Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Ślepy zaułek
AutorWiadomość
Ślepy zaułek [odnośnik]10.03.12 22:59
First topic message reminder :

Ślepy zaułek

Opodal podniszczonej knajpy, gdzieś koło wiecznie nieświecącej latarni znajduje się wąska, pogrążona w mroku uliczka - uliczka zakończona wysokim, masywnym murem, którego to nie sposób przeskoczyć, na którego nie sposób się wspiąć, nawet przy pomocy drugiej osoby. Ludzie szemrają, iż to właśnie tutaj, wśród wiecznie zalegających śmieci i odpadków, kamiennych ścian budynków poplamionych czerwienią, swe spotkania odbywają podejrzane typki Śmiertelnego Nokturnu. Paserzy, nieszkodliwi przemytnicy, handlarze ziela wiedźm, czy i gorsi, zepchnięci poza margines społeczny recydywiści umiłowali sobie ów ślepy zaułek do załatwiania swych szemranych interesów, ubijania targów, załatwiania między sobą zatargów. Obowiązuje ich chyba jakaś niepisana zasada, gdyż zaułkiem tym potrafią się dzielić, potrafią nie wchodzić sobie w paradę - a przynajmniej w większości przypadków. Jedynie czasem znaleźć tu można jakiegoś nieboszczyka.
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Ślepy zaułek - Page 9 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Ślepy zaułek [odnośnik]07.05.16 18:53
The member 'Cecilie Morgan' has done the following action : rzut kością


'k100' : 25
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Ślepy zaułek - Page 9 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Ślepy zaułek [odnośnik]07.05.16 19:19
Cało to zajście traktował (jeszcze) jako farsę. Dość dobre, lecz powoli nużące przedstawienie, które od antraktu nudziło go już niemiłosiernie. Póki mieliła tym swoim niewyparzonym językiem, Avery czuł złość oraz irytację, jednakowoż, gdy oprócz jadu zaczęła wypluwać z siebie także klątwy, Samael uznał, iż należy to ukrócić. Nie zamierzał zostać oskarżony o skrzywdzenie panny Morgan - gdyby była to prawda, całkiem chętnie stanąłby przed sądem i tak pewny swego uniewinnienia (słowo czystokrwistej kobiety przeciw słowu szlachcica), aczkolwiek prędzej podejrzewał, iż Cecile swymi nieudolnymi czarami, sama doprowadzi do jakiegoś nieszczęścia. Pomimo porażek i wręcz żałosnych próbo rozbrojenia Avery'ego, nie straciła jednak animuszu - mężczyzna wręcz zaśmiewał się w głos, niczym z najlepszej komedii Shakespeare'a, gdy słyszał kolejne butne słowa, jak pociski przecinające powietrze. Chętnie wyrwałby jej język i wybił wszystkie zęby, czyniąc zeń niemowę - byłby to koniec idealny i kara adekwatna do tak wyszczekanej starej panny. Zapewne przez to nie mogła znaleźć sobie męża, pomijając aparycję i figurę młodzieńca, potencjalnych kandydatów musiało odstraszać jej wyszczekanie. Samael nawet nie wyobrażał sobie tresury takiego stworzenia, niezwykle opornego i sądził, iż prędzej połamałby na jej grzbiecie kilka kijów, niż wbił do głowy zasady dobrego wychowania. Winna jednak wiedzieć, że unoszenie na niego różdżki było stanowczo najgorszym pomysłem, jaki kiedykolwiek wpadł do jej tępej łepetyny. Avery chciał jej to udowodnić dobitnie. Może nie dziś i nie jutro, lecz Samael nie wątpił, iż będą mieć jeszcze okazje do dyskusji. Innych niż podczas wzajemnego obrzucania się zaklęciami?
-Slugulus erecto! - zawołał, celując różdżką w Cecile. Może zajmie ją na chwilę, na chwilę dość długą, by zniknąć niepostrzeżenie i nigdy nie powrócić. Widział długie cienie, rysujące się na ścianie przeciwległego budynku - potencjalni sprzymierzeni gwałciciele? Czyż warto było dla nich tak długo trzymać cnotę, Morgan? - winien zapytać z ironicznym uśmiechem, podsuwając nokturnowym szumowinom tak smakowity kąsek, jakiego sam nie tknąłby nawet kijem.


And when my heart began to bleed,
'Twas death and death indeed.
Samael Avery
Zawód : ordynator oddziału magiipsychiatrii
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
Szalony, niech ukocha swe samotne ściany
I nie targa łańcucha, by nie draźnić rany
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Doskonała rozpusta wymaga doskonałego odprężenia.
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t631-samael-marcolf-avery#1801 https://www.morsmordre.net/t1443-samaelowa-skrzynka-z-pogrozkami#12562 https://www.morsmordre.net/t807-call-me-doctor-love https://www.morsmordre.net/f119-shropshire-peace-street-102 https://www.morsmordre.net/t2798-skrytka-bankowa-nr-160#45281 https://www.morsmordre.net/t972-ten-lepszy-avery
Re: Ślepy zaułek [odnośnik]07.05.16 19:19
The member 'Samael Avery' has done the following action : rzut kością


'k100' : 32
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Ślepy zaułek - Page 9 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Ślepy zaułek [odnośnik]07.05.16 19:41
Z mojego gardła wyrwał się niekontrolowany, chropowaty śmiech, przesiąknięty z jednej strony desperacją, z drugiej drwiną, z trzeciej z kolei absurdem i beznadziejnym położeniem, w jakim znaleźliśmy się - musiałam to przyznać - oboje. Prezentowaliśmy tak denny poziom magii, że z pewnością nawet chwilowy obserwator byłby pełen zdziwienia, gdyby dowiedział się, że ma do czynienia z osobami, w których płynęła czysta krew. Moim jedynym grzechem było to, że nie nosiłam szlacheckiego nazwiska; grzechem Samaela było to, że nie w ogóle urodził. Dziwiłam się, że jego matka nie padła martwa z chwilą wypchnięcia go z łona na świat, ale i żałowałam, że nikt nie okazał się równie przezorny, by udusić tego małego potworka wraz z wydaniem przez niego pierwszego krzyku. Śmiałam się głośno, niespokojnie, niekontrolowanie, zupełnie nie przejmując się faktem, że mój śmiech mógłby zostać dostrzeżony. Może wręcz chciałam, aby ktoś mnie usłyszał, wybawił z opresji i wyprowadził z tej absurdalnej sytuacji, w której wpakowałam się na własne życzenie. Plułam sobie w brodę, że zamiast siedzieć w bezpiecznej restauracji i przeglądać kolejne papiery, postanowiłam wybrać się na poszukania Caesara. Zamiast kuzyna, natknęłam się na naszego (?) największego wroga; na domiar złego całkowicie się przed nim kompromitując, co jednak nie było aż tak bolesne, gdy równej kompromitacji doświadczał Avery.
Dzisiejszego wieczoru nie wychodziło nam kompletnie n i c, no może poza wzajemnymi docinkami, które z każdą kolejną chwilą stawały się coraz mniej subtelne, a coraz bardziej... dosadne. Przynajmniej z mojej strony, bo nie zamierzałam się korzyć przed tym wymuskanym bucem. Na nieudane zaklęcie odpowiadałam nieudanym zaklęciem, na wyzwisko, choćby ukryte pod płaszczykiem ładnych słów, miałam gotową własną odzywkę. Z naszej dwójki to ja byłam w lepszej sytuacji, nie musiałam bowiem dbać o swoją reputację; nie obchodziło mnie nawet zupełnie to, co myśli o mnie Avery i co mnie rozpowiada. Jego kłamstwa i plotki mogłam skonfrontować z własnymi kłamstwami i plotkami na jego temat. A Merlin świadkiem, że kobieca siła perswazji jest znacznie silniejsza od męskich niemrawych podrygów puszczenia w świat plotki. Śmiałam się cały czas, gdy zirytowane spojrzenie Avery'ego błąkało się po mojej twarzy. - Expelliarmus! - śmiałam się wypowiadając zaklęcie i śmiałam się, gdy błysk czaru pomknął w kierunku Samaela.
Gość
Anonymous
Gość
Re: Ślepy zaułek [odnośnik]07.05.16 19:41
The member 'Cecilie Morgan' has done the following action : rzut kością


'k100' : 21
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Ślepy zaułek - Page 9 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Ślepy zaułek [odnośnik]07.05.16 20:06
Najwyraźniej znaleźli się w impasie a przewrotny Los postanowił im obojgu zaleźć za skórę. Samael jednak był w nieco gorszej sytuacji - choć czuł pewność, iż trucizny przeznaczone dla siebie (?) prędzej wepchnąłby pannie Morgan głęboko do gardła. Przynajmniej odegnała myśli samobójcze, może więc powinien okazać wdzięczność? Niedoczekanie, Avery nigdy nie miewał podobnych podrygów słabości, zwłaszcza względem kobiet, zwłaszcza względem tej konkretnej kobiety. Niezasługującej na nic poza stryczkiem, stosem lub ewentualnie umieszczeniem na oddziale zamkniętym. Na krótki okres czasu w oczekiwaniu na lobotomię, od jakiej rzekomo odchodzono.
Był przynajmniej spokojny, że nikomu nie rozpowie o owym żenującym pokazie siły. Musiałby wtedy wspomnieć również i o swojej złej passie, a Samael dałby sobie uciąć prawą rękę, iż Cecile nigdy nie przyznałaby się do porażki. Niechlubny pojedynek zapewne pozostanie ich tajemnicą - jedyną i oby ostatnią rzeczą, która ich łączy i łączyć będzie. Avery obiecał sobie solennie, że jeśli wyjdzie bez szwanku z tej upokarzającej sytuacji, postara się unikać panny Morgan. I więcej nie prowokować żadnych scysji, dopóki nie zyska pewności, iż może ją po prostu i raz na zawsze usunąć ze swej drogi. Nie znosił półśrodków, zatem rozwiązanie kwestii Cecile nasuwało się wyłącznie jedno.
Z rozkoszą odwróciłby się od niej i poszedł w swoją stronę, lecz miał o kobiecie jak najgorsze zdanie i obawiał się, iż dokładnie w tym samym momencie oberwie zaklęciem w tył głowy. Chociaż... znając skuteczność jej czarów, powinien chyba czuć się spokojny. Jedna, ostatnia próba, postanowił, unosząc różdżkę i wymawiając w myślach formułę Levicorpus. Jeśli się powiedzie, byłoby to cudownym zwieńczeniem upodlającego pojedynku, z którego wyszedłby wówczas obronną ręką. I miałby niepowtarzalną możliwość ujrzenia jej majtek, w jedynej konfiguracji, jaka nie wzbudziłaby w nim odruchu wymiotnego.


And when my heart began to bleed,
'Twas death and death indeed.
Samael Avery
Zawód : ordynator oddziału magiipsychiatrii
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
Szalony, niech ukocha swe samotne ściany
I nie targa łańcucha, by nie draźnić rany
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Doskonała rozpusta wymaga doskonałego odprężenia.
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t631-samael-marcolf-avery#1801 https://www.morsmordre.net/t1443-samaelowa-skrzynka-z-pogrozkami#12562 https://www.morsmordre.net/t807-call-me-doctor-love https://www.morsmordre.net/f119-shropshire-peace-street-102 https://www.morsmordre.net/t2798-skrytka-bankowa-nr-160#45281 https://www.morsmordre.net/t972-ten-lepszy-avery
Re: Ślepy zaułek [odnośnik]07.05.16 20:06
The member 'Samael Avery' has done the following action : rzut kością


'k100' : 25
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Ślepy zaułek - Page 9 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Ślepy zaułek [odnośnik]07.05.16 23:29
Nie ma to jak spacer, nieprawdaż? Jednak nie, dzisiejszy dzień należał do dnia pracy w ciemnych zaułkach, gdzie rudzielec umówił się z kilkoma osobami o odpowiednie późnej porze, aby móc ustrzec wzrok od niepowołanych rąk. Żadne ze stron nie chciało spotkać się z aurorem, który by mógł zadawać nieprzyjemne pytania. A ta to w kilka minut wręcz odbyło się jedno spotkanie z klientem, a po dziesięciu minutach przyszedł w te samo miejsce drugi klient, który zażądał tego samego - znaczy się Złotej Rybki. Żaden z nich nie miał przy sobie tyle pieniędzy, by kupić trudno dostępną Śnieżkę, więc niechętnie, lecz przyjęli ów narkotyk. Rudzielec przytakiwał głową jak i przyjął ich pieniądze - bo co innego mógł zrobić w tej sytuacji. I tak mógł wrócić do swego mieszkania, które było niedaleko. Dosłownie kilka skrzyżowań.
Ale zanim tam doszedł, zerknął w ślepy zaułek, który był po drodze. Coś zdawało się jemu, że coś słyszy, ale nie był pewny, co to było. Poprawił swój kaptur, by nie pokazywał w świetle księżyca nic więcej poza jego nosem z kilka ledwo widocznymi piegami. Nie chciał ukazywać się, szczególnie, jeśli to mogło być coś poważniejszego, niż z początku się wydawało.
- Aby wyjść stąd, należy iść inną drogą.- powiedział na tyle głośno, by owa dwójka mogła usłyszeć jego pewny ton głosu, który maskował jego narastający niepokój. Ujrzał panię i pana. Nie był pewny ich rodowości, więc wolał nie ryzykować i dalej nic nie mówić, póki nie zareagują. W razie czego przybliżył rękę w stronę kieszeni, gdzie bezpiecznie spoczywała jego różdżka. Może jego nie zaatakują. Może, na razie musi być czujny, na ile to znaczy na nokturnowskich ulicach.
Barry Weasley
Zawód : sprzedawca u Ollivandera
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Zwierzęcousty
Ślepy zaułek - Page 9 Tumblr_n6gnr2EdcK1tq9875o1_400
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 https://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli https://www.morsmordre.net/t1143p9-barry-weasley#7772 https://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 https://www.morsmordre.net/t3342-skrytka-bankowa-nr-330#56362 https://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
Re: Ślepy zaułek [odnośnik]08.05.16 11:52
Popadał w marazm, czy może to nagle opadła domagająca się zaciekłego spełnienia ambicja? Stracił cały zapał do uprzykrzenia życia panny Morgan - później je sobie odbierze - po kolejnym zaklęciu. Nieudanym, przelatującym ze świstem kilka stóp powyżej jej głowy. Wielka szkoda, lecz przecież nic straconego. Zakładał, iż czekają ich jeszcze przymusowe spotkania, które można by nieco urozmaicić. W prawie całkowicie męskim gronie, widok majteczek panny Morgan winien zostać przyjęty z entuzjazmem, a Avery, jako hojny gospodarz, mógłby nawet całkowicie odstąpić ją Rycerzom. I zachęcić do skonsumowania jej cnoty na oczach oniemiałego Caesara, który opiekował się kuzynką równie nieudolnie jak swoją zmarłą żoną.
Samael nie opuścił jednak różdżki, mimo że odroczył w myślach wykonanie wyroku. Wciąż wpatrywał się w nią drapieżnie, jakby oceniał swoje szanse w starciu. Fizycznie mógłby ją rozdeptać, lecz nie odczuwałby żadnej satysfakcji z jej słabiutkiego, kobiecego oporu. Nie tego chciał. Cecile miała za to najwyraźniej wyjątkowe szczęście; donośny głos przerwał ich małe przedstawienie i stał się dla niej ostatnim ratunkiem. Tonący brzytwy się chwyta?
-Jeśli łaska - rzekł, postępując w kierunku zakapturzonego mężczyzny - odprowadzisz panią na Pokątną - rozkazał, wciskając mu w ręce kilka galeonów. Dziwnie pewny, że nie dostanie nagle nożem pod żebra - za fatygę - dodał, po czym obrócił się napięcie i odszedł pośpiesznie. Nie obchodziło go, co mężczyzna zrobi z Morgan i czy właśnie nie zapłacił jakiemuś rzezimieszkowi za dodatkową atrakcję. Nawet jeśli, byłyby to dobrze zainwestowane pieniądze.

/Avery out


And when my heart began to bleed,
'Twas death and death indeed.
Samael Avery
Zawód : ordynator oddziału magiipsychiatrii
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
Szalony, niech ukocha swe samotne ściany
I nie targa łańcucha, by nie draźnić rany
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Doskonała rozpusta wymaga doskonałego odprężenia.
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t631-samael-marcolf-avery#1801 https://www.morsmordre.net/t1443-samaelowa-skrzynka-z-pogrozkami#12562 https://www.morsmordre.net/t807-call-me-doctor-love https://www.morsmordre.net/f119-shropshire-peace-street-102 https://www.morsmordre.net/t2798-skrytka-bankowa-nr-160#45281 https://www.morsmordre.net/t972-ten-lepszy-avery
Re: Ślepy zaułek [odnośnik]08.05.16 19:09
Szczerze - nie wiedział co o tej parce myśleć. Początkowo myślał, że przyśli i zgubili się razem - na co pierwszym rzutem oka wyglądało. Lecz zaraz ów dobrze ubrany mężczyzna [czy może szlachcic? Merlin wie] zbliżył się do rudzielca. Zaraz stanął i uważnie wysłuchał jego słów dziwiąc się, że podarował złote krążki, zamiast ... cokolwiek innego. Miotnąć zaklęciem, okraść jego, cokolwiek innego.
- Dobrze Sir.- powiedział z automatu, chodź jeszcze przez chwilę stał tak nieruchomo. Pieniądze schował do kieszeni i zaraz po chwili roztargnienia zerknął na nieznajomą.
- Jeśli Pani pozwoli, odprowadzę Panią na Pokątną.- powiedział i zaczął myśleć, co z tym kapturem. Powinien zdjąć i przedstawić się, lecz stwierdził że szkoda czasu. No bo on chciał wrócić w swoje bezpieczne strony, a nie być niańką dla jakiejś panienki. Rudzielec nie pytał się, co zaszło między nimi. To jego nie interesowało. Potowarzyszył jej w drodze na Pokątną, a gdy już stąpnęła na niej, rudzielec przytaknął głową, chociaż pewnie wyglądało, jakby to kaptur przytakiwał.
- Pozwoli Pani, że się udam w swoją stronę. Już jesteś na Pokątnej, więc możesz dalej iść sama.- odpowiedział kończąc nieco spoufałą formą, lecz chciał mieć to za sobą. Tak więc nie czekając na jakiejś pytania z jej strony, wrócił na Nokturn chcąc się rozliczyć z jeszcze jednym klientem Śnieżki...

z.t oboje
Barry Weasley
Zawód : sprzedawca u Ollivandera
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Zwierzęcousty
Ślepy zaułek - Page 9 Tumblr_n6gnr2EdcK1tq9875o1_400
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 https://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli https://www.morsmordre.net/t1143p9-barry-weasley#7772 https://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 https://www.morsmordre.net/t3342-skrytka-bankowa-nr-330#56362 https://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
Re: Ślepy zaułek [odnośnik]28.05.16 0:00
Początek Grudnia

Obezwładniająca szarość, przykryła strzeliste murale miastowych kamieniczek. Malownicza, jesienna aura, zmieniała swoje oblicze. Pozbyła różnobarwnego okrycia. Ogołociła, tutejszą roślinność. Uspała wszelkie stworzenia żywe, pozostawiając paraliżującą pustkę. Dzień, skracał się do uciążliwego minimum, blokując wszelkie aktywności życiowe. Przemęczenie, brak motywacji, wszechobecna senność. Blade, zabiegane twarze, ukryte pod grubą płachtą hebanowego materiału. Uciekające przed narastającym, mrożącym wystające członki chłodem. Warstwa puszystego śniegu, zalegała na brudnych ulicach. Różnokształtne płatki, spadały z nieba z coraz częstszą intensywnością. Otulały pobliskie otoczenie. Śliska powłoka pokryła brukowane podłoże, stwarzając ogromne niebezpieczeństwo. Czyżby powrót, okazał się zbyt późny?  Przegapiła, najpiękniejszą, sentymentalną porę roku? Wyczuwała, ostatni powiew jesiennego wiatru. Może gwiazdy, okażą się bardziej łaskawe.

Powroty do trudnej rzeczywistości, okazały się przerastającym wyzwaniem. Wyzwalały mieszane uczucia. Bezradność, bezgraniczną niechęć, roztargnienie, delikatne oznaki radości. Przytłaczały natłokiem porzuconych problemów, niewyjaśnionych sytuacji, osobistych interesów, spędzających z powiek życiodajny sen. Myślami, krążyła po bezkresie niespotykanej krainy. Niewielkiej, skąpanej wodami oceanu, nietuzinkowej wyspie. Różnorodność krajobrazu, wszelkie wytwory natury, z którymi nigdy dotąd nie miała styczności. Obca kultura, niepoznana mentalność. Skrywająca tajemnice, intrygujące dla magicznego półświatka. Kilkumiesięczna podróż na brzegi Islandii, nie zdołała dokładnie zapoznać się z nietypowym miejscem. Kto wie, może w najbliższym czasie, wyruszy na nowo?

Zaniedbany budynek, odstraszał potencjalnych przechodniów. Obdrapane murale, odkrywały grafitową naturę. Zdewastowany szyld, podrygiwał w rytm zimowego wiatru. Brudne, zaszronione okna, zakrywały rozświetlone żółtawym światłem wnętrze. Sklep z magicznymi artefaktami, wyczekiwał niespotykanych klientów. Ciemna, zakapturzona postać otworzyła charakterystycznie skrzypiące drzwi, konfrontując z zimnym, drażniącym blade policzki powietrzem. Obszerna peleryna, zakrywała większość kobiecego ciała. Metaliczne tęczówki, połyskiwały grozą z pod hebanowych fałd materiału. Prześledziła wzorkiem, najbliższy teren zaniedbanych, obrzydliwych, odpychających uliczek Nokturnu, nie robiących żadnego wrażenia. Poruszała się sprawnie z pewnie wyprostowaną sylwetką. Ustalała, kolejną datę wyjazdu. Zapoznawała się z nowymi nabytkami, przydatnymi w dalszej nauce niebezpiecznej magii. Doglądała nietypowych znalezisk, przywiezionych z odległej podróży. Ileż pracy potrzeba, aby w pełni odkryć ich niesamowity potencjał? Pogrążona w myślach,  pokonywała kolejną odległość. Niedalekie krzyki, próbowały rozproszyć skupienie. Przyciągnąć uwagę. Ktoś, nieznacznie, odbił się od lewego ramienia, powodując nieoczekiwane, energiczne zachwiane. Kobieta zatrzymała się, zaciskając dłoń na drewnianym grzbiecie różdżki. Niechlujny margines społeczeństwa, zataczał się po oblodzonej drodze, bełkocząc obraźliwe frazesy. Oddychała ciężko i niespokojnie, wyczuwając niepokój. Czyżby w powietrzu wisiało nieoczekiwane, niechciane, niebezpieczeństwo?


Wszystko czego się obawiamy kiedyś nas spotka.
Milburga Dolohov
Zawód : łowczyni wilkołaków, muzyk, towarzyszka eskapad poszukiwawczych
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Podobno zło triumfuje, podczas gdy dobrzy ludzie nic nie robią.
Ale to nie prawda. Zło zawsze triumfuje!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t883-milburga-dolohov https://www.morsmordre.net/t1133-edgar#7523 https://www.morsmordre.net/t1130-nie-wygladam-dzis-przesadnie-ladnie#7494 https://www.morsmordre.net/f188-pokatna-13-13 https://www.morsmordre.net/t1132-milburga-dolohov#7519
Re: Ślepy zaułek [odnośnik]01.06.16 10:46
Mijające minuty, mijające chwile, zatęchłe powietrze, pełno kurzu i smrodu zawilgoconych desek. Pozostawił to za sobą, wychodząc z zaplecza Borgina i Burke’a. Zatrzasnął za sobą drzwi, pozostawiając za sobą też człowieka, który miał go wspomóc w nauce przydatnej umiejętności. Klątwy. To było coś co teraz go pochłaniało, coś co spędzało mu sen z powiek.
Wyszedł więc na zabłocone ulice Nokturnu. Tu nie było śladu po śniegu, białym puchu, który jeszcze kilka godzin temu prószył, przypominając o istnieniu zimy. Teraz wszędzie dookoła był jedynie brud i woda, która osadzała się szerokimi i ciemnymi plamami na dolnych częściach jego ciepłego płaszcza. Materiał sunął po ziemi, zahaczał o kałuże, mókł coraz bardziej. Ale nie przeszkadzało mu to, zdawał się tego nawet nie zauważać, kiedy pochmurnym, stalowym spojrzeniem przeczesywał Nokturn i idących po nim ludzi. Głęboki kaptur zachodził na jego twarz, przysłaniając jej większą część, ale mimo to doskonale mógł się rozeznać w otoczeniu. Nie skupiał na niczym wzroku zbyt długo, nie interesował się niczym szczególnie. Zamierzał jedynie przejść w stronę Pokątnej i wrócić do mieszkania.
Coś jednak szarpnęło jego ramię. Zacisnął szczękę i przewrócił oczami, idąc dalej, nie przejmując się, że ktoś go potrącił. W końcu na Nokturnie to było całkiem częste, nikt nie patrzył dokąd idzie, nikt nie parzył pod nogi. Coś jednak go zatrzymało, jakaś niewidzialna siła oparła się o jego pierś i zmusiła do krótkiego postoju. Mógł dobrze widzieć, słyszeć. Ale było coś niesamowicie wrażliwego, wręcz nienaturalnie wyostrzonego. Węch. Mulciber miał doskonały węch, znacznie lepszy niż słuch czy wzrok. To właśnie znajomy kobiecy zapach sprawił, że musiał przystanąć w miejscu, kiedy serce zabiło mu szybciej, a trzewia zacisnęły się w nieświadomym uczuciu irytacji i nienawiści. Zamrugał i wziął głęboki wdech, pozwalając aby ten zapach; ciała, mydła i perfum teraz zmieszanych z brudem Nokturna i jego wilocią wypełnił jego płuca. Każdy miał swój indywidualny zapach, będący wizytówką, czymś co wyprzedzało słowa powitania i objawienie własnego imienia. Ten jeden był przypisany od wielu, wielu lat do znajomej, której pamięć sięgała pierwszych lat Hogwartu, początków szkoły, a później częstych wizyt w szpitalnym skrzydle i świętym Mungu. To był zapach, którego nie mógł zapomnieć, choćby chciał. Piżmowa nuta zmodyfikowana w indywidualnej wariancji, która zapalała w jego głowie czerwoną lampkę.
Jego palce zacisnęły się na różdżce, lecz wciąż dłoń pozostawała ukryta pod połami płaszcza. Obrócił się powoli, choć od chwili potrącenia minęły zaledwie sekundy on miał wrażenie, że wszystko stanęło w miejscu. Ciemne brwi ściągnęły się nad prostym nosem, a spojrzenie błysnęło w nikłym świetle wschodzącego nad dachu ponurej ulicy księżyca.
— Dolohov — mruknął pod nosem, bezbłędnie akcentując nazwisko, które tak dobrze wryło mu się w pamięć. Inni przestali mieć znaczenie, przestali być widoczni, a może zmyli się a ulicy, kiedy te dwa ciała astralne zderzyły się ze sobą. Jaki wybuch mogło to zwiastować?
Oczywiście, nie zmieniło się nic. Parszywe jednostki wciąż zataczały się na ulicy, podejrzane typy podpierały ściany, obserwując ciekawsze osoby, które mogłyby okraść. On, Mulciber, zaś stał do odwróconej plecami kobiety z dumnie uniesioną głową. Zaśmiałby się głośno, gdyby ta reakcja nie przyciągnęła uwagi daremnych osób. — Mam nadzieję, że przywlekłaś mojego brata ze sobą.



pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Ramsey Mulciber
Zawód : Niewymowny
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler

Świat smakuje jak machora
a machora jak ten świat,
kiedy przyjdzie na mnie pora
sam wyostrzę czarny bat.
OPCM : 40
UROKI : 20 +2
ALCHEMIA : 0 +3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +7
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5 +3
Genetyka : Jasnowidz
Ślepy zaułek - Page 9 BfgY2uH
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-ursus#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Re: Ślepy zaułek [odnośnik]03.06.16 1:43
Enemy of mine
I'll fuck you like the devil

Strach – paraliżujące, obezwładniające uczucie, wnikające w najdrobniejsze komórki ludzkiego ciała. Pulsujące, narastające, blokujące podstawowe odruchy. Wrodzony akt, niezwłocznej, egzystencjalnej słabości. Towarzyszący każdej, nieoczekiwanej, sytuacji, tworzącej niechciany, wewnętrzny niepokój. Przewrót wnętrzności, drżenie dłoni, suchość podrażnionego gardła. Zmieniający oblicze, poczynając od wczesnych lat błogiego, niezapomnianego, beztroskiego dzieciństwa, otoczonego aurą niepodważalnego bezpieczeństwa. Odczuwany nieświdomie. Wywołujący, spontaniczną reakcję w postaci fontanny gorących łez, spływających po bladych, dziecięcych policzkach. Dorastający, kompatybilny z ludzką dojrzałością. Utożsamiany z charakterem, wnikający w najodleglejsze, psychiczne zakamarki. Nigdy, nie dopuszczała do siebie tej skrajnej emocji. Przekształcała w ryzykowną pobudkę, ponaglającą do aktywnego, zaangażowanego działania. Motywacji do bezgranicznej walki, przeciwstawienia niebezpieczeństwu, przeszkodzie, nieoczekiwanemu wyzwaniu. Z zaciśniętymi zębami, zdeterminowaną postawą. Nie zważając na konsekwencje, uszczerbki cennego zdrowia. Zabójcza trwoga, zajrzała w metaliczne tęczówki, tylko raz. Podczas złowrogiego blasku okrągłej tarczy księżyca. Pośród wysokich, utrudniających widoczność, bujnych traw. W dniu, śmiertelnej, wilkołackiej napaści. Przełomowe wydarzenie, likwidujące bariery. A ty mój drogi, odczułeś na sobie, prawdziwe, bolesne piętno przerażenia?

Opuszczenie rozgrzanej purpurowymi płomykami pracowni, okazało się najgorszym przedsięwzięciem. Spędziła tam większość dłużącego popołudnia, gawędząc w doborowym towarzystwie długoletniej znajomej. Hartując zziębnięte kończyny. Ocieplając narządy wewnętrzne cienkimi strużkami gorzkawego alkoholu. Zbierając skłębione, rozsypane myśli, niedające upragnionego wytchnienia. Przemęczenie, całkowicie obezwładniało kobiece ciało. Odznaczało coraz bardziej widoczne piętno, na niepozornych gabarytach. Wpływało na nieswoje, niezadowolone samopoczucie. Zbyt wiele spraw zaprzątało rozstrojony umysł. Poczynając od zwykłego braku potęgujących adrenalinę zdarzeń. Podjęcia ryzyka, aktywności wyzwalające uśpione, zwierzęce, rządne krwi instynkty. Potrzebowała świeżych, rozbudzających doznań, napędzających do czynnego, zmotywowanego działania. Wyładowania drzemiącej  wewnątrz agresji, energii, spotęgowanej siły. Misja, polowania, przypadkowy pojedynek? Czuła skrępowanie, zatrzaśnięcie w nieprzekraczalnych, ciasnych ryzach. Dlatego też, tak gwałtownie zamknęła za sobą spróchniałe, rozpadające, drewniane drzwi. Ciężkie kroki, stąpały bo betonowych stopniach, ześlizgując się z wilgotnych krawędzi. Obszerny kaptur, ukrywał spuszczoną twarz, obserwującą, każdy, najdrobniejszy szczegół nierównego podłoża. Grube płachty materiału, zatapiały hebanowe krawędzie w brudnym, ulicznym, zimowym roztworze, pozostawiając wilgotne zabrudzenia. Zimne powietrze, uderzyło rozgrzane oblicze, powodując charakterystyczny grymas niezadowolenia. Ciemność, spowiła otaczające zakamarki. Pijacki bełkot marginesu społecznego, odbijał się echem od pustych, ceglanych przestrzeni. Dźwięk rozbijanego szkła, towarzyszył, każdemu niewielkiemu krokowi. Ciekawskie, połyskujące ślepia, śledziły tajemniczą sylwetkę, czekając na odpowiedni moment. Nie skupiała się na przemierzanym bezkresie. Dlatego też tak energiczne, gwałtowne uderzenie, pospiesznie wytrąciło z równowagi. Odepchnęło na niebezpieczną, kilkumetrową odległość. Wyzwoliło pierwszy, niespodziewany atak: - Uważaj jak łazisz!

Długie palce, mimowolnie, zacisnęły się na drewnianej różdżce ukrytej głęboko, pod płachtami grubego materiału. Ruch, wytrącił z równowagi, powodując niechciane zatrzymanie. Serce, stukało gwałtownie, pompując krew do wszelkich, życiodajnych narządów. Oddech przyspieszył. Stał się urwany, duszący. Nie wiedziała, czego powinna się spodziewać. Do czasu. Charakterystyczny głos, intonacja, perfekcyjny akcent, wypowiadający sylaby z nieubłaganą starannością. Rozpoznawalny profil, niknący w słabej poświacie srebrzystego księżyca. Doza tajemnicy, skrywana pod ciepłym, zimowym płaszczem. Błyszczące, drapieżne źrenice. Ton, wskazujący na wieloletnią, niezmienną postawę. Przesiąknięty kpiną, lekceważeniem, nienawiścią. Wyzwalający nieopisane, nieposkromione żądze bezwzględnego mordu. Dumnie wyprostowana postawa. Twarz, przyozdobiona krótkim, ironicznym grymasem. Prowokacja, przyjęta z należytą ochotą. Cóż za nieoczekiwane zgromadzenie, prawda? - Gorsza wersja Mulcibera, cóż za... - przerwała, odpowiednio dobierając słowa. Nie mogąc powstrzymać się od chrapliwego, nacechowanego negatywnie chichotu. Cóż za prześmiewcze zrządzenie losu. - Intrygujące spotkanie. - odwróciła swe oblicze, aby po raz pierwszy od dłuższego czasu, skonfrontować z nieoczekiwanym intruzem. Dawnym znajomym. Ulotnym, przemijającym wspomnieniem. Dozą nieprzemijających problemów. Odnawiających kontuzji. Urażonej dumy, obrażonych uczuć. Niechęci. Obrzydzenia. - Mój drogi  przyjacielu – ironia, przenikała każdą, wypowiedzianą sylabę. Uniesione brwi, odkrywały przenikliwy, badawczy, analityczny wzrok, typowy dla wykwalifikowanych łowców. Śledziła każdą najdrobniejszą zmianę. Falujący materiał. Oceniała samopoczucie, wytrzymałość, podatność na wszelkie, cisnące na język prowokacje. - Zgubiłeś drogę, zabłądziłeś, przepadłeś? - wspomniana wracały, Ogrom sytuacji, w których ta wybuchowa mieszanka, stawała na przeciw siebie. Los, zderzał ich ze sobą w najbardziej nieoczekiwanym momencie. Współdziałali w wielu organizacjach, nie mogąc dojść do żadnego, godnego porozumienia. Przecież nigdy, tak naprawdę tego nie chcieli, prawda? Mam nadzieję, że niedługo zacisnę dłonie na twej bladej szyi. - Och, urocze. Czyżby braterska więź dawała o sobie znać? - niepewny krok do przodu. Zaciśnięcie dłoni na drewnianym patyku. Rozbawione, nonszalanckie dźwięki. Lekceważenie. - Biedny, samotny Mulciber.
Enemy of mine
I'm just a stranger in a strange land


Wszystko czego się obawiamy kiedyś nas spotka.
Milburga Dolohov
Zawód : łowczyni wilkołaków, muzyk, towarzyszka eskapad poszukiwawczych
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Podobno zło triumfuje, podczas gdy dobrzy ludzie nic nie robią.
Ale to nie prawda. Zło zawsze triumfuje!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t883-milburga-dolohov https://www.morsmordre.net/t1133-edgar#7523 https://www.morsmordre.net/t1130-nie-wygladam-dzis-przesadnie-ladnie#7494 https://www.morsmordre.net/f188-pokatna-13-13 https://www.morsmordre.net/t1132-milburga-dolohov#7519
Re: Ślepy zaułek [odnośnik]05.06.16 11:45
/XXX

Nie lęk, nie trwoga i nie obawa przed przeszłością pełną trudnych wspomnień zalała jego umysł. Chciałoby się rzec, że serce, że to ono zadudniło gwałtownie pod tym wszystkim, lecz przecież nie miał go w tym niedosłownym znaczeniu. Gdzieś tam tkwiło głęboko w odmętach klatki piersiowej, dawno zapomniane, wyparte ze świadomości, zgniłe, śmierdzące i zobojętniałe. Nieistniejące bo niefunkcjonujące jak należy. Chore tak samo jak jego dusza. Nieczysta. Dziurawa. Sczeźnięta i zabójcza. To jej toksyny płynęły w jego żyłach, przelewając się na innych w bliższych stosunkach, zarażając jego wirusem. Tym samym, który prowadził do powolnej, bolesnej śmierci.
To nie lęk przyspieszył przepływ płynu w krwiobiegu, to nie strach odbił się echem w głowie, a ekscytacja, zmieszana z gniewem. Podekscytowanie z fascynacją, nienawiść z pragnieniem, którego nie można było opisać. Bo zapach, który sobą roztaczała tak głęboko wrył się w jego umysł, część wspomnień wiązał ze sobą, tak silnie pętając je w sieciach zależności. Budził jego demony, które tkwiły grzecznie uśpione. O ile jej obecność mogła się wiązać z poprawą czegokolwiek, był nim nastrój. Gdyby uśmiech miał w jakiś chory sposób pokazać, że się cieszy — wykwitłby na jego twarzy. Kpiący, sardoniczny, ledwie widoczny w nokturnowym mroku.
Uważaj jak łazisz.
Rozbawienie w niego wstąpiło. Nagle i niespodziewanie, bo już wiedział, że nic się nie zmieniła. Drwiła sobie z niebezpieczeństwa, uważając, że wszystkiemu jest w stanie zaradzić. Lecz gdyby na jego miejscu był ktoś mniej inteligentny, ktoś gwałtowny i żądny ogołocenia ją ze wszystkiego co miała — nie zdążyłaby się nawet odwrócić, a już klęczałaby w kałuży karmazynowej krwi. Lekkomyślna. Nerwowa. I zabójczo piękna. Gdyby miała w sobie więcej gracji i elegancji skradłaby niejedno szlacheckie serce. A może to robiła? Któż wie. Patrzył na nią analizując jej sylwetkę, która wydawała się marniejsza niż ostatnim razem kiedy ją widział. Pomyślałby, że zeszczuplała, lecz ubrania nie pozwoliły na jednoznaczny osąd. A tak naprawdę nie zmieniła się pewnie nic, to tylko cień w jakim stała czynił ją mniejszą, drobniejszą. Jej stalowo szare oczy, tak podobne do jego własnych, że mógłby się zastanawiać, czy gdzieś w którejś linii ich krew się nie połączyła, połyskiwały drapieżnie. Była czujna, gotowa do ataku. Przypominała panterę, którą ktoś już zaatakował. Nie była już niezauważalna, pozostawał jej jedynie atak. A pazury miała ostre.
— Gorsza, czy lepsza... będzie ostatnią jaka zapamiętasz — mruknął niemalże leniwie, nie czując się sprowokowany. Graham żył jedynie w jego wspomnieniach ze szkoły, początkowych gromadzeń z Tomem. Dziś? Nie było go już w tym świecie. Z pewnością również nie żył. — Przyjaciółko. Jak wiele czasu minęło od naszego poprzedniego spotkania? Winny jestem Ci filiżankę kawy. Z przyjemnością posłucham o Twoich podbojach— odpowiedział z nieskrywaną kpiną. Uśmiechał się nawet lekko. Kąciki ust uniesione były lekko w zawadiackim wyrazie.
Nie zastanawiał się, ani przez moment, dlaczego nigdy nie doszli do porozumienia. Być może gdyby przystanął na chwilę i pomyślał nad tą obopólną niechęcią doszedłby do wniosku, że to głupie. A on nie był głupcem i nie znosił, gdy ktoś go w ten sposób traktował. A może było w niej coś takiego, co wzbudzało w nim agresję, doprowadzało do gorączki, której nie umiał powstrzymać? Trzymał różdżkę w gotowości. Zaciskał palce na ciemnoszarym drewnie wykwintnie zdobionego judaszowca z wilczą główką, czekając aż wyciągnie różdżkę i wymierzy w niego pierwszym lepszym zaklęciem.
— Jak widać do ciebie zawsze odnajdę właściwą drogę, Dolohov . — Uniósł brew, odwracając się do niej całkowicie przodem. Zadarł brodę wyżej, mogąc ją lepiej widzieć i pozwolił aby uśmiech mu się poszerzył. — To naturalne, że martwię się o mego brata— czy "zmartwienie" w ustach Mulcibera nie brzmiało zbyt dziwnie? O brata, który nigdy nie miał dla mnie wielkiego znaczenia. A jednak jego brak od zawsze go irytował, tak jakby nie był kompletny. — Och, jakże potwornie samotny— odpowiedział jej. Nie poruszył się z miejsca, nawet nie drgnął. Stał tak jak wcześniej, obserwując jej niepewny krok do przodu, jej powolne ruchy, które mogłyby uśpić czujność. Ale zbyt dobrze ją znał, aby pozwolić sobie na to. W końcu była nieprzewidywalna, a czas działał jedynie na jej korzyść. Mógłby ją rozbroić, lecz... gdzie byłaby w tym zabawa? Gdzie ryzyko i frajda, jeśli pozostałaby bezbronna?
Chodź. Podejdź bliżej. Nie lękaj się.
— Nie powinnaś samotnie spacerować nocą. Szczególnie tutaj. To bardzo nieroztropne.



pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Ramsey Mulciber
Zawód : Niewymowny
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler

Świat smakuje jak machora
a machora jak ten świat,
kiedy przyjdzie na mnie pora
sam wyostrzę czarny bat.
OPCM : 40
UROKI : 20 +2
ALCHEMIA : 0 +3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +7
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5 +3
Genetyka : Jasnowidz
Ślepy zaułek - Page 9 BfgY2uH
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-ursus#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Re: Ślepy zaułek [odnośnik]11.08.16 16:30
Kim jest człowiek, posiadający serce? Co dokładnie oznacza, posiadać serce? Czy coś go odróżnia? Sposób bycia, wnętrze, wyjątkowy, szczodry charakter, zabiegany przez zdefiniowaną większość. Jak funkcjonuje w zwyczajnej rzeczywistości? Stara się przyczynić do polepszenia, naprawienia, usprawnienia świata? Okazuje umiłowanie wszelkiej istocie ludzkiej, walcząc o bezwzględne, nieustępujące prawa? Wyznaje wszystkie wartości, przyporządkowujące do właściwej, oczekiwanej kategorii. Staje się bohaterem, wzorem, kierownikiem. Ktoś taki, naprawdę istnieje? Podobno go nie posiadała. Zimny, zalegający narząd, służący do pompowania życiodajnej substancji. Wyobcowany, wyodrębniony, nieczuły na codzienne, ludzkie instynkty. Pozbawiony pokrzepiających wspomnień, codziennych drobnych pobudek. Obciążało, nasączone negatywnymi doznaniami. Ujednolicało spojrzenie, wyłączało wrażliwość, hamowało skrajne, szczere emocje. Zobojętniało do granic możliwości.

Delikatny wiatr, muskał odsłonięte, policzki. Wykręcał warstwy materiału, rozpraszając skupienie. Niczym duch z przeszłości, przywoływał dawne, ukryte we wnętrzu podświadomości, niechciane wspomnienia, skojarzenia, zachowania. Zawiłości, powiązania, ścisłe relacje. Napawał niecodziennymi emocjami, wypełniającymi, rozgrzewającymi zziębnięte kończyny. Ściśnięte wnętrzności, podenerwowanie. Wzrastająca wola walki, chęć bezwzględnego, morderczego ataku. Fascynacja, zaciekawienie, adrenalina, wypełniające pojedyncze, drobne, niebieskawe żyły. Ludzka ciekowość. Pragnienie dotyku, przekroczenia granicy, prowokacji. Przyspieszony, nierównomierny oddech. Dłoń, zaciśnięta na zdobionej rękojeści. Powracające uczucia, gdy charakterystyczny, znajomy, wyczekiwany wzrok przeciwnika, bezczelnie prześlizgiwał się po kobiecej sylwetce. I to wymowne rozbawienie, działające jak pobudzający, rozdzierający impuls. Twierdził, że zachowywała się nieracjonalnie, lekkomyślnie, lekceważąco? Igrała z niebezpieczeństwem, wykorzystując jako zabawną, pokrzepiającą pobudkę? Nie potrafiła dokonać obrony własnej, zadbać o własne interesy. Czy, aby na pewno? Bezwzględnie przekonana o przywilejach, płynących z łowieckiej posady, niejednokrotnie bagatelizowała czyhające niebezpieczeństwo. Nieuniknione, nieoczekiwane konsekwencje, dopóki nie doznała ich na własnej, cienkiej i wrażliwej skórze. On nie pozostawał wyjątkiem. Przecież nie odróżniało ich zbyt wiele, nieprawdaż? Gwałtowni, ulegający prowokacjom. Zawistni, pakujący w najgorsze kłopoty. Chodzący własnymi, poplątanymi, niebezpiecznymi ścieżkami, pełnymi kłopotliwych wyzwań. Ambitni, niedoścignięci, ścierający na wielu płaszczyznach. Skuteczni, potrafiący posunąć się do wszystkiego. Sojusznicy, a może śmiertelni przeciwnicy? Spostrzegawczo, ocenił wątlejszą sylwetkę. Widoczne przemęczenie, oznaki napływającej, sezonowej choroby. Wyniszczenie, brak odpoczynku, regeneracji, odbijał się na lekko zgarbionej postawie, zmniejszonej masie ciała, bladym licu. Przytłoczona problemami, codziennymi sprawami, niedającymi zaczerpnięcia świeżego oddechu. To dlatego uciekała w najdalsze zakątki niepoznanego świata? Nie spuszczała wzroku, wyłapując najdrobniejsze szczegóły. Zachowywał kontrastujący, wyprowadzający z równowagi spokój. Czujny, przygotowany, nieoceniony, obcy. Co się z tobą działo? Gdzie się ukrywasz? Komu tym razem zatruwasz parszywe życie? Powiedź, że wcale się nie zmieniłeś.
- Doprawdy? – mruknęła zaintrygowana. Co miał przez to na myśli? Sądził, że sławetna sylwetka kochającego brata, opuści podświadomość? Delikatne rozbawienie, pragnęło ozdobić zaciśnięte wargi. Chyba nie zdajesz sobie sprawy na co stać twojego pobratymca, mój drogi towarzyszu. Ironiczna intonacja, uderzyła bębenki słuchowe. Wzburzyła rozgrzaną posokę, powodując nieoczekiwany odruch. Zmarszczenie ciemnych brwi, szybką, gwałtowną odpowiedź: - Na co czekasz! Może zaproponujesz lokal? – przerwała, prychając z niesmakiem, gładząc instynktownie chropowaty wierzch różdżki. Zmieniała zachrypniętą intonację, stopniując napięcie. – Opowiem ci o swoich p o d b o j a c h, powspominamy dawne, odległe czasy. Jak prawdziwi… – przekręciła oczami, dopasowując odpowiednie, blokujące krtań słowo. Zniżyła się do wymownego półszeptu: - Przyjaciele. – niezdefiniowana, obopólna niechęć, nawiązana w dalekiej, młodocianej przeszłości. Czy, aby na pewno właściwe, definiowali ów pojęcie? Nieumiejętność, niewiedza w obrębie podstawowych ludzkich zachowań, przyporządkowywała postępowanie do niewłaściwej kategorii. Działali na siebie pobudzające, prowokująco, agresywnie. Pragnęli skrzywionego grymasu, wyrażającego przenikliwe cierpienie. Posuwali do najgorszego. Na widok zmiany pozycji dłoni, drgnęła nieznacznie, chwytając oblicze ukrywanej różdżki. Wystarczyło jedno, nieoczekiwane drgnięcie, aby stróżka światła powędrowała w rozbawiony, ukryty w ulicznym mroku profil. Mówiłam ci, jak bardzo tego nienawidzę? Jeszcze jedno słowo i… - Niesamowita orientacja w terenie Mulciber. Tylko pogratulować. Mam zacząć klaskać? – dobrze znała ich niepewna, nieoczywistą relację. Obserwowała jej przebieg od wczesnych lat szkolnych. Dystans, udawaną obojętność. Dumę, niepozwalającą na wyciągnięcie ręki. – Pytanie, czy on martwi się o ciebie? – niepewnie wykonany krok, wytrącił z równowagi. Podeszwa, ześlizgnęła się z wystającego, brukowego elementu. Dłoń, przeszukiwała obszerną kieszeń w poszukiwaniu ostatniego, ziołowego papierosa. Z gracją, włożyła go między usta, strącając kaptur z rozproszonych kosmyków. Niebieskawy, gryzący dym, wypuszczony teatralnie, rytualnie, wypełnił, pobudził wewnętrzne komórki nerwowe. Łowczyni, nie powstrzymała gorzkiej salwy śmiechu, spowodowanej tak rzeczowym stwierdzeniem. – I kto to mówi? Nie musisz się o mnie martwić. Jestem silną, samodzielną dziewczynką. – uniosła brew dość wymownie. – Chyba nie muszę ci tego demonstrować?


Wszystko czego się obawiamy kiedyś nas spotka.
Milburga Dolohov
Zawód : łowczyni wilkołaków, muzyk, towarzyszka eskapad poszukiwawczych
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Podobno zło triumfuje, podczas gdy dobrzy ludzie nic nie robią.
Ale to nie prawda. Zło zawsze triumfuje!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t883-milburga-dolohov https://www.morsmordre.net/t1133-edgar#7523 https://www.morsmordre.net/t1130-nie-wygladam-dzis-przesadnie-ladnie#7494 https://www.morsmordre.net/f188-pokatna-13-13 https://www.morsmordre.net/t1132-milburga-dolohov#7519

Strona 9 z 20 Previous  1 ... 6 ... 8, 9, 10 ... 14 ... 20  Next

Ślepy zaułek
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach