Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Salon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#143800
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
30
22
5/22
8/48
Czarodziej

PisanieTemat: Salon   01.07.16 20:49

First topic message reminder :

Salon

Salon oparty na budowie sali w średniowiecznym stylu, jest podzielony na dwie sekcje: małą bibliotekę stanowiącą oddzielną część oraz salę muzyczną. Dzięki temu każdy z domowników może poczuć się bardziej komfortowo. Kominek z freskiem oraz mottem Yaxley'ów dość często służy jako miejsce, przy którym można się ogrzać, ale również jako ostateczna droga komunikacji.

[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez Morgoth Yaxley dnia 05.11.16 19:35, w całości zmieniany 8 razy
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Rowan Yaxley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3571-rowan-yaxley https://www.morsmordre.net/t3601-magnus https://www.morsmordre.net/t3618-rowcia https://www.morsmordre.net/f103-fenland-yaxley-manor https://www.morsmordre.net/t3640-rowan-yaxley
Tłumacz i nauczyciel języków obcych, były koroner
29
Szlachetna
Wdowa
When the fires,
when the fires are consuming you
And your sacred stars
won't be guiding you
I got blood, I got blood,
blood on my name
5
11
0
5
0
15
9
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Salon   28.08.16 15:14

Na wieść o stanie zdrowia Lady Yaxley jedynie pokiwała głową. Najgorszy ból w chorobie nie zadaje podłoże fizyczne, a psychiczne. Bycie uwięzionym w czterech ścianach pokoju na tak długi czas na pewno nie wzmaga poprawy, wręcz pogarsza stan zdrowia, ale co innego pozostaje skoro osłabienie organizmu jest tak rozległe? Niemoc to najgorsza rzecz jaką człowieka może spotkać w życiu.
-Tak, byłabym ci bardzo wdzięczna gdybyś dał mi znać gdy jej stan się już polepszy. Chciałabym cię również prosić abyś ją od nas pozdrowił.- Ucieszyła się z propozycji mężczyzny. Tak naprawdę jej głównym powodem wizyty było dowiedzenie się o stanie zdrowia lady Yaxley, a uznała za nietaktowne pytanie się o to drogą listową.
Na słowa o jej synu uśmiechnęła się lekko patrząc czule w stronę Morgotha, lecz tak jakby nie spoglądając na niego. Choć niejednokrotnie starała się zachowywać jak na arystokratyczną matkę przystało nie mogła. Nie potrafiła przywrócić swej maski i osłonki kłamstw jaką przyswajali jej rodzice oraz guwernantka otwarcie okazując uczucia do syna.
-Tak, to dość rezolutny chłopak. Wszędzie go pełno i chce wszystkiego spróbować. Ostatnio nakłania mnie na naukę szermierki. A co do ostatniego roku dużo się uczył, zaczął również latać na miotle. - przeniosła ponownie wzrok w stronę ognia teraz już z pełnym uśmiechem na ustach obserwując skaczące iskry. - Widać, że dryg do miotły ma po ojcu, bo nie spada z niej po przeleceniu pięciu metrów jak ja.- Powiedziała ze słyszalną w głosie nutką melancholii. Po chwili ponownie przyjęła swój z pozoru obojętny wyraz twarzy i spojrzała na mężczyznę.
-Ucieszyłby się gdybyś go odwiedził, zresztą nie tylko on. Oczywiście jeśli tylko chcesz i znajdziesz wolną chwile. Przydałby mu się jakiś inny męski wzorzec. Prócz dziadków ma kontakty z samymi kobietami. Martwimy się, że albo będzie zbyt zniewieściały, albo wyrośnie na kobieciarza- Jej syn pogromca kobiecych serc... strzeż Merlinie.  
-Z tego co słyszałam ktoś inny również jest godny pochwały. Ponoć bardzo dobrze radzisz sobie jako opiekun smoków wbrew młodemu wieku. Miała szanse usłyszeć już niejednokrotnie o poczynaniach młodego lorda Yaxley. Zawód ten nie jest łatwy i wymaga przede wszystkim sporych pokładów odwagi, których wielu osobą brakuje.
-Jeśli mogę zapytać... dlaczego właśnie opiekun smoków? Z tym wykształceniem i pozycją mógłbyś zajmować się każdym innym zawodem.- Zapytała z nieukrywaną ciekawością.




Anguis in herba

But I'm holding on for dear life
Won't look down, won't open my eyes
'Cause I'm just holding on for tonight


Ostatnio zmieniony przez Rowan Yaxley dnia 29.08.16 19:42, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#143800
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
30
22
5/22
8/48
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   28.08.16 21:02

Choroba matki była nieznana współczesnej medycynie, jednak nikt prócz mieszkańców pałacu nie musiał tego wiedzieć. I tak mieli zdecydowanie za dużo na głowie, by przyjmować współczujące wizyty każdego zatroskanego gościa. Mimo to mówił prawdę. Jej stan się nieco poprawiał, ale daleko było do całkowitego ozdrowienia. Miał nadzieję, że to nadejdzie szybciej niż sądzili. Zajmował się tą sprawą z ekspertem i powoli posuwali się do przodu. Zbyt wolno dla niego, ale również i zbyt szybko, by mogli odszukać odpowiedzi na pojawiające się wciąż pytania.
- Gdy tylko ją zobaczę, nie omieszkam wspomnieć o twojej trosce - odpowiedział, lekko pochylając głowę w stronę rudowłosej. Matkę na pewno te słowa podniosą na duchu, wiedząc, że nawet z czystej grzeczności ludzie odwiedzający jej dom, pamiętają o niej. Ozdoba salonów teraz tkwiła w swoich komnatach od końca grudnia. Można było to nazwać szczęściem w nieszczęściu - zachorowała akurat gdy miał odbyć się sabat u lady Nott. Uroczystość, gdzie zginął ich nestor. Morgoth pomyślał o ojcu - nowym, ale wcale nie słabszym seniorze.
Widząc reakcje Rowan na jego słowa, zastanawiał się czy jego matka również tak reagowała, gdy ktoś go chwalił. Beatrice Yaxley była dumna ze swoich dzieci i to wiedział każdy. Tak samo zresztą jak Leon. Matkę wyobrażał sobie jak uśmiecha się delikatnie. Z ojcem byli jak ogień i woda - tak różni i tak idealnie do siebie pasujący. Słyszał miłość i troskę, która płynęła prosto w ust Rowan, gdy wspominała swojego syna. Coś przebiegło przez jej twarz, podczas wspominania zmarłego męża. Morgothi zdawało się, że Yaxley'owie mieli naprawdę szczęście do swoich żon. Oparł łokieć na ramieniu fotela i przyglądał się kobiecie, słuchając uważnie jej słów. Uśmiechnął się pod nosem, gdy mówiła o kolejnych odkryciach zdolności.
- Jak prawdziwy Yaxley - odparł, a w jego głosie nie było nic prócz szczerości i również i dumy z kolejnego zdolnego pokolenia. Zaraz jednak zmieszał się, słysząc o jego odwiedzinach w Yaxley Manor. Nie był tam od lat, a porównanie go do starszych mężczyzn rodu zbiła go z pantałyku. Wiedział, że nie był jakimś podlotkiem, ale w sam miał męskie wzorce. Nigdy nie myślał o tym, że mógłby dawać przykład młodszemu pokoleniu. Ani że ktoś mógłby się na nim wzorować. Wiedział, że kiedyś jego dzieci... Ale nie teraz. Jednak Rowan miała rację. Nastał zdecydowany czas na odwiedziny rodziny. Widzieli się przecież przelotnie ze stryjem na pogrzebie nestora, a z synkiem kobiety w ogóle. - Gdy tylko ojciec stwierdzi, że nie jestem mu potrzebny, wyślę sowę i oczywiście, że was odwiedzę - odpowiedział, a Rowan ciągnęła dalej. Nie poruszył mu się żaden mięsień mimiczny, gdy pochwaliła jego wybór zawodu. Pozwolił jej skończyć, po czym dodał bez krzty fałszywej skromności:
- Ten kto ci to mówił, lady, musiał zdecydowanie przesadzić.
Był jeszcze żółtodziobem. Cztery lata pracy nie mogły się równać z dekadami doświadczenia innych pracowników Peak District. Do tego choroba często przeszkadzała mu w cięższych zadaniach, chociaż niecały miesiąc wcześniej dostał pod opiekę największego z okazów rezerwatu. Pochlebiało mu to. Jednak nie lubił, gdy ludzie o nim mówili. Nie wierzył w to. Szczególnie gdy było to coś dobrego. Po jej pytaniu zapadło milczenie.
- Mógłbym zadać ci to samo pytanie - odpowiedział w końcu Morgoth spokojnie i bez złośliwości. Nigdy nie był złośliwy. Nigdy... Znowu pomyślał o Darcy. Zaraz jednak zaczął mówić i odpowiadać na właściwe pytanie, patrząc się w ogień:
- Smok to czysta potęga. Władza, gracja, strach, ale i piękno. Nigdy nie idą na kompromisy. To w nich podziwiam.
Znowu ucichł, ale oczy odbijały tańczące płomienie.
- To cechy, które sobie cenię - dodał po dłuższej pauzie. Zaraz też przeniósł uważne spojrzenie zielonych oczu na Rowan. - A ty? Co skłoniło cię do zajmowania się zmarłymi?





You collect scars because you want proof that you are paying for whatever sins you've committed
Powrót do góry Go down
Rowan Yaxley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3571-rowan-yaxley https://www.morsmordre.net/t3601-magnus https://www.morsmordre.net/t3618-rowcia https://www.morsmordre.net/f103-fenland-yaxley-manor https://www.morsmordre.net/t3640-rowan-yaxley
Tłumacz i nauczyciel języków obcych, były koroner
29
Szlachetna
Wdowa
When the fires,
when the fires are consuming you
And your sacred stars
won't be guiding you
I got blood, I got blood,
blood on my name
5
11
0
5
0
15
9
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Salon   30.08.16 0:45

Rozmowa ta nie trwała za długo, zresztą jak każda prowadzona jak do tej pory przez nią z Morgothem. Zdążyła jednak zauważyć, że mężczyzna jest ostrożny w dobieranych słowach i roztropny.  To dobre cechy nie tylko do wykorzystania w grze prowadzonej przez arystokratów. Kłamstwa... byli ich uczeni jeszcze zanim zaczęli dobrze chodzić. Zależało jej na zachowaniu pozytywnych stosunków z Morgothem nie tylko ze względu więzów rodzinnych, ale również z powodu, iż jest on inteligentny i nie bawią go taktowne oszustwa.
Długo nie wiedziała jaki zawód konkretnie chce wykonywać. Było zbyt dużo opcji aby wybrać zaraz po kończeniu Hogwartu dlatego też wyjechała na jakiś czas, choć oczywiście nie był to jedyny powód... 
Jej decyzja o pracy jako koroner do samego końca była dla niej samej zaskoczeniem, a co dopiero dla najbliższego otoczenia, ale nie żałuje podjętej wtedy decyzji.
-Jako małe dziecko bałam się śmierci. Tego, że po prostu znikniemy i zostaniemy zapomniani. Jednakże śmierć to tak naprawdę jedyne czego w życiu możemy być pewni. Pracując u boku uzdrowicieli jeszcze we Francji napatrzyłam się niejednokrotnie na to jak leczeni przez nich ludzie umierają. Uzdrowiciele diagnozują, leczą i dbają o swoich pacjentów. Ja chciałam robić to samo jednakże z tymi którzy nie mieli takowej szansy za życia. Badam, odkrywam przyczynę śmierci i również dbam o ich ciała. Nie chcę aby oni i to co im się stało zostało zapomniane. - Po krótkim monologu zamilkła na chwile. Wszystko to co powiedziała było czystą prawdą. Nie nadawała się na uzdrowiciela. Posiadała za mało empatii, bo pomagać większości z nich. Inaczej wygląda to u zmarłych. Gdy nie żyjesz nie liczy się twój status społeczny, zawód, czystość krwi. Dla niej liczy się tylko to w jaki sposób zginąłeś. - Ckliwe czyż nie?
- Zapewne przybyło ci teraz sporo obowiązków. Wierze, że sobie ze wszystkim poradzisz - przyglądała mu się przez krótki czas, po czym powiedziała całkowicie szczerze - Powinieneś bardziej o siebie zadbać, wypocząć i nie brać wszystkiego na swoje barki.




Anguis in herba

But I'm holding on for dear life
Won't look down, won't open my eyes
'Cause I'm just holding on for tonight
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#143800
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
30
22
5/22
8/48
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   01.09.16 14:31

Nie był zbyt towarzyskim człowiekiem i wszyscy, którzy mieli z nim styczność o tym wiedzieli. I tak musiał przyznać, że wymiana paru zdań z Rowan była miłą odmianą od słuchania w kółko tego samego. Oczywiście że większość tych szczerych rozmów były szczerymi kłamstwami, które udawało mu się rozpoznawać. Przez te wszystkie lata obserwacji, wiedział jak je rozpoznawać. Nienawidził fałszu i tych ruchów twarzy. Dla każdego innych, jednak nie można było ich pomylić z czymkolwiek innym. On nie musiał kłamać. Nie musiał i nie chciał. Nauczono go mówić prawdę, a jego charakter i preferowanie samotności lub ciszy rozwiązywał problem. 
Rowan miała naprawdę wyszukany zawód. Nie dlatego że pasował do damy szczególnie z jej urodzeniem. Jednak gdyby miał podejść do tego czysto logicznie, musiałby przyznać jej rację. Od zawsze uważał, że szlachcianki powinny posiadać jakieś zajęcie. Najlepiej które nie wybiegałoby dalej niż przyjęte formy zachowania. wiedział, że miały o wiele mniejsze pole manewru od mężczyzn, jednak tak były wychowywane. Praca, której podjęła się Rowan była ważna. I na pewno lepsza niż gra na harfie, ale nie wyobrażał jej sobie w prosektorium. Znał ton, którym opowiadała o zawodzie. Podobnie wypowiadała się Leia czy Lucinda. Kobiety poświęcone swojej pracy i zmobilizowane do trwania przy nim pomimo niejednokrotnego potępienia ze strony innych.
Nie odpowiedział na jej słowa, jednak gdy ponowiła rozmowę, przeniósł na nią spojrzenie i przez chwilę się w nią wpatrywał bez słowa. 
Może i odpowiedziałby jej, jednak w tej samej chwili do salonu wszedł służący. Pokłonił się arystokratom, po czym oznajmił, że lord Yaxley może już przyjąć gościa. Morgoth wstał z fotela i skinął głową Rowan. 
- Dziękuję za słowa otuchy i oczywiście poślę obiecaną sowę – odparł zamiast pożegnania. To prawda. Był zmęczony, ale nie mógł sobie pozwolić na odpoczynek. Jeszcze nie. Odprowadził żonę kuzyna do schodów, a później wrócił do salonu, gdzie stanął przy kominku i opierając się o gzyms, wpatrywał się w ogień. 

|zt





You collect scars because you want proof that you are paying for whatever sins you've committed
Powrót do góry Go down
Rosalie Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley https://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 https://www.morsmordre.net/t695-rosalie https://www.morsmordre.net/f113-fenland-yaxley-s-hall https://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
22
Szlachetna
Zamężna
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
0
17
3
5
5
0
6
0
Półwila

PisanieTemat: Re: Salon   29.12.17 18:51

7 czerwca '56

Było prawie dwa tygodnie do mojego ślubu i przyznam szczerze, że denerwowałam się przeogromnie. Ale czy była kobieta, która nie denerwowałaby się własnym ślubem? Która nie czułaby ścisku w żołądku na samą myśl o przywdzianiu pięknej, śnieżnobiałej kreacji, w której miała wystąpić przed gośćmi, rodziną i narzeczonym? Nie było takiej, a przynajmniej ja do takich nie należałam. Chodziłam spięta, doglądałam wszystkiego, dbałam o najmniejszy szczegół chociaż miałam cały sztab ludzi, którzy spokojnie poradziliby sobie bez mojej ciągłej obserwacji. Wiedziałam, że takie patrzenie na ręce nie jest odpowiednie, powinnam oddać się odpoczynkowi, relaksowi, chociażby ze względu na swoje zdrowie, ale ja wręcz nie potrafiłam usiedzieć w miejscu. Musiałam mieć pewność, że będzie idealnie. Budziłam się w nocy, nie raz z płaczem. widząc oczami wyobraźni padającego na ziemię Cynerica, tuż przed ołtarzem. Wracały stare strachy, obawy, wspomnienia, a to nie pomagało mi w odpoczynku.
Dzisiejszego dnia miałam jednak zamiar się trochę odprężyć. Miała odwiedzić mnie moja kuzynka, lady Rosier i przyznam szczerze, że liczyłam na chwilę odpoczynku. Oczywistym było, że głównym tematem naszych rozmów będzie ślub, kazałam skrzatom przygotować moją suknię ślubną, która była już gotowa, tak w razie gdyby Fantine chciała ją zobaczyć. Czekając na jej przybycie zasiadłam w pokoju muzycznym, udało mi się bez większej szkody zaczarować instrumenty, tak aby przygrywały przyjemną dla ucha muzykę, a sama zagłębiłam się w powieści. Gdyby mój fortepian znajdował się w tej posiadłości, to wielce prawdopodobnym było, że spędzałabym przy nim większość swojego czasu relaksując się rytmicznie przyciskając odpowiednie klawisze. To zawsze najlepiej pomagało mi się odprężyć. Ale mój fortepian został zniszczony podczas wybuchu anomalii i dotychczas nie doczekałam się nowego, więc musiałam zadowolić się dźwiękami zaczarowanej harfii. Też była odpowiednia.
Nie wiem ile czasu tak siedziałam. Nie wiem ile filiżanek herbaty już wypiłam, wiedziałam za to, że znalazłam się niemal w połowie książki, gdy przeszkodził mi skrzat. Skłonił się nisko i poinformował, że lady Rosier przybyła do posiadłości.
- Zaproś ją tutaj i przygotuj nową herbatę - zarządziłam.
Odłożyłam powieść, zapamiętując jeszcze stronę na której skończyłam i ruszyłam w stronę drugiej części salonu. Był on bowiem podzielony, na część biblioteczną, tam gdzie przebywałam i część muzyczną, gdzie rozbrzmiewały dźwięki nadal zaczarowanej harfii. Czekając na przybycie kuzynki, skrzat ją przecież miał tutaj przyprowadzić, przykładziłam wierzchnią warstwę sukienki i przeglądając się w niewielkim lusterku poprawiłam również i włosy. Należało wyglądać nienagannie, gdy chciało się przyjmować gości. Nawet wtedy, gdy byli oni częścią mojej rodziny. Nikt nie pojawił się jeszcze w pałacu od momentu gdy podjęta została decyzja od przeniesieniu głównej posiadłości mojego rodu właśnie tutaj. Pałac był zdecydowanie większy od naszej starej rezydencji, która uległa zniszczeniu w wyniku anomalii, a korytarze wydawały się puste, mimo że wielu Yaxley’ów przebywało teraz w domu. Na pewno gdzieś była Liliana, o ile nie była teraz w Ministerstwie, Morgoth też chyba nigdzie nie wybył, za to Cyneric jak zawsze sprawował pewnie pieczę nad trollami. Jego mogło nie być. Nie wspominałam jednak o ojcu, nestorze i jego szanownej żonie, za pewne przebywali w swoich sypialniach, gabinetach i własnych salonach.
- Fantine - przywitałam ją podchodząc od razu bliżej.
Chwyciłam ją za dłonie i przyjrzałam uważnie. Ostatnio tyle tragedii zostało zrzucone na nasze piękne głowy, mimo wszystko należało żyć dalej, skupić się na przyszłości i tym, co można zrobić, aby wyjść z ostatnich wydarzeń z wysoko uniesioną głową. Trudno jednak było o tym mówić, gdy traciło się najbliższych członków swojej rodziny. Wujo był dla mnie niczym drugi ojciec, Fantine mogła być pewna, że jego śmierć wstrząsnęła mną równie mocno. Mimo wszystko jednak zdecydowaliśmy się nie przekładać ślubu przejść przez to może trochę mniej hucznie i mniej wystawnie, wiedziałam, że ciocia nie będzie miała mi tego za złe, niezależnie od tego co mogli myśleć inni. Kochałam ją jak matkę, ona mnie jak córkę i byłam pewna, że również pragnęła mojego szczęścia. A termin ustalony był już dawno, zaproszenia rozesłane, wszystko przygotowane.
- Cieszę się, że cię widzę. Twoje towarzystwo wiele dla mnie znaczy, tym bardziej teraz, gdy niemal szaleję już z nerwów - zapewniłam, zapraszając ją, aby weszła głębiej i zasiadła w wygodnym fotelu. - Powiedz mi jednak najpierw, jak czuje się ciocia?
Bardzo się martwiłam. Ojciec bardzo odczuł wybuch magii, wujo umarł, ciocia na pewno nie miała wtedy głowy do tego, aby myśleć o sobie i mam nadzieję, że wraz z mijającym czasem nie odczuła tego, co mogły zrobić z nią anomalie, a czego nie odczuła początkowo. Minął ledwie miesiąc, a czarodziejski świat nadal się z tym nie uporał.




Za wilczym śladem podążę w zamieć
I twoje serce wytropię uparte
Przez gniew i smutek, stwardniałe w kamień
Rozpalę usta smagane wiatrem
Powrót do góry Go down
Fantine Rosier
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5048-fantine-rosier https://www.morsmordre.net/t5137-desdemona#111449 https://www.morsmordre.net/t5140-fanny-rosier https://www.morsmordre.net/t5141-komnaty-fantine https://www.morsmordre.net/t5138-fantine-c-rosier#111457
dama, alchemiczka, malarka z zamiłowania
20 lat
Szlachetna
Panna

dream on, dream on Rose Queen,
the fairest witch we've ever seen

5
10
19
0
0
1
10
0
Czarownica
królowa kier

PisanieTemat: Re: Salon   10.01.18 20:45

Miała nadzieję zjawić się wcześniej, zgodnie z ustaleniami zawartymi w listach, które ze sobą wymieniły. Wyczekiwała tego spotkania, naprawdę! Od przeszło miesiąca tkwiła zamknięta w [i]czterech ścianach[i] Cheteau Rose, odcięta od świata zewnętrznego i życia śmietanki towarzyskiej; kontakt utrzymywała z innymi niemal jedynie korespondencyjny. W dworze Rosierów, by złożyć kondolencje w ostatnich tygodniach zjawiali się jedynie najbliżsi krewni i przyjaciele; inni nie śmieli zakłócać żałoby, w której się pogrążyli, przez śmierć ojca Fantine. Od dłuższego czasu chorował, lecz nikt nie był przygotowany na jego stratę. Nikt nie był gotowy. Ani Tristan, ani jego siostry, ani lady Cedrina, która pomimo upływu miesiąca dzisiejszego poranka poczuła się gorzej. Osłabiona, wymęczona, udręczona smutkiem i cierpieniem po stracie męża, zasłabła, osunęłaby się na ziemię, gdyby nie silne ramiona wuja, który prędko zareagował.
Pomimo iż Fantine wstała odpowiednio wcześnie, aby nie tylko odpowiednio się do wizyty w Yaxley's Hall przygotować, lecz również odwiedzić matkę, nim opuści Dover, to przez jej osłabienie nie miała serca, by ją teraz zostawiać. Od zawsze były silnie ze sobą związane, po stracie Marie ich więzy zacieśniły się jeszcze mocniej; Fanny miłowała matkę tak niewyobrażalnie, że czasami wydawało się jej, że to niemożliwe, by tak kochać i w zamian również otrzymywać bezwarunkową miłość. Pozostała przy Cedrinie, dopóki nie poczuła się lepiej i sama nie nakazała najmłodszej córce, by odwiedziła kuzynkę; lady Rosier o Rosalie zawsze pamiętała, była jej bliska, pragnęła więc by jakaś część jej, tym razem w osobie Fantine, była wraz z nią w tym wyjątkowym czasie.
Młoda Różyczka także była niezwykle ciekawa, temu nie potrafiła i nie chciała zaprzeczyć. Jej stan wciąż pozostawał wolny, ręki jej nikomu dotychczas ojciec i brat nie przyrzekli, była jednak wciąż bardzo młoda, niedawno ukończyła szkołę i miała czas - czas na to, by godnie wyjść za mąż i uniknąć staropanieństwa. O to nie martwiła się wcale; Rosierówny nigdy nie podzielały losu starych panien, będąc zbyt atrakcyjnymi kandydatkami na żonę, nie tylko ze względu na ich urok i czar, lecz także status i koneksje rodu Rosier.
Zjawiła się w Yaxley's Hall najprędzej jak tylko mogła, zamierzając Rosalie szczerze przeprosić za swe spóźnienie, lecz ufała, że kuzynka to zrozumie. Mając na sobie suknię z kremowego, lekkiego materiału, ze zdobieniami ze złotych nici, kroczyła pośpiesznie korytarzami pałacu, z ciekawością przyglądając się mijanym komnatom; wybuch pierwszego maja zmusił tę cześć rodziny Yaxley, by powróciła do głównej siedziby rodu, lecz w mniemaniu Fantine nie było czego żałować - było pięknie.
Wkroczywszy do salonu od razu dostrzegła Rosalie: taka kobieta jak ona, w której żyłach płynie wila krew, zawsze wysuwa się na pierwszy plan; jej urok i wdzięk przykuwały spojrzenie zawsze i wszędzie. Na widok twarzy kuzynki uśmiechnęła się ciepło, unosząc dłonie, by Rosalie mogła zamknąć je w swym delikatnym uścisku.
-Rosalie, nawet nie wiesz jak to mi jest miło, że tu jestem - odpowiedziała Fantine, na moment obejmując półwilę swymi ramionami, w czułym uścisku. Skorzystała z zaproszenia i przeszła do dalszej części komnat, zajmując wskazane przez kuzynkę miejsc -Jak zawsze prezentujesz się zachwycająco - pochwaliła ją szczerze, poprawiając pukiel włosów, który wymknął się w finezyjnego upięcia nad karkiem. -Moja pani matka... - zawahała się na moment -Wciąż cierpi, lecz każdy dzień jest łatwiejszy. Czas leczy rany, to stara prawda - odpowiedziała w końcu, a cień który przemknął po jej bladej twarzy był doskonale zauważalny, nawet nie próbowała go ukrywać -Prosiła, abym przekazała Ci serdeczne pozdrowienia i zapewniła, że wprost nie może doczekać się ceremonii Twych zaślubin i muszę przyznać, że ja także - zręcznie skierowała rozmowę na inne tory, świadoma, że matka nie lubi, gdy mówiono o jej słabościach -Denerwujesz się samą ceremonią, balem weselnym, tym... co będzie potem? Opowiedz mi wszystko!





Był raz wieczór rozmarzony
i nadzieje płonne,
Przez dziewczynę z końca sali
podobną do róży,
Której taniec w sercu moim
święty spokój zburzył.
Powrót do góry Go down
Rosalie Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley https://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 https://www.morsmordre.net/t695-rosalie https://www.morsmordre.net/f113-fenland-yaxley-s-hall https://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
22
Szlachetna
Zamężna
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
0
17
3
5
5
0
6
0
Półwila

PisanieTemat: Re: Salon   11.02.18 21:04

Oczywiście, że nie byłam zła za jej spóźnienie. Chociaż nie powinna kazać mi zbyt długo na siebie czekać, to rozumiałam jaka jest sytuacja i najwyraźniej taka była potrzeba. A ja przecież nigdzie się nie śpieszyłam. Tuż przed samym ślubem miałam mnóstwo czasu dla siebie, na przygotowania i odpoczynek. Ale okres przedślubny wcale nim dla mnie nie był. Fakt faktem czytałam książki, grałam na fortepianie, spędzałam miło czas jednak to jak niezwykle mocno zjadały mnie nerwy sprawiło, że byłam stokroć razy bardziej zmęczona niż jeszcze parę tygodni temu. Wszystko było już niemal przygotowane, suknia gotowa, pozostało jedynie czekać. A przyjście Fantine chociaż na chwilę miało mnie oderwać od myśli, które męczyły moją głowę. Spodziewałam się jednak, że nasze rozmowy na pewno będą dotyczyć, albo będą się poruszać wokół tematyki, ślubu. Było do niej zbyt blisko i zbyt bardzo wszystkie panny ekscytowały się tego typu wydarzeniami.
- Ty też wyglądasz przepięknie. Niech zgadnę, zrobiłaś coś nowego z włosami? To upięcie zdecydowanie dodaje ci uroki. Powinnaś nosić się tak częściej - pochwaliłam ją, równie szczerze nie pozostając dłużna jej komplementom.
Wysłuchałam słów dotyczących cioci i w pewnym sensie się zmartwiłam, że nadal nie czuje się ona najlepiej, ale z drugiej strony zapewnienia Fantine uspokoiły mnie, że z biegiem czasu na pewno się poprawi. Czas zdecydowanie leczy rany, również mogłam się z tym zgodzić. Byłam pewna, że podróż do Fenland na naszą uroczystość pozwolą chociaż na chwilę przywdziać cioci szczery uśmiech na twarz. Była mi przecież jak matka, a zmarły wuj rozpieszczał mnie jak własną córkę. Cieszyłam się, że mimo tragedii jaka ją spotkała postanowiła wziąć udział w ceremonii. Przecież jest to dla mnie tak bardzo ważne i byłoby mi niezwykle przykro, gdyby jej zabrakło u mojego boku.
- Dziękuję i pozdrów ją ode mnie również. Przekaż jej, że będę wyczekiwać jej obecności w Yaxley’s Hall. Musi koniecznie przyjść do mnie do komnat jeszcze przed uroczystością i sprawdzić czy na pewno prezentuję się tak jak powinnam - kiwnęłam stanowczo głową.
Nawet jeśli moja kuzyna zapomni przekazać te słowa swojej matce, to ja już miałam odpowiednie skrzaty poinstruowane, które miały ją do mnie w odpowiednim momencie przyprowadzić. Tylko druga, już dojrzała i doświadczona, kobieta będzie w stanie dać mi ostatnie rady, wprowadzić niezbędne poprawki u mnie i u mojej druhny, którą była Liliana. I naprawdę nie mogłam doczekać się tego momentu. Siedząc tu obok Fantine cała się wewnętrznie trzęsłam na myśl o ślubie, a jej dopytywania, chociaż wiem, że nie robiła tego absolutnie złośliwie, wcale mi nie pomagały. Była ciekawa, sama jeszcze nie zaręczona i póki co nie wiadomo kiedy do tego dojdzie. Niedawno zmarł jej ojciec, Tristanowi zajmie chwilę czasu aż znajdzie dla najmłodszej siostry odpowiedniego partnera, którego i wuj by zaakceptował.
- Denerwuję się wszystkim - odpowiedziałam z przejęciem.
Na chwilę mogłam zawiesić głos, bo akurat pojawił się skrzat i stawiając na kawowym stoliczku tacę z herbatą i filiżankami uzupełnił je, a potem oddalił się pospiesznie. Z pewnością nie chciał przeszkadzać nam podczas rozmowy. I dobrze.
- Denerwuję się wszystkim, począwszy od faktu czy dekoracja stołów na pewno będzie pasować do dodatków mojej sukni po… po to co będzie już po uroczystości. Oh, Fantine! Ja już bym naprawdę chciała mieć to wszystko za sobą - rozpoczęłam swój monolog głębszym wdechem powietrza. - Z jednej strony niesamowicie nie mogę doczekać się uroczystości, swojej pięknej sukni, obrączki, pierwszego pocałunku… - zarumieniłam się lekko i odwróciłam wzrok w stronę filiżanki, którą zaczęłam dłonią wolno obracać. - Z drugiej strony to oczekiwanie, przygotowania, to bardzo mnie męczy. Jeśli miałabym czekać choćby parę dni dłużej, to nie wiem czy bym dała radę.
Upiłam łyk z filiżanki i zerknęłam na kuzynkę. Szukałam w jej spojrzeniu zrozumienia, tego, że faktycznie wie o co mi właściwie chodzi i że nie ma w tym nic złego. Bo momentami miałam aż wyrzuty sumienia, że chcę to wszystko tak bardzo przyśpieszyć albo wręcz, że nie cieszę się tak jak powinnam się cieszyć.




Za wilczym śladem podążę w zamieć
I twoje serce wytropię uparte
Przez gniew i smutek, stwardniałe w kamień
Rozpalę usta smagane wiatrem
Powrót do góry Go down
Fantine Rosier
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5048-fantine-rosier https://www.morsmordre.net/t5137-desdemona#111449 https://www.morsmordre.net/t5140-fanny-rosier https://www.morsmordre.net/t5141-komnaty-fantine https://www.morsmordre.net/t5138-fantine-c-rosier#111457
dama, alchemiczka, malarka z zamiłowania
20 lat
Szlachetna
Panna

dream on, dream on Rose Queen,
the fairest witch we've ever seen

5
10
19
0
0
1
10
0
Czarownica
królowa kier

PisanieTemat: Re: Salon   18.03.18 11:09

Nie miała zwyczaju się spóźniać, choć uwielbiała do południa wylegiwać się we własnym łożu, do którego skrzat przynosił jej śniadanie. Na umówione spotkania i przyjęcia przybywała jednak punktualnie; spóźnialstwo było wszak niegrzeczne i źle świadczyło o człowieku, Fantine zaś dbała, by jej reptuacja pozostała nienaganna. Dziś spotkała Fanny jednak sytuacja wyjątkowa. Od miesiąca Chateau Rose pogrążone było w chaosie, nie tylko przez wzgląd na anomalie, lecz po stracie kolejnego członka rodziny, ciężko było się po tym podnieść, zwłaszcza, kiedy żal po utracie Marie był wciąż tak silny.
-Och, dziękuję Ci, Rosalie, jesteś taka słodka - odpowiedziała kuzynce z uśmiechem, składając na jej policzku przelotnego całusa -To nic takiego - niedbałym gestem dłoni zakończyła temat fryzury, była ona w tym momencie najmniej istotna, choć oczywiście komplementy z ust drugiej kobiety zawsze sprawiały jej radość.
Usiadłszy we wskazanym fotelu elegancko skrzyżowała nogi w kostkach i znów zwróciła się do Rosalie: -Myślę, że miała taki zamiar - wyrzekła serdecznym tonem; sercu Cedriny Rosalie i Liliana od zawsze były bardzo bliskie i traktowała je nader ciepło, niejako wypełniając lukę po stracie matki. Fantine wolała nie myśleć kim by się stała, gdyby w jej życiu nie było Cedriny - przecież to ona nauczyła ją niemal wszystkiego...
Uniosła filiżankę do ust, herbata była doskonała, sączyła ją więc nieśpiesznie, pozwalając Rosalie mówić i cierpliwie wysłuchując wszystkich trosk i niepewności, które spędzały przyszłej pannie młodej sen z powiek. To naturalne, że się denerwowała, a choć Fanny w swym życiu jeszcze tego nie przeżyła, to była pewna, że będzie reagowała podobnie. Ślub był wszak najważniejszą ceremonią w życiu młodej damy. Panna młoda miała nań lśnić niczym gwiazda polarna, najsilniej, najjaśniej, najpiękniej. Musiała zapaść wszystkim w pamięć, lecz cała otoczka również nie pozostawały bez znaczenia. Każda panna młoda pragnie, aby to właśnie o jej ślubie mówiło się całymi latami - dlatego przygotowania pożerały tak wiele nerwów.
-Nie mów tak, Rosalie, bo ta chwila nadejdzie, zanim się obejrzysz, przeminie jeszcze szybciej i będziesz żałowała, że nie nacieszyłaś się nią dłużej - powiedziała łagodnie i poważnie, wygłaszając oczywistą oczywistość takim tonem, jakby to ona ją właśnie teraz wymyśliła. -Lord Cyneric nigdy nie skradł Ci ani jednego całusa? - dopytywała z nieprzewrotnym uśmieszkiem, który wkradł się na usta.
Cóż, Fantine swój pierwszy pocałunek miała już dawno za sobą.





Był raz wieczór rozmarzony
i nadzieje płonne,
Przez dziewczynę z końca sali
podobną do róży,
Której taniec w sercu moim
święty spokój zburzył.
Powrót do góry Go down
 

Salon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: Fenland, Yaxley's Hall-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18