednak na ludziach i potrafiła z nimi rozmawiać.
- Miałyśmy drobną pomoc – odparła spoglądając na Percivala i uśmiechając się delikatnie. Cieszył ją fakt, że w Londynie nadal pozostawali ludzie gotowi by zmierzyć się z czarną magią. Wiedziała, że zrobili to głównie by chronić samych siebie i swoje domu. Zawsze jednak była to pomoc. Same bez niej by sobie nie poradziły.
Lucinda z podziwem spojrzała na Blake’a. Musiała przyznać, że pomysł na badania był naprawdę dobry. Była to też kwestia, która sporo rzeczy mogłaby ułatwić. – Jakie stworzenia konkretnie badałeś? – była ciekawa tej zależności.
Blondynka wsłuchała się w słowa Skamandera dotyczące dalszej części wyprawy. Była chętna do pomocy. Wiedziała jednak, że dalsze kwestie najlepiej będzie poruszyć już po spotkaniu Zakonu. Znalezienie odpowiedniego terminu także nie będzie łatwe. Merlin jeden wie, że w trakcie wojny wszystko jest takie niepewne.


Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Lucinda Hensley
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 28
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Panna
hope for the best, but prepare for the worst
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Salon - Page 46 Tumblr_on19yxR5PA1tj4hhyo2_500
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-selwyn https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
Re: Salon [odnośnik]28.10.20 11:37
- To biuro zostało założone na długo przed Lordem Voldemortem, czy Grindelwaldem. W chwili obecnej na pewno nie są to osoby godne naśladowania. Zanim jednak nastały te trudne czasy, obowiązywało sprawiedliwsze prawo, do którego się nie zastosowali - powiedziałem nie mniej chłodno Percivalowi. Ministerstwo Magii i Departamenty nie zostały stworzone przez czarnoksiężników, a przed wiekami. Klasyfikacji i hierarchizacji dokonali uczeni czarodzieje nie bez powodu. Wiele wilkołaków nie przestrzegało zaś przepisów, nie dokonywało rejestracji wtedy, kiedy nie istniało jeszcze coś takiego jak wywar tojadowy,. Świadomie narażali innych na śmierć.
- Nie uważam jeszcze. Zastanawiam się nad tym - odarłem krótko Justine. Nie stawiałem jeszcze tezy i nie mówiłem, że nie powinniśmy spróbować przeciągnąć wilkołaków na swoją stronę. Zadawałem jedynie pytania, wyrażając pewne wątpliwości, chciałem mieć pewność co do słuszności podjętych działań. - Mówicie o sile. Ja pytam jak mamy wykorzystać tę siłę - sprostowałem, bo może nie wyraziłem się dość jasno. Wykorzystanie dementorów i olbrzymów było dość oczywiste. Z nimi można było się porozumieć. Były silne, bądź miały przerażające moce. W jaki sposób mieliśmy wykorzystać wilkołaki jako siłę, kiedy pozostawały nieświadome podczas przemian? Przeniosłem wzrok na Marcellę. - Tak, spytajmy. To czarodzieje. i tak jak czarodzieje bywają różni. Dobrzy i źli. Jak chcemy odróżnić jednych od drugich? - Jak odsiać wilkołaki, które poddały się czarnomagicznej cząstce klątwy jaka w nich tkwiła od tych walczących z nią?
Zdanie Gwardzistów pozostało jednak niezmienne i nie zamierzałem z nim dyskutować. Kiwnąłem głową na znak zrozumienia - zrobię to, co do mnie należy. Przeniosłem wzrok na Skamandera. - Udam się tam z tobą. Poszukamy i zabezpieczymy miejsca, które mogłyby im służyć za schronienie.
Moje myśli na kilka chwil od wilkołaków oderwał głos Williama, obok którego zająłem teraz miejsce, odwróciłem ku niemu głowę, czując jak wszystkie mięśnie mojego ciała się napinają. Włożyłem wiele wysiłku w to, aby nie wykrzywić w niezadowoleniu ust, choć żyłka na czole zapulsowała mi niebezpiecznie.
Jak mógł wciągnąć w to Lydię? Czy do reszty postradał zmysły? Czułem ogromną chęć, aby porozmawiać z nim tuż po spotkaniu - tyle, że nie miałbym jak wyjaśnić swojego oburzenia. Zamierzałem natychmiast po powrocie do Oazy i odnalezieniu Nike napisać do Lydii list. Obiecała mi, że będzie na siebie uważać. Pięknie na siebie uważała, naprawdę.
- Myślę, że osoby mugolskiego pochodzenia z naszego grona mogłyby pomóc nam skontaktować się z niemagicznymi rolnikami, hodowcami. W zamian za ochronę, może zaklęcia ochronne, za zapłatę, moglibyśmy kupić od nich żywność. Problem tkwi teraz w wymianie waluty. Wątpię, aby Gringott wymieniał galeony na mugolskie monety - zastanowiłem się głośno, kiedy poruszono temat zbiórki żywności. - Pomogę budować chaty i jadłodajnie, spiżarnie, gdy tylko będę mógł - zobowiązałem się po słowach Williama.
Na Macmillana spojrzałem jednak zdziwiony.
- Czy nie jesteśmy już wystarczająco przyparci do muru? - zdziwiłem się. Do mojego pomysłu, aby zwrócić się do sąsiadów wszyscy podeszli niechętnie. - Myślę, że nie chodzi jedynie o to, co inne kraje mogłyby na tym zyskać. Należy uświadomić im, że Lord Voldemort nie poprzestanie na Wielkiej Brytanii, jeśli nie damy mu rady. Tacy wariaci chcą więcej, wciąż więcej władzy, Oni także są zagrożeni, muszą to zrozumieć.
Uważałem, że nie należało czekać na to, aż sytuacja zrobi się jeszcze gorsza, jeszcze bardziej tragiczna. Lord VOldemort i Rycerze Walpurgii mieli Ministerstwo Magii, Londyn, dementorów i olbrzymy. My mieliśmy niewielu ludzi, oazę pełną potrzebujących i topniejące zasoby.
- Myślę też, że powinniśmy też skupić się na tym, aby uświadomić społeczeństwu, że jesteśmy i walczymy. Ludzie muszą nas popierać. Ludzie muszą nas wspierać. Ich propaganda działa bardzo prężnie. To mistrzowie kłamstwa. Prorok Codzienny to za mało.


(bardzo przepraszam, jeśli coś lub kogoś ominęłam)


when injustice
becomes law
resistance
becomes duty



Cedric Dearborn
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
anger makes you stupid

stupid gets you killed
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Salon - Page 46 Hss7
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t7241-cedric-dearborn https://www.morsmordre.net/t7249-nike#195067 https://www.morsmordre.net/t7242-znajde-cie https://www.morsmordre.net/f238-oaza-chata-nr-30 https://www.morsmordre.net/t7248-skrytka-bankowa-nr-1776#195061 https://www.morsmordre.net/t7247-cedric-dearborn#195054
Re: Salon [odnośnik]28.10.20 13:38
Słuchając wymianę zdań między Lucindą a Alexandrem ponownie nie potrafił usiedzieć cicho i nie skomentować całości. Właściwie nie rozumiał co ci „Rycerze” próbowali osiągnąć. Chyba nie byli tak głupi, żeby spalić miejsce, które obecnie było „ich” miejscem. Czyżby ci wariaci próbowali zabić siebie tak po prostu? Toż to zakrawało za zupełną irracjonalność i głupotę.
Może w końcu rzucą na siebie i się potkną i się spalą i zostawią resztę Anglii w spokoju – stwierdził bardzo cicho i wrócił następnie do drapania paznokciem krawędzi stołu, bo nie potrafił dodać nic sensownego i przez to się denerwował i miał o samym sobie negatywne myślenie. Był też pod wrażeniem umiejętności Selwynówny, nie łatwo było powstrzymać tak wielką konstrukcję przed zniszczeniem.
Musiał też przyznać przed samym sobą, że tak właściwie nie interesował go Londyn. Interesowała go tylko Kornwalia, która była jego domem. Jedyne o co się martwił w tej przeklętej stolicy to o niewinni ludzie, którzy z nieznanych mu powodów byli zamknięci w tym przeklętym miejscu. Nie mniej jednak kwestia wilkołaków wciąż pozostawała otwarta. Nie był pewien czy Rineheart kierował swoje słowa do niego, ale tak długo jak jego wypowiedź dotyczyła Kornwalii, stwierdził że musi odpowiedź na głos.
Kornwalia zawsze stoi otworem dla osób potrzebujących pomocy – potwierdził, bo miał wrażenie, że Selwyn oczekiwał to od niego. Być może nie było ono potrzebne. Wstawił się już za kilka osób, które potrzebowały pomocy lub bezpiecznego miejsca w Anglii, ale nie miał pojęcia czy ktoś inny o tym wiedział. Nie zamierzał się chwalić, bo to był jego obowiązek, żeby po pierwsze przyciągnąć jak najwięcej osób do hrabstwa, a po drugie żeby chronić potrzebujących i przyjaciół.
A potem ucichnął i spoglądał na mapę, którą przedstawił Kieran. Kiwał jedynie głową na jego uwagi. A słysząc to, co mówił Moore nie potrafił się powstrzymać, żeby dodać:
Mogę pomóc i przy patrolach, jak to już wcześniej obiecywałem, jak i  przy budowie boiska – i wskazał czarodziejowi na list, który wcześniej czytał Selwyn. Sir Sorphon wyraził przecież chęć pomocy przy budowie takiego obiektu.
Ponowna uwaga Cedrica w sprawie zagranicznego zaangażowania sprawiła, że Anthony zaczął pytać samego siebie czy aby to nie jest aż taki zły pomysł. Spojrzał jednak w stronę gwardzistów, zanim cokolwiek miał powiedzieć. O ile mógł powiedzieć cokolwiek. Polityka nigdy nie była jego mocną stroną.


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Обійми мене, обійми мене, обійми
Так лагідно і не пускай,
Обійми мене, обійми мене, обійми
Твоя весна прийде нехай
OPCM : 17 +1
UROKI : 21 +4
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Salon - Page 46 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan
Re: Salon [odnośnik]01.11.20 0:08
Przeniosła wzrok na Marcellę zawieszając na niej niebieskie tęczówki, jej brew uniosła się ku górze, na relacje z wyjścia do Londynu. Lewitujący Big Ben. Kto by się spodziewał. Słowa Lucindy potwierdziły tylko jej własne wnioski, do podpalenia plakatu nie była potrzebna pożoga. Pokręciła głową sama do siebie, przenosząc spojrzenie dalej, na Floreana a później skupiając się na tym, co mówił Archibald. Słowa Macmillana potwierdziły to, co sama sądziła o sylwetce Vincenta. Kładąc dodatkowo na szali jego umiejętności, zyskiwali sojusznika. Słuchała w milczeniu kolejnych sprawozdań informacja o tym, że Lida znalazła się w Zakonie nie była zaskakująca. Na koniu radziła sobie wyśmienicie, potrafiła to docenić, mimo, że niezmiennie uważała te zwierzęta za jedne z okropniejszych bestii. Poza śmierciotulami. Percival wypowiedział jej własną myśl. Lucinda też miała wiele racji. Pewnie wiele osób, dotkniętych likantropią teraz cieszyło się, że nie dokonało rejestracji w Ministerstwie. Społeczeństwo ich odsuwało, nie dało się przewidzieć, czy ich przeciwnicy postanowią ich bestialsko wymordować, czy zmusić do współpracy.
Zawiesiła tęczówki na Cedricu, kiedy odpowiedział na jej pytanie, jednak nie skomentowała ich już w żaden sposób. Kwestia wilkołaków zdawała się rozwiązana, więc nie dodawała do rozmowy już nic więcej. Nie było potrzeby, ani konieczności, żeby powtarzać te same wnioski, innymi słowami. Splotła dłonie na stole przed sobą słuchając kolejnych słów i osób.
Jako ostatnia sięgnęła po list który przekazał w ich stronę Anthony, skupiła się na nim wczytując w kolejne zgłoski. Pomoc szlacheckie rodu była dla nich ważna, głównie dlatego, że większość z nich nie posiadała wypełnionych skrytek w Gringoccie. Ona większość pieniędzy od jakiegoś czasu składała w domu, albo wydawała wszystko na Zakon. Na wsparcie jego działań i zakup niezbędnych dla nich rzeczy.
- Weź Vincenta, myślę że może ci się przydać. Dam mu znać, żeby się do ciebie odezwał. - zwróciła się do Skamandera na nim lokując na chwilę spojrzenie. Rineheart, jako podróżnik i łamacz klątw mógł okazać się pomocy w tym względzie. Pomóc w organizacji samego transportu, ale i wspomóc w momencie, kiedy niezbędna byłaby walka. Ona sama mogłaby zwyczajnie nie podołać stanięciu na przeciw śmierciotuli. Mogłaby być większym balastem, niźli pomocą, a tego nikt nie potrzebował.



And oh, stupid things I do. I'm far from good, it's true. But still, I find you
next to me.
Justine Tonks
Zawód : auror, rebeliant
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women.
Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 58 +3
UROKI : 36 +6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 7 +3
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Salon - Page 46 Atomic-blonde-ice-bath
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks
Re: Salon [odnośnik]01.11.20 19:56
Kwestia zawiązania sojuszu z wilkołakami wydawała się już całkowicie rozwiązania i nie powinna podlegać dalszej dyskusji. W większej mierze udało im się także omówić działania podejmowane w Londynie, jednak na dobrą sprawę, nie wypracowali dla siebie żadnej konkretnej recepty poza tym, że musieli walczyć właśnie w stolicy i poszerzać w niej swoje wpływy na różne sposoby. Rineheart zdawał sobie sprawę z tego, że dzielnica portowa była wyjątkowo cenna, jednak była również niezwykle dobrze chroniona przez wroga, który również wyznaczał sobie strategiczne cele. Jednym z nich na pewno było mydlenie oczu międzynarodowej opinii, bo czyż nie przyjęto takiej taktyki również na czas szalejących na wyspach anomalii? Poruszanie tematu dyplomacji, na której spośród obecnych nikt nie znał się doskonale, było swoistym błądzeniem po omacku.
Nie możemy pozwolić sobie na rozdrabnianie swoich sił, aby wysyłać delegatów do innych państw z szczegółowym sprawozdaniem jak naprawdę wygląda sytuacja – przypomniał wszystkim raz jeszcze o tym, że ich siły i środki są ograniczone. Bezpieczeństwo musieli zapewnić przede wszystkim tym osobom, za które wzięli odpowiedzialność, zwłaszcza że Oaza pozostawała odcięta od reszty świata. W przyszłości znajdą się kolejne osoby do uratowania przed zbrodniczym reżimem, wojna przecież nie ustanie ot tak. Również względne bezpieczeństwo musieli zapewnić sobie, ponieważ ich obecność była fundamentalnym czynnikiem funkcjonowania ich organizacji. Zakon Feniksa tworzyli ludzie pełni wiary, o którą było coraz trudniej w niesprzyjających okolicznościach. Tak wielu młodych ludzi ginęło każdego dnia. – Ale jeśli ściągniemy uwagę zagranicznych władz na naszą trudną sytuację, a te z kolei wyślą swoich ludzi do Wielkiej Brytanii, to czy ci będą współpracować właśnie z nami? A jeśli zechcą poprzeć nas, to będą znajdować się pod naszą komendą, czy może zwyczajnie nas wykorzystają aby robić własną politykę? – przesunął spojrzeniem po wszystkich, by ostatecznie ulokować wzrok na Cedricu. Kieran właściwie nie dodał nic odkrywczego, to samo powiedział już Alex, ale najwidoczniej ta konkluzja wciąż nie była wystarczająco wyeksponowana. Temat szukania pomocy międzynarodowej nie był błahy, ale przez pryzmat ostatnich wydarzeń nie był tez najważniejszy podczas tego spotkania i jego zdaniem niepotrzebnie się ciągnął. Kieran zamiast interwencji służby z innych krajów widział raczej panoszące się po brytyjskiej ziemi rozwścieczone bojówki idące ślepo za czystokrwistymi ideami. Zresztą, chyba wszyscy byli świadomi tego, że Voldemort z ekspansją swojej chorej polityki musi poczekać kilka lub kilkanaście lat, póki nie odniesie zwycięstwa w wojnie i nie odbuduje czarodziejskiego społeczeństwa na nowo. Właściwie to musiałby wychować sobie przynajmniej jedno posłuszne pokolenie, może nawet dwa. – Skupmy się na tym co możemy zrobić sami. Jeśli będziemy opierać swoje szanse na zewnętrznej pomocy, to szybko zostaniemy zniszczeni przez wroga. Ostatecznie możemy spróbować skontaktować się z zaufanymi ludźmi przebywającymi za granicą lub pracującymi przy zagranicznych ministerstwach, ale ja osobiście nie mam takich kontaktów. Jednak o podobnych krokach musicie bezwzględnie informować jeszcze przed ich podjęciem.
Zamknął ten wątek, znów skupiając się całkowicie na utrzymaniu Oazy przy życiu. Alex podzielił się kilkoma myślami, które trapiły Gwardię, dlatego Kieran uważnie wysłuchał jego słów, jak również obserwował reakcje każdej osoby z kolei. Kluczowe było to, aby przy wprowadzenia kolejnych osób do Zakonu i Oazy stosowali bardzo dokładną selekcję. Uprzejmie wysłuchał tego, co Lucinda mogła im powiedzieć o badaniach odnośnie zabezpieczenia portalu, również skinął głową Michaelowi, gdy ten zgłosił się do pełnienia warty przy przejściu. Ponownie została poruszona kwestia treningów, na dodatek pojawiła się koncepcja wybudowania miejsca do ich przeprowadzenia, dlatego z większym zaciekawieniem przyjrzał się Billemu. Percival wspomniał również o badaniach obejmujących tresurę różnych stworzeń, ale Kieran nie wypytywał o szczegóły, nie do końca obeznany z takimi naukowymi kwestiami, zwłaszcza że projekt był daleki ukończenia, jak wspomniał sam badacz. W międzyczasie zapoznał się z listem spisanym przez nestora Macmillana. Chwilę później skupił się całkowicie na sprawie zapewnienie żywności mieszkańcom Oazy. Pojawiło się kilka obiecujących pomysłów.
Sklepikarze z Pokątnej zapewne są mniej lub bardziej pilnowani przez służby z ministerstwa, ale być może mogliby nas skontaktować z własnymi dostawcami, od których odbieralibyśmy towar z dala od stolicy. Być może Hannah zna niektórych nieco lepiej. Taka współpraca mogłaby zostać nawiązana ze sklepami z Hogsmeade – skinął głową Lucindzie z uznaniem, przechodząc jednak zaraz do kolejnego pomysłu, tym razem Percivala. Koncepcja zdobywania zwierzyny poza wyspą brzmiała sensownie, choć zbliżał się sezon zimowy. – Czy mamy możliwość zorganizowania polowań w sprawdzonych lasach? – spytał spokojnie, gotów wesprzeć te inicjatywę osobiście. – Szukanie pomocy u mogli to też słuszny koncept, warto do tego zadania oddelegować sojuszników z wiedzą na temat mugolskich pieniędzy – łatwiej będzie dotrzeć do takich hodowców osobom, które nie są ścigane listami gończymi, tym samym nie ściągną na niewinnych ludzi zainteresowania władz.
Na sam koniec zaczął zastanawiać się na wyprawą za dokonaniami Bagmana, do której zgłoszony został Vincent. Zerknął jeszcze na Justine z mieszanymi uczuciami, które jednak nie wypłynęły na jego twarz.

| bardzo wszystkich przepraszam za mocno spóźniony post



There’s a storm inside of us. A burning. A river. A drive. An unrelenting desire to push yourself harder and further than anyone could think possible. Pushing ourselves into those cold, dark corners where the bad things live, where the bad things fight. We wanted that fight at the highest volume. A loud fight. The loudest, coldest, hottest, most unpleasant of the unpleasant fights.
Kieran Rineheart
Zawód : Rebeliant
Wiek : 53
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
I have a very particular set of skills, skills I have acquired over a very long career. Skills that make me a nightmare for people like you.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
when we all fall asleep where do we go
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5879-kieran-rineheart https://www.morsmordre.net/t5890-aedus#139383 https://www.morsmordre.net/t5891-aurorskie-sprawki#139384 https://www.morsmordre.net/f205-opoka-przy-rzece-wye-walia https://www.morsmordre.net/t5895-skrytka-bankowa-nr-1467 https://www.morsmordre.net/t5907-k-rineheart#139780
Re: Salon [odnośnik]09.11.20 23:28
Wciąż żywa pozostawała kwestia poruszana przez Cedrica, w której głos zabrał Kieran. Farley spojrzał jednak na Dearborna, decydując się jeszcze odezwać.
Generalnie to wydaje mi się, że ciężko przeoczyć to, co się u nas dzieje. Jeżeli zagranica chciałaby się wtrącić to już by się najpewniej wplątała – stwierdził, opierając się przedramionami o stół. – Nie opłaca im się zajmować naszymi problemami kiedy mają własne, jeżeli Voldemort zajmuje się Wielką Brytanią a nie ich państwami to nic ich to nie będzie obchodzić. Dołączając się do konfliktu zwrócą na siebie uwagę, a raczej nie zależy im na wychylaniu się. Przeczekają aż sami się tu wytłuczemy a później wparadują tu jak gdyby nigdy nic żeby zawrzeć sojusz ze zwycięzcami, przygotowując sobie wcześniej zestaw dyplomatycznych zagrań dopasowany do tego, kto u nas będzie u władzy. Tak przynajmniej mówi teoria, ale zastanowimy się nad tym jeszcze. Też nad tym myśleliśmy i w najbliższym czasie powinniśmy mieć więcej informacji w tym temacie, jeżeli pojawi się jakaś szansa to spróbujemy ją wykorzystać. Na razie jednak nie wiemy jeszcze nic, musimy poczekać i skupić się na tym, na co możemy mieć bezpośredni wpływ – powiedział, mając nadzieję, że to oświadczenie domknie temat finalnie. Tak naprawdę nie wiedzieli na razie nic: status misji Foxa od jakiegoś czasu pozostawał bez nowych zawiadomień, więc w temacie pomocy z zewnątrz tkwili w jednej wielkiej niewiadomej, na którą też nie mieli wpływu. Byli na łasce osób decyzyjnych w tamtych krajach. Wiadomym było tylko to, co działo się w ich najbliższym otoczeniu, a działo się wiele złego – różnica polegała na tym, że na sytuację w Anglii mieli realny wpływ.
W rozmowie toczącej się wokół wieży Big Bena Alexander wyłapał spojrzenie Michaela i skinął mu głową. Spajało się to z apelem Cedrica o większe zaznaczenie obecności Zakonu w stolicy.
Chciałbyś zająć się zorganizowaniem kontrpropagandy od strony ulotek? Mamy utalentowaną sojuszniczkę, Gwendolyn Grey, która będzie w stanie zająć się nimi od strony wizualnej. Jeżeli nie to potrzebny będzie ktoś inny kto będzie chciał się wym zająć – podsunął Tonksowi propozycję, pozostawiając kwestię otwartą na kandydatury. Jeżeli nikt się nie znajdzie to Farley będzie musiał spróbować wziąć to we własne ręce, ponieważ temat nie potrafił znaleźć swojego rozwiązania już od poprzedniego spotkania. Zerknął zaraz na Justine, z która wciąż przymierzali się do dywersji w redakcji Walczącego Maga. Ostatnio działo się tyle, że musieli odłożyć ten plan na bok i nadać priorytet innym sprawom, jednak była szansa na to, że w najbliższych tygodniach uda im się go w końcu dopiąć.
W miarę wypowiadania się kolejnych Zakonników kolejne kwestie klarowały się coraz bardziej. – Chciałbym otrzymać informację jak badania nad barierą będą się miały ku końcowi. Do tego czasu spróbujemy zabezpieczyć teren na inne sposoby, ale nie przerywajcie pracy. Postaramy się po prostu kupić trochę więcej czasu na wypadek... wypadku – zwrócił się do Lucindy i tym samym do reszty zaangażowanych w projekt osób, choć połowa z nich była nieobecna.
Zainteresował go także temat badań Blake'a, ku któremu zaraz zwrócił wzrok. Farley nie był w stanie odeprzeć wizji wielkiego smoka stróżującego w Zakazanym Lesie i zjadającego każdego czarnoksiężnika, który się doń zbliżył. Jakkolwiek wizja ta była niezwykle piękna to jednak smok w lesie niewątpliwie zasygnalizowałby, że jest tam coś ciekawego. Zanim zdążył jednak samemu zadać pytanie, uprzedziła go Lucinda. Alexander pokiwał na jej słowa głową, spojrzenie podkrążonych oczu kierując znów na Percivala. – Mogę udostępnić ci niuchacza, jeżeli takie stworzenia by cię interesowały – zaoferował, mając nadzieję, że Otello okaże się wdzięcznym knypkiem i przyda się na coś więcej niż sianie okazyjnego chaosu w Kurniku.
Z uwagą wysłuchał także planów Williama, uśmiechając się nieznacznie na emanujący dystansem do samego siebie żart odnośnie jąkania się. – Mógłbyś udostępnić plany na tablicę? Każdy będzie mógł się z nimi na spokojnie zapoznać i zaoferować własne spostrzeżenia i pomysły – zaproponował, w ten sposób wślizgując się ponownie w tematy budowlane. Jego uwagę zwróciły słowa Anthony'ego, na którego spojrzał z rozwagą, a następnie znów zerknął na Billa. – Trzeba by sprawdzić, czy grota i pozostałości fundamentów nadają się do ich zagospodarowania i zmodyfikowania, potrzebny będzie do tego ktoś znający się na budownictwie – ponownie zerknął na Billy'ego. – Oszczędzanie to coś, co jest w cenie. Wydaje mi się jednak, że w grocie może być zbyt wilgotno na przechowywanie żywności ze względu na wdzierające się tam przypływy, ale taj jak mówiłem trzeba to sprawdzić. W razie czego można znaleźć jej inne zastosowanie, jeżeli ku czemuś miałaby obiecujące predyspozycje – stwierdził, po czym przerwał na moment żeby dać odpocząć gardłu.
Zorganizujemy na tablicy listę z osobami gotowymi podjąć się patroli przy portalu. Każdy chętny niech dopisze się do niej po spotkaniu, przekażcie tę informację nieobecnym. Im nas będzie więcej do wartowania tym łatwiej będzie dopasować zmiany – powiedział, zerkając na Marcellę, która zajmowała się dziś notatkami. – Zasięgnijcie języka wśród osób z Oazy. Jeżeli ktoś jest skłonny do uczestnictwa w polowaniach, posiada wystarczającą wiedzę i umiejętności w tym zakresie oraz w rybołówstwie to spróbujmy połączyć z nimi siły. Wśród tych wszystkich ludzi musi znaleźć się ktoś, kto będzie w stanie pomóc nam w gromadzeniu zapasów. Percivalu, będziesz w stanie zająć się zorganizowaniem polowań? Wyznaczenie miejsc, zebranie drużyny, ustalenie w miarę regularnych wypadów – zakreślił mniej więcej o co mu chodziło. Były Nott wydawał mu się odpowiednią osobą do tego zadania, zwłaszcza że sam tak właściwie sięzaoferował. Farley tylko próbował popchnąć Zakonnika do zrobienia z tego czegoś bardziej regularnego niż jednorazowy wypad.
Następnie wziął głębszy oddech, przygotowując się do powiedzenia jeszcze jednej rzeczy, której do tej pory nie przekazali pozostałym.
Mamy dla was jeszcze jedną informację – zaczął. – Nieobecny dziś Benjamin będzie zajmował się przerzutem części uratowanej przez nas ludności do Francji i z powodu związanej z tym nieobecności przestaje pełnić rolę Gwardzisty do odwołania. Jeżeli będziecie potrzebowali skontaktować się z kimś z Gwardii zwracajcie się do mnie, Justine bądź Kierana – oznajmił, wskazując kolejno na siedzącą po jego lewicy Tonks i Rinehearta po prawicy. Wiedział, że Benjamin zajmował się istotną kwestią, bo przecież ilość osób możliwych do ukrycia w Oazie miała swoje granice. Przerzut do Francji dawał tym ludziom nadzieję na powrót do normalnego życia, ucieczkę od wojny i zaczęcia na nowo, bez oddechu Ministerstwa na karkach. Mimo wszystko jednak Farley nie do końca był obrotem spraw zachwycony, jednak pewne decyzje musiały zostać podjęte i wdrożone w życie, a to właśnie była jedna z nich.

| Rozpoczynamy piątą kolejkę, 72h na odpis. Zachęcamy do dalszego debatowania, jednak jeżeli ktoś chce już opuścić spotkanie to jak najbardziej może.


Alexander Farley
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 22
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Zaręczony

Alex, you gotta fend for yourself

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Salon - Page 46 9545390201fd274c78230f47f1eea823
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-farley https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f223-dolina-godryka-kurnik https://www.morsmordre.net/t3768-skrytka-bankowa-nr-277 https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Re: Salon [odnośnik]10.11.20 23:52
Pokiwał z namysłem głową na nieco rozczarowujące - choć brutalnie prawdziwe i realistyczne - słowa i przypuszczenia o zagranicy. Temat szybko przeszedł na propagandę, a Michael powiązał obie kwestie ze sobą i odezwał się z lekkim zaniepokojeniem.
-Zgadzam się, że mamy zbyt małe siły aby rozdrabniać się na negocjacje z zagranicą. Co jednak, jeśli nasi przeciwnicy zdecydują się szukać tam pomocy, tak jak ubiegli nas w kwestii olbrzymów? Szaleńców i megalomaniaków nie brakuje na całym świecie, a niektóre czarodziejskie społeczności są bardzo konserwatywne. Zastanawiam się, czy nie bezpieczniej byłoby szukać wsparcia wśród mugolskich rządów, które mogłyby choćby zadbać o uchodźców z Anglii. - kontaktowanie się z nimi za plecami czarodziejów niosło jednak za sobą kolejne komplikacje, a Tonks nie był dyplomatą i nie wiedział czy i jak rozsądnie można się za to zadbać. Te pomysły najlepiej rozważy Gwardia i sam Longbottom, Minister i arystokrata. Michael zdecydowanie pewniej czuł się w kwestii rozrzucania ulotek po Londynie, skinął zatem głową na propozycję Alexandra.
-Skontaktuję się w tej sprawie z Gwen. - obiecał. -Przyda nam się też pomoc każdego, kto ma zarejestrowaną różdżkę i swobodny dostęp do Londynu - były auror i mugolaczka nie byli w końcu najdyskretniejszą parą -ale dzięki zabezpieczonej drodze w lesie pod Londynem, sam też daję radę przedostawać się do stolicy. - lokacje, na które nałożył wiosną pułapki, znacząco ułatwiały mu wycieczki do miasta.
Wysłuchał dalszych ustaleń o boisku, patrolach i gromadzeniu żywności - choć zadania się piętrzyły, zamierzał w miarę możliwości zaangażować się wszędzie, gdzie mógłby być pomocny. Szczególnie bliskie jego sercu było boisko, na którym można by zorganizować również arenę pojedynkową. Jako auror i ktoś, kto bez większego problemu otwierał przejście do Oazy, wiedział również, że będzie niezbędny do zabezpieczania Zakazanego Lasu.
-Znam się na mugolskich pieniądzach i obyczajach, mogę pomóc w nawiązywaniu kontaktów z mugolami. - obiecał jeszcze. Żałował, że przez ostatnie dwie dekady nie utrzymywał kontaktów ze znajomymi z dzieciństwa, ale i tak potrafił zjednać sobie zaufanie mugoli lepiej, niż czarodzieje, którzy nigdy nie mieli z nimi do czynienia. Pokiwał głową na wiadomość o Benjaminie - Francja wydawała się bezpiecznym miejscem, to doskonale, że Zakon zdołał znaleźć sposób na przerzucanie tam uchodźców.
Spotkanie było produktywne, a Zakonnicy mieli sporo do zrobienia. Tonks został do końca rozmów, ale nie miał już do dodania nic więcej - roztrząsał raczej w głowie, czy doba mogłaby być dłuższa i jak najlepiej zorganizować swój czas. Po spotkaniu, pożegnał się ze wszystkimi i ruszył z Justine do domu - wyspać się, póki jeszcze miał na to chwilę.

/zt



You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 42 +4
UROKI : 34 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Wilkołak
Salon - Page 46 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks

Strona 46 z 47 Previous  1 ... 24 ... 45, 46, 47  Next

Salon
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach