Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Tyły posiadłości
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Tyły posiadłości

Tereny oddzielone od reprezentacyjnych ogrodów i pałacowych balkonów umiejscowione w tylnej części rezydencji lady Nott zachęcają świeżością powietrza - eleganckie zadbane ogrody ścieżką przechodzą tu duktem w gęstniejący las. Co się w nim kryje i jak daleko sięga, wie zapewne jedynie sama lady Nott. Są to obszary mniej okazałe, bardziej zaniedbane, gdzie goście przeważnie, poza sezonowymi polowaniami, raczej nie są wprowadzani. Ponoć łatwo tutaj zgubić drogę...
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Tyły posiadłości - Page 19 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down


Był zmęczony, niedbale obmyte z potu czołu przysłaniały mokre kosmyki złotych włosów, ciało wsparte na stole o łokcie lekko się słaniało, ale ofiarowany poczęstunek pozwalał nabrać sił; jedzenie, choć skromne, tak bardzo odbiegające od pyszności serwowanych w głównej sali - widzieli przecież talerze zabierane z kuchni - było ciepłe i pożywne i właściwie wciąż smaczniejsze od tego, co jadał na co dzień. Wzrok raz za razem uciekał mu w bok, zegar tykał, a ich robota tutaj już się zakończyła, powinni się zbierać, on i Finnie, do Doliny Godryka. Mimo otaczających ich tutaj wspaniałości, Marcel nie mógł się doczekać powrotu do przyjaciół. Nie spodziewał się niczego więcej niż dostał, samo to, że mógł ujrzeć ten bal, wirujące suknie pięknych dam i szarmanckie zachowania dżentelmenów, było dla niego w pewnym sensie niesamowitym przeżyciem: w sercu jednak najmocniej ognił się żar nienawiści, skrupulatnie pielęgnowanej dzień po dniu, nienawiści do tego bogactwa, do tych ludzi, do nich wszystkich. Tak bardzo ich wszystkich nienawidził.
Talerze pustoszały, Marcel odgiął się na krześle, bujając się na jego tylnych nogach, z przyciągniętą ku piersi szklanką wody, w milczeniu wsłuchując się w rozmowy między cyrkowcami. Wszyscy tworzyli rodzinę, czuł się z nimi związany, czuł się im bliski, z uwagi na zmęczenie nikt od niego nie wymagał jednak większego zaangażowania. Dopiero po pewnym czasie napotkał wzrok Finnie, który podtrzymał dłuższą chwilę w porozumiewawczym geście, powinni się zbierać, to raz, nie powinni wyjść z pustymi rękami, to dwa, przecież dobrze o tym wiedziała. Ryzyko wydawało mu się duże, nie chciał działać bez jej pomocy - nikt tak pięknie jak ona nie potrafił zwracać na siebie całej uwagi otoczenia. Psotliwe spojrzenie wyrażało to wszystko, gdy subtelnie skinął głową, dając tancerce znak - choć tej nocy rozumieli się bez słów, wspólny taniec uczulał na wiele znaków, których wcześniej nie rozpoznawał, ale nade wszystko - znali się i żyli razem już bardzo długo.
- Idę zapalić - rzucił do czarodzieja po prawej stronie, ściągając z oparcia krzesła przygotowaną już do wyjścia kurtę; w jej kieszeni rzeczywiście miał nieco tytoniu darowanego mu jeszcze przez Tanny. Krótkie hasło miało odwrócić uwagę od jego pośpiechu, gdy opuścił stół na moment przed spektaklem odtańczonym przez współwinną zbrodni. Wyzwanie rzucone przez Finnie starszemu gościowi z pewnością zagrało mu na nerwach wystarczająco mocno, by zwróciło uwagę nie tylko wszystkich zebranych przy stole, ale i przymykających z kuchni i do kuchni służących znoszących tace z posiłkami, do których Finley zwróciła się zresztą osobiście, pochłaniając ich uwagę całą sobą. Ukradkowym spojrzeniem sięgnął wzrokiem na skrzynię z zakorkowanymi alkoholami, bez trudu dostrzegając butelki szampana. Musiał je tylko pożyczyć. Tak na chwilę. Rozpalił papierosa parę kroków od stołu - powszechnie wiadomym był fakt, że palenie niosło samo zdrowie, toteż dym w kuchni nikogo nie zajmował - Wycofują się tak, by znaleźć się tuż obok butelek, ruchami powolnymi, cichymi, ostrożnie i nieśpiesznie stawiając każdy krok, dokładając wszelkich starań do tego, by nikt go nie przyuważył - zwłaszcza wobec wybitnego spektaklu. Pomarańcze poszły już w ruch, zatańczyły zwinnie między równie zwinnymi dłońmi Finnie, ktoś się zaśmiał, kto inny założył, za którym obrotem zrzuci je sobie na głowę, choć przecież wszyscy wiedzieli, że była w tym naprawdę dobra.
Dajesz, Fin, jeszcze chwilę.
Minęła chwila, może dwie, korzystając z zamieszania zwołanego przez Finley Marcel pochylił się, chcąc wysunąć butelkę - ile zdoła? - i skryć ją po kurtką, delikatnie, ostrożnie, bacząc, by szkło nie uderzyło w szkoło, a wyrwa w skrzyni nie pozostała zbyt widoczna. I wreszcie, by w kilka kroków później przekradnąć się ku wyjściu przeznaczonemu dla służby, nie wchodzili tu przecież głównymi wrotami; trzymał się ścian i trzymał się cienia, zamierzając wyjść prosto na chłodne grudniowe powietrze, chłonąc zapach ostatniego dnia 1957 roku.

zręczne ręce II, skradanie II


jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali

Marcelius Sallow
Marcelius Sallow
Zawód : Akrobata
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler

young, scrappy and hungry

OPCM : 6
UROKI : 3
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 40
SPRAWNOŚĆ : 20
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f319-arena-carringtonow-wagon-7 https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502

Powrót do góry Go down

The member 'Marcelius Sallow' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 57
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Tyły posiadłości - Page 19 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Występ cyrkowców z Areny miał zostać zapamiętany nieco dłużej niż mogli się tego spodziewać. Zniknąwszy z sali balowej, nie słyszeli już pierwszych komentarzy, opinii czy plotek powoli sunących przez towarzystwo świętujące w trakcie Sabatu. Dłuższe znajdowanie się pośród arystokracji nie było im dane; cała grupa została poprowadzona bocznymi korytarzami do kuchni, a ich pojawienie się na krótką chwilę powitała cisza trwająca raptem kilka sekund, po której plan skrupulatnie ustalonych działań powrócił na swe tory raptem za pojedynczym klaśnięciem dłoni. Gwar ponownie wrócił na swoje miejsce w takt brzędku drogiej porcelany, butelek alkoholu, stukotu skrzynek i pudełek rozstawionych wokół. Wraz z nimi unosiły się bogate aromaty przygotowywanych potraw, wnet docierające do nozdrzy nie tyle głodnych, co niedożywionych w ostatnich miesiącach cyrkowców. Żaden członek trupy nie miał dość galeonów, kontaktów ani szczęścia, by móc posmakować specjałów serwowanych w trakcie tego wieczoru. I miało takim pozostać. Półmiski, talerze oraz wazy wypełniały zdecydowanie mniej spektakularne dania od tych, które wędrowały do gości. Resztki ciabatty odstające od perfekcji, krem z pomidorów, kulki ryżowe, przeciągnięty sandacz. Wszystko, co w oczach szefa kuchni nie nadawało się na stół arystokracji, niemniej smaczne, zostało tutaj, nie tylko dla cyrkowców, ale i wszystkich pracowników obsługujących wieczór. Nie było tego wiele; dość, by zapełnić żołądek i być sytym, choć trudnym pozostawało jasne określenie, na jak długo miała starczyć taka uczta, gdy nie znało się serwowanych specjałów.
Szczęk i zgrzyt sztućców towarzyszył zwyczajowemu, kuchennemu harmiderowi dobrych kilkanaście minut. W miarę jak począł być przerywany rozmowami cyrkowców i coraz mniej znikało ze stołu, przy którym siedziała grupa artystów, część z nich wstawała z zajmowanych miejsc i korzystała z tego, że nadal miała publikę, przed którą warto było występować, zostać zapamiętanym jak najlepiej. Okazja jedyna w swoim rodzaju; szczególnie dla Finley spoglądającej na Marcela tylko po to, by stać się przynętą, ośrodkiem skupiającym zainteresowanie z dala od miejsca zbrodni, absolutnego okazania braku wdzięczności wobec otrzymanej szansy. Odsunięte krzesło lekko zaskrzypiało o podłogę, kiedy wstała z zajmowanego miejsca. Spojrzenie czarodzieja z obsługi, co najmniej kilka lat starszego od niej, padło na nią z pewnym niezrozumieniem pytania, lecz i z nieukrywanym zainteresowaniem wobec ofiarowanemu mu uśmiechu. On sam wygiął wargi w uśmiechu i patrzył. Zaśmiał się nawet, kiedy Finley przyjęła pozę i zachęcona dopingiem ze strony trupy zaczęła powoli żonglować. Pomarańcze miarowo unosiły się w powietrzu, odciągając uwagę od Marcela, drobnego akrobaty, który pod pretekstem i całkowicie szczerym w wykonaniu zamiarem opuszczenia kuchni tylnym wyjściem, nie zyskał niczyjej uwagi. Nawyk palenia najwyraźniej nie został pochwalony przez czarodzieja, który tylko spojrzał na Sallowa z niedużym zainteresowaniem, po czym wrócił do konsumpcji zupy i skrobania dna niedużej miski, jakby otrzymany posiłek był jego ostatnim. Nie widział już ani pozostali z obecnych, co zamierzał zrobić, wolno zbliżając się ku skrzynkom ustawionym na uboczu, nieco bliżej zacienionych drzwi prowadzących na zewnątrz. Podśpiewywanie trupy i ohocze, dopingujące klaskanie w stronę Jones skupiało uwagę wystarczająco, aby Marcel zdołał sięgnąć do upatrzonej skrzynki z szampanem i sprawnie pochwycić jedną ze szczelnie zakorkowanych butelek, szyjka zdobioną metalowym koszyczkiem zabezpieczającym korek przed wystrzeleniem. Więcej nie był w stanie pochwycić i schować pod ubraniem. Żadne szczęknięcie szkła nie rozproszyło skupienia Marcela–złodzieja wychodzącego już powoli przez drzwi na zewnątrz. Gwałtowny chłód odciął go od Finley i jej żonglerki. Niezauważony wydostał się z kuchni. Praca cyrku została zakończona.
I pozostało tylko bezpiecznie opuścić Hampton Court.

Marcel, udało ci się ukraść 1 butelkę szampana, którą możesz dopisać do zaopatrzenia. Zainteresowanie, które wokół siebie wzbudziła Finley pozwoliło uniknąć wykrycia i bezpiecznie wyjść na zewnątrz.
Mistrz Gry nie kontynuuje rozgrywki.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Tyły posiadłości - Page 19 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Chciała wierzyć czasem, iż była w stanie choć trochę zrozumieć jasnowłosego chłopca, wiecznie przed siebie pędzącego - bo przecież znała niemal każdy błysk tańczący na przestrzeni niebieskich oczu, drgnięcie kącików wąskich ust skorych do ciepłych uśmiechów, gestów zakłopotania wiążących się z ledwie muśnięciem potylicy, bądź brzmienie głosu gniew wyrażający. A mimo to gubiła się raz po raz, gdy uczucia przejmowały prym w jego wrażliwej duszy, a dotąd utarte rysy charakteru wypaczały się, przyjmując skomplikowane kształty. Kiedy stawał się kapryśny, krnąbrny, wybuchowy, nieskory do żadnej rozmowy, a zarazem narzekający niby przypadkiem głośno, iż nikt go w zasadzie słuchać nie chce. Ale może, tylko może, tak patrząc na te iskry pląsające figlarnie pod cieniem czarnych rzęs, teraz wszystko będzie w porządku. Może ta straszna potwora, która wstąpiła w ciało akrobaty w ostatnich tygodniach, była wytworem li jedynie stresu oraz presji, z jaką wiązał się występ przed tyloma znaczącymi gośćmi? Może mogła wreszcie odpocząć, przynajmniej odrobinkę od tej milczącej wojny i ostrości słów padających przy treningach, od ostentacyjnego unikania swego towarzystwa tylko po to, by w emocjach mogli raz jeszcze spotkać się na uklepanym piachu Areny? I chociaż plac wraz ze świętami zdawał się załagodzić obyczaje, tak nerwowość wciąż żerowała w jego wnętrzu. Uraza nieśmiało drzemiąca w dziewczęcym sercu, ustąpiła cichemu paktowi, mowie zaklętej w drgnięciu mięśni, porozumiewawczych spojrzeń, którymi karmili się wzajemnie w niemym zaufaniu. Dobre wychowanie wymagało, by nie pojawiali się z pustymi rękoma, nawet jeśli widzieć mieli się w gronie wspólnych znajomych, a kim była tancerka, by nie stosować się do podstawowych zasad grzeczności? Koci uśmiech osiadł na czerwieni warg, popielate oko jaśniało przewrotnym rozbawieniem, gdy czyniła dokładnie to, czego Carrington oczekiwał - przyciągała wzrok beztroską ruchów, wyzwaniem odpowiadając na dobroduszne gwizdy, na zainteresowanie obsługi, której ofiarowywała właśnie prywatny występ. Pomarańcze, dojrzałe, o grubej skórce, tak pachnące swą świeżością, iż mogłaby zatracić się w ich aromacie, z lekkością przemykały z drobnej ręki do drugiej. Żonglowała z wprawą, z dziewczęcym chichotem wirującym na srebrnym języku. Nie straciła skupienia nawet wtedy, gdy noga dotąd zgięta w kolanie, wyprostowała się przed nią, a sama blondyneczka zaczęła się niespiesznie zniżać na drugiej, zachwycona jej poczuciem równowagi cyrkowa trupa jęła klaskać zachęcająco. Ktoś nawet zaczął śpiewać, nadając rytm to wyrzucanym, to opadającym owocom. Prostowała się niespiesznie, dając czas Marcelowi na myszkowanie pośród zapasów - kręciło się na terenie kuchni wystarczająca ilość służby, by cokolwiek, co zawinie chłopak, zostało uznane za niedopatrzenie w ogólnym zamieszaniu - nie przerywając swych wyczynów, przeskoczyła nawet ze stopy na stopę, byle tylko zachwycić wystarczająco, przywołać do siebie lepkie oczy przylegające do jasnej skóry, zgrabnych nóg odsłoniętych w kostiumie. Przyśpiewka jednak miała się ku końcowi, podobnie jak blask uwagi skierowany na drobną artystkę. Pomarańcze zwalniały, aż wreszcie ułożyły się jedna na drugą, by z delikatnym podrzuceniem mogły wpaść wprost w ramiona cyrkowca, do którego wcześniej się zwracała. Ukłoniła się wdzięcznie, dziękując za brawa, dłońmi policzki zakryła niby zawstydzona, nim zgrabnie zeskoczyła z krzesła. Kolejny śmiałek z Areny postanowił podjąć się gry i tym razem to tańczący z nożami zdecydował się zaprezentować swe triki zebranym, dzięki czemu Finnie miała szansę, zrzucić ze stóp pół pointy i naciągnąć getry dotąd wciśnięte w porzucone wcześniej pod krzesłem buty zimowe, nim samo obuwie znalazło się na swym miejscu. Trochę żałowała, że nie starczy jej czasu, by mogła się przebrać nim nawiedzą Dolinę Godryka, z drugiej strony, to jedynie kostium a zaproszone na zabawę osoby wykazałyby się prawdziwym okrucieństwem, gdyby ją oceniali. Zwłaszcza że oni pili w najlepsze, kiedy ona wraz z Marcelem pracowali ciężko.
- Było mi miło, ale wzywają mnie - przyłożyła dłoń do czoła, jakby właśnie się zamierzała odmeldować - Masz papierosa? - zapytała znajomą, przy której zajmowała swoje miejsce, a ta wydając z siebie przeciągłe westchnienie, ofiarowała jej papierosa. Sądząc po jego grubości, tytoniu było tyle, co nic, ale gest Finley doceniła jak nikt inny. Ścisnęła jej ramie z wdzięcznością, nim pochwyciła za płaszcz, życząc reszcie hałastry wyśmienitej zabawy. Sama idąc po krokach Carringtona, opuściła przed kuchnie posiadłość. Czekał na nią, oczywiście, że czekał, w końcu mieli iść razem i kiedy niebieskie tęczówki padły na jej sylwetkę, Jones ukłoniła się raz jeszcze, głębiej, z delikatną kpiną błąkającą się na ustach. Misja wydawała się być wykonana z obu stron, teraz czekały na nich już tylko przyjemności.
- Chodźmy, chodźmy, chodźmy! - zawołała w podekscytowaniu, niewielkimi susami skracając dystans między nimi, chociaż zachwiała się przez moment i ramiona na boki rozłożyła, pragnąc zachować równowagę - Nienawidzę lodu - poskarżyła się, na co zareagował śmiechem. W przeciwieństwie do niej on na łyżwach jeździć potrafił. Nim jednak na dobre zniknęli z Hampton Court, tego świata niepasującego do ich świata, Finnie chwyciła pod rękę akrobatę, wykorzystując jego zaskoczenie, zdołała wcisnąć mu do kieszeni kurtki zawiniątko, które dotąd bezpiecznie spoczywało w jej własnej - Otwórz jutro. Słowo? - aż brew uniosła iście dziecinnie, dopóki ten głową nie pokiwał. Uwolniła też go wtedy od swej jakże skromnej osoby, unosząc się na palcach - Chodźmy, chodźmy, bo zamarznę! - roześmiała się, mocniej otulając się płaszczem. Chociaż praca cyrkowców właśnie się zakończyła, ich noc miała trwać jeszcze nieskończenie długo.

ztx2

| kokieteria I, gimnastyka atystyczna III, żonglowanie II i akrobatyka I (tak na wszelki wypadek)


I'm living in an age
That calls darkness light
Finley Jones
Finley Jones
Zawód : Londyński duch
Wiek : 19
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

She hides away, like a ghost
Did she run away?

OPCM : 3
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej
 Just come home
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9481-finley-jones https://www.morsmordre.net/t9564-finleyowe https://www.morsmordre.net/t9566-where-are-my-dragons https://www.morsmordre.net/f351-dzielnica-portowa-arena-carringtonow-wagon-9 https://www.morsmordre.net/t9667-skrytka-nr-2188 https://www.morsmordre.net/t9568-finley-jones

Powrót do góry Go down

Strona 19 z 19 Previous  1 ... 11 ... 17, 18, 19

Tyły posiadłości

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach