Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Tor przeszkód

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 10 ... 16, 17, 18
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Tor przeszkód   06.07.16 0:08

First topic message reminder :

Tor przeszkód

Zarówno mistrzowie piruetów na lodowej tafli jak i zwykli sympatycy niewyczynowego łyżwiarstwa mogą sprawdzić swoje umiejętności na torze przeszkód. Niedługo po północy zaczyna się bowiem wyścig będący już od dawna noworoczną tradycją w Dolinie Godryka. Mimo że każdy może wziąć w nim udział, konkurs nie należy do najprostszych - uczestnicy muszą wykazać się nie tylko zwinnością oraz szybkością, ale też stalowymi nerwami i refleksem. Każdego roku organizatorzy wymyślają coraz niebezpieczniejsze przeszkody i utrudnienia; kto wie, jakie atrakcje przygotowali na dziś?


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Crispin Russell
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1067-crispin-phillip-arthur-russell-iii https://www.morsmordre.net/t1442-kamelia https://www.morsmordre.net/t1138-maybe-i-am-just-as-scared-as-you https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemore-breeder-street-3 https://www.morsmordre.net/t1328-crispin-phillip-arthur-russell-iii#10195
Auror, opiekun testrali
29
Półkrwi
Kawaler
sometimes we deliberately step into those traps
I was born in mine; I don't mind it anymore
oh, but you should, you should mind it
I do, but I say I don't
10
13
1
0
3
4
0
5
Zwierzęcousty
lets go have fun, you and me in the old jeep

PisanieTemat: Re: Tor przeszkód   15.07.16 21:36

Nie przewróciłem się. Chociaż tyle dobrego. Być może po ostatnim upadku byłem już ostrożniejszy, a aurorska przezorność kazała mi uważać, bo przecież coś mogło nagle zaatakować, żeby było zabawniej. Wydaje mi się jednak, że to wszystko przez szukanie w tłumie Amelle. Dzielnie szusowała na początku w pierwszej trójce, a potem nagle zniknęła mi z oczu. Czułem zaniepokojenie, ale z drugiej strony mogła przecież szusować tak szybko, że jej nie zauważyłem. Pewnie już dawno pokonała linię mety i ze śmiechem skwituje moją porażkę. Mknę więc po ostatniej prostej, aby ukończyć ten wyścig. Jako siódmy. Cóż, nie jest źle, na pewno nie jestem ostatni, co trochę poprawia mi humor.
Ale jej ciągle nie ma.
Rozglądam się i wiercę niecierpliwię. Słucham przemówienia pani minister jeszcze mniej dokładnie niż tego o północy. Łyżwy, związane razem za sznurowadła i przewieszone przez szyję, obijają mi się trochę boleśnie o klatkę piersiową, gdy obracam się cały czas w tłumie. Wiem, że jest niska, ale do cholery jasnej ja jestem wysoki, powinienem ją dostrzec w tym tłumie. Nie interesują mnie urocze nagrody rzeczowe, którymi zostają obdarowani zwycięscy, zupełnie mi zresztą nieznani. Są nieistotną plamą, tłem tego dzisiejszego wieczoru, jaka ucieknie mi z pamięci, jako nieistotny fakt. Coś innego jest teraz najistotniejsze ze wszystkiego, a ja nie mogę tego znaleźć. Wracam jeszcze raz na lodowisko, ale nie wyłapuję jej sylwetki wśród zebranych tam ludzi. Mój niepokój wzrasta niebezpiecznie, serce dudni mi w piersi, a ja mam wrażenie, że jak się obrócę to zaraz zobaczę gdzieś ponuraka. Widzę jednak tylko namiot uzdrowicieli, a potem ich samych zebranych tuż obok wyjścia z lodowiska. Na wyczarowanej ławeczce ktoś siedzi. Kobieta.
- Amelle! - wołam, przedzierając się przez ten kurewski tłum, który nagle jak na złość tylko mnie spowalnia. Mam ochotę wyciągnąć różdżkę i użyć kilku przydatnych w tej sytuacji zaklęć, ale wiem, że dostałbym za to burę. Nie tylko od niej. Na szczęście w końcu do niej dopadam, kucam tuż obok i łapię jej chłodną, bo pozbawianą rękawiczki, dłoń. - Amelle - powtarzam jeszcze raz, a w moich rozbieganych oczach, którymi próbuję ją zbadać, czai się panika. - Amelle, co się stało?




Thank you, I'll say goodbye now though its the end of the world, don't blame yourself and if its true, I will surround you and give life to a world thats our own
Powrót do góry Go down
Bleach Pistone
avatar

Nieaktywni niemagiczni
Nieaktywni niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t2179-bleach-pistone#33158 https://www.morsmordre.net/t3081-karton-blicz https://www.morsmordre.net/t3082-masz-cos-dla-mnie https://www.morsmordre.net/t3163-blicz
Wagabunda
27
Charłak
Panna
Nic mnie nie dręczy, niczego nie żałuję. Bez przeszłości, bez jutra. Wystarcza mi teraźniejszość. Dzień po dniu. Dzień dzisiejszy! Le bel aujourd'hui!
0
0
0
0
0
0
0
0
Charłak

PisanieTemat: Re: Tor przeszkód   16.07.16 13:04

Goryczy porażki nie łagodzi nawet komplet gargulków, jaki wciska mi do ręki stary, ohydny grubasek, uśmiechający się do mnie pożądliwie. Mielę pod nosem ciche groźby w jego kierunku, ale odpowiadam uprzejmym skinieniem głowy, bo tak wypada i chyba nie powinnam wszczynać burdy, gdy nagradzają mnie za zajęcie drugiego miejsca w wyścigu. Ugh. Ze złością piorunuję wzrokiem mężczyznę, który stoi na podium nieco wyżej ode mnie, bo mam świadomość, że dosłownie kilka cali dzieliło mnie od tego, bym patrzyła na wszystkich uczestników wyścigu z pozycji, którą on (niesprawiedliwie) zajmuje. Humor mi się nieco poprawia dopiero wtedy, gdy napotykam wzrok dzikiego wikinga, który na lodzie pruł przed siebie niczym lodołamacz. Łapię się na niegodnej myśli, że gdyby to on wygrał, nie czułabym się tak bardzo poszkodowana. Pochlebia mi za to niesamowicie jego zainteresowanie, ale uparcie go ignoruję, choć mam ochotę odwzajemnić ten pokrętny uśmiech, który posłał w moją stronę. Zamiast tego, udaję, że go nie dostrzegam i z cierpiętniczą miną znoszę dalej wszystkie zbędne i przydługie ceremoniały. Kiedy już w końcu mogę zejść z tego komicznego pudła, pakuję swoje manatki i czmycham czym prędzej z Doliny Godryka, korzystając z jednego ze specjalnie przygotowanych świstoklików. Im szybciej w Londynie, tym lepiej, zwłaszcza, że mam w planach jeszcze trochę zarobić na pałętających się po ulicy pijakach.

|zt


Powrót do góry Go down
Ulla Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3242-ulla-nott#54010 https://www.morsmordre.net/t3357-tyfon https://www.morsmordre.net/t3305-poskromic-zlosnice https://www.morsmordre.net/t3358-ulla-nott
pracownica Służb Administracyjnych Wizengamotu
24 lata
Szlachetna
Panna
lend me your hand and we'll conquer them all;
but lend me your heart and I'll just let you fall
4
7
12
0
0
0
5
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Tor przeszkód   14.08.16 15:59

| kiedy Ci pasuje? <3

Było zimno.
Wbrew baśniom i przekonaniom, Królowa Śniegu nie czuła się dobrze w lodowej krainie. Nie czuła się dobrze, kiedy igiełki mrozu wciskały się złośliwie pod osłonę popielatego futra, pod odgięty nieuważnie skrawek rękawiczek z miękkiego weluru, za osłonę mlecznobiałego, postawionego na sztorc szalika, malując białą skórę paskudnym pąsem. Poznała niegdyś francuskiego malarza, jasnowłosego artystę o sarnich oczach przepełnionych tym rodzajem romantycznej czułości, która sprawiała, że egzaltowanym arystokratkom miękły kolana, a jej robiło się niedobrze. Poznali się podczas zimy; zdołała to zapamiętać, to i uduchowiony wyraz jego twarzy, kiedy z zachwytem przyrównał jej czerwoną od mrozu twarz do lica pięknej Skadi, skandynawskiej bogini zimy. Wtedy, przez jedną, krótką chwilę czuła płynącą z komplementu satysfakcję; słodycz w jej ustach szybko obróciła się jednak w podszytą cierpkim rozbawieniem gorycz.Wtedy pozwoliła mu wziąć swoją kruchą, jasną dłoń pod ramię i odprowadzić się do domu- kiedy jednak spróbował pocałować ją pod drzwiami, majacząc gorączkowo z obłąkanym spojrzeniem sarnich oczu, spoliczkowała go. W tamtej chwili wciąż było zimno, a jej mlecznobiałe policzki wciąż brzydko rumieniły się od mrozu- w sposób błyskawiczny jednak spróbował strącić ją z piedestału, zamiast boginią Skadi nazywając zimną harpią bez serca.
Już nigdy więcej nie spotkała go na salonach.
Przyjemny dźwięk łyżew sunących po lodzie pozwalał jej się wyciszyć, podobnie jak fakt, że lodowisko było tego dnia wyjątkowo ciche i puste, zupełnie jakby z myślą o niej i nieustającej alergii na każdy rodzaj krzyczących, piszczących lub objętych namiętnie pseudo-łyżwiarzy i pseudo- czarodziejów. Wzdychając cicho, cichutko, wypuszczając zza zasłony czerwonych jak wino warg obłoczek ciepłego powietrza, wzięła szeroki zamach prawą nogą- i, kiedy spróbowała postawić ją na lodzie, zamiast gruntu napotkała jedynie na pustkę.
Silne uderzenie w plecy zbiło ją z nóg; krucha, filigranowa sylwetka z trudem stawiała opór samym porywom zimowego wiatru, z pewnością nie mogąc znieść większej siły. Nie zdążyła nawet krzyknąć- nie zwykła zresztą krzyczeć, a przynajmniej nie ze strachu, nawet podyktowanego dogłębnym zdziwieniem, które towarzyszyło jej aż do momentu, w którym z głośnym hukiem upadła na błękitną taflę. Kolana i łokcie odezwały się paskudnym, pulsującym bólem. Ciepły welur rękawiczek natychmiast przemókł, docierając do miękkich wnętrz dłoni i długich palców, mrożąc do szpiku kruchych kości.
Dogłębne zdziwienie zastąpione zostało przez złość.
Odwróciła się, mrużąc obsypane śniegiem rzęsy w poszukiwaniu sprawcy, który leżał tuż za nią. Postawny, rudy i piegowaty, z wyrazem bezkresnego zdumienia na wypranej z resztek myśli twarzy.
Tym razem złość ustąpiła miejsca wściekłości.
-Jestem w stanie zrozumieć, że moja nieobecność na Sabacie wzbudziła Twoją tęsknotę, Weasley- Nie bawiąc się w zbędne uprzejmości, pospiesznie przesuwała wzrokiem po dłoniach, kolanach, nadgarstkach, szukając jakichkolwiek śladów zranienia. Wykrwawienie się w obecności jednego z najbardziej irytujących idiotów na tym świecie nie znajdowało się wysoko na liście jej priorytetów.- Pozwól, że przypomnę, że istnieją dużo bardziej cywilizowane sposoby na zwrócenie na siebie mojej uwagi.
Przyciągnęła do siebie kolana, starając się ponownie złapać równowagę na ostrych krawędziach stalowych płoz.
-Odjedź stąd i nie wracaj, jeśli łaska- wycedziła jeszcze przez zaciśnięte z bólu zęby. Pulsujące tępo w skutek uderzenia kolana bolały, obite łokcie odzywały się ostrym rwaniem.
Harpia czy nie, dawała mu ostatnią szansę na ucieczkę, póki resztki cierpliwości trzymały całą resztę Ulli na wodzy.


Powrót do góry Go down
Barry Weasley
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 https://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli https://www.morsmordre.net/t1143p9-barry-weasley#7772 https://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 https://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
sprzedawca u Ollivandera
24
Szlachetna
Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
6
10
0
0
10
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Tor przeszkód   14.08.16 21:26

| może... 22 stycznia?

Lód. Zbytnio tego nie lubił, chyba dlatego, że można równie łatwo, jak przy zwykłym potknięciu się, wywrócić i coś sobie zrobić. Jakby miał mało przygód na sabacie, gdzie po nim wylądował w Mungu. Musiał z tym się uporać, jak i ze swoim nałogiem, który leczy pod czujnym okiem Selwyna. Początek był... nienajlepszy. W sumie nadal nie jest dobrze, lecz dziś dostał za zadanie nauczyć się na nowo panować nad sobą wśród ludzi. Miał wyjść gdzieś ze znajomymi, aby zarówno rozruszać nogę, która teraz wydawała się jemu całkiem sprawna, jak i aby mógł poznać smaki życia, którego nie miał czasu przez te cztery lata kosztować. Które wręcz zaginęło z kanonu wydarzeń. A teraz miało wrócić na nowo. i chyba tylko ze względu na szacunek do uzdrowiciela, umówił się z paroma osobami na wspólne jeżdżenie na łyżwach. Tu nawet i ministerstwo nie będzie miało jak się oczepić złamania dekretu o zgromadzeniach, bo tu wystarczy powiedzieć, że się tylko przypadkiem spotkało i sprawa zostałaby szybko wyjaśniona. Chwilę podowcipkowali, objechali parę okrążeń, a potem postanowili zrobić mini wyścigi. Rudzielec początkowo miał problemy z jazdą na łyżwach, lecz po przejechaniu wcześniej paru okrążeń nabrał nieco wprawy i już lepiej jemu szło jazda na łyżwach. Oczywiście pożyczonych, bo przecież nie stać go na własne łyżwy.
Gdy zaczęli wyścig, nie czuł wcale zimna, które mogło towarzyszyć osobom, które spokojnie jeździły po tafli lodu. On czuł ten ogień w sobie, adrenalinę, chęć walki, która objawiała się tylko ostatnio podczas pojedynków. Może rzeczywiście to był dobry pomysł, taki wypad na łyżwy ze znajomymi.
Minął drugi zakręt i rozpędzony sunął na łyżwach walcząc o miejsce na podium, lecz nagle znikąd wpadła jakaś osoba prawie że w jego ramiona i się dosłownie zderzyli. Rudzielec ostro zahamował, lecz oczywiście wylądował koło dziewczyny na tafli lodu. Spojrzał na nią. Czy to nie była ta laleczka, Ulla Nott? Nieco początkowo zdziwił się, lecz zaraz jak zobaczył jej minę, poczuł, jak uśmiech pojawia się na jego twarzy. - Nie zaprzeczę, brakowało lalki przy niektórych salach.- dodał żartobliwym tonem ignorując zasady, które mówiły, że powinien się z nią przywitać. Do diabła teraz z zasadami. W końcu nie było tutaj nigdzie żadnej lady Adelaine Nott, prawda? Rozbawiony zaraz pozbył się maleńkich płatek śniegu i wstał na nogi łapiąc spokojnie przy tym równowagę, jak i czując, że będzie miał siniaka nad kolanem. Widział, jak ledwo utrzymuje równowagę i jednocześnie każe jemu odjechać. No chyba nie, nie przepuści takiej okazji.
- Jeśli odjadę, to kto lady pomoże dojechać do ławki? Raczej nie widzę tutaj nigdzie żadnego z pani braci do pomocy.- celowo zignorował wcześniejszą wypowiedź, bo miał już w głowie co jej powiedzieć, ale nie teraz. Postanowił nie odjeżdżać, tylko wyciągnął w jej stronę swoją pomocną dłoń. Żeby nie było, że nie chciał jej pomóc, bo teraz to wątpił w to, by mogła w tej chwili szarżować po lodzie. - W ogóle jak to się stało, że pani bracia puścili tutaj panienkę samą? Szczególnie Percival.- dopowiedział z domieszką uśmiechu i ciekawości. Specjalnie nie mówił tych kurtuazyjnych wyrażeń, aby ją nieco poddenerwować, jak i zdobyć kolejny punt przewagi nad swym wrogiem. Zaraz potem spojrzał w stronę znajomych i kręcąc głową dał im znać, że wszystko jest w najlepszym porządku i później się do nich dołączy. W końcu musiał się zająć teraz kochaną Ullą Nott.[bylobrzydkobedzieladnie]





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean
     the­re is a light shi­ning so­mewhe­re near by.



Ostatnio zmieniony przez Barry Weasley dnia 16.08.16 10:46, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Ulla Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3242-ulla-nott#54010 https://www.morsmordre.net/t3357-tyfon https://www.morsmordre.net/t3305-poskromic-zlosnice https://www.morsmordre.net/t3358-ulla-nott
pracownica Służb Administracyjnych Wizengamotu
24 lata
Szlachetna
Panna
lend me your hand and we'll conquer them all;
but lend me your heart and I'll just let you fall
4
7
12
0
0
0
5
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Tor przeszkód   14.08.16 21:49

| jak najbardziej! <3

Nie lubiła ludzi. Po prostu. Dla zgodności z regułą, z naturą, z zasadami. Chociaż być może brak sympatii był zbyt pejoratywnym określeniem; nie ufała ludziom. Nie czuła tej dogłębnej, żarliwej potrzeby poznawania ich, wysłuchiwania ich historii, odwzajemniania uśmiechów, uścisków ręki, pocieszania, tłumaczenia, rozbawiania, przytulania na powitanie, całowania powietrza tuż koło policzków. Zbędny wysiłek, kolorowa błazenada. Nie ufała ludziom, bo nie potrafiła ich przewidzieć, chociaż zawsze podejmowała chociażby próbę. Ludzie wymykali się schematom. Nie mogła ich zważyć, odmierzyć, zbadać i opisać, nie mogła dopasować do schematów ani zamknąć w bezpiecznym szkle słoików jak interesujące okazy owadów, aby dokładnie przyjrzeć się ich zachowaniu.
Ulla kochała prostotę i precyzję nauki, tak szczególnie widoczną w alchemii- to, że jeden składnik w połączeniu z drugim dawały konkretny, możliwy do przewidzenia efekt. Ludzie nie dawali jej tej gwarancji. Po czasie, rzecz jasna, wykształciła na nich pewien szczególny rodzaj odporności, pewności siebie i sprawowanej kontroli. Nie było to tak proste i oczywiste jak alchemia, ale wciąż działało. Powoli, skrupulatnie uczyła się subtelnej sztuki manipulowania. Akcja-reakcja; czasem wystarczyło się uśmiechnąć, czasem szepnąć, czasem krzyknąć ze złością, aby uzyskać to, czego się pożądało. Prosty bodziec wywoływał domino, które lubiła strącać delikatnym stuknięciem wiotkiego palca.
Czasem jednak i to nie pomagało. Nie pomagało właściwie zazwyczaj, ucząc jej tylko tolerancji dla ludzi, jednak nie sympatii. W szczególnych przypadkach budziło natomiast antypatię i niechęć tak silną, że odczuwała ją prawie-prawie jak nadejście potężnej, łupiącej w skroniach migreny, która nawiedzała ją czasem podczas szczególnie deszczowych nocach. Jak kolejny duszny, lepki jak pajęczyna koszmar, który zdawał się pojawiać dokładnie w tym momencie, w którym ważyła się odetchnąć z ulgą i całkowitym brakiem nostalgii.
Tak, jak rodzina Weasley’ów. W tym przypadku dość konkretny przypadek zlepku najgorszych, weasleyowskich cech, opakowany dodatkowo w rude włosy i wściekły wysyp piegów jak możliwie najgorszy prezent, jaki tylko można było sobie wymarzyć.
Kolana i łokcie wciąż bolały, bardziej bolała jednak zraniona duma i nadszarpnięte ego; nie wspominając już o krążącej gdzieś na granicy świadomości wizji ponownego upadku przy próbie podniesienia się z przenikliwie zimnego lodu. A na to nie mogła sobie pozwolić. Spróbowała stłumić więc wściekłość w zarodku, biorąc głęboki wdech i pozwalając, żeby chłodne powietrze zakłuło ją w piersiach mroźną, orzeźwiającą trzeźwością. Klasa, klasa, klasa. Przede wszystkim. Należało się uśmiechać, bo tak właśnie grało się w tę grę, i należało unieść podbródek, wysoko, wysoko, a potem rozluźnić zmarszczone gniewnie brwi i ściągnięte w grymasie usta.
Należało też puścić koło ukrytych pod fałdami czapki uszu kąśliwą uwagę, która i tak nie zabolała; czasy, kiedy cokolwiek mogło jeszcze boleśnie ją dotknąć, minęły wieki temu, pogrzebane gdzieś w lalczynym pokoju i na dnie podniesionej dumnie głowy.
-Spostrzegawczy jak zawsze, lordzie Weasley- odparła zimno, tembr głosu natychmiast dopasował się do temperatury otoczenia, obniżając ją nieznacznie. Może gdyby nie upokorzył jej po raz kolejny, tak, jak z radosną beztroską raczył robić to w Hogwarcie, posłałaby mu zdawkowy, grzeczny uśmiech, przyjęła domniemane przeprosiny i odjechała; w tej sytuacji nie zasługiwał jednak nawet na wyuczony przez lata grymas. Nie zasługiwał też na to, by podała mu rękę. Spojrzenia innych amatorów łyżwiarstwa paliły ją jednak w plecy, zaciekawiony wzrok mimowolnych widzów z napięciem skupiał się na wyciągniętej ręce, więc- chwyciła ją. Mocno zacisnęła chłodną dłoń w przemokniętej rękawiczce na jego dłoni, podnosząc się ze starannie ukrywanym trudem.
-Pańska troska o mojego brata jest wzruszająca w swojej prostocie- odparła, tym razem uśmiechając się grzecznie i ponad wyraz nieprzyjemnie. Celowo. Jak wszystko, co robiła; oprócz upadku, rzecz jasna. Dupek.- Nie zapomnę przekazać pańskich słów Percivalowi. Na pewno bardzo się ucieszy.
Puściła jego rękę, z cieniem słabej satysfakcji dostrzegając, że jego rękawiczka też poczęła ociekać zimną wodą.
-Moi bracia na pewno byliby tu ze mną, gdyby nie fakt, że są zajęci pracą- dodała, lekko mrużąc oczy na widok grupy oddalonych od nich łyżwiarzy, którzy wydawali się bacznie przypatrywać Weasley’owi.- A pański brat? Lord Garrett, prawda? Czyżby nie zdołał wyrwać się pracy nawet w Sabat?
Uśmiechnęła się, tym razem nieco prawdziwiej. Oboje doskonale wiedzieli przecież, że to nie praca była powodem przykrej absencji drugiego z rudych braci w gronie arystokracji.




I guess the truth works two ways
Maybe the truth's not what we need

Powrót do góry Go down
Barry Weasley
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 https://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli https://www.morsmordre.net/t1143p9-barry-weasley#7772 https://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 https://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
sprzedawca u Ollivandera
24
Szlachetna
Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
6
10
0
0
10
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Tor przeszkód   14.08.16 21:53

Ludzie są jakby dwoma oddzielnymi wcieleniami, które niekiedy łączy się w jedność, a niekiedy tak się rozdziela, że widać to, co powinno być ukryte, a to co powinno być widoczne, jest zmuszone schować się za murem. Dobro musi przeczekać, by potem wygnać zło i wyrównać stracony wcześniej balast między dobrem a złem. Ciężko jest spotkać osobę, która prowadzi ten balast idealnie od wielu lat, większość, czy nawet i każdy ma chwilę słabości, chwilę, kiedy albo dobroć albo zło na chwilę zdobędą przewagę i waga balastu zaczyna się chwiać. Rudzielec teraz z pomocą magipsychologa powoli odzyskuje stracony dawno balast, który będzie jeszcze nawet po leczeniu się chwiać przy każdej chwili słabości. Nawet jazda na lodzie wymaga bezbłędnego wyczucia balastu, bo wystarczy dać odrobinę za dużo ciężaru ciała na drugą nogę, a już można całować lód i czuć zimno pod rękawiczkami. Tego każde małe dziecko doświadcza, kiedy uczy się jeździć na łyżwach. Małe, takie w granicach do pięćdziesiątki, bo w końcu niekiedy nigdy nie wyrasta się z bycia dzieckiem. To po prostu jest w genach, a że arystokraci to buce, to czasem im to po prostu trzeba dobitnie zarówno powiedzieć, jak i pokazać.
Tak jak Ulli, która nierozważnie weszła w trasę wyścigową rudzielca, co kosztowało to stratowaniem i wylądowaniem na lodzie. Rudzielcowi na całe szczęście udało się nie opaść na wątłe ciało arystokratki, bo kto wie, czy by się nie zakończyło połamaniem lodu z powodu takiego potężnego uderzenia, jak i z pozoru niewielkiej wagi, która pod wpływem sił może wydawać się wręcz olbrzymia. Czuł nad kolanem ból, który dobitnie ignorował i powtarzał sobie skrupulatnie, że to jest nic, że poboli i przestanie. Może nawet chwilę pomasował to miejsce, choć wiedział, ze najlepszym lekarstwem jest tylko rozjeździć ten ból. Ale sam przecież nie będzie jeździć wiedząc, że pewna laleczka arystokratyczna będzie miała jedynie możliwość przyczołgania się do wyjścia z tafli lodu. - Cóż za komplement, lady Nott.- powiedział z nieskrywanym uśmiechem. No proszę, takie łyżwy, z pozoru niewinne, a ile przyjemności sprowadzają. Nawet i takie, w których dostaje komplementy od Notta. Nie, tego z pewnością nie spodziewał się dzisiaj, lecz to mile połechtało jego ego.
Lecz także z ciekawością obserwował, jak chwyta się mojej dłoni, którą bierze za podporę, co pewnie nie było dla niej łatwe. Rudzielec chciał pomóc, lecz skoro sama dała radę się podnieść, to po prostu starał się nie puścić jej dłoni, aby przypadkiem ponownie nie wylądowała na tafli lodu, co w sumie byłoby zabawne. Ale nie, raz wystarczy jej zimnego lądowania. Aż takim draniem to nie jest. Może tylko wobec Cassiusa i Percivala. Może tylko wobec nich. - To jak panienka będzie z nim rozmawiać, to niech serdecznie go pozdrowi. Rad jestem z jego szczęścia. - powiedział może i wrednie, ale nie mógł przepuścić takiej cudownej okazji. Może nie powinien, bo może zjawić się u progu drzwi, może się jemu znów oberwie, ale to był Barry. Po prostu musiał to powiedzieć i tyle. Z uśmiechem na ustach i wesołymi ogniwkami w oczach. i pomyśleć, że mimo przemokniętych nieco rękawiczek, nie jest jemu zimno!
Gdy tylko wspomniała o bracie i jego braku obecności na sabacie, rudzielec wyszczerzył się wręcz chowając głęboko w sobie smutek, jak i zazdrość. A mógł iść do Doliny Godryka, mógł iść gdziekolwiek by chciał, nawet do Polki i z nią spędzić święta. Tak jak zrobił to jego starszy brat. - Praca aurora jest równie wymagająca, jak inne zawody. Nie zawsze można sobie pozwolić na odrobinę rozrywki.- powiedział, choć doskonale wiedział, ze każdy już znał nieformalnie prawdę, lecz nie będzie mówić na głos tego, że po prostu wolał bawić się gdzie indziej. Poza tym był jego bratem, należało jego bronić mimo znanej i tak prawdy.
- Da radę lady dojechać do barierki, czy może i w tym pomóc?- zaraz zapytał się. W końcu stali nieco oddaleni od barierki, przez którą dostaliby się na twardy grunt, a potem ona by sobie usiadła spokojnie na ławeczce. - Niech lady nie przejmuje się nimi. Nie zbliżą się, o ile znów lady nie wejdzie w trasę.- powiedział z początku poważnie, lecz na koniec dodał nieco ciętej riposty jak i uśmiechu na swych wargach. Jeśli chce iść sama, to może znów znaleźć się na lodzie. Jeśli zostanie, pewnie długo nie wytrzyma i też spadnie. A jak ruszy z rudzielcem, to przynajmniej nie zostanie stratowana. Ciekawe, czy arystokratka przełknie swą dumę i wziąć po raz drugi w ciągu kilku minut jego pomoc, czy hardo będzie walczyła samodzielnie. Bo Barry to był ciekaw, jak to spotkanie się zakończy jak i po prostu, z czystymi intencjami chciał jej pomóc. Pomóc w zostaniu bałwanem dojść jej bezpiecznie, by nie narazić się na zlot Nottów w małym pokoju w Dziurawym Kotle.





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean
     the­re is a light shi­ning so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
Ulla Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3242-ulla-nott#54010 https://www.morsmordre.net/t3357-tyfon https://www.morsmordre.net/t3305-poskromic-zlosnice https://www.morsmordre.net/t3358-ulla-nott
pracownica Służb Administracyjnych Wizengamotu
24 lata
Szlachetna
Panna
lend me your hand and we'll conquer them all;
but lend me your heart and I'll just let you fall
4
7
12
0
0
0
5
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Tor przeszkód   15.08.16 16:46

To zabawne, że jej bracia budzili w Weasley’u tak niespodziewane pokłady… entuzjazmu. Jeśli istniała na tym świecie rzecz, której Ulla mogła być pewna absolutnie i niezachwianie, był to widoczny oczami wyobraźni grymas Percy’ego na samą wzmiankę o obecności Barry’ego na lodowisku. Nie wspominając już, oczywiście, na wzmiankę o obecności Barry’ego w jej pobliżu; wolała nie wyobrażać sobie też reakcji na wspomnienie o nieuważności Barry’ego i o sile, która z hukiem posłała ją na zimną taflę lodu. Wiedziała, że Percival był nadopiekuńczy w ten czysto braterski, nadgorliwy sposób, który przywykła kwitować grymasem niezadowolenia i przewracaniem oczami- tak, aby ukryć starannie czające się w nich iskry rozbawienia. Wiedziała, że się o nią troszczył, i akceptowała to bez słowa sprzeciwu, przyjmując ten fakt prawie z wdzięcznością. Percy’emu wolno było wiele. Znacznie więcej, niż całej reszcie społeczeństwa; tej, którą odpychała od siebie tak szybko, jak szybko zdążyła wyciągnąć po nią dłoń, i tej, którą natychmiast oddzielała od siebie strzelistym murem, zapobiegając wszelkim próbom przedostania się do niej słowem albo gestem. Nie potrzebowała ich. Nie chciała ich blisko siebie. Wszelka troska, jaką okazywali jej inni ludzie, budziła w niej gorzki, wściekły sprzeciw. Brzydziła się wymuszoną litością i współczuciem, uparcie twierdząc, że troszczyła się o siebie sama, nie dostrzegając jakby otaczającego ją od czasów dzieciństwa bezpiecznego kokonu. Potrafiła (lub chciała potrafić) toczyć swoje bitwy sama. Nie za pomocą wielkich gestów, patetycznych czarów, krwawych bitew- damy walczyły inaczej. Spokojniej. Elegancka zimna wojna wyuczonych uśmiechów i ostrożnie dobieranych słów.
Zupełnie tak, jak teraz; z chęcią, rzecz jasna, przewróciłaby Weasley’a na ziemię i wdeptała w lodową taflę ostrymi krawędziami łyżew, jednak- nie mogła. Pozostawały słowa, gesty, i uśmiechy.
I, rzecz jasna, pozostawał też jej największy obrońca. Percy.
-Nie zapomnę o pozdrowieniach, może być pan o to spokojny- zapewniła go słodko, zastanawiając się mimochodem, czy gniew Percivala zwróci się tylko przeciwko Barry’emu, czy dosięgnie także jej i jej samowolnej wyprawy.
Jego uśmiech na wzmiankę o Garretcie powitała mimowolnym, chwilowym drgnięciem kącika pąsowych ust. Niechęć szybko jednak zastąpiona została przez uprzejmy uśmiech i potakujące kiwnięcie głową. Pozwoliła mu kłamać- spodziewała się, że skłamie, i przynajmniej w tej kwestii jej nie zawiódł, dając jednocześnie pole do takiej odpowiedzi, jakiej pragnęła mu udzielić już od początku.
-Walka z czarnoksiężnikami to bardzo honorowe zajęcie- odparła grzecznie, utrzymując na twarzy nieszczery, wyuczony do perfekcji grymas.- Lord musi być bardzo dumny ze swojego brata. Mojej dobrej ciotce widocznie umknęła podniosłość i waga wykonywanej przez panów pracy; osobiście zadbam o to, żeby następnym razem nie męczyła panów zaproszeniami. Towarzystwo będzie z pewnością niepocieszone, ale cóż, ratowanie świata wymaga wyrzeczeń.
Tym razem uśmiech na jej twarzy był już prawie szczery, chociaż zmuszone do wysiłku obolałe mięśnie znów odezwały się ostrym bólem. Przez chwilę rozważała za i przeciw; pokazywanie się i przebywanie gdziekolwiek w jego towarzystwie było prawdopodobnie jedną z najgorszych perspektyw, jakie mogła sobie wyobrazić, wciąż jednak obowiązywały ją pewne zasady. Dlatego kiwnęła głową, tylko raz, sztywno, decydując o natychmiastowej deportacji poza terenem lodowiska.
-Nie sposób odmówić dżentelmenowi- wycedziła bardzo starannie spoza zaciśniętych mimowolnie zębów, pozwalając prowadzić mu się w stronę wyjścia. Łokcie pulsowały bólem; marzyła już tylko o chwili, w której z nóg pozbędzie się ciasnych obramowań łyżew, a z pola widzenia- Weasley’a.
Okazało się jednak, że spotkała ją znacznie lepsza okazja.
Pędzące w ich stronę dzieciaki zauważyła w ostatniej chwili kątem oka. Nie namyślała się długo, z teatralnie zbolałą miną przenosząc ciężar ciała na lewą nogę i tym samym zmuszając Barry’ego do nieznacznego odsunięcia się w lewo. Dokładnie tak, aby ustawić się mógł na torze rozpędzonych łyżwiarzy-amatorów, którzy z hukiem wylądowali na lodzie, ciągnąc go za sobą.
Lata wychowania sprawiły, że w porę zdołała ukryć wszelkie oznaki radości, przywołując na twarz wyraz niezmiernej troski.
-Cóż za pech, mój lordzie- orzekła natychmiast, lekko nachylając się w jedną stronę. Mierny cień satysfakcji na chwilę przesłonił pulsujący ból.
Jadąc obok niego, pozostawała całkowicie niewinną; cóż, za nieuwagę widocznie należało zapłacić.




I guess the truth works two ways
Maybe the truth's not what we need

Powrót do góry Go down
Barry Weasley
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 https://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli https://www.morsmordre.net/t1143p9-barry-weasley#7772 https://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 https://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
sprzedawca u Ollivandera
24
Szlachetna
Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
6
10
0
0
10
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Tor przeszkód   15.08.16 16:52

Pomyśleć, że nienawiść do Nottów Barry miał od dawna wrodzony, a teraz zamiast tego jawnie ukazywać, po prostu się kamufluje kłamstwem, jaki robił tak mówił nie. Po prostu trzeba dobrze odczytać jego język mowy i ciała, aby zrozumieć, co on naprawdę powiedział. Bo niekiedy może spokojnie łgać, a niekiedy mówi prawdę, lecz czy Ulla zdoła to odróżnić? Czy zauważy różnicę między prawdą a kłamstwem? Tą cienką, wręcz maleńką ryskę we szkle jego persony, która przecież była wręcz daleka do doskonałości. Ale kłamstwem zbudował sobie wręcz szklany mur, który ukazuje to, co on sobie tego zażyczy. Nie inaczej.
Tak samo wiedział, ze pozdrowienia mogą być przekazane, lecz wątpił w to, aby lady zechciała opowiedzieć o wszystkim swojemu troskliwemu braciszkowi. W końcu jeśli wyjawi fakt, że miała kontakt fizyczny z Weasley'em nie sprawi, że i jej też się oberwie? Że nie tylko będzie on ukarany, ona również oberwie. Może w inny sposób, ale może jej się oberwać. Co jak wtedy spadnie płatek doskonałości z jej lalkowego ciała? Czy warto było ryzykować prawdą? Czuł, jakby miał ją ponownie w garści, jak za czasów szkolnych, kiedy zamiast poskarżyć się Raphaelowi, sama próbowała toczyć z nim bój. Jemu to całkowicie nie przeszkadzało, póki jej starszy brat się nie wtrącał, chętnie jej dokuczał, z nieuniknioną wzajemnością oczywiście.
- Dla mnie te listy mogą nawet gdzieś się zapodziać, czy wylądować u innych, czystokrwistych osób, które z radością by wykorzystały ten dar od lady Nott.- powiedział spokojnie z uśmiechem. Widział jej uśmiech, więc i on postanowił z niego nie rezygnować. Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni, Ullo. - Lecz wątpię w to, aby Twoja ciotka chciałaby pominąć moją narzeczoną, więc kto wie, czy się nie spotkamy na balkonie południowym. Osobiście polecam ten balkon, choć może Tobie wydawać się zbyt ubogi, jak na lady status.- zaraz dodał czując, że zdobywa punkt przewagi. Oczywiście, ten balkon był nieco skromny, co rudzielcowi odpowiadało w zupełności, lecz czy nie jest miło ciągle drażnić się z lady Nott, która jak widać, próbowała z jednej strony upokorzyć chłopaka, co jej to średnio wychodziło, a z drugiej próbowała zachować równowagę na lodzie. Rudzielec słysząc jej zgodę, nie omieszkał wtrącił swojej ciepłem ręki, która objęła jej dłoń i zaraz ruszył razem z nią, przekazując jej nieco ciepła wśród zimowej aury nieco ocieplając temperaturę wokół ich dłoni. Nie trzymał ręki na jej biodrze, więc nie robił niczego niestosownego. Kulturalnie próbował pomóc damie wyjść z lodowiska.
Lecz się nie zorientował, że dał się podpuścić i zaraz to on stał się ofiarą własnych kolegów. O tyle, ile zdążył przyzwyczaić się do jednego bólu, tak teraz potrzebował chwili, aby móc się zorientować, gdzie właściwie wylądował. Głowa go cholernie bolała, jak i plecy. Przez chwilę miał zawroty głowy, lecz gdy tak sobie poleżał sekundy na lodzie, a potem podniósł się do pozycji siedzącej, świat wrócił na swoje miejsce. - To nic takiego, najdroższa Lady- powiedział kierując głowę w jej stronę i zaraz wstał. Nieco zachwiał się na początku, lecz zaraz z pomocą kolegów udało się odzyskać równowagę. Powiedział im, że da sobie radę i powolutku dojechał do Ulli. Czuł nadal bolące partie pleców, lecz nie pokazywał tego po sobie.
- Jak widzisz, jestem cały i zdrów, więc dopomogę w przeprawie. - i powiedziawszy przybrał na ustach zawadiacki uśmiech, a następnie schwycił tak lady Nott, że trzymał ją obiema rękoma, niczym pan młody przenoszący pannę młodą przez prób drzwi. Wolał w ten sposób zakończyć wędrówkę na stały ląd, niż aby znów się wywalić. Bo nie sądził, aby ten teraz wypadem, był tylko wypadkiem. To musiała być jej sprawka. A Barry nie zamierzał jej tego teraz ponownie ułatwić, więc już szybciutko dojechał do granicy lodu ze śniegiem ignorując wszelkie protesty i żądania arystokratki, które mogły paść z jej strony. Mogła mówić co chciała, Barry i tak stanowczo, może też i bólem w plecach, ale dowiózł ją na bezpieczne miejsce. Zaraz puścił jej nogi wolno, jak i jej ręce. Nie puścił jej rąk i nóg jednocześnie, bo wtedy by spadła na puch śniegu, a co to by była za zabawa. A tak to prócz tego, że stała przed nim, on mógł szyderczo się do niej uśmiechać.





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean
     the­re is a light shi­ning so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
Ulla Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3242-ulla-nott#54010 https://www.morsmordre.net/t3357-tyfon https://www.morsmordre.net/t3305-poskromic-zlosnice https://www.morsmordre.net/t3358-ulla-nott
pracownica Służb Administracyjnych Wizengamotu
24 lata
Szlachetna
Panna
lend me your hand and we'll conquer them all;
but lend me your heart and I'll just let you fall
4
7
12
0
0
0
5
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Tor przeszkód   15.08.16 17:43

Była w stanie znieść wiele. O wiele więcej, niż sądziła; z każdym rokiem było odrobinę lepiej, stawała się odrobinę twardsza, odrobinę spokojniejsza. Symbolizująca skrajną wściekłość krew lejąca z nosa plamiła szaty coraz rzadziej- dbała o to starannie, ucząc się oddychać powoli i głęboko, ucząc się odpuszczać.
Nie była do tego przyzwyczajona. Do odpuszczania. Do pewnego momentu w jej życiu to wszyscy ustępowali przed nią, pierzchając na boki, rozchodząc się jak kręgi na wodzie wzburzonej dotknięciem samego opuszka długiego palca. Zachowywali dystans- ten bezpieczny- który chronił ją od nich, chociaż... właściwie chronił także ich przed nią. Nie starała się im tego ułatwiać. Królewna Śnieżka nie próbowała nawet gryźć zatrutych jabłek, pozostawiając je innym i obserwując ich zdziwienie ze szczytu lodowej wieży. Nie pojmowała ich zdziwienia; w końcu właśnie tego od niej oczekiwali. Nie musiała być miła, musiała przetrwać, pospiesznie wspinać się na górę niewidzialnej towarzyskiej drabiny i nie spaść, nie potknąć się o obcasik szklanych pantofli, które nie uwierały ją tak bardzo, jak można byłoby się tego spodziewać.
Śliczna królewna zaklęta w swojej bajce, w której wszyscy poruszali się zgodnie z jej rozkazem. Śliczna królewna w ślicznej wieży, zasłonięta bezpiecznie za plecami dwójki dzielnych książąt, zimniejsza od całego lodu otaczającej ją krainy. Znała tę rolę i nauczyła dobrze się w niej czuć- do tego stopnia, żeby nie wychodzić z niej nawet wtedy, kiedy miała ochotę krzyczeć.
-Niepotrzebna troska i zbędne zmartwienie, lordzie Weasley- zapewniła go jedynie na słowa o balkonie, wspaniałomyślnie decydując się na pominięcie uwagi sugerującej ubogość rezydencji jej ciotki, którą w innych warunkach uznałaby za wyjątkowo niegrzeczną. W ostateczności to był Weasley, nie mogła spodziewać się po nim ogłady.- Czasem przebywanie w miejscach statusem bliższym standardom Twojej rodziny bywa miłą odmianą.
Kiedy złapał ją za rękę, z winy zdziwienia przez chwilę nie zareagowała, wpatrując się w niego skrajnie zdumionym, pełnym niedowierzania wzrokiem. Pozwoliła mu przejechać tylko kawałek, zanim, wciąż miłym, ale zdecydowanym gestem wysupłała rękę z jego dłoni, natychmiast przyciskając ją bliżej siebie. Zmięła w ustach ostrzeżenie, przyrzekając samej sobie spokój- aż do momentu jego spektakularnej porażki.
-Cóż za ulga- skwitowała chłodno, ponad wyraz uprzejmie, patrząc, jak podnosi się z lodu. Kiedy początkowo zawahał się przed wstaniem, poczuła ukłucie niepokoju; jeśli na świecie istniało coś gorszego od bycia holowanym przez Weasley'a, było to samodzielne holowanie Weasley'a. Zniesmaczona tą wizją była już prawie gotowa pożegnać go chłodno i błyskawicznie przemknąć poza obręb lodowiska- wtedy jednak zdarzyło się coś, co było nieporównywalnie gorsze od bycia holowanym przez Weasley'a i holowania go jednocześnie.
Kiedy ją podniósł, z zaskoczenia zdążyła tylko zaczerpnąć głębszy wdech, zbyt zszokowana nagłym niedowierzaniem, kiedy wpatrywała się nienawistnie w jego pełną samozadowolenia twarz. Nie miał prawa jej dotykać; nie miał prawa nawet na nią patrzeć, popełniając błąd już w momencie, kiedy na nią wpadł. W tym momencie przekroczył jednak wszelkie prawa i bariery, nie pytając jej o zgodę, której nie udzieliłaby mu nawet pod groźbą tortur. Spięła się mimowolnie, zaciskając obolałe mięśnie i próbując opanować furię, zanim z nosa zdąży polać się krew. Odczekała tylko do momentu, kiedy jej nogi ponownie spotkały się z ziemią- tylko po to, aby uwolnioną z uścisku dłonią wziąć zamach i wymierzyć mu policzek prosto w uśmiechniętą szyderczo twarz.
-Nigdy więcej nie waż się dotykać mnie bez pozwolenia, lordzie Weasley- Jasne, kruche dłonie posiadały zbyt mało siły, żeby zadać mu taki ból, jaki miała w zamiarze; palce piekły ją boleśnie po niewprawnym uderzeniu.- Być może w niektórych kręgach uchodzi takie traktowanie damy, ale wygląda na to, że przed wstąpieniem w wyższe będziesz się musiał jeszcze wiele nauczyć. Jestem pewna, że mój brat z chęcią udzieli Ci kilku lekcji.
Czuła się zła; nie, czuła się wściekła i zażenowana, coraz dotkliwiej odczuwając ból kolan, mróz i ciekawskie spojrzenia reszty łyżwiarzy zaalarmowanych cichym trzaskiem uderzenia.
Gdyby kilka lat temu, w czasach Hogwartu, wiedziała to, co wiedziała dzisiaj, z przyjemnością zdetonowałaby stojący przy stanowisku Weasley'a kociołek.




I guess the truth works two ways
Maybe the truth's not what we need

Powrót do góry Go down
Barry Weasley
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 https://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli https://www.morsmordre.net/t1143p9-barry-weasley#7772 https://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 https://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
sprzedawca u Ollivandera
24
Szlachetna
Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
6
10
0
0
10
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Tor przeszkód   15.08.16 17:49

Rudzielec bez żadnych przeszkód w szkole gdy tylko ją widywał na korytarzu, lub razem zasiadali na lekcji eliksirów, używał jej wyglądu do wielu żartów. Nie przeszkadzało jemu fakt, że była Nottem, że mimo wszystko ciągle się panoszyła, bo to w Hogwarcie było niczym jakieś tajne wyzwanie, kto utemperuje ową panoszącą się ślizgonkę. Może i inni chodzili wokół niej na paluszkach, lecz Barry nie zamierzał do nich się upodobnić. On ma w poważaniu wszelkie zasady etyki, co teraz po równi ukazuje. Wszelkie imprezy dla szlachciców to była czysta improwizacja. Po prostu nienawidził i gardził ich sposobem mówienia, tymi wszelkimi manierami, które przecież są idiotyczne. Po co komuś wiedza, jak się układa sztuczce, gdy jedzenie nie smakuje? Wystarczy odsunąć talerz i odejść od stołu, albo zawołać kelnera i powiedzieć - o, to było niedobre. Także po co jeść rybę dwoma widelcami, jak można to zjeść widelcem i nożem. Albo samym widelcem. Nic, tylko marnotrawstwo sztućców. Lecz teraz za marnotrawstwo uważa nie dokuczeniem Ulli, która w sumie sama się o to prosi. Wpierw niczym ślepa kura z mugolskiego kurnika wjechała prosto pod Weasley'owskie nogi, teraz jego wystawiła na podobną tragedię.
- Skoro tak mówisz, to pewnie nie widziałaś wielu urokliwych miejsc. Może kiedyś powinnaś tam się wybrać. Może nawet w walentynki.- rzucił bezczelnie z uśmiechem jednocześnie dając jej dłoń i później już nie kontynuował tematu, bo musiał otrząsnąć się z bólu i nabrać nowych sił. Tak, nikt kto zrobił krzywdę Weasley'om nie uciekł bez odniesionej rany, przynajmniej na dumie. A Barry to traktował niczym niewinną przepychankę, czy nawet jako walkę pomiędzy nimi. Kto będzie lepszy, kto doprowadzi drugą osobę do gorszego stanu. Komu zaistnieją rumieńce wstydu przy wszystkich gapiach. Kto wie, może nawet i jakiś reporter Czarownicy ich ogląda i już notuje, jak to się przepychają na lodowisku i pewnie snuje, że mogą mieć romans, niczym Deimos i Megara. Kto wie, co dziennikarzowi wpadłoby do głowy.
A może po prostu są sami i jego koledzy. Trudno jest to stwierdzić, gdy rudzielec z naburmuszoną damą podjechał pod śnieg i tam ją postawił na nogi. Nie obserwował ile ludzi się zebrało, ile ich obserwowało. Dla niego to przypominało po prostu olejną, hogwarcką akcję, gdy przemieniał wtedy Ullę w królika. Nie, tego nigdy nie zapomni.
Nawet wymierzone przez nią uderzenie w policzek nie wymazało jego uśmiechu na twarzy. Czuł może niewielkie pieczenie, lecz nie dał jej takiej satysfakcji, by pomasować w sumie mało bolący policzek. Obstawia, że bardziej ucierpiała na tym jej delikatna dłoń. Aż dziwne, że jej lalkowa ręka nie odpadła.
- Oj, z pewnością pani brat mógłby mnie czegoś nauczyć, lecz panience przydałaby się lekcja siły. Chociaż muszę sam przyznać, że się dziwię, iż lady nie odpadła ręka.- rzucił żartobliwie udając, że mówi to poważnym tonem, a nawet dorzucił do inscenizacji lekko skłon głowy. Postanowił coś jeszcze dołożyć do tego wszystkiego. Wręcz uderzyć w jej godność. - Lecz z pewnością pański brat nie musi mnie jednego uczyć.- powiedziawszy zdjął z siebie płaszcz i założył go lady Nott. Czy tego chciała czy nie, nie mogła ukryć przed rudzielcem faktu, że było jej zimno. Jesteś bezczelny przeszło mu przez myśl. Aż uśmiechnął się szerzej na samą myśl. - Wiem, kiedy damie jest zimno.- powiedziałem z zawadiackim uśmiechem, po czym bezczelnie zbliżyłem się do jej ucha. - Nie proponowałbym przy wszystkich rzucać mego płaszcza lady Nott, bo posądzą nas o romans, a lady wie, jaka Czarownica potrafi być kreatywna.- wyszeptał jej do ucha, po czym odsunął się na bezpieczną odległość - jednego kroku od niej i spojrzał na nią swoim rozweselonym wzrokiem.
- Pójdę oddać łyżwy. Przynieść lady gorącej czekolady?- zapytał się nad wyraz grzecznie i kulturalnie, jakby nagle zmienił się w jej sługę, lecz to były tylko pozory. Sama powinna też to zrozumieć po jego formalnym wręcz tonie, który nie umiał zamaskować wesołych iskierek na jego oczach. Gdy usłyszał jej odpowiedź, nie ważne jaką, złapał swoje łyżwy i jej, jeśli tego chciała i zaraz poszedł oddać łyżwy, a potem udał się po gorącą czekoladę. Zapłacił też i za jej porcję, nie ważne jeśli tego chciała czy nie, a potem grzecznie wrócił do osamotnionej lady, która już stawała się mniejszym obiektem publicznego zainteresowania. Rudzielec zaraz wyciągnął dłoń z kubkiem czekolady dla Ulli. Co teraz pocznie? Przecież teraz rudzielec zachowuje się wręcz bez żadnego zarzutu. Sam upił łyka ze swojego kubka. Jakie to ciepłe i pyszne było, mniam!





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean
     the­re is a light shi­ning so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
Ulla Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3242-ulla-nott#54010 https://www.morsmordre.net/t3357-tyfon https://www.morsmordre.net/t3305-poskromic-zlosnice https://www.morsmordre.net/t3358-ulla-nott
pracownica Służb Administracyjnych Wizengamotu
24 lata
Szlachetna
Panna
lend me your hand and we'll conquer them all;
but lend me your heart and I'll just let you fall
4
7
12
0
0
0
5
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Tor przeszkód   15.08.16 17:53

Nie lubiła profesora Slughorna. Była też prawie pewna, że brak sympatii był w pełni (z nawiązką?) odwzajemniony; nie mogła znaleźć innego powodu, dla którego profesor mógłby chcieć uczynić jej partnerem od eliksirów Barry’ego Weasley’a. Nie pamiętała już nawet początków tej znajomości, z alchemiczną precyzją usuwając z kruchych bibliotek pamięci wszystkie wspomnienia, które uważała za niewarte jej uwagi. Same próby odszukania jakichkolwiek znaków świadczących o obecności Weasley’a w jej życiu przywoływały jedynie na język nieprzyjemny, gorzkawy smak, dlatego nie próbowała tego nigdy. Był tylko jedną ze spychanych poza granicę świadomości twarzy, kolejną zapisaną w rejestrach jednostką, której nie potrzebowała i nie chciała oglądać. Nie zaprzątała więc nim głowy, nie zajmując się niczym, co nie wydawało jej się przyjemne lub pożyteczne w ten słodki, wpisujący się w hedonizm sposób, który był kolejnym przywilejem płynącym z posiadania ładnej twarzy i płynącej w żyłach czystej krwi.
Czasem jednak to nie wystarczyło. Wspaniałomyślne przymykanie oczu, zacieranie konturów przykrych wspomnień w pamięci okazywało się zbyt małym wysiłkiem w obliczu złośliwego losu. Czasem przyjmował on pokaźną, pękatą jak wyjątkowo brzydki balon formę profesora Slughorna, czasem bulgoczącego niebezpiecznie kociołka, a czasem chłodnej tafli lodu, w której mogła oglądać odbicie swojej wyjątkowo bladej, skrzywionej cierpiętniczo twarzy. Był jednak wciąż i wciąż obecny, okrutną, złośliwą przemocą wpychając rudy czerep Weasley’a na jej drogę- nawet, jeśli ten upierał się dziecinnie, że to ona znalazła się na jego drodze. Być może nie rozumiał, że powinien zniknąć już w tym momencie, w którym oboje znaleźli się na lodzie, lub zaraz po tym, jak pomógł jej wstać. Nie mogła go winić, a jedynie sięgnąć po resztki wyrozumiałości, wytłumaczyć nimi jego barbarzyński prymitywizm- aż do momentu, kiedy przekroczył wszelkie starannie nakreślone granice. Tym razem w sposób niewybaczalny.
-Być może- odparła lodowato, nie siląc się nawet na zaszczycenie go wbitym w horyzont spojrzeniem.- Obawiam się, że nie odbędzie się to jednak w pańskim urokliwym towarzystwie, lordzie Weasley.
Skoro niektórych kwestii nie był w stanie rozwikłać sam, w ostatnim zrywie wspaniałomyślności była skłonna udzielić mu pomocy.
Powstrzymała się od zostawieniem czerwonego śladu dłoni na jego drugim policzku, odsuwając się jednak o znaczną odległość dwóch kroków, kiedy spróbował nachylić się w jej stronę, i powstrzymując się od ciśnięciem jego płaszcza prosto na leżący pod zmarzniętymi stopami śnieg.
Musiała oddychać. Tylko i aż tyle, które wystarczyło, aby z nosa nie pociekła wzburzona krew; ostatnim, czego jej brakowało, była wizyta w gabinecie uzdrowicielskim Raphaela. I jeśli nawet marzyła o rozgnieceniu Weasley’a i wdeptaniu go w ziemię jak robactwa, w poczet którego zaliczała go od zawsze, powstrzymała się natychmiastowo, i uśmiechnęła. Szeroko, uroczo, niemalże miło. Tylko jej oczy pozostały zimne, zimne. Lodowate.
Obyś udusił się tą piekielną czekoladą, rudy dupku, pragnęła mu życzyć, ale nie odpowiedziała, absolutnym milczeniem zbywając wszystkie jego słowa i czekając cierpliwie, aż zniknie litościwie z pola jej widzenia. Tuż po tym przemogła obrzydzenie i niechęć i szybkim, zgrabnym ruchem złapała za przegrub przemykającą obok niej wychudzoną brunetkę w przemoczonym swetrze i z podkrążonymi sino oczami. Kobieta posłała jej przerażone spojrzenie, zastygając w przestraszonym bezruchu; Ulla jednak przemogła się po raz kolejny, posyłając jej promienny uśmiech.
-Och, musiałaś zmarznąć na kość- natychmiast puściła jej przegrub, i tak nieprzyjemnie doświadczona poprzednim dotykiem.- Na szczęście pewien dżentelmen zostawił tu coś w obawie o Twoje zdrowie.
Wykorzystując skrajne zdziwienie i zaniemówienie kobiety Ulla szybko zsunęła z ramion dodatkowy płaszcz, usilnie starając się nie skrzywić, po czym zamaszystym gestem zarzuciła go na ramiona kobiety. Ten moment zgrał się niemalże idealnie z powrotem Weasley’a, któremu posłała ostrzegawczy uśmiech. Niechętnie wyjęła kubek z jego rąk kubek z czekoladą, starając się nawet przypadkiem nie dotknąć jego ręki, po czym, korzystając z osłupienia kobiety, wcisnęła jej go prosto w dłonie.
-Wypij, na pewno pozwoli Ci się rozgrzać- poleciła jej, odsuwając się na bezpieczną odległość dwóch kroków. Szach mat?
-Ale…- wyjąkała kobieta, natychmiast ucichła jednak pod spojrzeniem Ulli, która zwróciła się tym razem w stronę Barry’ego.
-Pani na pewno będzie Ci wdzięczna za tą bezinteresowną pomoc, mój lordzie- oznajmiła tylko, mierząc go chłodnym spojrzeniem, po czym ściszyła nieco głos.- Wejdź mi w drogę jeszcze raz, a ja też stosownie Ci się odwdzięczę.
Nie czekała dłużej, wymijając go z gracją na odległość stosowną do deportacji.
Była pewna, że Percy’emu nie spodoba się ta opowieść i zdąży się odwdzięczyć dużo prędzej, niźli ona.

| zt!




I guess the truth works two ways
Maybe the truth's not what we need

Powrót do góry Go down
Barry Weasley
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 https://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli https://www.morsmordre.net/t1143p9-barry-weasley#7772 https://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 https://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
sprzedawca u Ollivandera
24
Szlachetna
Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
6
10
0
0
10
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Tor przeszkód   15.08.16 17:57

Czyli lubił eliksiry? Uwielbiał na nie przysypiać i wchodzić spóźniony do sali. Tak było w pierwszych latach, gdy jeszcze nie miał swojego kuguchara, który stanowił za jego budzik. A potem kolejne lekcje biegły typowym schematem - ona robi, on się przygląda. To rudzielcowi całkowicie odpowiadało, bo nie musiał zbyt wiele robić. Jedynie to czasem coś robił, gdy profesor o to prosić, lecz w większości wtedy wszystko kończyło się wybuchem. Jakimś cudem chyba zaliczył sumy z eliksirów, lecz nie przejmował się tym zbytnio. Chociaż i dla niego było niezrozumiałe, za jakie grzechy musiał pracować z Nottówną. Wolałby innego ślizgona, lecz nie oponował. Nie było sensu, a i tak miał na tyle dobrze, że gdy ona przewodziła, to dostawali w miarę dobre stopnie.
Lecz pewnie nie była dobry z atakowania i obrony. Umiała uwinąć wielu czarodziejów wokół swojego paluszka, lecz rudzielec nie poddał się jej. Swoją arogancję wobec jej persony okazywał w Hogwarcie, zbytnio z tym się nie krył tak szczerze. Był sobą po prostu.
Tak jak teraz, jest sobą z nutą dawki aktorstwa i kłamstwa, które jemu z łatwością przychodziły. Tak samo, jak wcześniej przeniósł ją bezprecedensowe przez połowę lodowiska, tak i teraz skwitował jej nadzieje wesołym uśmiechem. A niech robi co chce, nawet będzie szczęśliwszy, gdy nie dostanie zaproszenia, ale już wolał dodatkowo w tym jej nie pomagać. Niech pożre się z ciotką, jemu to było obojętne. Niech robi co chce, ma jego przyzwolenie.
Tak jak i teraz dostał przyzwolenie na pójście po czekoladę, choć w jej oczach widział już spadające na własną głowę ostre skały. Widział tą jasną nienawiść wobec jego osób, co tylko wzmogło jego uśmiech, lecz wolał nie nasycać już tej burzy. Już i tak obawiał się, że zapiecze tym razem drugi policzek, lecz nic takiego nie zrobiła. Trzeba przyznać, że ma mocne nerwy. Ale już postanowił dać jej spokój, podokuczał jej i chciał w ramach pożegnania dać jej czekoladę i oczywiście odebrać jej własny płaszcz. I z takimi myślami wrócił do niej. Znaczy, do nich, bo się okazało, że Ulla znalazła jakąś zmarzniętą kobietę. Nie skomentował tego, tylko spojrzał na Ullę, a potem na kobietę, której posłał ciepły uśmiech.
- Niech pani wypije. To tylko pani pomoże.- powiedział spokojnie, mimo iż był zaintrygowany posunięciem Ulli. Nie zaprzeczy, w ciągu dwóch sekund był zdekoncentrowany, lecz zaraz nałożył na siebie maskę serdeczności i grzeczności i nawet słowa Nottówny nie sprawiły, aby ta maska miała być uszkodzona.
- Oczywiście, moja milady.- powiedziawszy nawet skłonił się jej i przez chwilę obserwował, jak się oddala. Postanowił jej nie wołać, nie dawać jej większego już na dziś upokorzenia. Za to zajął się kobietą, która została dziś przypadkową ofiarą Ulli. Rudzielec po chwili rozmowy odzyskał swój płaszcz i dostał w zamian sympatię osoby, która się okazała być czarownicą czystokrwistą. Bardzo inteligentną na dodatek, która zabrała jemu nieco czasu. Wkrótce i on ulotnił się z Doliny Godryka.

z.t





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean
     the­re is a light shi­ning so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
 

Tor przeszkód

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 18 z 18Idź do strony : Previous  1 ... 10 ... 16, 17, 18

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Dolina Godryka :: Sylwester w Dolinie Godryka-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18