Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Sala numer jeden

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 9, 10, 11
AutorWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej
Sala numer jeden - Page 11 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Sala numer jeden - Page 11 Empty
PisanieTemat: Sala numer jeden   Sala numer jeden - Page 11 I_icon_minitime30.03.15 23:41

First topic message reminder :

Sala numer jeden

Wszyscy wiemy, jak ma się rzeczywistość w Mungu i że nie jest ona lepsza od tej poza jego murami. Niedawna wojna zrobiła swoje - znaczna większość pomieszczeń potrzebuje remontu dosłownie na gwałt. Pociemniała biała farba na sufitach, którą bardziej określić można jako szaro-żółtą lub zwyczajnie szarą, w zależności od oświetlenia, parapety pomalowane paskudną olejną farbą, wszelkiego rodzaju rysy, obdrapania, ślady po stuknięciach... Chybotliwe łóżka, pod których nogi częstokroć podstawiane są drewniane klocki lub kawałki gazet, by jakoś je ustabilizować, z lekka nieszczelne okna, na które niby rzucane są wszelkiego rodzaju zaklęcia, lecz raczej z dosyć marnym skutkiem... Długo by wymieniać wszelkie mankamenty.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Elvira Multon
Elvira Multon

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f212-pokatna-20-4 https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Zawód : Młody uzdrowiciel
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Copycat trying to cop my manner
Watch your back when you can't watch mine
Copycat trying to cop my glamour
Why so sad, bunny, you can't have mine?
OPCM : 0
UROKI : 1
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 20
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica
heart of ice

Sala numer jeden - Page 11 Empty
PisanieTemat: Re: Sala numer jeden   Sala numer jeden - Page 11 I_icon_minitime09.12.18 19:11

Praca uzdrowiciela i wynikające z niej trudności nie wpłynęły w znaczący sposób na charakter Elviry, lecz mało było na świecie ludzi, którzy znaliby ją na tyle dobrze, by to wiedzieć. Tak, stała się silniejsza, pewniejsza, bardziej doświadczona; zobaczyła na własne oczy rzeczy, o których wcześniej mogła tylko marzyć i ludzkie ciało nie kryło przed nią żadnych tajemnic. Szpital wbrew pozorom działał na nią uspokajająco - uzupełniał, nasycał tę nieustępliwą, wewnętrzną potrzebę życia ekstremalnego, wiecznego zagrożenia. Nie potrafiła sobie wyobrazić siebie w żadnej innej roli. Była zbyt wyjątkowa, by dusić się w przeciętnej pracy i monotonności dnia codziennego. Jeżeli nie uzdrowiciel, jeżeli anatomia i zaawansowana magia nie fascynowałaby ją w takim stopniu od najmłodszych lat... być może zostałaby aurorem. Lubiła tak przynajmniej myśleć, choć w rzeczywistości zapewne nie przyjęto by jej do tego biura. Pojedynkowała się słabo, kto wie, czy nawet nie słabiej niż leżący przed nią mężczyzna, poza tym zupełnie nie potrafiła podporządkowywać surowym regułom. Cudem było już to, że dotrwała do końca swojego uzdrowicielskiego stażu jako pomocnica każdego oddziału po kolei.
Ale to były dawne dzieje.
Florean natomiast z pewnością nie domyślał się tego, że Elvira Multon była oschła i złośliwa na długo przed rozpoczęciem pracy w szpitalu. Mimo identycznego wieku, nie mogli kojarzyć się ze szkoły; Ślizgoni z natury rzeczy unikali zadawania się z Puchonami.
Chociaż słoneczna uprzejmość pacjenta parzyła Elvirę w jej chłodne serce, zrezygnowała z naprawdę jadowitych i zupełnie niepotrzebnych komentarzy. Florean wzbudzał w niej więcej politowania niż złości, więc jedynym orężem, jakie wystawiła przeciw jego sympatyczności pozostawało neutralne, acz niezbyt przyjemne milczenie.
Nie zareagowała na drobne żarciki i nie skomentowała przeprosin po ataku kaszlu, jakkolwiek nielogiczne by one nie były. Przez dłuższą chwilę przyglądała mu się z obojętnością lodowej statuy, dokładnie wsłuchując w odpowiedzi i wyłapując to, co istotne, a resztę wyrzucając w eter
- Rozumiem - powiedziała w końcu, zagryzając lekko dolną wargę. Podejrzewane i już prawie potwierdzone wstrząśnienie mózgu; nic specjalnie wymagającego.
Następnie skrzyżowała ramiona z niezbyt przyjemnym uśmiechem; znała dobrze zasady obcowania z pacjentami i w ogóle się z nimi nie zgadzała, wciąż jednak była zmuszona się do nich stosować. Gdyby to zależało tylko od niej, nawet nie pytałaby mężczyzny o zgodę, tylko od razu zabrała do rzeczy. Wtedy obydwoje mogliby wyjść stąd szybciej, lecz niestety..
- Oczywiście. A więc proszę zdjąć koszulę - odparła chłodno. - Myślę, że będzie mógł pan opuścić szpital jeszcze dzisiaj, jeżeli przypadkiem nie przebije pan sobie płuca. Radzę też uważać na oparzenia.
Słusznie ostrzegła mężczyznę przed naciąganym udowadnianiem własnej sprawności przy rozbieraniu; czymś, z czym stykała się niezwykle często, ponieważ pacjentom spieszyło się do wyjścia z oddziału niezależnie od ich realnego stanu. Nie widziała też nic złego w użyciu dobitnych słów; lepiej zadziałają na wyobraźnię.

[bylobrzydkobedzieladnie]




Elvira E. Multon
The semi-insane and
The semi-responsible


Powrót do góry Go down
Florean Fortescue
Florean Fortescue

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue https://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 https://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t4591-skrytka-bankowa-nr-854 https://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674
Zawód : współwłaściciel lodziarni
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
OPCM : 29
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 11
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Sala numer jeden - Page 11 3b1b39bb1c8120190751dc9544a9c752

Sala numer jeden - Page 11 Empty
PisanieTemat: Re: Sala numer jeden   Sala numer jeden - Page 11 I_icon_minitime16.12.18 0:44

Ogromnie żałowałem, że nie trafił mi się bardziej rozmowny uzdrowiciel. Nie od dziś wiadomo, że lubię rozmawiać z ludźmi, nawet jeżeli mielibyśmy tylko wymieniać swoje spostrzeżenia na temat pogody. Uwielbiam słuchać opowieści innych osób i poznawać ich spojrzenie na świat - po prostu lubię ludzi, co teoretycznie nie powinno być niczym zadziwiającym, a jednak często wprawiało w osłupienie. Natomiast stojąca naprzeciw mnie kobieta zdawała się być zmęczona odpowiedziami na moje pytania, co niezwykle mnie zasmuciło, bo nikt się nie cieszy z bycia lekceważonym. Zacząłem się zastanawiać w jaki sposób choć trochę ją rozerwać skoro i tak byliśmy zmuszeni razem spędzić najbliższe minuty. To naprawdę nie było proste, wręcz przeciwnie, to było ogromne wyzwanie! - Jaki jest pani ulubiony smak lodów? - Postanowiłem ostatecznie zapytać, żeby połączyć przyjemne z pożytecznym: zagadać ją, a jednocześnie się zainspirować, zebrać materiały do badań. Już parę dni temu wpadłem na pomysł przeprowadzenia badań statystycznych wśród mieszkańców ulicy Pokątnej, by w ten sposób sprawdzić jakie smaki królują w naszym mieście. Uzdrowicielka Multon będzie pierwszym ankietowanym. Oczekiwałem odpowiedzi w napięciu, podnosząc się nieco, żeby rozpiąć limonkową koszulę. Faktycznie było to dość bolesne, ale nie chciałem dać tego po sobie poznać. Oparzenia naprawdę nieprzyjemnie szczypały, a ta wzmianka o płucach obudziła moją wyobraźnię. - W zasadzie co mi pani będzie jeszcze robić? - Zapytałem, odpinając ostatni guzik. - Chociaż powinienem zacząć od tego co mi było - Niestety nie jestem w stanie sobie przypomnieć dokładnego przebiegu pojedynku. Po pierwsze, za bardzo byłem skupiony na rzucaniu zaklęć w przeciwnika. Po drugie, cały ten wypad do szpitala jakoś pogorszył mi pamięć. Na pewno wielokrotnie upadłem na chłodną posadzkę i jeżeli dobrze pamiętam to przestałem na jakiś czas mówić. A może to było w zeszłym miesiącu? Ciężko stwierdzić po tylu pojedynkach.
- Zawsze chciała pani zostać uzdrowicielką? - Rzuciłem po chwili, po prostu nie mogąc się powstrzymać przed tym zadawaniem pytań.




Beatus, qui prodest, quibus potest
for the rescue

Powrót do góry Go down
Elvira Multon
Elvira Multon

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f212-pokatna-20-4 https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Zawód : Młody uzdrowiciel
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Copycat trying to cop my manner
Watch your back when you can't watch mine
Copycat trying to cop my glamour
Why so sad, bunny, you can't have mine?
OPCM : 0
UROKI : 1
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 20
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica
heart of ice

Sala numer jeden - Page 11 Empty
PisanieTemat: Re: Sala numer jeden   Sala numer jeden - Page 11 I_icon_minitime21.12.18 20:15

Z każdą kolejną minutą jej spojrzenie na Floreana stawało się coraz bardziej krytyczne; zmieniał on swoją pozycję nieznacznie drażniącego, acz niegroźnego utrapienia, zmierzając w kierunku gadatliwej udręki. W przeciwieństwie do mężczyzny, nie lubiła rozmawiać z ludźmi. Prawdopodobnie winę ponosiła tu jej własna arogancja, ale nie odnalazła jeszcze w swoim życiu nikogo, z kim naprawdę mogłaby rozprawiać godzinami i nie poczuć znużenia lub frustracji. Jak przystało na osobę aspołeczną, jedyne dłuższe dyskusje, w jakich okazjonalnie brała udział, to zupełnie bezosobowe analizy medyczno-naukowe w pokoju uzdrowicieli lub lepszych londyńskich lokalach. Drobne pogawędki w żadnym razie nie stanowiły obiektu zainteresowania Elviry; nikt, kogo znała, nie był w stanie znieść ciężaru jej osobowości, więc dlaczego miałaby się przed kimkolwiek otwierać? Tym bardziej, gdy w grę wchodził pacjent, którego powinna szybko wyleczyć i wypuścić na wolność. Jeżeli to zależałoby od niej, jeżeli nie byłaby zmuszona grać roli minimalnie przyzwoitej uzdrowicielki, nie dostrzegłaby we Floreanie nic poza poparzonymi i potrzaskanymi warstwami tkanek.
Przynajmniej nie był snobem - z tą nadmierną pogodą ducha mogła sobie jakoś poradzić, w innym wypadku pewnie już dawno powiedziałaby coś skandalicznego.
Westchnęła i odwróciła się na sekundę, pod pretekstem sięgnięcia po szklankę z metalowej tacki dając sobie moment na przewrócenie oczami. Błyskawicznym Aquamenti napełniła ją wodą, a potem odstawiła na szafkę obok, delikatnym ruchem przesuwając różdżką po żebrach mężczyzny. Szczęśliwie, nie były złamane; teraz mogła mu dać wody i liczyć na to, że się zamknie.
- Rany tłuczone, kilka złamań, zwichnięcia, bardzo nieznaczne obrażenia wewnętrzne. Odmrożenia i oparzenia na obu kończynach górnych i torsie - uniosła lekko jasną brew, uśmiechając półgębkiem; to naprawdę musiała być spektakularnie głupia porażka. - W większości wyleczone, aczkolwiek istnieje podejrzenie wstrząsu mózgu, czym zajmę się za chwilę. Dla bezpieczeństwa odczekałam przed kolejną dawką zaklęć o przeciwstawnym działaniu. - miała na myśli Cauma Sanavi i Figidu, oczywiście. - Zarówno oparzenia jak i odmrożenia przez swoją specyfikę zostawią niewielkie, jasne blizny. Znikną one z czasem, przy stosowaniu zapisanych w wypisie maści. Proszę pić wolno i małymi łykami, a potem się położyć. Zaklęcia mogą piec i powodować chwilowe poczucie osłabienia.
Po zakończeniu tej wyczerpująco dokładnej odpowiedzi z jej twarzy zniknęło łagodne rozbawienie, które przez kilka chwil mogło dawać Floreanowi złudne poczucie, że zdołał przebić się przez lodową obojętność kobiety. Elvira Multon była cholernie dobrym uzdrowicielem, ale także niebywale złośliwą czarownicą.
- Nie lubię słodyczy - powiedziała nie do końca zgodnie z prawdą, tylko dlatego, by uniknąć rozwijania tematu. - I nie rozmawiam z pacjentami o życiu osobistym.
Beznamiętnie patrzyła jak pije, przesuwając między palcami swoją gładką, szarobiałą różdżkę i licząc na to, że wystarczająco dobitnie pokazała, co myśli o pogaduchach przy pracy.

[bylobrzydkobedzieladnie]




Elvira E. Multon
The semi-insane and
The semi-responsible


Powrót do góry Go down
Florean Fortescue
Florean Fortescue

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue https://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 https://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t4591-skrytka-bankowa-nr-854 https://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674
Zawód : współwłaściciel lodziarni
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
OPCM : 29
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 11
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Sala numer jeden - Page 11 3b1b39bb1c8120190751dc9544a9c752

Sala numer jeden - Page 11 Empty
PisanieTemat: Re: Sala numer jeden   Sala numer jeden - Page 11 I_icon_minitime02.01.19 2:30

Moje oczy robią się coraz większe, kiedy uzdrowicielka zaczyna wymieniać obrażenia. Aż tyle? Aż tak źle mi poszło? Tyle stłuczeń, złamań, zwichnięć. Od tego wszystkiego zaczęło mi się kręcić w głowie, a każdy mięsień przypomniał sobie o swoim istnieniu. Położyłem rękę na czole, biorąc głęboki wdech. Oparzenia i odmrożenia jednocześnie? Jednak kiedy wypowiedziała słowa wstrząs mózgu to naprawdę miałem wrażenie, że zaraz zemdleję. Wziąłem jeszcze jeden głęboki wdech - niepotrzebnie zadawałem jej to pytanie, czasem lepiej żyć w niewiedzy. - Nie spodziewałem się - wydukałem jedynie, odbierając od niej szklankę z wodą. Wziąłem niewielki łyk, dokładnie tak jak kazała, a po nim kolejny i jeszcze jeden. Sączyłem powoli wodę aż nie opróżniłem całej szklanki, po czym zgodnie z zaleceniem wróciłem do pozycji leżącej, czując jak ta duża ilość cieczy pływa w moim żołądku. Byle bym tylko nie musiał zaraz iść do toalety.
Za to jej kolejne słowa sprawiły, że całkiem zapomniałem o swoich dolegliwościach, za to podniosłem się na łokciach i spojrzałem na nią z takim zdziwieniem jakie dawno nie było wymalowane na mojej twarzy. - Nie lubi pani słodyczy? - Powtórzyłem, nie panując nad głosem, który z tego zdziwienia niemalże podniósł się do falsetu. - Naprawdę? Ale... - przecież jestem cukiernikiem, znam się na kubkach smakowych, na pewno nie istnieje żaden człowiek, który nie lubi słodyczy. Tak jak nie istnieje żaden człowiek, który nigdy nie choruje. Niektórzy tak utrzymują, ale to przecież niemożliwe, żeby nigdy przez kilkadziesiąt lat życia nie złapał ich chociażby katar. - W takim razie co pani lubi najbardziej? Jakieś konkretne warzywo? Mięso? - Zaczynam wymieniać, bo nie mogę tego tematu tak zostawić w połowie. Miałem w swoim asortymencie parę lodów o smaku warzyw, może one by jej zasmakowały? Przecież nie można nie lubić lodów, a jeżeli naprawdę tak jest, to chyba stracę do niej zaufanie. Nie miałem zamiaru kontynuować tematu jej ścieżki kariery, informacja o lodach za bardzo mnie zaszokowała.




Beatus, qui prodest, quibus potest
for the rescue

Powrót do góry Go down
Elvira Multon
Elvira Multon

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f212-pokatna-20-4 https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Zawód : Młody uzdrowiciel
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Copycat trying to cop my manner
Watch your back when you can't watch mine
Copycat trying to cop my glamour
Why so sad, bunny, you can't have mine?
OPCM : 0
UROKI : 1
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 20
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica
heart of ice

Sala numer jeden - Page 11 Empty
PisanieTemat: Re: Sala numer jeden   Sala numer jeden - Page 11 I_icon_minitime06.01.19 16:48

Nie zareagowała na niepokój Floreana, najwyraźniej nieprzygotowanego na to, by usłyszeć o wszystkich ranach, jakie zdołał nabyć podczas pojedynku. Co oczywiste - nie zamierzała mu także współczuć. Naprawdę, wszystkie te rzeczy, które wprawiły go w osłupienie były w szpitalu na porządku dziennym; znacznie większe wyzwanie dla uzdrowicieli stanowili pacjenci dotknięci przewlekłymi chorobami, klątwami czarnomagicznymi lub anomaliami. Ludzie nie doceniali tego jak zdrowi i silni są, dopóki nie zaczynali słabnąć ani nie wyobrażali sobie ogromu skomplikowanych procedur medycznych, zanim nie stanęli w ich smutnym centrum. Przez sekundę miała nawet ochotę otworzyć cienkie usta i poinformować Fortescue, by przestał się nad sobą użalać, kiedy za kilka godzin już go tutaj nie będzie, nikt nie będzie o nim nawet pamiętał, lecz ostatecznie się powstrzymała. Ordynator po dziś dzień grzmiał im nad uchem o zrozumieniu, a chociaż dla Elviry uprzejmość wobec niektórych pacjentów była jak uklepywanie ich w niedojrzałości, nie nadszedł jeszcze czas na stawianie warunków. Zresztą, gdyby nie takie patałachy jak on, nie miałaby pracy.
- Opuści pan szpital jeszcze dzisiaj - przypomniała w swojej własnej wersji pocieszenia, które dalece rozmijało się ze standardowymi "Już jest dobrze" lub "Wszystkim się zajęłam".
Sięgała właśnie po różdżkę, by dopełnić dzieła i pozbyć się ostatnich obrażeń, ale najwyraźniej nawet bezpośrednie wyrażenie niechęci do rozmów nie zdołało spacyfikować gadatliwości tego czarodzieja. Co za uparty facet! Jak ważna mogła być dla niego informacja o jej preferencjach żywieniowych? Co próbował osiągnąć? Spiorunowała go spojrzeniem błękitnych oczu, nie próbując już dłużej ukrywać antypatii. Nachyliła się do niego bardziej, tak, że luźne kosmyki jasnych, delikatnych włosów musnęły go w odkryte ramiona.
- Najbardziej lubię ciepłą krew - na przykład twoją i zadaj mi jeszcze jedno pytanie, a naprawdę cię ugryzę - Do tego surowe ludzkie mięso i żywe króliki. Czy ta odpowiedź pana zadowala? - to było pytanie retoryczne; nie dała mu szansy na odpowiedź, od razu zabierając do pracy - Może piec - przypomniała, zagryzając wargę z cieniem rozbawienia. - Cauma Sanavi Horribilis. Episkey Maxima - inkantowała sprawnie, zajmując się zarówno oparzeniami na klatce piersiowej i rękach, jak i wciąż nieco poobijaną głową.
Gdy po ranach zostały tylko białawe blizny, schowała różdżkę do kieszeni uzdrowicielskiego kitlu, niezgrabnym ruchem zrywając się ze stołka przy łóżku Floreana. Och, jak bardzo chciała już stąd uciec. Skrzyżowała ramiona, na nowo przyjmując postawę niedostępnej uzdrowicielki.
- Może pan ubrać już koszulę. Konieczna będzie godzinna obserwacja, potem może pan opuścić oddział. Na izbie będzie na pana czekał wypis z listą koniecznych maści oraz ich dawkowaniem, zalecam także jednodniową kurację eliksirem wzmacniającym. Wkrótce powinna skontrolować pana pielęgniarka - wyłożyła mechanicznie, wycofując się pomału w stronę drzwi.
Wbrew pozorom, salę opuściła z niewielkim uśmiechem na ustach. Pacjent był natrętny, ale w ostateczności warto było rzucić ten jeden jedyny komentarz, by ujrzeć jego reakcję.
Och, lubiła lody owocowe, zbierała karty z czekoladowych żab i nie była wampirem. Ale tego mężczyzna nie potrzebował wiedzieć.

/zt

[bylobrzydkobedzieladnie]




Elvira E. Multon
The semi-insane and
The semi-responsible


Powrót do góry Go down
Florean Fortescue
Florean Fortescue

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue https://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 https://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t4591-skrytka-bankowa-nr-854 https://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674
Zawód : współwłaściciel lodziarni
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
OPCM : 29
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 11
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Sala numer jeden - Page 11 3b1b39bb1c8120190751dc9544a9c752

Sala numer jeden - Page 11 Empty
PisanieTemat: Re: Sala numer jeden   Sala numer jeden - Page 11 I_icon_minitime08.01.19 21:11

Informacja o szybkim wyjściu ze szpitala przyniosła mi tak wyczekiwaną ulgę. Najchętniej w ogóle bym tutaj nie przychodził, ale skoro straciłem przytomność, to nie było ze mną najlepiej. Te wszystkie obrażenia o których opowiadała uzdrowicielka Multon trochę mnie przeraziły, ale skoro mogę dzisiaj opuścić próg tego budynku, nie mogły być to szczególnie skomplikowane rzeczy. Nie to co Florence, która musiała niedawno spędzić w szpitalu niemalże miesiąc. Och, jakże ja jej współczułem! Widziałem to znudzenie na jej twarzy, tę desperację, żeby już się stąd wydostać. Naprawdę robiłem co mogłem, żeby choćby w najmniejszym stopniu umilić jej czas, ale to wbrew pozorom nie należało do rzeczy prostych. Już pominę fakt, że ja przez część jej nieobecności walczyłem o lepszy świat, narażając się na naprawdę śmiertelne niebezpieczeństwo - o tym nie musi wiedzieć. - Cudownie - kwituję, uśmiechając się pod nosem. Lepsze słowa nie mogły opuścić jej ust.
Zrozumiałem drugi sens jej opryskliwej odpowiedzi. Zrobiło mi się przykro, bo starałem się być miły, a kobieta zdawała się reagować na tę przyjazność w sposób odwrotnie proporcjonalny. Im bardziej się starałem, tym bardziej niesympatyczna była. Skrzywiłem się nieco, nigdy nie potrafiąc do końca zapanować nad mimiką twarzy, chociaż te wszystkie sekrety, które przez ostatni czas w sobie chowałem, pomagały mi się tego nauczyć. - Szczerze mówiąc, nie do końca - odparłem, ale nie kontynuowałem tematu - proszę bardzo, uzdrowicielko Multon, osiągnęłaś swój cel.
Faktycznie piekło. Zacisnąłem zęby, nie chcąc okazywać swojej słabości (wszak to nie były poważne procedury!). Nie odzywałem się, nie chciałem się narzucać i dalej uprzykrzać blondynce dzień. A może po prostu wstała dzisiaj lewą nogą? Nie mnie oceniać; mogła mieć powody do takiego opryskliwego nastroju. W końcu każdy z nas jest tylko człowiekiem, prawda? Ja też miewam złe dni. Wiem, że ciężko w to uwierzyć, ale naprawdę mi się zdarza. - Dobrze, dziękuję - ograniczyłem się do krótkiej odpowiedzi i uśmiechnąłem się lekko, jak to miałem w zwyczaju. Szybko ubrałem koszulę i zniecierpliwiony oczekiwałem na zakończenie tego godzinnego dyżuru, który dłużył się okropnie. Na szczęście w końcu doczekałem się tego upragnionego wyjścia ze szpitala, więc niemalże z niego wybiegłem, podśpiewując pod nosem jedną z ulubionych piosenek.

zt




Beatus, qui prodest, quibus potest
for the rescue

Powrót do góry Go down
Morie Cunningham
Morie Cunningham

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t6713-morrigan-cunningham#175005 https://www.morsmordre.net/t6726-listy-do-m#175277 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6725-morrigan-cunningham#175275
Zawód : redaktorka Proroka Codziennego
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
don't underestimate
the seductive power of
a decent vocabulary
OPCM : 5
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 21
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Sala numer jeden - Page 11 Empty
PisanieTemat: Re: Sala numer jeden   Sala numer jeden - Page 11 I_icon_minitime14.01.19 19:45

24 września

Anomalie to przedziwne zjawisko. Przedziwne i strasznie upierdliwe. Słuchanie o nich kończyło się u Morie typowym przewracaniem oczami. Była czarownicą od kiedy tylko pamiętała, nie potrafiła pogodzić się z tym, że strach może niektórych paraliżować na tyle, żeby przestali jej używać. Co więcej - najbardziej zagorzali przeciwnicy mugoli. Owszem, chodziło o spotkaną niedawno arystokratkę, która bała się machać różdżką, żeby przypadkiem nie zniszczyć sobie lakierków. Odczuła delikatne uczulenie na tego typu osoby. Powinna się zdecydować... Chce tej magii bronić czy powoli się wyzbywać.
Morrigan nie mogła pozwolić sobie na drogiego skrzata domowego, więc wszystkie czynności wykonywała samodzielnie - sprzątała, mieszkanie, gotowała jakieś podstawowe potrawy, wszystko z pomocą swojej różdżki. I wydawało się, że zjawisko anomalii kompletnie ją omijało. No, zdarzyło się może że ogień buchnął jej z różdżki zdecydowanie mocniej niż miał lub talerze nagle ożyły i próbowały pozbawić ją życia poprzez rozbicie się na jej głowie, ale były to raczej małe problemy w porównaniu z niektórymi doniesieniami przez które huczała redakcja, do której przychodziła codziennie. Sądziła, że po prostu pewne rzeczy mają prawdopodobieństwo na tyle małe, że jej nie dotkną. Trochę naiwnie, ale jakoś musiała przejść do porządku dziennego z codziennymi katastrofami. I wydawało się, że wszystko było po jej myśli aż do tego feralnego wypadku.
Dzieci powinny być w jakimś sensie symbolem niewinności, prawda? To tym razem to się kompletnie nie sprawdziło. Przeuroczy, blondwłosy chłopiec okazał się siejącym spustoszenie siedliskiem anomalii. Chciała pomóc... Ale wyszło jak zwykle i zdecydowanie zbytnio zbliżyła się do chłopca. Skończyła z dosyć mocnym porażeniem prądem, dosyć mocno bolącą prawą ręką i okropnie zesztywniałymi mięśniami. Gdy podniosła się tego ranka z łóżka, ledwo była w stanie przejść z pokoju do toalety, każdy ruch był nieprzyjemny, zupełnie jak po bardzo długim i wyczerpującym wysiłku fizycznym. Do tego okropny ból głowy... Najwyraźniej przedobrzyła dosyć mocno jeśli chodzi o kontakt z pełnymi magii pięciolatkami i chociaż nie planowała, uznała, że lepiej będzie wybrać się do medyka.
Naprawdę nie za bardzo lubiła przebywać w Mungu. Warunki jakie tu panowały nie były ostatnio najlepszymi na świecie i wszyscy o tym wiedzieli, a mimo to... Trudno było cokolwiek z tym zrobić. Sale były właściwie ciągle pełne, wszystko przez anomalie, co tylko młodą Morrigan powoli zaczynało utwierdzać, że prawdopodobieństwo napotkania zagrożenia nie było aż tak małe jak o tym myślała. Kazano jej poczekać, więc czekała, obserwując białą ścianę, na której było widać zacieki od wody, a łóżko na którym usiadła, nieco się chybotało. Może by jej to nie przeszkadzało, gdyby jeszcze tak okropnie nie bolała jej głowa.





    In all the good times
    I find myself longing for change
    and in the bad times
    I fear myself
Powrót do góry Go down
Bastien Perrot
Bastien Perrot

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6851-sebastien-arsene-perrot https://www.morsmordre.net/t6944-listy-bastiena https://www.morsmordre.net/t6943-chaque-homme-doit-inventer-son-chemin https://www.morsmordre.net/f254-pokatna-25-3 https://www.morsmordre.net/t6945-s-a-perrot
Zawód : uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
A jednak często jest, że ktoś słowem złym zabija tak, jak nożem.
OPCM : 5
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Sala numer jeden - Page 11 Empty
PisanieTemat: Re: Sala numer jeden   Sala numer jeden - Page 11 I_icon_minitime27.01.19 15:12

[24/09]

Anomalie, anomalie i jeszcze raz anomalie. To one były źródłem większości urazów pozakleciowych, z jakimi ostatnio spotkał się zapalony, młody magomedyk, który przybył na wyspy z drugiej strony kanału La Manche. Nie narzekał, praca pozwalała mu na oderwanie się od problemów z życia prywatnego, a tych niespodziewanie się namnożyło wraz z przybyciem do Londynu. Niemniej jednak dzielnie zbierał doświadczenie pod czujnym okiem starszych kolegów po fachu. Chociaż na początku nie mógł przywyknąć do dystansu z jakim w większości, Brytyjczycy podchodzi do człowieka, to ostatecznie wspólne dyżury sprawiły iż ta przepaść powoli zmniejszała się. Zasypywały ją kolejne słowa, wymiany poglądów i doświadczeń.
Co zaś tyczy się anomalii to Bastien nie raz padł ich ofiarą w swoim mieszkaniu, nie mogąc powstrzymać odruchów, jakich nabył podczas swojego dwudziestopięcioletniego życia. Magia była obecna od kiedy pamiętał i nie miał zamiaru pozbawiać się tego przywileju rzucania zaklęć. A mimo to starał się ograniczać jej używanie poza murami Munga. Szpital wolny był od niepożądanych efektów najprostszych zaklęć, ale będąc uzdrowicielem na jednym z najbardziej obleganych oddziałów, zdawał sobie sprawę z tego na jaką skalę było to zjawisko. A przypadki były najróżniejsze. Czasem kończyło się na nieszkodliwym, a można nawet powiedzieć komicznym zjawisku, które za pomocą jednego, góra dwóch zaklęć można było się pozbyć, a pacjent wychodził do domu jeszcze tego samego dnia, mądrzejszy o jakieś tam doświadczenie. Niestety zdarzały się też poważniejsze przypadki, które czasem spędzały sen z powiek uzdrowicieli, którzy nie mając dotąd do czynienia z podobnymi przypadkami, musieli szukać niekonwencjonalnych rozwiązań.
Dzisiejszy dzień nie różnił się niczym od pozostałych. Od kilku już godzin był na nogach, lawirując pomiędzy łóżkami pacjentów, a kiedy w prezencie dostał chwilę wytchnienia, na korytarzu zmaterializowała się pielęgniarka, która przekazała, że w sali numer jeden czeka pacjentka. Zatem nie pozostało mu nic innego, jak ponowne zakasanie białych rękawów szpitalnego kiltu i zmierzyć się z kolejnym przypadkiem. Bastien każdego ze swoich pacjentów traktował w sposób indywidualny, starając się zapewnić badanemu komfort psychiczny. Umówmy się, większość ludzi nie lubiła odwiedzać takich miejsc jak Mung. - Dzień dobry, nazywam się Bastien Perrot. Z czym pani do nas przychodzi? - zagadnął, gdy stanął przed panna Cunningham. Obdarzył ją delikatnym, uprzejmym spojrzeniem, a wzrok próbował ocenić jej stan, zanim wymieni objawy i dolegliwości.


Powrót do góry Go down
Morie Cunningham
Morie Cunningham

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t6713-morrigan-cunningham#175005 https://www.morsmordre.net/t6726-listy-do-m#175277 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6725-morrigan-cunningham#175275
Zawód : redaktorka Proroka Codziennego
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
don't underestimate
the seductive power of
a decent vocabulary
OPCM : 5
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 21
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Sala numer jeden - Page 11 Empty
PisanieTemat: Re: Sala numer jeden   Sala numer jeden - Page 11 I_icon_minitime11.02.19 12:17

Cunningham, mimo dosyć nieprzyjemnego poparzenia, chciała sobie wmawiać, że wcale nic wielkiego jej nie jest. Naprawdę przychodziła do Munga, kiedy już naprawdę nie było innego wyjścia, kiedy już nawet do pracy nie mogła pójść. Nie lubiła atmosfery szpitali, nie przepadała również za oglądaniem zmarnowanych, chorych ludzi. Sama również nie była zadowolona, gdy już była biedna i zmarnowana, wolała radzić sobie sama. I jasne, uzdrowiciele byli po to, aby im pomagać, ale zawsze wychodziła z założenia, że są cięższe przypadki. Nieważne co by jej dolegało. Nawet jak złapała trzy palce to poszła do szpitala już z naprawdę wielką niechęcią, mówiąc tylko, że przecież mogło być gorzej. Zawsze mogło!
Uzdrowicielami byli różni ludzie. Czasami były to starsze panie, które swoim ciepłem i troską budziły  zaufanie, czasami były to młode dziewczyny, z którymi nawet dało się poplotkować, czasami również panowie w różnym wieku, z różną aparycją, budzący różne emocje. Czasami zaufanie, czasami nawet bardziej strach. Gdy zaś uzdrowiciel do niej podszedł, od razu zakwalifikowała go do kategorii przystojniaków. Aż miło zawiesić oko! Gdy zaś się odezwał, wyczuła od razu francuski akcent, ale nie usłyszała żadnego błędnego słowa po angielsku w jego wykonaniu, choć może to była akurat sprawka wyuczonej formułki. Nazwisko też typowo francuskie. Uniosła brwi przez chwilę, choć zaraz znów przybrała zupełnie neutralny wyraz twarzy.
- Morrigan Cunningham. - Podała pełne imię tylko dlatego, że pewnie tak widniała w dokumentacji. Zapytana o dolegliwości, westchnęła ciężko. Włożyła dzisiaj specjalnie bardzo szeroki, oliwkowy sweter, w którym prawie tonęła. Złapała za rękaw i podwinęła go aż za łokieć, żeby pokazać zaczerwienienia po poparzeniu - najmocniejsze były na dłoni, ale ciągnęły się, słabnąc nieco do połowy przedramienia. - Pięciolatek... poraził mnie prądem. - mruknęła pod nosem niezbyt zadowolona, że musi mówić o tym jak głupia anomalia spowodowana kontaktem z dzieckiem sprawiła, że musiała teraz przychodzić tutaj i być chora, co za bezsens. - Mam to poparzenie, zesztywniałe mięśnie jakbym miała zakwasy i migrenę.





    In all the good times
    I find myself longing for change
    and in the bad times
    I fear myself
Powrót do góry Go down
Frederick Fox
Frederick Fox

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t2155-frederick-fox#32552 https://www.morsmordre.net/t2178-poczta-fryderyka#33148 https://www.morsmordre.net/t2176-fantastic-mr-fox#33126 https://www.morsmordre.net/f220-varden-street-19 https://www.morsmordre.net/t3769-skrytka-bankowa-nr-605#69393 https://www.morsmordre.net/t2332-freddie-fox#35856
Zawód : łowca czarnoksiężników... znaczy auror!
Wiek : 32
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
I am sometimes a fox and sometimes a lion. The whole secret of government lies in knowing when to be the one or the other.
OPCM : 46
UROKI : 30
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 17
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Sala numer jeden - Page 11 Giphy

Sala numer jeden - Page 11 Empty
PisanieTemat: Re: Sala numer jeden   Sala numer jeden - Page 11 I_icon_minitime16.03.19 2:02

25 września

Jasne światło przedzierało się prze palisadę powiek, agresywnie, niczym lamino, którym potraktował mnie Mulciber podczas pojedynku. Nadal nie potrafiłem pogodzić się z tą porażką - otulony senną mgiełką pozostawałem jeszcze nieświadmy tego, że porażek w swoim bagażu doświadczeń zgromadziłem znacznie więcej. Pod opuszkam palców wyczułem szorski materiał, a do nozdrzy dostał się zapach krochmalu, przemieszany z wonią ziołowych eliksirów i typowego, szpitalnego smrodu.
Leniwie otworzyłem oczy, szybko rozpoznając znajome ściany szpitala świętego Munga. Powolnymi ruchami źrenic badałem pomieszczenie; nieodłączna różdżka na podniszczonej szafce, okno przesłonięte lnianą zasłoną, puste fiolki po eliksirach, sąsiednie łóżko przesłonięte białym parawanem. Nie spieszyłem się z odzyskiwaniem świadomości, próbując koncentrować ją na zewnątrz - jakby w obawie przed tym, że uważność skierowana do siebie, mogła przynieść wyłącznie ból. Najgorsze było jednak niepokojąc uczucie pustki i nieświadomości. Nie wiedziałem, dlaczego się tutaj znalazłem. Błądziłem po odmętach pamięci, grzęznąc w ciemnościach; ostatnim, co pamiętałem, był mój patrol w okolicach Londynu.
Właściwy trop?
Podniosłem się do pozycji półleżącej; moje ciało wydawało się być w jednym kawałku, czułem jednak zmęczenie i ostry ból, który chciał rozerwać moją klatkę piersiową od środka. Powoli zsunąłem bose stopy na posadzkę. Była zimna, a wspomnienia nie chciały wrócić.
- Proszę nie wstawać, proszę pana, eliksiry potrzebują jeszcze kilka godzin, zanim przywrócą organizm do pełnej sprawności - zza moich pleców dobiegł wartki, kobiecy głos.
Oczywiście zignorowałem ostrzeżene, już po chwili słaniając się na własnych nogach. Sylwetka uzdrowicielki zmaterializowała się nade mną z twarzą wykrzywioną w grymasie. - Normalnie wsadziłabym pana do łóżka przy pomocy różdżki, ale z uwagi na anomalie, mamy nowe rozporządzenia w szpitalu i musimy ograniczyć używanie magii do minimum. - Była ode mnie mniejsza co najmniej o głowę, drobnej postury - a pomimo tego złapała mnie pewnym i mocnym ramieniem, z zaskakującą łatwością pomagając usiąść na łóżku.
- Przepraszam, ale... jestem zupełnie zdezorientowany. Nie wiem w jakich okolicznościach tutaj trafiłem. - Cóż, z jednej strony nie było się czym chwalić, ale z drugiej... mogło zwiastować grubą inbę.
Uzdrowicielka skinęła głową, po czym opuściła salę, by po chwili w drzwiach zmaterializowała się znajoma sylwetka Eugene'a ze złotą odznaką aurora na piersi.
- Fox. Dobrze, że się ocknąłeś. Jeszcze nie wiemy, co się stało. Nikt niczego nie pamięta. Bones posłała już po najlepszych legilimentów, żeby sprawdzić, co w zasadzie zaszło w ruinach kościoła. Spróbują z was to wydobyć.
To nie mogło zwiastować niczego dobrego. Moje obawy się potwierdziły. Wzmianka o legilimencji nie wywołała u mnie oburzenia; od pewnego czasu próbowałem na własną rękę uczyć się zamykania umysłu, z drugiej strony nigdy wcześniej nie dopuściłem do własnej głowy całkowicie obcej osoby.
- Byłem na patrolu. Z Jones i Woodem. - Kierunek - przedmieścia Londynu - był ostatnią rzeczą, jaką odgrzebałem z pamięci. - Co z nimi?
- Są już przytomni. Tyle na razie musi ci wystarczyć. - Oszczędność w słowach nie zwiastowała niczego dobrego, podobnie jak fakt, że trójka doświadczonych aurorów pozwoliła sobie na wyczyszczenie pamięci.
Ktokolwie to zrobił, szkoda, że przy okazji nie wyrwał mi z głowy cząstki, w której przechowywałem cały ten syf pod nazwiskiem Lovegood.
Otępnienie towarzyszące eliksirom krążącym w moich żyłach miało niepodważalną zaletę - zaburzało poczucie czasu, nie wiedziałem więc, czy do momentu przybycia legilimenty upłynęło go dużo, czy być może wcale. Był to mężczyzna w podeszłym wieku, z burzą rzadkich, szpakowatych włosów i posępnym wyrazie twarzy pokrytej licznymi bliznami. Za złamanego knuta nie wzbudzał we mnie zaufania. Przypominał raczej łachudrę z Nokturnu niż wykwalifikowanego pracownika Ministerstwa, ale może nie było ładnie myśleć o kimś w ten sposób.
Zwłaszcza, że posiadał pełne prawo do tego, by się do moich myśli włamać i wszystkiego wywiedzieć. Gratulacje, Lisie. Właśnie straciłeś swoją miesięczną premię. A miałeś zbierać na instrument dla Oscara.  
Zganiłem samego siebie za to szufladkowanie - zwłaszcza, że gdy jegomość już rozgościł się na drewnianym stołku tuż przy moim łóżku (pod jego potężnym cielskiem wydawawał się jeszcze mniejszy), przemówił do mnie przyjemnie łagodnym głosem, który nijak miał się do Nokturnowych glizd.  
- Theodore Waddock. Jak zapewne pan wie, spróbuję przywrócić pańskie wspomnienia. Proszę usiąść wygodnie, odprężyć się i dać znak, gdy będzie pan gotowy do sesji. Wiąże mnie etyka zawodowa oraz klauzula poufności, zatem pańskie prywatne wspomnienia będą absolutnie bezpieczne. - Nie, nie były wcale bezpieczne, ale nie miałem wyjścia, jeśli to Bones go do mnie przysłała. Z resztą, najwyraźniej była to jedyna droga, a i mnie zżerała ciekawość; spojrzałem na Eugene'a, który stał w przejściu, oparty ramieniem o framugę drzwi. Skinął głową, a ja powtórzyłem gest w kierunku Waddocka.  
Moje źrenice śledziły ruch końca jego różdżki, by w chwili, gdy dotknął mojej skroni, przenieść się na usta mężczyzny, które niemal bezgłośnie wypowiedziały zaklęcie.
Legilimens.
Ból w klatce piersiowej wrócił ze zdwojoną siłą. Czułem, jak pod ubraniem sploty skórne zrywają się, otwierając drogę do moich wnętrzności. Nic takiego jednak się nie wydarzyło. Byłem także pewien, że z całych sił zebranych w płucach krzyczałem i wyłem - a jednak wokół mnie nie rozchodził się żaden dźwięk. Wokół mnie nie było w zasadzie niczego. Tylko gęsta, nieprzenikniona ciemność, z której po chwili zaczęły wyłaniać się kolorowe plamy światła, w pulsacyjnym i regularnym rytmie krążąc wokół mnie. Przyglądałem się im, a za każdym razem, gdy wyciągałem do nich dłoń, okazywało się, że są znacznie dalej, niż oceniło to moje oko. Potrzebowałem chwili, by uzmysłowić sobie, że kolorowe plamy, utkane z jaśniejszych i ciemniejszych punktów, tak naprawdę były twarzami. Okrągłymi, pulchnymi, z wyłupiastymi, niewinnymi oczami wzniesionymi ku niebiosom i burzą kędzierzawych włosów. Otaczały mnie zastępy dziecięcych, wręcz niemowlęcych buziek, niepokojąco pustych i niepokojąco do siebie podobnych. Ich pochód otoczył mnie zastępem, coraz ciaśniejszym, coraz bardziej agresywnym, aż w końcu ciszę zastąpił szelest skrzydeł, jaby całe stado ptaków niespodziewanie zerwało się do lotu. Jednak zamiast innych, ptasich odgłosów, towarzyszyły im dźwięki, ktore identyfikowałem raczej z pękaniem lub bulgotaniem.
- To najbardziej chora anomalia z jaką się spotkałam. - Usłyszałem głos Jones, choć nie potrafiłem zlokalizować, skąd pochodził. Wszechobecna czerń, gęsta niczym smoła, otulała wszystko wokół. Nie była jednak wypełniającą przestrzeń, nieprzeniknioną pustką. Ona żyła. Transformowała się, oddychała, bulotała, pluła i bryzgała. I dopiero z tej mazi wydobył się zarys kościoła - a w zasadzie jego ruin, z zarysem dawnych sklepień i ścianami porośniętymi przez pnącza pozbawione liści. Obraz nabierał coraz więcej szczegółów, tworząc coraz bardziej przejrzystą układankę; Zniszczone ściany. Czarna, bryzgająca mazią dziura w miejscu dawnego transeptu. Armia rzeźbionych cherubinów powołana do życia przez czarną magię. I czerpiący ze studni moc mężczyzna, zdający się mieć całkowitą kontrolę nad panującym chaosem.
W jednej chwili byłem w środku walki - a w drugiej spacerowałem już obok, niczym niezależny obserwator, który opuścił własne ciało. Widziałem rzeźby ciągnące nas w kierunku czarnej, smolistej wyrwy; miażdżąca przewaga liczebna nie pozostawiała nam najmniejszych szans. Widziałem substancję, która splunęła w stronę Wooda, miejscowo wypalając jego skórę do czerwoności. Wiedzieliśmy, co nas czeka. Wiedzieliśmy, że należało podejmować ryzykowne kroki. Błysk bombardy rzuconej przez Jones rozietlił całą budowlę, rozsadzając część cherubinów i pozbawiając Wooda lewej nogi. Kończyna upadła bezwładnie, a Wood, choć wydarł się tak, iż byłem pewien, że jego krzyk skruszy to, co pozostało z zaleciałych murów, zachował przytomność i uniósł różdżkę. Kolejna bombarda - tym razem posłana przez niego - dała nam chwilę przewagi. Czarna studnia pod przewodnictwem mężczyzny nieustannie płodziła kolejne cherubiny, a ja już wiedziałem, co należało zrobić. Uniosłem różdżkę - ja, stojący z boku - a ja na polu walki poszedł w moje ślady, zakłócając działanie anomalii. Spojrzałem czarnoksiężnikowi w oczy; czułem jego gniew, jego szał, jego porażkę, jego strach, nienawiść i siłę. Był gotów mnie zniszczyć - a ja uparcie zapamiętywałem każdy jego siwy włos, każdą bliznę, każdy detal jego twrazy...
Ponownie odzyskałem przytomność w szpitalu - różdżka spoczywała tam, gdzie wcześniej, ale Waddocka już nie było.
I kiedy tylko połączyłem kropki, wyskoczyłem z łóżka jak oparzony; to był falstart. Zaledwie po kilku krokach zakręciło mi się w głowie, błędnik oszalał, a brak równowagi sprowadził mnie do poziomu podłogi, wywołując przy tym niemały harmider, który ściągnął na mnie gniew uzdrowicielki.
- Prosiłam, aby nie wstawał pan z łóżka. Zużyłam końską dawkę eliksirów, by postawić pana na nogi. A to oznacza, że jeszcze przez jakiś czas nie będzie można z nich korzystać.  
- Waddock. Mężczyzna, który kontrolował anomalię wyglądał jak Waddock. - Wydusiłem z siebie w pośpiechu, gotów do natychmiastowego działania. - Gdzie Eugene?
Kobieta wygięła usta w grymasie, ponownie pomagając wrócić mi do łóżka, po czym wyszła z pokoju, a ja byłem pewien, że pod nosem mamrotała coś o aurorach z którymi było gorzej niż z dziećmi. Nie mogłem jednak niczego jej zarzucić, bo Eugene zmaterializował się w sali już po chwili.
- Być może nie potrafił wydobyć tej informacji z twojej głowy, więc zastąpiła ją obrazem kogoś, kto odzyskiwał twoje wspomnienie. - Wysnuł całkiem prawdopodobną teorię, choć w jego spojrzeniu i głosie wyczułem nutę zawahania.
- Może. - Chciałem wierzyć, że słowa Eugene'a niosły ze sobą prawdę, ale obaj wiedzieliśmy, że przyszło nam żyć w czasach, kiedy nikomu nie można było już ufać. - Mimo wszystko... to dziwne uczucie. Teraz nawet nie wiem, czy to wspomnienie w ogóle jest prawdziwe. - Utkał je na swoją miarę, tuszując istotne fakty? Dlaczego mimowolnie snułem równorzędnie kilka teorii spiskowych? Czy dopadła mnie już choroba aurora, gdzie już na zawsze miałem dostrzegać śmiertelne niebiezpieczeństwo w każdym detalu?
- Zobaczymy jak poszło pozostałym. Zweryfikujemy te informacje. - Rzucił sucho, nie zdradzając mi niczego więcej. Musiał przecież mieć już zeznania od Jones i Wooda. Nie podobało mi się to wszystko. A najbardziej fakt, że jeszcze przez kilkanaście godzin miałem być przykłuty do łóżka. Przypadek? - Ale nie dzisiaj. Dzisiaj masz wypocząć, bo od jutra wracasz do służby. To jest rozkaz. - Posłał mi blady uśmiech, po czym zniknął w korytarzu, pozostawiając mnie z mętlikiem w głowie.

zt





While you were hanging yourself on someone else's words, dying to believe in what you heard, I was staring straight into the shining sun.
Powrót do góry Go down
 

Sala numer jeden

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 11 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 9, 10, 11

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster :: Szpital Świętego Munga :: V piętro: Urazy pozaklęciowe-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19