Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Perfumeria
AutorWiadomość
Perfumeria [odnośnik]26.07.16 18:06
First topic message reminder :

Perfumeria

★★★★
Jest to duże pomieszczenie z ladami. Za nimi stoją wysokie, aż po sufit regały, na których ustawione są różnorodne flakoniki z perfumami, rodzimych projektantów zapachów, jak na przykład młodej lady Parkinson, a także tych zagranicznych, na przykład pochodzących z Francji. Odwiedzające te miejsce panie bądź panowie mogą sobie usiąść na krzesełkach, gdzie zostaną obsłużeni na najwyższym poziomie. Wychodząc, będą zadowoleni nie tylko z zakupów, ale także z tego, z jakim szacunkiem zostali potraktowani. Częściej w perfumerii można spotkać czarodziejów szlacheckich, ale raz na jakiś czas pojawiają się także ci mniej zamożni, którzy planując wydać tutaj swoje ciężko zarobione pieniądze.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 20:44, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Perfumeria - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Perfumeria [odnośnik]12.10.20 1:07
Cressida w opiece nad dziećmi miała ogromne wsparcie w postaci opiekunki, czarownicy która odchowała już wielu młodych Fawleyów, w tym jej męża. Wspierała ją też matka małżonka oraz jej własna, ilekroć odwiedzała córkę lub Cressie z dziećmi odwiedzała rodzinny dom. Nie była pozostawiona sama sobie, a prozaiczne czynności, których wykonywanie byłoby niegodne damy, wykonywała opiekunka. Cressie budowała więź z dziećmi w inny, bardziej odpowiedni sposób, a marzycielska natura nakazywała jej snuć rozważania idealnej przyszłości, jaką sobie dla nich wymarzyła.
Gdyby nie jej matka przestraszona myślą, że jej córki miałyby się znaleźć w szkole, w której grasuje potwór i gdzie zginęła uczennica, Cressida i jej siostra niewątpliwie znalazłyby się w Hogwarcie, gdzie tradycyjnie uczyły się dzieci Flintów. Jej brat zdążył jeszcze pójść do Hogwartu (zresztą pan ojciec, gdyby miał posłać go gdzieś indziej, dla młodego mężczyzny prędzej wybrałby Durmstrang, w obawie żeby artystyczna szkoła nie uczyniła go zniewieściałym), ale dziewczęta udały się do Francji. Ale jeśli chodzi o jej własne dzieci, Cressida wolała by też poszły do Beauxbatons, jak ona i jej mąż. Wolała, by nie spotkały ich stygmatyzujące na cały okres edukacji, a może nawet i późniejsze życie podziały domowe – bo co, jeśli któreś trafiłoby do jednego z tych uważanych za nieodpowiednie? Co, jeśli jej słodka, mała córeczka zostałaby skazana w przyszłości na ostracyzm ze strony szlachetnych rówieśników, gdyby Tiara umieściła ją w Hufflepuffie zamiast w Slytherinie lub Ravenclawie? Poza tym, dla Fawleyów jako wielkich wielbicieli sztuki, Beauxbatons było najlepszym możliwym miejscem wspierającym w rozwoju talentów. Cressida pragnęła, by zwłaszcza jej córka miała możliwość jak najlepszej artystycznej edukacji, w końcu jako przyszła dama nie potrzebowała praktycznych magicznych umiejętności (choć tych w Beauxbatons również uczono, nawet jeśli Cressida nie przykładała się zbytnio do nauki uroków i tym podobnych dziedzin, bo nie wypadało jej oddawać się tak plebejskim aktywnościom jak pojedynki, i pamiętała tylko to, co było niezbędne do zdania egzaminów), a właśnie tego, by czarować otoczenie swymi umiejętnościami artystycznymi. Wychowano ją konserwatywnie, w uległości wobec systemu patriarchalnego, dlatego wierzyła w tradycyjne role kobiece i tak zamierzała wychować swoją córkę: na przyszłą dobrą żonę i matkę. Tak, jak wychowano ją. W dziedzinach magicznych wymagających używania zaklęć radziła sobie przeciętnie, w szkole najbardziej lubiła zielarstwo, opiekę nad magicznymi stworzeniami i właśnie zajęcia artystyczne. Czego pragnąć więcej? I tak nie musiała pracować, a wiele czynności wykonywały skrzaty i ludzka służba, dlatego Cressie na co dzień prawie w ogóle nie korzystała z czarów, chyba że z transmutacyjnych, które czasem pomagały w tworzeniu, lub z czarów użytkowych, żeby coś łatwo przenieść lub przywołać bez konieczności angażowania służby.
- Ja swojej pasji do malarstwa nie mogłabym tam rozwijać inaczej niż samodzielnie. Nie byłoby nikogo, kto wskazałby mi właściwy kierunek rozwoju – odezwała się. W Beauxbatons zawsze był ktoś, kto mógł wskazać jej drogę i pomagać w odkrywaniu własnych możliwości artystycznych. Wiele się tam nauczyła, dzięki czemu dziś mogła malować na naprawdę wysokim poziomie. – Obecnie maluję głównie dla siebie i bliskich. Od czasu do czasu gościnnie użyczam obrazów na wernisaże w renomowanych czarodziejskich galeriach, ale jako damie nie wypada mi sięgać po więcej. Zresztą odpowiada mi obecny stan rzeczy. Wiesz, że nie lubię nadmiernego zainteresowania moją osobą. – Nie mogła, jak mężczyźni, osiągać realnych sukcesów. Była damą, była żoną i matką, poza tym jej delikatny, nieśmiały charakter stanowił przeszkodę, bo Cressie bardzo źle czuła się w centrum uwagi, nie chciała wychodzić przed szereg. Spektakularne sukcesy pozostawiała mężczyznom, samej zadowalając się bezpiecznym cieniem. Uznanie rodziny było dla niej najważniejsze, więc większość jej obrazów pozostawała w dworku Fawleyów lub zdobiła ściany u krewnych i nielicznych przyjaciół. Malowała, bo po prostu kochała to robić. Nie zależało jej na sławie. Nie chciała jej, akceptując swoje miejsce w patriarchalnym świecie, choć jako lady Fawley i tak mogła w świecie sztuki więcej niż damy z rodów, które ze sztuką nie miały wiele wspólnego.
Skupiła się na próbkach perfum i poszukiwaniach tej odpowiedniej. Dom Mody Parkinsonów oferował naprawdę piękne kompozycje zapachowe i trudno było wybrać jedną najwspanialszą.
- Kocham zapach lasu. Przypomina mi o domu. Może go wybiorę, jeśli nie znajdę czegoś jeszcze piękniejszego – odezwała się, wciągając rozkoszną woń swoim nakrapianym noskiem. Jeśli chodzi o relacje z Callistą, po szkole już praktycznie nie miały kontaktu, więc Cressida nie wiedziała, jaka Callista była teraz ani czy by się dogadały. Może w dorosłości się zmieniła?
Cressida, jako osóbka z natury uległa i posłuszna panu ojcu, nigdy, nawet w szkole, nie łamała zasad i stosowała się do tego, z kim wypada się zadawać, a z kim nie, choć miała dość luźny stosunek do relacji rodowych, bo Beauxbatons wybór szlachcianek był ograniczony i czasem zdarzało się tak, że nawet pomiędzy dziewczętami z wrogich rodów mogła narodzić się nić porozumienia, i była ona bardziej akceptowalna niż przyjaźń z mieszańcem. Nigdy nie posunęła się do żadnej wrogości wobec czarodziejów niższego stanu, bo tego typu zachowania nie leżały w jej naturze, ale też nie splamiła się zakazaną przyjaźnią ponad podziałami, zgodnie z wolą bliskich otaczając się uczniami krwi szlachetnej i czystej. Dla uczniów półkrwi była uprzejma, ale nie wchodziła w zażyłości, mugolaków unikała. W dorosłości obracała się już właściwie tylko w towarzystwie ludzi o krwi szlachetnej lub czystej, to wśród nich miała przyjaciół i znajomych, i próżno szukać wśród jej koleżanek choć jednej czarownicy półkrwi. Podziały były rzeczą naturalną, szlachta trzymała się osobno i Cressida nigdy tego nie negowała, nie ciągnęło jej do zakazanego, nie miała w sobie żadnej buntowniczej iskry i zawsze płynęła bezpiecznie z prądem. Tym, co przyciągało ją do określonych ludzi, przeważnie były zauważone podobieństwa. Im więcej widziała w drugiej osobie podobieństw, tym bardziej ciągnęło ją do towarzystwa tego kogoś, bo mniej obawiała się niezrozumienia. Przy Evandrze czasem się tego bała, były w końcu bardzo różne, ale dawała tej znajomości szansę, bo jak dotąd nie spotkała jej ze strony lady Rosier żadna przykra sytuacja.
- Nie wiem, jak ułożyłyby się nasze relacje teraz. Bardzo dawno nie miałam okazji jej widzieć. Może okazałoby się, że dawne szkolne niezgodności straciły na znaczeniu. Ale mogłoby być i tak, że oddaliłyśmy się jeszcze bardziej – przyznała, sięgając drobną dłonią po kolejny flakonik. Czasem w dorosłości wiele się zmieniało. Czasem osoby, których w dzieciństwie i młodości się nie lubiło, mogły stać się przyjaciółmi, a dawni przyjaciele wrogami. Jedna z nielicznych ukochanych szkolnych przyjaciółek odrzuciła ją tylko przez fakt nowego nazwiska, czym złamała jej delikatne serduszko. Sama czasami czuła się w dworku Fawleyów dość osamotniona, co mogło być też skutkiem tego, że była osobą bardzo powoli adaptującą się do nowości, i jej korzenie potrzebowały dużo czasu, by po przesadzeniu wrosnąć w nowe miejsce.
Zamyśliła się nad pytaniem Evandry. Co by robiła, gdyby nie posiadała talentu do malowania?
- Gdybym nie ukochała sobie malarstwa… to chyba pragnęłabym zajmować się roślinami, jak większość rodziny, z której pochodzę. Pasję do zielarstwa zaszczepił we mnie mój pan ojciec, a ze wszystkich roślin najbardziej ukochałam sobie te kwiatowe. – Choć jej do bólu praktyczny pan ojciec kultywował raczej pasję do zielarstwa użytkowego i zajmował się hodowlą ziół na ingrediencje, tak jego niedoskonała, delikatna córka kochała piękne kwiaty, lubiła się nimi otaczać. Lubiła się też otaczać ptakami. Jej serduszko lubiło bliskość natury. Gdyby nie potrafiła malować, pewnie oddałaby się właśnie jej. I nie musiała się tego wstydzić, bowiem zamiłowanie do flory nie było czymś kontrowersyjnym i niegodnym. Przynajmniej dopóki nie nurzała dłoni w ziemi lub nawozie, i nie pokazywała się na salonach z brudnymi paznokciami i zniszczoną jak u chłopki skórą. Nawet będąc dawną Flintówną pewnych rzeczy unikała, wiedząc że niektóre czynności są przynależne niższym warstwom społecznym. – Oczywiście nie pracowałabym zawodowo, ale pasja do roślin byłaby obecna w moim życiu pewnie w jeszcze większym stopniu niż jest obecnie. Może tworzyłabym zielniki lub projektowała kompozycje kwiatowe, by jeszcze bardziej upiększyć ogród Fawleyów? – Podkreśliła pierwszą część zdania, by Evandra czasem nie pomyślała, że Cressie mogłaby się splamić prawdziwą pracą, będącą czynnością przeznaczoną dla gminu, a nie dla lady. Spośród dam pracowały zawodowo tylko te z niegodnymi zapędami do buntu i poszukiwania niezależności, a konserwatywną w aspekcie roli płci Cressidę bardzo to odrzucało. Miejsce kobiety było w cieniu mężczyzny, potrzebowały męskiej opieki, silnych ramion gotowych ich chronić oraz stanowić podporę. - A ty, Evandro? Gdybyś nie pokochała muzyki, to co innego mogłabyś sobie ukochać?


Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Cressida Fawley
Zawód : Arystokratka, malarka
Wiek : 21/22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Zwierzęcousty

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley-flint https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-ptak-w-zlotej-klatce#130038 https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Re: Perfumeria [odnośnik]20.10.20 10:21
Podczas ceremonii z udziałem Tiary Przydziału Evandra nawet przez chwilę nie wątpiła w to, że zostanie Ślizgonką. Zaradność i spryt były cechami, które rozwijała sama przez całe dzieciństwo, poszukując rozwiązań, które pomogłyby jej obejść narzucone ograniczenia. Stale rosnąca ambicja i chęć rozwoju w różnych dziedzinach motywowały ją do ciągłego podwyższania poprzeczki. Poza tym należy wspomnieć, że ówczesna lady Lestrange miała dość specyficzne poglądy jak na wychowaną w konserwatywnej rodzinie szlachciankę. Zażyłe znajomości z uczniami innych domów i o mieszanej krwi przysparzały jej niegdyś wielu problemów ze strony radykalnie nastawionych rówieśników. Uległość wobec systemu patriarchalnego przyszła nieco później, boleśnie zderzając ją z rzeczywistością, w której przyszło jej żyć. Postawiona przed ścianą ze związanymi rękami miała tylko dwie możliwości - poddać się lub zostać zdrajczynią. W oczach Evandry porzucenie rodziny na rzecz wolności czy innych ideałów nigdy nie wchodziło w grę.
Uśmiechnęła się ciepło na wzmiankę o zamiłowaniu do roślin. Zwierzęta, obrazy, rośliny - wciąż ten sam, powtarzalny wzór, który trzymałby ją z dala od innych czarodziejów. Czy Cressida wybierała go świadomie, czy słuchała wewnętrznego głosu, który podpowiada jej najbezpieczniejszą z opcji? Nie mogła mieć jej tego za złe. - Myślę, że świetnie poradziłabyś sobie z kwiatowymi kompozycjami. - Lady Fawley nie miała sobie równych we wrażliwości do sztuki. Sposób, w jaki opowiadała o swoich dziełach, pasja i miłość, jaką wokół siebie roztaczała były inspirujące, a szkoda, że tak rzadko przedstawiane szerszej publiczności. Nadmierne zainteresowanie jej osobą, Evandrze było to zupełnie obce. Może w pojedynczych chwilach słabości rzeczywiście potrzebowała się na moment wycofać, ale przecież atencja była tym, czego tak bardzo w życiu łaknęła, a mimo to to nie próżność była najsilniejszą z jej cech.
Mogła się spodziewać odbitej piłeczki, lecz nie miała przygotowanej odpowiedzi. W leniwe popołudnia, gdy przesiadując w fotelu na jednym z tarasów Château Rose jej myśli wędrowały w kierunku sennych marzeń, zastanawiała się nad tym co by było, gdyby sprawy potoczyły się inaczej. Starała się nie odbiegać za daleko, nie usuwać ze swego wyimaginowanego życia bliskich osób, a wyłącznie zmieniać kilka małych elementów, jakie mogłyby uatrakcyjnić spędzanie czasu. Dalekie podróże? Zaangażowanie w prowadzony przez Rosierów rezerwat? Działalność charytatywna? Drobne zmiany, których wprowadzenie nie wiązałoby się z wielkim, niemożliwym do wykonania przedsięwzięciem. Wciąż nie wiedziała tylko czy na pewno nadaje się do czegokolwiek ponad wykonywane obecnie zajęcia. Przez cały czas chciała czegoś więcej. Czegoś, czego w dalszym ciągu nie potrafiła nazwać. Nie do końca świadoma posiadanych możliwości, nie wykorzystywała istniejących okazji. Ile jeszcze czasu zmarnuje, zanim zacznie brać los we własne ręce?
- Nie lubię spędzać czasu sama - zaczęła powoli, nieśmiało popuszczając wodze fantazji. - Koniecznie potrzebuję kontaktu z drugą osobą. Może zajmowałabym się uzdrawianiem? - zastanowiła się na głos. - Niesienie pomocy, praca naukowa. Coś, czego nigdy wcześniej nie robiłam. Lubię, gdy moja praca przynosi efekty. W muzyce mogę komponować, ty w malarstwie tworzysz obrazy, a przy uzdrawianiu innych uśmiech wdzięczności byłby dla mnie satysfakcjonujący. - Przesunęła dłonią po drewnianej tacy, na której przynoszone były im kolejne perfumy. Nigdy wcześniej nie myślała o nauce magii leczniczej, zdając się zupełnie na umiejętności znanych jej Uzdrowicieli. Oh, Evandro, przecież dobrze wiesz, że nie na tym ci zależy, mówiła do siebie w myślach. Bardziej od przynoszenia dobra, pragniesz, by bili ci pokłony.
- Jak myślisz, czy będzie nam to jeszcze dane? - spytała nagle, dyskretnie zerkając na Cressidę z ukosa, chcąc zaobserwować wszelkie zmiany na jej twarzy. Lady Fawley była znana w szerszym towarzystwie jako ta powściągliwa i ostrożna. Evandra czasem zastanawiała się nad tym co tak naprawdę wpłynęło na rudowłosą przyjaciółkę, że świadomie zamyka się i wycofuje. Jak ją zachęcić, jak zmienić i otworzyć? Nie mogła jednak zrobić wszystkiego za nią. Pozostało wyciągać rękę, zachęcać i cierpliwie oswajać. - Zdobywanie nowych umiejętności nie jest niczym trudnym, gdyby zadbać o odpowiedniego nauczyciela. Pytanie czy czas pozwoli nam na na to, by się im w pasji oddać. - Oczywiście miała na myśli panującą na ulicach Anglii wojnę, która wedle wielkich nadziei Evandry miała chylić się ku końcowi. Egzekucja na Connaught Square odbiła się szerokim echem po całym czarodziejskim świecie. Lady Rosier liczyła na to, że wojowniczo nastawieni zdrajcy krwi wycofają się, przestraszeni prezentowaną siłą. Dobroć Wandy nakazywała jej okazywać współczucie wszystkim zagubionym, wybaczać błędy, namawiać do poprawy, lecz po tym jak ta szalona czarownica wymierzyła różdżkę w ich stronę, zaczęły nachodzić ją wątpliwości. Czy było z kim rozmawiać? Daleko jej było do idealnego dyplomaty, ale liczne pozostawione bez odpowiedzi pytania spędzały sen z jej powiek, przynosiły koszmary, nachodziły w najmniej odpowiednich momentach.
- Nie chciałabym się ograniczać do samej muzyki. Póki dzieci nie zajmują większości mojego czasu, chciałabym go wykorzystać. Różnorodnie, kreatywnie. Wiesz co mam na myśli, prawda? - Nie miała wątpliwości, że w przyszłości przyjdzie jej chować pod piersią rodzeństwo dla Evana. Czy do tego momentu oswoi się już ostatecznie z myślą, że resztę życia spędzi u boku Tristana? Mówią, że dzieci przynoszą pociechę w najtrudniejszych chwilach i mimo iż Wanda nie była co do tego przekonana, to miała nadzieję, że kiedyś zmieni swoje nastawienie, a serpentyna okaże się dla niej łaskawa.



Why do I like thunderstorms? Because it shows that even nature needs to scream sometimes.
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 4 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 11 +4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Perfumeria [odnośnik]24.10.20 14:01
Problem w tym, że Cressida nie miała w sobie zbyt wielu cech typowej Ślizgonki. Z charakteru bardziej przypominała miłą, wrażliwą i dobrą Puchonkę, więc jej obawy, że tam trafi i przyniesie swemu panu ojcu wielki wstyd, były całkiem zasadne. Nie miała też wielu ambicji – poza ambicją zadowolenia rodziny i wpasowania się w oczekiwania. Chciała być właśnie tym, czego od niej oczekiwano: materiałem na dobrą żonę i matkę. Nie próbowała obejść ograniczeń, te w końcu dawały jej poczucie bezpieczeństwa i wspólnoty z bliskimi. Nie dostrzegała złotych prętów klatki, w której czuła się szczęśliwa i spełniona i nie pragnęła niczego innego. No, może poza obecnością w życiu prawdziwych przyjaciółek. Tylko pięknych i szczerych przyjaźni mogło jej obecnie brakować.
Poczułaby się z pewnością bardzo zgorszona, gdyby znała przeszłość Evandry i wiedziała, że ta piękna dama z dobrego rodu plamiła się niegdyś niegodnymi znajomościami i w głowie były jej jakieś brednie o obchodzeniu ograniczeń i samorealizacji w sferach innych niż te przypisane młodym lady. Cressida uważała patriarchat za coś całkowicie normalnego i potrzebnego, doskonale zdając sobie sprawę, że nie byłaby w stanie przetrwać bez męskiej opieki. Nie można było nazwać Cressidy radykalną (w końcu nigdy nie skrzywdziła ludzi gorszej krwi czynem ani nawet słowem), w zasadzie to nigdy nie życzyła niżej urodzonym czarodziejom źle, ale wiedziała, że krew szlachetna jest wyjątkowa, i nie chciałaby, żeby jej dzieci musiały dorastać bez bogactw i przywilejów związanych z pochodzeniem. Przez większość życia kwestia czarodziejów niższej krwi, mugolaków i mugoli była jej obojętna, nie zwracała na nich większej uwagi, i dopiero niedawno zaczął budzić się w niej pewien lęk przed nimi i przed tym, że zawistnie pragnęli strącić szlacheckie rody z piedestału, tym samym zagrażając jej dzieciom i innym bliskim. Pragnęła, by jej dzieci miały równie dobre życie jak ona, żeby mogły dorastać w tradycjach, w których wychowano ją i żeby nigdy niczego im nie zabrakło.
Bardziej konserwatywna była w kwestii poglądów na rolę kobiet, głęboko wierząc w patriarchat i w to, że kobiety jako te słabsze potrzebują do przetrwania opieki mężczyzn, i ich główną rolą powinno być małżeństwo i macierzyństwo. Jako osoba z natury bierna i uległa nie rozumiała dziewcząt, które zamiast marzyć o rodzeniu mężowi dzieci wolały poszukiwać niedorzecznej niezależności. Zgubny postęp niestety docierał i do świata wyższych sfer, mącąc w głowach niektórym pannom, którym za młodu najwyraźniej zabrakło silnego ojcowskiego autorytetu kierunkującego je na właściwą drogę. Jej los zawsze bowiem spoczywał właśnie w rękach pana ojca, potem również męża, choć ten drugi liczył się z jej opiniami i nie przymuszał jej do niczego wbrew woli.
Cressida, wychowana jako lady Flint, właśnie tak postrzegałaby alternatywne zajęcie dla siebie, gdyby nie potrafiła malować. Zajęłaby się drugą ze swoich życiowych pasji, a więc roślinami, co było ściśle związane z rodem jej pochodzenia i wpasowywało się też w jej introwertyczną naturę stroniącą od nadmiaru ludzi. Nie przeszkadzała jej samotność, o ile nie trwała zbyt długo. Poza tym jako damie nie wypadało jej świadczyć usług dla gawiedzi czy pracować w zawodach, w których by jej nie tytułowano. No i Cressida, jako osoba ostrożna i zachowawcza, nie lubiła zmian, wolała trzymać się tego, co znane i bezpieczne i nawet w abstrakcyjnych rozważaniach się tego trzymała i nie zakładała scenariuszy nierealnych.
- Kocham piękno świata roślin i są mi one bliskie nawet po tym, gdy po ślubie opuściłam ziemie Flintów – powiedziała z ciepłym uśmiechem. Zaraz jednak zdziwiła się słowami Evandry. – Uzdrawianiem? Chciałabyś nurzać dłonie w krwi, i to niekoniecznie czystej? – przeraziła ją taka myśl. Damom nie na darmo nie wypadało leczyć, musiałyby w końcu brudzić swe dłonie krwią, nie zawsze czystą, i narażać się na zarażenie jakimiś chorobami. Poza tym widok krwi i ran sam w sobie był przerażający dla tak delikatnej osóbki jak Cressida. – To bardzo chwalebne zajęcie, ale wolę pozostawiać je czarodziejom niższego stanu. My nie powinnyśmy brudzić sobie rąk tym, co niestosowne – dodała, kręcąc lekko głową na boki, jakby przeraziło ją snucie podobnych rozważań nawet teoretycznie. Dobrze, że były na utrzymaniu mężów i nie musiały pracować, a co najwyżej oddawać się swoim pasjom do sztuki. I nie tylko, bo przecież nie było nic złego w czytaniu książek i poznawaniu wiedzy teoretycznej z różnych dziedzin. Sama Cressida chętnie czytała o zielarstwie i magicznych stworzeniach, by wiedza zdobyta w rodzinnym domu nie zanikła. Nie była to jednak wiedza na poziomie zawodowca, a pasjonatki.
- Raczej nie – odpowiedziała na kolejne pytanie. – To znaczy, ja mogę podziwiać rośliny w ogrodach i uwieczniać je na obrazach i szkicach, mogę też o nich czytać i uczyć się nowych wiadomości z zakresu zielarstwa, William z pewnością nie pogniewałby się też, gdybym poprosiła służbę o urządzenie jakiejś rabaty według mojej wizji, ale jeśli chodzi o ciebie… Nie sądzę, by zostanie uzdrowicielką było ci pisane – dodała, zaraz spuszczając wzrok na trzymany flakonik perfum. Rosierowie byli bardzo konserwatywni i trudno było jej sobie wyobrazić, by nestor tego rodu wysłał swą piękną i reprezentacyjną żonę do pracy w Mungu, by usługiwała chorym. – Ale może jakieś inne pasje, które nie wymagają nurzania dłoni w krwi? Może… rodowy rezerwat rodu twego męża? – zastanowiła się. Rzecz jasna nie wyobrażała sobie Evandry poskramiającej smoki, ale na pewno były tam jakieś zajęcia i dla kobiet, jak warzenie eliksirów w bezpiecznym zaciszu pracowni czy reprezentowanie rodziny podczas wydarzeń. Gdyby Fawleyowie posiadali jakiś rezerwat magicznych stworzeń, Cressie na pewno by się nim zainteresowała w granicach tego, co dopuszczała jej płeć i pozycja społeczna.
- Na pewno jest wiele zajęć, którymi możesz zajmować czas, nim dzieci przysłonią cały twój świat, i to nie musi być tylko muzyka, przecież istnieją inne piękne rodzaje sztuki, można też czytać o różnych rzeczach, które nas interesują, uczestniczyć w rozmaitych wydarzeniach w życiu wyższych sfer… - mówiła, wciąż trzymając się rzeczy stosownych i odpowiednich, bo dla niej życie damy było satysfakcjonujące i nie widziała potrzeby sięgania po coś wybiegającego poza typowe schematy, dlatego w kwestii zastanawiania się nad tym, co mogłaby robić Evandra, również trzymała się tylko tego, co typowe i odpowiednie. Wiele opcji było dla nich zamkniętych, to prawda, ale spośród tego, co wypadało im robić, zawsze można było wybrać coś dla siebie i mieć jakieś swoje hobby poza wychowywaniem dzieci. – Jesteś piękną kobietą, żoną samego nestora i matką jego potomka, twoje życie musi być wspaniałe i zapewne jest. – Tak przynajmniej wydawało się Cressidzie, choć ona sama cieszyła się, że nie piastuje tak reprezentacyjnej funkcji i może pozostawać w cieniu. Trudno było jej sobie wyobrazić, że komuś tak idealnemu jak Evandra może czegoś brakować.


Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Cressida Fawley
Zawód : Arystokratka, malarka
Wiek : 21/22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Zwierzęcousty

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley-flint https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-ptak-w-zlotej-klatce#130038 https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Re: Perfumeria [odnośnik]25.10.20 23:29
W jej uszach wciąż dzwoniły wypowiadane dnia poprzedniego słowa brata - ”Postępuj uważnie”, “Zastanów się komu możesz ufać”, gdzie w tym wszystkim miejsce na serdeczne uśmiechy w stronę przyjaciółki w przededniu jej urodzin? Przerażenie w głosie lady Fawley nie zbiło jednak Evandry z tropu. Czego innego miała się spodziewać? Sama przecież zaczęła, powinna być sobie winna!
Zanurzanie dłoni we krwi. Co było w tym takiego niestosownego? Poza wykonywaniem pracy, oczywiście. Grzebanie w ziemi też nie było najczystszym hobby na świecie, ale jeśli lady Fawley wolała ograniczać swój udział w tych wszystkich projektach do wskazywania służącej gdzie powinny rosnąć kwiaty, to jakim cudem nie obawia się wybrudzenia farbą? Krew i otwarte rany budziły zaniepokojenie nie tylko w Cressidzie, o czym Evandra mogła się przekonać przez kilkoma dniami na Connaught Square. Sama nie sądziła, że będzie w stanie tak długo utrzymać niewzruszone spojrzenie, ale jakże mogło się to równać z rzeczywistą pracą Uzdrowicieli? Codzienne spotkania z czystą tragedią - nic więc dziwnego, że niewiele panien decydowało się na tę profesję. Lady Rosier nie znała się na magii leczniczej w ogóle, ale im większy sprzeciw dostawała ze strony Cressidy, tym bardziej chciała zareagować wbrew niej. Tyle że finalnie żadna z jej myśli nie wyszła na światło dzienne. Wanda zacisnęła lekko wargi, czując że ponownie wzbierają się w niej emocje. Czy wywołają ponowny atak choroby?
Słysząc jej radykalny sprzeciw na wymyślne fantazje Evandry, wiedziała już, że lady Fawley nie będzie dobrą towarzyszką do teoretycznych rozważań. Jeśli nawet zdystanowane słowa ją oburzały, to co w przypadku przejścia do czynów? ”Zważaj na to, kogo czynisz swoim powiernikiem”, mówił ostrym tonem Francis. Wystarczyła doba, by zaczęła ignorować słowa starszego brata, kiedy poprosił ją o ostrożność. Czy naprawdę była aż tak nierozważna i naiwna? Jak do tego dopuściła? Nie tak miało to wyglądać…
Pomoc w rezerwacie smoków? Zamknięta na swoim świecie Cressida nie zdawała sobie sprawy z jakimi problemami muszą borykać się opiekunowie. Bywała tam, kilka razy zdarzało jej się pomóc przy drobniejszych problemach, ale nie na tyle, by się w nie zagłębiać. I o ile praca z magicznymi stworzeniami wydawała się być bardzo atrakcyjna, tak Evandra nie widziała się w tej roli na dłuższą metę. Może jednak powinna zmienić zdanie i naprawdę zainteresować się dziedzictwem Rosierów?
Twoje życie musi być wspaniałe, ile razy w ciągu ostatnich tygodni słyszała te słowa? Żołądek już na samo wspomnienie wywracał się i zawijał w supeł. Nie chciała się z nią sprzeczać, wszak nie o to chodziło. Cressida była jedną z tych osób, które Evandra okłamywała każdego dnia - z samą sobą na czele.
- Masz rację. - Aksamitny głos Evandry był niczym podawany śmiertelnie chorym eter. Odsuwał troski i wszelkie zwątpienie, by ostatnie chwile spędzone na ziemskim padole były szczęśliwe. Nieistotne, że nieprawdziwe. - Nie ma powodów do narzekań. - A co z marzeniami?
Rosła w niej pogarda do samej siebie. Podczas spotkania z Aquilą to ona zignorowała słowa przyjaciółki, nie pozwalając sobie i jej na poruszanie tak haniebnych tematów. ”Nasze oddechy są słabe, a nasze ciała wiotkie, ale znam nasz głos”, czy nie w podobny, choć mniej drastyczny sposób próbowała właśnie przekonać lady Fawley, że nie na rodzeniu dzieci i czytaniu powieści powinien kończyć się ich świat? Tym razem to ona weszła w skórę lady Black, próbując zmotywować znajomą do myślenia, wyjścia poza schemat, nawet jeśli miało się to obracać wyłącznie w strefie fantazji. A ponoć za marzenia nie zabijają. - Spróbuj tę! - Nagła zmiana tematu, bo jej wzrok spoczął na fiolce opatrzonej znaną jej deskrypcją. - Cedr, fiołek i wetyweria. - Podała Cressidzie wybrany przez siebie zapach, próbując odgonić od niej niepokojące myśli. To, że w jej umyśle zaczęły kłębić się wątpliwości, nie znaczy, że powinna to robić innym. Jakże szczęśliwe byłoby jej życie, gdyby zaczęła skupiać się na samych dobrych stronach? Na pewno byłoby łatwiej. Uniosła wzrok na lady Fawley i westchnęła cicho, z zadziwiającą łatwością przywracając się do porządku. To był dzień Cressidy, nie powinna była sprawiać, by ta się zasmuciła. Przyglądała się jej przez krótką chwilę i zaraz uśmiechnęła się, by wrócić do przeglądania perfum. Do końca spotkania nie wróciła już do tamtego tematu, starając się, by wspólny dzień w Domu Mody Parkinson zapisał w pamięci obu pań jako przyjemnie spędzony czas.

| zt x2!



Why do I like thunderstorms? Because it shows that even nature needs to scream sometimes.
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 4 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 11 +4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Perfumeria [odnośnik]16.04.21 13:54
| 12 listopada

Pogoda była brzydka. Okropna, paskudna, wręcz uwłaczająca; jak to możliwe, że magia nie miała wpływu na to, co działo się z chmurkami, słoneczkiem i całym tym podniebnym cyrkiem? Cordelia z pewnością zasługiwała na miano meteopatki, głęboką rozpaczą reagując na pochmurne poranki - co oczywiście nie przeszkadzało jej równie intensywne dramatyzować podczas upałów, gdy omdlewała średnio raz na kwadrans, zwłaszcza przy przystojnych kawalerach. Właściwie każda aura mogła spowodować emocjonalny wybuch arystokratki, dlatego służba była gotowa codziennie na opanowywanie kryzysu. Ot, spokojna, przewidywalna rutyna, pozwalająca zaplanować atrakcje poprawiające humor, nic więc dziwnego, że gdy tego paskudnego, mglistego poranka Cordelia otworzyła oczy, jej najbliższa służąca i przyzwoitka zaproponowała podróż do Domu Mody Parkinson, by pooglądać najnowsze suknie. Obydwie czarownice doskonale wiedziały, że pod tą aktywnością kryje się raczej krytykowanie materiałów, plotkowanie z napotkanymi w luksusowej siedzibie innymi damami, grymaszenie na serwowane tam przekąski oraz przeglądanie się w każdym napotkanym lustrze.
Rozrywki te sprawiły, że już po godzinie lady Malfoy uśmiechała się szczerze do swego odbicia w zwierciadłach, z humorem poprawionym nie tylko zapomnieniem o brzydkiej pogodzie (znajdowały się wszak w ciepłym, wygodnym wnętrzu, a garderobiana rozsądnie prowadziła swą panią korytarzami z dala od okien), ale i skrytykowaniem jednej szwaczki, obgadaniem nielubianej lady Fawley z daleką kuzynką, uroczą lady Nott, oraz, oczywiście, przymierzeniem kilku sukien. Żadna nie spodobała się Cordelii na tyle, by zaszczyciła projekt nałożeniem go na swą perfekcyjną sylwetkę, opuściła więc finalnie część przeznaczoną na ubrania. Bawiła się zbyt dobrze, by skierować się od razu do wyjścia, ruszyła więc - zadowolona odegraną scenką niezadowolenia z przymiarek - ku części drogeryjnej. Tuż po przekroczeniu progu teatralnym gestem zdjęła z dłoni skórzane rękawiczki (założone uprzednio tylko na przejście po klatce schodowej, bo pięknie pasowały do płaszczyka), potrząsnęła głową, by srebrzyste loki ułożyły się tak, jak powinny, a następnie majestatycznym, lekkim, prawie tanecznym krokiem rozpoczęła spacer wśród półek, toaletek i gablotek, zachwycona tysiącem przeszkleń, w których mogła się bez końca przeglądać. Wolałaby spędzić czas u jubilera, ale i świat perfum krył w sobie wiele przyjemnych niespodzianek. Uważnie przyglądała się opisom poszczególnych zapachów, równie wielką uwagę zwracając na cenę: nawet jeśli jakiś zapach nie przypadł jej do gustu, ale kosztował krocie, z miną znawczyni wychwalała jego walory, zupełnie nie trafiając w faktyczny opis poszczególnych woni. Na szczęście otaczające ją sprzedawczynie kiwały z uznaniem głowami, wiedząc już jak postępować z zadufanymi w sobie księżniczkami.
Skupionymi tylko na sobie, na zielonej sukience (zdecydowanie zbyt strojnej jak na zwykłe, listopadowe zakupy), na podziwianiu ażurowych pantofelków przy każdym spojrzeniu w dół (absolutnie niedopasowanych do pogody) i własnego odbicia w każdej możliwej powierzchni płaskiej. Cordelia właśnie poprawiała niesforny loczek, przesłaniający arystokratycznie blade czoło, gdy w jednym ze zwierciadeł dostrzegła coś piękniejszego nawet od kosztującego tysiąc galeonów flakonika nicejskich perfum. Wysoka, barczysta sylwetka, sprężysty chód, perfekcyjny męski profil, zadbana fryzura: lady Malfoy zamarła, starając się dyskretnie śledzić poczynania ujrzanego w lustrze lorda (bo kogóż innego). Co chwila znikał za jakąś przeszkodą, a ona podążała za nim wzrokiem niczym ćma, finalnie zdołając ujrzeć jego twarz, w której rozpoznała, nie bez problemów, samego Edwarda Parkinsona. Jednego z najprzystojniejszych lordów, do którego wzdychała większość młodych (i nie tylko) szlachcianek. Cordelia pamiętała go jak przez mgłę z dzieciństwa, lecz wątpiła, by działało to w dwie strony - nie była już pulchnym berbeciem, a elegancką, młodą damą, która wcale nie zachowywała się jak nerwowy podlotek, natarczywie wpatrując się w mężczyznę. Jak na złość, ten musiał odwrócić się w momencie, w którym mu się przyglądała; uciekła więc szybko wzrokiem i zachichotała nerwowo, odwracając się w wstydliwej panice ku swej służącej, gotowa podzielić się z nią najnowszymi plotkami, dotyczącymi okresu nieobecności lorda w kraju - coś w twarzy służki ostrzegło ją jednak, by nie poruszała tego tematu. I czy jej się wydawało, czy naprawdę słyszała za sobą męskie kroki?
Cordelia Malfoy
Zawód : Arystokratka, córka swego ojca
Wiek : 18
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
pretty shiny thing
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9354-cordelia-armanda-malfoy https://www.morsmordre.net/t9413-ksiezniczka#286128 https://www.morsmordre.net/t9414-sweet-summer-child https://www.morsmordre.net/f383-wiltshire-wilton-rezydencja-rodu-malfoy https://www.morsmordre.net/t10314-skrytka-bankowa-nr-2152#311771 https://www.morsmordre.net/t10138-cordelia-armanda-malfoy#307321
Re: Perfumeria [odnośnik]17.04.21 1:17
Szaruga za oknem Broadway Tower nie napawała Edwarda dobrym nastrojem. Jak zawsze, przy wczesnym, wyjątkowo skąpym śniadaniu, dziś złożonym z kilku przesmażonych krewetek i filiżance herbaty, przeglądał prasę. Periodyk Czarownica stanowił nieodrębny element posiłku w takt ostatnich poprawek wprowadzanych do własnej fryzury, nim ponownie opuścił rodzinną posiadłość i stanął w ciepłych, ekskluzywnych murach Domu Mody kilkanaście minut przed jego otwarciem dla szanownych gości. Jak zawsze posyłał uprzejme skinienia głowy, każdemu odpowiadał tym samym tonem, uśmiechając się lekko do tych, których uznawał za swoich ulubieńców. Raptem kilka osób, z którymi naprawdę miło współpracowało się przy tworzeniu kolekcji. Tylko kilka pośród istnej armii zasilającej szeregi Domu.
Dziś zaledwie przechadzał się rozległymi holami i salami wyznaczającymi poszczególne sekcje mody. Szycie i projektowanie szat nie stanowiło jego jedynego zajęcia, choć niewątpliwie tworzyły istotę Edwarda w rodzinnym interesie, to – by zaimponować przede wszystkim ojcu – podejmował się wszelkich innych działań mających tworzone przez Parkinsonów smaki oraz trendy uczynić doskonałymi. Bez reszty oddawał się doglądaniu manekinów. Poprawiał niewidoczne zagniecenia, nieustannie wysilał wzrok, żeby każdy najmniejszy szczegół prezentował się doskonale. Nie miał w sobie przy tym za grosz wstydu. Wiedział, że klientki odwiedzające to miejsce przybywały także dla niego. Poświęcał im swoją uwagę, bawił subtelnymi komplementami, a ponad wszystko ofiarowywał im odrobinę z własnego dotyku, gdy chwytał delikatnie dłońmi za ich nadgarstki, zachęcając do dotknięcia drogich materiałów tworzących wielowarstwowe szaty. Dostrzegał wahanie, starał się za wszelką cenę ujrzeć to, co powstrzymywało je od wydawania dziesiątek, setek galeonów na kreacje, bowiem jego rolą było także uczynienie otaczającego go świata piękniejszym. Oczywiście na tyle, na ile było to możliwe przy pomocy pięknych szat. Źródłem niezmiennie pozostawała uroda, wdzięk, a te przecież należały od wieków do szlachetnie urodzonych, wszak to oni mieli błyszczeć ponad innych, być światłem w mroku. On był ich światłem.
Przemierzał poszczególne sekcje Domu Mody. Zdawał sobie sprawę z obecności innych pracowników, klientów... tej niewielkiej garstki czarownic, które najwyraźniej postanowiły wykorzystać to, że Edward nie ukrywał się w krawieckich pracowniach. Nigdy nie narzekał na ten rodzaj zainteresowania. Zawsze odnajdywał w tym rozrywkę oraz możliwość pełnienia obowiązków krawca i projektanta. Niezmiennie nosił ze sobą szkicownik, w którym tworzył. Sięgał po to, co już znajdowało się w gablotach, na manekinach, półkach oraz wieszakach. Aktualna ekspozycja zawsze była dobrym punktem wyjścia, jeśli tylko została należycie uzupełniona tym, co się sprzedawało. Głęboko wierzył, że zaledwie garstka ludzi posiadała prawdziwy smak i zawsze wybierała kreacje będące jego prawdziwym wyrazem. Pozostali kupowali co popadło, a szczególnie czynili to w kwestii perfum, nie zastanawiając się ani przez sekundę nad tym, jak wybrany zapach z wonią ciała, użytych kremów, balsamów i szamponów, a już do głowy nie przychodziło im, że źle wybrany niszczył godzinami szytą kreację. Nawet w dość młodej perfumerii, w porównaniu do reszty Domu Parkinsonów, Edward odnajdywał inspiracje dla swoich projektów. Nie rzadko spędzał tutaj całe godziny, domagając się przyniesienia stołka, miękkiej poduszki oraz zapasu węgli i twardych kart, na których sporządzał swoje rysunki. Dziś jednak nie potrafił wykrzesać z siebie krzty inspiracji. Choć krok był sprężysty, a spojrzenie takie jak zwykle, to oddawał się przyjemności poznawania zapachów. Przeszklone gablotki, skrupulatnie rozstawione lustra pozwalały Edwardowi spoglądać także na innych, a jego uwagę z wolna począł przyciąg srebrzysty błysk. Miał dziwny wrażenie, że towarzyszył mu znacznie dłużej niż by tego pragnął. Jednocześnie nie potrafił powstrzymać się od lekkiego spoglądania w tamtą stronę, aż w jednym z luster dostrzegł parę jasnych tęczówek. Ze zwyczajowym, czarujących uśmiechem odwrócił głowę, uchwytując je, przyłapując na podglądaniu. Na kilka ulotnych chwil utonął w nich, nawet gdy zniknęły z zasięgu wzroku. Bez cienia wahania ruszył w jej stronę, oceniając ją. Nim wypowiedział pierwsze słowo, próbował przypomnieć sobie, czy ją poznał. Włosy oraz wyraz twarzy wskazywały na potomkinię Malfoyów, lecz nie był pewien, czy na pewno należała do rodu. Musiał się o tym przekonać, skoro zdołał przyciągnąć jego uwagę zaledwie podglądaniem.
Lady Malfoy, czyż nie? — Zapytał uprzejmym, uśmiechając się do niej jak zawsze szczerze. Nie czekając na pozwolenie, smukłymi palcami chwycił jej drobną dłoń i uniósł ku ustom. Wieloletnim odruchem musiał nachylić się przy tym, by za bardzo nie naruszyć ramienia damy, po czym tuż ponad skórą złożył ledwie wyczuwalny pocałunek, będący w rzeczywistym jedynie powiewem ciepłego powietrza spomiędzy warg. Prostując się, przyglądał się lady, z każdą sekundą upewniając się, że była Malfoyem, wyjątkowo młodym, prawdopodobnie nieuczestniczącym jeszcze w żadnym z Sabatów. Kobieta stojąca tuż obok musiała być przyzwoitką, bez dwóch zdań. A może nie? — Pozwól, że będę ci towarzyszyć — zaoferował pogodnie, lewym ramieniem wskazując na kierunek między gablotami perfumerii. Nauczony, by puszczać damy przodem, wolnym, niemal leniwym krokiem poprowadził ją, czyniąc raptem kilka kroków. — Chyba nigdy panienki nie widziałem w progach naszego Domu. Czy odwiedziłaś już galerię nowości? A może dobierasz perfumy na najbliższy podwieczorek? — Pytania padły raptem w trakcie krótkiej przerwy, po której na moment przystanął, spoglądając na jedną z gablotek pełnej kanciastych butelek. — Może te? Nie są zbyt mocne, ale zostawiają za sobą dość unikalną nutę wpadającą w pamięć. Zupełnie jak ty, lady Malfoy — ostatnie zdanie wypowiedział półszeptem, nachylając się ku młodziutkiej damie, by własnym oddechem owionąć nieco jej twarzy, będąc przy tym szarmanckim i uprzejmym, jednocześnie skrupulatnie przestrzegając etykiety.


I walk, I talk like I own the place
I play with you like it's a game
Edward Parkinson
Zawód : krawiec, projektant
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Wild things that turn me on
Drag my dark into the dawn
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9457-edward-parkinson-budowa#288270 https://www.morsmordre.net/t9541-czarus https://www.morsmordre.net/t9540-rece-drza-gdy-zbieram-twoja-miare#290099 https://www.morsmordre.net/f170-gloucestershire-cotswolds-hills-broadway-tower https://www.morsmordre.net/t9572-skrytka-nr-2183 https://www.morsmordre.net/t9573-edward-parkinson#291128
Re: Perfumeria [odnośnik]20.04.21 10:06
Spojrzenie Getrude, wiernej i troskliwej służki, mówiło więcej niż wyraźnie, że w ich stronę zmierza lord Parkinson. Źrenice kobiety rozszerzyły się, prawie pochłaniając pospolite, buro-zielone tęczówki, a głowa skryta pod toczkiem kilkukrotnie przechyliła się w bok, sygnalizując, że oto nadchodzi niespodziewane, ale podświadomie upragnione, towarzystwo. Cordelia o dziwo odczytała te dość subtelne znaki, nauczona bolesnym doświadczeniem, gdy przez wiele lat w podobnych okolicznościach została przyłapana na komentowaniu czyjejś sukni, zdolności tanecznych albo niemodnej fryzury. Zadowolona, że ze sprytem godnym wiedźmiego strażnika odczytała niewerbalne intencje przyzwoitki, mrugnęła do niej znacząco, dając znać, że pojęła sekrety przesłania. Ba, zdołała nawet wyprostować ramiona jeszcze bardziej, przesunąć miednicę nieco w przód, by biodra wydawały się krąglejsze oraz złapać w jednym z luster odbicie niezwykle eleganckiego, magicznego garnituru, będącego już zaledwie kilka stóp od nich. Zaśmiała się wtedy perliście, ujmująco, uroczo - i oczywiście, taktycznie - by oczarować mężczyznę swym urokiem. - Och, Gertrude, ty to jesteś głupiutka! Oczywiście, że te perfumy są szyprowe, nie pudrowe! - skomentowała śpiewnie nieistniejącą wypowiedź służki, która była powodem teatralnego pokazu dźwięczności śmiechu. Rzecz jasna kobieta nie powiedziała dosłownie nic, ale Cordelia miała głowę na karku i wiedziała, jak podkreślić swoje zalety, jednocześnie umniejszając otoczenie: oto przecież pokazała, jak mądra jest, zauważając trzpiotkowatość oraz perfumeryjną niewiedzę swej przyzwoitki! Tak to przynajmniej roiło się w srebrzystej główce, w końcu odwracającej się ku witającemu je mężczyźnie.
Odwróciła się w jego stronę powoli, dramatycznie zaskoczona nagłym najściem, przycisnęła nawet na sekundę dłoń do piersi, robiąc ze swych ogromnych oczu jeszcze większe. - Och, sir, proszę wybaczyć, nie zauważyłam lorda obecności - odparła, przejęta, mrugając zawzięcie rzęsami, tym razem bez zauważalnej teatralności: po prostu naprawdę nie chciała stracić nawet sekundy z obserwowania tego lorda Parkinsona z tak bliska. Zmienił się. Był wyższy niż kiedyś (albo tak się jej wydawało, bo gdy ostatnio się minęli, sięgała mu pewnie do pasa, tupocząc srebrzystymi bucikami o marmury pałacu Adelaide Nott, niezadowolona, że musi już iść spać) i przystojniejszy niż na zdjęciach z rubryki towarzyskiej Czarownicy. No i te maniery! Pozwoliła złożyć pocałunek na swej dłoni, a potem dygnęła umiejętnie w ramach dokończenia rytuału powitania. Ledwie powstrzymała się, by nie dotknąć palcami, które przed momentem ucałował, własnych ust. - To będzie dla mnie zaszczyt, sir, wszak nikt nie zna lepiej tego miejsca od lorda! - posłała mu swój najbardziej ujmujący uśmiech, dbając o każdy jego detal. O oczy zmrużone na tyle, by wyglądać słodko, ale niezbyt mocno, by nie zamienić ich w brzydkie szparki. O odsłonięcie białych zębów, lecz tylko troszkę, by zalśniły niczym perełki, ale by wygięte kąciki ust nie pociągnęły za sobą brzydkich zmarszczek w policzkach. O potrząśnięcie przy tym głową, czarując sprężystością loków, lśniących od pięknie pachnących specyfików. W duchu podziękowała sobie za przezorność i ufryzowanie ich tak, jakby wybierała się co najmniej na świąteczny bankiet, a nie na zwykłe zakupy, które finalnie okazały się przecież wyjątkowe. Oto sam lord Parkinson, władca tego miejsca, oprowadzał ją po perfumerii! Cordelia dyskretnie zerknęła przez ramię, upewniając się, że stojące przy innych gablotkach i kontuarach damy to w i d z ą.
- Ostatnio bywam tu rzadziej, to fakt, wolę przymiarki w zaciszu posiadłości, lecz oglądanie tych wszystkich pięknych sukien i materiałów sprawia mi przyjemność. Lubię też doradzać swoim przyjaciółkom - gładko wdała się w rozmowę, nie kłopocząc się ani potwierdzaniem przynależności do rodu Malfoyów, ani przedstawianiem swego imienia. Uznawała za oczywiste, że wszyscy, dosłownie wszyscy muszą ją znać. Na szczęście Getrude wymieniła imię swej pani, gdy poprawiała kołnierzyk sukni, na moment stopując spacer wśród kryształowych półeczek. - Szukałam nowego zapachu, czegoś świeżego, dojrzałego; coś, co mogę przywdziać na pierwsze samodzielne bale i bankiety. Wszak zbliża się zimowy sezon, dla mnie debiutancki. Nie mogę się doczekać tych wszystkich wystawnych przyjęć - a ty, sir? - zagadnęła, próbując skoncentrować się na sprawianiu oszałamiającego wrażenia oraz zachowaniu pozornego spokoju. Nie było to łatwe, Edward był tak ujmujący, że nawet pewna siebie Cordelia odczuwała pewne zakłopotanie, zwłaszcza, kiedy stali tak blisko siebie, w ciasnych przejściach pomiędzy gablotkami. Zaintrygowana, pochyliła się nad wystawką buteleczek, o których opowiadał Edward: tak subtelnie, tak czarująco, tak trafiając w gust lady Malfoy swym szarmanckim zachowaniem. Zarumieniła się intensywnie i odgarnęła nieco nerwowo jeden z loczków za ucho. - Zapadam w pamięć, sir? Dlaczego? - spytała naiwnie (i niewinnie), podnosząc wzrok na mężczyznę. Speszyła się nagle, stali tak blisko siebie: najchętniej odsunęłaby się o kilka kroków, ale na Merlina, nie była przecież wystraszonym źrebakiem. Skryła przejęcie i zawstydzenie za kolejnym, słodkim uśmiechem. - Chciałabym sprawdzić, jak na mnie pachnie - zażyczyła sobie dumnie, wyciągając w stronę Edwarda nadgarstek: przecież w ciemno nie mogła decydować, czy ta konkretna woń do niej pasuje!
Cordelia Malfoy
Zawód : Arystokratka, córka swego ojca
Wiek : 18
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
pretty shiny thing
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9354-cordelia-armanda-malfoy https://www.morsmordre.net/t9413-ksiezniczka#286128 https://www.morsmordre.net/t9414-sweet-summer-child https://www.morsmordre.net/f383-wiltshire-wilton-rezydencja-rodu-malfoy https://www.morsmordre.net/t10314-skrytka-bankowa-nr-2152#311771 https://www.morsmordre.net/t10138-cordelia-armanda-malfoy#307321
Re: Perfumeria [odnośnik]17.08.21 22:52
Wyćwiczony, choć niewątpliwie szczery uśmiech Edwarda, przygasł w kokieteryjnym geście. Nie zauważyła go, w jego oczach było czymś, czymś, czego nie nawykł nazywać po imieniu. Udawane zaskoczenie, niewielkie obruszenie ledwie wybijały się spod zalotnego spojrzenia. Nie miał pojęcia, kiedy zaczął je praktykować. Weszło mu w krew, stało się maską, codziennością, którą odejmował jedynie w obecności bezgranicznie drogiej mu Odetty. Szczerość, z jaką wielbił jedyną siostrę przelewał garściami. Obsypałby ją czystym złotem, gdyby miał go we własnym posiadaniu ilość, która zadowoliłaby jego rozdmuchane ego. Żadnej innej kobiety, choć Odetta pozostawał dlań niezmiennie małą dziewczynką uwieszoną do nogi, nie traktował tak wyjątkowo jak jej, choć każdego dnia starał się, by towarzysząca mu białogłowa czułą się w jego obecności wyjątkowo. A prawdziwa, szlachetna lady w szczególności!
Jestem tylko jednym promykiem rozjaśniającym wnętrza tego Domuale za to najjaśniejszym, powiedział głośno, część przemilczając w myślach, wszak nie wypadało już na początku tak dobrze zapowiadającej się konwersacji odzierać ze złudzeń, w których tak dobrze się czuli. On, jako zapatrzony we własne odbicie Parkinson, ona jako zagadka, którą zapragnął rozwikłać niczym nowa tkanina, której wcześniej nie wykorzystał w swoich projektach. I nawet podążył wzrokiem wzdłuż sukni Cordelii, uważnie obserwując materiał zmieniający położenie, układający się idealnie do wykonywanego przez nią dygnięcia. Jako prawdziwy praktyk, nie potrafił odmówić sobie tej maleńkiej przyjemności patrzenia. Oczy wyobraźni same biegły do cieniuteńkich warstw tkanin, lekkiego muślinu okrywającego delikatną skórę, cięższego jedwabiu osłaniającego przed pełnym pożądania wzrokiem, grubego atłasu, sztywnej organzy, koronek, tiuli i wplecionych weń okuć stworzonych rękami najlepszych złotników. Chciał ujrzeć ją w tym wszystkim, co kreowała jego fantazja i czuł w niej gotowość, by to zrobić. Była tak młoda, spragniona wrażenia dorosłego życia, a jednocześnie w pełni niewinna i delikatna. Nie wyobrażał sobie, by tkwiło w niej coś innego. Nie była byle kim, wiedział to doskonale, już teraz żałując, że nie zabrał ze sobą zestawu do szkicowania. Z resztą, nie mógłby jednocześnie szkicować, kiedy cała jego uwaga krążyła wokół niej, którą pozostawał bezsprzecznie zafascynowany i ujęty delikatnością urody oraz podkreślenia jej noszoną suknią. Jedyną w swoim rodzaju, wyróżniającą się z tłumu pośród dam, które z czystą zazdrością – zawiścią zapewne również – spoglądały na nich, kiedy powoli prowadził młodziutką Cordelię między gablotami.
Och, tak bardzo żałuję, że nie bywasz tutaj częściej, lady Cordelio. Ale całkowicie rozumiem, że twój ojciec nie chce narażać się na niebezpieczeństwo czyhające za rogiem. Nie wspominając o tej paskudnej pogodzie — jął w podjętej konwersacji, wreszcie nachylając się ku niej. — Czy widziałaś tamtą czarownicę w tym okropnie śliwkowym płaszczu? — Zapytał szeptem, zezując w jednym z kierunków. — Ma na sobie naprawdę szykowną suknię i jeden z ostatnich modeli gorsetów z zeszłorocznej kolekcji. Widzisz ten rąbek sukni poplamiony błotem?! — Postawił w udawanym oburzeniu, nieco rozbawiony tokiem rozmowy, wreszcie teatralnie rozglądając się po perfumerii. — Mam nadzieję, że nie jest nią żadna z nich. Absolutny brak gustu — skomentował, tym razem patrząc na trójkę młodych dziewcząt w towarzystwie znacznie starszej kobiety. Lekko zmrużył oczy, oceniając je, wydając okrutny wyrok, iż wpuszczenie ich tutaj, by mogły pooglądać stanowiło zbyteczny akt łaski. Widział ich spojrzenia padające ku nim, kiedy bezczelnie zmniejszał odległość między sobą a delikatną i drobną Cordelią Malfoy. Tęskny wzrok, pragnienie otrzymania choć namiastki uwagi Edwarda, może nawet kogokolwiek kto spojrzałby na nie tak, jak on patrzył na młodziutką, wkraczającą w dorosłość lady.
Och, nie zdradzono ci tego jeszcze? — Odpowiedział pytaniem na pytanie. — Zdradzę ci ten sekret, kiedy przymierzysz i wybierzesz jedną z moich sukni — zdecydował, powoli odsuwając się, niemal niechętnie, od Cordelii, by sięgnąć po jeden ze wspomnianych flakoników z półki. Odkorkowanie go zajęło Edwardowi dłuższą chwilę. Nie odrywał wzroku od lady. Patrzył w jej oczy; mrugnął, gdy korek delikatnie trzasnął w powietrzu, a pierwsza woń zamkniętej esencji wydostała się na zewnątrz. Ostrożnym, pełnym zaangażowanie ruchem dłoni wylał kilka kropel na własne palce, rozmasował aromat kciukiem, po czym upuścił chłodną ciecz na nadgarstek damy i tam także poczynił ten sam delikatny masaż, wcierając zapach w jej skórę. Chciał, by wyciągnęła z niego najważniejszą nutę i zatraciła się, wyobraźnią wędrując do towarzyskich rautów, na których mogła oczarować każdego.
Edward Parkinson
Zawód : krawiec, projektant
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Wild things that turn me on
Drag my dark into the dawn
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9457-edward-parkinson-budowa#288270 https://www.morsmordre.net/t9541-czarus https://www.morsmordre.net/t9540-rece-drza-gdy-zbieram-twoja-miare#290099 https://www.morsmordre.net/f170-gloucestershire-cotswolds-hills-broadway-tower https://www.morsmordre.net/t9572-skrytka-nr-2183 https://www.morsmordre.net/t9573-edward-parkinson#291128
Re: Perfumeria [odnośnik]18.08.21 10:04
Czuła na sobie oceniający, skupiony wzrok Edwarda, podążał w dół sukni spokojnie, bezwstydnie, i choć nie było w nim nic uwłaczającego – Cordelia nauczyła się rozpoznawać ten rodzaj, w teorii, przestrzegana przez siostry, nigdy nie doświadczając na własnej niewinnej skórze wizualnego obłapywania – to i tak poczuła się zawstydzona. Miała w sobie wiele dziecięcej odwagi, jeszcze więcej łatwej do pomylenia z brawura naiwności, lecz mimo przekonania o tym, że jest już niesamowicie dorosła, stale peszyły ją nieznane dotąd rejony dojrzalszej kokieterii. Tą dziewczęcą opanowała do perfekcji, mała, urocza kokietka, pod uroczym uśmiechem pesząca się, gdy starszy od niej mężczyzna poświęcał zbyt wiele uwagi jej ciału. Bądź kreacji, na pewno o to chodziło, a nie o perfekcyjną, pełną witalności sylwetkę, okrytą drogim materiałem. I tak jednak nieświadomie uniosła jedną dłoń do dekoltu, nieco nerwowo poprawiając tam koronkę, tak, jakby palce mogły zakryć palącą od wzroku lorda skórę. Udając niezawstydzoną aż zapomniała skomentować słowa o promieniu, skupiona na tym, by się nie zarumienić. Dopiero, gdy ruszyli pomiędzy lśniącymi flakonikami, gablotkami i wystawami, odetchnęła nieco swobodniej, powracając biegle do konwersacji.
- Mój ojciec bardzo się o mnie troszczy, zwłaszcza ostatnio. Ci terroryści są coraz bardziej nieprzewidywalni, atakują nawet dzieci i czarownice, do tego w miejscach publicznych – zawiesiła głos ze smutkiem i trwogą, odgarniając kosmyk srebrzystych włosów z czoła nieco dramatycznym gestem. – Oczywiście całkowicie ufam służbom, które pilnują naszego bezpieczeństwa, tak samo jak strażnikom, lecz nikt, nawet najlepszy czarodziej, nie ma oczu dookoła głowy – dodała szybko, nie chcąc, by Edward pomyślał, że w zawoalowany sposób uznaje działania Cronusa Malfoya w celu roztoczenia opieki nad obywatelami Anglii za niewystarczające. Gotowa była kontynuować polityczną konwersację, wychwalającą politykę rządu, ale Edward w cudowny sposób zmienił temat na znacznie milszy jej sercu. Trafił w sedno, w wrażliwy punkt jej zainteresowań, w ulubioną pasję: krytykowanie innych. Spojrzała prosto w oczy Parkinsona, zadzierając głowę w górę (nawet, gdy się nad nią pochylał, taki cudownie męski i postawny, dzieliła ich spora różnica wysokości), nie mogąc ukryć przebłyskującego w błękitnych tęczówkach zachwytu. Jeszcze nigdy żaden dżentelmen nie poruszył tak palących kwestii! Nie wykazał się spostrzegawczością, znajomością mody oraz szczerością, jaką tak ceniła. Przez kilka długich, może zbyt długich jak na standardy dobrego wychowania oraz kreowania się na niezdobytą damę, wpatrywała się w sir Edwarda z kocim zachwytem, po czym, opamiętawszy się, dyskretnie spojrzała na opisywaną przez lorda dziewczynę.
- Ten śliwkowy płaszcz psuje całą kreację. Niszczy równowagę kolorów i faktur, ta długość zupełnie nie pasuje, nieproporcjonalnie wydłuża sylwetkę. A gorset – na Merlina, zeszłoroczna kolekcja! I to jeszcze z przypiętą srebrną broszą, która już nieco śniedzieje. Okropne – odparła swobodnym szeptem, poufałym, taktownym, wbrew krytycznej treści. – Dziś jestem tu w towarzystwie służby, chciałam skupić się tylko na sobie. Mam wielkie, dobre serce, chętnie radzę mym bliskim, ale czasem potrzebuję spokoju i skupienia – dodała, siląc się na dojrzałą melancholię, zaprzeczając przyjacielskim powiązaniom z ubranymi dość nieporadnie dziewczętami, tłoczącymi się przy gablotce kilka metrów dalej, nieudolnie próbując udawać, że nie gapią się przez ramię na otaczaną opieką sir Parkinsona Cordelię. Gdyby była młoda i niewychowana, pokazałaby im język, ale miały do czynienia z arystokratką, uśmiechnęła się więc do nich wyniośle i uprzejmie.
Później skupiając wzrok już tylko na Edwardzie, czyniącym prawdziwe cuda. Obserwowała jak napinają się jego dłonie przy odkorkowywaniu fiolki, jak na ręce podkreśleniu uległy żyły i ścięgna, jak delikatnie i mocno zarazem opuszki palców rozcierają pomiędzy sobą gęsty płyn. Patrzyła na te drobne gesty jak zahipnotyzowana, z leciutko rozchylonymi wargami, nie mogąc powstrzymać widocznego drgnięcia, gdy gorące palce Edwarda dotknęły jej drżącego nadgarstka. Zalało ją dziwne gorąco, wrzątek, rozpływający się w dole brzucha, parujący do góry, przyśpieszający bicie serca, powodujący gęsią skórkę, rozszerzający źrenice. Nogi się pod nią ugięły, zauważalnie, ale utrzymała pion, przenosząc spojrzenie w dół, na ich połączone w pewien sposób ciała. Do nozdrzy dotarł intensywny, kwiatowy, słodki, ale cięższy niż zwykle zapach, a Cordelii zakręciło się aż w głowie. Po raz pierwszy w swoim niewinnym życiu doświadczała tak zmysłowej przyjemności. Już nie mogła opanować rumieńca, spłonęła nim, ale nie wyrwała nadgarstka z uścisku, oddychając nieco płytko. – Słucham? – spytała, zdezorientowana, dopiero po chwili orientując się, że Edward właśnie zaproponował noszenie jej sukni własnego projektu. – Naprawdę, sir? To byłby zaszczyt, móc mieć na sobie lorda.. – wychrypiała, cała zarumieniona, poruszona, odurzona tym zapachem. Tak, tylko tym. – To znaczy, mieć na sobie lorda kreację – dokończyła szybko, tego było już za wiele, zatrzepotała rzęsami, odsuwając nadgarstek do gorącej dłoni Edwarda, speszona, mając wrażenie, że zaraz padnie na marmurową posadzkę perfumerii. Oszołomiona niesamowitym czarem Parkinsona: i zapachem, który ciągle wibrował w jej głowie.
Cordelia Malfoy
Zawód : Arystokratka, córka swego ojca
Wiek : 18
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
pretty shiny thing
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9354-cordelia-armanda-malfoy https://www.morsmordre.net/t9413-ksiezniczka#286128 https://www.morsmordre.net/t9414-sweet-summer-child https://www.morsmordre.net/f383-wiltshire-wilton-rezydencja-rodu-malfoy https://www.morsmordre.net/t10314-skrytka-bankowa-nr-2152#311771 https://www.morsmordre.net/t10138-cordelia-armanda-malfoy#307321
Re: Perfumeria [odnośnik]18.08.21 23:45
Dłoń Edwarda teatralnie spoczęła na czole, jakby miał zaraz zemdleć.
Moje poczucie smaku i stylu krzyczy z rozpaczy — westchnął jedynie, odwróciwszy wzrok, by wierzchem dłoni, knykciami otrzeć nieistniejący pot z czoła. Uprzejmym uśmiech, rozedrgane w rozbawieniu spojrzenie pozostało jednak niezmienne mimo ostrej krytyki wytoczonej z eleganckim impetem w stronę ofiary. Jeśli on widział tę modową pomyłkę... oczywistym było, że każdy musiał to dostrzec! Wystarczyło tylko wspomnieć i nadać kierunek.
Całkowicie cię rozumiem, moja droga lady Cordelio — odezwał się miękkim, wprawionym w prawienie komplementów tonem, jednocześnie spoglądając na młodziutką damę zza woalu własnych rzęs. — Tak wielka hojność i szczodrość zasługuje na nieco... egoizmu — ostatnie słowo wręcz wyszeptał, przybierając na twarz śmiertelnie poważną minę. Gdyby nie to, że oczy wręcz lśniły dobrym humorem, nastrój Parkinsona możnaby próbować poddać pod wątpliwość. Albo jego poczytalność. — Wciąż rozpaczam, że nikt utalentowany nie zajmuje się dokładną pielęgnacją delikatnej i miękkiej skóry arystokracji. W Paryżu... zdradzę ci w sekrecie, regularnie odwiedzałem wyjątkową czarownicę. Jej talent do zabiegów pielęgnacyjnych, znajomość eliksirów i roślin... ach, jak bardzo za tym tęsknię — rozmarzył się, zadzierając głowę do góry, spoglądając na sufit tylko po to, aby melancholijne spojrzenie nie zostało dostrzeżenie; ani mokre ślady wzruszenia w kącikach oczu. Raptem kilka chwil prywatności w przestrzeni publicznej. Nic więcej.
Szybko wrócił do intensywnie przejmującego i nader przyjemnego towarzystwa lady Malfoy. Melancholia zniknęła. Powrócił codzienny wyraz, spod którego przebijało się coś, co przyciągało go w jej stronę z lekkim, naprawdę lekkim wyrzutem sumienia, iż różnica wieku między nimi tworzyła szpilkę niepokoju wbitą w opuszkę palca. Mimo to nie przejął się tym, wszak wszyscy wiedzieli, że Edward Parkinson, stary kawaler i podrywacz otaczał się towarzystwem kobiet i mężczyzn z każdego żyjącego pokolenia, jeśli tylko było w stanie dotrzymać mu kroku. I jeszcze nikt nie uznał tego za dostatecznie ekstrawaganckiego; gdyby spróbował... Edward wyszedłby z siebie i straszył delikwenta po nocach, jak tylko skończyłby zabawiać swoim towarzystwem uroczą Cordelię, której jedyny w swoim rodzaju widok oraz reakcję na zaproponowane perfumy chłonął całym sobą. Poziom satysfakcji i zadowolenia, jaki odczuwał w trakcie tych kilku ulotnych chwil przekraczał wszelkie oczekiwania. Nadgarstek wyrwał się spod delikatnego, wręcz nieistniejącego uchwytu. Zaróżowione policzki zdawały się płonąć, a słowa, te piękne, zdradliwe słowa mówiły wszystko o przeżywanym przez nią doznaniu. Oczywiście w metaforycznym znaczeniu. Żadne z nich, a już na pewno nie Edward, nie mogło i nie wiedziało, jak publicznie wyrażać się na tak intymne kwestie. Z resztą nigdy ich nie przeżywali. Nie mieli na to czasu, nie czerpali z tego przyjemności, choć to w przypadku doświadczonego paryskim życiem Parkinsona było wierutnym kłamstwem, plotką, którą nikt nie zaprzątał sobie głowy, za pewne biorąc, że jedynie zazdrosny rywal i niespełniony w życiu safanduła posunąłby się do tak podłych insynuacji.
Te nie pasują — stwierdził nagle, kilkoma machnięciami dłoni rozrzedzając silny zapach kwiatów w powietrzu. — Spróbujemy tych? — Zaproponował dość fikuśną w kształcie fiolkę oraz elegancki zakraplacz. Jeśli nie myliła go pamięć, ta linia perfum miała w sobie zaledwie jedną silniejszą nutę zapachową, wyczuwalną zazwyczaj pod koniec wieczoru, gdy chłodne powietrze powoli ogarniało ciało opuszczające ciepłe mury sali balowej. — Nie tak świeży i orzeźwiający, ale świetnie komponuje się z atmosferą wieczornych przyjęć i mimo delikatnej, miętowej esencji, wcale nie sprawia, jakbyś właśnie opuściła ogród. — Sparafrazował etykietę produktu, unosząc do góry flakon, wyciągając zatyczkę z zakraplaczem nieco do góry. Był ciekaw, czy coś zdecydowanie mniej kwiatowego, lecz nadal zbliżone do natury pod postacią drewna, również jej się spodoba. Musiał to wiedzieć. Nie zasnąłby bez tej informacji i do bladego świtu będzie wyrywać sobie włosy z głowy, jeśli nie pozna odpowiedzi.
Edward Parkinson
Zawód : krawiec, projektant
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Wild things that turn me on
Drag my dark into the dawn
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9457-edward-parkinson-budowa#288270 https://www.morsmordre.net/t9541-czarus https://www.morsmordre.net/t9540-rece-drza-gdy-zbieram-twoja-miare#290099 https://www.morsmordre.net/f170-gloucestershire-cotswolds-hills-broadway-tower https://www.morsmordre.net/t9572-skrytka-nr-2183 https://www.morsmordre.net/t9573-edward-parkinson#291128
Re: Perfumeria [odnośnik]19.08.21 10:50
Zachichotała cicho, perliście, rozbawiona teatralnymi gestami Edwarda. Podobał się jej coraz bardziej, w całym swym perfekcyjnym zachowaniu pozostawał swobodny, filuterny, pewny siebie, nie tak sztywny jak na przykład Abraxas; łączył w sobie nonszalancką finezję i arystokratyczne maniery, ujmując młodziutką lady dopracowanym całokształtem. Do tego to głębokie spojrzenie spod długich jak na mężczyznę rzęs... Uśmiechnęła się do niego ponownie, porozumiewawczo, tak, jakby dzielili wspólny sekret: i bardzo się jej ta krytyczna tajemnica podobała, tworzyła specjalną więź, niedostępną dla ludzi oburzająco ślepych na modowe faux pas.
- Powinny się wstydzić, pojawiać się w Domu Mody Parkinsonów w takim stroju... – westchnęła, oburzona, podłapując pogardliwie ironiczny ton szlachcica, choć czyniła to nieco nieporadnie, aczkolwiek dość słodko. Zaśmiała się znów – który to już raz? czy nie przesadzała z tą wesołością? czy Edward nie uzna jej za przesadnie rozbisurmanioną? – po czym nieco spoważniała, postanawiając się pochylić ku niemu, by wysłuchać jego pielęgnacyjnego sekretu. I podzielić się własnym. – Nie możesz jej odwiedzać, sir? Albo sprowadzić na swój dwór? – zaproponowała rozwiązanie problemu, troskliwa i naiwna, nieświadoma trudności w poruszaniu się poza Wielką Brytanię oraz ewentualnej niezgody owej czarownicy na przeprowadzkę. Dla Cordelii spełnianie jej życzeń było czymś oczywistym. – Ostatnio usłyszałam od mojej drogiej przyjaciółki ciekawą sugestię. Opowiadała, że kąpiele w krwi doskonale działają na skórę. Ciężko mi w to jednak uwierzyć: wyobraża sobie lord, skalać swoje ciało w krwi, do tego w krwi mugoli? Prędzej uwierzę, że powoduje to liszaje albo porost glonami...- zniżyła głos do szeptu, dzieląc się wątpliwościami oraz plotkami na temat krwawej terapii. Ucieszona, że może porozmawiać o tym z profesjonalistą związanym z branżą piękna. Lubiła mówić o alchemicznych cudeńkach oraz zielarskich zabiegach, lecz do tej pory nie spotkała się z tak zachwycającym odbiorem męskiej części arystokracji. Edward nie był znudzony, nie mówił tylko o sobie, nie przytłaczał, nie pouczał, a błyszczał – i bardzo się to lady Malfoy podobało.
Tak samo jak to dziwne uczucie w podbrzuszu, sercu i głowie, wywołane perfumeryjną bliskością. Oczarowana i speszona coraz bardziej, odetchnęła z niejaką ulgą – bała się tej wzbierającej w niej fali, pulsującej szybkim tętnem w gładzonym przed momentem przez Parkinsona nadgarstku – gdy ich kontakt się urwał. Zachwiała się nieco, ale utrzymała pion, licząc na to, że jaskrawe rumieńce podkreślające lśniące oczy szlachcianki zostaną uznane za normalną oznakę...przegrzania? – Bardzo tu gorąco, prawda? – spytała niewinnie, wachlując się dłonią, mając nadzieję, że w sprytny sposób ukryła prawdziwą, choć stale niezrozumiałą, przyczynę pąsu, przyśpieszonego oddechu i ogólnej słabości. – Ma śliczny flakonik, oczywiście, że tak!– odparła, skupiając wzrok na różnobarwnym szkiełku skrywającym w sobie kolejną wonność. Chciała spróbować, oczywiście, że tak, choć trochę się tego obawiała. Skóra, którą przed momentem dotykał Edward, ciągle mrowiła. Przyjemnie i ostrzegawczo zarazem, ale przecież nie robili nic złego. Nieco niepewnie uniosła ku mężczyźnie drugi nadgarstek, pachnący na razie tylko czystą, nawilżoną skórą, gotowa na powtórkę z masażu. I najmilszego dla ducha i ciała prezentowania perfum. Zaciągnęła się powoli nowym zapachem, cięższym, mniej słodkim; miał w sobie coś piżmowego, szyprowego, otumaniającego jeszcze bardziej – a może to tylko czujne spojrzenie Edwarda działało na nią w ten sposób. – Ten jest chyba dojrzalszy – skomentowała na wydechu, zahipnotyzowana całą tą magiczną, sycącą zmysły sytuacją.
Cordelia Malfoy
Zawód : Arystokratka, córka swego ojca
Wiek : 18
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
pretty shiny thing
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9354-cordelia-armanda-malfoy https://www.morsmordre.net/t9413-ksiezniczka#286128 https://www.morsmordre.net/t9414-sweet-summer-child https://www.morsmordre.net/f383-wiltshire-wilton-rezydencja-rodu-malfoy https://www.morsmordre.net/t10314-skrytka-bankowa-nr-2152#311771 https://www.morsmordre.net/t10138-cordelia-armanda-malfoy#307321
Re: Perfumeria [odnośnik]19.08.21 23:37
Przygotowuję najbliższą prezentację spódnic z wysokim stanem, damskich koszul i żakietów odparł w tak oczywisty sposób, jakby każdy znał projekty żyjące w Domu Mody. — Wprawdzie jesteśmy już po otwarciu sezonu jesienno–zimowego, to moja nieobecność zostałaby wykorzystana przeciwko mnie. Wiesz jak wielu amatorów będzie próbowało zszargać moją nieposzlakowaną opinię? Nie mogę pozwolić sobie na niedyspozycję, Cordelio — jął coraz cichszym, coraz bardziej zdesperowanym tonem. Sezon jesień–zima zawsze wymagał dodatkowych nakładów pracy w kreowaniu nowych trendów. Edward nie potrafił zrozumieć, dlaczego w tak pięknym, nieco przygnębiającym okresie roku tak wielu czarodziejów i czarownic rezygnowało z eleganckiego i szykownego stroju na rzecz grubych, powyciąganych swetrów, niemodnych szali i starych, wyświechtanych płaszczy cerowanych na ostatnią chwilę. Mogli przecież kupić sobie coś nowego, ładnego i pasującego do aktualnie kreowanych trendów i raz, porządnie odciąć się od szaroburej masy nie modnie ubranego tłumu.
Czytałem wspaniały artykuł w Czarownicy na ten temat — podjął temat, łykając haczyk zabiegów pielęgnacyjnych wyjątkowo łatwo. — Lady Morgana ponoć korzysta z takich kąpieli i spójrz, jak szykownie wygląda. Jestem pewien, że ma udział w tym niezwykła magia, moja droga. Dziewicza krew mugoli nie jest nią nasączona, ale podobno bardzo żywo na nią reaguje, choć w tej tematyce ekspertem niestety nie będę. Nie omieszkam za to zapytać o to moją paryską przyjaciółkę. Z pewnością wie wiele o tego rodzaju terapii i być może zafunduję sobie jedną, gdy tylko znajdę chwilę wytchnienia. — mówił w iście konspiracyjnym tonie. — To prawie jak kąpiel w jedwabiu, gdyby się nad tym dłużej zastanowić. Tak myślę. Na pewno nie może być brana zbyt często. Magia lubi osiadać się i utrzymywać, szczególnie na skórze magicznych. Sposób w jaki się roztwarza, jest indywidualny dla każdej powierzchni bądź substancji samej w sobie i wielu numerologów, daję słowo, poświęciło swoje życie, by rozwikłać nikłą część tej zagadki. Pasjonująca lektura, doprawdy, szczególnie w trakcie studiów zaklinania. — Zboczył nieco z właściwego tematu, luźno, dość beztrosko dzieląc się swoją inną pasją, z której nie mógł zarabiać w Domu Parkinsonów. Nie chciał nawet myśleć o zagrożeniu, jakie niosłaby ze sobą galeria nowość pełna zaklętych tkanin. Cały dobytek, dzieło ojca Edwarda zostałoby zniszczone; nie mógł na to pozwolić.
Och, tak, perfumeria zwykle jest cieplejsza niż sale wystawowe, a dzisiejsza pogoda wymusiła najpewniej wzmocnienie zaklęć ocieplających. — Padło gładko z ust Parkinsona. Wskazujący palec pomknął za kołnierz koszuli, odchylając go nieco. Jemu także było ciepło, choć jego twarz nie była tak zarumieniona. Zwykle rozgrzane ciało Edwarda równomiernie rozlewało wszelkie doznania, a potencjalną czerwień na twarzy okrywał wypielęgnowany i zadbany zarost. Dobór szat także temu sprzyjał i prędko wyszedł z przeświadczeniem, iż Cordelia, mimo młodego wieku i wręcz dziecinnej naiwności, celowo podkreślała u siebie ten atut strojem. Nie potrafił odmówić jej piękna. Pięknie rumieniła się, sprawiając, iż Edward z każdym stonowanym oddechem coraz mocniej pragnął zacieśnić tę znajomość i dać upust swoim fantazjom kierujących go ku niespotykanym kreacjom. Czuł, że oto znalazł muzę, która miała wypełnić pustkę. Wystarczyło jedynie, by drugi nadgarstek pokrył zupełnie inną wonią.
Kilka lekkich, intensywnych kropel opuściło zakraplacz raptem cal nad cienką jak papier skórą Cordelii. Każdą jedną chłonął wzrokiem; patrzył jak oleisty płyn opada na powierzchnię i rozpływa się po niej, lecz tym razem nie dotknął młodej damy własną ręką. Końcówką szklanego zakraplacza lekko rozsmarował zapach, tym razem uważnie śledząc twarz reagującą na woń oraz koliste ruchy narzędzia.
Nie za mocny? Wiele czarownic próbowało swoich sił z tym wyjątkowym ekstraktem. I niemal wszystkie poległy, nie potrafiąc odnaleźć w nim tej przyjemności. Jedna z nich... och, to było raptem dwa tygodnie temu, może trzy, kiedy zaczepiła mnie w galerii nowości. Miała na sobie dokładnie te perfumy i ze szczerym rozczarowaniem powiedziała, że czuje się przez niego... s t a r o. Ja uważam, że spódnica, którą miała na sobie tamtego dnia była jeszcze starsza. I pachniała tanim praniem w rzece, Merlin mi świadkiem! — Wyznał, zamknąwszy już fikuśną butelkę z zakraplaczem i odstawiwszy ją na półkę. — Jeśli jesteś przekonana do tych perfum, moja droga lady Malfoy, to koniecznie powinnaś użyć przy nieco poważniejszym wieczorze. Może na nadchodzącym Sabacie? To chyba będzie Twój pierwszy, prawda? — Mówił, i mówił z żywym zainteresowaniem, wiedząc i czując, że sposób konwersacji, mnogość tematów czy przymierzanie perfum nie nudziło Cordelii. Nie potrafił sobie wyobrazić, by w jej towarzystwie doskwierała mu nuda i już planował przedstawić jej kilka szkiców kreacji, a nawet wycinków z katalogów, które leżałyby na niej co najmniej dobrze i pięknie komponowałyby się z dojrzalszym zapachem.


I walk, I talk like I own the place
I play with you like it's a game
Edward Parkinson
Zawód : krawiec, projektant
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Wild things that turn me on
Drag my dark into the dawn
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9457-edward-parkinson-budowa#288270 https://www.morsmordre.net/t9541-czarus https://www.morsmordre.net/t9540-rece-drza-gdy-zbieram-twoja-miare#290099 https://www.morsmordre.net/f170-gloucestershire-cotswolds-hills-broadway-tower https://www.morsmordre.net/t9572-skrytka-nr-2183 https://www.morsmordre.net/t9573-edward-parkinson#291128
Re: Perfumeria [odnośnik]21.08.21 12:49
Cordelia przekrzywiła głowę w bok, w zaintrygowaniu (i postępującej fascynacji), słuchając rozbudowanej odpowiedzi Edwarda, opisującego nadchodzące obowiązki. Faktycznie, nie pomyślała o tym, ile na głowie musiał mieć lord Parkinson, jak wiele pracy wkładał nie tylko w swój nienaganny styl, ale i w kreowanie magicznej mody na większą, elitarną skalę, przygotowując nowe kolekcje, projekty oraz zaprzęgając swój talent w zakresie kreatywnym. Nie czuła się jednak skrytykowana ani potraktowana z góry, arystokrata raczej dzielił się swymi trudnościami, a nie prychał na jej lekkomyślność, co dodatkowo ją ujęło. Mężczyźni czasem traktowali ją z góry, doszukując się złych intencji w niewinnych, podyktowanych brakiem dorosłego doświadczenia pytaniach czy propozycjach. - Masz rację, sir, powinieneś trzymać rękę na pulsie tutaj, dbając o nadchodzące kolekcje, chociaż myślę, że jeden dzień odpoczynku zdecydowane by się lordowi należał - odparła melodyjnym, równie dyskretnym tonem, chcąc podkreślić swoją troskliwość: jedną z najważniejszych cech każej szanującej się damy. - Wyznam też szczerze, że sądzę, że zniszczenie opinii lorda jest wręcz niemożliwe. Cuda, które wychodzą spod twojej ręki, tak dopieszczone, zaprojektowane w najmniejszych szczegółach, niosące ze sobą prawdziwą krawiecką magię, są niezrównane - skomplementowała dokonania Parkinsona w rozbudowany, czarujący sposób, jednakże bez przesady mogącej budzić podejrzliwość czy wywrócenie oczami. Wiedziała, że Edward na pewno przywykł do klakierów, wychwalających jego projektanckie poczynania na ślepo, nie mając za grosz poczucia piękna, ale ona, Cordelia Malfoy, została zbudowana z zupełnie innej, różowiutkiej i ślicznej gliny.
Źle reagującej na kąpiel w mugolskiej krwi, to wiedziała na pewno, choć wyjaśnienie Edwarda zasiało w niej ziarno wątpliwości. Może faktycznie coś w tym było? Może mogłaby spróbować? Instynkt podpowiadał jednakże, że kontakt z szlamią krwią jest niegodny, druzgoczący, niezgodny nawet z ojcowską polityką. - Byłabym wdzięczna, gdyby lord poinformował mnie o opinii swej paryskiej przyjaciółki. Jestem rozsądną, ostrożną damą, nie kalam swej skóry dotykiem byle czego, nie chcę też jej zaszkodzić, wszak mogę poszczycić się niezwykłą urodą - kontynuowała wypowiedź z wrodzoną skromnością, odgarniając zamaszystym gestem równo ułożone, srebrzyste loki. Nieco tracąc skupienie na wypowiedzi Edwarda o zaklinaniu, bo ten skręcił w rejony jej niezbyt znane, dość nudne, prawie badawcze. Kiwała jednak głową z uwagą, tak, jakby substancje, powierzchnie i inne kwestie numerologicznie szczerze ją intrygowały. - Pasjonujące - skwitowała tylko tak, jak zawsze kwitowała zbyt inteligenckie wypowiedzi, posyłając szlachcicowi wspierający, olśniewający w swej dziecięcej niewinności uśmiech. Ciekawie konstrastujący z rosnącym rumieńcem, gdy perfumeryjna pieszczota ponowiła się, tym razem wprowadzając w drżenie drugą rękę.
- Nie, nie pachną staro, sir Edwardzie, pachną...dojrzałością, esencją czasu, wyjątkowością. Kuszą i wabią, lecz nie w sposób, do którego przywykłam - zebrawszy rozbiegane myśli, wyraziła swoją opinię o perfumach wybranych specjalnie dla niej: o dziwo, rzetelnie i bardzo celnie. Wzięła głębszy, uspokajający oddech, ale piżmowo-szyprowa woń tylko wzmagała szybsze bicie serca i potęgowała wrażenie, jakie zrobił na niej Parkinson. Całokształtem; nie tylko wyglądem, szeptem, aromatem wody kolońskiej, ale też sposobem, w jaki ją traktował i jakie tematy (ważne! ciekawe! gorące!) poruszał w czasie ich konwersacji. - Jak się nazywają? - spytała jeszcze, zaintrygowana tym, jak ochrzczono lśniącą, przyciągającą uwagę fiolkę o równie barwnej i ściagającej wzrok woni. - Tak, niedługo przyjdzie mi zadebiutować, nie mogę się doczekać tego wyjątkowego wieczoru! Wspaniale byłoby pokazać się otuloną tym wyjątkowym, niebanalnym zapachem - przytaknęła, spoglądając w górę, na twarz Edwarda, spod półprzymkniętych rzęs, kokieteryjnie i słodziutko, mając nadzieję, że pomimo maskowego charakteru Sabatu zdoła odnaleźć tego wyjątkowego czarodzieja wśród tajemniczych postaci. - Może mnie lord po nim rozpozna - dorzuciła jeszcze, wspinając się na wyżyny filuterności, po czym zrobiła krok do tyłu, łącząc dłonie na podołku sukni. - Dziękuję za poświęcony mi czas, sir, to była przyjemność. Wzywają mnie jednak obowiązki - zadeklamowała z dumą i skromnością, nie uścislając owych trudnych do skonkretyzowania oczekujących ją zajęć. Dygnęła zgodnie z zasadami wychowania, oddając arystokracie szacunek, po czym odwróciła się, chcąc ochłonąć - i wzbudzić zainteresowanie, dała mu przecież posmakować słodyczy swego towarzystwa, powinien więc zatęsknić za nim, niezaspokojony do końca wspaniałością konwersacji z młodziutką lady Malfoy.
Cordelia Malfoy
Zawód : Arystokratka, córka swego ojca
Wiek : 18
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
pretty shiny thing
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9354-cordelia-armanda-malfoy https://www.morsmordre.net/t9413-ksiezniczka#286128 https://www.morsmordre.net/t9414-sweet-summer-child https://www.morsmordre.net/f383-wiltshire-wilton-rezydencja-rodu-malfoy https://www.morsmordre.net/t10314-skrytka-bankowa-nr-2152#311771 https://www.morsmordre.net/t10138-cordelia-armanda-malfoy#307321
Re: Perfumeria [odnośnik]22.08.21 18:50
Edward nie potrafił zmierzyć ciepła łechcącego jego delikatnego, wymuskanego ego. Tak szczerze oddany konwersacji na temat mody i piękna nie był od... wczoraj? A może od zeszłego tygodnia? Nie wiedział. Pojmował jedynie chwilę, sytuację, uśmiech losu, który postawił przed jego olśniewającym obliczem Cordelię Armandę Malfoy. Debiutantkę. Córkę samego Ministra Magii, która równie szczerze była zaaferowana tym, co Edward miał do powiedzenia. Ach, cóż to była za konwersacja! Gdyby jeszcze mógł, spłonąłby rumieńcem równie kwiecistym co jej własny, a którego źródła pochodzenia nie znał i, tak po prawdzie, nie przejmował się zbyt długo. Wzajemnie wypowiadane słowa gęsto tkały sploty, co do tego miał uzasadnioną pewność. I tyle mu wystarczało. Przynajmniej na razie, bowiem, wraz z końcem dnia ponownie wróci do tej rozmowy i zatęskni za emocjami, które znów skumulują się i sprawią, że pogna w towarzyski raut albo zanurzy ciało w gorącej kąpieli, oddając się nieprzyzwoitej refleksji. Ta nadciągała i teraz, lecz nienaganne maniery, a przede wszystkim doświadczenie w obyciu z damami wszelkiego pochodzenia, pozwalało zachować rzetelne pozory niewinnego spotkania.
Ależ naturalnie, lady. Jeszcze dzisiaj poślę stosowne listy. Mam nadzieję, że tym razem biuro sowiej poczty sprawi się lepiej niż moja ostatnia prenumerata Czarownicy. Da lady wiarę, że opóźnili się o cały dzień?! To niewiarygodne, jak w obliczu wydarzeń na południu cała wieloletnia jakość upada wszędzie. — Padło z ust Edwarda lekko, z wyraźnym tlącym się sarkazmem w niektórych zgłoskach. Nie chciał jednak brzmieć na tyle oburzonym, by cała ich konwersacja przybrała niestosowny, niechciany kierunek.
To, zdaje się, formuła numer pięć... a może siedem. Nigdy nie miałem pamięci do tych zmyślnych nazw na fiolkach. Całe szczęście każda ma nieco inny kształt oraz zabarwienie szkła — tu podrapał się lekko po brodzie. — Niemniej cieszę się niezmiernie, że odpowiada ci intensywność tego zapachu. Mam nadzieję, że wkrótce będę mógł ujrzeć cię w nich w towarzystwie. — Wygłosił, nieco podnosząc ton tak, aby ten konkretny fragment rozmowy poniósł się nieco dalej niż uszy ich przyzwoitki. Wszyscy inni wręcz musieli wiedzieć, że nie zadowalali się byle czym, a perfumeria w Domu Mody niczego takiego nie oferowała.
Och, tak, tak, lady Cordelio. Mam wielką nadzieję, że spotkamy się podczas sabatu. Żadna inna dama nie odważy się, by skorzystać z tego zapachu podczas tak ważnego spotkania naszej socjety. Będziesz wyjątkowa — wręcz wszedł Cordelii w zdanie, będąc szczerze podekscytowanym Sabatem. Tyle gładkich myśli krążyło w głowie Edwarda, gdy tylko wspominał doroczną uroczystość ostatniego dnia grudnia, lecz teraz stanowiły nieco pomarszczoną tkaninę, a twarz Parkinsona oblekł wyraz smutku, kiedy tak fascynująca dama obwieściła mu, iż musi go opuścić. Mimo to oblicze lorda nadal jaśniało. Uprzejmie uśmiechał się wbrew odrzuceniu, które poczuł. Nie mógł dać po sobie znać i nie zrobił tego. Jedynie skinął głową, pozwalając sobie odprowadzić Cordelię kawałek, by wreszcie stanąć w miejscu i obserwować jej drobną i delikatną sylwetką oddalającą się alejką pełną perfum ku wyjście. Stał jeszcze przez moment, po czym sam odwrócił się i ruszył innym rzędem w stronę kontuaru, za którym znajdowała się kurtyna prowadząca do zaplecza i tylnego wyjścia.

z/t x2


I walk, I talk like I own the place
I play with you like it's a game
Edward Parkinson
Zawód : krawiec, projektant
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Wild things that turn me on
Drag my dark into the dawn
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9457-edward-parkinson-budowa#288270 https://www.morsmordre.net/t9541-czarus https://www.morsmordre.net/t9540-rece-drza-gdy-zbieram-twoja-miare#290099 https://www.morsmordre.net/f170-gloucestershire-cotswolds-hills-broadway-tower https://www.morsmordre.net/t9572-skrytka-nr-2183 https://www.morsmordre.net/t9573-edward-parkinson#291128
Re: Perfumeria [odnośnik]02.12.21 19:59
6 lutego 1958

Ten dzień był tak dziwacznie nudny…nie chciała narzekać, wiedząc, że nie można było sprawić, aby nowy dzień przyniósł nowe wyzwania ani też nie mogła zmusić nikogo po to, aby nagle przyszedł i porozmawiał z nią samą. Mimo to przecież starała się robić to, co najważniejsze dla rodziny, po prostu czasami nie było już co robić w Domu Mody, a dni bywały spokojne, kiedy większość pracowników pracowała nad nową kolekcją, a ona pozostawiona była samej sobie, bo każdy klient był zaopiekowany. Teraz zaś spacerowała, żałując, że najnowsza partia składników na eliksiry miała dopiero dotrzeć, a ona…potańczyłaby może? Tutaj nie mogła, ale gdyby wróciła teraz do domu, mogłaby udać się do sali baletowej i założyć te nowe pointy, aby wypróbować ostatnią partię z Dziadka do orzechów. Musiała jeszcze póki co siedzieć na miejscu, wzdychając lekko do świata za oknem.
Ostrożnie skierowała się po schodach w stronę perfumerii, zastanawiając się, czy nie powinna zakupić nowego zapachu dla kogoś na prezent. Oriana mogłaby skorzystać, co prawda była jeszcze młoda, ale przecież świeży i lekki zapach który by jej pasował nie musiał się wykluczać. A może mogła wysłać coś swoim kuzynkom? Ewentualnie mogła sprawdzić też, czy znalazłby się jakiś ciekawy zapach dla Tristana, w końcu jego urodziny należało jakoś uczcić. Zastanawiała się, co miałaby mu kupić, ale miała wrażenie, że była mowa o człowieku, który miał wszystko, więc nie wiedziała, czy chciałby od niej czegokolwiek. Może powinna podążyć za radą swojej kuzynki i przygotować coś z maści na oparzenie? W końcu praca przy smokach miała swoje minusy.
Kiedy uniosła głowę, dostrzegła kobietę przeglądającą próbki, wyczuwając w tym coś, co pozwalało jej oderwać się od nudy dnia dzisiejszego. Uśmiechnęła się mocno, opuszczając swoje miejsce i podchodząc do nieznanej jej jeszcze kobiety.
- Przyszła pani wybrać coś dla siebie, czy może jednak szuka pani inspiracji? – Gotowa była pomóc jeżeli nieznajoma nie czuła się pewnie.


Someone holds me safe and warm
Horses prance through a silver storm,
Figures dancing gracefully across my memory
Odetta Parkinson
Zawód : ambasadorka Domu Mody Parkinson, alchemiczka
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
It’s a game of war
death, love
And sacrifice
OPCM : 5 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15 +6
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10 +3
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9654-odetta-eimher-parkinson#293343 https://www.morsmordre.net/t9761-kitri#296220 https://www.morsmordre.net/t9760-ksiezniczka-labedzi#296219 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9839-skrytka-bankowa-nr-2212 https://www.morsmordre.net/t9759-odetta-parkinson#296218

Strona 3 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Perfumeria
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach