Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Biblioteka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Biblioteka   03.07.16 23:51

First topic message reminder :

Biblioteka

Leżąca w północnym skrzydle biblioteka jest miejscem często odwiedzanym przez gości lady Nott, głównie z powodu bogato zdobionego sufitu. Namalowany fresk odnosi się do historii rodu Nottów, przedstawiając między innymi Robina z Loxley i piękną lady Marion. Biblioteka Adelaide Nott słynie również z niezwykłych kolekcji czarodziejskich ksiąg, których tytuły budzą zarówno zainteresowanie jak i szacunek. Regały ułożone są wzdłuż ściany po obu stronach pomieszczenia, na środku którego stoją globusy pochodzące z VIIw. Przodkowie Lorda otrzymali je od żeglarzy, ponoć w podzięce za finansowe wsparcie ich wypraw. W tym miejscu zazwyczaj panuje cisza i spokój, a słoneczne światło wpada do środka za sprawą wysokich okien, czyniąc to pomieszczenie doskonałym zakątkiem dla samotników.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Nephthys Shafiq
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5796-nephthys-shafiq#137060 https://www.morsmordre.net/t5820-amara#137531 https://www.morsmordre.net/t5822-zobacz-jak-cudownie-marniejemy#137534 https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5861-skrytka-bankowa-nr-1433#138716 https://www.morsmordre.net/t5821-nephthys-shafiq#137533
Zawód : Alchemik, arystokratka
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
it's dark in my imagination.
OPCM : 4
UROKI : 2
ELIKSIRY : 24
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Biblioteka   05.04.18 16:46

Nephthys być może również martwiłaby się, że zostanie sama. Wiedziała jednak, że bez względu na jej przywary tudzież ich brak, ojciec jej w końcu jakiegoś męża znajdzie. Korzenie ich rodziny rozrastały się szeroko, jak nie w Anglii, to znów w Egipcie. Gdyby była mało urodziwa lub pozbawiona jakiegokolwiek talentu, bardzo możliwym było, że zostałaby odesłana właśnie tam, gdzie oddano by jej rękę jakiemuś zamożnemu, czystokrwistemu czarodziejowi. Miałoby to pewnie swoje plusy; prawdę mówiąc Neph niekoniecznie czuła się zobligowana do wychodzenia za szlachcica. Tak naprawdę, to było jej to zupełnie obojętne. Miała świadomość, że niewiele od niej w tej kwestii zależy, nie trudniła się zatem nawet zastanawianiem, co by było gdyby. Nigdy nie wyobrażała sobie też, jak to będzie. Pewne w tym wszystkim było tylko to, że to na pewno nastąpi. A jak? Kiedy? Pozostawało jedną wielką niewiadomą.
- To prawda. Zanim dotarłam do tej biblioteki, minęło sporo czasu - odparła, kiwając lekko głową, jakby na potwierdzenie swoich słów rozglądając się. Już samo to pomieszczenie było olbrzymie, co dopiero reszta rezydencji. A Neph jeszcze nie dotarła do ogrodów, które były nie mniej rozległe! Z jej perspektywy mogłaby cały ten sabat spędzić na eksploracji posiadłości. Wiedziała jednak, że płonne jej nadzieje.
- Nieodmiennie od lat dwudziestu wciąż tak samo - odparła lekko, może nawet nieco żartobliwie. Choć z Cressidą były całkiem blisko jak na standardy Nephthys, nigdy nie pozwoliłaby sobie na publiczne potępianie zachowania ojca. Takie zachowanie nie było jednak niczym szczególnie dziwnym i odmiennym od przekonań panujących w angielskich rodach. Wszak rodzinne problemy takimi właśnie powinny pozostać. I choć stosunkom Neph z ojcem wiele brakowało do nazwania ich sielankowymi, nie skarżyła się. Jednak to, co Cressie mogła wyczytać między wierszami, pozostawiało wiele do życzenia.
- Nie umniejszaj sobie, moja droga. Jestem pewna, że nawet bez magicznych łyżew szybko poradziłabyś sobie z tą sztuką - roześmiała się perliście. Panna Fawley słynęła z bycia artystyczną duszą i Neph mogła się założyć, że gdyby tylko chciała i w tej dziedzinie mogłaby się sprawdzić, gdyby tylko spróbowała. Nie sądziła jednak, by umiejętność jazdy na łyżwach była powszechną, nawet wśród angielskich szlachcianek. Ostatecznie niewiele okazji zdarzało się, by tą umiejętnością zabłysnąć.
- O tak, lady Lestrange również poradziła sobie doskonale! - Przyznała skwapliwe panna Shafiq. Marine należała do jednej z ulubionych dam, które poznała w Anglii i z którymi utrzymywała kontakt listowny. Wiedziała, że dopiero teraz będą miały okazję do częstszych spotkań, gdy Marine udało się ukończyć edukację. Tym bardziej ucieszyła się widząc, jak dobrze poszło jej na lodzie. Prezentowała się zresztą jak zwykle olśniewająco.
Wysłuchując wspomnień Cressidy, ponownie powiodła palcem po granicy kontynentu afrykańskiego. Tak bardzo utęskniony, tak bardzo zróżnicowany i odległy... A jednak znajomy. Uśmiechnęła się lekko.
- Sabat sprostał twoim oczekiwaniom? - Zapytała, podnosząc na nią na chwilę uważny wzrok. - Moje były ogromne. Siostry debiutowały wcześniej i tak się tym szczyciły, karmiąc mnie niezliczonymi opowieściami na ten temat. Udawałam, że mnie to nie obchodzi, ale w głębi duszy nie mogłam się doczekać. Po incydencie z naszyjnikiem mój zapał trochę osłabł, ale nasz łamacz... - głos zadrżał jej na wspomnienie Ramesesa, ale przez gardło nie przeszło jego imię, jakby wypowiedzenie go wiązało się z brakiem szacunku. - Szybko sobie z tym poradził. Byłam trochę przytłoczona. Nigdy nie widziałam tylu angielskich czarodziejów w jednym miejscu - przyznała. Również doskonale pamiętała swoją suknię, która dodatkowo wyróżniała ją z tłumu. Jednak nie bardziej, niż nazwisko i kolor skóry. Nie narzekała wtedy na brak zainteresowania.
Jej wzrok powędrował za spojrzeniem Cressidy i aż westchnęła.
- Są piękne. Myślisz, że potrafiłabyś ozdobić sufit w ten sposób? - Zapytała, wciąż z głową podniesioną ku górze. Jej wzrok leniwie przesuwał się po konturach fresków, ciesząc się ich widokiem.





شاهدني من فوق
Powrót do góry Go down
Cressida Fawley
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-cressida https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Zawód : Malarka
Wiek : 20
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : 18
UROKI : 12
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Biblioteka   08.04.18 11:30

Leander Flint też z pewnością znalazłby dla niej męża. Nie pozwoliłby żadnej z córek na staropanieństwo, ani tym bardziej mezalians. Tak delikatny kwiat jak Cressida szybko zresztą by zmarniał z dala od rodziny i środowiska, w którym wyrosła, bo już lepsze byłoby dla niej zostanie starą panną niż nieszlachetny mąż. Zawsze powtarzano jej, że nieszlachetnym mężczyznom oddawano tylko naprawdę wybrakowane panny – nieurodziwe, pozbawione talentów lub z innych powodów mniej wartościowe. A Cressidę przerażała myśl, że rodzina mogłaby ją uznać za wybrakowaną i napiętnować w taki sposób. Na szczęście tak się nie stało i mogła odetchnąć z ulgą, że ojciec nie skazał jej na los wyrzutka. Staropanieństwo pozwalało przynajmniej pozostać przy rodzinie, a niektórym starym pannom udawało się mimo to coś osiągnąć. Wystarczy spojrzeć na lady Nott, która, choć była starą panną, cieszyła się powszechnym szacunkiem, organizowała sabaty i mieszkała w dostatnim dworze. Musiała być niezwykle zaradną i sprytną kobietą, skoro tyle osiągnęła nie bacząc na to, że dla niektórych też mogłaby być wybrakowana.
- To naprawdę robi wrażenie. Lady Nott jest naprawdę niezwykłą postacią w świecie wyższych sfer – powiedziała, ciekawa, czy Shafiqowie w Egipcie mieli kogoś, kto tak jak lady Nott stał w centrum życia tamtejszej śmietanki towarzyskiej i dbał o podtrzymywanie tradycji.
Na jej uwagę uśmiechnęła się, jednak była świadoma, że Nephthys nie powiedziałaby żadnego złego słowa na temat ojca. Ona sama też by tego nie zrobiła, tym bardziej, że niepochlebne wyrażanie się o członkach swojej lub czyjejś rodziny publicznie było niegrzeczne. Ale swoje mogła wyczytać między wierszami.
- Ojcowie tak po prostu mają – dodała równie lekkim tonem, bo przecież Leander Flint też miał swoje zasady, których przestrzegał, i też nie każda jego decyzja odpowiadała Cressidzie, choć grzecznie się go słuchała. – To wszystko z troski o nas i nasze dobre obyczaje.
Znów rozejrzała się po pięknym, przepastnym wnętrzu.
- Może przejdziemy się razem? Och, chętnie zagłębiłabym się między te regały i obejrzała z bliska książki i obrazy na ścianach – zaproponowała po chwili. – Bez magicznych łyżew pewnie bardzo szybko przywitałabym się z lodową taflą. – Pewnie musiałaby wcześniej sporo ćwiczyć, żeby tak tańczyć bez dodatkowej magicznej pomocy. – Lady Lestrange wypadła naprawdę wspaniale. Z pewnością mogła dać Titusowi dobry przykład, i kto wie, może nawet wpadła mu w oko? – Cressida miała nadzieję, że Titus zwróci spojrzenie na jakąś godną pannę i przestanie się buntować rodzinie, a zaakceptuje to, kim jest. – Miałam sposobność ją poznać krótko przed tańcami. – Młódka wywarła na niej pozytywne wrażenie, więc tym bardziej była przekonana, że jej towarzystwo powinno mieć dobry wpływ na jej kuzyna.
Przeszła obok regału, delikatnie muskając dłonią skórzane grzbiety ksiąg ze starannie wytłoczonymi napisami.
- Ciekawe, czy gdzieś tutaj jest coś na temat sztuki... Albo zielarstwa. Albo ptaków... – mamrotała pod nosem, zaciekawiona rozległym księgozbiorem. – Ten pierwszy sabat, czy dzisiejszy? – zapytała, odwracając wzrok od książek, by znów skupić pełną uwagę na rozmówczyni. – Moja siostra też debiutowała wcześniej niż ja i wiele mi o tym opowiadała. Nie tylko ona, także inne dziewczęta z rodziny, więc chcąc nie chcąc miałam wiele wyobrażeń. Ale zobaczenie tego wszystkiego na własne oczy chyba i tak przerosło moje wyobrażenia, więc nie mogę powiedzieć, bym się rozczarowała. – Pamiętała jak w dzień debiutu siostry ona musiała pozostać w domu, bo własne zaproszenie miała otrzymać po skończeniu szkoły. Spędziła go więc rozmawiając z ptakami w lasku za dworem, a przez kilka następnych dni wysłuchiwała obszernych relacji o tym, kogo jej siostra poznała i z kim tańczyła. A w swoim czasie przeżyła to na własnej skórze. – To dobrze, że udało wam się z tym uporać, choć niewątpliwie to musiało ci zepsuć dzień, na który czekałaś. – To okropne, kiedy przyczynami trosk i rozczarowań było własne rodzeństwo. Nie tak powinno być, ale nie w każdej rodzinie panowały dobre relacje. – Mam jednak nadzieję, że ten opóźniony sabat spełnił twoje oczekiwania, a taka ilość czarodziejów nie tylko ciebie przytłoczyła. Mnie też. – Cressida dorastała w końcu w pewnej izolacji i choć oczywiście miała styczność z członkami innych rodów, to przed debiutem nigdy nie widziała ich takiej różnorodności w jednym miejscu.
Spojrzała na piękny sufit.
- Malowanie sufitu na pewno jest trudniejsze, choćby z tego względu, że trzeba wspinać się na specjalne rusztowania i leżeć na nich z ręką w górze. – Wizja kilku godzin w takiej pozycji brzmiała dość boleśnie. – Na pewno zajmuje też dużo więcej czasu niż namalowanie obrazu na płótnie. Ale efekt końcowy z pewnością był wart wysiłku tego malarza, który go stworzył. A może malarzy? – Tak czy inaczej, freski musiały mieć wiele lat, z pewnością powstały na długo przed ich pojawieniem się na świecie. – Cieszę się, że mogłam je zobaczyć. Uwielbiam mieć do czynienia ze sztuką. Choć wy chyba gustujecie w malowidłach nieco innego rodzaju? – Kiedyś widziała ilustrację egipskich rysunków, gdzie wszystkie postacie były przedstawione z profilu, i wielu ludzi miało głowy zwierząt, co było samo w sobie dość zaskakujące.




Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Powrót do góry Go down
Nephthys Shafiq
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5796-nephthys-shafiq#137060 https://www.morsmordre.net/t5820-amara#137531 https://www.morsmordre.net/t5822-zobacz-jak-cudownie-marniejemy#137534 https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5861-skrytka-bankowa-nr-1433#138716 https://www.morsmordre.net/t5821-nephthys-shafiq#137533
Zawód : Alchemik, arystokratka
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
it's dark in my imagination.
OPCM : 4
UROKI : 2
ELIKSIRY : 24
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Biblioteka   10.04.18 15:56

U nich sprawy miały się tylko trochę inaczej. Staropanieństwo było powodem do wstydu, ale zdarzało się naprawdę rzadko i wynikało raczej ze zubożałego stanu majątkowego rodu, aniżeli wybrakowania samej panny. Oczywiście, ta, im urodziwsza i bardziej utalentowana, tym bardziej była rozchwytywana. Pierwsze skrzypce grało jednak zawsze posłuszeństwo mężowi i pokora, przede wszystkim innym. Do nich wszelkie ruchy feministyczne zdawały się nie docierać, stąd Nephthys przyglądała się niektórym angielkom z żywym zainteresowaniem; nie dlatego, że sama miała zakusy na równouprawnienie, a dlatego, że interesowało ją, gdzie je to doprowadzi. Czuła się zbyt zobowiązana wobec rodu, by pozwalać sobie na takie fanaberie, choć nie znaczyło to, że gdyby sama wywodziła się z innego stanu, nie zastanowiłaby się, czy gdzieś pod powierzchowną warstwą kontrowersyjności nie kryje się w tym jakaś logika. Wolała jednak nie poświęcać temu zbyt wielu myśli z obawy, że jeszcze naprawdę uzna takie poglądy za sensowne. Stamtąd prosta droga do zguby. Nie mogła sobie pozwolić na sprzeciw, miała zresztą w kręgu najbliższych nieżyjący już przykład na to, że niezbyt to popłaca.
Egipskie sabaty był inne, niż angielskie, co nieodłącznie budziło niechęć ojca Nephthys do brania w nich udziału. Innego wyjścia jednak nie miał, chcąc pozostać w dobrych stosunkach z angielskimi czarodziejami, co było przecież bardzo ważne. Właściwie tylko dzięki temu Neph i jej siostry miały okazję się na takowych pojawiać. Odmienność obyczajów była nadto widoczna; w trakcie sabatów zwłaszcza. W Egipcie kobiety miały swoje przyjęcia, a mężczyźni swoje, odbywające się w tym samym czasie, choć osobno. Światy damskie i męskie przecinały swe ścieżki niezwykle rzadko, a kobieta winna pozostawać pod opieką ojca, brata, kuzyna, bądź męża. Z pewnością nie było mowy o samotnych wędrówkach, stąd Neph tym bardziej ceniła sobie, że przyszło jej się wychować tutaj, gdzie nie było możliwości, by przestrzegać tych reguł tak restrykcyjnie, jak w przypadku Afryki.
- O tak, lady Nott wydaje się bardzo specyficzną osobą - odparła, może nieco zdawkowo, wszak nie wypadało rozmawiać o gospodyni, skoro ta mogła się właśnie czaić za jakimś regałem, wypatrując kolejnych par, które mogłaby swatać. Kojarzyła jej się nieodmiennie z żoną jednego z szajchów, którą poznała w Egipcie. Jej daleka krewna istotnie rościła sobie prawo do dość frywolnego osądu, która panna pasowałaby do kogo. Podobne rozmowy wprowadziły wówczas Neph w zakłopotanie; nie podzielała ogólnej wesołości ani zniecierpliwienia, którym wykazywały się damy dyskutujące, którego z kawalerów by wolały. Zresztą, i tak to ojciec za nie zdecyduje, więc takie rozmowy były dla niej tylko stratą czasu.
- Oczywiście, że to troska. Poza tym, gdyby oni nie dbali o tradycje, kto by nam je przekazał? - Zapytała retorycznie, choć w jej słowach kryła się odrobina fałszu. Ciotka Zoraya, choć jest, jaka jest, nauczyła ją nieporównanie więcej; nie był to jednak temat do rozmów na sabacie. Nie chciała myśleć o tak przygnębiających sprawach.
Skinęła Cressidzie głową na propozycję przechadzki i ruszyła z miejsca powoli, uważając na rąbek sukni.
- Mam wrażenie, że ja nawet w łyżwach powitałabym ją bardzo szybko - parsknęła cichym śmiechem, w końcu pozwalając sobie na to, by nieco się rozluźnić. W takich chwilach zupełnie zapominała o tym, że mimo tego samego wieku, ją i Cressidę dzieliło doświadczenie życiowe, którego Neph dopiero miała nabyć.
Nic nie odpowiedziała na słowa o Marinie i Titusie, bo znała oboje i bardzo szanowała; ta dwójka wydawała jej się zupełnie różna w swoich temperamentach, ale sama musiała przyznać, że taniec wyszedł im pierwszorzędnie. Stanęła nieopodal Cressidy i również nieco baczniejszym spojrzeniem powiodła po grzbietach książek, zamyśliwszy się na chwilę.
- Z pewnością, chociaż chyba życia by nam nie starczyło, żeby wszystko przejrzeć - rzuciła przez ramię do towarzyszki, uśmiechając się wesoło. Sama wypatrywała głównie tomów traktujących o alchemii, głównie takich, których jeszcze nie miała okazję oglądać. Ich biblioteka również była bogata w zbiory, ale mogła przysiąc, że części znalezionych tu pozycji znaleźć by tam nie mogła.
- Skoro wspominasz o innych dziewczętach z rodziny... Gdybyś widziała, jaki popłoch wywołały moje opowieści o tutejszych Sabatach w Egipcie - jej uśmiech poszerzył się, kiedy tylko przypomniała sobie zdumienie na twarzach rówieśniczek. - W tamtych stronach to nie do pomyślenia, żeby kobiety i mężczyźni bawili się wspólnie, a tańce? To dopiero heca - wyjaśniła pokrótce, w czym rzecz, choć jak przypuszczała, pani Fawley może być ciężko sobie to wyobrazić, skoro od dziecka uczono ją tańca w parze. Nephthys taką umiejętność również posiadała, choć nie było jej dane wykazywać się nią zbyt często.
- Spełnił, oczywiście. Choć jeśli mam być szczera, sądziłam, że będę czerpała z tego jednak większą przyjemność. Znasz mnie, nie przepadam za byciem w centrum uwagi - odparła lekko, by w końcu przystanąć ramię w ramię z lady Fawley i przyjrzeć się sufitowi raz jeszcze, wsłuchując w to, co ma na ten temat do powiedzenia. Neph przepadała za wysłuchiwaniem o pasjach innych; wiele udawało się z takich opowieści wyciągać dla siebie, a w normalnych warunkach pewnie nie byłoby jej dane posiąść takich informacji.
- Może istnieje jakieś zaklęcie na drętwiejące ręce? Kto wie - roześmiała się, ale choć brzmiało to absurdalnie, to wcale nie tak nieprawdopodobnie. Malarze z pewnością o to zadbali, by ułatwić sobie pracę. - Nie wątpię. Również lubię na nią patrzeć, choć moja wiedza na te tematy jest niestety raczej uboga - przyznała od razu. Jej umiejętności i talenty artystyczne ograniczały się raczej do muzyki. Wprawnie radziła sobie z harfą, wprawiając w ruch jej struny i powołując do życia dawno już zapomniane pieśni. - Obecnie już nie aż tak. Sztuka znana ze starożytnego Egiptu ustąpiła pod napływem arabskich czarodziejów i ich obyczajów - wyjaśniła. Co prawda, gdyby zaczęła się w to dalej zagłębiać, mogłoby okazać się, że na ten temat nie ma zbyt wiele do powiedzenia. Na temat historii samej w sobie owszem, ale z historią sztuki byłby już problem.





شاهدني من فوق
Powrót do góry Go down
Cressida Fawley
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-cressida https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Zawód : Malarka
Wiek : 20
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : 18
UROKI : 12
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Biblioteka   11.04.18 12:52

Cressida znała swoje miejsce i nigdy nie pragnęła wejść w męską skórę. Odpowiadało jej to, że nie ciąży na niej aż tak wielka presja jak na mężczyznach. Nie rozumiała kobiet, które chciały pracować jak mężczyźni, często narażając się przy tym na śmieszność, a niekiedy i na staropanieństwo. Nawet „Czarownica” miała rację, w swoich artykułach często piętnując takie postawy i wytykając palcami stare panny uciekające od obowiązków, przedkładające karierę nad małżeństwo. Choć kto wie, może gdyby miała niedobrego, źle traktującego ją ojca, a potem męża, to może myślałaby inaczej. Ale nie czując się nigdy przez mężczyzn uciskaną, nie miała powodu, by negować taki stan rzeczy, tym bardziej że innego nie znała i było dla niej naturalne, że na mężczyznach spoczywają inne obowiązki, a na kobietach inne, bo każdy miał swoją określoną rolę w społeczeństwie, a dobro rodu było priorytetem. Nie w głowie były jej takie fanaberie jak feminizm. Ale nawet dla niej, osóbki przywiązanej do wartości, w których wyrosła, egipskie zasady wydawałyby się aż nadto restrykcyjne, zwłaszcza wobec kobiet, którym wolno było dużo mniej niż Angielkom. Cressidzie też wiele rzeczy nie uchodziło, ale i tak mogła cieszyć się większą swobodą, i nie odczuwała zakazów i nakazów jakoś boleśnie.
- Ktoś musi o nie dbać. Pewnego dnia to my i nasi mężowie będziemy dbać o to, by przekazać odpowiednie wartości naszym dzieciom. – Cressie często zastanawiała się, jak to będzie. Dopiero uczyła się bycia matką, ale miała sporą pomoc ze strony matek swojej oraz Williama. Wiedziała jednak, że to na niej i mężu spocznie główny ciężar wpojenia dzieciom słusznych wartości oraz nauczenia ich niezbędnych umiejętności, by mogły być godnymi potomkami Fawleyów i Flintów. Ale wiedziała, że nie we wszystkich rodzinach wygląda to idealnie. Zdawała sobie sprawę, że sytuacja Nephthys też do końca idealna nie była, bo nawet jeśli dziewczyna nie mówiła wielu rzeczy wprost, czasem można było wyczytać je między wierszami. Ale z pewnością nie było to miejsce na żadne drażliwe tematy, więc wolała beztrosko rozprawiać o sabatach, tańcu na lodzie i innych tego typu sprawach.
- Pewnie nie. Cóż, nigdy nie zdążyłam przejrzeć wszystkich ksiąg w bibliotece Flintów, o tej u Fawleyów nie wspominając – zauważyła, z ciekawością rozglądając się po otaczającym je wspaniałym księgozbiorze. – Naprawdę nasze sabaty budzą aż taki popłoch wśród egipskiej gałęzi twojej rodziny? – uniosła brwi. – Więc tam mężczyźni i kobiety nigdy nie bawią się razem? Nawet na ślubach?
Dla Cressidy było to nie do pojęcia. Rzeczywiście zawsze uczono ją tańca w parze, a kroki dla kobiet często różniły się od tych dla mężczyzn. A wszelkie okazje jak śluby czy sabaty obfitowały w tańce, gdzie kobiety i mężczyźni mogli tańczyć razem nawet nie będąc małżeństwem.
- Ja też nie przepadam. Ale chyba nie budziłam zbyt wiele zainteresowania wśród mężczyzn. Wokół było tyle innych dziewcząt, że na mnie prawie nikt nie zwrócił uwagi. – Była taka drobna i niepozorna. Czasem aż się dziwiła, że William poprosił ją do tańca. Ale Nephthys wyróżniała się swoją urodą na tyle, że na pewno przyciągnęła wiele spojrzeń, których mogła niekoniecznie pragnąć. Najwięcej spojrzeń i tak przyciągały chyba półwile. Jak któraś znajdowała się w pobliżu, Cressida stawała się niemal niewidzialna.
- Pewnie tacy malarze mają swoje sposoby, by stworzyć takie dzieła – powiedziała, przyglądając się misternie wykonanym malowidłom. – To naprawdę fascynujące, że różne kultury mają zupełnie różne sposoby tworzenia sztuki, choć my, Brytyjczycy, najbardziej jesteśmy przyzwyczajeni do raczej klasycznego malarstwa – zauważyła, bo zaciekawiła ją kwestia egipskiego malarstwa, które zapewne pamiętało czasy znacznie dawniejsze niż to europejskie, znane im obecnie. – Chociaż bardziej postępowe jednostki próbują też nowych prądów w sztuce, zaczerpniętych ze świata mugoli. – Ale Cressida była do tego nastawiona sceptycznie, bo swoim malarstwem nie chciała budzić niepotrzebnych kontrowersji i narażać się na złe opinie jakże konserwatywnego społeczeństwa. Wolała wpasować się w utarte kanony sztuki, jednocześnie dodając do nich coś od siebie. Kto wie, może pewnego dnia sama wymyśli coś innowacyjnego w malarstwie? – Swoją drogą, jeśli już jesteśmy przy malarstwie, niedawno na Pokątnej miałam dość nieprzyjemną przygodę z pewnym obdartusem podającym się za artystę, który próbował ukraść mi farby! – westchnęła, wspominając przelotnie tamten dzień.




Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Powrót do góry Go down
Nephthys Shafiq
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5796-nephthys-shafiq#137060 https://www.morsmordre.net/t5820-amara#137531 https://www.morsmordre.net/t5822-zobacz-jak-cudownie-marniejemy#137534 https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5861-skrytka-bankowa-nr-1433#138716 https://www.morsmordre.net/t5821-nephthys-shafiq#137533
Zawód : Alchemik, arystokratka
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
it's dark in my imagination.
OPCM : 4
UROKI : 2
ELIKSIRY : 24
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Biblioteka   12.04.18 11:11

Jako że ciotka Zoraya uważała, że czytanie czasopism takich jak "Czarownica" nie przystoi damom, Nephthys nie miała do czynienia z tymi artykułami zbyt nagminnie. Od czasu do czasu udawało jej się co prawda dorwać do któregoś z wydań, ale lektura szybko ją nudziła. Plotki nigdy nie leżały w jej polu zainteresowań, tym bardziej, gdy tak bezlitośnie obnażały osoby, które niejednokrotnie sama doskonale znała i wiedziała, że to, co napisano w artykule, ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. Czasami za wręcz fascynujące uważała, jak bardzo życie rodów szlacheckich musi interesować przeciętnych mieszkańców żądnych sensacji, skoro tyle rozpisywano się o sprawach, które dla nich stanowiły przyziemną codzienność. Nie potępiała tego, nie uważała za śmieszne, ale z pewnością było jej to ciężko zrozumieć.
Z jakiegoś dziwnego powodu, niezwykle uderzyła ją liczba mnoga w wypowiedzi Cressidy. Wiedziała, że to, co mówi pani Fawley jest oczywiście słuszne i jak najbardziej zgodne z prawdą, a mimo to poczuła się nieswojo. Mimowolnie zaczęła się zastanawiać, czy gdyby miała swoją córkę, chciałaby, by i ona czuła się tak przymuszona do spełnienia tego przykrego obowiązku, jak czuje się w tej chwili ona. Bardzo brakowało jej w takich chwilach matki, jej ciepła i zrozumienia. Choć nie mogła zakładać, że taka właśnie była Maat, wszak niemal w ogóle jej nie znała, lubiła myśleć, że owszem. Bardzo chciałaby poznać jej poglądy, chciałaby, aby spojrzała na nią i ukoiła jej nerwowość i podzieliła się z nią swoimi doświadczeniami. Na to jednak Neph liczyć już nie mogła, a choć o tym nie wiedziała, całe szczęście. Wszak doświadczenia matki do najlżejszych nie należały i zapewne jedynie pogłębiłyby obawy panny Shafiq.
- Zgadza się - roześmiała się wesoło. - Śluby trochę się różnią, wówczas wszyscy bawią się wspólnie, ale i tak nie przystoi, by niezamężne panny tańczyły z kawalerami - odparła gładko, wciąż całkiem rozbawiona konsternacją Cressidy. Nie dziwiła jej się; sama była nie mniej skonsternowana, gdy wzięła udział w pierwszym sabacie, gdzie nie było podobnie restrykcyjnych reguł. To dlatego Chonsu z takim sceptycyzmem odnosił się do córek biorących udział w takich zabawach i zwykle na nie zresztą nie zezwalał. Nim Nephthys do tego przywykła, często zdarzało się, że tęsknym wzrokiem spoglądała ku parom wirującym w tańcu. Na przestrzeni lat udało jej się to jednak zaakceptować, choć uważała za zmarnowany czas poświęcony nauce salonowych tańców, skoro w praktyce przyszło jej użyć podobnej umiejętności raptem kilka razy, a i tak tylko i wyłącznie dlatego, że ojciec udzielił na to zgody.
- Myślę, że zdecydowanie sobie umniejszasz moja droga - odparła. To, że Cressida była tak drobna i eteryczna grało przecież na jej korzyść, a jeśli jakiś lord szukał damy, która będzie stanowiła kwiat angielskiej urody, nie mógł trafić lepiej, niż na obecną panią Fawley. - Poza tym twój przyszły mąż zwrócił, a to dopiero jest wyczyn, by po jednym spotkaniu tak do siebie kogoś przekonać - dodała z lekkim uśmiechem. Nie było się co porównywać; każdy miał w sobie coś wyjątkowego. Co zaś półwil się tyczy, Nephthys jako kobieta nie rozumiała fenomenu. Ich urok tkwił w urodzie, ta z kolei jest ulotną. Trochę chyba im nawet współczuła. Czy ktokolwiek słuchał, co mają do powiedzenia? Bo panna Shafiq zdawała się dostrzegać, że mężczyźni oczarowani ich urodą, nie zwracali uwagi na nic innego. W gruncie rzeczy uznała to za przykre.
- Czerpanie inspiracji od mugoli jest pewnie kontrowersyjne - zauważyła. Sztuka była o tyle wygodną dziedziną, że można było pozwolić sobie w niej na więcej, niż na innych płaszczyznach życia. Nie wątpiła jednak, że Cressida hołduje raczej klasycznemu malarstwu, tak, jak ją wychowano. Zbytnia ekstrawagancja zapewne spotkałaby się z brakiem zrozumienia u konserwatywnego środowiska, a to akurat może nawet szkoda?
- Żartujesz? - Wlepiła w rozmówczynię zdumione spojrzenie. Pokątna to chyba jakaś pechowa ulica, bo i Nephthys spotkały tam ostatnio same nieprzyjemności. - Jak to? Mam nadzieję, że nie zrobił ci krzywdy? - Dopytała z wyraźnym zaangażowaniem.





شاهدني من فوق
Powrót do góry Go down
Cressida Fawley
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-cressida https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Zawód : Malarka
Wiek : 20
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : 18
UROKI : 12
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Biblioteka   17.04.18 14:47

Cressida także rzadko czytywała tego typu pisma; nigdy nie miała zamiłowania do plotek. Ale czasem zdarzało się, że jakiś egzemplarz wpadł w jej ręce i miała okazję poczytać o życiu wyższych sfer. Ostatnimi czasy regularnie natykała się na wzmianki o starych pannach pracujących jak mężczyźni. Zdawała sobie też sprawę, że nie wszystko na łamach czasopisma jest w pełni zgodne z prawdą, dziennikarze Czarownicy lubili wyolbrzymiać niektóre sprawy. Czasem zastanawiało ją jednak, dlaczego zwykłych ludzi tak bardzo interesuje ich życie, i czy w ogóle ktokolwiek poza żądnymi ploteczek panienkami czytał to pismo.
Cressida nie miała żadnych złych intencji, nie chciała uderzyć w lęki Nephthys. Powiedziała tylko fakt znany każdej młodej damie, bo wszystkie je czekało to samo: spełnienie obowiązku wobec rodu, zamążpójście i dzieci. Sama nigdy się nie buntowała, nie mając ku temu powodu. Na przykładzie swoich rodziców mogła zresztą zaobserwować dobre wzorce, a od strony matki zawsze mogła liczyć na wsparcie, także teraz. Sama zamierzała zaoferować je też własnym dzieciom, by rodowe obowiązki nie były dla nich czymś złym, a dobrym. Wiedziała, że oparcie w rodzinie jest bardzo ważne.
- Pewnie tym bardziej dziwnie wam się bawić na naszych sabatach i ślubach, prawda? – zastanowiła się; pewnie tak było. Tak samo jak jej na pewno dziwnie byłoby na takiej egipskiej zabawie. Czasem jednak współczuła Nephthys, że nie zawsze mogła się bawić tak jak Cressida i inne ich rówieśniczki, bo potrzebowała na to zgody swojego ojca, a ten zdawał się sceptyczny wobec wielu brytyjskich tradycji.
- Zawsze dorastałam w cieniu mojej siostry. Trudno mi było wierzyć w siebie – przyznała; nadal nie wyzbyła się pewnych kompleksów, skoro zawsze to jej siostra była tą lepszą córką. Niemniej jednak Cressida rzeczywiście stanowiła ucieleśnienie eterycznego kwiatu z tą swoją drobną sylwetką, bielusieńką skórą i złocistymi piegami. Podczas swojego debiutu była jednak jak delikatny leśny kwiat wśród pięknych, pyszniących się róż. – William najwyraźniej coś we mnie zobaczył – dodała z lekkim rumieńcem; William przyznał kiedyś, że do Cressidy przyciągnęła go wtedy jej nieśmiałość i delikatny urok, to, że wydawała się tak inna niż otaczające ją pewne siebie i swojej urody damy.
- Jest bardzo kontrowersyjne, zwłaszcza w naszych kręgach – odezwała się, choć pewnie wiele trendów w tej już używanej przez czarodziejów sztuce pewnie też pochodziło od mugoli, ale z biegiem czasu zostało zaadaptowane i przyjęte przez czarodziejów. A może to mugole przejęli to od czarodziejów, nawet o tym nie wiedząc? Nie była pewna. Może za ileś lat aktualne nowinki też przenikną do czarodziejskiej sztuki, póki co Cressida wolała rzeczywiście hołdować klasycznemu malarstwu i zadowalać gusta konserwatywnego społeczeństwa. Dopiero budowała swoją pozycję w świecie sztuki i nie chciała zaszkodzić wizerunkowi Fawleyów zbytnią ekstrawagancją.
Westchnęła cicho na wspomnienie tamtego dnia.
- Niektórzy najwyraźniej próbują korzystać z ostatniego zamieszania do swoich celów – wzdrygnęła się na samą myśl. – Lepiej teraz unikać Pokątnej, a jeśli już trzeba tam iść, to tylko w towarzystwie. Zostałam sama tylko na chwilę, ale ktoś i tak postanowił to wykorzystać, ale szczęśliwie znajdowaliśmy się koło magicznej menażerii...
A mężczyzna nie przewidział, że Cressida potrafiła rozumieć mowę ptaków i że to właśnie one ostrzegły ją, że coś się dzieje.
Zanim jednak zdążyła opowiedzieć przyjaciółce o tej przygodzie, zauważyła, że w jej stronę zbliża się małżonek. Pożegnała się z Nephthys i po chwili dołączyła do niego, opuszczając bibliotekę.

| zt x2




Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Powrót do góry Go down
 

Biblioteka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

 Similar topics

-
» Kawiarnio-biblioteka "Bookszpan"
» Biblioteka
» Biblioteka w zamku Bestii
» Wielka Biblioteka
» Wielka biblioteka

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Okolice :: Przedmieścia Londynu :: Hampton Court-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18