Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Yaxley's Hall, grudzień 1951
AutorWiadomość
Yaxley's Hall, grudzień 1951 [odnośnik]28.06.16 18:38
Tydzień przed świętami wszyscy Yaxley'owie starali się zjechać do Yaxley's Hall, by spędzić choć trochę czas z rodziną. Morgoth akurat wiedział jak to wygląda. Zamiast integracji były grupki ojców, braci, matek, żon, dzieci... Wszyscy chodzili, gdzie chcieli, zasiadając jedynie wspólnie do posiłków lub gdy wymagała tego głowa rodziny. Zawsze wyglądało to tak samo. Siedem dni były praktycznie nie do wytrzymania. Nie dlatego że Morgo nie znosił swojej rodziny. Absolutnie! Chociaż mógł nie przepadać za wszystkimi jej członkami, wiedział, że takie chwile są potrzebne do umocnienia ich więzi. Chodziło raczej o to, że nigdy nie obyło się bez konfliktu. Kłótni dzieci z rodzicami, sporu między braćmi czy nawet pojedynku. Na szczęście akurat wtedy nic się nikomu nie stało, ale siedmioletni Morgoth nie mógł przestać się martwić o swojego ojca. Sytuacja była naprawdę mała i błaha, jednak pijany kuzyn został położony przez Leona Yaxley'a zaklęciem paraliżującym. Najwyraźniej alkohol zaszkodził mu poważniej niż wszyscy sądzili i zamiast pójść do łóżka, wyzwał własnego krewniaka. Mimo że Morgo był pewny, że jego ojciec jest niezniszczalny, bał się o niego. Jak widać niepotrzebnie, bo lord Yaxley stąpał do teraz po ziemi, mając za nic swoich wrogów. Było to niezwykle imponujące, a Morgo czuł się dumny, mając takiego człowieka za ojca.
Niestety mężczyźni zgromadzili się w salonie, gdzie zaczęli omawiać polityczne sprawy, a ich małżonki wraz z dziećmi przeniosły się do salonu. Nie, żeby polityka nudziła Morgotha. Wręcz przeciwnie. Sęk w tym, że kategorycznie zabroniono pojawiać się na nim osobom poniżej osiemnastego roku życia. Może i było mu to nie w smak, ale zaakceptował wolę starszych. Zamierzał spędzić te dwie godziny do kolacji na świeżym powietrzu. Pozwolił służącemu nałożyć mu płaszcz, po czym opuścił mury rodzinnej posiadłości, by skierować się w nieznanym kierunku.
Morgoth Yaxley
Zawód : a gentleman is simply a patient wolf, buduję sobie balet trolli
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Thus he came alone to Angband's gates, and he sounded his horn, and smote once more upon the brazen doors, and challenged Morgoth to come forth to single combat. And Morgoth came.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-the-young-wolf#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3525-skrytka-bankowa-nr-803#61584 https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Re: Yaxley's Hall, grudzień 1951 [odnośnik]28.06.16 18:53
Nie mogłam wraz z Perseuszem spędzać zbyt dużo czasu. Nie widzieliśmy się przez długi okres czasu, dlatego nasze spotkanie planowaliśmy dość skrupulatnie, starając się zadbać o to, aby nikt nas nie przyuważył. Ja wyszłam z domu pod pretekstem spotkania ze znajomą w Londynie, a tak naprawdę spędziłam pół dnia szwendając się wraz ze swoim ukochanym gdzieś, gdzie nikt by nas nie spotkał. Nikt z rodziny mojej czy jego, żaden czarodziej, a nawet mugol. Tylko on i ja, nasze przedświąteczne spotkanie.
Po tym wszystkim odprowadził mnie do domu, a właściwie na skraj mojego terytorium. Na skraj Yaxley Hall. Dalej nie mógł iść, nasze trolle niechętnie witają obcych gości, a gdyby ktoś go tu zobaczył, może nawet oskarżyłby o jakąś napaść czy coś. Yaxley’owie względem Averych mieli dosyć specyficzne podejście.
- Niedługo znów się spotkamy, prawda? - zapytałam go, wtulając się w jego ramiona.
Przy tym mężczyźnie było mi tak dobrze. Miałam wrażenie, że jest on dla mnie całym światem, że miłość do niego wypełnia całe moje serce. Nie czułam na sobie niczyjego spojrzenia, nie wiedziałam, że ktoś nas obserwuje, dlatego zachowywałam się dosyć swobodnie i pozwalałam sobie na chwilę wytchnienia. Gdy Perseusz złożył na moich ustach delikatny pocałunek, zaśmiałam się cicho.
- Łamanie zasad wchodzi ci w krew, mój drogi - powiedziałam do niego, zarumieniona. - Wesołych świąt.
Rozstaliśmy się, mężczyzna teleportował się z cichym trzaśnięciem, a ja stałam tak jeszcze przez chwilę w miejscu, w którym jeszcze przed momentem znajdowało się jego ciało. Nie wiedziałam, czy uda nam się spotkać jeszcze przed zakończeniem przeze mnie Hogwartu, dlatego każde wspomnienie z dzisiejszego dnia chciałam jak najlepiej pielęgnować i uchować w pamięci.
Minęło kilka minut, kiedy w końcu odwróciłam się i ruszyłam w stronę domu. Na mojej twarzy gościł uśmiech, już wymyślałam co powiem na temat spotkania z nieistniejącą znajomą, już myślami byłam przy tym, jak czmychnę do swojej sypialni, aby wtulona w poduszkę wrócić myślami jeszcze raz do tych pięknych chwil.
Zamarłam w bezruchu widząc kto wychodzi z pomiędzy drzew.


Za wilczym śladem podążę w zamieć
I twoje serce wytropię uparte
Przez gniew i smutek, stwardniałe w kamień
Rozpalę usta smagane wiatrem
Rosalie Yaxley
Zawód : doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila
Yaxley's Hall, grudzień 1951 DByCxa2
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley https://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 https://www.morsmordre.net/t695-rosalie https://www.morsmordre.net/f288-fenland-yaxley-s-hall https://www.morsmordre.net/t3552-skrytka-bankowa-nr-174#62683 https://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
Re: Yaxley's Hall, grudzień 1951 [odnośnik]28.06.16 20:06
Chłód uderzył go mocniej niż się spodziewał, dlatego dość szczelnie otulił się filcowym płaszczem. Wyjście z rozgrzanego domu może i było chwilowo nieprzyjemne, ale zaraz świeże powietrze powędrowało mu po całym organizmie, usuwając równocześnie nieprzyjemny ból głowy. Tego właśnie potrzebował. Odwrócił się, słysząc pohukiwanie za plecami. Zobaczył jedynie oddaloną już posiadłość, a wraz z nią ostatnie światła. Chwilę później zniknął za lekkim wzgórzem, wchodząc między drzewa. Śnieg chrzęścił pod butami przez dobre paręnaście minut, aż Morgoth stwierdził, że to dobra chwila na wyjęcie papierośnicy. Otworzył ją i wyjął zębami papierosa, odpalając go końcem różdżki. Oddychając gęstymi kłębami dymu, rozejrzał się po okolicy. Musiał być już blisko granicy Yaxley's Hall. Gdy kolejny równomierny dźwięk dobiegł go z lewej strony, odwrócił się, by w oddali zobaczyć wielki, ciemny kształt. No, tak. Trolle. Jakimś cudem bez problemu rozpoznawały krew Yaxley'ów i nigdy nie zbliżały się do któregokolwiek członka rodu. Inaczej było z nieproszonymi gośćmi. Ci od razu zostawiali spławiani. Lub jak kto woli wyrzucani poza granice i to nieźle poturbowani. Wiedział, że oddalone, będą go pilnowały. Morgo ruszył dalej, chcąc dojść do jednego z kilku wejść na teren posiadłości. Była to jego ulubiona trasa, bo najmniej uczęszczana. Dzięki temu wiedział, że nikt nie będzie się tam szwendał o tej porze. Idąc przed siebie, początkowo nie dosłyszał oddalonych głosów. Z każdym krokiem jednak intensywność i wyrazistość wzrastały, aż w końcu Yaxley z łatwością je rozpoznał. A przynajmniej jeden z nich. Rosalie. Co ona tam robiła?! Morgothowi wydawało się, że siedziała w salonie, ale nie mógł sobie dać za to ręki odciąć... Możliwe, że blondynki nie było w domu już dłuższy czas. Tyle osób w jednym miejscu mogło namieszać. Słowa, które wypowiedziała mogły być zwrócone tylko do jednej osoby. Początkowe zaskoczenie przerodziło się w gniew, aż w końcu zostało samo zawiedzenie się na osobie kuzynki. Może faktycznie uważała przez jakiś czas po spotkaniu w Sowiarni parę miesięcy wcześniej, ale najwidoczniej nie zapomniała. Gdy Avery zniknął, a Rosalie zaczęła iść w stronę Morgotha, ten również wyszedł jej naprzeciw.
- Rosalie - zaczął, zatrzymując się jakieś pięć metrów przed dziewczyną. W przerwie wydmuchał dym papierosowy. - Przykro mi. Ale nie zostawiłaś mi wyboru - dodał, po czym obrócił się, wracając tam skąd przyszedł. Dokładnie tak samo jak wtedy w Zachodniej Wieży.



They call him The Young Wolf. They say he can turn into a wolf himself when he wants. They say he can not be killed.

Morgoth Yaxley
Zawód : a gentleman is simply a patient wolf, buduję sobie balet trolli
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Thus he came alone to Angband's gates, and he sounded his horn, and smote once more upon the brazen doors, and challenged Morgoth to come forth to single combat. And Morgoth came.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-the-young-wolf#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3525-skrytka-bankowa-nr-803#61584 https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Re: Yaxley's Hall, grudzień 1951 [odnośnik]28.06.16 20:54
Zawiał mocniejszy wiatr w momencie, w którym Morgoth stanął na przeciwko mnie. Naprawdę się wystraszyłam. Nie spodziewałam się go tutaj, straciłam czujność. Głupia ja, mogłam nie przyprowadzać tutaj lorda Averego. Serce mi na moment stanęło, przypomniałam sobie z jakim wielkim trudem okłamywałam go kilka miesięcy temu w sowiarni, tylko po to by mój ojciec nie dowiedział się o moim romansie. A teraz wszystko miało się zawalić, wszystko!
Gdy usłyszałam jego słowa, przeraziłam się. Mężczyzna odwrócił się na pięcie i zaczął wracać w stronę domu. Nie mogłam mu na to pozwolić.
- Nie! Stój! Zaczekaj! Daj mi… - pobiegłam za nim.
Tak jak wtedy chwyciłam go za rękę. Chwyciłam ją mocno, tak aby wyrwanie jej sprawiło mu trudność. Zacisnęłam palce na materiale jego płaszcza. Zaczęłam gorączkowo myśleć, jak wyjść z tej sytuacji. Co ja mam zrobić, co ja mam powiedzieć? Nie chciałam, by mój ojciec się o tym dowiadywał, nie chciałam psuć mu świąt. Przecież były tak bardzo ważne.
- Proszę, daj mi wyjaśnić - zaczęłam jeszcze raz, nerwowo.
To nie było zdenerwowanie typu złość, tylko nerwy spowodowane bezsilnością. Poczułam się tak bardzo bezsilna. Nie wiele mogłam zrobić, jedyne co, to starać się przekonać kuzyna, aby tego nie robił. Ale czy miałam szansę go przekonać? Już raz dostałam ostrzeżenie, raz mu obiecałam, że to skończę. Oczywiście było to kłamstwo, ale nie dla niego. Miałam nigdy więcej nie zostać przyłapana, a teraz przez własną bezmyślność. Myślałam, że tutaj jestem bezpieczna, że o tej godzinie nikt nie będzie się kręcił. Skąd mogłam wiedzieć, jak bardzo się myliłam.
- Próbowałam, naprawdę próbowałam - powiedziałam cicho, spuszczając wzrok. - Ale to było takie trudne, nie byłam w stanie sama mu o tym powiedzieć. Ja… ja wiem, że powinnam, masz rację, mówiąc mi, że nie powinnam wiązać się z Averym, ale mimo że rozum mówi mi jedno, to moje serce drugie. I nie potrafię się sobie postawić.
Zacisnęłam palce jeszcze mocniej. Nie chciałam go puścić, nie chciałam pozwolić mu odejść. Musiałam jak najdłużej to wszystko odwlec, zapewnić sobie trochę czasu, aby coś wymyślić. Westchnęłam cicho, unosząc niepewnie wzrok.
- Porozmawiaj ze mną, na spokojnie. Daj mi wytłumaczyć - dodałam błagalnie.


Za wilczym śladem podążę w zamieć
I twoje serce wytropię uparte
Przez gniew i smutek, stwardniałe w kamień
Rozpalę usta smagane wiatrem
Rosalie Yaxley
Zawód : doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila
Yaxley's Hall, grudzień 1951 DByCxa2
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley https://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 https://www.morsmordre.net/t695-rosalie https://www.morsmordre.net/f288-fenland-yaxley-s-hall https://www.morsmordre.net/t3552-skrytka-bankowa-nr-174#62683 https://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
Re: Yaxley's Hall, grudzień 1951 [odnośnik]30.06.16 10:24
Przez chwilę Morgothowi zdawało się, że historia zatoczyła koło. Jednak tym razem to nie na jego torbę trafiła dłoń Rosalie, a jego ramię. Poczuł jak jej drobna ręka zaciska się na jego. Myślał, że ten chwilowy strach kuzynki przejdzie, jednak nie puściła go. Z oczywistych powodów przeniósł spojrzenie ze swojego ramienia na jej twarz. Nie przerywał jej. I mimo że wyjaśnienia na nic się nie zdawały, sądził, że to co z siebie wyrzuci, może uzmysłowi jej w końcu ten czas błędów. W końcu nie było głupim powiedzenie, że zakazany owoc smakuje najlepiej. I najwidoczniej w przypadku Rosalie tak właśnie było. Dał jej szansę i nie dość, że jej nie wykorzystała, to go okłamała... Chociaż znała konsekwencje. Smutnym faktem było również to, że on nigdy jej nie okłamał, bo nie miał ku temu powodu. A ona odpłacała mu czymś takim. Słysząc jej słowa nie wiedział czy powinien odwrócić się na pięcie i mimo wszystko nawet skorzystać z teleportacji, byle tylko jej nie słuchać, czy zostać i spełnić jej życzenie i porozmawiać z nią. Morgoth nie był całkowicie wyzbyty uczuć. Rozum mówił jedno, ale postanowił to zignorować. Nie ruszył się z miejsca, patrząc na kuzynkę. Poczuł jak zaciska palce jeszcze mocniej na jego ręce. Gdy skończyła, odetchnął zimowym powietrzem i spojrzał w bok.
- I co to zmieni, Rosalie? - spytał, przenosząc na nią z powrotem spojrzenie. - Jednym z naszych mocnych stron jest właśnie przeciwstawianie się naszym pragnieniom. Chyba nie sądziłaś, że naprawdę ułożysz sobie z nim życie? Może nawet byście uciekli. I co wtedy? Znaleźliby was prędzej lub później. Jesteś pierworodną jednego z braci Yaxley'ów i nigdy się nie pozbędziesz spojrzeń i kontroli rodziny. Tak już po prostu jest. Przykro mi, Rosalie, ale nie ma innego wyjścia, bo już ci nie wierzę.
Zakończył, chociaż się nie poruszył. Czekał na reakcję kuzynki, w końcu został, by porozmawiać, ale skutek tego wszystkiego miał być jeden i ten sam. Powiadomienie Fortinbrasa.



They call him The Young Wolf. They say he can turn into a wolf himself when he wants. They say he can not be killed.

Morgoth Yaxley
Zawód : a gentleman is simply a patient wolf, buduję sobie balet trolli
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Thus he came alone to Angband's gates, and he sounded his horn, and smote once more upon the brazen doors, and challenged Morgoth to come forth to single combat. And Morgoth came.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-the-young-wolf#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3525-skrytka-bankowa-nr-803#61584 https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Re: Yaxley's Hall, grudzień 1951 [odnośnik]30.06.16 11:11
Zatrzymał się, pozwolił mi się wypowiedzieć. Jednak po moich prośbach myślałam, że to ja zacznę mówić, a jednak to mój kuzyn rozpoczął swój monolog. Z każdym jego słowem czułam się coraz gorzej. Powtarzał mi tak trywialne rzeczy, o których zdaje się wiedziałam, ale chyba kompletnie o tym zapominałam w obecności Perseusza. Było nam tak dobrze, że nie zwracałam na to wszystko uwagi. On chyba za nic miał rodzinne zasady, a ja dałam się ponieść, za co teraz miałam sowicie zapłacić.
- Tak właśnie sądziłam - odpowiedziałam szczerze, drżącym głosem. - Nie chciałam uciekać, naprawdę nie śpieszy mi się do wydziedziczenia. Myślałam, że jak pokażemy rodzinom jak bardzo się kochamy, że możemy żyć w zgodzie, że Perseusz to dobry, szanowany czarodziej, który się mną zaopiekuje… myślałam, że uda nam się ich jakoś przekonać.
Łzy popłynęły po moich policzkach. Miałam wrażenie, że wszystko mi się wali. Liczyłam na to, że jeszcze przez pół roku będę miała względny spokój, będę mogła robić co chcę i spotykać się z Perseuszem. To za pół roku miało być to zderzenie z rzeczywistością, z dorosłością i prawdziwymi zasadami jakie rządzą światem. A tu przez Morgotha wszystko miało zostać przesądzone.
- Proszę, nie osądzaj mnie. Uwierz mi lub nie, ale długo się broniłam. Na początku tylko rozmawialiśmy, okazało się, że bardzo miło spędza nam się czas. Dobrze wiesz, że w pokoju wspólnym podziałki na rody nie są tak bardzo widoczne. Nawet nie wiem kiedy przerodziło się to w coś więcej - jęknęłam.
Myślałam, że zaraz złamie mi się serce. Moja pierwsza miłość, taki zakazany owoc, miał lada chwila zostać mi odebrany. Jak ja spojrzę ojcu w oczy? Jak ja to powiem Perseuszowi? Chciałam zapaść się pod ziemię.
- Rozumiem, że cię nie powstrzymam - przyznałam w końcu.
Poddałam się, na nic zda się słowo kobiety do słowa mężczyzny. Okłamałam go, mimo złożonej obietnicy, mimo że dla mnie była kłamstwem, nie spełniłam jej. Dorosły człowiek również poniósłby konsekwencje. Ale czy tak surowe jak jak?
Nie puściłam jego ręki, jeszcze mocniej zacisnęłam uścisk. Bałam się go puścić, wiedziałam gdzie pójdzie, co mnie potem czeka i tak bardzo się tego bałam.
- Morgoth, nie psuj świąt - wyszeptałam w końcu, po raz pierwszy unosząc wzrok.


Za wilczym śladem podążę w zamieć
I twoje serce wytropię uparte
Przez gniew i smutek, stwardniałe w kamień
Rozpalę usta smagane wiatrem
Rosalie Yaxley
Zawód : doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila
Yaxley's Hall, grudzień 1951 DByCxa2
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley https://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 https://www.morsmordre.net/t695-rosalie https://www.morsmordre.net/f288-fenland-yaxley-s-hall https://www.morsmordre.net/t3552-skrytka-bankowa-nr-174#62683 https://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
Re: Yaxley's Hall, grudzień 1951 [odnośnik]30.06.16 11:30
Powtarzał się. Powtarzał jak mantrę, którą zresztą były wypowiadane przez niego zdania. Niby wszyscy o nich wiedzieli, ale najwidoczniej niektórym wypadły z głowy w chwili, gdy dali się ponieść wodzom fantazji i marzeń nie do spełnienia. Nie dyskryminował kobiet, ale część niego uważała, że w przypadku uczucia, zauroczenia czy zwyczajnego widzimisię dość łatwo ulegały i zapominały o prawdziwym świecie jak i konsekwencjach swoich czynów. Naprawdę sądziły, że siła miłości wszystko zwycięży?
Słuchał jej słów. Naprawdę rozumiał każde jej słowo, nie wypuszczając ani jednego mimochodem. Wierzył w to, że Rosalie naprawdę sądziła, że to wszystko, co mówiła było do spełnienia. Z jednej strony było mu jej żal, a z drugiej wiedział, że sama była sobie winna.
- Dobrze wiesz, że im szybciej to się wydarzy, tym lepiej, prawda? - spytał retorycznie, obserwując swoją kuzynkę. Nie wiedział czy zaczęła płakać, czy była temu bliska. Zbiło go to z tropu mocniej niż się spodziewał. Owszem. Liczył się z takimi reakcjami, ale chyba nie był mentalnie przygotowany na ich odparcie. Nie wiedział czy miał ją przytulić, czy zostawić samej sobie. Postawił na to drugie, bo raczej ostatnim co chciała to właśnie cichego pocieszenia od swojego złego kuzyna. Który właśnie niszczył jej życie. - Dostałaś szansę i jej nie wykorzystałaś - odpowiedział, nie mogąc pójść dalej. A może nie chciał, dając podświadomie skąpy czas Rosalie na przyzwyczajenie się do myśli, że to koniec. Do tej pory był łagodny. Starał się zrozumieć i iść po najmniejszej linii oporu, by nie krzywdzić uczuć kuzynki. Słysząc jednak jej ostatnie słowa, cofnął się o krok, wyszarpując rękę z jej uścisku. Nie wiedział czy miał wybuchnąć śmiechem, czy zmarszczyć brwi. Nie sądził, że tego wieczora zdziwi go coś jeszcze tak bardzo. - Chyba mylą ci się fakty, moja droga - odpowiedział chłodno, wyzbywając się wszelkiego wcześniejszego ciepła. - Sądziłem, że nie posuniesz się do tego wszystkiego, a teraz jeszcze to?
Pokręcił głową z niedowierzaniem i wolno ruszył w stronę posiadłości. Usłyszał, że dziewczyna ruszyła za nim. Dla niej najwidoczniej rozmowa jeszcze się nie skończyła.



They call him The Young Wolf. They say he can turn into a wolf himself when he wants. They say he can not be killed.

Morgoth Yaxley
Zawód : a gentleman is simply a patient wolf, buduję sobie balet trolli
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Thus he came alone to Angband's gates, and he sounded his horn, and smote once more upon the brazen doors, and challenged Morgoth to come forth to single combat. And Morgoth came.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-the-young-wolf#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3525-skrytka-bankowa-nr-803#61584 https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Re: Yaxley's Hall, grudzień 1951 [odnośnik]30.06.16 12:03
Nie odpowiedziałam mu. Nie chciałam po raz kolejny przyznawać mu racji, ani przekonywać siebie do niej. Było mi dobrze w tym świecie, w którym żyłam, nawet jeśli większość z tego wszystkiego było kłamstwem. Otarłam mokre policzki, starając się uspokoić. Ta rozmowa była dla mnie bardzo dużym wyzwaniem, nie sądziłam, że aż tak poniosą mnie emocje.
Na moje ostatnie słowa kuzyn zareagował bardzo stanowczo, wyrywając mi swoją rękę. Spojrzałam na niego zdziwiona, nie byłam pewna, czy dobrze mnie zrozumiał. Zaczął iść, a ja przez chwilę patrzyłam jak się oddala, by po momencie ruszyć za nim ponownie.
- Poczekaj, poczekaj! - krzyknęłam, przyśpieszając.
Znów chwyciłam go mocno za rękę. Cóż innego mogłam zrobić? Nie chciałam zatrzymywać go siłą, zaklęciami. Będąc za jego plecami, miałam przewagę, ale do czego by to doprowadziło? Moja sytuacja zapewne jeszcze bardziej by się pogorszyła, a tego nie chciałam.
- Nie o to mi chodzi, po prostu mój ojciec… - zaczęłam.
Nie wiedziałam jak to powiedzieć. Sądząc po jego nastawieniu raczej nie powinnam o to prosić, z drugiej strony było dla mnie ważne to, by nie psuć mu tego okresu. Cokolwiek zrobiłam nie zasługiwał na to.
- Nie napiszę do Perseusza, nie spotkam się z nim, ale proszę cie, nie mów teraz tego mojemu ojcowi - spojrzałam mu prosto w oczy.
Jeżeli tylko miało to uchronić go przed zawodem i zniszczonymi świętami, to jeśli trzeba pozwolę, aby Morgoth miał na mnie okno i nie zrobię nic, co mogłoby zmienić tą sytuację. Zacisnęłam usta w prostą linię, teraz była we mnie ogromna determinacja, która swoją siłą mam nadzieję dotknęła również i mojego kuzyna. Czy wyczuł jak bardzo jest to dla mnie ważne?
- Ja wiem, że cię nie powstrzymam i dosięgną mnie konsekwencje, nie musisz robić tego dla mnie, ale zrób to dla mojego ojca i rodziny - dodałam już spokojniej. - Sam pomyśl jaka rozwinie się atmosfera w domu, proszę… poczekaj do zakończenia świąt. No i… też nie chciałabym, aby dowiedzieli się wszyscy nasi członkowie rodziny. I tak wystarczy, że będę miała problemy u ojca. Naprawdę nie potrzebuje dodatkowej krytyki ze strony bliskich, nie musimy ich w to mieszać.


Za wilczym śladem podążę w zamieć
I twoje serce wytropię uparte
Przez gniew i smutek, stwardniałe w kamień
Rozpalę usta smagane wiatrem
Rosalie Yaxley
Zawód : doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila
Yaxley's Hall, grudzień 1951 DByCxa2
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley https://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 https://www.morsmordre.net/t695-rosalie https://www.morsmordre.net/f288-fenland-yaxley-s-hall https://www.morsmordre.net/t3552-skrytka-bankowa-nr-174#62683 https://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
Re: Yaxley's Hall, grudzień 1951 [odnośnik]30.06.16 12:18
Pozwolił się jej zatrzymać ponownie. I ponownie słuchał jej słów, jednak tym razem z innym nastawieniem. Szacunek należał się każdemu. A tym bardziej kuzynom. Złamaniem danego mu słowa lub perfidnym kłamstwem naruszyła tę linię zaufania, które miał do niej Yaxley. Miał do niej szacunek i spodziewał się, że dostanie w zamian to samo. Słowa Rosalie może i nie chciały go zranić, ale dotknęły Morgotha bardziej niż się tego spodziewał. Dlatego też tak zareagował. Poprawił przekrzywiony płaszcz, po czym wyprostował się.
- Naprawdę sądziłaś, że wejdę do środka i wykrzyczę to na głos? Nie jestem, aż tak bezmyślny, Rosalie, żeby mówić o tym twojemu ojcu przed świętami. Ostatnie czego bym chciał to kolejnej rodzinnej afery, która powinna zostać jedynie między tobą w twoim ojcem. Albo w ogóle nie powinna się wydarzyć - odpowiedział szczerze, ale jego głos był cały czas srogi i bezwzględny. Nie zamierzał odpuszczać. Pewnie fakt, że odpuścił i zaufał jej poprzednim razem był jego błędem. Nie jej. Powinien obwiniać sam siebie za to, że nie powiadomił o tym stryja. - Zostawiłbym ci tę sprawę, jednak nie ufam ci już na tyle, by to zrobić. Powiadomię go po świętach, gdy większość rodziny wyjedzie.
I tak razem ze swoimi bliskimi miał zostać dzień dłużej niż pozostali Yaxley'owie. Leon z ojcem Rosalie i Liliany mieli najwidoczniej do nadrobienia kilka spraw.
- Nic mu nie powiem do ostatniego wspólnego obiadu - odparł Morgoth. - Pytanie jest tylko czy niezniszczenie świąt będzie miało jakiekolwiek znaczenie, gdy się o tym dowie? - spytał, patrząc na dziewczynę uważnie.



They call him The Young Wolf. They say he can turn into a wolf himself when he wants. They say he can not be killed.

Morgoth Yaxley
Zawód : a gentleman is simply a patient wolf, buduję sobie balet trolli
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Thus he came alone to Angband's gates, and he sounded his horn, and smote once more upon the brazen doors, and challenged Morgoth to come forth to single combat. And Morgoth came.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-the-young-wolf#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3525-skrytka-bankowa-nr-803#61584 https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Re: Yaxley's Hall, grudzień 1951 [odnośnik]23.10.16 0:32
Tak, dokładnie tak pomyślałam. I słuchając jego słów czułam jak po raz kolejny pojawiają się na moich policzkach rumieńce, jednak tym razem spowodowane wstydem. Naprawdę było mi wstyd i nie wiem czy Morgoth zdawał sobie sprawę z tego, jak bardzo. Spuściłam głowę pozwalając, aby fala krytyki spłynęła na moje ramiona. Chociaż w tym momencie uważałam, że jest całkowicie niesłuszna i nie powinnam była być tak traktowana, to jednak nie chciałam bardziej podpadać. I tak miałam już wystarczające problemy, brak zaufania ze strony kuzyna oraz zbliżającą się rozmowę u ojca, która skończy się dla mnie i dla mojej miłości tragicznie.
Srogi głos kuzyna był dla mnie niczym kubeł zimnej wody. Nie pamiętam kiedy ostatni raz ktoś zwracał się do mnie takim ostrym tonem, kiedy ostatni raz miałam tak poważną rozmowę.
- Morgoth… - wyszeptałam jedynie.
Szybko dałam sobie spokój, gdy tylko dotarło do mnie, że mi nie ufa, by pozwolić mi samej zająć się tym problemem. Może, gdybym nie była zaślepiona miłością do Perseusza i złością do Morgotha, który przecież w moim mniemaniu niszczył mi właśnie życie, być może bym się tym przejęła. W tym momencie jednak uważałam, że traktuje mnie strasznie niesprawiedliwie, jednak nie odważyłam się prosić już o kolejną szansę. Uniosłam głowę dopiero, gdy zadał mi swoje pytanie. Czułam, jak na mnie patrzy i wiedziałam, że oczekuje odpowiedzi, a ja z początku nie wiedziałam co powinnam powiedzieć, więc jedynie na krótką chwilę zacisnęłam usta.
- Nie będzie miało znaczenia - odpowiedziałam ze szczerością. - Ja, ja nie chciałam cię w to mieszać. Gdybyś wtedy na tamtej wieży się nie wtrącił… Nie musiałbyś teraz nikogo o niczym informować. Dlaczego zawsze pojawiasz się w nieodpowiednim miejscu i nieodpowiednim czasie?
W ostatnich słowach czuć było wyraźną złość, chociaż może bardziej rozżalenie, niż właśnie złość. Czułam się tak bardzo bezradna, w końcu właśnie całe moje życie, które tak misternie zaplanowałam, miało się zakończyć, nim jeszcze tak naprawdę się rozpoczęło. Zrezygnowana osunęłam się pod drzewo i usiadłam na śniegu, twarz ukrywając w ramionach.


Za wilczym śladem podążę w zamieć
I twoje serce wytropię uparte
Przez gniew i smutek, stwardniałe w kamień
Rozpalę usta smagane wiatrem
Rosalie Yaxley
Zawód : doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila
Yaxley's Hall, grudzień 1951 DByCxa2
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley https://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 https://www.morsmordre.net/t695-rosalie https://www.morsmordre.net/f288-fenland-yaxley-s-hall https://www.morsmordre.net/t3552-skrytka-bankowa-nr-174#62683 https://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
Re: Yaxley's Hall, grudzień 1951 [odnośnik]29.01.17 11:54
Zawiódł się na niej. Zawsze sądził, że to w innych rodach kobiety nie potrafią się opanować, a mężczyźni zachowują się jak banda pawianów. Rosalie najwyraźniej nie zrozumiała, co oznacza wierność rodzinie. Lojalność ojcu i nestorowi. Wierzył, że zrozumiała to już ostatnim razem. Koniec końców chyba powinna postąpić mądrze, a nie wiedziona uczuciami. Słabościami. U nich w rodzinie nie było na nie miejsca. W sumie gdyby Morgoth miał poczucie humoru, uznałby to za ironię losu. Twardzi, wycofani Yaxley'owie posiadają słaby punkt w młodej dziewczynie wierzącej w coś takiego jak miłość. Razem przeciwko światu? Dobrze, że było jej wstyd. Powinno zresztą. Szkoda tylko że dopiero teraz. Nie pokręcił głową, nie zagroził, po prostu odwrócił się i zaczął iść przed siebie, wiedząc, że rodzinna atmosfera zawsze była kłamstwem, ale powinni czuć jedność. Nie było miejsca na bunt, bo tylko dzięki temu pozostawali niepokonani i twardzi. Sanguinem et ferrum potentia immitis. Krwi i żelaza moc nieugięta. Posiadała krew. A żelazo? Nie zamierzał już jej odpowiadać. Nie było zresztą sensu, patrzyła bowiem na niego jako na niszczyciela jej fikcyjnego uczucia. Dziecinne i pozbawione wszelkiej logiki myślenie. Nie zamierzał jej przepraszać czy ulegać. Zatrzymał się jednak, by słuchać słów kuzynki. Dlaczego zawsze pojawiasz się w nieodpowiednim miejscu i nieodpowiednim czasie? Odwrócił się i podszedł do niej, by stanąć tuż przed nią. Dokładnie czuł jej oddech, a przy tym podskórnie wszystkie uczucia, które nią targały. Zawsze była emocjonalna podobnie zresztą jak jej matka. Fortinbras nie widział, co się działo w życiu jego córki, czy zwyczajnie specjalnie pozostawał na to ślepy? Ten jeden jedyny raz Morgoth poczuł, że jego milczenie nie powinno trwać.
- Jesteś słaba - mruknął, patrząc na jej twarz, po czym odwrócił się i odszedł w stronę Yaxley's Hall.

|zt



They call him The Young Wolf. They say he can turn into a wolf himself when he wants. They say he can not be killed.

Morgoth Yaxley
Zawód : a gentleman is simply a patient wolf, buduję sobie balet trolli
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Thus he came alone to Angband's gates, and he sounded his horn, and smote once more upon the brazen doors, and challenged Morgoth to come forth to single combat. And Morgoth came.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-the-young-wolf#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3525-skrytka-bankowa-nr-803#61584 https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Yaxley's Hall, grudzień 1951
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach