Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Jaki piękny słonik!
AutorWiadomość
Jaki piękny słonik! [odnośnik]25.07.16 0:45
Bott w wieku pięciu lat wcale bardzo nie różnił się od obecnego siebie. Ktoś, kto widział go wtedy, zapewne mógłby go bez problemu rozpoznać nawet po szesnastu latach bez spotkań. To najlepszy dowód na to, że niektórzy mężczyźni dorastają tylko do piątego roku życia.
Szedł więc chłopiec - przeciętnego wzrostu pięciolatka, o dość bladej buzi i z bardzo szerokim, wesołym uśmiechem, swoimi błękitnymi, szeroko otwartymi oczami usiłując uchwycić tak wiele, jak tylko się da. Mamy nie widział już dobrą chwilę. Kupowała mu watę, ale wtedy śmiesznie ubrany pan odwrócił jego uwagę, odszedł kilka kroków, zobaczył zabawnie rozciągającą się panią, a potem dalej i dalej, bo jak nie iść za takimi niesamowitościami?

Jego blond kędziorki - bo i owszem, pięcioletni Bott miał kędziorki - lśniły w słońcu, które mocno dawało się we znaki. Skręcił więc chłopiec na swoich posiniaczonych nóżkach, kręcąc głową to w jedną to w drugą stronę, żeby widzieć wszystko co tylko może. Ruszył w stronę części bardziej zacienionej i o dziwo mniej uczęszczanej. Tuta prawie wcale nie było ludzi, a było coraz fajniej! Widział takie fajne przyczepy, w których na pewno mieszkali cyrkowcy! I już chciał do jednej wejść, kiedy jego oczom ukazała się wielka klatka, a w niej wielki, wspaniały słoń! Z wielką, długą trąbą! I olbrzymimi uszami! I w ogóle taki fajny był!
Czemu tu ludzi nie ma? Co oni nie umieli przejść pod tymi linkami, które otaczają ten teren? Głupi jacyś są chyba.

W tej chwili z resztą nie martwił się młody kędziorek o innych, a po prostu ruszył biegiem do pięknego zwierzątka. Bardzo, ale to bardzo chciał wejść do środka i pohuśtać się na trąbie! Albo wejść na słonia, kiedyś widział w innym cyrku, że ktoś na słoniu jechał! Zaczął więc ciągnąć swoimi małymi dłońmi za kłódkę - i ciągnął i ciągnął, jak mógł najmocniej! I ta nagle odskoczyła!
Bott przekonany o własnej sile (oczywiście, że po prostu ją zerwał! To wcale nie żadna tam magia!) zadowolony odrzucił przedmiot i wszedł do środka z zamiarem przytulenia się do wielkiej, fajnej nogi zwierzęcia. Jaka ona olbrzymia!



Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Bertie Bott
Zawód : Pracownik w Urzędzie Patentów Absurdalnych, wlaściciel Cukierni Wszystkich Smaków
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Jaki piękny słonik! Giphy
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3537-skrytka-bankowa-nr-844 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Re: Jaki piękny słonik! [odnośnik]26.07.16 12:57
Już dawno nauczył się utożsamiać zapach waty cukrowej, dźwięk łopoczącego na wietrze brezentu i widok całej feerii niewyobrażalnie intensywnych tęczowych barw ze słowem dom. Bo tak właśnie się tu czuł- niewysoki, piegowaty rudy podrostek, który zgrabnie przemykał pomiędzy poszczególnymi namiotami, łasy na czułe mierzwienie włosów, pstryki w nos i nawoływanie o zjedzenie obiadu poprzez cyrkowców. Poprzez trupę- jego trupę i jego rodzinę. Wesołą, kolorową, śmiejącą się za głośno i w nieodpowiednich momentach zgraję, której zdążył już oddać całe swoje dziesięcioletnie serce.
Przed każdym kolejnym występem lubił rozgrzewać się w otoczeniu namiotów, skryty (jeszcze) przed wzrokiem widowni. Wygrzewał się na słońcu jak rozleniwione kocię, znalazłszy dogodne miejsce tuż za namiotem połykacza ogni i pieczołowicie, starannie rozgrzewając wszystkie mięśnie. Zmuszane do wysiłku stawy trzeszczały cicho jak nienaoliwiona maszyna, rozciągany mięsień kontuzjowanej niedawno nogi piekł nieprzyjemnie, jednak był to rodzaj kojącego bólu. Bólu, który przypominał mu, że ciągle był aktywny, potrzebny- nie znosił marazmu, bezruch sprawiał, że natychmiast stawał się znacznie bardziej gnuśny i marudny, co doprowadzało do śmiechu całą resztę trupy, w leniwe dni próbującej dodatkowo nadepnąć mu na ogon. Nigdy jednak nie krzyczał, nie wybuchał gniewem, doprowadzony do ostateczności śmiał się tylko i pokazywał im język, za co jedna z treserek zwierząt zawsze karciła go trzepnięciem w ucho. Atmosfera cyrku nie sprzyjała złości i niesnaskom- szczególnie nie w takiej chwili jak ta, kiedy prawie był już w stanie poczuć pod stopami znajomy, elastyczny naciąg liny, a w uszach brzęczało mu echo gromkich oklasków.
I kto pomyślałby, że tak szybko zdoła sięgnąć nieba?
Akurat pochylał się, chcąc rozprostować trzeszczący głośno grzbiet- i właśnie w skutek tego manewru ruda głowa wychyliła się na kilka cali za linię żółto-czerwonego namiotu, pozwalając mu dojrzeć zamkniętego w klatce słonia. Swoim dziecięcym zwyczajem posłał mu jeszcze szeroki, szczery uśmiech, w głębi duszy licząc na to, że słoń odpowie mu kiedyś podobnym grymasem; i właśnie wtedy zobaczył chłopca.
Błyskawicznie poderwał się do biegu, automatycznie wyciągając ręce i łapiąc jasnowłosego berbecia pod drobnymi ramionami. Z rozmachu wykonał z nim jeszcze pół-piruet, który pozwolił mu na wydostanie ich obojgu z obrębu klatki dokładnie w tym momencie, w którym niepokojony słoń zdążył już czujnie unieść ciężką głowę.
-Jeśli chciałeś odwiedzić mojego słonia- zaczął dziecinną tyradę, odstawiając na ziemię pięcioletni, pyzaty ciężar- Trzeba było spytać go najpierw o pozwolenie, i przynieść mu coś w zamian. Słonie, wyobraź sobie, też mają uczucia i nie lubią, kiedy mali chłopcy przeszkadzają im w wygrzewaniu się na słońcu.
Z trudem uspokoił kołaczące szybko, zbyt szybko serce i pospiesznie domknął uchylone kraty klatki, zakładając na nie kłódkę. Pomyśleć, że tylko sekundy, może ich ułamki dzieliły dziecko od pozostania słoniową podeszwą. Duny kochał słonie, tak, jak kochał wszystkie zwierzęta- wiedział jednak, że tak jak wszystkie zwierzęta pozostawały szalenie niebezpieczne.
I dlatego- lub może dlatego, że był przyzwyczajony do automatycznego już ratowania wszystkich sierotek ze swojego londyńskiego domu- zareagował automatycznie, przyklękając przed chłopcem i posyłając mu bardzo srogie i, w jego opinii, dorosłe spojrzenie.
-Jak masz na imię?- Zapytał, wyciszając się już prawie całkowicie.- Jak chcesz, to pokażę Ci parę cyrkowych sztuczek, pod warunkiem, że nie będziesz płakał, bo wtedy ciocia Jeanine na pewno da mi w ucho.
Uśmiechnął się szeroko, całkowicie zapominając o roli zatroskanego rodzica.
-Jestem Duny, a to mój cyrk- dodał dumnie, szerokim gestem piegowatej ręki wskazując cały kolorowy, głośny obszar wokół siebie. Właściwie nie kłamał; w końcu w cyrku czuł się jak w domu, a to już prawie tak, jakby do niego należał.


intertwined
I've pinned each and every hope on you
I hope that you don't bleed with me



Duncan Beckett
Zawód : pracownik Niewidzialnego Oddziału Zadaniowego
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
spare me your judgements and spare me your dreams,
don't cover yourself with thistle and weeds
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 xxx
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3098-duncan-beckett#50701 https://www.morsmordre.net/t3184-to-do-pana-panie-beckett#52861 https://www.morsmordre.net/t3139-duny#51645 https://www.morsmordre.net/f312-pokatna-8-5 https://www.morsmordre.net/t3185-duncan-beckett
Re: Jaki piękny słonik! [odnośnik]27.07.16 0:44
Krótkie rączki pięciolatka już się rozpościerały w zamiarze objęcia wielkiej, słoniej nogi, kiedy inne, dłuższe nagle go złapały, okręciły i bezczelnie, ale to okropnie i najgorzej z koszmarnych zabrały go od wspaniałego właściciela największych uszu świata! Buzia chłopca zaraz się nabzdyczyła w pełnym oburzeniu.
- Ja chciałem go przytulić, wszyscy lubią jak się ich przytula i nie wolno przeszkadzać! - zbuntował się zaraz absolutnie oburzony faktem, że ktoś, jakiś okropnik śmiał mu przeszkodzić, kiedy to Bertie Bott zamierzał zostać najlepszym przyjacielem słonia! Przecież Trąbalski już odwracał swoją wielką głowę w jego stronę i pewnie chciał go wziąć na swoją trąbę i huśtać, jak na huśtawce! Pewnie cały ten chłopak jest zazdrosny, bo jego by słoń tak nie polubił!
- Bertie. I nie lubię cię.
Oznajmił absolutnie poważnie, jakby zostanie kimś nielubianym przez Ciamajdę Botta było najgorszą z możliwych kar zadawanych na świecie zaraz obok przymusu jedzenia smażonej cebulki. A Bertie nieznosi smażonej cebulki najmocniej w galaktyce!
Złość i niechęć kędziorkowatego blondyna minęła jednak w jednej chwili, kiedy zaoferowano mu pokazanie sztuczek. Chciał sztuczki! Lubił sztuczki! Bardzo lubił, jak tata znikał i się pojawiał! Tata zawsze pojawia się z cichym "pyk" w jego pokoju, kiedy Bertie musi już iść spać i zamyka oczy, żeby blondyn mógł się schować. Im lepiej się schowa tym dłużej może nie spać! I jak tata go znajdzie to koniec, zanosi go do łóżka, bo tata jest silny i umie podnieść takiego wielkoluda i potem go kładzie i przykrywa. I potem mama opowiada bajkę.
A nie każdy tata potrafi się pojawiać i znikać i dlatego Bertie nie może dużo mówić innym dzieciom, bo one by były zazdrosne, że jego tata jest najlepszy na świecie, a ich tatowie nie są najlepsi na świecie, bo przecież tylko jeden może. Ale rodzice mówią, że o takich sztuczkach, jakie widzi w cyrku można rozmawiać, bo to zupełnie co innego. Bo jest magia czarodzejów i magia mugoli. A o tym, co mugolskie można rozmawiać z każdym, tylko o tym, co czarodziejskie tylko z kilkoma osobami.
- A nauczysz mnie sztuczki?
Spytał zaraz, patrząc na cyrkowego rudzielca. Zaraz jednak odwrócił się i spojrzał na słonia.
- I Uszatek może iść z nami?
Dodał zaraz. Bo, skoro on w swojej głowie nazwał słonia Uszatkiem to słoń ma tak na imię i koniec. A uszatek na pewno bardzo chce być tam, gdzie będzie Bertie i na pewno go bardzo lubi. Bo Bertiego wszyscy lubią! I wszyscy się wesoło uśmiechają i cieszą, jak go widzą to słoń na pewno też się cieszy.
Duże, niebieskie oczy znów wlepiły się w bladego rudzielca, który dopiero co oznajmił, że cały ten cyrk jest jego. Bertie w jednej chwili postanowił go lubić. Bo przecież ktoś, kto ma cyrk musi być fajny!
Złapał zaraz Duny'ego Cyrkowca za rękaw, żeby ten mu nie próbował zniknąć. Bo co, jeśli mugolscy czarodzieje też potrafią znikać i właściciel cyrku zaraz zrobi "pyk", zanim pokaże mu wszystkie te sztuczki i niesamowitości?
- No już chcę sztuczki! I zobaczyć wszystko. I weźmy Uszatka. I chcę inne zwierzaczki! - zaczął wołać z typową dla siebie od maleńkości nadmierną ekscytacją.



Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Bertie Bott
Zawód : Pracownik w Urzędzie Patentów Absurdalnych, wlaściciel Cukierni Wszystkich Smaków
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Jaki piękny słonik! Giphy
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3537-skrytka-bankowa-nr-844 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Re: Jaki piękny słonik! [odnośnik]29.07.16 23:31
Duny kochał zwierzęta. Nie było to wyjątkowo szokującym odkryciem, jeśli by wziąć pod uwagę fakt, że Duny obdarzał bezgraniczną miłością niemalże wszystko, co istniało na świecie. W dziecięcym sercu znajdował miejsce dla największych słoni i najmniejszych mrówek, równie silne uczucie żywiąc do pachnącej mydłem pościeli i ulubionego kompletu sztućców. Miłość namnażała się zresztą wprost proporcjonalnie do jego rosnącego wieku; z czasem znajdował przecież coraz więcej i więcej rzeczy, które należało kochać ufnie i bezgranicznie.
Kochał więc cyrk z całym jego dobrem i ze wszystkimi słabostkami. Kochał kolorowe namioty i to, że przeciekające przezeń krople deszczu wyglądały jak wiszące u wytwornego sufitu lśniące brylanty. Kochał słodki smak waty cukrowej i to, że zawsze lepiła mu się do policzków i nosa, sprawiając, że wyglądał wyjątkowo głupio i wyjątkowo zabawnie. Kochał akrobatów i połykaczy ogni, kochał klaunów i przebierańców, kochał żonglerów i treserów zwierząt. Kochał i same zwierzęta- za to, jak majestatycznie wyglądały, i za to, że wykonywały dla nich wszystkie te niesamowite sztuczki. Kochał je jednak także za to, że były od niego znacznie silniejsze i znacznie bardziej niebezpieczne.
A już z pewnością silniejsze i bardziej niebezpiecznie od pyzatego cherubinka, którego Duny stawiał właśnie na ziemię z głuchym tąpnięciem.
Nie przejął się jego słowami; czuł się z tym nieprzejmowaniem zupełnie dojrzały i dorosły w swoim całym dziesięcioletnim majestacie piegów i rudości. Poczuł się też niezmiernie łaskawy, decydując się wybaczyć chłopcu całe to nielubienie. Jedyną dezaprobatę okazał założonymi na piersi ramionami i pozornie beztroskim wzruszeniem ramion, które, jak się obawiał, wcale nie wyglądało tak beztrosko i efektownie jak w jego własnej głowie.
-W takim razie lepiej nie mów tego głośno- poradził mu jedynie konspiracyjnym szeptem, a oczy śmiały mu się już zupełnie otwarcie.- Wiesz, to mój cyrk i moje zwierzęta. Na pewno nie byłyby zadowolone, gdyby usłyszały, że mnie nie lubisz, bo to prawie tak, jakbyś nie lubił ich, a wtedy już na pewno by się obraziły i nici z dzisiejszego występu.
Wzruszył ramionami, podkreślając ciężar swojej niezwykłej bezradności w tej delikatnej kwestii zwierzęcych uczuć, po czym zastanowił się przez chwilę.
-Nauczę- oznajmił w końcu łaskawie, pochylając się i wyuczonym gestem biorąc chłopca na barana. Być może nie miał być to najbardziej komfortowy spacer ich życia; z pewnością jednak mógł zapobiec ponownym próbom zaprzyjaźniania się Bertiego z cyrkowym inwentarzem.- Ale to trudne sztuczki. Bardzo... magiczne. Nie każdy je potrafi.
Kontynuował tajemniczym tonem, żeby potem pokręcić głową.
-To nie Uszatek, tylko Uszatka- wytłumaczył mu cierpliwie.- Nie pan słoń, tylko pani słoń. I nie może pójść z nami, bo jest bardzo nieśmiała i wstydzi się występu. Musi zostać i... przypudrować nosek. Albo trąbę. No wiesz, zrobić te wszystkie dziwne rzeczy, które robią dziewczyny.
Oznajmił bardzo profesjonalnym tonem, raźnym krokiem ruszając przed siebie.
-Zobacz, to są wielbłądy- rozpoczął zwiedzanie radosnym tonem, skinieniem głowy wskazując na szeroką klatkę pełną pięknych, rozleniwionych nieco karmelowych zwierząt.- Jeśli Cię polubią, mogą zabrać Cię na grzbiecie aż na ogromną pustynię, gdzie zawsze świeci słońce i gdzie ludzie latają aż do księżyca na swoich magicznych dywanach.
Tego nie mógł stwierdzić z całą pewnością. Jednak nauczył się już, że ludzie chętnie wierzyli we wszystkie dziwne bajki i historie, które podsuwała mu wyobraźnia. Chętnie więc dzielił się nimi z tymi, którzy tylko chcieli go słuchać.


intertwined
I've pinned each and every hope on you
I hope that you don't bleed with me



Duncan Beckett
Zawód : pracownik Niewidzialnego Oddziału Zadaniowego
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
spare me your judgements and spare me your dreams,
don't cover yourself with thistle and weeds
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 xxx
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3098-duncan-beckett#50701 https://www.morsmordre.net/t3184-to-do-pana-panie-beckett#52861 https://www.morsmordre.net/t3139-duny#51645 https://www.morsmordre.net/f312-pokatna-8-5 https://www.morsmordre.net/t3185-duncan-beckett
Re: Jaki piękny słonik! [odnośnik]03.08.16 15:04
Zanim niezbyt rozgarnięty umysł nie bardzo rozgarniętego, prześlicznego chłopięcia pojął sens bardzo długiego zdania, jakie do niego powiedziano, minęła dobra chwilka. Tutaj działo się za wiele, żeby blondwłosy demonek w aniołkowatej powłoce mógł skupić swoje naturalne problemy z koncentracją wyłącznie na jednej rzeczy, czy jednej osobie. A to, co mówiła ta osoba bardzo, ale to bardzo mu się nie spodobało! Pyzowata buzia dziecka, które kocha jeść aż się nadęła.
- Ale ja je lubię! - zbuntował się zaraz no, bo jak to tak, miałoby nie być pokazu? Tak nie można, Bertie chce pokaz i chce zwierzaczki. Dużo zwierzaczków.
W ogóle to gdzie mama? Miała kupić watę cukrową i jej nie ma! Fakt, że to jego nie ma i, że mama właśnie wychodzi ze skóry i wraz z Anastasią szuka Domowego Samobójcy po całym terenie cyrku przerażona - wiedząc, na jak głupie, niebezpieczne i śmiercionośne zachowania stać jej pięcioletnie dziecko - wcale nie wydawał mu się tak oczywisty, jasny i logiczny, jak zapewne powinien. Ale mały Bertie rozumował w jeszcze bardziej niejasny i dziwny sposób, niż swoja późniejsza wersja. I był jeszcze bardziej nieodpowiedzialny.
Biedna Samantha Bott.
- Ja będę potrafił! - obietnica nauczenia go magicznych sztuczek przyciągnęła uwagę ciamajdy na tyle, że nie myślał już nawet o obiecanej wacie cukrowej. Jasne, że on będzie potrafił, w końcu ma magię. Po tacie, który robi najlepsze sztuczki na świecie. I Bertie też będzie takie robił! I może zacząć od mugolskich, niech go ten dziwny chłopiec nauczy.
- A potem będę mógł pojeździć na Uszatce? - nie dawał za wygraną, ruszając za chłopakiem i już po kilku krokach potykając się i upadając na posiniaczone już i tak kolana i poobcierane ręce. Zaraz jednak wstał i się otrzepał, trochę przy tym marudząc. Na szczęście upadek nie był bardzo poważny - a Bertie był bardzo dzielny! No dobra, gdyby miał płakać za każdym razem, kiedy upada, płacz zajmowałby mu więcej życia, niż sen. Przeżywał już tylko te bardziej bolesne.
Z resztą nie miał czasu nawet zastanawiać się, czy boli go wystarczająco, żeby płakać, czy jednak nie, bo zaraz pobiegł jak najbliżej mógł do wielbiłądów.
- Chcę na pustynię, chodźmy z nimi! - Historia Duny'ego widocznie bardzo mu się spodobała, bo błękitne oczy aż błyszczały radośnie i pożerały wspaniałe, egzotyczne zwierzęta. - Potem, po cyrku. Zabierzesz mnie? Chcę iść!
Zaczął aż podskakiwać, tak mocno ta ekscytacja i to chcenie nie mieściło się w jego małym ciałku, tak było go dużo!



Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Bertie Bott
Zawód : Pracownik w Urzędzie Patentów Absurdalnych, wlaściciel Cukierni Wszystkich Smaków
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Jaki piękny słonik! Giphy
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3537-skrytka-bankowa-nr-844 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Re: Jaki piękny słonik! [odnośnik]11.08.16 13:37
Gdyby głowa Duny'ego chętniej trzymała się karku, który miał odpowiadać za poważne, rozsądne myślenie, być może planowałby właśnie, jak bez szkód odstawić pyskatego berbecia w ręce (zapewne) stęsknionej matki. Jednak od mocnego stąpania po ziemi Duny od zawsze był bardziej zainteresowany gonieniem durnych pomysłów, które przebiegały przez jego myśli jak stado rzeczonych wielbłądów, porywając ze sobą jego roześmianą duszę i pozostawiając na ziemi jedynie głąba. Tego, który szczerzył się radośnie, kraśniejąc z dumy i wypinając do przodu chłopięcą pierś, czując się wielce odpowiedzialnym i niezwykle poważnym dziesięciolatkiem. W swojej wyobraźni był już nie tylko chłopcem, ale sławnym, doświadczonym podróżnikiem, niezrównanym przewodnikiem po zaczarowanym świecie tygrysów, zimnych ogni i bajecznie kolorowych namiotów, nieustraszonych połykaczy ogni i pięknych woltyżerek, wszystkich tych małych-wielkich cudów, które bezgranicznie kochał. I tylko czasem, czasem zastanawiał się nad tym, jak by to było, gdyby sam cofnął się do etapu pyzatego berbecia, wkraczającego w całą niesamowitość tego świata i trzymającego za ręce rodziców. Matkę o łagodnym uśmiechu, która śmiałaby się, obserwując ścigające się na scenie małpki, albo ojca, z podziwem wodzącego wzrokiem za piłeczkami żonglera.
To była jednak tylko jedna z tych bajek, które, pomimo że piękne, nie mogły się spełnić. Nawet w jego głowie. I pogodził się z tym już dawno, dawno temu, oprawiając je w ramki i zawieszając gdzieś głęboko w pełnej marzeń głowie. Nie przywykł do smutku. Skoro nie mógł zwiedzić tego świata w sposób, jakiego pragnął- cóż, wciąż mógł oprowadzać po nim innych.
Nawet głośnych, marudnych pięciolatków z oczami rozszerzonymi do rozmiaru talarków.
-Jeśli ona się zgodzi- wybrnął dyplomatycznie Duny, zapobiegawczo przyspieszając kroku, co miało odciągnąć uwagę Bertiego od ciekawsko spoglądającego w ich stronę słonia, którego szara sylwetka wtapiała się w tło widocznym zań pierzastej chmury.
Duncan westchnął cicho w duchu ze słabo tłumionej ulgi, kiedy mało przejęty upadkiem Bertie podniósł się samodzielnie, nie wybuchając płaczem. Dręczyło go przeczucie, że ciocia Jeanine i tak chętnie sprałaby go za liczne przewinienia, dlatego ucieszył się skrycie, nie musząc dodawać do tej listy doprowadzenia małego dziecka do płaczu. Nawet, jeśli nie z własnej winy.
-Dobrze- zgodził się łaskawie, z oczami błyszczącymi równie dziecięcą ekscytacją, co ta malująca się w błękitnych oczach młodszego chłopca. W końcu nigdy nie zdążył i nie zamierzał mentalnie wyrosnąć z tego etapu- dorosłość była nudna, i zdecydowanie się do niej nie spieszył.- Założymy prawdziwe turbany i poszukamy w złotych piaskach niesamowitego skarbu, dzięki któremu będziemy mogli latać, i czarować, i...
Przez chwilę zawahał się, ale godna znacznie młodszego dziecka wyobraźnia nie zawiodła, rozpościerając przed jego oczami bajecznie kolorową, piękną wizję.
-... i zaklinać węże, i jeździć na słoniach- dokończył, po chwili wpadając na kolejny pomysł.- Opowiem Ci o tym bajkę, chcesz?
Kątem oka zauważył mijających go cyrkowców, którzy niepewnie spoglądali na stojącego obok niego chłopca. Szerokim uśmiechem zapewnił ich jednak, że wszystko było we względnym porządku; zdążyli już przywyknąć do całej gamy jego dziwacznych, niezrozumiałych i często tragicznych w skutkach pomysłów. Tak długo jednak, jak sprawiały mu one radość, nie próbowali go powstrzymać.
Wiedział jednak, o czym świadczy nagły wysyp akrobatów i klaunów- występ zbliżał się wielkimi krokami. Musiał się pospieszyć, jeśli zamierzał opowiedzieć tą bajkę w pełni i do końca.
Duncan Beckett
Zawód : pracownik Niewidzialnego Oddziału Zadaniowego
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
spare me your judgements and spare me your dreams,
don't cover yourself with thistle and weeds
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 xxx
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3098-duncan-beckett#50701 https://www.morsmordre.net/t3184-to-do-pana-panie-beckett#52861 https://www.morsmordre.net/t3139-duny#51645 https://www.morsmordre.net/f312-pokatna-8-5 https://www.morsmordre.net/t3185-duncan-beckett
Re: Jaki piękny słonik! [odnośnik]11.08.16 15:09
Umysł pięcioletniego chłopca był tak pochłonięty perspektywą przygodami; jeżdżeniem na słoniu, zwiedzaniem pustyni i turbanami, że sam występ powoli przestawał mieć dla niego znaczenie. Chciał iść z tym śmiesznym chłopcem już teraz. To znaczy jechać na wielbłądach, na tych wielkich garbach, o!
- Ale latać na miotłach. Dywany są wolne i zakurzone, fu. - no, bo skoro ten śmieszny chłopiec wie o magii to chyba można z nim porozmawiać o tym, jakie niefajne są latające dywany? - Dziadek lata na dywanie. Tata próbuje go przekonać do miotły, ale pewnie się nie zgodzi, nigdy nie lubił nowych rzeczy.
Wyjaśnił zaraz bardzo poważnym tonem nie mając pojęcia, że jego rozmówca pewnie weźmie tę całą bardzo poważną wypowiedź za stek bzdur dziecięcej wyobraźni! Oczywiście Bertie był nauczony, że o wielu rzeczach poza domem się nie mówi, ale przecież no, Duny sam zaczął!
A latania z dziadkiem na dywanie Bertie bardzo nie lubił! Dziadek był fajny i wcale nie taki stary, jak wielu dziadków, można było z nim robić wiele bardzo fajnych rzeczy i świetnie czarował i w końcu był tatą taty! Ale jego dywan był brzydki, miał dużo kociej sierści i jak się latało, kurz z niego potrafił wpadać do oczu.
W tej chwili jednak latający dywan dziadka nie miał znaczenia. Nic nie miało znaczenia w perspektywie podróży na samą pustynię! Młody Bott już myślami był na tym wielkim, pięknym słoniu i trzymał się jego uszu! I ciekawe, czy gdyby słonia zaczarować jak miotłę albo dywan to umiałby latać?
- Nie, po co bajki! Chodźmy tam już, teraz! Chodź, chodź, chooooodź! - zaczął ciągnąć Duny'ego za rękę, taki był zachęcony! Chciał już czarować, a nie czekać, aż będzie miał te jedenaście lat! I chciał zaklinać węże albo robić inne szalone i fajne rzeczy i oglądać zwierzęta i bawić się z nimi i być na pustyni! Duny nieświadomie rozpętał w umyśle maleńkiego diabła o anielskiej buźce prawdziwe tornado i już się wydawało, że nic, całkowicie nic nie będzie go w stanie powstrzymać przed wyruszeniem w odległe krainy!
- Bertie! - Notoryczna Niszczycielka Zabaw (przynajmniej tych, które mogłyby drastycznie skrócić życie jej syna) zwana też mamą wyrosła jak spod ziemi, łapiąc pięciolatka w swoje ramiona i nie zwracając uwagi na to, jak bardzo ten chciał uciekać do kolegi. Dobrze wiedział, że pojawienie się mamy oznacza, że nigdzie nie pojedzie!
- Mamo, Duny chce mnie zabrać na pustynię, ja chcę iść bardzo bardzo, bardzo! - usiłował cokolwiek wywalczyć. Kobieta pozostała jednak nieubłagana.
- Skoro po raz kolejny nie straciłam dziecka, czas iść na występ. Tam pooglądasz sobie zwierzaki i jak mu... jak inni czarują i robią sztuczki i też będzie fajnie. - oznajmiła, dopiero po chwili spoglądając na rudego chłopca. Powoli się uspokajała, choć nie trudno było zauważyć, że jej nerwy są już trochę nadszarpnięte. Powoli nadszarpywane od jakichś pięciu lat. - Gdzie twoi rodzice?
Spytała uznając, że przecież nie może zostawić tu kolegi swojego syna. Bertie miał tendencję do przyciągania dzieci o podobnie destrukcyjnych skłonnościach.
Jak dobrze, że chociaż jej córka była taka grzeczna i spokojna. Stała właśnie obok trzymając dwie waty cukrowe - pewnie swoją i swojego małego brata - i uśmiechnęła się lekko do nieznajomego chłopca.
- Mówiłam, że nic mu się nie stało, mamo. - powiedziała tylko wesoło. - Bawił się z chłopcem z cyrku i zwierzętami, jak mówiłam. - wyraźnie cieszyła się, że znów udało jej się odgadnąć, co się dzieje. Choć inni jeszcze nie wiedzieli, ona już się cieszyła, bo wiedziała. Jej mama może nie wierzyć, ale wszyscy dookoła widzą, że ma zdolności swojej babci.
- Ja nie chcę występu, chcę na pustynię, mamo... - zamarudził tylko niezadowolony chłopiec. Co go obchodzi świat dookoła, kiedy przerywają mu przygodę?



Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Bertie Bott
Zawód : Pracownik w Urzędzie Patentów Absurdalnych, wlaściciel Cukierni Wszystkich Smaków
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Jaki piękny słonik! Giphy
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3537-skrytka-bankowa-nr-844 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Re: Jaki piękny słonik! [odnośnik]13.08.16 13:15
Kiedy usłyszał o latających dywanach, chcąc nie chcąc dziecięca buzia rozjaśniła się w szczerym, radosnym uśmiechu. Wiedział, jak wtedy wyglądał; jego cyrkowcy śmieli się zawsze, że uśmiechnięty w ten sposób przypominał radosnego kundelka, cały piegowaty, rudy, potłuczony, składający się z ostrych kątów łokci i krzywizn kolan, błyszczący tą głupawą radością, rozchodzącą się kręgami jak ciepło. Tak łatwo było go uszczęśliwić- wystarczyło tylko, że ktoś niespodziewanie przyłączył się do niego w tym bajkowym szaleństwie pełnym wielbłądów, latających mioteł i dywanów. W głębi ducha doskonale wiedział przecież, że z całej trójki istniały tylko wielbłądy; prawda?
Jednak zupełnie nie przeszkodziło mu to w rozwichrzeniu i tak rozwichrzonych już jasnych włosów małego cherubinka w wyrazie najprostszej chłopięcej aprobaty.
-Dobrze, na miotłach, aż pod same niebo- zgodził się pogodnie. W obliczu pięknej wyprawy przymus zrezygnowania z latających dywanów nie wydawał mu się w końcu zbyt wielkim wyrzeczeniem. Szczególnie, że parli dalej, przez piach i trawę, w stronę kolejnych atrakcji- w końcu obiecał magicznemu chłopcu magiczne sztuczki i całą masę cudów, których nie brakowało przecież w gotującym się już przed występem cyrku. Tu wszystko było magiczne w ten najprostszy i najpiękniejszy sposób- magia radosnych uśmiechów, magia brokatowych kostiumów, magia ryczących głośno słoni i wtórujących mu śmiechów tych wszystkich pięknych ludzi siedzących na widowni. Tych ludzi, dla których już wkrótce po raz kolejny miał wybrać się na spacer wśród gwiazd- i już, już gotów był opowiedzieć to garnącemu się do podróży Bertiemu, kiedy tuż przed nimi wyrosła nieznajoma kobieta o dziwnie znajomych oczach.
Uśmiechnął się grzecznie, szeroko, i w wyuczonym cyrkowym odruchu skłonił się w pas, zamiatając opuszkami palców przydługie źdźbła trawy. Widać było, że ta pani była mamą; miała w sobie ten ciepły, miły pierwiastek i łagodny uśmiech troski na ustach, którego nigdy nie dane było mu oglądać. A przynajmniej nie w stosunku do siebie.
Nie był jednak zazdrosny, jedynie szczęśliwy, że ktoś tak miły miał oglądać go na nadchodzącym występie. Dlatego uśmiechnął się dzielnie najpierw do niej, a potem do stojącej przy jej boku dziewczynki, mimowolnie wesoło puszczając jej oko.
-Tylko oglądaliśmy słonie, wielbłądy i pustynię, proszę pani- oznajmił bardzo rzeczowo i bardzo grzecznie, chociaż brzmiało to mniej więcej tak niewiarygodnie, jak historia Bertiego.- Dzień dobry, jestem Duny, a to jest mój cyrk. Jak miło, że przyszły panie nas odwiedzić.
Nawet pytanie o rodziców nie zdołało zbić go z tropu. Kącik ust drgnął jedynie lekko, jednak Duny bohatersko nie przestał się uśmiechać. Przecież był już przyzwyczajony, i po czasie nawet przestało nieprzyjemnie kłuć go gdzieś w okolicach mostka za każdym razem, kiedy ktoś ponawiał pytanie.
-Moich rodziców tu nie ma- oświadczył po prostu, prostując się dzielnie.- Będzie mi pani kibicować zamiast nich?
Zapytał jeszcze, odrobinę bardziej nieśmiało, po czym po chwili wahania kucnął, zrównując się z uziemionym w uścisku ramion niezadowolonym Bertiem.
-Jeszcze się spotkamy, Bertie Treserze Słoni- zaśmiał się cicho, krótko, ale szczerze.- I wtedy zabiorę Cię na pustynię i w inne cudowne miejsca. Pomacham Ci podczas występu, chcesz?
Zaproponował jeszcze, ponownie mierzwiąc mu włosy, po czym podniósł się do pionu.
-Muszę iść, zaraz zaczyna się nasze przedstawienie- dodał jeszcze, bardziej do siebie, niż do stojących przed nim ludzi o miłych oczach.- Życzę... życzę miłego oglądania występu.
Oznajmił bardzo profesjonalnie i bardzo dumnie, gotując się do odejścia, poganiany dochodzącym zza pleców nawoływaniem. Ta bajka była wspaniała- musiał jednak kiedyś powrócić do swojego bardzo poważnego, dziesięcioletniego obowiązku tańczenia na linie wśród chmur.
Duncan Beckett
Zawód : pracownik Niewidzialnego Oddziału Zadaniowego
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
spare me your judgements and spare me your dreams,
don't cover yourself with thistle and weeds
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 xxx
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3098-duncan-beckett#50701 https://www.morsmordre.net/t3184-to-do-pana-panie-beckett#52861 https://www.morsmordre.net/t3139-duny#51645 https://www.morsmordre.net/f312-pokatna-8-5 https://www.morsmordre.net/t3185-duncan-beckett
Re: Jaki piękny słonik! [odnośnik]14.08.16 16:56
Mina Samanthy Bott złagodniała w sposób typowy dla zmartwionych obcymi dziećmi mam, a jej wzrok czule omiótł całą postać chudego chłopca. Chyba dość szybko domyśliła się, jaki jest sens jego słów i, choć nie wszystko było dla niej jasne, postanowiła nie dopytywać. Nauczyła się w swojej ośmioletniej karierze mamy, że dzieci pod natłokiem pytań czują się zwykle jak pod ostrzałem, a w końcu ten malec prawdopodobnie uchronił jej syna przed kolejną katastrofą.
Nie mogła tego wiedzieć, ale mogła się z całym przekonaniem domyślać. W końcu znała małego demona już całych, przerażająco długich pięć lat - i do tej pory nikt jej nie dał nawet chwilowego urlopu! Nie było więc na świecie osoby, która bardziej wiedziałaby czego się po chłopcu spodziewać.
Ewentualnie Anastasia, która zawsze jakimś dziwnym spokojem, kiedy jej mały brat znikał lub działo się z nim coś dziwnego wiedziała czy trzeba, czy nie powinno się panikować. I zawsze zgadywała doskonale.
- Wszyscy będziemy. I ta maruda też, jak już się rozchmurzy. - jej smukła dłoń przesunęła się po blond kędziorkach syna, a ton był przyjemnie ciepły, miły i łagodny. Mówiła wolno i wyraźnie z ładnym, typowo londyńskim akcentem.
Sam Bertie spojrzał na Dunyego trochę weselej dopiero, kiedy ten obiecał, że go odnajdzie i i tak zabierze kiedyś na wycieczkę. Oby to kiedyś było szybko, bo on tak bardzo chce! I niech nie mówi mamie, bo mama psuje zabawy. Ostatnio na przykład, jak chciał sprawdzić jak się lata, zdjęła go z parapetu i zaczęła bardzo krzyczeć, a on przecież miał spadochron z poszewki na poduszkę, więc byłby całkowicie bezpieczny!
Mamy nic nie rozumieją. I tę właśnie myśl w tej chwili wyrażała jego nabzdyczona jeszcze buzia. I nie mógł pojąć, czemu wszyscy ciągle ruszają jego włosy.
- A sztuczki? - Bertie nie chciał odpuścić, no bo jak można mu narobić ochoty na zabawę i go zostawiać? - I Uszatka? Chciałem jeździć na Uszatce.
O, taki jest niezadowolony! I co z tego, że Duny'ego nawołują? Mama Bott pokręciła lekko głową, choć uśmiechnęła się lekko.
- Jak nie przestaniesz marudzić to zjem twoją watę cukrową, goblinie. - zagroziła tylko mała Anastasia, która choć zawsze była niemalże dzieckiem doskonałym, nie mogła też zapominać o roli starszej siostrze, która Małej Marudzie musi czasem podokuczać. We trójkę patrzyli chwilę za odchodzącym już Dunym Cyrkowcem i po chwili ruszyli na pokaz - na którym chłopiec na prawdę się pojawił!
A błękitne oczy Bertiego aż błyszczały radośnie i zapomniał już o pustyniach, teraz chciał akrobatować tam, na górze, wysoko!
Tak. Ta wycieczka była na swój wyjątkowy sposób bardzo magiczna. Bertie po raz kolejny w swoim krótkim życiu uniknął makabrycznej śmierci i poznał wspaniałą osobę, która jeszcze wiele razy zjawi się w jego życiu, by nadać mu jeszcze odrobinę więcej koloru. Choć ćśśś, jeszcze o tym nie wie i nie psujmy mu niespodzianki.



Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Bertie Bott
Zawód : Pracownik w Urzędzie Patentów Absurdalnych, wlaściciel Cukierni Wszystkich Smaków
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Jaki piękny słonik! Giphy
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3537-skrytka-bankowa-nr-844 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Re: Jaki piękny słonik! [odnośnik]15.08.16 17:39
Wystarczył mu jeden uśmiech. Tylko albo jeden uśmiech tej miłej pani o oczach pełnych troski, żeby zrozumiał, komu chciał zadecydować swój nadchodzący występ.
Czasem lubił to robić. W chłopięcej, pełnej rozmaitych głupstw głowie wyobrażał sobie, jak kłania się widowni w pas, jak obdarza ich wszystkich ogromnym, nie schodzącym z ust uśmiechem i wybiera tą jedną, najszczególniejszą ze wszystkich szczególnych osób tego wieczora. Czasem dedykował występy dzieciom ze swojego sierocińca- małej, roztrzęsionej Emily o sarnich oczach, jego współlokatorowi Jimowi, bliźniakom Fanny i Danny'emu, którzy zawsze kryli go, kiedy uchyłkiem wymykał się przez drzwi sierocińca. Czasem dedykował je opiekunkom, srogim kobietom o twardych dłoniach i gołębich sercach. Czasem ten zaszczyt przypadał sprzedającemu ryby handlarzowi na targu, czasem uroczej dziewczynce, która poprzedniego dnia wręczyła mu pospiesznie spleciony ze stokrotek wianek i uciekła ze śmiechem. I chociaż było to mierne wyróżnienie- w końcu nie był nikim szczególnym, jedynie kolejnym małym bohaterem wesołej bajki- lubił myśleć, że sprawiłoby im to przyjemność.
Ten występ miał natomiast ochotę zadedykować pani Bott o łagodnym głosie wypowiadającym całą masę pięknych słów.
Dlatego ochoczo pokiwał głową, w milczący, ale entuzjastyczny sposób zapraszając ją ponownie do oglądania występu (jej występu), i roześmiał się w odpowiedzi na słowa Bertiego.
-Twoja siostra na pewno też zna dużo sztuczek- zapewnił go prawie poważnym głosem, uśmiechając się promiennie w stronę bystrej Anastasii.- I na pewno Cię jakiejś nauczy, jeśli tylko będziesz grzeczny!
Jeszcze raz skłonił się w pas, czując się przy tym niewypowiedzianie dorośle i poważnie, po czym odwrócił się na pięcie i chyłkiem umknął w stronę namiotów. Pozwolił czekającym na niego cyrkowcom skarcić go łagodnie, rozwichrzyć włosy i zwyczajowo pstryknąć w nos. Lubił te małe oznaki miłości- dzięki nim wiedział przecież, że wciąż posiada jakąś rodzinę i dom, do którego zawsze chciał wracać.
Występ udał się tak, jak udawał się zawsze, i Duny był w stanie tylko uśmiechać się szeroko, po raz kolejny z wyuczoną gracją udając się na podniebny spacer. Nie musiał się bać- wiedział przecież, że nie spadnie. To był występ dla pani Bott, i dlatego musiał być perfekcyjny, musiał być piękny tak jak ona i musiał sprawić, że mogła się uśmiechnąć. Nawet, jeśli on nie mógł zobaczyć tego uśmiechu- i nawet, jeśli nie był on przeznaczony dla niego.
Nigdy nie był przecież samolubny.

| zt x 2! <3
Duncan Beckett
Zawód : pracownik Niewidzialnego Oddziału Zadaniowego
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
spare me your judgements and spare me your dreams,
don't cover yourself with thistle and weeds
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 xxx
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3098-duncan-beckett#50701 https://www.morsmordre.net/t3184-to-do-pana-panie-beckett#52861 https://www.morsmordre.net/t3139-duny#51645 https://www.morsmordre.net/f312-pokatna-8-5 https://www.morsmordre.net/t3185-duncan-beckett
Jaki piękny słonik!
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach