Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Pracownia twórcy perfum
AutorWiadomość
Pracownia twórcy perfum [odnośnik]26.07.16 18:04
First topic message reminder :

Pracownia twórcy perfum

★★★★
Jest to prywatna pracownia Victorii Parkinson, gdzie ta ma możliwość tworzenia nowych perfum. Również w tym miejscu odbywają się wszystkie poszczególne etapy wytwórstwa flakoników, w których sprzedawane lub rozdawane będą te cudowne eliksiry. Osoby pracujące w Domu Mody mają tu dowolny wstęp, mogą tu wejść również osoby z zewnątrz, zaproszone przez samą Victorię. Samo pomieszczenie jest wystarczających rozmiarów. Po środku stoi duży stół, na którym stoją puste buteleczki, kilka kociołków, pod którymi pali się ogień. Za stołem stoi wielki regał z potrzebnymi ingrediencjami oraz roślinnością nadającą zapach, na przykład kwiatami. Oczywiście jest także gdzie usiąść, w pomieszczeniu jest także na tyle jasno, aby w razie potrzeby móc pracować w nocy.
W tej lokacji obowiązuje bonus do rzutu kością w wysokości +5 dla Zakonników i +10 dla Gwardzistów.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 20:47, w całości zmieniany 2 razy
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Pracownia twórcy perfum - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Pracownia twórcy perfum [odnośnik]16.09.17 11:53
Doskonale o tym wiedzieli, a będąc realistami nie oczekiwali innej przyszłości. Ojciec nigdy nie oszukiwał, twierdząc, że małżeństwo będzie dla niego czymś wyjątkowym pod względem uczuć. Miał poślubić kobietę nie dla siebie. Dla rodziny i tylko ona się liczyła w tym wszystkim. Pamiętał o tym i z dawał sobie sprawę z faktu, że zapewne senior Yaxleyów oglądał się za kimś odpowiednim, by sojuszom stało się zadość. Musiał więc czekać, ale nie bał się. Dzięki odpowiedniemu wychowaniu sam chciał spełnić kolejny obowiązek wobec rodziny, która go wychowała i sprawiła, że był kim był. W przeciwieństwie do lady Parkinson nie znał drugiej osoby, jednak znał swojego ojca na tyle, by dostrzec to jak patrzył on na swego syna. Jak nie dopuszczał go do niektórych rozmów i spotkań, chociaż wcześniej tak nie było. Możliwe że nie chodziło o to, ale nie miało to większego znaczenia. Tak czy tak miał się w końcu dowiedzieć, co się działo za drzwiami wielkiego gabinetu w Yaxley's Hall. Wciąż ta nowa nazwa zbijała go z tropu i dziwnie brzmiała, gdy wypowiadał ją w myślach. Było to dziwne posunięcie, ale przywiązanie do tradycji musiało stać się zadość. Nawet nie zdawał sobie sprawy, że podobny zapisek znajdował się w obowiązkach nestora, które spisywali nagminnie jego przodkowie, a w którego posiadaniu znajdował się jego ojciec. Każda nowa siedziba seniora i jego rodziny powinna nieść za sobą nazwę starej. Było jednak jeszcze wiele rzeczy, o których istnieniu nie wiedział i możliwe że nigdy nie miał się dowiedzieć. Jedynie głowa rodziny miała do nich prawo.
Matki były szczególnymi osobami w życiu każdego człowieka. To one zdecydowały się na noszenie ich pod sercem przez dziewięć miesięcy, a potem długie lata wychowywały. Niektórzy nie mieli tyle szczęścia by zobaczyć chociażby ich twarz, ale mimo wszystko samo słowo matka było czymś wyjątkowym. Dlatego też Morgoth zamierzał dołożyć wszelkich starań, by nadchodzący dzień jej urodzin był idealny. Beatrice zawsze ze sporą dozą wrodzonej delikatności i łagodności budziła go, gdy był młodszy i starszy o kolejny rok. Było to miłe wspomnienie. Być może najsilniejsze, które posiadał pod względem tych dobrych. Nie wystarczyło jednak dla kogoś takiego jak on, by wyczarować patronusa. A przynajmniej już nie. Wraz z przyjęciem Mrocznego Znaku który wciąż delikatnie poruszał się czasami na jego lewym przedramieniu, wyrzekł się tej umiejętności, stając się kimś na wieki przeklętym. Ale czy jeden człowiek pchnięty w otchłań potępienia, nie był wart, by dzięki temu uratować rodzinę?
Ocknął się dopiero, gdy szedł już z lady Parkinson, chociaż jego myśli wciąż błądziły przy matce. Ona musiała wiedzieć czym zajmował się jej mąż, a potem syn. Wiadomo że nie była to pełnia wiedzy, ale jednak nie była naiwna. Co by zrobiła gdyby znała całą prawdę? Również tak łagodnie patrzyłaby na swoje dziecko, które na rękach wciąż miało i będzie miało jeszcze mieć? Dlatego dobrze że działania te były wykonywane w ukryciu, a przynajmniej jeszcze. Po wydarzeniach w Białej Wywernie na pewno sam fakt ich istnienia ujrzał światło dzienne. Jednak czy zainteresował ludzi na tyle, by przedłożyli go ponad wybuchy anomalii? W końcu wszedł do pracowni swojej towarzyszki, wracając znów do sprawy, która go tu ściągnęła. Poczuł mocny zapach ziół jak i przeróżnych mieszanek, które zdążyły już przedrzeć się przez zakamarki ścian i wchłonąć do ich wnętrza. Nawet gdyby starano się wywietrzyć je magią, aromat wciąż by pozostał. Ciekawe czy Victoria wciąż je czuła tak silnie jak on? Spędzała tu całe dnie i można było przywyknąć. Stać się praktycznie jednym z zapachów, które się tworzyło.
- Dziękuję, nie - odparł, gdy spytała o coś do picia. Zaraz potem również i wskazał dłonią jej miejsce, by usiadła. Dopiero gdy to zrobiła, sam zajął siedzisko niedaleko, by swobodnie wymieniać informacje. Nie musiała czekać na jego zgodę, bo to on był zależny od niej, ale oboje znali etykietę w najdrobniejszym szczególe dlatego wiedzieli jak działała. Dlatego też on czekał teraz na nią. Jako profesjonalistka, jako kobieta musiała go spytać nim zabrałby głos. Było to jednak dla nich tak naturalne, że można było z boku stwierdzić, że nikt ich tego kiedyś nie uczył.



They call him The Young Wolf. They say he can turn into a wolf himself when he wants. They say he can not be killed.

Morgoth Yaxley
Zawód : a gentleman is simply a patient wolf, buduję sobie balet trolli
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Thus he came alone to Angband's gates, and he sounded his horn, and smote once more upon the brazen doors, and challenged Morgoth to come forth to single combat. And Morgoth came.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-the-young-wolf#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3525-skrytka-bankowa-nr-803#61584 https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Re: Pracownia twórcy perfum [odnośnik]17.09.17 0:18
Każdego czekał ten sam los. W każdym szanującym się rodzie, gdzie szanującym się to słowo klucz, los młodych czarodziejów i czarownic był przesądzony od dnia ich narodzin. A nam pozostało jedynie się z tym pogodzić. Nic więcej. Ja się pogodziłam, Lupus również i wiedziałam, że lord Yaxley także. Taka była nasza rola, nasze przeznaczenie i nie mogliśmy z nim walczyć, stawiać się czy protestować. I tak byśmy nie wygrali. Miałam ogromne szczęście, że mój ojciec pozwolił mi na mój rozwój, na rozwijanie swoich zainteresowań. Dzięki niemu, dzięki mojej matce byłam tu gdzie jestem, mogłam przyjąć klienta, dla którego miałam stworzyć coś pięknego. I korzystałam z tego póki mogłam nie będąc pewną, czy mój przyszły mąż mi na to pozwoli. Mężczyźni mieli przeogromną władzę, a kobiety miały być im podporządkowane. Niedopuszczalnym było nie słuchać się męża i tylko szalone decydowały się na ten krok. Ja szalona nie byłam, nie chciałam buntu i nie potrzebowałam go. Patrząc na lorda Yaxley’a mogłam od razu stwierdzić, że był stanowczym, nie znoszącym sprzeciwu mężczyzną, jednak dobrze traktującym kobiety i potrafiącym je docenić. Gdyby taki nie był nie próbowałby zadbać o prezent dla swojej matki, który miał być dla niej prawdziwą przyjemnością. Dlatego też z miłą chęcią chciałabym mu pomóc, sprawić, aby ten dzień dla jego rodzicielki był bardzo miły, właśnie za sprawą idealnie dopasowanych perfum. Bo perfumy były dopełnieniem każdej kreacji, po perfumach można było poznać z kim ma się doczynienia, co lubi, jaką jest osobą. Były najważniejsze i nie było nic ważniejszego od perfum.
Do zapachu w mojej pracowni przywykłam. Oczywiście po nieobecności był on wyczuwalny, ale w ciągu kilku chwil przestawałem go zauważać. Tworzyłam już tutaj od jakiegoś czasu, zdążyłam więc przywyknąć. Do ciągle gotującej się zawartości kociołków, do małych fragmentów luster porozrzucanych po całym stole, z których uczyłam się robić flakoniki, do szafek, w których ingrediencje ułożone były według mojego własnego klucza. Moje królestwo, w którym rządziłam ja. Jakże pięknie było mieć takie miejsce, które należało tylko i wyłącznie do mnie. Gdzie mogłam się wyciszyć, odpocząć i zapomnieć. Oddać się pracy. Nawet na tej kanapie często przesiadywałam, tak właśnie jak teraz, gdy lord Yaxley wskazał mi miejsce. Tu odpoczywałam, pijałam popołudniową herbatkę, tu dostawałam olśnienia. Spojrzałam na niego i nie czekając na jego słowa od razu sięgnęłam po pergamin leżący na półeczce pod blatem stołu. Na wierzch wyciągnęłam też kałamarz, ręką odgarniając lustrzane fragmenciki trójkątów na bok. Abym miała miejsce na pisanie.
- Proszę podyktować mi ingrediencje, o których lord wspominał - zaproponowałam.
Byłam ciekawa co takiego miało się w nich znaleźć, jaka nuta zapachowa miała wybijać się na pierwszy plan, czy były to nuty słodkie i ciężkie odpowiednie do wieczornych kreacji i na zimę, czy raczej delikatne i soczyste, które dodawałyby jej lekkości podczas letnich poranków. Każda kobieta lubiła na sobie nosić coś innego. Ja zdecydowanie preferowałam kwiatowe pachnidła, które także i teraz otaczały moje ciało. Zdecydowanie można było wyczuć fiołki, które tak uwielbiałam. W perfumach, które tworzyłam dla siebie, nawet jeśli podstawa i serce były inne, tak głową zawsze był fiołek. Moja matka natomiast lubiła otaczać się jaśminem. Ostatnio stworzyłam dla niej nowe. Głową był jaśmin, kwiat pomarańczy i mandarynka, sercem natomiast gwoździki, konwalia i lilia, a podstawą było drzewo sandałowe. Na Merlina, jak trudno było to zdobyć!
- A przy okazji, dobrze by było gdybyś opowiedział mi o swojej matce, sir - dodałam po chwili. - Abym mogła trafić w jej gusta.
Miałam nadzieję, że nie było to zbyt nachalne i nie odpowiednie. Nie chciałam wyjść na wścibską czy zbyt nachalną. Jednak, gdy dostawałam takie zamówienie, zawsze chciałam się chociaż co nieco dowiedzieć o osobie, której perfumy miały zostać przekazane. Dzięki temu łatwiej było mi się wczuć, wyobrazić daną postać i dobrać dla niej podstawę. Każdy kwiat, każda roślina odpowiadała w pewien sposób cechom charakteru, tak jak rdzenie czy drewno w różdżkach. Zasada była podobna. A przynajmniej ja niesamowicie mocno w to wierzyłam.



Czas płynieAle wspomnienia pozostają na zawsze

Victoria Parkinson
Zawód : Dama, twórczyni perfum, alchemiczka
Wiek : 20
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Bo nie miłość jest najważniejsza, a spełnienie obowiązku wobec rodu i męża.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3354-victoria-parkinson https://www.morsmordre.net/t3379-harkan#57453 https://www.morsmordre.net/t3381-lady-parkinson#57459 https://www.morsmordre.net/f110-gloucestershire-cotswolds-hills-posiadlosc-parkinsonow https://www.morsmordre.net/t3442-skrytka-bankowa-nr-842 https://www.morsmordre.net/t3380-victoria-parkinson#57455
Re: Pracownia twórcy perfum [odnośnik]26.09.17 15:57
Wiele osób chyba zapominało czym naprawdę była arystokracja, robiąc przy okazji z nich bandę rozkrzyczanych, rozwydrzonych dzieciaków, które nie wiedziały tak naprawdę do czego dążyły, ściągając na siebie uwagę wszystkich dookoła. I to nie miało znaczenia czy obserwujący należeli do arystokracji, czy niższych statusem ludzi. Być może nawet brudnej krwi. Mimo wszystko wciąż spotykało się jeszcze osoby, które nie robiły z siebie pośmiewiska i nie przynosiły wstydu ich pozycji. Nic dziwnego, że rodzina Parkinsonów należał do jednych z niewielu sojuszniczych Yaxleyom rodów. Nie znał wszystkich członków słynących z tego miejsca arystokratów, ale jak na razie mógł powiedzieć, że przedstawiciele, z którymi się spotkał godnie reprezentowali tradycje i szlacheckie obyczaje. Z tego co się mówiło lady Victoria miała niedługo wyjść za mąż za jego kuzyna Lupusa, a jeszcze nie ukończyła dwudziestu lat. Morgoth patrzył na swoją siostrę, na Lilianę, które były już od niej starsze i nie paliły się do spełnienia obowiązku względem rodziny. Już nie raz próbował powiedzieć o tym młodszej kuzynce, by nie czekała na decyzję nestora tylko sama się zaczęła interesować tematem. Oczywiście wszystko w granicach rozsądku, a głównym krokiem zrobionym w tym kierunku winna być rezygnacja z pracy w Ministerstwie Magii. Rosalie na pewno by go poparła, chociaż już jakiś czas temu stracił z Lilianą dobry kontakt na rzecz zdystansowanych grzeczności. Nie widział jednak w tym nic złego. Oboje dorastali, wiadomym było, że nie zawsze będą ze sobą tak blisko. Teraz zwyczajnie nie miał dla niej wystarczająco dużo czasu, a trudny charakter kuzynki sprawiał, że nawet te krótkie chwile nie były wynagradzającymi. Nic dziwnego, że jak już wolał w ciszy spędzać urwane chwile z Rosalie, która nie zadawała pytań, a jak już gorliwie nie oczekiwała odpowiedzi, wyczuwając nastawienie kuzyna. Dopiero pytanie padające z ust lady Parkinson wyrwało go z chwilowej zadumy.
- Baza na pewno składa się z drzewo cedrowego i piżma - zaczął, pamiętając zapisane ingrediencje, które tkwiły w wewnętrznej kieszeni jego marynarki. Ale nie zamierzał ich wyjmować. Za dobrze znał zapach matczynych perfum, by je pomylić z czym innym. Nie znał się na tyle jednak by tak łatwo rozpoznać każdy składnik. Mimo to z niewielką pomocą siostry zdołał spisać przynajmniej niektóre z nich. Były to wszak typowo kobiece zainteresowania. Nic dziwnego, że Leia tak dobrze się określiła. - Była jeszcze magnolia, mandarynka, sól morska. Później jeszcze lekko wyczuwalne były miód, wiciokrzew i imbir - zakończył, czekając po każdym składniku, zawieszając głos w powietrzu, by dziewczyna mogła spokojnie je spisać. Musiał przyznać, że cała ta kompozycja tworzyła wysoko energetyczną, kwiatowo-owocową mieszankę o ciekawym słonecznym zabarwieniu. Liczyło się dla niego, by lady Parkinson zawarła rzeczy, które wymienił. O resztę mogła zadbać sama i mógł zaufać jej w tej kwestii na tyle, by nie interweniować. Niezauważalnie skrzywił się, gdy padło pytanie o jego matkę. Morgoth nie dzielił się informacjami o członkach rodziny i nie chciał nigdy tego robić bez potrzeby. Nie sądził, by lady Parkinson zamierzała to wykorzystać w niecnym celu, ale nie chodziło tutaj o brak pokładania w niej choćby cienia wiary w profesjonalizm. Jako Yaxley był bardzo skryty, nigdy nie rozmawiał o uczuciach ani też ich nie okazywał. Mimo to ugiął się. Wstał delikatnie i cicho, czując, że siedzenie w ostatnim czasie w jednym miejscu stało się dla niego męczące. Podszedł do jednej ze ścian, gdzie znajdowały się szafki z ingrediencjami i odezwał się po tej chwili wymownej ciszy. - Jest inna niż wszyscy Yaxleyowie. Ciepła i pełna dobroci. Wyjątkowa, a przy tym znajduje idealną równowagę między obowiązkiem, a bliskimi. Orzeźwiająca - urwał, by obrócić lekko głowę w prawo, chociaż nie patrzył na siedzącą wciąż kobietę. - Chciałbym, żeby właśnie to oddawał ten zapach.



They call him The Young Wolf. They say he can turn into a wolf himself when he wants. They say he can not be killed.

Morgoth Yaxley
Zawód : a gentleman is simply a patient wolf, buduję sobie balet trolli
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Thus he came alone to Angband's gates, and he sounded his horn, and smote once more upon the brazen doors, and challenged Morgoth to come forth to single combat. And Morgoth came.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-the-young-wolf#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3525-skrytka-bankowa-nr-803#61584 https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Re: Pracownia twórcy perfum [odnośnik]09.10.17 21:39
Dlatego też najważniejszym było aby rodzice oraz nestorzy tak dbali o to, aby ich pociechy, młodzi arystokraci byli wychowywani w odpowiedni sposób już od najmłodszych lat. Bo to wychowanie było tym, co sprawiało, że młodzi czarodzieje podążali szlakami wytyczonymi przez swoich przodków, ulegając ich naukom i poddając się narzuconym od wieków regułom. Jeśli tak się nie działo, to na pewno było winą nieodpowiedniego wychowania, zbyt małego przykładania wagi do nauki i przekazywanej w trakcie nich lekcji. Tak przynajmniej uważałam ja, osoba, która od najmłodszych lat uczona była wszystkiego, co pozwoliło mi dzisiejszego dnia cieszyć się z opinii dobrze wychowanej panny o odpowiednich manierach, godnej szlachcianki. Nie w głowie był mi bunt i sprzeciw czy zmiana poglądów, starałam się być idealna, taka jaką być powinnam. I cieszyłam się, gdy było to dostrzegane oraz chwalone. A najlepszą pochwałą dla mnie i nagrodą zarazem był plan moich zbliżających się zaręczyn, bo cóż lepszego mogło spotkać młodą kobietę, jak oddanie w ręce odpowiedniego mężczyzny? Za takiego uznawałam Lupusa Black i będę to chyba powtarzać już zawsze, że cieszyłam się, że właśnie na niego trafiłam. I miałam ogromną nadzieję, że będzie zadowolony z mojej osoby, bo wkładałam całe serce w to, aby brylować, tak samo jak wkładałam całe serce w swoją pasję, która sprawiła, że byłam dzisiaj właśnie tutaj i pięłam się po szczeblach kariery zawodowej, póki jeszcze mogłam to czynić. Spoglądałam z zaciekawieniem na lorda Yaxley oczekując od niego odpowiedzi na swoje pytanie. Zdawało mi się, że on również odpłynął na chwilę z myślami, ale widocznie mój głos sprowadził go na ziemię i zdecydował się podyktować mi odpowiednie składniki. Oczywiście, czekałabym tyle ile by ode mnie wymagał, jednak nie chciałam, aby poświęcał temu zadaniu zbyt dużo swojego czasu. Czy dla perfum, dla ukochanej matki, nie było jednak warto?
Skrupulatnie zapisywałam poszczególne części. Cedr atlaski, który my wykorzystujemy, zawsze sprowadzamy, ponieważ występuje jedynie w afryce. Jest niesamowicie drogi, właśnie ze względu na trudność w jego zdobyciu, ale byłam pewna, że jeszcze mi się trochę ostało z ostatniej dostawy. Mówi się, że zapach drzewa cedrowego umożliwia poczucie połączenia z ziemią oraz daje ukojenie oraz duchowy spokój. Dalej, lord Yaxley podał piżmo, które również zapisałam. Zawsze mnie to bawiło, że do perfum, których składnikami są zazwyczaj substancje pochodzenia roślinnego, pojawia się substancja pochodząca od zwierzęcia. Ponoć jest to najbardziej zmysłowy i erotyczny zapach na całym świecie. Magnolia jako silny afrodyzjak, mandarynka odświeżająca i pobudzająca, sól morska, miód, wiciokrzew i imbir.
- Ciekawe - mruknęłam pod nosem, patrząc na swoją listę.
Wychodziła z tego interesująca mieszanka, bardzo kobieca, słodka, pociągająca dla mężczyzn, jednocześnie gdzieś czuć było te pobudzenie i energię. Uśmiechnęłam się pod nosem, bowiem wyzwaniem było stworzyć perfum, który byłby dla tej kobiety idealne. Dlatego też zdecydowałam się zadać pytanie na temat tego jaka jest jego matka i niezwykle się ucieszyłam, gdy otrzymałam odpowiedź. Opisywał ją jako cudowną osobę, ciepłą, dobrą, jednocześnie znającą swoje miejsce i obowiązki. To w jaki sposób o niej mówił od razu pokazywał, że jest to jedna z wyjątkowych, czy może najbardziej wyjątkowa, osoba w jego życiu i choćby bardzo chciał zaprzeczyć, to tymi słowami zdradził się w zupełności.
- Będzie tak, jak sobie lord życzy - odpowiedziałam, trzymając pergamin w dłoniach. - Na dniach zbiorę wszystkie potrzebne mi ingrediencje i zacznę pracować, czy życzy sobie lord, abym relacjonowała o postępach prac? Oczywiście wyślę do lorda próbki tego, co uda mi się stworzyć i pełny flakonik wykonam po zatwierdzeniu przez pana odpowiedniego zapachu - zapewniłam.
Starałam się brzmieć profesjonalnie, uchodzić za osobę, która zna się na swoim fachu i chociaż byłam jeszcze bardzo młoda, to uważałam, że radzę sobie bardzo dobrze. Odkąd zaczęłam pracę w perfumerii w Domu Mody nikt nigdy nie miał zastrzeżeń do zapachów, które tworzę. Mogłam więc mieć szczerą nadzieję, bo nigdy nie można było mieć pewności, że i tym razem uda mi się trafić w gust samego lorda oraz jego szanownej matki.



Czas płynieAle wspomnienia pozostają na zawsze

Victoria Parkinson
Zawód : Dama, twórczyni perfum, alchemiczka
Wiek : 20
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Bo nie miłość jest najważniejsza, a spełnienie obowiązku wobec rodu i męża.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3354-victoria-parkinson https://www.morsmordre.net/t3379-harkan#57453 https://www.morsmordre.net/t3381-lady-parkinson#57459 https://www.morsmordre.net/f110-gloucestershire-cotswolds-hills-posiadlosc-parkinsonow https://www.morsmordre.net/t3442-skrytka-bankowa-nr-842 https://www.morsmordre.net/t3380-victoria-parkinson#57455
Re: Pracownia twórcy perfum [odnośnik]10.10.17 8:53
Nie można było jednak nawrócić całego świata arystokracji na właściwe tory, chociaż pogubienie się ich po drodze należało jedynie do winy poszczególnych zaniedbań odbijających się w bardzo nieprzyzwoitym, ujmującym sposobie bycia. Czy nie było widać różnic między rodziną Macmillanów, którzy dzikością odstępowali jedynie psom, chociaż ich dzieci wychowywały się na podłodze wraz z kundlami i uważano ich za szlachtę w dalszym toku tego słowa jak i uznania? Nikt nie robił nic, by zdemontować te plotki, a ostatnie wydarzenia wydziedziczenia jednej z frywolnej córek, której typowe wychowanie szkockich dypsomanów najwyraźniej nie przyniosło chwały i uznania. Morgoth był pełen zaskoczenia nie dla samej winnej, a dla rodu, który w taki sposób ją potraktował. Czy sami jej tego nie wpajali od początków jej istnienia? Że wszystko jest dozwolone? Samo przyzwolenie na pracę w Biurze Aurorów dorastającej szlachcianki było niczym strącenie jej od razu w stronę zepsucia i libertynizmu. Przyzwalanie, wręcz zachęcanie do podobnych postaw od dziecka musiało mieć swoje konsekwencje w przyszłości i najwidoczniej Macmillanowie szukali winnych wszędzie, tylko nie u siebie. Czy ten wypadek miał ich uświadomić, co zrobili nie tak? Czy od teraz mieli wrócić na właściwą drogę bycia prawdziwym szlachcicem, a nie jedynie imitacją i hańbą dla tytułu? Szczerze w to wątpił, bo alkohol tak wyżarł im przez stulecia świadomość i podświadomość, że było im wszystko jedno. Czy pozbycie się również i takiej rodziny, postawienie ich w opozycji było błędne? Morgoth przywołał instynktownie obraz Barryego Weasleya, który nie był niczym więcej nad zwykłym degeneratem, a krew płynąca w jego żyłach już dawno przestała być błękitna.
- Dobrze - odparł jedynie, wciąż nie spuszczając wzroku z ingrediencji przed sobą i chociaż odpowiedział poniekąd na zadane przez lady Parkinson pytanie, jego myśli były wciąż zupełnie gdzie indziej. W końcu przez ostatnie kilka tygodni działo się wystarczająco dużo, by odrywać go od spraw codziennych - nawet tych dotyczących prezentu dla ukochanej matki. Pomimo chęci utrzymania się właśnie przy tym temacie, nie potrafił. Wciąż wracały mu zasłyszane w domu słowa od ojca lub wydarzenia mające największy wpływ na Yaxleyów. Dlatego już pod koniec wizyty w Domu Mody Parkinson nie znajdował się z całą uwagą w tym miejscu. Nie było od tego odpoczynku i doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Zgodnie z tradycją pożegnał znajdującą się w pracowni szlachciankę odpowiednio do statusu jej urodzenia, po czym skierował się do holu głównego, by tym samym wrócić do swoich wcześniejszych spraw.

|zt x2



They call him The Young Wolf. They say he can turn into a wolf himself when he wants. They say he can not be killed.

Morgoth Yaxley
Zawód : a gentleman is simply a patient wolf, buduję sobie balet trolli
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Thus he came alone to Angband's gates, and he sounded his horn, and smote once more upon the brazen doors, and challenged Morgoth to come forth to single combat. And Morgoth came.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-the-young-wolf#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3525-skrytka-bankowa-nr-803#61584 https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Re: Pracownia twórcy perfum [odnośnik]03.12.17 12:44
4 maja

Musiałam się czymś zająć, ciągłe myślenie o ostatnich wydarzeniach mi nie służyło. Rodzice nie chcieli, abym wracała do pracy. Moje blizny nie były jeszcze wystarczająco zaleczona, a ciało było osłabione, jednak korzystając z ich chwilowej nieobecności w posiadłości wymknęłam się, biorąc potem na siebie wszystkie konsekwencje mojego czynu, i korzystając z sieci Fiuu przetransportowałam się do Domu Mody Parkinsonów. Od razu znalazłam się w swojej pracowni, czułam się tu zdecydowanie bardziej bezpieczna niż we własnej sypialni, skąd anomalie zabrały mnie tak brutalnie.
Zabrałam się za pracę nad eliksirem Silnej Woli. Ostatnio nie miałam czasu, aby się tym zająć, nie wiedziałam nawet czy moja przyjaciółka Inara coś w tej kwestii poczyniła, aczkolwiek miałam dziwne wrażenie, że powinnyśmy się już za to zabrać Myślę, że teraz, kiedy potrzebowałam zająć czymś swoje myśli, to był idealny moment, aby trochę popracować. Przede wszystkim nad dobraniem składników.
Pierwszym tropem jaki podjęłam było sprawdzenie jak reagują razem róg byka i muchy siatkoskrzydłe. Róg garboroga łączył ze sobą dwa eliksiry: siły i niezłomności. Stąd też stawiałam na to, że powinien być on podstawą naszego eliksiru. Jednakże, pochodził z ingrediencji neutralnych, należało dobrać mu kolejne składniki, sprawdzić czy bardziej będą pasować szlachetne czy plugawe. Tyle pracy przed nami. Póki co jednak miałam zamiar skupić się na kroku pierwszym. Jeśli nie wyjdzie, to wtedy będę się martwić.
Nalałam wody do kociołka, włączyłam pod nim ogień i zabrałam się do testów. Jest kilka cech charakterystycznych, które pokazują, że dane składniki dobrze ze sobą współpracują. Przede wszystkim - nic nie powinno wybuchnąć i to chyba była najważniejsza uwaga. Dalej kolor nie powinien zmieniać się zbyt gwałtownie, odpowiedni zapach, wszystko to było opisane w książce do eliksirów, którą szybko ściągnęłam z półki o, niemal znając na pamięć jej spis treści, otworzyłam na odpowiedniej stronie. Muchy siatkoskrzydłe rozdrobniłam, a następnie bardzo drobniutko poszatkowałam, natomiast róg garboroga należało utrzeć w moździerzu. Wymagało to ode mnie trochę siły, ale udało się. Stwierdziłam, analizując opis składników, że najlepszy efekt osiągniemy, jeżeli właśnie główną ingrediencją będzie róga garboroga, był eliksir, który posiadał te dwa skłądniki - eliksir siły, ale wydaje mi się, że gdyby użyła ilość roga garboroga jaka jest w nim wykorzystywana, to efekt byłby inny od tego, który chciałabym osiągnąć. Nie chodziło przecież o to, aby dodać siły fizycznej, a siły bardziej duchowej. Zmniejszyłam więc proporcje z 4/5 na ⅗. Czyli trzy części rogu garboroga i dwie części much siatkoskrzydłych. Należało teraz obserwować efekt, porównać go ze wskazówkami zawartymi w książce i ewentualnie zmodyfikować dodając więcej jednego lub drugiego składnika. Metodą prób i błędów na pewno uda mi się osiągnąć odpowiedni efekt.


+ statystyka eliksirów



Czas płynieAle wspomnienia pozostają na zawsze

Victoria Parkinson
Zawód : Dama, twórczyni perfum, alchemiczka
Wiek : 20
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Bo nie miłość jest najważniejsza, a spełnienie obowiązku wobec rodu i męża.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3354-victoria-parkinson https://www.morsmordre.net/t3379-harkan#57453 https://www.morsmordre.net/t3381-lady-parkinson#57459 https://www.morsmordre.net/f110-gloucestershire-cotswolds-hills-posiadlosc-parkinsonow https://www.morsmordre.net/t3442-skrytka-bankowa-nr-842 https://www.morsmordre.net/t3380-victoria-parkinson#57455
Re: Pracownia twórcy perfum [odnośnik]03.12.17 12:44
The member 'Victoria Parkinson' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 34
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Pracownia twórcy perfum - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Pracownia twórcy perfum [odnośnik]30.01.18 21:58
11 maja

Dostałam już pierwsze informacje od Inary odnośnie jej prac nad eliksirem. Dobierała odpowiednie ingrediencje. Testowała smoczą krew i róg garboroga, którym ja się już zajmowałam i z tego co mi pisała, to szło jej całkiem nieźle. Musiałam jedynie popracować jeszcze bardziej nad proporcjami. Inara coś tam kombinowała, próbowała dopracować, ale miałam wrażenie, że musimy się jeszcze trochę nad tym skupić. Wzięłam to na siebie, ponieważ musiałam się trochę skupić na czymś innym niż moje życie osobiste i zmiany, które niedługo miały w nim zajść. A wiedziałam, że spędzenie dnia w pracowni na pewno bardzo dobrze mi zrobi i wręcz z samego rana nie mogłam się doczekać, aż trafię do Domu Mody, gdzie będę mogła zaszyć się wśród swoich ingrediencji i popracować. Jutrzejszego dnia miałam spotkanie z dobrą koleżanką - Marine, więc wiedziałam, że nie uda mi się nic zrobić, dlatego musiałam porządnie się spiąć, aby nie zostawiać niczego niedokończonego. Te badania należało już kończyć, a my, przyznam szczerze, wlekłyśmy się trochę tym bardziej, że spadło na nad podwójna ilość pracy po rezygnacji pana Cresswell’a.
Miałam więc przy sobie odpowiednie składniki. Wspomniany już wcześniej róg garboroga, ale również mętę, na którą nalegała Inara, chitynowe pancerzyki i karaluchy. Inara napisała mi, że nasypała trzy łyżeczki sproszkowanego rogu, dała garść chitynowych pancerzyków i trzy karaluchy. Od razu uznałam, że karaluchów może być zdecydowanie za dużo. Mogły przyćmić wartości chitynowych pancerzyków, więc ich ilość zmniejszyłam do dwóch. Przygotowałam więc wodę z miętą, którą postawiłam na kociołku i dopiero gdy się zagotowała dodałam trzy łyżeczki sproszkowanego rogu. Ten etap nie był niczym zaskakującym, nie raz wykorzystywałam już ten składnik i wiedziałam jak się zachowuje, dlatego kontrolowałam go tylko czasami spoglądając. W tym czasie skupiłam się na rozdrabnianiu pozostałych składników. Moździerz poszedł w ruch i już po chwili słychać była charakterystyczne chrupanie. Oh, jak ja bardzo nie lubiłam tego dźwięku, ale niektórych rzeczy po prostu nie dało rady przeskoczyć. Po odpowiednim upływie czasu dodałam zawartość do kociołka i obserwowałam co się dzieje. Coś buchnęło, coś pyknęło i brzydko zapachniało. Wzięłam to za niezbyt dobrą wróżbę i nim jeszcze skończyło się gotować, to już wiedziałam, że jest coś nie tak. Tym razem w ruch poszły podręczniki o dobieraniu odpowiednich proporcji eliksirów. Uwielbiałam je, bo rozpisane było który dokładnie składnik z jakim rodzajem ingrediencji, szlachetnych czy plugawych albo neutralnych, należało dać w jakich proporcjach. Czasami trzeba było to zmodyfikować, dopasować pod to czego samemu się potrzebowało, ale w gruncie rzeczy stanowiło dobrą podpowiedź. Zawartość kociołka zniknęła, za to pojawiła się nowa woda ze świeżą miętą. Według podręczników i moich własnych obliczeń odpowiednia proporcja powinna wyglądać tak, że daję cztery łyżki sproszkowanego rogu garboroga, dwie garści chitynowych pancerzyków i tak jak założyłam dwa karaluchy. Po sprawdzeniu swoich obliczeń wykonałam eliksir, teraz wyglądał zdecydowanie lepiej. Jedną fiolkę wraz z listem z objaśnieniami odesłałam do lady Nott.

zt

+ statystyka eliksirów



Czas płynieAle wspomnienia pozostają na zawsze

Victoria Parkinson
Zawód : Dama, twórczyni perfum, alchemiczka
Wiek : 20
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Bo nie miłość jest najważniejsza, a spełnienie obowiązku wobec rodu i męża.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3354-victoria-parkinson https://www.morsmordre.net/t3379-harkan#57453 https://www.morsmordre.net/t3381-lady-parkinson#57459 https://www.morsmordre.net/f110-gloucestershire-cotswolds-hills-posiadlosc-parkinsonow https://www.morsmordre.net/t3442-skrytka-bankowa-nr-842 https://www.morsmordre.net/t3380-victoria-parkinson#57455
Re: Pracownia twórcy perfum [odnośnik]30.01.18 21:58
The member 'Victoria Parkinson' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 96
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Pracownia twórcy perfum - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Pracownia twórcy perfum [odnośnik]15.10.18 19:52
Naprawa magii

Tu także w wyniku rozładowania magii zapanował istny chaos - moc magiczna była niestabilna, niebezpieczna. Choć za dnia Ministerstwo nie dopuszczało nikogo w pobliże okolic, w których magia szalała najbardziej, ministerialne próby zaprowadzania porządku kończyły się klęską. Nie minęło parę dni, gdy czarodzieje zaczęli zastanawiać się, czy aby na pewno Ministerstwo chce, aby magia została doprowadzona do porządku - postanowili więc wziąć to w swoje ręce.

Odkąd Ministerstwo Magii oznaczyło to miejsce jako niebezpieczne, pojawienie się w nim mogło grozić aresztowaniem przez Oddział Kontroli Magicznej. Do czasu uspokojenia się magii nie można rozgrywać tu wątków innych niż te polegające na jej naprawie.

Opis okoliczności
W Domu Mody Parkinson anomalie zadomowiły się na dobre. Kolejna z nich dopadła pracownię wytwórczyni perfum. Pomimo prób opanowania sytuacji przez pracowników Domu Mody, pracownia została zamknięta przez ministerialnych urzędników. Zza zamkniętych i ogrodzonych taśmami drzwi raz po raz do uszu przebywających akurat na korytarzu czarodziejów dobiegały dźwięki tłuczonego szkła, a z przerwy pod drzwiami nieustannie sączyły się barwne kłęby perfum.

Etap I
Wchodząc do pomieszczenia dostrzegacie istne pobojowisko: wszędzie rozrzucone są szklane resztki flakoników, barwne plamy rozsiadły się na ścianach, podłogach i sufitach, zdziczałe rośliny rozrosły się przejmując a opary perfum unoszące się w powietrzu przypominały mgłę o słodko-mdlącej woni, która lekko kręciła w nosie. Wtem, kilka flakoników stojących na stole zaczęło niebezpiecznie drżeć, po czym wybuchnęło, wystrzeliwując w waszą stronę salwę ostrych, nierównych odłamków szkła.

Wymaganie: Poprawne rzucenie zaklęcia Protego lub Protego Maxima przez przynajmniej jednego z czarodziejów.

Niepowodzenie skutkuje dotkliwym poranieniem odłamkami szkła, które zadają 50 PŻ obrażeń (krwotok).


Walka
Przed rozpoczęciem kolejnego etapu należy odczekać co najmniej 24h. W tym czasie do lokacji może przybyć kolejna (wyłącznie jedna) grupa chcąca ją przejąć, by naprawić magię na sposób inny, niż miała być naprawiona dotychczas.

Walka odbywa się zgodnie z forumową mechaniką oraz z arbitrażem mistrza gry do momentu, w którym któraś z grup zdecyduje się na ucieczkę bądź nie będzie w stanie prowadzić dalszej walki.

Etap II
Wymaganie: ST ujarzmienia magii jest równe 130, a sposób obliczania otrzymanego wyniku zależny jest od wybranej metody naprawiania magii.

Uwaga - jeżeli postać posiada zerowy poziom biegłości organizacji, mnoży statystykę nie razy ½, a razy 1. Postać posiadająca pierwszy poziom biegłości mnoży razy 1½.

W metodzie neutralnej każdy gracz uzyskuje wynik o wartości k100+Z; wyniki obu graczy sumuje się i tę sumę należy przyrównać do wymaganego ST.

W metodzie Rycerzy Walpurgii każdy gracz uzyskuje wynik o wartości k100+(CM * poziom biegłości organizacji); wyniki obu graczy sumuje się i tę sumę należy przyrównać do wymaganego ST.

W metodzie Zakonu Feniksa każdy gracz uzyskuje wynik o wartości k100+(OPCM * poziom biegłości organizacji); wyniki obu graczy sumuje się i tę sumę należy przyrównać do wymaganego ST.

Etap III
Wykorzystując waszą nieuwagę zdziczałe i stęsknione za ludzkim towarzystwem rośliny oplotły się wokół waszych kostek, szybko pnąc się wzwyż i zaciskając się na kolejnych częściach waszych ciał.

Wymaganie: ST rozpoznania w roślinach zdziczałych fruwokwiatów wynosi 50, do rzutu doliczana jest biegłość zielarstwa. Żeby kwiaty rozluźniły uścisk wystarczy je pogłaskać.

Niepowodzenie skutkuje podduszeniem czarodziejów do utraty przytomności. Po jakimś czasie zostaną oni znalezieni przez pracowników Domu Mody i zgłoszeni do Oddziału Kontroli Magicznej, której przedstawiciele aresztują intruzów na trzy dni.

Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Pracownia twórcy perfum - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Pracownia twórcy perfum [odnośnik]19.10.18 0:20
stąd

Nie była zła. Przywykła już chyba do tego, jak niespodziewane są anomalie. Jakby same potrafiły bronić przed ludźmi, którzy znajdują się w ich okolicach. Którzy próbują przejąć nad nimi kontrolę. Gdyby nie to, że Kieran szedł przodem, bardzo prawdopodobnym było to, że to ona weszła by w piaski. Nie spodziewali się tego - a przecież powinni.
Nie miało to już jednak znaczenia, gdy opuszczali pośpiesznie plac zabaw, już dawno wyłączony z użyteczności. Zerknęła w jego kierunku, gdy wspomniał o Mungu, tylko przez ułamek sekundy uznając to za bzdurny. Przecież mogła go uleczyć, znała magię leczniczą, była ratowniczką medyczną - łącznie ze stażem - już prawie dekadę. Ale potem sobie to uświadomiła - Mung posiadał sposób, by przeciwstawić się anomaliom. Ona mogła w chęci pomocy wyczarować wielkiego, czarnomagicznego węża, a spotkań z nich miała już trochę dość. Skinęła więc głową, zgadzając się z jego słowami. Krótki przystanek w Mungu nie mógł im przecież mocno zaszkodzić. A wręcz przeciwnie, był w stanie jedynie pomóc. Poczekała na dole, wedle prośby, którą wystosował w jej kierunku. Oparła się plecami o budynek, czekając, aż nie zejdzie do niej wybawiony od zranień, które zdobył. Wiedziała, że nie powie prawdy - znajdowanie się w miejscu anomalii było nielegalne - ale nie obchodził jej powód, jaki podał. Odetchnęła lekko, gdy chwilę później zszedł. Zamierzyła go uważnym spojrzeniem, od góry do dołu. Co jak co, ale Jackie nie wybaczyłaby jej, gdyby doprowadziła do śmierci jej ojca. Tonks sama sobie by tego nie wybaczyła. Skinęła więc głową raz jeszcze, ruszając w stronę kolejnej anomalii. Była już w Domu Mody Parkinsonów, w Szwalniach dokładnie. To właśnie w nich udało jej się razem z Arturem naprawić jedną z anomalii. Miała nadzieję, że może i tym razem pójdzie jej równie dobrze. Już z oddali słyszała dźwięk tłuczonego szkła. Wchodząc do pomieszczenia, jej oczom ukazało się istne pobojowisko; wszędzie leżały rozrzucone szklane resztki flakoników, rośliny rozrosły się a całość wypełniał słodkawo mdlący zapach, które kręcił w nosie. Skrzywiła się mimowolnie. Tym razem wchodząc jako pierwsza, kurczowo zaciskając dłoń na niemal białej, osikowej różdżce. Jednak gdy tylko przekroczyli próg, flakoniki - jakimś cudem ocalałe - zaczęły drżeć, by wybuchnąć, wystrzeliwując w ich stronę salwę ostrych, nierównych odłamków.
- Protego! - wybrała od razu, nie mając ochoty stać się poduszką, na szklane odłamki. Liczyła, że tym razem jej magia jej nie zawiedzie.



And oh, stupid things I do. I'm far from good, it's true. But still, I find you
next to me.
Justine Tonks
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women.
Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 58 +3
UROKI : 31 +6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 7 +3
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Pracownia twórcy perfum - Page 3 Just6
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks
Re: Pracownia twórcy perfum [odnośnik]19.10.18 0:20
The member 'Justine Tonks' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 83

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :
Pracownia twórcy perfum - Page 3 HXm0sNX
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Pracownia twórcy perfum - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Pracownia twórcy perfum [odnośnik]19.10.18 1:34
Czekała na niego, ale na całe szczęście nie wyglądała na wielce zmartwioną. Po prostu obdarzyła go jednym uważnym spojrzeniem i bez jakichkolwiek nalegać przyjęła do wiadomości, że jest już w dobrej formie. Mogli ruszyć dalej, w stronę kolejnego celu na ich liście miejsc do okiełznania. Tym razem Rineheart w trakcie wspólnej drogi jeszcze bardziej marszczył brwi, palce zaciskając coraz mocniej na swojej różdżce. To jej tak często powierzał swój los, dlatego też jej obecność była kojąca. Wierzył, że tylko ona jest w stanie dać mu siłę, jakiej potrzebuje. Nie marzył o Czarnej Różdżce, nawet jeśli ta prawdopodobnie rzeczywiście istniała obok Kamienia Wskrzeszenia. Miał swoją wierną towarzyszkę i ona mu w zupełności wystarczała.
Doceniał to, że w towarzystwie Tonks mógł milczeć. Cisza między nimi nie przyjmowała tego krępującego wyrazu, była raczej solidnym porozumieniem, na jakie kiedyś po prostu się zdobyli i tak już zostało. Kieran nie należał nigdy do osób wylewnych, rzadko kiedy sam wychodził z inicjatywą rozpoczęcia rozmowy. O wiele chętniej porozumiewał się krzykiem, zapoznając innych ze swoją wolą w sposób bezwzględny, nie pozostawiając pola do dyskusji. Justine też za wiele przy nim nie mówiła, co wydawało się czymś zrozumiałym, gdy miała tak wiele do przemyślenia po doświadczeniu trudów Próby. Starał się to zrozumieć, wszyscy się starali; tylko pozostali Gwardziści, którzy przeszli tę samą drogę, rozumieli to w pełni. Choćby Samuel, który ewidentnie dojrzał po dołączeniu do Zakonu, a potem do Gwardii. Na jego widok na szczycie stołu podczas ostatniego spotkania Rinehearta trochę rozpierała duma. Ale jak zwykle nie potrafił otwarcie tego wyznać.
Dotarli do Domu Mody Parkinson, gdzie udało im się wejść bez trudu. I choć przy pomieszczeniu, które interesowało ich najbardziej, były wystawione tabliczki z zakazem wejścia, to jednak nie była to żadna przeszkoda. Tym razem to Justine czyniła honory i do pracowni twórcy perfum weszła jako pierwsza. Nim Kieran zdołał się za nią wsunąć do środka, nagle coś eksplodowało, a jego towarzyszka już rzuciła magiczną tarczę, skutecznie osłaniając siebie, i nie tylko, przed odłamkami szkła. Starał się nie wdychać mdłych aromatów. Dyskretnie rozglądał się po pomieszczeniu, dostrzegając kolorowe plamy, zdziczałe rośliny. Miał nadzieję, że uda im się doprowadzić to miejsce do porządku, skoro już udało im się pokonać pierwsze niebezpieczeństwo.
Jestem twoim wsparciem – stwierdził po chwili, przystając obok Tonks. Uniósł swą różdżkę, nie odrywając spojrzenia od czarownicy. Miał nadzieję, że uda mu się rzucić zaklęcie, o którym myślał już od kilku chwil. – Magicus Extremos – wypowiedział inkantację z ogromną nadzieją, że magia go nie zawiedzie i udane zaklęcie doda Justine sił.



There’s a storm inside of us. A burning. A river. A drive. An unrelenting desire to push yourself harder and further than anyone could think possible. Pushing ourselves into those cold, dark corners where the bad things live, where the bad things fight. We wanted that fight at the highest volume. A loud fight. The loudest, coldest, hottest, most unpleasant of the unpleasant fights.
Kieran Rineheart
Zawód : Rebeliant
Wiek : 53
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
I have a very particular set of skills, skills I have acquired over a very long career. Skills that make me a nightmare for people like you.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
when we all fall asleep where do we go
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5879-kieran-rineheart https://www.morsmordre.net/t5890-aedus#139383 https://www.morsmordre.net/t5891-aurorskie-sprawki#139384 https://www.morsmordre.net/f205-opoka-przy-rzece-wye-walia https://www.morsmordre.net/t5895-skrytka-bankowa-nr-1467 https://www.morsmordre.net/t5907-k-rineheart#139780
Re: Pracownia twórcy perfum [odnośnik]19.10.18 1:34
The member 'Kieran Rineheart' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 17
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Pracownia twórcy perfum - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Pracownia twórcy perfum [odnośnik]20.10.18 1:39
Czuła jak zimno przenika z cegieł przez jej cienki płaszcz, gdy opierała plecy o ściany świętgo Munga w oczekiwaniu na Kierana. Ale nie ruszyła się, nie oderwała ich od zimnej ściany. Oszczędzała siły, nawet chwilowe podparcie mogło się potem odpłacić, choć miała nadzieję, że nie będzie musiało. Zdawała sobie sprawę z uczucia, które rozgnieżdzało się w Rinehearcie. Sama je czuła. Musieli naprawić jak największą ilość anomalii. Musieli chociaż spróbować usunąć tak jawne zagrożenie, a każda porażka bolała, nie tylko z faktu że nią była, ale i niosła za sobą konsekwencje. Co, jeśli do którejś podejdzie dziecko? Te były ciekawskie, sama łamała regulamin. Jaka istniała szansa, że uda im się umknąć śmiertelnemu zagrożeniu?
Nigdy nie obawiała się milczenia. Nie przeszkadzało jej ono - a czasem zdawało jej się, że milczenie, mówi więcej niż słowa. Jej mama powiedziała jej kiedyś, że jeśli milcząc z kimś nie czuje się palącej, irytującej wręcz potrzeby, odezwania się, to oznacza, że czuje się w towarzystwie tej osoby całkowicie swobodnym. A to znaczy, że jest się całkowicie sobą. W jakiś sposób dorastała wraz z Jackie, a Kieran był nieodłączną częścią jej życia. Nie czuła przy nim potrzeby by zapełniać ciszę nic nie znaczącą gadaniną, choć wcześniej często po to sięgała zmieniła się. Teraz była inna, teraz skupiała się całkowicie na zadaniu, na tym, czemu podporządkowała swoje życie i swoje myśli.
Udało jej się. Potężna tarcza utworzyła się przed nią w ułamku sekundy. Ćwiczenia, którym poddawała się niestrudzenie przez ostatnie miesiące przynosiły efekty i teraz, tutaj, miała tego namacalny dowód. Czuła pod palcami, jak osikowe drewno rozgrzało się od mocy, którą rozbrzmiało to zaklęcie. Wiedziała że było zdolne nie tylko do obrony, ale i do odbicia zaklęcia. Skinęła głowa na słowa Kierana, jednak, jakby nie do końca je słysząc. Skupiała się na anomalii, którą tutaj była tak dokładna, tak dosadna, że właściwie dało się ją poczuć na skórze. Ruszyła powoli do przodu, przechodząc bardziej na środek pomieszczenia, nadal nie opuszczając różdżki.
- Trzeba pozwolić jej się zbliżyć i złączyć. - powiedziała cicho unosząc dłonie, niczym dyrygent, powoli wypuszczała wiązki magicznej energii wabiąc anomalię, zapraszając do siebie, czekając, aż ta nie oplecie się wokół niej. Dopiero wtedy zbliżyła się mocniej, bardziej, powoli, prawie niezauważalnie by w odpowiednim momencie móc przejąć kontrolę. Była silna - anomalia - ale spotykała już silniejsze od niej. We dwójkę mieli szansę na to, by naprawić to miejsce. Pozwolić mu powrócić do wcześniejszego stanu. Potrzebowali jedynie skupienia i opanowania.

| naprawiamy metodą zakonu
ST 130 | 70+20=90, 130-90=40



And oh, stupid things I do. I'm far from good, it's true. But still, I find you
next to me.
Justine Tonks
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women.
Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 58 +3
UROKI : 31 +6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 7 +3
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Pracownia twórcy perfum - Page 3 Just6
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks

Strona 3 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Pracownia twórcy perfum
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach