Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Strych

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Strych   30.07.16 11:52

First topic message reminder :

Strych

Poddasze, na które prowadzą spróchniałe schody, zostało podzielone ścianką działową na dwie części. W jednej z nich znajduje się pokój gościnny, a w drugiej - zagracony strych, na którym można odnaleźć praktycznie wszystko. Pomieszczenie jest niewysokie, rozległe, lecz przy tym dość ciemne. Jedynym źródłem światła jest brudne okno i zaczarowana świeca lewitująca zawsze przy obecnym czarodzieju. Odnalezienie czegokolwiek wydaje się syzyfową pracą. Na pierwszy rzut oka na starych półkach zalega głównie kurz i pajęczyny, jednak pomiędzy nimi można natknąć się na przydatne rzeczy. Fałszoskopy, stare kociołki, składniki alchemiczne w szklanych fiolkach, manekiny do ćwiczenia zaklęć, księgi traktujące o obronie przed czarną magią - Zakonnicy znajdą tutaj wszystko to i jeszcze więcej. Wystarczy tylko odrobina chęci. Niestety, przedmioty zgromadzone na strychu są powiązane z kwaterą potężnym zaklęciem. Każda próba wyniesienia ich z chaty zakończy się fiaskiem.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t3768-skrytka-bankowa-nr-277 https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Zawód : Stażysta w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
OPCM : 33
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 16
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Strych   15.05.17 22:54

Wszystko, choć tak dobrze znane, od ostatnich kilku dni wydawało mu się też w pewien sposób nowe. Próba zmieniła wszystko i jednocześnie nic. paradoks, prawda? Świat bowiem nadal biegł przed siebie w tym samym zawrotnym tempie, ludzie nadal codziennie rano wstawali do pracy, a sowy roznosiły listy. Ktoś się rodził, ktoś umierał, jedni zyskiwali, inni tracili wszystko. Sam wolał zaliczać się do tej przedostatniej grupy. Czternastego kwietnia był datą, która na zawsze miała pozostać w jego pamięci.
Mimo przymusowego urlopu w Świętym Mungu Alexander zbierał się dziś do wyjścia. Nadal był osłabiony, a lewa ręka przypominała mumię, od czasu do czasu lekko poruszającą palcami. Zaczął przygotowywać się wcześniej, jednakże zdecydowanie się przeliczył. Nie uwzględnił tego, iż obolałe ciało porusza się o wiele wolniej niż do tego przywykł, a jedną ręką każda czynność zabiera o ponad połowę więcej czasu. Gdy w końcu się więc poddał, zauważając że jest już spóźniony prawie kwadrans przywołał skrzata, który założył i zasznurował buty Selwyna, z którymi ten zmagał się już od kilku ładnych minut. Nie chcąc ryzykować teleportacji udał się więc do kominka, by wydostać się z innego, w pewnym pubie niezbyt daleko od starej chaty. Starał się iść najszybciej jak tylko potrafił na swoich odmrożonych stopach, jednakże prędkość tego chodu nie była zbyt zawrotna. Próg starej chaty przekroczył z zaczerwienionym nosem spóźniony o prawie pół godziny. Czując, że zaraz zwariuje od ucisku cholewek zdjął swoje eleganckie buty ze skóry i stawiając je pod wieszakiem, na którym zawisnął już jego płaszcz w skarpetach ruszył na strych, skąd dobiegło jego uszu miarowe trzeszczenie podłogi. Oczywiście, mogły być to jakieś magiczne szczury, które zalęgły się na zagraconej przestrzeni pod dachem, ale bardzo mocno w to wątpił. Wspiął się po schodach, fukając kilkukrotnie pod falami bólu promieniującymi od stóp.
Nie wiedział, w jakim celu tak właściwie się dziś spotykali. Justine nie zdradziła mu właściwie żadnych szczegółów w liście ale wiedział, że sprawa musi być niezwykle istotna. Zapukał wpierw lekko do drzwi, nim ich nie uchylił by zajrzeć do środka. Ujrzawszy znajomą twarz pchnął przeszkodę i wszedł - może nie ze zwyczajową gracją, ale zawsze - do pomieszczenia.
- Przepraszam, jestem okropnie spóźniony i to tylko ze swojej winy. Wybaczysz mi ten całkowity brak taktu? - powiedział, podchodząc do niej bliżej i starając się uśmiechnąć, mimo ogromnego poczucia winy malującego się na jego twarzy. Zlustrował ją spojrzeniem, upewniając się, czy jest cała i zdrowa. Nie zauważył nic niepokojącego... poza cieniem strachu błyskającym w jej oczach, nerwowo zaciskanych pięściach i wyraźnie widocznego spięcia. - Co się stało, Tonks? - zapytał, a choć jego wewnętrzny szlachcic jeżył się na zwracanie się do niewiast po nazwisku wiedział, że zwracając się do niej teraz po imieniu nie poprawi sytuacji startowej.




If you're loved by someone
you're never rejected.
Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
Zawód : przyszły auror, ex ratowniczka
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women. Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 30
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Strych   15.05.17 23:29

-Ja… - zaczęłam, zaraz przerywając. Jedynie lekko przepraszający, zmęczony uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Lustrowałam go spojrzeniem dostrzegając zmiany, które i jemu przyniósł kwiecień. W oczach mocniej niż wcześniej świeciło się swoistego rodzaju doświadczenie znacząc tym faktem tęczówki. Uniosłam obie dłonie zakładając kosmyki za uszy, jak zawsze gdy coś wprowadzało mnie w stan niepewności, czy zdenerwowania. Wydęłam lekko usta marszcząc czoło, zastanawiając się, jak najlepiej wyjaśnić mu to wszystko z czym do niego przychodziłam. Cisza zawisła między nami, gdy próbowałam poukładać sobie wszystko w głowie odkrywając nagle, że nie mam żadnego planu. Żadnych ułożonych wcześniej słów wyjaśnienia. W tym wszystkim zapomniałam jakiekolwiek przygotować. Znów zaczęłam chodzić nerwowo stawiając kroki. – Lucinda mówiła, że znasz się na hipnozie. – zaczęłam dość koślawo, zawracając na pięcie i rozpoczynając wędrówkę ku przeciwległej ścianie. – Ogólnie to… - ogólnie to, co? Westchnęłam ciężko zaplatając dłonie na klatce. Kolejny zwrot. Cichy nakaz by wziąć się w garść. Zerkam przepraszająco na Alexa, ale nie zatrzymuję się nawet na chwilę przez co prawię wchodzę w ścianę. Zatrzymuję się zaskoczona tuż przed nią. I zwrócona plecami do niego biorę wdech w końcu zaczynając mówić. – Muszę odnaleźć pewne wspomnienie, może nawet więcej niż jedno. Nie wiem ile ich jest. Nie wiem też czy wyparłam je samoistnie, czy ktoś przy nich majstrował. – moje ramiona opadają, jakby pod ciężarem czegoś ciężkiego, wielkiego, gniotącego mi je przy każdym kroku, nie pozwalającego wziąć głębszego oddechu. – Trochę po zakończeniu szkoły byłam w Mungu -mama powiedziała mi, że spadłam z miotły. – odwracam się w jego stronę zawieszając na nim niebieskie tęczówki. – wydaje mi się, że prawda jest inna, ale nikt o niej nie mówi głośno. – sznuruję usta odwracając wzrok. Znów milknąc. Rozplatając dłonie i opuszczając je wzdłuż ciała, zaciskając je w pięści. Miotam się. Gubię, sama w sobie i widać to dokładnie. Nie trzeba nawet mnie znać dokładnie. Ostatnie wydarzenia nadal odznaczają się piętnem na mojej twarzy w oczach gości jakiś bezbrzeżny smutek, pod nimi skóra barwi się lekkim fioletem świadcząc o niewyspaniu. Białe włosy są nienaturalnie pozbawione kolorów. – Jestem… - zaczynam przygryzając lekko dolną wargę. Powinnam mu powiedzieć, prawda? O Nits. Tak na wszelki wypadek. Może nie należy zagłębiać się w umysły osób obarczonych klątwą. Nie chcę przecież by próbując pomóc mi, zaszkodził sobie. Nie byłabym w stanie znieść tej świadomości. – Mam na barkach klątwę. Klątwę Zmyślonego Przyjaciela. – wyrzucam z siebie na jednym wydechu, opuszczając głowę. Czuję się winna. Winna, że dopuściłam do tej sytuacji. Winna, że pozwoliłam by ta plugawa odmiana magii zalęgła się we mnie. Zatruwała umysł. Niszczyła powoli od środka. – Sprawia… Sprawia, że widzę marę, postać, która namawia mnie do obudzenia się. Odebrania sobie życia twierdząc, że nic w tym świecie nie jest prawdziwe. – głos ledwie wydostaje się na zewnątrz. Gdyby nie otulająca nas cisza pewnie niknął by w wyjącym wietrze. Nie unoszę spojrzenia. Boję się zobaczyć wyraz jego twarzy. Wina oplata mnie czarnymi mackami powodując niechęć głównie do samej siebie. Sprawiając niewygodne, drażniące uczucie niedopasowania. Zaciskam mocniej dłonie, czując wbijające się we wnętrze dłonie paznokcie. Przez głowę przechodzi mi, że była to zła myśl, by tu przychodzić, by próbować coś zmienić. Bo, czy byłam w stanie naprawdę dokonać jakichkolwiek zmian?





Here is what they do not tell you about Death: when Death says "You are born for this", she clearly means
"You will die for this".

Powrót do góry Go down
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t3768-skrytka-bankowa-nr-277 https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Zawód : Stażysta w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
OPCM : 33
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 16
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Strych   16.05.17 17:18

Uśmiechnął się trochę szerzej gdy przerwała, nienachalnym gestem i lekkim uniesieniem brwi zapraszając ją do tego, by mówiła dalej. Był mocno zaintrygowany całą sytuacją, bowiem gdy w grę wchodziło polecenie od Lucindy sprawa musiała być rzeczywiście dość intrygująca bądź też zagmatwana. Wiedział, że Justine pojawiła się tu nie bez kozery, co za chwilę też stało się jeszcze bardziej niż pewne.
- Nie skłamała - odparł, przytakując głową i powoli zaczynając podejrzewać, o co chodziło. Justine miała jednakże problemy z wysłowieniem się - to, z czym do niego przyszła musiało być jej wielkim ciężarem. - Nie spiesz się, jestem dziś cały twój - rzucił pół-żartem, opierając się biodrem o jedną z szafek w celu odciążenia nóg. Mimochodem obrzucił też spojrzeniem resztę wnętrza, chcąc wypatrzeć jakieś meble, na których mogliby spocząć. Co w przypadku Tonks raczej nie nastąpi zbyt szybko, zważywszy na sposób w jaki dawała upust swojej nerwowości. Jedynym co mógł jednakże na razie zrobić by jej pomóc było tylko przyjaźnie się uśmiechnąć za każdym razem, gdy zwracała ku niemu wzrok. Naprawdę mieli czas. Nie stresuj się. Nie musiał siedzieć w jej głowie by odczuwać wszechogarniające ją nerwy - do tego wystarczały mu jego własne oczy. Wysłuchał jej uważnie i z powagą, skupiając się tylko i wyłącznie na słowach padających z ust czarownicy. Nie przerywał jej ani nie ponaglał, dając dokładnie tyle czasu, ile sama potrzebowała by odpowiednio wszystko mu przekazać. Jednak kiedy doszła o części traktującej o klątwie Alexander ściągnął odrobinę brwi, poważniejąc jeszcze bardziej.
Gdy zamilkła ostatecznie, pozwalając opaść między nimi ciszy Selwyn namyślał się przez kilka chwil, intensywnie przypatrując się deskom tworzącym drewnianą podłogę.
- To niczym czarnomagiczna, agresywna forma osobowości mnogiej ze wzajemnym świadomym koegzystowaniem - powiedział w sposób świadczący o tym, że jest gdzieś daleko, na kartach jednej z czytanych w ostatnich miesiącach ksiąg. Spojrzał znów na Justine, jakby chcąc wyryć sobie w pamięci jej dokładny obraz. To było wręcz niesamowite, że kobieta nadal żyła. - Jesteś bardzo silna, Just - przyznał, a w jego srebrzystobłękitnych tęczówkach zabłyszczał podziw. Znów skoczył spojrzeniem w bok, potarł w zamyśleniu brodę, pod palcami wyczuwając kilkudniowy zarost, o którym całkowicie zapomniał - i w chwili obecnej poświęcał mu równie wiele uwagi. Wiedział już, co powinien zrobić, musiał jeszcze jednak przedstawić całą sytuację Justine, a to wymagało jak zwykle tego samego: delikatności i ostrożności w dobieraniu słów. Miał pomagać, nie szkodzić.
- Co do znajomości klątw zostawiam to pole Lynn, bowiem nie wątpię iż sobie z nią poradzi. Nie mogłaś znaleźć lepszego łamacza - uśmiechnął się lekko, pochwalając wybór Tonks co do pierwszego konsultanta, do którego się udała. - Mam z nimi mniejsze doświadczenie, jednak też swoje wiem na ich temat odnośnie ludzkiej psychiki - kontynuował, zerkając to na swoją jasnowłosą rozmówczynię, to błądząc znów po przestrzeniach strychu. - Hipnoza jest jedynie narzędziem wspomagającym proces samoistnego przypominania sobie niektórych zdarzeń, stosowana jest głównie w celach terapeutycznych przy nerwicach i tego typu schorzeniach. Nie da się za jej pomocą przywrócić utraconych wspomnień. Potrzebujesz do tego legilimenty - powiedział, zatrzymując wzrok na starej miotle wciśniętej gdzieś między potężną szafę a wiktoriański kredens. - Jednakże... - przerwał i wziął jeden spokojny oddech, patrząc znów na Justine. - Nie przyznawałem się do tego jeszcze przed nikim, ale tak się składa że jestem też jednym z nich. Mam nadzieję, iż nie pomyślisz o mnie teraz źle, bo nie jest to w dalszym ciągu zbyt dobrze postrzegane, ale... jestem w stanie ci pomóc, Tonks. Pytanie brzmi, czy jesteś tego pewna, czy chcesz wpuścić mnie do swojego umysłu i zagłębić się w skryte w nim wspomnienia. To nie będzie najprzyjemniejsza podróż twojego życia, Just, nie będę cię oszukiwać - mówił dość wolno, z namysłem i szczerze. Emanował spokojem i pewnością siebie w swoich słowach, nie spuszczając też w czasie swojej wypowiedzi wzroku z Justine. Nie chciał nic przegapić w jej reakcji, nie zamierzał zignorować jakiejkolwiek przesłanki, iż tak naprawdę nie była gotowa na to, o co prosi.




If you're loved by someone
you're never rejected.
Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
Zawód : przyszły auror, ex ratowniczka
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women. Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 30
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Strych   16.05.17 19:04

Gdzieś między jednym krokiem a drugim zatrzymuję się, gdy padają słowa Alexa i posyłam mu lekki uśmiech. Zaraz potem na powrót kontynuuje wędrówkę zbierając myśli. A potem mówię. Czy może raczej wypluwam na świat – na strych – to wszystko, co wydaje mi się ważne. I gdy Alexander przedstawia podsumowanie marszczę brwi mrugając kilka razy by zrozumieć co tak właściwie mówi. Czarnomagiczna? Na pewno. Agresywna? Jak najbardziej. Ale w reszcie się gubiłam. Kolejne zdanie sprawia, że wzdycham lekko, sama nie będą pewna dlaczego. – Pojawiła się w styczniu, najpierw jako cichy głos, szepczący mi do ucha, niedługo później zaczęła przyjmować materialną postać. Pojawia się wybiórczo, nigdy nie wiem, kiedy na nią trafię. – uzupełniam jeszcze – właściwie nie wiem dlaczego. Nie było przypadku w tym, że był z Lucy rodziną – oboje mieli dobre oczy, a z twarzy biła im troska i wiedza.
Ale czy byłam silna, tak jak mówił? Szczerze w to wątpiłam. Jakoś nie potrafiłam spojrzeć na siebie, jako na jednostką silną. Czułam się strasznie słaba, poobijana, krucha z barkami przygniecionymi ciężarami, których jeszcze kilka lat temu nie spodziewałam się nieść. Nie, nie byłam silna. Tego jednego byłam pewna. Po prostu trwałam. Dawałam radę. Nic więcej.
-Lucy znalazła już antidotum, jednak jego przygotowanie zajmuje pełny cykl księżyca. – poinformowałam go, uśmiechając się lekko. Słuchałam uważnie jego słów na temat hipnozy i nie mogłam poradzić nic na to, że na mojej twarzy zagościł zawód. Rozchyliłam szerzej powieki wraz z kolejno padającymi słowami. Mógł mi pomóc. Poczułam jak zalewa mnie nagła fala radości, szczęścia, niezidentyfikowanego uczucia, że w końcu coś zaczyna się układać. I nim spostrzegłam się co robię pokonał dzielący nas dystans. Ujęłam jego dłonie kompletnie nie zastanawiając się, czy to odpowiednie, czy tak znów wypada. Ścisnęłam je lekko, następnie unosząc na niego spojrzenie. – Oh, Alexsandrze. – wypłynęło z moich ust wraz z tchnieniem ulgi, które rozproszyło się po całej mojej jednostce. – Jestem…
- Nic ci to nie da, Tonks. – rozległo się z mojej prawej strony. Przerwałam w połowie zdanie odwracając głowę, sztywniejąc automatycznie, wzrok ogniskując na marze, która postanowiła się właśnie dziś pojawić. Ostatnio zdawała się bywać rzadziej, ale jednocześnie trafiać w momenty najważniejsze. Zmarszczyłam lekko nos, zerkając dosłownie na sekundę na Alexa. – Jest tylko jeden sposób. – dodała mara sprawiając, że przymknęłam oczy krzywiąc twarz. Trzy wdechy. Głębokie. I trzy wydechy. Uchyliłam powieki natrafiając spojrzeniem na wzrok Alexa. Puściłam jego dłonie uśmiechając się przepraszająco. Czasem ponosiły mnie emocje. Właściwie zawsze. Słynęłam z tego, że dawałam im się ponieść. Przytulając ludzi bez powodu, czy też widocznej przyczyny odnajdując potrzebę danego gestu gdzieś w sobie bez pytania podejmowałam się jego wykonania. Wycofałam się o krok, co jakiś czas zerkając w stronę miejsca w którym pojawiała się Nits. Obróciłam się wokół własnej osi, o dziwo po raz pierwszy dzisiaj, dostrzegając dwa szaro-kararmelowe fotele. Były stare i wysłużone, ale nigdy nie zależało mi na luksusach. Zresztą, byliśmy na strychu, raczej pierwszej świeżości mebli się tutaj nie spodziewałam. Wskoczyłam na fotel automatycznie podciągając na niego nogi wyuczonym gestem, automatycznym zdawać by się mogło. Postanawiając ignorować Nits, nie patrzeć na nią i uznawać jej słowa za niebyła. A mówiła bez ustanku w tej chwili,  powtarzając jedno i to samo w różnych kombinacjach.
- Tak naprawdę, słyszałam o legilimencji ale nie miałam nigdy okazji poznać nikogo, kto władałby tą umiejętnością, albo doświadczyć jej osobiście. – odpowiadam zbierając się w końcu jakoś w miarę w sobie. Chociaż i tak – mimo tego, że nie chcę – wzrok co jakiś czas odbiega mi na bok, jakby w kontrolnym odruchu chcąc sprawdzić, czy mara znajduje się nadal tam, gdzie była jeszcze chwilę wcześniej. – Chcę to zrobić, Alex. Bo odkąd pamiętam towarzyszy mi niejasne uczucie braku, swoistego rodzaju pustki i za każdym razem gdy próbuję sama sięgnąć ku odpowiedzi ta umyka mi spod palców. – unoszę dłoń i zakładam za ucho kosmyki włosów, które wysunęły się w trakcie moich szaleńczych przechadzek. Ale i na fotelu ciężko mi w miejscu usiedzieć. W końcu opieram stopy o siedzenie, dłonie zaplatam wokół nóg a brodę układam na kolanach, spojrzenie ogniskując na Alexie. – Możesz zaczynać. – mówię spokojnie, próbując się uśmiechnąć, ale przypomina to marną imitację tego gestu z pewnością. – Powinnam o czymś konkretnie myśleć? Czy nie myśleć w ogóle? Chociaż nie wiem czy w stanie jestem poddać się chwilowej całkowitej bezmyślności… - przerywam zdając sobie sprawę że zaczynam paplać. Więc milknę, oczekując na wskazówki.
Zaczynajmy.





Here is what they do not tell you about Death: when Death says "You are born for this", she clearly means
"You will die for this".

Powrót do góry Go down
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t3768-skrytka-bankowa-nr-277 https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Zawód : Stażysta w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
OPCM : 33
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 16
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Strych   25.05.17 1:09

Wiedział, o czym mówiła Justine. Zbyt dobrze pamiętał to, co przydarzało mu się w dzieciństwie by nie rozumieć, co teraz czuje. Głosy były czymś przerażającym, pojawiającym się znikąd i co najgorsze - za każdym razem gdy już myślałeś, że się ich pozbyłeś, one wracały. - W tej sytuacji to dobrze, że pojawia się tylko od czasu do czasu. Oznacza to, że dopiero bliżej nieopisane coś wyzwala chorobę, czyli w Twoim przypadku działanie klątwy - odparł, tym razem uświadamiając sobie po minie Tonks że przed chwilą znów popadł w niezrozumiały, żargonowy bełkot i ubierając w związku z tym swoje słowa w bardziej zrozumiałą dla niezwiązanych z magipsychiatrią - czy też po prostu psychiatrią - formę. Zawiesił wzrok na parę chwil na upchniętym w kąt pomieszczenia pianinie, tym samym, które pierwszy raz stroił na Gwiazdkę, od czasu do czasu wpadając później i zajmując się porzuconym instrumentem. Ach, jakże w grudniu wszystko było inne, lżejsze i łatwiejsze.
- Nie wiem jak dokładnie działa taka klątwa, ale jeżeli jest naprawdę zbliżona do - nazwijmy to standardowych urojeń - to niestety się pogłębia jeżeli jesteś w stanie ją sobie wizualizować - starał się nie brzmieć zbyt tragicznie, jednakże ton jego głosu opadł nieznacznie, zdradzając troskę; tak samo jak błysk przemykający w mgnieniu oka przez jego tęczówki. - Jeżeli będziesz potrzebowała wsparcia w czasie przygotowywania antidotum to możesz czuć się swobodnie by wysłać mi Barona o jakiejkolwiek porze dnia i nocy. Drzwi też nie zamykam - zaoferował, zerkając w oczy Justine i nie próbował nawet ukryć swoich słów pod pierzyną profesjonalizmu czy dystansu. Biło od niego empatyczne ciepło. Taki był już z niego niepoprawny altruista, całkowicie nieprzystosowany do życia w materialistycznym i okrutnym świecie. Nie myślał o pieniądzach czy też innych korzyściach za każdym razem, kiedy ktoś zwracał się do niego o pomoc. Nie było w nim więc znudzenia, pogardy czy roztargnienia, gdy rozmawiał z Tonks - tych wszystkich negatywnych emocji które świadczyły o tym, że okazywał komukolwiek łaskę. Była tylko czysta chęć podzielenia się swoimi umiejętnościami i wiedzą, by życie kogoś innego stało się odrobinę lepsze.
Widok twarzy kobiety rozjaśnianej nadzieją i radością - choć sam raczej by się jeszcze tak szybko nie cieszył - była dla niego wystarczającym wynagrodzeniem. Nie zdążył zaprotestować, gdy Justine ujęła jego dłonie, a następnie - ścisnęła je. Może i nie był to stalowy uścisk jaki zafundowałby mu Wright ale i to wystarczyło, by z lewej ręki, której obrażenia zakrywał biały bandaż, promiennie rozeszła się fala bólu aż do piersi. Alexander jednak drgnął tylko lekko, uśmiechając się (musiał coś bowiem zrobić z mięśniami twarzy, by nie pokazać grymasem jak bardzo go to zabolało) i używając maksimum swoich zdolności aktorskich nie pisnął ani pół dźwiękiem. Spiął się trochę, ale można było to równie dobrze zrzucić na zaskoczenie tym nagłym gestem. Delikatnie odwzajemnił uścisk prawą dłonią, już szykując odpowiedź dla Justine, jednakże nie miał okazji nawet usłyszeć tego, co chciała powiedzieć czarownica. Jej nagłą zmianę nastroju i posyłane w bok spojrzenie szybko połączył z tym, o czym właśnie rozmawiali. Nie szybciej jednak, niż gdy usiadła na fotelu. Jego twarz momentalnie się zasępiła, a włosy delikatnie pociemniały. Co rusz wodził spojrzeniem od Justine do punktu, w który zerkała.
- Nie słuchaj jej - powiedział, odpychając się od blatu i postępując kilka kroków do przodu, aż nie znalazł się przy podłokietniku okupywanego przez rozmówczynię mebla. Pokiwał głową na jej zapewnienia, wyciągając różdżkę. Swoje zaklęcie skierował jednak na pianino, które po chwili zaczęło grać melodię. Znał ten balet prawie że  na pamięć, nuta po nucie, choć i tak musiał poświęcić chwilę na rzucenie czaru. Upewnił się jeszcze, czy aby na pewno stoi tak, by zasłonić  jasnowłosej większość widoku na tamtą część strychu i wyciągnął ku niej prawą rękę. - Zaczniemy więc. Chodź - złapał ją za dłoń i podciągnął do góry, prosto w swoje ramiona. - Skup się na muzyce, tylko na niej. Nie myśl o czymkolwiek innym - powiedział, przytulając niziutką Tonks do swojej piersi, żeby nie spoglądała nigdzie na boki. Oparł podbródek o czubek jej głowy i nucąc ciche murmurando w akompaniamencie pianina skupiał się na tym, by oddychać powoli i miarowo, rozluźnić się jak najbardziej tak, aby i Justine opuściło napięcie - a przynajmniej jego jak największa część. Złapał znów różdżkę w wiodącą dłoń, nim się odezwał.
- Nie bój się. Staraj się nie bronić i nie wypychać mnie na zewnątrz. Po prostu... słuchaj muzyki. A jak już pojawię się w Twojej głowie pomknij myślami do tamtego dnia - powiedział cicho, nim nie uniósł delikatnie końca różdżki gdy stwierdził, że bardziej odprężona Justine już nie będzie. - Legilimens - wyszeptał. Wstrzymał na moment oddech i zamknął oczy.

| W przypadku każdej legilimencji - autorskie zasady otrzymywania przeciążenia psychicznego przez Justine (minusy do żywotności), bo lubimy utrudniać sobie życie: wynik k100 dzielony na dwa +wartość statystyki zaklęć Lexa (+10).[bylobrzydkobedzieladnie]




If you're loved by someone
you're never rejected.


Ostatnio zmieniony przez Alexander Selwyn dnia 27.05.17 22:57, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Strych   25.05.17 1:09

The member 'Alexander Selwyn' has done the following action : rzut kością


#1 'k100' : 77

--------------------------------

#2 'k15' : 2


Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
Zawód : przyszły auror, ex ratowniczka
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women. Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 30
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Strych   27.05.17 23:11

-Źle że pojawia się w ogóle. – mamroczę lekko sfrustrowana. Do siebie, ale jestem pewna, że Alex to słyszy, jakoś nie staram się za mocno, by moje słowa nie były dla niego dostępne. Budzi we mnie prawie automatyczne zaufanie, które ciężko mi jest skonkretyzować. Ma coś w swojej twarzy, w oczach chyba bardziej – a nawet samym spojrzeniu, co sprawia, że wiem, że nie zrobi nic, co mogłoby mi zaszkodzić. Kolejne jego słowa nie wyciągają już żadnych słów z moich ust. Przygryzam lekko wargę czując się ponownie winną sytuacji w której sama się znalazłam. Obwiniając tylko i wyłącznie siebie za marę, która od jakiegoś czasu towarzyszyła mi w życiu. Odnosząc wrażenie zepsucia, a nawet bycia wybrakowaną. Opuszczam spojrzenie wbijając je w stare deski podłogi na strychu. Przytakuję ledwo zauważalnie głową nadal jej nie unosząc. – Margaux i Ben wiedzą. – wyznaję spokojnie, nie odrzucam jego propozycji, jestem za nią wdzięczna, naprawdę. – Oni mnie… - zaczynam nie bardzo wiedząc jako dokończyć to zdanie, bo słowo które ciśnie mi się na usta jest niewygodne. Boląco-drażniące. Unoszę spojrzenie wzdychając ciężko. Natrafiając na szczere i dobre spojrzenie mojego towarzysza. - … przypilnują. – mówię, czując jak robi mi się niedobrze na dźwięk tych słów. Jak świadczą o tym, że nie jestem bezpieczna. Ale nie dlatego, że coś mi grozi. Tylko dlatego, że sama sobie zagrażam. – Ale dziękuję, będę pamiętać. – dodaję jeszcze unosząc wyżej brodę. Musiałam przekopać się przez kilometry złego samopoczucia skoro postanowiłam wybrać się na walkę z własnymi demonami. Musiałam przebrnąć przez to, bo teraz nie opłacało mi się już zawracać. A co więcej, nie chciałam nawet. Musiałam podołać, bo w obecnym stanie byłam jedynie zdolna by pociągnąć resztę za sobą na dno, a tego nie byłabym w stanie przeżyć.
Zacisnęłam własne dłonie na rękach Alexandra i dopiero gdy przeniosłam na nie spojrzenie dostrzegłam biały bandaż owijający lewą dłoń. – Oh… - zaczęłam kompletnie zła na siebie. Czasem naprawdę winnam najpierw pomyśleć zanim zrobię. Alex obdarował mnie uśmiechem, ale podskórnie czułam, że przyniosłam mu ból. Chciałam już zacząć przepraszać, gdy jego prawa dłoń ścisnęła lekko moją. Uniosłam błękitne spojrzenie i już otwierałam usta, gdy pojawiła się Nits.
Nie słuchaj jej. Powtarzałam jak mantrę słowa wypowiedziane przez uzdrowiciela, przymykając powieki biorąc głębokie wdechy i zostawiając w końcu dłonie Alexa. Przenosząc się na fotel. Moszcząc na nim po domowemu. Odwróciłam głowę w stronę starego pianina lekko zaskoczona. Nigdy nie posiadałam talentu muzycznego. Mój śpiew brzmiał jak pianie koguta – przynajmniej tak mam mówiła. A na pianino nigdy nie było nas stać – zresztą pewnie i tak miałam dwie lewe ręce i zero słuchu. Muzyka rozniosła się po pomieszczeniu. Gdy odwróciłam głowę prawa dłoń wyciągała się w moją stronę. Złapałam za nią, pozwalając się podciągnąć ku górze z lekkim zdziwieniem pozwalając się wciągnąć wprost w obce mi ramiona. Nie protestowałam, potrzebowałam tego na kilogramy. Możliwości, by przez chwile poczuć się kruchą, podatną na zranienia. Chwili w której nie musiałam jakoś się trzymać. Przymknęłam powieki skupiając się na jego słowach, a zaraz wedle zaleceń na kolejnych nutach wygrywanych przez pianino. Starałam się nie myśleć o czymś innym, ale nie była w stanie nie zauważyć, że jego serce bije spokojnie a jednak jego rytm brzmi całkiem inaczej niż ten, który wybijało serce Samuela. Zdawałam się ginąć w jego ramionach i nie przeszkadzało mi to. A co więcej było w tym coś dziwacznie neutralnego, coś co nie przypominało w ogóle znajdowania się w ramionach Skamandera. Z przymkniętymi powiekami słuchałam słów, które wypowiadał. Starałam się rozluźnić, nie myśleć, ale moja głowa co chwilę natrętnie wracała do dnia moich urodzin.
Dziwne to było doznanie – poczuć kogoś we własnej głowie. Wśród własnych myśli. Przypominało trochę inwazję intruza. Jak wejście komuś w trakcie kąpieli do łazienki. Chyba dlatego, mimo że rozsądek kazał skupić się na wspomnieniu – a raczej kolejnym które miałam po nim bo właściwego nie pamiętałam, moje ciało spięło się chcąc wyrzucić zza drzwi nieproszonego gościa.
Nagle jednak wszystko potoczyło się szybciej. Dalej. Byłam w mojej kuchni. Ale nie sama, razem z Samuelem, zwarci w uścisku, wydzierający sobie oddechy z gardeł. Szybkim podciągnięciem przyciągnął mnie bliżej do siebie, a potem posadził na blacie. Tylko po to bym odepchnęła go wyruszając na środek kuchni w poszukiwaniu Nits, której nie było. Prorok codzienny znalazł się w moich dłoniach i raz po razie atakował jego ramię, gdy wypowiadałam w jego stronę że nie ma mnie na własność, że nie ma na mnie monopolu…
-Dość. – mruknęłam, ale nie wiem, co spowodowało że ponownie znalazłam się na strychu, opuszczają dobrze znaną mi kuchni. Oddychałam ciężko, muzyka nadal wypełniała pomieszczenie, czułam jak wizyta Alexa w moim umyśle odbija się ciężarem na ramionach. Jednocześnie czułam się zawstydzona wspomnieniem, które przyszło mu zobaczyć. Róż wypłynął na moje policzki wraz z charakterystycznym, trzy-kolorowym wzorem. – Przepraszam… - mruknęłam przygryzając lekko wargę. To była moja wina. Moja wina, że nie skupiłam się dostatecznie. Że pozwoliłam się rozkojarzyć. – Spróbujmy jeszcze raz. – proszę cicho, mając nadzieję że nie poruszy tematu tego, czego był przed chwilą świadkiem w mojej głowie. Nie chciałam do tego wracać. Nie, może nie tak. Nie chciałam o tym mówić – bo wracałam do tego co chwila – bo nie potrafiłam zrozumieć, logicznie wytłumaczyć sobie tego, co zaszło tam tego dnia. – Chcę próbować do skutku, Alex. Jeśli to możliwe. – mówię spokojnie, czując jak drgam lekko po ostatnim przeżyciu. – Potrzebuję tych wspomnień. – dodaję jeszcze a w moim głosie drga lekko rozpaczliwa nuta. Unoszę niebieskie spojrzenie pełne zaciętości i zaparcia. Musiałam to zrobić by zrozumieć siebie. Musiałam to zrobić, bo był to pierwszy z wielu kroków ku wygraniu wojny z moimi demonami.


żywtoność:
 





Here is what they do not tell you about Death: when Death says "You are born for this", she clearly means
"You will die for this".



Ostatnio zmieniony przez Justine Tonks dnia 31.05.17 22:20, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t3768-skrytka-bankowa-nr-277 https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Zawód : Stażysta w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
OPCM : 33
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 16
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Strych   30.05.17 9:51

Porównanie legilimencji do przeszkodzenia komuś w czasie kąpieli było niezwykle adekwatne. Sam Selwyn czuł się dość surrealistycznie kiedy udało mu się wniknąć do umysłu Justine. Otoczyła go chmara wszystkiego, co składało się na pracujący ludzki umysł. Nie dał jednak rady dotrzeć do tego, czego oboje z Justine szukali. Czarownica bowiem musiała się rozproszyć, porywając jaźń Selwyna razem ze sobą w jedno ze wspomnień. Z zaskoczeniem Lex rozpoznał postać, która z taką zażyłością wpierw nacierała na Tonks, a następnie stała się ofiarą gazety - zabójczej broni wybranej przez kobietę. Chciał się wycofać, jednak przez chwilę czuł się tak przytłoczony nadmiarem wrażeń, że stracił kontrolę.
Dość.
Dopiero to jedno krótkie słowo wskazało mu odpowiedni kierunek, w którym winien się udać aby zakończyć to podejście. Strych wydał mu się nagle bezpieczną przystanią, jedynym stałym i realnym punktem rejestrowanym w jego percepcji. Świat umysłu wył bowiem płynny, całkowicie niestały i zmienny razem z najlżejszym podmuchem jakim była zmieniająca się myśl. Sam nie wiedział zresztą do końca czego się spodziewać - użył swojej nowej umiejętności po raz pierwszy w ten sposób, z samych opisów w książkach nie dało się przygotować na coś takiego: na całkowite ujednolicenie odbieranych bodźców zarówno docierających do mózgu Selwyna od niego samego, jak i wszystkiego tego, co było przetwarzane w umyśle Just. Zapomnij. Wciągnął powietrze głęboko do płuc po czym niespiesznie je wypuścił, chcąc choć częściowo ochłonąć.
- Przepraszam - wydukał dokładnie w tym samym momencie co Tonks, zaczynając rozumieć co przed chwilą zobaczył. - Brakuje mi wprawy - powiediał, przyjmując winę na siebie. Gdyby miał więcej doświadczenia najprawdopodobniej byłby w stanie wymeandrować z potoku wspomnień, w którym przed momentem go uwięziła. Czując jej szybki, ciężki oddech a swojej piersi przeniósł swoje dłonie na jej ramiona i odsunął ją na odległość ugiętych ramion. Przechylił głowę chcąc jej się lepiej przyjrzeć, bowiem miał wrażenie, jakoby osłabła w jego ramionach. Na jej stanowcze prawie że żądanie zmarszczył lekko brwi, ale ostatecznie pokiwał głową. - Jeżeli poczujesz, że jest ci słabo to od razu mi powiedz. Nie chcę zrobić ci krzywdy, Tonks. To nie jest nasz cel - powiedział powoli i wyraźnie, szukając w jej spojrzeniu potwierdzenia, że naprawdę rozumie to, co miał na myśli. - Jeżeli nam się nie uda dzisiaj to będziemy próbować jutro, pojutrze i dalej, obiecuję - zapewnił ją jeszcze, nim ponownie nie przyciągnął jej bliżej do siebie.
- Spokojnie. Oddychaj, wsłuchaj się w dźwięk pianina. Gotowa? - zapytał, lekko pocierając wolną dłonią jej plecy, chcąc dodać Justine otuchy.
Po tym znów wykonał delikatny ruch różdżką, wymawiając cicho inkantację zaklęcia: - Legilimens.




If you're loved by someone
you're never rejected.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Strych   30.05.17 9:51

The member 'Alexander Selwyn' has done the following action : rzut kością


#1 'k100' : 85

--------------------------------

#2 'k15' : 10


Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
Zawód : przyszły auror, ex ratowniczka
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women. Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 30
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Strych   31.05.17 23:37

-Nie przepraszaj. – powiedziałam cicho. Uniosłam dłoń protestując lekko, nienachalnie. Nie miał za co przepraszać. Nie chciałam żeby przepraszał, bowiem – co najważniejsze – zgodził mi się pomóc. I nie miało znaczenia, że nie posiadał doświadczenia, wierzyłam w jego umiejętności, tak samo jak w każdego innego który był miły mojej osobie. Nie powinien brać winy na siebie, bowiem nie leżała ona na nikim. Nie zmieniało to jednak faktu, że czułam zażenowanie tym, co dane było mu zobaczyć. Tym, czego sama nie potrafiłam do końca zrozumieć. Włosy z białego odcieniu przybrały wzór, który pojawiał się zawsze przy Samuelu. Na wszystkie gargulce, byłam tak oczywista, a jednak wmawiałam sobie, że nie. Pozwoliłam się odsunąć na odległość ramion i w końcu uniosłam wzrok. Nadal ciężko oddychałam łapczywie chwytając powietrze do płuc. Słuchałam jego słów i choć wiedziałam, że ma rację bałam się, że moja głupota znów weźmie w górę. Ale Alex brzmiał pewnie i prawdziwie, nie pozostawało m nic innego, jak zgodzenie się. Przytaknęłam lekko głową. – Dam znać, ale ciężko mnie złamać. – mówię, choć pewnie musi to brzmieć zabawnie z moich ust. Nie mam więcej wzrostu niż skrzat a i ważę od niego niewiele więcej. Ale uznałam, że żart – choćby tak słaby jak ten – rozluźni nas odrobinę i opędzi uczucie zażenowania, które nadal oblepiało moje policzki.
Pokiwałam jeszcze raz głową, a nawet kilka razy. Skupiając się na oddechu. Próbując się uspokoić. Skupić myśli na pianinie. Na tym, co próbowaliśmy znaleźć, choć nie wiedziałam czym to było i czy rzeczywiście było czego szukać. Przymknęłam powieki czując jak spokój powoli dociera do moich ramiona osiadając na nich lekką mgiełką.
Legilimens
Ciepłe powietrze owiało moja sylwetkę. Niesforny kosmyk włosów poruszony wiatrem uniósł się i opadł mi na twarz. Uniosłam dłoń odciągając go i zakładając za ucho uchylając powieki. Szłam na przód, moje kroki odbijały się echem gdy stawiałam kolejne kroki na kamiennej uliczce. Było ciemno i cicho.  Rozejrzałam się po kamienicach piętrzących się ku górze z obu moich stron. Chyba już to byłam. Miejsce wydawało się dziwnie znajome. Wiedziałam, że to nie była dobra dzielnica, ale idąc tędy szybciej mogłam znaleźć się w domu a o niczym nie marzyłam tak, jak o kąpieli i zimnej maminej kolacji. Oplotłam się ramionami, nieprzyjemne uczucie nadchodzącego zła zdawało zawierać się w odgłosach kroków, które nie należały do mnie. Z jednej z bocznej uliczek wychyliła się postać w czarnej szacie. Zerknęłam na nią rozpoznając mężczyznę, ale nie zamierzałam się odzywać, nie zamierzałam też się zatrzymywać. Hogwart był dawno za nami. Chociaż teraz, w tym konkretnym momencie zdawało mi się, że ledwo z niego wyszłam. Z jego ust wypłynęły słowa, które sprawiły, że jedynie zawiesiłam na nim niebieskie tęczówki nie odpowiadając.
Reszta potoczyła się szybko.
Promień latarni zalśnił na różdżce, którą miał w ręku. Sięgnęłam po swoją. Albo chciałam sięgnąć, ale nie zdążyłam. Klątwa spłynęła po mnie przynosząc nieprzyjemny dreszcz wraz z nieznaną mi inkantacją.
Oblivate.
Zamrugałam kilka razy czując dziwne rozstrojenie, chyba dopiero teraz uświadamiając sobie, że tkwię we wspomnieniu. Moje ciało, nad którym zdawało się że nie panowałam ruszyło dalej, jakby nigdy nie zaszło. Moja głowa jednak zdawała się dziwnie świadoma. Pamiętała każdą sekundę tego spotkania mimo, że zostało usunięte, przy pomocy zaklęcia. Furia zaczynała lekko tlić się w moim niewielkim ciele.
Wszystko zawirowało gwałtownie znów umiejscawiając mnie na strychu. Zrobiłam trzy kroki w tył łapiąc ciężko, spazmatycznie oddechy. Czułam otępienie i osłabienie. Ale złość rozlewała się do moich żył natarczywie i mocno, aż do boleści. Zacisnęłam dłonie w pięści nie panując nad drżącymi ze złości dłońmi.
To wyjaśniało wszystko. Choćby to skąd na moście wiedział o Nits. Wiedział o niej, bowiem sam mi ją sprezentował. Z premedytacją. Zrobił ze mnie swoją – już nawet nie ofiarę a – zabawkę. Byłam dla niego nic nieznaczącym robalem, muchą, której można było bezkarnie powyrywać skrzydełka i obserwować jak cierpi.
- Zabiję go. – wysapałam. Włosy odrzuciły znamienny dla mnie wzór barwiąc się na wściekłą czerwień. Nadal drżącymi dłońmi sięgnęłam do kieszeni wyciągając różdżkę. I nawet nie pomyślałam o teleportacji. Ruszyłam w kierunku wyjścia ze strychu jakby w kompletnym amoku. Zapominając, że nie jestem tu sama. Zapominając o wszystkim, co było wokół mnie. Zapominając o bólu i zmęczeniu. W mojej głowie jawiła się tylko jedna myśl – zadanie. Znaleźć Ramseya. Skonfrontować się z nim. Sprawić, by cierpiał. Chciałam tego, mocno. I przerażało mnie to, jednocześnie budząc we mnie jakiegoś rodzaju dziwną, zimną satysfakcję.
Kim się stawałam?


żywtoność:
 





Here is what they do not tell you about Death: when Death says "You are born for this", she clearly means
"You will die for this".

Powrót do góry Go down
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t3768-skrytka-bankowa-nr-277 https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Zawód : Stażysta w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
OPCM : 33
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 16
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Strych   03.09.17 21:56

Przepraszanie leżało w jego naturze: przepraszał nawet wtedy, gdy tak naprawdę nie miał za co. Chciał zaoponować, jednakże uniesiona dłoń Justine zatrzymała go w pół słowa. Szybko zamknął więc usta (bowiem stanie tak z otwartymi nie należało do rzeczy, których nie przystoi lordom robić - nawet tak rozbestwionym jak Alexander) i użył całej swojej silnej woli, by nie przeprosić Just po raz kolejny: tym razem jednak za przepraszanie.
Ponownie poczuł, jakby oddalał się od swojego ciała, wciągnięty siłą zaklęcia w sam środek umysłu Justine. Zmaterializowany we wspomnieniu zadrżał, gdy chłodny podmuch wiatru przedarł się przez materiał swetra i polizał jego niezwykle wyczuloną na zimno skórę. Selwyn rozejrzał się wokoło, nie do końca poznając miejsce w którym się znajdował - umiejscowienie jego lokacji było tym trudniejsze, że  była noc, a każda londyńska uliczka była nieznośnie podobna do pozostałych alejek biegnących między kamienicami z czerwonej cegły. Minęła go kobieca postać, niewątpliwie Justine. Ruszył za nią, jednak nie uszli w ten sposób za daleko. We wspomnieniu pojawiła się kolejna postać - męska sylwetka w czarnej pelerynie i kapturze zasłaniającym twarz. Z wyciągniętą różdżką. Alexander sam, automatycznie, uniósł swoją dłoń z orężem nim nie uświadomił sobie, że to nic nie da. Jego istnienie we wspomnieniu było przecież tylko pozorne i nie było żadnego sposobu na to, by powstrzymał bieg przeszłych wydarzeń. Patrzył więc tylko bezwiednie, z każdą chwilą coraz bardziej zrezygnowany i kurczący się w sobie, jak nieznajomy wykonuje gest ręką, a z jego ust padają plugawe inkantacje. Klątwa.
Było to ledwie kilka chwil nim obraz, który widział, nie zaczął się rozmywać. Znów stał na zakurzonym i zapomnianym strychu w starej chacie, kwaterze Zakonu Feniksa walczącego ze złem. Złem, jakie właśnie widział we wspomnieniu Tonks. Wciąż nie docierało do niego, że mu się udało. Że zdjął z niej Obliviate.
Dopiero kiedy Just wyrwała się z jego ramion Alexander drgnął, wyrywając się z otępienia spowodowanego przeładowaniem informacjami.
- Justine! - zawołał w kierunku czarownicy. Jego głos nie był ostry. Był proszący. Ostrożny. Przestraszyła go tym nagłym wybuchem. Nie miał jednak siły za nią pobiec, poczuł jak ból w stopach nasila się od zbyt długiego stania. Alexander zachwiał się, a pianino nagle zamilkło. Selwyn nie spuszczał wzroku z Justine, sam jednak musiał oprzeć się ciężko na oparciu fotela, by nie przewrócić się w nagłym przypływie bólu. Nie tylko pochodzącego ze stóp zresztą - głowę Alexa zaczął rozrywać tępy, pulsujący ból w prawej skroni. Tam zawsze koncentrowały się jego migreny
- Just? Kto to był? - zapytał, jednak nie był pewien, czy otrzyma odpowiedź. Tonks wyglądała, jakby zaraz miała wybiec przez drzwi prowadzące na strych i zrobić coś głupiego.
- Nie rób niczego pochopnie. Gniew to zły doradca - powiedział jeszcze, zaciskając oczy i krzywiąc się. Przycisnął palce dłoni do głowy, starając się okrężnymi ruchami ulżyć sobie w bólu. Nie wyobrażał sobie jak w takim razie czuła się Justine, skoro to w jej głowie grzebano, a nie jego.




If you're loved by someone
you're never rejected.
Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
Zawód : przyszły auror, ex ratowniczka
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women. Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 30
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Strych   28.09.17 11:53

Byłam wściekła. Nie zwyczajnie, lekko, ot na złą pogodę. Na deszcz moczący nieprzyjemnie kark, sprawiający, że zimno przesiąkało do szpiku kości. Nie na jakąś głupotę, choć ludzie – zwłaszcza ja – mieli dziwną przypadłość wpadania w złość w wyniku rzeczy tak naprawdę nie ważnych. Ile razy krzyczałam na brata czy siostrę o głupstwo? Bo zjadła najlepszy kawałek maminego ciasta, albo bo zabrał miotłę gdy akurat ja z niej chciałam skorzystać.
Nie, ta złość w niczym nie przypominała tych, które czułam wcześniej. Ta furia, która rozgorzała wewnątrz mnie zdawała się palić żywcem. Spalać każdy jeden fragment mojej skóry, mojego ciała i w końcu – mojej duszy. Ramiona trzęsły się w niepohamowanym odruchu, który poruszał nimi samoistnie. Dłonie zaciskały się w pięści tak mocno, że czułam jakby paznokcie miały zaraz przeorać się na zewnętrzną cześć kończyny. Włosy nie potrafiły jednoznacznie się ustabilizować, co jakiś czas zmieniając kolor.
Nigdy nie czułam tak bardzo jak teraz, aż boleśnie. I – gdyby ktoś w ogóle o to zapytał – jednoznacznie stwierdziłabym, że nigdy nie chciałabym tego czuć. Złość tak wielka, tak ogarniająca, że aż odbierająca zdolność logicznego myślenia, trzeźwość zachowania.
Ruszyłam do drzwi mając jeden cel. Musiałam go znaleźć. Nie kiedyś, nie jutro, dzisiaj. Dokładnie teraz, dokładnie tak jak stoję, znaleźć i co…? Skonfrontować z nim swoją wściekłość? Chyba po prostu chciałam zrozumieć. Zrozumieć, dlaczego? Zdawało mi się, że znam odpowiedź, a jednak chciałam, musiałam to usłyszeć z jego ust patrząc mu prosto w oczy, by móc bez wyrzutów, całkiem go znienawidzić.
- Mulciber. – odpowiedziałam Alexowi, zatrzymując się w połowie drogi, patrząc w furii na drzwi. Kompletnie nie rozumiejąc czemu stoję, skoro miałam iść. Jego kolejne słowa przemknęły gdzieś obok mnie, jedynie trącając moje myśli. Głowa jednak funkcjonowała dalej sama. Rzucił na mnie klątwę – klątwę samobójców. Z pewnością raz, czy i drugi ukrył pod zaklęciem czyszczącym pamięć? Co zrobiłam? Czego jeszcze nie pamiętam? Jak wielu zdarzeń z przeszłości nie pamiętałam? Jak wielu mnie pozbawiono. Mogłam iść do niego już teraz. Choć nie wiedziałam gdzie, ale mogłam. Mogłam w szale przemierzać ulice, lub czekać pod Ministerstwem w nadziei, że w końcu tam się znajdzie. Mogłam, ale czy nie powinnam najpierw dowiedzieć się wszystkiego? W końcu okręciłam się na pięcie w kilku krokach pokonując odległość dzieląca mnie od Alexa. Dłoń wystrzeliła łapiąc za jego ramie, zaciskając się na nim mocno, pewnie nawet boleśnie. Twarz uniosła się, a błękitne tęczówki spojrzały w jego oczy. – Jeszcze raz. – poprosiłam, czy może raczej zażądałam wbijając w niego spojrzenie, zaciskając mocniej dłoń. Dalej, Alex, pomóż mi.





Here is what they do not tell you about Death: when Death says "You are born for this", she clearly means
"You will die for this".

Powrót do góry Go down
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t3768-skrytka-bankowa-nr-277 https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Zawód : Stażysta w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
OPCM : 33
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 16
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Strych   28.10.17 12:27

Patrzyłem na Justine z dużą dozą niepewności i ostrożności w oczach. Mulciber? Nie mówiło mi za wiele to nazwisko, widziałem je dziś jedynie na pergaminie przypiętym do korkowej tablicy przez Garretta. Tyle jednakże wystarczyło - mężczyzna ten był poplecznikiem trzeciej siły. Siły, która nie cofała się przed torturowaniem, okaleczaniem i, jak okazało się przed chwilą, rzucaniem klątw na innych czarodziejów czy czarownice. Choć czułem, jak prawa skroń rozrywana jest pulsującym bólem migreny moje spojrzenie złagodniało, tak samo jak na mojej twarzy rozmył się grymas wywołany tym nieprzyjemnym doznaniem. Mogłem oczywiście pozwolić sobie na bycie całkowicie pochłoniętym moimi sprawami, lecz teraz liczyło się tylko to, w jakim celu się tutaj znalazłem. Zapominając o sobie skupiłem się zamiast tego na Justine, której mieniące się różnymi kolorami włosy wskazywały na to, że był jej teraz potrzebny drugi człowiek. Ach ta metamorfomagia - z jednej strony była niezwykle użyteczna, ale z drugiej pozostawiała nas momentami całkowicie obnażonymi dla świata zewnętrznego. Znalazła się przy mnie równie szybko, co przed chwilą przy drzwiach. Jej palce wbiły się w moje ramię, powodując nieprzyjemne uczucie pełznące wzdłuż mojej kończyny. Powstrzymałem się jednak przed okazaniem tego, że jej akcje sprawiały mi ból. Zamiast tego podchwyciłem nawiązany przez Justine kontakt wzrokowy i powoli, z namysłem pokiwałem głową.
- Jeżeli tylko nadal masz dość sił - odparłem, szukając na jej twarzy czegokolwiek, co mogłoby temu zaprzeczyć. - Tylko usiądźmy może? Jestem jeszcze trochę znoszony po moich przygodach z tego tygodnia - uzasadniłem moją prośbę, zapraszającym gestem wskazując Just drugi z foteli - ten, który znajdował się odrobinę dalej od wyjścia. Tak na wszelki wypadek, jakby znów zachciało jej się wybiec i zrobić coś niezwykle pochopnego. Sam zająłem miejsce naprzeciw niej, w fotelu na którym wcześniej oparłem ciężar swojego ciała.
Migrena w dalszym ciągu nie ustępowała, lecz nie miałem zamiaru samolubnie poświęcać teraz czasu na zajmowanie się własną, marginalną niedogodnością. Zaraz przecież zapewne minie. Pianino milczało, a całe pomieszczenie mimo to zdawało się grać swoją własną muzykę. Coś skrzypnęło, coś stęknęło. Wskazówki starego zegara wydawały nierówny rytm nienakręcanego od lat serca; chata była niczym żywy organizm, w którym zdawała się pulsować magia. To było idealne miejsce na to, czego właśnie się podejmowaliśmy z Tonks.
- Postaram się zrobić to szybko, ale niczego nie mogę obiecać - zdobyłem się na uśmiech, w palcach obracając moją wysłużoną już różdżkę. - Gotowa? - zapytałem, nim znów nie wskazałem na czarownicę w celu rzucenia zaklęcia. - Legilimens - powiedziałem inkantację, przymykając oczy i starając w pełni skupić się na wymawianym zaklęciu.




If you're loved by someone
you're never rejected.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Strych   28.10.17 12:27

The member 'Alexander Selwyn' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 45

--------------------------------

#2 'k10' : 4


Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
Zawód : przyszły auror, ex ratowniczka
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women. Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 30
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Strych   12.11.17 14:37

Tak wielka, tak okrutnie ogromna, wstrząsającą każdą cząstką mojego ciała, sprawiająca, że wszystkie moje organy wywracały się przynosząc nieprzyjemne uczucie w środku. Złość, a nawet nie złość, a paląca ogniem wściekłość rozlewała się po moich ramionach odbierając zdolność logicznego myślenia. W pierwszej chwili, momencie rozognionego serca chciałam iść, znaleźć winowajcę i... sama nie wiem dokładnie co. Wszystko i nic jednocześnie. Spojrzeć mu w oczy, zapytać, zrozumieć. Skrzywdzić? Tak, to nie było do mnie podobne, ale chciałam sprawić mu ból. To głos Alexsandra przebił się przez bańkę w której się znalazłam przywołując mnie do rzeczywistości, do strychu na którym właśnie się znajdowałam.
Wróciłam, ale nie mogłam przestać potrzebowałam odpowiedzi, kolejnych i wiedziałam że bez nich oszaleję kompletnie i do reszty. Nie kontrolowałam ruchów, zbyt mocno zaciskając dłoń na ramieniu Alexandra, ale nie wstrzymałam gestu. Usiadałam, dokładnie tak, jak sobie tego życzył, chociaż w odczuwałam potrzebę niezmiennego poruszania się, jakby tylko ruch był w stanie zaspokoić wygłodniałe oblicze złości, która rozgościła się we mnie na dobre. Skierowałam się w jego stronę i przymknęłam lekko powieki szykując się na kolejne wejście w umysł.
Ale nie stało się kompletnie nic. W ciszy, którą przerywało jedynie bicie mojego serca i świszczący w złości oddech zdawało się coś całkowicie obcego. Otworzyłam jedno oko, a potem kolejne, jakby początkowo sprawdzając tylko, czy wszystko rzeczywiście jest tak, jak było, czy może znaleźliśmy się we wspomnieniu, a ja tego nie zauważyłam. Nic jednak nie zdawało się inne. Ale to nic przecież, Alex mówił że nie ma jeszcze wprawy, a ja prosiłam go o wiele. Widziałam w tęczówkach zmęczenie i normalnie pewnie bym odpuściła. Pozwoliła mu odpocząć. Mu i sobie. Ale nie mogłam, nie byłam w stanie zostawić tego w ten sposób i tak po protu iść spać. Nie dzisiaj, prawdopodobnie nie do momentu, aż nie dowiem się wszystkiego.
- Jeszcze raz. - wypowiedziałam cicho, pozornie spokojnym głosem, choć dłonie nadal trzęsły się lekko i wątpiłam, że złość szybko odejdzie. Ale to nie miało znaczenia, bo przecież musiałam wiedzieć. W tym wszystkim nadwyrężałam też jego, ale miałam nadzieję, że będzie w stanie wybaczyć mi to, że rozumie dlaczego muszę wiedzieć wszystko, znać resztę. Po tylu latach dowiadywałam się o czymś, czego nie byłam świadoma, czego nie w ogóle się nie spodziewałam. Czy gdybym wiedziała, nadal byłabym w miejscu w którym jestem teraz? Czy byłbym inną osobą wiedząc wcześniej?
Nie wiedziałam i nigdy nie miałam się tego dowiedzieć.


przeliczyłam według zasad: 177/222; -10





Here is what they do not tell you about Death: when Death says "You are born for this", she clearly means
"You will die for this".

Powrót do góry Go down
 

Strych

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Okolice :: Stara chata-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18