Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Labirynt
AutorWiadomość
Labirynt [odnośnik]03.07.16 23:49
First topic message reminder :

Labirynt

Po wyjściu z sali balowej, schodząc marmurowymi schodkami z niewielkiego tarasu, trafia się do zachodniej części ogrodu. Latem, spacerującym wśród idealnie przyciętych tui umila czas plusk niewielkich fontann z urokliwymi, białymi rzeźbami nimf leśnych. Jednakże to nie niewielke ogrodowe alejki stanowią główną atrakcję tej części posiadłości - tuż za fontannami znajduje się wejście do majestatycznego labiryntu. Równo przycięty, gęsty żywopłot wije się na przestrzeni kilku hektarów. Wąskie ścieżki co kilkadziesiąt metrów rozszerzają się na większe pola, gdzie ulokowano ozdobne posągi lwów i nimf leśnych, krzewy czy ławeczki, na których można odpocząć. Jednakże Lady Adalaide co rusz ostrzega swoich gości, że zapuszczając się zbyt daleko, odnalezienie drogi powrotnej może zakończyć się fiaskiem - bowiem labirynt co chwila zmienia położenie swoich ścieżek, a ponadto kilkumetrowe ściany zieleni skutecznie uniemożliwiają odnalezienie wyjścia.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Labirynt - Page 10 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down


The member 'Edgar Burke' has done the following action : Rzut kością


'k20' : 5
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Labirynt - Page 10 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Chociaż Edgar uważał dzisiejszy bal maskowy za niepotrzebną farsę i infantylną zabawę to trzeba przyznać, że lady Nott postarała się przy doborze odpowiednich postaci dla swych gości. Najczystsza biel, w której dumnie kroczyła Adeline kontrastowała z głęboką czernią piór przy rękawach Edgara. I chociaż na co dzień lady Burke wtapiała się w czerń zamku Durham, hołdując rodowym barwom to nie dało się ukryć, że nestorska para byłą pełna kontrastów. Tam gdzie usta Adele układały się w najpiękniejsze frazy, tam spotykały się z upartym milczeniem ze strony męża. I chociaż odzwyczaiła się od nadmiernego posyłania uśmiechów to nadal wierzyła, że ten, który pojawiał się na jej twarzy, gdy dumnie kroczyła u jego boku, mógł zniewolić serce niejednego młodzieńca, tak uśmiech na twarz lorda nestora był niemalże anomalią. Mogli stać się niemalże książkowym przykładem małżeństwa pomiędzy przedstawicielami rodów szlachetnych, którzy wcześniej nie mieli niewątpliwej okazji zapoznania się. Obecnie to jej uścisk na silnym ramieniu Edgara sprawiał, że podczas salonowych wojaży mógł się odprężyć. I to jego słowa, tak oszczędnie dobrane, uspokajały jej skołatane nerwy, gdy popadała w typową, kobiecą histerię.
Delikatny uśmiech satysfakcji pojawił się na twarzy Adeline, gdy zorientowała się, że Edgar odetchnął z ulgą. Skryła go jednak, skupiając się na widoku rozciągającym się przed nią. Szmaragdowe korytarze labiryntu przeplecione były drobnymi światełkami, które nadawały bajkowego klimatu całej scenerii i nie mogła oprzeć się wrażeniu, że dziewczynki byłyby zachwycone, mogąc zbadać każdy kąt zielonej konstrukcji. Ośmielona wyznaniem Edgara wróciła wspomnieniami do swojego pierwszego sabatu. Zabawne było to, jak inne spojrzenie na świat miała. - Nie powiem, aby mnie to zdziwiło - odparła, zerknąwszy na niego. Gdyby ktoś zapytałby Adelę w jaki sposób wyobraża sobie pierwszy sabat Edgara, prawdopodobnie jej wizja byłaby podobna. Wszakże niczym nie przypominał jej żadnego z kuzynów Parkinson, którzy potrafili oczarować każdą pannę samym tańcem. - Co przypomina mi, że także zgubiłam się w tych korytarzach. Pamiętam, że lord Carrow był na tyle pochłonięty swoją opowieścią iż nie zauważył, skręciłam w inną alejkę - teraz mogło to wywołać rozbawiony uśmiech na twarzy Adeline, jednakże w tamtym czasie owe doświadczenie jawiło się jako największa z tragedii. Wtedy jeszcze wyobrażała sobie, że jej małżonkiem zostanie lord doceniający piękno i sztukę, z którym niemalże codziennie będzie spędzała czas na wielogodzinnych dysputach na temat wspólnie widzianych spektakli teatralnych czy wymianą emocjonalnych doświadczeń z koncertów w londyńskiej filharmonii. I chociaż rzeczywistość była tak daleka od jej młodzieńczych wyobrażeń to nie była pewna, czy chciałaby zamienić to, co ma na twór jej wyobraźni z młodzieńczych lat.
Kieliszki wypełnione szampanem nie zdziwiły Adeline. Wszakże każdy znał zdolności lady Nott oraz jej perfekcyjność w kwestii organizowania rozrywki swoim gościom. Ujęła więc kieliszek podany przez Edgara. Milczała przez chwilę, jakby rozważając każde słowo, które już za chwilę mogło paść z jej ust. Wcześniej nie przywykła do ostrożnego dobierania ich, tej słownej pokory nauczyła się wraz z przekroczeniem progu Durham Castle. W końcu pewniej chwyciła za kieliszek. - Chciałabym wznieść toast za nas, za rodzinę, a przede wszystkim za ciebie, Edgarze. Ten rok przyniósł nam wiele niespodzianek. Jedna z nich sprawiła, że na twych barkach spoczęła odpowiedzialność, której nie będę w stanie zrozumieć. Ktoś jednak kiedyś powiedział, że najlepiej obchodzą się z władzą ci, którzy jej nie pragną. Wierzę, że nie stracisz obranego przez siebie kursu - i chociaż ubrała swój toast w piękne słowa, żadne z nich nie było puste. Jednocześnie niczego nie mówiła wprost, ale miała nadzieję, że nie musi, zawsze stała u jego boku i to nie miało się zmienić. Śmiało mogła stwierdzić, że lordowie z Durham bardziej niż inni przedstawiciele czarodziejskiej arystokracji cenili sobie więzy rodzinne. Uniosła kieliszek delikatnie ku górze i gdy brzdęk szkła rozniósł się po okolicy, upiła łyk szampana. Własnie wtedy niebo nad ich głowami rozjaśniało migotliwym światłem, które odbijało się w jej niebieskich oczach. - To chyba dobry znak, prawda? - dodała po chwili, delikatnie zadzierając głowę ku górze.
Adeline Burke
Adeline Burke
Zawód : Arystokratka
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
part of her mystery
is how she is calm
in the storm and
anxious in the quiet
OPCM : 10
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7494-adeline-burke#206410 https://www.morsmordre.net/t7710-eunomia#213518 https://www.morsmordre.net/t7708-makowa-pani#213516 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle

Powrót do góry Go down

The member 'Adeline Burke' has done the following action : Rzut kością


'k20' : 17
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Labirynt - Page 10 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Czasem robiliśmy coś dla własnej uciechy, a niekiedy tak po prostu, bez konkretnego powodu. Prawdopodobnie ta przechadzka miała być jedną z takich chwil. Pozbawiona większych trosk, choć cały czas błądziłem w tej sytuacji po omacku. Nie do końca wiedziałem jak się zachować, nie chcąc urazić kroczącej obok damy; kobiety bywały tak potwornie wrażliwe. Zwykle bywałem szorstki w obyciu, ale w stosunku do płci pięknej zawsze starałem się odznaczać wyrozumiałością oraz dobrym wychowaniem, byleby tylko żadnej z nich nie urazić. No, dobrze, istniały niechlubne wyjątki od tej reguły jak choćby kobiety gardzące tradycją czy szlacheckim stanem, ale nie spodziewałem się spotkać żadnej z nich na dworze Nottów. Stąpająca obok niewiasta również nie sprawiała wrażenia istoty z pomylonymi wartościami, ale nie znałem jej wcale. Czy raczej tak mi się wydawało, bo gdyby zdjęła maskę z twarzy, pojąłbym z kim spędzałem ten wieczór. Trudno powiedzieć jak zareagowałbym na kogoś, kto masochistycznie szukał mojego towarzystwa mimo tego, że to było jej nie w smak, ale na razie nie miałem powodów do zmartwień. Prócz tego, by zapewnić towarzyszce idealny spacer, bo czy tego chciała czy nie, aktualnie znajdowała się pod moją opieką; jako starszy mężczyzna powinienem otoczyć ją ochroną przed ewentualnym zagrożeniem lub dyskomfortem. Stąd propozycja sięgnięcia po szampana, nawet jeśli jako uzdrowicielowi wydawało mi się to nieodpowiednie. Nie powinienem proponować alkoholu komuś, kto nie tak dawno skarżył się na złe samopoczucie. Na szczęście nieznajoma okazała się rozsądna, co przyjąłem nie tylko z poczuciem ulgi, ale też wdzięcznym kiwnięciem głową. – Oczywiście – potwierdziłem jedynie, jednocześnie zadowolony, że nie chodziło o kwestie zdrowotne. Pomimo minionych wydarzeń nie życzyłem czarownicy żadnej dolegliwości. Szczególnie, że nastawiłem się już na wspólny spacer… dziwne, że pomysł przebycia labiryntu w samotności nagle uznałem za dość przykry. To chyba nie był mój dzień, zachowywałem się doprawdy dziwacznie.
Najpewniej zastanawiałbym się nad sobą samym aż do końca tego niezwykłego spotkania, gdyby nie atrakcje czekające na nas pomiędzy zieleniną krzewów. Królik skradł moje serce i wielka szkoda, że należało wypuścić go na wolność. Skoro jednak rozmówczyni nie chciała przygarnąć go do siebie, to pozostało zostawić zwierzę samemu sobie. Po tych wszystkich pieszczotach jakie otrzymał od nas obojga; nie spodziewałem się, że zwykłe głaskanie białego futerka może sprawić tyle radości. Przez parę sekund poczułem, jakby wszelkie problemy ześlizgnęły się z ramion, a serce wypełniła jedynie ulga. – Dawno nie widziałem tak grzecznego królika. Może jest zaczarowany? – rzuciłem oczywiście niezbyt poważnie, ale mimowolnie przypomniało mi się dzieło o uciekającym gryzoniu z zegarkiem. Cóż, ten nigdzie się nie spieszył, a wręcz cierpliwie znosił naszą uwagę. – Wielka szkoda, ale rozumiem decyzję. Pozostaje mieć nadzieję, że sobie poradzi – odpowiedziałem na odmowę zakupu futrzaka. Chyba mniej przejmowałem się konwenansami niż sama kobieta, bo nie odbierałem podarunku za nic niewłaściwego, nawet jeśli nie łączyło nas żadne powiązanie. To zwykła uprzejmość, nic więcej. Tak jak propozycja odpoczęcia na ławce w altanie, by zaobserwować niezwykły kunszt fajerwerków. Nie było tego widać, ale wygiąłem usta w kpiącym uśmiechu. – Widzę, że postawiłaś sobie lady za punkt honoru bojkotować wszystkie moje sugestie – powiedziałem lekko rozbawiony. Nie, nie i nie, pozostało mi dostosować się do nastroju negującej wszystko niewiasty. Nie zdążyłem się zresztą odezwać na nowo, gdy przed naszymi oczami pojawił się najprawdziwszy jednorożec. Widząc podchodzącą do niego kobietę zatrzymałem się, pozostając w bezpiecznym dystansie. Nie byłem ani niezamężną kobietą ani młodym chłopakiem, więc trzymałem się z daleka, by szlachcianka mogła bez obaw pogłaskać to niezwykłe stworzenie. Musiałem przyznać, że było w nim coś magnetyzującego, co nie pozwalało oderwać od niego wzroku. Choć zrobiłem to na krótką chwilę sięgając po kolejny kieliszek szampana. Zastanawiałem się przy tym, czy się odezwać, ale postanowiłem nie płoszyć tego magicznego konia, a pozwolić czarownicy na czerpanie z tego wydarzenia. W końcu takie sytuacje nie zdarzają się zbyt często.
Lupus Black
Lupus Black
Zawód : Uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
"Znaj z odzieży - rzekł człowiek - co jestem, co mogę".
Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury;
"Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry".
OPCM : 5
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 45
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
https://www.morsmordre.net/t4105-lupus-black https://www.morsmordre.net/t4189-lupusowa https://www.morsmordre.net/t4188-lupus#84660 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t4464-skrytka-bankowa-nr-1060#95257 https://www.morsmordre.net/t4398-lupus-black#94303

Powrót do góry Go down

The member 'Lupus Black' has done the following action : Rzut kością


'k20' : 7
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Labirynt - Page 10 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Jej życzenie nie pochodziło wyłącznie z troski o wolność zwierzęcia – choć faktycznie, skoro tutaj kicało to prawdopodobnie tutaj już przez dłuższy czas mieszkało i nie chciała mu tego odbierać. Ale to życzenie pochodziło także z jej dumy. Wiedziała, że nie powinna mieć nic przeciwko podarkom zalotników, ale czy naprawdę musiało to być coś, na czym jej zależało? Wszystkie te suknie i biżuteria były w porządku… Dopóki ktoś rzeczywiście nie trafił na coś, co jej się podobało i chciała zdobyć sama. Wtedy bywała zirytowana.
Uśmiechnęła się pociesznie. Wypowiedź uzdrowiciela brzmiała urokliwie, ale raczej nie była zgodnie z prawdą.
Wątpię – odpowiedziała, kładąc palec wskazujący na dolnej wardze. – Jeżeli by był, to na pewno by tak nie wyglądał.
Może była próżna, że oceniała rzeczy po wyglądzie, ale królik nie wydawał jej się ani trochę magiczny. Dorastała na baśniach i intensywnych opowieściach. Widziała czasem rzeczy, które trudno było dostrzec, jednak czar królika – poza oczywiście typowym dla każdego puchatego zwierzęcia urokiem – prawdopodobnie nie istniał. A może poprzednie wydarzenia sprawiły, że właśnie tak sądziła? Sama już nie wiedziała.
Zamrugała na wzmiankę o tym, że odrzuca każdą propozycję. Nie spodziewała się takiej wypowiedzi, ale uniosła kącik ust z pewną lekkością. Droczyli się, tak? Zatem…
Myślę, że to raczej lord nie potrafi trafić w coś, co lubię – roześmiała się delikatnie w odpowiedzi. – Może tym razem to ja powinnam spróbować zgadnąć, co lord lubi?
Miała nadzieję, że nie brzmiało to wszystko zbyt wulgarnie. Były to czyste przekomarzanki, nie miała na myśli nic złego. Nawet pod maską wolała nie narazić się przypadkowej osobie.
Zaczęła delikatnie głaskać jednorożca, a potem przytuliła jego głowę do swojej. Był naprawdę piękny. Gdyby tylko mogła na nim pojeździć… Ale brakowało strzemion i innych kluczowych rzeczy. Do tego nie przypominała sobie z lekcji opieki nad magicznymi stworzeniami, by jazda na tych stworzeniach była wskazana i bezpieczna.
Po kilku minutach przytulania się z chętnym jej pieszczotom koniem, wreszcie się odsunęła. Żałowała, że nie mogła mieć go przy sobie w nieskończoność, ale nie mogła zrobić nic więcej. Patrzała z tęsknotą, jak magiczny koń galopem znika za rogiem.
Wkrótce potem zauważyła kolejnego kicającego odważnie królika. Czyżby lady Nott urządzała w labiryncie polowanie? Una naprawdę nie umiała logicznie wyjaśnić, czemu roiło się tutaj od tych stworzeń.
Powinniśmy już wracać? – spytała, odwracając się do nieznajomego. Było chłodno i byli już całkiem długo na dworze. Przechadzkę traktowała jako typowo niezobowiązującą, więc nie obraziłaby się, gdyby mężczyzna postanowił wrócić już do środka.



How long ago did I die?


Where was I buried?

Una Bulstrode
Una Bulstrode
Zawód : Arystokratka
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
You know the penalty if you fail.
OPCM : 18
UROKI : 13
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
I'm not yours to lose.
Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t7119-una-bulstrode https://www.morsmordre.net/t7199-una-czyta#192496 https://www.morsmordre.net/t7175-kneel-before-me https://www.morsmordre.net/f237-gerrards-cross-bulstrode-park-dwor-bulstrode https://www.morsmordre.net/t7202-skrytka-bankowa-nr-1758 https://www.morsmordre.net/t7201-una-bulstrode

Powrót do góry Go down

The member 'Una Bulstrode' has done the following action : Rzut kością


'k20' : 15
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Labirynt - Page 10 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Palce jednej dłoni wystarczyłyby mu w zupełności, gdyby chciał policzyć na ilu sabatach był w ciągu swojego życia. Najlepiej pamiętał pierwszy sabat, obowiązkowy dla każdego szlachcica, nawet tego wychowanego w Durham. Następny nastąpił wiele lat później, kiedy wrócił na święta z odległej wyprawy i nawet ojciec uważał, że powinien przypomnieć reszcie arystokratycznych rodów o swojej obecności. Faktycznie niewiele osób go wtedy rozpoznało. Na kolejny przyszło mu się udać przed ślubem, ale ten Adeline powinna doskonale pamiętać, wszak pierwszy raz wystąpili na nim jako para. Mimo wszystko największe szczęście spotkało ich w zeszłym roku, kiedy postanowili zostać w bezpiecznych murach rodowego zamku – Edgar wciąż przypominał sobie widok zakrwawionego i zszokowanego brata, który wrócił z sabatu, na którym zamordowano kilku nestorów. Aż dziwne, że niespełna rok po tragedii aż tyle osób postanowiło tutaj przyjść. Jemu tym bardziej wypadało się pokazać w towarzystwie, lecz pozostali czarodzieje równie dobrze mogli zostać w swoich częściach kraju. Edgar nigdy nie zrozumie dlaczego im się chce.
- Prawdopodobnie nikogo to nie dziwi - dobrze znał pogłoski jakie krążą o jego rodzinie. Milczący, poważni, nielubiący towarzystwa. To nie do końca była prawda, bo potrafili się bawić, ale wyłącznie w swoim zaufanym towarzystwie. - Cóż, to też nieszczególnie mnie dziwi, o ile myślimy o tym samym lordzie Carrow - odparł, skręcając w kolejną uliczkę zaczarowanego labiryntu. Sam nie wyobrażał sobie przy swoim boku żadnej żony, chociaż dobrze wiedział, że nie uda mu się uniknąć tego obowiązku. Teraz nie był pewny czy wieczna samotność byłaby aż tak dobrym pomysłem. Cenił obecność Adeline u swojego boku. Wysłuchał uważnie toastu, stwierdzając w myślach, że sam nie wymyśliłby lepszego. - Dziękuję. Lepiej bym tego nie ujął - Stuknął delikatnie swój kieliszek z jej, nie spodziewając się w tym momencie wybuchu fajerwerków. Wyjątkowo musiał przyznać, że kilka atrakcji lady Nott było całkiem znośnych. Upił łyk szampana, przyglądając się okazałym kształtom w jakie układały się fajerwerki. - Na pewno - nie wiedział skąd wziął się u niego ten optymizm, ale w tamtym momencie naprawdę widział ich przyszłość w ciepłych barwach, choć ze spotkań Rycerzy nie zawsze wynosił dobre wiadomości. Może to przez tego szampana, może dolano do niego jakiegoś eliksiru. A może nie było Edgarowi tutaj aż tak źle jak utrzymywał. - Czy to tak widać? - Zapytał po chwili, spoglądając niepewnie na swoją żonę, bo nie był przekonany czy chce słyszeć odpowiedź, chociaż nie mógł się powstrzymać przed zadaniem tego pytania. Nikomu się do tego nie przyznał, bo nie mógł wyjść na osobę o słabej woli, ale faktycznie nie ucieszył się szczególnie na tę niespodziankę w postaci rodowego sygnetu. Nie dlatego, że w siebie nie wierzył. Inaczej wyobrażał sobie swoją przyszłość. Wydawało mu się, że do końca życia będzie się skupiał na swoich pasjach, na klątwach, a nie sprawował pieczę nad całą rodziną i rodzinnym biznesem. Upił jeszcze jeden łyk, kiedy skręcali w kolejną uliczkę. Momentalnie do jego nozdrzy dostał się najwspanialszy zapach jaki kiedykolwiek czuł. Poprzednie myśli odeszły w cień, zastąpiły je same pozytywne wspomnienia. - Czujesz to? - Nie mógł się zdecydować czy bardziej czuje pustynny piach, świeże powietrze po burzy czy może... gumę balonową Drooblego. Uśmiechnął się pod nosem, bo zdecydowanie nie spodziewał się poczuć słodyczy, a jednak przywiodły mu one na myśl zabawne wspomnienia z dzieciństwa. Poczuł się zaskakująco błogo, wieczór wydał mu się ciekawszy, a Adeline jeszcze piękniejsza. Objął ją w pasie, składając pocałunek na jej ustach.


We build castles with our fears and sleep in them like
kings and queens



Ostatnio zmieniony przez Edgar Burke dnia 25.12.19 18:12, w całości zmieniany 1 raz
Edgar Burke
Edgar Burke
Zawód : nestor, B&B, łamacz klątw
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Gdybym był babą, rozpłakałbym się rzewnie nad swym losem, ale jestem Burkiem, więc trzymam fason.
OPCM : 30
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 31
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3108-edgar-burke#51071 https://www.morsmordre.net/t3159-nie-stac-mnie-na-wlasna-sowe#52274 https://www.morsmordre.net/t3158-gburek#52271 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t4912-skrytka-bankowa-nr-811#106945 https://www.morsmordre.net/t3160-edgar-burke#52278

Powrót do góry Go down

The member 'Edgar Burke' has done the following action : Rzut kością


'k20' : 18
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Labirynt - Page 10 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Może tak należało postąpić. Być troskliwym w stosunku do zwierzęcia, które zadomowiwszy się na ziemiach Nottów nie chciało się z nimi rozstawać. Wierzyłem jednak, że skoro tak mocno garnęło się do ludzi, to z pewnością zaadaptowałoby się do nowego miejsca zamieszkania. Nie dostrzegłem też w pytaniu niczego niestosownego, ale reakcja towarzyszki wzbudziła we mnie namiastkę poczucia winy. Może narzucałem się zbyt mocno? Westchnąłem bezgłośnie w duchu, nieco przeklinając swoje pomysły, ale czasu nie dało się już cofnąć. Pozostało dostosować się do życzeń kroczącej obok lady i nie przejmować się już tym, co zostało wypowiedziane. Królik oddalił się w kierunku równo przyciętych krzewów, ja z kolei nabrałem rześkiego powietrza w płuca. Było chłodno, ale chyba potrzebowałem ostudzenia własnego temperamentu. Od jakiegoś czasu czułem się nieswój i teraz powinienem zacząć naprawiać ten stan. Nie mogłem być wiecznie rozeźlony lub zgorzkniały, podobno takie zachowanie szkodziło wizerunkowi. Zwłaszcza Blacków, jak mniemałem. Uśmiechnąłem się nieznacznie, starając się odgonić przykre myśli oraz jednocześnie nie psuć uroczego spaceru. – Jak w takim razie wyglądałby zaczarowany królik? – spytałem o dziwo rzeczowo, choć z rozbawionym błyskiem w oku. Cóż, nie wydawało mi się to takie niespotykane, przecież żyjemy magią, a ta znajduje się wokół nas. Z pewnością też zaczarowane przedmioty lub zwierzęta nie wykazywałyby jawnych aspektów magiczności, ale nie zamierzałem się kłócić. Odczułem raczej zaciekawienie myślami kroczącej obok kobiety; lubiłem wiedzieć, tak samo jak rozszyfrowywać cudze poglądy czy sposób rozumowania. To zawsze mówiło wiele o człowieku. Niestety niektórzy byli wprawnymi aktorami, nierzadko spychając na manowce, przez co poznanie kogoś naprawdę wymagało wielkiego wysiłku do spółki z umiejętnościami.
Uniosłem lewy kącik ust zarówno na uzyskaną odpowiedź jak i następujące po niej pytanie. Powstrzymałem się od parsknięcia śmiechem, choć nie pamiętam kiedy ostatnio odczułem tak ogromną wesołość. Blackowie nie są weseli, nie żartują, nie śmieją się. Powinienem o tym pamiętać, a mimo to tak paskudnie jest trzymać wszystko w ryzach. – Rozumiem, że to subtelna aluzja do przerwania starań – rzuciłem nadal w podobnym, lekkim tonie. – Proszę bardzo. O ile nie będzie dotyczyć to uzdrowicielstwa oraz zagadnień pokrewnych, bo to raczej oczywiste – dodałem zaraz. Łatwa odpowiedź, ale chodzenie na łatwiznę nie powinno być zachętą, nawet jeśli chodziło o kobietę. Od zawsze wierzyłem w moc starań oraz umysłu.
Spokojnie oczekiwałem powrotu towarzyszki, teraz całkowicie skupionej na dostojnym stworzeniu, którego nie spodziewałem się ujrzeć w Hampton Court. Raczej w Gloucestershire, ale widocznie gospodyni lubiła otaczać się wszystkim, co unikatowe. Nie mogłem jej za to winić. Akurat skończyłem drugi kieliszek szampana, gdy czarownica powróciła, a jednorożec odszedł w swoją stronę. Za to pojawił się królik; może ten sam, a może inny, ale tym razem zbagatelizowałem jego obecność, skoro idąca obok dama nie wykazywała zainteresowania zwierzęciem. Za to przed nami zmaterializowała się altana oświetlona fajerwerkami, znowu. To ta sama? Zabłądziliśmy? Nie, przecież wciąż szliśmy na przód. – Hm – mruknąłem jedynie, bo zamyśliłem się nad pytaniem. Czy chciałem już wracać? – Myślę, że przespaceruję się jeszcze chwilę. Za to odprowadzę lady do dworku – zaproponowałem, bo rozumiałem, że kobieta chciała już wracać. Pogoda nie sprzyjała wycieczkom, z kolei złe samopoczucie dzisiejszego wieczora musiało nadwyrężyć jej siły. Dlatego zaproponowałem ramię do wsparcia się, po czym obrałem kierunek powrotny do posiadłości.
Lupus Black
Lupus Black
Zawód : Uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
"Znaj z odzieży - rzekł człowiek - co jestem, co mogę".
Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury;
"Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry".
OPCM : 5
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 45
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
https://www.morsmordre.net/t4105-lupus-black https://www.morsmordre.net/t4189-lupusowa https://www.morsmordre.net/t4188-lupus#84660 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t4464-skrytka-bankowa-nr-1060#95257 https://www.morsmordre.net/t4398-lupus-black#94303

Powrót do góry Go down

The member 'Lupus Black' has done the following action : Rzut kością


'k20' : 11
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Labirynt - Page 10 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Nie im było oceniać co sprawiło, że lordowie w towarzystwie swoich żon, sióstr, córek czy dalszych krewnych postanowili przekroczyć próg Hampton Court; kierowała nimi duma, a może najzwyklejsza głupota? Nigdy nie zapomni momentu, w którym dumni lordowie z Durham powrócili do swej rodzinnej posiadłości, przytłoczeni wydarzeniami z sylwestra. Podobnie jak nie będzie w stanie wyrzucić ze swych myśli okrytych warstwą kurzu sylwetek członków rodu, którzy wracali ze Stonehegde. Powinna dziękować sobie, za swoją nieobecność? A może odczuwać z tego powodu wstyd? Powinna puścić to w niepamięć i w istocie, wydarzenia minionych miesięcy coraz rzadziej nawiedzały myśli lady Burke. Jednakże nie znikną z nich na dobre. - Myślę, że nie możemy mieć nikogo innego na myśli - odparła, pozwalając nucie rozbawienia zabrzmieć w melodyjnym głosie. Wspomnienia młodości były niczym powiew świeżego powietrza. Przyjemnie orzeźwiał, ale ostatecznie znikał tak szybko, jak się pojawił i nie wracał prędko. Tamte lata pozostały historią uwiecznioną w słowach, rzadziej na fotografiach i stronicach ksiąg.
Chociaż nie odpowiedziała, gdy Edgar wyraził swoje zadowolenie ze wzniesionego toastu, to na bladej twarzy pojawił się wdzięczny uśmiech. Można by rzec, że lady Burke była damą z tysiącem uśmiechów i to nimi nauczyła się odpowiadać, gdy słowa wydawały się zbytecznym dodatkiem, aby nie powiedzieć przeszkodą. Po czym schowała ten niecodzienny widok najszczerszego z uśmiechów za szkłem, upijając łyk szampana, który pojawił się na ich drodze. I ruszyli dalej, nie śpiesząc się nigdzie; przecież mieli jeszcze czas. Za niedługo wrócą do niecierpiących zwłoki obowiązków nestora, Adeline znów będzie matką i żoną, zrzucając lodową kreację. Zdziwił ją optymizm Edgara, ale skoro w jego głosie pobrzmiewała nadzieja na lepsze jutro to i ona powinna wyzbyć się nachodzących ją wątpliwości. Pytanie Edgara wywołało kolejny z uśmiechów Adeline - ten spokojny, którego intencją było leczenie wszelkich niepewności, kojenie ich niczym najdroższy balsam. - Dostrzec mogą to jedynie ci, którym pozwolisz, aby to dostrzegli - oczywiście miała na myśli najbliższe kręgi Edgara, które być może ograniczały się jedynie do osoby Adeline oraz Quentina. Dla reszty miał zostać silną figurą w rodowej strukturze, człowiekiem, który być może miał wprowadzić ich w nowe, lepsze czasy.
Wraz z kolejnymi krokami i kończącym się szampanem w naczyniu, do nozdrzy lady Adeline zaczynał dochodzić zapach niezwykły. Woń starych woluminów mieszała się z kwietnym zapachem, otulając Adę przyjemną kołdrą, która sprawiła, że nieco ciaśniej owinęła dłonie wokół jego ramienia. - Tak - odparła krótko, a na tym jednym słowie zatańczyło rozmarzenie. Nagle wszystkie myśli, które mogły zmyć zadowolenie lady nestorowej zniknęły. Ta niemalże sielska atmosfera sprawiła, że nie czuła zaskoczenia, gdy silne dłonie Edgara objęły ją w pasie, a po chwili pocałował ją. Przymknęła nieco powieki, kładąc dłonie na jego szerokich ramionach, które po chwili zatrzymały się na jego szyi. Momenty tak intymne nie były częścią ich życia codziennego, więc może dlatego twarz Adeline promieniała w blasku światełek, krążących po labiryncie. Zaaferowana całą sytuacją dopiero teraz zorientowała się, że przed nimi wznosi się wieża, z której musiał rozciągać się niesamowity widok. Jedno spojrzenie niebieskich oczu w tamtym kierunku musiało Edgarowi wystarczyć, aby zorientować się jaki plan pojawił się w głowie jego żony. Nie miała zamiaru pytać - chwyciła jego dłoń i ruszyła w stronę krętych, pokrytych lodem schodów. Czy pożałowała swego pomysłu, gdy pierwszy raz poczuła się niepewnie, stawiając kolejny krok na następnym stopniu? Zdecydowanie nie, chociaż jej dłoń mocniej wszczepiła się w Edgara.

/zt


Ostatnio zmieniony przez Adeline Burke dnia 23.02.20 1:42, w całości zmieniany 1 raz
Adeline Burke
Adeline Burke
Zawód : Arystokratka
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
part of her mystery
is how she is calm
in the storm and
anxious in the quiet
OPCM : 10
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7494-adeline-burke#206410 https://www.morsmordre.net/t7710-eunomia#213518 https://www.morsmordre.net/t7708-makowa-pani#213516 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle

Powrót do góry Go down

Zastanawia się, czy na pewno do niej należała odpowiedź na to pytanie. Nie była typem marzycielki, choć magię traktowała jako nieodłączny element swojego życia. Poza tym nigdy specjalnie nie angażowała się w zajęcia dotyczące magicznych zwierząt, więc nie potrafiła określić, co odróżniało zwyczajnego królika od zaczarowanego.
Nie mam pojęcia, ale jako czarodzieje najczystszej krwi na pewno byśmy go rozpoznali – odparła szczerze. Dojrzewali przecież w środowiskach, które wypełniały czary. Nie mogli przeoczyć czegoś nasiąkniętego magią, za bardzo czuli się z nią związani.
Miała ochotę odpowiedzieć czymś więcej niż smutnym uśmiechem na żartobliwą wypowiedź, ale tego dnia nie za bardzo było ją na to stać. W jej sercu tkwiła pustka, której nie sposób było zaleczyć. Nawet sama Una to wiedziała.
Prawdę mówiąc, mogłaby się dalej oszukiwać, że nienawidzi Isabelli z całego serca. Że to, co zrobiła Selwyn, to była czysta zdrada. Ale Bulstrode przecież nikogo nie nienawidziła. Nie potrafiła, poza tym… czy to by cokolwiek zmieniło?
Nie oznaczało to naturalnie, że całkowicie wybaczyła byłej przyjaciółce. Dalej miała mętlik w głowie, nie była do końca przygotowana na taką sytuację. Nie umiała pogodzić się z tym, co zaszło, choć wmawiała sobie zupełnie inaczej.
Skoro jednak zaproponowała kontynuowanie konwersacji, wypadało to realizować. Choć teraz wolałaby znacznie ciszę – ona byłaby w tym momencie najprzyjemniejsza i najbardziej wymowna.
To będzie czyste spostrzeżenie, ale... – zaczęła powoli. – Pewnie lubi lord zwierzęta. Prawda?
Nie chodziło nawet konkretnie o te magiczne. Niektórzy po prostu, biorąc królika na ręce, byliby zdegustowani. W końcu to zwierzę dopiero co hasało po ziemi, swoimi brudnymi łapkami mogłoby ubrudzić elegancki strój… Nie wszyscy byliby zadowoleni, nawet dotykając takiego królika. Ale zdaje się, że to kwestia gustu, bo sama nie miała z tym problemu.
Dobrze, możemy tak zrobić. – Pokiwała głową. Co innego mieli do stracenia? Wbiła wzrok w ośnieżoną ścieżkę, zastanawiając się, czy natrafią tym razem na coś innego. Tym razem podczas ich spaceru przynajmniej ptaki na próżno próbowały im umilić czas śpiewem.



How long ago did I die?


Where was I buried?

Una Bulstrode
Una Bulstrode
Zawód : Arystokratka
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
You know the penalty if you fail.
OPCM : 18
UROKI : 13
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
I'm not yours to lose.
Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t7119-una-bulstrode https://www.morsmordre.net/t7199-una-czyta#192496 https://www.morsmordre.net/t7175-kneel-before-me https://www.morsmordre.net/f237-gerrards-cross-bulstrode-park-dwor-bulstrode https://www.morsmordre.net/t7202-skrytka-bankowa-nr-1758 https://www.morsmordre.net/t7201-una-bulstrode

Powrót do góry Go down

The member 'Una Bulstrode' has done the following action : Rzut kością


'k20' : 2
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Labirynt - Page 10 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Stworzenia nocy wypełniły przestrzeń, mamiąc kolorytem instynktownie przyciągającym spojrzenia, kusząc niewypowiedzianym za maskami skrytym — dźwięcznym brzmieniem głosów, płynnością gestów rozpoczynając polowanie. Ich łaknące wyzwań, niemalże na skraju głodu oczy śledziły się wzajemnie, doszukując się wszelkich przejawów niedoskonałości, odstępstwa od ideału kreowanego przez setki lat wiekopomnych tradycji. Słabości, które można było wykorzystać, pozwolić by z pozoru niewinne sploty zdań zatapiały się na wzór pazurów w miękką powłokę noszonej dumy, słodyczą uśmiechu przyszpilić do ziemi i wreszcie zadać cios, pozbawiony miłosierdzia, zaprawiony okrucieństwem kpiny oraz chwilowego kaprysu, chęci rozjątrzenia ran niepewności dla własnej uciechy. Jakże uwielbiała wychodzić na podobny żer, krążyć wokół nieświadomych zagrożenia sylwetek z chichotem muskającym różane wargi, z błyskiem łowczego czającego się w orzechu tęczówek oraz bielą niewinności okalającą wiotką postać, będącą osłoną dla przewrotności, której pragnęła oddać się tego wieczora. Poruszając się po włościach szlachetnego rodu Nott, niby terytorium własnym, roztaczała swój niepowtarzalny czar wdziękiem znaczony, dobierając towarzyszy skrupulatnie, pociągając zręcznie za języki, łechcąc ego i strosząc piórka. Czując się wspaniale pośród świateł oraz przepychu, z uwagą, którą kierowała ku tematom jej przychylnym, mogła śmiało stwierdzić, iż ten sabat był szczególny bliski jej sercu. Lecz to, co sprawiło, iż zadowolenie zagościło we wnętrzu artystki, zmusiło do zatrzymania pogoni potencjalnej zwierzyny była obecność narzeczonego, gdzie ciężar jego spojrzenia tłumił wyostrzone zmysły, żądza krwi ustąpiła pragnieniu aprobaty, atencji, jaką tylko obdarzyć mógł ją mężczyzna, który gotowy był związać się z perełką więzami przeznaczenia, nawet jeśli to obowiązek po prawdzie pętał ich wspólnie. W swej wspaniałomyślności postanowiła jednak o tym zapomnieć, zapomnieć, iż to z woli rodziny kroczy u boku bruneta, że gdyby nie decyzja głowy rodu, lord Burke nie poświęciłby młodziutkiej panience nawet swego milczenia. Pozbawiono by ją wglądu w myśli alchemika, obserwowania subtelnych zmian zachodzących na pozornie niewzruszonej, wiecznie poważnej twarzy i sama perspektywa tego była wprost oburzająca. Czas przemijał, niezmiennie rozpieszczając próżną lady, powoli przyzwyczajającą się do roli narzeczonej, a wraz z nim rodziła się potrzeba zagoszczenia w egzystencji Quentina na stałe — nie zamierzała być tłem, elementem wystroju, o którym przypominano sobie, gdy nastały chwile wypełniania małżeńskich obowiązków. Chciała wryć się w spowity alchemicznymi oparami umysł, zagościć w żyłach, znaleźć się pod skórą na tyle głęboko, by Quentin Burke nigdy nie ośmielił się zapomnieć o jej egzystencji, zbagatelizować Elodie w obliczu dotychczasowych zajęć oraz relacji. Rozpromienia się więc, gdy podarowany komplement opada na podatny grunt udobruchanego ego, z lekka zaniepokojonego, czy postać, w jaką się wcieliła, znajduje uznanie u partnera, czy światło otulające labirynt korzystnie wpływa na biel i niemalże niezauważalne odcienie bladej szarości, nie czyniąc zeń paskudnej zjawy.
Czy wierzy lord, iż przyjdzie wam jeszcze wiele podobnych wyjątkowości przeżyć? — pyta z naturalną sobie słodyczą, acz figlarność, jaka czai się w kącikach nieco uniesionych ust, sprawia, iż brzmi to bardziej jako nieszkodliwe droczenie się, rozleniwiona kokieteryjność nadal balansująca na granicy dobrego smaku. Myśli, iż może sobie na nią pozwolić, tu w osamotnieniu, w niezwykle intymnej atmosferze, w towarzystwie osoby, która miała stać się jej niezwykle bliska. Z którą przyjdzie jej niebawem dzielić myśli oraz ciało. Ale nie gusta niestety, chociaż Elodie szczerze wierzyła, iż jeszcze przyjdzie jej wpłynąć na odzieżowe decyzje przyszłego męża. Chyba chce dodać coś jeszcze, coś może żartobliwego, a może niewinnego, kiedy subtelny aromat mokrego mchu łączy się z zapachem atramentu. Mruga w lekkim oszołomieniu, nieco nieprzytomnie, kiedy powietrze pachnie konwaliami, a linia żuchwy Quentina nie wydawała się tak ostra, usta zaciskane w surową linię nigdy jeszcze tak nie przyciągały. Dyskretnie odwraca głowę, echo słonego karmelu jeszcze nęci nozdrza, maskując płochość własną śmiałością zastanowieniem. Nie może jednak milczeć, to byłoby nazbyt krępujące.
Nie nazwałabym ich przygodami sir — odpowiada łagodnie, acz iskry rozbawienia tańczą wokół źrenic otoczonych złotawymi plamkami — Bardziej wyzwaniem, kiedy co bardziej kuriozalne przebrania pojawiają się w zasięgu wzroku, za nic mając wytyczne obecnego sezonu. I gdy lord Avery po raz kolejny pozwala sobie na przytoczenie tej samej anegdotki, co poprzedniego Sabatu. Nieuprzejmym byłoby jednak odmówić mu tańca, nawet jeśli swym powtórzeniem rzuca cień na mą zdolność zapamiętywania szczegółów. A proszę mi wierzyć, pamięć mam zaprawdę doskonałą — marszczy delikatnie nosek, zaraz jednak skrywa wargi za opuszkami palców, oplatając mocniej ofiarowane ramię — Dane mi było jednak spotkać się z krewnymi oraz przyjaciółmi, więc mogę wybaczyć tego wieczora niemalże wszystko mój drogi lordzie, lady Nott zaprawdę przeszła samą siebie — wzdycha z rozmarzeniem, rozluźniona i całkowicie zadowolona. Nikt nie ośmieliłby się rzec nigdy, iż pomiędzy Parkinsonem a Burkiem zapanować mogła podobna im harmonia, jakby sprzeczności się ich nie imały, a raczej wpływały korzystnie na różnice, jakie w sobie nosili — A wam jak upłynął ten czas? Czy zauważyliście coś interesującego? — pyta beztrosko, kiedy skręcają w kolejną część labiryntu. Nie byłoby to najmilsze, gdyby tak mówiła tylko o sobie, nawet jeśli w swej skromności była przekonana, iż zasługiwała na miano persony nader ciekawej — Quentinie... — spoważniała, ciesząc się w duchu, iż róż zziębniętych policzków skryje sobą szkarłat zawstydzenia. Od urodzin mężczyzny nie nazwała go po imieniu, traktując to jako coś specjalnego, wyjątkowego — ...czy bawisz się choć trochę dobrze? — mówi miękko, z troską dla siebie niespodziewaną. Znała naturę swego ponuraka — a przynajmniej tak zakładała — i wiedziała, iż podobne spędy nie należały do wydarzeń przez niego lubianych. Lordowie Durham zapewne przepadali za czymś cichszym, nieco ciemniejszym, przyprawionym o mniejszy blichtr. Byłoby Elodie niezwykle przykro, gdyby zmuszał się do przebywania w jej towarzystwie. Acz przecież i rok temu widniał na poprzednim sabacie, u boku jakiejś przeklętej pół wili, o którą nie odważyła się dotąd w nadąsaniu zapytać, pozostawiając podobną słodkość na przyszłość.


Run your fingers through my hair,
Tell me I'm the fairest of the fair
Elodie Burke
Elodie Burke
Zawód : Dama na trzy etaty
Wiek : 20
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna

she's a saint
with the lips of a sinner


OPCM : 12
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica
she`s an  a n g e l
Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t6266-elodie-parkinson https://www.morsmordre.net/t6336-lethe https://www.morsmordre.net/t6343-once-upon-a-time https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6333-skrytka-bankowa-nr-1568 https://www.morsmordre.net/t6335-elodie-parkinson

Powrót do góry Go down

Strona 10 z 11 Previous  1, 2, 3 ... , 9, 10, 11  Next

Labirynt

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach