Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Ptaszarnia

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Ptaszarnia - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Ptaszarnia - Page 3 Empty
PisanieTemat: Ptaszarnia   Ptaszarnia - Page 3 I_icon_minitime11.07.16 22:25

First topic message reminder :

Ptaszarnia

Konstrukcja ta obejmuje nie tyle samą zadaszoną ptaszarnię, dla wolno latających ptaków, co cały kompleks pomieszczeń i areałów dla sympatyków magicznej ornitologii. Obok woliery można ujrzeć również oszklone wystawy wewnątrz budynku. Te za swoimi szybami obejmują przestrzenie dla posiadanych w kolekcji ogrodu magizoologicznego ptaków ozdobnych. Niektóre z nich łączą się z otwartymi wolierami, inne stanowią raczej zamknięte terrarium. Do części przestrzeni w ptaszarni można wejść, podziwiając piękno prezentujących się tu dumnie, najbardziej popularnych w świecie czarodziejskim, gatunków ptaków. Największym zainteresowaniem cieszą się klatki lelków wróżebników, wystawy ze świergotnikami, ptaszarnie pełne ozdobnych papug na sprzedaż, czy zamknięte i otwarte woliery z pozostałymi gatunkami ptaków ozdobnych – widzianych w kraju, jak i ściąganych zza granicy, jako ptaki egzotyczne. Całość uwieńcza okrągła aula, w której często organizowane są spotkania oraz bankiety przy okazji nabycia nowych unikatowych sztuk ptaków w ogrodzie, czy zaprezentowane są wystawy ze zdjęciami posiadanej kolekcji gatunków ptaków. Czasami przeprowadzane są tu również seminaria dla specjalnie zaproszonych gości, prowadzone przez największych znawców ornitologii. Na budynek zostało rzucone zaklęcie powiększające wnętrze gmachu, zapewniające ptakom wiele przestrzeni do rozprostowania skrzydeł.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Cressida Fawley
Cressida Fawley

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley-flint https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-cressida https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Zawód : Malarka
Wiek : 20/21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : 12
UROKI : 8
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Zwierzęcousty

Ptaszarnia - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Ptaszarnia   Ptaszarnia - Page 3 I_icon_minitime14.10.19 0:22

Cressida nie należała do silnych charakterów. Sama uważała się raczej za dziewczątko słabe i delikatne, w czym utwierdzał ją pan ojciec, w opinii którego była zbyt wydelikacona i miękka nawet jak na kobietę. Flintówny nie były znane z płomiennych charakterów, były niczym ziemia, albo wiekowy las Charnwood – stałe, stabilne emocjonalnie, oddane swoim wartościom i idące przez życie z pokorą, respektując patriarchalny porządek rzeczy. Jedyne co było w Cressidzie płomienne to jej włosy, bo na pewno nie temperament, który przywodził raczej na myśl szemrzący cichutko strumyk, roślinę o delikatnych łodyżkach lub malutkiego leśnego ptaszka. Była też przewidywalna, nudna wręcz, bo podążała utartymi ścieżkami, bojąc się choćby pomyśleć o zboczeniu z nich. Szablonowa córka, żona i matka, jeśli nie liczyć paru odstępstw od normy, jak ptakoustość, którą nie mogła pochwalić się żadna inna ze znanych jej dam. Jednocześnie była naiwna, łagodna i prostolinijna, daleka od świata dworskich intryg.
Może mimo wszystko obie tego potrzebowały – zderzenia się płomiennej natury lady Selwyn oraz spokojnej i delikatnej Cressidy. Niemniej jednak potrzeba było dużo pracy nad dziewczątkiem, by spróbować choć częściowo wykorzenić z niej niepewność siebie i niską samoocenę. Czasem nawet (co było niezdrowe) przyłapywała się na rozmyślaniu o tym, że William traktuje ją zbyt dobrze i w pewien pokręcony sposób tęskniła za ojcowską surowością. Tak dziwnie było nie być deprecjonowaną, a chwaloną. Powinna się cieszyć i na ogół się cieszyła, ale czasem, a zwłaszcza na początku małżeństwa, było jej dziwnie z tym, że William wcale nie uważał jej za gorszą, a wydawał się być nią... zafascynowany. Nią, nie jej siostrą. To nie mieściło jej się w głowie, że naprawdę mogła się komuś spodobać i że ktoś chciał pojąć ją za żonę, mając do wyboru jej siostrę.
Czy miałyby szansę zostać przyjaciółkami? Nie była pewna, jak na dłuższą metę wyglądałaby relacja ich dwóch bardzo różnych charakterów. Nie wybiegała tak daleko w przyszłość, bo w jej przypadku przyjaźń była czymś, co rodziło się przez lata, nie szafowała tym określeniem wobec ludzi znanych w gruncie rzeczy krótko. Sama często tęskniła za Cynthią, z którą przyjaźniła się w Beauxbatons, a która odrzuciła ją po jej ślubie i nie chciała więcej mieć z nią nic wspólnego, co złamało delikatne serduszko Cressie i do tej pory ją bolało, zwłaszcza po spotkaniu na sabacie, które rozgrzebało stare rany. Minie wiele czasu, zanim znajdzie godne zastępstwo tej dawnej relacji, bo absolwentki Hogwartu nadal znała zbyt krótko, przed dniem debiutu prawdopodobnie nawet nie wiedziała o istnieniu kogoś takiego jak Isabella Selwyn, bo nie byli oni przyjaciółmi Flintów.
- Dziękuję, chętnie złożę kiedyś wizytę w twych stronach – powiedziała; chętnie poznałaby posiadłość Selwynów, gdzie za panieńskiego życia nigdy nie była. Uśmiechnęła się nieśmiało, gdy Isabella lekko musnęła jej rękę. – Mój pan ojciec zawsze najmocniej cenił mego brata i siostrę, którym lepiej szło wpasowywanie się w jego oczekiwania i bycie szablonowymi Flintami. Ja... nie byłam doskonała, ale kocham go i szanuję, i doceniam wszystko to, co dla mnie zrobił i czego mnie nauczył – przyznała ostrożnie, ale nie było to wielką tajemnicą. Prawdopodobnie każdy z rodziny mógł w dawnych latach zauważyć, że Cressida jest dzieckiem, którym Leander Flint chwalił się najmniej, właściwie prawie wcale. Pierwsze skrzypce zawsze grał pierworodny, a także starsza siostra Cressidy. Dopiero niedawno zaczęło się to zmieniać, kiedy powiła bliźnięta. Pan ojciec patrzył na nią teraz inaczej niż kiedyś, gdy była dzieckiem i nastolatką. Zaczynał widzieć w niej kobietę, która potrafiła spełnić obowiązek, już nie dziewczynkę która rozpaczała na widok ptaka przebitego strzałą. Ona zaś nadal widziała w nim największy autorytet. Nigdy nie mówiła o nim tata, to zawsze był ojciec, lub wręcz pan ojciec, co miało podkreślać wielki szacunek, którym go darzyła. Ale wyrażało to też brak ciepłych, poufałych relacji. Może u Isabelli było inaczej, skoro użyła słowa „tata”. Może dla swojego ojca rzeczywiście była drogą, umiłowaną córką, rozpieszczaną i hołubioną. Cressie żałowała, że w jej przypadku tak nie było, przynajmniej w jej mniemaniu, bo w rzeczywistości ojciec na swój sposób ją kochał i zależało mu na jej dobru, na tym, by nauczyć ją niezbędnych umiejętności, choć miał szorstki, surowy charakter i nie potrafił okazywać uczuć. Od bycia ciepłą i kochającą zawsze była jej matka. Ale jej uczucia otrzymywała bezinteresownie, a o aprobatę pana ojca musiała walczyć i rywalizować z rodzeństwem, co czyniło jego uwagę cenniejszą i zdanie bardziej znaczące od zdania matki.
- Opowiadają mi wiele o tym, jak wygląda ich świat, ale sama chciałabym przekonać się, jak to jest latać na własnych skrzydłach, tak jak one. Żadne opowieści tego nie zastąpią – rzekła; w skrytości ducha marzyła o opanowaniu animagii. O tym, by nie tylko rozmawiać z ptakami, ale zostać ptakiem. Unieść się w przestworza, poczuć wiatr w skrzydłach i spojrzeć na świat ptasimi oczami. Od miesięcy studiowała tę umiejętność, w czasie anomalii głównie teoretycznie. Może któregoś dnia zostanie animagiem? Niemniej jednak były to plany jeszcze bardziej sekretne niż jej ptakoustość. Osoby które wiedziały o tym, czego się uczyła, można było policzyć na palcach jednej ręki.
- W dzieciństwie czasem próbowałam śledzić je na miotle, ale im byłam starsza, tym bardziej niestosowne mi się to wydawało. Od kilku lat nie dotykałam miotły, pan ojciec mówił, że damie nie wypada – dodała. Gdy była dzieckiem pozwalano jej czasem polatać, ale gdy stała się dorastającą panienką ojciec zaczął jej to wyperswadowywać, i w końcu również nabrała przekonania że miotła to plebejski środek lokomocji, i że nie wypada go dotykać nawet gdy nikt nie widzi. – Wolę latać na ateonanach, ale i to nie jest do końca tym samym, co lot ptaka. Niemniej jednak to też jest żywe, czujące stworzenie, z którym trzeba umieć sobie poradzić. – A Cressida potrafiła, bo jak przystało na Flinta była starannie uczona jazdy zarówno na zwykłych koniach, jak i tych skrzydlatych.
- Gdybym miała stać się ptakiem, być może byłabym... rudzikiem? Lubię te ptaszki – odpowiedziała. Zawsze lubiła rudziki, to taką postać przybierał jej patronus, i to przy rudziku pierwszy raz obudził się jej dar. Były bliskie jej sercu. – A może sową, jak moja szlachetna przodkini, Bloddeuwedd. – To też wydawało się piękną wizją, być jak kobieta która dała początek jej rodowi. Tak, mogłaby równie dobrze być sową, ale nie wiedziała, w co przemieni się, kiedy (i jeśli w ogóle) nauczy się animagii. Miała gorącą nadzieję, że byłoby to coś skrzydlatego.
- Jakim zwierzęciem ty mogłabyś się stać? – zapytała nagle. – A jeśli chodzi o smoki, pozostaje mi tylko pozazdrościć, że mogłaś je ujrzeć na własne oczy. Choć sama pewnie bałabym się znaleźć blisko, są piękne, ale i bardzo niebezpieczne...
Ale Isabella na pewno była dzielniejsza od niej. Nietrudno było być odważniejszym od Cressidy.




Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Powrót do góry Go down
Isabella Selwyn
Isabella Selwyn

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7405-isabella-selwyn https://www.morsmordre.net/t7416-iskierka https://www.morsmordre.net/t7414-bardzo-nieprzykladna-lady#202782 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t7417-skrytka-bankowa-nr-1810#202799 https://www.morsmordre.net/t7415-isabella-selwyn
Zawód : dama i płomień
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Najmilszy sercu jest prawdziwy w nim pożar.
OPCM : 2
UROKI : 3
ELIKSIRY : 15
LECZENIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
Ptaszarnia - Page 3 Tumblr_inline_ot6h6xyOv21rifr4k_540

Ptaszarnia - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Ptaszarnia   Ptaszarnia - Page 3 I_icon_minitime14.10.19 22:22

To ostatnie miesiące w rodzinnym pałacu, ostatnie poranne wejrzenia na podpalane przez słoneczne promienie obrazy przedstawiające dumne spojrzenia przodków. Tam narodziła się jej dusza i nikt nie zdoła jej wywlec spod tych dachów. O tym pomyślała, gdy Cressida wyraziła chęć odwiedzin. Przechadzka po pałacu to nie byłoby tylko serdeczne podglądanie strojnych wnętrz. Gdy stawała przed wyzwaniem oprowadzenia kogoś po domu, zwykle przedstawiała też siebie, zwracała uwagę na detale ściśle z nią związane. Na gęsto porośnięte szklarnie, które jeszcze dwadzieścia lat temu nie istniały, a dziś rozkwitały, stając się jej najmilszym gniazdem, miejscem roziskrzonych pasji – tak zaskakujących dla każdej starszej salamandry. To były też stare drzewa, na które wspinała się wspólnie z kuzynostwem (lub raczej udawała, że to robi), wypatrując zwierzęcych oczu i wdychając gęsty zapach natury. Wciąż nie wyobrażała sobie, jak się poczuje, gdy to wszystko utraci. Pałac rodzinny zawsze miał pozostać miejscem dla niej otwartym i rodzice nigdy nie odmówiliby jej już gościny, ale gromadziły się w niej wątpliwości. Beulieu ją oczarowało, zagarnęło dla siebie tak, jak i zrobiła to legendarna Wendelina Dziwaczna, jak zrobił to ogień, jak zrobił to teatr i pozostałe elementy, z których się składała. Choć nie można było odmówić uroku posiadłości Rosierów, a już szczególnie wręcz mitycznych ogrodom, to jednak czuła, że będzie musiała się tego nauczyć. Nauczyć się pokochania nowych krain i nowych korytarzy, a także i ludzi, ale jej wrodzona otwartość już skłaniała ku temu serce, nie pozwalając sobie na najmniejszą namiastkę wrogości. To nie miał być przystanek taki, jakim stanie się Beaulieu dla lady Fawley, gdy ta zechce zrobić krok w stronę płomienia. To miało być to prawdziwe życie, pełne wdzięcznych płatków bogactwa i wszechmocy, choć kolczaste i bez wątpienia wymagające.
Pozostawała jednak wielce ciekawa wrażeń rudowłosej, dla której przecież nieobce były sprawy natury i sztuki. Często sprowadzana do jednego głosu szlachta okazywała się różna, kiedy już przestało się podziwiać kolejny piękny zamek i weszło do środka, gdy źródła opinii nie stanowiły jedynie widoki, zdobne stroje, ale i moc obyczaju oraz rozmowa. Wbrew pozorom to drobiazgi, przelotne elementy i pojedyncze twarze budowały sieć tradycji, za którymi opowiadały się później długie pokolenia. Arystokracja wierzyła w nieustanne krzyżowanie się ze sobą linii dwudziestu siedmiu rodów, przez co wielkie opowieści znów stawały się jednością – zbudowaną z licznych gałęzi, ale dumnie pnącą się ku słonecznej potędze. Mimo docierających z różnych stron śladów niepokojów, Isabella czuła się bezpieczna jako człowiek, ale zbyt niepewna jako sama dla siebie, a to, choć raczej niewidzialne, mogło okazać się groźniejsze.
– Nie zawsze pod herbem rodziny rodzi się dziecko idealnie wyrzeźbione pod ramy tradycji – powiedziała najpierw, miękko i łagodnie. Słowa towarzyszki wydawały jej się przykre, bliski krewny krzywdził ja surowością swoich osądów. – Masz prawo skłaniać swe serce w nieco innych kierunkach. Gdybyś stała się podręcznikowym Flintem na zewnątrz, to nie byłoby prawdziwe, bo w środku rozpaliły się inne pasje, ale jednak to twoje nazwisko, część dziedzictwa, korzenie, z których wyrosłaś i nikt ci tego nie odbierze. Popatrz na mnie, matka do dziś zastanawia się, skąd we mnie tyle zainteresowania sztuką leczenia. W jej oczach powinnam podziwiać teatralne sztuki i rozwijać się retorycznie. Robię to, ale znalazłam miejsce dla innych zajęć. Czy myślisz, że to źle? – zapytała, przy okazji wyłapując okazje do odkrycia faktycznej opinii Cressidy na temat jej osoby. Isabella Selwyn była salamadrą, gdy biegła, jej suknia powiewała płomieniami, nie można było odmówić jej energii i cwanych słówek, ale przy tym ukochała zajęcia dość nietypowe dla potomków Wendeliny. Krewni zdołali się już przyzwyczaić, niektórzy nawet wysyłali pozytywne sygnały. Gdyby ojciec nie akceptował tego, już dawno ukróciłby całą praktykę, a jednak nie robił tego. Czasem zastanawiała się, czy naprawdę ufał jej pasjom, czy tylko był to podarowany jej czas, bo przecież zamiłowania wkrótce miały raz na zawsze zgasnąć. Nigdy się tego nie dowiedziała.
– Och, jestem pewna, że jest jakiś sposób, byś mogła pofrunąć ponad szczytami wież, ze swoimi skrzydłami – stwierdziła zamyślona, choć i nieco zaintrygowana wyrażonymi przez dziewczynę chęciami. To dość odważne jak na nią. Czy faktycznie ośmieliłaby się ubrać skrzydła i polecieć? Isa nie myślała o animagii, a bardziej o odpowiednim zaklęciu lub wywarze, który przemieniłby jej delikatne ręce w ptasie atrybuty.  – Lady Fawley, nie posądziłabym ciebie o takie odważne praktyki! Chętnie posłuchałbym więcej... – powiedziała wesoło, melodyjnie. Między żartami wyrażała podziw i zaskoczenie dla zmagań Cressidy z miotłą. Wyobrażała sobie, że od zawsze stroniła od tego typu aktywności. Wolała nie wspominać, że sama nocami zakrada się na wysokie balkony i frunie na miotle wysoko, aż do gwiazd.  – Dlaczego rudzik? Czy to przez ubarwienie? – zapytała, przywołując obraz tego właśnie gatunku. Z pewnością był wyborem ciekawszym niż sowa, choć  w tym przypadku odsłonięte przez rudowłosą motywacje wydawały się niezmącenie bliskie Belli. Wyglądało na to, że obydwie pozostawały dość mocno oddane rodowym legendom.  – Są niebezpieczne, nawet gdy podglądałam je z oddali, nie umiałam uspokoić rozszalałego serca. Piękno jednoczy się z siłą – przyznała. – Może byłabym właśnie smokiem? Albo feniksem? – zaczęła się zastanawiać, gdy ruszyły dalej ptasią ścieżką.





Looks like a girl, but she's a flame
So bright, she can burn your eyes
Powrót do góry Go down
Cressida Fawley
Cressida Fawley

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley-flint https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-cressida https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Zawód : Malarka
Wiek : 20/21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : 12
UROKI : 8
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Zwierzęcousty

Ptaszarnia - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Ptaszarnia   Ptaszarnia - Page 3 I_icon_minitime15.10.19 1:06

Cressida również pamiętała swoje ostatnie miesiące w Charnwood, to jak starała się maksymalnie wykorzystać każdą chwilę, by nacieszyć się domem. Tym prawdziwym, w którym przyszła na świat i wychowywała się przez dziewiętnaście lat, z przerwą na edukację. Do tej pory słowo „dom” wyzwalało w niej wspomnienia Charnwood. I gdyby tak teraz nagle umarła, to kto wie, czy jej duch nie powróciłby właśnie tam, do leśnego dworku?
Teraz, jako mężatka, mogła tam wracać, ale była już tylko gościem, nie prawdziwą mieszkanką. Było więc inaczej niż kiedyś i gdyby poznała bolączki Isabelli, zrozumiałaby je doskonale, bo i jej nie był obcy sentyment do rodzinnych stron. Dodatkowo Cressie była osóbką która do zmian adaptowała się powoli, więc nadal uczyła się być lady Fawley, dobrą żoną i matką. Próbowała odnaleźć się w nowej roli, ale nie odrzucała tej starej, dążąc do tego, by harmonijnie połączyć nową siebie z tą starą. Bo nie można było zapomnieć, że mimo swojej fascynacji sztuką dorastała jako Flint, choć to, co było bardzo pożądane dla Fawleyów, jak talent malarski, niekoniecznie uchodziło za takie w jej rodzinnym domu. Mogła liczyć na akceptację, bo było to zajęcie odpowiednie dla damy, ale pan ojciec interesował się sztuką tylko wtedy, gdy chodziło o ilustrowanie zielników. Tak to pozostawał obojętny na to, co wychodziło spod pędzla jego najmłodszej córki, bo nie miał w sobie za knut artystycznej wrażliwości. Był całkowicie skupiony na dziedzictwie Flintów, zwłaszcza na interesie zielarskim i na polowaniach.
Jej odstępstwo od normy było jednak niegroźne. Owszem, malowała, rozmawiała z ptakami i nie chciała polować, ale poza tym była grzeczną, przykładną córką stosującą się do ojcowskich zasad, dziewczątkiem o cichej, uległej naturze. Niektórzy wyłamywali się dużo groźniej, a nawet pozwalali sobie na niestosowne fascynacje niegodnym światem nizin.
- Ale chciałam taka być. W dzieciństwie i w wieku nastoletnim niczego nie pragnęłam tak, jak aprobaty mego pana ojca, ujrzenia wyrazu dumy na jego twarzy – powiedziała. To długo było dla niej najważniejsze. Właściwie nadal było jedną z najważniejszych rzeczy, ale gdyby tak miała spojrzeć w legendarne zwierciadło Ain Eingarp, raczej ujrzałaby siebie u boku męża, otoczoną liczną gromadą dzieci dorastających bezpiecznie i szczęśliwie. Ale jeszcze parę lat temu na pewno byłby to dumny z niej ojciec, chwalący ją, nie jej rodzeństwo. – I naprawdę pokochałam zielarstwo, którego tak wytrwale mnie nauczał, i nawet jeśli nie chciałam polować, chętnie przemierzałam lasy na grzbiecie ateonana. Dziedzictwo Flintów to element mojej krwi, cenne dla mnie nawet teraz, gdy noszę już inne miano.
Naprawdę starała się być dobrym Flintem. I nie musiała udawać, bo zielarstwo interesowało ją naprawdę, ukochała sobie też rodowe lasy i jazdę konną. A że pokochała też malować? To zostało jej wspaniałomyślnie wybaczone. Poza tym w jej charakterze także było bardzo wiele z Flintówny i pod tym względem nie odstawała.
- Miałam szczęście, że moja malarska fascynacja została doceniona w rodzinie męża – rzekła. – Ale może masz rację, nie ma nic złego w niegroźnych odstępstwach od tradycyjnych rodowych pasji, pod warunkiem że pamiętamy o zasadach, szanujemy tradycje i nie robimy rzeczy naprawdę niestosownych i niegodnych damy. A to tylko niegroźne hobby w czasie wolnym, prawda?
Tak więc ciche zainteresowanie magią leczniczą również nie wydało jej się czymś bardzo złym, w końcu Isabella nie pohańbiła się pracą w Mungu i nurzaniem dłoni w mugolskiej krwi. Cressida jako matka małych dzieci sama chętnie poznałaby parę podstawowych zaklęć leczniczych. Ale nigdy nie pohańbiłaby się plebejskim bądź męskim zajęciem, jak praca w ministerstwie czy Mungu. Prawdziwą pracę pozostawiała więc mężczyznom.
Tak, był sposób na to, by mogła pofrunąć. Bardzo trudny i czasochłonny – animagia. Ale może kiedyś po nią sięgnie? Może pewnego dnia dane jej będzie oderwać się od ziemi na własnych skrzydłach? Za pomocą zaklęcia też mogła przemienić siebie w ptaka, ale gęś wydawała się tak mało dostojna, zaś tego typu czary kończyły się zbyt szybko i groziły upadkiem.
- Byłam wtedy dzieckiem, a dzieciom wybaczano więcej, zwłaszcza gdy nikt tego nie widział. Później, gdy zaczęłam dorastać, nie mogłam już oddawać się tak plebejskiemu zajęciu – przyznała, nie wiedząc, że Isabella w sekrecie nadal lubiła latać. Ale powtarzała niejako poglądy swego pana ojca, który zawsze uważał miotły za plebejskie i zdecydowanie preferował szlachetne ateonany. Również Cressida wolała ateonany i marzyła o własnym, bo ten, którego dosiadała w Charnwood, musiał tam pozostać.
- Rudziki zawsze były mi bliskie, i to właśnie przy rudziku pierwszy raz przekonałam się, że jestem... odmienna – wyznała. Te ptaszki wiele dla niej znaczyły i miała do nich ogromny sentyment. Mogłaby je wskazać jako swoje ulubione ptaki. Ale i sowy były jej bliskie przez wzgląd na pamięć wielkiej przodkini, według legend nadal żyjącej w lasach Charnwood w tej postaci. Jako dziecko często próbowała wypatrzeć ją wśród drzew.
- To odważny wybór – odezwała się na słowa Isabelli. Cressida przyrównywała się do maleńkiego, pospolitego rudzika bądź sowy, a Isabella mierzyła dużo wyżej, w smoka lub feniksa, do których Cressie nigdy nie ośmieliłaby się porównać, bo nie widziała w sobie nic z potęgi i siły tych istot. To także wyraźnie zaznaczało pewne różnice w ich usposobieniu i pewności siebie.
Jeszcze długo spacerowały po ptaszarni, a Cressie opowiadała znajomej o ptakach, które napotykały na swojej drodze. Ale ani się obejrzały, jak obeszły wszystko i znów wróciły do punktu wyjścia.
- Do zobaczenia – powiedziała młódka. Miło gawędziło jej się z lady Selwyn, więc miała nadzieję, że rzeczywiście jeszcze się spotkają. A później dołączyła do czekającej na nią kobiety i razem opuściły ptaszarnię.

| zt. x 2




Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Powrót do góry Go down
 

Ptaszarnia

Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: London Borough of Bexley :: Ogród magizoologiczny-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19