Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Schody

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Schody   03.07.16 23:48

Schody

Na schodach wyłożono miękki, zielonkawy dywan w motywy florystyczne. Doskonale tłumi on kroki przechodzących osób, których obecność zdradzić może tylko niespodziewane skrzypienie wiekowego, mahoniowego drewna. Pomimo imponującej, wykonanej z najdrobniejszymi szczegółami balustrady przypominającej gałęzie dębu, schody wyglądają jak te poboczne, do prywatnego użytku lady Nott oraz służby. Najpewniej tak właśnie jest, gdyż podczas sabatów większość drzwi na półpiętrach pozostaje dokładnie zamkniętych, uniemożliwiając dostęp do prywatnych komnat lady Adalaide. Jednakże część drzwi prowadzi do bocznych przejść, umożliwiających z kolei wejście do biblioteki, galerii portretów czy też mniejszych salonów w zachodniej części dworku. Podążając schodami na sam dół można trafić do niewielkiego holu, który umożliwia dostęp do tylnej części ogrodu.


Powrót do góry Go down
Travis Greengrass
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t2909-travis-greengrass#47258 https://www.morsmordre.net/t2920-skrzynka-travisa#47503 https://www.morsmordre.net/t2913-smoki-fajne-sa#47416 https://www.morsmordre.net/f272-derbyshire-meadow-lane-2 https://www.morsmordre.net/t3868-skrytka-nr-768#72500 https://www.morsmordre.net/t3616-travis-greengrass#65234
Zawód : opiekun i łowca smoków w Peak District
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Never laugh at live dragons.
OPCM : 9
UROKI : 16
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Schody   05.07.16 20:14

Zgubił się. Tak po prostu, zwyczajnie. Pamiętał, że pił całkiem sporo podczas gry w bakarata, humor z minuty na minuty mu się poprawiał. Uciął sobie nawet pogawędkę z siedzącymi obok panami, tylko nazwiska wyleciały mu z głowy. Rozsiadł się wygodniej na krześle, znacznie poluźniając spiętą postawę. Oglądał rozdanie za rozdaniem, podczas jednego chyba nawet pogrążając się szczelnie w myślach, przez co nim się obejrzał i już musiał pić kolejnego karniaka. Roześmiał się cicho pod nosem upijając kolejne porcje Toujours Pur, zupełnie nie zaprzątając sobie głowy nazwą serwowanego alkoholu. Smakował mu, był mocny, idealny na rozluźnienie atmosfery. Co niestety nie nastąpiło ani teraz, ani później - wszyscy podeszli do gry bardzo poważnie. Pogratulował zwycięzcom, pożegnał się z Percy’m i innymi znajomymi i użył świstoklika. Znalazł się w Hampton Court ze ściśniętym żołądkiem mając jednocześnie nadzieję, że wypite wcześniej procenty nie zachlapią malowniczo rezydencji lady Nott. Przytrzymał się ośnieżonej balustrady na zewnątrz dworku. Mrugając żywo, łapiąc oddech, uspokoił się po długich minutach wyjętych z sylwestrowego życia. Nikt nie krzyczał, fajerwerki nie rozbłysły na niebie - albo do północy było jeszcze parę chwil, albo ta już minęła. Zupełnie stracił poczucie czasu. Greengrass nawet się odrobinę przejął, że mógł za długo zwlekać z dotarciem na przyjęcie - mógł mu się wszakże urwać film - co bardzo mu się nie spodobało. I teraz był bardzo niemodnie spóźniony. Dlatego wyprostował się i szybko podbiegł do najbliższego wejścia.
Szatę wierzchnią zostawił naprędce, w mocnym nieładzie na (jak mu się zdawało) jednym z wieszaków. Co dziwniejsze, wcale nie widział kręcących się dookoła ludzi. Miliony myśli nagle pojawiły się w jego głowie świecąc niezmożonym blaskiem - czyżby faktycznie się spóźnił? Gdzie byli inni? - i tak się tym przejął, że pospieszną wędrówkę w górę po schodach. Drewno cicho skrzypiało pod żwawo stawianymi krokami, balustrada była prawie tak samo chłodna jak ta na zewnątrz, co wywoływało w Travisie nieprzyjemne dreszcze. Dotarłszy na sam szczyt, widząc całą mnogość bocznych drzwi oraz ani jednej żywej duszy począł się zastanawiać czy nie pomylił skrzydeł domu. Oddychając głęboko przejechał dłonią po czuprynie szukając w myślach wyjścia z tego ambarasu. Biedny, nie przewidział aż takiego wpływu alkoholu na swoje zdolności poznawczo-motoryczne. Na sam koniec panicznych rozważań podjął decyzję o powrocie do miejsca, z którego przyszedł. Podczas jeszcze szybszego schodzenia po drewnianych stopniach nieszczęśliwie potknął się o wystający - bardzo nagannie - dywan, niemal wywracając się na sam dół. I znikąd żadnej pomocy, żadnych panien gotowych go złapać na dziecko w opiekuńcze ramiona.
Był zgubiony.




WHEN OUR WORDS COLLIDE

Powrót do góry Go down
Thalia Fawley
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t2665-thalia-fawley#45581 https://www.morsmordre.net/t3060-poczta-panny-fawley#50248 https://www.morsmordre.net/t3061-thalia-fawley
Zawód : Urzędniczka w Dep. Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : 6
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Schody   05.07.16 20:52

Och, oczywiście lady Nott, wspaniała zabawa (tylko po co nas pani chciała upić?), och, tak, tak, słyszałam o twojej ostatniej wystawie lady Travers, ojej, cóż za fantastyczna suknia, lady Rosier! Z każdym kolejnym wypowiadanym zdaniem, z ukrytym - albo i nie - komplementem, czułam się coraz bardziej zagubiona w tym wielkim tłumie szlachcianek, których większości zwyczajnie nie znałam. Moja podróż po Francji i koncerty po powrocie do Anglii sprawiły, że przez ostatnie miesiące byłam zajęta tylko i wyłącznie skrzypcami oraz pracą w Ministerstwie, a kroniki towarzyskie w gazetach omijałam szerokim łukiem. Zresztą chyba nigdy mnie specjalnie nie interesowały, przynajmniej do czasu, aż nie znajdę tam swojego własnego nazwiska połączonego z jakimś miłym i uroczym szlachcicem. Ten noworoczny Sabat miał być dla mnie doskonałą okazją do upolowania jakiejś wspaniałej partii; przystojnego młodzieńca, który wyrwie mnie ze szponów okrutnej macochy i zawiezie na swoim smoku (no, mogłaby być względnie miotła) do swojej rezydencji, gdzie będziemy żyć długo i szczęśliwie. Dalej moje myśli nie sięgały, a tak naprawdę to wstydliwie kończyły się na dniu ślubu, bojąc się wybiec w kolejne godziny i dni - oczywiście byłam świadoma obowiązku żony wobec męża i zapewnienia mu potomka, koniecznie męskiego, ale na Merlina! Damy nie powinny myśleć o takich rzeczach zanim nie zostaną oficjalnie zaręczone; no chyba że damy sobie trochę podpiły wina i teraz gubią orientację w wielkim pałacu Nottów.
Nie byłam pewna, czy otwieram dwunaste czy dwudzieste drzwi z kolei, w każdym jednak razie byłam w końcu szczęśliwa, że udało mi się natrafić na hol ze schodami. Co prawda nie wyglądały szczególnie okazale i raczej służyły służbie lub prywatnemu użytkowaniu przez mieszkańców Hampton Court, ale miałam nadzieję, że zaprowadzą mnie do ludzi. A przynajmniej w miejsce, gdzie będzie coś więcej niż mój rozchichotany głos i złudne echo powtarzające za mną kolejne słowa. Stanęłam właśnie na dole schodów, zastanawiając się, czy wejść na górę (może nie powinno mnie tu być?), gdy z nieba spadło na mnie przeznaczenie. No dobrze, może nie do końca z nieba i nie takie całkiem przeznaczenie (chociaż jeśli przeznaczenie miałoby twarz, to mogłaby to być właśnie ta urocza facjata), no i nie tak po prostu spadło, co się potknęło, ale mimo wszystko! Dopiero kiedy jaśnie pan mężczyzna się zatrzymał na moim ramieniu, które machinalnie przytrzymałam, żeby nie sturlał się przypadkiem dalej, mogłam dostrzec, że ubrany jest zupełnie inaczej niż służba, a więc musiał być definitywnie jakimś zagubionym szlachcicem, w dodatku trochę chwiejącym się na nogach, ale teraz mi to absolutnie nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, ucieszyłam się, że nie tylko ja okazałam się małą sierotką gubiącą drogę, a przecież we dwójkę łatwiej nam będzie odszukać pozostałych uczestników Sabatu.
- Z nieba mi pan spadł, lordzie - powiedziałam więc zalotnie, nie puszczając jego ramienia i ostrożnie sprowadziłam go po dwóch ostatnich schodkach, aby stanął bezpiecznie na statycznej ziemi. - Czy wie lord może, jak z powrotem trafić do sali balowej? Oglądałam tutejsze obrazy i w tym wszystkim nawet nie patrzyłam, w którą stronę idę, a echo w rezydencji sprawia, że muzyka zdaje się dobiegać z każdej strony - powiedziałam zrezygnowana, mierząc spojrzeniem uważnie, aż nieco ukradkowo, mojego prawie-wybawiciela.


Powrót do góry Go down
Travis Greengrass
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t2909-travis-greengrass#47258 https://www.morsmordre.net/t2920-skrzynka-travisa#47503 https://www.morsmordre.net/t2913-smoki-fajne-sa#47416 https://www.morsmordre.net/f272-derbyshire-meadow-lane-2 https://www.morsmordre.net/t3868-skrytka-nr-768#72500 https://www.morsmordre.net/t3616-travis-greengrass#65234
Zawód : opiekun i łowca smoków w Peak District
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Never laugh at live dragons.
OPCM : 9
UROKI : 16
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Schody   06.07.16 17:15

Travis nie mógł spaść z nieba, oznaczałoby to, że jest aniołem gotowym wybawić damę z opresji. Sam damą nie był, lecz niewątpliwie znajdował się w opresji. Nie wiedział gdzie jest, gdzie są pozostali uczestnicy sylwestrowego balu, dokąd powinien zmierzać. Czuł się mocno zagubiony w krętych korytarzach dworu, mnogiej liczby klatek schodowych i drzwi, zdających się wyglądać jednakowo. Zdążył jedynie wstrzymać oddech kiedy jasnym było, że zmierza prosto w dół. Wzrok wbił w ziemię, sprawiając wrażenie, jakoby szukał tam sprawcy całego nieszczęścia i odruchowo zacisnął dłoń na balustradzie. Druga, bez udziału świadomości Greengrassa, spoczęła na… czyimś ramieniu. Co tylko pozwoliło mu się zatrzymać na trzecim z kolei stopniu od wystającego skrawku dywanu i stanąć w miejscu. Z sercem podchodzącym omal do gardła podniósł głowę. Wystraszony wzrok utkwił w osobie stojącej przed nim. Mógłby przysiąc, że przed chwilą był sam wśród panującej w tym miejscu ciszy oraz okazałej kolekcji naściennych obrazów. Przyglądał się tępym spojrzeniem pozornie nieznajomej doszukując się w jej twarzy odpowiedzi na wszystkie dręczące świat pytania. Jak gdyby stanęła przed nim znamienita osobliwość wiedząca wszystko o całym wszechświecie. Zamrugał gwałtownie nie zmieniając pozycji ani o cal, przez co duża część ciężaru mężczyzny spoczywała na wątłym ramieniu szlachcianki. Przeniósł na nie powoli swoje pełnie dezorientacji spojrzenie, a w kilka sekund później odsunął się prędko do tyłu zabierając swoją dłoń. Stanął prosto, na tyle, na ile pozwalał mu jego stan i jeszcze mocniej zacisnął lewą dłoń na drewnianej barierce. Odchrząknął splatając palce drugiej ręki w pięść, która to znalazła się przy jego spierzchniętych lekko ustach chwilę później.
- Najmocniej przepraszam - odezwał się po długich, niezręcznych minutach upływających na zorientowaniu się w swoim własnym położeniu. Stała przed nim kobieta obdarzona niezwykłym pięknem, o melodyjnym głosie oraz podobnym problemie do tego dręczącego jego osobę, w której dopiero teraz rozpoznał Thalię. Nie mógł się nie uśmiechnąć zasłyszawszy jej słowa. - Proszę mi wybaczyć, straciłem równowagę na widok twojej onieśmielającej urody, lady Fawley. - Jak zwykle czarujący, bez względu na okoliczności. Fakt, że właśnie rozmawiał z siostrą Elisabeth wydawał się nie mieć w ogóle żadnego znaczenia. - Nie rozpoznałem twojej twarzy przez to… wszystko. Witaj - powiedział, tylko nieznacznie się pochylając. Wolał nie ryzykować przetoczeniem się po drobnej kobiecie, nie chciał nikomu zrobić krzywdy.
Pytanie go zafrapowało. I ubolewał nad tym, że tak naprawdę nie jest w stanie pomóc zgubionej jak on, teraz już znajomej. Duma nie pozwalała mu się przyznać do porażki, dlatego grał na czas. W jego zmętniałym od alkoholu umyśle wszystko zdawało się być wręcz idealnie zaplanowane, w dodatku w ciągu logicznym.
- Z tego, co zdążyłem się dowiedzieć, należy wyjść z klatki i wejść innym przejściem. Właśnie tam zmierzałem - powiedział zerkając dyskretnie na dół. Zaraz i tak ponownie uniósł wzrok. - Jak ja się odwdzięczę za uratowanie życia? - spytał. Hiperbolizując, zahaczając o flirt, który prawdopodobnie wszedł mu w krew. Nieprzyzwoitość? Brak taktu? Nie istniała.




WHEN OUR WORDS COLLIDE

Powrót do góry Go down
Thalia Fawley
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t2665-thalia-fawley#45581 https://www.morsmordre.net/t3060-poczta-panny-fawley#50248 https://www.morsmordre.net/t3061-thalia-fawley
Zawód : Urzędniczka w Dep. Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : 6
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Schody   06.07.16 18:36

Czy to normalne, że ze wszystkich lordów na przyjęciu los zesłał mi akurat tego jednego? Wystarczyło kilka sekund wpatrywania się w jego twarz - wykorzystałam sposobność, kiedy rozglądał się lekko zdezorientowany, chyba nie do końca wiedząc, co się właśnie stało - abym rozpoznała w nim Travisa. Ach, jakże mogłam go nie poznać od razu? To chyba przez ten paskudny alkohol od lady Nott; dalej nie widziałam celu upijania nas i sprawiania, że niektórzy chodzili po rezydencji nieco lekkim krokiem, ale patrząc na całą sytuację z góry, mogłam się przynajmniej domyślać, co przyświecało tej sprytnej kobiecie. Niemniej jednak słysząc zawoalowany komplement z ust mężczyzny, który przywykł raczej do towarzystwa zupełnie innej lady Fawley, nie mogłam się nie uśmiechnąć mimo działania alkoholu. Albo może właśnie dzięki niemu mój uśmiech był o wiele szerszy, a rumieńce o wiele większe niż zazwyczaj?
- Och, lordzie, lord też nie ma sobie nic do zarzucenia - trzepnęłam go lekko po ramieniu, bezczelnie z nim flirtując, zanim uświadomiłam sobie, że to bardzo nieodpowiedzialne i bardzo nachalne. W końcu to mężczyźni lubili polować, lubili być myśliwymi i lubili celować ze swoich kusz w bezbronne ofiary. A ja całkowicie machinalnie przemieniłam się z takiej ofiary właśnie w myśliwego, co natychmiast i bezzwłocznie postanowiłam naprawić, wbijając zawstydzone spojrzenie w ziemię i błyskawicznie przyciągając dłoń do siebie. - Zdaje się, że nie tylko dziewczęta lady Nott postanowiła zrzucić z nóg mocnymi alkoholami - powiedziałam ze śmiechem, nie szczędząc sobie już żadnych podchodów. Przyjemna była świadomość faktu, że nie tylko mi lekko szumiało w głowie; chociaż sądząc po wzroku Travisa i po jego małej przygodzie ze schodami, wypił chyba nieco więcej. Na wszelki wypadek stanęłam jednak zboku, gdyby Greengrassowi zachciało się nagle na mnie przewrócić; a byłoby dość niezręcznie wytłumaczyć potem taką sytuację przypadkowej osobie, która mogła nas znaleźć.
Spojrzałam w górę schodów, gdzie nagle pojawił się chwilę temu Travis, ale najwyraźniej nie było tam wyjścia do sali balowej - zresztą jakim sposobem, skoro sala była na parterze? Należało się więc wrócić jednym z korytarzy i opuścić wielką klatkę schodową, jak zresztą słusznie zauważył od razu lord Greengrass. Problemem było tylko to, który korytarz wybrać i w które drzwi się skierować. Właśnie dlatego lubiłam nasz niewielki rodowy dworek w Cumberland, gdzie wszystko było na swoim miejscu i nikt nie potrzebował mapy, aby się po nim poruszać.
- Dotrzymanie mi towarzystwa przez jakiś czas będzie wystarczającą nagrodą. No i znalezienie wyjścia z tego całego ambarasu. - Uśmiechnęłam się, postanawiając złapać byka za rogi i zaryzykować. Lord Travis nie uciekł jak szalony na mój widok, ale został, aby kontynuować rozmowę, co mile połechtało moje ego. Nawet jeśli robił to z czystego obowiązku. - Niestety moja wizyta we Francji sprawiła, że jestem bardzo do tyłu z towarzyskim życiem Anglii i prawie nikogo tu nie znam. A samotna szlachcianka podpierająca ściany na Sabacie nie robi na nikim dobrego wrażenia - powiedziałam już z nieco mniejszym entuzjazmem, kreując smutną wizję smutnej Thalii pozostawionej samej sobie. Miałam już dodać, że moja siostra wystawiła mnie do wiatru i sama zniknęła gdzieś w komnatach Hampton Court, ale przezornie ugryzłam się w język. Temat Lizzie z pewnością nie był tym, który lord Greengrass chciałby teraz poruszać; szczególnie w stanie wskazującym.


Powrót do góry Go down
Travis Greengrass
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t2909-travis-greengrass#47258 https://www.morsmordre.net/t2920-skrzynka-travisa#47503 https://www.morsmordre.net/t2913-smoki-fajne-sa#47416 https://www.morsmordre.net/f272-derbyshire-meadow-lane-2 https://www.morsmordre.net/t3868-skrytka-nr-768#72500 https://www.morsmordre.net/t3616-travis-greengrass#65234
Zawód : opiekun i łowca smoków w Peak District
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Never laugh at live dragons.
OPCM : 9
UROKI : 16
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Schody   07.07.16 17:40

Travis także nie mógł się nadziwić jak to się stało, że nie poznał siostry Lizzy. Czy to jej wyjazd sprawił, iż aż tak mocno się zmieniła? Dodając do tego jego staż w rezerwacie w Rumunii, plus niechęć spotykania się z ludźmi na jakiś czas - czy uważali go za podobne Leonardowi wynaturzenie? - i jeszcze całkiem niemałą ilość alkoholu, można byłoby rzeczywiście znaleźć wyjaśnienie obecnego stanu rzeczy. Oczami wyobraźni widział starszą Fawley jak śmieje się z niego podczas opowieści tyczącej się przypadkowego spotkania tejże dwójki. W całym swym zakłopotaniu, dezorientacji oraz strachu uśmiechnął się do swoich myśli. Głupkowaty wyraz twarzy zaraz jednak odbił w kierunku Thalii, nie chcąc być nieuprzejmym. Kiedy tylko stanął na równe nogi, kiedy minęła pierwsza obawa o utrzymanie równowagi, zdjął pobielałą dłoń z balustrady i poprawił poły szaty chcąc mieć pewność, że wygląda doskonale. Zdarzało mu się puszyć uznając takie zabiegi za coś w rodzaju tańca godowego, podczas którego należy zaprezentować się jak najokazalej, byleby tylko wzbudzić podziw w patrzącej na niego kobiecie. Nic dziwnego, że ucieszył się jeszcze mocniej zasłyszawszy komplement tyczący się jego fizjonomii. Wzrok Greengrassa powędrował w ślad za trajektorią lotu ręki jego wybawicielki i utkwił w niej na dłużej. Nieczęsto spotykał się z podobnym zachowaniem, lecz kłamstwem byłoby stwierdzenie, jakoby mu się to w ogóle nie podobało. Wręcz przeciwnie, podniósł głowę i pogłębił uśmiech, co go wprowadziło w lepszy nastrój. Rozluźnił się. Prawie zapomniał o nieprzyjemnym incydencie sprzed paru chwil. Skoncentrował się tylko na niej.
- Bardzo dziękuję za miłe słowa - powiedział, znów lekko się skłaniając. Otaksował wzrokiem nagłą zmianę w postawie - taktyce? - młodszej znajomej i nie wiedząc dlaczego, zapragnął, żeby zachowywała się swobodniej. – Najwidoczniej zamiarem lady Nott było rozluźnienie nas. Skorzystajmy z tego - stwierdził z całą stanowczością oraz pewnością siebie. - Ciekawi mnie natomiast dlaczego i wy piłyście. Nie uwierzę, że grałyście w karty - dodał na sam koniec przyłączając się do śmiechu swej towarzyszki. Dopiero potem sytuacja stała się bardziej skomplikowana, kiedy właściwie miał się okazać bohaterem godnym damy w opresji, a nie miał ku temu warunków. Za nic w świecie nie zdawał sobie sprawy z tego gdzie jest, ani którędy powinni wyjść, byleby tylko udać się prosto do sali balowej. To właśnie tam miały się odbyć dalsze celebracje Nowego Roku.
Pokiwał ze zrozumieniem głową, z ust wymsknęło mu się nawet ciche westchnięcie.
- Doskonale to rozumiem. Ja na przykład nie miałem z kim pójść, dlatego zastanawiałem się jak spędzę Sylwestra. Mogę teraz powiedzieć, że to ty mi spadłaś z nieba lady Fawley - zaczął z wyraźną ulgą. - Zresztą, nawet gdybym miał towarzystwo, to równie mocno cieszyłbym się z obecności panienki dzisiejszego wieczoru - przyznał, nie mogąc powstrzymać się przed porozumiewawczym mrugnięciem w jej stronę. - Tak samo nie znalazłem jeszcze partnerki na ślub lorda Lestrange i lady Bulstrode, chyba ominęła mnie dobra passa. - Zwierzył się, zupełnie nie wiedząc dlaczego. To raczej nie polepszało jego opinii u siostry Lizzy. Prawdopodobnie alkohol rozwiązał mu język, później będzie żałował wypowiedzianych słów, które, choć zgodne z prawdą, były dość żenujące. - Nie mówmy jednak o przykrych rzeczach. Idziemy? - spytał spoglądając na kobietę wyczekująco.




WHEN OUR WORDS COLLIDE

Powrót do góry Go down
Thalia Fawley
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t2665-thalia-fawley#45581 https://www.morsmordre.net/t3060-poczta-panny-fawley#50248 https://www.morsmordre.net/t3061-thalia-fawley
Zawód : Urzędniczka w Dep. Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : 6
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Schody   09.07.16 14:52

Mój nastrój zmieniał się jak w kalejdoskopie, z sekundy na sekundę ogarniały mnie coraz to nowsze uczucia, więc po kilku minutach rozmowy z lordem Travisem miałam już za sobą szok, niedowierzanie, zdziwienie i zaskoczenie, nie mówiąc o zawstydzeniu, skrępowaniu, radości i szczęściu, że oto znalazł się jakiś wybawiciel gotów rozłożyć przede mną swój płaszcz i przeprowadzić mnie przez bagnisko. Albo po prostu ująć pod rękę i zaprowadzić w stronę sali balowej, gdzie już z pewnością zbierali się goście. Z niepokojem nasłuchiwałam bicia zegara oznajmiającego północ, a z drugiej strony cieszyłam się, że nawet jeśli przegapię tajemniczą niespodziankę lady Nott na Nowy Rok, to przynajmniej zrobię to w jakimś miłym towarzystwie. Niewątpliwie byłoby dość przykrym rozpoczynanie roku 1956 w samotności, w zagubieniu, w panice szukając przejścia do głównych komnat dworku, chociaż znając siebie i moje roztargnienie, byłoby to nawet bardziej niż możliwe. Ile w końcu razy chodziłam zagubiona z głową w chmurach, dopiero po kilku minutach orientując się, że jestem w tej części lasu lub parku, której nie znałam i skąd nie widziałam najbliższych zabudowań? W Hampton Court z pewnością byłoby tak samo.
- Och, nie, lady Nott zaplanowała nam mały sprawdzian z wiedzy o szlacheckich rodach... co prawda niektóre pytania były dziwne, a nawet jak nie znałyśmy odpowiedzi, nikt nie raczył nam ich udzielić, jakby prowadzące wieczorek same ich nie znały i chciały nas tylko podpuścić, żebyśmy specjalnie piły karne kolejki wina - westchnęłam, bo moje przypuszczenia wydawały się bardziej niż trafne. Pamiętałam pytania, na które żadna ze szlachcianek nie odpowiedziała, a mimo to nikt nie zadał sobie trudu, aby zdradzić nam prawidłową odpowiedź. Jaki mógłby być inny cel trzymania tego w tajemnicy niż właśnie oszustwo? Wymyślić pytanie bez prawidłowej odpowiedzi, a potem się cieszyć, że nikt nie zna na nie odpowiedzi. Wiedziałam jednak, że nie było sensu się kłócić, bo kiedy ktoś sobie coś ubzdura, to nic mu nie przemówi do rozsądku; zresztą podpadanie lady Nott jeszcze przed właściwym rozpoczęciem Sabatu było... cóż, mało odpowiedzialne.
- Mam nadzieję, że nie będzie nietaktem stwierdzenie, że jest mi bardzo miło, że przyszedł lord sam. Nie mam wyrzutów sumienia, że odciągam cię od twojej partnerki - powiedziałam entuzjastycznie, nagle podbudowana faktem, że nie byłam jedyną osobą na Sabacie, która przyszła tu sama, bez narzeczonego lub narzeczonej u boku. To było chyba typowo ludzkie; wiedzieć, że nie jest się w czymś osamotnionym i że wcale z tego powodu nie trzeba się czuć społecznym pariasem. Wiele mi brakowało do mojej siostry, która pewnie nawet nie zwracała uwagi na takie szczegóły jak pojawienie się z kimś u boku, ale dla mnie miało to ogromne znaczenie, szczególnie, że w ostatnich tygodniach moje poszukiwania potencjalnej ofiar... potencjalnego narzeczonego znacznie się nasiliły.
Poprawiłam suknię, która zawinęła mi się wokół kostek; wiedziałam, że należało ją jeszcze odrobinę skrócić przed Sabatem, pół cala, nie więcej, ale moja próżność wygrała z rozwagą i teraz płaciłam za to swoją cenę. Ostatnie, czego mi teraz było potrzeba, to wywrócić się o własną suknię. Rozejrzałam się jeszcze raz po klatce schodowej, ale postanowiłam pozostawić decyzję Travisowi - w końcu on był tutaj mężczyzną, samcem alfa i przewodnikiem stada, nawet jeśli to stado składało się z młodej i zagubionej dzierlatki. Mimo to wcisnęłam mu rękę pod ramię, zanim zdążyłam pomyśleć, co robię (i zanim lord Greengrass zdążył zaprotestować), a potem uśmiechnęłam się promiennie. Chrzanić konwenanse.
- Idziemy. Bardzo chętnie dam się wyratować z opresji - mruknęłam nieśmiało (akurat), spoglądając z boku na męski profil. Cóż, z pewnością lord Travis umiał się zachować w takich sytuacjach; czymże było ratowanie niewiasty w obliczu krwiożerczych smoków ziejących ogniem?


Powrót do góry Go down
Travis Greengrass
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t2909-travis-greengrass#47258 https://www.morsmordre.net/t2920-skrzynka-travisa#47503 https://www.morsmordre.net/t2913-smoki-fajne-sa#47416 https://www.morsmordre.net/f272-derbyshire-meadow-lane-2 https://www.morsmordre.net/t3868-skrytka-nr-768#72500 https://www.morsmordre.net/t3616-travis-greengrass#65234
Zawód : opiekun i łowca smoków w Peak District
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Never laugh at live dragons.
OPCM : 9
UROKI : 16
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Schody   11.07.16 14:45

To było niecodzienne spotkanie. Travis nadal tkwił w szoku wywołanym wieloma czynnikami. W tym spotkaniem wałęsającej się samej po posiadłości Thalii oraz jej pomocą, żeby nie wyrżnął malowniczego orła w dół schodów. Cieszył się, że ją widział - to bardzo przyjemny widok - i że zjawiła się w odpowiednim miejscu o odpowiedniej porze. Nadal jedną ręką ściskał balustradę co najmniej, jakby za moment miał zjechać po zbrodniczym dywanie nabijając sobie przy okazji sto guzów. Uroda Fawley'ówny również go rozpraszała, dlatego nie mógł sobie pozwolić na choćby chwilę relaksu. Walczył z równowagą bardzo dzielnie, gdzieś w międzyczasie trenując swój uśmiech oraz nienaganną - jak mu się wydawało - prezencję. Takim był nastroszonym kogucikiem, alkohol nie wpływał pozytywnie na jego zachowanie. Daleki był natomiast od natarczywości.
Nie zastanawiał się nad dalszymi atrakcjami tego wieczora. Domyślał się, jak potoczy się kolejny sabatowy Sylwester. Ani drobna myśl odnosząca się do tak niefortunnego rozpoczęcia nowego roku, jakie zostanie im zgotowane w sali balowej, nie przyszła mu do głowy. Nie miał nawet ku temu żadnych podstaw. W jego żyłach krążył dobry humor wylewający się na wierzch tuż po uspokojeniu przyspieszonego rytmu serca. Flirt w tym mało trzeźwym wydaniu prezentował się znacznie gorzej niż bez procentów zmieszanych z krwią, lecz cóż było robić. Nie znał żadnego sposobu na natychmiastowe wypłukanie z siebie wlanych do gardła wyskokowych napojów. Musiał żyć z tym, co miał.
Wysłuchał skargi na temat gry zgotowanej szlachciankom przez lady Adelaidę i pokiwał ze zrozumieniem głową. Gdyby to oni mieli raczyć się podobnymi rozrywkami… możliwe, że Greengrass specjalnie odpowiadałby źle w celu wypicia większej ilości alkoholu. Nie, żeby lubił się upijać, lecz był Sylwester. Może nie być do tego lepszej okazji.
- To rzeczywiście bardzo nieeleganckie - skomentował brak poprawnych odpowiedzi. Których organizatorka powinna udzielić, jeżeli w jej zamyśle chciała doedukować dziewczęta. - Prawdopodobnie chodziło jedynie o wypicie alkoholu z okazji Sabatu oraz Nowego Roku. Nie widzę innego wytłumaczenia dla takich praktyk - przytaknął słowom Thalii. Była taka mądra! Jeszcze chwila, a się w niej zakocha, co nie byłoby dobrym pomysłem. Ze względu na Lizzy na przykład. Dobrze go znała i nie chciałaby, żeby jej siostra miała coś wspólnego z tak niepoprawnym romantykiem, szybko tracącym zainteresowanie swoimi podbojami. Smutne, ale niestety prawdziwe. I on się z tym w zupełności zgadzał.
- Nie czuję się urażony. Jestem zaszczycony, że chcesz mieć właśnie we mnie swoje towarzystwo lady Fawley - odpowiedział z narastającym uśmiechem. Pochylił delikatnie głowę, pełną nadziei na brak zawrotów głowy. Jednocześnie ucieszył się z powodu taktownego milczenia na temat jego wylewu szczerości. Przyznania się do bycia samotnym mężczyzną niemającym partnerki na ślub znajomych. To było żałosne. – Wybornie – odparł na jej śmiały gest wsadzenia ręki pod jego ramię. Wygiął je tak, jak należało, obdarowując Thalię uprzejmym uśmiechem. Modląc się o bezpieczne zejście na dół oraz rychłe odnalezienie sali balowej, udali się wspólnie na świętowanie północy.

zt




WHEN OUR WORDS COLLIDE

Powrót do góry Go down
 

Schody

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Okolice :: Przedmieścia Londynu :: Hampton Court-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18