Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematuShare
 

 Arena Carringtonów

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Arena Carringtonów - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Arena Carringtonów - Page 3 Empty
PisanieTemat: Arena Carringtonów   Arena Carringtonów - Page 3 I_icon_minitime16.07.16 16:54

First topic message reminder :

Arena Carringtonów

Arena Carringtonów  to otwarta przestrzeń, na której odbywają się różnego rodzaju pokazy. Czarodzieje gromadzą się wokół, na rozległej polanie, czasem przysiadając na pieńkach drzew, co mniejsi i odważniejsi - na gałęziach wyższych, bardziej oddalonych konarów. Nie do końca wiadomo, gdzie konkretnie arena się znajduje, choć wejście do niej znajduje się w dokach, zdaje się ono działać na zasadzie teleportu - takiego samego, jak porozrzucane po miastach świstokliki zapraszające czarodziejów na wyjątkowy spektakl. Obszerny teren otoczony jest drewnianymi wozami, z których od czasu do czasu słychać odgłosy zwierząt oraz śmiechy i przyśpiewki magicznych artystów. Wokół areny palą się ogniska nadające temu miejscu niepowtarzalną atmosferę każdego wieczoru.
W oddali, za wozami, widać pomniejsze namioty, do których można wejść, kiedy na arenie nic szczególnego się nie dzieje.



Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Marcelius Sallow
Marcelius Sallow

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f296-arena-carringtonow https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502
Zawód : Akrobata
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler

I walk the line

OPCM : 4
UROKI : 2
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarodziej

Arena Carringtonów - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Arena Carringtonów   Arena Carringtonów - Page 3 I_icon_minitime12.10.20 13:03

Prostolinijność Tangwystl miała w sobie coś bardzo uroczego - i coś bardzo zagrażającego jednocześnie, Marcel nie miał zwyczaju konfrontować się ze swoim życiem, wypierając następujący po sobie ciąg zdarzeń, żył zbyt szybko, by zatrzymać się z refleksją nad czymkolwiek, a od pierwszego kwietnia, odkąd zaczęła się rzeź, zaczął żyć jeszcze szybciej. Wracanie do przeszłości w taki sposób, rozgrzebywanie niewygodnych tematów i zmuszanie go do konfrontacji z nimi, wywoływał u niego popłoch. Ojcowska rada wypowiedziana przez Tangwystl gdzieś zdołała przemknąć przez te mury i okopy, jego ojciec nigdy mu niczego nie radził - zostawił go bardzo wcześnie. Czy rzeczywiście był w tym dobry, był. Czy rzeczywiście nie miał czasu, pewnie by go znalazł, to tylko list. Ich drogi rozeszły się dwiema różnymi ścieżkami, nie chciał tego trzymać sztucznie, choć słowa dziewczyny zdradzały, że patrzyła na to nieco inaczej. Wtedy, kiedy się odsuwał, czasy były inne, wtedy wiedział, że sobie poradzi sama. Dziś, dziś wszystko było inne, sypało się jak domek ułożony z kart.
Tangwystl doskonale znała się na runach i związanych z nimi rytuałach, których znaczenia za bardzo nie pojmował, doskonale jednak wiedział, czym była czarna magia i jak kończyli ludzie, którzy po nią sięgali. Jak zła była. Początkowo spojrzał na nią z obawą, ale zaraz usłyszał zapewnienie, że nie zamierzała tego robić. Ale przecież Ministerstwo nie odpuści. Tacy jak oni nigdy nie odpuszczali. A tacy jak ona - nie zasługiwali na takie traktowanie. Tanny wydawała mu się słabsza od innych, zamknięta w swoim świecie miała genialny umysł, ale poza nim nie radziła sobie wcale. Nie chciał tego dla niej, żeby musiała ulegać naciskom psychopatycznego rządu.
- Możesz w ogóle odmówić? - zapytał, spoglądając na nią ze zmartwieniem. Nie był pewien, czy zastanowiła się nad tym od każdej strony. - Wiedzą, gdzie mieszkasz, to nie jest tak, że jesteś albo z nimi albo przeciwko nim? Jak... jak ci aurorzy, którzy wtedy odeszli? - Czy nie ścigali ich wszystkich? Ale - oni byli aurorami. Doskonale wyszkolonymi do walki. A Tangwystl - co mogła zrobić ona? Czy w ogóle rozpozna zagrożenie, zanim to ją dopadnie? Martwił się, martwił się o nią. O to, czy miała kogoś, kto w razie potrzeby mógłby jej pomóc. W szkole była samotniczką, podejrzewał, że teraz zmieniło się niewiele. A jakby tego było mało - spadla mu na głowę z nieba, obciążając wyrzutami sumienia, które nie pozwalały mu jej zostawić samej sobie.
- Co zrobiłaś, Tanny? - Skoro zaczęła, musiała skończyć. - Co to był za patrol? - Umykał przed nimi nieustannie już od kilku miesięcy, czasem wyślizgiwał się, kiedy już go zatrzymywali, czasem umykał w cień, zanim go dostrzegli. Ale słyszał na ulicy krzyki tych, którzy uciec nie zdążyli. Ale widział zza zakrętu strugi krwi tych, którzy nie potrafili się obronić. Musiała uważać. - Widzieli cię? - Ukrywanie twarzy dawało niewiele. Można było, ale wtedy jednoznacznie zwracało się na siebie uwagę. Sam się bał, oczywiście, że tak, dlatego na dalsze słowa Tangwystl mięśnie jego twarzy nieco się rozluźniły.
- Ty mówisz o... - olśniło go, pokręcił przecząco głową, przetarł dłonią skroń. Tam nie bał się naprawdę. Jego usta drgnęły w krótkim uśmiechu, to nie było prawdziwe niebezpieczeństwo. To była tylko zabawa. Zabawa, która nauczyła go kontrolować swoje lęki i zachować zimną krew wobec grozy. Musiał ją zachowywać, kiedy chwytał dłonie swojej partnerki w powietrzu, jej bezpieczeństwo zależało tylko od niego. Musiał je zachowywać, kiedy sam szukał oparcia - u innych akrobatów, na trapezie, na linie. Każdy błąd mógł być fatalny w skutkach, więc nie mógł ich popełniać - ale nie trzeba było o tym myśleć, kierował nim instynkt, uśpiony u większości ludzi zmysł równowagi. - To nie tak, kiedy tam jesteś, po prostu to czujesz. Twoje ciało wie, co robić, musisz mu tylko zaufać. - I poskromić strach, bo każde zawahanie mogło zniszczyć sekwencję. Strach był jego żywiołem, świetnie się z nim czuł. - A ludzie przychodzą tu właśnie po to, żeby poczuć ten strach za nas - zwłaszcza przy bardziej ekstremalnych skokach, jakimi ubarwiano nawet najbardziej liryczne opowieści. Akrobatyka miała w sobie coś z poezji, tylko była mniej statyczna. Coś z tańca, choć była mniej nudna. - Nie lubisz się bać - Bardziej stwierdził, niż zapytał, choć na jego ustach wciąż trwał uśmiech. Zaśmiał się krótko, ciepło, nikt z marszu nie kręcił salt na trapezach, kosztowało go to parę lat mozolnych ćwiczeń na arenie.
- Wpadnę - obiecał, sobie i jej, jej śladem otwierając pudełko z czekoladową żabą; stworzenie wymknęło się z pudełka z rechotem, ale z refleksem złapał je w locie - przyjrzał się mu przez chwilę, nim poczęstował się czekoladą. Z wystającą i wciąż nogą poza buzią odpakował własną kartę, odnajdując mistrza gargułek. - Roland Kegg, mistrz świata w gargułkach. Nie wygląda na takiego, jestem pewien, że nasz nożownik Olivier pokonałby go w parę rund - Miał oko. Naprawdę miał. Chwycił między palce kartę, która pojawiła się zbyt blisko jego oczu, unosząc wyżej kąciki ust. - Gifford Ollerton, to był gość. Ponoć dorównywał siłą olbrzymom, myślisz, że to możliwe?   - Siłacze z cyrku nie byli pewnie aż tak potężni. - Zbieram - przytaknął, dziękując jeszcze raz skinieniem głowy.
- Będę tutaj, Tanny. Zawsze jestem. W piątki mamy spokojniejsze pokazy, przyjdź wtedy. Może spodoba ci się bardziej - Wzruszył lekko ramieniem, odnajdując spojrzeniem jej oczy.




jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali

Powrót do góry Go down
Tangwystl Hagrid
Tangwystl Hagrid

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6463-tangwystl-hagrid https://www.morsmordre.net/t6471-ansuz#165284 https://www.morsmordre.net/t6474-o-cholibka-chwytliwa-nazwa#165288 https://www.morsmordre.net/f211-harley-street-1-2 https://www.morsmordre.net/t6472-skrytka-bankowa-nr-1634#165285 https://www.morsmordre.net/t6837-tangie-hagrid
Zawód : Łamacz Klątw, tester nowych zaklęć
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
And it's to cold outside
for angels to fly
OPCM : 30
UROKI : 7
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarodziej

Arena Carringtonów - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Arena Carringtonów   Arena Carringtonów - Page 3 I_icon_minitime16.10.20 1:58

Mówiła prawdę. Ale czasem, czasami pomijała pewne jej aspekty, albo pozwoliła by ktoś dopowiedział sobie własną część. Czasem robiła to zupełnie nieświadomie, ale ostatnio z pełną premedytacją. Nadal nie była pewna, jak to się stało, że to wszystko właściwie się udało. Bo kiedy stanął przed nią patrol, to była niemal pewna, że znowu wyląduje najpierw na przesłuchania, a potem co gorsza może nawet i w celi. Szczęśliwie dla niej tak się nie stało. Mówiła prawdę i przeważnie to, co myślała, co czuła, jak uważała. Nie przejmując się, że może kogoś urazić - czy może bardziej nie mając tego świadomości. Może dlatego w szkole nie miała zbyt wielu znajomych. Ludzie trochę tak mieli, że nie zawsze prawdę słuchać lubili, a ona nie zdawała sobie sprawy, że zrobiła coś nie tak, jak powinna. Z początku nie zrozumiała jego pytania, dlatego podniosła na niego spojrzenie mrucząc krótkie.
- Hm? - marszcząc do kompletu brwi. Które zdecydowanie nadawały większej ekspresywności jej twarzy, ale jednocześnie też one były odpowiedzialne, że jej marne umiejętności jeśli szło o kłamanie. - Dlaczego miałbym nie móc? - zapytała unosząc niebieskie tęczówki na Marceliusa. - Sam kazał mi się zastanowić. To się wzięłam i zastanowiłam. - odpowiedziała mężczyźnie, który wędrował obok niej. Wzruszyła ramionami i wydęła usta słuchając kolejnych słów, które wypowiadał w jej kierunku. - Wiedzą. - zgodziła się przytakując mu głową. Ministerstwo miało jej adres. Dopiero, kiedy zaczął mówić o aurorach zrozumiała do czego zmierzał z wypowiadanymi słowami. Zatrzymała się, unosząc rękę, żeby zacisnąć ją na jego przedramieniu.  - Myślisz, że obejdę ich choć trochę? - zapytała marszcząc mocniej brwi. Jakby próbując zastanowić się, dlaczego miałaby, skoro jej szef sam powiedział, że pożytek z niej żaden jak klątw rzucać nie potrafi. Uniosła wolną rękę, żeby potrzeć nią nos. Westchnąć i puścić tą, którą złapała go za ramię.
- Najgorzej z tatą. Gdyby coś ten. Bo on w Mungu przez Meduzę jest. Ale rozmawiałam z nim. Powiedział, że mam robić swoje. Tak, żeby sumienie dało mi żyć. - stwierdziła, a może podzieliła się. Trochę po Sylwestrze rozmawiała z ojcem. Trochę się plącząc, bo nie wszystko powiedzieć mogła. Trochę mówiąc, że tego nie powie, ale to złego nic. A on patrzył na nią, tak ja zawsze, żeby potem uśmiechnąć się krótko i te słowa powiedzieć.
Kiedy Marcel zadał kolejne pytanie zamilkła, spoglądając przed siebie. Stawiając niespieszne, kolejne kroki. No nie bardzo powinna mu mówić, co zrobiła. Zwłaszcza, ze to rozsądne też całkiem nie było. Anthony długo nie odpisywał, a ona uznała że pójdzie sama sprawdzić. I z jednej strony, dobrze, że poszła, ale z drugiej, do dzisiaj śniły jej się trupy i pamiętała ich wstrętny odór. Dreszcz mimowolnie przeszedł przez jej ciało. - No patrol magicznej policji. - odpowiedziała jednak na kolejne z pytań.
- Widzieli. - przytaknęła kiwając do tego głową. Nie miała zakrytej twarzy, nic w niej też nie zmieniła. Co prawda, nie podała swoich danych, ale sądziła, ze jakby ją zobaczyli, to by ją rozpoznali. Ona nie wątpiła, że by ich poznała. - Zrobiłam to, co uważałam za słuszne. Ale nie pytaj dalej, Marcel. Bo nie powiem. - poprosiła, splatając przed sobą dłonie. Trochę nerwowo. pocierając kciukiem o wierzch dłoni.
- Zaufać ciału. - powtórzyła po nim, trochę niepewnie. To tylko z pozoru tak brzmiało. Bo ona swojemu nie ufała właściwie wcale. Kolana ją zawiodły wtedy w porcie więcej niż raz. - To nie tak. - zaprzeczyła na pytanie które zawisło.  - Znaczy tak. - zmieniła zdanie. Pokręciła głową. Westchnęła. Zmarszczyła brwi. - W sumie pewna nie jestem. - przyznała unosząc splecione dłonie, żeby wierzchem jednej z nich znów potrzeć czubek nosa widocznie nad czymś - nie nad czymś, nad tym strachem konkretnie - się zastanowić. - Tata wiesz, aurorem był wiele lat. Gavan wiedźmim strażnikiem jest. - zaczęła słowem wstępu. Opuszczając ręce. - Trochę chyba boję się, że sparaliżuje mnie strach, jak będzie to coś, czego nie będę znać. - wyznała zgodnie z prawdą. - Tak jak na przykład te twoje drągi. - wskazała, unosząc na niego niebieskie tęczówki. - Sama myśl, że miałabym tam wejść sprawia, że zaczynam się bać. To nie tak, że bym nie wlazła. Ale co, jeśli gdzieś w połowie drogi tak zawisnę. Ni do góry, ni na ziemię? - zapytała widocznie tą wizją zmartwiona. Może nie tą konkretnie.
Na obietnicę skinęła ochoczo głową, ale nie powiedziała już nic wypełniając usta czekoladą. Obracając kartę, którą trzymała w dłoni. Zaprzestała jednak, by z zaciekawieniem zerknąć przez ramię na tą, którą on trzymał. - Mama gadała, ze pozory mylić mogą. - stwierdziła, odsuwając się, żeby podsunąć mu pod nos swoją kartę i nią zamachać. Zadane pytanie sprawiło, że zmarszczyła brwi. - To by trzeba wuja spytać. Albo Hagrida. Oni więcej o zwierzętach wiedzą. A ty? Nie musisz być też wiesz, silny, żeby te panny tak rękami dźwigać? Ja to pewnie ciebie bym nie podniosła. Podtrzymała co najwyżej. - zastanowiła się na głos, cofając o krok, żeby zmierzyć jego sylwetkę uważnym spojrzeniem. Zaraz jednak zmarszczone brwi rozprostowały się, a na ustach pojawił się uśmiech.
- Ja wiesz, nic do pokazów nie mam, bo ładnie nawet gdyby nie ten strach o to że kręgosłup sobie złamiesz. Ale do ciebie i z tobą spotkać bym się wolała przyjść. Niż żeby siedzieć i patrzeć samej znów. - wyznała zgodnie z prawdą. Tak, jak to w zwyczaju miała. Spoglądając w tęczówkami, którymi spoglądał na nią trochę z wyższego pułapu niż jej.




Just try. Just see.
Powrót do góry Go down
Marcelius Sallow
Marcelius Sallow

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f296-arena-carringtonow https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502
Zawód : Akrobata
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler

I walk the line

OPCM : 4
UROKI : 2
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarodziej

Arena Carringtonów - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Arena Carringtonów   Arena Carringtonów - Page 3 I_icon_minitime19.10.20 1:08

Nie bardzo wiedział, co jej odpowiedzieć. Inaczej, nie bardzo wiedział jak jej odpowiedzieć, życie w cyrku nauczyło go darzyć niekłamanym szacunkiem wszystko to, co inne, nie oceniać, niewinność, naiwność, z jaką mu odpowiedziała, sprawiła, że poczuł w żołądku dziwny uścisk. Świat nie był sprawiedliwy. Na wojnie najbardziej cierpieli ci, którzy mogli i widzieli najmniej. Wydawało się, że Tangwystl tak do końca nie rozumiała, jak to wszystko działa, nie zdawała sobie konsekwencji z własnych działań. Istniała szansa, ze to ją ocali, że w Ministerstwie Magii uznają ją wystarczająco nieszkodliwą, by pozwolić jej tak po prostu żyć - po staremu. Wydało się jednak, że jego dalsze słowa nieco otworzyły jej oczy, uciekł wzrokiem, kiedy położyła dłoń na jego ramieniu choć wiedział, że dążyła do czegoś przeciwnego. Chyba w jednej chwili poczuł, że wcale nie chciał mówić jej prawdy, nie całej. Że nie powinna jej słyszeć. Że w świecie, w którym żyła, sama ze sobą, była po prostu bezpieczniejsza.
- Wydaje mi się, że ich obchodzi teraz każdy, Tanny, a co dopiero pracownicy Ministerstwa Magii - żebrak, przechodzień, sprawdzali każdego na ulicy, urzędnicy musieli cieszyć się politycznym poparciem. Czy była w stanie go uzyskać? Czy była gotowa zrobić to, czego mogli od niej chcieć? Byli obrzydliwi, jako władza, jako ludzie, jako czarodzieje, nigdy nie chciałby, żeby uznali go za godnego takiego poparcia. Ale Tangwystl, sam nie wiedział, co powinien o tym myśleć. Musiała sobie jakoś radzić. Skrzywił się, kiedy usłyszał o ojcu zamkniętym w Mungu. Mieli kontrolę nad wszystkim, psidwacze syny, mogli go tam zabić. Tak po prostu - i nikt im nic nie powie. I nikt im nic nie zrobi. Uniósł spojrzeniem, badając nim twarz Hagrid, nie pojmując, co kryło się za jej myślami. Chyba się martwił - że zrobili jej coś, o czym nie chciała mówić. Że ją skrzywdzili, jak skrzywdzić można było młodą dziewczynę. To nie byli ludzie, zwierzęta miały w sobie więcej człowieczeństwa od nich. Nie odpowiedział, szanując jej wolę i czując, że Tanny nie chciała wpuszczać go w ten obszar swojego życia.
- Nie tak, ale tak, to w końcu jak? - zapytał jej językiem, unosząc w uśmiechu jeden kącik ust, nie było mu do śmiechu wcale, zbyt dużo gorzkich słów padło przed momentem, zbyt wiele zdążyło się wydarzyć. Zbyt trudno było zapomnieć o tym, co działo się na zewnątrz cyrku. Aurorzy, wiedźmi strażnicy, elita tego kraju, nie rozumiał, co robiła akurat tutaj. Zaraz jednak uśmiechnął się nieco szerzej, jego drągi potrzebowały czegoś więcej, niż odwagi, choć wiedział, że z zewnątrz wyglądało to na łatwiejsze. W tym tkwiła właśnie cała sztuka, by lekkim się to wydawało. Pracował na swoje ciało całe życie, nawet jeśli nie było długie.
- Trapezy, nie drągi - poprawił ją machinalnie. - To spadniesz - Wzruszył lekko ramieniem. Nie było innej odpowiedzi. - Może ktoś zdąży cię złapać, może zdążysz to zrobić sama - Lento zwykle załatwiało sprawę, choć czasem nikt nie zdążył wyciągnąć różdżki, zaklęcia ochronne czasem zawodziły. - Może nie i zaliczysz upadek - Działo się i tak. - Może go przeżyjesz, ale będzie bolało. I co z tego? Ludzie, którzy mnie tu uczyli, zwykli mówić, że jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz. - Oswoić lęk to zrozumieć konsekwencje własnej nieudolności i się z nimi pogodzić. - Może go nie przeżyjesz - Wypadki śmiertelne zdarzały się rzadko, ale się zdarzały. Los matki Delilah wciąż nie był przesądzony. - I co wtedy? Każdy kiedyś umrze, ktoś prędzej, ktoś później. Nie chciałbym umierać z myślą, że bałem się żyć - To nie tak, że się nie bał, bał się. Ale strachu potrzebował i strach kochał. Nie chciałby wieść nudnego życia tylko dlatego, że bał się sięgnąć po to, czego pragnął - tu, w cyrku, a zwłaszcza wśród akrobatów, nie było to wcale rzadkie myślenie. A w grupie łatwiej było się z tym pogodzić. Przejął jej kartę, dziękując skinięciem głowy, zaraz potem uśmiechając się na jej słowa.
- To długie lata ćwiczeń, Tanny - uspokoił ją, gdyby jednak chciała sprawdzać, czy mogłaby go unieść. Może trochę zaniepokoił się potencjalnym efektem, nie należał do kategorii wagi ciężkiej, a bardzo źle byłoby się zawstydzić. - Mój kręgosłup jest jak guma, nie złamię go tak łatwo - dodał, gryząc się w język, nim zaproponował, że kiedyś jej pokaże. Mogłaby się przelęknąć tego widoku, ludzie czasem szeroko otwierali oczy. Nie chciała oglądać pokazów, skinął głową. - Przyjdę niedługo, w porządku? Harley Street 2/1 - powtórzył jej adres, żeby upewnić się, że pamiętał go dobrze - i też żeby rzeczywiście zapamiętać. Ich spacer doprowadził ich na skraj cyrkowych terenów - mogła wracać do domu. - Uważaj na siebie. Omijaj patrole - poprosił, nim odeszła. - I do zobaczenia - pożegnał ją, odprowadzając ją spojrzeniem, nim zniknęła całkiem.


/zt x2 :pwease:




jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali

Powrót do góry Go down
 

Arena Carringtonów

Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dzielnica portowa :: Magiczny port :: Arena Carringtonów-
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-20