Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Strych

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Strych   30.07.16 12:52

Strych

Poddasze, na które prowadzą drewniane schody, zostało podzielone ścianką działową na dwie części. W jednej z nich znajduje się pokój gościnny, a w drugiej - strych, na którym po odbudowie chaty urządzono pracownię alchemiczną. Pomieszczenie jest niewysokie, rozległe, lecz przy tym dość ciemne. Jedynym źródłem światła jest jedno okno dachowe i zaczarowana świeca lewitująca zawsze przy obecnym na strychu czarodzieju. Na pierwszy rzut oka na półkach zalegają głównie fiolki z eliksirami i ingrediencje w szklanych słojach, jednak na innych regałach można natknąć się na różne równie przydatne rzeczy. Fałszoskopy, stare kociołki, księgi traktujące o obronie przed czarną magią, starożytnych runach, astronomii i nie tylko - Zakonnicy znajdą tutaj wszystko to i jeszcze więcej. Wystarczy tylko odrobina chęci i czasu poświęconego na przeszukanie zbiorów. Niestety, przedmioty zgromadzone na strychu są powiązane z kwaterą potężnym zaklęciem. Każda próba wyniesienia ich z chaty zakończy się fiaskiem. Również tutaj, jak w prawie że całej chacie, można spotkać małe, świetliste leśne stworzonka przypominające patronusy - niewątpliwie ktoś zakupił je na Festiwalu Lata i postanowił wypuścić w kwaterze Zakonu.


Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley https://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 https://www.morsmordre.net/t630-garrett https://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 https://www.morsmordre.net/t2785-skrytka-bankowa-nr-122#44963 https://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
Zawód : auror
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
OPCM : 41
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Strych   08.11.16 17:24

| wybierz datę <3

Odkąd tylko pamiętał, szczerze i z wielkim zaangażowaniem nienawidził kurzu.
Od kłębiących się, szarych tumanów skręcały mu się wnętrzności, nos jakby sam się marszczył w męczeńskim wyrazie, a łzy (nie, nie desperacji, czegoś na tle alergicznym) kręciły się żałobnie w kącikach oczu. W jego mieszkaniu zawsze książki, dokumenty oraz filiżanki po kawie mogły układać się w niebosiężne, chaotyczne i chwiejące się na boki stosy, ale gdy tylko zasiadała na nich drobina kurzu, krążące w krwi poddenerwowanie sięgało apogeum; zaraz różdżka szła w ruch i Garrett zarządzał generalne porządki.
O które tutaj było dość ciężko. To niepojęte, że na tak niewielkiej przestrzeni zmieściła się niewyobrażalna ilość przeróżnych przedmiotów - pomiędzy pudłem po brzegi wypełnionym fałszoskopami a stojakiem uginającym się pod ciężarem zlewek, probówek i czegoś, co przypominało mikroskopijnych rozmiarów kociołki, jawiły się zebrane w pokaźną kupkę traktaty dotyczące obrony przed czarną magią. Garrett zmarszczył lekko brwi, przekręcając głowę i sięgając po jedną z kartek; zdawało mu się, że widział już gdzieś ten tytuł - czy nie miał z nim do czynienia w trakcie przygotowań do aurorskiego kursu?
- Ten podręcznik to profanacja, nie wiem, co on tu robi - ni to mruknął, ni to burknął, mrużąc oczy jeszcze bardziej. - Opisane przez Stainwrighta techniki przywoływania patronusa są przecież równie bzdurne, co nieskuteczne.
Nie miał pojęcia, ile zdążyli spędzić tu już czasu - zdawało mu się, że przez dłonie przeszło mu już kilkaset mniej lub bardziej przydatnych przedmiotów i że zdążył już kichnąć ponad tuzin razy, a przecież był to dopiero wierzchołek góry lodowej.
Im dłużej grzebał w tutejszym bałaganie, tym mocniej zdawało mu się, że nieodkrytych jeszcze części strychu przybywa zamiast ubywać.
Tłumiąc zrezygnowane westchnięcie, kucnął przy którymś z pobliskich regałów, by przeszukać pudełko znajdujące się na najniższej półce. Narastające z każdą chwilą znudzenie - a może po prostu przemęczenie? - tliło się w nim już tak mocno, że miał wrażenie, iż zaraz wypłynie ono przez pory jego skóry. I brutalnie zaleje spróchniałą, śmierdzącą wilgocią i wieloletnim grzybem posadzkę. Garrett niespiesznym gestem przerzucał pomiędzy palcami dziwne figurki i fragmenty biżuterii (wolał nie zastanawiać się, w jakim celu się tu znalazły), aż w końcu na dnie odnalazł dziwne, posrebrzane pantofle. Ujął je w dłoń i dopiero po chwili przypomniało mu się, że kiedyś miał (nie)przyjemność o takowych czytać - czy po kilkukrotnym stuknięciu w nie różdżką nie powinny bezpiecznie przeteleportować zainteresowanego nawet w odległe miejsca? Postanowił zaryzykować; sięgnął do kieszeni i zacisnął palce na jasnym, chłodnym drewnie, jednak wymachiwanie nim przed butami nic nie dało, zresztą tak jak wymruczenie pod nosem paru standardowych inkantacji. No cóż, najwidoczniej natrafił na kolekcję najzwyczajniejszego w świecie, świecącego obuwia.
- Spójrz, Michael, jakie - gustowne, chciał prześmiewczo dokończyć Garry, ale jednocześnie podniósł się nierozsądnie szybko z podłogi i z impetem grzmotnął potylicą w pobliski regał. - Szlag - zdążył jeszcze palnąć, bo dostrzegł, że na szczycie szafki zaczęły niebezpiecznie chybotać się dwie szklane kule - kule, które zaraz osunęły się z wysokości i, zwodzone siłą grawitacji, zaczęły mknąć ku dokończeniu swojego żywota w kontakcie ze spróchniałą posadzką. - Arresto Momentum! - wyrzucił z siebie pospiesznie, korzystając z faktu, że akurat dzierżył w dłoni różdżkę, choć nie miał pojęcia, czy nie zareagował na tę katastrofę zbyt późno.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Strych   08.11.16 17:24

The member 'Garrett Weasley' has done the following action : rzut kością


'k100' : 68


Powrót do góry Go down
Michael Tonks
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t1856-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t2738-poczta-michaela https://www.morsmordre.net/t1895-michael https://www.morsmordre.net/f213-lavender-hill-124 https://www.morsmordre.net/t2884-skrytka-bankowa-nr-448 https://www.morsmordre.net/t2154-michael-tonks
Zawód : nauczyciel zaklęć
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Wdowiec
...
OPCM : 15
UROKI : 24
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Strych   13.11.16 18:29

| 15.03?

Michael jeszcze nigdy tutaj nie był. Do tej porze bywał w kwaterze tylko przy okazji spotkań, więc nie miał okazji zwiedzić poddasza i zapoznać się bliżej ze znajdującymi się tam przedmiotami. Ale wypadało, żeby członkowie zakonu dowiedzieli się wreszcie, czy znajduje się tam coś, co mogło im się przydać.
Szybko okazało się, że przestrzeń była niezwykle zagracona, zupełnie, jakby przez lata po prostu wrzucano tu różne rzeczy, nie dbając o ich należyte ułożenie. Mimowolnie zaczął obawiać się o stan owych szpargałów, a także zastanawiać się, kto je tu zgromadził. Czyżby Dumbledore? Czy może przejął i zaadaptował gotowe miejsce, czyniąc z niego idealną kryjówkę dla swoich przyszłych zwolenników, mających stanowić Zakon Feniksa dziesięć lat po jego śmierci?
Natknął się na regał z książkami w podniszczonych okładkach. Większość z nich dotyczyła zaklęć i obrony przed czarną magią. Zdjął z półki i przekartkował kilka z nich, wyraźnie zainteresowany. Chyba zaczynała odzywać się w nim żyłka nauczyciela, bo mimowolnie zaczął planować zajęcia z użyciem tych książek. Chociaż może to nie byłby taki głupi pomysł, zajęcia doszkalające dla tych członków zakonu, którzy nie czuli się zbyt biegli w zaklęciach lub po prostu chcieliby poćwiczyć rzucanie uroków?
- To może nam się przydać – rzekł, po czym podzielił się swoim pomysłem z towarzyszącym mu Weasleyem, który właśnie znalazł jakieś posrebrzane pantofle. Również o takich czytał, o srebrnych butach pozwalających bezpiecznie się teleportować, ale były one dosyć rzadkie. A przynajmniej te prawdziwe, bo słyszał też o oszukanych wersjach, które sprawiały co najwyżej, że noszącemu je czarodziejowi kurczyły się stopy lub skóra zmieniała kolor na obrzydliwy odcień zieleni. Nie podejrzewał jednak, żeby w kwaterze Zakonu Feniksa znajdowały się przedmioty obłożone brzydkimi klątwami, więc zapewne po prostu były to zwyczajne buty, albo nałożone na nie zaklęcie teleportujące już straciło działanie. Większość czarów nie była wieczna, ale wierzył, że nie wszystko, co tu leżało, było zupełnie bezużyteczne.
- Ciekawe, od jak dawna to wszystko tutaj leży – zastanowił się więc. – Myślisz, że znajdziemy coś, co jeszcze działa?
Kiedy Garrett strącił z regału kule, odruchowo wyciągnął różdżkę, ale na szczęście aurorowi udało się je zatrzymać, zanim roztrzaskały się na podłodze lub, co gorsza, na jego głowie. Nie miał wątpliwości, że towarzyszący mu auror był bardzo utalentowanym czarodziejem (w przeciwnym wypadku Dumbledore zapewne nie powierzyłby mu misji stworzenia Zakonu), chociaż nie miał okazji uczyć go w Hogwarcie; uczył jedynie jego młodszą siostrę, która, jak gdzieś słyszał, niedawno poślubiła jednego z innych członków Zakonu, Glaucusa Traversa. Ciekawe, czy ta mała w ogóle wiedziała o istnieniu organizacji? Czy była obiektem troski brata i męża, tak, jak jemu spędzała sen z powiek jego córka, mimo że znajdowała się w bezpiecznym miejscu? Myśląc o małej Meagan, którą z rozmysłem trzymał z daleka od Hogwartu i Grindelwalda, tylko westchnął i ruszył dalej, uważając, żeby nie potknął się o rozrzucone po podłodze przedmioty. Zaintrygowało go coś stojącego bliżej ściany; zauważył tam zakurzony manekin naturalnej wielkości i po chwili ruszył w jego stronę.
- Mógłby się przydać do ćwiczenia zaklęć – rzekł, upewniając się, czy przedmiot był sprawny. Wyglądało na to, że poza warstewką kurzu wszystko było z nim w porządku.


Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley https://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 https://www.morsmordre.net/t630-garrett https://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 https://www.morsmordre.net/t2785-skrytka-bankowa-nr-122#44963 https://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
Zawód : auror
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
OPCM : 41
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Strych   16.11.16 18:25

Dramatycznie spadające kule zatrzymały się dosłownie cale nad posadzką - wyłącznie cudem zdążył powstrzymać je przed rozbiciem się na ostre drobiny w kontakcie ze spróchniałą podłogą. Wyprostował się, spoglądając na własne dzieło z pewną dozą dumy, jednocześnie jedną dłonią rozmasowując obolały tył głowy. Sabotująca go szafka wyszła ze zderzenia bez szkód - inne znajdujące się na niej przedmioty (całe szczęście) nawet się nie zatrzęsły. Skupił się więc na lewitujących kulach; jedną z nich przeniósł zaklęciem w bezpieczne miejsce na półce, drugą ujął w dłoń, by bacznie się jej przyjrzeć.
Nie zdziwiło go zbytnio, gdy dostrzegł w niej równo nic - za szkolnych czasów nawet nie pofatygował się, aby uczęszczać na zajęcia z wróżbiarstwa, uznając snucie wizji przyszłości nie tyle za bezsens, co zwykłą zbędność. Nie chciał znać własnych losów - być może bał się, co mógłby ujrzeć - a jednocześnie miał trudności z uwierzeniem, że plamy układające się z fusów niesmacznej herbaty niosą ze sobą mroczną, ukrytą prawdę.
Dlatego też chwila zadumy nad szklaną, przejrzystą kulą skończyła się wzruszeniem ramion.
- Dumbledore miałby specyficzne poczucie humoru, gdyby zostawił nam strych pełen bezużytecznych gratów - rzucił beztrosko, raz jeszcze obracając artefakt (lub jego atrapę?) w dłoni, po czym odłożył go na którąś z pobliskich szafek; nawiedziła go jednak myśl, że profesor był jaki był i co poniektóre z jego żartów (może cały Zakon był po prostu dowcipem?) zdawały się przecież nieco... niedorzeczne?
Tak, to dobre słowo.
Tak samo niedorzeczne jak pomysł, by we własnym testamencie powierzyć grupie przypadkowych, niewiedzących o niczym osób sprawowanie pieczy nad raczkującą jeszcze organizacją. Organizacją, której celem - o, ironio - miało stać się ratowanie świata; póki co szło im to wyjątkowo żałośnie, rzeczywistość z każdym dniem coraz mocniej zatracała się w mroku, podczas gdy jedyne, co Zakon był w stanie zdziałać, to tracić własnych ludzi i znajdować niedziałające srebrne pantofle.
Przetarł dłonią połowę twarzy, przez moment zawieszając spojrzenie w przestrzeni. Ta chwila zamyślenia sprawiła, że lekko drgnął, gdy Michael znowu się odezwał; Garrett podążył spojrzeniem w kierunku źródła jego głosu i zatrzymał wzrok dopiero na manekinie.
- Mógłby - potwierdził krótko, marszcząc jednak krótko brwi. - Tylko nie wiem, gdzie mielibyśmy możliwość ćwiczyć tak dużą grupą, żeby jednocześnie nie wzbudzić niczyich podejrzeń - dodał jeszcze, wracając do przekładania wypełnionych dziwnymi substancjami probówek. Jedną, w której znajdowała się dziwna, gęsta ciecz o barwie brudnej zieleni, uniósł na wysokość oczu i lekko nią pokręcił, a wtedy na powierzchni mikstury coś poczęło się pienić. Pospiesznie odłożył więc szkło na miejsce, udając, że nie miał z tym nic wspólnego.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Michael Tonks
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t1856-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t2738-poczta-michaela https://www.morsmordre.net/t1895-michael https://www.morsmordre.net/f213-lavender-hill-124 https://www.morsmordre.net/t2884-skrytka-bankowa-nr-448 https://www.morsmordre.net/t2154-michael-tonks
Zawód : nauczyciel zaklęć
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Wdowiec
...
OPCM : 15
UROKI : 24
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Strych   18.11.16 22:13

Michael także pamiętał Dumbledore’a, uczył go w jego szkolnych czasach. Był wielkim czarodziejem, ale już wtedy znanym z ekscentryczności. Mimo to Tonks wolał się łudzić, że nie pozostawił ich samym sobie. W końcu znalazł sposób, żeby powołać Zakon do istnienia, mimo że sam od dawna był martwy. Czasami zastanawiało go to, w jaki sposób to wszystko przewidział z tak dużym wyprzedzeniem, i skąd wiedział, kogo wybrać. Chyba, że ktoś mu pomógł? Tylko kto? Może Horacy Slughorn, który kilka miesięcy temu tajemniczo zmarł? Wokół Zakonu wciąż istniały tajemnice, które często go nurtowały, tym bardziej, że wiele wątków wydawało się jakoś wiązać z Hogwartem. Dumbledore, Slughorn, nawet Grindelwald, który od kilku lat ustanawiał tam własne porządki... A przeciwko niemu i jakiejś nieznanej trzeciej sile stali oni – garstka czarodziejów z bardzo różnych środowisk, którzy dopiero uczyli się ze sobą współpracować.
- Może nie będzie tak źle. Jest tu sporo zakamarków, które warto przeszukać – powiedział.
Zajął się manekinem, oczyszczając go z kurzu. Chociaż wcale nie uczył tak długo, najwyraźniej już odzywały się w nim pewne nawyki. Ale rzeczywiście, zorganizowanie „zajęć” dla całego zakonu byłoby trudne, tyle osób potrzebowało przecież sporej przestrzeni. Ewentualnie można by zaadaptować jakieś puste pomieszczenie kwatery na salę do ćwiczeń, gdzie oprócz manekinów znajdowałyby się także książki z zaklęciami i chętni mogliby urządzać sobie treningi w mniejszych grupkach. Zresztą, zawsze istniały zaklęcia, którymi można było powiększać przestrzeń, i zapewne już jakieś były tutaj nałożone, skoro na spotkaniach mieściło się tutaj bez trudu ponad dwadzieścia osób, chociaż chatka z zewnątrz wyglądała bardzo niepozornie i bez obecności czarów zapewne zawaliłaby się, gdyby weszło do niej tylu czarodziejów.
- To oczywiste, że musielibyśmy robić to tutaj. Można zagospodarować jakieś miejsce za pomocą czarów. Obawiam się, że w każdym innym miejscu mogli by nas uznać za nielegalne zgromadzenie – odezwał się, wzdychając ciężko. Absurdalne dekrety nadal obowiązywały, kilku z nich straciło przez nie życie, więc Michael zdecydowanie nie miał zamiaru nikogo więcej narażać. Kwatera była jednak obłożona potężnymi zaklęciami i nikt niepowołany nie powinien ich tutaj znaleźć.
- A chyba wszyscy mamy wystarczająco dużo problemów... – mruknął jeszcze; w pobliżu manekina wypatrzył jakąś skrzynię; zdjął z jej wieka kilka mocno sfatygowanych książek i otworzył ją. W środku znajdowały się kolejne książki, dwa lekko zmatowiałe lusterka i skłębiona, srebrzysta tkanina. Michael wyjął ją, dotykając niemal z namaszczeniem; była to peleryna niewidka, wciąż w całkiem niezłym stanie, bo kiedy narzucił ją na plecy, było widać tylko jego głowę unoszącą się w powietrzu.
- Kiedy byłem młody, zawsze chciałem mieć coś takiego – powiedział, uśmiechając się kątem ust po raz pierwszy od momentu, kiedy tu weszli. Dla niego, mugolaka, peleryny-niewidki i inne niezwykłe przedmioty zawsze wydawały się niezwykle fascynujące i stanowiły obiekt jego pożądania. Na szczęście brak niektórych z nich mógł sobie zrekompensować umiejętnością przydatnych zaklęć.
Nagle jednak, znajdując na dnie kufra kilka wypłowiałych piór, zamyślił się.
- Czy to prawda, że kilkoro członków opuściło zakon? – odezwał się; kiedy był wcześniej w salonie, zauważył brak kilku piórek, chociaż i tak było ich już więcej, niż w momencie, kiedy sam tutaj dołączył. Miał nadzieję, że te puste miejsca nie oznaczały, że ktoś znowu zginął, jak wtedy, w tym feralnym listopadzie. A jedno z nowych piór należało do jego siostry, to on sam ją wcielił, chociaż do tej pory zżerał go niepokój o jego małą, niefrasobliwą siostrzyczkę ze skłonnościami do pakowania się w kłopoty.


Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley https://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 https://www.morsmordre.net/t630-garrett https://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 https://www.morsmordre.net/t2785-skrytka-bankowa-nr-122#44963 https://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
Zawód : auror
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
OPCM : 41
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Strych   10.12.16 20:43

Uśmiechnął się krzywo pod nosem, jednocześnie pochylając się, by poprawić uwierającą go w lewą łydkę cholewkę ciemnego, skórzanego buta.
- Och, rzeczywiście sporo - odparł z przekąsem, powoli prostując się. Spojrzał w głąb pomieszczenia, na piętrzące się ku sufitowi, pozamykane silnymi zaklęciami szafki; każda z nich najpewniej skrywała w sobie co najmniej kilka pożytecznych przedmiotów tonących w morzu niezliczonych gratów, które nadawały się tylko do wyrzucenia. Jednocześnie bał się to zrobić - co jeśli nie zostały tu umieszczone bez przyczyny? - Jeżeli weźmiemy się do roboty, może zdążymy przejrzeć wszystko w mniej niż tydzień.
Ociągał się wyłącznie przez chwilę, zanim zabrał się do dalszej pracy; ostrożnie podszedł do masywnej, dwudrzwiowej szafy i kilkakrotnie dotknął ją końcówką jasnej różdżki, mrucząc pod nosem kolejne inkantacje. Czasem coś błyskało, czasem coś strzelało, raz nawet wzniósł się ciemny, gęsty dym; Garrett zakaszlał parę razy, odganiając go dłonią, żeby potem ostatecznie rozproszyć go następnym zaklęciem.
Otworzył szafę i - paradoksalnie? - zdziwił się, odnajdując w niej ubrania. Zbadał palcami strukturę materiału, był gruby, sztywny, twardy; nie raz spotkał się z takim w pracy, aurorzy profilaktycznie przywdziewali je przed zagrażającymi wybuchami interwencjami. Bez wątpliwości materiał był ognioodporny.
Słysząc słowa Michaela, niemalże bezwiednie pokręcił głową.
- Żadne z pomieszczeń nie jest wystarczająco duże - powiedział, wciąż nie odwracając spojrzenia od ciemnych kombinezonów, które z pewnością przydadzą się w przyszłości. - Sale treningowe w Ministerstwie są trzy razy większe od naszej sali obrad, a teraz, gdy kontroluję szkolenia stażystów, zauważyłem, że i tak są za małe. - Zamknął drzwi, pewien, że nie trafi tu już na nic interesującego. Oznaczył szafę niedbale rzuconym zaklęciem, by móc potem odnaleźć ją w chaosie panującym na strychu. - Można by podtrzymać silną iluzję w ogrodzie i zabezpieczyć ją zaklęciami ochronnymi. - Choć nie był pewien, czy byliby w stanie osiągnąć to nawet wspólnymi siłami; tego jednak nie dodał na głos, przesądnie (choć to do niego tak niepodobne) uznając, że wypowiedziane troski łatwiej stawały się prawdą.
I kolejna szuflada - z jakiegoś powodu znalazł się w niej makaron, a pomiędzy rozsypaną żółcią: cukierki wywołujące czkawkę oraz samopiszące pióra. Nawet nie panował nad tym, że z niedowierzaniem pokręcił głową. Z ukosa zerknął na Tonksa, by dostrzec, że mężczyzna wspaniale bawił się w objęciach peleryny niewidki.
- Używamy takich w pracy - rzucił lekko, po czym zgarnął makaron w garść i zaraz pozwolił mu wypaść pomiędzy rozluźnionymi palcami. Patrzył na to jak w transie, aż w końcu ni to odchrząknął, ni to westchnął. - Więcej z nimi problemów niż pożytku. Szczególnie jak jakiś gumochłon zapomni złożyć je w kostkę i nikt nie może ich znaleźć. - Z hukiem zatrzasnął szufladę; słyszał, jak większy makaron - odrzucony przez nagłą siłę - uderza o wewnętrzne ścianki.
Przez krótką chwilę pytanie Michaela zawisło w powietrzu, a Garrett, nie patrząc na niego, skupił się na przeszukiwaniu półki pełnej anatomicznych atlasów i map czarodziejskich państw. Otworzył pierwszą z książek na stronie ze sporej wielkości ryciną czaszki - zawiesił spojrzenie na oczodole, który spoglądał na niego wyjątkowo martwo, po czym zdenerwował się jeszcze mocniej i zatrzasnął księgę.
- Nie wiem więcej niż ty - odpowiedział w końcu - dziwnie spokojnie jak na fakt, że odczuwał potrzebę, żeby potraktować kogoś Bombardą Maximą. - Ale wygląda na to, że nawet w gronie przyjaciół zbyt hojnie rozdajemy zaufanie.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Michael Tonks
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t1856-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t2738-poczta-michaela https://www.morsmordre.net/t1895-michael https://www.morsmordre.net/f213-lavender-hill-124 https://www.morsmordre.net/t2884-skrytka-bankowa-nr-448 https://www.morsmordre.net/t2154-michael-tonks
Zawód : nauczyciel zaklęć
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Wdowiec
...
OPCM : 15
UROKI : 24
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Strych   12.12.16 23:30

Michael chętnie spędziłby tutaj jeszcze sporo czasu, gdyby nie to, że znaczną część każdego tygodnia spędzał w Hogwarcie. Lubił jednak szperać w ciekawych rzeczach: czy to bibliotekach, czy właśnie składowiskach rozmaitych przedmiotów. Nie był już może nastolatkiem, ale nadal nie brakowało mu pewnej ciekawości świata, chociaż przez ostatnie lata ta często była tłumiona przez marazm, w który popadł odkąd odeszła Annabeth.
- Zawsze można kiedyś tu wrócić – uśmiechnął się pod nosem, dalej przeszukując zakamarki. A było ich dużo, więc stwierdzenie, że to może zająć tydzień, mogło nie być przesadzone. Sam był zdumiony, jak wiele szpargałów odnajdywał, choć niektóre wyglądały na dosyć przypadkowe. Woreczek kolorowych kulek, talia kart, kolejne książki, dawno niedziałający zegarek na rękę czy pęknięta pozytywka, która po otwarciu zaczęła grać piskliwą melodię.
Czym prędzej ją zamknął i odłożył z powrotem na miejsce, znowu się zamyślając. Właściwie nigdy nie był w profesjonalnej sali treningowej. Podczas krótkiego epizodu w ministerstwie przygotowywał się do roli nudnego urzędasa, nie aurora. Umiejętności rzucania zaklęć rozwijał na własną rękę, ćwicząc samodzielnie, z kimś znajomym lub na spotkaniach Klubu pojedynków, do którego uczęszczał przez pewien czas.
- Może masz rację, to nie najlepszy pomysł, robić to tutaj – rzucił więc. – Hmm... Czy zaklęcia ochronne otaczające to miejsce działają również wokół ogrodu? – zapytał po chwili. Jeśli tak, to mogliby przenieść się na zewnątrz, przy dobrze działających zaklęciach nikt nie mógłby ich zobaczyć na zabezpieczonym terenie.
- Praca aurora musi być bardzo pasjonująca, prawda? – zapytał; nadal miał na sobie pelerynę, więc w powietrzu było widać tylko jego głowę, co musiało wyglądać zabawnie. Sam nigdy nie miał ciągotek do zostania aurorem, ale podziwiał ludzi, którzy mieli dość odwagi i samozaparcia, by to robić. W Hogwarcie, zarówno w czasach, kiedy był uczniem, jak i nauczycielem duża część dzieciaków marzyła o karierze aurora lub uzdrowiciela, ale niewielu spośród tych uczniów dostawało się na odpowiednie kursy, nie mówiąc o ich ukończeniu. Zauważył jednak, że w zakonie było aż kilku aurorów i zaczął się zastanawiać, jak oni radzą sobie z ukrywaniem swojej nowej przynależności. Może nie pracowali w jednym budynku z Grindelwaldem, ale w takim miejscu jak ministerstwo, pełnym układów i fałszu, nie mogło być wcale lekko. Sam kiedyś się o tym przekonał.
Słysząc jednak kolejną odpowiedź Weasleya, nieznacznie się skrzywił. Czy w takich czasach w ogóle można było komuś w stu procentach ufać, skoro tak naprawdę każde z nich miało swoje życie i swoje własne interesy, nie zawsze zbieżne z ideami walki o lepsze jutro?
- Coraz bardziej niepokoi mnie to wszystko, co się dzieje – powiedział po chwili zamyślenia, zdejmując pelerynę-niewidkę i składając ją w kostkę – I martwię się o bliskich, mamy mugolskie korzenie, zapewne niezbyt dobrze widziane w tych czasach.
Zwłaszcza od czasu noworocznej przemowy, referendum i innych dziwnych zdarzeń, które miały miejsce. Dobrze, że chociaż Meagan była teraz bezpieczna. Pokrzepiony tą myślą, wrócił do szperania po kufrach i zakamarkach.


Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley https://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 https://www.morsmordre.net/t630-garrett https://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 https://www.morsmordre.net/t2785-skrytka-bankowa-nr-122#44963 https://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
Zawód : auror
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
OPCM : 41
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Strych   15.12.16 16:51

Słysząc pytanie Tonksa, wzruszył lekko ramionami.
- To magia Dumbledore'a, na pewno jest silna - rzucił w odpowiedzi, znowu przerywając dalsze poszukiwania; miał dość bezcelowości przerzucania kolejnych stert niepotrzebnych lub niedziałających gratów. Zdawało mu się - o ironio? - że założyciel Zakonu umieściłby strych w kwaterze przede wszystkim po to, aby ukryć na nim potrzebne przedmioty, ale najwidoczniej się mylił; w chaosie rupieci ciężko było znaleźć coś o faktycznie użytecznym zastosowaniu. - Ale trzeba będzie zbadać, czy wystarczająco silna - dodał trochę ciszej, wreszcie trafiając na półkę wręcz uginającą się pod ciężarem flakonów przeróżnych eliksirów. Wziął jeden z nich do ręki, kremowa substancja oblizała szklane ścianki. - Jak myślisz, co to jest? - rzucił w przestrzeń, bo eliksirów już od szkolnych lat starał się unikać; gdyby nie jego determinacja sprzed lat, brak zdolności do mieszania w kociołku uniemożliwiłby mu podjęcie aurorskiego kursu.
Było - minęło. Teraz wiedza, którą kiedyś pochłaniał kilogramami, gdzieś wyparowała; wpatrywał się w podejrzaną substancję ze zmrużonymi oczyma, zastanawiając się głęboko, czy wypicie tego specyfiku zakleiłoby mu drogi oddechowe i dokonało drastycznego mordu na miejscu, czy wręcz przeciwnie - dodałoby mu nadludzkich sił i umożliwiło niemożliwe.
Ruszając dalej, dostrzegł lustro o mocno zakurzonej powierzchni. Przetarł je rękawem, nie szybkim zaklęciem i już zaraz spoglądało na niego spojrzenie jasnych tęczówek układających się na tle złotych mozaik piegów.
Praca aurora? Odciskała mu się pod oczami jako ciemne pręgi, odbarwiała skórę, wyciskając z niej koloryt i zastępując szarością, sklejała powieki, by nie miał siły ich rozkleić i powłóczył nogami, myśląc tylko o swoim wyczerpaniu, nie o misji zbawienia świata.
- Nie jest dla wszystkich - odparł krótko, dziwnie sucho i gorzko, odwracając wzrok od własnego odbicia; myślał o śmierci, o przyjaciołach, na pogrzeby których musiał uczęszczać, o łzach szklących się w oczach ich owdowiałych kobiet i osieroconych dzieci. Widmo poświęceń i strat prześladowało ich na każdym kroku, nie każdy był gotów na takie piętno.
W kolejnej z szaf odnalazł całą kolekcję mosiężnych kociołków przeróżnych wielkości - podniósł je, by zaraz móc postawić naczynia na jednym z wolnych blatów. Niewerbalnym zaklęciem wyczyścił je z sadzy, obmył z brudu, tym razem decydując się milczeć; skupiając się na manualnych czynnościach, odganiał natrętne myśli. Przeniesie je potem do kuchni - tak, to dobry pomysł, zakonowi alchemicy będą mogli bez problemu nauczyć resztę, jak sporządzać najprostsze antidota.
- Każdy z nas ma kogoś, o kogo się martwi - dodał, dostrzegając smołę niezidentyfikowanego pochodzenia gromadzącą się na dnie największego z kociołków. Zalśniło Chłoszczyść. - Dlatego działamy.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Michael Tonks
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t1856-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t2738-poczta-michaela https://www.morsmordre.net/t1895-michael https://www.morsmordre.net/f213-lavender-hill-124 https://www.morsmordre.net/t2884-skrytka-bankowa-nr-448 https://www.morsmordre.net/t2154-michael-tonks
Zawód : nauczyciel zaklęć
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Wdowiec
...
OPCM : 15
UROKI : 24
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Strych   16.12.16 12:23

Tonks pokiwał głową. Dumbledore był bardzo potężnym czarodziejem, ale raczej nikt z nich nie był pewien, gdzie znajdował się kres możliwości bariery. Należało to najpierw sprawdzić, zanim zabiorą się do robienia czegokolwiek.
- Sprawdzimy to – powiedział więc.
Kiedy Garrett odnalazł półkę z eliksirami i znowu się odezwał, Michael podszedł do niego i spojrzał na flakoniki. Niestety, jego wiedza z eliksirów również przedstawiała bardzo niski poziom, bo ostatni raz miał z nimi do czynienia w czasach nauki w Hogwarcie. Później unikał zbliżania się do wszelkich kociołków, woląc w razie potrzeby kupować gotowe mikstury z pewnych źródeł, zamiast samodzielnie je przyrządzać i ryzykować, że przy okazji otruje siebie lub kogoś.
- Nie mam pojęcia – przyznał. Może jego kiepska wiedza na temat alchemii to poważny brak, biorąc pod uwagę to, co się teraz działo? – Przyznaję szczerze, niezbyt przykładałem się do tego przedmiotu. To był mój błąd w czasach Hogwartu, wolałem chować się gdzieś z kolejnymi podręcznikami zaklęć, a eliksiry traktowałem jak zło konieczne. Ale może mamy w zakonie jakichś alchemików, którzy mogliby rzucić na to okiem i powiedzieć nam, czy to się przyda?
Znowu zerknął na flakoniki. Niektóre posiadały nieco zatarte etykietki, na które poświecił różdżką, próbując odczytać jakieś napisy. Jednak czy eliksiry nadal były zdatne do użytku, bez względu na to, do czego były przeznaczone? Mogły tu leżeć od dobrych kilku lat, ale akurat Michael nie był osobą, która znała się na terminach ważności eliksirów.
- Chyba muszę się z tym zgodzić – rzekł w odpowiedzi na słowa o aurorstwie. Spojrzał na Weasleya; chociaż nie miał styczności z tym zawodem, zdawał sobie sprawę, jakie ryzyko mógł za sobą pociągać. Nie raz i nie dwa słyszał o aurorach tracących życie podczas wypełniania swojej pracy. Zastanawiał się czasami, co kierowało tymi ludźmi. Pasja? Chęć przeżywania przygód? Czy może raczej idealizm i chęć ratowania świata? Dla samego aurora, który już przeszedł szkolenie i nie zrezygnował po drodze, pewnie było to na swój sposób pasjonujące i bardziej szczytne niż papierkowa robota w którymś z działów ministerstwa, chociaż niekoniecznie dla jego rodziny, która pewnego dnia zamiast jego mogła zastać na progu urzędnika ministerstwa powiadamiającego o tragicznym finale jednej z akcji. – Ale podejrzewam, że musiałeś mieć swoje powody, dla których wybrałeś tak, a nie inaczej – dodał jeszcze; to odnosiło się nie tylko do aurorstwa, ale również do zakonu.
Każde z nich musiało mieć jakiś powód, dla którego się tutaj znalazło. Także Michael – chciał wreszcie zacząć działać, wyrwać się z marazmu i położyć swoją cegiełkę przy budowie świata, w którym jego córka i inne dzieci takie jak ona mogłyby bezpiecznie i szczęśliwie dorastać bez obaw, że zostaną skrzywdzone za to, w jakiej rodzinie się urodziły.
Westchnął i zabrał się za przeszukiwanie kolejnej szafki. Następne podręczniki, które pobieżnie przejrzał, kilka bardziej przydatnych pozycji odkładając na bok, może coś z nich okaże się przydatne. Pudełko z jakimiś starymi zdjęciami oraz wycinkami z gazet, które otworzył i także położył gdzieś obok. Kilka starych, pożółkłych numerów Horyzontów Zaklęć i Transmutacji Współczesnej; niektóre z nich czytał, kiedy dawno temu się ukazały. Stary, odrapany fałszoskop i jeszcze kilka przedmiotów, które wyglądały jak wykrywacze czarnej magii.
- Ciekawe, czy nadal działają... – mruknął, z ciekawością je oglądając. Jeśli były sprawne, mogłyby się przydać.


Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley https://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 https://www.morsmordre.net/t630-garrett https://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 https://www.morsmordre.net/t2785-skrytka-bankowa-nr-122#44963 https://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
Zawód : auror
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
OPCM : 41
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Strych   19.12.16 2:58

- Miałem podobnie - rzucił niewylewnie w odpowiedzi na historię Michaela - zdawało mu się, że czasy, gdy największą troskę stanowiły dobrze zdane egzaminy końcowe, były tak odległe, że należały do innego życia. Dawnego, wyzbytego trosk, nienależącego do niego; spoglądając na wypełnione dziwnymi substancjami flakony nie mógł powstrzymać myśli o tym, jak wyglądałoby jego życie, gdyby nie spędził wielu miesięcy na naukach o teorii warzenia eliksirów i próbach niewysadzania w powietrze kociołków.
Czy wszystko byłoby prostsze? Nie był pewien - przecież dusiłby się, zamknięty w zbyt ciasnej klatce, nienawidził stanu stagnacji, w jaki wpędziłby się, decydując się nie narażać się każdego dnia dla wyższych celów. Lubił to - lubił poczucie, że mimo wszystkich złych decyzji, jakie w życiu podjął, wciąż zachowywał się jak przyzwoity człowiek, lubił poświęcać siebie, by w zamian oglądać rozkwitające szczęście i bezpieczeństwo innych. Innych, których często nie znał; przyłapywał się na stawianiu obcych, rozmytych twarzy wysoko ponad własnym dobrem. Chciał czuć się niezbędny, niezastąpiony, jak ostatnia nadzieja. Egoistyczny altruista - tak nazwałby się, spoglądając na własne odbicie w lustrze.
- Spytam Cassiana, może natknął się na coś podobnego w Mungu - albo próbował (z braku laku? nie oceniał) się czymś takim upoić, dodał w myślach, pokątnie uśmiechając się do własnych myśli. Odstawił póki co butelkę, wyłącznie przejechał spojrzeniem po paru innych, których ścianki oblizywały wielobarwne jęzory eliksirów, po czym zabrał się za na wpół manualne, na wpół magiczne czyszczenie kociołków.
Potrzebowali alchemika - osoby, która zajmowała się tym profesjonalnie, która nie uznałaby uwarzenia eliksirów wielosokowych za trudność, która byłaby w stanie przygotować nawet veritaserum i trudne wywary zlepiające rozdarte tkanki. Przecież szykowali się na wojnę; od dłuższego czasu budowali armię, rozpaczliwie gromadzili sojuszników, poszukiwali uzdrowicieli, brakowało im głównie źródła leków i bojowych specyfików.
Oraz czegoś - kogoś? - co będzie w stanie zakrzewić w nich nadzieję.
Gdy ciszę przerwało niespodziewane pytanie, Garrett na chwilę zamarł. Tak właściwie nigdy do końca nie zastanawiał się nad tym, co popchnęło go do zostania aurorem. Odkąd tylko pamiętał, uznawał to za oczywistość; nie rozważał innych opcji, całą swoją drogę edukacji, całe swoje życie dyktował temu, żeby dostać się na kurs, żeby polować na czarnoksiężników, żeby zadbać o to, aby na świecie zapanował ład. Nie mogło być inaczej - nie widział siebie w innej roli, nie zakładał innych scenariuszy, nie posiadał planu B.
Bo to by oznaczało, że brał pod uwagę możliwość porażki.
- Właściwie... sam nie wiem - rzucił w końcu, sam dziwiąc się, że pozwolił sobie na chwilę względnej szczerości. - Może po prostu zostałem do tego stworzony - dodał już swobodniej, w charakterystyczny dla siebie sposób barwiąc zgłoski nieco sarkastycznym rozbawieniem; łatwiej było chować się za tarczą drwiny.
Ostatni zasmolony fragment dna zabłyszczał czystością - Garrett spojrzał więc z dumą na swoje dzieło, starając się nie myśleć o tym, że najpewniej i tak nikt nie doceni jego ciężkiej, okupowanej łzami i potem pracy. Machnął różdżką, wypucowane kociołki przelewitowały ochoczo w stronę drzwi, a on sam spojrzał przez ramię, by dostrzec kolejne sterty nieprzydatnych rzeczy, które powinni przeszukać.
- Może już podarujmy sobie dziś resztę porządków - zaproponował z lekką kapitulacją, nie chcąc nawet spoglądać na zegarek - chyba wolał nie wiedzieć, ile spędzili tu czasu. - Gdzieś w kuchni widziałem porter Starego Sue. Chętny?




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Michael Tonks
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t1856-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t2738-poczta-michaela https://www.morsmordre.net/t1895-michael https://www.morsmordre.net/f213-lavender-hill-124 https://www.morsmordre.net/t2884-skrytka-bankowa-nr-448 https://www.morsmordre.net/t2154-michael-tonks
Zawód : nauczyciel zaklęć
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Wdowiec
...
OPCM : 15
UROKI : 24
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Strych   19.12.16 16:40

Michael uśmiechnął się pod nosem. Cóż, najwyraźniej nie tylko on traktował nielubiane przedmioty po macoszemu. Niezbyt to chwalebne biorąc pod uwagę, że był nauczycielem, ale cóż poradzić? Nie można było być specjalistą we wszystkim, ale braki mogły się na nich zemścić w obecnych czasach.
Tonks przez ostatnie dziesięć lat utknął w stanie stagnacji, czując, że żyje przede wszystkim dla córki, która uchroniła go przed popadnięciem w głębszą depresję po utracie ukochanej żony. Ale może nadszedł czas, żeby coś zmienić? Odkąd przyłączył się do zakonu, czuł, że wreszcie żył inaczej, a nie tylko wegetował, pławiąc się w utraconej przeszłości. Wyrwał się z codziennej rutyny wypełnionej pracą, z ogarniającego go sennego marazmu i zobojętnienia na zewnętrzny świat. Zaczął odczuwać silniejsze emocje, doznania obce mu w czasie, kiedy był osamotnionym, statecznym ojcem i pasjonatem zaklęć, nie mający zbyt wielu przyjaznych dusz poza rodziną. Zaczął powoli odkrywać przeświadczenie, że jego pasja i umiejętności mogą przydać się komuś innemu niż on sam. A nie miał nic do stracenia, poza swoją córką.
- Dobra myśl – powiedział na propozycję pokazania eliksirów Cassianowi, który, jak wiedział, pracował w Mungu. Zakon z pewnością rozpaczliwie potrzebował uzdrowicieli, alchemików i innych utalentowanych czarodziejów, których zdolności mogłyby pomóc w ewentualnym konflikcie, który wydawał się coraz bardziej realny. Potrzebowali ludzi, którzy wiedzieliby, jak zrobić użytek ze zgromadzonych tu przedmiotów, i którzy w razie zagrożenia potrafiliby wykorzystać swoje umiejętności. Tonks chciał jednak wierzyć, że i on mógł w jakiś sposób się przydać tej inicjatywie, że to, czemu poświęcił tak wiele lat swojego życia, może posłużyć wyższym celom niż tylko pisanie artykułów do „Horyzontów zaklęć” czy demonstrowanie czarów uczniom w Hogwarcie.
Zawsze szanował ludzi z pasją, którzy wiedzieli, do czego chcieli dążyć w swoim życiu i czynili to konsekwentnie. Sam początkowo dał się zwieść praktycznemu podejściu, próbując wybrać pewniejsze (przynajmniej jeśli chodzi o zarobki) zajęcie, ale życie szybko pokazało mu, że to nie jest to, czego pragnął. Posłał więc Weasleyowi lekki uśmiech, wierząc, że miał przed sobą prawdziwego aurora z powołania, a takich potrzebował zarówno zakon, jak i cały magiczny świat.
- Może masz rację. Wystarczy jak na jeden dzień, trzeba by jeszcze kilka takich, żeby przejrzeć wszystko, co tutaj jest. Zawsze można to powtórzyć, może z kimś, kto będzie potrafił powiedzieć, do czego to służy – powiedział, wskazując na półki z eliksirami; podejrzewał, że spędzili tu dobrych kilka godzin, i nawet nie zauważyli, kiedy ten czas zleciał. – Z przyjemnością – zgodził się na propozycję skosztowania trunku. Ostatecznie to dobry sposób na poznanie współtowarzyszy z organizacji, czyż nie?
Opuścili więc strych i udali się do kuchni, by odpocząć po żmudnym, choć interesującym grzebaniu w starociach.

| zt. x 2


Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley https://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 https://www.morsmordre.net/t630-garrett https://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 https://www.morsmordre.net/t2785-skrytka-bankowa-nr-122#44963 https://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
Zawód : auror
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
OPCM : 41
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Strych   17.02.17 2:50

| kwiecień - III etap badań Zakonu

Nie dłużej niż tydzień po ministerialnych zmaganiach z gazetą Garrett podjął następną próbę zawojowania magii; akurat - po raz kolejny w przeciągu jednego miesiąca - pogrążał się wśród strychowego chaosu, gdy w jego ręce trafił pokryty niecienką warstwą kurzu manuskrypt. Otarłszy go z nagromadzonego brudu i pyłu, Garry szybko odkrył, że dokument traktował o najsilniejszych zabezpieczeniach minionych wieków; przez chwilę ważył go w dłoni, głęboko zastanawiając się, czy kiedykolwiek miał prawo słyszeć o jego autorze. W końcu zaniechał dalszych rozważań; zacisnął palce na chropowatym papierze i zszedł ze strychu, by zatopić się w salonowym fotelu i oddać lekturze.
Nie mógł przyzwyczaić się do zapachu piżma, którym aktualnie przesiąkły nawet znajdujące się w kwaterze firanki - na miecz Godryka, do samej obecności wykończonych koronką firanek także nie potrafił przywyknąć. Tak dużo zdążyło się zmienić, zbyt dużo.
Przewracał kolejne stronice, śledząc niezliczone wersy przemęczonym spojrzeniem poniekąd przekrwionych oczu - nie spał najlepiej poprzedniej nocy. Ale nie pozwalał na to, by w jakikolwiek sposób wpływało to na rezultaty jego pracy; tłumił ziewnięcia, powstrzymywał powieki przed opadaniem, wyostrzał zmysły, starając się przekuwać wszystkie przeczytane wyrazy w rozkwitające pomysłami myśli.
Skrywam światło - właśnie tak miały rozbrzmieć dwa krótkie słowa skuteczniejsze od niejednej inkantacji zasługującej na miano potężnej.
I nagle zdawało mu się to zaskakująco rozsądne, dziecinnie proste, możliwe - Garry nie wierzył (nie chciał wierzyć?), że ten manuskrypt skrywający wielką, starą wiedzę znalazł się na strychu przypadkiem. Przypadkiem ułożył się w miejscu, do którego Garrett przypadkiem sięgnął - pomimo usilnych starań nigdy nie potrafił ślepo uwierzyć w twórczą moc czystych (przypadkowych) zbiegów okoliczności.
Dlatego zapoznawszy się już dokładnie z treścią dokumentu, sięgnął po różdżkę. Nie dostrzegając w pobliżu żadnego potencjalnego materiału do ćwiczeń, wybrał się na substytut spaceru; niedługo potem trafił do kuchni i w oczy rzuciło mu się wydanie Proroka Codziennego sprzed kilkunastu dni. Musiało zostać przyniesione przez jednego z Zakonników, który następnie zapomniał o swojej gazecie - i bardzo dobrze.
Przysiadł na jednym z krzeseł i nachylił się nad stołem, po raz kolejny marszcząc w zastanowieniu brwi. Kierując się wskazówkami z przeczytanego przed chwilą dzieła, nałożył kilka zaklęć, o których nigdy wcześniej nie słyszał - a przynajmniej podjął taką próbę, najpierw ze skutkiem miernym, ale już zaraz: dostatecznym. Kolejny ruch nadgarstkiem, kolejny błysk, kolejna wymruczana inkantacja; powtórzył kilkakrotnie sekwencje znajomych gestów i drgnień, łącząc to z wszelką wiedzą, którą posiadł dotąd.
- Skrywam światło - powiedział w końcu cicho, choć niezwykle dbale, a już po chwili mógł patrzeć, jak litery układające się na stronicy gazety tańczą dzikie harce, wirują w piruetach, pojawiają się, by zaraz zniknąć niczym rozproszone w mroku.
Nie czekało ich już wiele pracy - wystarczyło posegregować wszystko to, czego zdążyli się do dziś dzień nauczyć; ogrom zdobytej wiedzy przytłaczał.

| zt; +1 do rzutu za numerologię




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Strych   17.02.17 2:50

The member 'Garrett Weasley' has done the following action : rzut kością


'k100' : 24


Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
Zawód : przyszły auror, ex ratowniczka
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women. Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 37
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Strych   15.05.17 23:20

19 kwietnia

Wiatr dziś zdawał się łagodnie świadczyć o swojej obecności lekkimi podmuchami. Owijał moją sylwetkę, unosił lekko ku górze końcówki włosów, gdy zmierzałam w stronę Starej Chaty. I trudno mi było jednoznacznie stwierdzić co czuję. Jeszcze zanim weszłam do środka przystanęłam spoglądając na ogród i wspomnienie ostatniego spotkania z Pomoną i Brendanem pojawiło się niczym żywe przywołując lekki uśmiech na twarzy. Zmierzyłam niepewnym spojrzeniem chatę. Wiedziałam, że muszę to zrobić. Nawet nie tyle muszę, co chcę. Dogłębne poznanie siebie, odnalezienie utraconych wspomnień zdawało się być kluczowym aspektem poznania siebie. Zrozumienia.
Obawiałam się jednak tego. I nie tylko tego. Kwiecień przygniatał mi barki niezidentyfikowaną ciężkością. Wszystko zdawało się nawarstwiać i kumulować. A do rozwiązania czegokolwiek na razie nie udawało mi się dojść. Zdawało mi się że tonę w morzu niedopowiedzenia, żalu, skrytych słów, przemilczanych myśli, zdarzeń, które dopiero miały nadejść i już tych minionych.
Od spotkania z Lucindą minęło kilkanaście dni. Wierzyłam, że Alexsander jest mi w stanie pomóc, tym bardziej, że polecała go łamaczka klątw, a z jej wzroku od zawsze biła dobroć. Z cichym westchnięciem weszłam do chaty kierując się na strych który stał się miejscem naszego spotkania. Nie wiedziałam czego się spodziewać. Nigdy nie poddawałam się hipnozie, ani innym zabiegom ingerencji w mój umysł.
Bałam się. Niepewność owiewała mnie całą wraz z krążącym wokół powietrzem. Ale, paradoksalnie, nie bałam się samej ingerencji w moje myśli, a tego, co może ona ujawnić. Co jeśli, to co wyparte, ukryte, nie spodoba mi się? Co jeśli ukarze coś, czego nie spodziewał się nikt? I w końcu – co jeśli wyjdzie na jaw, że nie jestem dobrym człowiekiem? Trwoga rozlewała się wewnątrz z każdą mijającą chwilę jedynie się potęgując. Zacisnęłam dłonie w pięści zaczynając się przechadzać nerwowo po pomieszczeniu. Z jednego jego końca na drugi. Wykonując nagły zwrot gdy docierałam do ściany. Przy odwrocie na pięcie siłą pędu unosząc błękitne dziś końcówki białych włosów.
Musiałam to zrobić, wiedziałam że tak, a jednak co najmniej kilka razy od momentu wejścia do chaty, przez głowę przebiegła mi myśl by zwinąć się stąd czym prędzej i nigdy nie wracać. Może rzeczywiście, nader wszystko byłam jedynie tchórzem, próbującym ukryć swoje prawdzie ja przed całym światem, a co najważniejsze – samą sobą?





Here is what they do not tell you about Death: when Death says "You are born for this", she clearly means
"You will die for this".

Powrót do góry Go down
 

Strych

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 5Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Okolice :: Stara chata-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18