Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Sala numer jeden

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Sala numer jeden   30.03.15 23:49

First topic message reminder :

Sala numer jeden

Wszyscy wiemy, jak ma się rzeczywistość w Mungu i że nie jest ona lepsza od tej poza jego murami. Niedawna wojna zrobiła swoje - znaczna większość pomieszczeń potrzebuje remontu dosłownie na gwałt. Pociemniała biała farba na sufitach, którą bardziej określić można jako szaro-żółtą lub zwyczajnie szarą, w zależności od oświetlenia, parapety pomalowane paskudną olejną farbą, wszelkiego rodzaju rysy, obdrapania, ślady po stuknięciach... Chybotliwe łóżka, pod których nogi częstokroć podstawiane są drewniane klocki lub kawałki gazet, by jakoś je ustabilizować, z lekka nieszczelne okna, na które niby rzucane są wszelkiego rodzaju zaklęcia, lecz raczej z dosyć marnym skutkiem... Długo by wymieniać wszelkie mankamenty.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Magnus Rowle
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle https://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a https://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper https://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow https://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
reporter Walczącego Maga
35
Szlachetna
Żonaty
Dotknij mnie tam, gdzie uważasz, że
może być serce
Rozetnij żebra, częstuj się,
bierz
co chcesz
15
5
0
0
0
32
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala numer jeden   23.12.17 20:34

Bawił się przednio, choć niemalże dziecięcą radość z tych niewinnych igraszek przyćmiewało ponuractwo Archibalda, gubiącego rytm ich wspólnej piosenki. Magnus nie chciał, by zabiedzony Prewett tańczył, jak mu zagra - chciał, aby ten tańczył z nim, lecz najwyraźniej pochodzący z rozrywkowego rodu Fluvius skrupulatnie odcinał się od korzeni. Oraz od szlachectwa, działając na szkodę tradycji, obyczajów i czystej krwi. Szkoda. W innych okolicznościach prawdopodobnie mógłby prosić go o przejęcie pieczy nad brzemienną żoną szczerze i bez ukrytych złośliwości.
-Zobaczymy - zauważył, lekceważąco wzruszając ramionami, bo zaimprowizowana przyczyna spotkania niewiele go obchodziła. Moira wyglądała kwitnąco, jakby rozwijające się w niej życie tchnęło w nią nową siłę, a Rowle sprowadziłby do niej uzdrowicieli zza kontynentu, gdyby zaistniała taka konieczność. Sprawniejszych w ręku od zaściankowego i niezgrabnego Archibalda, zdolnego(?) do przypadkowego upuszczenia dziecka tuż po narodzinach. Zrobiłby to? Rowle raz jeszcze przyjrzał mu się uważnie, obcasem buta rozsiewając popiół po jak największej powierzchni sterylnej dotąd sali. Prewett miał poczciwą, swojską twarz, chociaż teraz ściągnięta w dziwacznym wyrazie irytacji nieprzyjemnie pogrubiała rysy mężczyzny. Rudego - przypadek, czy też genetyka postanowiła napiętnować wszystkich zdrajców ryżymi włosami, by w ten sposób zadośćuczynić historii? Dwulicowości nie znosił, a każdy arystokrata, odcinający sznurki od wartości wpajanych w rodzinnym domu, zasługiwał na najsroższą karę. Magnus nienawidził własnego ojca, lecz nie wykpił się od obowiązków, zabił własną siostrę, bo nie zdzierżyłby pomazania hańbą ich nazwiska. Prewett zaś drwił z szacunku do własnej krwi oraz dziedzictwa, używając przywilejów, a lekceważąc nałożone nań powinności i bratając się z robactwem, jakie należało wytępić.
-Nie był przeznaczony dla moich oczu - wyjaśnił spokojnie, nie czując się ani odrobinę wytrącony z równowagi. Intrygowało go, co takiego mogła zawierać korespondencja ministra magii z Grindelwaldem, tak z ludzkiej ciekawości, jak i dociekliwości politycznego dziennikarza, ale choć list prędko wpadł w jego ręce, nie śmiał go otworzyć. Nęcił, kusił, jak zakazany owoc, lecz Magnus oparł się żądzy wiedzy; dostanie ją w swoim czasie, bezpośrednio od Czarnego Pana. Uwznioślające bardziej od żałosnej samowolki.
-Grozić? - spytał, autentycznie zdziwiony, unosząc nieznacznie brew i uśmiechając się spokojnie - Nie wysunąłem pod twoim adresem lub pod adresem twojej rodziny żadnej groźby, Fluviusie - poprawił go, przewracając oczami, jakby dumał, dlaczego ten robi z niego takiego potwora.
-Ale zawsze możesz się zastanowić, co się stanie, jeśli kiedyś się spotkamy, a przy tobie nie będzie Brendana Weasleya - poradził, wyciągając zza pazuchy srebrną papierośnicę i zastanawiając się chwilę nad wyborem papierosa. W środku zostały ledwie cztery, a Magnus paranoicznie hołdował symetrii. Nie zniósłby, gdyby została mu nieparzysta liczba szlugów, więc nim zdecydował się zapalić, wysunął rękę w stronę Archibalda, wręcz błagając w myślach, by zdecydował się poczęstować. Tytoniem, na rozkoszowanie się smakiem innych używek jeszcze mieli dość czasu.


Powrót do góry Go down
Archibald Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett https://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 https://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 https://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow https://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
toksykolog
30
Szlachetna
Żonaty
Only I could know exactly what I'm fighting for.
6
3
7
23
0
0
3
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala numer jeden   28.12.17 3:13

Bądź co bądź Archibald wychowywał się w ciasnym arystokratycznym środowisku, w pewnym stopniu podobnym do środowiska Magnusa, jak długo Archie by temu nie zaprzeczał. Był dobrze zaznajomiony z dworską etykietą i, co ważniejsze, ze szlacheckim stylem bycia. Tym celowym pomijaniem meritum, bezcelowym krążeniem wokół sedna dla samej zabawy. W połączeniu z ubogą mimiką twarzy i próbą ukrycia większości emocji, to zaczynało go strasznie męczyć. Od pewnego czasu wolał proste i oczywiste sytuacje bez niepotrzebnego zawoalowania, szczególnie teraz, kiedy chciał jak najszybciej skończyć tę rozmowę. Magnus za to zdawał się doskonale bawić, wyraźnie czując przewagę nad Archibaldem, ale dlaczego? Prawdę mówiąc i Archibald czuł się z lekka przytłoczony jego pewnością siebie, ale przecież nie miał ku temu aż tak wielu powodów. Wyprostował się bardziej na krześle, nie spuszczając z niego wzroku. - Czyli tak to u was wygląda - powiedział, faktycznie z zainteresowaniem kodując tę informację. Oczywiście Magnus mógł kłamać, ale Archibald uwierzył w jego słowa - faktycznie nie wiedział, czyli odbębnił brudną robotę i nie dostał nic w zamian. Kim był ich przywódca skoro ludzie tacy jak Rowle korzyli się przed nim i nie czuli z tego powodu żadnego wstydu? Musiał być niezwykle zdolnym manipulantem i silnym czarodziejem, nie widział innej możliwości, i aż przeszedł go dreszcz na samą myśl spotkania z tym człowiekiem. - Z pewnością - zakpił, kiedy Magnus znowu sobie z nim pogrywał zamiast jasno powiedzieć czego chce. Chyba, że jego celem było właśnie najście i przypomnienie o swojej osobie - to mu się udało, Archibald na pewno od tego spotkania stanie się jeszcze bardziej czujny. Mógł mówić wszystko, Archibald i tak mu nie wierzył - wiedział, że jest zdolny do wszystkiego, w końcu rzucał na niego zaklęcie niewybaczalne. - Nie będę się martwił na zapas - odparł, spoglądając na wyciągniętą w jego kierunku paczkę papierosów. Naprawdę? Jest toksykologiem, w tej chwili przewrażliwionym, nie będzie brał niczego od swojego wroga. Pokręcił więc głową, niemo przekazując swoją odmowę. - Nie będę grał z tobą w te gierki. Gawędził, częstował się papierosem czy odwiedzał twoją żonę - powiedział chyba nie po raz pierwszy podczas tej rozmowy - nie był tym typem, nie miał zamiaru się w to bawić. Magnus albo to zrozumie i stąd wyjdzie albo będzie dalej stał oczekując zaangażowania w dyskusję, którego nigdy nie dostanie. - Możesz wyjść - dodał, mając nadzieję, że Rowle faktycznie w końcu opuści to pomieszczenie. W przeciwnym wypadku Archibald chyba wyciągnie różdżkę i nie zważając na okoliczności rzuci w niego jakimś zaklęciem - nawet jeżeli nie miał ku temu wysokich kwalifikacji, ale nie zdzierży dłużej oglądania tej twarzy.




Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Powrót do góry Go down
Magnus Rowle
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle https://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a https://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper https://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow https://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
reporter Walczącego Maga
35
Szlachetna
Żonaty
Dotknij mnie tam, gdzie uważasz, że
może być serce
Rozetnij żebra, częstuj się,
bierz
co chcesz
15
5
0
0
0
32
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala numer jeden   28.12.17 21:21

Patrzenie z góry na Archibalda sprawiało Magnusowi nikłą przyjemność, rozchodzącą się kojącym ciepłem po napiętych mięśniach, instynktownie przygotowujących się do ataku. W nonszalanckiej postawie miłego gościa czaiły się charakterne rysy drapieżcy, gotowego w ciągu sekundy pozbyć się maski i rzucić się na gospodarza tego spotkania. Wyrobił sobie ten nawyk, pobudzając się do nieustannej czujności: czarna magia pozwalała mu zapanować nad prawdziwą potęgą, o jakiej Prewettowi nawet się nie śniło, lecz za rozsądną cenę. Żałosne, lecz tę odwagę ochrzczono świętokradztwem i próżnością, a tym samym wyklęto praktykujących czarnoksiężników. Chwalenie się posiadaniem wiedzą procentowało zatem nie godnościami rzucanymi pod stopy, a kajdanami na kostkach. Wieść o zaangażowaniu Rowle'a gruchnęła jednak w świat, więc radził sobie z tym po swojemu, nieco wyzywająco uśmiechając się do siedzącego na trzeszczącym krześle Archibalda, z jawną kpiną przebłyskującą w ciemnych oczach.
-Jeśli taki robak jak ty, miał czytać słowa Grindelwalda, to Zakon wykończy się samodzielnie przez beznadziejną organizację - odparł, mrużąc złośliwie oczy, prowokując Prewetta do szczętu. Obrażał go właściwie niechętnie, miał go za straconego szaleńca i beztalencie (chociażby w dziedzinie obrony przed czarną magią), lecz było mu to odrobinę... nie w smak. Strata dobrze rokującego arystokraty bolała wyhartowane przez historię i tradycję serce Magnusa.
-Jeszcze nie jest za późno, byś stanął po właściwej stronie. Ty, i cała twoja rodzina - rzekł ciszej, zmieniając taktykę i wprawnie poruszając się po taktach uczuć Archibalda. Miał żonę i małe dzieci, na pewno zależało mu na losie tych poczwarek, a tylko Czarny Pan mógł zagwarantować im bezpieczeństwo, gdy dojdzie do rzezi na członkach Zakonu. Naturalnie nie liczył, że Fluvius gorliwie zgodzi się na tę propozycję, uściśnie mu dłoń i zacznie krzewić prawdę, zakotwiczoną w szlacheckiej krwi od pokoleń, lecz starał się wytrącić go z równowagi w każdy z możliwych sposobów, nawet ten najbardziej daleki od zrealizowania scenariusz.
-Szkoda - odparł, wzruszając ramionami, nieco poirytowany, że Prewett wzgardził poczęstunkiem. Na Slytherina, chyba nie myślał, że chciałby go otruć. Salonowe intrygi zostawiał kobietom, to kuluary sprzyjały podobnym gierkom, a nie ubita ziemia prosto w południe. Wyjął jednego papierosa, złamał go i rzucił na podłogę, dopiero dopełniwszy dziwacznego rytuału, wziął kolejnego, zapalając go krótkim płomieniem dobytym z różdżki.
-Dziękuję za pozwolenie, łaskawco - zadrwił, przeciągając sylaby ostatniego słowa i kpiąco schylając przed nim głowę. N a p r a w d ę?
-Radziłbym ci się jednak poważnie zastanowić. To dobra rada, przemyśl ją. Fluviusie - powiedział miękko, wydmuchując kłąb dymu, który ułożył się w szary wykrzyknik. Lubił te drobne efekty specjalne, chociaż nie spodziewał się cudów po tym wariacie.
-Zatem do zobaczenia - uchylił wyimaginowany kapelusz i wyszedł, trzaskając drzwiami, by nie zostawiać Prewetta w oszałamiającej ciszy, a dać mu choć namiastkę irytującej go osoby, w postaci echa drewna uderzającego silnie o framugę i pogłosu kroków, wydawanych przez połyskujące buty.

zt Magnus


Powrót do góry Go down
Archibald Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett https://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 https://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 https://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow https://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
toksykolog
30
Szlachetna
Żonaty
Only I could know exactly what I'm fighting for.
6
3
7
23
0
0
3
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala numer jeden   29.12.17 23:39

Jego podejście do mugoli zawsze było dość neutralne. Nigdy nie czuł potrzeby bratania się z nimi, ale też nie chciał ich mordować. Przez większość życia obracał się wśród szlachty, gdzie o mugolach nawet nie myślał - byli mu obojętni. Przyjaźnił się z osobami, które prezentowały sobą nieco odmienne zdanie, i jakoś nikomu to nie przeszkadzało. Aż w końcu ten temat zaczął być coraz częściej poruszany. Zaczął wywoływać coraz większe emocje i uwidaczniać już istniejące bariery pomiędzy poszczególnymi rodami. Archibald lubił swoje szlacheckie życie; cenił czarodziejską tradycję i ją kultywował, ale cała ta nienawiść do mugoli i osób niemagicznego pochodzenia przekroczyła pewną granicę, której Archibald już nie mógł ignorować. Nie mógł już tego tematu nie poruszać, omijać go, żyć w swojej kolorowej bańce. Bo to wciąż byli ludzie i nie mógł pozwolić, by podobni do niego ich prześladowali czy nawet mordowali z zimną krwią. Czasem się zastanawiał czy przystąpienie do Zakonu było słuszną decyzją, ale nigdy - przenigdy - nie dołączyłby do nich. Wiedział, że jako szlachcic miał jako taki wybór, ale nawet o tym nie myślał. - Już stoimy po właściwej stronie - odpowiedział, będąc pewnym swoich słów, nawet jeżeli narażało go to na niebezpieczeństwo. Przywykł do myśli, że Lorraine i dzieci nie są stuprocentowo bezpieczne, przynajmniej tak mu się wydawało. - Za to dla ciebie chyba już nie ma ratunku - zauważył. Nigdy by nie uwierzył gdyby Rowle pojawił się na progu Starej Chaty ze skruszoną miną - był chory z tą swoją ideologią, inaczej nie potrafił tego nazwać. - Nad niczym nie będę myśleć, znasz moją odpowiedź - powiedział, ignorując jego teatralne gesty. Denerwował go jego styl bycia, każdy ruch, gest i słowo. Obserwował go z zaciśniętą szczęką, czując jak go świerzbią ręce, żeby złapać za różdżkę i go stąd dosłownie wyrzucić. Na szczęście wyszedł, a Archibald odetchnął z ulgą, dopiero teraz czując jaki był spięty przez całą rozmowę. Jego wizyta nie wróżyła dobrze - miał ochotę natychmiast teleportować się do Weymouth, ale powstrzymał się, nie chcąc popadać w paranoję. Zamiast tego wysłał do Lorraine list, pytając się czy wszystko u niej w porządku. Rowle szybko im nie odpuści, był tego pewien. Posprzątał po jego wizycie i wrócił do pracy, nie mogąc wyrzucić jego kpiącego uśmiechu z głowy przez resztę dnia.

zt




Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Powrót do góry Go down
 

Sala numer jeden

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Sala numer jeden
» Sala numer jeden
» Sala numer dwa
» Sala numer dwa
» Sala operacyjna

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster :: Szpital Świętego Munga :: IV piętro: Zatrucia eliksiralne i roślinne-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18