Mniejsza sala balowa
Parkiet
W mniejszej sali balowej grała orkiestra nieco mniejsza niż w głównej. Składała się z dwudziestoosobowej grupy dość młodych, lecz utalentowanych angielskich muzyków. Wśród nich można było dostrzec takie instrumenty jak klarnety, obój, trąbki, puzon, dzwonki, talerze, bębny, fortepian, skrzypce, wiolonczelę. Wszyscy ubrani byli nienagannie i elegancko. Parkiet był spory i choć wielu czarodziejów gromadziło się w głównej sali, nie był pusty.
Orkiestra przygrywała przeróżne melodie, lecz na parkiecie tej nocy królował walc. Aby sprawdzić, który utwór jest grany specjalnie dla was, jedna osoba z pary rzuca kością k10.
Pyotr Tchaikovsky
2.Gold und Silber, Op. 79
Franz Lehár
3.Waltz No. 2
Dmitri Shostakovich
4.Voices of Spring
Johann Strauss
5.Swan Lake
Pyotr Tchaikovsky
6.Minute Waltz
Frédéric Chopin
7.Hungarian Dance No. 5
Johannes Brahms
8.Dance of the Knights
Sergei Prokofiev
9.No 30 Grand Waltz. Cinderella Op. 87
Sergei Prokofiev
10.Tempo di valse
Antonín Dvořák
Sala balowa pełna jest gości lady Nott. Wielu z nich zapełnia parkiet, ale wielu także przygląda się tańczącym parom. Niektórzy zaś podpierają samotnie ściany, czekając na zaproszenie do taca lub impuls do działania. Jeśli jedno z was posiada taniec balowy na co najmniej II poziomie, rzuca kością k6 (raz na grę w danej parze). Odczytajcie wynik poniżej, by zobaczyć co się stało.
1. Oczy nietańczących zwróciły się na was, śledząc wasze kroki w tańcu z podziwem i uznaniem.
2. W trakcie waszego tańca nastąpił odbijany. Zmieniacie partnerów — na dowolne postaci obecne na sabacie lub wykreowanych przez was gości NPC.
3. Wasz taniec zdominował taniec innych. Większość par na parkiecie dostosowała się do waszego rytmu i kierunku, dzięki czemu cała sala tańczyła walca w idealnej choreografii za waszą sprawką, tworząc przepiękne przedstawienie. Lady Nott zachwycona widowiskiem poprosiła orkiestrę, by zagrała nieco dłużej ten sam utwór.
4. To, w jaki sposób poruszaliście się w tańcu sprawiło, ż twarze innych tańczących obok was zwracały się w waszą stronę, uśmiechając z podziwem i serdecznością.
5. Wasz taniec tak zachwycił zgromadzonych na parkiecie, że na jedną chwilę wszyscy się zatrzymali i ustąpili, ustawiając się w obrębie koła, by dać wam miejsce i przestrzeń do tańca, a sobie możliwość podziwiania walca godnego podziwu.
6. W trakcie waszego tańca nastąpił odbijany. Gospodyni, Lady Nott zgrabnym, tanecznym krokiem ujęła męską dłoń, zaś czarownicę do tańca porwał sam minister magii. Skontaktuj się z Mistrzem Gry.
[bylobrzydkobedzieladnie]
Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 29.11.24 18:21, w całości zmieniany 1 raz
Nie mogła narzekać, naprawdę zabawa była przednia. Zresztą, nie mogła w to wątpić, w końcu sabaty organizowane przez Adelaide Nott zawsze cieszyły się dobrą opinią. Organizowane były na najwyższym poziomie. Lady Malfoy bawiła się przednio i nie przeczę, że upojenie alkoholem miało w tym swój udział. Co jednak zrobić, kiedy wino tak smakuje i nawet bez tej zabawy, którą wymyśliła Lady Nott pewnie i tak by skosztowała go odrobinę za dużo. Naturalnie nie słaniała się na nogach, przecież damie nie wypada. A Astoria dzisiaj szczególnie musiała zważać na to co wypada, a co nie. Był tu jej przyszły narzeczony. Musiała zachować klasę, tego wymagał od niej ojciec i cała rodzina. Nie zapominajmy jednak, że Malfoy nie była przedmiotem bez uczuć. Starała się do tego wszystkiego podchodzić na chłodno, ale pewnie jak każda dziewczyna marzyła o swoim księciu na białym koniu. O białej sukience i tym jedynym u boku. Niestety w rzeczywistości żaden wybawiciel na rumaku nie przyjedzie. Mogła jedynie żyć nadzieję, że może to właśnie lord Nott okaże się tym jedynym. W końcu nadzieja umiera ostatnia.
Na razie stanęła gdzieś z boku, nie wadząc nikomu i spokojnie wzrokiem rozejrzała się dookoła. Nie wiedziała czemu, kiedy spojrzała na Nicholasa poczuła jak krew dopływa jej do policzków. Delikatne rumieńce ozdobiły jej twarz. Stresowała się. Czy to normalne? Na Salazara, czemu nie ma to Medei? Chociaż nigdy nie zawiodła, bała się, ze tym razem zawiedzie.
than overt power.”
W końcu muzyka ucichła, a ona powoli, z ociąganiem przerwała trwający chwilę pocałunek; na jej okrytej pąsowym rumieńcem twarzy malowało się onieśmielenie. Choć Rosier nie odtrącił samej pieszczoty, zawsze mógł spojrzeć na nią z kpiną, ze złością; mógł wyśmiać, wzgardzić i pozostawić na parkiecie samą. Lecz w jego oczach dojrzała coś zgoła innego, coś, co przyprawiło ją o gęsią skórkę, nakazało wstrzymać oddech i zamrzeć w bezruchu.
Bezwolnie poddała się jego ruchom, wsłuchując się w wypływających z jego słodkich warg słowa poezji, odzyskując powoli odrobinę kontroli nad swym zdradliwym ciałem. Kątem oka dojrzała jakichś ludzi; gdzie byli, co robili? Nieważne. Wolną dłonią założyła za ucho niesfornego loka, próbując choć na chwilę oderwać od mężczyzny wzrok. Czy ktoś im się przyglądał? Czy powinna się tym przejmować?
Zasiadła na jednym z ustawionych pod ścianą krzeseł, wolną dłonią przytrzymując materiał swej połyskującej złotem sukni; wpajane od dziecka nawyki okazały się silniejsze od upojenia alkoholowego. Nie zostawił jej, nie wyśmiał, toteż widoczne na jej twarzy jeszcze chwilę temu zawstydzenie powoli zaczęło znikać. Usta Evandry mimowolnie wyginały się w niewielkich, tajemniczych uśmiechach. Z wdzięcznością przyjęła od narzeczonego kielich wypełniony winem, choć nadal nie wznosiła go do ust.
- Nawet jeśli jestem tylko snem, Tristanie… Sny rodzą rzeczywistość – odpowiedziała równie cicho, wierząc, że i on podda się magii tej chwili, że i on da się oczarować poezji zmieszanej z płynącą w tle muzyką, elektryzującym napięciem, otaczającym ich zewsząd pięknem.
Gdy tylko zasiadł na krześle obok, powoli, z pewną dozą nieśmiałości, sięgnęła ku jego dłoni, chcąc poczuć szorstkość dotyku spracowanych dłoni. Różnili się pod tak wieloma względami, lecz nie byli całkiem inni, nie byli sobie obcy.
- Czy… czy pójdziesz ze mną na ślub Caesara? - zapytała, nim dotarło do niej, co robi. Jednak to pytanie męczyło ją od kilku dni, od tygodni, spędzając sen z powiek. Wiedziała, że będzie się musiał do tego zmusić, że nie miał najmniejszej ochoty, żeby patrzyć na kolejne zaślubiny wdowca po Marianne, tym bardziej z tą przeklętą kobietą, ale… Czy nie zrobi tego dla niej? A jeśli nie dla niej, to dla ich reputacji? Choć to, poświęcenie dla dobra reputacji, byłoby dla niej jeszcze większym policzkiem, niż zwykła odmowa.
Splotła ze sobą palce ich dłoni, przybliżając usta od szyi mężczyzny, pochylając się do ucha. Zawahała się, nim nie skróciła dzielącej ich odległości do minimum.
- Wiem, że nie chcesz tam być. Ja również nie chcę, ale muszę – dodała cicho, szeptem, muskając ustami jego ucho.
Nick właściwie miał nadzieję, że jakimś cudem nestor o nim zapomniał i będzie mógł po prostu się nie żenić. Przynajmniej w najbliższym półwieczu. W końcu póki był młodym, szarmanckim arystokratą mógł bawić się w bawidamka i nikogo to nie gorszyło. Przecież był kawalerem a zainteresowanie różnymi kobietami spokojnie można było tłumaczyć zwyczajnym dbaniem o to by nie nudziły się na przyjęciu. Miał wyczucie i nie przesadzał z flirtami na salonach. Po prostu. Lubił towarzystwo różnych kobiet, a teraz to się skończy. Poza salonami też rzecz jasna będzie musiał przystopować i to kuło go jeszcze bardziej.
- Tego się akurat domyśliłem – powiedział z uśmiechem puszczając do niej oczko. W końcu to były kompletne banały więc uznał to po prostu za droczenie się. Powiedział jej wprost jakie jest jego podejście do małżeństwa. Nie chce, ale musi. Do głowy przecież mu nie przyszło, żeby postawić się nestorowi. Ostatnie czego w tym momencie potrzebował to wydziedziczenie i oderwanie od rodziny, która była dla niego ważna. Rzecz jasna rodzinne pieniądze i kontakty też były bardzo ważne. Małżeństwo bez miłości było niską ceną za utrzymanie odpowiedniego statusu społecznego.
- No nie tak do końca żadna… – zaczął ale uśmiechną się do niej tylko nie chcąc zdradzać szczegółów tego wyznania. Jego spojrzenie mówiło tyle, że dziewczyna nie ma szans tego z niego wyciągnąć. – Ale był zły, że nawet nie myślę o ślubie, więc sam się tym zajął. A jak on się uprze… – wzruszył ramionami. Właściwie nie musiał się upierać. Nick szybciutko spełniał każde jego polecenie z oczywistych powodów. Nie widział w ogóle innego wyboru. – W naszym świecie na polubienie się jest czas po ślubie – odpowiedział niewiele myśląc o tym, że nie powinien. Alkohol jednak na niego działał i nie myślał o tym, że właśnie zapewne psuje wyobrażenie małżeństwa młodej osóbce. Ale może i lepiej, żeby wiedziała jak to naprawdę wygląda. Uśmiechnął się do niej i poprowadził na parkiet, kiedy tylko się zgodziła. Położył rękę na jej talii i zaczęli tańczyć. To akurat szło mu bardzo dobrze, bo wychował się na tego typu przyjęciach. Nie było innej opcji. Nawet gdyby nie miał wcale poczucia rytmu to męczyliby go aż w końcu by coś załapał. Zauważył, że do sali weszła Astoria i wtedy przez chwilę można było zauważyć, że jest spięty.
- Chyba z przykrością będę musiał Cię opuścić, droga kuzynko, bo obowiązki wzywają – westchnął. Właściwie to wolałby spędzić ten wieczór z kimś kogo dobrze zna, a nie z właściwie całkiem obcą osobą jednak nie miał wyboru.
W każdym razie, gdy skończyli tańczyć skłonił się delikatnie dziękując dziewczynie za taniec, odprowadził ją a następnie westchnął i prosząc by życzyła mu szczęścia ruszył w kierunku Astorii.
- Lady Malfoy - rzucił na powitanie i skinął głową okazując jej w ten sposób szacunek. - Ufam, że tegoroczny noworoczny sabat przypadł Pani do gustu - zagadnął, a o czym lepiej zacząć mówić niż "o pogodzie". Przecież nie wyskoczy od razu z pierścionkiem.
Ostatnio zmieniony przez Nicholas Nott dnia 02.08.16 10:10, w całości zmieniany 1 raz
— Na wszystko jest czas po ślubie — przedrzeźniała go i nawet wywróciła oczami, czego robić oczywiście nie powinna. Któż jednak mógł to widzieć poza drogim kuzynem. — Na polubienie się macie czas teraz, kiedy jesteście narzeczeństwem. Później przyjdą inne sprawy. Do tej pory musisz ją szanować. I możesz spróbować ją wychować — dodała półszeptem i zachichotała.
Ułożyła rękę na jego ramieniu, drugą pozwoliła ująć w jego dłoń, a po chwili poprowadzić się w klasycznym tańcu. Lubiła to, dobrze jej szło i cieszyła się, że to właśnie kuzyn jej mógł ofiarować pierwszy taniec na tym Sabacie. Kiedy jednak spiął się lekko, a jego wzrok pomknął w kierunku sali, sama ukradkiem zerknęła w tamtą stronę. Nie wścibsko — naturalnie, kiedy w tańcu zmienili swoje ułożenie.
— Och — jęknęła cicho na widok pięknej damy, która pojawiła się w sali balowej. Przystanęła w miejscu i spojrzała na kuzyna niezwykle serdecznie. Uścisneła jego dłoń, gdy trzymał ją ostatni raz i skłoniła się grzecznie. — Powodzenia, Nicholasie — szepnęła, a po chwili ujęła suknię i ruszyła w kierunku wyjścia, zerkając jeszcze na piękną narzeczoną lorda Nott.
/zt
Tylko się nie denerwuj.
To zdanie mogłaby sobie powtarzać w głowie jeszcze milion razy, ale i tak nie miała pewności. Bała się, to chyba było oczywiste. Przecież była tylko młodą kobietą, która nie miała wielkiego doświadczenia. Wszyscy przygotowywali ją do bycia damą, ale nikt nie nauczył jej bycia żoną. A do tego to wszystko to prowadziło. Tylko czy jej uczucia miały tutaj znaczenie? W zasadzie to czego oni chcieli nie obchodziło nikogo. Rodom zależało na szybkim połączeniu i padło na Astorię oraz Nicholasa. W końcu to najwyższy czas, lady Malfoy jako stara panna? To byłaby ujma zarówno dla niej jak i dla jej ojca, który odpowiadał za rodzinę. Widać jednak czekał na dogodną okazję, aby wydać ostatnią ze swoich córek. Może to trochę samolubne, ale cieszyła się, że to nie ona miała wyjść za Carrowa. Trudno powiedzieć, czy to uprzedzenie do rodu, czy uprzedzenie do osoby Deimosa, ale nie chciałaby zostać lady Carrow.
Stała z boku, nie mogąc wypatrzyć żadnej znajomej twarzy. To przykre, że nawet swojego przyszłego męża nie mogła uznać za znajomego. Wcale go nie znała. Spotkali się może na kilku uroczystościach, kojarzyła jego twarz, ale nic poza tym. Gdy zauważyła, że lord Nott skończył taniec z pewną lady i zmierza w jej stronę. Nie wiedzieć czemu na jej twarzy pojawiły się delikatne rumieńce.
-Lordzie Nott.-odparła. Dygnęła przy tym w sposób wyćwiczony, chociaż w przypadku Astorii te ruchy wydawały się być bardzo płynne i naturalne. Delikatny uśmiech zdobił twarz blondwłosej szlachcianki. - Oczywiście, naprawdę bawię się wyśmienicie. Mam nadzieję, że i pan miło spędza czas-powiedziała. To było śmieszne i tragiczne zarazem. Rozmawiali tak sztywno, a mieli zostać małżeństwem.
than overt power.”
- Naturalnie. My chyba mamy to w genach, że dobrze czujemy się na tego typu uroczystościach – odpowiedział uśmiechając się do kobiety. Widział jej rumieniec na twarzy. Chciał ją trochę bardziej ośmielić skoro mają razem spędzić ten wieczór, a później całe życie. Jednak musiał przyznać, że wyglądała uroczo. Jednak nestor nie był wkurzony tak bardzo jak Nickowi się wydawało, ewentualnie powściągnął swoją złość i wybrał dla niego partnerkę, która nie tylko ma dobre nazwisko.
- Napije się Pani czegoś, Lady Malfoy? – zaproponował, żeby jakoś podtrzymać tę sztywną konwersację. Jakoś nie potrafiłby przecież wyjść z tego oficjalnego tonu. Ledwie się znali, a i sabat był sytuacją oficjalną. Poza tym on właściwie dobrze się czuł z tymi wszystkimi grzecznościowymi formułkami. Był wychowany w takim środowisku, że były one dla niego absolutnie naturalne. I było to po nim widać, że on nawet po ślubie może nie zacząć mówić jej na :”ty”. Może to lekka przesada, ale w tym momencie zachowywali odpowiedni dystans. Nie mogło być inaczej.
- Mój sen już ją urodził - odparł niemal bezwiednie, wpatrując się w iskrzące orientalnie wilim urokiem oczy Evandry, od siedmiu lat śnił tylko jeden sen. Posiąść ją - na zawsze, tylko niezłomność utrzymywana przy sile werteryczną tęsknotą pozwoliła mu ten sen wreszcie, dzisiaj, wyśnić. Jej usta smakowały miodem i jaśminem. Wkrótce będą smakowały również różą. Najsłodszą z róż. Ujął wyciągniętą ku niemu dłoń oburącz, myślami uciekając do tutejszych ogrodów, czując, że zanadto się tutaj ze sobą spoufalają. Evandra miała zostać jego żoną, lecz póki nią nie była, winien z szacunkiem odnosić się do jej ojca - natrętne myśli były przy nim obecne tylko przez moment, prysnęły jak mydlana bańka, im dłużej Tristan wpatrywał się w otchłań jej błękitnych oczu. Wciąż czuł ten smak, smak miodu, zapach jej skóry drażnił jego węch; był tylko mężczyzną. Mężczyzną kuszonym przez wilę. Słodko zadane pytanie nie miało znaczenia, jego sens w pierwszej chwili wcale do niego nie dotarł, zamiast słuchać - czuł, czuł ją dłonią, zamykając w uścisku ciężkiej szorstkiej dłoni jej jedwabiście delikatną małą rączkę. Nie pomogły jego koncentracji słodkie szepty Evandry, miękkość jej ust tak bliska jego ucha. Zadała pytanie - Tristan kiwnął głową - bo czy mogło istnieć coś, czego by dla niej nie zrobił?
- Jeśli tylko to ci sprawi radość - odparł również szeptem, nim jej usta odsunęły się od jego twarzy; na jego twarzy nie jawił się ani smutek, ani złość, ani radość - a jedynie pożądanie. Odsłonił wierzch jej dłoni, nachylając się ku niej, by z szacunkiem musnąć ustami jej skórę. Mógł chrzanić Lestrange'ów tej jednej nocy, mógł, mógł udawać, że nie są winni śmierci jego siostry, ten jeden dzień. Jeśli tylko tego właśnie chciała. - Niedługo północ, najdroższa. Powinniśmy iść - dodał szeptem, by po chwili odpoczynku wziąć ją pod ramię i wyprowadzić do większej sali balowej.
/ zt x2
the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns
o u t g r o w n
Ostatnio zmieniony przez Tristan Rosier dnia 04.03.17 19:29, w całości zmieniany 1 raz
-W zupełności się z lordem zgadzam.-odparła, obdarzając swojego przyszłego męża jednym z tych wyćwiczonych, ale nie mniej urzekających uśmiechów. Może nie mieli okazji lepiej się poznać, ale zdążyła zauważyć, że lord Nicholas nie miał problemu, jeżeli chodzi o odnalezienie się na tego typu uroczystościach. Zawsze nienagannie ubrany, wykazywał się dobrą znajomością etykiety. No chyba lepiej nie mogła trafić, prawda? W porównaniu do Deimosa to naprawdę miała szczęście i chyba ojciec faktycznie czekał nie tylko na okazję dobrej transakcji, ale także na dobrego kandydata dla swojej córki.
-Z przyjemnością.-odparła. Chyba potrzebowała tego. Owszem konwersacja była sztywna. Sztywno zamknięta w sztywnych zasadach dobrego wychowania. Ale Astoria dobrze się w tym czuła. W pewnym sensie to było dla niej naturalne.
than overt power.”
- Proponuję wino. Ciotka zawsze dba o odpowiedni dobór win, to kluczowa kwestia. Białe czy czerwone? – zapytał spoglądając na kobietę pytająco.
- W takim razie proszę mi na chwilę wybaczyć - dodał, gdy tylko usłyszał odpowiedź i ruszył w kierunku tacy, na której znajdowały się wina. Równie szybko wrócił z dwoma kieliszkami jednak nie podał jej od razu kieliszka tylko odstawił jej na chwilę.
- Wiem, że to dość krępująca sytuacja, ale to chyba najwyższy czas… – zaczął i chyba pierwszy raz w życiu nie wiedział jak do czegoś się zabrać. W klękanie bawić się nie miał zamiaru, ale wyjął z kieszeni pudełeczko z pierścionkiem i je otworzył spoglądając jej w oczy. Towarzyszące temu pytanie byłoby totalnie bez sensu, bo w końcu wszystko już było ustalone. Zapewne już jego ojciec się oświadczył, a jej ojciec odpowiedział „tak” zanim postanowili się razem napić. Ale brylant powinien błyszczeć na palcu Astorii, żeby wszystko wyglądało jak należy, wiec trzeba było się tym zająć. Spojrzał więc na nią tylko pytająco czekając na reakcję. Właściwie chyba się nawet trochę stresował mimo że była to tylko formalność.
-Trudno się nie zgodzić, przed waszym przybyciem lady Adelaide uraczyła nas winem. Poproszę czerwone.-odparła. Cóż to chyba żadna nowość, że lady Nott częstowała swoich gości alkoholem, w tym szlachcianki, które pojawiły się w posiadłości, w czasie gdy lordowie mogli bawić się w kasynie. Skinęła mu jedynie głową, gdy Nicholas oddalił się najwyraźniej w poszukiwaniu tacy z winem, które zażyczyła sobie jego, cóż można już powiedzieć narzeczona. Kiedy Nick odstawił kieliszki i zaczął mówić, oczy Astorii skierowały się na jego twarz, a usta wygięły się w naprawdę czarującym uśmiechu, co sprawiło, że lady Malfoy naprawdę wyglądała jak porcelanowa laleczka.
-I moja odpowiedź jest zapewne tutaj zbędna, lordzie Nott, ponieważ oboje już ją znamy. Nie mniej jednak chciałabym, aby usłyszał to lord z moich ust, a nie nestorów naszych rodów. To dla mnie zaszczyt.-słowa płynnie wydobywały się z ust szlachcianki. Zgodziła się. Można nawet rzec, że chciała tego ślubu. Chciała wyrwać się z rodzinnego domu, nawet jeżeli nie wiedziała co może ją czekać u boku tego mężczyzny. Astoria miała świadomość tego jaką politykę prowadziła jej rodzina i tejże wypowiedzi, która mogła zastąpić puste tak, zgadzam się dała Nicholasowi do zrozumienia, że zdaje sobie z tego wszystkiego sprawę i chociaż nie ma wpływu na decyzję rodów, to świadomie przyjmuje ten pierścionek od niego i świadomie zgadza się na zostanie jego żoną.
than overt power.”
- Naturalnie, że nie jest zbędna – zaprzeczył, ale właściwie z grzeczności. Sprawa była już przesądzona, ale wypadało sprawiać pozory jakoby miała jakąkolwiek władzę nad tym, co będzie się z nią działo – Jeśli wybór Lorda Malfoya jest Pani wyjątkowo nieprzyjemny proszę powiedzieć, a zrobię wszystko, by zmienić tę decyzję – odpowiedział, mimo że sam też już nie miał za dużo do powiedzenia. Za długo czekał z wyborem, teraz nestorzy zapewne po prostu by go wyśmiali. Ale w tym momencie miał prawie pewność, co do tego, że kobieta odpowie równie kurtuazyjnie, a sprawi wrażenie kogoś o wyższej pozycji niż w rzeczywistości.
- Jeśli jednak nie, to również czuję się zaszczycony – dodał wyjmując pierścionek z pudełeczka i czekając aż Astoria wyciągnie do niego rękę i najgorsze będzie miał za sobą. Naprawdę miał ochotę napić się tego wina.
-Niech lord nie będzie dla siebie tak krytyczny.-rzuciła trochę żartobliwym tonem w stronę Nicholasa. Ze wszystkich lordów, mogła trafić gorzej. Nicholas wydawał się być dobrym kandydatem. Wierzyła, że ojciec nie wybrał dla niej byle kogo. I z pewnością Nick byle kim nie był. -Naprawdę, nie widzę potrzeby proszenia nestorów o zmianę ich decyzji.-dodała po chwili w ten grzeczny, opanowany i wyuczony przez lata sposób. Jej spojrzenie na chwilę jedynie powędrowało w stronę trzymanego przez mężczyznę pudełeczka, a gdy wyciągnął z niego pierścionek wyciągnęła dłoń w jego stronę płynnym ruchem. To był stresujący moment, chyba nie tylko dla niego, ale także i dla samej Astorii. Jeszcze nigdy nie miała tak wielkiej ochoty skosztowania wina jak w tej chwili.
than overt power.”
- Odrobina krytycyzmu jeszcze nikomu nie zaszkodziła – odpowiedział równie żartobliwie i zadziornie się do niej uśmiechnął. Rozluźnił się już trochę. W końcu nie było tak źle jak to sobie wyobrażał. – Praktycznie się nie znamy dlatego wszelkie obawy są jak najbardziej uzasadnione jednak mam nadzieję, że szybko okaże się, że zbędne – dodał po chwili już bardziej poważnie. Nie chciał, żeby dziewczyna się go bała. Nie wiedział, co też o nim mówi się w tym damskim światku, ale mówiło się coś na pewno. Miał nadzieję, że cieszy się dobrą opinią wśród kobiet. W końcu się starał.
- W takim razie bardzo się cieszę – odpowiedział i to nawet szczerze. Bo przecież nestor by go chyba zabil, gdyby po raz kolejny chciał wywinąć się od ślubu. Właściwie zapewne dlatego teraz został postawiony przed faktem dokonanym zamiast dostać jakikolwiek wybór. Włożył pierścionek na palec Lady Malfoy a następnie podał jej kieliszek wina.
- W takim razie Pani zdrowie, Lady Malfoy – powiedział unosząc kieliszek w geście toastu. Pierwszy kontakt zaliczony, pierścionek błyszczy na palcu, nikt nie mógł mieć do niego pretensji za dzisiaj.
Trudno stwierdzić dlaczego Astoria została wydana później od swojej młodszej siostry. Nie było to jasne i dobrze odbierane, jednakże lord Malfoy musiał to dobrze uargumentować skoro nestor jak i ojciec Nicholasa zgodzili się na ten związek. W sumie sama Astoria także troszeczkę się rozluźniła. Czuła się swobodniej, ale oczywiście bez przesady. Zresztą szlachcianka nigdy nie pozwoliła sobie na wykroczenie poza granice dobrego smaku. W zasadzie nawet w Hogwarcie, gdzie nie było nadzoru rodziców zachowywała się nienagannie.
-Drobne obawy? Zapewne obydwoje je mamy i miało je wiele innych przed nami.-wyznała. No cóż, jechali na tym samym wózku i jakakolwiek antypatia nie była na miejscu. Astoria chciała żyć i cieszyć się ze swoje życia, a nie co rano przeklinać los za to, że na jej drodze postawił Nicholasa. Nie chciała być jak matka. Cóż, o swoją opinie w świecie kobiet chyba nie musiał się martwić. Młoda kobieta uważała, że trafiło jej się lepiej niż młodszej siostrze i cieszyła się jednak, że to ona wychodzi później za mąż od Megary. Astoria jedynie uśmiechnęła się w odpowiedzi na słowa lorda Notta. Gdy mężczyzna założył pierścionek, lady Malfoy rzuciła na niego okiem i od razu odebrała lampkę wina. Uniosła nieco wyżej kieliszek z równie wdzięcznym uśmiechem i upiła łyk wina, która naprawdę było dobre. Po raz kolejny zerknęła na swój pierścionek.
-Muszę przyznać, że pierścionek jest naprawdę piękny. Dobrego gustu lordowi odmówić nie mogę.-rzuciła, bo przecież w oficjalnej wersji to Nicholas wybierał pierścionek, a czy tak było? Któż to wie? W każdym razie gustu odmówić mu nie można, bo przecież wyglądał bardzo elegancko.
than overt power.”
W okresie zimowym tradycyjnie w domach wiesza się gałązki jemioły, która ma strzec tak samo miejsce, jak i jego domowników, przed klątwami i urokami. Bukiet miał zapewnić zgodę, szczęście, pomyślność. Co istotniejsze, jego obecność daje przyzwolenie na wymienianie się publicznymi pocałunkami.
Chcąc skorzystać z przywileju jemioły, mężczyzna winien zerwać białą jagodę i wręczyć ją kobiecie. Przyjmując jagodę kobieta godzi się na pocałunek. Zgodnie z tradycją mężczyzna, który zerwie z bukietu ostatnią z jagód, zostanie obdarowany darem płodności i wkrótce spłodzi syna.
Zerwanie jagody należy zgłosić w aktualizacjach celem dopisania składnika alchemicznego do ekwipunku obdarowanej kobiety.