Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu
Arena Carringtonów
AutorWiadomość
Arena Carringtonów [odnośnik]16.07.16 16:54
First topic message reminder :

Arena Carringtonów

★★
Arena Carringtonów  to otwarta przestrzeń, na której odbywają się różnego rodzaju pokazy. Czarodzieje gromadzą się wokół, na rozległej polanie, czasem przysiadając na pieńkach drzew, co mniejsi i odważniejsi - na gałęziach wyższych, bardziej oddalonych konarów. Nie do końca wiadomo, gdzie konkretnie arena się znajduje, choć wejście do niej znajduje się w dokach, zdaje się ono działać na zasadzie teleportu - takiego samego, jak porozrzucane po miastach świstokliki zapraszające czarodziejów na wyjątkowy spektakl. Obszerny teren otoczony jest drewnianymi wozami, z których od czasu do czasu słychać odgłosy zwierząt oraz śmiechy i przyśpiewki magicznych artystów. Wokół areny palą się ogniska nadające temu miejscu niepowtarzalną atmosferę każdego wieczoru.
W oddali, za wozami, widać pomniejsze namioty, do których można wejść, kiedy na arenie nic szczególnego się nie dzieje.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 20:16, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Arena Carringtonów - Page 5 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Arena Carringtonów [odnośnik]27.01.22 12:57
Szeroko otwarte, wciąż zaskoczone spojrzenie utkwione w kobiecie nabrało jasnych iskier, kiedy pochwaliła występ; goście w większości wychodzili z Areny zadowoleni, pan Carrington dbał przecież o perfekcję przedstawień, najwyższy poziom przygotowań. Stroje, nawet jeśli z tanich materiałów, były krojone skrupulatnie i imponująco, a o jakości podniebnych tańców świadczył on sam: o krok od najwyżej życiowej formy, nigdy nie lękał się nowych wyznań. I był naprawdę dobry. Równie daleko co do fałszywej skromności było mu jednak do rozbuchanego ego, miał charakter dawcy, zawsze cieszyło go zadowolenie gości podziwiających ich scenę. Pan Carrington zawsze powtarzał, że to ono było najważniejsze; dorośli i dzieci, ich występy nie były dedykowane wyłącznie dla najmłodszych widowni. Mimowie potrafili dać bardzo dojrzałe spektakle, a liryczne oprawa jego podniebnych tańców bez trudu trafiała do serc dojrzalszej widowni; co bardziej niebezpieczne akrobacje, podobnie jak występy z udziałem dzikich zwierząt, czasem budziły zresztą wśród najmłodszych zbyt duży lęk. Chleba i igrzysk, ucieczki od wojny szukali tutaj wszyscy, a rozrzucone po kraju świstokliki pozwalały wciąż gromadzić pełną widownię.
Takie jak ona witały pewnie częściej operę niż miejsca takie jak to; uważał, że warto czasem oderwać się od tej nudy nie bacząc na skandaliczność sceny: emocji Areny nie powtórzą żadni inni artyści. Nuda, szarość, powaga, tutaj wszystko było tego przeciwieństwem, konwenanse rozmywały się w artystycznej bohemie, śmiech był dozwolony, wielość barw przywracała kolory światu, scena stąpała po cienkiej granicy odwagi niedozwolonej nigdzie indziej; spektaklom daleko było do grzeczności, artyści nie obawiali się narażać własnego życia ku uciesze tłumu. Tylko pozornie, doskonale wiedział, że pod kopułą namiotu mógł odtańczyć wszystko - chroniły go jego umiejętności.
Może czasem jednak zdarzało mu się być zbyt pewnym siebie.
Tytulatura wybrzmiała wyraźnie, ale nic nie wskazywało na to, by robiła na nim większe wrażenie. Arenie daleko było do miejsc, w których podobne zwroty były na porządku dziennym, traktował je raczej jako ciekawostki przekazywane przez gości, którzy na widowni sami w sobie byli ciekawostką, a na pewno ich nie potrzebował. Jednakowo, przejścia na ty nie proponował. Była od niego starsza i była kobietą. Nie wypadało mu, dostałby po uszach od pana Carringtona za podobny brak kultury. Była to jedna z przyczyn, z której w ogóle nie lubił, jak jego artyści toczyli rozmowy z gośćmi.
Ale kwestia chusteczki nie była wcale taka prosta.
- Gdzie pani siedziała? Może sprawdzimy jeszcze raz - zapytał, uprzejmość niewiele kosztowała, nie zwykł jej odmawiać; postąpił parę kroków w kierunku widowni, obrzucając krzesła wzrokiem. Szansa na to, że wciąż tu była, wydawała mu się niewielka. Jerry przemknął już między siedzeniami, zwyczajowo zbierał wszystkie monety, które wypadły z kieszeni, pogubione cenniejsze przedmioty, a potem dzielił je między chłopaków: traktowali to jak napiwek. Ale niegrzecznie byłoby zignorować tę prośbę. - W jakim kolorze była chustka? Miała wzory, hafty? - dopytał, ostatecznie mógłby zapytać Jerry'ego, ile knutów mógł dostać za szmatkę z jedwabiu? Parę na pewno, czy nie potrzebował ich bardziej, niż ta paniusia? - Jest pani pewna, że miała ją pani przy sobie? - dopytał lekkim tonem, mijając puste krzesła. Najprościej było wmawiać im, że przedmioty wcale nie widziały Areny: że to złudzenie oka, figle pamięci, a chustka czekała na tę kobietę w domu. - To żaden problem - zapewnił, dostrzegając smutek na jej twarzy. Ostatecznie nie chciał sprawiać jej przykrości; uniósł w górę kąciki ust, uśmiechając się szczerze, gdy pochwaliła jego sekwencję ruchów. - Mam nadzieję, że pani nie wystraszyłem - nie wolno tu wchodzić po zakończonych występach. Jesteśmy przyzwyczajeni, że jest tutaj pusto i nie musimy uważać. Ale jeśli się pani podobało, proszę przyjść w przyszłym tygodniu ponownie. Występ będzie bogatszy o tresowane yeti i lodowe rzeźby. - Szelmowski uśmiech na jego twarzy miał w sobie wyłącznie szczerą radość z tej zabawy.


jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali

Marcelius Sallow
Zawód : Akrobata
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych
OPCM : 6
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 40
SPRAWNOŚĆ : 20
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f319-arena-carringtonow-wagon-7 https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502
Re: Arena Carringtonów [odnośnik]06.02.22 13:03
Czy było w świecie coś piękniejszego od iskier, które rozświetlały spojrzenia artystów, gdy chwalono ich pracę? Publika często uznawała, że każde przedstawienie, każdy występ przychodził im z łatwością. Z jednej strony był to komplement, naprawdę wielki komplement, przecież właśnie tak miało to wyglądać. Publika miała nie mieć pojęcia o godzinach, dniach, tygodniach, miesiącach i latach, które artyści spędzali, doskonaląc się w swych sztukach. Perfekcja była jednak mieczem obosiecznym — z jednej strony stanowiła testament poświęcenia, z drugiej właśnie przez chowanie się za kulisami, odcięcie swych odbiorców od tego, jak w rzeczywistości wyglądała codzienność tych, którzy życie swe przeznaczyli na niesienie rozrywki innym, sprawiało, że coraz szersze masy uważały, że są w stanie zrobić to samo, tylko lepiej i szybciej.
Specyficzna więź solidarności nakazała Valerie pochwalić młodzieńca. Młodzieńca, który miał rację w swych założeniach — zdecydowanie częściej bywała w operze, czy to na scenie, czy spojrzeniem wodząc z zacienionych miejsc przeznaczonych dla publiki. Ale i opera czerpała całymi garściami ze sztuki ludowej, tej przeznaczonej właśnie dla odbiorcy nieszczególnie wymagającego, pragnącego intensywnej i szybkiej gratyfikacji. Nie było w tym oczywiście nic złego — różne wrażliwości pragnęły różnej rozrywki, a z poczciwego osiołka nie dało się zrobić wyścigowego konia.
— W tamtym sektorze — otwarta dłoń Valerie wskazała na jedną z wyznaczonych dla widowni części i choć odpowiedź była rzeczowa, pierwsze dzwonki smutku pobrzmiewały w jej głosie, zupełnie tak jakby powoli poczęła godzić się z faktem rozstania z rodzinną pamiątką. Oczy jednak dalej pozostały suche, trochę wbrew przewidywaniom, że paniusie jej pokroju skłonne były do emocjonalnych wybuchów i postawienia Areny na głowie w przypadku nieodnalezienia zguby. Druga z dłoni zniknęła na moment w kieszeni na pierwszy rzut oka całkiem porządnego płaszcza. Po krótkiej chwili blondynka wyciągnęła z niego dwa bileciki, dokładnie takie same, które można było nabyć przed wejściem. — Rząd siódmy, miejsca dwanaście i trzynaście — odczytała, następnie przenosząc wzrok na młodzieńca. Dłoń trzymająca bilety zadrżała niemal niezauważalnie, w wizualnej prezentacji wahania. Podać mu je, czy uwierzy jej na słowo?
Pytanie o szczegóły wyglądu chustki wydawało się wlać odrobinę spokoju do serca kobiety. Napięte do tej pory rysy twarzy rozluźniły się wreszcie, na wargi wstąpił nawet przyjemny dla oka, szczery uśmiech. Dziękuję, zdawały się mówić jej oczy, choć usta pozostały — póki co — milczące.
— Była z atłasu, materiał granatowy, ale przy krawędziach przechodził w niebieski, podobny do... — moment ciszy, jasne oczy oderwały się od Marcela, przemknęły po resztkach niezebranych jeszcze akcesoriów. Nic jednak nie wydawało się oddawać barwy równie dokładnie, jak coś, co mieli okazję widzieć wcześniej. — Farby, którą miał pomalowaną pan twarz.
A więc jednocześnie charakterystyczna jak na warunki magicznego cyrku i zupełnie pospolita, gdy chodziło o departament chustek i apaszek.
Dopytanie o posiadanie jej przy sobie mogłoby ściągnąć jasne brwi w pierwszym wyrazie gniewu; mogłoby, gdyby Valerie miała większe predyspozycje do wykorzystywania swej pozycji i zadzierania nosa, a Marcel byłby przy tym zuchwały. Póki co nie odbierała go w ten sposób, może umyślnie uznawała konieczność odzyskania zguby za ważniejsze od doszukiwania się na siłę braku szacunku? Jej historia z młodymi chłopcami nie była najlepsza, ale cierpliwość, której nauczyła się przez osiem lat macierzyństwa, nakazywała nie oceniać każdego takiego spotkania tą samą miarą, wstrzymać się z ocenami, spróbować dać szansę. Może kiedyś się na tym sparzy. Może poczuje policzek rozczarowania prędzej niż później — ale nie potrafiła być tak po prostu złośliwa i okrutna.
— Tak, jestem pewna — powiedziała wreszcie miękko, przenosząc ciężar ciała z jednej nogi na drugą. Och, jakże chętnie skrzyżowałaby teraz ręce na piersiach, może w wyrazie niepewności narastającej w jej sercu, a może w próbie powstrzymania chłodu przed wciśnięciem się w szczeliny nieokryte ubraniami. Coś jednak w tym szelmowskim, prawie nieprzystająco radosnym uśmiechu młodzieńca sprawiało, że intuicja podpowiadała jej, by trzymać się na baczności, chociażby po to, by nie przegapić czegoś tak niezwykłego, jak popis tresowanych yeti.
Ruszyła w krok za blondynem i choć wsłuchiwała się w jego słowa, nie pozwalając im przemknąć na powierzchni świadomości bez większej refleksji, główną część uwagi poświęcała przede wszystkim na wypatrywanie swej zguby. Może zaplątała się biedaczka pomiędzy siedzeniami? Mogła nawet upaść na ziemię, ktoś nieopatrznie mógł na nią przystanąć, przesunąć ją rząd niżej, jednocześnie ryzykując własną równowagą.
Mogła być wszędzie i w każdym stanie. Ale oby wróciła do właścicielki!
— Rozumiem — powiedziała wreszcie, schylając nieco głowę w wyrazie skruchy. — Niespodziewane sytuacje wymagają jednak niespodziewanych interwencji. Ale gdyby udało się nam odnaleźć zgubę... Och, może być pan pewien, że dobre słowo o pana dobroczynności trafi do odpowiednich uszu.
Pana Carringtona czy kogoś innego?
Valerie nie mogła jednak wiedzieć, czy taka obietnica — na pewno kusząca dla niektórych pracowników cyrku — znalazłaby uznanie także w głowie Marcela. Byli bowiem tacy, którzy o wiele bardziej cenili sobie brzdęk monet ponad nawet najbardziej kwieciste pochwały. I nie mogła im mieć tego za złe, nie w czasach, gdy nawet w Londynie potrafiło brakować wszystkiego.


you tried to change, didn't you?
closed your mouth more, tried to be softer, prettier, less volatile, less awake. you can't make homes out of human beings. someone should have already told you that.
Valerie Vanity
Zawód : Celebrytka, śpiewaczka
Wiek : 29/30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczona
delicate in every way but one
OPCM : 6
UROKI : 11
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t10881-valerie-vanity#331558 https://www.morsmordre.net/t10918-andante#332758 https://www.morsmordre.net/t10920-tell-me-i-m-your-midnight-muse#332762 https://www.morsmordre.net/f408-kensington-harley-gardens-10 https://www.morsmordre.net/t10921-skrytka-bankowa-nr-2362#332773 https://www.morsmordre.net/t10919-v-vanity#332759
Re: Arena Carringtonów [odnośnik]01.05.22 2:30
- Och - przytaknął ze smutkiem, spoglądając na rząd wskazany przez Valerie; Jerry czyścił go w pierwszej kolejności, bo zwykle siadał na końcu tej konkretnej ławy. Mimo to Marcel wszedł do środka, pochylając się pod siedzenia i udając, że szuka czegoś, co dało się jeszcze znaleźć. Bogata paniusia może i była paniusią, ale w płacz nie wpadła, dramatu nie urządziła, to może nie było za czym płakać? Chustka była może nawet jedwabna - Jerry nieźle się obłowi, a może odda ją którejś z dziewcząt, która bez tego nigdy nie miałaby w dłoniach tak cennego materiału. Pokiwał głową, gdy odczytała zajmowane wcześniej miejsca, zatrzymując się wprost przed nimi, wsuwając dłoń w zgięcia krzeseł, gdyby materiał mógł się tak zgubić, mógł, choć w tym przypadku pewien był, że mimo wszystko zniknął już w cudzych rękach. Nie prosił o bilety, uwierzył jej na słowo, po prawdzie nie sądząc, by te cyfry robiły tu większą różnicę.
Atłas, więc jednak była szansa na jedwab. Pokiwał głową raz jeszcze, gdy opisała barwę, w istocie gdyby ją ujrzał, na przykład w rzeczach Jerrego, mógłby ją pewnie rozpoznać bez trudu. Pytanie - po co? Nie zapłaciła za wejście tutaj majątku, mogła zostawić napiwek chociaż w taki sposób. Za coś żyć przecież musieli, ona tych dylematów pewnie nie miała. Pytane o to, czy była pewna, że miała ją przy sobie, w istocie nie miało być złośliwe - nie przeszłoby mu przez myśl, że mogłoby zostać ta odczytane, sam bywał roztrzepany, zdarzało mu się gubić rzeczy, uznawał to za naturalne i nie miał nikogo, kto wytłumaczyłby mu, że podobne sugestie mogłyby zostać odczytane jako niegrzeczne.
Przysiadł na tylnym oparciu jednego z krzeseł za plecami, ze zrozumieniem kiwając głową, bezradnie jednak rozpościerając ramiona. Nic mu po dobrym słowie, na Arenie bronił się umiejętnościami, nie pochlebstwami - ciała takiego jak on nie miał tutaj nikt. A chustka mogła zapewnić śniadanie siostrom Jerrego może nawet przez tydzień. To nie ego kierowało nim w życiu, a serce, które pozostało przy cyrkowym druhu, może gdyby zaoferowała napiwek przewyższający wartość chustki, byłoby o czym rozmawiać - ale jakoś głupio było to proponować wprost, pewnie zaraz by się połapała, na czym ta gra polega. Nie zamierzał wpędzać Jerrego w kłopoty, nawet jeśli wszyscy na Arenie wiedzieli o tym, co robił, a pan Carrington pewnie zgarniał z tego swoją prowizję. Mógłby ją wysłać do niego, żeby zdecydował, co zrobić, ale czy było warto? Nie uważał, by własność była szczególnie przywiązana do właścicieli, zwłaszcza wtedy, gdy właściciel wyglądał na tak bogatego jak ona. Sumienie nie gryzło go wcale.
- Wygląda na to, że nigdzie jej nie ma - stwierdził, nie zdając się na teatralny żal, chodziło tylko o kawałek materiału - i jeszcze nie wiedział, jak bardzo był cenny. - Przykro mi - dodał po chwili, spoglądając na jej jasną twarz. Nie pękaj, powtarzał sobie, zbyt często ulegał prośbom kobiet, nie bacząc  na ich uprzywilejowanie. Westchnął ze zrezygnowaniem. - Powie mi pani, jak się pani nazywa? Gdyby... gdyby jednak się znalazła, gdzieś przy sprzątaniu, powiem, komu ją odesłać - objaśnił, nie odejmując od niej spojrzenia jasnych oczu; nie mógł wiedzieć, że stojąc tak blisko i mając na wyciągnięcie rysy jego twarzy, mogła uchwycić w nich coś znajomego, nawet jeśli trudnego do identyfikacji. - Albo dokąd - dodał, bez przekonania, potrzebował jakichkolwiek namiarów, nie chciał zostać odebrany jako bezczelny, pytając o jej nazwisko. Adres też spełniłby tę rolę.
- Chciałbym móc pomóc bardziej, ale ze sceny nie zawsze widać dobrze widownię. Jest przyciemniona - objaśnił, sądząc, że miał do czynienia z kimś, kto nie znał tego efektu; blask nad głową utrudniał sięgnięcia spojrzeń tych, którzy na niego patrzyli. - Przeciąg mógł ją nawet wywiać z namiotu, a poruszające się przedmioty łatwo przyciągają uwagę naszych zwierząt na zewnątrz. Poza godzinami występów są często puszczane wolno. Rozejrzę się, ale pewnie czeka na panią rodzina. Nie ma sensu, żeby pani czekała. - Przyjrzał się jej, ton jego głosu pozostał grzeczny. - Jeśli ja odnajdę, postaram się, żeby trafiła prosto w pani ręce - obiecał bez zawahania, mimo świadomości, że pewnie tego nie zrobi. Musiała mieć takich chustek i ze sto.


jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali

Marcelius Sallow
Zawód : Akrobata
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych
OPCM : 6
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 40
SPRAWNOŚĆ : 20
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f319-arena-carringtonow-wagon-7 https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502

Strona 5 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5

Arena Carringtonów
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Możesz odpowiadać w tematach