Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Salon popołudniowy
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Salon popołudniowy

Jest to miejsce, w którym lady Nott zwykle podejmuje inne czarownice, zaproszona na niezobowiązujące spotkanie przed nadejściem wieczoru. W tym miejscu pijane są herbaty, prowadzone rozmowy o życiu towarzyskim szlachty czy też rozgrywane partie brydża. Wnętrze pomimo obfitych zielono-złotych zdobień jest utrzymane w lekkim tonie dzięki umiejętnie wplecionym beżu i bieli, kontrastujących z ciężkim wyglądem złotych rzeźb. Salon popołudniowy to zdecydowanie jedno z najbardziej reprezentatywnych miejsc w rezydencji Nottów, podkreślający tylko, że każdy gość - nawet ten odwiedzający Nottingham na porządku dziennym - zasługuje na najpiękniejsze przyjęcie.


Festiwal kwiatów

Cały salon popołudniowy przeznaczono na dom kwiatów, pozwalając tam zagnieździć się wszystkim tym ozdobom, dla których nie starczyło miejsca w pozostałych częściach Hampton Court. Lady Adalaida Nott nie zgodziła się na ich wyrzucenie, to też pomiędzy kanapami i sofami powstała istna wystawa kwiatów, idealna dla młodych zakochanych, którzy chcą spędzić urocze chwile otoczeni wonią bukietów. W misach tuż przy wejściu leżą zerwane i zabezpieczone kwiaty. Znaleźć tam można czerwoną różę, gerberę, białą lilię, goryczuszkę, gazanię i dalię, które przypiąć można do butonierki, lub włosów. Ozdabiając w ten sposób strój karnawałowy.

Wchodząc do pokoju należy rzucić kością k6:
1: Młody skrzat przemknął zbyt szybko pomiędzy Twoimi nogami, przez co tracisz równowagę i powoli zaczynasz upadać (ST utrzymania się na nogach wynosi 60, a do rzutu dodaje się zwinność). Jeśli Ci się nie uda, lądujesz prosto na miękkim fotelu, który mógłbyś przysiąc, że wcześniej tam nie stał. Ten okazuje się być stworzony całkowicie z płatków czerwonej róży i jest na nim miejsce na dwie osoby.
2: Otaczają Cię kwiaty gerbery, które wirują wokół Twojej głowy, przez chwilę tworząc na niej zaczarowany wianek. Niedługo potem odlatują, ale w twoich włosach zaplątał się różowy płatek.
3: Płatki białej lilii obadają przed Tobą na ziemię, tworząc na niej puchaty dywan. Gdziekolwiek się nie ruszysz w tym pokoju, on będzie podążał za Tobą, przez co każdy Twój krok będzie miękki.
4: Kwiat goryczuszki zwisa w dół, gdy zbliżasz się do niego. Za dotknięciem palca otworzy swe płatki i rozprostuje łodygę, uwalniając słodki zapach prosto do Twoich nozdrzy.
5: Czujesz woń dalii, a cały świat lekko wiruje. Masz wrażenie, jakbyś patrzył właśnie przez różowe okulary, wszystko wydaje się wesołe i proste.
6: Gdy się zbliżasz, kwiat gazania rozkwita, odkrywając przed Tobą swoje wnętrze i to, co w nim chowa. Pomiędzy płatkami znajdziesz czekoladową pralinkę wypełnioną koniakiem.





Jemioła

Według tradycji gałązki jemioły wieszane są w domach przy suficie lub nad drzwiami w czasie Świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku. Jemioła ma przynieść domowi i jej mieszkańcom spokój, pomyślność i szczęście w zbliżającym się czasie. Jest także symbolem odnowy, która ma odstraszać złe i niechciane moce, a zapraszać te niosące przychylność i dostatek.

Istnieje tradycja, według której każdy gość przekraczający próg posiadłości powinien zerwać jedną z jagód jemioły i zabrać ją ze sobą. Ma to symbolizować pokój między rodami, wspólną sprawę, a także chęć dzielenia się szczęściem. Zerwanie jagody należy zgłosić w komponentach z zaznaczeniem, iż przekazanie dokonało się na sabacie celem dopisania składnika alchemicznego do ekwipunku obdarowanej kobiety oraz odpisania jagody z wybranego tematu.

Nie można jednak zapomnieć o najważniejszej cesze tej symbolicznej rośliny. Każda para, która znajdzie się pod jemiołą, powinna się pocałować. Jemioła symbolizuje płodność i witalność, a także wpływa na jakość pożycia małżeńskiego. Czarodzieje niejednokrotnie przekonali się już, jak wielki wpływ na życie może mieć świadome omijanie tradycji i wiedzą, że nie należy tego robić.



Pozostały 3/3 jagody.

[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 23.07.21 14:29, w całości zmieniany 3 razy
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Salon popołudniowy - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down


| po Astorii, przed północą

Konfrontacja z najstarszą siostrą przysporzyła Cordelii wielu przykrości, lecz cały smutek, wywołany oskarżeniami i złośliwościami, szlachcianka zdołała przypudrować w toalecie oraz utopić w dwóch kieliszkach szampana, które wychyliła już po wyjściu z komnat przeznaczonych dla dam pragnących poprawić swe garderoby lub chwilę odpocząć od balowego zgiełku. Spędziła tam więcej czasu niż myślała, słowa Astorii powracały raz po raz, prowokując łzy do dalszego spływania spod maski, ale w końcu groźba zapuchnięcia oraz przebarwienia sukni zwyciężyła nawet nad rozpaczą złamanego przez rodzinę serca i Delia doprowadziła się do porządku, a elegancka, choć filuterna maska łaskawie skrywała pozostałości po ataku żalu. Poza lekko wilgotnymi oczami , które mogły być dostrzeżone tylko z bliska - i mogły być wynikiem wzruszenia swym debiutem albo roztkliwienia licznymi komplementami - nic nie wskazywało na to, że debiutancki Sabat najmłodszej córki Ministra Magii nie przebiega zgodnie z perfekcyjnym planem. Sama Cordelia starała się w to wierzyć, uspokajając się w duchu powtarzaną w myślach mantrą. Wszystko jest w porządku, wszystko będzie dobrze, jesteś najpiękniejszą panną na tym balu. Po dziesiątym powtórzeniu poczuła się lepiej, po piętnastym odpowiedziała nawet uroczym uśmiechem na przelotne pochlebstwo, padające z ust lorda w ciemnozielonej masce: zachichotała i skinęła głową, po czym ruszyła dalej korytarzem zwinnie wymijając pary, chichoczące grupki kobiet oraz ozdoby dekorujące każdą dostępną przestrzeń Hampton Court. Majestatyczne rzeźby, wazony nie mniej piękne od wsadzonych w nie bukietów rzadkich kwiatów, lustra i zaczarowane bibeloty, wszystko to zachwycało i dekoncentrowało smutną damę na tyle, by po powrocie do głównego centrum zabaw mogła poczuć sie już jak nowo narodzona. Nie skierowała się ku głównej sali balowej, wolała najpierw zajrzeć do bocznego salonu, kuszącego feerią barw.
Przystanęła przy jednym z wysokich stolików, chcąc wypić do końca drugi kieliszek alkoholu. Musujacy napój wibrował w krwi, łagodził otrzymany cios, wprawiał też w dosłownie szampański nastrój, rozwijający się jednak na tyle powoli, by nie zaczęła chichotać ani w inny sposób zwracać na siebie uwagi. I tak to robiła, była debiutantką, była śliczna, młoda i mądra, a Astoria myliła się w jej ocenie, zdecydowanie tak! Cordelia powtarzała to sobie w myślach, ale nie zdołała pogłębić filozoficznych rozmyślań, bowiem ktoś zjawił się u jej boku, na moment przyćmiewając światło dobiegające z parkietu. Blondynka powoli uniosła głowę i uśmiechnęła się łagodnie do zamaskowanego mężczyzny, który najwidoczniej zamierzał poprosić ją do tańca. Czy ją rozpoznał? I czy ona - mogła rozpoznać jego? Nie wiedziała, przyglądała się więc uważnie detalom stroju, maski oraz gestom, starając się dopasować je do poznanych szlachciców.

| rzucam na kwiatki
Cordelia Malfoy
Cordelia Malfoy
Zawód : Arystokratka, córka swego ojca
Wiek : 18
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
pretty shiny thing
OPCM : 3
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 14
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9354-cordelia-armanda-malfoy https://www.morsmordre.net/t9413-ksiezniczka#286128 https://www.morsmordre.net/t9414-sweet-summer-child https://www.morsmordre.net/f383-wiltshire-wilton-rezydencja-rodu-malfoy https://www.morsmordre.net/t10314-skrytka-bankowa-nr-2152#311771 https://www.morsmordre.net/t10138-cordelia-armanda-malfoy#307321

Powrót do góry Go down

The member 'Cordelia Malfoy' has done the following action : Rzut kością


'k6' : 4
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Salon popołudniowy - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Jedne sabaty zapadały bardziej w pamięć, inne stawały się z czasem blaknącym wspomnieniem. Wszystkie jednak miały ze sobą coś wspólnego — były dla Perseusa tak samo męczące. Niewątpliwie wpływ na to, jak odbierał tegoroczną zabawę miały wpływ wydarzenia jesieni, kiedy w ciągu zaledwie dwóch miesięcy runęły dwa filary, na których opierał się świat lorda Blacka. Kolory straciły swą intensywność, jedzenie smakowało jak popiół, a sam coraz częściej łapał się na tym, jak wiele rzeczy zrobiło mu się obojętnych, lecz nie upadł. Wyleczy się, odbuduje, weźmie w garść — już się wziął, trzymał się dzielnie przez cały wieczór, rozmawiał, śmiał się, wznosił toasty, nie dawał niczego po sobie poznać — tylko niech to nieprzyjemne uczucie beznadziejności minie.
Teraz niczym duch snuł się korytarzami Hampton Court i z niecierpliwością objawiającą się kolejnymi kieliszkami wypitego alkoholu odliczał godziny do północy. Octavia zniknęła mu z oczu już dawno temu; zapewne spędzała czas w gronie Carrowów, co doprowadzało go do białej gorączki, lecz nic nie mógł z tym zrobić. Nie mógł też nigdzie znaleźć Primrose, z którą zwykł w takich sytuacjach chować się gdzieś na uboczu i, ku rozpaczy nestorów, dywagować na naukowe tematy. Wyszedł więc na chwilę na zewnątrz, gdzie ostre zimowe powietrze pozwoliło mu nieco wytrzeźwieć, a papieros uspokoić myśli.
Wrócił do środka z nieco lepszym humorem, gotowy stawić czoła wszystkim towarzyskim wyzwaniom. Nie wrócił jednak do sali balowej; zamiast tego skierował się do mniejszego salonu popołudniowego w nadziei na zdobycie kwiatu, który mógłby włożyć do butonierki. Wyglądałby wówczas nieco bardziej... żywo, przychylniej. Liczył się z tym, że w pomieszczeniu ktoś może być, nie spodziewał się jednak, że będzie to właśnie Ona — córka Ministra Magii we własnej osobie. Sama. Poszedł za nią, kiedy wyszła z sali balowej, lecz zagubił się gdzieś w labiryncie korytarzy dworu, aż wreszcie odpuścił. Los jednak okazał się łaskawy i postanowił dać Perseusowi drugą szansę, której młody magipsychiatra nie zamierzał zmarnować.
Wspaniały wieczór, czyż nie? — skłonił się na powitanie, po czym sięgnął po czerwoną różę. Nie włożył jej jednak do butonierki, tak jak planował, lecz podszedł do Cordelii i wręczył jej kwiat — Choć nie tak wspaniały, jak ty, mademoiselle.
Był przekonany, że słyszała podobnie brzmiąca komplementy cały wieczór, lecz nie mógł się powtrzymać. Patrząc na własne siostry widział, ile radości sprawiają proste (i szczere!) słowa uznania, a on lubił patrzeć na błyszczące wesoło oczy, rumieniące się policzki i różowe wargi rozchylające się w perlistym uśmiechu.

| Rzut na kwiaty.


{.............................}

Ce qu'on appelle une raison de vivre, est en
même temps une excellente raison de mourir.





Perseus Black
Perseus Black
Zawód : Magipsychiatra
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
sztandarem będę ci, tarczą,
twym srebrnym mieczem
OPCM : 0
UROKI : 7
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 18
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t9827-perseus-black https://www.morsmordre.net/t9907-andromeda#299725 https://www.morsmordre.net/t9906-cold-in-my-kingdom-size#299689 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t10144-skrytka-bankowa-nr-2244#307565 https://www.morsmordre.net/t9908-perseus-black#299726

Powrót do góry Go down

The member 'Perseus Black' has done the following action : Rzut kością


'k6' : 5
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Salon popołudniowy - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Gdy tylko przekroczyła próg bocznej sali, z jednego z wazonów, lewitujących w powietrzu, spłynął do niej kuszący kwiat. Intensywnie fioletowy, prześliczny, o smukłych płatkach – westchnęła z zachwytem, przyglądając się temu roślinnemu cudowi, po czym musnęła opuszką palca łodygę. Ta rozprostowała się, sprawiając, że z kwietnego kielicha uwolnił się odurzająco słodki zapach, spowijający Cordelię przyjemną mgiełką. Rozkoszna woń pomogła uspokoić przejęte smutkiem myśli, rozwiała też ciemne chmury, które przemykały przez horyzont niedawnych zdarzeń. Najskuteczniej nastrój Malfoyówny poprawiła jednak nagła obecność kawalera. Kawalera postawnego, w doskonale skrojonej szacie, wyłaniającego się spośród kwiatów oraz roślin niczym nimfa z magicznego stawu – oczywiście o ile nimfa byłaby szalenie męska oraz skromnie odziana, nieemanująca obraźliwą nagością. Delia zachichotała pod uroczą kocią maską, delikatną, niewinną, ale kokieteryjną, pasującą do młodziutkiej damy, uprzejmie dygając na to ujmujące powitanie. Przyjęła też różę, czerwoną, z każdą sekundą coraz bardziej zachwycona towarzystwem, które w tak przemiły sposób odegnało koszmary niedawnej konwersacji ze złośliwą starszą siostrą. – Skąd lord wiedział, że to moje ukochane kwiaty? – spytała podekscytowanym tonem, kładąc jednocześnie pytający nacisk na słowo lord, zerknęła też na oczy uśmiechające się do niej zza maski, chcąc upewnić się, że konwersuje z kimś z wyższych sfer. Ryzyko było niskie, Adelaide Nott nie zapraszała na Sabat byle kogo, ubranie jegomościa także wskazywało na posiadanie małej fortuny, lecz wolała zachować przezorność. Nawet, jeśli kupił ją od razu tym wspaniałym gestem. Uwielbiała róże! Te czerwone i te białe, różowymi także nie gardziła, jedynie żółte wzbudzały, zgodnie z ich przeznaczeniem, mniej radosne odczucia. – W róży zamknięto piękno całego świata, tak twierdzą poeci – podzieliła się banalnym spostrzeżeniem, w swej głowie przekonana, że zdradza właśnie literacko-filozoficzny sekret, który zatrzęsie poglądami dżentelmena, obdarzającego ją nie tylko różą, ale i komplementem. Dość banalnym, słyszała go często, lecz potrafiła przyjąć i zużyte pochlebstwo. Ponownie zachichotała, kokieteryjnie i uroczo, wąchając kwiat, zadowolona, że obcięto z niego kolce: tego jeszcze brakowało, by doznała poważnego urazu! – Dziękuję za miłe słowa. Zgadzam się też z lordem – ten wieczór należy do tych najwspanialszych w mym życiu - przyznała mu rację, ustawiając się tak, by prezentować mu swój najlepszy (choć połowicznie skryty za maską) profil. Przesunęła też różę do serca, by czerwień kwiatu podkreślała pastelowe barwy sukni – potrafiła się zaprezentować nawet w wymagających sytuacjach. – Czy zdradzi mi lord swe imię, czy też będziemy po omacku błądzić po tajemnicach swych personaliów? - zagadnęła egzaltowanym tonem, używając skomplikowanej, a przez to chaotycznej, składni. Podejrzewała, że lord ją rozpoznał, lecz ona nie mogła przyjrzeć się nawet linii rysów, skrytych za białą maską o złotych refleksach. Mieniła się wspaniale w kameralnym świetle pomieszczenia, a różnobarwne kwiaty, rozwijające wokół nich swe płatki, lśniły jeszcze intensywniejszymi barwami w kontraście z zastygłą w statecznym wyrazie maską. Za którą krył się…ach, Cordelia była więcej niż ciekawa!
Cordelia Malfoy
Cordelia Malfoy
Zawód : Arystokratka, córka swego ojca
Wiek : 18
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
pretty shiny thing
OPCM : 3
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 14
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9354-cordelia-armanda-malfoy https://www.morsmordre.net/t9413-ksiezniczka#286128 https://www.morsmordre.net/t9414-sweet-summer-child https://www.morsmordre.net/f383-wiltshire-wilton-rezydencja-rodu-malfoy https://www.morsmordre.net/t10314-skrytka-bankowa-nr-2152#311771 https://www.morsmordre.net/t10138-cordelia-armanda-malfoy#307321

Powrót do góry Go down

Zaśmiałem się pod nosem na jej słowa, a na mojej twarzy pojawił się kpiący uśmiech. Najwyraźniej blondynka lubiła zachodzić wysoko postawionym osobom za skórę, mimo świadomości poniesienia nieprzyjemnych konsekwencji. Nie trzeba było daleko sięgać pamięcią, kiedy to ostatni raz miała miejsce dość specyficzna sytuacja. -Jestem gotów stwierdzić, że lubisz balansować na granicy- uniosłem brew nie kryjąc rozbawienia. -Niestety ma ona to do siebie, iż bywa wyjątkowo wąska- dodałem kręcąc głową z niedowierzaniem. Ostatnie czego bym się po niej spodziewał to powtórki z rozrywki, lecz musiała uważać. Nie zamierzałem dłużej pilnować jej wybuchowego temperamentu; odkąd wstąpiła w szeregi Rycerzy Walpurgii musiała wziąć za swe czyny pełną odpowiedzialność. Dostała już wiele nauczek, świat pogrążony w wojnie nie dawał chwili wytchnienia i tylko naiwni mogli twierdzić, że takowa zbliżała się ku końcowi.
Widziałem jej obojętność, swego rodzaju wycofanie i nienaturalność, jednakże nie chciałem wchodzić w szczegóły. Być może nie chciała mnie widzieć, rozmawiać, a tym bardziej poczuć woni alkoholu, ale zwykle mówiła o tym otwarcie. Czy coś się zmieniło? Ostatnie miesiące nie tylko dla niej przyniosły wiele nowości, informacji utrudniających rzeczowy pogląd na pewne sprawy i choć wolałem do pewnych aspektów nie wracać, to nieustannie czułem rosnący dystans. Zagranie w otwarte karty wiele ułatwiało, mogliśmy w końcu mieć ze sobą kontakt tylko w sytuacjach, które tego wymagały, lecz wówczas rządziły mną jedynie domysły bez stosownego pokrycia.
-Potrafię- odparłem, kiedy jej słowa wytrąciły mnie z chwilowego zamyślenia. -To znaczy- pokręciłem głową próbując znaleźć lepsze określenie. -Coś tam umiem, ale na pewno nie na podobnych balach. Powiedzmy, że w barach grana jest inna muzyka- sprecyzowałem. Znałem kilka kroków, lecz od zadowalającego poziomu było mi naprawdę daleko. Ponadto w ciągu ostatniego roku nie miałem na takie rozrywki czasu, bo zwykle nawet po kilku głębszych ukazywała się na horyzoncie ważniejsza sprawa. -Ciekaw jestem jakby Ci poszło. Kto wie, może jakiś szlachcic straciłby dla Ciebie głowę?- zasugerowałem nieco ironicznym tonem. Odkąd na oficjalne przyjęcia zostało zapraszane szersze grono osób, to z pewnością widok kompletnego laika nie budził już równie wielkiego sprzeciwu oraz przepełnionych politowaniem spojrzeń.
-Gdybym powiedział czego pragnę, to nie byłoby już niespodzianki- odparłem zaczepnie, choć nie przepadałem za takowymi. Ludzie zwykle doceniali prezenty, a także wiążący się z tym gest, lecz ja nie byłem do nich przyzwyczajony i w tych niezwykle rzadkich sytuacjach po prostu nie wiedziałem jak mam się zachować. Być może wina leżała w odległych latach, odpowiedzialne za to tak samo mogły być późniejsze czasy, lecz nigdy nie podjąłbym się zagłębiania w to. Taki już byłem i niekoniecznie chciałem to zmieniać.
Spoważniałem, kiedy wspomniała o moim okrucieństwie. Miała rację, bowiem to czego się dopuściłem przekraczało wszelkie granice i jedyne co działało na moją obronę, to fakt iż nie byłem wtedy sobą. Rozkaz był jednak prosty, a ona go nie uszanowała. -Wyraziłem się jasno. Miałaś wraz z Iriną zniknąć- odparłem, choć wiedziałem, iż liczyła na coś innego. -Ciesz się, że naprawdę do tego nie doszło. Locus Nihil zmieniło nie tylko Ciebie- kontynuowałem pomijając wszelkie szczegóły, które już pewnie zdążyła zauważyć. -Powinienem posłać list z pytaniem, co masz na swoje usprawiedliwienie i gdzieś na samym dole zawrzeć kwestię samopoczucia- surowo i bez nędznej ckliwości. -Bo coś masz prawda? Czy po prostu chciałaś podważyć moje zdanie?- uniosłem brew nie spuszczając z niej spojrzenia i dopiero po chwili upiłem zawartości piersiówki, a następnie wręczyłem ją dziewczynie.






The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 39
UROKI : 9
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 51
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair

Powrót do góry Go down

Balansowanie na granicy było jej specjalnością odkąd pamiętała, choć jeszcze rok temu z rzadka mogła sobie w pełni na to pozwolić. W przypadku życia pacjentów nie istniały próby i eksperymenty, nie w państwowym szpitalu; choć sama chętnie podejmowała się badań, musiała w tym celu zdobyć właściwe pozwolenia. Te czasy były słodkie, prawie niewinne, gdy nie miała czasu na nic innego poza pracą. Dziś jej tendencja do ryzykanctwa niosła za sobą o wiele poważniejsze konsekwencje.
- Spostrzegawczości nie można ci odmówić - odparła szybko, tym razem nie zwlekając, prawie odpowiadając sarkazmem na sarkazm, prawie wchodząc znów we własną skórę... ściskający ją w klatce piersiowej ciężar ani o jotę się jednak nie zmniejszył. - Na szczęście jestem szczupła - dodała, unosząc brew, i skrzyżowała ramiona na piersiach, tak że drobne kryształy na zwiewnym materiale schwyciły światło rozstawionych wśród kwiatów świec. - To żarty - stwierdziła po chwili poważniej. - Nie planuję niczego haniebnego, nie tutaj. - Od początku chciała udowodnić arystokratom na Sabacie oraz sobie, przede wszystkim sobie, że potrafi zachować się z dystyngowaną przyzwoitością. Może brylowałaby teraz między tłumami tych idiotów, gdyby nie czuła się tak okropnie rozdarta.
Słodki zapach kwiatów odbierał zmysły, serce biło jej na tyle szybko, że czuła pulsowanie za mostkiem. Kiedy jednak unosiła brodę, by patrzeć na niego z nieznacznie zmrużonymi powiekami i śladem uśmiechu na ustach, nie dawała po sobie poznać nerwowości. Na to przynajmniej liczyła, choć kto wie, czy już nie zdążył jej przejrzeć.
- Potrafisz tańczyć - powtórzyła gdzieś na granicy pytania i stwierdzenia. Kącik jej ust uniósł się nieco wyżej, gdy spróbowała wyobrazić go sobie na parkiecie. Równie szybko jednak przeszył ją dreszcz, bo do wizji dołączyła ona. - Tańczysz na stołach? Musisz mi to kiedyś pokazać - rzuciła lekko, a potem uniosła dłoń, by poprawić ciemną maskę, która uwierała ją nawet bardziej niż wcześniej. Tworzyła dystans. Choć może to i lepiej.
Komentarz o szlachcicu nie przypadł jej do gustu, lecz zaśmiała się krótko i złośliwie, okręcając się i opierając plecami o szeroki parapet.
- Tak myślisz? Kto wie, może mam wrodzony talent... na nieszczęście, szlachcice nie są w moim typie - Chciała zabrzmieć zdawkowo, drwiąco i chyba nawet jej się to udało.
Nie była zadowolona z wymijającej odpowiedzi, której udzielił i aby to okazać wydęła wargi, splatając ramiona na piersi. Wiedział dobrze, jak sobie z nią pogrywać, robił to z lekkością i nonszalancją, której nikt nie dorównywał. Te słowne gierki sprawiały jej przyjemność od dawna, nawet wtedy, gdy odpowiadała na nie wyłącznie zajadłością; dużo czasu musiało minąć, nim naprawdę za nimi zatęskniła, lecz dziś nie była pewna, czy jest w stanie nadążyć.
- Zostawiasz mi wolną rękę? Powinnam zgadnąć? - przechyliła głowę i parsknęła cicho zanim jeszcze z jej ust wyrwały się słowa, które tak szybko zmieniły napiętą, dziwaczną rozmowę w coś po stokroć głębszego.
Blade rumieńce wstąpiły na jej policzki, złość zawrzała we krwi, mimowolnie też wyprostowała plecy, gdyż z tym czuła się pewniej - wściekłość i żal nie były jej obce, w przeciwieństwie do mieszanych, bolesnych emocji, które od początku Sabatu wpijały się w nią jak ciernie. Chciała mu wszystko wygarnąć; to, że był w jej miejscu pracy, mając jej pomóc z włamywaczem. Że niczym nie dał do zrozumienia, że wydaje rozkaz jako śmierciożerca, że stracił rozum w tej cholernej piwnicy i tak wyraźnie nie był sobą, że dostrzegła to nawet Irina. Że nie była złośliwa, zostając tam z nim, że nie zamierzała zostawiać go w takiej sytuacji samego, nawet jeśli kierujące nią motywy były ciemniejsze i bardziej grzeszne niż odważyłaby się to powiedzieć na głos. Zamiast tego jednak rozluźniła pięści, które zacisnęła nie wiadomo kiedy, odetchnęła powoli i podeszła do niego dwa wyzywająco ostrożne kroki, żeby spojrzeć mu prosto w oczy, po raz pierwszy dziś na tak długo, bez zawahania.
- Powinnam była cię posłuchać - przyznała cicho. Słowa smakowały gorzko, ale wiedziała, że są prawdziwe. - Powinnam była odejść, kiedy miałam szansę, bo jesteś moim szefem i jesteś niebezpieczny - podkreśliła, choć z pewnością domyślał się, że to tylko wstęp. - Nie myśl jednak, że nie zauważyłam, że nie jesteś sobą. Znam cię. Może do mnie odezwałbyś się w ten sposób, ale nie do Iriny - powróciła myślą do wszystkich ciętych zdań, które padły tamtej nocy. - Nie chciałam jej z tobą zostawić. Nie chciałam ciebie samego zostawić z tym, czym się wtedy stałeś - Jej brwi drgnęły, jakby z ledwością powstrzymywała się od okazania emocji, które w jej własnym mniemaniu zakrawałyby o słabość. - Nic więcej nie mam na swoje usprawiedliwienie. Oczekujesz przeprosin? Proszę bardzo, przepraszam, choć skutki tego błędu już dobitnie odczułam - Lewą ręką schwyciła gwiezdny materiał błękitnej sukni, odchylając go nieco, odsłaniając bladą bliznę na wewnętrznej stronie prawego ramienia.
Odpowiadając mu w uniesieniu nie zwróciła uwagi na to, że wspięła się na palce, że złapała go prawą dłonią za przód garnituru, żeby nie mógł się odsunąć ani odwrócić, żeby wysłuchał jej do końca. Z tak bliska czuła wyraźnie odurzający zapach jego wody kolońskiej tak jak on mógł poczuć zapach jej lawendowych perfum. Zacisnęła wargi i odsunęła się nieco, puszczając materiał i wygładzając go przepraszająco. Piersiówkę przyjęła, upijając z niej trzy duże łyki i licząc na to, że alkohol wypali jej roztrzęsienie.
- Zmieniłam zdanie - powiedziała wreszcie, wręczając mu jego własność z powrotem. - Będziemy tańczyć. To twoja nagroda. - Rozłożyła ramiona, uśmiechnęła się, przydeptała obcasem płatek gerbery, który wcześniej wypuściła z palców. - Chyba się nie wycofasz? Nikogo poza nami tu nie ma, a muzykę słychać, nie zrobimy sobie wstydu - Jej uśmiech rozszerzył się, odsłaniając białe zęby. - Nie daj się prosić. Muszę poćwiczyć, żeby zawrócić w głowie jakiemuś przystojnemu Rycerzowi - Z tą uwagą, wymownie wyciągnęła ku niemu szczupłą dłoń, czekając.


You know I love the thrill of the rush


Elvira Multon
Elvira Multon
Zawód : Prywatny uzdrowiciel
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
I wish you were here,
I wish you'd make my bed
Dirty mind, dirty mouth,
Pretty little head
OPCM : 6
UROKI : 0
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 28
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
pleasure
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f212-pokatna-20-4 https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon

Powrót do góry Go down

Słodki zapach kwiatów wdarł się pod maskę, a Perseus poczuł, że świat pod jego stopami wiruje. W żadnym wypadku nie połączył jednak tego z wybijającą się przed szereg wonią dalii, niczym donośna, lecz wciąż harmonia, wybijająca się ponad unison, a z ilością spożytego tego wieczoru alkoholu. Był pijany, czuł to każdym swym ruchu, lekkości głowy, uśmiechu, który nie schodził z jego twarzy skrywanej za maską oraz optymizmu, z jakim postrzegał otaczającą go rzeczywistość. Wszystko nagle stało się proste, przyjemniejsze, łatwiejsze do zniesienia oraz — jak śmiało podpowiadał mu umysł, gdy jego wzrok spoczął na sylwetce Cordelii — zdecydowanie piękniejsze. Uśmiechnął się pod nosem, widząc, ile radości wywołało podarowanie jednego kwiatu. Skąd wiedział? Nie wiedział, nie miał o tym pojęcia, ale nie zamierzał się z tym zdradzać. — Przypominają ciebie, lady — odparł cicho, niemalże szeptem, gdy jego wzrok błądził po twarzy swej rozmówczyni. Błyszczące oczy, delikatna skóra, twarz nosząca jeszcze ślady dziecięcej naiwności i pełne różowe wargi, przypominające płatki kwiatów. Pokiwał głową. Róże były piękne, chociaż jego ulubionymi kwiatami, o ile mężczyźnie wolno było mówić o ulubionych kwiatach, były lilie. Nie te tradycyjnie spotykane w Anglii, lecz pajęcze lilie, szkarłatne likorysy, którym jedna z młodszych sióstr zawdzięczała swe imię. — Ogromnie cieszę się zatem, że mogłem stać się częścią najwspanialszego wieczoru w życiu najwspanialszej debiutantki, jaka w ciągu ostatnich lat zaszczyciła sabaty. Nie masz pojęcia lady, jak wielki to dla mnie zaszczyt być z tobą tu dzisiaj — odpowiedział, przepraszając w duchu wszystkie damy, poczynając od krewniaczek, które właśnie nazwał mniej wspaniałymi od Cordelii. Nie mógł jednak wyjść z podziwu nad młodą Malfoyówną, taką niepodobną do swego rodzeństwa; żywą, entuzjastyczną, taką czystą, nieskalaną politycznymi intrygami. W to ostatnie przynajmniej bardzo chciał wierzyć.
Nie chciał się zdradzać ze swoją tożsamością, przynajmniej nie teraz, chciał się bawić, zbywać, prowokować, zmuszać ją do zgadywania jako formy flirtu, lecz los miał wobec nich inne plany. Kiedy rozmawiali zawieszona pod sufitem zaczęła puszczać swe pędy w ich stronę, by ostatecznie zawisnąć nad ich głowami.
Wygląda na to, że wkrótce sama lady się przekona — rzucił enigmatycznie, a następnie sięgnął po jagodę jemioły, znajdującą się tuż nad nimi. Pokazał owoc lady Malfoy, jednak nie podarował go arystokratce od razu; zamiast tego po chwili zamknął go w dłoni, którą schował za plecami. Gdyby mogła chociaż zobaczyć jego usta, ujrzałaby jak wykrzywiają się w szelmowskim uśmiechu. — Jeden pocałunek, a poznasz moją tożsamość i zdobędziesz jagodę, pani.
W innej sytuacji zapewne nigdy nie odważyłby się na taką propozycję, była zbyt nieobyczajna, ale teraz nie było wśród nich żadnej przyzwoitki, rzucającej ostrzegawcze spojrzenia, stare plotkary plotkowały gdzieś w innej części Hampton Court, do tego sabat trwał w najlepsze. A jak powszechnie wiadomo, na sabacie obowiązywały nieco inne zasady.
Patrzył więc na nią wyczekująco. Nierozważnym byłoby ignorowanie tradycji; zbyt wiele nieszczęść spadło na czarodziejów, którzy unieśli się dumą i nie przyjęli ofiarowanego im podarku.

| Zrywam jagodę jemioły i proponuję ją Cordelii.


{.............................}

Ce qu'on appelle une raison de vivre, est en
même temps une excellente raison de mourir.





Perseus Black
Perseus Black
Zawód : Magipsychiatra
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
sztandarem będę ci, tarczą,
twym srebrnym mieczem
OPCM : 0
UROKI : 7
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 18
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t9827-perseus-black https://www.morsmordre.net/t9907-andromeda#299725 https://www.morsmordre.net/t9906-cold-in-my-kingdom-size#299689 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t10144-skrytka-bankowa-nr-2244#307565 https://www.morsmordre.net/t9908-perseus-black#299726

Powrót do góry Go down

Była piękna jak róża, wyjątkowa, czarująca, odurzająca swym wyglądem i zapachem! Tak, dokładnie to własnie powiedział Perseus - albo raczej tak zinterpretowała jego dość zachowawczy komplement Cordelia, wewnętrznie piejąc z zachytu nad przenikliwością jegomościa. Może nie był tak postawny jak lord Parkinson, nie miał też rozgrzewającego tembru głosu, lecz cóż zrobić, i tak cieszyła się z jego towarzystwa, zachwycona pogawędką pośród kwiatów, z jednym, najbardziej urodziwym, trzymanym ciągle przy piersi. Cieszyła się, że jej wycięta w koci kształt maska odsłania usta, mogła obdarzyć swego rozmówcę kokieteryjnym uśmieszkiem, mającym jednak więcej z niewinnego rozczulenia niż wyrachowanej zmysłowości. Pochlebstwa, którymi obdarzał ją tajemniczy dżentelmen, wylewały się z spomiędzy jego warg nieprzerwanym strumieniem, mogącym podtopić nawet tak odporną psychicznie damę. Pochyliła się raz jeszcze nad różą i zaciągnęła się jej zapachem, przytłumionym wonią innych kwiatów, okalających ich w romantycznej scenerii, żywcem wyjętej z wypielęgnowanych ogrodów na tyłach posiadłości. Większość okazów nie miała możliwości rozkwitu na brytyjskiej ziemii, ale o tym Cordelia nie wiedziała, po prostu chłonąc całą tą przyjemną chwilę.
- Och, proszę przestać, bo rumieńce nie pasują mi do karnacji...Jest lord zdecydowanie zbyt uroczy! - zawstydziła się teatralnie, unosząc do ust drobną dłoń ozdobioną prostym pierścionkiem po swej prababce, po czym zachichotała cichutko, oddając się swej ulubionej reakcji z całą melodyjnością śmiechu. Mimo przekonania o własnej wspaniałości Cordelia nie przywykła w pełni do bycia w centrum uwagi, do tak bezpośredniego występowania w roli obdarzanej komplementami kobiety. Cieszyło ją to, lecz również peszyło, czym innym były miłe komentarze za czasów panny, a czym innym wprost okazywane zainteresowanie ze strony męskiego reprezentanta szlachty, do tego publiczne i w dniu debiutu. Znaczącego naprawdę wiele; ta noc była przełomowa, niosła ze sobą ciężar wierności tradycji oraz odpowiedzialności, lady Malfoy doskonale zdawała sobie sprawę z tych zasad, gdzieś w skrytości ducha marzyła o tym, by na Sabacie zaznać swego pierwszego pocałunku, lecz nie spodziewała się, że stanie się to tak szybko i nagle.
Uśmiech nieco zgasł na dziewczęcej twarzy, gdy flirt mężczyzny przybrał na sile. Dalej w granicach normy, uprzejmości oraz szacunku; nie wystraszyła się go ani nie poczuła urażona, lecz jegomość postawił przed nią całkiem nowe wyzwanie. Czy innym było romantyczne marzenie o tym, że będzie podczas debiutu rozchwytywana przez kawalerów, a czym innym faktyczne znajdowanie się pod jemiołą z flirtującym z nią jawnie mężczyzną. Nagle pożałowała, że pokłóciła się z Astorią, ta na pewno by jej coś doradziła...Ba, byłaby nawet wdzięczna za obecność Abraxasa, dodającego jej otuchy; niestety, znalazła się sama na placu romantycznego boju. - Och, zaskoczył mnie lord... - wydusiła z siebie w końcu, nieświadomie przygryzając dolną wargę, a w myślach - dokonując męczącego procesu myślowego. Powinna to zrobić, tak nakazywała tradycja, a za jej złamanie groziły mityczne konsekwencje; nie chciała przecież mieć pecha ani dostać magicznego kataru! Głos mężczyzny wydawał się przyjemny, zresztą, jego twarz zakrywała maska, to nie mogło być aż tak trudne...Delia znów zachichotała, tym razem z wyraźną nerwowością. - Muszę szanować tradycję, a więc... - przeciągała tę chwilę, zestresowana, zerkając na wiszącą nieopodal jemiołę, po czym wspięła się na palce - dzięki Merlinowi za pantofelki na wysokim obcasie, sięgnęła ku twarzy czarodzieja bez problemu - i szybko złożyła krótki pocałunek pomiędzy jego ustami a kością policzka. Cmoknięcie było mocne, wyraźne i odbite nie na męskiej skórze, a na masce, która zakrywała całą jego twarz: skoro chciał zdradzić swe personalia dopiero później, nie mógł jej przecież zsunąć! Zadowolona ze swojego fortelu, chroniącego ją od tak intensywnej bliskości, opadła na stopy i uśmiechnęła się uroczo, zarumieniona tak, jakby co najmniej całowała się przed momentem niczym francuska ladacznica, po czym wyciągnęła w dziecięcym geście dłoń w oczekiwaniu na jagodę - choć tak szczerze, wolałaby otrzymać marcepanową czekoladkę.
Cordelia Malfoy
Cordelia Malfoy
Zawód : Arystokratka, córka swego ojca
Wiek : 18
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
pretty shiny thing
OPCM : 3
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 14
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9354-cordelia-armanda-malfoy https://www.morsmordre.net/t9413-ksiezniczka#286128 https://www.morsmordre.net/t9414-sweet-summer-child https://www.morsmordre.net/f383-wiltshire-wilton-rezydencja-rodu-malfoy https://www.morsmordre.net/t10314-skrytka-bankowa-nr-2152#311771 https://www.morsmordre.net/t10138-cordelia-armanda-malfoy#307321

Powrót do góry Go down

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Salon popołudniowy

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach