Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Schody na poddasze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Schody na poddasze   12.06.16 19:03

First topic message reminder :

Schody na poddasze

Na poddasze kwatery Zakonu Feniksa prowadzą jasne, nierówne schody, które nieraz bywają równie zaskakujące, co te znane uczniom Hogwartu. Tu któryś stopień wykrzywi się i stopa umknie ci na bok, przez co się zachwiejesz, kiedy indziej po zrobieniu kroku przebijesz się przez liche drewno i twoja noga zaklinuje się pomiędzy schodkami. Jedno jest pewne - jeżeli chce się dojść do pokoju gościnnego znajdującego się na poddaszu, należy uważać, jak stawia się kolejne kroki.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Susanne Lovegood
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4789-susanne-echo-lovegood https://www.morsmordre.net/t5182-deszczowa-sowa#113703 https://www.morsmordre.net/t5758-kapelusz-z-niespodzianka#135806 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t5133-susanne-echo-lovegood#111350
opiekunka zwierząt, naczelny treser królików
23
Półkrwi
Panna
walking in my sleep
like the naked trees
will they wake up again?
do they sleep, do they dream?
10
0
5
0
20
0
10
0
Czarownica
now take me home, home where I belong

PisanieTemat: Re: Schody na poddasze   16.03.18 20:34

Energia nie rozpierała jej ostatnio. Dzielnie walczyła z niechęcią i niemocą, codziennie rano z ogromnym wysiłkiem zmuszała się do pozostawienia miękkiej kołdry w wygrzanym łóżku, które opuszczała na rzecz pracy, pomocy w uporządkowaniu Rudery, a od teraz - również pomocy w odbudowie kwatery Zakonu Feniksa. Krzesała z siebie, ile tylko mogła - dla innych, starając się łapać ich pojedyncze uśmiechy i trzymać je w sercu na pamiątkę oraz jako błysk nadziei. W niej samej pozostawało jej niewiele, znacznie większa była świadomość, iż należy ją odbudować i pchnąć na właściwe tory. Niezawodnego pomocnika miała u boku - Bertie stawał się jej najlepszym przyjacielem, polegała na nim w tym wyjątkowo ciężkim okresie, czasami nawet myśląc, że nieco zbyt mocno. Bała się, że stanie się dla niego ciężarem, zbędnym balastem, zwłaszcza iż ostatnie dni znacznie wykrzywiały drogę jej myśli, teraz skupiających się na innych. Była zmęczona myśleniem o własnych tragediach, potrzebowała wiru pracy, chciała czuć się potrzebna - tu, teraz, nie za chwilę czy dwie; szukała miejsc i osób, które mogła wspomóc. Zauroczenia były gdzieś poza jej abstrakcyjnym światem, zapomniała o nich, tym bardziej nie podejrzewała więc, że mogłaby stać się obiektem takowego - może były zbyt przyziemne, by mogła je dostrzec, patrząc ponad horyzont, starając się trzymać głowę uniesioną dumnie i niestrudzenie. Czasami się potykała, lecz jeszcze trochę i taniec na pewno z powrotem zagości w życiu.
Rozglądała się chwilę, chłonąc otoczenie, gdy podążała parę kroków za Bertiem. Na pewno parę dni wcześniej całość przedstawiała się jeszcze gorzej, lecz widok zniszczeń sprawił, że ciarki przebiegły Sue po karku, a niechciane skojarzenie z domem rodzinnym zajaśniało pod jasnymi włosami, aż chłód przeszył całe ciało. Nie dała się jednak tym odczuciom.
- Byle nie tak marudne jak Lana - dorzuciła cicho, dalej błądząc wzrokiem po otoczeniu. Zastanawiała się właśnie, na ile nowa kwatera będzie przypominała starą - z własnego doświadczenia niestety nie miała szans nic porównać, dlatego już myślała o tym, jak wszystkich wypyta o najdrobniejsze szczegóły, które specjalnie dla niej nabiorą niezwykłego znaczenia. Kiwnęła głową w nieco nieobecny sposób, częściowo rejestrując słowa chłopaka, częściowo brodząc w rozmyślaniach. Dopiero po chwili naprowadziła myśli do głosu. - Jasne - krótkie stwierdzenie padło, kiedy była już blisko pomieszczenia, jakie wcześniej musiało być kuchnią - Bertie już oglądał framugę. Minęła dziarsko próg, lecz po deskach stąpała już ostrożniej. Krok, drugi, trzeci, kucnęła nawet i zapukała krótko w podłogę. - Halohalo, czy wszystko w porządku? - mruknęła pod nosem, przechylając głowę. Palcami przejechała kawałek dalej i nacisnęła mocniej - wyraźnie uginało się pod naporem, ale przecież tak mogło być zawsze. Wzruszyła ramionami i przeniosła się na lewo. - Chłoszczyść - poprosiła grzecznie różdżkę, uznając, że najpierw trzeba pozbyć się pyłu, dobrze byłoby też sprawdzić pod całą masą śmierciogruzu, zaczęła go więc powoli wynosić. Pech chciał, że przy trzecim takim kursie, jedna z desek postanowiła trzasnąć złowieszczo, a dziura sprawnie pochłonęła nogę dziewczyny. Krótki dźwięk zaskoczenia utknął w hałasie, ale nie stało się nic poważnego - krótkie hop i już była na bardziej stabilnym gruncie, obserwując swoje dzieło. Na Merlinę, przecież była lekka. Deska musiała być już pęknięta.
- Łoło, ło, Bertie, czy oni kładli te deski na fundamentach z powietrza? - zapytała, otrzepując ręce. - Założę się, że trzeba wymienić całą podłogę, ale jeszcze sprawdzę, czy to tylko wyjątek. Chyba że to taka zakonowa zabawa i łapiemy dziury na punkty. Mieliście tu ranking? - zapytała, marszcząc brwi - co znaczyło, że może pytać serio.




I'm walking in the air

I'm floating in a moonlit sky; the people
far below, they greet us as we fly


Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
20
30
0
0
0
0
5
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Schody na poddasze   20.03.18 1:01

Po prostu był obok. Tak było wygodnie im obu. Lubił być towarzystwem. Nie czuł się najlepszym pocieszycielem, nigdy nie miał w ustach odpowiednich słów, po części po prostu nie wierzył w moc słów, nie miał pojęcia jakie zaklęcie mogłoby pomóc na problemy z jakimi spotkała się Sue. Potrafił jednak być wsparciem, tak przynajmniej sądził i starał się z całych sił przyprowadzać do jej pokoju coraz więcej uśmiechów.
Dzisiaj jednak spotkali się, by zrobić... coś. Pracować. Żadne z nich nie wiedziało, co tak na prawdę się tu wydarzyło. Nie mieli prawa wiedzieć, a Bertie nie zadawał zbyt wielu pytań, kiedy po prostu nie dostał odpowiedzi. Robił swoje wierząc w organizację i w to, że osoby które wiedzą wszystko dobrze nimi pokierują. Być może miał w sobie zbyt wiele zaufania. Być może odpowiednią ilość.
Stanął przy framudze, w którą właściwie wystarczyło wstawić drzwi. Ze swojej skrzynki wyjął narzędzia. Zawiasy czekały na wkręcenie, wszystkie materiały mieli już na miejscu, gromadzeniem ich zajmowali się przedtem, zaraz po największych porządkach. W chwili, kiedy zabierał się za robotę usłyszał jednak trzask. Wstał, jednak widząc że Sue gramoli się z dziury, odetchnął.
- Nie, ale koniecznie trzeba to zaproponować na kolejnym zebraniu. Masz pierwszy punkt. - stwierdził czując, jak jeszcze chwilkę serce bije mu szybciej. Jak dotąd nikomu nic się nie stało przy tej odbudowie. być może wszyscy mieli po prostu cholernie dużo szczęścia. Szczególnie, że teraz już było tu znacznie lepiej niż dotychczas. - Jeśli nie czujesz się pewnie, wyjdź, dookoła jeszcze dużo rzeczy można zrobić. - zaproponował niezbyt zadowolony, że Sue najwidoczniej dalej zamierza chodzić po kuchni. Sam jej to jednak chwilę wcześniej zaproponował nie spodziewając się wypadków. Ostatecznie wszędzie może się tu coś stać. Każdemu.
Wrócił więc do zajmowania się drzwiami, wierzył że i ona będzie ostrożniejsza.
- Lana jest bardzo sympatycznym duchem. Dzisiaj nawet nikogo nie zbudziła nad ranem. Chyba. - uśmiechnął się pod nosem. Kobieta zamieszkująca ich dom była bardzo charakterna, a jednak bardzo ją lubił. Nawet, jeśli ona udawała, że nie lubi jego, no przecież na pewno tylko udawała!
- Trafiłem tu jakiś czas temu na profesora który uczył mnie w szkole astronomii. Nie wiem, czy się jeszcze załapałaś. Vane. - powiedział zaraz. Sue była odrobinę starsza od niego, a i on uczestniczył w zajęciach nowego zakonowego znajomego dość krótko. - Z resztą wielu ciekawych ludzi się tu pojawia.
Przyznał. Norweg, arystokrata który znał jego ojca, Vane. Kto dalej? Jednemu nie da się zaprzeczać, Zakon rósł w siłę.





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
 

Schody na poddasze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

 Similar topics

-
» Schody przed szkołą
» Ruchome Schody
» Szklane poddasze.
» Na zewnątrz
» Spiralne schody

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Okolice :: Stara chata-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18