Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Sala numer jeden

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Sala numer jeden   30.03.15 23:49

Sala numer jeden

Wszyscy wiemy, jak ma się rzeczywistość w Mungu i że nie jest ona lepsza od tej poza jego murami. Niedawna wojna zrobiła swoje - znaczna większość pomieszczeń potrzebuje remontu dosłownie na gwałt. Pociemniała biała farba na sufitach, którą bardziej określić można jako szaro-żółtą lub zwyczajnie szarą, w zależności od oświetlenia, parapety pomalowane paskudną olejną farbą, wszelkiego rodzaju rysy, obdrapania, ślady po stuknięciach... Chybotliwe łóżka, pod których nogi częstokroć podstawiane są drewniane klocki lub kawałki gazet, by jakoś je ustabilizować, z lekka nieszczelne okna, na które niby rzucane są wszelkiego rodzaju zaklęcia, lecz raczej z dosyć marnym skutkiem... Długo by wymieniać wszelkie mankamenty.


Powrót do góry Go down
Venus Parkinson
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://morsmordre.forumpolish.com/t739-venus-parkinson http://morsmordre.forumpolish.com/t768-antoniusz-parkinson-trzeci#2925 http://morsmordre.forumpolish.com/t767-she-s-so-beautiful#2924 http://morsmordre.forumpolish.com/f152-cotswolds-snowhill http://morsmordre.forumpolish.com/t1259-venus-parkinson#9504
Ikona mody
21
Szlachetna
Panna
Oh her eyes, her eyes make the stars look like they’re not shining. Her hair, her hair falls perfectly without her trying. She’s so beautiful.
1
5
10
0
0
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala numer jeden   14.09.15 14:35

Niewiele pamiętam z tej całej stypy. Witałam się właśnie z moją drogą Darcy, potem z jej towarzyszem, by następnie wlała się cała chmara ludzi różnego pochodzenia i statusu krwi. Z każdym starałam się należycie witać, skoro Luno mnie zostawił nie racząc mi nawet o tym powiedzieć. Że potrzebuje wyjść, ja także chętnie bym się udała na świeże powietrze, byle dalej od tych person. Niektóre cieszyły moje oko czy serce, inni jednak mogliby udać się gdzie indziej, nie psuć atmosfery. Pech jednak chciał, że kiedy wszyscy wznieśliśmy toast, film jakby się urwał. Teraz, dnia kolejnego, pamiętałam jedynie uczucie niesamowitego gorąca, jakieś głosy dudniące w głowie, których jednak nie potrafiłam zidentyfikować.
Fizycznie czułam się już fantastycznie. Szkoda tylko, że przeżyłam niemały szok, kiedy po wstaniu z łóżka przejrzałam się w lustrze. Krzyk wypełnił nie tylko wnętrze mojego pokoju, podejrzewam wręcz, że całego piętra. Służki czym prędzej do mnie podbiegły, gdzieś w tłumie osób mignęli mi mój ojciec wraz z matką. Nie wiem, co się dokładnie działo, byłam po prostu zszokowana i zrozpaczona moją fryzurą i feerią barw na niej. Wszyscy zachodzili w głowę nad tym, co mi się stało, choć papa mój szybko stracił mną zainteresowanie widząc, iż to tylko problemy z włosami. Cały poranek próbowałyśmy pozbyć się tego koloru z mojej głowy za pomocą rozlicznych myć głowy szamponami czy wreszcie eliksirami, lecz na próżno. Wreszcie matka moja postanowiła, że muszę wybrać się z tym do uzdrowiciela, bo to nie wygląda normalnie, metamorfomagiem także nagle się nie stałam (szkoda!). Skorzystałam zatem z mojego zdanego niedawno kursu i teleportowałam się do Świętego Munga.
Odziana oczywiście byłam w ogromny płaszcz z wielkim kapturem, który zasłaniał moją wstydliwą dolegliwość. Jednocześnie starałam się rozglądać za kimś kompetentnym. Sądząc jednak po stanie całego budynku śmiałam sądzić, że nie ma tu nikogo wartego mojej uwagi i czasu. Tylko gdzie teraz znaleźć dobrego specjalistę?




Make the stars look like they’re not shining she's so beautiful
Powrót do góry Go down
Alan Bennett
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1283-alan-bennett https://www.morsmordre.net/t1333-poczta-alana https://www.morsmordre.net/t1336-alan-bennett#10315 https://www.morsmordre.net/f182-harley-street-11-3 https://www.morsmordre.net/t1511-alan-bennett
Uzdrowiciel - specjalista od chorób genetycznych
28 lat
Czysta
Kawaler
Mądrego los prowadzi, głupiego - popycha.
10
5
3
22
1
0
2
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala numer jeden   18.09.15 0:26

W Mungu nastał kolejny dzień. Dzień jak co dzień. Pojawiali i znikali pacjenci, lekarze i pielęgniarki zabiegani krążyli w kółko. W tym miejscu nie było mowy o tym, by ktokolwiek cierpiał na dolegliwość zwaną nudą. Tu wiecznie było coś do roboty. Czasem nawet brakowało rąk, które do owej roboty były potrzebne. Jednak szpital radził sobie całkiem nieźle. Może jego estetyczna strona nie powalała na kolana, jednak wbrew pozorom (co niektórym, a zwłaszcza arystokratom, mogłoby się wydawać nie do pomyślenia) to wcale nie było takie ważne. Racja, ładny wygląd sal, w których niektórzy spędzali naprawdę dużo czasu, byłby jak najbardziej mile widziany. Nie można było mieć jednak wszystkiego, a środki na remont same nie przychodziły do kapelusza tych, którzy dbali o szpital. Niestety.
Alan szedł właśnie korytarzem, przeglądając właśnie jakieś papiery. Były to dokumenty pacjenta - standardowego przypadku, z którym poradził sobie całkiem szybko. Przeglądał je jeszcze, by ocenić czy wszystko z nimi w porządku, nim odniesie je tam, gdzie takie dokumenty być powinny. Był jednak typem, który oczy ma niemalże dookoła głowy. Mijał więc sprawnie wszystkich, których napotykał na swojej drodze, choć wcale się nie rozglądał. Odziany w białe, lekarskie wdzianko z długopisem w kieszonce i plakietką z jego imieniem zmierzał w sobie tylko znanym kierunku, kiedy nagle się zatrzymał. Jego uwagę przykuła bowiem postać... Przyjrzał się jej dokładniej, mrużąc lekko oczy, z wyraźnie widocznym na twarzy zastanowieniem. Postać w kapturze, która wyraźnie kogoś szukała... Jeżeli Venus chciała się ukryć to wychodziło jej to bardzo kiepsko. Upięcie włosów i schowanie ich pod czapką zdecydowanie dałoby lepszy efekt niż chodzenie z kapturem na głowie po szpitalu. Alan miał nadzieję, że nie wróżyło to żadnych kłopotów.
- Witam. W czym mogę pomóc? - spytał, stając przed zakapturzoną postacią i przyglądając jej się z bliska. Teraz miał dobry widok na jej twarz. Po sylwetce wiedział już dawno, że ma do czynienia z kobietą. W tej chwili mógł jednak przyjrzeć się również jej rysom twarzy. Pod kapturem dostrzegł także coś zielonego. Czy mu się zdawało, czy były to włosy? Uśmiechnął się lekko do kobiety. - Nazywam się Alan Bennett i jestem lekarzem. Jak dobrze rozumiem jest tu Pani w celu uzyskania lekarskiej pomocy, prawda? W takim razie zapraszam do sali obok, gdzie będziemy mogli w spokoju porozmawiać. Coś mi podpowiada, że owy kaptur nie pełni funkcji ozdoby, czyż nie? - Uniósł lekko brew, patrząc wyczekująco na kobietę. Był z niego całkiem domyślny typ. A przynajmniej często udawało mu się trafiać w sedno jeśli chodziło o ludzi.

Włosy dalej zielone, prawda? W poście była mowa o zieleni przemieniającej się w róż, ale sugerowałem się avatarem.





There are no escapes  There is no more world Gone are the days of mistakes There is  no more hope
Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala numer jeden   18.09.15 2:17

Venus po fali krzyku i rozpaczy, a także po nieudanych próbach usunięcia niechcianego koloru włosów została wysłana do Munga. Obszerny kaptur na pewno działał na jej korzyść, lecz kto wie, czy na stypie ktoś nie zobaczył jej w takim stanie - w końcu dziewczyna nie była w stanie sobie przypomnieć co stało się przy zajmowanym przez nią stoliku, a tym bardziej jak wróciła do domu. Venus zapewne biła się z myślami, co jeśli zobaczyli ją reporterzy Czarownicy - te hieny czaiły się wszędzie, nawet na stypach, wyczekując fenomenalnych wpadek. Czy zajmie zaszczytne miejsce w artykule... Gdzieś pomiędzy chybionymi kreacjami i całkowicie niewybaczalnymi fault pax?
Na szczęście los poskąpił jej wstydu na izbie przyjęć - stosunkowo szybko znalazła się dobra dusza, mogąca ją zdiagnozować i udzielić pomocy... W ustronnej sali, gdzie zostanie rozwiązana zagadka jej przypadłości.


| Jeśli nie podejmujecie żadnych akcji wymagających oceny MG, możecie swobodnie prowadzić rozgrywkę.


Powrót do góry Go down
Venus Parkinson
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://morsmordre.forumpolish.com/t739-venus-parkinson http://morsmordre.forumpolish.com/t768-antoniusz-parkinson-trzeci#2925 http://morsmordre.forumpolish.com/t767-she-s-so-beautiful#2924 http://morsmordre.forumpolish.com/f152-cotswolds-snowhill http://morsmordre.forumpolish.com/t1259-venus-parkinson#9504
Ikona mody
21
Szlachetna
Panna
Oh her eyes, her eyes make the stars look like they’re not shining. Her hair, her hair falls perfectly without her trying. She’s so beautiful.
1
5
10
0
0
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala numer jeden   18.09.15 14:57

Tak, trochę zaczynałam dochodzić do siebie i coraz bardziej zastanawiać się, czy ktoś mnie przypadkiem wcześniej nie widział w tej okropnej fryzurze. W tym momencie jeszcze nie czytałam Czarownicy i nie miałam pojęcia, że wprawni fotografowie już mnie przydybali na stypie i narobili mnóstwo kompromitujących zdjęć. Teraz myślę o tym, jak pozbyć się tego cholerstwa z głowy. Wyglądam po prostu tragicznie, nawet, jeśli kaptur zasłania większość mojej głowy. Powinnam niby chodzić dumna z tą fryzurą, że niby to celowy zabieg i wprowadzać nową modę na salony, jeśli jednak zaczęłabym oglądać panie właśnie w takich barwach na głowie, to musiałabym uciekać z tego kraju. To kłóciło się z moim poczuciem estetyki, mimo wszystko.
Ten uzdrowiciel cały mnie zaskoczył, że tak nagle pojawił mi się na widoku. Aż się gwałtownie zatrzymałam i spojrzałam na niego ze zdziwieniem. Czy wszyscy tu tak napadają na ludzi? Przecież w ogóle nie rzucałam się w oczy, NO W OGÓLE.
- Witam. Venus Parkinson. Tak, ja... - przywitałam się i dystyngowanie dygnęłam, by chcieć potem dalej kontynuować wątek, ale ten człowiek się rozgadał. Gadał i gadał. Nieładnie jednak było przerywać, dlatego stałam i słuchałam. Na koniec uśmiechnęłam się dość niewyraźnie.
- Dobrze - skomentowałam jedynie, po czym udałam się z uzdrowicielem do gabinetu. - Potrzebuję rozwiązania mojego problemu na głowie - dodałam, bez zbytniego rozwodzenia się nad moim dramatem. Naturalnie zdjęłam kaptur. Wtedy Bennett mógł podziwiać moje zielone włosy, które co jakiś czas żarzyły się na różowo.




Make the stars look like they’re not shining she's so beautiful
Powrót do góry Go down
Alan Bennett
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1283-alan-bennett https://www.morsmordre.net/t1333-poczta-alana https://www.morsmordre.net/t1336-alan-bennett#10315 https://www.morsmordre.net/f182-harley-street-11-3 https://www.morsmordre.net/t1511-alan-bennett
Uzdrowiciel - specjalista od chorób genetycznych
28 lat
Czysta
Kawaler
Mądrego los prowadzi, głupiego - popycha.
10
5
3
22
1
0
2
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala numer jeden   21.09.15 0:59

Uzdrowiciel kiwnął głową w odpowiedzi na dygnięcie Panny. Przyglądał się jej uważnie, nieświadomie poddając ją ocenie pod różnymi kątami. Robił tak prawie każdy, choć prawie nikt nie był tego świadomy. Niemniej jednak Bennett dobrze wyczuł, że kobieta poszukuje pomocy. Trafnie spostrzegł również, że naciągnięty na głowę kaptur ma związek z tym, dlaczego Venus się tutaj pojawiła. Musiał ustalić szczegóły, by móc jej jakoś pomóc. Ale z tego co zauważył - kobiecie zależało na nie rzucaniu się w oczy. Choć chodzenie po szpitalu z kapturem na głowie przynosiło odwrotny efekt. Udali się więc do sali obok. Alan przepuścił czarownicę w drzwiach, po czym sam został chwilę na korytarzu i wszedł dopiero po upływie krótkiego czasu. W tym właśnie czasie dostrzegł, że Sulla leci w jego kierunku. Cóż... jego sowa była znana w całym szpitalu a jej obecność jak najbardziej tolerowana. Ptaszysko usiadło na jego ramieniu i dopiero wtedy uzdrowiciel wszedł do sali, zamykając za sobą drzwi.
- No dobrze, a więc tu możemy porozmawiać w spokoju. - mruknął bardziej do siebie, niż do kobiety, odwracając się w jej kierunku. Gdy na nią spojrzał - ujrzał zielone włosy, które wcześniej kryły się pod kapturem. W pierwszym momencie zamarł na kilka sekund (co było naturalną i bezwarunkową reakcją gdy ktoś po raz pierwszy widział coś takiego), a potem zrozumiał, że to właśnie one są przyczyną wizyty dziewczyny w szpitalu. Tylko czy był to powód by od razu odwiedzać Munga? Cóż... ludzie byli różni. Wcale by się nie zdziwił gdyby przyszła tu od razu, bez jakichkolwiek samodzielnych prób pozbycia się tego. Alan nie mógł też nie przyznać przed sobą, że kolor ten był dość zabawny.
- Oj tam od razu "problemu". To tylko drobne ubarwienie życia. Nie myślała Pani o wyznaczeniu nowej mody w świecie czarodziejów? Jestem pewien, że wkrótce także mugole oszaleliby na punkcie tej gustownej zieleni. - zażartował, nie potrafiąc się oprzeć, a także skryć rozbawienia wymalowanego na twarzy. Zaraz jednak odchrząknął, przytykając wierzch pięści do ust. Przybrał poważny wyraz twarzy. - No dobrze, a teraz na poważnie. Po pierwsze - muszę Pani zadać kilka pytań, a więc polecam usiąść gdzieś wygodnie, skoro Pani problem w tym nie przeszkadza. - Zaprosił ją gestem ręki, by usiadła gdzieś. Miejsca było sporo, bowiem tak wyszło, że sala była pusta.
- No dobrze. Po pierwsze - od kiedy boryka się Pani z tym problemem? Po drugie - co było przyczyną? Eliksir? A może ktoś rzucił na Panią zaklęcie? To dość istotne i pozwoli nam oszczędzić sporo czasu. Po trzecie - czy próbowała Pani już samodzielnie jakoś na to zaradzić? - spytał, jednocześnie przeglądając plik papierów, które trzymał wcześniej w dłoni. Odnalazł czystą kartkę, w którą zaczął wpisywać dane pacjenta oraz sobie tylko znane informacje. Trzymając długopis w ustach zerknął na kobietę. A Sulla spoglądała z ciekawością to na Alana, to na Venus.


Wybacz mi chaotycznego i opóźnionego posta. Mam problemy zdrowotne, w dodatku laptop wymaga formatu i przeczyszczenia, ponieważ robi mi psikusy. Nadal nic takiego nie wnosimy, więc nie czekamy na MG.





There are no escapes  There is no more world Gone are the days of mistakes There is  no more hope
Powrót do góry Go down
Venus Parkinson
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://morsmordre.forumpolish.com/t739-venus-parkinson http://morsmordre.forumpolish.com/t768-antoniusz-parkinson-trzeci#2925 http://morsmordre.forumpolish.com/t767-she-s-so-beautiful#2924 http://morsmordre.forumpolish.com/f152-cotswolds-snowhill http://morsmordre.forumpolish.com/t1259-venus-parkinson#9504
Ikona mody
21
Szlachetna
Panna
Oh her eyes, her eyes make the stars look like they’re not shining. Her hair, her hair falls perfectly without her trying. She’s so beautiful.
1
5
10
0
0
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala numer jeden   21.09.15 12:35

Uzdrowiciel z sową na ramieniu. Dobrze, zniosę wszystko, byleby pozbyć się tego cholerstwa z głowy. Starałam się oddychać równomiernie i nie wpadać w szał, ale była to trudna dziedzina życiowa. Szczególnie, że moje włosy permanentnie wprawiały mnie w stan irytacji. Tik, tak. Zupełnie jak uproczywe tykanie zegara. Uśmiech na raz, kiwnięcie głową na dwa. Grzeczna dziewczynka. Czekałam tylko, aż wreszcie coś się wyjaśni, jednak pan Bennett nieszczególnie kwapił się do zajęcia się mną. Widocznie dawno nie byłam w szpitalu i tutaj czas biegnie zupełnie inaczej. Leniwiej. Cóż, gdybym nie była estetką... mogłabym chcieć tu zostać odrobinę dłużej. Odpadający tynk czy staroć podłóg nie przeszkadzałaby mi, gdybym była plebejską dziewuchą ze szlamowatej rodziny. Niestety, byłam przyzwyczajona do innych standardów, stąd wolałabym, aby ten cały uzdrowiciel zagęścił ruchy. Nie wypadało jednak mówić tego na głos, dlatego pokornie milczałam.
- Pan chyba raczy żartować - powiedziałam chłodnym tonem odnośnie ubarwiania życia i wprowadzaniu najnowszej mody odnośnie koloru włosów. - Mugole mnie nie interesują - dodałam butnie, bo to podobno modne, aby wygłaszać takie osądy. Cóż, gorzej, jak trafiłam na jakiegoś fana, ale ostatecznie, sam zaczął temat.
Na wieść, że powinnam usiąść - usiadłam. I czekałam na te szalone pytania, które mogłyby mi pomóc w pozbyciu się kolorów włosów, które mocno mi przeszkadzały.
- Od wczoraj. Byłam na pogrzebie, a potem na stypie świętej pamięci pana Slughorna. Nic nie robiłam oprócz rozmów i wznoszenia toastu. Potem... nie wiem co się działo, ale dziś obudziłam się z głową pełną barw. I oczywiście, że próbowałam! Tyle szamponów i eliksirów to chyba w całym moim życiu nie miałam na głowie. Nic nie pomogło, jak widać zresztą - wyjaśniłam sprawę, patrząc wyczekująco na mężczyznę. No, to jaka diagnoza?




Make the stars look like they’re not shining she's so beautiful
Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala numer jeden   01.10.15 2:16

Alan przepisał Venus eliksir, który winien za kilka dni usunąć z włosów młodej arystokratki niechciany kolor - na szczęście kilka dni w ukryciu nie mogło nadto jej zaszkodzić, a pan Bennett będzie miał o czym opowiadać po pracy!

/ zt x 2


Powrót do góry Go down
Belle Cattermole
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4436-belle-cattermole https://www.morsmordre.net/t4476-bilbo https://www.morsmordre.net/t4475-zapraszamy-na-przedstawienie https://www.morsmordre.net/f132-heather-avenue-21 https://www.morsmordre.net/t4477-belle-cattermole
aktorka życia|wolontariuszka|pisarka
21
Czysta
Panna
In the end, we’ll all become stories.
5
14
0
0
4
0
5
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Sala numer jeden   19.07.17 0:04

29 kwietnia 1956

Po korytarzu roznosił się dźwięk uderzania obcasów o posadzkę. Szła w dość szybkim tempie, chcąc jak najszybciej dotrzeć do odpowiedniej sali, w której powinna być już pięć minut temu. W swoim dość specyficznym zawodzie nie miała aż tak ściśle określonego czasu pracy, lecz nie o to się martwiła. Myślała o małym pacjencie, który z pewnością już dawno zaczął się niecierpliwić. Wiedziała, że będzie na nią czekał, bowiem przy okazji ostatniej wizyty uprzedziła go o swojej następnej wizycie. Potrafiła sobie wyobrazić smutek w jego okrągłych, piwnych oczach, które tak bardzo ją oczarowały. On sam był niezwykłym dzieckiem, które niemalże od razu zaskarbiło sobie jej sympatię. Czytała mu bajki z ogromną przyjemnością, bowiem był wiernym słuchaczem. Przy tym cechowała go ogromna wyobraźnia, która pozwalała mu wyobrażać sobie każdą opisywaną przez opowieści czynność czy osobę. Bez problemu dostrzegała to w jego oczach i emocjach malujących się na jego twarzy. Przy tym wydawał się mieć ogromną wyobraźnię, widziała to w jego dziecięcych oczach i rozmarzonym uśmiechu.
Uśmiechnęła się widząc coraz wyraźniej wejście do sali numer jeden. Zza lekko otwartych drzwi potrafiła dostrzec daleką sylwetkę malucha. Nagle poczuła ukłucie ekscytacji, które tak często towarzyszyło jej w pracy. Naprawdę kochała swój zawód.
- Dzień dobry mój miły słuchaczu - powiedziała po wejściu do sali, gdy zbliżała się do łóżka na którym leżało dziecko. Słusznie myślała, iż będzie niespokojny w wyniku jej lekkiego opóźnienia. Emocje te jednak minęły, gdy spojrzał na nią. Niemalże od razu dostrzegła błysk w jego oczach na widok książki, którą trzymała w dłoniach. Podniosła do góry najnowsze wydanie "Baśni Barda Beedle'a" z uśmiechem, co tamten przyjął z szerokim uśmiechem. - Mam nadzieję, iż mój dzisiejszy wybór przypadnie Ci do gustu. Wiele dobrego słyszałam o tych bajkach.
Mówiąc to chwyciła za jedno z krzesełek, które przystawiła sobie do łóżka rudowłosego chłopca, który już tylko czekał na moment, w którym będzie mógł oddać się w świat fantazji.
Belle usiadła na krzesełku, otwierając książkę. Po chwili podała ją chłopcu.
- Wybierz sobie to o czym chcesz posłuchać - powiedziała, obserwując jego poczynania. Radził sobie dzielnie, a i miała wrażenie, że jego samopoczucie jest dużo lepsze od momentu, w którym trafił do szpitala. Nie znała dokładnych przyczyn jego stanu, lecz na skutek zatrucia jakąś rośliną bądź eliksirem nie mógł mówić. Do tej pory pamiętała przerażone oczy rozglądające się nerwowo po pomieszczeniu. Rozumiała jego strach, bowiem zarówno miejsce jak i sytuacja była czymś nietypowym. Cieszyła się więc, że może mu towarzyszyć w tych trudnych dniach i umilać mu czas. Prawdopodobnie już niedługo jego stan miał wrócić do normy, a przynajmniej tak sądziła Belle. Wszak nie była uzdrowicielem.
Malec chwycił baśnie i zaczął je przeglądać. Dość szybko podjął decyzję, oddając jej dzieło Barda z zaznaczoną stroną. Spojrzała na tytuł z ciekawością.
- Czarodziej i skaczący garnek - przeczytała na głos z uśmiechem. - Wybrałeś pierwszą bajkę? Rozumiem, że chcesz po kolei wszystkie czytać? W porządku, a więc zaczynamy.
Po tych słowach Belle zaczęła głośno czytać bajkę. Sama wcześniej też nie zagłębiała się w jej treść, toteż dla niej również była to częściowo nowość. Naturalnie zweryfikowała treści chcąc jedynie upewnić się, iż zawiera ona rzeczy odpowiednie do czytania w takim miejscu. Nie dostrzegła jednak niczego złego, toteż mogła teraz w spokoju i z uśmiechem na twarzy czytać, a raczej opowiadać malcowi bajkę. Ten wydawał się lubić jej dopowiedzenia, bądź rozwinięcia opisów, na którego sobie pozwalała.
Bajka zaczynała się od opowieści o starszym czarodzieju, który pomagał mugolom wśród którym mieszkał. Przy tym Cattermole pozwoliła sobie na dodanie krótkiego opisu wyglądu - wzbogaciła starca o siwą brodę i dobrotliwe błękitne oczy, życzliwie patrzące na każdego. Kociołek zaś opisała w sposób standardowy, bowiem w oczach kobiety był on z wyglądu raczej przeciętny, niepozorny. W dalszym ciągu mówiła o śmierci dobrego mężczyzny i o jego synu, które jawił się w jej oczach jako wysoki mężczyzna o krótkich blond włosach i lodowato chłodnym spojrzeniu, który stanowił wyraźny kontrast w stosunku do ojca. Szybko okazał się być też taki z charakteru, bowiem nie miał zamiaru pomagać ludziom, którzy przychodzili do niego z prośbą o pomoc. Odmówił z początku starszej, zgarbionej staruszce, której wnuczkę obsypały brodawki; odmówił także biednemu starszemu rolnikowi, któremu zaginął osioł oraz zapłakanej matce, której dziecko ciężko chorowało. Szybko jednak zaczął żałować obojętności wobec mieszkańców wioski, bowiem wszystkie nieszczęścia i choroby docierały do niego bardzo intensywnie za sprawą magicznego kociołka. Ten bowiem już po pierwszej odmowie pokrył się brodawkami, a z każdym kolejnym aktem obojętności nowego właściciela zmieniał się w taki sposób, by przypominać o wszystkich nieszczęściach wokół niego. To sprawiło, że w końcu okrutny czarodziej nie wytrzymał presji i wybiegł z domu, pomagając każdemu, kto tego potrzebował. A wraz ze znikającymi problemami, kociołek wracał do pierwotnego stanu. Od tamtej chwili kontynuował dzieło swego ojca w obawie, by kociołek ponownie nie zaczął zachowywać się tak jak wcześniej.
Po skończonej bajce Belle zatrzymała się by dłuższą chwilę popatrzyć na małego pacjenta. Ten był wyraźnie zamyślony.
- Podobała Ci się bajka? - spytała w końcu, a ten niemalże od razu energicznie pomachał rudą czupryną. - A odnalazłeś morał bajki? Nie wiem czy wiesz, ale zazwyczaj autorzy starają się pisać, by w swoich opowieściach zawrzeć coś, co ma nas nauczyć pewnego wzoru. Pokazuje, jak powinniśmy się zachowywać w przyszłości.
Chociaż lubiła chłopca to niełatwo było do niego mówić, gdy te nie był w stanie udzielić jej jasnych odpowiedzi. Równie dobrze mógł wiedzieć już to, co ona mówi. Jeśli jednak tak było nie dawał tego po sobie poznać. Na szczęście dzisiejszego dnia byli w sali tylko oni. Do tego przed przyjściem tutaj pozwoliła sobie zerknąć na pewien mankament, który może mieć znaczenie. Na szczęście chłopak był mugolakiem, a zatem nie musiała się obawiać szlachetnie urodzonych rodziców, którzy mogliby mieć pretensje o to, że psuje ich dziecko. Mogła więc swobodnie mówić o temacie przewodnim przeczytanej dzisiaj bajki, a nawet po prostu ją przeczytać. Nie trudno bowiem było dostrzec tematykę, która od pokoleń była sporem w świecie czarodziejów - kwestia mugoli i czarodziei i ich współpracy.
- W tej bajce autor chciał zwrócić uwagę na to, jak ważne jest byśmy pomagali innym. Mam nadzieję, iż to dostrzegłeś - puściła mu oko, robiąc przy tym krótką przerwę. - Nie powinno się liczyć to kim jesteśmy, jak bogaci jesteśmy... W momencie kiedy ktoś będzie nas potrzebował, powinniśmy pospieszyć mu z pomocą nie bacząc na nic innego. Szczególnie gdy okazałoby się, że uczynienie tego nie sprawiłoby nam żadnego problemu. Ale pewnie ty to wiesz, prawda? Jesteś bystrym chłopakiem i do tego bardzo mądrym. Z pewnością wyrośniesz na zdolnego czarodzieja, jestem pewna.
Posłała chłopcu szeroki uśmiech, na co ten odpowiedział jej tym samym. Jeszcze chwilę do niego mówiła, jednocześnie jednak zapowiadając nadchodzący koniec wizyty. Jakby na potwierdzenie jej słów nagle usłyszała rozchodzący się po korytarzu odgłos kroków. Już po chwili do sali wkroczył jeden z uzdrowicieli, a za nim matka chłopca. Belle przywitała mężczyznę skinieniem głowy, okazując mu szacunek na który ten przecież zasługiwał, by później posłać uśmiech w kierunku rodzicielki jej wiernego słuchacza.
- Nie będę przeszkadzać. Do zobaczenia niedługo dzielny pacjencie - powiedziała kierując słowa w stronę chłopca, by już po chwili powoli iść w stronę wyjścia z sali. W drzwiach jeszcze na chwilę się zatrzymała, ponownie przenosząc wzrok na chłopca. Posłała w jego stronę pokrzepiające spojrzenie. Ten jednak nie wydawał się bać, a wręcz sprawiał wrażenie nieobecnego. Belle chciała wierzyć, że rozmyśla o zasłyszanej dopiero co bajce i o tym, co ta mu powiedziała. W końcu odwróciła się i wyszła, kierując się do innej pomieszczenia, gdzie czekał na nią inny pacjent.

|zt




Wymyśliłam Cięnocą przy blasku świec, nauczyłam się ciebie po prostu chcieć.


Powrót do góry Go down
Magnus Rowle
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle https://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a https://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper https://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow https://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
reporter Walczącego Maga
35
Szlachetna
Żonaty
Dotknij mnie tam, gdzie uważasz, że
może być serce
Rozetnij żebra, częstuj się,
bierz
co chcesz
15
5
0
0
0
32
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala numer jeden   11.11.17 13:01

8 maja?

Cierpliwość była jak irytujący młodszy brat, którego obecność znosił i tylko ze względu na czynniki wyższe nie pokusił się, by któregoś pięknego dnia zepchnąć go ze schodów, pozbywając się dokuczliwego kłopotu raz na zawsze. Tliła się słabiutkim płomieniem, podtrzymywanym prędzej z wygody, niż z troskliwości, by nagle się nie urwał, acz w uzasadnionych przypadkach, Magnus musiał przyznać, że ratowała mu życie. Lubił siebie - a może i coś więcej - więc nie czuł się zobowiązany do walki z popędliwością, do tłamszenia czynów szybszych od myśli, przecinającej zmarszczką skupione czoło, uznając tę drobną przywarę za cechę zachwycającą, na równi korzystną, jak i przysparzającą kłopotów. Cugle nakładał sobie tylko własnoręcznie, kiedy i jego gorącą głowę nachodziły wątpliwości, delikatnie godząca wiadomość, iż rzeczywiście potrzebuje zwolnić. Prewett nie był żadnym przeciwnikiem, acz Rowle nie mienił się koneserem ikarowych lotów. Dudniła w nim czarna magia, każdy krok brzmiał silnym echem potężnej mocy, owszem, lecz cóż z tego, skoro ledwo powłóczył nogami, a wyzwaniem okazało się pokonanie schodów w dół, by na tarasie dokonać rytualnego przeglądu prasy w towarzystwie filiżanki diabelnie mocnej kawy. Racjonalnie wziął na wstrzymanie. Polecenie Ramseya wciąż utrzymywało się na powierzchni, fizycznie jakby zalegając na stosie dokumentów oczekujących na uporządkowanie, lecz to zadanie nie mogło długo czekać. Wskazówki zegara nigdy nie przesuwały się wolniej, w równych odstępach odmierzając uciekające minuty, z których każda była na wagę złota. Czarny Pan otaczał się utalentowanymi czarodziejami, więc stawiane przed nimi wymagania piętrzyły się odpowiednio wysoko; Rowle nie uchylał się przed niczym, a perspektywę wybadania ofiary na własną rękę traktował jako miły trening krasomówstwa. Nie dorównywał w tym względzie Louvelowi, ale może już niedługo pochwali się swymi osiągnięciami w retorycznej sztuce. Nie bał się, nie zasłaniał - bardziej obnażyć już się nie dało, a szlacheckie pochodzenie znakomicie chroniło go przed oszczerstwem rzuconym przez innego arystokratę. Swobodnie zawędrował do Świętego Munga - gdzie łatwiej dorwać uzdrowiciela, niż w siedlisku wszelkich chorób, nawet tych jeszcze nienazwanych przypadłości? - dyskretnie dopytując w recepcji o Archibalda. Nie powołał się na nazwisko, wystarczyła lekko pochylona postawa, arogancki uśmiech i wzrok, przesuwający się z zainteresowaniem po obliczu recepcjonistki, by rozanielona wyśpiewała mu wszystko, czego chciał. Od razu udał się na czwarte piętro, na korytarzu odpalając papierosa końcem różdżki, cóż, tytoń podobno szkodził zdrowiu, lecz tym zamkniętym biedakom i tak musiało być wszystko jedno. Zaciągnął się konkretnie, zdecydowanie naciskając na klamkę i otwierając na oścież drzwi do jednej z mniejszych sal. Pustej, jeśli nie liczyć rudowłosego mężczyzny, bazgrzącego coś na swojej podkładce.
-Witaj, Archibaldzie - przywitał się, zamykając za sobą drzwi. Wygodnie oparł się o framugę i nieprzerwanie ćmiąc papierosa, uśmiechnął się życzliwie do uzdrowiciela. Fajka przykleiła się do dolnej wargi i zadrżała podczas tego grymasu - moja żona niedługo urodzi mi syna, lecz jej prowadzący magomedyk niespodziewanie zniknął. Poradzono mi, bym to właśnie tobie oddał ją pod opiekę. Ponoć masz do tego rękę - rzekł neutralnie, oddając dobrze zamaskowane żądanie w tonie komplementu. Archibald i tak nie mógł się wymigać, za prywatne wizyty - a tylko takie przewidywał dla Moiry - płacił z własnej kieszeni, niezwykle hojnie. Dyrektor Munga pogoniłby Prewetta, gdyby ten zignorował tak ważną pacjentkę.
-Mam nadzieję, że zechcesz pomóc - pięknie szło mu utrzymywanie pozorów - sam masz już synka, nieprawdaż? Wiesz, jakie to ważne dla nas, arystokratów, by mieć potomka, który dalej przekaże nazwisko - rzekł, wydmuchując z ust kłąb dymu. Jasne, że wiedział, ale najwyraźniej miał w dupie konieczność chronienia wymierającej szlachty - jak się czuje twój przyjaciel, Brendan? Zgaduję, że to dzięki jego pomocy mogłeś stawić się w pracy. Prawdziwy bohater, niebezpośrednio, ale uratował tak wiele istnień - zakpił, krzyżując ręce na piersi i tym razem ostrzej przeszywając Prewetta klingą surowego spojrzenia.


Powrót do góry Go down
Archibald Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett https://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 https://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 https://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow https://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
toksykolog
30
Szlachetna
Żonaty
Only I could know exactly what I'm fighting for.
6
3
7
23
0
0
3
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala numer jeden   26.11.17 1:33

Ostatnie dni nie były proste i niestety nic nie wskazywało na to, by cokolwiek miało się zmienić. Wręcz przeciwnie - Archibald czuł się jak na równi pochyłej; każdy dzień zdawał się posiadać kolejne zmartwienie do kolekcji. A to był dopiero ósmy dzień maja, co w takim razie czekało na niego pod koniec miesiąca? Jego myśli odbijały się od jednego problemu do drugiego, próbując którykolwiek z nich rozwiązać - i paradoksalnie odpoczynek znajdował w pracy. Tu również panował chaos, ale nie było to nic nowego ani zaskakującego - tak samo jak trudne przypadki czy denerwujący pacjenci. Większym niepokojem ogarnąłby go wszechobecny spokój, z którym nie spotkał się jeszcze nigdy pomimo niemalże dziesięcioletniemu doświadczeniu w pracy uzdrowiciela. Przynajmniej na jego oddziale zmiany nie zostały aż tak zauważony - bądź co bądź większość przypadków leczyło się antidotami, a nie niestabilnymi ostatnio zaklęciami. To też sprawiło, że inne oddziały przypomniały sobie o dobroci eliksirów, przez co alchemicy przechodzili oblężenie. Archibald natomiast odnalazł chwilę spokoju w jednej sal, gdzie postanowił przeanalizować kartę swojego najnowszego pacjenta. Siedział na jednym z chybotliwych łóżek (sala zdecydowanie wymagała remontu, tak jak połowa szpitala) maksymalnie skupiając się na przypadku. Z początku nawet nie usłyszał dźwięku otwieranych drzwi - dotarły do niego dopiero pierwsze słowa mężczyzny. Podniósł wzrok, nawet nie próbując zamaskować zdziwienia, które pojawiło się na jego twarzy. Spodziewał się go, oczywiście, ale niekoniecznie teraz i w tym miejscu. Zdziwienie zostało jednak szybko zastąpione przez złość. Chyba nie spodziewał się, że Archibald od razu podkuli ogon? Inaczej na pewno nie dołączyłby do Zakonu, zresztą po ostatniej misji spodziewał się tego spotkania, nawet jeżeli nie miał na nie najmniejszej ochoty. - Obawiam się, że takie wizyty nie mieszczą się w ramach mojej specjalizacji - odpowiedział nad wyraz spokojnie pomimo rosnących w nim emocji. Nigdy nie zgodziłby się na coś podobnego, poza tym dobrze wiedział, że to nie dobro żony jest dla Rowle'a w tym momencie najważniejsze. Inaczej nie dopuszczałby do niej swojego wroga - oboje byli świadomi jak ważne w życiu szlachcica są narodziny syna. - Dlatego radzę poszukać kogoś bardziej kompetentnego. W końcu, jak słusznie zauważyłeś, narodziny męskiego potomka to ważne wydarzenie. Nie ryzykowałbym - dodał, po czym dopisał ostatnie słowo w swoich notatkach, na moment lekceważąc obecność Magnusa. To nie tak, że w ogóle się go nie obawiał - bał się, oczywiście, w końcu ten człowiek był nieobliczalny. Ale nie był to ten rodzaj strachu, który ciągnąłby go na dno. Brendan. Nie spodziewał się, że Magnus go rozpozna. Nie chadzał na arystokratyczne spędy, podczas gdy Rowle nie sprawiał wrażenia osoby, zawracającej sobie głowę kimś kogo nigdy w takich miejscach nie widział. - Czego chcesz? - Zapytał, podnosząc na niego wzrok. Nie chciał dłużej ciągnąć tej gadki szmatki, wolał od razu przejść do sedna sprawy.




Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Powrót do góry Go down
Magnus Rowle
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle https://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a https://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper https://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow https://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
reporter Walczącego Maga
35
Szlachetna
Żonaty
Dotknij mnie tam, gdzie uważasz, że
może być serce
Rozetnij żebra, częstuj się,
bierz
co chcesz
15
5
0
0
0
32
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala numer jeden   27.11.17 10:31

Wizyta w Mungu była całkowicie spontaniczna, ot, głupi pomysł, który wpadł do głowy podczas porannej przebieżki na jednej wydeptanej ścieżce lasu okalającego wyniosły zamek Beeston. Nie knuł planu godzinami, nie posiadał umysłu stratega i szczerze nie znosił zastanawiać się nad skutkami podjętych decyzji. Z definicji (z urodzenia) wiele uchodziło mu na sucho i wiele nie musiał się męczyć, aby dopiąć celu. Wycieczka do szpitala była urozmaiceniem kolejnego nudnego popołudnia, zapełnieniem wyrwy w ściśle zorganizowanym grafiku między spotkaniem z szefem Departamentu Przestrzegania Prawa a cotygodniowym seansem kościanego pokera ze szlacheckimi przyjaciółmi. Rozmowa z Archibaldem powinna wszak odbyć się w warunkach nieco bardziej (mniej?) komfortowych niż wiejąca chłodem szpitalna sala i zakrawać o zdecydowaną oficjalność, może wyeksponowaną poprzez gwardię przybocznych kroczących tuż za Magnusem, prowodyrem owego spotkania. W spierzchniętych, spragnionych ustach nosił przedsmak - krwi, jęków i błagania o litość. Prostolinijnie, nie miał wygórowanych wymagań, acz niedokończone niesnaski po prostu domagały się zamknięcia tego rozdziału. Z nieprzyjemnym trzaskiem pękających żeber. Chętnie wziąłby go żywcem już teraz i poddał serii wyczerpujących testów: czy po rodzaju bólu potrafi zdiagnozować zadane sobie obrażenia, jak wysoki posiada próg wytrzymałości na cierpienie? Eksperymenty musiał jednakże odłożyć w czasie, na razie rozkoszując się rozsiewaną aurą lepkiego niepokoju. Nie powinno go tu być, jakże miał śmiałość ukazywać się Archibaldowi na oczy, dobrowolnie po demaskacji swej poglądowej przynależności? Magnus przez ramię pluł na te śmieszne, zdroworozsądkowe wykrzykniki, dumnie krocząc korytarzami Munga, jak pan i władca tego miejsca. Manierę wyostrzyła pewność siebie i kalejdoskop nieudolnych wyczynów Prewetta, który nadawał się co najwyżej do polerowania różdżek, bo na pewno nie do ich używania. Przynajmniej w trakcie otwartego starcia - uzdrowicielskich talentów nie podważał. Jawnie kpił z historyjki o próbie wyrwania mu zęba, choć gdyby nie uniknął tego zaklęcia, brak górnej jedynki długo nie pozwoliłby mu ani o tym zapomnieć, ani spojrzeć w lustro.
-Archibaldzie, doskonale wiem, że w Mungu wszyscy uzdrowiciele są od wszystkiego - odparł stanowczo, chuchając na niego papierosowym dymem i uśmiechając się wręcz protekcjonalnie. Czyżby musiał tłumaczyć magomedykowi struktury szpitala, do którego zachodził od przypadku, do przypadku, zazwyczaj, by kontrolować stan zdrowia swych córek i ich matki? - poza tym, polecono mi zwrócić się właśnie do ciebie - co akurat kłamstwem nie było. Zwrócił się do ordynatora rzeczonego oddziału, a on skierował go wprost do (ponoć) swego najlepszego uzdrowiciela. Żałował, że Prewett nie umie się bawić - sam przecież nie mógł ciągnąć humorystycznej opowiastki w nieskończoność. Nie bez przyczyny Ajschylos wprowadził na scenę drugiego aktora.
-Czy to groźba? - spytał cicho, unosząc lekko brew i wyrzucając tlący się niedopałek na podłogę, by nonszalancko zdeptać go obcasem błyszczącego buta. Zaskoczył się i ten cień zmiany nastroju błyskawicznie przemknął przez twarz Magnusa - daleko mu jednak było do strachu, bliżej do... zadowolenia z pewnego przejęcia inicjatywy.
-Znajdziesz wiele powodów, by nie darzyć mnie sympatią - co najmniej trzy: rzuciłem na ciebie zaklęcie niewybaczalne, ciężko poraniłem kompana, skradłem list dla twych ideowych przeciwników - acz chyba nie przeniósłbyś tej niechęci na nienarodzone dziecko, Archibaldzie? - spytał prowokująco, krzyżując ręce na piersi i wygodniej opierając się o framugę zamkniętych drzwi. Mierzył go uważnym, oceniającym spojrzeniem, wnioskując, że stężona twarz Prewetta nie traci i tak na swej wrodzonej dobrotliwości - chcę się upewnić, że biedaczek nie wykrwawił się na środku ulicy. Odwiedziłbym go sam w biurze aurorów, lecz, sam rozumiesz, to nie byłby najszczęśliwszy pomysł - odparł, wydymając wargi w wyrazie niewysłowionego smutku i żałości.


Powrót do góry Go down
Archibald Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett https://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 https://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 https://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow https://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
toksykolog
30
Szlachetna
Żonaty
Only I could know exactly what I'm fighting for.
6
3
7
23
0
0
3
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala numer jeden   09.12.17 3:00

Świadomość, że stojący przed nim człowiek nie poniósł żadnych konsekwencji swoich czynów i jak gdyby nigdy nic chodzi po magicznym świecie, doprowadzała go do szału. Powinien już dawno gnić w Azkabanie i być zdanym na łaskę dementorów, którzy z kolei zdawali się nie posiadać tego słowa w swoim słowniku - i bardzo dobrze, tym ludziom nie należało się nic dobrego. Archibald nie był w stanie odczuwać w stosunku do nich jakiejkolwiek dozy współczucia - byli mordercami, torturowali ludzi, sami chyba nimi nie byli. Tak jak Magnus Rowle, który miał czelność przyjść do szpitala i mu grozić.
- W takim razie posiadasz błędne informacje. Nie bez powodu szpital jest podzielny na oddziały - zauważył, wciąż spokojnie, choć w środku zaczynał wrzeć. Arystokratyczne wychowanie nauczyło go jednak trzymać emocje na wodzy i w miarę możliwości ich po sobie nie okazywać, nawet jeżeli jego twarz zazwyczaj zachowywała się jak otwarta księga. - Polecono? - Zaśmiał się pod nosem, choć wcale nie było mu do śmiechu. Coraz bardziej zdawał sobie sprawę z powagi sytuacji w jakiej się znalazł oraz z zagrożenia jakie prawdopodobnie nasłał na swoją najbliższą rodzinę - albo nasyła właśnie w tym momencie. Wiele zależało od tej rozmowy, tak myślał, nie, był o tym przekonany. Chociaż obawiał się, że tak czy inaczej jest dopiero cichym wstępem do głośnych przepychanek, których dotychczas tak sprawnie unikał. Ale nie można uciekać w nieskończoność, ten dzień przecież musiał kiedyś nastąpić.
- Może - odparł krótko, obserwując jak mężczyzna rozdeptuje na czystej posadzce niedopałek papierosa, a magiczny tytoń rozłazi się wokół niego. Nie cierpiał brudu, tak jak nie cierpiał Rycerzy Walpurgii i ich chorej ideologii. Inaczej jej nie mógł nazwać - nie potrafił pojąć jak człowiek zdrowy na umyśle może traktować czarodziejów nieczystego pochodzenia z taką pogardą i złością. Przecież to byli ludzie jak każdy inni.- Prawdopodobnie nie, choć przypadki chodzą po ludziach - jedno dziecko już zabiłem pomyślał, czując jak na samo wspomnienie tamtego dnia ściska mu się żołądek. Nie wiedział czy byłby w stanie zrobić coś tak strasznego i to było w tym wszystkim najgorsze - powinien być przekonany, że absolutnie nie jest w stanie. Neutralne nie wiem jednak świadczyło o wątpliwościach, wątpliwościach powstałych po różnych wydarzeniach, a układających się w to samo - złość na obecną rzeczywistość i jej bezsens, krzywdzący niewinnych.
Miał niewysłowioną ochotę wyjąć z kieszeni fartucha swoją różdżkę i z jej pomocą wyrzucić go z pomieszczenia, choć tym samym zwróciłby na siebie uwagę całego szpitala. Poruszył się niecierpliwie na krześle, unosząc na niego swój wzrok. - Czy chcesz jeszcze się czymś podzielić, Magnusie? Oprócz troski o swoją żonę i mojego kolegę? - Zapytał, siląc się na spokojny ton, chociaż prowadzenie tej rozmowy w formie niezobowiązującej pogawędki było wyczerpujące. Archibald łudził się jednak, że Rowle dojdzie w końcu do sedna swojej wizyty, rezygnując z protekcjonalnego tonu i zawoalowanych wypowiedzi.




Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Powrót do góry Go down
Magnus Rowle
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle https://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a https://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper https://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow https://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
reporter Walczącego Maga
35
Szlachetna
Żonaty
Dotknij mnie tam, gdzie uważasz, że
może być serce
Rozetnij żebra, częstuj się,
bierz
co chcesz
15
5
0
0
0
32
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala numer jeden   12.12.17 13:34

Z wilczym uśmiechem i rzędem kłów szczerzących się w paszczy serwował właśnie Archibaldowi pokątną wersję prawdy - gdyby ten spytał wprost, Magnus nie śmiałby zaprzeczyć. Nie tak został wychowany i czuł dumę ze swego uczynku, niezależnie, czy pokiereszował zwolenników Grindelwalda, czy też biednych Zakonników. Obstawiał przy opcji drugiej, bardziej instynktownej: znał Prewetta ze szlachecki salonów, ryża rodzinka miała też silnie zakorzenione tendencje promugolskie. Gdzież fajtłapowaty uzdrowiciel miałby knuć u boku czarnoksiężnika, do niedawna siejącego postrach w całej Europie? Nadawałby się co najwyżej na mięso armatnie.
-Czyżby? - zakpił, unosząc brew w wyrazie szczerego powątpiewania - wyjątkowe sytuacje wymagają wyjątkowych metod. Po sławetnym wybuchu - w którym pomyleni ideowcy maczali palce - ślepiec leżał obok kulawego. Oczywiście, nie życzyłbym sobie umieszczania mojej żony w sali wraz z hordą mugolskich pomiotów, ale - nie krył się absolutnie ze swą pogardą, nie czynił subtelnych ukłonów w stronę zaślepionego Archibalda - z mojej perspektywy jest to równie ważne wydarzenie. Szpital nigdy nie gardzi bezinteresownymi dotacjami - rzucił beztrosko, wprawiając w ruch szatę, z kieszeni której wydobyło się wesołe pobrzękiwanie złotych monet - czyżbyś nie zgadzał się ze swoim kunsztem w uzdrowicielskiej sztuce? Po renomie, jaką zdobyłeś w Mungu sądzę, że jesteś w niej bieglejszy, niż w obronie przed czarną magią. Taką przynajmniej mam nadzieję, bo mogłoby się to naprawdę źle skończyć dla twoich pacjentów - wyraził swoje głębokie ubolewanie, z rozbawieniem insynuując wypadki na Long Acre. Nie musiał się z tym kryć, nawet nie chciał i tak został już zdemaskowany. Kto wie, może jego podobizna już wisiała w domu każdego zakonnika? Chętnie by taką podpisał, nadmuchane ego znalazłoby dość cierpliwości nawet na tak żmudną pracę.
-Prawdopodobnie? Rozczarowujesz mnie, Archibaldzie. Skoro wahasz się nad złamaniem przysięgi Hipokratesa, czy nie złamiesz też innych, może ważniejszych? - zadrwił, niewiele dbając o personalną groźbę. Jego syn urodzi się zdrowy - może pod pieczą Prewetta, może nie, ale Archibald i tak jest mu coś winien za chybione imperio.
-Aż tak bardzo zależało wam na tym liście, by wdawać się w burdę na środku mugolskiej ulicy? Musiał być chyba niezwykle ważny, skoro taki praworządny obywatel jak ty w towarzystwie najwyższego stróża prawda zdecydowaliście się zaatakować - zamyślił się, pocierając brodę dłonią w wyrazie intensywnego zastanowienia - było warto? Ja bawiłem się wyśmienicie. Uwielbiam wygrywać - podzielił się z Archibaldem swoją słabostką, jakby ten był co najmniej jego przyjacielem z lat dzieciństwa, z którym zebrali się na wspominki dawnych czasów. Z błyskami klątw niewybaczalnych we tle.


Powrót do góry Go down
Archibald Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett https://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 https://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 https://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow https://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
toksykolog
30
Szlachetna
Żonaty
Only I could know exactly what I'm fighting for.
6
3
7
23
0
0
3
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala numer jeden   23.12.17 1:19

- Nie będę zajmował się twoją żoną - powtórzył dobitniej, starając się zignorować jego wywyższający się ton i teatralnie chwalenie się posiadanymi pieniędzmi, a raczej wszystkimi możliwościami, które dzięki nim posiadał. Archibald nie wyobrażał sobie domowych wizyt u Rowla i ten mógł być pewien, że zrobi wiele, by do nich nie dopuścić. Chyba, że znajdzie w tym jakiś pozytyw, jednak w tym momencie widział to w czarnych barwach. Po raz pierwszy działalność w Zakonie mu zaszkodziła, naraziła na prawdziwe niebezpieczeństwo. Sprowadziła nachalnego wroga, który z pewnością nie przestanie go nękać - Archibald się nie łudził, choć i tak nie przygotował się na taką ewentualność jak ta. Gdyby kierował się rozsądkiem, zapewne jeszcze raz rozważyłby bycie Zakonnikiem skoro naraża swoich najbliższych na takie niebezpieczeństwo - ale paradoksalnie, pomimo oddaniu się nauce, najczęściej kierował się emocjami. Które zresztą zaczynały coraz dobitniej o sobie znać; Archibald czuł jak wzrasta w nim wzburzenie, szczególnie, kiedy zaczął wspominać ich niedawne spotkanie. Miał coraz większą ochotę zapomnieć o konwenansach i posłać w jego kierunku bolesne zaklęcie - a jeszcze chętniej nalać do tych ust, wyginających się teraz w tak okrutny uśmieszek, zawartość jednej z posiadanych w gabinecie kolorowych fiolek. - Nie, nie musisz się o to martwić. Reszta decyzji jest nieodwołalna - powiedział, mając na myśli oczywiście Zakon, bo o cóż innego mogło w tym wszystkim chodzić. - Nie wiesz jaki był ważny? Nie miałeś okazji go przeczytać? - Zadrwił, zamykając wciąż trzymaną w dłoniach kartę pacjenta. Powinien dalej mu pomagać zamiast wdawać się w pogawędki, które do niczego nie prowadziły. - Ale tak, było warto - odpowiedział sucho, robiąc po tym krótką pauzę. - Tak to teraz będzie wyglądać? Będziesz regularnie tutaj przychodzić i mi grozić? Będziemy chodzić do bufetu i gawędzić? - Zapytał, najchętniej parskając by przy tym śmiechem, ale nie potrafił w tym momencie zmienić swojego wyrazu twarzy. Jaki Magnus ma cel? Co zrobi z posiadaną wiedzą? Archibald jeszcze nie wiedział, co zrobi ze swoją własną, ale najwyraźniej powinien szybko to zmienić.




Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Powrót do góry Go down
 

Sala numer jeden

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Sala numer jeden
» Sala numer jeden
» Sala numer dwa
» Sala numer dwa
» Sala operacyjna

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster :: Szpital Świętego Munga :: IV piętro: Zatrucia eliksiralne i roślinne-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18