Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Korytarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Korytarz   30.03.15 23:48

First topic message reminder :

Korytarz

Całe szczęście!, ten nadzwyczaj paskudny okres, podczas którego większość pomieszczeń była na tyle przepełniona pacjentami, że łóżka stawiano właśnie na korytarzach, już się skończył. Pozostały po nim jednak dosyć wyraźne ślady w postaci powycieranej gdzieniegdzie drewnianej podłogi, zarysowań i obdrapań na ścianach w miejscach, gdzie kończą się powierzchnie pomalowane farbą olejną, a zaczynają te pociągnięte tylko najzwyklejszą, białą farbą łuszczącą się pomiędzy drzwiami prowadzącymi do poszczególnych sal. Dźwięk kroków niesie się tutaj głośnym echem, a stukot wszelkiego rodzaju próbek, pojemniczków na maści czy eliksiry praktycznie nie milknie. Jeśli nie chcesz, by złapał Cię ból głowy, lepiej zwyczajnie jak najszybciej przenieś się w inne miejsce.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Solene Baudelaire
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 https://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 https://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate https://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow https://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
projektantka, malarka
25 lat
Czysta
Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
0
10
2
5
3
0
6
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Korytarz   15.02.18 21:50

Dzisiejsze uwspólnienie ścieżek faktycznie było zbyt dosłowne, kiedy Solange nie miała pewności, czy na jej czole nie wyrośnie za chwilę wielki guz, niezbyt dobrze wyglądający u jakiejkolwiek kobiety. Miejsce zderzenia pulsowało lekko, szczególnie wtedy, gdy dotykała je smukłymi palcami, ale wprost nie mogła się powstrzymać prowokowana nieznośnym uczuciem, którego chciała się pozbyć. Była skłonna nawet pocierać nerwowo dłonią zaczerwienioną skórę, wstrzymując się z trudem: nie wypadało przecież robić jej tego w towarzystwie; szczególnie wtedy, gdy miała zamiar zapewnić, że nic się nie stało.
- Chyba nie. W razie czego jesteśmy przecież w szpitalu. Co za ironia losu. - Westchnęła. - Nie musi mi pan niczego rekompensować. To nic wielkiego. - Uśmiechnęła się, spoglądając na pobojowisko. Rozbite fiolki z eliksirami nie mogły przecież leżeć na ziemi a ona nie mogła tak po prostu tego zostawić. Nie chciała też prosić personelu szpitala o przysługę, bo każdy z nich miał zapewne o wiele więcej poważnych spraw na głowie, niż przypadkowy bałagan na środku korytarza. Bez słowa kucnęła, zbierając co większe i widoczne odłamki szkła w jedno miejsce, specyfiki zachowane w całości odkładając na bok. Podczas kolejnego ruchu zagapiła się na znajdującą się obok dłoń Cadmusa, nieopatrznie kalecząc swoją delikatną skórę. Strużka krwi z pokaźnego rozcięcia skapnęła na posadzkę i rękaw przypadkowego towarzysza, nim w porę zdołała odwrócić rękę wierzchem do góry, a w głowie blondynki pojawiła się myśl, że ten dzień będzie już chyba tylko gorszy. Wolała jednak nie przewidywać jego ciągu dalszego, błagając w myślach niebiosa o szybkie nadejście wieczoru; nie chciała się dołować na zapas.
- Dwa wypadki w ciągu pięciu minut. Chyba los mi dzisiaj nie sprzyja. - Odszukała w torebce materiałową chusteczkę i owinąwszy dłoń, podniosła się na proste nogi. - Panu też. Wywabienie plam z takiego materiału będzie trudne. W ramach przeprosin spróbuję coś na to poradzić. - Skłamała gładko, jedynie co do pierwszej części. Wprawdzie zaklęcie było w stanie usunąć plamy z krwi i eliksiru, jednak ona była daleka od traktowania drogich materiałów magią. Specyficzne poczucie pracy trzymało się projektantki zawsze, niezależnie od sytuacji.




Do you want the truth or something beautiful? I am happy to deceive you.

Powrót do góry Go down
Cadmus Flint
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t5698-cadmus-uriah-flint https://www.morsmordre.net/t5738-vesalius https://www.morsmordre.net/t5719-in-the-shadowplay https://www.morsmordre.net/f130-charnwood-dwor-flintow
koroner
25
Szlachetna
Kawaler
no matter how he tried,
he could not break free

0
0
0
21
5
5
5
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Korytarz   17.02.18 10:30

Była uparta. Cenił oraz nie cenił zarazem tej cechy - z jednej strony niepodważalnie korzystnej, wyróżniającej się w monotonnym tle giętkich, wrażliwych przy najdrobniejszym dotyku panien, żyjących w swym hermetycznym świecie plotek, zaręczyn, ślubów, skandali i narodzonych dzieci. Udawały, cały czas udawały, z rozkoszą poddając się - jak gdyby w poddaniu tym tkwiła niepowiedziana przyjemność. Wszystkie, tak chybotliwe niczym łodygi pod powiewami narastających wciąż powinności, od których nie mogły uciec i które spełniały z mniej albo bardziej fałszywą radością, zamknięte w bogactwach dworu, wśród zabytkowych obrazów, wielkich sal i rzeźbionych mebli. Intuicja ukłuła mężczyznę, podpowiadała, że mogło ją boleć, o zgrozo.
- Co, jeśli chcę? - Spojrzał na nią, z nieodstąpionym, delikatnym uśmiechem, decydującym działaczem rozpogodzenia. - Czułbym się źle bez pomocy, skoro jest z mojej strony możliwa. - Był w końcu Flintem, dla którego zamówienie u alchemika konkretnych lekarstw nie stanowiło najmniejszego problemu. Miał oczywiście egoistyczną nadzieję, że omawiane mikstury były przede wszystkim dla kogoś, nie dla niej samej. Cena czystej krwi była spora; prócz licznych, związanych z nią obowiązków, wkradały się - niekiedy śmiertelne, nieuleczalne dolegliwości. Wolał nawet nie myśleć, nie rozwarstwiać owej dręczącej i nieprzyjemnej kwestii.
- Nie pozwala się pani wyręczać - teatralnie złożył swą niby-skargę, kiedy chciał sam zebrać ostałe z nagłego wypadku fiolki. - Proszę pokazać. Koszula jest najmniejszym z kłopotów. - Teraz, swoją postawą był już wyraźnie wymowny. Ukształtowanie mimiki mówiło - nalegam. Zakrycie prowizorycznym opatrunkiem chusteczki zranienia, przy obecności osoby znającej (i to dość dobrze) magię leczniczą, nie wydawało się w jego oczach najkorzystniejszym wyjściem.
Nie potrzebował wielkich przeprosin, choć z drugiej strony perspektywa pretekstu kolejnego, a zresztą zaniedbanego zjawienia się - była niepodważalnie kusząca. Cadmus Flint wykorzystywał zaś każdą, nadarzoną sposobność, każdą, gwarantującą spełnienie przędzonych wciąż w głowie celów.
- Dawno u pani nie byłem - zauważył, jakby w przypływie impulsu. W końcu - nawet ostatnie spotkanie, również zostało inicjowane przypadkiem, wprawiającym wpierw w irytację oraz przerywającym zajęcie. Wciąż liczył, że dokończyła swe dzieło, o które jednak nie spytał - miał mnóstwo innych spraw, również z działania tej samej siły.





and if you want to bleed, don't breathe a word just step away and
let the world spin

Powrót do góry Go down
Solene Baudelaire
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 https://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 https://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate https://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow https://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
projektantka, malarka
25 lat
Czysta
Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
0
10
2
5
3
0
6
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Korytarz   17.02.18 14:13

Solene była uparta, zawzięta, dążyła do swojego celu niezależnie od stawki i równie niechętnie przyjmowała czyjąś pomoc, nawet w tak błahej sprawie, jak zwykłe rozcięcie dłoni. Nie podważała oczywiście zdolności leczniczych lorda Flinta, ale ona, jako potomkini i w dodatku osoba pochodząca z rodziny uzdrowicieli, sama znała podstawy sztuki magii leczniczej - mogła więc uleczyć się sama, kiedy tylko ich drogi się rozejdą, wszak rozcięcie kawałkiem szkła nie wymagało przecież niesamowitego obycia w zaklęciach, wymagającego interwencji uzdrowiciela po kursie. Poza tym znała się na wielu innych rzeczach, o których chyba jej nie podejrzewano poprzez wykonywany zawód; poza ładnym wyglądem i panowaniem nad swoimi emocjami wiedziała dość sporo o otaczających ich świecie, choć zauważyła, że udawanie, że jest inaczej, było o wiele korzystniejsze i wygodniejsze. Zazwyczaj.
Była skłonna z własnej woli - po rozważeniu wszystkich za i przeciw - podać mu rękę, upatrując w tym szansy na szybszą ucieczkę ze szpitala i pozbycia się nieprzyjemnego bólu, lecz zbyt długie zastanawianie się nie pozwoliło jej tego uczynić. Przymuszenie do skorzystania z oferowanej pomocy nie wywołało entuzjazmu i pozytywnych emocji względem lorda, wręcz przeciwnie: nieco ją zirytowało. W ostatnich dniach coraz gorzej radziła sobie z panowaniem nad kapryśną naturą i impulsywnym zachowaniem, pozwalając, by nawet rzeczy nieważne, nieznaczne, małej rangi wpływały na jej nastrój. Zaciskając usta w wąską kreskę, bez słowa i z czymś na kształt łaski, podała mu swoją owiniętą w chusteczkę dłoń, wiedząc, że nie bardzo już ma wyjście, o ile jakiekolwiek wcześniej istniało. Nie chciała przy okazji wyjść na niegrzeczną, szczególnie, że towarzystwo Cadmusa całkiem przypadło do jej gustu już pierwszego dnia ich znajomości.
- Najwidoczniej nie miał pan powodu, żeby złożyć mi wizytę. - Powiedziała cicho, krzywiąc się, kiedy mężczyzna odwinął materiał z dłoni. Bolało i piekło, nie zamierzała udawać, że jest inaczej, w mimowolnym geście zadzierając podbródek do góry, jakby niepatrzenie na ranę powodowało, że boli mniej. - Albo czasu, jeśli ratował pan z opresji świat. - Zauważyła, że zwracanie się doń per pan, zresztą jak do wielu innych osób, sprawiało jej wiele trudności. Przyzwyczajona była do omijania form grzecznościowych, nierzadko wymuszanych przez zwykłe konwenanse, ale dopiero po którymś spotkaniu. Ich spotkań nie liczyła, pomijając ostatnie i dzisiejsze, przypadkowe, nie wiedziała więc, jak Cadmus zareaguje na stopniowe usuwanie z wypowiedzi ów zwrotu.
- Być może ostatnie przypadkowe spotkania są pewnego rodzaju sugestią. Dzisiejsze splatanie dróg było bardzo dobitne. - Dodała jeszcze, palcem lewej dłoni ostrożnie dotykając obolałego miejsca na czole.




Do you want the truth or something beautiful? I am happy to deceive you.

Powrót do góry Go down
Cadmus Flint
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t5698-cadmus-uriah-flint https://www.morsmordre.net/t5738-vesalius https://www.morsmordre.net/t5719-in-the-shadowplay https://www.morsmordre.net/f130-charnwood-dwor-flintow
koroner
25
Szlachetna
Kawaler
no matter how he tried,
he could not break free

0
0
0
21
5
5
5
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Korytarz   20.02.18 22:37

Wnętrze zaśmiało się jakby w serdecznej ironii (na ile sprzecznie, aczkolwiek trafnie dało się ją określić); niestety, świat doń przychodził z dokonanymi czynami, z ranami, których nie dało się już zasklepić, które już zawsze miały oszpecać - później zaniknąć, obnażyć do wręcz ponurej identyczności szkieletu. Był więc parodią sprawiedliwości (nieobecnej na świecie), która jak zawsze następowała zbyt późno. Nie zbawiał świata: żył nim, egzystował w tym środowisku możliwie najlepiej, dostosowany do mozaiki jak adekwatny fragment.
I teraz również, wchłaniał tę teraźniejszość, postępującą jakby melodia preludium, niczym zapowiedź oczekującej za gęstą kurtyną enigmy. Z pewnością nie była końcem. Nie miała prawa.
- Wobec tego - rozpoczął, najwyraźniej przyjmując jej wizję - trzecie nie może być już przypadkiem. - Powolnym ruchem odwinął wcześniejszą, lichą zasłonę chusteczki. Skoncentrowany na swojej drobnej czynności, na krótki moment wydawał się przewędrować w ramiona nieco odmiennej  rzeczywistości, rzeczywistości zawartej w tkankach, w medycznej sztuce, wieńczonej symbolem nieśmiertelności węża. Był to świat, który on kochał, któremu poświęcał się z identycznym oddaniem, jak ona poświęcała się swoim pasjom. - Curatio Vulnera - szepnął zaklęcie, po którym drobne jej skaleczenie miało zaniknąć bez najmniejszego śladu (wraz z nim, z pewnością ognisko nieustannego pieczenia).
- To byłaby dobra zmiana - dodał, kiedy zakończył swoje zadanie, kiedy zetknięcie dłoni, ulotność koniecznego dotyku ustała, mrowiąc przez moment jeszcze - jakby zwodniczym wrażeniem - w opuszkach palców. Nie chciał być dłużej wplątany w niefortunności, zwłaszcza niefortunności wiążące się z jej osobą. Większość obecnych kłopotów wydawała się (całe szczęście) już rozproszyć; pozornie, kiedy odwiecznie zakorzeniony pod skórą szept intuicji rozbrzmiał po raz kolejny wśród prowadzonych spostrzeżeń.
- Mówiłem, że miałem kiedyś zostać uzdrowicielem? - Zwrócił się do niej nagle, niby oderwany od wcześniejszego kontekstu zgłębiania drugiego dna przypadkowych spotkań. Obserwował ją cały czas, obserwował, skoro prowadzili rozmowę i dostrzegł zmierzające niby przypadkiem, ponownie palce w stronę identycznego miejsca. Tam, gdzie wciąż tliło się uderzenie. - Episkey. - Nie spytał owym razem o zgodę (z dziwną też satysfakcją) przełamując rozpiętą na nowo odległość. Wszystko złożyło się w zespolony sensem całokształt.





and if you want to bleed, don't breathe a word just step away and
let the world spin

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Korytarz   20.02.18 22:37

The member 'Cadmus Flint' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 97, 51


Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Korytarz   03.03.18 13:17

Jane, młoda uzdrowicielka z oddziału chorób wewnętrznych, naprawdę lubiła swoją pracę, choć w czasach takich jak te miała jej naprawdę wiele. Jak zresztą wszyscy pracownicy Munga. Na oddziałach było więcej niż zwykle pacjentów, a duża ilość z nich trafiła tu z powodu anomalii. Z ich powodu zwiększyła się też ilość ataków chorób genetycznych, niektóre z nich kończyły się niestety dość tragicznie, i właśnie do takiego przypadku doszło dziś rano.
Jane polecono odnaleźć Cadmusa Flinta, który podobno znajdował się akurat w Mungu, a którego konsultacja była potrzebna. Sama Jane nigdy nie przepadała za obcowaniem ze zwłokami, zdecydowanie wolała leczyć rany i dążyć do tego, żeby zgonów było możliwie jak najmniej, ale czasem nie wystarczała nawet magia lecznicza i niektórzy czarodzieje żegnali się z tym światem, a wtedy, zamiast uzdrowicieli, wkraczali specjaliści tacy jak młody Flint. Jane pamiętała go mgliście z Hogwartu, gdzie był zaledwie rok wyżej od niej.
Szukała go, aż w końcu znalazła na poziomie czwartego piętra, gdzie rozmawiał z jakąś młodą, niezwykle piękną kobietą, na widok której przeciętna i nijaka Jane natychmiast mogła poczuć ukłucie zazdrości i kompleksów. Nigdy nie przepadała za znanymi jej nielicznymi półwilami, mając wrażenie, że nieustannie zadzierały nosa z powodu swej urody i wykorzystały ją do uwodzenia i pogrywania z płcią przeciwną. Była niemal pewna, że ta kobieta też może nosić w sobie geny wili. W końcu na oddziale chorób wewnętrznych czasem zdarzało jej się leczyć i eteryczne półwile piękności z dobrych rodów, których mimo urody i tak nie omijały paskudne choroby genetyczne.
Widząc tę scenę, odchrząknęła, przerywając im jakże uroczą rozmowę. A może... nieszczęśliwy wypadek? Jane miała wrażenie, że na palcu kobiety zobaczyła krew, a Flint chwilę temu rzucił zaklęcie lecznicze. Kto ich tam wie?
- Co się tu stało? – zapytała tylko, patrząc najpierw na młodą piękność, a potem na Flinta. – Panie Flint, uzdrowiciel Thompson z szóstego piętra potrzebuje pańskiej konsultacji – odezwała się do mężczyzny. Darowała sobie tytulaturę, zresztą nie znała się na niej, była tylko czarownicą półkrwi, którą tacy jak on wciąż traktowali z góry. Coraz częściej miała wrażenie, że wybór tego oddziału nie był zbyt trafny, biorąc pod uwagę jak wielu miała pacjentów z wyższych sfer i jak wielu z nich traktowało ją lekceważąco. Ale musiała znaleźć Flinta, był potrzebny ktoś do odpowiedniego przebadania ciała zmarłego na silny atak klątwy Ondyny.




I show not your face but your heart's desire
Powrót do góry Go down
Solene Baudelaire
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 https://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 https://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate https://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow https://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
projektantka, malarka
25 lat
Czysta
Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
0
10
2
5
3
0
6
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Korytarz   04.03.18 21:19

Nie spodobało jej się to, że poprzez małą nieuwagę różdżka lorda wycelowana została prosto w jej twarz. Nim jednak zareagowała - było za późno i na szczęście po fakcie. Kolejne przypadkowe i zarazem absurdalne spotkanie z Cadmusem zakończyło się wraz z pojawieniem się młodej dziewczyny. Na szczęście dłoń i czoło nie ucierpiało bardziej, opatrzone dwoma prostymi zaklęciami, czego nie mogła powiedzieć o pobojowisku, wciąż znajdującym się na ziemi. Wprawdzie część szkła została zebrana, ale malutkie odłamki oraz plamy po eliksirach dalej zdobiły posadzkę korytarza. Bez słowa spoglądnęła to na lorda, to na uzdrowicielkę, a później odprowadziła go wzrokiem do momentu, w którym zniknął z pola widzenia. Trochę pożałowała, że nie dane im było porozmawiać dłużej i doprowadzić kolejnego spotkania do skutku, ale widać los zadecydował za nich inaczej.
- Wypadek przy pracy. - Powiedziała spokojnie, przerywając niezręczną ciszę, która zapadła między nimi dwiema. Nie wiedziała co może jeszcze dodać i w zasadzie nie rozumiała powodu, dla którego dziewczę jeszcze obok niej stało. W końcu rany bojowe zostały skutecznie opatrzone, zaś ona sama nie wymagała żadnej pomocy ani tym bardziej towarzystwa, skoro chciała jak najszybciej uciec z tego miejsca. Powoli kończył jej się czas przed kolejnym spotkaniem w ministerstwie i chociaż nie darzyła publicznych jednostek sympatią, tak szanowała czas każdego. Nie spóźniała się i również tego nie tolerowała. - Zamierzałam właśnie to posprzątać. To moja wina, zagapiłam się i upuściłam pakunek. - Dodała, kłamiąc nieco i powracając do zbierania większych odłamków fiolki. Wolałby oczywiście użyć do tego zaklęć, jednak obawiała się, że zadziałają one na jej nie korzyść - wykazując się ignorancką postawą, nie miała pojęcia, że w szpitalu dziwnym trafem anomalie były zjawiskiem rzadszym, prawie w ogóle nieobecnym.
- Poradzę sobie, zapewne masz ważniejsze obowiązki. - Uśmiechnęła się przyjaźnie, zerkając na dziewczynę ukradkiem. Nie omieszkała ocenić w myślach jej stroju, wystającego spod szpitalnego fartucha, chociaż zaskakująco jak na siebie nie skupiła się na nim dłużej, niż miewała w zwyczaju.




Do you want the truth or something beautiful? I am happy to deceive you.

Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Korytarz   05.03.18 23:49

Po jej słowach Flint oddalił się, a spojrzenie Jane przez chwilę spoczywało na młodej kobiecie; dopiero po chwili powiodła wzrokiem w dół, zauważając bałagan i potrzaskane szkło, które mogło zagrozić bezpieczeństwu pacjentów. Zmarszczyła brwi. Zdecydowanie nie mogła tak zostawić tego bałaganu; jako uzdrowicielka musiała zadbać o to, by wszystko było w należytym porządku i musiała dopilnować tego osobiście, nie mogła odejść, zostawiając korytarz zaśmiecony potłuczony szkłem. Skąd miała wiedzieć, czy kobieta na pewno się go pozbędzie, a nie ucieknie na pięcie i zostawi to tak, jak jest? Nie, uzdrowiciele sami musieli mieć baczenie na ważne sprawy, zwłaszcza w tych czasach, kiedy wszyscy mieli na głowie dodatkowe obowiązki i problemy. I tak zakrawało na cud, że Mung jeszcze normalnie funkcjonował, ale czasem miała wrażenie, jakby znajdowała się w istnym domu wariatów.
- Nie szkodzi. Zajmę się tym – powiedziała, wyciągając różdżkę i darując sobie uwagi o tym, że nieznajoma powinna bardziej uważać. Ale dzięki temu, że tutaj anomalie zostały opanowane, było to jedno z nielicznych miejsc gdzie mogła w spokoju czarować. Jeszcze by tego brakowało, żeby uzdrowiciele nie mogli leczyć, lub gdyby jeszcze bardziej szkodzili swoim pacjentom. – Widzę, że Flint zajął się już pani zranieniem. Miło z jego strony – dodała, mierząc ją wzrokiem, nieświadoma, co dokładnie im przerwała. Ale nie wnikała, tak naprawdę oboje byli jej obcy, a Flint był potrzebny do służbowych spraw jako uzdolniony specjalista od martwych ciał. Jane zawsze niepokoiły ciała, wolała pracować przy żywych, więc to dobrze, że byli i odporniejsi ludzie. – Proszę tego nie dotykać, bo znów się pani porani. Ja to zrobię – rzekła jeszcze, widząc że kobieta pochyla się i zaczyna zbierać szkło ręcznie.
Skierowała różdżkę na podłogę i wyszeptała odpowiednie zaklęcie, a szkło po chwili zniknęło.
- Tak lepiej – powiedziała, a kącik jej ust lekko uniósł się do góry. – Może pani wrócić do swoich spraw. Pan Flint raczej nie wróci tu prędko, wezwały go ważne zawodowe obowiązki. – Zapewne rozmawiał teraz z uzdrowicielem Thompsonem lub szykował się do oględzin ciała. Nie było to nic przyjemnego. Martwe ciała nigdy nie były przyjemne, a już zwłaszcza ostatnio.




I show not your face but your heart's desire
Powrót do góry Go down
Solene Baudelaire
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 https://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 https://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate https://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow https://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
projektantka, malarka
25 lat
Czysta
Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
0
10
2
5
3
0
6
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Korytarz   12.03.18 17:39

Starała się nie zwracać uwagi na młodą kobietę, myślami wciąż jednak będąc przy wcześniejszym spotkaniu z lordem Flintem. Wprawdzie nie przerwała im niczego ważnego, choć w gruncie rzeczy właśnie dążyli do ustalenia kolejnego spotkania, tym razem w pełni zamierzonego, w jakimś przyjemniejszym i sprzyjającym miejscu, niźli lasy, czy szpitalne korytarze, których specyficzna woń powoli wżerała się w ubranie projektantki, nos i wywołując lekkie zawroty głowy. Stała w miejscu, jakby zastanawiając się, co ze sobą teraz zrobić; siatka z medykamentami była rozerwana, z zakupów zostało niewiele, zaś czas do kolejnego spotkania w ministerstwie wyjątkowo szybko się kurczył. Chociaż nie śpieszyła się wyjątkowo do opowieści o sąsiedzie-prawdopodobnie-wilkołaku, nie lubiła się spóźniać, respektując zarówno swój czas, jak i tej drugiej osoby, a w ostatnim czasie wyjątkowo naraziła się jednostkom pozornie pilnującym porządku, gdy bezczelnie odrzucała każde wezwanie na przesłuchanie. Zerkając przelotnie na zegarek skryty na nadgarstku pod rękawem płaszcza, nie zorientowała się, w którym momencie odłamki szkła i klejące się do podłogi eliksiry zniknęły, a kobieta wpatrywała się w nią dość dziwnie, podejrzliwie i nieco natarczywie. Z początku nie zrozumiała sensu jej wypowiedzi, wpuszczając słowa jednym uchem, wypuszczając drugim, kiedy jednak zrozumiała, odchrząknęła i wyprostowała się dumnie.
- Proszę się nie martwić, zrozumiałam za pierwszym razem, mademoiselle. - Nie potrzebowała przypomnienia, że powinna już iść, niż stać w miejscu na środku korytarza, a sugestia, jakoby czekała na powrót Cadmusa była po prostu bezczelna. - Do widzenia. - Zadecydowała się wrócić po leki na ostatnie piętro szpitala, a raczej po ich namiastkę dostępną od ręki, w tym miętę, którą lubiła popijać do śniadania. Następnie - już w pełni trzeźwa - magiczną windą zjechała do wyjścia i ruszyła do przeklętego ministerstwa. Szła wolno, niespecjalnie się śpiesząc i mając ochotę do przekraczania progu publicznej jednostki, gorszej niż tej, w której zabawiła zbyt długo przed paroma minutami. Wiedziała, że dzisiejszy dzień nie może skończyć się zbyt dobrze.

zt

[bylobrzydkobedzieladnie]




Do you want the truth or something beautiful? I am happy to deceive you.



Ostatnio zmieniony przez Solene Baudelaire dnia 30.03.18 16:03, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Korytarz   12.03.18 19:09

Młoda uzdrowicielka przyglądała jej się. No cóż, chyba wybrała złą porę na pojawienie się, ale każdy z pracowników miał tu do spełnienia swoje obowiązki i nie zawsze był czas na rozmowy na korytarzach. Oczywiście także Jane ceniła chwile wytchnienia, zwłaszcza w ostatnich czasach. Sale Munga coraz bardziej przytłaczały nie tylko trafiających tu pacjentów, ale także uzdrowicieli, na których spadł obowiązek zajmowania się ofiarami anomalii. Nawet w domu Jane nie uwalniała się całkowicie od intensywnej woni ziół i medykamentów, którą przynosiła ze sobą na ubraniach i włosach. Cała przesiąkała tym miejscem po spędzeniu tu długich godzin, ale taką ścieżkę dla siebie wybrała i musiała znosić jej trudy, odkąd w Hogwarcie narodził się w niej plan jak najlepszego zdania egzaminów i dostania się na staż. Wtedy patrzyła na to dość idealistycznie, nie chcąc zauważać gorszych stron wymarzonej pracy. Takich jak ona nie brakowało, ale tylko najwytrwalsi przechodzili i kończyli cały staż. Obecne czasy nie mogły jej zniechęcić. Była tu, gdzie powinna być i mogła czuć się jeszcze bardziej potrzebna, nawet jeśli niektórzy wciąż traktowali ją z góry, ale tak prawdopodobnie miało być już zawsze. Już w Hogwarcie zaczęła się przyzwyczajać do tego, że jest tylko półkrwi. Nie dla niej piękne stroje, podziw otoczenia czy niezwykła uroda, taka jak stojącej przed nią kobiety. Jane zawsze miała być przeciętna i być może zawsze miała odczuwać budzące się iskierki zazdrości, widząc takie młódki jak ta.
Uśmiechnęła się do nieznajomej niemrawo, wychwytując w jej głosie lekkie echo francuskiego akcentu. Być może półwila pochodziła właśnie stamtąd, pasowałaby tam z tą swoją piękną urodą; podobno we Francji było sporo półwil, tak przynajmniej słyszała. Ale uzdrowicielka nie wnikała. Nie miała czasu, by zasypywać pytaniami każdego, kto znajdował się w tych murach.
- Do widzenia. I proszę uważać – skinęła lekko, odprowadzając ją spojrzeniem, póki nie zniknęła za rogiem korytarza. Dokąd odeszła, to już jej nie dotyczyło ani nie obchodziło. Szybko dokończyła pozbywanie się resztek szkła z korytarza, a potem przygładziła szatę i odeszła, wracając do swoich obowiązków.

| zt.




I show not your face but your heart's desire
Powrót do góry Go down
 

Korytarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Korytarz
» Korytarz
» Podziemny korytarz
» Czerwony korytarz
» Korytarz

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster :: Szpital Świętego Munga :: IV piętro: Zatrucia eliksiralne i roślinne-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18