Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Ferrels Wood
AutorWiadomość
Ferrels Wood [odnośnik]16.07.16 18:09
First topic message reminder :

Ferrels Wood

Znajdujące się na pograniczu hrabstwa lasy Northamptonshire określane są mianem angielskiego trójkąta bermudzkiego, coraz liczniej odwiedzanego przez żądnych wrażeń mugoli. Swoje niezwykle miano bor zawdzięcza licznym zniknięciom, zarówno niemagicznych gości jak i doświadczonych w podróżach czarodziejów. Stare, skrzypiące przy każdym podmuchu wiatru drzewa nie tylko stwarzają nastrój grozy, lecz przez swój jednakowy wygląd skutecznie osłabiają umiejętności rozeznania w otoczeniu. Im głębiej wejdzie się w las tym silniejsze powstaje wrażenie szybko upływającego czasu i oddalania się od jego skraju. Każdej nocy drzewa spowija gęsta mgła, która opada późnym wieczorem i utrzymuje się na poziomie ściółki jeszcze kilka godzin po wschodzie słońca, którego promienie praktycznie nie docierają do głębi lasu. Podróżnicy, którzy przebrnęli szczęśliwie wspominają o pojawiających się w ciemności twarzach, rzekomo należących do zbłąkanych przed wieloma laty dusz, które utknęły tu na zawsze.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Ferrels Wood - Page 9 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Ferrels Wood [odnośnik]10.07.21 21:35
Musiał przyznać, że Ollie był wyjątkowo upartym człowiekiem, skłonnym zachować milczenie nawet w sytuacji beznadziejnej, nie mając już cienia szans na wyjście z niej obronną ręką. Chociaż jakby nie patrzeć, bronić nie zamierzał się ani trochę, bez żadnych protestów pozwalając wytrącić sobie z dłoni różdżkę, a następnie ją zniszczyć; nawet nie spojrzał w kierunku trzeszczącego pod butem drewna, wciąż wlepiając spojrzenie w martwą kobietę obok. Lecz czy naprawdę był aż tak uparty, by nie powiedzieć nic, niezależnie od motywacji? Koryto rzeki. Mało dokładna informacja. Bulstrode już otwierał usta, by to skomentować, lecz mężczyzna postanowił jednak rozwinąć myśl. Na wschód, przy korycie rzeki, w niedźwiedziej jamie. Trochę lepiej, lecz wiąż nieidealnie.
- Na południe od ruin Delapré? - zapytał uważnie, pragnąć dookreślić wskazaną lokalizację, by uniknąć nieporozumień i nie błądzić po omacku, gdy przyjdzie im rozprawić się z resztą zdrajców. Wyczerpany mężczyzna tylko skinął głową, a kąciki ust Maghnusa powędrowały nieznacznie ku górze w uśmiechu zadowolenia. Wiedział dokładnie, o którym miejscu mówił, w okresie letnich polowań bywał często w tamtej okolicy - zwierzyny w korycie rzeki nie brakowało nigdy. Ale nie zamierzał porywać się z motyką na słońce, zdecydowanie nie po tym, jak na własnej skórze doświadczył swojej fatalnej passy w starciu z zaledwie dwójką zbiegów. Nie, wyprawę do niedźwiedziej jamy trzeba było należycie zaplanować, zebrać ludzi, którzy otoczyliby kryjówkę z dużym zapasem i stopniowo zacieśniali krąg, nie pozwalając się nikomu wymknąć niepostrzeżenie; w żadnym razie nie było to zadanie dla dwóch osób. - Z miłą chęcią - odpowiedział na pytanie Rity, która również była przekonana co do tego, że nie ma już co odkładać w czasie nieuniknionego. - Żmija zawsze pozostanie żmiją. Jeśli ukąsiła raz, będzie kąsać dalej, dopóki ktoś nie odetnie jej łba- oznajmił beznamiętnie. Nie wierzył w drugie szanse. To zdrajca, a zdrajcom nie należy się litość. - Coccineus - wypowiedział formułę zaklęcia, wykonując zamaszysty gest nad ciałem kobiety, rozczarowanie jednak po raz kolejny tego dnia rozlało się na jego języku gorzkim smakiem, a skronie zaćmiły tępym bólem. Kapryśna moc czarnej magii syciła się jego witalnością, lecz nie zamierzał odpuszczać, nie teraz, gdy należał im się wielki finał.
- Coccineus - powtórzył uparcie, akcentując wyraźnie każdą zgłoskę, w myślach przywołując wszystkie razy, gdy został zdradzony, wszystkie razy, gdy gotował się ze złości, pragnąc wymierzyć sprawiedliwość. Zitan usłuchał go ostatecznie, wiązka zaklęcia ugodziła w martwe ciało, które drgnęło dziwnie i zaczęło skwierczeć. Maghnus skierował różdżkę na Olliego, w którego z niespodziewaną siłą uderzył strumień wrzącej krwi jego ukochanej, z którą tak bardzo chciał się połączyć. Impet odrzucił mężczyznę w tył, a skute kończyny uniemożliwiły jakiekolwiek amortyzowanie upadku, chociaż Bulstrode szczerze wątpił, by mężczyzna był w stanie zareagować jakkolwiek; szok mieszał się na jego twarzy z bólem, dotkliwe oparzenia rozlały się na jego odsłoniętej skórze. Gdy runął na ziemię, był już nieprzytomny. O krok od śmierci, która miała nadejść szybko.

| nieudane Coccineus -> żywotność: 177/212 (35 psychiczne), -5 do rzutów -> udane Coccineus
| Ollie po wyjściu z szafki: 30/100 -> po Coccineus: 0/100 (30 tłuczone, poparzenia, psychiczne), śmierć


half gods are worshipped
in wine and flowers
real gods require blood


Maghnus Bulstrode
Zawód : badacz starożytnych run, były łamacz klątw, cień i ciężka ręka w Piórku Feniksa
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
gore and glory
go hand in hand
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 death before dishonor
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9868-maghnus-i-bulstrode https://www.morsmordre.net/t9891-helios#299311 https://www.morsmordre.net/t9887-mouth-full-of-white-lies#299287 https://www.morsmordre.net/f377-gerrards-cross-bulstrode-park https://www.morsmordre.net/t9894-skrytka-bankowa-nr-2246#299355 https://www.morsmordre.net/t9896-maghnus-bulstrode#299374
Re: Ferrels Wood [odnośnik]12.07.21 13:01
Zlecenia takie jak te pozwijały się rozwijać. Oczywiście, mogłam trenować z taką Wren w zaciszu chaszczy w moim ogródku, ale jednak to tu działa się akcja. Nie sądziłam, że będą potężnymi przeciwnikami, a jednak zaskoczyli mnie. Musiałam coraz mocniej zacząć zwracać uwagę na własną butność i pewność siebie, przyłożyć się nieco mocniej do obserwacji, do analizy. Dzisiaj poniosły mnie emocje, co sprawiło, że teraz biodro bolało mnie niemiłosiernie. Widziałam jak Maghnus korzystał z czarnej magii i to sprawiło, że zaczęłam się zastanawiać, czy ja też bym tak potrafiła. Miałam wrażenie, że to wymaga zbyt wielkiego opanowania, a moje myśli potrafiły błądzić w kierunkach, w których nie chciałam ich zatrzymywać. Obawiałam się, że korzystanie z tego typu zaklęć zakończyłoby się dla mnie co najmniej tragicznie, a jednak... Coś pociągało mnie w tej dziedzinie. Dzisiaj Maghnus poradził sobie dobrze, ale miał parę błędów. Nie chciałam mu tego wytykać, miałam wrażenie, że to nie kwestia braku umiejętności, bo jego przecież znałam, a parszywego pecha, który zleciał na niego tego dnia. Najważniejsze, że się udało. Ja nie oceniam... Nigdy nie oceniałam. Chociaż nad nami pohukiwała jakaś sowa, a Raido obserwował wszystko z gałęzi jednego z pobliskich drzew, to wisieliśmy w ciszy. Po pojedynku, w którym wydarzyło się zbyt wiele, został teraz trup, a obok niego niemal wrak mężczyzny o przykrych oczach i drgających dłoniach. Pokiwał tylko głową, gdy Maghnus dopytał o konkretną lokalizację. Ja nie znałam się na tych terenach, to też wierzyłam, że gdy pyta, to wie o co. Lord tych ziem wiedział już, gdzie chowa się reszta buntowników, tak więc, gdy stał i mierzył różdżką w parkę, ja jedynie obserwowałam. Raido zleciał z gałęzi i wylądował na moim ramieniu, zapewne miał tu używane, myszy polne to rarytas dla takich ptaszysk. Z różdżki Bulstroda wystrzelił promień, który spowodował dziwny bulgot, a chwilę potem rozbrysk krwi, prosto na twarz mężczyzny, który krzyczał, gdy jego skóra się topiła. Runął na ziemię nieprzytomny. Zapewne za kilkanaście sekund będzie już martwy. - Wiesz gdzie mnie szukać, gdybyś potrzebował pomocy z tamtymi w jamie - powiedziałam spokojnie, odchodząc do drzewa, aby chwycić za swoją miotłę. Kiwnęłam jeszcze głową, na pożegnanie towarzyszowi Tyle musiało nam wystarczyć. Truchła nieprzyjaciół, które spoczywały przy jego nogach, były idealną laurką i pięknym zwieńczeniem tego jak zaczynał wyglądać dla nich świat. Swoją drogą... Łatwo jest kryć się w tłumie, ale wewnętrzny głos często przypomina mi, jak bardzo ich nienawidzę. Wsiadłam na Kometę i odleciałam z tego lasu, wciąż czując, jak moje biodro pęka z bólu. Zapewne było porządnie stłuczone i wieczorem, ściągając spódnicę, zobaczę na nim purpurowego siniaka ozdobionego zadrapaniami. Mogłam od razu lecieć do Cassandry i poprosić, aby na nie spojrzała, w końcu potrzebowałam go do chodzenia. I już nie chodziło o to, że mogło mnie boleć, ja po prostu nie mogłam sobie pozwolić na bycie wolniejszą niż zawsze, czas miał znaczenie, szybkość miała znaczenie.

zt x2


dobranoc panowie

Teacher says that I've been naughty, I must learn to concentrate. But the girls they pull my hair and with the boys, I can't relate. Daddy says I'm good for nothing, mama says that it's from him.
Rita Runcorn
Zawód : wiedźmi strażnik, szpieg
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
different eyes see
different things
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Duchy
Duchy
https://www.morsmordre.net/t9622-rita-runcorn https://www.morsmordre.net/t9822-raido#297856 https://www.morsmordre.net/t9821-run-rita-run https://www.morsmordre.net/f367-borough-of-enfield-chase-side-21 https://www.morsmordre.net/t9823-skrytka-bankowa-nr-2203 https://www.morsmordre.net/t9824-rita-runcorn#297859
Re: Ferrels Wood [odnośnik]12.07.21 16:22
noc 18/19 października
Dwójka ludzi, dobrze po trzydziestce. Nie byli przygotowani na przeprowadzkę, to widać. Jakieś 2 mile w głąb lasu. Te słowa z raportu poproszonej o pomoc panny Runcorn zapoczątkowały ciąg dynamicznych zdarzeń rozgrywających się w gęstwinach Ferrels Wood, w którym - według doniesień - już od pewnego czasu skrywali się rebelianci i zdrajcy, którym po tchórzowskiej ucieczce z Londynu zabrakło sił lub zasobów, by dotrzeć na tereny promugolskie i dołączyć do partyzantki poszukiwanego listem gończym Longbottoma. Skandaliczne wieści nie dawały Maghnusowi spokoju, nie pozwalały mu po prostu zignorować całej sprawy bez dokładnego zbadania jej dna, bez sprawdzenia czy plotki mają w sobie ziarno prawdy, a wśród leśnych ostępów faktycznie nie znajdowało się gniazdo żmij, gotowych w każdej chwili rozpełznąć się we wszystkie zakamarki hrabstwa i ukąsić boleśnie w najmniej spodziewanym momencie. Musiał przyznać sam przed sobą, wybór Ferrels Wood, okrytego złą sławą angielskiego trójkąta bermudzkiego, odstraszającego zarówno za sprawą upiornych historii o licznych zaginięciach, jak i nieprzemijającej mgły spowijającej wiekowe, porośniete mchem konary, w całej swej bezczelności był wyborem doskonałym na kryjówkę. Całość zaczęła się skromnie, od przeprowadzonego przez Ritę na jego zlecenie rozeznania w terenie i wytropienia wspomnianej dwójki, z której kobieta nie przeżyła pojedynku - a mężczyzna zakończenia przesłuchania. Nie był im już dłużej potrzebny, potwierdził najgorsze obawy, że nie byli odosobnionym przypadkiem uciekinierów, a jedynie cząstką oddzieloną od większej grupy; odpowiednio zachęcony wskazał lokalizację obozowiska nieopodal koryta rzeki Nene, a następnie podzielił los należny zdrajcom.
Nie zdecydował się na dalszą wyprawę do wskazanej niedźwiedziej jamy wyłącznie z panną Runcorn; tego dnia fortuna mu nie sprzyjała, a jeśli miały się potwierdzić jego najgorsze obawy, obozowisko mogło być zbyt liczne, by skutecznie je zlikwidować bez zaangażowania odpowiedniej ilości pomocników, którzy byliby zdolni otoczyć kryjówkę i nie pozwolić przemknąć obok i zbiec żadnemu ze zdrajców. Postanowił z pełnym przekonaniem - te nędzne karaluchy nie ujrzą kolejnego wschodu słońca i zamierzał swój plan wyegzekwować co do joty.
Nie było to łatwe przedsięwzięcie, nie w tak krótkim czasie. Umówiwszy się na pilne spotkanie z sir Dagonetem, Maghnus nakreślił w szczegółach zaistniałą sytuację w hrabstwie i wagę działań, jakie musieli podjąć możliwie jak najszybciej, znając dokładną lokalizację obozowiska. Odwołując się do mnogości argumentów, spożytkował większość swoich pokładów retoryki i perswazji, nim nestor ostatecznie udzielił mu swojego błogosławieństwa, w ślad za którym szły niezbędne zasoby. Nie marnował czasu; do spółki z kuzynostwem rwącym się do akcji zarządził mobilizację wyznaczonych mu strażników, a posłańcom o srebrzystej mowie zlecił udać się do okolicznych miasteczek, takich jak Paulerspury, Towcester i Kettering, by odnaleźli skorych do przysłużenia się mieszkańców, a w tych wahających się rozbudzili niepohamowane pragnienie do tego, by przyłożyć swe różdżki w tak szczytnym celu. Wyznaczył dobę na mobilizację oraz zbiórkę na terenach łowieckich nieopodal Bulstrode Park następnego wieczoru. W ramach przygotowań, odwiedził znajdującego się na usługach rodziny alchemika, by pobrać od niego zapas eliksirów bojowych i leczniczych, a następnie korzystając z jednej z map regionu znajdujących się w rodowej bibliotece, sporządził szkic wraz z najbardziej prawdopodobnym umiejscowieniem kryjówki i rozrysował na nim schemat najbardziej optymalnego przemieszczania się, by zająć pozycje ofensywne, dające im przewagę nad zaskoczonym przeciwnikiem. Przekreślał wybrane trasy i zaczynał pracę od nowa wielokrotnie nim ostatecznie stwierdził, że obrany plan wydaje się być planem skutecznym.
Tamtej nocy nie spał najlepiej, w myślach kalkulując możliwe scenariusze, lecz nie zamierzał ulegać kiełkującemu uczuciu niepokoju przed spoczywającą na nim odpowiedzialnością, zdusił je w sobie w zarodku, rzucając się w wir kolejnych przygotowań, by mieć pewność, że wszystko będzie dopięte na ostatni guzik. Gdy słońce skryło się za nieboskłonem, zjadł lekkostrawną kolację, przywdział ciężkie, skórzane buty, gruby, jesienny płaszcz z obszyciem z czarnego futra i ciepłe rękawiczki, by w towarzystwie nieznacznie młodszych kuzynów, strażników o hardych twarzach i pięciu, najlepiej wytresowanych i obłożonych wyciszającym zaklęciem Silencio ogarów myśliwskich ruszyć na spotkanie z ludnością gotową wykazać się lokalnym patriotyzmem. Grupa okazała się być całkiem spora, właściwie większa niż Maghnus zakładał - uśmiechnął się w zadowoleniu i osobiście przywitał każdego z mężczyzn, dziękując im z osobna za pomoc w walce o lepsze jutro. Jego doświadczenia mówiły, że szczere docenienie ludności, personalny kontakt z lordem i użycie podobnych, wzniosłych frazesów, pozytywnie wpływały na morale i sprawiało, że szarzy, przeciętni ludzie byli bardziej skłonni do wielkich czynów. Liczył na ich odwagę, a przede wszystkim - liczył na ich bezwzględność. Zgromadził wszystkich wokół siebie i do spółki z Cathalem, kuzynem, któremu ufał najbardziej ze wszystkich, przedstawić plan ofensywy i najważniejszą ze wszystkich zasad: nie mieli znać litości dla przeciwnika. Wyznaczyli podział na mniejsze grupy, każdy z pięciu uczestniczących w przedsięwzięciu lordów Bulstrode dostawał swoją garstkę ludzi, wraz z którą mieli okrężną drogą zająć wskazane lokacje naokoło obozowiska, by stworzyć część okręgu, który zamknie zdrajców w potrzasku. Upewniwszy się, że wszyscy zrozumieli role, jakie mieli odegrać w tym teatrum, każda grupa ruszyła oddzielną trasą, by nie wzbudzać zbytecznego hałasu i nie przyciągać niechcianej uwagi.
Grupa przydzielona Maghnusowi miała za zadanie podjąć się najbardziej śmiałego ataku frontalnego. Wyminąwszy ruiny Delapré Abbey, nakazał współtowarzyszom zachowanie szczególnej uważności i absolutnej ciszy, by nic nie zdradziło ich obecności. Element zaskoczenia mógł się okazać ich najważniejszym atutem, nie zamierzał go tracić. Idący przy boku szlachcica łowczy zachęcił gestem psy do rozbiegnięcia się na boki, a oni sami, po przejściu kilkuset kolejnych jardów, dostrzegli wejście do skrytej pomiędzy drzewami niedźwiedziej jamy. Z jej wnętrza jaśniało ciepłe światło palonych ognisk, rozbrzmiewały głosy niczego niespodziewających się ludzi, z pewnością więc było to wskazane przez Olliego miejsce i wskazana przez niego grupa. Zapewne wciąż nie znaleźli zmasakrowanych ciał dwójki, która się się od nich odłączyła, wtedy nie zachowywaliby się tak niefrasobliwie, a może wręcz przenieśliby obozowisko w bezpieczniejszy punkt. Pewni tego, że nikt nie zapuści się tak głęboko w ten podobno przeklęty las, sami sobie mieli być winni własnej zguby. Bulstrode skrył się za niewielką skarpą, zza której widział dokładnie dwóch pogrążonych w ożywionej rozmowie wartowników, a przydzieleni mu strażnicy, niewidoczni w mrokach nocy i gęstym listowiu, ustawili się w półokręgu, zapewniając sobie dogodne pozycje do ataku. Maghnus zaczekał na umówiony sygnał, charakterystyczne zielone iskry wystrzelone ponad drzewami daleko za jamą, oznaczające gotowość do ataku. Skinął głową łowczemu, który wypuścił jednego z ogarów do dzikiej szarzy wzdłuż pobliskiego koryta rzeki - a dźwięk szybko przemieszczającej się istoty, łamania suchych gałęzi, szeleszczenia szuwarów, przez które się przedzierał i ostatecznie chlupot brodu, po którym galopował w werwie właściwej psom myśliwskim, szybko odwrócił uwagę wartowników. Niewiele myśląc, nie ostrzegli nawet biesiadujących przy ogniskach w głębi jamy ludzi i rzucili się do pogoni za zwierzęciem. Gdzieś nieopodal skarpy zbiegającej do rzeki błysnęły dwa zaklęcia, a zaskoczeni wartownicy padli na ziemię bez życia nim zdążyli chociażby krzyknąć. Dwójka strażników zwinnych jak cienie wkradła się do jamy, by wrzucić doń flakony z miksturą buchorożca, a następnie zbiec niepostrzeżenie. Głęboko w jamie nastąpiła eksplozja wstrząsająca ziemią przysypującą sklepienie jamy, rozgrzały krzyki paniki i wrzawa uciekających z wnętrza ludzi, obawiających się, że skalna grota runie na ich głowy. Odczekali jeszcze parę chwil, czekając, by jak najwięcej robactwa wyległo z jamy, nim przystąpili do otwartego ataku, a zewsząd rozbłysły wiązki rzucanych zaklęć bojowych. Przerażeni rebelianci próbowali się bronić, próbowali odpowiadać ofensywą, choć posyłane przez nich zaklęcia rzucane były między drzewa, na oślep, a część z nich wdrapała się na skarpę ponad wejściem jamy, by salwować się ucieczką w przeciwnym kierunku. Tam czekała jednak na nich niemiła niespodzianka w postaci grup Cathala oraz Sedrica, które wprost rwały się do bitki. Maghnus uśmiechnął się krótko, słysząc niewybredne inkantacje rozbrzmiewające naokoło, plugawe inkantacje, którymi sam chętnie się posiłkował, pragnąc zadać jak największe obrażenia, wywołać jak największy ból, przynieść jak najszybszą śmierć. Trójka kobiet z gromadką dzieci próbowały wyrwać się obławie i przemknąć na wschód, tam jednak niemalże wpadły na Lionela i Erastusa oraz towarzyszących im mężczyzn z Towcester, którzy w mig rozbroili i spętali uciekinierów zgodnie z dyrektywą, by dostateczną ilość osób pojmać jako zakładników i uczynić z nich później przykład i przestrogę przed tymi, którzy mogliby rozważać podobne akty nieposłuszeństwa obywatelskiego. Ze wszystkich stron uszu Maghnusa dobiegały krzyki i błagalne lamenty, na które jednak zarówno strażnicy, jak i ochotnicy z okolicznych miasteczek pozostawali głusi. Zero litości, tej zasady wszyscy trzymali się wiernie.
- Panie, pojmaliśmy dowódcę rebeliantów! - oznajmił zdyszany łowczy, który już po chwili zaprowadził szlachcica do zagonionego pod drzewo mężczyzny. Na oko zbliżał się do pięćdziesiątki, jego twarz była zmęczona i brudna, ubrania zakrwawione i poszarpane przez ogary, które otoczyły go i teraz krążyły naokoło, pilnując swej ofiary.
- Jak się nazywasz? - zapytał Maghnus, podchodząc bliżej pomiędzy psami. - Macie więcej kryjówek? Ilu was jest? - zasypywał go gradem pytań, wiedząc, że w najbliższym czasie nie będzie miał okazji uzyskać odpowiedzi na nurtujące go kwestie.
- Nolan Hopkirk, lordzie Bulstrode - splunął na ziemię, pogardliwie go tytułując, a jeden z psów zawarczał gardłowo.
- Macie więcej kryjówek? Ilu was jest? - powtórzył Maghnus uparcie, mierząc w niego różdżką. Musiał mieć pewność. Hopkirk milczał jak zaklęty.
- Panie, pozwól mi... - zaczął łowczy, wysuwając się do przodu, jednak Bulstrode uciął jego wypowiedź krótkim gestem dłoni.
- Bucco - zitan świsnął w powietrzu, a niewidzialna siła uderzyła rebelianta w dół szczęki, sprawiając, że jego głowa niemalże teatralnie odskoczyła do tyłu i uderzyła w pień.
- Nic nie powiem, nic nie wiem - odpowiedział hardo mężczyzna. Uśmiechnął się szaleńczo, odsłaniając ziejące czernią szczerby po jedynkach, a po brodzie spływała mu krew. Pomimo drugiej szansy, nie skorzystał z niej.
- Aquassus - zainkantował zaklęcie, a oczy Hopkirka już po chwili błysnęły białkami, gdy ruszał ustami jak wyjęta z wody ryba i próbował zaczerpnąć powietrza, które kradła mu z płuc czarna magia. Wił się bezradnie, walcząc z nieistniejącą wodą zalewającą jego drogi oddechowe dopóki Maghnus nie zakończył tortuty. - Nie lubię się powtarzać - dodał ostrzegawczo.
- Jest... jest jeszcze obozowisko w Dockey Wood i drugie w Chiltern Hills. Może więcej, rozdzieliliśmy się przed ponad miesiącem. Łącznie z nami niecałe sto osób, nic więcej nie wiem, przysięgam! Litości, panie, błagam! - zawył Nolan, gdy zaczerpnął już na nowo powietrza. Bulstrode odnotował w myślach wskazane miejsca i chociaż wieści o tak licznych grupach zdrajców szwendających się po jego ziemiach napawała go rozczarowaniem, nie dał tego po sobie poznać. Spojrzał beznamiętnie na Hopkirka, który po krótkiej zachęcie śpiewał już inną piosenkę.
- Dam ci litość, na jaką zasługujesz, Nolanie, bądź spokojny - oznajmił Maghnus niemalże łagodnym barytonem, a następnie wycelował w niego różdżkę ponownie. - Vulnerario - zainkantował, wyobrażając sobie, jak niewidzialny miecz nieustępliwie rozpruwa ciało zdrajcy, od gardła aż po koniec mostka. Krótki krzyk został zduszony bluzgnięciem krwi, a Hopkirk zamilkł już na zawsze. - Powieście jego ciało na drzewie przy wejściu do jamy - zakomenderował szlachcic, na wypadek gdyby jakikolwiek inny zdrajca miał dotrzeć w to miejsce, szukając rady dowódcy. Niech wiedzą jaki los spotyka rebeliantów, niech boją się i pierzchną jak najszybciej z jego ziem.
Wokół zapadła już cisza. Żadne zaklęcia nie mknęły ponad ich głowami, żadne bojowe okrzyki nie rozbrzmiewały w zbliżającej się ku końcowi nocy, już tylko wyselekcjonowani zakładnicy lamentowali, przerażeni losem współbratymców i tym, co ich samych czekało. Maghnus przywołał do siebie kuzynów i powiódł spojrzeniem po ich twarzach, były zmęczone, lecz w ich oczach pobłyskiwał cień satysfakcji i morderczego apetytu, który został zaspokojony.
- Jakie straty? - zapytał, rozglądając się po ścielących się naokoło ciałach.
- Pięciu z Kettering, trzech z Paulerspury i jeden z Towcester. Jeden z Bulstrode Park - odpowiedział Cathal, a Maghnus pokiwał głową w zadumie. Śmierć w podobnym starciu zdawała się być nieunikniona, ale ofiary po ich stronie zawsze były niefortunnym zdarzeniem, napawającym go swoistego rodzaju smutkiem.
- To byli dobrzy ludzie - oznajmił donośnie, pragnąc, by usłyszeli go wszyscy zebrani. - Ich ofiara nie zostanie zapomniana. Ich rodziny nie będą pozostawione samym sobie. Wdowy i ich dzieci odwiedzę osobiście i zadbam o ich dobrobyt - kontynuował, składając solenna przysięgę, której zamierzał dopełnić.
- Co z zakładnikami? Mamy pięciu mężczyzn, pięć kobiet i pięcioro dzieci - zapytał Sedric, zerkając na spętanych, bezbronnych ludzi.
- Weźcie ludzi do pomocy i po trójce zakładników, po jednym z każdej grupy. Rozdzielcie się, powieście ich w odstępach na skraju lasu, zawieście na ich szyjach tabliczki z ich przewinami, niech każdy wie, co robimy ze zdrajcami, niech każdy wie, że wspierali Zakon Feniksa i zapłacili za to najwyższą cenę. Cathal, zajmiesz się zachodnią i północno-zachodnią granicą Ferrels Wood. Sedric, ty pójdziesz na północ. Lionel, twoje będzie południe i południowy-zachód. Erastus, pod twoją opiekę trafia północny-wschód lasu. Ja zadbam o granicę wschodnią i południowo wschodnią. Nie zawiedźcie mnie - zarządził dalszy podział obowiązków. Lordów tych ziem w polowaniu brała udział piątka, oczekiwał więc, że nieznacznie młodsze kuzynostwo weźmie na swe barki ciężar odpowiedzialności i dopilnuje należytego wykonania powierzonych im działań.
- Ależ, Maghnusie, dzieci... - zaprotestował nieśmiało Sedric, lecz Bulstrode nie dał jego wątpliwościom dojść do głosu.
- Z zatrutego drzewa wyrastają tylko zatrute owoce. Nie żałuj ich, Sedricu, krew tych dzieci na rękach mają zdrajcy świadomi ryzyka swych czynów, Zakon Feniksa i Harold Longbottom, który rozpętał tę wojnę. To ich wińcie za każdą uncję przelanej krwi - mówił głośno, na tyle głośno, by mieszkańcy służący swą pomocą doskonale słyszeli słowa i byli pewni, kto ponosił odpowiedzialność za okrucieństwa, jakie rozgrywały się w Northamptonshire, jakie rozgrywały się w całym kraju. - Dzieci, Serdicu, najlepiej pokażą, że nie cofniemy się przed niczym, by oczyścić nasze ziemie ze szlam i rebeliantów. Nie miej litości, kuzynie, Zakon dla ciebie by jej nie miał - dokończył swą myśl, a oczy Sedrica błysnęły złością, jakby dopiero powołanie się na karygodne czyny Zakonu Feniksa przemówiło do jego rozsądku i uciszyło sumienie. Skinął głową posłusznie. Przytaknąwszy w potwierdzeniu, każdy z kuzynów rozszedł się w swoim kierunku, zabierając wyznaczonych zakładników.
Maghnus pragnął, by poczuli w ustach smak wojny, by przebudzili w sobie wolę do walki, jeśli nie zrobili tego dotychczas. Era bycia spolegliwymi cieniami była już za nimi, nadeszły nowe, mroczne czasy, czasy, w których mogli osiągnąć wielkość, jeśli tylko tego wystarczająco mocno pragnęli. Miał ambicję zadbać o to, by młodzi lordowie Bulstrode podążali jedyną słuszną ścieżką.
Świt zastał Ferrels Wood z truchłami zdrajców powiewającymi na jesiennym wietrze.

| zt, 2385 słów


half gods are worshipped
in wine and flowers
real gods require blood


Maghnus Bulstrode
Zawód : badacz starożytnych run, były łamacz klątw, cień i ciężka ręka w Piórku Feniksa
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
gore and glory
go hand in hand
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 death before dishonor
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9868-maghnus-i-bulstrode https://www.morsmordre.net/t9891-helios#299311 https://www.morsmordre.net/t9887-mouth-full-of-white-lies#299287 https://www.morsmordre.net/f377-gerrards-cross-bulstrode-park https://www.morsmordre.net/t9894-skrytka-bankowa-nr-2246#299355 https://www.morsmordre.net/t9896-maghnus-bulstrode#299374
Re: Ferrels Wood [odnośnik]29.07.22 0:19
10 kwietnia

W świecie czarodziejów klątwy nie były niczym nadzwyczajnym. Rzucanie ich mugole przypisywali cyganom. Rzucane przez cyganki na młode dziewczęta, które traciły głowy dla cyganów i uciekały w zbyt młodym wieku razem z nimi. Rzucane na małych chłopców, by byli chorowici i nie dożywali dorosłości. Rzucane na wrogów i ich rodziny; przeklęcie tych, którzy zaszli im za skórę. Większość tych historii była wyssana z palca, ale cyganom przypisywano szarlataństwo od wieków, jak zrozumiał, nie bez powodu. W ich rodzinie też byli czarodzieje. On sam był czarodziejem. Po mamie. Ale nie zwykli przeklinać ludzi. Parali się ziołolecznictwem, uzdrowicielstwem, hodowlą zwierząt, słysząc, że niektórzy potrafili się z nimi porozumiewać. Tak naprawdę. Ale wierzył, że niektórzy to robili. Przeklinali innych. W tajemnicy, napędzani gniewem, nienawiścią. Ostatnio zaczął o tym myśleć. Koszmary, które miewał — być może wcale nie były odpowiedzią na to, co przeszedł. Może były zesłane przez kogoś. Może los Thomasa był przeklęty. Ktoś przeżył, ktoś nienawidził go i obarczał stratą. Jeśli to była prawda, oni wszyscy byli w niebezpieczeństwie. Wszystkie klątwy miały tak samo wielką i zabójczą moc.
Przyśnił mu się kary ogier. To był fatalny omen.
Miał to zrobić już dawno, ale nie miał wystarczająco odwagi. Miał pomówić z bratem, ale na to też brakowało mu sił. Unikał go, uciekał wcześniej, byle się z nim nie spotkać, a kiedy wracał do domu późno, przemykał na górę, byle tylko nie zachodzić do salonu, gdzie sypiał. Nie mógł tak ciągnąć tego w nieskończoność, ignorować podszeptów losu, zdarzeń. Nie wszystko dało się zamieść pod dywan, brudu nagromadziło się zbyt wiele. Kiedy wychodził do pracy chciał poczekać aż wstanie, ale ostatnie zbudził go, zostawiając z krótką informacją, że wieczorem musi być gotowy długiej drogi na miotle. Kiedy wrócił; nie czuł ani głodu ani zmęczenia. Zabrał z domu miotłę i wskoczył na nią kiedy tylko zobaczył, że Thomas opuszcza dom, który zamieszkiwali. Nie odzywał się do niego całą drogę, milczał, prowadząc. Lecieli wiele mil, podróż była długa. Nastał zmrok, a to utrudniało orientację w terenie, ale trzymał się świateł i zaklęcia wskazującego kierunek — trzymał się gwiazd. Tego jednego Jayden nauczył go dobrze. Podróżować dzięki mapie nieba. Raz po raz zerkał przez ramię, upewniając się, że Thomas wciąż za nim leci. Nie był pewien, czy orientował się, gdzie są. Była już noc, a on mógł nie pamiętać. Ale James pamiętał. Przeczesał każdy skrawek pobliskich terenów, szukając śladów swojej rodziny.
Wylądował na skraju lasu, który był wyraźnym punktem orientacyjnym w okolicy. Wzdłuż linii skierował się na wzgórza porośnięte drzewami. Zwolnił, idąc pod górę, choć nie przez zmęczenie. Wspomnienia napływały do niego, jakby to wydarzyło się wczoraj. Wtedy tylko nad drzewami unosił się dym i pomarańczowa łuną po dopalającym się ogniu. Był pewien, że swąd palonych ciał wciąż się tu unosił. Ale nie wszyscy spłonęli. Niektórzy po prostu zostali w krzakach, jak ich dziadkowie. Wtedy nie miał czasu, by to robić. Szukał żywych. Potem nie miał odwagi tu wrócić, łudząc się, że nie będzie musiał ich chować ze zmarłymi. Ale ktoś to musiał zrobić, ktoś musiał tu wrócić. Minęło i tak zbyt wiele czasu.
Obrócił się przez ramię na brata, czując, że już wiedział, gdzie są, a może — co musieli zrobić. W milczeniu wspiął się na szczyt, wtedy też Lumos rozświetliło okolicę.
— Musimy rozpalić ogień. — Ognisko rozjaśni teren, pomoże im w poszukiwaniach. — Musimy wszystko znaleźć. — Znaleźć wóz, jeśli jaki zachował się choć trochę. Pochować ich wszystkich tam, ułożyć w środku. Spalić to, co pozostało po nich, dać duchom odejść. Opuścić to miejsce i zaznać spokoju.



Czas także ulega potknięciom i wypadkom
i dlatego może się rozbić i zostawić
w jednym pokoju ułamek swojej wieczności.
James Doe
Zawód : grajek, złodziejaszek
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
How do you love?

Like a fist. Like a knife.
But I want to be more like a weed,
a small frog trembling in air.
OPCM : 0
UROKI : 0 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 28
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej
 little unsteady
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9296-james-doe https://www.morsmordre.net/t9307-leonora https://www.morsmordre.net/t9300-skrzypek-na-dachu https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9776-skrytka-bankowa-nr-404 https://www.morsmordre.net/t9322-james-doe
Re: Ferrels Wood [odnośnik]29.07.22 13:06
Czuł się... nawet nie wiedział, nie do końca. Na pewno jak nie on. Przecież często było ciężko - często chciało mu się płakać czy kłamał, że czuje się świetnie, ale w ostatnich tygodniach było to jeszcze trudniejsze niż zazwyczaj. Czuł, że coś tracił, ale nawet nie wiedział co dokładnie i jak mógłby to powstrzymać. Może nie powinien? Może tak byłoby lepiej dla wszysktkich gdyby po prostu się poddał i pozwolił na to, żeby się stracił? Byłoby im łatwiej w ten sposób...
A jednak... coś go zatrzymywało. Nie pozwalało mu zniknąć. Może też dlatego po prostu się zgodził na wyjście gdzieś z Jamesem. Nie miał pojęcia gdzie, ale był zmęczony - zarówno kłótniami, tłumaczeniami się. Był... a może właśnie nie był? Może czuł się zmęczony bardziej niż kiedykolwiek właśnie dlatego, że wiedział, że nie powinien już tutaj być, bez znaczenia na to co inni twierdzili i jak chcieli?
Leciał w ciszy, nawet jeśli czuł zmęczenie - po prostu je ignorował. Czuł jakby przez ostatnie tygodnie czuł tylko zmęczenie i już nie pamiętał jak to było nie być zmęczonym, ale czy wszyscy go nie czuli? To James przecież pracował. On sam starał się coś zwinąć, ale i z tym był o wiele ostrożniejszy - był nieuważny, nie wychodziło mu nawet zdjęcie pułapek wtedy z bratem. Naraził go wtedy, znów.
Tylko ich narażał. Nie chciał tego robić! Nie chciał być zagrożeniem...
Czuł ucisk w żołądku, widząc znajome regiony - nawet jeśli nie było już tak jasno dookoła. Nawet jeśli...
- Nie - odpowiedział Jamesowi, chociaż jego głos był słaby. - Jest wojna, ognisko... zwróci uwagę - w końcu byli czarodziejami, nie powinni posługiwać się ogniskiem jeśli chcieli spędzić tutaj więcej czasu. Nie mogli ryzykować, że dym zwróci uwagę, lub sam ogień. Czy inni czarodzieje rozpalali ogniska? Nie był pewny, ale ogień w środku lasu...
- Lumos maxima, pamiętasz jak rzucić? Później jak... jak wszystko zbierzemy... Wtedy to spalimy. Nie wcześniej... - dodał, domyślając się dlaczego mieli zbierać to wszystko. Będą musieli później czekać aż wszystko na pewno spłonie. Do rana? A może jeszcze dłużej? Nie był pewny, ale wtedy przynajmniej nie będą ryzykować, że ktoś zwróci na nich uwagę?
No i zaklęcie było łatwiej przenieść niż ognisko, lub wygasić w razie nagłej potrzeby.
- Lumos maxima - zamachnął się, wyciągając różdżkę. Jedno, dwa... może trzech by potrzebowali? Nawet jeśli to pierwsze nie wyszło. - Lumos maxima - skierował kolejne dalej, choć dawało niewiele światła. Migotało - ale nie oświetlało tego terenu wystarczająco. Ale może to było lepiej? Nie mogli wiedzieć co ani kto krył się w tych lasach. Z drugiej strony... czy gdyby rzeczywiście ktoś z mugoli się krył, wychodziłby do nich czy może raczej by ich chciał zaatakować? Może wolałby się ukryć w obawie przed nimi? W końcu byli czarodziejami, a jeśli zachowają pozory, że wiedzą co robią...
Chociaż im więcej dostrzegał fragmentów, tym ciężej się czuł - czuł ten ucisk w żołądku, czuł jak coś jeszcze bardziej w nim pęka, kiedy kierował różdżkę w kolejne miejsce. - Lu... lumos maxima - dodał cicho, chcąc oświetlić kolejny region. Bał się, oczywiście, że się bał. Chociaż może to ten strach działał na niego lepiej? Widząc jak jasno rozbłysła kula światła nad nimi.
Nie był tutaj. Nie wiedział nawet co zostawił za sobą, kiedy uciekał - bał się, oczywiście że tak! Dwa i pół roku temu to wszystko miało miejsce... A on nie odważył się nawet raz tutaj zjawić. Bał się, oczywiście że się bał.
Przesunął wzrokiem po drzewach, które ich otaczały. Były przerażające. Nie powinni tutaj być - wiedzieli o tym oboje. Dlaczego więc tutaj...
- Jeśli coś dziwnego usłyszysz, mów od razu. Nawet jeśli to tylko zwidy... - dodał, chociaż jego ostrożność naturalnie była wynikiem zwykłego strachu. Bał się - od zawsze był tchórzem i na zawsze nim pozostanie. Przecież to się nie zmieni, wiedział o tym. Zawsze był pełen ostrożności, woląc rzucać się do ucieczki niż do walki.
Więc co miało miejsce tam? W podziemiach..?
Dlaczego nie mógł uciekać sam tutaj, te lata temu..? Dlaczego nie zdobył się na to, żeby zostawić rodzinę i zabrać Jeanie? Dlaczego nie udało mu się podjąć innej decyzji? Może wtedy ci wszyscy...
Zabrał się do zbieranie tego, co leżało na ziemi. Fragmenty brudnych materiałów, które kiedyś były barwne i kolorowe, fragmenty drewna i kół, drewniane pudełko...
Zastanawiał się czasem czy wtedy to znaleźli. To, po co przyszli - to, czego szukali. Nie był pewny, nie odważył się sprawdzić, chociaż wiedział doskonale, że powinien tutaj wrócić.

| Rzuty na lumos


Ferrels Wood - Page 9 EbVqBwL
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Ferrels Wood - Page 9 AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: Ferrels Wood [odnośnik]29.07.22 13:06
The member 'Thomas Doe' has done the following action : Rzut kością


'Zdarzenia' :
Ferrels Wood - Page 9 DkueKwD
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Ferrels Wood - Page 9 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Ferrels Wood [odnośnik]03.08.22 0:40
Czuł podskórnie, że chciał uciec, chociaż nigdy nie znał powodów, dla których tak znikał. Robił to już wtedy, kiedy byli mali. Tłumaczył, ale jego słowa umykały gdzieś w całej tej atmosferze gniewu i rozczarowania. Może to właśnie to sprawiało, że się go trzymał tak kurczowo. Przez całe życie szukał powodu, dla którego Thomas chciałby... zostać. Milczał, strawiony już dawno przez te wszystkie emocje, które zdążyły się rozżarzyć i zgasnąć. Pustka i cisza nie sprawiły, że czuł się obco. Właściwie czuł się jak w domu. Czuł jego milcząca obecność, bardziej wyraźną niż czas, w którym paplał głupoty. Czuł jego smutek i ból i nie mógł nic na to zaradzić; czuł własny ból z powodu tej bezsilności i niemocy — wszystko wokół zdawało się walić od paru miesięcy, a on nie był w stanie utrzymać stropu. Może nie próbował wcale tak bardzo; nigdy nie był bohaterem. Nigdy nie był też głową rodziny. Zawsze mieli nad sobą wielu ludzi, cyganów, radę starszych. Żyli nie przejmując się niczym. Nawet świat kobiet rodzących dzieci, rodzin, ślubów mknął gdzieś obok, ledwie ich porywając. Kiedy zostali sami wszystko stało się takie... obce, monumentalne. Przerażające. Nie było mądrzejszych, którzy dbali o porządek, zasady. Nie było kobiet, które dzieląc młodzików szmatą ustawiały ich do pionu. Wszystko było obce, oni byli obcy względem siebie. Patrzył przed sobie na to wzgórze, czując, że brakuje mu sił, by na nie się wspiąć. Miał w sobie determinację, miał wolę walki.
Pokiwał głową, chociaż nie miał pojęcia, czy w słowach Thomasa odnalazł sens, czy szaleństwo.
— Lumos maxima— skierował różdżkę przed siebie, wyczarowując kulę światła nad głowami. Była jasna, intensywna. Udło mu się bez problemu, lecz kier rozbłysła w jego oczach błysnęło zrezygnowanie. Nie przyprowadził go tu po to, by posprzątać.
Obejrzał się na brata, parząc na to, z czym się zmagał. Dźwigali ten sam ciężar, obaj byli winni. Thomas katastrofy, James tego, że uciekając mogli jej zapobiec. Nie mógł pogodzić się z tym, co się stało, to gniło mu w żołądku. Nie potrafił tak dłużej. Czuł, że robactwo zje go od środka.
—Tommy...— zaczął cicho, spoglądając na brata. — Musimy znaleźć wszystkie... ciała... I ich pochować — powiedział powoli i wyraźnie. To nie miał być szczęśliwy pogrzeb. Nie taki jak wszystkie inne. To było pożegnanie przepełnione wyrzutami sumienia, nie było w nich radości i zgody z ponurym losem.
Ruszył przed siebie, dostrzegając potłuczoną ceramikę. Widział, że po paru krokach natrafi na więcej, więc zatrzymał się, biorąc głęboki oddech.
— Nigdy tu nie wróciłem — przyznał; opowiadał mu o tym kiedyś? — Kiedy przyszli, Tommy, wszyscy się za tobą wstawili. Wszyscy. Nikt nie chciał powiedzieć, gdzie jesteś, nikt nie chciał cię wydać. Nawet wuj Credi. Jednym głosem stanęli przeciwko czarodziejom, gotowi ich przeklinać i przepędzić. Zabili ich. — Zakończył ponuro, robiąc kilka kroków do przodu. Natrafił na pierwsze szczątki. Kości, choć nie wyżarte do białości. Przełknął ślinę, czując potworny ból w trzewiach. Przed nimi tkwił wóz, nie spalony doszczętnie, choć kompletnie nie nadający się do użytku.
— Mobilicorpus— powiedział, celując różdżką w szczątki. — Ja też. Nie znałem zaklęć, tylko te, ktore przypomniały mi się z klubu pojedynków. Ale nim zdążyłem kogoś zaatakować, dostałem w plecy czymś i straciłem.... straciłem przytomność. Kiedy się obudziłem w błocie było po wszystkim... Martwiłem się o ciebie, Sheilę, Eve... Nie umiałem was znaleźć wśród... Wśród ich wszystkich zwłok... — Głos mu się załamał, ale wciąż nie spojrzał na brata. — Uciekłem. Ze strachu. Szukałem was i nigdy tu nie wróciłem.— Spróbował różdżkę przenieść zwłoki do cygańskiego wozu, lub tego, co z niego pozostało. — To jest... To jest prawda, Thomas. Zabiłeś to dziecko. Życie za życie — wydukał tępo. — Musisz dać coś światu, musisz to odpokutować. Coś zrobić. — Przełknął ślinę, szukając jego spojrzenia. — Musisz się obudzić i... Naprawić to. Rozumiesz?— Ja też. Ja też muszę coś zrobić.[/b]

| zaklęcie



Czas także ulega potknięciom i wypadkom
i dlatego może się rozbić i zostawić
w jednym pokoju ułamek swojej wieczności.
James Doe
Zawód : grajek, złodziejaszek
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
How do you love?

Like a fist. Like a knife.
But I want to be more like a weed,
a small frog trembling in air.
OPCM : 0
UROKI : 0 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 28
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej
 little unsteady
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9296-james-doe https://www.morsmordre.net/t9307-leonora https://www.morsmordre.net/t9300-skrzypek-na-dachu https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9776-skrytka-bankowa-nr-404 https://www.morsmordre.net/t9322-james-doe
Re: Ferrels Wood [odnośnik]03.08.22 14:56
The member 'James Doe' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 7
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Ferrels Wood - Page 9 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Strona 9 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9

Ferrels Wood
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach