Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Gospoda "Złota Gęś"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Gospoda "Złota Gęś"   16.07.16 18:26

First topic message reminder :

Gospoda "Złota Gęś"

Wejście do niepozornej, na wskroś nielegalnej gospody znajduje się z drugiej strony budynku, przez zagracony dziedziniec. By się tam dostać należy przejść niewielkim tunelem kilka metrów, a następnie wspiąć się po schodach do drzwi wejściowych. W drodze w górę można usłyszeć niewybredne komentarze pod swoim adresem kierowane przez grupkę podlotków szczególnie łasych na kobiece walory. Sama gospoda zlokalizowana jest w szarym, wręcz nijakim, podstarzałym budynku, podobnie jak większość znajdujących się w London Borough of Enfield. Okna osadzono w czarnych ramach, a same szyby wydaja się ostatni raz myte przed wiekami - może to jeden z trików, by zapewnić gościom więcej prywatności, w końcu po przekroczeniu progu można natrafić na wszystko, co nielegalne... Mówi się, że na przełomie XIX wieku można było zdobyć tutaj najprawdziwsze złote jaja gęsi. Choć obecnie to tylko jedna z wielu opowiastek, jeśli potrzebujesz smoczego jaja lub dyskretnego omówienia interesów, w tej części miasta nie mogłeś trafić lepiej... Choć zdarza się, że i aurorzy obserwują.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Bellona Lovegood
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t1565-bellona-greyback https://www.morsmordre.net/t1574-mars#15674 https://www.morsmordre.net/t1573-bell#15671 https://www.morsmordre.net/f181-trout-road-45 https://www.morsmordre.net/t1749-bellona-lovegood#20570
Zawód : hodowca i treser chartów angielskich
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
Tygrys, tygrys w puszczach nocy
Świeci blaskiem pełnym mocy.
Czyj wzrok, czyja dłoń przelała
Grozę tę w symetrię ciała?
OPCM : 19
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Gospoda "Złota Gęś"   02.12.16 14:27

/17 marca?

Nie miałam powodów, by pić. Chyba. Tak? Nie? Ostatnio dopisywało mi szczęście. Zaczęłam się zastanawiać czy nie za dużo tego szczęścia się ostatnio do mnie przykleiło. Im więcej masz, tym więcej możesz stracić. Znów zaczęły mnie nawiedzać przykre myśli splątane węzłem wspomnień. Tragicznych wspomnień, niepozwalających w nocy spać. Wyciągających ze mnie wszystko, co najgorsze; nawyki, lęki, pragnienia, instynkty. Nadal boję się pełni, osób agresywnych. Mimo to pcham się w ich gniazdo, masochistycznie spełniając swoje szokujące zachcianki. Chciało mi się pić. Skończyło się wino. Kierowałam więc swoje kroki tam, gdzie nie powinnam. Enfield nigdy nie miało dobrej renomy, pobyt tam nie mógł skończyć się dobrze. Ale stało się; wzięłam ze sobą Jowisza, poszliśmy.
Szliśmy kiedy niebo przybrała atramentową barwę, gdy drogi były mokre, oświetlane wąskim snopem światła latarni. Ulice mieniły się w ich blasku nie pozostawiając złudzeń, że ścieżka może okazać się zdradliwie śliska. Dotarliśmy do tunelu, a mój towarzysz zaczął ujadać. Znów stali bywalcy podobnie obskurnych miejsc. Gwiżdżący, wysyłający niepochlebne, wręcz ordynarne komentarze, które wywołały we mnie lekki niepokój. Było jednak już za późno na odwrót, więc kontynuowałam spacer aż do bram karczmy. Przed którą zostawiłam Jowisza, bez uwięzi. To dobrze wytrenowany chart, nie było powodu, by mu nie ufać.
Sama zaś weszłam do środka. Od razu ogarnęło mnie ciepło wymieszane z odorem alkoholu, potu oraz papierosów. Bez zbędnych słów zdjęłam swój płaszcz i zajęłam dość nieoczywiste, mało rzucające się w oczy miejsce na końcu baru. Brudnego, lepiącego się. Nie oczekiwałam żadnych luksusów, sama wybrałam tak podejrzane miejsce. Wyrzuty sumienia znieczuliły mnie na wszystko inne.
Zamówiłam butelkę ognistej, jedną szklankę. Co jakiś czas spoglądałam za siebie zastanawiając się, czy rosły facet w rogu gospody przyglądał się właśnie mnie. Denerwowało mnie jego spojrzenie, przez które nie mogłam spokojnie się napić. Ręka lekko mi drżała, gardło piekło, a złe myśli ulatniały się do atmosfery.





just fake the smile

Powrót do góry Go down
Douglas Jones
avatar

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
https://www.morsmordre.net/t2023-douglas-jones https://www.morsmordre.net/t2037-poczta-douga https://www.morsmordre.net/t2035-douglas https://www.morsmordre.net/f206-horizont-alley-18-5 https://www.morsmordre.net/t4275-skrytka-bankowa-nr-579#88646 https://www.morsmordre.net/t2187-douglas-jones#33292
Zawód : szukający Os z Wimbourne
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
sił mi brak i już nie chcę
nic wiedzieć, mam mętlik
w mojej małej głowie
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 25
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Gospoda "Złota Gęś"   22.12.16 22:44

| pasuje <3

Miał wiele powodów, żeby pić.
Ostatnie miesiące jawiły się tragicznie monotematycznie, miał tego dość - przyłapywał się na tym, że podczas treningów z mniejszym zaangażowaniem śledzi ucieczkę złotego znicza, że fanki mijane na ulicy bardziej niż zawsze rozgrzewają jego krew do najgorętszej wściekłości, że nawet sytuacja polityczna, która zwyczajowo obchodziła go tyle, co nic, poczynała spędzać mu sen z powiek. Zmieniał się; coraz więcej osób wypominało mu markotność, a choć gburem był od zawsze, od niedawna miał skłonności do przechodzenia samego siebie.
Zbliżało się coś złego - choć wypierał tę świadomość, przeczuwał to w kościach.
Topił ją w hektolitrach alkoholu; topił w nich wątpliwości, topił strach, topił obawy, że postąpił lekkomyślnie, przystając na propozycję Vitalija.
Jednak nigdy przed tym, jak zdecydował się zasilić grono Rycerzy Walpurgii, nie czuł się tak potrzebny. Nie czuł, że może coś zmienić. Że ktoś go docenia.
Ale teraz wszystkie odczucia zatopił na dnie brudnej, klejącej się szklanki; balansował na barowym stołku, bardzo nie chcąc osunąć się z niego na podłogę, i kontynuował dywagacje na przeróżne tematy z osobami, których już nigdy więcej nie ujrzy na oczy - wszyscy byli podobni, w tym samym stanie, tak samo zmarnowani, tak samo szukający odskoczni. Szukający jakichkolwiek odmian. Wyrwania się z objęć emocjonalnej martwoty.
- Za minister! - podniósł toast, gdy wśród jego współtowarzyszy podniosły się rozmowy stricte polityczne; prześmiewczo uniósł szklankę jeszcze wyżej, a zrobił to tak niezdarnie, że część napoju spłynęła mu wzdłuż nadgarstka. - Żeby zdychała długo i... - i boleśnie; tego nie zdążył powiedzieć, bo któryś ze zgromadzonych okazał się miłośnikiem ówczesnej władzy i rzucił się na niego z pięściami - Douglas pomimo swojego stanu refleksy zachował dobre, dlatego bez problemu uniknął ataku i trafił nieszczęśnika knykciami w skroń. Gdy biedak zachwiał się i padł na ziemię, Jones zmarszczył brwi i groźnie łypnął na zgromadzonych. - Ktoś jeszcze? - warknął przeciągle, a choć przez chwilę w czyichś oczach jaśniał jeszcze zapał do walki, szybko zgasł. Po krótkiej zadumie nikt nie chciał skończyć pod barem z podbitym okiem.
Tego dnia Douglas Jones czuł się wyjątkowo żywy.
Świat wokół zdawał się wciąż lekko chwiać, gdy kątem oka dostrzegł kobiecą posturę kreślącą się przy barze; kobieta? W takim miejscu? W dodatku samotnia i ochoczo sącząca alkohol? Było to tak dziwne, tak niecodzienne, że aż (nie do końca świadom?) wstał i ruszył z ciekawości w tamtą stronę. Umiarkowanie chwiejnym krokiem.
Chwilę zajęło mu dopasowanie kobiecej twarzy do imienia z przeszłości, ale gdy zdołał to zrobić - wszystko stało się jasne.
- Greyback! - przywitał się odrobinę głośniej niż zamierzał, sam nie do końca rozumiejąc, dlaczego ma taki dobry nastrój; być może nic nie było tak przyjemne jak użycie drobnej dozy przemocy w miejscu publicznym. Machnął ręką na barmana, zamawiając spore ilości alkoholu - nie zauważył, że Bellona weszła już w posiadanie własnej butelki. - Zgubiłaś się?




and I don't give a damn
about my bad reputation

Powrót do góry Go down
Bellona Lovegood
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t1565-bellona-greyback https://www.morsmordre.net/t1574-mars#15674 https://www.morsmordre.net/t1573-bell#15671 https://www.morsmordre.net/f181-trout-road-45 https://www.morsmordre.net/t1749-bellona-lovegood#20570
Zawód : hodowca i treser chartów angielskich
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
Tygrys, tygrys w puszczach nocy
Świeci blaskiem pełnym mocy.
Czyj wzrok, czyja dłoń przelała
Grozę tę w symetrię ciała?
OPCM : 19
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Gospoda "Złota Gęś"   03.01.17 13:02

Udało mi się zjawić krótko po fascynującej bójce o równie frapujące poglądy. Nie interesowało mnie otoczenie wokół dopóki nie naruszało mojej osobistej przestrzeni. Jeden z dryblasów nadal napastował mnie wzrokiem, czułam go na swoich plecach. Mlasnęłam niezadowolona, z lekką trwogą przyjmując do siebie myśl o niezbyt rozsądnym zachowaniu. Przyjście tutaj nie było moim życiowym sukcesem, ale ostatecznie dziś było mi wyjątkowo wszystko jedno. Dostałam pismo z Ministerstwa o wyznaczeniu do mojej sprawy kolejnego śledczego, co, delikatnie rzecz ujmując, bardzo mnie wkurwiało. Koszmar ciągnie się bez ustanku już kolejne lata; powoli opadam z sił. Gdybym nie była tak zawzięta, tak uparta oraz złośliwa, z pewnością już dawno by mnie tu nie było, a wręcz przeciwnie, pozwoliłabym ciału gnić w ziemskim padole. Tymczasem twardo trzymałam się powierzchni, chwytałam powietrze w płuca i myślałam, że wszystko mi wolno. Włącznie z upiciem się w podrzędnej spelunie, w której nie powinno mnie być. Ani teraz, ani nigdy. Przechyliłam nieco lepką szklankę pozwalając alkoholowi rozlać się po przełyku, dotrzeć do żołądka. Usłyszałam jeszcze za sobą jakieś niezadowolone mruknięcia; nimi też się nie przejęłam. Uniosłam głowę na skrzywionego barmana, rzucającego mi jakże ukradkowe spojrzenia. Westchnęłam. Nadszedł czas na odpalenie papierosa, który już po chwili żarzył się nikłą żółcią. Dym opuścił moje płuca, a kiedy już sądziłam, że przyjdzie mi utonąć we własnej zadumie oraz przygnębieniu, aż podskoczyłam wystraszona na krześle.
Nagłe, głośne wymówienie (zadziwiająco poprawnie) mojego nazwiska prawie postawiło mnie na nogi. Łypnęłam groźnym spojrzeniem na mężczyznę, który odważył się mnie wystraszyć. Rozpoznawszy w nim Douglasa, przyjęłam to niemal z oczywistą miną. Któż by inny? Pokręciłam przecząco głową jednocześnie strzepując popiół do popielniczki.
- Jones – odparłam już bez emocji, za to uważnie się mu przyglądając. Wydawał się być trochę wcięty, ale nie na tyle, by należało się tym przejąć. Dlatego wzruszyłam ramionami, czemu zawtórowało zwilżenie ust kolejną porcją whisky. Nie lubię dużo mówić, a szykowałam się na wypowiedzenie przynajmniej kilkunastu słów. Ten wysiłek wydawał się być przytłaczający.
- Oczywiście, że tak. Pożycz kilka galeonów na Rycerza – rzuciłam neutralnie. Pomoc nie leżała w jego naturze, więc sądziłam, że po próbie wyłudzenia pieniędzy odpuści sobie wyrzucania z siebie podobnych tekstów. – A gdzie twoje fanki? Wystraszyły się brudu? – zagadnęłam lekko, może nieco kpiąco. Nie, naprawdę się dziwiłam, że nie ostała się choć jedna wytrwała, przyklejona do niego na dzisiejszą noc. Podejrzane. Upadek wielkiej gwiazdy?





just fake the smile

Powrót do góry Go down
Douglas Jones
avatar

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
https://www.morsmordre.net/t2023-douglas-jones https://www.morsmordre.net/t2037-poczta-douga https://www.morsmordre.net/t2035-douglas https://www.morsmordre.net/f206-horizont-alley-18-5 https://www.morsmordre.net/t4275-skrytka-bankowa-nr-579#88646 https://www.morsmordre.net/t2187-douglas-jones#33292
Zawód : szukający Os z Wimbourne
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
sił mi brak i już nie chcę
nic wiedzieć, mam mętlik
w mojej małej głowie
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 25
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Gospoda "Złota Gęś"   06.01.17 22:51

Zakołysał się na stołku i sięgnął dłonią po własną szklankę - nie przejął się tym, że przyklejała mu się do palców, że jej brud wręcz wżerał się pod paznokcie, że lepił opuszki. Hektolitry alkoholu zdawały się dezynfekować cały nieporządek i wyzbycie się jakiejkolwiek higieny; ale czy kiedykolwiek przeszkadzał mu rażący brak estetyki?
Zaśmiał się głośno, radośnie, pięknie; błysnęły zęby, przez krótką sekundę wyglądał, jakby ktoś zdarł jego twarz z okładki najnowszej Czarownicy. Jakaś dziwna iskra zajaśniała mu w oczach i gdy mogło się zdawać, że zaraz zgaśnie wraz z blaknącym uśmiechem, błysk rozżarzył się jeszcze mocniej. Douglas uniósł szklankę, upił kolejny łyk, a potem - jak zawsze nonszalancko i bez respektu dla ludzkiej prywatności - nachylił się w stronę Bellony odrobinę zbyt blisko jak na ówczesne standardy, choć wciąż nie przekraczał granicy dobrego smaku.
- Zasłuż sobie na nie - wyszeptał cicho, prawie bezgłośnie, jakby dzielił się najmroczniejszym z sekretów; jego głos zatańczył na chwilę w powietrzu, niemalże całkiem ginąc wśród kakofonii barowych chrząkań, ryków, parsknięć i stukotu kufli. Ktoś w rogu z plaśnięciem uderzył towarzysza w twarz.
Żyć nie umierać.
Jones po ulotnych chwilach zatrzymania odsunął się, znów przywdziewając uśmiech; tym razem barwiło go coś krnąbrnego i przepełnionego kpiną. Drwił z niej - ale w sposób przyjacielski, przekraczał granice Bellony dla własnej uciechy, drażnił ją, lecz wiedział, że niektórych strun nawet on nie powinien poruszać.
- Dziś jestem cały twój - rzucił w przestrzeń, znów sięgając po wypełnione bursztynową cieczą szkło; zalewał gardło, zduszając w sobie słowa, których jeszcze nie zdążył wypowiedzieć. Ale palący smak, zamiast odgonić najgorsze myśli, przywoływał je z podwójną siłą. Więc uśmiechał się dalej, tknięty wizjami, których nie rozumiał on sam.
I być może właśnie teraz powinni oboje zamilknąć; nie bawiły ich słowa, męczyły dłużące się monologi, a dźwięki padających zgłosek w ich głowach przypominały bardziej agonalne jęki. A choć paradoksalnie oboje najchętniej pławili się w ciszy, dziś z pełną rozkoszą tonęli w barowych okrzykach.
- Jak życie? - spytał, muskając tematy wyjątkowo neutralne, w końcu nie widzieli się od lat - ale może było to tylko preludium do kolejnej katastrofy?




and I don't give a damn
about my bad reputation

Powrót do góry Go down
Bellona Lovegood
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t1565-bellona-greyback https://www.morsmordre.net/t1574-mars#15674 https://www.morsmordre.net/t1573-bell#15671 https://www.morsmordre.net/f181-trout-road-45 https://www.morsmordre.net/t1749-bellona-lovegood#20570
Zawód : hodowca i treser chartów angielskich
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
Tygrys, tygrys w puszczach nocy
Świeci blaskiem pełnym mocy.
Czyj wzrok, czyja dłoń przelała
Grozę tę w symetrię ciała?
OPCM : 19
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Gospoda "Złota Gęś"   12.01.17 12:09

Mijały chwile, kolejne porcje alkoholu odnajdywały drogę z przełyku do żołądka, a wśród beznadziejnych, brutalnych odgłosów gospody wyłonił się śmiech. Patrzyłam na Douglasa w niemym zaskoczeniu, szybko obliczając stopień jego upicia. Jakkolwiek nie plasował się na samej górze listy, przez co mogłam bić na alarm (nie uśmiechało mi się podtrzymywanie jego zwiotczałego ciała oraz wdychania ostrego smrodu rzygowin), tak jego wesołość wyglądała na mocno podejrzaną. Nie chcąc pozostawiać go samego w tej wesołej atmosferze, zaśmiałam się również. Cicho, ledwie wyginając w górę usta naznaczone posmakiem whisky i tytoniu. Przez krótką chwilę jako jedyni wyglądaliśmy na szczęśliwych klientów jakże złotej gęsi, która nie znosiła już cennych jaj. Istniała dla jaj, ale tych zupełnie zwykłych. Usłyszałam kilka niepochlebnych bełkotów z oddali sali, kilka skrzypnięć źle spasowanych desek w podłodze oraz krótkie mruknięcie barmana udającego polerowanie szkła; wszyscy wiedzieliśmy, że to pic na wodę, a szklanka czysta nie będzie nigdy. Łatwiej w ten sposób podsłuchuje się prywatne rozmowy. Dobrze, że nie rozmawialiśmy o faktycznym zamachu na samą panią Minister. W chwilę później zostalibyśmy sprzedani za kilka galeonów.
Nie zdążyłam jakoś konkretniej zareagować na jego konspiracyjny szept oraz naruszanie stosownych barier. Jedynie dość nerwowo odsunęłam głowę. Pewnych rzeczy bałam się do dziś, z zadziwieniem rejestrując, że to stało się pewnego rodzaju automatycznym mechanizmem, wbudowanym w splot wszystkich nerwów. Pamięć mięśniowa czy cokolwiek takiego, nie znałam się zbyt dobrze na podobnych zagadnieniach. Lekko zamroczony alkoholem umysł (w tym miejscu można się upić samym odorem) też nie pracował na najwyższych obrotach. Serce na chwilę przyspieszyło ze zwyczajnego rytmu bicia, ale zaraz się uspokoiłam. To tylko Jones.
- Nie rozbiorę się i nie będę tańczyć na barze, zapomnij – skwitowałam jego drobną sugestię. Wszyscy mężczyźni oprócz Aarona byli tacy sami, zbudowani z tej samej gliny, jednakowo prosto. Nietrudno było uderzyć w strunę, o którą chodziło, choć bez wątpienia wybrałam lżejszy wariant. Wynikało to z moich pewnych dysfunkcji spowodowanych wydarzeniami z przeszłości. – Chyba pozostanę zgubiona – dodałam, pozwalając sobie na lekki uśmiech. Tak, to rozwiązanie jawiło się jako najlepsze ze wszystkich innych.
- Mhm, cały mój… do czego cię tu wykorzystać? – mruknęłam w zamyśleniu, choć pytanie miało być tym retorycznym. Posilając się kolejną porcją dymu tytoniowego pomyślałam, że nie byłoby chyba z niego żadnego pożytku poza funkcją tarczy, gdyby ktoś rzucał w nas swoim kuflem. Tak, to wystarczyło, by prowadzić dalej podchmieloną konwersację. – Dobrze. W kwietniu biorę ślub. Musisz w końcu przestać do mnie wzdychać – powiedziałam, oczywiście kpiąc. Dalej nie wiedziałam skąd w Lovegoodzie wziął się tak szalony pomysł jak małżeństwo właśnie ze mną, ale dziś… dziś wszystko było inne. Wisielczy nastrój wciąż trwał. W przeciwieństwie do papierosa kończącego żywot w popielniczce. – Opowiedz mi lepiej o swoich sukcesach, byśmy do rana się wyrobili. – Zmieniłam temat, uważnie przyglądając się twarzy Jonesa, jednocześnie ignorując świat wokół.





just fake the smile

Powrót do góry Go down
Douglas Jones
avatar

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
https://www.morsmordre.net/t2023-douglas-jones https://www.morsmordre.net/t2037-poczta-douga https://www.morsmordre.net/t2035-douglas https://www.morsmordre.net/f206-horizont-alley-18-5 https://www.morsmordre.net/t4275-skrytka-bankowa-nr-579#88646 https://www.morsmordre.net/t2187-douglas-jones#33292
Zawód : szukający Os z Wimbourne
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
sił mi brak i już nie chcę
nic wiedzieć, mam mętlik
w mojej małej głowie
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 25
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Gospoda "Złota Gęś"   23.01.17 18:12

Nigdy nie zasłużył na miano człowieka taktownego czy pełnego rezerwy; nawet jeżeli zdawałby sobie sprawę z niegdysiejszych przeżyć Bellony, nawet jakby pamiętał, jak nerwowo przed laty mogła reagować na gwałtowniejsze, niespodziewane ruchy, nie potrafiłby się przejąć - bo na wszystko spoglądał przez pryzmat własnej uciechy, własnego rozbawienia, własnej satysfakcji. Druga osoba i jej odczucia blakły gdzieś w ich cieniu.
Ale może tym razem najgorsza z jego wad przekuwała się w zaletę; nie zadawał pytań, nie drążył tematu, nie doszukiwał się niepewności, nie spoglądał na Bellonę karcąco. Nie widząc jej dyskomfortu (może nie tylko przez egoizm, ale też przez procenty beztrosko szumiące w głowie?), nie mógł na niego zareagować - ale i tak by tego nie zrobił, był Douglasem Jonesem, a nie jakimś pieprzonym altruistą.
- Stracona okazja - rzucił z przekąsem, kręcąc lekko głową i nawet nie udając, że wizja zmysłowych podrygów w rytm nieistniejącej muzyki nie przypadłaby mu do gustu; zazwyczaj instynkty brały górę, nie starał się trzymać ich na wodzy. Bo po co? Po co tłumić własną, nawet jeśli bezwstydną, przyjemność?
Ale nie brnął w to dalej - czyżby z szacunku do rozmówczyni?
Nawet jeśli, to nigdy nie przyznałby tego na głos. Ani przed samym sobą.
Wbił spojrzenie w papierosowy dym, który zaraz roztoczył się z ust Greyback; przez chwilę miał dziwne wrażenie, że nie zmieniło się nic, ale wtedy przypomniał sobie, że zmianie uległo wszystko; nie byli już smarkaczami balansującymi na granicy dzieciństwa i dorosłości, teraz świat należał do nich. Nawet jeśli marnowali okazję, trując się wysokoprocentowymi trunkami spijanymi wprost z klejących się szklanek.
Bellono, kiedy staliśmy się tak puści i zgorzkniali?
- Z pewnością przytłacza cię mnogość możliwości - rzucił, znów układając usta w uśmiech, który olśniewał liczne młódki z okładek Czarownicy i plakatów, jakie zawieszały na ścianach. Uwielbiał sławę. Kochał wykorzystywać naiwność. I nigdy nie potrafił powstrzymać się przed pławieniem w blasku własnej chwały.
- Ślub? - parsknął z drwiną, odchylając się na barowym stołku; w oczach tańczyło mu rozbawienie zaplątane w miłosnym uścisku z niezrozumieniem i... pogardą? Bo gardził stabilizacją, nie pojmował chęci do zabawy w dom. I nie sądził, że Bellona tego zapragnie. Nie była taka. Wydawała się przecież inna, nie tak... słaba. Bezwolna jak marionetka. Czy nawet Greyback, dotychczas zaprzeczająca wszystkim jego poglądom, godziła się na dobrowolne wpisanie w schemat kruchej, obrzydliwie bezużytecznej i wyzbytej talentów kobiety? - Nie myślałem, że kiedykolwiek wymarzysz sobie rolę kury domowej i służki własnego małżonka. - Uniósł lekko brwi, by zaraz znów zatopić gardło w goryczy mocnego alkoholu, która wypalała dalsze, nieprzyjemne słowa, zanim te zdążyły paść. To był absurd. Absurd tak wielki, że znów przywdziewał uśmiech.
- Mógłbym długo mówić - palnął z nonszalancją, beztrosko rozglądając się po wnętrzu gospody; mknął spojrzeniem po obcych twarzach, ale wciąż żadna z nich nie wydawała mu się w najmniejszym stopniu interesująca. - Jestem gwiazdą, Greyback, a za tym idą liczne przywileje. - Utrudnień zdawał się nie dostrzegać.




and I don't give a damn
about my bad reputation

Powrót do góry Go down
Bellona Lovegood
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t1565-bellona-greyback https://www.morsmordre.net/t1574-mars#15674 https://www.morsmordre.net/t1573-bell#15671 https://www.morsmordre.net/f181-trout-road-45 https://www.morsmordre.net/t1749-bellona-lovegood#20570
Zawód : hodowca i treser chartów angielskich
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
Tygrys, tygrys w puszczach nocy
Świeci blaskiem pełnym mocy.
Czyj wzrok, czyja dłoń przelała
Grozę tę w symetrię ciała?
OPCM : 19
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Gospoda "Złota Gęś"   31.01.17 14:09

To była dobra wada. Nigdy nie chciałabym udzielać odpowiedzi na zadane przez Douga pytania. Nie te wwiercające się w duszę, wyciągające z niej wszystko, co najmroczniejsze. Każdy z nas ma swoją ciemną stronę. Nie mówię o takiej, którą prezentujemy na co dzień; złośliwość, brak empatii, szorstkość. Chodzi o coś więcej. O te straszne rzeczy, które wyrządziliśmy lub mieliśmy dopiero ich dokonać. Chciałbyś, by ktoś ujawnił twoje przewinienia, najgłębiej skrywane, paskudne sekrety, Jones? Na pewno nie. Im człowiek mniej zadaje pytań, tym więcej ma za uszami. To powodowało, że ja nie zadawałam żadnych. Nic osobistego, nic mogącego wprawić w drżenie niewłaściwą strunę. Mógłby wykraść się najskrzętniej skrywany fałsz docierający do narządu słuchu, i co wtedy? Czy potrafiłbyś zaufać osobie, która tę skazę usłyszała? Czy ja potrafiłabym ci się wyspowiadać z całej ciążącej na mnie przeszłości wierząc, że to zostałoby wyłącznie między nami? Być może. Bardziej przerażająca wydawała mi się możliwa reakcja Douglasa. Znaliśmy się od dawna, jego poglądy na sprawy kobiety są każdemu powszechnie znane, w tym mi. Nie mogłabym nie wpaść w panikę słysząc tych kilka nieprzyjemnych oraz niewygodnych pytań. Dostrzegając jego wadę przekuwałam ją w niekwestionowaną zaletę trzymając duszę we względnym spokoju.
- Nie pierwsza i nie ostatnia – zauważyłam, przechylając szklankę oczekując zbawczego posmaku alkoholu we własnym przełyku. Tak to życie się już toczyło, że otrzymywaliśmy od niego w większości prezent skrywający rozczarowanie. Po jego odpakowywaniu rozczarowanie było tym większe. Ognista skutecznie stępiła we mnie zdolność analityczną, nawet nie zauważając zatrważające zastopowanie tematu, kopalnię kolejnych, szowinistycznych słów, które z lubością Douglas wypowiadał w każdym gronie. Nie doceniłam wtedy tego gestu pogrążając się we własnych myślach i problemach. Od czasu do czasu sięgając po alkohol oraz dym papierosowy przyjemnie łaskoczący płuca.
Doskonale mogłabym ci podać konkretną datę.
- Och tak – zaczęłam, przybierając myślicielski wyraz twarzy. – Najpierw pomyślałam, że mogłabym na ciebie usiąść, bo te krzesła są strasznie niewygodne, ale jesteś tak kościsty, że chyba nie zrobiłoby mi to różnicy – powiedziałam taksując go wzrokiem. – Ale! Odnalazłam ci w końcu idealną fuchę. Polewaj, bo ten barman dziwnie się na nas patrzy – dodałam ściszając głos. Kiwnęłam ponaglająco podbródkiem w stronę pustej szklanki. I prawie pełnej butelki. Marnotrawstwo, należało to wszystko wypić jeszcze przed wyjściem. O ile będziemy w stanie się stąd ewakuować o własnych nogach. Tym bardziej należało pić.
Automatyczna drwina. Jedno, zwyczajne słowo, a tyle emocji. Nie spodziewałam się niczego innego. Uśmiechnęłam się łagodnie, prawie matczynie. Nic nie rozumiał. I nie zrozumie. To nie jego wina, nie był mną, nie przeszedł tego co ja. Nie potrzebował stabilizacji, nie potrzebował chwili normalności w tym niekończącym się szaleństwie. Spirali poczucia brudu oraz beznadziei. Nie potrzebował odcięcia się od siebie samego. Zapatrzony ślepo w swoją doskonałość nigdy nie czuł do siebie tak wielkiego obrzydzenia z jakim ja mierzę się każdego dnia. I nareszcie pojawiła się szansa na przerwanie tych mąk.
- Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia – odparłam, przedziwnie oraz przesztucznie wesoło, z ogromnym zadowoleniem unosząc kąciki ust. Chowając wszystkie wspomnienia do wewnętrznego pudełka, które zamierzałam czym prędzej odstawić poza zasięg własnej świadomości. Do tego celu potrzebowałam więcej ognistej. – Im szybciej zaczniesz, tym szybciej uda się skończyć – zauważyłam ponaglając go gestem ręki. – No, dalej. Opowiedz mi o wszystkich medalach, oklaskach, autografach, uwieszonych fankach… bo zacznę podejrzewać, że to tylko pic na wodę, Jones – dodałam. Wydawało się, że nieuzasadnione niczym rozbawienie bezpowrotnie minęło.





just fake the smile

Powrót do góry Go down
Douglas Jones
avatar

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
https://www.morsmordre.net/t2023-douglas-jones https://www.morsmordre.net/t2037-poczta-douga https://www.morsmordre.net/t2035-douglas https://www.morsmordre.net/f206-horizont-alley-18-5 https://www.morsmordre.net/t4275-skrytka-bankowa-nr-579#88646 https://www.morsmordre.net/t2187-douglas-jones#33292
Zawód : szukający Os z Wimbourne
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
sił mi brak i już nie chcę
nic wiedzieć, mam mętlik
w mojej małej głowie
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 25
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Gospoda "Złota Gęś"   12.03.17 17:47

jejku, przepraszam!

Słysząc uwagę o utraconych okazjach, zaśmiał się głośno, z pozoru radośnie, choć w rzeczywistości każdy z oddechów barwił goryczą; pokręcił nieznacznie głową, jakby usłyszał zbyt absurdalny, zbyt zaprzeczający sobie żart, który mimo bycia skrajnie nieprawdopodobnym bawił i przywoływał do oczu słone łzy.
- Kryjesz za tym jakąś historię? - spytał lekko, choć pewnie retorycznie - każde z nich posiadało tuziny masek, kłamstw, nieopowiedzianych historii. Doceniał piękno tego, że mogli się mamić, łgać, błądzić wśród niedopowiedzeń i wciąż cieszyć się swoim towarzystwem; choć nigdy nie powiedział - i nie powie - tego na głos, dławił się samotnością. Nie potrzebował słów, nie potrzebował gestów, nie potrzebował szczerości - wystarczyła mu dziwna parodia obecności skropionej wysokoprocentowym trunkiem. Zgadywał, że w przypadku Bellony mogło być podobnie - że nawet w gospodzie pełnej ludzi odczuwała bolesną izolację, odosobnienie, przeklętą samotność.
Może takie było ich przeznaczenie - nigdy nie zaznać szczęścia, nigdy nie zaznać ciepła.
- Kościsty? - spytał z rozdrażnieniem, które może było tylko przekąsem, grą, a może prawdziwym oburzeniem. - Gdyby Czarownica stworzyła ranking najlepiej zbudowanych mężczyzn, na pewno znalazłbym się na jego czele - rzucił, nieświadomy tego, że przeciągał co poniektóre zgłoski; alkohol rozgrzewał mu krew. Pot zaczynał skraplać się na linii jego włosów, spojrzenie gubiło się, co jakiś czas błądząc po wnętrzu pomieszczenia, a na twarzy lokował się bliżej nieokreślony uśmiech. Wreszcie czuł się dobrze - nie pętało go poczucie odpowiedzialności, choć wciąż nie był pijany. Jeszcze nie. - Masz okazję wykorzystać le-gen-dę - przesylabizował to słowo dla pewności, że Bellona na pewno je zrozumie - do czego tylko chcesz i to marnujesz? - ciągnął, zapomniawszy, że poruszał już ten temat. Ale zamiast mówić dalej, (ponownie) pokręcił z niedowierzaniem głową i sięgnął po butelkę, by napełnić obie ich szklanki. Zmrużył lekko oczy, próbując wcelować idealnie do naczyń; złocisty napój spłynął po szklanych ściankach. Douglasowi udało się nie wylać nawet kropli. Wyprostował się z dumą i zacisnął palce na szklance, unosząc ją na wysokość własnej twarzy. - Za wszystkie punkty widzenia - wzniósł bezsensowny toast, przemykając spojrzeniem z brudnego szkła na oblicze Bellony. Uśmiechnął się krzywo. - I za twój ślub, bo i tak nie dostanę zaproszenia - dodał, wcale nie barwiąc głosu niechęcią czy oskarżeniem - jedynie przekorą. Bo nawet jakby je dostał, nie skorzystałby z niego; nie znosił sztucznych bankietów, podniosłych atmosfer, obyczajowych cenzur i udawanych wzruszeń. Nie lubił czuć się jak ptak uwięziony w klatce zbudowanej z szorstkiej, sztywnej, wyjściowej szaty.
- Jeżeli muszę ci o tym opowiadać, to będzie z ciebie beznadziejna żona - stwierdził z szerokim uśmiechem i zmrużonymi lekko oczami, opierając się łokciem o blat baru. W nonszalanckim geście odgarnął włosy spływające mu na twarz w chaotycznych kaskadach. - Mogę przeprowadzić ci przyspieszony kurs bycia kurą domową. Pierwsze dwie porady gratis. - Uśmiechnął się jeszcze piękniej, co mocno kontrastowało z paskudnymi słowami. - Po pierwsze: różdżki używaj wyłącznie do dziergania szalików i ugniatania ciasta - ciągnął, nie odrywając od Bellony spojrzenia; przerwał wyłącznie na chwilę, by wziąć łyk Ognistej. - Po drugie: zaczytuj się w Czarownicy i dowiedz się o moim życiu więcej, niż wiem ja - dokończył, dopiero teraz odwracając spojrzenie; uniósł własną szklankę i przyjrzał się jej pod światło. Trunek wydawał się mętny, od naczynia odklejał się brud i zaburzał klarowność napoju. Douglas skrzywił się, ale lekko i wyłącznie na chwilę - w gruncie rzeczy mało przeszkadzał mu brak sterylności. - Zanotowałaś? Drugi raz nie powtórzę - dokończył kpiąco, z charakterystycznym stukotem odkładając szklankę na blat. Po momencie milczenia spoważniał, ale wyłącznie pozornie. - Ostatnio wygraliśmy mecz z Pustułkami. Czy tam - wygrałem. W końcu złapanie znicza to moja zasługa. - Przerwał na chwilę, odsunął się od blatu, na którym połowicznie już leżał, wyprostował się. - Z niewyjaśnionych przyczyn sukces działa na fanki jak afrodyzjak. Z jakiegoś powodu rozbudza ich chuć. Niektóre chcą być uwodzone. Inne kuszą słowami o tym, w jakich okolicznościach chcą mi się oddać. O tym chcesz słuchać, Greyback? - dokończył, znów uśmiechając się pokątnie, z przekąsem. - Każde zwycięstwo świętuję podwójnie. I obie strony są zachwycone - ciągnął okrutnie, być może chcąc ją sprowokować, być może oburzyć, zdenerwować, obrzydzić. Zepchnąć na krawędź, zmusić do niejednoznacznej reakcji - wbijał w Bellonę spojrzenie, czekając na jakiekolwiek zawahanie, na zrozpaczone drgnięcie kącika ust. Jak daleko jesteś w stanie przekroczyć obyczaje, Greyback?




and I don't give a damn
about my bad reputation

Powrót do góry Go down
Bellona Lovegood
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t1565-bellona-greyback https://www.morsmordre.net/t1574-mars#15674 https://www.morsmordre.net/t1573-bell#15671 https://www.morsmordre.net/f181-trout-road-45 https://www.morsmordre.net/t1749-bellona-lovegood#20570
Zawód : hodowca i treser chartów angielskich
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
Tygrys, tygrys w puszczach nocy
Świeci blaskiem pełnym mocy.
Czyj wzrok, czyja dłoń przelała
Grozę tę w symetrię ciała?
OPCM : 19
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Gospoda "Złota Gęś"   28.03.17 12:33

Każdy mógłby ukryć za tym jakąś historię. Nie jesteśmy żadnymi wyjątkami. Uśmiechnęłam się wpierw cierpko, jak gdyby faktycznie któraś konkretna przychodziła mi na myśl. Zaraz drżenie kącików ust zmieniło wyraz na pełen politowania, jak gdybym tłumaczyła dziecku rzeczy oczywiste. Ulokowałam palce na ciepłym, brudnym szkle, wprawiając resztki bursztynowej cieczy w kolisty ruch. Odrzuciłam absurdalną myśl o podzieleniu się z Douglasem choćby namiastką prawdziwego wspomnienia, uznając to za działanie wysokiego ryzyka. Odetchnęłam, jak zwykle postanawiając wyminąć postawione przede mną przeszkody.
- Skąd. Jesteśmy panami własnego, idealnego życia, Doug – upomniałam go wpatrując się w niego dość gorzkim jak na ten żart spojrzeniem. – Nie kryjemy żadnej historii: każdą straconą okazję przekuwamy w niepodzielne zwycięstwo, szykując się na tryumf kolejnej szansy, bo te spadają nam z nieba – dokończyłam przednią przemowę, znów zwilżając usta w alkoholu. Jedna, wielka kpina, oto czym teraz byliśmy. Tym się otaczaliśmy. Zlepkiem sarkazmu, kłamstw oraz pseudointeligentnych żartów. Nie różniliśmy się od stałych bywalców karczmy, od pijaczków szczających sobie pod nogi. Byliśmy jednakowi siedząc przy barze i rzucając w siebie farmazonami godnymi tylko najniższej klasy. Nie przeszkadzało mi to zupełnie. Właściwie całkiem dobrze czułam się w tym groteskowym towarzystwie. Cóż za paradoks, że powinnam przed takimi sytuacjami uciekać gdzie pieprz rośnie. Widocznie autodestrukcję miałam we krwi.
- Jak dobrze, że Czarownica jest rzetelnym źródłem wiedzy! – Niemal zakrzyknęłam, unosząc na chwilę ciężką szklankę, by ta znów opadła na drewniany blat z głuchym hukiem, na pewno skupiając na nas co najmniej kilka par oczu. Alkohol we krwi nabierał na stężeniu. – Czy Czarownica to twój życiowy kompas, Jones? Pytam poważnie. Chcę wiedzieć z jakich rad korzystasz czytając ten szmatławiec. Jak stracić dziewczynę w siedem dni czy jak w prostych, pięciu krokach przygotować pożywne śniadanie? – dopytałam, nie mogąc powstrzymać języka, który z zadziwiającą łatwością rozwiązał się wręcz do granic przyzwoitości. Zaraz potem prychnęłam, wpadając w zastanawiający, bojowy nastrój. Machnęłam jednak ręką nie komentując marnotrawstwa…
- To właśnie ta historia – powiedziałam jedynie, na chwilę unosząc kąciki ust. To właśnie te zmarnowane okazje. Nie mogę wychylać się z naszych ustaleń, sam rozumiesz. Bo ja już niczego nie rozumiałam kiedy unosiłam szklankę do naprawdę życiowego toastu. Wypiłam za niego prawie całą zawartość naczynia; za to warto wypić. Ocierając wierzchem dłoni twarz, pokręciłam głową.
- Nie płacz. Nikt nie dostanie, bo jedziemy do Indii – skwitowałam jego z pewnością ociekającą goryczą wypowiedź; nie mogłam się powstrzymać przed pocieszającym poklepaniem go po plecach. Nie łam się, Doug. Jeszcze zatańczysz na niejednym weselu, zobaczysz. Chciałam coś nawet jeszcze dodać, ale złote porady Jonesa były na tyle złote, że nie odważyłam się mu przerwać w dość niespodziewanym potoku słów. Do pewnego momentu kiwałam głową udając pełną świadomość oraz zrozumienie dla zawartych w wypowiedziach treści, ale temat seksu niestety był tematem dość grząskim. Mogłam przewidzieć, że moją prośbę potraktuje zbyt dosłownie. Dopiłam resztę whisky pokazując gestem dłoni, by na nowo zapełnił szklankę; zbawienny alkohol miał wypłukać ze mnie strzępki wyjątkowo bolesnych wspomnień.
- Przez cały ten czas rozegrałeś jeden mecz? Mięczak z ciebie – mruknęłam, desperacko dążąc do zmiany tematu. Nie pogrążając się w mrocznej otchłani żenady. A przynajmniej tak chciałam to widzieć, kiedy patrzyłam mu w oczy nie wiedząc czy go prowokowałam czy poddawałam się własnej desperacji uciszenia rozszalałych myśli.





just fake the smile

Powrót do góry Go down
Douglas Jones
avatar

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
https://www.morsmordre.net/t2023-douglas-jones https://www.morsmordre.net/t2037-poczta-douga https://www.morsmordre.net/t2035-douglas https://www.morsmordre.net/f206-horizont-alley-18-5 https://www.morsmordre.net/t4275-skrytka-bankowa-nr-579#88646 https://www.morsmordre.net/t2187-douglas-jones#33292
Zawód : szukający Os z Wimbourne
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
sił mi brak i już nie chcę
nic wiedzieć, mam mętlik
w mojej małej głowie
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 25
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Gospoda "Złota Gęś"   19.05.17 1:40

Westchnął - malowniczo przeczesał palcami pukle jasnych jak pszenica włosów, które teraz przypominały bardziej lwią grzywę; a jego oczy mocną iskrą zdawały się emanować pewnością jak najgłośniejszy ryk króla zwierząt. Zaśmiałby się nawet, bo nie potrzebował przyczyny, żeby to uczynić, ale zamiast tego pokręcił teatralnie głową - zupełnie jakby słowa, które wypowiedziała Bellona, odczuł całym ciałem.
- Oczekujesz braw? - spytał, sięgając po szklankę. - Toastu? - który zaraz wypił, najpierw unosząc szkło wysoko ponad głowę, a potem jednym haustem opróżniając jego zawartość. - Tak dużo słów, Greyback. Wierzysz chociaż w jedno z nich? Najmniejsze? - ciągnął, już niepewien, co mówi: ale być może właśnie to zaważyło na szczerości, może to właśnie wymykająca się świadomość truła jego umysł idylliczną wizją świata, w którym nie musiał kłamać. W jednej chwili stał się poszukiwaczem prawdy - łaknął jej całym ciałem i umysłem, chciał odrzeć świat z pozorów i zdawał się wierzyć we własną przepowiednię naprawy rzeczywistości. Ale miał już misję: misję, którą zakrzewił w nim Vitalij, opowiadając o organizacji i przewodzącym jej Panu - o tym, który wreszcie sięgnie po władzę i potęgę, które leżały już u jego stóp. Tak jak cały magiczny świat. A on - z pozoru nikt, puch marny, niepojętny uczeń, łajdak, gwiazdka sportu, samozwańczy agresor - będzie mógł oglądać rozrastającą się chwałę z perspektywy Jego sługi.
- Greeeyback - zaciągnął; parę godzin temu, gdy radośnie chwiał się na stołku, był tylko wstawiony - teraz balansował już na krawędzi czystego pijaństwa, nie mając sobie tego w żaden sposób za złe. Odkąd pamiętał, właśnie w ten sposób najlepiej radził sobie ze światem. I ze wszystkim, co go spotkało. - Takiemu chłamowi nie pozwalam zbliżyć się do siebie na odległość różdżki - żachnął się, nieświadomie uosabiając kartki papieru tworzące magiczne gazety i nadając im cechy największego wroga. - Czy nie wydaje ci się, że - chciał przerwać, nie pogrążać się; zawahał się - ale było już za późno - komuś takiemu jak ja wyjątkowo daleko do takiego... gnoju? - Być może trochę podniósł głos - być może gubił słowa, być może nieco się uniósł, nie panując nad własną dumą wymykającą mu się spomiędzy palców. Nie znosił, gdy ktoś umniejszał jego zasługi - a bycie mężczyzną niezwykle szowinistycznie uważał za jedną z nich, wierząc we własną, bezapelacyjną wyższość. Oparł się dłonią o blat, wyprostował - i z niewyjaśnionych przyczyn spojrzał na Bellonę inaczej niż dotychczas, przez pryzmat upojenia wreszcie dostrzegając, jak bardzo jej pożąda; zdziwił się, lecz nie odkrytym pragnieniem, a tym, że nie uczynił nic, żeby je spełnić. Zamarł, odzwierciedlając instynkt tylko krótkim błyskiem w zawieszonym spojrzeniu, ale nie drgnął nawet, nie wykonał żadnego gestu, nie rozumiejąc blokady, która go spętała - nie stanowiła jej przecież rozmowa o ślubie, którą równie dobrze mógłby uznać przecież za powód: za prowokację, za pokusę. Zawsze gonił za niedoścignionym, łaknął najmocniej tego, co było niezwykłe - tym mocniej nie rozumiał faktu, że w końcu odwrócił wzrok i sięgnął po butelkę, by uzupełnić szklanki; i milczał, nieświadomie bijąc się z myślami.
- Więc utrzymujecie to w tajemnicy, co? - spytał, nie patrząc już na Bellonę, a na ścianę zapełnioną kolorowym szkłem tuż za barem; obserwował malownicze naczynia, gubiąc się już w instynktach i odczuciach. Chciał je przełamać, cholera, chciał coś zrobić, chciał się ruszyć, chciał jej dotknąć; nie patrzył więc dalej, zamiast tego znów uniósł szklankę, by upić łyk. I kolejny, większy - chciał, aby chwiejący się świat zatrząsnął się raz jeszcze, potrzebował zmiany, ta stagnacja dusiła go już tak długo, że musiał ją zakląć.
Co dziwne, nie ciągnął tematu - nie drążył rozmowy o sobie, nie odpowiedział nawet na prowokację i rzucone w przestrzeń pytanie, choć usłyszał je aż nazbyt dokładnie. Odwrócił się, spojrzał przez ramię, a potem zawiesił wzrok na awanturujących się gościach przybytku po drugiej stronie pomieszczenia - wyglądało, jakby pięści miały iść w ruch, być może wkrótce także różdżki. To było paskudne miejsce - a w takich przytrafiają się tylko najpaskudniejsze przypadki przeplatane wiązanką śmiercionośnych klątw.
- Dziesięć galeonów, że bezzębny staruch nie dożyje poranka - rzucił lekko, może nawet z rozbawieniem, które rozjaśniło mu twarz - ale w ten jeden z najokropniejszych sposobów, kiedy cieszyło go czyjeś nieszczęście. - Przyjmujesz, Greyback, czy miłość do ryzyka porzucasz razem z nazwiskiem? - ciągnął, by zaraz ponownie zawiesić na niej spojrzenie - a ono mogło oznaczać wszystko. Przez chwilę milczał, jakby zbierając słowa. - Nawet po tym wszystkim... dla mnie zawsze będziesz Greyback.




and I don't give a damn
about my bad reputation

Powrót do góry Go down
Bellona Lovegood
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t1565-bellona-greyback https://www.morsmordre.net/t1574-mars#15674 https://www.morsmordre.net/t1573-bell#15671 https://www.morsmordre.net/f181-trout-road-45 https://www.morsmordre.net/t1749-bellona-lovegood#20570
Zawód : hodowca i treser chartów angielskich
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
Tygrys, tygrys w puszczach nocy
Świeci blaskiem pełnym mocy.
Czyj wzrok, czyja dłoń przelała
Grozę tę w symetrię ciała?
OPCM : 19
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Gospoda "Złota Gęś"   06.06.17 14:44

Poruszyłam się na krześle, odrywając wzrok od jasnobrązowej cieczy. Kończyła się, zarówno w szklance jak i w butelce, choć udało się jeszcze trochę zrosić nią szklane wnętrze naczynia. Poderwałam głowę, tak samo unosząc wzrok na douglasową twarz. Skrzywiłam się w próbie uśmiechu, ale zaraz ten nabrał rzeczywistej mocy oraz wyglądu.
- Tak. Na co jeszcze czekasz? – spytałam kpiąco, zaraz jednak dołączając się do bezgłośnego toastu i nie oczekując gromkich braw; pewnie od tego entuzjazmu spadłby na ziemię, a ja nie zamierzałam go podnosić. Z każdym jednym drinkiem alkohol lepiej wchodził, choć nie dało się ukryć, że pozostawałam w tyle za pędzącym z piciem Jonesem. Owszem, upijałam się coraz mocniej, ale dalej potrafiłam rzucać ochłapami myśli, tak jak koordynacja nie była jeszcze znacząco zaburzona. Jeszcze. – Każdy powód do picia jest dobry – żachnęłam się na temat wypitego przed chwilą toastu. I zaraz nastąpiło wzruszenie ramion; nie wiem, czy wierzę. Czy to ważne tak na dobrą sprawę? Co myślę, sądzę, w co wierzę? Przebierałam nogami, chcąc odnaleźć lepsze ułożenie ciała na coraz mocniej niewygodnym stołku. Uderzyłam kilkukrotnie palcami w szkło, ostatecznie uznając, że utnę ten temat w zarodku. Zresztą, na pewno było nam już wszystko jedno.
Oparłam się o bar, a głowę na łokciu czując, jak moja głowa robi się coraz cięższa. Ziewnęłam, zasłaniając usta wolną dłonią; cały świat na chwilę zwolnił, a ja starałam się walczyć ze zmęczeniem. Błyszczącymi od alkoholu oczami obserwowałam twoją walkę z rozlewającymi się we krwi procentami. Przymknęłam na chwilę powieki, jak gdyby własne nazwisko złowrogo dźwięczało w szumiącej głowie. Jeszcze zdołałam połączyć fakty.
- Sam o nim wspomniałeś, Doug – skwitowałam posępnie, bez emocji. Potarłam wierzch nosa, nagle odczuwając awersję do kontynuowania tematu Czarownicy. W istocie, była ona dla mnie zwykłym szmatławcem, choć w szkole, jeszcze przed tym zaczytywałam się w niej jak każda młoda, naiwna czarownica. To był dziwny okres w moim życiu: uwolniona od despotycznego ojca robiącego ze mnie chłopca, wyjątkowo chętniej poznawałam świat dziewcząt, dotychczas mi nieznany; to pisemko było jednym z elementów dziecięcej fascynacji. Dopiero później ponownie odrzuciłam tak bezsensowne dyrdymały. Zresztą, już nigdy nie poczułam się kobietą w pełni znaczenia tego słowa.
- Ale tak, wydaje mi się – dodałam jeszcze, z powodu szczerości, o której nie będziemy oboje pamiętać. Nie dostrzegłam w Jonesie niczego dziwnego, ani w jego zachowaniu, ani mimice zakrytej twarzy, zmysły posiadałam już wyjątkowo stępione. Nie mówiąc już o żadnych domysłach, zresztą, nie posiadałam czegoś takiego jak popęd seksualny, więc to samo w sobie stanowiło niesamowitą abstrakcję. W tej chwili zwyczajnie upijałam się z kumplem, w czym naiwnie nie odczuwałam żadnego zagrożenia. Po prostu byliśmy, po prostu spędzaliśmy czas, bez względu na absurd tego stwierdzenia.
- Nie, tylko odwiedzamy jego rodzinne strony. Jego rodzice tam mieszkają – odparłam spokojnie, wzruszyłam ramionami. – Mnie nic tu nie trzyma, jest mi perfekcyjnie wszystko jedno – dodałam równie zwyczajnie. Nie miałam rodziców, siostra była dorosła i nie potrzebowała mojego trzymania za rękę, mogłam robić co tylko chciałam. A więc i brać ślub na innym kontynencie. Moje dość dziurawe rozmyślania i tak zaraz przerwał hałas za nami; odwróciłam się powoli w jego stronę obserwując narastającą kłótnię. Powoli sączyłam słowa Douglasa jakby faktycznie zastanawiając się nad tym wyzwaniem.
- Pewnie, że przyjmuję. Tylko co to za przyjemność stawiać na oczywistości? – spytałam, nagle pozbywając się zmęczenia spod powiek. Potarłam je mocno. – W ogóle masz tyle pieniędzy? – Spojrzałam na niego nieco podejrzliwie, ale zaraz wzrok skierowałam na mężczyzn. – Stawiam dziesięć galeonów, że ten łysy nie zna pojęcia honoru i rozetnie staruchowi bebechy nożem – rzuciłam zadziwiająco lekko, zerkając z ukosa na mego towarzysza. – A ty dla mnie Jones – dodałam bezsensownie, ale w tym stanie wydawało mi się to nawet zabawnie. Chyba nawet cicho pod nosem zachichotałam.





just fake the smile

Powrót do góry Go down
Douglas Jones
avatar

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
https://www.morsmordre.net/t2023-douglas-jones https://www.morsmordre.net/t2037-poczta-douga https://www.morsmordre.net/t2035-douglas https://www.morsmordre.net/f206-horizont-alley-18-5 https://www.morsmordre.net/t4275-skrytka-bankowa-nr-579#88646 https://www.morsmordre.net/t2187-douglas-jones#33292
Zawód : szukający Os z Wimbourne
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
sił mi brak i już nie chcę
nic wiedzieć, mam mętlik
w mojej małej głowie
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 25
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Gospoda "Złota Gęś"   30.07.17 4:29

Wzruszył ramionami, nawet nie patrząc na Bellonę - dzielnie uniósł dzierżoną w dłoni szklankę i spojrzał na jej zawartość pod światło. Bez większego sensu zaczął bujać nią na boki; resztki złocistej cieczy skradały się po ściankach, by wkrótce i tak powędrować prosto do ust spragnionego doznań Jonesa. Wciąż działo się zbyt mało - a może to on potrzebował zbyt wiele, by zaspokoić rozleniwione zmysły; był gwiazdą, mógł mieć wszystko - stąd trzeźwość i codzienność przestały go zadowalać.
- Zaklaskałbym, ale mam zajęte ręce - rzucił, a jego głos - paradoksalnie? - zabrzmiał jednocześnie skrajnie smutno i bezwzględnie beztrosko. Douglas Jones był człowiekiem pełnym sprzeczności: zwłaszcza teraz, gdy nie wiedział już, co mówi, a całe swoje jestestwo musiał skupiać na siedzeniu na barowym stołku. Bo inaczej już dawno by z niego spadł. - Musisz sobie wyobrazić, że klaszczę. Że cały bar klaszcze. Że ludzie radośnie gwiżdżą, mdleją i ktoś napisał sobie twoje imię na cyckach. To fajne. Czasem fanki robią tak na meczach - opowiedział luźno, machając ręką na kelnera (lub kelnerkę? cholera wie, już nie widział za dobrze z tej odległości - najważniejsze, że przyniesie alkohol). Coś stuknęło - chyba butelka - więc skupił się na tym, by z gracją przelać jej zawartość do dwóch szklanek, które nie powinny być puste. Już nigdy! - Wspominałem? - spytał na wpół retorycznie, patrząc dość obojętnie na to, jak przelewa zawartość szklanki Bellony - miał jeszcze większe niż zawsze problemy z ocenieniem głębokości naczynia. Alkohol dodatkowo spowalniał jego reakcje; Greyback musiała uporać się z drinkiem (whisky z whisky - specjalista Douglas Jones poleca) tworzącym wręcz menisk wypukły. Doug niemalże z namaszczeniem przesunął swojej towarzyszce szklankę pod nos. - Pij - zachęcił ją, choć Bellona najprawdopodobniej wcale nie potrzebowała tej zachęty - może powinien drążyć temat i przyjacielsko spytać jej, czy na pewno czuła się dobrze, czy na pewno zapijanie smutków było dobrym pomysłem... ale wtedy nie byłby sobą; a jako że sobą był, to było mu wszystko jedno. Miał w życiu tę prostą, hedonistyczną filozofię.
- Jego rodzinne strony? Indie? Czyli znalazłaś sobie... - urwał, jakby mocno nad czymś dumając; z początku oparł się o bar ramieniem, ale nieco na niego zjechał - i po chwili niemalże już leżał wyłożony na blacie. - Tego, no. Jak się mówi na tych, co mieszkają w Indiach? - wymamrotał już znacznie mniej wyraźnie, choć nie wyglądał, jakby w jakikolwiek sposób wstydził się swojej niewiedzy i skrajnej ignorancji. - Uważaj na niego! Źle się o takich mówi. O tych czarnych. Bo jest czarny, nie? Że porywają żony. Białe kobiety. I w ogóle. - Przez chwilę widać było w jego spojrzeniu wewnętrzną walkę: jakby starał się sformułować sensowną, dłuższą wypowiedź. A potem przegrał tę batalię z kretesem.
I właśnie w tym momencie zaczął czuć się naprawdę dobrze - wtedy, gdy wszystko było mu już obojętne; gdy świat kiwał się rozkosznie na boki; gdy każda kobieta zdawała się najpiękniejsza; gdy paskudna, zapluta whisky smakowała jak boski miód; gdy zapominał o tym, co go dręczyło; gdy wreszcie się nie nudził; gdy akceptował otaczającą go (aktualnie barwną, wirującą - wspaniałą) rzeczywistość.
- Oczywiście, że mam. Jestem gwiazdą - odparł tonem, który zakrawał o obrażony takim podejrzeniem - a ostatnie słowo ciężko przeciągnął, jakby próbował podkreślić jego wagę. Najprawdopodobniej nie była to prawda. Zapewne przepił już wszystko, co ze sobą przyniósł - a jeśli nawet nie, to uczyni to wkrótce. - Nożem? Nuda. Stawiam na Crepito. Znasz się na tym, Greyback? Na czarnej magii? - spytał po chwili cicho, niemalże konspiracyjnym, nonszalancko-uwodzicielskim szeptem - a przynajmniej tak mu się wydawało, rzeczywistość w bardzo przykry sposób zweryfikowała bowiem jego starania.
Słysząc chichot towarzyszki, też się zaśmiał - choć nie miało to najmniejszego sensu.
- To pijmy za te nazwiska - rzucił radośnie, unosząc swoją szklankę i uderzając nią w naczynie Bellony, zanim ta w ogóle mogła mieć czas, by zachować się podobnie. A potem upił spory łyk - znów nie czekając na towarzyszkę.




and I don't give a damn
about my bad reputation

Powrót do góry Go down
Bellona Lovegood
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t1565-bellona-greyback https://www.morsmordre.net/t1574-mars#15674 https://www.morsmordre.net/t1573-bell#15671 https://www.morsmordre.net/f181-trout-road-45 https://www.morsmordre.net/t1749-bellona-lovegood#20570
Zawód : hodowca i treser chartów angielskich
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
Tygrys, tygrys w puszczach nocy
Świeci blaskiem pełnym mocy.
Czyj wzrok, czyja dłoń przelała
Grozę tę w symetrię ciała?
OPCM : 19
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Gospoda "Złota Gęś"   31.08.17 10:03

Nic się nie działo. Żadnych oczywistych oklasków, salw uwielbienia dla mojego filozoficznego wywodu. Alkohol skutecznie tłumił większość odruchów oraz myśli, dlatego zresztą po krótkiej chwili zapomniałam już o czym właściwie przed sekundą mówiłam. Coś nikle mi majaczyło w rozhuśtanej głowie, ale nie było to niczym konkretnym; kształt się rozmywał, a ja zaczynałam gubić dość ważne wątki. Jak gdyby coś tam rozrywało mi wszystkie połączenia w mózgu odpowiedzialne za przywoływanie wspomnień. Zamrugałam intensywnie obserwując Douglasa, słuchając jego bełkotliwych słów. Uniosłam lekko brwi nie wiedząc już o czym my tak naprawdę rozmawiamy. Rzuciłam tylko ukradkowe spojrzenie mężczyznom za nami i skrzywiłam się jak po zjedzeniu całej cytryny.
- Mam sobie wyobrażać tych staruchów z wypisanym moim imieniem na ich otłuszczonych cyckach? Naprawdę, Jones? – spytałam zarówno zniesmaczona jak i z widocznym niedowierzaniem. To było straszne, a wizja na pewno nie zniknie mi zbyt prędko sprzed oczu. To spowodowało, że upiłam sporą część alkoholu ze szklanki, chcąc czym prędzej zamroczyć swój własny, zdradziecki umysł. Pytanie okazało się być trudnym na ten stan umysłu, dlatego pokiwałam głową i wzruszyłam ramionami. Być może wspominał, tylko o czym? Niebezpiecznie szumiało mi w uszach, policzki robiły się czerwieńsze a oczy jeszcze bardziej szkliste. Z gardła wydobył się odgłos czkawki, co uroczo próbowałam zasłonić dłonią, ale się nie udało. Zachichotałam jakże dźwięcznie, z gracją biegnącego garboroga; i skoro nabawiłam się czkawki, oczywistym było, że muszę znów zacząć pić. Co zresztą szybko uczyniłam. Nieświadoma lekkomyślności własnych czynów. Mogło się to przecież skończyć gorzej niż źle.
Nagle ni stąd ni zowąd, po wyrażeniu mimiką twarzy nieskończonego zdziwienia, ryknęłam na cały głos donośnym, chrapliwym śmiechem. Ułożyłam aż głowę na spoczywających na barze rękach, starając się tam wytłumić mój nagły atak wesołości. Wyobraziłam sobie Aarona w ciemnej skórze zbierającego herbatę i nagle ta wizja wydała mi się niesamowicie zabawna. Na tyle, że w kącikach oczu zebrały mi się łzy. Potarłam zarówno powieki jak i policzki wierzchem dłoni usiłując się uspokoić.
- Och Jones, myślałeś kiedyś o karierze komika? – spytałam pomiędzy pojedynczymi rechotami. – Słyszałeś kiedyś coś o koloniach brytyjskich? Wyobraź sobie, że nie trzeba być czarnym, by tam mieszkać – odparłam, choć sama nie wiedziałam czy dobrze powiedziałam. Wszystko plątało się jeszcze mocnej niż dotychczas, co wiele utrudniało. Jednak wraz z niezrozumieniem pojawiał się też błogi spokój, pewnego rodzaju nicość, która pożerała mamiąc obietnicami sielskiego życia.
- Crepito? – spytałam zdziwiona. Skąd on zna tak trudne słowa? Ach, to chyba było zaklęcie. Nie wiedziałam, skąd mogłam wiedzieć? – Nie, a ty? – dopytałam z nie mniejszym zaskoczeniem. Potarłam brodę w zastanowieniu, zmrużyłam podejrzanie oczy. Cóż, czarnej magii nie wzięłam pod uwagę. Czy oni mogliby jej używać w miejscu publicznym, nawet tak obskurnym? Ciekawe. – Za doborowe nazwiska – dodałam, ale nie zdążyłam zarówno z toastem jak i wypiciem zawartości naczynia. Nie przejęłam się tym jednak, tylko rękawem wytarłam pojedyncze krople z brody.
Popili, popili, a potem się rozstali.

z/t





just fake the smile

Powrót do góry Go down
Sigrun Rookwood
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Zawód : łowczyni wilkołaków
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa

She wears the smell of blood
and death like a perfume


OPCM : 16
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 24
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Metamorfomag
I am insane

PisanieTemat: Re: Gospoda "Złota Gęś"   04.12.17 22:50

9 maja


Gospoda Złota Gęś, pomimo dumnej nazwy, nie była miejscem ani ciekawym, ani przyjemnym. Wnętrze miała brudne, brzydkie, pełne czarodziejów spod ciemnej gwiazdy i pyłu, rozmów prowadzonych szeptem i brzęku monet w sakiewkach. Powietrze było tu zatęchłe i wilgotne, gęste od niedopowiedzeń i ciężkiej atmosfery. Złota Gęś nie cieszyła się dobrą sławą, całkowicie zasłużenie, nikt nie przychodził tu dla przyjemności.
Siedząca przy najdalszym stoliku kobieta nie pasowała do tego wnętrza. Gęste, kasztanowe włosy miała ufryzowane w modne loki, pełne usta pociągnięte czerwoną szminką, na sobie czarną suknię.  Nieśpiesznie ćmiła papierosa, jednego za drugim, w międzyczasie opróżniając kielich wina. Nie było za dobre, rozwodnione i tanie, zatęskniła za tym, którego miała okazję posmakować w La Fantasmagorie. Podobne okazje zdarzały się jednak nader rzadko, musiała znów cieszyć się tym, co było w zasięgu jej ręki. To znaczy - Sigrun próbowała, bo w Złotej Gęsi, przy tym stoliku pod oknem, siedziała kobieta o inszej od Rookwood aparycji. Podobnego wzrostu i budowy, może nieco niższa i bardziej smukła; twarz miała zdecydowanie łagodniejszą, rysy bardziej miękkie, spojrzenie nie tak drapieżne. Bardziej kobieca i elegancka Adeline była jedną z ulubionych tożsamości Rookwood, mężczyźni za nią przepadali, zwłaszcza, gdy zdecydowała się na bardziej przylegającą do ciała suknię jak ta i ciemną szminkę. Zmieniając twarz wchodziła w pewną rolę, a choć kłamstwem wciąż nie szafowała doskonale, szło jej to wcale nieźle, coraz lepiej, skoro pokładano wiarę w jej słowa.
Adeline musiała jednak zniknąć, przynajmniej w jednym przypadku, co za strata - całkiem przypadła Rookwood do gustu krótka, choć intensywna znajomość z Vitalijem, czy też raczej: Ignotusem Mulciberem. Nie miała mu za złe, że ją okłamał, jakżeby mogła, sama oszukała go na dużo większą skalę. Obce były Sigrun wyrzuty sumienia, nie przyszła tu z powodu wewnętrznego przymusu wyznania prawdy. Przekonawszy się z kim naprawdę ma do czynienia uznała, że tak będzie lepiej. W szeregach sług Czarnego Pana nie było miejsca na podobne gierki i kłamstewka, rozumiała to, potrafiła się zdyscyplinować i okazać swemu Panu w ten sposób posłuszeństwo. Adeline poprosiła Vitalija o spotkanie, celowo wybierając miejsce, gdzie nikt im nie przeszkodzi. Niezbyt zatłoczone, pozbawione natrętnych, ciekawskich spojrzeń: będzie mogła bez obaw się ujawnić.
Czekała chwilę, lecz nie wątpiła w to, że Mulciber się pojawi.





A witch ought never to be frightened in the darkest forest, because she should be sure in her soul thatthe most terrifying thing in the forest was her

Powrót do góry Go down
Ignotus Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1112-ignotus-mulciber https://www.morsmordre.net/t1438-listy-ignacego-vitkowskiego#12506 https://www.morsmordre.net/t1377-ignasiowo-vitkowe#10929 https://www.morsmordre.net/f272-smiertelny-nokturn-34-2 https://www.morsmordre.net/t4270-skrytka-bankowa-nr-324 https://www.morsmordre.net/t4143-ignotus-mulciber#82512
Zawód : pośrednik nielegalnych transakcji
Wiek : 51
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You’ll find my crown on the head of a creature
And my name on the lips of the dead
OPCM : 14
UROKI : 16
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
pozdrawiam i wielbię mój wiek, mego stwórcę i mistrza

PisanieTemat: Re: Gospoda "Złota Gęś"   08.12.17 18:38

Odkąd opuściłem mury Tower zaprzyjaźniłem się z półświatkiem Londynu znacznie bardziej niż onegdaj. Więzienie robi z ludzi kryminalistów - było w tym nieco prawdy. Przed laty moje zainteresowania kręciły się głównie wokół czarnej magii jej praktykowania, na Nokturnie pozostawałem jednak gościem, a podobne gospody omijałem raczej szerokim łukiem. Teraz stałem się integralną częścią nielegalnego świata. Żyłem otoczony wszystkimi niedozwolonymi rzeczami, w ciągu jednego dnia widziałem więcej rzeczy, za które grożą długie lata więzienia, a nawet i Azkaban niż większość ludzi przez całe swoje życie. Vitalji w takiej gospodzie jak ta czuł się jak ryba w wodzie, otoczony przez swój świat, nie znając innego. Nigdy nie zapytałem, dlaczego ona znalazła się w tym świecie. Ceniłem sobie bardzo wysoko prywatność i względną anonimowość w naszej niedługiej znajomości, tym samym więc nie naciskałem na nią, by spowiadała mi się z całej swojej historii.
Na umówione spotkanie przyszedłem o czasie nie gasząc przed progiem palonego papierosa. Adeline siedziała przy stoliku wyróżniając się z tłumu, trudna do przeoczenia. Zauważyła mnie natychmiast najwyraźniej wyczekując mojego pojawienia się. Zamówiłem dwie szklanki ognistej, najmocniejszego alkoholu, jaki mieli, po którym nie czuć, jak bardzo paskudny musi być w miejscu takim jak to. Jedną postawiłem przed kobietą, a z drugiej sam upiłem łyk.
- Dobry wieczór - poczęstowałem ją papierosem, który szybko zabarwił się od jej ciemnej szminki, gdy tylko włożyła go do ust. W ciągu krótkiej, choć intensywnej znajomości zdążyłem zorientować się, że palenie jest dla Adeline nawykiem, którego bardzo charakterystycznym. Szybko spowił nas papierosowy dym, który dawał iluzoryczne uczucie prywatności, gdy cała gospoda zachodziła delikatną, nikotynową mgłą. W powietrzu unosił się zapach opium, który wymieszany z palonym tytoniem nieodzownie kojarzył mi się już z Adeline.
- Ładnie wyglądasz - rzuciłem z lekko sarkastycznym uśmiechem na ustach. Oczywiście, że wyglądała ładnie i zupełnie nie na miejscu w równie parszywym lokalu jak ten. Nie miałem pojęcia, jak radziła sobie z różdżką, ale byłem niemalże pewien, że jeszcze chwila i przynajmniej ja będę musiał użyć swojej. Zgromadzeni w gospodzie mężczyźni co rusz obrzucali ją pożądliwie łakomymi spojrzeniami, by chwilę potem odwrócić się do mnie nieco wyzywająco i z nieskrywanym nawet zdziwieniem, graniczącym może i z pogardą. Nie odpowiadałem na ich nieme zaczepki całkowicie ignorując nawet te nieco zbyt nachalne. Przynajmniej na razie nie wyglądali na chętnych do posunięcia się dalej niż niechętne spojrzenia. Młodzi mężczyźni przy pięknych kobietach robili się jednak nieobliczalni. Nie tyle bałem się, że stanowią dla mnie zagrożenie, co nie uśmiechało mi się zajmowanie się miotaniem klątw na dzisiejszym spotkaniu, by raz na zawsze zapewnić sobie spokój od podobnych zaczepek.




Opadły kraty na jasne okno
cień na kamienie rzucając długi.
"Cieniu, ach cieniu, na co Ty, po co,
gdy nie należysz do ludzi?"

W nocy po ścianie wędrują upiory,
umysłu widma, co na świat wypłyną,
niematerialne i straszne zmory,
co tylko w słońcu giną.


Powrót do góry Go down
 

Gospoda "Złota Gęś"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

 Similar topics

-
» Gospoda Pod Świńskim Łbem
» Gospoda Św. Arnella
» Gospoda Pod Świńskim Łbem
» Gospoda pod Świńskim Łbem
» Gospoda "Królewski Zajazd"

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: London Borough of Enfield-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18