Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Fontanna tańczących driad

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Fontanna tańczących driad   03.07.16 23:48

First topic message reminder :

Fontanna tańczących driad

W gąszczu ogrodów łatwo się zagubić, punktem orientacyjnym wydaje się być marmurowa fontanna przedstawiająca figury trzech pięknych driad tańczących wokół wody. Zimą była pusta, a z posągów zwisały potężne sople, lecz magia tego miejsca pozostawiała nutę zacisznego romantycznego zakątka. Kiedy nikt nie patrzy, kamienne driady czasem zmieniają swoje ułożenie, oglądają się za młodzieńcami i chichoczą, widząc schadzki młodych - nigdy jednak nie zostały przyłapane na gorącym uczynku. Spod fontanny łatwo trafić wytyczoną dróżką z powrotem do posiadłości. Sama fontanna jest zaś dość wysoka, by bezpiecznie i wygodnie przysiąść na jej brzegu.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Marine Lestrange
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4601-marine-lestrange https://www.morsmordre.net/t4712-gloriana#101007 https://www.morsmordre.net/t4713-lady-lestrange https://www.morsmordre.net/f317-wyspa-wight-thorness-manor https://www.morsmordre.net/t4719-marine-lestrange#101064
dama
18
Szlachetna
Panna
with the lights out, it's less dangerous, here we are now;
entertain us
[x]
9
10
0
0
10
5
6
4
Czarownica

PisanieTemat: Re: Fontanna tańczących driad   30.01.18 14:39

Nie mogła wiedzieć, co nadchodzi, a jedynie przez wydarzenia z pierwszomajowej nocy skłonna była podejrzewać, że w czarodziejskim świecie szykują się zmiany trudne do pojęcia przez młode, niedoświadczone umysły. Chciała być gotowa, lecz na dobrą sprawę nie wiedziała nawet, na co powinna się szykować. Pamiętała strach i przerażenie, chciała więc im zapobiec, zablokować, a pomóc w tym wszystkim miała nauka Patronusa, jaką podjęła się jeszcze w szkole; jedno zaklęcie nie mogło niestety stawić czoła nadchodzącemu mrokowi, lecz panna Lestrange próbowała przynajmniej zrobić cokolwiek. Nie mogła przy tym zapominać o rzeczywistości i choćby nawet powietrze wibrowało od napięcia nadchodzących zmian, o pewne rzeczy należało dbać nieustannie. Zdobyła wykształcenie i zamierzała na dobre zawitać w świecie dorosłych rozpoczynając karierę w Operze, a także wkraczając na salony – młode szlachcianki miały swoje role do wypełnienia i zaniechanie ich realizacji nie mogło wynikać z paranoicznych obaw dotyczących zbliżających się wydarzeń. Dlatego pozostawała czujna, a jednak to teraźniejszość wysunęła się na pierwszy plan. Pragnęła pozbyć się wrażenia, że ktoś w każdej chwili może wkroczyć nieproszony do jej umysłu i przeglądać go niczym otwartą księgę, a jej sny wciąż i wciąż mogą się stawać czyimś polem do popisu w kwestii opowiadania barwnych historii. Przeszłość kusiła, niosła ze sobą ukojenie i pozwalała się uspokoić, jednak lord Yaxley miał rację, a jego subtelna uwaga, nawet jeśli odczytałaby ją jako naganę, powinna skierować Marine na właściwe tory.
Nie uważała go wcale za osobę oziębłą, choć zdążyła już zakwalifikować go do grona tych zdystansowanych. Nie znali się dobrze, nie miał wiec żadnego powodu, by nagle jej się zwierzać lub obnażyć przed nią swoje obawy. Zgodził się na współpracę, a to już było coś, chociaż oczywiście młoda dziewczyna nie miała pojęcia o tym, że we wcale niedawnej przeszłości łączyło go partnerstwo z kimś jeszcze i to właśnie po części jego efekt uczynił z Morgotha tego, kim był on dzisiaj. Doświadczony, racjonalny i rozsądny – z jego zalet mogła czerpać i ona, zwłaszcza jeśli na horyzoncie widniały korzyści dla wspólnej sprawy, a wady oddalały się na dalszy plan. Zresztą, czy małomówność naprawdę można było nazwać wadą? Tak został wychowany i taką postawę przyjmował dla świata, a Marine szanowała to bez zająknięcia.
Skinęła głową, gdy wspomniał o odrzuceniu transmutacji. W szkole był to jeden z jej przedmiotów wiodących i choć nie była mistrzynią, mogła z podobną co on pewnością sądzić, że wyczułaby, gdyby to akurat ta dziedzina była zamieszana we wszystko, co wiązało się z tajemniczymi spotkaniami w snach. Sprawdziła szkolne księgi, zerknęła także do rodowych, lecz nie natknęła się na żadną wskazówkę odnoszącą się do tego iż mogła się pomylić.
- Zgadzam się – oznajmiła dla formalności, natychmiast przypominając się o jeszcze jednej domenie, którą mogliby odsunąć na bok – Eliksir Słodkiego Snu nie był na tyle silny, by zapobiec nawracającym wizjom, a choć nie uważam się za specjalistkę to sądzę, że alchemia także nie jest dla nas odpowiedzią – przyznała, a ton głosu nieco jej złagodniał.
Eliksiry nigdy nie były jej konikiem, wręcz przeciwnie, lecz logika nakazywała jej udać się w zupełnie inną, choć pokrewną stronę. Odczekała jednak chwilę, dając swojemu towarzyszowi możliwość wypowiedzi; wciąż oczywiście na niego spoglądała, lecz teraz jej głowę zajmowały już zupełnie inne myśli – jakby przestawiła się na tryb naukowy i powoli odstawiała w kąt wszystkie emocje, które towarzyszyły poszukiwaniu odpowiedzi na nurtujące ich oboje pytania.
- Zamierzałam udać się do Wieży Astrologów, by zasięgnąć wiedzy w tamtejszej bibliotece – zdradziła się ze swoimi zamiarami, lecz nie oczekiwała wcale propozycji wspólnej wyprawy; listowne sprawozdanie z wizyty w bibliotece na pewno wylądowałoby na jego biurku.




Here I come again with my soul on my sleeve while we all pretend. And you look the other way while I play the fool trying to fit in. This is the social club -will I ever be enough?
Powrót do góry Go down
Flavien Lestrange
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5559-flavien-lestrange#129850 https://www.morsmordre.net/t5572-jean-claude#130040 https://www.morsmordre.net/t5570-flavienowe#130037 https://www.morsmordre.net/f317-wyspa-wight-thorness-manor https://www.morsmordre.net/t5578-flavien-lestrange#130148
pomocnik dyrektora artystycznego rodowej opery
24
Szlachetna
Kawaler
De la musique avant toute chose,
Te pour cela préfère l’Impair.
15
10
0
0
0
10
10
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Fontanna tańczących driad   11.02.18 19:06

Nie mogłem zaliczyć naszego występu do udanych. Choć ilość zalet tej sytuacji przewyższała ilość wad, to nadal pozostawałem z tego tytułu niezadowolony. Ambicją było mierzyć jak najwyżej, nawet jeśli pragnienie dotyczyło raptem zwykłego tańca na sabacie, czyli niczego wielkiego. Dążyłem do jak najlepszego zaprezentowania swojej osoby lady Rosier oraz reszcie arystokracji. Tymczasem zamiast spektakularnego sukcesu zdobyliśmy trzecie miejsce. Ostatnie miejsce na podium, tym mógłby się zadowolić ktoś, komu obca jest wszelka forma rywalizacji. Ze smutkiem odnotowałem także fakt, że i Marine nie powiodło się otrzymanie lauru zwycięstwa; w pełni na niego zasłużyła. Nottowie mieli pewnie wszystko ustawione, choć grzeczność nakazywała mi pogratulować im występu oraz zachować milczenie. Później towarzyszyłem lady Fantine, gdzie spotkaliśmy moją ukochaną siostrę wraz z mężem. To spotkane mógłbym zaliczyć do dość specyficznych, niestety bardziej w tym negatywnym sensie. Nie roztrząsałem go jednak, towarzystwo charyzmatycznej Róży oraz olśniewającej Evandry zrekompensowało mi większość nieprzyjemnych doznań. Miałem wrócić teraz do domu, ale postanowiłem poszukać Marine i porozmawiać z nią dłużej niż przez tę chwilę przy lodowisku, kiedy składałem jej gratulacje z okazji zajęcia drugiego miejsca.
Szedłem spacerowym krokiem po zewnętrznych terenach posiadłości, jak gdybym nie miał dość szczypiącego w twarz mrozu. Drobne igiełki lodowatego zimna wbijały się w skórę sugerując, że powinienem udać się do środka, ale nie miałem żadnej gwarancji, że i tam spotkam wuja z córką.
Ogrody Nottów były piękne, choć zimą nie było tego tak widać. Zamknięte szczelną siatką lodowych kryształków pąki miały swój urok, co prawda nie tak duży jak w pełni rozwinięte kolory kwiatów podczas lata, ale doceniałem piękno nawet w drobnych jego objawach. Zamiast szczękać zębami powinniśmy ubierać się lżej, sycić oczy zielenią roślinności i słyszeć szum wody opuszczającej fontannę. Na tej pojawiającej się przed moimi oczami dostrzegłem jedynie zwisające sople lodu dodające rzeźbie uroku. Musiałem to przyznać nawet w momencie, w którym stwierdzałem jak bardzo nie znoszę tej pory roku.
Nagle na horyzoncie, w zasięgu mojego wzroku, zauważyłem dwie sylwetki. Na pierwszy rzut oka mogłem jedynie rozpoznać, że byli to mężczyzna oraz kobieta, nic więcej. Powolnym krokiem zbliżyłem się bardziej. Moim oczom ukazali się nie kto inni jak Marine oraz Morgoth. Na twarzy pojawił się uśmiech pełen ironii; los naprawdę szykował najdziwniejsze niespodzianki.
- Lordzie Yaxley, Marine – powitałem ich cicho, kiwnąwszy lekko głową. Rozejrzałem się dostrzegając, że byli w tym miejscu sami, co nie bardzo przystoiło zwłaszcza damie. Oczywiście, że ufałem swojej kuzynce, choć niekoniecznie dotyczyło to jej towarzystwa. Tak samo nie sądziłem, aby opinia publiczna była równie wyrozumiała. – Mam nadzieję, że nie przeszkadzam? – spytałem splatając dłonie za plecami.




na brzeg
wpływają rozpienione treny
w morzu płaczą syreny,
bo morze jest gorzkie

Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#110829
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
26
18
5/22
8/40
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Fontanna tańczących driad   12.02.18 13:31

Ile to już razy analizował postępowanie, które doprowadziło do tej sytuacji niepewności? Gdyby nie rozprężenie na scenie politycznej, nikt nie musiałby się opowiadać za żadną ze stron, bo ów by nie istniały. Riddle nie miałby pretekstu do założenia wokół siebie Rycerzy Walpurgii, a na skórze Morgotha nie widniałby znak, który od czasu do czasu przypominał mu o swym istnieniu. Jednak nawet i bez poruszania się i ciepła od niego bijącego, Yaxley nie zapomniałby o nim. Codziennie widział go na swym ciele niczym pieczęć, która była podpisem, zwieńczeniem Przysięgi Wieczystej. Co by jednak musiało się stać, by o niej zapomniał? O tym, co wydarzyło się w tamtym miejscu? Tej nocy? Gdy z szóstką innych czarodziejów stanęli przed nim i wypowiedzieli słowa wiążącego ich wszystkich na zawsze? Jednak czy Riddle mógłby ich oszukać? Co prawda nie stanowiłoby to chyba zbytniego wysiłku dla kogoś o tak wielkim umyśle - dla kogoś, kto przedkładał realizację swego wielkiego planu ponad wszystko. Wszystko wskazywało na to, że Morgoth sam zaplątał się w utkaną sieć zawiści i zachłanności - i to tak skutecznie, że stał się mało znaczącym pionkiem na szachownicy, po której rozstawiał ich Voldemort. Wciąż nie mógł przywyknąć do tego tytułu, jednak czy przedstawione przez niego dowody o błękitności własnej krwi nie były znaczące? Jeśli ów Bagman, po którego głównie kierowali się do Azkabanu miał aż tak wielkie znaczenie dla ich sprawy, możliwe, że Yaxley miał dojrzeć szczere intencje w zaistniałych okolicznościach. Póki co wszystko szło ku centralizacji władzy i siły Riddle'a, który jako ich głównodowodzący musiał być silny, jednak czy i oni mieli dać mu się tłamsić i nazywać swoim panem? Jaki tak naprawdę był cel tego wszystkiego? Powoli, niemal niechętnie zaczął wracać do rzeczywistości; skupił wzrok na nieruchomych obliczach driad, które zastygły w delikatnym półuśmiechu, chociaż można było to wziąć również za zwykły grymas ciekawości. Zanurzony z powrotem w teraźniejszości, zauważył, że wciąż milczał, nie rejestrując niczego więcej, a miejsce, w którym się znajdował, tętniło aktywnością dochodzących z posiadłości odgłosów. Woda szumiała cicho, a delikatne płatki śniegu sypiące się z nieba wpadały do niej i momentalnie się rozpuszczały. Gdy przenosił spojrzenie na przeszklone wyjścia do ogrodów, mógł dostrzec służbę, która krzątała się, wchodząc sobie co chwila w paradę. Niedaleko fontanny stały posągi greckich bóstw, które najwidoczniej były mieć jedynie częścią wystroju, chociaż wyglądały bardziej jak zagubieni w czasie i przestrzeni nieuważni wędrowcy - teraz pokryci grubszą warstwą śnieżnego puchu. Gdy wrócił spojrzeniem do fontanny, dostrzegł wciąż tę samą twarz co wcześniej, chociaż nie była mu w żaden sposób niemiła. Wciąż ciężko było mu przywyknąć do jej istnienia, dlatego ta formalnościowa wymiana zdań była jakby pełna sztuczności i zagubienia. W ciszy słuchał jej opinii i z pewnym zadowoleniem przyjął również do wiadomości, że i ona zajęła się dotarciem do prawdy. Wygląda na dość przejętą, chociaż wcale nie uzewnętrzniała się; nie musiała. Już wystarczająco był wprawiony w dostrzeganiu w ludziach tego, co tkwiło w ich wnętrzach, a odczytywanie tego z jej osoby było o wiele prostsze. Nie odezwał się jednak, tylko sięgnął do wewnętrznej kieszeni marynarki, by wydobyć z niej srebrną papierośnicę z wygrawerowaną lilią i dwiema czaplami Yaxleyów. Wyciągnął ją w kierunku swojej towarzyszki i spojrzał na nią z niemym pytaniem o zgodę. Dopiero wtedy pozwolił sobie na zaciągnięcie się tytoniem, a dym zaczął meandrować w jego płucach, by je opuścić gęstą stróżką uciekającą spomiędzy warg arystokraty. Przez moment panowała cisza, mącona jedynie dźwiękami dochodzącymi z posiadłości. Morgoth nie odpowiedział na słowa lady Lestrange dotyczące Wieży Astrologów, gdy dostrzegł zbliżającą się w ich kierunku postać. Obserwował ją do czasu, aż nie znalazła się tuż obok, a niewiadomą okazał się nie kto inny, a sam Flavien Lestrange. Gdy ten przywitał się oszczędnie, spotkanie znów wtoczyło się na jeszcze bardziej oficjalne tory. Dopiero gdy sam zabrał głos, Morgoth postąpił krok bliżej, by wyjść z cienia, który rzucała jedna z kamiennych driad.
- Lordzie - powiedział cicho, skinąwszy lekko głową na powitanie mężczyzny o odpowiednim statusie, przy okazji wydmuchując na bok dym papierosowy przez co jego głos stał się o wiele głębszy niż normalnie. Dobre wychowanie nie mogło przejąć żadnej z niewłaściwym postaw, dlatego też i teraz nie miało być inaczej. Słysząc kolejne słowa przybysza, w środku mógłby wydobyć się pomruk niezadowolenia, jednak Morgoth zapanował nad tym grymasem, nie pozwalając by gdziekolwiek indziej niż w oczach pojawiła się odpowiedź. Tym razem nie złamali etykiety, chociaż z zewnątrz mogło się tak wydawać. Nie zamierzał zostawić samej młodej kobiety, skoro już do niej podszedł - odejście miało się równać z nadejściem jej ojca. Lub w tym przypadku kuzyna, chociaż Yaxley nie poruszył się w stronę posiadłości. - Bynajmniej - odpowiedział jedynie spokojnym tonem. Z łatwością mógł dostrzec w mężczyźnie przed sobą również samego siebie. Czy nie zareagowałby podobnie, jeśli zobaczyłby w takiej sytuacji Lilianę czy siostrę? Jednak czy wyciąganie pochopnych wniosków nie było cechą ludzi niepragmatycznych i skłonnych do plotek?

|zt
[bylobrzydkobedzieladnie]





You collect scars because you want proof that you are paying for whatever sins you've committed


Ostatnio zmieniony przez Morgoth Yaxley dnia 12.03.18 22:11, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Marine Lestrange
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4601-marine-lestrange https://www.morsmordre.net/t4712-gloriana#101007 https://www.morsmordre.net/t4713-lady-lestrange https://www.morsmordre.net/f317-wyspa-wight-thorness-manor https://www.morsmordre.net/t4719-marine-lestrange#101064
dama
18
Szlachetna
Panna
with the lights out, it's less dangerous, here we are now;
entertain us
[x]
9
10
0
0
10
5
6
4
Czarownica

PisanieTemat: Re: Fontanna tańczących driad   12.03.18 22:06

| przepraszam za zwłokę :<

Utrzymywali odpowiedni dystans i na dobrą sprawę trzymali się etykiety, a motywy pojawienia się Morgotha przy fontannie były raczej szlachetne, a mimo to Marine drgnęła, gdy zauważyła wreszcie, że ktoś podąża w ich kierunku. Nie minęło dużo czasu aż zorientowała się, że był to jej drogi kuzyn, lecz przez krótką chwilę obawiała się mniej pomyślnego rozwiązania sytuacji. Poprzednim razem schadzkę przerwała im Rosalie, kuzynka Yaxleya, jednak nikt nie obiecywał, że i tym razem będą mieli tyle szczęścia. Co by było, gdyby na ścieżce pojawiła się lady Adelajda Nott? Marine wolała nawet o tym nie myśleć.
Powitała Flaviena cichym oddechem ulgi i szczerym uśmiechem zakwitającym na ustach; może rzeczywiście usłyszał, że rozmawiali o nim chwilę wcześniej? Nie zamierzała mu od razu zdradzać tego, co postanowili z Morgothem moment wcześniej – dopiero po powrocie do domu chciała wyjaśnić mu spokojnie całą sytuację i poprosić o wsparcie. Na razie z przyjemnością zwracała się do niego ze wspomnieniem niedawnej konkurencji na lodzie, a raczej tego, z kim przyszło mu ją spędzić.
- Brak lady Rosier u Twojego boku może oznaczać tylko jedno, drogi kuzynie. Zdążyłeś się już pożegnać i wracamy do domu? – postąpiła krok w jego stronę, przymilając się doń spojrzeniem; nie chciała, by jej spostrzeżenie odczytał jako kpinę, bo bynajmniej nią ono nie było.
Nie musiała pytać dwa razy, nie zamierzała też przeciągać w nieskończoność swojego spotkania z lordem Yaxley. Najwyraźniej nadszedł już jego kres, a los dawał im subtelne wskazówki w postaci pojawiającego się Flaviena, że czas się rozstać. Na jak długo? Tego jeszcze nie ustalili, lecz Lestrange nie chciała niczego niepotrzebnie przyspieszać. Współpraca została nawiązana, a wszystko miało toczyć się swoim tempem.
- Dziękuję za cenne uwagi, lordzie Yaxley – skinęła głową w jego stronę, na moment wzrokiem uciekając za dymem wydobywającym się ze szlacheckich ust – Proszę nie krępować się z korespondencją, gdyby odnalazł lord coś jeszcze – posłała w jego stronę lekki uśmiech, kolejne potwierdzenie zawartej wcześniej umowy.
Pod jej pantofelkami cicho zaskrzypiał śnieg, gdy bardziej zbliżyła się do Flaviena i ujęła jego ramię, zostawiając za sobą driady, którymi całkowicie straciła już zainteresowanie.
Należało wracać do domu, a wcześniej jeszcze odnaleźć ojca, który być może i tak zmierzał właśnie w kierunku fontanny. Jednak decyzję w sprawie ostatecznego odwrotu pozostawiła kuzynowi; to on od teraz sprawował pieczę nad Marine, a jeśli chciał zamienić z Morgothem jeszcze kilka słów, co jednak było wątpliwe, kuzynka nie zamierzała pozbawiać go takiej możliwości.
- Życzę Ci dobrej nocy, lordziei spokojnych snów.
Ona po tak udanym Sabacie zamierzała spać jak dziecko.

zt




Here I come again with my soul on my sleeve while we all pretend. And you look the other way while I play the fool trying to fit in. This is the social club -will I ever be enough?
Powrót do góry Go down
 

Fontanna tańczących driad

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Fontanna Życia
» Aleja Kwitnących Wiśni
» Fontanna życzeń (MG:Nauru)
» [Poradnik] Blokowanie denerwujących reklam w przeglądarce i na Androidzie
» Fontanna

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Okolice :: Przedmieścia Londynu :: Hampton Court-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18