Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Ślepy zaułek

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 9 ... 14, 15, 16
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Ślepy zaułek   10.03.12 22:59

First topic message reminder :

Ślepy zaułek

Opodal podniszczonej knajpy, gdzieś koło wiecznie nieświecącej latarni znajduje się wąska, pogrążona w mroku uliczka - uliczka zakończona wysokim, masywnym murem, którego to nie sposób przeskoczyć, na którego nie sposób się wspiąć, nawet przy pomocy drugiej osoby. Ludzie szemrają, iż to właśnie tutaj, wśród wiecznie zalegających śmieci i odpadków, kamiennych ścian budynków poplamionych czerwienią, swe spotkania odbywają podejrzane typki Śmiertelnego Nokturnu. Paserzy, nieszkodliwi przemytnicy, handlarze ziela wiedźm, czy i gorsi, zepchnięci poza margines społeczny recydywiści umiłowali sobie ów ślepy zaułek do załatwiania swych szemranych interesów, ubijania targów, załatwiania między sobą zatargów. Obowiązuje ich chyba jakaś niepisana zasada, gdyż zaułkiem tym potrafią się dzielić, potrafią nie wchodzić sobie w paradę - a przynajmniej w większości przypadków. Jedynie czasem znaleźć tu można jakiegoś nieboszczyka.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Sigrun Rookwood
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Zawód : łowczyni wilkołaków
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa

It's her soul I fear and not her demons for her soul is darker than any demon I've ever met

OPCM : 21
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 26
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Metamorfomag
I am insane

PisanieTemat: Re: Ślepy zaułek   11.04.18 19:49

W przeciwieństwie do niej Macnair od zawsze miał komfort niezależności i wolności wyboru; posiadał go przez sam fakt urodzenia się mężczyzną i nikt nie kwestionował jego prawa do swobody. Sigrun musiała o to zawalczyć, brutalnie wyszarpać i okupić znoszeniem kpin, ostatecznie osiągnęła zamierzony cel, lecz nie było łatwo. W domu rodzinnym miała wszak samych mężczyzn, po części to właśnie dzięki temu nosiła dziś w sobie taką siłę, nie było w niej miękkości, lecz jednako - pochodziła z rodziny konserwatywnej, a ojciec mimo wszystko był zdania, że winna zachowywać się jak na dziewczynę przystało. Chciał mieć nad nią kontrolę i moc władania jej życiem; właśnie dlatego po szkole zdecydował się wydać jedyną córkę za mąż, nie biorąc pod uwagę jej zdania choćby w najmniejszym stopniu. Wykorzystał fakt, że nie miała wtedy ani pracy, ani pieniędzy, była wciąż bardzo młoda i czuła przed nim silny respekt; wierzgała, kiedy siłą zaciągał ją pod ołtarz, lecz ostatecznie uległa i do dziś pluła sobie za to w brodę. Powiedziała jednak tak przed ołtarzem i prędko przekonała się jak wielkim było to błędem. W ostateczności problemu się pozbyła i nigdy tego nie żałowała: Alphard Montague próbował ja stłamsić, podnosił na nią rękę i gwałtem przymuszał do bliskości, wykorzystując, że nie była jeszcze na tyle dobra w pojedynkach i nie władała podobnie dużą mocą magiczną. Musiała użyć podstępu, sięgnęła niehonorowo po kobiecą broń, którą podsunął jednak jej brat - Alphard Montague został otruty, na tyle sprytnie, by odsunąć od młodej żony wszelkie podejrzenia. Wszystkie objawy wskazywały na egzotyczną chorobę, której najpewniej nabawił się podczas zagranicznej podróży. Kilka dni później usta posmarowane łzami nimfy łgały tak przekonująco, a cz wylały tyle fałszywych łez, że wszyscy Sigrun żałowali, powtarzali biedna, młoda wdowa, musiała go kochać!, a ona jeszcze tej samej nocy legła w łożu brata, otwierając butelkę szampana. Odczekała odpowiednią ilość czasu, nim wróciła do panieńskiego nazwiska, tłumacząc swą decyzję brakiem potomstwa - któremu nie pozwoliła przyjść na świat, bo zabiła je w swym łonie eliksirem Rue.
Po wszystkim poczuła jednak ulgę, ogromną ulgę, uwolniła się spod jarzma zarówno ojca, jak i męża, a dzięki Skale, którą otrzymała w spadku i złocie po małżonku, mogła zacząć pierwsze kroki nie będąc zależna od nikogo. Dzięki temu stała dzisiaj tu, o boku Drew, mogąc mieć w dupie wszelkie konwenanse i walcząc o wspólne idee na równi z mężczyznami.
Na pytanie Drew skinęła jedynie i machnęła ręką; nie pożaliłaby się nawet wtedy, kiedy bolałoby jak cholera, nie zwykła przyznawać się do słabości. Humor poprawił jej fakt, że Macnaira anomalia także nie oszczędziła, a z nosa ciekła mu krew. Jeśli nie przejdzie, będą musieli wstąpić do lecznicy Cassandry, licząc, że będzie w niej obecna.
- Żwawo, żwawo - pogoniła złośliwie niezbyt świadomego Todda, który podążał u ich boku posłusznie jak pies.
Żar lejący się z nieba nie stracił na mocy, wciąż było cholernie gorąco; jeśli tylko miałaby w sobie jakiekolwiek pokłady empatii, może i zaczęłaby Toddowi współczuć, kiedy tak spoglądała jak bierze się do roboty - wziął łopatę w dłoń i dołączył do innych pracowników, by zaczął kopać dół pod fundamenty. Ona sama wraz z Macnairem usadowiła się w cieniu, odebrała od niego piersiówkę i pociągnęła zeń zdrowo.
- Słyszałeś, że ostatnio Jastrzębie zwyciężyły z Katapultami? - zagadnęła jak gdyby nigdy nic, oddając mu piersiówkę i przysiadając na leżącym wolno pustaku, po czym sięgnęła znów po paczkę z papierosami. - Komu kibicujesz? - spytała mrużąc oczy; musiała wiedzieć, bo drużynie, której nie znosiła, jako prawdziwy kibic będzie musiała spuścić mu bęcki.





A witch ought never to be frightened in the darkest forest, because she should be sure in her soul thatthe most terrifying thing in the forest was her

Powrót do góry Go down
Drew Macnair
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 12
UROKI : 9
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 30
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Ślepy zaułek   17.04.18 22:52

Każdy miał za sobą jakąś przeszłość. Niektórzy mogli pochwalić się tą kształcącą, rodzinną i wyrozumiałą, inni zasłaniając się za murem pragnęli ukryć samotność, obłudę oraz ponaglające tradycje często nienoszące za sobą żadnych pozytywnych skutków. To właśnie ona niosła za sobą najwięcej przyszłościowych konsekwencji; kształtowała charakter, osobowość, sposób podejścia do świata i ludzi oraz poglądy prędzej czy później przeradzające się w czyny. Osoby usilnie twierdzące, iż same zapisały kartki swej historii były w błędzie albo żyły w zwykłym kłamstwie zasłaniając się maską swej rzekomej indywidualności. Najwcześniejsze lata miały kluczowe znaczenie i oni – choć w tak odmienny sposób – przekonali się o tym wyjątkowo mocno.
Macnair miał wolną rękę i choć wielu zapewne zazdrościło mu owej swobody to nie przyniosła ona nic innego jak czysty egoizm zakorzeniony w egocentryzmie. Nie potrafił przebić się przez ścianę własnych myśli, hierarchii wartości i celów stanowiących dla niego bezsprzeczny priorytet, nawet kiedy za rogiem toczyła się prawdziwa wojna. Lojalność stanowiła wyzwanie, próbę której musiał się podjąć bez pewności jej powodzenia i mimo znajomości wysokości ceny nie był w stanie poświadczyć najcenniejszym darem – życiem – za uczciwość własnego podejścia. Starannie ważył uwielbiane przez siebie ryzyko, znał zasady wielkiej gry, a mimo to umysł potrafił płatać figle czerpiąc z fundamentalnych, utrwalonych w nim historii.
Sigurn, względnie podobna do szatyna, czerpała swą inspiracje, sens działania z zupełnie innych sfer – nienawiści. Drew takowej nie znał, była mu obca. Gardził, ale przy tym nic nie czuł, okrywał hańbą, choć ta stanowiła dla niego jedynie definicję.
Zapewne gdyby siedzieli przy ognistej, a w tle rozciągałby się nikotynowy dym miejscowo przerywany przez liczne słowa opisujące jej przeszłość, spodobałoby się mu. Rzadko jakiekolwiek opowieści budziły w nim chęć dalszego słuchania, jednak ta była na tyle ciekawa i pozbawiona wszelakich granic litości, że nie mógłby przejść obok niej obojętnie. Wschód dał mu prawdziwą lekcję szacunku wobec kobiet i ich siły wskutek czego przestał lekceważyć ich możliwości wbrew ówczesnemu podejściu. Eliksir stałby się jego bestsellerowym fragmentem.
Spostrzegając ironiczne ogniki w oczach dziewczyny, spowodowane najprawdopodobniej widokiem jego krwi, zmrużył oczy w ostateczności wywracając nimi w nonszalancki sposób. Pozostawił komentarz dla siebie nie z uwagi na jakiekolwiek bariery, a Todda który mimo zaklęcia wciąż mógł kodować niektóre słowa.
-Nie.- stwierdził bezceremonialnie czując w kościach, że wizerunkowo oberwie mu się za brak podstawowej wiedzy w sportowych kwestiach. Nie był znawcą, daleko było mu od fana – jego zdaniem było o wiele więcej ciekawszych i przynoszących korzyści zajęć, jak oglądanie durnych meczów obarczonych nudnymi zasadami fair-play. -Tłuczkom.- rzucił zerkając ponownie w jej kierunku. -Jak lecą w stronę szlamy.- precyzując myśl przejął piersiówkę, której zawartość już po chwili wypełniła jego usta. -A ty?- zagaił, choć zupełnie go to nie interesowało. Mieli dużo czasu nim Todd spełni ich oczekiwania, toteż lepszym było spędzić go na luźnym dialogu niżeli mozolnej ciszy.







The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Powrót do góry Go down
Sigrun Rookwood
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Zawód : łowczyni wilkołaków
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa

It's her soul I fear and not her demons for her soul is darker than any demon I've ever met

OPCM : 21
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 26
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Metamorfomag
I am insane

PisanieTemat: Re: Ślepy zaułek   22.04.18 17:07

Nie mylił się z przypuszczeniem, że jego wizerunek mężczyzny ucierpi w oczach Rookwood przez wyznanie, że nie słyszał, z wyraźną sugestią, że niewiele go to interesuje; bo jak to tak, aby nie interesował się sportem? I to quidditchem - najszlachetniejszą ze wszystkich czarodziejskich dziedzin sportu? To nie do pomyślenia. Skrzywiła się w znacznie, w grymasie na poły zdziwienia, na poły dużego zniesmaczenia, unosząc przy tym jedną brew; fakt, iż poznała w życiu kilku już mężczyzn, którzy także nie przejawiali sportem najmniejszego zainteresowania, nie sprawiał, że podchodziła do tego bardziej przychylnie. Sama w quiddtchu była rozmiłowana od lat najmłodszych. Trudny, aby było inaczej, jeśli miało się czterech starszych braci, a w domu brakowało kobiecej ręki; latać na dziecięcej miotełce nauczyła się najpewniej szybciej, niż chodzić, a jeszcze przed pójściem do Hogwartu była pewna, że będzie grać w szkolnej drużynie - na pierwszym roku rzecz jasna dołączyć nie mogła, lecz przyjęto ją później, na pozycję ścigającej, którą pozostała do końca szkoły. Przez ostatnie dwa lata piastowała nawet rangę kapitana i zdobyła ze swą drużyną Puchar Domów; myślała nawet o karierze zawodowej, lecz marzenia roztrzaskały się niczym szkło w zderzeniu z rzeczywistością - aż tak dobra w tym nie była. Została stworzona do innych rzeczy, z tym musiała się pogodzić i pozostało jej jedynie kibicowanie.
Chciała już zrugać Macnaira za to bluźnierstwo, lecz zdołał rozbawić ją odpowiedzią. Złośliwie tłuczki roztrzaskujące czaszki i kończyny szlam, zdrajców kwi i mugoli były niezwykle rozkoszną wizją; pamiętała aż za nadto jak ogromny to ból, kiedy ta paskudna piłka, podkręcona przez dobrego pałkarza, uderzy w twoją rękę. Roześmiała się cicho, w uśmiechu odsłaniając zęby i wyraźną przerwę pomiędzy jedynkami. - Niech Ci będzie - przytaknęła, łaskawie nie zamierzając drążyć tego tematu. - Harpiom z Holyhead, oczywiście - odpowiedziała bez zawahania i z mocą; nie mogło być inaczej - jako kobieta silna i niezależna musiała kibicować najbardziej feministycznej drużynie na całym kontynencie. Skoro Macanir kibicem nie był, z pewnością nie wiedział jakiej krwi była ścigająca; to Sigrun przeszkadzało, lecz pominęła ten niewygodny fakt milczeniem.
- Zdobędą mistrzostwo w tym sezonie, jestem pewna - powiedziała, wyciągając ku Drew władczo rękę, by znów podał jej piersiówkę - dzień przed nimi był długi, zachęciła go więc gestem, by przysiadł obok - by oboje mogli przyglądać się Toddowi, kopiącemu doły pod fundamenty Białej Wywerny z niezwykłą zawziętością.


| zt x2





A witch ought never to be frightened in the darkest forest, because she should be sure in her soul thatthe most terrifying thing in the forest was her

Powrót do góry Go down
Magnus Rowle
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle https://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a https://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper https://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow https://www.morsmordre.net/t4652-skrytka-bankowa-nr-1118 https://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
Zawód : reporter Walczącego Maga
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Dotknij mnie tam, gdzie uważasz, że
może być serce
Rozetnij żebra, częstuj się,
bierz
co chcesz
OPCM : 20
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 36
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ślepy zaułek   15.08.18 20:55

Mało brakowało, a roześmiałby się w głos, zbywając dezaprobatę Deirdre miną kogoś znacznie mądrzejszego od niej. A na pewno w tej dziecięcej kwestii: kształcenie panienek hodowanych na ewentualne żony arystokratów (czystokrwiści i ich nadzieje) nie omijało pozornie nieprzyjemnego elementu okrucieństwa. Rozkoszne, że niby przed tym kobieta próbowała ochronić Febe, której mitami przecież tłumaczono świat - jakiego wkrótce miała stać się częścią. Odwzajemnił więc hardo drgnienie tęczówek, wytrzymując bez mrugnięcia okiem to taksowanie wzrokiem, nagradzając za to dziewczynkę enztuzajstycznym zainteresowaniem. Krótkim, bo po chwili już wiotczała, jak za szybko ścięty kwiat, dosłownie więdnąc mu w ramionach. Drgnięcie szczuplutich barków, ugięcie nóżek, wypuszczenie z drobnej dłoni szczęśliwego kamyka ze sklepu ojca; całe szczęście, zachował dobry refleks, ratując ich laboratoryjnego szczurka przed zakrwawieniem główki na nierównym bruku. Czubkiem buta trącił domniemany talizman - czyżby zguba przesądziła o losie dziewczynki?
-Mała jest w dobrych rękach - zapewnił czule, w podobnym tonie odwzajemniając troskę Deirdre. Modelowa rodzina niepodobnych sobie ludzi: skośnoka, strzelista kobieta, śniady brodacz i grecka nimfetka, na pewno nie zapisali się w pamięci nielicznych przechodniów przemykających Pokątną o tak wczesnej porze.
Niezauważalnie przyśpieszył kroku - należało jak najprędzej zniknąć z horyzontu, a subtelna aluzja Tsagairt nie pozostawiała żadnych wątpliwości w odczytaniu intencji. Obrali drogę na Nokturn, prędko kryjąc się w mało uczęszczanym przejściu i wychodząc z jednej z bocznych odnóg tej plugawej alei. Opustoszałej, jedynie wiatr pogwizdywał smętnie, tarzając po kostce pogniecione strony z wczorajszego Proroka, donoszącego o zaginięciach i ponurych mordach. Trafnie, wyjątkowo ministerialne suki strzeliły w punkt, chociaż prawdziwe rewelacje dopiero miały nadejść.
-Przygotowałaś już dla niej pokoik? - spytał, im ciaśniej stłoczy się badawcze kundelki, tym lepsze efekty socjalizacji zdołają osiągnąć - i co z rodzicami? Nie wygląda na niechcianą - zauważył, o ile wychudzone sylwetki niedorosłych czarodziejów intensywnie czuł zabiedzeniem, tak Febe wręcz promieniowała niesończoną dziecięcą energią. Nadgorliwy i tęskniący ojciec nie był naturalnie problemem nie do rozwiązania, aczkolwiek Rowle wolał dmuchać na salamandry - dyszący nad karkiem tatuś nie miał kwalifikacji do pomocy w ich przedszkolu.


Powrót do góry Go down
Deirdre Mericourt
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Zawód : służebnica króla
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa


I've tasted blood and I want more


OPCM : 35
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 46
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
I will eat you alive

PisanieTemat: Re: Ślepy zaułek   15.08.18 21:13

Dobre ręce Magnusa troskliwie gwarantowały Febe przyjemną podróż w mroczne nawet o poranku zakamarki Nokturnu. Wysokie, nadgryzione wybitym zębem czasu kamienice rzucały długie cienie na wąziutką uliczkę, jaką szybko przechodzili, zmierzając do tylnego wejścia Gwiezdnego Proroka. Gdy już znaleźli się w komfortowym - acz wątpliwie przyjemnym - aromacie śmiertelnej części magicznego Londynu, Deirdre zmyła z twarzy zatroskany uśmiech, płynnie powracając do swej obojętnej maski. Jedynie czarne oczy czujnie omiatały otoczenie, była gotowa w każdej chwili zareagować odpowiednim zaklęciem na jakiegoś nagabującego ich męta. Rowle niósł w ramionach dziecko, nie dobyłby różdżki tak szybko, zresztą Tsagairt wyczuwała, że w kwestiach obronnych może go już przerastać. Świadomość górowania nad arystokratą w zakresie czarodziejskich umiejętności sprawiała jej satysfakcję, chociaż i tak uznawała towarzyszącego jej mężczyznę za zdolnego maga. Inny nie zasłużyłby na Mroczny Znak, wyróżniał się z tłumu poświęceniem i talentem.
Także tym opiekuńczym, niósł Febe z ojcowską wprawą. Zerknęła na niego przez ramię. - Bez wątpienia - Kto jak kto, ale Magnus zasługiwał na miano rodzica roku. Ciekawe, czy bezwładne ciałko przypominało mu ukochane córeczki, zapewne wylegujące się teraz w ciepłych łóżeczkach i marudzące na temat opóźniającego się słodkiego śniadania.
- Mulciberowie zajmują się kwestiami technicznymi - odpowiedziała, traktując pytanie Rowle'a całkiem poważnie. To oni rozdzielali pokoiki, zaadaptowali też Gwiezdnego Proroka do pełnienia funkcji diabelskiego przedszkola. Sama zadbała jedynie o to, by zabawki, zabrane z domu bliźniąt, porozmieszczać w pomieszczeniach sypialnianych. Ot, porozrzucane miśki, nieco zatęchłe pluszowe jednorożce - zapobiegawczo wyrzuciła do śmieci drewniane klocki, kto wie, z jakimi siłami mogli mieć do czynienia, a rozpędzony prostokąt o ostrych krawędziach mógłby stać się prawdziwie niebezpiecznym narzędziem przypadkowego mordu na opiekunach. - Nie martw się, rodzice nie będą się niepokoić. Nie teraz - prawie wzruszyła ramionami; anomalie najmocniej oddziaływały na dzieci, zdarzały się dziwne teleportacje w odległe rejony kraju, tajemnicze zniknięcia, gwałtowne wyładowania, zamieniające niepełnoletnich w dziwne zwierzątka. Tsagairt skręciła jeszcze raz w boczną dróżkę, prawie niewidoczną dla ludzi nieznających nokturnowego labiryntu, i wyszła wraz z Magnusem na ciemny zaułek na tyłach Gwiezdnego Proroka. Przystanęła przy obsypujących się schodkach i odwróciła się przodem do czarodzieja, unosząc bladą dłoń obciążoną krwawym pierścieniem, by poklepać dziewczynkę po twarzy. Dalej nie dawała znaku życia, anomalia odebrała jej siły; Dei westchnęła cicho, ciekawa, czy Mulciberowie sprowadzą do niej uzdrowiciela. - Jeśli chcesz, myślę, że możesz coś umeblować. Ja się na tym nie znam - powróciła do pierwszego pytania, zastanawiając się nad tym, czy kolorowe ściany mogłyby jakoś pomóc w wydobywaniu z dzieci ich umiejętności. - Chodźmy - zdecydowała, ostrożnie stawiając kroki na stopniach, by w końcu znaleźć się tuż przy drzwiach. Przytknęła różdżkę do zamka i wykonała kilka odpowiednich, znanych tylko kilku osobom, gestów, by zamek ustąpił i mogli skryć się w swym nowym miejscu pracy.




there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Powrót do góry Go down
Magnus Rowle
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle https://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a https://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper https://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow https://www.morsmordre.net/t4652-skrytka-bankowa-nr-1118 https://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
Zawód : reporter Walczącego Maga
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Dotknij mnie tam, gdzie uważasz, że
może być serce
Rozetnij żebra, częstuj się,
bierz
co chcesz
OPCM : 20
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 36
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ślepy zaułek   21.08.18 23:04

Nie czuł, jakby cokolwiek mu ciążyło. Może poza chmarą myśli, otaczających głowę, jak stado wygłodniałych sępów czyhających na rychły żer: otulone lnianą sukienką drobne ciałko ważyło niewiele i równie dobrze Magnus mógłby dźwigać szmacianą lalkę o wymiarach małego człowieczka. Kroczył prędko, lecz uważał przy tym na bezpieczeństwo dziewczynki; majtające nogi nie miały prawa zahaczyć o żeliwną poręcz zardzewiałych schodów, ramionko zadrasnąć się o chropowaty róg kamienicy, a rajstopki podrzeć w kontakcie z szorstką powierzchnią obdrapanych schodków. Był odpowiedzialny za Febe, choć to Deirdre wiodła prym w ich przeprawie, bez niej wszak nie wydostałby dziecka z jej domu, nie zdołałby skłonić do przechadzki tropem smakowitych łakoci. Wtopiona w nokturnowy mrok Tsagairt wyglądała znacznie naturalniej, a zarazem, znacznie neutralnej. Obojętny odczyn, przy czym ambiwalentny także dla Magnusa, absolutnie skupionego jedynie na robocie. Pariaskie określenie stało mu się dziwnie miłe, zawierając w sobie faktyczną orkę, brud i wysiłek. Nie wykonywał pracy, to było coś ponad, coś, co uszlachetniało go (w jego własnych oczach) bardziej, od odziedziczonego tytułu, bardziej od błękitnej krwi krążącej w jego żyłach. Troskliwie objął główkę Febe, by bezwładnie nie obijała się o jego ramiona i przerzucił ciemne warkocze na jedną stronę - spinki mogły boleśnie wbijać się w skórę, a dziewczynka nie powinna zbudzić się tak niemiłym bodźcem.
-Kobieca ręka jest nieodzowna w każdym domu - stwierdził łagodnie, całkiem eufemistycznie nazywając Gwiezdnego Proroka. Lecz czy nie tym właśnie stanie się dla biednych, wychudzonych i zaniedbanych dzieci? Ponure ściany straszyły, podłoga jęczała ostrzegawczo, niemal zapadając się pod ciężarem stanowczych kroków, a poplamione lustra zakrzywiały i tak zatęchłą, wilgotną rzeczywistość: wkrótce dzieci się przyzwyczają, a może nawet i polubią to miejsce i nowych opiekunów. Na pewno nikt nie poświęcił im tyle uwagi, ile doświadczą teraz - to nic, że na swoją zgubę.
-Czyżby? - ośmielił się wątpić, uniósł brew, wpatrując się w jej twarz bez wyrazu. Magnus dla swoich dzieci poruszyłby niebo i ziemię, a historie krążące w opasłych tomiszczach mówiły, że prostaczkowie mieli o wiele więcej miłości dla potomstwa niż oni - panowie. Jedyne drogocenne skarby, jedyny majątek, jedyna troska, Rowle doskonale rozumiał i dlatego też nie dowierzał optymistycznym prognozom Deirdre. O ile dziwce odejdzie kolejna gęba do wyżywienia, tak dorobkiewicz z Pokątnej nie zareagowałby na brak dziecka spokojem.
Wszedł za Deirdre do zapuszczonego korytarza i prowadzony dalej zatrzymał się dopiero w pustym, nie licząc masywnego łóżka z mosiężną ramą szarego pokoju. Bura była nawet pościel, w jakiej delikatnie ułożył dziewczynkę, jeszcze mogła odpoczywać, jeszcze oddychała wolnością.
-Mulciberowie zajmują się kwestiami technicznymi - przypomniał, w Proroku był tylko gościem i nim chciał pozostać. Szarogęszenie się w posiadłości Ramseya, niezbyt dobry pomysł, zwłaszcza, że działałi dla Niego.


Powrót do góry Go down
Deirdre Mericourt
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Zawód : służebnica króla
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa


I've tasted blood and I want more


OPCM : 35
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 46
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
I will eat you alive

PisanieTemat: Re: Ślepy zaułek   22.08.18 8:36

Odkąd ich stosunki uległy rozluźnieniu, Magnus wydawał się dojrzewać - a raczej próbować pokonać Deirdre jej własną bronią. To nic, że wcale nie sięgała po miecz obosieczny, w końcu pozwalając sobie na bycie w pełni sobą, zdystansowaną, nudną i niewartą odwrócenia głowy za smukłym ciałem: Rowle miał na ten temat inną opinię, z jaką nie zamierzała walczyć. Był przydatny. Zaufał mu Czarny Pan, zaufali mu także Mulciberowie, wykorzystując wysoką szlachecką pozycję do dodatkowego zabezpieczenia działań w Gwiezdnym Proroku. Galeony otwierały wiele drzwi, tak samo jak koneksje szanowanego eseisty oraz budzące szacunek i grozę nazwisko lorda Cheshire. Rozumiała potrzebę posiadania Magnusa blisko, sama także uważała, że jest więcej niż przydatny - gdy tylko panował nad swymi rozbuchanymi emocjami, zamieniającymi go w impulsywnego młokosa, stanowił przyjemne towarzystwo. Zwłaszcza, gdy opowiadał o historii magii lub komentował polityczne wydarzenia, z werwą i wrodzoną bezpośredniością.
Dziś nie mieli okazji podyskutować na żadne z tematów, lecz i w zatęchłych uliczkach Nokturnu Rowle wykazywał się swoją przydatnością do zużycia. Niósł Febe dzielnie, bez narzekania, delikatnie i ostrożnie, niczym własną córkę. - Moje dłonie czynią cuda w zakresie uspokajania - odpowiedziała beznamiętnie, zdając sobie jednakże sprawę z lekkiej dwuznaczności. Mężczyzna mógł odebrać to jako werbalny gest dobrej woli, wiedziała przecież, jak lubi utarczki słowne, nawet tak niskich i wątpliwie cnotliwych lotów. Nie flirtowała, po prostu wykazywała dobrą wolę na takim poziomie, by nawet Rowle był w stanie to odebrać.
Zamek ustąpił z cichym trzaskiem i w końcu znaleźli się w środku, w nieco zakurzonym korytarzu; w miejscu cichym - na razie - i przygnębiającym. Gdyby Febe nie utraciła przytomności, jej słodka buźka wykrzywiłaby się w grymasie przerażenia. Anomalia łaskawie pozwoliła jej przejść do nowej rzeczywistości łagodnie, tak łagodnie, jak postępował z nią Magnus, układając ją na łóżku w jednym z pustych pomieszczeń. Deirdre przystanęła w drzwiach, uważnie obserwując powoli oddychającą dziewczynkę, a następnie rozejrzała się po pokoju, upewniając się, że nie ma tu żadnych przedmiotów, które mogłaby użyć do skrzywdzenia siebie - oraz okien. Wątpiła, by grzeczna Febe planowała wybijanie szyb i ucieczkę w mroki Nokturnu, ale wolała dmuchać na zimne i nie dopuścić do zniknięcia tak uroczego króliczka doświadczalnego. - Gdybyś tylko każde moje słowa cytował tak drobiazgowo - westchnęła cicho, zaplatając ręce na piersi i wspierając się ramieniem o framugę. - Masz rękę do dziewczynek - skomentowała, parafrazując jego poprzednie słowa. Spoglądała na prostującego się znad materaca Rowle'a z lekkim uśmiechem, standardowo nie obejmującym czarnych, pustych oczu. Wykonali dziś dobrą i sprawną robotę a anomalia pomogła im w bezproblemowym przetransportowaniu materiału do badań w bezpieczne miejsce.




there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Powrót do góry Go down
Magnus Rowle
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle https://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a https://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper https://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow https://www.morsmordre.net/t4652-skrytka-bankowa-nr-1118 https://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
Zawód : reporter Walczącego Maga
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Dotknij mnie tam, gdzie uważasz, że
może być serce
Rozetnij żebra, częstuj się,
bierz
co chcesz
OPCM : 20
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 36
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ślepy zaułek   22.08.18 21:51

Kontak z Deirdre wymagał z jego strony bezustannego baczenia na słowa, gesty, porywczą mimikę śpieszącą przed myślą. Fizycznie odcinał się umiejętnie, dbając by pod żadnym pozorem nie dotknąć jej ramienia, nie otrzeć się ciałem o jej ciało: elegancka gala była za nimi, więc skrzętnie nadrabiał dystans, licząc że za podwojoną odległością nic nie zdoła wytrącić go z równowagi. Wymiana kurtuazyjnych muśnięć bladych policzków wąskimi wargami nie wchodziła w rachubę - nawet cieszył się, że ręce ma zajęte figurką dziewczynki, bo w przeciwynym razie obronnie zaplótłby je na piersi, demonstracyjnie ukazując, że stoi ponad. Ponad męską zuchwałością, ponad jej oceną [/i]jego[/i] osoby. Konflikt wewnętrzny mógł namieszać w poukładanym konspekcie ich współpracy, dlatego na pierwszy plan przerzucał jasne strony. Wyraźne, barwne kształty sumienności. Lojaloności. Bezgranicznego oddania. Mógł na niej polegać, bez dwóch zdań położyłby swe życie na szali, gdyby za przeciwną część odpowiadała Deirdre. Gdy szli do walki, Mroczny Znak czerniejący dumnie na ich przedramionach spajał ich więzią równie mocną i niezbywalną, jak Przysięga Wieczysta. Złożyli ją razem, złożyli swemu Panu, ale także sobie, każdemu Śmierciożercy bez wyjątku - służyli Jemu, ale i sobie nawzajem. Scysje sprzed laty (bo nie było do czego wracać) rozłożyły się, wsiąknęły w grunt, z trucizny stając się użyźnieniem. Co nie zabije, to wzmocni, może Rowle był ze stali, jak goblińskie artefaky, chłonąc jedynie dobrą pożywkę.
-Przy tych kruszynkach będziesz musiała wspiąć się na wyżyny swej sztuki - odparł równie beznamiętnie, nie podtrzymując gry podszytej znajomym zabarwieniem. Wyszli z Wenus i już nigdy do niego nie wrócą. Prawie skusiła go tym przyzwoleniem do zabawy, acz szczerze przejmował się losem dzieci, które były dla niego ważniejsze, niż kopanie pod sobą dołków kpiącącą retoryką. W przyjacielskim, miłym do przełknięcia wydaniu.
Okrył Febe porwanym kocykiem, przysiadając na skraju łoża, jęczącego pod jego ciężarem. Zatęchły, zapleśniały materac nie radził sobie z mężczyzną, który zaplótł sobie długie nogi w kostkach, raz jeszcze omiatając wzrokiem pomieszczenie i zatrzymaną w rogu kobietę. Pokój był irracjonalnie pusty, porażająco szpitalny, szokująco surowy, a kolumna oschłej Azjatki u progu wpędzała Magnusa w poczucie, że oto stoi w prszedsionku piekieł, strzeżonym przez Cerbra. Gołe, porysowane ściany, skrzypiąca podłoga, chłód bijący od nieszczelnych okien i stały nadzór, oto, co czeka dzieci w tej niewidzialnej klatce pod wdzięczną nazwą.
-Mam. Od dwudziestu lat się nimi zajmuję - powiedział miękko, odwzajemniając jej spojrzenie. Inaczej, hardo, trochę prowokująco, ale i na tyle ostrożnie, by nie wywołać oburzajacej burzy i miotania złowrogimi klątwami - jeśli dziewczynki będą sprawiać kłopoty, polecam się - dodał obojętnie, przypalając papierosa i zadymiając i tak już duszne pomieszczenie porcją siwych oparów.


Powrót do góry Go down
Deirdre Mericourt
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Zawód : służebnica króla
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa


I've tasted blood and I want more


OPCM : 35
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 46
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
I will eat you alive

PisanieTemat: Re: Ślepy zaułek   23.08.18 8:35

Zachowawczość Magnusa budziła w niej zarówno rozbawienie jak i pewnego rodzaju dumę - udało się jej wychować krnąbrnego, uroczego szczeniaka, oduczając go znaczenia terenu i przykrego podgryzania po łydkach. Zapewne zbyt wielką wagę przykładała do swych działań, mających na celu wytyczenie im obojgu równej drogi ku bezproblemowej współpracy, ale nie mogła pozbyć się wrażenia, że odrzucenie, którego doświadczył Rowle, miało dla niego spore znaczenie. Bolesne nauczki, zwłaszcza, gdy przypominały o równie nieprzyjemnej przeszłości, potrafiły działać zbawiennie, sama doskonale o tym wiedziała.
- Dzieci i mężczyźni mają wiele wspólnego - podsumowała pogodnie, do obydwu gatunków podchodziła z podobnym pobłażaniem, zdając sobie sprawę z istnienia jednostek wyjątkowych, przeczących pogardliwym opiniom na temat nierozgarniętych brzdąców i samców myślących wyłącznie swym przyrodzeniem. Liczyła, że poradzi sobie z przeciwnościami losu, objawiającymi się w płaczu, strachu oraz morderczej dla dzieci nudzie. Zmuszała się do dużo gorszych, obrzydliwych czynności niż tulenie zaszlochanych buziek - za osiągnięcie potęgi potrafiła zapłacić wysoką cenę. Czy Magnus także potrafił złożyć podobną ofiarę? A może już takiej dokonał, odpuszczając samcze zapędy? Przyglądała mu się z uprzejmym zainteresowaniem. Siedząc na stęchłym łóżeczku, z długimi nogami wyciągniętymi niemalże na połowę pokoju, w eleganckim płaszczu i lśniącymi od pomady wypielęgnowanymi włosami pasował tutaj jak tłuczek do nosa. Eleganckie salony i wystawne bankiety zamienił na zakurzoną, zapomnianą przez Merlina i nokturnowych żuli norę w centrum śmierdzącego Londynu. I chociaż wyglądał groteskowo, niczym postać wycięta z francuskiego żurnala tylko po to, by wkleić ją w ramę okienną taniego projektanta o dwóch lewych dłoniach, to jednocześnie wydawał się bardzo na miejscu. Przejęty obowiązkami, które ich czekały.
- Dwudziestu? - zmrużyła oczy. Z tego, co pamiętała, jego córeczki miały po kilka lat, ale nie zamierzała drążyć tematu i wnikać w skrywane i bardzo popularne fetysze dotyczące uroczych nimfetek. - Myślę, że poradzimy sobie bez klapsów twardą ręką i wysyłania na dwa dni w mroki lasów Cheshire - odpowiedziała, odnosząc się do ostrego wychowania Rowle'ów, brutalnie wymierzającego kary swym latoroślom. Nie wiedziała, czy Magnus odebrał je na swojej szlachetnie bladej skórze, lecz i w to nie zamierzała się zagłębiać. - Zostanę z nią i poczekam na Ramseya - powiedziała po chwili ciszy, odsuwając się od framugi, subtelnie oferując Rowle'owi szansę powrotu do swych obowiązków. W odróżnieniu od arystokraty miała ostatnio wręcz nieograniczone pokłady czasu, który wolała zabić tutaj niż zmarnować na tęsknym oczekiwaniu w Białej Willi.




there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Powrót do góry Go down
Magnus Rowle
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle https://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a https://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper https://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow https://www.morsmordre.net/t4652-skrytka-bankowa-nr-1118 https://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
Zawód : reporter Walczącego Maga
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Dotknij mnie tam, gdzie uważasz, że
może być serce
Rozetnij żebra, częstuj się,
bierz
co chcesz
OPCM : 20
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 36
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ślepy zaułek   25.08.18 10:46

Popisowo zignorował jej przytyk, wypełniając sobie usta dymem, a nie ostrą kontrą, mogącą z łatwością porozcinać przęsłą wszystkich mostów, jakie zbudowali między sobą. Po prostu patrzył: papieros ani drgnął, stabilnie trzymając się dolnej wargi, kiedy spoglądał w oczy Deirdre z czymś na kształt znudzenia tanią ironią. Prawie udało jej się go zirytować, prawie wypuszczał z rąk to, co w nich trzymał (dzięki Merlinowi, że Febe spoczywała bezpiecznie w pościeli), prawie sycząco domagał się cofnięcia żartobliwej prowokacji, w której sam zainteresowany nie potrafił oddzielić ziaren dowcipu. Mógłby to samo rzec o nich, o kobietach, lecz dyskusja o równości płci nie chciała obecnie mu przejść przez gardło. Wzruszył tylko ramionami, bez słowa, chowając niemal mordercze zapędy pod cienkim płaszczykiem milczenia. Świeżo wzniesiona cierpliwość chwiała się genialnie na glinianych nogach, ale Rowle na kimś przecież musiał ją testować. Deirdre nadawała się do tego idealnie, zapewne sądząc, że wychowawczymi rozmowami poskromiła narowistego samca. Bzdura, każde pęta nakładał sobie sam i z dobrej woli, lecz wspaniałomyślnie nie dawał jej tego odczuć. Musiała lubić tę wyimaginowaną władzę - niech się nią nacieszy, póki może. Zgasił do połowy wypalonego papierosa na okiennej ramie, dokładając się do drobnych śladów rozmaitych zniszczeń. Gdyby się postarał, odczytałby z framugi ciekawe historie: bicie głową o kant drwewna, notoryczne plamienie winem podartych firanek, a przy okazji także okiennych części, wymykanie się z pierwszego piętra po mocno podniszczonej i przerdzewiałej rynience prowadzącej w dół, na zamknięte z trzech stron podwórze. Kto mieszkał tu wcześniej? Pytanie zaadresuje do Ramseya, on będzie wiedzieć najlepiej, bo Tsagairt pewno nie zajmowała się szczegółami pozbawionymi znaczenia. Rozebrał się z długiej szaty, przerzucając płaszcz przez oparcie twardego, drewnianego krzesła i rozsiadł się na dobre, kontemplując ściany z sinym, puchnącym nalotem w lewym górnym rogu, niby kontrowersyjne obrazy Pollocka. Nigdzie się nie śpieszył - wyjątkowo - a nie zdążył dobrze zwiedzić tego miejsca.
-Zsyłka do lasu tyczy się tylko chłopców - zaoponował - i nie jako kara - dodał, uśmiechając się kwaśno, bo tak, jak bardzo nie znosił tych porzuceń, tak jednocześnie był za nie wdzięczny. Wilgotny, lecz przede wszystkim cichy las z miejsca kaźni, gdzie miał walczyć o przetrwanie, stał się nijako azylm. Schronieniem przed nadambitnym ojcem i jego niedorzecznymi wymysłami.
-Ja zostanę. Lepiej, by dziewczynka nie ciebie kojarzyła z tym miejscem. I z porwaniem - zdecydował, piszczotliwie głaszcząc Febe po ciemnych włosach. Był ciekaw szoku i rozpaczy, jaka wstrząśnie małym ciałkiem, gdy dziecko zrozumie, że już nie wróci do swego domu. Był też ciekaw siebie w zderzeniu z roztrzęsionym smutkiem, więc kategorycznie stawiał na swoim, nie zamierzając opuszczać Proroka wcześniej, niż przed cudownym przebudzeniem.

ztx2


Powrót do góry Go down
Lupus Black
avatar

Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
https://www.morsmordre.net/t4105-lupus-black https://www.morsmordre.net/t4189-lupusowa https://www.morsmordre.net/t4188-lupus#84660 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t4464-skrytka-bankowa-nr-1060#95257 https://www.morsmordre.net/t4398-lupus-black#94303
Zawód : Uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
"Znaj z odzieży - rzekł człowiek - co jestem, co mogę".
Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury;
"Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry".
OPCM : 5
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 42
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ślepy zaułek   12.09.18 9:22

/13.08

Coś poszło zdecydowanie nie tak. Wydawało mi się, że szedłem żwawym krokiem za pozostałymi, ale chyba zamyśliłem się gdzieś po drodze. Możliwe, że zacząłem rozmyślać nad tym, co zrobić dalej. Jakie badania przeprowadzić na drugim z nieboszczyków. I tak się zasłuchałem we własny umysł, że nagle skręciłem nie w tę uliczkę co trzeba. Ocknąłem się sam w pojedynkę, w dziwnym zaułku przyobleczonym mrokiem. Zamrugałem intensywnie i nerwowo poprawiłem poły szaty. Rozglądałem się, próbując dostrzec znajome twarze, ale bez skutku. Dotarłem aż pod mur, mając nadzieję, że jednak mgła skrywała choćby nikłe przejście gdzieś dalej; ale niestety nie dostrzegłem nawet szczeliny. Westchnąłem, próbując odtworzyć w głowie drogę do lecznicy Cassandry. Dopiero wtedy ruszyłem w drogę powrotną.
Cóż, jeśli naiwnie myślałem, że po prostu odnajdę właściwą ścieżkę, to się pomyliłem. Nagle jak spod ziemi wyrosło przede mną trzech obdartych chłystków z różdżkami. Zamarłem, z lekkim przerażeniem patrząc w ich brudne, nieogolone twarze, choć zarost wyglądał raczej jak u dopiero co dorastających czarodziejów, co było dziwne. Cofnąłem się o krok dostrzegając zacięcie na nieskalanych intensywnym myśleniem facjatach. I myślałem, intensywnie myślałem co dalej. Uniosłem ręce w geście poddania się, kapitulacji.
- Nie chcę zwady – odezwałem się od razu, szybko. – Myślę, że możemy załatwić to ugodowo – zaproponowałem, bardzo delikatnie unosząc kąciki ust, tak jakby na zachętę, z przyjaznymi zamiarami. Opryszki się wahały, ale ostatecznie dwóch wycelowało we mnie różdżki, a trzeci swoją opuścił chowając za pas. Będąc przy tym żywo zainteresowanym moją propozycją. Może mieli lepszy dzień, a może po prostu zauważyli, że nie wyglądałem źle. Ba, nawet nie wyglądałem jak przeciętny mag, a raczej jak ktoś z wyższych sfer. I mieli w tej opinii rację. Postanowiłem to wykorzystać.
- Wyglądacie na takich, którzy lubią pieniądze – rzuciłem po krótkiej pauzie, kalkulując, by nie użyć słowa potrzebują. To mogłoby ich obrazić, a w rezultacie rozsierdzić, czego zdecydowanie nie chciałem. Pragnąłem jedynie wrócić do kompanów, dlatego rozpocząłem śmiałe, ale przemyślane pertraktacje. – Mam w kieszeni całą sakiewkę galeonów, wyjmę ją i będzie ona zapłatą za spokojne przejście dalej, może być? – powiedziałem spokojnie, choć w środku drżałem o to, że wystarczył jeden gest, by zdenerwować chłystków do nieprzemyślanych, destrukcyjnych działań. Popatrzyli po sobie, coś mrucząc wzajemnie, ale nie słyszałem co dokładnie mówili. Chyba po to chcieli mnie napaść i ucieszyli się, że zamierzałem kooperować. Z drugiej strony nie mogłem wiedzieć, że ci czarnoksiężnicy nie byli zbyt biegli w czarach. Wolałem nie ryzykować, choć ich skłonność do rozmów wydała mi się odrobinę dziwna. Bez względu na to, co sobie myślałem, przywódca bandy, jak go w myślach nazwałem, zgodził się kiwając na mnie głową. Ostrożnie i powoli wyjąłem z kieszeni obiecane pieniądze i rzuciłem woreczkiem do niego. Tamten od razu zerknął do środka; widziałem, że aż oczy zaświeciły mu z ekscytacji. Niestety, to jednak nie był koniec. Rozzuchwaleni zażądali jeszcze rodowego sygnetu oraz peleryny, bo wyglądała na drogą. Oddałem im wszystko, co oddać mogłem, poza różdżką i resztą garderoby. Mogłem być im wdzięczny, że nie kazali mi się rozebrać do rosołu, ale wdzięczność w tym przypadku zakrawała raczej o absurd niż celowe działanie. Widziałem jednak, że jeszcze zastanawiają się co mi odebrać, ale wtedy nastąpił huk. Z knajpy nieopodal wytoczyło się dwóch osiłków, bardzo intensywnie lejących się po mordzie. Tamci spłoszeni, pewnie tym, że jeszcze awanturnicy dostrzegą ich łupy i im je odbiorą, prysnęli w jedną z uliczek. A ja dopiero wtedy dostrzegłem, że moja noga utknęła w jakiejś cuchnącej cieczy. Wyglądała na rozwodnioną krew, może rozcieńczoną szczynami, cholera wie. Skrzywiłem się lekko i jak najszybciej przemknąłem w swoją stronę, nie prowokując bijących się po zapijaczonych mordach mężczyzn. Serce biło mi jak oszalałe, ale wreszcie udało mi się odnaleźć właściwą z dróg, choć chyba minęło wieki odkąd przekroczyłem Nokturn.

z/t




If the ravens fly away, the kingdomwill fall.
Powrót do góry Go down
Drew Macnair
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 12
UROKI : 9
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 30
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Ślepy zaułek   30.10.18 15:16

18 września 56'

…dla jednych śmierć jest końcem, dla innych dopiero początkiem.

Dźwięk uderzanych okiennic, unoszący się kurz z brudnych, brukowanych uliczek i hulający wiatr pośród starych, zniszczonych uliczek. Panująca ciemność stała się nieodłącznym elementem tła historii, która dzisiaj miała zatoczyć swe koło zbierając żniwa planowane już od dawna w najskrytszych snach, w najmroczniejszych pragnieniach. Czas płynął nieubłagalnie, nie brał jeńców, nie znał kompromisu i wartości sojuszu, podobnie jak, dzierżący w dłoni piersiówkę, szatyn otoczony tytoniowym dymem.
Oczekiwanie na przybycie kompana, któremu zawdzięczał wiele szczególnie przed dziesięcioma laty, dłużyło się, choć minęła zaledwie chwila od kiedy przybył w wyznaczone miejsce. Nie do końca rozumiał z jakiego powodu chciał, aby to właśnie on towarzyszył mu tej wyjątkowej nocy, dlaczego wciąż wspomnienia kreowały go jako brata, jedynego, wiernego przyjaciela. Weryfikująca rzeczywistość deptała nędzną wiarę, miażdżyła w swej dłoni młodzieńcze marzenia i choć obecnie byli zupełnie innymi ludźmi to pewne idee pozostały nienaruszone, a plany niezmienne. Kiedyś obiecał to jemu, ale przede wszystkim sobie.
Nigdy nie oddawał się pragnieniu zemsty, nie szukał w człowieczych czynach powszechnie rozumianego dobra tudzież zła. Każdy kreując swą drogę wybierał najlepsze ścieżki, obierał szlak kierujący go do zamierzonego celu i choć nierzadko błądził to tylko wola prawdziwej, wewnętrznej walki mogła pozwolić odbić się od ściany ślepego zaułka. Szatyn napotkał ów przeszkodę, zderzył się z nią podejmując brzemię, z którym nigdy nie chciał się zmierzyć, jakiego nie planował nosić u swego boku podczas nieustannej wędrówki. Ciążyło mu, tworzyło bariery uniemożliwiające ruszenie dalej – czy to jednak miało być wyjściem? Czy czyn, którego od tak dawna pragnął się dopuścić miał stanowić ujście znienawidzonych emocji? Wierzył w to, nieustannie.
-Już czas.- wypowiedział krótko, bez charakterystycznej, kpiącej nuty w głosie, gdy spostrzegł towarzysza wyłaniającego się z ciemności. -Dlaczego zgodziłeś się?- spytał zawieszając wzrok na linii jego oczu i wyrzucając niedopalonego Stibbonsa na mokrą, od nikłych kropel deszczu, uliczkę






The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Zawód : Chwilowo bezrobotny
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Tańcz na me skinienie, rozświetl czernię nocy, rozgoń mroczne cienie, oświetl drogi kręte, ciemne skrzyżowania, a pobocza wyrwij z nocy panowania.
OPCM : 35
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 45
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Ślepy zaułek   01.12.18 12:57

Prośba, propozycja... nie wydawały się bardziej znaczące i szczególne niż te, które do tej pory mu składano. Kolejny mord z zimną krwią. Ale choć brzmiało to trywialnie, nie było bez znaczenia dla Macnaira. Nie myślał, aby był mu cokolwiek winny, nie przyznałby też, że zgodził się przez wzgląd na stare czasy, bo nie był sentymentalny. Uznał propozycję za atrakcyjną i zgodził się ją przyjąć bez wahania. Bo któż byłby lepszym towarzystwem dla zabójcy, niż on. Inny zabójca, pozbawiony skrupułów, uczuć, sumienia czarnoksiężnik? Wiele ich łączyło. Niegdyś, choć to już nieważne, przede wszystkim dziś i na podstawie tego, co trzymało ich blisko siebie teraz winni sobie pomagać.
Pokonał tę niedużą odległość pieszo — opuścił Gwiezdnego Proroka tuż po tym, jak upewnił się, że mieszkające pod podłogą dzieci są żywe i jeszcze względnie zdrowe. Pogoda zaczynała się załamywać. Do tej pory upalne wręcz noce stawały się coraz zimniejsze, co przyjął z niewysłowionym poczuciem ulgi. Powietrze znów zaczynało przyjemnie chłodzić jego płuca, choć śmierdzące, wypełnione pyłami, zawiesinami wszystkiego, co palono w kominkach nie było najprzyjemniejsze. Kroki stawiał miękko, nie towarzyszył im stukot obcasów o wilgotny bruk. Cieplejszy płaszcz również nie szeleścił, otulając go szczelnie. Papierosa wyrzucił przed siebie, kiedy tylko sylwetka Drew wyłoniła się z mgły. Odwlekał moment przyjrzenia mu się wnikliwie, dopóki nie będzie bliżej. Pozwolił mu wpierw na własną ocenę, oględziny i próbę analizy nastroju i wyrazu twarzy, oczywiście nie ułatwiając mu przy tym zadania. Jego mina, jak przez większość czasu, nie wyrażała niczego. Rozejrzał się dookoła i dopiero wtedy spojrzał na Drew. On, jak jego lustrzane odbicie patrzył na niego, odrzucając papierosa gdzieś w bok. Zbyt wcześnie ich spojrzenie się spotkało — a teraz, mierząc się z nim wzrokiem, winien mu odpowiedzieć. Aroganckie zlekceważenie nic by tu sensownego nie wniosło, ani niczego nie udowodniło. Ani jednemu, ani drugiemu.
— Potrzebujesz niańki, a tak się składa, że mam wolny wieczór. Coraz lepiej sprawdzam się w tej roli — stwierdził, powstrzymując pojawiający się uśmiech w połowie. Lewy kącik ust wygiął się w zamarzłym, szelmowskim uśmiechu. — Prowadź.
Doskonale znał powody, dla których Drew chciał to uczynić. On sam wiele lat nosił się z zamiarem, aby zjawić się u własnej matki i sprawić, aby jego twarz była ostatnią, na jaką kiedykolwiek spojrzy. Chciał ujrzeć to w jej oczach. Chciał wiedzieć, co w nich zobaczy. Odwlekał to jednak. Dziś dla niego młodzieńcze emocje, wrzawa, nienawiść i gniew nie miały znaczenia. A jeśli by to uczynił to z zimnej satysfakcji. Cokolwiek popychało do tego Drew - rozumiał to. On sam był kowalem własnego losu.





pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Powrót do góry Go down
Drew Macnair
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 12
UROKI : 9
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 30
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Ślepy zaułek   Yesterday at 19:36

Wiedział od początku, że dla Ramseya będzie to tylko kolejna wizyta niosąca za sobą woń śmierci, pozostawiająca krew na rękach oprawcy, który postanowił zabawić się w kata. Sam był mordercą, powszechnie wydawał wyroki i następne nie miały dla niego większego znaczenia stanowiąc jedynie dodatkowy element układanki. Trzymanie w garści innego życia mogło uzależnić, kontrola i władza kusiły nierzadko mocniej niżeli galeony, ale w tym przypadku nie chodziło o nic z wymienionych aspektów. Macnair po prostu czuł, iż musiał to zrobić.
Nie był prawym człowiekiem. Często stał w tle obserwując ostatni oddech ofiary, której podał truciznę tudzież zaklęty przedmiot lub wykonywał podobne zlecenie finalnie zaspakajając oczekiwania klienta, ale i tym samym pozbawiając najmniejszej szansy na obronę wybranej osoby. Nigdy jednak nie użył tego zaklęcia, nie wypowiedział szorstkiej, przepełnionej potężną mocą inkantacji, która gdzieś nieopodal towarzyszyła mu na co dzień. Nie było to winą jego słabości, obawy o własną psychikę, ale bariery jaką złamać mógł czyn mający niedługo nastąpić. Od dawna wiedział, że to właśnie jego rodzice dostąpią tego zaszczytu, a jego twarz będzie ostatnią jaką ujrzą w swym parszywym, przepełnionym obłudą życiu. Powinni być mu wdzięczni.
Nie odrywał spojrzenia od oczu Ramseya, z których biła obojętność, kompletny brak emocji. Dekadę temu ich ścieżki się rozeszły, każdy poszedł w swoją drogę dążąc tym samym do tego, co w ich mniemaniu było najrozsądniejsze, a przede wszystkim najbardziej korzystne. Czas ich zmienił, sprawił że musieli poznawać się na nowo próbując zaakceptować pewne zachowania i choć nie zawsze szły one w parze z własnym zdaniem, to nie mogli tego podważać. Czy była to kwestia szacunku, wzglądu na przeszłość, szatyn nie wiedział i analizować nie miał w planach. Tak już po prostu było.
-Myślałem, że za Twoją obecnością kryje się fakt, iż sam mnie do tego namawiałeś.- uniósł nieznaczni brew powracając wspomnieniami do chwili, gdy siedzieli późnym wieczorem w dormitorium rozmawiając o najbliższych priorytetach i celach. Jak dziś słyszał jego pewny ton, który utwierdził go w przekonaniu, że ów czyn wyzwoli go z sideł przeszłości pozwalając jeszcze bardziej rozwinąć skrzydła. W końcu to nic innego jak korzenie tak mocno ciągnęły go na dół i tylko chart ducha sprawił, że wówczas stał w tym miejscu.
-Tędy.- wskazał głową odpowiednie wejście, na którego widok zmroziło go od środka. Zapewne dla wielu było to głupie, niepojęte, a wręcz infantylne, jednak Macnair ignorował podobne sygnały doskonale wiedząc, co było dla niego najlepsze. Piekło, które przeżył zasługiwało na karę i to on zamierzał być pieprzoną karmą.
Wślizgnąwszy się do środka wsunął ręce w kieszenie długiej, czarnej szaty i zaczął wspinać się po schodach. Wiedział, że robił to po raz ostatni.






The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Powrót do góry Go down
 

Ślepy zaułek

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 16 z 16Idź do strony : Previous  1 ... 9 ... 14, 15, 16

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Śmiertelnego Nokturnu-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18