Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Labirynt
AutorWiadomość
Labirynt [odnośnik]03.07.16 23:49
First topic message reminder :

Labirynt

Po wyjściu z sali balowej, schodząc marmurowymi schodkami z niewielkiego tarasu, trafia się do zachodniej części ogrodu. Latem, spacerującym wśród idealnie przyciętych tui umila czas plusk niewielkich fontann z urokliwymi, białymi rzeźbami nimf leśnych. Jednakże to nie niewielke ogrodowe alejki stanowią główną atrakcję tej części posiadłości - tuż za fontannami znajduje się wejście do majestatycznego labiryntu. Równo przycięty, gęsty żywopłot wije się na przestrzeni kilku hektarów. Wąskie ścieżki co kilkadziesiąt metrów rozszerzają się na większe pola, gdzie ulokowano ozdobne posągi lwów i nimf leśnych, krzewy czy ławeczki, na których można odpocząć. Jednakże Lady Adalaide co rusz ostrzega swoich gości, że zapuszczając się zbyt daleko, odnalezienie drogi powrotnej może zakończyć się fiaskiem - bowiem labirynt co chwila zmienia położenie swoich ścieżek, a ponadto kilkumetrowe ściany zieleni skutecznie uniemożliwiają odnalezienie wyjścia.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Labirynt - Page 11 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down


The member 'Elodie Parkinson' has done the following action : Rzut kością


'k20' : 4
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Labirynt - Page 11 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Spodobała mu się odpowiedź, którą uzyskał. Nie chciał, żeby ktokolwiek zauważył, że jest niezadowolony z nowej roli. Chociaż słowo niezadowolony nie do końca opisuje odczucia Edgara co do nowego obowiązku. Na swój sposób był zaszczycony tym wyróżnieniem, bo sir Alaric wcale nie musiał wybierać właśnie niego – wśród mieszkańców Durham znalazłoby się jeszcze kilku innych dobrych kandydatów. Edgar niejednokrotnie zastanawiał się co takiego wyróżniało go od reszty potencjalnych nestorów i wciąż nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie. Szczególnie, że Alaric znał go od dziecka i widział wszystkie jego potknięcia. Widział też jak nie chciało mu się w młodości pracować w sklepie i jak znikał na długie miesiące za granicą. Może Alaric zrobił mu na złość, dożywotnio wiążąc go z murami Durham. Może to wcale nie miało być wyróżnienie, a kara? Tak czy inaczej Edgar nie miał innego wyjścia jak przyjąć na siebie nową rolę i jak najszybciej się w niej odnaleźć. Przynajmniej Adeline od samego początku zdawała się być zadowolona nową sytuacją; zawsze lubiła blichtr i pewnie trochę go jej brakowało, nie mogła temu zaprzeczyć.
Temu wydarzeniu nie brakowało bogactwa i przepychu. Nawet labirynt prezentował się niezwykle okazale, za każdym rogiem odkrywając nowe tajemnice. Nie spodziewał się, że przed nimi wyrośnie wieżyczka – Adeline nie musiała posyłać mu tak jednoznacznego spojrzenia, sam też miał ochotę tam zajrzeć. Schodki były dość strome, jednak wejście na samą górę było warte tego wysiłku. Rozpościerał się bowiem stamtąd widok na Hampton Court, a w oddali chyba nawet majaczył Londyn. Gdzieś tam na dole zauważył sylwetki lady Bulstrode i lorda Blacka, a nawet swojego młodszego brata. Był przekonany, że czuje się równie niekomfortowo co on w tym tłumie rozgadanych szlachciców, ale jak widać również znalazł chwilę wytchnienia w okazałym labiryncie. Przyglądał mu się przez chwilę jak rozmawia o czymś z lady Parkinson. Czyżby o zbliżającym się ślubie?
Na nich też w końcu przyszedł czas. Opuścili posiadłość Nottów po kilkugodzinnej zabawie, nawet nie tak złej jak Edgar się spodziewał.

zt


We build castles with our fears and sleep in them like
kings and queens

Edgar Burke
Edgar Burke
Zawód : nestor, B&B, łamacz klątw
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Gdybym był babą, rozpłakałbym się rzewnie nad swym losem, ale jestem Burkiem, więc trzymam fason.
OPCM : 30
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 31
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3108-edgar-burke#51071 https://www.morsmordre.net/t3159-nie-stac-mnie-na-wlasna-sowe#52274 https://www.morsmordre.net/t3158-gburek#52271 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t4912-skrytka-bankowa-nr-811#106945 https://www.morsmordre.net/t3160-edgar-burke#52278

Powrót do góry Go down

Staram się nie rozmyślać na przyszłością zbyt mocno. Dużo bardziej frapująca wydaje mi się teraźniejszość, gdy decyzje należy podejmować natychmiast, zaś słowa wydobywające się z ust powinny być wyważone i przemyślane. Zbyt dużo bodźców napierających z każdej strony każe mi się zamknąć w tym, co jest - muszę należycie na nie reagować, żeby nie popełnić niewybaczalnego błędu. Właśnie dlatego preferuję mniejsze zbiorowiska, te większe przytłaczają mnie do szpiku kości. Jest zbyt wiele elementów, którym powinienem poświęcać uwagę, a Elodie pragnie zaskarbiać większość z niej. Nie mógłbym jednak kroczyć wiecznie wpatrzony w orzechowe tęczówki, chociażbym bardzo tego chciał. Odseparowałoby mnie to od pozostałych gości sabatu, zaintrygowanych odgadywaniem skrytych za maskami twarzy. Nie chcę uczestniczyć w tym przedstawieniu, nie godzę się na bycie okazem w klatce, który można z zaciekawieniem oglądać i badać. Prawdopodobnie nie zjawiłbym się wcale, gdyby nie powinność wobec narzeczonej - może też odrobina potrzeby, żeby wkraść się w jej łaski. Pomimo poważnych rozmów toczonych przed tygodniami, nadal nie do końca wiem jaki lady Parkinson ma do mnie stosunek. Ciężko przebić się przez uprzejmość, dostrzec, czy jest ona prawdziwa lub nie. Nie jestem spostrzegawczy ani domyślny, zwykle pogrążam się w naukowych rozważaniach, nie zaś rozwikływaniu relacji międzyludzkich. Trochę żałuję, że nie zadbałem o swą dociekliwość w kontaktach z innymi już za młodu, gdy mogłem wiele pojąć. Wtedy jednak żyłem w przekonaniu, że świat leży u moich stóp - to inni powinni próbować rozszyfrować mnie, nie na odwrót. Typowa arystokratyczna pycha podsycana przez rodzinę. Dopiero życiowe porażki pozwalają mi ustawić odpowiedni kurs i chociaż nadal uważam się za członka najlepszego z rodów, to cierpię z powodu braku umiejętności interpersonalnych. Analiza danych to podstawa w świecie logiki, dlaczego ją zaniedbałem? Lub raczej - dlaczego pozwoliłem egocentryzmowi zwalczyć w sobie ciekawość świata, potrzeby kształcenia się także w naukach społecznych? Popełniłem kolejny błąd, którego nie da się już naprawić.
Brakuje mi typowej dla młodości dociekliwości, chociaż krocząca obok partnerka dzisiejszego wieczoru, a wkrótce także całego życia, na pewno miałaby na ten temat odmienne zdanie. Od czasu do czasu wraca do mnie wspomnienie nierozsądnego poszukiwania ingrediencji na terenie rezerwatu w Gloucestershire i doprawdy, rzadko które zdarzenie zawstydza mnie równie mocno co właśnie ono. Z drugiej strony muszę przyznać, że stało się ono pewnym przełomem w naszej relacji z Elodie - przede wszystkim mogła mnie wreszcie poznać. Dotąd pewnie nie wiedziała nawet, że istnieję, ale nigdy nie miałem o to żalu. Sam staram się zachować jak największy dystans. Stać się niewidzialnym, niedostrzegalnym. Labirynt na tyłach domu pozwala mi spełnić garstkę tych pobożnych życzeń; wreszcie nie muszę mierzyć się z gwarem pozostałych arystokratów, z koniecznością przeprowadzania nic nieznaczących rozmów czy intensywnego wzroku na swej sylwetce. Potem, jeśli ktokolwiek patrzył w moją stronę, na pewno zawieszał ciekawskie spojrzenie na pięknej czarownicy - żałuję tylko, że za maską jej uroda nie jest aż tak dostrzegalna. Co za niedopatrzenie.
Dobrze, że wiem jak prezentuje się dama przystrojona w prawdę. Dobry nastrój również dodaje blasku, z kolei naturalny wdzięk zachwyca pomimo utajnionej tożsamości. Do tego korytarze żywopłotów zapewniają spokój - czego więcej chcieć?
- Wierzę, wyczekuję ich ze zniecierpliwieniem - odpowiadam spokojnie, ze spojrzeniem ubranym w wewnętrzne ciepło. Gdybym tylko potrafił, uśmiechałbym się przez ten cały czas powolnego pokonywania kolejnych metrów. Może z mniejszym zadowoleniem, gdy zmysły zaczynają wariować, a umysł podpowiada nieodpowiednie scenariusze. Muszę użyć całej silnej woli, żeby nie chwycić nadobnej lady w ramiona w celu złożenia na jej ustach pełnego żaru pocałunku. Salazarze, to brzmi jak scena żywcem wyjęta z powieści romantycznych; przynajmniej tak mi się wydaje, żadnej nie czytałem. Usiłując zepchnąć na bok nieprzystojne myśli oraz gesty, koncentruję całą uwagę na brzmieniu głosu Parkinsonówny - cholera, nawet jego tembr brzmi kusząco, jak najpiękniejsza na świecie symfonia. Muszę się opanować. Wdech, wydech, wdech, wydech. Lord Avery, anegdotka, dobra pamięć, wybaczenie. - To bardzo cenne informacje - zauważam. Jeśli mówi prawdę, to rzeczywiście przybywa mi więcej szczegółów do zapamiętania. To dobrze. Chcę poznawać ją już do końca życia. - Jedynym ciekawym elementem była niezwykła kolekcja dzieł sztuki. Inspirujące obrazy, zapierające dech w piersiach rzeźby, to wszystko nasyciło mą duszę - opowiadam pokrótce. - Na całe szczęście odnalazłem ciebie, lady - dodaję. Przerwała me męki zagubienia w tym tłumie, za co jestem wdzięczny. Dotąd starałem się spoglądać przed siebie, ale wyrwanie mego imienia z różanych warg skutecznie niweczy plany powściągliwości, gdy wzrok znów pada na kobiecą sylwetkę. - Teraz już tak - rzucam cicho, szczerze. Chłodna dłoń muska tą zaplątaną na ramieniu; onieśmielona, ale potrzebująca bliskości. To nadal amortencja czy już coś więcej? - Mam nadzieję, że nie odrywam cię od prawdziwej zabawy - wypowiadam nagle, po krótkiej pauzie, przejęty. Staram się jak mogę, ale czy wystarczająco? - W razie czego przygotowano szampana - dopowiadam, przystając i sięgając po dwa kieliszki z kamiennej półki. Jeden z nich ofiarowuję narzeczonej. - Co powiesz na toast? Nasz prywatny? - proponuję. W głosie chyba pobrzmiewa nadzieja.


Mil­cze­nie, cisza gro­bowa, a jakże wy­mow­na. Zdmuchnęła is­kry złudzeń. Zos­ta­wiła tło stra­conych nadziei.
I po­wiedziała więcej niż słowa.

Quentin Burke
Quentin Burke
Zawód : alchemik, ale pomaga u Borgina & Burke'a
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Unikaj milczenia
z którego zbyt często korzystasz
ono może rozwiązać ci język.
OPCM : 0
UROKI : 5
ELIKSIRY : 40
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
https://www.morsmordre.net/t3067-quentin-burke#50373 https://www.morsmordre.net/t3092-skrzynka-quentina#50608 https://www.morsmordre.net/t3083-disco-inferius#50538 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t3300-skrytka-bankowa-nr-783#55807 https://www.morsmordre.net/t3261-quentin-burke

Powrót do góry Go down

Przyszłość jawi się niewiadomą. Niepewnością zroszoną odrobiną obaw, swoistym podekscytowaniem oraz możliwościami niezgłębionymi. Chociaż to śmieszne, czyż nie wszystko winno iść tokiem naturalnym, znanym tak dobrze szlachetnie urodzonym damom? Narzeczeństwo płynnie przechodzące w związek dwóch dusz siłą połączonych węzłem małżeńskim, wdzięczne przyjęcie na wąskie ramiona roli pani żony, aż wreszcie po odpowiednio krótkim czasie pani matki. Troskliwe spozieranie na los pociech, przekazywanie wiedzy, jaka płynęła w błękicie linii żył, zapewnienie im najwspanialszego żywota z możliwych. Och, ale gdzie w tym były te możliwości niezgłębione? Skra ekscytacji, łaknienie czegoś ponad przypisaną funkcję? Sztywne ramy, w których rozrysowano jej postać, zdawały się niewystarczające, kiedy panienka Parkinson wyciągała swoje wypielęgnowane rączki zachłannie po więcej, nie godząc się na całkowitą utratę tego, co w tak króciutkim czasie udało się jej pozyskać. Wciąż chciała się rozwijać, ćwiczyć swój kunszt literacki, niezmiennie zachwycać świat swoją twórczością oraz zmyślnością w kwestiach modowych, rozkwitać w uwadze jej poświęcanej i nawet jeśli zmiany były nieuchronne, a ścieżka spisana wieki temu nie zmieniła się wcale, tak Elodie w swej pysze zamierzała stąpać po niej podług własnej woli. Mogła tego dokonać, była o tym przekonana nawet teraz, z zaróżowionymi policzkami od chłodu, z pewnym ramieniem użyczającym jej siły — póki spojrzenie Quentina było jej przychylne, póki jego troska wywoływała to zabawne drżenie w jej wnętrzu, mogła wierzyć, iż przy nim może wciąż w swym rozkapryszeniu czynić, co zechce, nawet wtedy, kiedy spomiędzy ich ust padnie znamienne tak. To było dosyć urzekające, wywołujące iskry zniecierpliwienia, a zarazem jakiejś łagodności, która powstrzymywała perełkę przed zbytnim kłopotaniem lorda Burke. Maskarada należała do wspaniałych okazji na ukazanie siebie oraz niepowtarzalnego stroju, w jaki powiła dziś swe ciało, a jednak nie poczyniła ni jednego gestu mającego przyczynić się do przyłączenia do zabawy. Być może w swej naiwności sądziła, że jeśli nie będą w samym centrum zainteresowania, to najmilszy narzeczony uzna, że sabaty w rzeczywistości nie są tak wielkim utrapieniem i z własnej woli postanowi udzielać się u boku przyszłej małżonki w podobnych wydarzeniach. Och, jakże to byłoby cudowne! Jakże wspaniałe! Z dumą mogłaby stąpać po salonach, pokazując, jak wielkim wsparciem jest jej najdroższy ponurak, a wszystkie te lady dotąd spozierające nań z powątpiewaniem oraz swoistym współczuciem, będą zmuszone przygryzać swe wężowe języki w poczuciu całkowitej klęski, gdy obiekt złośliwostek okaże się być bardziej godny szacunku, niźli niepochlebnych komentarzy. Nikt by się nie ośmielił, oświadcza pewnie w duchu blondyneczka, wciąż nieco otumaniona amortencją unoszącą się w powietrzu, zauroczona całkowicie szczątkowym tańcem mięśni na zwykle obojętnej twarzy partnera, zdawkowością słów, które powinny płynąć spokojnym tonem zaskakująco kojącego głosu już zawsze. Blondynka nie panuje nad słodyczą uśmiechu, kiedy to padają oczekiwane zapewnienia, nad radością rysującą się wyraźnie pomimo noszonej maski. Czy tak powinno to wyglądać? Wspólne istnienie, które wreszcie osiągało pełną harmonię, pozwalającą się cieszyć ze wzajemnej bliskości? Nie wiedziała, nie miała doświadczenia w tych kwestiach, mogła posiłkować się li jedynie własnymi obserwacjami oraz zaborczym przekonaniem, że nawet jeśli, to ich więź i tak pozostaje wyjątkowa. Że poprzednie związki Quentina są ledwie pyłem w obliczu tego, co miało ich czekać. Ach, czy właśnie ukazywała zbytnią próżność? Czy może ślepą potrzebę karmienia się równie słodkimi co jej uśmiechy kłamstewkami, jakie to pozwolą oszczędzić artystce trosk wszelakich?
Lady Nott znana jest z doskonałego gustu, jeśli chodzi o sztukę. Byłam mile zaskoczona, kiedy pośród mijanych dzieł dostrzegłam twórczość monsieur Dumont'a, jego obrazy zawsze pozostawiają po sobie jakieś niepojęte wrażenie niedopowiedzenia. Jakby w każdym pociągnięciu pędzla tkwiła jakaś tajemnica, którą przychodzi odkryć wraz z kolejnym baczniejszym spojrzeniem. Czy przykuł on i waszą uwagę sir? — pyta się z przejęciem, jako dziecię sztuki nader chętnie podejmowała się tematów z nią związanych, jakże wspaniale było wiedzieć, iż lord Burke również nie lękał się rozmawiać o podobnych kwestiach — Na szczęście mnie znaleźliście — powtarza cicho, muskając drobną dłonią drugą dłoń, większą, chłodniejszą, ale jakże zastanawiająco rozgrzewającą każdy fragment składający się na Elodie.
Wszystkie zabawy bledną przy waszym towarzystwie, nie mogłabym chcieć być nigdzie indziej niż tutaj z wami — zdradza szczerze, zaraz opuszki palców do ust przykładając w uciesze, kiedy dostrzega czekające na nich kieliszki szampana. Och, cóż za wyjątkowa, niesamowita atmosfera! Ujmuje podane naczynie ze skrzącym się orzechem oczu — Brzmi cudownie. Tylko za co powinniśmy wypić? Za nas? Za przyszłość? A może za chwile podobne tej? — pyta miękko, pozwalając mu wybrać, sformułować własne myśli, ośmielić się życzyć. Jak często pragnęła sięgnąć ku czerni włosów, ujrzeć, w jaki sposób funkcjonuje jego umysł, dotknąć bladych skroni, by chociaż na chwilę ukoić gonitwę, jaka często nawiedzała głowę alchemika. Jest gotowa upić łyk szampana, kiedy to różane wargi rozchylają się, a na twarz wstępuje zakłopotanie i może...nadzieja? Oto bowiem nad nimi zawieszono jemiołę.


Run your fingers through my hair,
Tell me I'm the fairest of the fair
Elodie Burke
Elodie Burke
Zawód : Dama na trzy etaty
Wiek : 20
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna

she's a saint
with the lips of a sinner


OPCM : 12
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica
she`s an  a n g e l
Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t6266-elodie-parkinson https://www.morsmordre.net/t6336-lethe https://www.morsmordre.net/t6343-once-upon-a-time https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6333-skrytka-bankowa-nr-1568 https://www.morsmordre.net/t6335-elodie-parkinson

Powrót do góry Go down

Przybywamy ze wschodniej wieżyczki

Płomienia takiego nie było między nimi od dawien dawna. Czy buchał dziś dzięki pocałunkom na umyśle składanym przez drogie alkohole, jakimi raczyło Hampton Court? Czy trawił ich całych gamą wszelkiego gorąca przez niespodziewanie odkryte ciepło wspomnień, jakie niegdyś złączyły ich w jedność sprawczą fizycznością? Perfekcjonizm spleciony z egoizmem, namiętność z zachłannością, odnaleźli się pośród surowego kamienia zamczyska i ostali razem mimo przeciwności, prób, na jakie wystawiało ich przeznaczenie. Na wzór obrządków staroegipskich również ich dusze ważono przed wkroczeniem do świata wiecznej obfitości i pomyślności, a te miało ofiarować nadejście upragnionego przez oboje syna. Catriona westchnęła w przyjemności migoczącej w podbrzuszu, kiedy to jej pan mąż wspominał noc obdarcia jej z niewinności. Jakże mogłaby zapomnieć? Do uszu szeptał słodkie zapewnienia, kłamał, byle tylko posiąść to, co w równie skrzywionej ufności darowała mu w swej sypialni, spłakana młodzieńczą łzą, a potem oddychająca pierwszą w życiu satysfakcją. Być może to bezprawie ich legnięcia sprawiło, że Albert i Catriona zapałali do siebie wówczas takim pociągiem; on spełnił dziewczęce marzenie, ona udowodniła, że poświęcić była zdolna wszystko, byle tylko uwagę jego otrzymać i przy sobie zatrzymać.
- I krew na prześcieradle, i sińce na udach, i twój zapach, który został na mnie do porannej kąpieli - odparła szeptem przeznaczonym wyłącznie jego uszom, podczas gdy dłoń wolna od jego uścisku sięgnęła ramienia arystokraty, z zadowoleniem sunąc po mięśniach, których skryć przed nią nie mógł nawet najdroższy materiał. Splamiło go kalectwo, jednak sprawności wciąż Albertowi odmówić nie było można. Gdyby nie judaszowa laska zdradzająca niedoskonały krok, nikt nie byłby w stanie odróżnić go od mężczyzny zdrowego, w pełni nienaruszonych nigdy sił. - I to, jak trudno nazajutrz było mi jeździć konno - wymruczała dyskretnie. Na szczęście żaden z jej nauczycieli nie dopatrzył się uchybień, które dziewczę kamuflowało z oddaniem, byle tylko w sekrecie zachować nieczystość, jaką sprowadził na nią dostojnik w nocy po pogrzebaniu mizernej, obcej żony. - I pierwszy sekret, który razem od tamtego dnia dzieliliśmy, tylko my - zakończyła, zachęcona spragnioną ręką zamykającą jej talię, by przylgnąć do niego w pełni zaledwie na kilka sekund, tak, by biodra otarły się o biodra, by pożądanie otarło się o pożądanie. Cóż za szkoda, że przyszło im znajdować się w Hampton Court, pośród znamienitych gości o odpowiedniej pozycji, nie zaś w prywatności jej komnat, gdzie Albert mógłby bez obaw zedrzeć zeń suknię i zaklęciem rozciąć kolejny z gorsetów, byle tylko do gorącego ciała dostać się jak najprędzej. Mówił też o wzroku, który wodził za nią po bankietowych komnatach, czym na usta Catriony zaprosił uśmiech krótki, kwaśny, trwający znów ledwie sekundy, nie więcej. - Są dla mnie zbyt słabi - przyznała bezlitośnie, odsunięta już nieco, by nie ofiarować mu tej nocy zbyt dużo własną nachalnością. Może i osąd miała stępiony alkoholowymi doznaniami, lecz godność pozostawała w niej niezmienna, tak jak i rola kusicielki, w którą wdawała się kiedy to Albert oczekiwał tego najmniej. Zdolna była wówczas do monopolizowania jego uwagi. Hedonistyczny lord często spoglądał na inne ciała, młodsze niż ona sama, jednak zdarzało się tak, że na świecie był tylko dla niej, tylko jej, a ona tylko dla niego, tylko jego - nawet jeśli wciąż nie łączyło ich spełnienie najważniejszej z przepowiedni. - Nie mogą równać się z panem, którego pierścień noszę na palcu. Ale niech patrzą. Niech zazdroszczą - wyszeptała Catriona, po czym głowę przechyliła lekko do boku, lustrując lico mężczyzny skryte za maską wzrokiem ni uważnym, ni igrającym zwodniczym błyskiem. - Czyżby głośniejsze były od myśli? - pobudzone, spragnione, na łaskę zmysłów skazując Alberta, nie beznamiętnych kalkulacji; z cichym już skinięciem przyjęła potem zaoferowane ramię, by z wieży Hampton Court ruszyć w dół do samych ogrodów, gdzie powitało ich tchnienie zimowego powietrza. Nie było ono jednak tak chłodne, jak powinno - być może na skutek zaklęć, jakimi przygotowano posiadłość do wystawnej zabawy, śnieg natomiast miękko ulegał pod obcasami pantofli, kiedy przemierzyli ścieżkę między fontannami i zbliżyli się do labiryntu. Żywopłot był wysoki, wyższy znacznie niż lord Rowle, natomiast wkroczenie na jego teren było magiczne: ślady obuwia pozostawiane na ziemi nie miały tam racji bytu. Catriona odstąpiła wówczas od męża, rękę cofnąwszy z jego ramienia, po czym wolnym krokiem ruszyła przed siebie, pomiędzy wnękę w zielnych ścianach, a chód miała miękki, z naturalnym kołysem bioder, które jak dotąd nie powiły syna zdolnego przeżyć jeden rok.
- Zgubię się tutaj - zapowiedziała nagle, enigmą nasączając głos, nim na męża spojrzała przez ramię, spod złoconej maski sowy przysłaniającej pół lica. Wydawać by się mogło, że tu akurat, dzięki przychylności przodków, byli sami. - Odnajdź mnie, nieznajomy, jeśli masz ku temu ochotę. Upoluj. Los wówczas pokaże, co się stanie - uśmiechnęła się znowu, lecz jeszcze dyskretniej niż wcześniej, grymas ten zachowując przede wszystkim dla siebie. W tę jedną noc w roku pragnęła ułudy. Maskarady, do jakiej zachęcała lady Nott, w końcu poddana atmosferze pokrewnej ogniu Bulstrode'ów płonącemu w jej żyłach. Innej codzienności, a jednocześnie tak boleśnie pokrewnej. - Albo pozostaw mnie tu samą, a wtedy wrócę do Ylvy, kiedy zbyt niewygodnym okaże się oczekiwanie - nie odwróciła się już by spojrzeć na niego w pełni, a ruszyła tylko przed siebie, niknąc niebawem za pierwszym zakrętem żywopłotowego labiryntu.

Jeśli Albert zdecyduje się odnaleźć Catrionę, zadanie to będzie:
k1 - łatwe, lady Rowle nie zdążyła zajść daleko, oczekiwać będzie przy niedużej fontannie o zmrożonej wodzie, z posągiem w kształcie kobiety przywdziewającej maskę
k2 - dosyć trudne, ST znalezienia Catriony wynosi 45, dolicza się bonus ze spostrzegawczości
k3 - bardzo trudne, ST znalezienia Catriony wynosi 70, dolicza się bonus ze spostrzegawczości
Jeśli Albert zdecyduje się odejść:
k1 - wpadnie na niego podchmielony uczestnik zabawy, wylewając wino na szatę szlachcica
k2 - stanie się świadkiem donośnej dyskusji dwóch dostojników o rzekomej wyższości inwestycji w trolle domowe zamiast charłaczych stróżów bezpieczeństwa arystokratów, co niebawem eskaluje w podsycone alkoholem wzajemne pohukiwania i wreszcie deklarację pojedynku
k3 - odbędzie się to bez turbulencji / Twój wybór!


something borrowed
must be returned, flowers in bloom will wither, my dream began with your glance. for whom did i look beautiful then? for whom do i sigh today? i do not wish to waste what you have given me, so i will go all the way, all for fate.
Catriona Rowle
Catriona Rowle
Zawód : jejmość ziem Cheshire
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
her chest filled with diamonds and gold.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 17
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 18
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10485-catriona-rowle#317948 https://www.morsmordre.net/t10663-naudhiz#323255 https://www.morsmordre.net/t10666-lady-cheshire#323270 https://www.morsmordre.net/f361-cheshire-beeston-castle https://www.morsmordre.net/t10664-skrytka-nr-2320#323256 https://www.morsmordre.net/t10665-catriona-rowle#323257

Powrót do góry Go down

Strona 11 z 11 Previous  1, 2, 3 ... 9, 10, 11

Labirynt

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach