Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 wejście/wyjście

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Lucinda Selwyn
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
10
4
Czarodziej

PisanieTemat: wejście/wyjście   28.06.16 16:15

First topic message reminder :

wejście/wyjście

Na tym pomieszczeniu Lynn wzorowała urządzanie reszty pokoi. Kiedy jej ojciec kupił to mieszkanie dla swojej drugiej córki rodzina, która wcześniej tu mieszkała w podobny sposób miała urządzone to przejdzie między pokojami. Lucindzie naprawdę spodobało się to w jakich sposób została zagospodarowana ta przestrzeń i postanowiła postawić na coś równie prostego i schludnego.


[bylobrzydkobedzieladnie]




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy


Ostatnio zmieniony przez Lucinda Selwyn dnia 08.11.16 21:00, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Rodrick Baudelaire
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3720-rodrick-baudelaire-budowa#67684 https://www.morsmordre.net/t3738-walrus#68470 https://www.morsmordre.net/t3737-rodrick-baudelaire#68469 https://www.morsmordre.net/f268-mole-valley-little-ash-park https://www.morsmordre.net/t3739-rodrick-baudelaire#75226
Magiarchitekt
47
Czysta
Wdowiec
To a father growing old nothing is dearer than a daughter.
7
21
0
0
0
0
0
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: wejście/wyjście   18.11.16 23:30

Miał napięty grafik, jednak był to jeden z wielu przywilejów bycia jednym z najlepszych architektów w Londynie - Rodrick mógł wybierać w zleceniach. Nie był młodzikiem nad którego głową również stał szef pilnujący terminu. Sam sobie ustalał końcowe terminy, równocześnie dopasowując je w głównej mierze do swojego rozkładu dnia jak i również terminarzu Clementine. Odkrył to jeszcze na długi czas przed jej narodzinami, że uporządkowanie swoich spraw prowadzi do intensywnego życia i nie marnowania cennych chwil na błahostki. Był dumnym ojcem - dumnym i kochającym, który za swoje spełnienie miał piękną córkę, która darzyła go wielkim uczuciem. Oboje znali życie tylko osiągnięte wspólnymi siłami. Rodrick mało kiedy wspominał ostatnimi czasy o swojej zmarłej żonie, ale było to związane z obecnością niepożądanego gościa jakim była Odette. Nie był zły, że zamieszkała z nimi. Był zły na to, że zabiegała o więcej uwagi niż Clementine, a przecież w ogóle na to nie zasłużyła. Niewychowana pannica z Francji, jednak niedługo miała stać się mężatką i zostawić Baudelaire'ów dla wyższego statusu społecznego. Nie miał jej tego za złe, a wręcz życzył jej tego. Byle tylko wyniosła się z jego domu.
Poniekąd ucieszył się, że mógł opuścić dzisiejszego wieczora dom, ale był to tylko jeden z wielu powodów. Głównym była naprawdę duma, że napisała do niego kobieta z młodego pokolenia szlachciców. A skoro nawet i do niej dotarły wiadomości o jego zawodzie, oznaczało to, że jego nazwisko nie miało zniknąć jeszcze na długie lata. I to nie tylko dlatego że zaprojektował Kings Cross. Stawił się zgodnie z podanym adresem i spojrzał na godzinę. Punkt szósta wieczorem. Idealnie. Jak zawsze niezawodny. Odszukał spojrzeniem architekta dzwonka i zadzwonił drzwi. Nie minęła dosłownie chwila, zanim otworzyła je urocza młoda kobieta z szerokim uśmiechem. Była podobna do swojej matki. Nie dało się tego przeoczyć, chociaż oczy miała po swoim ojcu. Praca z Selwynami była dla Rodricka długoterminowa i owocna.
- Lady Lucinda Selwyn. Jak miło pannę w końcu poznać osobiście - odparł uprzejmie, a na jego ustach pojawił się ten ciepły uśmiech, gdy przeczuwał dobrą wizytę. Nie pracował dla totalnych bezguści. - Przyznam się, że miałem mały problem ze znalezieniem adresu. Najwidoczniej w każdym wieku można się zgubić.
Wszedł do środka i stwierdził z pomrukiem zadowolenia, że mieszkanie było urządzone naprawdę z dobrym wyczuciem. Zdjął płaszcz i przewiesił go sobie przez ramię, wracając uwagą do młodej szlachcianki.
- Proszę mi wybaczyć bezpośredniość, ale kto projektował to mieszkanie? - spytał zainteresowany poznaniem tożsamości owej osoby.





I have one regret. I regret ever coming to this place with the assumption that a reconciliation could be found. That reason, could be a bridge between us. Everyone is a monster to someone. Since you are so convinced that I am yours, I will be it.
Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
10
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: wejście/wyjście   21.11.16 14:50

Selwynowie przywiązywali dużą wagę do ludzi, którymi się otaczali. Cenili sobie zaufanie i rzetelność. Nie chodziło tylko o wykonywaną pracę, ale także o zwykłe, niemalże przyjacielskie kontakty. Nie wierzyli w zapewnienia i wszystko sprawdzali na własnej skórze. Dlatego Lucinda nie chciała nikogo innego. Znała swoją matkę i wiedziała, że skoro a każdym razem, przy każdym remoncie stawiała właśnie na niego to musiał być najlepszy w swoim zawodzie, a jego sława wcale nie była niczym przesadzonym. Nie wiedziała dokładnie sama co chce zrobić z pustym pomieszczeniem w mieszkaniu. Na razie trzymała tam dużą ilość przywiezionych z podróży artefaktów. Skrzynie piętrzyły się i powinna się ich pozbyć. Pozbyć to złe słowo. Powinna coś z nimi zrobić. I tu właśnie pojawił się pomysł by nie trzymać ich wszystkich w skrzyniach. Przecież nie po to przeszła przez ten świat. Przecież nie po to tyle czasu ich szukała, żeby teraz zamknięte w skrzyniach zajmowały pusty pokój. Uśmiechnęła się na słowa mężczyzny. - Proszę się nie przejmować, bo bardzo łatwo jest się zgubić wśród budynków ulicy Pokątnej. - zaczęła otwierając szerzej drzwi i zapraszając mężczyznę do środka. - Ta ulica mieści niesamowitą ilość budynków, których numery często przeplatają się ze sobą. Nic nie jest tu po kolei i zwykle trafia ten, kto wie jak do danego miejsca dotrzeć. Ma to w sobie jednak pewien urok. - dodała zamykając drzwi. Uwielbiała swoje mieszkanie. Pamiętała jakie bezsensowne wydawało się być jej matce kupowanie mieszkania dla najmłodszej córki. Skoro i tak była na ciągłych wyprawach. Daleko od domu. Jednak ona musiała znaleźć coś swojego. Własny kąt w świecie, w którym od dawna nic nie wydawało się być jej. Rozejrzała się po własnym wnętrzu zaskoczona pytaniem. Nie dlatego, że mężczyzna zadał je w sposób jakkolwiek bezpośredni lub zbliżony do bezpośredniego, ale dlatego, że podziwianie pracy innych ludzi świadczyło o prawdziwej pokorze. Dobrym smaku. Normalnością jakiej już u szlachciców się nie spotyka. Uśmiechnęła się lekko. - Przede mną mieszkała tutaj pewna rodzina czarodziejów. To pomieszczenie było w bardzo podobnym guście do tego jak było zaprojektowane jeszcze zza czasów tejże rodziny. Urzekła mnie ta biel i minimalizm dlatego poprosiłam o kontakt z tym projektantem. Mężczyzna był Włochem i jestem niemalże pewna, że miał na nazwisko Costello. Niestety mogę nie pamiętać, bo pamięć to nazwisk to jedna z moich słabości. - odparła skruszona. - Mogę zaproponować Panu coś do picia? - zapytała bo każdy skrawek jej ciała krzyczał o dobrym wychowaniu. Była szlachcianką, ale w tym momencie nie chodziło o czystość krwi. Chodziło o wiek i szacunek. Szacunku miała w sobie bardzo dużo.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Rodrick Baudelaire
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3720-rodrick-baudelaire-budowa#67684 https://www.morsmordre.net/t3738-walrus#68470 https://www.morsmordre.net/t3737-rodrick-baudelaire#68469 https://www.morsmordre.net/f268-mole-valley-little-ash-park https://www.morsmordre.net/t3739-rodrick-baudelaire#75226
Magiarchitekt
47
Czysta
Wdowiec
To a father growing old nothing is dearer than a daughter.
7
21
0
0
0
0
0
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: wejście/wyjście   25.11.16 11:37

- Rozumiem, że nie jestem jedyny, który nie potrafi się odnaleźć - odparł, pozwalając, by jego poważna twarz chociaż na chwilę rozjaśniła się tym ciepłym blaskiem, który raczej nie pojawiał się nigdy poza domem. Ale musiał przyznać, że młoda kobieta zrobiła na nim naprawdę dobre wrażenie i nie przypominała niektórych szlachciców, których spotykał na swojej drodze. Baudelaire umiał się jednak z nimi obchodzić, znając wartość własnego pochodzenia, a co za tym szło również dobrego imienia, o które zawsze walczył odkąd tylko zdał sobie z tego sprawę. Do tego mieszkanie w jakimś stopniu zawsze oddawało właściciela i to nawet silniej niż można było się spodziewać. Lata doświadczenia jak i wrodzony zmysł nauczyły tego architekta, który kochał swoją pracę, wiedział, co robić, wiedział jak przełożyć swój charakter na dzieła, które wychodziły spod jego rąk. Mówiono, że styl Rodricka Baudelaire'a zawsze poznają ci, którzy choć trochę go znają lub mieli do czynienia z jego tworami. Dworzec Kings Cross był charakterystyczny. Nikt nie zdawał sobie sprawy, że w jednym miejscu znajdowały się inicjały wielkiego twórcy. Ile dzieci, dorosłych i starców przeszło tamtędy? Nie musieli wiedzieć, że on był za to odpowiedzialny, ale sam fakt, że przyczynił się do czegoś tak przełomowego, sprawiał, że poczucie dumy było uzasadnione.
Słuchał z uwagą słów lady Selwyn, a gdy padło znajomo brzmiące nazwisko, uśmiechnął się szeroko.
- Czy nie był to może Frank Costello? - spytał, odnajdując elementy charakteryzujące jego włoskiego kolegę. - Jest to naprawdę wybitny architekt i praca z nim jest wielkim zaszczytem. Mieszkanie lady jest klasycznym przykładem jego projektu - dodał, po czym wyprostował się i skinął lekko głową. - Herbata wystarczy, dziękuję. A zatem może pokaże mi panienka cel mojej wizyty?

|zt x2





I have one regret. I regret ever coming to this place with the assumption that a reconciliation could be found. That reason, could be a bridge between us. Everyone is a monster to someone. Since you are so convinced that I am yours, I will be it.
Powrót do góry Go down
 

wejście/wyjście

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Wejście główne
» Brama wejściowa [Podwórze]
» Wejście do kryjówki Ghosta w piwnicy.
» Hall Wejściowy
» Główne wejście

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Centrum :: Pokątna 23/4-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18