Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Sala balowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Sala balowa   06.07.16 0:36

First topic message reminder :

Sala balowa

Okazała sala balowa w rezydencji Lady Adelaide Nott gościła niejeden sabat. To jedno z ważniejszych miejsc dla młodych szlachciców, bowiem każdy, kto pragnie zaistnieć w świecie arystokracji musi choć raz zatańczyć na marmurach Nottingham. Sala jest bardzo jasna, z akcentami kolorystycznymi charakterystycznymi dla rodu Nottów; na podwyższeniu w jednym z rogów sali stoją instrumenty gotowe zagrać najpiękniejszą muzykę do tańca, znajdująca się na półpiętrze arkada, na którą prowadzą szerokie i kręte marmurowe schody umożliwia dogodne obserwowanie parkietu, a gdzie nie gdzie pod ścianami stoją sofy o skórzanych obiciach, zapraszające zmęczonych tancerzy do chwili wypoczynku. Jednak zdecydowanie najbardziej kunsztowny element wystroju stanowią bogate żyrandole, mieniące się tysiącami kryształów umieszczonych na ramionach ze szczerego złota.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala balowa   08.07.16 12:48

Atmosfera gęstniała, a czas zdał się zatrzymać w miejscu, lady Nott omdlała w ramionach kuzyna. Krew przesiąkła w drewno tanecznego parkietu, zamieszanie nie ustawało.

Darcy, zaklęcie świsnęło niedaleko ciebie, ale twój brat był zbyt pijany, żeby objęło cię swoim zasięgiem. Jako ostatnia dołączyłaś od grupy.

Gnająca na czele Inara jako jedyna widziała, którędy pędzi tajemnicza persona. Za tylnymi drzwiami sali balowej znajdował się długi, ciemny, lekko zakurzony korytarz - najwyraźniej nie był zbyt często używany. Minęliście przynajmniej sześcioro drzwi do innych pomieszczeń, lecz śladem domniemanego mordercy wpadliście dopiero do ostatniego z nich. Skromna komnatka zawierała jedynie niezbyt luksusową pryczę zaścielaną prześcieradłem, przy drugiej ścianie znajdowała się wysoka, głęboka szafa. Co musiało jednak zwrócić największą uwagę, to olbrzymie dwuskrzydłowe okno otwarte na oścież, przez które do środka wdzierał się śnieg, a którego koronkowe firany szaleńczo tańczyły z zimowym wiatrem.
Jeśli spróbowaliście wyjrzeć przez okno, dostrzegliście, że znajduje się ono na bardzo wysokim drugim piętrze - sale w posiadłości lady Nott wydawały się wyjątkowo strzeliste. Tuż pod oknem znajdował się częściowo zadaszony taras. Możliwe, choć nierozsądne, byłoby spróbować ześlizgnąć się po lekko pochylonym dachu, a następnie zeskoczyć na ów taras. Blisko niego wiły się grube, nagie gałęzie wysokich drzew - po których prawdopodobnie dałoby się zejść na dół. Zarówno taras, jak i ziemię, zdawały się pokrywać gęste zaspy śniegu. Wyjście na taras z całą pewnością byłoby łatwiejsze z piętra niżej, ale musieliście zdawać sobie sprawę z tego, że nie mieliście dużo czasu.
Darcy, Inara, pamiętajcie, że wciąż macie na sobie balowe buciki. Wszyscy pamiętajcie również o tym, że na terenie posiadłości lady Nott nie działają żadne zaklęcia teleportacyjne, pamiętajcie również o karach do rzutów (także sprawnościowych) przysługujących za wypity alkohol. W tej kolejce każdy z Was może napisać maksymalnie trzy posty, ST bezpiecznego pokonania każdego z dwóch pięter w sposób opisany powyżej wynosi 60 (do rzutu dodajecie sprawność). Na odpis macie 48h i piszecie w tym wątku.


Powrót do góry Go down
Samael Avery
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t631-samael-marcolf-avery#1801 https://www.morsmordre.net/t1443-samaelowa-skrzynka-z-pogrozkami#12562 https://www.morsmordre.net/t807-call-me-doctor-love https://www.morsmordre.net/f119-shropshire-peace-street-102 https://www.morsmordre.net/t2798-skrytka-bankowa-nr-160#45281 https://www.morsmordre.net/t972-ten-lepszy-avery
Zawód : ordynator oddziału magiipsychiatrii
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
Szalony, niech ukocha swe samotne ściany
I nie targa łańcucha, by nie draźnić rany
OPCM : 0
UROKI : 30
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 10
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 14
Genetyka : Czarodziej
Doskonała rozpusta wymaga doskonałego odprężenia.

PisanieTemat: Re: Sala balowa   08.07.16 22:32

Zderzenie nastąpiło nagle, szybko, boleśnie, trzeźwiąco wpływając na nieco zagubionego wśród sprzecznych emocji Avery'ego. Coś zakuło go w piersi, kiedy patrzył na martwe, zmasakrowane ciała, gdy pustym wzrokiem przyglądał się miejscu kaźni, nie zastanawiając się nad przyczyną rzezi, ale nad tym, w jaki sposób zdołano tego dokonać. Egzekucja zatrzęsła jego światem w posadach, burząc ulotne wrażenie bezpieczeństwa. Niezniszczalności. Przecież był pewny, że nikt nie może im zagrozić. Nie zważał na resztę arystokracji, większość jej przedstawicieli uważając za niegodnych tytułu, ale okrutnie dotknął go mord dokonany na nestorze Averych. To o n i zawsze szafowali wyrokami, lekką ręką skazując swych lenników na śmierć, oni trzymali w garści życie niewinnych, oni mienili się bogami, ingerującymi w ludzkie losy. Samaela jak i jego przodków nie imały się wszakże człowiecze słabości... A jednak leżał tam, w kałuży krwi, ze zmiażdżonymi kończynami, wśród szkła z rozbitego kryształowego żyrandola. Porzucona lalka, która znudziła się kapryśnemu dziecku - zatem tym byli? Zagryzł wargi, czując charakterystyczny, metaliczny posmak, jakby smak jego własnej krwi mógł zatrzeć gorycz niemiłej prawdy. Nienawidził bezsilności, w tej chwili zaś nie cierpiał owego podłego uczucia bardziej aniżeli zdradliwego Morpheusa. Bo nagle wszystko stawało się nieważne, gdy na jaw wychodziła impotencja szlachty, żałosnych robaków, panikujących i uciekających w popłochu na widok starczych zewłoków, na widok niegdyś potężnych nestorów, zadźganych, zarżniętych niczym owce. Czyżby miało to zastąpić pokaz fajerwerków? Blade ciała poznaczone niebieskimi żyłami, purpurą krwi i brązowymi skrzepami zapadały w pamięć o wiele bardziej aniżeli wybuchające kolorowe iskry; zwiastowały także nadejście niezapomnianego roku. Zapewne szczęśliwego dla arystokracji, która jak się okazała, wcale nie posiada czystobłękitnej krwi.
Milczał, nie ruszając się z miejsca, trwając przy Laidan, choć wolałby odrzucić jej prawie bezwładne ciało i rzucić się, by wymierzyć karę fantomowemu mordercy. Ten zasługiwał na najbardziej wysublimowane tortury, na wielogodzinne męki, na konanie na krzyżu - a sala robiła się coraz bardziej opustoszała, gdy kolejni o znanych nazwiskach w pośpiechu opuszczali rezydencję lady Nott. Ze strachem w oczach, łzami srebrzącymi się na policzkach i krzykiem na ustach.
I on nie mógł nic zrobić.
Rozkołysany Toujours Pur, z matką tulącą mu się do piersi był równie bezużyteczny, jak zdezorientowane domowe skrzaty, plączące się pod nogami i narażające się na kopniaki. Dobijało go to. Był wściekły.
Na siebie. Na tego, kto ośmielił się tak perfidnie zakpić z najstarszych rodów, tego, który wymierzył im ten policzek.
Tylko na Laidan nie potrafił się złościć. Drgnął zaskoczony, gdy przytuliła się do niego, gdy ufnie przylgnęła do klatki piersiowej. Odzwyczaił się od czułości, prawie stracił nadzieję, że kiedykolwiek tak chętnie zatopi się w nim, traktując go jak bezpieczną przystań. Rozkojarzył się zupełnie, czując drobne dłonie zaciskające się na szacie, prawie słyszał jej podświadomy głos, proszący, aby nie zostawiał jej ani na moment.
-Przy mnie nie spotka cię nic złego - obiecał, przygarniając matkę do siebie, po czym bez wysiłku wziął filigranową Lai na ręce, niosąc ją, jakby była jego księżniczką. M u s i a ł odejść, uciec, odciąć się od tych morderstw. Gardził sobą, ale Laidan wciąż była ważniejsza. Najważniejsza.

|zt dla Lai i Samaela






And when my heart began to bleed,
'Twas death and death indeed.
Powrót do góry Go down
Medea Rowle
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t2258-medea-rowle https://www.morsmordre.net/t2279-alabaster#34508 https://www.morsmordre.net/t2278-jej-wysokosc-szalenstwo#34506 https://www.morsmordre.net/f255-cheshire-ramsdell-hall https://www.morsmordre.net/t2352-medea-rowle#36336
Zawód : żona swojego męża
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Jeżeli czegoś chcę, to żądam i tak będzie.
OPCM : 0
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala balowa   09.07.16 15:42

Salonik lady Nott opuściła znacznie bardziej pijana niż wypadało. W głowie jej trochę szumiało, a kroki miała nieco mniej pewne niż zazwyczaj. Oczekując na przybycie panów rozmawiała przez chwilę z kuzynką Cassiopeią, ale i ją szybko straciła z oczu. Krążyła po ogromnej posiadłości Nottów skupiając całą pozostałą jej samokontrolę na utrzymaniu odpowiedniej postawy i uśmiechu na ustach. Z każdą kolejną chwilą coraz bardziej rozpaczliwie wypatrywała swojego męża w tłumie arystokratów. Nie czuła się dziś zbyt pewnie na salonach. Może przeczuwała, że coś niedobrego wisi w powietrzu?
Wreszcie dostrzegła Gustava i z ulgą ujęła jego ramię. Ukryli się w jednym ze spokojniejszych zakątków posiadłości, gdzie Medea wypiła dwie szklanki wody i zjadła coś lekkiego, by w ten sposób choć częściowo załagodzić skutki wina lady Adelaide. Udawała, że nie widzi złośliwego grymasu na ustach lorda Rowle. W duchu sama trochę się z siebie śmiała i była pewna, że małżonek nie pozwoli jej o tym potknięciu szybko zapomnieć. Kiedy poczuła się lepiej wrócili do reszty gości: witali się z dawno niewidzianymi krewnymi i szklonymi znajomymi. Medea nie mogła powstrzymać uczucia okropnego deja vu. To było jak kolejna ambasada. Kolejny kraj, który musiała oswoić i opanować. Wciąż nie czuła się jak w domu i okropnie ją to bolało. Uśmiechała się jednak promiennie jak na idealną żonę przystało. Trochę żartowała, trochę się wyzłośliwiała - jak zawsze czyniła wszystko, by w oczach rozmówców wypaść jak najlepiej. Potrzebowali dobrej renomy wśród szlachty. Im więcej będą mieli znajomości tym łatwiej przyjdzie im pokonać kolejne wyzwania.
Wreszcie zaczęła zbliżać się północ. Medea pozwoliła, by Gustav poprowadził ją w stronę sali balowej. Humor miała zaskakująco dobry, mimo kiepskiego początku wieczoru. Miała ochotę potańczyć! Kilka walców z pewnością ukoronuje ten wieczór. Ale alkoholu na pewno już dzisiaj nie tknie.
Cichym głosem opowiadała coś Gusowi do ucha, zapewne jakąś anegdotkę czy zabawną obserwację poczynioną w ciągu ostaniach godzin. Później nie będzie już pamiętać co to dokładnie było. Przerwał jej dochodzący zza drzwi krzyk, na dźwięk którego natychmiast umilkła. Wszystkie jej mięśnie się napięły, gdy uniosła głowę i zaczęła się rozglądać wokół. Tłum wypełniły krzyki i nerwowe rozmowy. Państwo Rowle przeszli nieco bliżej i wtedy ich oczom ukazał się okrutny widok. Medea głośno nabrała powietrza i przysłoniła usta dłonią. Szeroko otwartymi oczyma wpatrywała się w scenę kaźni. Któż miał czelność? - pomyślała, mocniej zaciskając palce na ramieniu męża. - Któż się odważył? - pokręciła z niedowierzaniem głową. Nie zrobiło jej się słabo, widowisko jakkolwiek makabrycznie nie wzbudziło w niej dość silnych uczuć, by miała mdleć. Była jednak bez wątpienia zaniepokojona. Większość ofiar była jej znana, ale nie bliska - nie będzie ich opłakiwać. Pożałuje co najwyżej nestora Averych, wszak miała jego krew w żyłach. To był jednak cios wymierzony w nich wszystkich. I ten fakt wyraźnie ją poruszył. Rozejrzała się w tłumie usiłując odnaleźć nieliczne bliskie osoby. Megara wyszła razem z Deimosem, a Samael zatroszczył się o ciotkę Laidan. Astoria chyba wróciła już do Wiltshire. Nie było tu czego szukać. Walców już nikt dziś nie zatańczy.
- Zabierz mnie do domu. - poprosiła cicho, wbijając pełne zmęczenia spojrzenie w twarz męża. Musiała stąd uciec. Upewnić się, że dwie osoby, które kocha najbardziej są bezpieczne w Ramsdell Hall. Dopiero wtedy będzie mogła zastanowić się nad tym jak wiele złego wydarzyło się na dzisiejszym Sabacie.
Państwo Rowle szybko wycofali się z sali balowej i po znalezieniu podłączonego do sieci Fiuu kominka, wrócili do swojej rezydencji w Cheshire.
To zdecydowanie nie będzie miło wspominany przez nich początek roku...


|zt.





There is no end to my power.
Powrót do góry Go down
Elisabeth Parkinson
avatar

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
https://www.morsmordre.net/t3102-elisabeth-parkinson https://www.morsmordre.net/t3136-persephone https://www.morsmordre.net/t3137-amici-fures-temporum https://www.morsmordre.net/f110-cotswolds-hills-broadway-tower https://www.morsmordre.net/t5184-skrytka-bankowa-nr-804 https://www.morsmordre.net/t3276-elisabeth-parkinson
Zawód : tłumacz
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
I'm cold-hearted and evil.
And I'm vengeful.
OPCM : 6
UROKI : 8
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 6/36
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Sala balowa   15.07.16 16:03

| po rozmowie z Williamem Selwyn

Nie spodziewała się, iż rozmowa z kuzynem zabierze tak dużą część jej czasu, oczekiwała raczej krótkiej wymiany zdań i jak najszybszego opuszczenia jego towarzystwa, poszukując kogoś innego do rozmowy. Została jednak mile zaskoczona, dopiero teraz musiała go pożegnać, chcąc udać się na salę balową. Poruszała się dość powoli, nie chcąc przez pośpiech omylnie zniszczyć swoją sukienkę - niestety lecz alkohol wydawał się działać teraz o wiele mocniej niż wcześniej, odbierając jej tym samym charakterystyczny dla Parkinsonów wdzięk. Pomimo tego jednak nie zapomniała po drodze wygładzić delikatnych fałdów, ponownie zachwycając się swoim ubiorem; była dość zadowolona z ogólnego efektu.
Szła tak, wychwalając w myślach udaną pracę domu mody jej rodu, gdy nagle uderzył nią widok wnętrza sali balowej. Gwałtownie zatrzymała się, starając się ogarnąć umysłem to, co właśnie zobaczyła. Dostrzegła omdlałą lady Nott, osoby, które na ten widok szybko odwracały się, chcąc jak najszybciej wydostać się z pomieszczenia. Najbardziej jednak zatrważającym widokiem były ciała - początkowo Elisabeth nie potrafiła ich zidentyfikować, po chwili dopiero rozpoznała w nich nestorów oraz dwie osoby z rodu Buldstrode. Chociaż nie czuła więzi z zamordowanymi, kobieta poczuła dziwne ukłucie w sercu - scena wydawała się być przerażająca, a fakt, że morderstwa dokonano w środku sabatu pełnym zaproszonych gości, zatrważała. Czy to oznaczało, że czarodzieje przestali być bezpieczni w każdym miejscu? Czy już nawet na uroczystościach czy odwiedzinach u bliskich nie można przestać obracać się przez ramię, w obawie o własne życie?
Panna Parkinson wydawała się gwałtownie otrzeźwieć w wyniku zastanej sceny. Po chwili postanowiła pójść śladem innych i zaczęła się wycofywać się w stronę wyjścia, mając jednocześnie nadzieję, że jej ojciec również to zrobił, gdziekolwiek był. Delikatnie podniosła dół sukni, nie chcąc jej zniszczyć czy też potknąć się o delikatny materiał. Wymijała stojące pary czy też tych, udających się w podobnym bądź różnym kierunku. W końcu udało jej się wydostać z posiadłości, po drodze dostrzegając swojego ojca. Szybko do niego podeszła, by razem mogli bezpiecznie wrócić do domu.

|zt




A little learning is a dangerous thing...

Powrót do góry Go down
Emery Parkinson
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t2503-emery-parkinson#39082 https://www.morsmordre.net/t2633-poczta-lady-parkinson#41954 https://www.morsmordre.net/t2632-emy#41952 https://www.morsmordre.net/f258-gloucestershire-dwor-parkinsonow https://www.morsmordre.net/t2766-skrytka-bankowa-nr-684#44751 https://www.morsmordre.net/t2744-emery#44244
Zawód : Projektantka mody
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Appear like the innocent flower, but be the deadly snake beneath it.
OPCM : 7
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Sala balowa   19.07.16 20:13

Północ zbliżała się z każdą chwilą, czarując obietnicą doskonałej zabawy w głównej sali balowej. Wirowanie w tańcu na parkiecie mniejszej sali i swobodne rozmowy, podczas których poprawiało się stan upojenia, stanowiły tylko przedsmak tego, co przygotowała lady Nott. Byłam tego pewna, w końcu to nie pierwszy sabat u Nottów, w którym biorę udział i za każdym razem, z szaloną niecierpliwością oczekuję kolejnego zaproszenia. Niebezpodstawnie. I tym razem mam w planach zedrzeć podeszwy pantofli idealnych do tańca, w końcu noc otwierała nieskończone możliwości – podobnie jak nowy rok. Nie oszukiwałam się obietnicą lepszych czasów, większej pomyślności, jednak miałam wyraźnie zakreślony plan, który chciałam wykonać przez nadchodzące miesiące. Oczywiście, nie znałam planów rodziców i nestora, jednak miałam wrażenie, że wraz z wybijającą północą, minie ostatni rok mojej wolności w stanie panieńskim. Ta myśl o własnej przyszłości w rękach innych była równie niepokojąca, co ekscytująca. Miałam nadzieję, że żadna osoba decyzyjna nie skrzywdzi mnie tak bardzo, jak zrobili to Constance, wiążąc moją kuzynkę w jakimś niepojętym planie, bez żadnego pomyślunku.
Przed drzwiami do sali gromadzi się coraz to większy tłum, lecz nigdzie nie mogę dostrzec złotowłosej głowy lady Lestrange. Kilka chwil na osobności, krótki spacer po ogrodach lady Nott wystarczył, by zniknęła gdzieś w tłumie i niezliczonych pomieszczeniach – może stoi gdzieś z przodu, może jeszcze nie dotarła przed sale? Jednakże mam przy sobie Cassiusa i to z nim mam zamiar przetańczyć noc, Connie na pewno odnalazła swojego… narzeczonego. Gdy dołączam, niewiele jestem w stanie dojrzeć pomiędzy sylwetkami czarodziejów i czarownic. Może to i lepiej, bo gdy rozlega się krzyk lady Adalaide Nott, a drzwi zostają pchnięte przez najbliżej stojące osoby, mur zgromadzonych chroni mnie przed okropnym widokiem. Pomimo to z ciekawością wyciągam szyję, stając na palcach i chwytając Cassiusa za rękę. Na własne oczy chcę się przekonać, co wywołało takie poruszenie – nieważne, że reakcja tłumu sugeruje, że lepiej odwrócić wzrok. Może lepiej byłoby to zrobić, bo makabryczny widok sprawia, że zamieram, wpatrując się w plamę krwi szeroko otwartymi oczyma. To nie żadna atrakcja, mająca na celu zaszokować zebranych gości. Gdzieś z odległej części pomieszczenia, dobiega szloch lady Nott. Martwe osoby. Trupy. Zakrwawione. Brutalnie poranione. Z pustymi spojrzeniami. W szoku może uczyniłabym kilka kroków do przodu, by przyjrzeć się im bliżej, jednak dłoń Cassiusa stanowi pewnego rodzaju kotwice, niepozwalającą odpłynąć mojej świadomości. Jak mogłabym podejść bliżej… Po co? By pobrudzić krwią brzegi sukni? By zapamiętać bardziej? Przecież inne, odpowiedniejsze osoby już zajmują się identyfikacją… Za niedługo zaroi się tutaj od medyków i policji…
- Chodźmy stąd... Proszę... – usta drżą, słowa są niepewne i łamliwe, pomimo to zwracam się do Cassiusa, wierząc, że czym prędzej mnie stąd zabierze i oszczędzi dramatycznego widoku, którego łatwo nie wypędzi się z pamięci. Z ulgą uświadamiam sobie, że wśród zamordowanych nie widziałam ciała Constance – na pewno jest bezpieczna. O niczym innym nie marzę, jak o zielonych płomieniach i bezpiecznych pomieszczeniach własnego dworu. Wiem, że on zostanie, w końcu duma Nottów nie pozwoli mu odejść, jednak nie widzę powodu, bym zostawała tutaj dłużej. Morderca już dawno uciekł.

| zt


Powrót do góry Go down
Lilith Greengrass
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1807-lilith-black https://www.morsmordre.net/t2158-sow#32631 https://www.morsmordre.net/t2157-liliy#32628 https://www.morsmordre.net/f177-shropshire-dwor-averych https://www.morsmordre.net/t2288-lilith-greengrass
Zawód : Auror
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Don't mistake my kindness for weakness,
I'll choke you with the same hands I fed you with.
OPCM : 6
UROKI : 12
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Metamorfomag
Find someone who knows how to calm your storms.

PisanieTemat: Re: Sala balowa   20.07.16 20:39

Nim zdążyłam uzyskać odpowiedź na zadane pytanie, Lady Nott straciła przytomność, na całe szczęście jednak lądując w ramionach kuzyna a nie na posadzce sali balowej. Odwróciłam się więc w stronę masakry, dopiero teraz rozpoznając dwa pozostałe ciała, przy których klęczała Isolda i Perseus. Mężczyzna był niegdyś nauczycielem Inary, doskonale wpoił jej sztukę posługiwania się rapierem, kiedyś w odwiedzinach nawet i mnie pokazał parę sztuczek. Kobieta obok niego, jego żona... jej niestety nie miałam okazji bliżej poznać. Przeszedł mnie zimny dreszcz a na delikatnej skórze pojawiły się ciarki. Kto byłby na tyle bezczelny? Kto śmiałby wystąpić przeciwko samej szlachcie? Kto... I nagle wszystko stało się oczywiste. Wiedziałam kto. Jeszcze jedno spojrzenie rzucone w stronę martwych już nestorów. Avery, Yaxley, Flint, Travers. Wszyscy czworo odważyli się sprzeciwić się samemu Grindelwaldowi. Poczułam silny ucisk w żołądku, na powrót zrobiło mi się słabo. To zapewne przez ten cholery alkohol. Postanowiłam zignorować objawy i ruszyć w kierunku narzeczonego i lady Bulstrode.
- Isoldo... - Szepnęłam, nachylając się w jej kierunku, nie bacząc na to czy zanurzę kawałek sukni w kałuży krwi czy nie. -  Chodź moja droga. Pozwól, że zabierzemy Cię do domu. - Dodałam nieco łamiącym się głosem, bowiem i ja powoli zaczynałam osiągać granice swoim możliwości. Posłałam Persusowi znaczące spojrzenie spod zaszklonych już oczu, delikatnie muskając dłonią jego przedramię.
Powietrze do reszty zdaje się być przesiąknięte zapachem śmierci, krwi i czarnej magii. Wszyscy powinniśmy stąd wyjść. Odwrócić wzrok. Nie patrzeć. Nic nam nam nie da spoglądanie na zastygłe w bólu twarze i to co z reszty ich ciał pozostało. Im już nie pomożemy - są martwi. Teraz, powinniśmy skupić się na żywych. Morderca zapewne wciąż gdzieś tu jest a to, to było ostrzeżenie, początek tego co ma nadejść.






And on purpose,
I choose you.

.
Powrót do góry Go down
Eurydice Flint
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t2319-eurydice-flint https://www.morsmordre.net/t2379-fern https://www.morsmordre.net/t2377-ta-co-kiedys-umarla-i-nie-zyje https://www.morsmordre.net/f276-leicestershire-dworek-w-lesie-charnwood
Zawód : "Nos"
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
And they’re making children
Everyone’s in love
I just sit in silence
Let the pictures soak

But I find it soothing
When I am confined
I’m just fearing one day soon
I’ll lose my mind
OPCM : 0
UROKI : 3
ELIKSIRY : 14
LECZENIE : 4
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala balowa   22.07.16 1:02

Horrendalne sytuacje budziły w niej potrzebę przywołania czegoś absurdalnego. Na przykład tej niewiele wartej wskazówki matki, która uparcie utrzymywała, że liczenie do dziesięciu było najlepszym remedium na zszargane nerwy. Wyglądało na to, że musiało dojść do bestialskiego przestępstwa, aby Eurydice choć na moment mogła zapomnieć o swoim sztywno uformowanym świecie. Wbiła paznokcie w tapetę, licząc, że jednorazowa słabość nie będzie uszczerbkiem na jej wizerunku (polerowanym dłonią ojca).
Jeden. Tłum przerzedzał się, bo część uczestników leżała na ziemi, część zawisła bezwładnie na oparciach krzeseł, a jeszcze inna namiastka śmietanki towarzyskiej rozbiegła się po budynku, szukając śladu winowajców owego zamieszania. Dwa. Eurydice zauważyła, że w czubek jej buta wżarła się szkarłatna plama; nie chciała jednak polemizować nad tym, czy to tylko wino, czy krew jednego z przodków. Trzy. Gdzieś w mglistych oparach jej umysłu przemknęła twarz Deimosa. Zbliżał się na tyle szybko, aby mogła oszacować, jak długo jego organizm będzie absorbował końskie dawki alkoholu, które przyjął tego wieczoru. Przez moment to ona chciała wziąć go w ramiona i matczynym zwyczajem doprowadzić do ładu, ale później przypomniała sobie, że to o n a była dzieckiem, które potrzebowało uwagi. Cztery. Deimos Carrow był pijany. Pięć. Słyszała, co do niej mówił (bądź bełkotał, dla tych ceniących sobie precyzję), ale niewiele rozumiała. Nie sądziła jednak, aby wina tkwiła w jego chybotliwym stanie. Usta jasnowłosej Megary również otwierały się, ale nie wydawały na tyle konkretnego dźwięku, aby mogła go rozszyfrować. Sześć. Z żalem wywnioskowała, że zapomniała wszystkich podstawowych czynności życiowych. Siedem. Dłonie  bezwiednie odlepiały się od ściany, stopniowo, jakby każdy palec potrzebował czasu, aby wyjść z odrętwienia. Podobnie plecy - obca siła podpierała je, razem z dumą, której nie potrafiła już należycie zachować. Osiem. Ona, Deimos i Megara. Dziewięć. Jej nogi poruszały się z braku laku, próbując papugować dwie pary butów, które dziarsko kroczyły u jej boku. Przedzierali się przez gaj dzikich zwierząt, nawoływania najbliższych, omdlewające lady w koronkach. Podniosła głowę, licząc, że przynajmniej jej spojrzenie zdoła wyrazić należytą wdzięczność dwójce wytrwałych kompanów. Nie zdążyła. Wzrok Eurydice zabłąkał się gdzieś po drodze, zatrzymując się na srebrzystym oku, do złudzenia przypominającym materiał jej sukienki. Dziesięć. Mortimer patrzył na nią, a ona na niego. Już w porządku. Miała swoją cholerną pewność.
Gwałtownie stanęła w miejscu, uprzednio ściskając dwie bliskie sercu dłonie; kruchą Megary i przepracowaną Deimosa. Spojrzała na małżeństwo, wyrażając wszystko, co zamierzała powiedzieć. Wspięła się na palce, całując szorstki policzek kuzyna, na ostatku czule uściskała filigranową blondynkę i odwróciła się na pięcie, tonąc w rozemocjonowanym tłumie. Kiedy biegła do wyjścia, dziesiątki wróciły w stare, dobre ramy absurdu.

zt.


Powrót do góry Go down
Constance Lestrange
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t2661-constance-lestrange#42512 https://www.morsmordre.net/t2834-okienko-connie#45604 https://www.morsmordre.net/t2789-dance-with-me#45096 https://www.morsmordre.net/t2788-sypialnia-constance https://www.morsmordre.net/t2806-skrytka-bankowa-nr-689#45375 https://www.morsmordre.net/t2790-constance-lestrange
Zawód : badacz zaklęć
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Pięknej duszy obce są mroki życia.
OPCM : 10
UROKI : 23
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala balowa   22.07.16 18:02

Nie, nie, nie.
Tylko nie to. Wszędzie była krew. Ciemnobrunatna ciecz, która nagle dostała zbyt dużo tlenu na raz. Otulała ciała, podłogę, ubrania. Poszarpane tkanki, biel w oczu, w które zapewne niedawno jeszcze patrzyła. Szukała w nich rady, czytała ich wypociny, niektóre pochwalała, inne zaś cicho krytykowała, lecz nigdy otwarcie przy rodzicach. Nie wiedziała, na co ma patrzeć. Chciała odciągnąć zakrwawione osoby od masakry, ale czuła, że jej nogi stopiły się z podłogą. Nie potrafiła unieść klatki piersiowej do wdechu, a co dopiero ruszyć się z miejsca.
To kłamstwo, to tylko zwidy, za dużo wypiłam.
Łapczywie chwytała powietrze, czując jak serce wyrywa się z piersi. Co miała zrobić? Stała jak posąg, wpatrzona w swojego opanowanego kuzyna. Uciekaj stąd, a ona nie miała siły biec. Raz, dwa, trzy, uspokój się, odwróć wzrok. Rozejrzała się na boki, między gośćmi sabatu wcisnęła się panika, która przeganiała ludzi z kąta w kąt. Długie suknie przeszkadzały w ucieczce. Ludzie bali się teleportować, a tym bardziej użyć kominka.
Szukała znajomych twarzy, ale szybko biegający tłum utrudniał jej skupienie się. Nie widziała bliskich, czy się rozpłynęli w powietrzu? Czy nikt o niej nie pomyślał? A może już posłuchali rady Caesara, lecz ona niczym posąg, wpatrzona w kałużę krwi, stała i oczekiwała, że świat również się zatrzyma? Udało się jej nabrać powietrza na dwa szybkie oddechy. Widziała rąbek sukienki Emery oraz długie włosy Evandry w przejściu. Próbowała się przepchnąć w tym kierunku, lecz nim wybiegła na korytarz, już ich nie było. Spanikowana zaczynała coraz szybciej oddychać.
Wyjście z budynku okazało się trudniejsze niż myślała. Szła za tłumem, ale wówczas ciągle brakowało jej powietrza. W końcu pobiegła w zupełnie innym kierunku prosto na ogrody lady Nott.

zt




lost through time and that's all I need
so much love, the more they bury

Powrót do góry Go down
Evandra C. Rosier
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t578-evandra-lestrange https://www.morsmordre.net/t621-florentin#1749 https://www.morsmordre.net/t629-evandra#1794 https://www.morsmordre.net/t1074-sypialnia-evandry#6552 https://www.morsmordre.net/t4210-skrytka-bankowa-nr-5#85655 https://www.morsmordre.net/t982-evandra-lestrange#5408
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Smile, because it confuses people. Smile, because it's easier than explaining what is killing you inside.
OPCM : 0
UROKI : 1
ELIKSIRY : 30
LECZENIE : 4
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Półwila

PisanieTemat: Re: Sala balowa   02.08.16 1:15

Nie rozumiała, co się dzieje. Nie rozumiała, jak szybko wszystko może wywrócić się do góry nogami. Jak szybko może wszystko utracić. Przez chwilę była szczęśliwa, przez krótką chwilę - czy naprawdę musieli za to zapłacić tak wysoką cenę? Czy nigdy nie zaznają spokoju?
Momentalnie zbladła, jej ciałem zawładnęły dojmujące mdłości; tyle krwi, tyle szlachetnej krwi! Przelanej na marne! Choć u boku Tristana czuła się bezpieczniej, to przez krótką chwilę rozważała ucieczkę - by podejść bliżej, by upewnić się, że wśród zabitych nie ma jej wilej matki, ukochanego ojca. Widziała twarze otaczających ją zewsząd arystokratów, lecz nie rozpoznawała ich, zamroczona przez krążący we krwi alkohol i obezwładniającą panikę, której nie było końca. Gdzieś mignęło lico Caesara, później zaś Connie, lecz czas spowolnił, a dźwięki ucichły; słyszała już tylko przyśpieszone bicie własnego serca, i nawet krzyk Tristana dobiegł do jej uszu jak zza wody, z oddali.
Nie widziała nawet, że ktokolwiek rozpoczął jakiś pościg, że ktokolwiek cokolwiek zauważył - wtedy nie zdawała sobie sprawy z tego, co robi jej narzeczony, w kogo celuje różdżką. Wiedziała tylko, że nie może się od niego oddalić, inaczej przepadnie, inaczej zemdleje i zostanie zdeptana, podzieli los ich szlachetnych nestorów.
Wbiła palce w jego ramię, zamroczona i otępiona, walcząca ze wszystkich sił, by nie odpłynąć; Tristanie, musimy znaleźć rodziców, Tristanie, musimy się stąd wydostać! Chciała krzyczeć, chciała szarpać, lecz z jej ust nie wydobywały się żadne dźwięki, zaś członki odmawiały posłuszeństwa.
Bezwiednie przylgnęła do jego boku, gdy zasłaniał twarz ramieniem, gdy próbował odgrodzić ją od tego makabrycznego widoku - nie chciała na nich patrzeć, nie mogła, jeśli nie chciała oszaleć. Jeśli ktoś odważył się podnieść różdżkę na nestorów najstarszych czarodziejskich rodów, to nikt, nikt nie był bezpieczny... Żadne z nich nie mogło spać spokojnie...
Już nigdy nie będziemy szczęśliwi, Tristanie.
Dopiero wtedy zaczęła płakać, z jej gardła wyrwał się cichy szloch. Największym wyzwaniem tego wieczoru miał okazać się sam powrót na salony, ich bzdurne przepychanki słowne czy krzywe spojrzenia innych panien - nie zaś bestialska rzeź najważniejszych dla nich osób! Jednak w jej głowie kołatała jedna paskudna, egoistyczna myśl, której za nic nie mogła się pozbyć: najważniejsze, że to nie rodzice, najważniejsze, że to nie ich rodzice... że to nie Lestrange'owie, nie Rosierowie...
- Tristanie - wyjęczała mu cicho w koszulę, nie chcąc nawet otwierać oczu, choć i bez tego ciągle miała przed nimi obrazy tej wszechobecnej krwi, powykręcanych szpetnie członków. - Gdzi-ie oni są, gdzie... - próbowała zapytać o najbliższych, o ich najbliższych, lecz głos wciąż odmawiał posłuszeństwa, a nerwy brały górę.


Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
OPCM : 37
UROKI : 30
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 43
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala balowa   07.08.16 0:58

Chybił, oczywiście, że chybił, gdyby mniej pił - trafiłby siostrę i powstrzymał przed oddaleniem się z tego miejsca. Niech Merlin ma ją w opiece, tylko on wiedział, co tam na nią czekało - wiedział, że nie był w stanie jej dogonić. Ze zrezygnowaniem pokręcił przecząco głową, z jego ust wydobyło się niemal bezdźwięczne "nie", nic więcej nie mógł już zrobić. Nic. Mijający go czarodzieje byli mu jak cienie, cienie, w których rozpoznawał znajome twarze bliższych i dalszych krewnych, wśród ofiar z całą pewnością nie było wuja Llowella. Ani żadnego innego Rosiera. Ani żadnego krewnego Evandry. Był rozdarty, winien choć próbować dogonić Darcy, ale nie mógł zostawić narzeczonej samej - nie teraz, nie tutaj i nie w tym momencie. Ze zrezygnowaniem schował różdżkę do kieszeni wyjściowej szaty, nie chciał przecież nikogo niepokoić.
Czując jej uścisk na swoim ramieniu Tristan odgrodził ją od makabrycznego widowiska samym sobą, odwrócił się plecami do stosu ciał, przyciągając dziewczynę ku piersi, biorąc ją w ramiona. Odczuwał jej słabość, półwila była chorowitą, wrażliwą i bardzo młodą niewiastą, a widok tak potężnych pomordowanych czarodziejów nawet jego przyprawiał o zawrót głowy. Obejrzał się przez ramię na powiększającą się kałużę krwi, lady Nott zalaną łzami - przed nimi czarodzieje przelewali się przez wrota sali balowej, opuszczając w popłochu dramatyczną scenę. Nigdzie nie widział Druelli, nigdzie nie widział swojej matki, gdzie one mogły być? Usłyszał jej ciche łkanie, musnął dłonią kraniec jej lica, ocierając pierwszą łzę. Subtelnie przytulił do siebie jej twarz, tylko tam nie patrz, najdroższa. Na białe ciała, ich puste, wciąż otwarte oczy, na ten potok krwi, który już prawie dotarł do naszych stóp. Tylko tam nie patrz, nie pozwolę ci patrzeć. Nawet sobie nie wyobrażasz, jak trudno wyrzucić podobny obraz z pamięci.
- Cii - szepnął, słysząc własne imię, spokojnie, najdroższa, nic ci nie grozi. Póki jestem żywy, przysięgam, nic ci nie grozi. Gdzie oni są? Kto, kim byli oni? - Wyszli już - odpowiedział, mówisz o swojej rodzinie, prawda? Nie wiedział, co się z nimi stało, ani gdzie byli. Widział Caesara biegnącego w podobnym kierunku, co Darcy, ale tego mówić jej nie chciał, a na ich los nie miał już wpływu. Mógł jedynie prosić szeptem Merlina, by miał w opiece jego małą Darcy. - Też powinniśmy. - Przygładził dłonią jej plecy, jak bardzo była słaba? Nie powinna się denerwować, była przecież chora, mogła omdleć w każdej chwili; trzymał ją w ramionach mocno, dawał oparcie, którego mogłaby potrzebować, utraciwszy siły całkowicie. Musiał ją stąd wyprowadzić, zabrać do bezpiecznego domu, gdzie odpocznie, dopiero wtedy mogła zacząć martwić się o innych. Nie było wiadome, czy czarodziej, który się dopuścił tej straszliwej zbrodni, wciąż przebywał pośród nich - nie było wiadome, czy tutaj nie wróci. Musieli stąd zniknąć. Natychmiast.
Od dawna nie odczuwał tak silnych obaw o tę kruszynę, jak wtedy, kiedy zniknęła, pośród nestorów leżeli Rodos i jej mąż, daleko było im do tych wielkich mężów - czy więc każdy mógł leżeć na tym stosie? Tristan i Evandra, poświęceni kochankowie w imię ideologii tego, którego imię zaczynało przerażać? Evandra Lestrange - wila piękność bezlitośnie zarżnięta jak zwierzę. - Chodźmy - poprosił krótko.

/zt x2





the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns
outgrown
Powrót do góry Go down
Quentin Burke
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3067-quentin-burke#50373 https://www.morsmordre.net/t3092-skrzynka-quentina#50608 https://www.morsmordre.net/t3083-disco-inferius#50538 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t3300-skrytka-bankowa-nr-783#55807 https://www.morsmordre.net/t3261-quentin-burke
Zawód : alchemik, ale pomaga u Borgina & Burke'a
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
Unikaj milczenia
z którego zbyt często korzystasz
ono może rozwiązać ci język.
OPCM : 0
UROKI : 5
ELIKSIRY : 31
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala balowa   09.10.17 16:03

12.05, wieczór

Niektórzy nie próżnowali. Świat magiczny zdaje się sypać, wojna nadchodzić, życie każdego się zmienia. Widocznie nie dotyczy to lady Adelaide Nott, która jest ponad tymi wszystkimi przyziemnymi sprawami. Zorganizowanie, nawet jeśli niewielkiego, bankietu poświęconego podziwowi dla sztuki wydawało się być mi nie na miejscu. Nie odważyłem się tego powiedzieć, czy raczej napisać, arystokratce; niby my, Burkowie, nie obawiamy się rzucać okrutną prawdą prosto w twarz, ale ta kobieta ma w sobie coś, co przeraża chyba nawet najzacieklejszych mężczyzn, z najkrwawszą historią. I ja drżę przed jej niewidzialną potęgą, a list od niej uznaję za omen najgorszy z możliwych. Tym razem nawet się ucieszyłem na myśl, że pomyślała o mnie jako o kimś lubującym artyzm we wszelakiej postaci - gdyby nie okoliczności, doceniłbym to jeszcze bardziej. Tymczasem cały czas myślę o uroczystościach pogrzebowych, które miały niedawno miejsce (lord Rosier, z którym według cioci Eleonory miałem się zetrzeć w pojedynku i śmiertelnie przegrać, Daphne Rowle, chociaż zdradziła, nie zasługiwała na taką śmierć - to tylko nieliczne nazwiska), o własnych porażkach na przestrzeni miesięcy (na pewno ta plotkara wie, że byłem w szpitalu, chociaż oficjalnego powodu nie zna) i o sabacie, który odbył się na początku roku. Widok tych samych murów, gdzie wcześniej widziałem stos martwych, zakrwawionych ciał przyprawia mnie o lekkie mdłości. Nie robią na mnie wrażenia zwłoki powykręcane czarną magią - to bliskość zagrożenia ma na mnie silny wpływ. Martwiłem się wtedy bardzo o własną rodzinę; skoro zginęli nestorzy tak poważanych rodów jak Avery, Yaxley, Flint czy Travers, to równie dobrze tragedia mogła uderzyć w nas. Nadal drżę w obawie o los rodziny, chociaż już mniej odkąd napisano o zniknięciu Grindelwalda. Niby nie daje znaku życia, a jednak mógł się gdzieś ukryć oraz planować nawet okrutniejszą zemstę. To wszystko nie kojarzy mi się dobrze z Hampton Court. Gdyby nie odczuwany respekt przed matroną i tematyka bankietu, na pewno bym się nie zjawił.
A pojawienie się kogokolwiek z nazwiskiem Burke na salonach zawsze wzbudza lekkie kontrowersje. Nie dość, że mamy opinię nieokrzesanych, to jeszcze rzadko zjawiamy się na jakichkolwiek imprezach towarzyskich. Dopóki byłem mężem lady Bulstrode, uczestniczyłem w podobnych zabawach - o ile bycie na miejscu ciałem można tak w ogóle nazwać. Poza tymi kilkoma laty oraz pierwszym, a także ostatnim sabacie (kiedy to wyciągnął mnie mój ukochany kuzyn), nie zjawiłem się na przyjęciach ani razu. Lady Nott wydawała się, jakby nie miała do mnie o to pretensji, chociaż równie dobrze może być świetną aktorką. Nigdy nie zrozumiem kobiet.
Wbrew moim przypuszczeniom, gości pojawiło się całkiem sporo. W najelegantszych, ale ciemnych szatach przemierzam parkiet wzdłuż ścian, na których widnieją najnowsze obrazy; gdzieniegdzie wystawione są również rzeźby nieznanych jeszcze w świecie rzeźbiarzy. Nie znam się na sztuce, ale nie przeszkadza mi to w rozkoszowaniu się jej estetyką. W milczeniu przystaję przy jednym z płócien, wokół którego jest najwięcej zamieszania. Autor zostaje okrzyknięty przez wielu uczestników bankietu wschodzącą gwiazdą, a to dzieło szybko nazwane jest arcydziełem. Oglądam je zatem skrupulatnie, chcąc samemu wywnioskować o co tyle krzyku.




Mil­cze­nie, cisza gro­bowa, a jakże wy­mow­na. Zdmuchnęła is­kry złudzeń. Zos­ta­wiła tło stra­conych nadziei.
I po­wiedziała więcej niż słowa.

Powrót do góry Go down
Liliana Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3066-liliana-yaxley#50362 https://www.morsmordre.net/t3091-ares#50606 https://www.morsmordre.net/t3085-liliana#50574 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-yaxley-s-hall https://www.morsmordre.net/t3506-liliana-yaxley#61144
Zawód : -
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Ciężko było przestać wierzyć, że kwiat może być piękny bez celu, ciężko przyjąć, że można tańczyć w ciemnościach.
OPCM : 5
UROKI : 22
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Półwila

PisanieTemat: Re: Sala balowa   10.10.17 0:51

Piękne ściany sali balowej w Hampton Court przez lata kojarzyły mi się z moim pierwszym sabatem, który był tak bardzo wyczekiwanym wydarzeniem. Pierwsze prawdziwe tańce, pierwsze poważne rozmowy z lordami, kiedy oczarowywałam ich swoją urodą, a ci nawet nie zdawali sobie z tego sprawy. Teraz, gdy tutaj wchodziłam, mój wzrok wędrował do żyrandola, którego pamiętałam, że powinno nie być - przecież leżał na posadzce. Wisiał jednak normalnie, w idealnym stanie, żadne kryształy nie były potłuczone, a na złocie nie dało się dostrzec najmniejszej rysy. Było to przecież oczywiste - lady Nott nie pozwoliłaby sobie na utrzymanie takiego bałaganu, jednak widok żyrandola wiszącego jak zawsze dziwnie mnie smucił. Od razu na myśl przychodził wypadek z ostatniego sabatu, makabryczna scena, jaką wtedy ujrzałam i niepewność, co będzie z nami dalej. Wydawało się, że sytuacja od tamtego czasu się ustabilizowała, Yaxleyowie szybko zapanowali nad wyjątkową sytuacją. Z drugiej jednak strony miałam wrażenie, że to był początek zmian. Teraz życie wydawało się inne, a tamten dzień niezwykle odległy. Zabawne, że los sprawił, że ten nowy początek wydarzył się akurat w Sylwestra.
Zaproszenie od Adelaide Nott nie było takim, którego się nie przyjmowało, a i mi wcale taka myśl nie przyszła do głowy, nawet mimo niemiłych wspomnień, jakie przywoływała jej posiadłość. Nie pierwszy i nie ostatni raz trzeba było wyrzucić z głowy niepożądane, nieprzyjemne obrazy i po prostu dobrze się bawić. Umiałam robić to doskonale, szczególnie kiedy przy wejściu oferowano kieliszek szampana na rozluźnienie i wydawało się, że w tłumie arystokratycznych twarzy nikt mi się nie przygląda. Gospodyni nie omieszkała wspomnieć w swoim liście, jak to przeważnie miała w zwyczaju, że na bankiecie mnóstwo będzie lordów, a ja powinnam rozglądać się za tym odpowiednim... Słyszałam o tym tyle razy, słowa te padały z ust najróżniejszych osób, a ja wciąż nie podchodziłam do nich dostatecznie poważnie. Podobne przyjęcia nadal wydawały mi się najodpowiedniejszą okazją do zabawy, niezobowiązujących tańców i śmiechów.
Drobne kwiaty zdobiły blado-różową suknię od ramion, schodząc dalej i kończąc się nieco poniżej pasa. Cienki pasek w tym samym kolorze podkreślał wąską talię. Czy było coś dziwnego w tym, że czułam się pięknie - jak zawsze? Kiedy pojawiłam się w sali balowej i dostałam swój kieliszek, zamieniłam parę słów z różnymi osobami, przyglądając się zgromadzonym dziełom sztuki. Wreszcie i mój wzrok przyciągnął obraz, który zgromadził wokół siebie tyle ludzi. Z zaskoczeniem stwierdziłam, że to co widziałam na płótnie było raczej dziwnie inne, niektórzy określiliby to mianem nowoczesnej sztuki, ja jednak miałam mieszane uczucia do tych szalonych pociągnięć pędzlem. Co prawda nie było w tym miejscu tłumów, jednak zauważyć można było wyraźnie większe poruszenie. Na tyle, że w pewnym momencie jakaś nieuważna kobieta potrąciła mnie i musiałam ratować kieliszek, który niechybnie zechciał wypaść z mojej ręki. A można by pomyśleć, że w takich miejscach były jedynie osoby dobrze wychowane! Nie zdążyłam się oburzyć, bowiem musiałam ratować katastrofę. Udało mi się co  prawda nie rozbić naczynia, czy nie rozlać zawartości na czyjąś szatę, jednak i tak wpadłam na kogoś. Musiałam unieść głowę, by go rozpoznać, gdyż był niemal o głowę wyższy.
- Lordzie Burke, bardzo przepraszam za to zamieszanie! - Pośpiesznie się odsunęłam, przyjmując znowu znacznie bardziej elegancką pozę. Nie wiem czego się spodziewałam, było przecież oczywistym, że nie spotkam tutaj nikogo przy kim mój wypadek nie wydawałby się zawstydzający. - Niektórzy na widok tak nietypowej sztuki widocznie nie potrafią się opanować. - Uśmiechnęłam się chcąc zamienić całą sytuację w żart. - Widzę jednak, że lord nie reaguje tak entuzjastycznie na to dzieło sztuki? - spytałam, zamiast na obraz patrząc jednak na Quentina. Upiłam maleńki łyk szampana, jak dobrze, że nie wylądował na podłodze.


Powrót do góry Go down
Quentin Burke
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3067-quentin-burke#50373 https://www.morsmordre.net/t3092-skrzynka-quentina#50608 https://www.morsmordre.net/t3083-disco-inferius#50538 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t3300-skrytka-bankowa-nr-783#55807 https://www.morsmordre.net/t3261-quentin-burke
Zawód : alchemik, ale pomaga u Borgina & Burke'a
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
Unikaj milczenia
z którego zbyt często korzystasz
ono może rozwiązać ci język.
OPCM : 0
UROKI : 5
ELIKSIRY : 31
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala balowa   10.10.17 16:27

Atmosfera nie jest tak męcząca jak podczas sabatów czy podobnych uroczystości, kiedy do jednego miejsca przybywa cała arystokratyczna socjeta. Najgorzej jest, kiedy impreza okazuje się być otwartą i osoby z krwią ze skazą także mają wstęp - wtedy bowiem tłumek przeraza się w potężny tłum, a nie lubię przesadnej ilości osób przypadającej na metr kwadratowy. Wręcz unikam takich sytuacji jeśli tylko mogę. Dzisiaj jest naprawdę znośnie. Tylko prawdziwi pasjonaci sztuki lub względnie ci, co w nosie mają anomalie, nawałnice i inne życiowe tragedie. Przechadzanie się po sali wzdłuż ścian, podziwiając rozliczne dzieła wydaje się być zatem całkiem odprężające. Oprócz tego alkoholu, który jest gościom wciskany co chwilę, mocno nachalnie. Ciągle muszę odmawiać - nie interesuje mnie upijanie się gdziekolwiek, a branie eliksirów wzmacniających nie sprzyja takim zabawom. Od zawsze jestem zwolennikiem umiaru. Zdecydowana część gości, jak zdążyłem zauważyć, raczy się kilkoma lampkami, ale niektórzy zabierają się za kolejne kieliszki nawet kiedy nie dopili zawartości poprzedniego. Zawsze się wtedy zastanawiam czy nie wychowali się oni w chlewie, nie w porządnej rodzinie.
Jednak większą uwagę przykuwa obraz. Ciekawy, chociaż sprawia wrażenie dość nowoczesnego jak na magiczne standardy. Przechylam lekko głowę, oglądając płótno z każdej perspektywy. Co jakiś czas zatrzymują się tutaj czarodzieje pełni zachwytu, szepcąc do siebie na temat wspaniałości autora. Nie znam się na tym, więc nie potrafię obiektywnie ocenić malowidła. Jeżeli chodzi o moje prywatne uczucia, to nawet mi się podoba. Bez przesady, arcydziełem bym tego nie nazwał, ale jest całkiem poprawne. To znaczy, jestem absolutnym przeciwnikiem nowoczesności, zmiany ustalonych ram tradycji, ale w tym przypadku nie rzuca mi się to tak w oczy. Podobają mi się ciemne kolory, gdzieniegdzie przedzielone żywszymi przesmykami pędzla. Naprawdę niezłe.
Jestem gdzieś w środku mojej analizy, jeszcze nawet nie podjąłem decyzji czy zagadać do lady Nott i spróbować odkupić od niej to płótno, kiedy obok robi się zdecydowanie większe zamieszanie niż wypadało, w dodatku zatrzymujące energię na mojej osobie - stoję jednak niezachwianie. Obracam głowę ze zdziwieniem zauważając, że wpatrzona jest we mnie para wielkich, błękitnych oczu. Mrugam intensywnie; w pierwszej chwili zacząłem odczuwać rozdrażnienie na myśl o niezdarności osoby, w drugiej wszystkie negatywne emocje ulatniają się ze mnie w trybie ekspresowym. Te oczy, te włosy, usta… gdybym nie był naturalnie, nieodwołalnie blady, oblałbym się szkarłatem zawstydzenia, które zacząłem intensywnie odczuwać.
- Nic nie szkodzi, lady Yaxley. Wszystko w porządku? - pytam, może odrobinę zbyt rozedrganym głosem. Spinam się w sobie jeszcze bardziej, co jest następstwem uczucia dyskomfortu. Piękne kobiety zawsze mnie onieśmielały, a kiedy są one dodatkowo półwilami, tym mocniej zarysowują się moje obawy. Nerwowo poprawiam musznik, jakbym starał się poluźnić pętlę zaciskającą się na szyi.
- Tak, w rzeczy samej… - przytakuję, ale sam nie jestem pewien czy aby na pewno mówię o obrazie, czy raczej kobiecym pięknie. Ja w ogóle nie reaguję entuzjastycznie, przechodzi mi przez myśl, ale w ostatniej chwili powstrzymuję się przed tym towarzyskim samobójstwem. - Jestem umiarkowanie zadowolony - odpowiadam zamiast tego, czując, jak robi mi się coraz goręcej. - A jakie jest twoje zdanie, lady? - pytam, gdyż tak chyba wypada. Co za spotkanie - czyżby dzisiejszy dniem był dniem Yaxley’ów?




Mil­cze­nie, cisza gro­bowa, a jakże wy­mow­na. Zdmuchnęła is­kry złudzeń. Zos­ta­wiła tło stra­conych nadziei.
I po­wiedziała więcej niż słowa.

Powrót do góry Go down
Liliana Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3066-liliana-yaxley#50362 https://www.morsmordre.net/t3091-ares#50606 https://www.morsmordre.net/t3085-liliana#50574 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-yaxley-s-hall https://www.morsmordre.net/t3506-liliana-yaxley#61144
Zawód : -
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Ciężko było przestać wierzyć, że kwiat może być piękny bez celu, ciężko przyjąć, że można tańczyć w ciemnościach.
OPCM : 5
UROKI : 22
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Półwila

PisanieTemat: Re: Sala balowa   26.10.17 2:07

Wiadomo było, że Yaxleyowie najlepiej czuli się u siebie w domu, chociaż pojawiali się zawsze tam, gdzie wypadało. Wydawało się jednak, że robili to niechętnie - byłam chyba wyjątkiem. Bardzo się cieszyłam na wszelkie przyjęcia, możliwości porozmawiania z ludźmi i poznania nowych. Gwar rozmów, stukanie kieliszków i muzyka były przyjemne dla ucha, szczególnie po charakterystycznej ciszy naszych terenów. Bardzo je kochałam, ale czasem przydawała się odmiana. Musiałam zacisnąć usta, bo Hampton Court nie było jednak miejscem w które wybrałabym na spędzenie dnia, gdyby tylko nie dostała zaproszenia.
Delikatny rumieniec, który pojawił się na moich policzkach wyglądał niemal naturalnie, a na pewno wcale niebrzydko. Dosyć szybko udało mi się opanować zawstydzenie, kiedy zobaczyłam, że lord Burke jest bardziej przerażony tym zdarzeniem niż ja.
- Tak, w porządku, całe szczęście nie doszło do żadnego wypadku - odpowiedziałam, uśmiechając się lekko i unosząc odrobinę kieliszek, bo to miałam na myśli. Drżenie głosu, które słyszałam u Quentina tłumaczyłam sobie raczej niespodziewanym incydentem, niż moją osobą. - Proszę się nie denerwować - dodałam uspokajająco, pozwalając, żeby mój urok zadziałał na mężczyznę. Nie wiem po co to robiłam, nie chciałam przecież przekonywać go do czegokolwiek, jednak sposób w jaki na mnie patrzył był bardzo miły. Yaxleowie i Burke'owie się przyjaźnili, a ja nie chciałam robić nic więcej. Powoli odwróciłam wzrok w stronę obrazu. Prawdę mówiąc, nie przemawiał do mnie. Nie dało się powiedzieć bym znała się na sztuce, jednak coś na jej temat wiedziałam i miałam wrażenie, że malunek wszystkiemu temu zaprzecza. Zapewne na tym polegała jego nowoczesność i chociaż miał w sobie coś intrygującego, to ciężko było zrozumieć, że zawsze konserwatywna arystokracja mogła się nim tak zachwycać. Wolałam jednak, kiedy artysta jak najwierniej starał się oddać rzeczywistość, chociażby uchwycić chwilę. Osobie niedoświadczonej wydawało się to niemożliwe - przecież malowanie trwało tak długo.
- Wygląda na to, że podobne - odparłam, chociaż nie do końca wiedziałam co rozumieć poprzez "umiarkowanie zadowolone". Wyrażenie to wydawało mi się bardziej kłaść nacisk na umiarkowanie niż na zadowolenie, przez to wcale nie kojarzyło się z pozytywnym uczuciem. Właściwie, nawet mnie to bawiło, dlatego też uśmiechnęłam się zaraz po swoich słowach. - Myślę, że ten artysta musiał mieć wiele odwagi, skoro postanowił podzielić się takim dziełem. A także trochę szczęścia, skoro lady Nott postanowiła je tutaj zaprezentować. Trzeba przyznać, że raczej wyróżnia się na tle tego, co można oglądać w większości galerii.
Upiłam szampana, z zaskoczeniem zauważając, że był to ostatni łyk. Może jednak niespostrzeżenie się wylał? Kelner pojawił się jakby znikąd, oferując swoją tacę, na którą mogłam odstawić puste naczynie, odmówiłam jednak kolejnego kieliszka. Jeszcze lord Burke pomyśli sobie o mnie coś niestosownego!


Powrót do góry Go down
Quentin Burke
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3067-quentin-burke#50373 https://www.morsmordre.net/t3092-skrzynka-quentina#50608 https://www.morsmordre.net/t3083-disco-inferius#50538 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t3300-skrytka-bankowa-nr-783#55807 https://www.morsmordre.net/t3261-quentin-burke
Zawód : alchemik, ale pomaga u Borgina & Burke'a
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
Unikaj milczenia
z którego zbyt często korzystasz
ono może rozwiązać ci język.
OPCM : 0
UROKI : 5
ELIKSIRY : 31
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala balowa   29.10.17 23:35

Wszędzie zdarzają się wyjątki, także wśród Burke’ów. Osobiście nie znam nikogo, kogo bawiłyby bezsensowne przyjęcia - nie liczę kobiet, które dopiero przywdziewały nasze nazwisko. Jednak kłamstwem byłoby stwierdzenie, że pójście na takowe jest dla mnie katorgą. Podczas małżeństwa żona zawsze bez większych trudności wydobywała mnie z ponurego dworu, ja zaś ukazywałem się ludziom na oczy. Nie powiem, żebym przepadał za podobnymi spędami, ale kiedy już na nich byłem, starałem się nie robić przykrości mej partnerce. Aktualnie jestem samotny - zatem nie muszę przywiązywać tak dużej uwagi do uczestnictwa w uroczystościach sfer wyższych. Niestety coraz częściej zmuszają mnie do tego rodzice licząc, że odnajdę wreszcie odpowiednią żonę. Mają na tym punkcie szczególnie wyczulone; wszak wiedzą, że życie ludzkie, szczególnie szlacheckie, jest wyjątkowo kruche. Dlatego należy przedłużać je jak najintensywniej, istnieje wtedy większa szansa na przeżycie dziecka oraz przekazania nazwiska dalej. Tak sobie właśnie myślę, że chyba byliby zadowoleni widząc jak opuszczam swoją pracownię koncentrując się na spotkaniu towarzyskim - bez znaczenia jest fakt, że to tylko niewielki wernisaż poświęcony sztuce. Tutaj również znajduje się trochę ludzi, w tym panien na wydaniu.
Skoro o nich mowa - nie spodziewałem się, że jedna z nich podejdzie właśnie do mnie. To znaczy, nie schlebiam sobie, wiem, że sprawcą był obraz oraz przypadkowa osoba z tłumu, która popchnęła lady Yaxley wprost na mnie, ale tak na dobrą sprawę kobieta mogła po prostu przeprosić i się ulotnić. Tymczasem rozmawiamy; widzę ten rumieniec, słucham melodyjnych słów i ciężko mi się skoncentrować. Moje gesty są coraz bardziej nerwowe - a to poprawianie musznika, a to rękawów, a to ściskanie palców, a to chrząkanie od czasu do czasu. - Bardzo się cieszę - zapewniam, starając się nawet unieść kąciki ust, ale niestety wygląda to zbyt nienaturalnie. Jednak wszystko mija jak za dotknięciem magicznej różdżki - wpatrzony w jasne oczy kobiety naprawdę się uspokajam, zgodnie z jej… zaleceniem? Nie potrafię tego teraz zdefiniować, ale zamieram na długie sekundy absolutnie oczarowany i… spokojny.
Odwracam głowę w stronę obrazu, jakbym oglądał go po raz wtóry, chociaż muszę przyznać, że nie bardzo wiem co na nim jest. Jestem całkowicie zauroczony, myśli biegną jedynie wokół mojej przypadkowej towarzyszki, więc staram się odtworzyć wygląd płótna ze swoich wspomnień, co także nie jest zbyt fortunne. Mam kosmiczny mętlik, zafiksowany rozum oraz autentyczny brak silnej woli. W tym przypadku.
- To prawda, ma lady absolutną rację - przytakuję, co rusz zerkając na Lilianę. - Obraz wydaje się być zbyt nowoczesny, ale jednocześnie ma coś w sobie, co przyciąga. Co nie pozwala go od razu skreślić. Nie wiem co to jest, po prostu dobrze się na niego patrzy, chociaż sam nie zaryzykowałbym jego kupnem oraz powieszeniem w rezydencji. Za bardzo wyprzedza epokę, nie wszyscy, w tym ja, są zwolennikami nowoczesności. Lady Nott lubi szokować i chyba to właśnie chciała osiągnąć. Udało jej się - relacjonuję, nawet nie zdając sobie sprawy, że właśnie powiedziałem więcej niż zwykle powiedziałbym podczas tygodnia spotkań towarzyskich. - Jednocześnie sądzę, że jest w tej sali wiele lepszych płócien niż to tutaj. Ono chyba za bardzo bazuje na kontrowersji - dodaję, nie odrywając spojrzenia od kobiety obok. Prawdopodobnie wyglądam jak cielę wgapione w malowany obraz, którym tym razem jest żywą istotą. - Czy z tym również się zgadzasz, lady Yaxley? - dopytuję, autentycznie ciekaw.




Mil­cze­nie, cisza gro­bowa, a jakże wy­mow­na. Zdmuchnęła is­kry złudzeń. Zos­ta­wiła tło stra­conych nadziei.
I po­wiedziała więcej niż słowa.

Powrót do góry Go down
 

Sala balowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

 Similar topics

-
» Sala balowa [ŚLUB]
» Sala Balowa
» Sala operacyjna
» Sala lekcyjna nr 2
» Sala segregacji

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Okolice :: Przedmieścia Londynu :: Hampton Court-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18